Ale to były nieco inne czasy. W tamtych latach normalnym było, że jeździ się na wakacje do rodziny, pod namioty, przez Polskę pociągiem- teraz: nie do pomyślenia ![]()
Ja tu rozumiem to, co próbuje przekazać allegra, ja nie jeździłam do rodziny stricte, ale odwiedzałyśmy w wakacje poprzez całą Polskę, z mamą jej koleżanki, przyjaciółki, które autentycznie cieszyły się, że nas widzą, bo z moją matką mogły się wreszcie po roku spotkać i porozmawiać.
Podobne tematy
132 2013-01-03 22:57:36 Ostatnio edytowany przez allegra90 (2013-01-03 22:58:29)
Ale to były nieco inne czasy. W tamtych latach normalnym było, że jeździ się na wakacje do rodziny, pod namioty, przez Polskę pociągiem- teraz: nie do pomyślenia
Ja tu rozumiem to, co próbuje przekazać allegra, ja nie jeździłam do rodziny stricte, ale odwiedzałyśmy w wakacje poprzez całą Polskę, z mamą jej koleżanki, przyjaciółki, które autentycznie cieszyły się, że nas widzą, bo z moją matką mogły się wreszcie po roku spotkać i porozmawiać.
Dzięki Catwoman
No dokładnie, jeździliśmy do rodzeństwa taty i mamy i do dziadków, mamy daleko więc zobaczyć się z raz-dwa razy w roku jest naprawdę miło. Chyba, że u dziadków się spotykaliśmy razem, ale to dziadkowie
Teraz jak się jeździ do pensjonatów to się rzadziej widujemy, nawet trochę szkoda...
Ja mieszkam w uzdrowisku, w kotlinie, góry mam wokół
Zawsze bardzo chętnie przyjmuję znajomych i rodzinę, zwłaszcza że mieszkają ponad 300km od nas. Nigdy nie zaproponowałabym im, żeby sobie wynajęli pokój w hotelu/pensjonacie po to żebym ja mogła zaoszczędzić! Kompletnie dla mnie niezrozumiałe podejście.. ale cóż, są widać i tacy ludzie ![]()
A Pan Lewski LPG do diesela też by zamontował? hahaha...
Ja mieszkam w uzdrowisku, w kotlinie, góry mam wokół
Zawsze bardzo chętnie przyjmuję znajomych i rodzinę, zwłaszcza że mieszkają ponad 300km od nas. Nigdy nie zaproponowałabym im, żeby sobie wynajęli pokój w hotelu/pensjonacie po to żebym ja mogła zaoszczędzić! Kompletnie dla mnie niezrozumiałe podejście.. ale cóż, są widać i tacy ludzie
Dla mnie niezrozumiałe jest podejście rodziny i znajomych że tak sobie oszczędzają Twoim kosztem.
Ty cierpisz niewygody (no chyba że i tak mieszkasz sama w 5 pokojach) i masz zwiększone koszty utrzymania (woda, światło,gaz) a oni sobie odpoczywają na Twój rachunek.
Nie ma obowiązku przyjmowania rodziny (zwłaszcza dalszej, nie mówię o rodzicach czy dzieciach) i służenia im za hotel. Co innego jak przyjadę na dzień max dwa żeby się spotkać. No ale 300 to mało komu się chce na kawę przyjeżdżać.
135 2013-01-04 21:55:38 Ostatnio edytowany przez modzia (2013-01-04 22:01:53)
Mamy zupełnie inne podejście do sprawy... Nie ma sensu wdawać się w dalszą dyskusję na ten temat. Mam w domu wolne pokoje, które służą właśnie moim gościom, przyjaciołom, rodzinie. Jeśli jestem w stanie komuś pomóc, włączyć 1 pranie pościeli więcej - dać nocleg, wlać 1 szklankę więcej wody do garnka z zupą - dać posiłek, zwyczajnie zrobić komuś przyjemność spędzenia urlopu z dziećmi bez większych kosztów TO TAK WŁAŚNIE ROBIĘ. Nie jestem altruistką ani nie śpię na pieniądzach. Ale przyjaźni i więzów rodzinnych nie przeliczam na zyski i koszty, bo tych drugich byłoby zapewne więcej... Nie chciałabym przez to stać się starą zgorzkniałą znienawidzoną 'ciotką' egoistką.
Jedyny warunek dla goszczących się u mnie - każdy sprząta po sobie. Oczywiście pranie - pralka, zmywanie - zmywarka. A resztę każdy sobie. Dzięki temu nie mam 3x więcej rzeczy do zrobienia, a dokładnie tyle samo albo nawet mniej niż zwykle! Bo zawsze znajdzie się ktoś chętny do wyjęcia naczyń ze zmywarki, zrobienia obiadu czy zgrabienia liści na podwórku.
I nie czuję się w obowiązku! Robię to dla przyjemności spędzania czasu z bliskimi mi osobami! Niekoniecznie najbliższą rodziną!
Do mnie przyjeżdzają 300 km na kawę! Na weekend, na 1 dzień nieraz. To jest tylko 3 i pół godziny drogi w jedną stronę
Ja też czasem wyrwę się w tamtą stronę na przysłowiową kawę. Tzw spontan
Taka kawa może nie należy do najtańszych.. ale za to wypita w towarzystwie bezcennych osób.
Mamy zupełnie inne podejście do sprawy... Nie ma sensu wdawać się w dalszą dyskusję na ten temat. Mam w domu wolne pokoje, które służą właśnie moim gościom, przyjaciołom, rodzinie. Jeśli jestem w stanie komuś pomóc, włączyć 1 pranie pościeli więcej - dać nocleg, wlać 1 szklankę więcej wody do garnka z zupą - dać posiłek, zwyczajnie zrobić komuś przyjemność spędzenia urlopu z dziećmi bez większych kosztów TO TAK WŁAŚNIE ROBIĘ. Nie jestem altruistką ani nie śpię na pieniądzach. Ale przyjaźni i więzów rodzinnych nie przeliczam na zyski i koszty, bo tych drugich byłoby zapewne więcej... Nie chciałabym przez to stać się starą zgorzkniałą znienawidzoną 'ciotką' egoistką.
Jedyny warunek dla goszczących się u mnie - każdy sprząta po sobie. Oczywiście pranie - pralka, zmywanie - zmywarka. A resztę każdy sobie. Dzięki temu nie mam 3x więcej rzeczy do zrobienia, a dokładnie tyle samo albo nawet mniej niż zwykle! Bo zawsze znajdzie się ktoś chętny do wyjęcia naczyń ze zmywarki, zrobienia obiadu czy zgrabienia liści na podwórku.
I nie czuję się w obowiązku! Robię to dla przyjemności spędzania czasu z bliskimi mi osobami! Niekoniecznie najbliższą rodziną!
