missnowegojorku, chyba już Ci mówiłam-po prostu chcę pogadać.. siedzę cały czas sama, nie mam się do kogo odezwać..
Nie chcę porady no chyba że ktoś wymysli coś naprawdę konkretnego a nie 'zrób makijaż i wyjdź do ludzi'.
Już bardziej chyba zrozumienia. Tak po prostu.
A może też żeby ktoś czasem pomyslał że taka brzydulka która siedzi gdzieś w kącie i nic nie mówi też ma jakieś uczucia i jest jej przykro jak się ją nazwie pasztetem...
Podobne tematy
śmiem twierdzić, że większość ludzi po prostu nie znosi osób użalających się i narzekających.
Święta prawda. Sprecyzowałabym tylko, że "osób wiecznie użalających się".
Jest to zresztą zrozumiałe.
Każdy czasem na coś narzeka, ale nie można TYLKO TO lub głównie TO robić.
Wysłuchiwałam żalów koleżanki gdy po latach małżeństwa zostawił ją mąż i wyczyścił z pieniędzy. Wysłuchiwałam godzinami, najpierw pocieszałam, potem "potrząsałam" nią, próbowałam stawiać do pionu. Ale po 7 latach nie mogę już słuchać tego samego, przy braku jakiejkolwiek próby zmiany.
Brzydula w Twoim przypadku mam wrażenie, że problemem nie jest bycie nudną (bo za taką, po Twoich postach Cię nie uważam), lecz Twoja nieśmiałość. Nie powiem, że to nie jest problem. Ale jest to problem rozwiązywalny. Chociaż trochę.
Wydaje mi się jednak, że Brzydulla i Asterka czy chociażby i moja skromna osoba
nie użalają się non top wszem i wobec. Być może wlaśnie na tym forum ulewa się czara goryczy. Czasem człowiek właśnie nie opowiada na prawo i lewo jaki jest nieszczęsliwy i że czuje się niezrozumiany. Robi na zewnątrz dobrą minę do złej gry i robi swoje, czyli żyje, pracuje, robi zakupy, oddcha i je. A wewnątrz poziom stresu i niezadowolenia wzrasta. Dlatego też wioelu ludzi chodzi dziś na terapię. Terapeuta Cię bowiem nie opieprzy, nie powie żeś be i nie będzie radził. Zazwyczaj wysłucha wszelakiego bekotu. Być może dla nas to forum to próba nieprofesjonalnej terapii czy zwykła chęć wyrzucenia z siebie trosk, bez udawania, boć w necie jesteśmy prawie anonimowi.
Brzydullo
ja wiem, pamiętam, taki se wywód pierdyknęłam też nudów...
Przeczytalam niniejszy wątek i śmiem twierdzić, że większość ludzi po prostu nie znosi osób użalających się i narzekających. Niestety, taka jest rzeczywistość. I nie ma w tym nic dziwnego: po pierwsze primo- łatwiej jest zapomnieć o swoich problemach i niedociągnięciach w towarzystwie optymisty, osoby z poczuciem humoru, niż w towarzystwie malkontenta i marudy, po drugie primo- mamy takie czasy, że wymaga się od nas urody, młodości, optyzmizmu, humoru i sukcesów. Więc dziewczyny -Brzydulla i Asterka nie dziwcie się, że niespotkacie się tu ze zrozumieniem. Zasadniczym moim pytaniem jest- czemu służy ta cała dysputa, czy chęci udowodnienia swoich racji interlokutorom, czy uzyskanie jakiejś życiowej porady... Życie, moim przynajmniej zdaniem, nie jest ani pasmem sukcesów i przyjemości i nie zawsze osoba na pozór wesoła, miła i uśmiechnięta, wewnątrz nie cierpi i nie jest wcale taka happy, ani nie jest też pozbawione w ogóle ludzi dobrych, empatycznych i mądrych (czy to mężczyzn czy kobiet) , zdarzeń i przypadków nam przychylnych. Ja też jestem brzydka, chociaż są brzydsze ode mnie, mężczyzny swego na dobre i złe także nie znalazłam, ale wiele z tych co znalazły, okazało się, że jednak się pomyliły i też nie są szczęsliwe. Generalnie nie zgadzam się z Alderwoman, że mężczyźni nie różnią się od kobiet, co nie oznacza, że nie są ludźmi.
AMEN!!
Brzydula, ja osobiscie wolalam tamte czasy, kiedy zeby napisac wypracowanie musialam zajrzec do ksiazki a nie na google.pl i mialam gotowca. wolalam wyjsc na dwor bawic sie w berka, chowanego, podchody, klasy, skakac na gumie czy tez chodzic po drzewach i garazach niz siedziec w domu przy psp czy innych playstation i plakac rodzicom, ze chce iPad'a czy iPhone, bo dzieci sie ze mnie smieja, ze jestem biedna, bo nie mam takowego gadzetu. jak ja bylam dzieckiem, inne, biedniejsze nie byly przez nas odstawiane w kat, bo maja ubrania z secondhandu, badz nie maja sniadania w szkole. byla biedna kolezanka? ja z czegos wyroslam? dawalam jej. nie miala jedzenia? prosilam mame o dwie kanapki wiecej do szkoly... o to mi chodzi. moj ojciec siedzial w domu, byl wierny mamie, dopoki nie pojawil sie internet. internet ulatwia faktycznie baaaardzo duzo...
a prawda jest taka, jakim czlowiekiem sie czujesz, tak postrzegaja Ciebie inni.
ja tez zauwazylam kobietki, ze wy czytacie to co chcecie przeczytac. w temacie naprawde padlo sporo fajnych rad, czy czegokolwiek innego, ktore moglybyscie wprowadzic w swoje zycie, ale wy dalej sie upieracie na swoje niepowodzenia, bo jestescie brzydkie...
moja mama jest po raku, miala amputowana piers, byla bita 20alat malzenstwa, a na koniec uslyszala, ze nikt jej nie zechce, bo jest brzydka i wybrakowana. bolalo cholernie, ale przez pierwszy rok. teraz jest najszczesliwsza osoba jaka znam, bo ma kochajace dzieci i to jej wystarcza, i to ona mi pokazala, ze kobieta moze zyc bez mezczyzny.
No coż Mary nie rozpędzaj się tak, bo okaże się, że chciałabyś urodzić się w czasach przed narodzeniem Jezusa ![]()
Żart,,,,
Rady, radami, gdyby je było tak łatwo zastosować to świat byłby wypełniony szczęśliwymi ludżmi, a tak nie jest, przychodnie psychiatryczne pełne są depresatów, na wizytę u terapeuty czeka się po pół roku, w poradni uzaleźnień jest mnóstwo leczących się. Tak, że nie udawajmy, że wystarczy pstryknąć palcami i jest się już szczęsliwym. Nawet Budda za cel sobie obrał, aby znaleźć drogę do pozbycia się trosk i cierpienia i zajęło mu to chyba całe życie, zanim osiągnął nirwanę.
