Witajcie 
Szaro, buro i ponuro czyli nadchodzi jesień 
żyworódka napisał/a:My planujemy zakup płyty gazowej i elektrycznej, pół na pół.
A czemu szuflady 80-tki pod płytę gazową o wym. 60-ciu cm?
A nawet jak zamówiliście takie, to myślę, że można odwołać i kupić pod wymiar.
Najgorsze co może być, to urządzanie kuchni, u nas jeszcze wszystko fruwa w zamysłach.
Już jakieś wizje są, ale jestem bardzo zmienna w pomysłach.
Ja wolę oglądać kuchnie w sklepach, więc już parę wyjazdówek mamy za sobą.
Co do zmywarki to póki co nie planuję, więc na ten temat się nie wypowiem.
Za gaz płacę ryczałtem czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, więc wypada mieć płytę na gaz. Zastanawiałam się też nad piekarnikiem gazowym, ale chyba wybiorę jednak elektryczny.
Co do mebli. Wcześniej nie miałam do czynienia z płyta gazową nablatową, ze zlewem nablatowym. Nawet będąc w sklepie nie zwracałam na to uwagi tzn. na ustawienia mebli. Niekoniecznie tam gdzie kończy się szafka musi kończyć się zlew, jest możliwość małego przesunięcia. U mnie jest najpierw szafka 40, potem szafka pod zlewem jednokomorowym czyli pod tą jedną komorą szafka chyba 50, taka szafka na pojemnik na śmieci i potem te szuflady 80: 10 cm - na blacie 60 cm płyty gazowej- 10 cm. Nie jest to błąd, ale sama potem się zastanawiałam co można zrobić, czy można było dać szuflady 60. Można by było powiększyć tą szafkę na śmieci, ale znowu po co mi taka duża szafka "śmieciowa". Wstawić kolejną też nie za bardzo, bo wolnego blatu w dalszej części będzie mało tzw. blatu roboczego. Wcześniej przy dolnych szafkach wiedziałam, że będą szuflady pod płytą i zależało mi tylko na tym, aby była przerwa między zlewem a płytą. Teraz już przy górnych rozrysowałam co i jak a i tak wyszło inaczej innym fachowym okiem.
Dodam jeszcze, że meble robi brat mojego męża, który się między innymi tym zajmuje na co dzień.
Gdyby nie ten fakt raczej nie zdecydowałabym się na meble w zabudowie.
Szafki górne chciałam 50 cm, lepiej mieć 57 bo w razie wymiany drzwiczek na "lepsze" takich 50 nie robią. Także na każdym kroku czyha niespodzianka. Może jakbym miała z nim kontakt bezpośredni inaczej by to wyglądało. Nie wiem i jest jak jest.
Nie spodziewałam się, że robi się takie szerokie 80 cm szuflady, ale robi się, bo są takie wkłady plastikowe na sztućce itp. O tym to wiedziałam, ale że takiej szerokości to już nie.
Chyba gorzej jest urządzać łazienkę niż kuchnię. Przynajmniej taka jak moja. Trochę więcej niż 3 m2 i trzeba zmieścić prysznic albo wannę (cały czas o tym myślę co ma być), umywalkę, wc, pralkę. Na dodatek przydało by się zakryć rury od centralnego ogrzewania tak, aby grzały i żeby ich nie było widać. I jeszcze jakieś szafki też by się przydały. I jeszcze trzeba brać pod uwage podłączenia. To dopiero jest wyzwanie
.
Wczoraj akurat czytałam komentarz jednej z właścicielek takiej blokowej łazienki (a jest takich sporo): "jak się to wszystko upchnie to dopiero jest satysfakcja
".
Też chodziłam po sklepach. Zawsze zabierałam ze sobą miarkę. W jednym takim sklepie narodził się właśnie pomysł na kuchnię. Pamiętam jak ukradkiem robiłam pomiary, bo przecież sprzedawca nie był mi potrzebny, bo i tak nie miałam przecież zamiaru u nich mebli zamawiać
.
Zaczynać od początku wszystko (dobrze, że chociaż okno nowe), do tego myślenie o tym, aby było funkcjonalnie, żeby szafki dobrze rozplanować, żeby było miejsce do zmywania, gotowania i do innych czynności, żeby łatwo było utrzymać czystość, żeby jakoś to wyglądało, żeby było uniwersalnie, no i finansowo też trzeba się liczyć i do tego zmienność pomysłów to istna droga przez mękę
Drugi raz już bym chyba nie chciała zaczynać.
Do tej pory nie wiem czy dobrze zrobiłam umieszczając lodówkę koło piekarnika. Zanim jeszcze nie było mebli to myślałam, no przecież inni też tak mają, potem po fakcie przez pół nocy, czytałam jakieś forum czy tak można. Jedni za, drudzy przeciw. I dalej nie wiem, chociaż rozum podpowiada, że jednak to źle. Jednak pocieszam się, że aż tak dużo tego piekarnika używać nie będę.
I tak to jest najpierw wymyślasz, a jak coś nie jest tak już po fakcie, to się pocieszasz
.
Najwięcej czasu to mi chyba zajęło wymyślenie co dać na ścianę między szafkami górnymi a blatem. Czy płytki czy tapeta, a może pomalować, także i szkło po głowie chodziło. W końcu mam płytki, a właściwie płyty gresowe szkliwione beżowe 60 x 60. I na dzień dzisiejszy to był dobry wybór, bo i łatwo umyć, nie ma za dużo fug i starczy na długi lata i nie ma tego zmartwienia, że
modne czy nie modne (to tak z przymrożeniem oka, bo za modą w tym przypadku, to przecież nie nadąży się). W tej chwili jest moda na białe meble (też przez chwilę miałam taki pomysł, ale jakoś mi przeszło, mam beżowe z ciemnym brązowy blatem (tu też miałam wątpliwości czy może trzeba było dać jasny blat). No dosłownie obłęd jakiś
. Wcześniej była moda na ciemne meble (od takiego koloru zaczynałam). Teraz wiem, że do małych kuchni to tylko jasne. Co do tych płyt jeszcze, żeby nie było za dobrze to mają jedną "wadę", łączenie przebiega akurat w połowie płyty gazowej. Ale przeciąć to i dopasować tak żeby na płytą gazową 60 była płyta gresowa 60 to kolejny kłopot.
I tak mogłabym jeszcze trochę popisać.
Ale na dziś już wystarczy, ciepło się zrobiło, trzeba iść się przewietrzyć, a na dodatek czuję, że pisałam dość chaotycznie i już mi się nie chce poprawiać 
Także żyworódko wspieram Cię i oby jak najszybciej i oby się udało 
Pozdrawiam wszystkich 
Kurcze 