Do mnie przyjeżdzają 300 km na kawę! Na weekend, na 1 dzień nieraz. To jest tylko 3 i pół godziny drogi w jedną stronę
Ja też czasem wyrwę się w tamtą stronę na przysłowiową kawę. Tzw spontan
Taka kawa może nie należy do najtańszych.. ale za to wypita w towarzystwie bezcennych osób.
Jak jeżdzę na wakacje do Hiszpanii, to zawsze zatrzymuję się u przyjaciół. Jak oni przyjeżdżają do Polski, to zawsze są u mnie. Nikt nikogo nie obarcza kosztami za to, ale czasami kupujemy coś na kolację, którą robimy wspólnie bądź zapraszamy na piwo. Ale nie tak, żeby moi przyjaciele mieli płacić za mieszkanie u mnie.
Nikt nikogo nie obarcza kosztami.
No otóż to! Czasu spędzonego ze znajomymi nie przelicza się na forsę! Ja sama zapraszam, zachęcam i namawiam żeby do mnie przyjechali znajomi czy rodzina!
138 2013-01-05 22:13:20 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-05 22:13:35)
Jak to mówią ich grzeczność zaprosić, nasza-odmówić.
Oczywiście nie mówię że rodzina ma się nie spotykać - jak masz z kimś dobre stosunki to jak najbardziej. Ale myslenie 'co będziemy wydawać na hotel, pojedziemy do kuzynki' jest trochę nie fair.
Ej tam
Ja też gościłam koleżankę, sama powiedziałam jej: Co będziesz wydawać na hotel, zatrzymaj się u nas (Była w podróży) zgodziła się ze mną. Ona kilka lat temu gościła mnie u siebie w Skandynawii z tego samego powodu: milionerkami nie jesteśmy a przy okazji miałyśmy okazję się spotkać i pogadać ![]()
Ej tam
Ja też gościłam koleżankę, sama powiedziałam jej: Co będziesz wydawać na hotel, zatrzymaj się u nas (Była w podróży) zgodziła się ze mną. Ona kilka lat temu gościła mnie u siebie w Skandynawii z tego samego powodu: milionerkami nie jesteśmy a przy okazji miałyśmy okazję się spotkać i pogadać
A jakby tak co roku zwalała się do Ciebie z mężem, trójką dzieci i teściową na tydzień czy dwa?
To jest jasne, że to już wtedy zupełnie inna sytuacja
Ja prezentuję inny typ, moja koleżanka, mama 5 dzieci, chętnie przyjmuje do siebie całe rodziny ![]()
Ja goszczę znajomych i rodzinę tak średnio raz w miesiącu i bardzo dobrze mi z tym ![]()
Mi nie było. Ale jak odważyłam się odmówić to była wielka obraza.
Brzydullo, trochę chyba zeszłyśmy z głównego tematu. Różnica między nami jest zasadnicza. Ja chcę mieć gości bez względu na koszty, a Ty nie chcesz mieć gości, żeby te koszty zmniejszyć. W pełni się z Tobą jednak zgadzam, że jest to sposób na oszczędność. Każdy robi to co lubi.. spróbuj wytłumaczyć uzależnionemu od nikotyny, że rzucenie palenia pozwoli mu zaoszczędzić pieniądze (lub/i zdrowie).
145 2013-01-09 16:55:30 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-01-09 16:59:03)
Nasz dochód miesięczny to 4000 zł na dwie osoby. Mieszkamy na wsi, w domu teściów, obecnie myślimy o budowie własnego domu. Mieszkanie jest niewielkie, ogrzewane gazowo, na utrzymaniu mamy auto (bez lpg) i motor. Nasze wydatki:
- 900 zł rata kredytu wziętego na remont naszego piętra
- 250 zł prąd - do tej pory mieliśmy rachunki takiej wysokości, właśnie przyszła nowa książeczka, mamy 700zł nadpłaty, następna rata dopiero w maju 80 zł i w czerwcu 180 ![]()
- za gaz do tej pory było 180 zł, ale pierwszy okres grzewczy za nami, przyjdzie w lutym książeczka, liczymy że wyrównania bedize ok, 1000-1200, później raty do 300 zł ![]()
- 100 zł woda co dwa miesiące
-100 zł śmieci co 3 miesiące
- karnety, wejścia na siłownie, basen, lodowisko, zajęcia męża ok 500 zł
- dojazdy do pracy ok 300zł (do pracy zimą jeździmy komunikacja zbiorową bo się bardziej kalkuluje, latem mąż śmiga na moto).
-200 zł paliwo do auta, w sezonie jeszcze tankowanie motoru, którym jeździmy wszędzie ok. 400 zł ale znosi się z autem, które wtedy stoi czyli tylko +200 ;P
- co miesiąc odkładamy 400 - 1000 zł na gorsze czasy -zależy czy jedziemy na jakąś wycieczkę, ew, czy są jakies sytuacje nadzwyczjne typu urodziny, komunia, prezenty na gwiazdkę, w tej kwocie zawierają się również nagłe choroby, ubezpieczenie auta, ewentualne zakupy typu sprzęt agd rtv, buty na zimę, czy wyrównanie za gaz, które nas chyba zabije ![]()
- resztę zjadamy ![]()
Wydatki są oczywiście bardziej lub mniej elastyczne, pewny jest tylko kredyt i póki co wypłata ![]()
Czy oszczędzamy? Żyjemy tak żeby coś z życia mieć. Wydajemy na pasje, oszczędzamy na jedzeniu i ciuchach.
Nie jest źle, ale mamy ograniczenia - nie ma wydawania wszystkiego na hurra, stosunkowo sporo odkładamy na budowę
Jak oszczędzamy - różnie
Mamy ten komfort, że jest nas dwoje, nie musimy martwić się o nikogo innego
Jak nam przyjdzie ochota to żremy ryż przez cały tydzień, albo pomidorowa od poniedziałku do piątku ![]()
Bubuś my mamy podobne dochody (trochę większe), mniejsza ratę
bo 450, opłaty za media podobne, z tym, że dolicza się nam jeszcze podatek od nieruchomości 200 zł co 3 m-e oraz ubezpieczenie nieruchomości - 100/3m-ce średnio.
Mamy 2 auta.