No coż Mary nie rozpędzaj się tak, bo okaże się, że chciałabyś urodzić się w czasach przed narodzeniem Jezusa
Żart,,,,
.
aaaaahahahaha, nie nie nie;) co to to podziekuje;) ja sie ciesze z tego w jakich czasach sie urodzilam, mowilam tylko, ze teraz nie chcialabym byc dzieckiem.
nie no jasne, ze tak. tylko popatrz Missnowegojorku ile czasu zajelo to, zeby kobietki napisaly na czym faktycznie rzecz polega:)
Wydaje mi się jednak, że Brzydulla i Asterka czy chociażby i moja skromna osoba
nie użalają się non top wszem i wobec. Być może wlaśnie na tym forum ulewa się czara goryczy. Czasem człowiek właśnie nie opowiada na prawo i lewo jaki jest nieszczęsliwy i że czuje się niezrozumiany. Robi na zewnątrz dobrą minę do złej gry i robi swoje, czyli żyje, pracuje, robi zakupy, oddcha i je. A wewnątrz poziom stresu i niezadowolenia wzrasta. Dlatego też wioelu ludzi chodzi dziś na terapię. Terapeuta Cię bowiem nie opieprzy, nie powie żeś be i nie będzie radził. Zazwyczaj wysłucha wszelakiego bekotu. Być może dla nas to forum to próba nieprofesjonalnej terapii czy zwykła chęć wyrzucenia z siebie trosk, bez udawania, boć w necie jesteśmy prawie anonimow
AMEN
Żyję, chodzę, robię co moje, cieszę się z małych rzeczy,zachwycam życiem , tylko czasem zastanawiam się dlaczego mając tak wiele do ofiarowania jestem sama.Kurczę, facet miałby ciepłą, konkretną, wierną partnerkę.Nie żadną dziunię malowaną, materialistkę i idiotkę, której by się wstydził.Dom do którego by z przyjemnością wracał.A wszystko tylko dlatego bo nie raczy mnie poznać i dowiedzieć się co jest pod tą średnio atrakcyjną powłoką.
kiedy mnie ktos o cos takiego pyta Kochana, odpowiadam wtedy jedno(choc malo wierzaca osoba ze mnie), najwidoczniej ktos na gorze czuwa nad Toba i nie dopuszcza do Ciebie idiotow.
659 2012-12-27 00:17:23 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-27 00:22:36)
Zawsze mówiłam że faceci mnie nie interesują.
Zycie pokazało,że faceci się również mną nie interesują..
Widzisz, jak Ci ładnie odwzajemnili Twoje uczucia do nich. Dobrze, żebyś miała świadomość, co warto zmienić, aby uzyskać inną wzajemność. Idea przekuta w rzeczywistość, słowo stało się ciałem. Marphy w "Potędze podświadomości" by tego lepiej nie opisał.
mery90 napisał/a:Kochane moje, stwierdzam, ze jestescie zakompleksione bardziej niz kobiety, ktore np nie maja piersi, badz reki czy nogi... i piszac to nie chce tu nikogo urazic, naprawde. tylko moze czas najwyzszy pokochac siebie i patrzec na siebie jako na istote piekna??
Nie mogę patrzeć na siebie jak na istotę piękną bo piękna nie jestem. Dośc trywialne ale prawdziwe.
Nie jestem też duszą towarzystwa. Jestem niesmiała i zwykle w towarzystwie nie mam nic do powiedzenia.
Nie zamierzam siebie kochać bo nie ma za co. Bo co? Bo to ja? No i coz tego? Umiem sobie prosto w oczy powiedzieć że jestem nic niewarta.
Nie musisz być piękna żeby się sobie podobać.
Popatrz jak sama określiłaś swoją wartość, gdy napisałaś:
[...] Nie zamierzam siebie kochać bo nie ma za co. Bo co? Bo to ja? No i coz tego? Umiem sobie prosto w oczy powiedzieć że jestem nic niewarta.
A przecież możesz się kochać nie za coś, ale dlatego, że jesteś. Przecież nie masz nikogo bliższego Ci do kochania, jak Ty sama.
No nie wiem dlaczego. Mam podobne doświadczenia do Twoich, oczywiście nie identyczne. Miałam parę związków i skończyły się one totalnym niepowodzniem, dzieci nie posiadam. Jestem od 5 lat sama i właściwie zaprzestalam jakichkolwiek poszukiwań. Z randkami z netu też skończyłam z uwagi na wyciągnięcie wnisoków podobnych do Twoich. Zresztą gdzie niby mam szukać, znajomi najczęsciej w związkach, na dyskoteki nie chadzam, czasem do kina, nikogo tam jednak nie poznałam.
661 2012-12-27 00:23:44 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2012-12-27 00:25:00)
Nie sciągałabym wypracowania z google bo co jak ktoś inny w klasie zrobi to samo? zesztą, nauczyciele nie tacy głupi,pewnie też najpierw wrzucają temat w google i wyłowią paru cwaniaków
Jesli chodzi o gadżety - fakt, swiat się zrobił bardziej gadżeciarski ale ja nie jestem gadżeciarą. Smartfona nie mam mimo że finansowo mogłabym to przełknąć ale po co mi? A tamte czasy też miały swoje gadżety na które nie wszystkich było stać albo po prostu nie mogli ich zdobyć - tu sie cofnę jeszcze wcześniej, do lat 80tych - strasznie chciałam np łyżwy (kupiłam je sobie dopiero ok 30tki), dekatyzowane dżinsy czy chociażby magnetofon i kasety. Strasznie się stresowałam że nie wiem kto to Limahl czy Sandra...
a prawda jest taka, jakim czlowiekiem sie czujesz, tak postrzegaja Ciebie inni.
ja tez zauwazylam kobietki, ze wy czytacie to co chcecie przeczytac. w temacie naprawde padlo sporo fajnych rad, czy czegokolwiek innego, ktore moglybyscie wprowadzic w swoje zycie, ale wy dalej sie upieracie na swoje niepowodzenia, bo jestescie brzydkie...
A powtarzam od miesiąca jak zepsuta płyta że to tzw feedback ze świata spowodował że jestem czym jestem i czuję to co czuję. Na starcie zycia wcale nie uważałam że jestem jakaś gorsza. I robiłam to wszystko co piszą w tych dobrych radach. Ale po 20 latach starań retrospektywnie stwierdziłam że to nic nie zmienia- więc coś jest chyba nie tak. Ze mną. Że nie jestem taka jak inni mimo że się staram taka być. No własnie. Staram. Kolejna rzecz. To co dla innych kobiet jest sprawą naturalną - jak zrobienie makijazu czy pójscie na dyskotekę to dla mnie jest ciężką pracą i staraniem bo naturalnie mi nie wychodzi. W końcu każdemu się znudzi, zwłaszcza jak nie przynosi efektów.
662 2012-12-27 00:23:55 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-12-27 00:36:19)
Kochać siebie można, aczkolwiek nie gwarantuje to tego, że pokocha Cię wtedy kto inny.
Jednym z najsilniejszych skrótów myślowych, którym ulegamy, jest przeświadczenie, że fizyczna atrakcyjność wiąże się z pozytywnymi cechami charakteru. I choć stwierdzenie to często wywołuje nagły przypływ buntu (O nie! Ja nie oceniam ludzi po wyglądzie!) znajduje potwierdzenie w wielu naukowych badaniach. E. Aronson, T. Wilson i R. Alert w książce ?Psychologia społeczna ? serce i umysł? opisuje badania Karen Dion, która to już w 1972 roku wykazała, że atrakcyjnym osobom przypisujemy więcej pozytywnych cech i zakładamy, że spotka je więcej pomyślnych zdarzeń.
Na spacerze Abrahamowi Lincolnowi przyglądała się nieznajoma dama.
- Boże, ależ jest pan brzydki ? wykrztusiła pani.
- Cóż, nic na to nie poradzę ? odrzekł zasromany prezydent.
- Mógł pan zostać w domu! ? gniewnie rzuciła dama.
brzydulla napisał/a:Zawsze mówiłam że faceci mnie nie interesują.
Zycie pokazało,że faceci się również mną nie interesują..Widzisz, jak Ci ładnie odwzajemnili Twoje uczucia do nich.
Trafiony zatopiony ![]()
Riposta dobra ,ale faktem jest, że to nie jest czyste odwzajemnienie nie uczuć. Gdybym nie czuła tego co czuję to jedyną róznicą byłoby to, że jeszcze byłabym sfrustrowaną starą panną która rzuca się na wszystko co sika na stojąco i na drzewo nie ucieka. Taka Bridget Jones. Żałosna.
