Witam wszystkich. Ciężko pisać o takich sprawach, ponieważ mówimy o śmierci osób, które same się na nią zdecydowały. Oczywisty jest fakt, że człowiek nie powinien odchodzić z tego świata w ten sposób. Niektórzy piszą, że młodzi ludzie nie radzą sobie z problemami i rezygnują z tego świata. To niech ktoś powie jak można radzić sobie w dzisiejszym świecie: z bezrobociem, niskimi płacami, brakiem mieszkania, samotnością... nie każdy wytrzymuje tempo dzisiejszego świata, społeczeństwo jest znowu podzielone na klasy, lecz problem samodestrukcji dotyczy nas wszystkich. Dlaczego tak się dzieje? moim zdaniem człowiek staje się z czasem obojętny, nie zależy mu już na niczym nie martwi się np. czy za miesiąc będzie miał za co opłacić mieszkanie czy nie, przyszłość już dla takiego człowieka nie istnieje, rozpacz i smutek są jedynymi uczuciami. Oczywiście ciężko rozpoznać takich ludzi, gdyż na co dzień są tacy jak wszyscy potrafią bardzo dobrze się kryć za maską radości i męstwa. Jednak pod tą maską ten człowiek nie istnieje, wegetuje. Ten proces trwa bardzo długo od kilku m-c do kilku lat, aż w końcu umysł odmawia posłuszeństwa i dochodzi do tragedii. Najgorsze jest to, że rzadko udaje się coś zmienić, ponieważ taka myśl - dążenie do samounicestwienia jest tak silne, że zakorzenia się w psychice na stałe i nawet po jakimś czasie uśpienia potrafi powrócić. Według mnie duże znaczenie w walce z tą "chorobą" odgrywa wiara, a szczególnie strach przed tym co nas czeka po śmierci, lecz to pragnienie jest tak silne, że nawet czytając przerażające zapowiedzi w apokalipsie św Jana czy pamiętnik św Faustyny czy księgi innych religii nie jest takim utrapieniem jak życie dla takiej osoby. Czy samobójstwo jest wyrazem odwagi? tak i nie... każdy może sobie to wyobrazić jak straszna musi myć taka decyzja jak wiele pytań wtedy może kumulować się w głowie... lecz z drugiej strony jak silnym i odważnym trzeba być by pozostać na ziemi?
Samobójstwo jest największym złem jakie tylko może spotkać rodzinę i bliskich. Samobójcy nawet nie zaprzątają sobie głowy tym co stanie się z ich bliskimi po ich śmierci. Mój syn popełnił samobójstwo i złamał nam serca i zniszczył życie. Od kilku miesięcy żyjemy w piekle na ziemi. Spotykam się z opiniami, że samobójcy to nieszczęśnicy nie mający bliskich i kochanych osób. To nie prawda mój syn miał kochającą rodzinę, bliskich mógł zawsze na nas liczyć. Wiele godzin rozmawialiśmy wspólnie i wiedział, że się o niego martwimy, to było dla niego za mało postanowił za wszelką cenę ukarać nas. Tylko nie wiem za co? Często z mężem myślimy o śmierci, ale przy życiu trzyma nas córka, która i tak wiele przeszła, bo jej brat zniszczył psychikę całej rodzinie. Najgorsze jest to, że po miesiącach obwiniania siebie stwierdziłam, że samobójcy nie potrafią kochać. Nie zależy im na niczym i boli mnie myśl, że nas syn nas nie kochał, chociaż powtarzał, że kocha i ma dobrych rodziców to postanowił nas pokaleczyć na całe życie. Jesteśmy strzępkami ludzi i cierpimy nieznośne męki bo tęsknimy za nim i płaczemy co dzień, ale co nam po tym jak on nas porzucił i więcej go nie zobaczymy. Najgorsze jest to, że takiego życia jakie on wiódł pozazdrościł mu niejeden miał ciepły kochający i bezpieczny dom ale dla niego było to za mało. Już nigdy nic nie ukoi mojego cierpienia i nie wysuszy łez, ale mój syn tak chciał i żyję tak jak on mi to zaplanował.