Tak z ciekawości - nie macie żadnej płatnej telewizji/ telefonów komórkowych / internetu? ![]()
Mimo, że mamy w sumie wieksze dochody, to jednak tyle nie oszczędzamy ... Nie szaleję z ciuchami, jedzenie też na spokojnie, bez przesady, ale nasze oszczedności albo sa na bieżąco inwestowane (opał, drobne agd, remonty), albo oszczędzamy max 600 - podziwiam ![]()
147 2013-01-09 19:53:52 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-01-09 20:03:06)
Telewizji nie mamy (nie mamy telewizora wogole), internet sponsoruje nam firma meza
Telefony dwa na karte, czyli koszt ruchomy, nie wiekszy jednak niz 50 zl :)Stacjonarnego brak.:) Do siebie mamy za darmo polaczneia i smsy, do rodzicow mam za darmo ![]()
My ciuchy kupujemy od wielkiego dzwonu
Ostatnio kupilam buty na przyszla zime na przcenie z 159 na 49,99
Model z 2009 roku ale mi to w niczym nie przeszkadza
Kurtki mamy po 500 zl, maz juz 3 rok tyra ja 4, za rok tez nie trzeba bedzie kupowac
Kupujemny mniej ale drozej bo wychodzi taniej ![]()
My z oszczednosci zalozylismy oddzielne ogrzewanie bo wiedzielismy, ze z tesciami moglyby byc problemy bo kto wiecej grzeje, kto ma kupic opal itp, a tak wszystko jest oddzielne oszczedzamy nie tylko kase (chociaz jeszcze nie wiemy jakie beda rachunki za gaz) ale i nerwy ![]()
A ile dajecie rady zaoszczędzić = odłożyć, miesięcznie?
U nas jest to ruchome, czasem 400 zł, czasem 600 a czasem 250.
A jeżeli uda wam się 'odłożyć' to co robicie z tymi pieniędzmi? Wpłacacie gdzieś? Odkładacie? Inwestujecie? Czy 'tracicie' na zaległe / nowe przyjemności?
U mnie zawsze się coś znajdzie- niby na wakacje, ale w tamtym roku mieliśmy inne wydatki więc nigdzie nie pojechaliśmy. W tym roku chyba będzie podobnie (remont) ![]()
A ile dajecie rady zaoszczędzić = odłożyć, miesięcznie?
U nas jest to ruchome, czasem 400 zł, czasem 600 a czasem 250.
Tak jak pisałam od 400 do 1000 (raz sie udalo w lecie;p ) ![]()
Oszczędności idą na konto z lepszym oprocentowaniem, dotychczas był to nasz zapas na wszelki wypadek - jak np. auto odmówiło posłuszeństwa i trzeba było coś tam wymienić, albo jak wyskoczył jakiś szybki wyjazd na weekend. O wakacjach w kurorcie nawet nie marze
Szkoda mi na to kasy - ja straszna sknera jestem, wole moto i namiot
W lecie oszczędności poszły na motor męża, ale to był już zaplanowany wydatek, czekał tylko na swa realizacje.
Obecnie nasz cel to rozpoczęcie budowy domu i budowa za własne ile się da (dlugo sie nie da, ale bronie się przed kredytem recami i nogami), wiec pieniądze idą na kupkę i raczej nie są ruszane.
Nie odkładamy "na starość", póki co odkładamy tylko na zaś ![]()
Macie jakieś własne przemyślenia, sposoby na oszczędzanie?
Oszczędzanie ? to gromadzenie nadwyżek finansowych i czerpanie z nich korzyści w przyszłości.
Nawiązując do tej definicji, podzielę się tym, co kiedyś usłyszałam od bardzo mądrej osoby.
>Odkładać należy dla samego faktu posiadania a mając środki dopiero wyznaczać cele.<
* 10% dochodu wrzuć do "głębokiej studni"
U mnie to jest lokata, żeby nie kusiło.
To tak jakby tych pieniędzy nie było... jakby nie były wypłacone, zarobione lub zasilały np.zus ![]()
* Kredyty--tylko i wyłącznie inwestycyjne, przy "czystym"(po odliczeniu inflacji i podatków) zwrocie co najmniej 20%.
Nie! Realizacji marzeń za kredyty...a i bez wielu urządzeń( kredytowanych) można się obejść.
* Magiczne 5zł--wszystkie monety z tym nominałem trafiają do "skarpety".
Bardzo szybko przybywa ![]()
* Nie dziel skóry na niedźwiedziu i to takim biegającym po Puszczy... białoruskiej.
Tzn. wszystkie dodatkowe extra pieniądze odkładaj a potem się zastanowisz co z tym zrobić...nic na gorąco.
Myśli typu: JAK dostanę premię to sobie kupie kapelusz- wrzucić do kosza.
* Ustal kwotę krytyczna--czyli zero absolutne, poniżej którego nie wolno ruszyć środków.
Proponuję na początek uzbierać wysokość 1-2 wypłat.
Ta sama mądra osoba przekonała mnie, że BIEDA TO STAN UMYSŁU.
Nie ważne czy zarabiamy 500zł czy 500000zł. Ważne jaki będziemy mieli do tego stosunek.
By zmienić swoje nastawienie poddałam się "głodówce oczyszczającej"(finansowej). Po miesiącu byłam zszokowana wynikiem, po pół roku wiedziałam, że już nie chcę wracać do poprzedniego stanu(świadomości). I stosuję wyżej opisane zasady.
U mnie to działa ![]()
A na czym polega głodówka finansowa?:D ....bo obawiam się, ze większość społeczeństwa poddaje się jej mimo woli ![]()
A na czym polega głodówka finansowa?:D ....bo obawiam się, ze większość społeczeństwa poddaje się jej mimo woli
Przed rozpoczęciem diety, dietetyk prosi, by przez tydzień zapisywać wszystko co się zjadło. Następnie okazuje się, że bez połowy produktów też można przeżyć. To jest tylko przenośnia.
I to na tym polega. Nie uleganie pokusie przez miesiąc.
Kupowanie tylko i wyłącznie tego, bez czego PRZEŻYĆ nie można.
Kawosz powie:
-żyć bez kawy nie mogę
A ja twierdzę, że może...pijąc wodę.
Rozumiem, że każdy ma inne potrzeby, mniej lub bardziej wymyślone. Jednak przekonałam się, że gdy odciąć człowieka od wielu dóbr to też sobie poradzi.
Catwomen, nie zasłaniaj się większością społeczeństwa
, tylko spróbuj, przez tydzień żyć tylko z tego co masz ,nie używając pieniędzy- ot taki ascetyzm.
To znaczy? Mam nie płacić rachunków?
Ja całkiem niedawno zapisywałam wszystko, co kupujemy i powiem Ci.... przerażające było to, ze wcale nie żyjemy rozpustnie ![]()
Wiele ciekawych propozycji już napisano w tym wątku.
Sytuacja w jakiej byłam gdy zaczynałam "dietę", była bardzo zła/rozwód, 2dzieci-nastoletnich, prawie-jakby bezdomność, długi ex męża/
Moim celem było zatrzymanie jak największej kwoty przy sobie.
Zaczęłam od likwidacji...abonamentów wszelakich, redukcji ilości liczników, zajęć dodatkowych, zamiast biletów-spacerek( o 5 do pracy wychodziłam), odcięcie od długów jeszcze wtedy męża.
Zaczęłam starania o wszystkie możliwe do uzyskania dodatkowe pieniądze ale nie wrzucałam ich do jednego wora.
Zapasy kuchenne topniały...prawie nic nie przybywało.