Skąd wiem? No bo moja mama, która jest moim genetycznym prototypem (przysięgam, gdyby nie była taką gorliwą katoliczką to bym podejrzewała że się sklonowała) zawsze bardzo chciała mieć męża i rodzinę, a interesowali się nią tylko alkoholicy.
brzydulla napisał/a:[...] Nie zamierzam siebie kochać bo nie ma za co. Bo co? Bo to ja? No i coz tego? Umiem sobie prosto w oczy powiedzieć że jestem nic niewarta.
A przecież możesz się kochać nie za coś, ale dlatego, że jesteś. Przecież nie masz nikogo bliższego Ci do kochania, jak Ty sama.
No ale -dlaczego? Dlaczego mam się kochać za to że jestem?
664 2012-12-27 01:03:12 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-27 01:03:55)
No ale -dlaczego? Dlaczego mam się kochać za to że jestem?
Bo właśnie na tym polega bezinteresowność w miłości.
Jak się będziesz lubić za to, że dużo zarabiasz, to już nie będzie to bezinteresowne.
Nie dlaczego, tylko po co. Po to, żeby lepiej się czuć. Jak kochasz i jesteś kochana, czujesz się lepiej. Załatw to sobie sama.
Animus, Artemida nikt nie kocha wszystkich. Dlaczego kochasz tego jednego faceta/ kobietę a innych nie? Bo 'coś' w nim/niej jest...
Dlaczego nie kochasz sąsiada, nieustannie robi awantury piętro wyżej czy pijaka który się porzyga pod twoim płotem? Albo obcego faceta który własnie przeszedł pod Twoim oknem? Bo was wkurzają, budzą odrazę albo są po prostu obojętni. Tak samo ze sobą. Jak nie lubisz swoich cech - wyglądu, osobowości - to nie lubisz i siebie.
Ja szczerze mówiąc też nie lubię myszowatych osób. Myszowatych z charakteru i wyglądu. No to dlaczego mam dla siebie robić wyjatek? Bo to JA? To byłby dopiero egoizm!
667 2012-12-27 11:30:43 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2012-12-27 13:56:44)
Niebezpiecznie cyrkularne myslenie. Siebie powinno sie lubic, bo to pomaga w zyciu. Nie ma sensu krzywic sie na siebie, bo jedyna osoba, ktora na tym ucierpi to Ty sama.
Jezeli rodzice moga kochac swoje dzieci bezinteresownie, siebie tez bezinteresownie mozna kochac (w koncu nikt Ci nie moze byc blizszy). Siebie sie nie rozwiedzie, nie zostawi, nie powie: "Pa, nieudaczniczka jestes i Cie nie chce wiecej widziec", bo to niemozliwe do wykonania. Jedyne wyjscie to postarac sie polubic swoja osobe ![]()
[...]
Dlaczego nie kochasz sąsiada, nieustannie robi awantury piętro wyżej czy pijaka który się porzyga pod twoim płotem? Albo obcego faceta który własnie przeszedł pod Twoim oknem? Bo was wkurzają, budzą odrazę albo są po prostu obojętni. Tak samo ze sobą. Jak nie lubisz swoich cech - wyglądu, osobowości - to nie lubisz i siebie.
Ja szczerze mówiąc też nie lubię myszowatych osób. Myszowatych z charakteru i wyglądu. No to dlaczego mam dla siebie robić wyjatek? Bo to JA? To byłby dopiero egoizm!
Nie lubisz myszowatych, bo CI przypominają Ciebie. Gdybyś lubiła siebie, to i myszowaci by Ci przestali przeszkadzać.
Sąsiad nie lubi siebie, dlatego pije i się degeneruje. Potem robi awantury, bo nigdy nie spotkał nikogo, kto by go pokochał zapijaczonego. Rzyga, bo jego organizm ma jeszcze odruch wyrzucania z siebie trucizny. Gdyby psychika miała taką zdolność, to by rzygał niechęcią do siebie i byłby zdrowszy. Ale takiej zdolności psychika nie ma. Pozbyć się nadmiaru trucizny można, ale jak zatruwa Cię pustka, to jej się tak łatwo nie pozbędziesz. Możesz ją jedynie zapełnić... zapełnić miłością.
Możesz ją jedynie zapełnić... zapełnić miłością.
Owszem, ale miłość niezwykle rzadko sama do nas przychodzi, a kiedy już czai się w ukryciu, trzeba drugiemu człowiekowi pozwolić się pokochać. Niestety ciężko zbliżyć się do osoby, która jest sfrustrowana, pesymistyczna, zgorzkniała, która sama siebie nie lubi i nie akceptuje, nie wspominając już o własnej miłości. I w ten sposób to błędne koło się zamyka.
670 2012-12-28 09:51:58 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2012-12-28 09:54:54)
Gdyby psychika miała taką zdolność, to by rzygał niechęcią do siebie i byłby zdrowszy.
No ale ja własnie rzygam niechęcią do siebie, przynajmniej w przenośni- i wszyscy mnie za to krytykujecie!
Nie lubisz myszowatych, bo CI przypominają Ciebie. Gdybyś lubiła siebie, to i myszowaci by Ci przestali przeszkadzać.
A ty lubisz myszowatych? Nie mówię że nie lubić musi zaraz oznaczać że ich kopiesz i wyzywasz na ulicy. Ale chciałbyś np kontynuować znajomość z taką myszą spotkaną gdzie na jakiejś imprezie czy w pracy?
Jeżeli myszowata jest pogodna, zabawna, inteligentna, błyskotliwa to te cechy nadają charakter jej mysiej mordce, która zaczyna być kojarzona z czymś sympatycznym.
Życie trzeba chwytać za grzywę sposobem.
Myszowate nie są pogodne, zabawne i błyskotliwe.Myszowatość to przeciętność aż do bólu, to osoba, która nie wyróżnia się z tłumu.
Wiecie Kochani, czasem człek ma po prostu dość starania się, urobienia po pachy, błyskania intelektem.Przejdzie sobie obok faceta takie zgrabne, piękne cudo i już jego cała uwaga kieruje się na nie.A wy czujecie się jakby ktoś was po twarzy nastrzelał.
Prawda jest taka, kobieta mało atrakcyjna musi się strasznie napracować by facet zwrócił na nia uwagę.I niema ŻADNYCH gwarancji sukcesu.Najczęściej wylądujesz na pozycji dobrego kumpla, któremu się będzie żalić na te złe.Dziękuję za taką rolę.Bardzo dziękuję.Im nie smakuje coś, czego sami nie wywalczą i nie zdobędą, a jak mają zdobywać kogoś kto musi krzyczeć -Zobacz jaka jestem fajna?
Dość mam chwytania życia za grzywę sposobem, wystarczająco się przy tym poobijałam.
Myszowatośc to nie zawsze tylko wygląd. Myszowatośc to też cecha charakteru. Taka szara myszka co to na każdej imprezie siedzi w kąciku sobie i łapkami serek skrobie..
I nie to że zawsze biadoli jaka to ja biedna i nieszczęśliwa. Na takie żale to sobie pozwalam tylko na forach gdzie mnie i tak nikt nie zna albo w towarzystwie najbliższej rodziny (mamy) i to tylko jak mnie wkurzą swoimi 'dobrymi radami'.
Jak masz myszowaty wygląd ale zajefajny charakter to jasne że pokonasz myszowaty charakter, może nie w 100% ale na pewno w co najmniej 50%. Jak wygladasz jak Angelina ale jesteś niesmiała toteż sobie jakoś poradzisz,nie zawsze ale lepiej niż taka 100% mysz.