Tak jak Bubuś napisała: raz ryż, raz pomidorówka ![]()
Kosmetyki i chemia...skąd tyle tych próbek w domu się znalazło, to do tej pory nie wiem.
Itd, itd...
Rachunki- co zostały? Poczekały, świat się nie zawalił.
Dla mnie bardzo budujące było zobaczenie po miesiącu " + " na koncie ![]()
Dayzy w Twoich postach jest bardzo dużo prawdy. Popieram w 100% hasło
* Nie dziel skóry na niedźwiedziu i to takim biegającym po Puszczy... białoruskiej. Tzn. wszystkie dodatkowe extra pieniądze odkładaj a potem się zastanowisz co z tym zrobić...nic na gorąco.Myśli typu: JAK dostanę premię to sobie kupie kapelusz- wrzucić do kosza.
Staram się stosować do tej zasady. Irytuje mnie postrzeganie co poniektórych właśnie w sprawie jakiś bonusów czy premii - postawa " bo mi zabrali dodatek motywujący" - oni Ci go nie zabrali tylko Ci go nie dali
A to, że Ty miałeś (aś) go uwzględnionego w wydatkach to jest tylko i wyłącznie Twój problem logistyczny ![]()
Nie! Realizacji marzeń za kredyty...a i bez wielu urządzeń( kredytowanych) można się obejść.
Ludzie bez kredytu na auto, telewizor, zmywarkę itp. postrzegani są za bogatych albo zacofanych
Ja jestem w stanie zrozumieć kredyty mieszkaniowe (mieszkać gdzieś trzeba, ale czy koniecznie w 5 pokojowym apartamencie na chronionym osiedlu z miejscem w garażu podziemnym i ogrodem na dachu?) ale wszelkie plazmy, audi Q15 (nie wiem czy jest taki model
), tablety czy jak tam się to nazywa są komuś do życia niezbędne ? Jak mnie sta to kupuję, jak mnie nie stać to się nie zadłużam - logiczne ![]()
Po remoncie naszego piętra, przez 6 miesięcy spaliśmy na podłodze, teściowa chodziła i jojcyła, czemu na raty nie weźmiemy łóżka, tylko jak w średniowieczu śpimy na podłodze. Ciężko było jej przetłumaczyć, że łóżko kupimy jak będziemy mieć na niego pieniądze (tym bardziej, że póki co jesteśmy obciążeni kredytem wziętym na remont - 30 razy obliczonym, sprawdzonym w 5 bankach, skalkulowanym pod każdym możliwym kątem).
Nie mamy tv z oszczędności - nie wydaliśmy 3 tys na wieeelka plazmę, nie płacimy 100 zł za cyfrę lub inne abonamenty, nie tracimy czasu na oglądanie ![]()
Nie będziemy jeszcze bardziej odkładać (rezygnując z zajęć dodatkowych) bo w życiu nie chcę skupiać się na oszczędzaniu tylko na życiu
Jak nie palę i nie piję to chociaż niech tyłek wypocę na zajęciach sportowych ![]()
Nie będziemy jeszcze bardziej odkładać (rezygnując z zajęć dodatkowych) bo w życiu nie chcę skupiać się na oszczędzaniu tylko na życiu
Jak nie palę i nie piję to chociaż niech tyłek wypocę na zajęciach sportowych
I słusznie, bo to co wcześniej napisałam, spowodowało, że pracuję aby żyć, a nie żyje, aby pracować. ![]()
Ja się boję kredytów. Mamy auto na kredyt, ale niedużo, nie jest to kwota, której nie dałoby się W RAZIE CZEGO wydębić w całości, a jeszcze do września będziemy spłacać. Natomiast wyższe kredyty mnie przerażają. W ogóle....nienawidzę kredytów.
Chociaż byłabym skłonna wziąć z 4 tys. kredytu by wyjechać gdzieś w tym roku ![]()
My byliśmy zmuszeni wziąć kredyt na remont. Jasne, można to było rozłożyć w czasie, ale koszt moich nerwów straconych na współmieszkaniu z teściową, wyniósłby więcej niż koszty kredytu rozłożonego na 36 rat, który musimy spłacać
Teraz chcemy zacząć budowę domu, zaczynamy z własnym wkładem, ale najmniejszych szans nie ma żebyśmy skończyli bez kredytu - chociażby na wykończenie, które jest najdroższe z całej budowy
Nie mamy działek do sprzedania po rodzicach, w totku tez szczęścia brak, trzeba więc ciągnąć ten wózek kredytowy, tyle tylko, że wkładając do niego jak najmniej, nie na zasadzie - jakoś się spłaci ![]()
Bubuś nie martw się, mamy podobnie;) Też będziemy stawiac dom, mamy tylko działkę.
Kredyt będzie konieczny, bo nie wyobrażam sobie mieszkac u teściów 10 lat, zakładac rodzinę i życ 'na kupę'.
My byliśmy zmuszeni wziąć kredyt na remont. Jasne, można to było rozłożyć w czasie, ale koszt moich nerwów straconych na współmieszkaniu z teściową, wyniósłby więcej niż koszty kredytu rozłożonego na 36 rat, który musimy spłacać
Jeśli byście pożyczyli pieniądze na dłuższy okres kredytowania, to w rzeczywistości byłby droższy. Jeśli już brać kredyt, to tylko na możliwie najkrótszy okres spłaty!
Tak jak ktoś wyżej pisał - niech bajery kupują sobie ci, których na nie stać. Niestety, jeśli rozejrzycie się dookoła, to w naszym kraju jest taka przypadłość sąsiedzka, którą ja nazywam wyścigiem szczurów. Doświadczam tego praktycznie codziennie... Na początku 2012 roku kupiliśmy z mężem nowego Grand Scenica (za gotówkę), nasi znajomi (którzy cały czas narzekają na brak pieniędzy, wiecznie gdzieś się zapożyczają, biorą 'na kreskę' z osiedlowyh sklepów) też kupili nowe auto, tyle że wzięli na nie pożyczkę w banku. Zawołali nas na podwórko żebym nam pokazać nowe cacko i triumfalnie zawołali - MY TEŻ MAMY NOWĄ FURKĘ! Jak to mówią - zastaw się a pokaż się! niestety w Polsce jest bardzo na czasie. Takich przykładów jest mnóstwo! Kupiłam sobie perfumy Thierry Mugler Angel, bo ten zapach za mną chodził od kilku miesięcy, tego samego dnia odwiedziła mnie koleżanka, wspominała że przyszła jej jakaś olbrzymia dopłata czy wyrównanie za gaz i nie wie jak przezyje ten miesiąc, a przecież rachunki są na pierwszym miejscu! Potem zobaczyła nowy flakon perfum w mojej łazience, psiknęła się, zachwycała się zapachem, zapytała o cenę i złapała się za głowę. Jednak już po kilku dniach przyszła się pochwalić "aaa wiesz co kupiłam sobie perfumy Hugo Bossa XX, ładnie pachnę?". Znam zapach i znam cenę pomyślałam... Zapytałam co z dopłatą za gaz? Wryło mnie w ziemię jak usłyszałam odpowiedź - aaa zapłacę w następnym miesiącu część, i zadzwonię żeby mi resztę na raty rozłożyli.
Kupujmy dla siebie, a nie żeby się pokazać! Prosty sposób na oszczędność!
Bubuś napisał/a:My byliśmy zmuszeni wziąć kredyt na remont. Jasne, można to było rozłożyć w czasie, ale koszt moich nerwów straconych na współmieszkaniu z teściową, wyniósłby więcej niż koszty kredytu rozłożonego na 36 rat, który musimy spłacać
Jeśli byście pożyczyli pieniądze na dłuższy okres kredytowania, to w rzeczywistości byłby droższy. Jeśli już brać kredyt, to tylko na możliwie najkrótszy okres spłaty!
Pisząc o rozłożeniu w czasie miałam na myśli remont, bo kredyt z założenia był brany na najkrótszy czas, na jaki zgodził się bank, wolimy wyższe raty (z możliwością wcześniejszej spłaty) ale żeby szybko się ich pozbyć ![]()
Oj, w moim towarzystwie tendencja "zastaw się postaw się" jest doskonale widoczna w wyjazdach wakacyjnych : jedni pojechali na Chorwację, drudzy uważają, że Chorwacja to przeżytek pojechali, na 2 tyg. rejs po nilu, kolejni chcieli być oryginalni wybrali Tajlandię za 6 tysięcy, a my zostaliśmy w domu
i tez odpoczęliśmy
Wyjazdy oczywiście na raty w większej części, albo po powrocie kredyt bo wyczyścili się z oszczędności a coś wyskoczyło
Polaczki... ![]()
Ja nie potępiam kredytów "jednorazowych" (rodzice znajomej wzięli na wyjazd wakacyjny, przez 25 lat małżeństwa nie byli za granicą, chcieli poszaleć, pojechali do Egiptu czy gdzieś tam - taka wycieczka życia
), ale kredyt na kredyt to debilizm ![]()
Taaa z tymi wakacjami to faktycznie: Egipt, Chorwacja, Turcja to przeżytek, więc trzeba uderzyć w coś oryginalnego np. paralotnie w Nowej Zelandii czy Madagaskar- i dobrze, niech ludzie podróżują jeśli im to sprawia przyjemność
Jak mają kasę, niech jadą. Dla mnie wyjazd jest czymś superowym, odprężającym, dzięki czemu poszerzam swoje horyzonty i lubię ..... wracać do domu
Jak się uda, bardzo bym chciała w te wakacje znów gdzieś wyskoczyć, chociażby żeby się spotkać ze znajomymi zza granicy ![]()
Oj, w moim towarzystwie tendencja "zastaw się postaw się" jest doskonale widoczna w wyjazdach wakacyjnych : jedni pojechali na Chorwację, drudzy uważają, że Chorwacja to przeżytek pojechali, na 2 tyg. rejs po nilu, kolejni chcieli być oryginalni wybrali Tajlandię za 6 tysięcy, a my zostaliśmy w domu
i tez odpoczęliśmy
Wyjazdy oczywiście na raty w większej części, albo po powrocie kredyt bo wyczyścili się z oszczędności a coś wyskoczyło
Polaczki...
Bubuś tu się akurat trochę nie zgadzam. Żyje się tylko raz i o ile kupowanie telewizorów.skuterów,tabletów, to zupełny zbytek, to wakacje mogłyby być celem, na który byłabym w stanie nawet się zadłużyć.
Byliśmy z mężem kilka razy na wakacjach w kurortach (co prawda w kawalerskich
czasach za uzbieraną na ten cel kasę), ale uwierz mi, te wspomnienia będę pamiętać do końca życia, a w domu, owszem, odpoczęłabym, ale nie wniosłoby to do mojego życia zupełnie nic nowego.
Więc rozumiem, nie rozpieszczamy się na co dzień, ale raz na sezon czy dwa można sobie pozwolić na wyjazd taki, który na dłużej zapamiętamy ![]()
Mimo że stać nas na wyjazdy zagraniczne, to dosyć często i mało oryginalnie - stawiamy na Polskę, ale nie połnocną, tylko południową. Zwiedzamy i fotografujemy zamki, ruiny, forty, góry, lasy, polany... Staramy się czas spędzać czynnie, bo bierny wypoczynek jakoś nas nie kręci. Nie są to wakacje, wiadomo, ale 1 lub 2 weekendy jesli praca na to pozwala rezerwujemy na takie właśnie wypady w promieniu powiedzmy 150km. W sezonie jeździmy motorami, teraz samochodem. Bo o ile można czerpać dziką przyjemność z podwójnego wydatku na paliwo do motorków, to do dwóch aut już niekoniecznie ![]()
167 2013-01-10 21:07:36 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-01-10 21:08:58)
Ale my tez nie siedzimy na dupsku w domu, 1500 km w weekend na moto to dla nas standard, noc w namiocie itp klimaty. ![]()
Widzisz Bardolka nie ma mowy zebym zadluzyla sie na typowe dla Polaka wakacje w Egipcie czy Tunezji... dwa tygodnie siedzenie na dupie i moczenie sie w tunezyjskim basenie z wodka all inclusive - nie oklamujmy sie tak wlasnie wygladja wakacje wiekszosci... ![]()
Bardolka na temat wakacji uważam tak samo jak Ty. Może niekoniecznie kredyt, ale wolałabym nie kupic sobie nowego dywanu/telewizora/itp tylko właśnie jechac na wakacje.
Mimo, że będziemy stawiac dom, to w podróży poślubnej byliśmy 2 tyg. wydaliśmy sporo kasy, ale nie żałuję, bo będziemy to pamiętac i wspominac z uśmiechem na twarzy do końca życia.
Ja rozumiem, że nie można spędzić życia w 4 ścianach, ale skoro muszę się zadłużać żeby jechać na wakacje tzn.,że buduje sobie iluzję. Super, przez dwa tygodnie odpocznę, zaszaleje, ale jak wrócę to będę "żreć tynk ze ścian", bo na normalne życie po wakacjach nie będzie mnie stać ![]()
Zwróćmy uwagę na temat forum. Na pytanie - jak zmniejszyć koszty utrzymania - nikt o zdrowych zmysłach nie udzieli odpowiedzi, żeby zaciągnąć kredyt, a już z pewnością nie na wakacje czy samochód. Jestem w stanie zrozumieć kredyt na dom, 'żeby żyć jak człowiek' a nie wiecznie na wynajętym (to są pieniądze wyrzucone w błoto), czy u mamusi w ciasnym mieszkaniu.