Jak masz myszowaty charakter i wygląd to niestety, ale każdy dzień jest dla Ciebie walką o przetrwanie.
I to nie chodzi tylko zdobywanie facetów,ale o takie niezbędne do zycia rzeczy jak praca.
Myszowatośc to nie zawsze tylko wygląd. Myszowatośc to też cecha charakteru. Taka szara myszka co to na każdej imprezie siedzi w kąciku sobie i łapkami serek skrobie..
I nie to że zawsze biadoli jaka to ja biedna i nieszczęśliwa. Na takie żale to sobie pozwalam tylko na forach gdzie mnie i tak nikt nie zna albo w towarzystwie najbliższej rodziny (mamy) i to tylko jak mnie wkurzą swoimi 'dobrymi radami'.
Jak masz myszowaty wygląd ale zajefajny charakter to jasne że pokonasz myszowaty charakter, może nie w 100% ale na pewno w co najmniej 50%. Jak wygladasz jak Angelina ale jesteś niesmiała toteż sobie jakoś poradzisz,nie zawsze ale lepiej niż taka 100% mysz.
Jak masz myszowaty charakter i wygląd to niestety, ale każdy dzień jest dla Ciebie walką o przetrwanie.
I to nie chodzi tylko zdobywanie facetów,ale o takie niezbędne do zycia rzeczy jak praca.
Jęśli mają do czynienia z kotem, to myszy czują się zauważone.
Myszowatośc to nie zawsze tylko wygląd. Myszowatośc to też cecha charakteru.
Jak masz myszowaty charakter i wygląd to niestety, ale każdy dzień jest dla Ciebie walką o przetrwanie.
Jeżeli ktoś ma zarówno myszowaty wygląd i charakter to rzeczywiście ma trudno.
Tylko...nigdy nie spotkałam takiej kombinacji. Nigdy.
Nie będę podawać przykładów z mojego otoczenia (jest ich wiele).
Nie chodzi oczywiście o wygląd Angeliny Jolie czy umysł Judit Polgar.
Każda osoba ma w sobie coś interesującego. Albo w wyglądzie albo w osobowości. Natomiast nie każdy zdaje sobie z tego sprawę.
A nie zdając sobie z tego sprawy, czasem nie chce tego "czegoś" szukać. Może to rezygnacja, może coś innego?
Ty Brzydullo już zrezygnowałaś. Niestety.
Brzydula, jest fajną , inteligentną kobietą.Tylko wiecie - świat ludzi jest okrutny i kieruje się pozorami.Widoczne są tylko osoby, które bardzo rzucają się w oczy.Nie każdy ma tyle siły, predyspozycji i chęci by zmienić się w tego "widocznego".I trzeba to uszanować.
Trochę już żyję na tym świecie i spotkałam na swojej drodze wielu ludzi, w tym również wielu mężczyzn. I wśród nich byli panowie o najróżniejszych gustach, wielbiący sylwetki od Anji Rubik po Beth Ditto, lubiący zarówno skromne i ciche, jak i wyzwolone i pewne siebie kobiety. Ba, byli również i tacy, którym zależało na tzw. szarych myszkach, zarówno jeśli chodzi o ich wygląd, jak i o charakter - po prostu najlepiej czują się i najlepiej rozumieją z takimi kobietami. I cały sukces polega na tym, by znaleźć fajnego faceta mającego taki gust, byśmy były w stanie go zaspokoić takie, jakie jesteśmy, a nie pod warunkiem, że schudniemy/przytyjemy/odmłodzimy się/staniemy się bardziej przebojowe. Taki mężczyzna na inne kobiety nawet nie spojrzy, a nawet, jeśli, to zrobi to ukradkiem i pomyśli sobie: "Ładna, ale to obok siebie mam prawdziwy skarb". Myślę więc, że problem leży tak naprawdę właśnie w tym dysonansie, w tym wymijaniu się gustów i upodobań.
I nie jestem gołosłowna. Wspominałam już w tym temacie, że ważę ponad 100 kilogramów. Przez lata waga była moim największym kompleksem - dopóki nie przeczytałam powieści "Gra o tron" Martina, w której jeden z bohaterów powiedział, że prawdziwą siłą człowieka jest czynienie siły ze swoich słabości i niedomagań. I sama zaczęłam postrzegać siebie inaczej. Zaczęłam podchodzić do swojej otyłości nie z rezerwą i dystansem, ale z... humorem. Kiedy ludzie zaczęli widzieć, że potrafię śmiać się z siebie i sprawia mi to autentyczną radość, również zaczęli zupełnie inaczej mnie postrzegać. Mężczyźni również. Na powodzenie bynajmniej nie narzekam. I to nie u panów z tak zwanego "ostatniego sortu", nie u nudziarzy czy życiowych nieudaczników, którzy stracili nadzieję na coś lepszego. Ale u wspaniałych, ciekawych mężczyzn w moim typie, a muszę przyznać, że typ mam dosyć wybredny
. Po prostu oni również gustują w takich kobietach jak ja. Więc może warto spróbować walczyć z problemem od tej strony, zamiast zmieniać się na siłę?
Dzięki za wypowiedź, Wilczyco, bardzo mi się podoba ![]()
Mogę zapytać, co tak dokładniej zmieniło się w twoim podejściu? Zaczełaś nagle, na co dzien, żartować ze swojej tuszy?
Czy może po prostu wczesniej byłaś bardziej przygaszona, a teraz zaczęłaś więcej się smiać?
Jak to jest? Jakąs instrukcję do zmiany podejścia poproszę
(Zawsze lubię się uczyć być lepszą wersją siebie, a już szczególnie od kogoś, komu udało się coś zmienić).
No zgadzam się że określony typ przyciąga określony typ.
Moja mama np całe życie alkoholików. Mój ojciec był pijakiem, na szczęście młodo umarł. Potem paru facetów w dzielnicy wykazywało nią zainteresowanie, niestety tacy których rzadko widywało się trzeźwych. Na koniec wyszła za mąż po raz drugi,za faceta którego spotkała parę razy w życiu (to już inna historia) no i oczywiście musiała go napitego ściągać spod płota sąsiadów... Nigdy w zyciu żaden inny,tylko pijacy. Urocza perspektywa.
Ja tam, dla ciebie, Brzydullo, bym widziała jakiegoś nieśmiałego intelektualistę
Bylibyście oboje spokojni i mogli prowadzić długie rozmowy przy kominku. No ale ja tam nie wiem, co ty lubisz ![]()
Niektóre kobiety zdają się wchodzić z jednego patologicznego związku w drugi (alkoholik, damski bokser, manipulator, itd, itp). Wydaje mi się, że czesto ma to związek z niską samooceną, bo one nie potrafią byc same i mają małe wymagania.
Myszowatośc to nie zawsze tylko wygląd. Myszowatośc to też cecha charakteru. Taka szara myszka co to na każdej imprezie siedzi w kąciku sobie i łapkami serek skrobie..
I nie to że zawsze biadoli jaka to ja biedna i nieszczęśliwa. Na takie żale to sobie pozwalam tylko na forach gdzie mnie i tak nikt nie zna albo w towarzystwie najbliższej rodziny (mamy) i to tylko jak mnie wkurzą swoimi 'dobrymi radami'.
Jak masz myszowaty wygląd ale zajefajny charakter to jasne że pokonasz myszowaty charakter, może nie w 100% ale na pewno w co najmniej 50%. Jak wygladasz jak Angelina ale jesteś niesmiała toteż sobie jakoś poradzisz,nie zawsze ale lepiej niż taka 100% mysz.
Jak masz myszowaty charakter i wygląd to niestety, ale każdy dzień jest dla Ciebie walką o przetrwanie.
I to nie chodzi tylko zdobywanie facetów,ale o takie niezbędne do zycia rzeczy jak praca.
A ty lubisz myszowatych?
Do tak zdefiniowanej myszowatości to aż się uśmiecham... i brwi mi się unoszą.
Ja tam, dla ciebie, Brzydullo, bym widziała jakiegoś nieśmiałego intelektualistę
Bylibyście oboje spokojni i mogli prowadzić długie rozmowy przy kominku. No ale ja tam nie wiem, co ty lubisz
Niektóre kobiety zdają się wchodzić z jednego patologicznego związku w drugi (alkoholik, damski bokser, manipulator, itd, itp). Wydaje mi się, że czesto ma to związek z niską samooceną, bo one nie potrafią byc same i mają małe wymagania.
Nie szukam faceta... Nie chcę być myszowata bo to mi utrudnia znalezienie i potem egzystencję w pracy.
Co do nieśmiałego intelektualisty - to bardzo złe połączenie: 2 nieśmiałych. Życie jest okrutne i lepiej żeby chociaż jedna osoba w domu umiała sobie z nim radzić. Inaczej wszyscy będą ich ***(wiesz co)
Poza tym -ja sama wcale nie lubię nieśmiałych. Może dlatego tak bardzo denerwuje mnie to we mnie.
Mogę zapytać, co tak dokładniej zmieniło się w twoim podejściu? Zaczełaś nagle, na co dzien, żartować ze swojej tuszy? Czy może po prostu wczesniej byłaś bardziej przygaszona, a teraz zaczęłaś więcej się smiać?
Jak to jest? Jakąs instrukcję do zmiany podejścia poproszę (Zawsze lubię się uczyć być lepszą wersją siebie, a już szczególnie od kogoś, komu udało się coś zmienić).
Ja się zawsze śmieję, że choć Bóg poskąpił mi odzałamiającej urody i wielu talentów, nie poskąpił mi jednego - poczucia humoru. Z tym, że wcześniej nie potrafiłam śmiać się z samej siebie, byłam zbyt przewrażliwiona na swoim punkcie. Widziałam, jak ludzie ze mnie szydzą i to odbierało mi całą radość. Czułam się paskudnie, kiedy widziałam fajnych facetów patrzących na mnie z obrzydzeniem. Wtedy zaczęłam zmieniać sposób myślenia. Uświadomiłam sobie, że sama nie potrafiłabym być w związku z facetem, który kompletnie mi się nie podoba, więc dlaczego wcześniej wymagałam tego od innych? Dlaczego ktoś miałby akceptować mój wygląd na siłę? Nie muszę się wszystkim podobać i nie wszyscy muszą mi się podobać, więc po prostu wrzuciłam na luz. Co ludzie widzą, gdy na mnie patrzą? Grubą babę. Więc czemu grubość nie może być pewnego rodzaju moją wizytówką? Nie zamaskuję jej ani nie ukryję. Najpierw zaczęłam od grona najbliższych znajomych, którzy już wcześniej mnie akceptowali, potem przeniosłam to poczucie humoru na znajomości internetowe i nowo poznawanych ludzi. "Jak mogłeś mnie nie widzieć, skoro przesłaniam sobą pół nieba" albo: "Uważaj, bo jak jem to wchłaniam naraz nie tylko cały garnek, ale jeszcze pół kuchni" czy: "Mieszkają we mnie dwie Anje Rubik, które czekają tylko, by się wydostać". Wszystko wypowiedziane z uśmiechem i radosnym błyskiem w oku. Tak naprawdę wcale nie jem dużo (rzadko przekraczam 1500 kcal dziennie) i uprawiam sport, więc pod tym względem średnio mogę sobie coś zarzucić. Po prostu przez wyśmiewanie pewnych steretypów w stosunku do siebie, sprawiam, że ludziom nie chce się mnie komentować. Nie widzą w tym sensu, bo wiedzą, że i tak oleję ich zdanie moczem ciepłym i kwaśnym. A jeśli próbują, to przyznaję im rację: "Tak, tak. Siedzę tylko na kanapie i przez cały dzień żrę chipsy. Nawet kanałów w telewizorze nie zmieniam, bo boję się, że spalę kilka kalorii i schudnę". Z mężczyznami jest różnie - albo się podobam, albo nie. Odmowę nauczyłam się przyjmować z uśmiechem, bo w końcu trudno - nie ten, to następny, może jeszcze fajniejszy i przystojniejszy. Nie ma sensu na siłę zmieniać mężczyzn, niech szukają szczęścia tam, gdzie chcą, mogę im życzyć jedynie wszystkiego najlepszego
. Ale jeśli już natrafiam na odpowiedniego faceta i pojawia się wzajemność, to nie ma nic piękniejszego, niż wspólny spacer: my idziemy wtuleni, a wokół gapią się na mnie zawistne babska myślące sobie zapewne: "Jak on może być z takim spaślakiem! Przecież to ja jestem ta szczuplejsza i ładniejsza! Łeee!", a wierzcie mi, że takie spojrzenia naprawdę nieraz zarejestrowałam (oczywiście nie mam nic do szczupłych!). Jest takie powiedzenie, że jeżeli siebie samych widzimy w dobrym świetle, to się to chociaż odrobinę zaczyna udzielać innym. W moim przypadku się to sprawdziło.
Niektóre kobiety zdają się wchodzić z jednego patologicznego związku w drugi (alkoholik, damski bokser, manipulator, itd, itp). Wydaje mi się, że czesto ma to związek z niską samooceną, bo one nie potrafią byc same i mają małe wymagania.
To nie do końca prawda.Potrafię być sama i mam jakieś tam wymagania, ale niestety w moim wieku wolnych facetów jak na lekarstwo.I co raz więcej kompletnie nie kompatybilnych ze mną, bo alkoholicy, damscy bokserzy i psychopaci.Dużo tego, że tak brutalnie powiem "męskiego śmiecia" się porobiło i trzeba wybierać mniejsze zło....
To nie do końca prawda.Potrafię być sama i mam jakieś tam wymagania, ale niestety w moim wieku wolnych facetów jak na lekarstwo.I co raz więcej kompletnie nie kompatybilnych ze mną, bo alkoholicy, damscy bokserzy i psychopaci.Dużo tego, że tak brutalnie powiem "męskiego śmiecia" się porobiło i trzeba wybierać mniejsze zło....
Asterko, naprawdę uważasz, że lepiej jest być bitą, poniżaną, gwałconą i mieszkać z agresywnym alkoholikiem nierobem, niż być samą, mieć nadal szansę na znalezienie kogoś wartościowego i żyć sobie spokojnie, bez lęku o własne zdrowie i życie? Bycie z tyranem to dla Ciebie naprawdę "mniejsze zło"?
Przez mniejsze zło rozumiem takie cechy charakteru, które daje się strawić.Nie Wilczyco, nigdy nie przyszło mi przez myśl być z żadnym patologicznym facetem.Dlatego jestem sama.Mówię o małych realnych szansach spotkania kogoś sensownego w wieku 40+.Ale wiem, ze są kobiety, które nie potrafią żyć bez męzczyzny.A szanse na znalezienie kogoś normalnego maleją z roku na rok.