Ale czy 'żeby żyć jak człowiek' potrzebujemy:
-mega inteligentnej zmywarki, która sama rozpoznaje czy garnek jest przypalony, czy tylko lekko zabrudzony
-dwóch tygodni leżenia plackiem na gorącym piasku (już nieważne czy w PL czy za granicą, bo koszty sa podobne) - ktoś wspominał o niezapomnianych przeżyciach i wspomnieniach, a ciekawa jestem jak dobrze znacie okolice, w których mieszkacie
-wypasionego samochodu ze skórzaną tapicerką, nawigacją (mapy papierowe i napisy na znakach drogowych zmuszają do myślenia, a czy myślenie aż tak bardzo boli?)
-plazmy 52 cale w pokoiku 20metrowym (niestety, ale okulista to kolejny wydatek)
-najnowszego smartfona z podobno rewelacyjnym aparatem, skoro telefon służy do dzwonienia? A jeśli chcesz robić dobre zdjęcia to kup choćby kompaktową cyfrówkę (już nie mówię o lustrzance), jakość zdjęć będzie o niebo lepsza!
-super szybkiego internetu z abonamentem za 150zł, skoro połowy limitu nawet nie wykorzystasz, a niewiele mniejszej prędkości praktycznie nie odczujesz.
Można tak wymieniać w nieskończoność.
Nie sztuką jest zarabiać duże pieniądze i szastać nimi na prawo i lewo. Sztuką jest obracanie nimi i lokowanie ich w odpowiedni sposób! Trzeba też odróżniać komfort od luksusu.
171 2013-01-11 11:50:09 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-01-11 11:50:20)
No tak, mały off top powstał.
O moich sposobach na oszczędzanie pisałam tu http://www.netkobiety.pl/t43390.html
modzia - zgadzam się z tym, co napisałaś. tu jest fajny artykuł o tym, jak zachcianki stają się potrzebami: http://www.czasnafinanse.pl/budzet-domowy/artykuly/budzet-domowy-a-potrzeby-i-zachcianki i ja generalnie dają sobie radę z rozróżnianiem tych obszarów, ale czasem trudno je wytłumaczyć dzieciom. Teraz już 7-latki używają super smartfonów i odpoczywają w kurortach, a inne, jak moje, próbują nie zazdrościć.
No właśnie! Świetne rozróżnienie - zachcianka a potrzeba, to dwie zupełnie inne sprawy! Pigułka merytoryczna tych wszystkich naszych wypocin tu na forum
NIE ODMAWIAJ SOBIE WSZYTSKIEGO - święta racja. Wszytsko w zdrowych granicach ![]()
Co do smartfonów u siedmiolatków - to rodzice mają za przeproszeniem nasr*ne w głowach..., uczą własne dzieci kultu pieniądza. Taki człowieczek podrośnie i nie wyniesie prawdopodobnie z domu żadnych wartości, prócz tej jednej dosyć wątpliwej...
Natrafiłam dziś na fajny artykuł związany właśnie z oszczędzaniem. Wpiszcie sobie w google"Twój Styl, Rachunek poproszę". O tym, jak to Polki oszczędzają ![]()
Co do smartfonów u siedmiolatków - to rodzice mają za przeproszeniem nasr*ne w głowach..., uczą własne dzieci kultu pieniądza. Taki człowieczek podrośnie i nie wyniesie prawdopodobnie z domu żadnych wartości, prócz tej jednej dosyć wątpliwej...
Ot co!
Z tym spotykam się coraz częściej i aż mnie dziw bierze widząc koleżankę która finansowo ledwo zipie,ale nową wypasioną komórkę synkowi 9 letniemu kupiła, i co miesiąc ładuje mu tyle na konto, co ona w 2 miesiące nie jest w stanie wygadać...
Świat zwariował...
moje dziecko jak chce drogi gadżet musi sobie na niego nazbierać,przynajmniej jakąś część ![]()
chciał parę lat temu komputer? nazbierał 500 zł ,resztę dołożyliśmy i ma ![]()
telefon też kupił za własne pieniądze,aparat i całą kolekcje lego,nie bierze swoich pieniędzy i nie wydaje na pierdoły
ja sama tez nie musze mieć co miesiąc nowej pary spodni,czy nowej bluzki,nie musze mieć tez ubrań firmowych
niestety widze taki nie wiem trend wśród ludzi którzy naprawdę klepią biedę,ale wyciągają smartfony,iphony itd,nie wiem może potrzebne im to żeby sie dowartościować? nieważne że do garnka nie ma co włożyć
lena812 a gdzie Twoje dziecko pracuje, bo też bym sobie dorobiła?
Tak, świat nieco zwariował to prawda, a rodzice uważają, ze jak dziecko nie ma telefonu komórkowego to i ono traci no i oni bo muszą stale sprawdzać gdzie jest i co robi.
Ja obecnie nie pracuję ale mam trochę odłożonych pieniędzy. Mieszkam tylko z narzeczonym, kotem i 2 szczurkami ![]()
Nasze utrzymanie to:
- kredyt mieszkaniowy ok. 1000zł
- na jedzenie tak 400zł
- czynsz 400zł
- rachunki 250zł
Czyli całość tak około 2000 dzielona na pół.
Jak zmniejszyć? My po prostu zaczelismy kupować trochę tańsze produkty które wcale nie muszą być gorsze. No i na chwilę obecną przy moim braku pracy to odpadły jakieś wyjścia, imprezy itp.
lena812 a gdzie Twoje dziecko pracuje, bo też bym sobie dorobiła?
![]()
Tak, świat nieco zwariował to prawda, a rodzice uważają, ze jak dziecko nie ma telefonu komórkowego to i ono traci no i oni bo muszą stale sprawdzać gdzie jest i co robi.
no pieniadze pochodzą z prezentów,na urodziny,dzień dziecka,święta i bez okazji ![]()
a że nie kupuje bzdur to sobie składa na cos konkretnego ![]()
180 2013-03-07 18:50:08 Ostatnio edytowany przez andzia19772 (2013-03-07 19:55:37)
Bubuś napisał/a:My byliśmy zmuszeni wziąć kredyt na remont. Jasne, można to było rozłożyć w czasie, ale koszt moich nerwów straconych na współmieszkaniu z teściową, wyniósłby więcej niż koszty kredytu rozłożonego na 36 rat, który musimy spłacać
Jeśli byście pożyczyli pieniądze na dłuższy okres kredytowania, to w rzeczywistości byłby droższy. Jeśli już brać kredyt, to tylko na możliwie najkrótszy okres spłaty!