Asterko, jestem młodsza od Ciebie (mam 22 lata), ale powiem Ci szczerze, że ciężko jest znaleźć naprawdę sensownego faceta w młodszym wieku. Moi rówieśnicy to jeszcze dzieci zachowujące się jak przerośnięte dwulatni, nieodpowiedzialne, myślące tylko o sobie i swoich zabawkach (w które wliczają również kobiety). Oczywiście są wyjątki, ale ogólna tendencja jest bardzo niezadowalająca. Najbardziej sensowni i wartościowi mężczyźni, jakich poznałam, byli sporo starsi ode mnie, często po wieloletnich związkach, które nagle się rozpadły. Zazwyczaj poważnie myśleli o założeniu rodziny, wspólnym mieskzaniu, dzieciach, potrzebie znalezienia kobiety, z którą będą się dobrze dogadywać w późniejszych latach, a nie która będzie tylko ładnie wyglądać. Więc na pewno warto szukać.
I przepraszam, jeśli Cię uraziłam, najwidoczniej źle zrozumiałam Twój ostatni post.
Często bywa tak, że ludzie chcą mieć to czego akurat mieć nie mogą.
Kiedyś narzekałam na swój wygląd i wyróżnianie się z tłumu.
Jestem inteligentna i oczytana, mam wiedzę i talent, ale raczej rzadko się zdarza żeby mężczyzn interesowała rozmowa na poważny temat ze mną. A jeśli już to prowadzona tak, żeby wyszło, że niby mamy wspólne pasje i zainteresowania , które koniec końców sprawią, że pójdziemy do łóżka albo założymy rodzinę. Czuje się czasem jak piękna rzecz i ozdoba, a nie jak myślący człowiek.
Moja prababcia mawiała 'na ładne psi srają' i rzeczywiście, może to i prawda.
Poza tym, nawet mi się zdarzyło słyszeć wyzwiska na temat wyglądu , brat mojego najlepszego przyjaciela zwykle mówił 'jak widzę jej mordę to mi się niedobrze robi'
matkoo, ale cham...
missnowegojorku, ja raz usłyszałam: "Masz schudnąć tyle i tyle. Mi tam twoja waga nie przeszkadza, ale moi kumple mają patrzeć na ciebie z zazdrością, a nie politowaniem".
missnowegojorku, ja raz usłyszałam: "Masz schudnąć tyle i tyle. Mi tam twoja waga nie przeszkadza, ale moi kumple mają patrzeć na ciebie z zazdrością, a nie politowaniem".
to chore...
Co za idiota musiał takie coś powiedzieć.
Takich idiotów wsród facetów jest na kopy.Nie będę powtarzać jakie komplementy usłyszałam w życiu i to nie od obcych, ale od mężczyzn z którymi byłąm bliżej.Mam już trochę latek i niket mnie nie przekona, że dla części facetów tak istotny jest poklask innych męzczyzn , że odbiera im rozum.Słyszałyście , że któryś facet powiedział do drugiego , ale ta Twoja laska inteligentna, zaradna, sympatyczna?Czy mężczyźni potrafią się chwalić tym, że mają wierną, lojalną, madrą partnerkę?Nie oni chwalą się tym, że mają seksowną, ładną, zgrabną.
Asterka10, potrafią. Ja nieraz słyszałam, jak znajomi faceci chwalili się znajomym walorami intelektualnymi i przymiotami charakteru swoich sympatii
.
Asterka10, potrafią. Ja nieraz słyszałam, jak znajomi faceci chwalili się znajomym walorami intelektualnymi i przymiotami charakteru swoich sympatii
.
Absolutnie. Moj facet zawsze mowi, ze ladna buzia to tylko bonus, a tak naprawde nic waznego. Jak mowi kolegom o mnie to zawsze o moich osiagnieciach, studiach, probach pisarskich, a nie "Patrzcie jaka zgrabna/ piekna/ seksowna etc", bo to szczerze mowiac absolutny obciach, tak jakbym byla pieskiem na wystawie. Wielu facetow, ktorych znam nie osmieliloby sie nawet tak odezwac, bo ich wlasne dziewczyny by im daly po glowie ![]()
Takich idiotów wsród facetów jest na kopy.Nie będę powtarzać jakie komplementy usłyszałam w życiu i to nie od obcych, ale od mężczyzn z którymi byłąm bliżej.Mam już trochę latek i niket mnie nie przekona, że dla części facetów tak istotny jest poklask innych męzczyzn , że odbiera im rozum.Słyszałyście , że któryś facet powiedział do drugiego , ale ta Twoja laska inteligentna, zaradna, sympatyczna?Czy mężczyźni potrafią się chwalić tym, że mają wierną, lojalną, madrą partnerkę?Nie oni chwalą się tym, że mają seksowną, ładną, zgrabną.
Zgadzam się, nie wielu jest takich którzy traktują kobietę jak człowieka.
dla części facetów tak istotny jest poklask innych męzczyzn , że odbiera im rozum.
Trafnie napisałaś: "dla części facetów". Tylko dla części.
W pozostałym zakresie podpisuję się pod tym co napisała dziś Adlernewman.
Ale też nie popadajmy w paranoję. Nie oszukujmy się, ale każdy mężczyzna lubi mieć świadomość, że inni zazdroszczą mu jego kobiety. To bardzo podbudowuje jego ego i sprawia, że czuje się "samcem alfa". My też bardzo lubimy słyszeć od koleżanek: "Nono, ale fajnego faceta dorwałaś!". Z tym, że w takim podejściu bardzo ważne jest to, jacy tak naprawdę są nasi znajomi i jakie wartości sobie cenią. Ważny jest też umiar i zdrowe podejście - moja dobra znajoma może mówić: "Ale ten twój facet to brzydal, wcześniejsi byli przystojniejsi", ale to nie zmienia faktu, że on ma się podobać przede wszystkim mi, a nie jej, bo to z nim mam spędzić resztę życia, a nie z nią.
Ale też nie popadajmy w paranoję.
Oczywiście, nie popadajmy ![]()
Asterka napisała, że części mężczyznom wygląd kobiety i poklask (z tego powodu) u innych mężczyzn "odbiera rozum".
Dlatego napisałam, że " tylko części".
Dla części mężczyzn jest ważny TYLKO wygląd kobiety.
Dla części (pewnie najmniejszej) tylko walory intelektualne i osobowościowe.
Część (pewnie największa) najchętniej widziałaby połączenie tych elementów. I gdyby mieli wybierać tylko jeden z tych elementów to zapewne (pewności nigdy nie ma) stawialiby na walory wewnętrzne.
Zaryzykowałabym twierdzenie, że mężczyźni, którzy jako partnerki wybierają ładne lecz "puste" kobiety można podzielić na dwie kategorie:
albo są zakompleksieni i ładna partnerka w jakiś sposób ich dowartościowuje,
albo przeciwnie, są narcyzami (megalomanami) i do szczęścia potrzeba im tylko "ładnego dodatku" obok.
Nie zaprzeczam, znam takich. Ale jest ich niewielu.
Niepodważalnym faktem jest, że mężczyźni większą wagę przywiązują do wyglądu partnerki, niż same kobiety. Jest nawet Przysłowie mówiące, iż chłop aby był od diabła ładniejszy i jest ok.
701 2013-01-12 16:46:48 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-12 16:47:26)
missNY a chciałabyś takiego byle ładniejszego od diabła?
Niepodważalnym faktem jest, że mężczyźni większą wagę przywiązują do wyglądu partnerki, niż same kobiety.
Ja bym powiedziała, że jest wręcz odwrotnie i że to panie są bardziej krytyczne wobec własnego wyglądu. Wielu mężczyzn nie zwraca większej uwagi na rozstępy, celluit czy nie robi tragedii, jak kobieta nie ma ogolonych nóg czy więcej tłuszczyku tu i ówdzie. Dla kobiet natomiast to koniec świata. Tak naprawdę często same się nakręcamy i niemalże wmawiamy mężczyznom, że jesteśmy brzydkie, że powinnyśmy być szczuplejsze, ładniejsze. W ten sposób ich myślenie również się zmienia, bo automatycznie zaczynają patrzeć na nas bardziej krytycznym okiem.