Tak jak ktoś wyżej pisał - niech bajery kupują sobie ci, których na nie stać. Niestety, jeśli rozejrzycie się dookoła, to w naszym kraju jest taka przypadłość sąsiedzka, którą ja nazywam wyścigiem szczurów. Doświadczam tego praktycznie codziennie... Na początku 2012 roku kupiliśmy z mężem nowego Grand Scenica (za gotówkę), nasi znajomi (którzy cały czas narzekają na brak pieniędzy, wiecznie gdzieś się zapożyczają, biorą 'na kreskę' z osiedlowyh sklepów) też kupili nowe auto, tyle że wzięli na nie pożyczkę w banku. Zawołali nas na podwórko żebym nam pokazać nowe cacko i triumfalnie zawołali - MY TEŻ MAMY NOWĄ FURKĘ! Jak to mówią - zastaw się a pokaż się! niestety w Polsce jest bardzo na czasie. Takich przykładów jest mnóstwo! Kupiłam sobie perfumy Thierry Mugler Angel, bo ten zapach za mną chodził od kilku miesięcy, tego samego dnia odwiedziła mnie koleżanka, wspominała że przyszła jej jakaś olbrzymia dopłata czy wyrównanie za gaz i nie wie jak przezyje ten miesiąc, a przecież rachunki są na pierwszym miejscu! Potem zobaczyła nowy flakon perfum w mojej łazience, psiknęła się, zachwycała się zapachem, zapytała o cenę i złapała się za głowę. Jednak już po kilku dniach przyszła się pochwalić "aaa wiesz co kupiłam sobie perfumy Hugo Bossa XX, ładnie pachnę?". Znam zapach i znam cenę pomyślałam... Zapytałam co z dopłatą za gaz? Wryło mnie w ziemię jak usłyszałam odpowiedź - aaa zapłacę w następnym miesiącu część, i zadzwonię żeby mi resztę na raty rozłożyli.
Kupujmy dla siebie, a nie żeby się pokazać! Prosty sposób na oszczędność!
i właśnie w ten sposób ludzie zadłużają sie nie patrząc na inne wydatki, postaw sie a zastaw sie, jeden sąsiad zmienia płot- ja nie moge być gorszy zmienie na lepszy droższy z dachem to samo,auto 15 lat stary grat a to na kredyt i tak to potem wygląda,my mamy 3100 zł na 5 osobową rodzine opłat mamy 980zł- 1100zł w zależności od miesiaca, zostaje nam 2000 zł, 200 zł na ksiązeczke,kupujemy ubrania, pościel ,ręczniki w ciucholandach wypiore wygotuje i są jak nowe:) obiady mieso bardzo rzadko wiecej zup,naleśniki,pierogi itp wyjeżdzamy raz do roku za odłożone pieniądze i kulamy sie nie potrzebuje luxsusów ale spokój porannego wstawania ze nie posiadam kredytu i damy rade
aha,nie kupuje np,płynu do podłóg,płyn do okien,płyn do mebli,płyn do paneli kafelek i multum tak naprawde nie potrzebnych myje płynem do mycia naczyń ocet soda oczyszczona i mam czysto w domu.
Witajcie netKobiety,
koszty utrzymania.. bolączka..
ale jeśli chodzi o jedzenie np. to mam takie postanowienie od nowego roku, żeby jak najmniej wyrzucać jedzenia.
jak zostaje mi trochę mięsa pieczonego - następnego dnia robię jakiś gulasz. ze starszych warzyw, włoszczyzny, robię pieczone, od razu jakby świeższe
.
przychodzi mi też do głowy taka sprawa dotycząca śmieci - w związku z tym, że niedługo u nas zmienia się prawo i będzie obowiązek segregacji (nareszcie), żeby zmniejszyć ich ilość czas zorganizować prawdziwy kompostownik.
pozdrawiam,
Laura
Cześć Lauro
No widzisz, kompostownik to świetna sprawa-mam takie coś w ogródku.
Ja również nienawidzę wyrzucać jedzenia i nawet chleb..... gdy już jest nie-taki, co robię? Wrzucam do zamrażarki te kromki, które nie są spleśniałe, nie są złe, ale jednak już przytwardawe. Na grzanki jak znalazł ![]()
ja oszczedzac sie nauczyłam dzieki stronie czas na finanse. pokazał mi ją mój mąż i naprwde możn znaleźć tam wiele ciekawych porad
Dobrym sposobem u nas okazało się wyłączanie telewizora i innych sprzętów od kontaktu jak są długo nie używane.I rzeczywiście ten sposób się sprawdza.Fiołek ta stronka jest fajna.
My na noc wyłączamy listwę, do której podłączone są wszystkie sprzęty i oświetlenie. Nie wiem na ile pomaga ![]()
Na tyle że płacimy mniej za prąd ![]()
187 2013-05-03 17:59:36 Ostatnio edytowany przez nbm (2013-05-03 18:10:22)
My na noc wyłączamy listwę, do której podłączone są wszystkie sprzęty i oświetlenie. Nie wiem na ile pomaga
Zależy ile tv czy komputerów macie w domu, ale miesięczna oszczędność to ~10-15 zł. Więcej sprzętu tzn. kino domowe + zestaw głośników, mikrofalówka może zwiększyć do około 20-25 zł/miesiąc. Czy to dużo, czy nie - kwestia sporna. Nie chciałoby mi się wstawać wieczorem i wyłączać wszystkie listwy.
Dla nas wyłączanie listw to nie problem- służy do tego 1 guzik ![]()
No właśnie, to wszystko zależy od... wszystkiego.
189 2013-05-03 21:03:49 Ostatnio edytowany przez nbm (2013-05-03 21:05:13)
Niby 1 guzik, ale w całym mieszkaniu takich listw jest kilka, niektóre skrzętnie poukrywane. Poza tym trzeba byłoby rozpatrzyć jak reaguje sprzęt elektroniczny na takie włączanie/wyłączanie. Analogiczna sytuacja z wyłączaniem silnika w samochodzie jak np. pasażer idzie na minutkę gdzieś tam. Ekooszołomy mówią, że 'ekologicznie' a producenci, że ekonomicznie jest zgasić silnik przy postoju dłuższym niż 1 minuta, ale czy biorą pod uwagę to, że taka częsta zabawa pociągnie z kieszeni właściciela trochę $ chociażby na rozrusznik niż gdyby auto spaliło 0,05 litra paliwa?
Mój mąż oszalał ostatnio na punkcie odnawialnych źródeł energii
I prawdopodobnie będziemy montować sobie coś takiego:
http://instal-diament.pl/odnawialne-zrodla-energii.html
Jak inwestycja okaże się opłacalna, to przedstawię tutaj wyliczenia - może ktoś też skorzysta.
Ni czytałam całego wątku, więc może coś takiego już było:
Ja dostając wypłatę od razu jej część wpłacam na osobne konto oszczędnościowe. Zostawiam na normalnym koncie tyle, żeby mi starczyło na utrzymanie do następnej wypłaty ( po paru latach już wiem ile potrzeba). I wtedy nie mam pokusy wydawać na "pierdoły" niekoniecznie potrzebne, zwłaszcza gdy widzę, ze limit kasy się wyczerpuje. A bardzo nie lubię wypłacać z tego konta oszczędnościowego, oj nie lubię... a z drugiej strony jak jest potrzeba jakiegoś pilnego wydatku, to zawsze kasa jakaś jest w zapasie.