Dla mnie uroda nie ma znaczenia, zakochiwałam się w mężczyznach podobnych do diabła. Mówię jedynie, że panowie uważają, że ich uroda nie znaczenia, ale kobieta musi być ładna. O tomi chodziło. Ze panowie mają większe wymagania co do wyglądu kobiet, niż niewiasty w stosunku do mężczyzn.
Niepodważalnym faktem jest, że mężczyźni większą wagę przywiązują do wyglądu partnerki, niż same kobiety.
Ja bym powiedziała, że jest wręcz odwrotnie i że to panie są bardziej krytyczne wobec własnego wyglądu. Wielu mężczyzn nie zwraca większej uwagi na rozstępy, celluit czy nie robi tragedii, jak kobieta nie ma ogolonych nóg czy więcej tłuszczyku tu i ówdzie. Dla kobiet natomiast to koniec świata. Tak naprawdę często same się nakręcamy i niemalże wmawiamy mężczyznom, że jesteśmy brzydkie, że powinnyśmy być szczuplejsze, ładniejsze. W ten sposób ich myślenie również się zmienia, bo automatycznie zaczynają patrzeć na nas bardziej krytycznym okiem.
Raczej nie zgodzilabym się z tą tezą.
missnowegojorku, oczywiście, że mężczyźni bardziej zwracają uwagę na wygląd partkerki, niż kobiety na wygląd partnera. Ma to zarówno genetyczne, jak i kulturowe uwarunkowania. Aby mózg mężczyzny był w stanie produkować substancje odpowiadające za zakochanie się, musi otrzymać odpowiedni bodziec wzrokowy. Mężczyzna nie jest w stanie zakochać się w brzydkiej kobiecie ze wspaniałym charakterem, za to szybko zapała uczuciem do ładnej, choć głupiutkiej kobiety. Tutaj do głosu dochodzi jeszcze teoria afirmacji, według której pięknym kobietom mężczyźni automatycznie przypisują pozytywne cechy charakteru, a brzydkim - negatywne, więc często nie orientują się, że kobieta, z którą wchodzą w związek, nie ma właściwie niczego wartościowego do zaoferowania. Według nich ma najwspanialszy charakter i osobowość na świecie - zmieni się to, gdy kobieta w jakiś sposób straci swoją urodę bądź też zwyczajnie się znudzi. Wtedy automatycznie skupiają się na jej wadach i pytają siebie: "Jak ja mogłem być tak głupi...?". Jeśli natomiast chodzi o kulturę, to przez wiele wieków kobieta miała tylko ładnie pachnieć i ładnie wyglądać. Jej charakter nie był dla mężczyzny zbyt ważny, bo kobieta nie służyła do rozmowy i partnerstwa, ale do zajmowania się domem, wychowywania dzieci i zaspokajania męża. I wbrew pozorom współcześnie niewiele się zmieniło. Wprawdzie kobiety wywalczyły sobie pozorną wolność i niezależność, ale nadal mają obowiązek przede wszystkim ładnie wyglądać i to ładne (a nie mądre, inteligentne, zaradne) są traktowane jako najlepsze kandydatki na żony i matki. Choć oczywiście są od tej teorii wyjątki.
I nadal podtrzymuję swoją tezę mówiącą, że kobiety są bardziej wymagające odnośnie własnego wyglądu, niż mężczyźni. Nieraz spotykałam się z sytuacją, w której kobieta narzekała, że ma np. celluit, a mężczyzna mówił: "A co to jest celluit? Ja niczego takiego nie widzę".
I wbrew pozorom współcześnie niewiele się zmieniło. Wprawdzie kobiety wywalczyły sobie pozorną wolność i niezależność, ale nadal mają obowiązek przede wszystkim ładnie wyglądać i to ładne (a nie mądre, inteligentne, zaradne) są traktowane jako najlepsze kandydatki na żony i matki. Choć oczywiście są od tej teorii wyjątki.
Mam zupełnie odmienne zdanie i spostrzeżenia, co może oznaczać tylko jedno: mamy zupełnie inne środowiska, ponieważ nasze postrzeganie ludzi najczęściej ( i w pierwszej kolejności) dokonujemy poprzez obserwację własnego otoczenia.
Co do przeszłych wieków te też niezupełnie tak było. Zależało to bowiem od warstw społecznych i ich poziomu rozwoju.
NP. w warstwach, w których praca była niezbędnym elementem życia, wybór partnerki życiowej dokonywał się głównie poprzez "przydatność" do pracy, a nie wygląd. W pierwszej kolejności zatem wybierano kobiety zdatne do pracy, silne, zdrowe, bo było to konieczne. To zresztą działało w obie strony: mężczyzna słaby(chorowity, kaleki etc.) miał mniejsze szanse na zostanie partnerem życiowym bo nie był w stanie zapewnić kobiecie i rodzinie środków do życia.
Oczywiście mówię o wyborze partnerki, nie o zakochaniu (bo na to wpływu nie mamy).
luc, ja właśnie mówiłam o tych wyższych warstwach społecznych i o ogólnych współczesnych tendencjach. Wiadomo, że od każdej reguły są wyjątki. Być może Ty znasz ich nieco więcej
. Jak ja rozmawiam z facetami to często słyszę, że wystarczy, że charakter kobiety jest w miarę znośny, najważniejsze, że ma być ładna.
Wilczyca musiałybyśmy najpierw zdefiniować co rozumiemy pod warstwę społeczną, bo są różne w zależności od kryterium podziału ![]()
W moim otoczeniu to co określiłaś jako wyjątek, jest normą. Wyjątkowo natomiast zdarzają się sytuacje kiedy mężczyzna wybiera na partnerkę kobietę, która jest tylko ładna. Przede wszystkim są to kobiety, które sobą prezentują coś więcej: inteligencję, wykształcenie, kulturę etc. Uroda jest na dalszym miejscu.
Jak to kiedyś powiedział mój przyjaciel. Kiedyś wystarczył mu seks, dzisiaj potrzebuje jeszcze z dziewczyną porozmawiać.
Zatem zależy to też od poziomu dojrzałości faceta.
Dla mnie uroda nie ma znaczenia, zakochiwałam się w mężczyznach podobnych do diabła. Mówię jedynie, że panowie uważają, że ich uroda nie znaczenia, ale kobieta musi być ładna. O tomi chodziło. Ze panowie mają większe wymagania co do wyglądu kobiet, niż niewiasty w stosunku do mężczyzn.
Dla mnie ma, przyznać muszę. Charakter przede wszystkim ale minimum przyzwoitości z wyglądem też musi być.
No tylko że nawet jakbym kiedyś spotkała tego idealnego to i tak bym uciekła bo taki facet zasługuje na coś więcej niż takiego wybrakowanego nieudacznika jak ja, taka apropo tematu przewodniego wątku.
Wilczyca89 napisał/a:Niepodważalnym faktem jest, że mężczyźni większą wagę przywiązują do wyglądu partnerki, niż same kobiety.
Ja bym powiedziała, że jest wręcz odwrotnie i że to panie są bardziej krytyczne wobec własnego wyglądu. Wielu mężczyzn nie zwraca większej uwagi na rozstępy, celluit czy nie robi tragedii, jak kobieta nie ma ogolonych nóg czy więcej tłuszczyku tu i ówdzie. Dla kobiet natomiast to koniec świata. Tak naprawdę często same się nakręcamy i niemalże wmawiamy mężczyznom, że jesteśmy brzydkie, że powinnyśmy być szczuplejsze, ładniejsze. W ten sposób ich myślenie również się zmienia, bo automatycznie zaczynają patrzeć na nas bardziej krytycznym okiem.Raczej nie zgodzilabym się z tą tezą.