My oszczędzamy
Latem robię przetwory, sałatki, ogórki,papryki, przeciery do zupy (ze szczawiu i pomidorów m.in.) etc. no i kompoty. Bardziej nam się to opłaca. Ziemniaki mam od dziadka ze wsi, który ma swoje pole. Resztę warzyw mój P. kupuje na targu, ponieważ pracuje w pobliżu, gdzie ceny są po prostu niższe.
Mięso i porcje rosołowe też dostajemy od dziadka, ze swojskich kur.
Mąkę i kasze również mamy ze wsi, kupujemy u młynarza, tak samo z miodem- kupuję kilka słojów u lokalnego pszczelarza i wychodzi nas to taniej, niż miody kupowane w sklepach,a starcza na całą zimę.
Mamy pomrożone pierogi, krokiety, kopytka. Koszt ich zrobienia nie jest wyższy, niż cena za kilogramową paczkę w sklepie. Ogólnie jestem zwolenniczką zapasów i jeśli mam możliwość, to takowe robię. Lubię z resztą zimą otworzyć własny dżem, czy zrobić ogórkową na swoich kiszonych
Mam z tego satysfakcję osobistą
W każdym razie tak na co dzień nie wydajemy zbyt wiele na jedzenie. Przeciwnie- ostatnio złapaliśmy się na tym, ze nie mamy po co jechać na zakupy, skoro mamy pełną lodówkę i po prostu trzeba zjeść, bo się popsuje. Gotując codziennie inny obiad. Mam 6 letniego i 1,5 rocznego synka- nie gotuję im osobno- jedzą to, co my, jeśli trzeba to w łagodniejszej wersji. No i nie głodzimy się absolutnie, przeciwnie- lubimy jeść. Jedzenie to przyjemność. Moja teściowa uważa, że potrafię zrobić coś z niczego. Może tak jest rzeczywiście, ale może też z czasem człowiek uczy się na swoich błędach. A wiem, że tych popełniałam masę.
Kiedyś myślałam, ze to jest niemożliwe i tak z 300 zł szło na jedzenie w tygodniu, teraz jest to w całości około 150 zł uwzględniając "szaleństwa"- lody, słodkości, czy piwo dla mojego P.
Nauczyłam się jednak planować posiłki, robić listę zakupów i ściśle się jej trzymać. Dlatego nie wchodzę do supermarketów typu Auchan, Real itp, bo to dla mnie istna pułapka. Chodząc po nich odkrywam, że nagle wszystko by się do domu przydało. Wolę iść do Biedronki, Lidla, czy Lewiatana, czy czegoś podobnego, bo tam jest mniejszy asortyment, więc mniej "pułapek" na mnie czyha
"Chemię" kupuję na allegro ![]()
Nie mamy zmywarki, ale kupiłam sobie kwadratowe miski do mycia naczyń. W jednej myję,w drugiej płukam. W ten sposób nie leję wody non stop z kranu, a wiem, że tak też się da..np moja mama tak myje naczynia- pod bieżącą wodą. Dla mnie to strata wody. Jasne, że wyjątkowo tłuste gary się tak nie domyją, ale kubki, talerze i reszta "drobiazgu", którego zbiera się w ciągu dnia więcej, owszem.
Co do prądu, mój P. wpiął coś takiego co panuje nad "bezwładnością licznika", nie mamy urządzeń na stand-by'u, bo wieczorem kładąc się spać, albo jak gdzieś wychodzimy, albo jak czegoś nie używamy, wyłączamy listwę, do której są podpięte "mocniejsze" sprzęty ![]()
Non stop "chodzi" u nas w zasadzie tylko lodówka ![]()
No i mamy żarówki energooszczędne.
O i jeszcze coś- większość naszych ubrań piorę w pralce na ustawieniu "Pranie ręczne". Ciągnie najmniej prądu, a my w zasadzie się nie brudzimy- ubrania wymagają po prostu odświeżenia. No i nie niszczą się tak. Ubrania dzieci piorę wg metki jeśli są brudne, zawsze zmniejszam o połowę wirowanie. Żyjemy i nie śmierdzimy
Nie wiem,co jeszcze... tak nam się żyje i całkiem dobrze na tym wychodzimy.
Wczoraj kupiłam dziecku książki przez internet do szkoły- wyszło ponad 270 zł, ale w porównaniu z cenami w księgarni stacjonarnej, moja przyjaciółka za ten sam zestaw zapłaciła prawie 320 zł..więc "zarobiłam" 50 zł na samych książkach.
Wyprawkę kupiłam z kuponu na grouponie- za cały ponad 50-elementowy zestaw dla pierwszaka (zeszyty, farby,kredki,pióro, teczki,bloki etc) zapłaciłam 67 zł. Wyliczyłam, że w sklepie wyszłoby mnie to samo około 100 zł.
Tornister też zamówiliśmy przez internet najpierw obejrzawszy go w "Smyku".
Dużo korzystamy też z kuponów na grouponie.
no i nie wiem, co jeszcze ![]()
Dodam też, że moja mama jest przekonana, że jemy sam tynk ze ścian, albo dopatruje się zarobków na czarno
Ale da się:)
McMiodek jednak sposób w jaki myjesz naczynia,a w sumie płukasz do mnie nie przemawia,naczynia muszę spłukac pod biezacą gorącą wodą aby wszystko spłynęło,bo co to za płukanie w misce,równie dobrze można byłoby wcale naczyn nie płukać
McMiodek jednak sposób w jaki myjesz naczynia,a w sumie płukasz do mnie nie przemawia,naczynia muszę spłukac pod biezacą gorącą wodą aby wszystko spłynęło,bo co to za płukanie w misce,równie dobrze można byłoby wcale naczyn nie płukać
Wymieniam wodę do płukania, bez przesady
Ale też nie przesadzam i nie leję hektolitrów bieżącej, żeby opłukać 4 talerze. Poza tym, mówiłam- tłuste rzeczy myje si inaczej. Ale talerzyki po kolacji, gdzie jemy kanapki?
Tłuste naczynia wymaczam, później pod bieżącą łatwo wszystko schodzi i też nie muszę lać metrów, żeby jeden talerz wymyć. Nie oszukujmy się, u niejednej osoby widziałam jak odkręca kran nal i leje wodę i leje niewymiernie do ilości naczyń, które ma umyć.
Nie jemy z brudnych, niedomytych talerzy jeśli o to ci chodzi.
Tak w ogóle to zbieram się do kupna na zmywarki nablatowej- nie mam miejsca na zwykłą, ale taka nablatowa na niewielką rodzinę będzie akurat. ![]()
....Co do prądu, mój P. wpiął coś takiego co panuje nad "bezwładnością licznika", ...
Czyli pojęcia o zagadnieniu nie ma zielonego.