Chętnie bym wkleiła obrazek który świetnie pokazuje to o co się kłócicie ale jak dotąd nie udało mi sie rozpracować jak to się robi.
Myśle zresztą że obie macie racje -po prostu strony się nawzajem nakręcają. tzn panowie są bardziej wymagający co do urody partnerek - prędzej facet rzuci kobietę bo przytyła czy dostała zmarszczek niż ona jego bo np wyłysiał. Skoro od pań więcej się wymaga w zakresie urody, to robią się też bardziej wymagające. TV i gazety pełne są chudych modelek zrobionych na ideał i jak kobieta widzi że jej facet na takich oko zawiesza to nawet podświadomie zaczyna się obawiać że ona już nie jest dla niego atrakcyjna.
710 2013-01-12 19:59:01 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-12 19:59:43)
oczywiście, że mężczyźni bardziej zwracają uwagę na wygląd partkerki, niż kobiety na wygląd partnera. Ma to zarówno genetyczne, jak i kulturowe uwarunkowania. Aby mózg mężczyzny był w stanie produkować substancje odpowiadające za zakochanie się, musi otrzymać odpowiedni bodziec wzrokowy. Mężczyzna nie jest w stanie zakochać się w brzydkiej kobiecie ze wspaniałym charakterem, za to szybko zapała uczuciem do ładnej, choć głupiutkiej kobiety. Tutaj do głosu dochodzi jeszcze teoria afirmacji, według której pięknym kobietom mężczyźni automatycznie przypisują pozytywne cechy charakteru, a brzydkim - negatywne, więc często nie orientują się, że kobieta, z którą wchodzą w związek, nie ma właściwie niczego wartościowego do zaoferowania. Według nich ma najwspanialszy charakter i osobowość na świecie - zmieni się to, gdy kobieta w jakiś sposób straci swoją urodę bądź też zwyczajnie się znudzi. Wtedy automatycznie skupiają się na jej wadach i pytają siebie: "Jak ja mogłem być tak głupi...?". Jeśli natomiast chodzi o kulturę, to przez wiele wieków kobieta miała tylko ładnie pachnieć i ładnie wyglądać. Jej charakter nie był dla mężczyzny zbyt ważny, bo kobieta nie służyła do rozmowy i partnerstwa, ale do zajmowania się domem, wychowywania dzieci i zaspokajania męża. I wbrew pozorom współcześnie niewiele się zmieniło. Wprawdzie kobiety wywalczyły sobie pozorną wolność i niezależność, ale nadal mają obowiązek przede wszystkim ładnie wyglądać i to ładne (a nie mądre, inteligentne, zaradne) są traktowane jako najlepsze kandydatki na żony i matki. Choć oczywiście są od tej teorii wyjątki.
Co do przeszłych wieków te też niezupełnie tak było. Zależało to bowiem od warstw społecznych i ich poziomu rozwoju.
NP. w warstwach, w których praca była niezbędnym elementem życia, wybór partnerki życiowej dokonywał się głównie poprzez "przydatność" do pracy, a nie wygląd. W pierwszej kolejności zatem wybierano kobiety zdatne do pracy, silne, zdrowe, bo było to konieczne. To zresztą działało w obie strony: mężczyzna słaby(chorowity, kaleki etc.) miał mniejsze szanse na zostanie partnerem życiowym bo nie był w stanie zapewnić kobiecie i rodzinie środków do życia.
Oczywiście mówię o wyborze partnerki, nie o zakochaniu (bo na to wpływu nie mamy).
Świnta prawda, dobrodziejki. Obie.
Kiedyś partnerów wybierali rodzice. W bogatszych warstwach społecznych szukali majętnych i skoligaconych, w biedniejszych raczej krzepkich -bo kobieta miała urodzić dzieci,zająć się domem, w gospodarstwie pomóc, albo i sama się nic zająć jak mąż się napił. Cherlawa by rady nie dała.
Ale jak już sami zaczęli o tym decydować to facet musiał być zaradny (albo bogaty) bo to on zapewniał trzymanie, a kobieta miała być ładna. Do dziś niektórzy używają określenia że zona jest ozdobą domu. No jakby nie było, paszczur się nie nadaje.
I nadal podtrzymuję swoją tezę mówiącą, że kobiety są bardziej wymagające odnośnie własnego wyglądu, niż mężczyźni. Nieraz spotykałam się z sytuacją, w której kobieta narzekała, że ma np. celluit, a mężczyzna mówił: "A co to jest celluit? Ja niczego takiego nie widzę".
No bo faceci są bardziej prostolinijni. Oni zauważą że kobieta jest po prostu gruba.
brzydulla, chude też celluit mają, widziałam mnóstwo szczupłych kobiet z tym problemem. I widziałam również takie, które pomimo tuszy nie miały nigdy problemów z celluitem czy rozstępami. ![]()
Poza tym zgodzę się ze stwierdzeniem, że kobieta powinna być ozdobą domu. Taką, która o ten dom dba, podarowuje mu ciepło i przytulność, która czyni z niego swoją osobowością miłe miejsce. Jak kobieta jest piękna, ale jest leniem, próżniakiem i brudasem, to raczej ciężko mówić, że ozdabia swój dom.
chude też celluit mają, widziałam mnóstwo szczupłych kobiet z tym problemem. I widziałam również takie, które pomimo tuszy nie miały nigdy problemów z celluitem czy rozstępami.
No facet takich niuansów nie zauważa. Jaki np źle dobranych kolorów, ale na ładnej babce.
Poza tym zgodzę się ze stwierdzeniem, że kobieta powinna być ozdobą domu. Taką, która o ten dom dba, podarowuje mu ciepło i przytulność, która czyni z niego swoją osobowością miłe miejsce. Jak kobieta jest piękna, ale jest leniem, próżniakiem i brudasem, to raczej ciężko mówić, że ozdabia swój dom.
No i tu własnie rodzą się nieporozumienia bo piękne zwykle nie zgadzają się być perszeronem,który posprząta,upierze,ugotuje,zrobi zakupy,urodzi i wychowa dzieci a przy tym będzie jeszcze pieknie wyglądał.
Nie pamietam kto ma w sygnaturze 'nie ma brzydkich kobiet, są tylko leniwe'. To tak nie do końca. Fakt,niektóre kobiety nie potrzebują wiele poprawiać w swojej urodzie. Inne potrafią same. Ja nie. Np zeby zrobić coś sensownego z tą miotłą zwaną przez innych włosami potrzebuję fryzjera. Nie mam czasu ani kasy żeby dwa razy w tygodniu latać do fryzjera. czyli teoretycznie facet który by chciał żebym ładnie(j) wyglądała powiniem umożliwić mi pracę na pół etatu (czyt. zarabiać duzo), zatrudnić pomoc domową i nie zrzędzić że wydaję na fryzjera.
Tośta się rozteoretyzowały. Przecież takich rzeczy nie da się zamknąć w jakiejś formułce. Dziś świat i społeczeństwo jest tak różne, a ludzie przyjmują tak indywidualny sposób życia, że nie da się tego poukładać w szufladkach.Zgadza się jedno, kiedyś ludzie żenili się przede wszystkich dla korzyści obustronnych, z natury ekonomicznych. Dziś wszyscy marzą o miłości i partnerze idealnym (co jest tym ideałem chyba nie sprecyzowano jeszcze).
Każdy ma własny ideał, ale wygląd gra znaczącą rolę u większości, w każdym razie większości mężczyzn.
I do tego, jak wynika z doświdczeń wyniesionych z mej minionej młodości, mężczyzna mając do wyboru kobietę inteligentą i ładną oraz jedynie inteligentną, zawsze wybierze tą pierwszą.