
391 2012-12-22 19:22:12 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-12-22 21:14:48)
392 2012-12-22 22:56:05 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-12-22 22:58:38)
Święta, święta, idą święta...a za nimi Nowy Rok. ![]()
Przeto witam przepięknymi polskimi kolędami i życzę miłego kolęd śpiewania.
Ja uwielbiam je śpiewać w rodzinnym gronie, przy suto zastawionym stole. ![]()
Dziewczęta, wszystkiego naj...naj...naj...zdrówka, pieniędzy trzos, wzajemności w miłości... i aby wszystko w Waszym życiu szło ku lepszemu, w nadchodzącym Nowym 2013 Roku.
Zdrowych, rodzinnych, śnieżnych i przyjemnych Świąt życzę
:

Ciszy i wszystkim Kobietom z tego wątku składam serdeczne życzenia spokojnych Świąt, pełnych ciepła i miłości.
395 2012-12-23 18:37:32 Ostatnio edytowany przez Ba-Cha (2012-12-23 18:39:59)
Hey Myszki - i ja życzę wszystkim pogodnych świąt
.........
396 2012-12-23 21:21:34 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2012-12-23 22:07:07)
Chciałam wkleić piosenkę.....coś mi nie idzie. ![]()
Zdrowych, pogodnych i spokojnych Świąt życzę wszystkim
luc
to bardzo miłe ![]()
Nie mogę odwzajemnić się, bo nie masz swojego wątku, zatem tutaj dla Ciebie tę kartkę zamieszczam:


Święta minęły cicho, rodzinnie i spokojnie, ale z małym szokiem w pierwszy dzień.
Rano zawitał do mnie Mikołaj /pierwszy raz od chyba 20 lat/ i przyniósł mi prezent.
Babciu... to dla Ciebie ode mnie powiedział.
Szok, bo wiadomo kto finansował ten pomysł, a także dlatego, bo nigdy wcześniej nie dostawałam od tych zza ściany, chociaż przez wiele lat ja dawałam.
Dawałam aż do momentu, gdy któregoś roku znalazłam na parapecie swojego okna poustawiane prezenty, które wcześniej dostawała wnuczka.
Zebrałam bez słowa choć ze łzami w oczach i przestałam obdarowywać.
W sobotę wnuczek kończył 7 lat i ja już wcześniej na tę okazję dokonałam zakupu biletów na balet: 'Dziadek do orzechów...........', na co córka wyraziła zgodę i zabrałam małego do opery sprawiając jemu frajdę, a serce moje wariowało gdy klaskał zawzięcie, a nawet krzyczał z zachwytu gdy myszy wojowały. Bardzo brakowało mi młodej, ale nie mogę być słaba, bo kiedyś za to zbiorę. Młoda nie za bardzo ma ochotę skruszeć, więc na tym traci.
Po wyjściu poszliśmy na tort do pobliskiej cukierni i tam złożyłam jemu życzenia by pamiętał z jakiej okazji to wszystko.
Kończy się rok i może dobrze, że takim miłym akcentem, bo w ogóle to był to dla mnie okres bardzo trudny.
Przygniotło mnie finansowo, przez co jeszcze bieda mi nie grozi, ale nie lubię wydatków niezaplanowanych. Przygniotło mnie psychicznie to, że zdrowie mi poleciało mocno, ale też już to przetrawiłam, że kiedyś zacząć się musi i wydobyłam z siebie wdzięczność za to, co dostawałam do tej pory.
Nie będę narzekała, bo to nie leży w mojej naturze.
Myślę, że 2013 będzie dla mnie rokiem dobrym, bo trzynastka mi sprzyja.
Tak więc mam w sobie wiarę i nadzieję, że nie będzie gorzej, niż do tej pory.
Nowy Rok przywitam w samotności. Tak zdecydowałam.
Tańczyć nie powinnam a patrzeć jak inni szaleją ? nie mam ochoty.
Do zobaczenia w 2013 roku ![]()
400 2012-12-31 00:03:20 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2012-12-31 00:08:39)
Szczęśliwego Nowego Roku!

.
401 2013-01-03 19:39:55 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2013-01-03 19:42:31)
Witam w Nowym Roku wraz z życzeniami, aby spełniły się Wasze wszystkie życzenia i te najskrytsze marzenia, pomimo.... tej 13 - stki na końcu.
A przede wszystkim zdrówka, zdrówka i jeszcze raz... pieniędzy. ![]()
Mój post z 31.12.2012 roku (1000-czny) uleciał w kosmos, pewnie z petardami. ![]()
Więc tylko opowiem, że życzenia były jak wyżej i zaproszenie na tańce przy piosence Maryli Rodowicz "Niech żyje bal".
A teraz bawmy się przy hicie internetu "Ona tańczy dla mnie".
Edit:
Oooo, teraz też jest to mój 1000-czny post. ![]()
Witajcie ![]()
No i mój post z 1.01.1213 też uleciał..........
Także już mam problem z "13" ![]()
Życzę wszystkim dużo zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności w tym Nowym Roku 2013.
żyworódkogratuluje 1000 posta i życzę kolejnego 1000 i następnych....... ![]()
I trochę muzyki na ten początek roku - Junior "Miłość to sen".
Cisza, jjoanno, Ba-cha dziękuję za życzenia ![]()
Ba-chy post też znikł, ale zdążyłam przed i załapałam się na szampana z dr Hausem. ![]()
jjoanno, czemu tak źle mi życzysz, toż czeka mnie dożywocie na tym forum. ![]()
A jak zdrówko i Twoje samopoczucie?
Cisza, nadrobiłam czytanie Twojego bloga. ![]()
Spokojnej nocki. ![]()
404 2013-01-07 03:33:35 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2013-01-07 03:36:44)
Nie pisałam bo nie miałam pewności, czy znów w kosmos coś nie poleci.
Trzeba jednak przyznać, że sprawnie sobie administracja poradziła, bo awaria serwerów często przynosi
straty nie do odrobienia i nie zawsze adminom chce się przywracać to, co poleciało.
Szacuneczek ![]()
Moje jakieś dwie notki fruwają sobie wolne , więc to niewielka strata.
Wasze notki dziewczyny wszystkie widziałam i zdążyłam przeczytać.
Rok ten zaczął mi się całkiem dobrze. Pewnie dlatego, bo witałam go z moim młodym siedmioletnim mężczyzną,
który już w ciągu dnia zobowiązał mnie, bym jemu towarzyszyła.
Myślałam, że zapomniał, ale gdzie tam. Ledwie zaczęli strzelanie już był u mnie i wyciągnął na zewnątrz.
Jakoś tutaj ostatnio nie wychodzi mi pisanie, może po tym, co się tu u mnie zadziało w kwestii mojej historii.
Powróciłam na blog i znów tam się produkuję, a pisać jednakowo tu i tam, to sensu nie ma.
Tam jednak już w pisaniu także jestem ostrożniejsza, bo pomimo, że chyba jednak mojego bloga nie czyta nikt
znajomy z realu, co wcześniej myślałam, to nie mam pewności, że 'małolat' go nie czytał, czy też nie czyta.
A nie napiszę tam, że cieszę się z tego, że dostał kopa w jaja od swojej nowej pani, do której poszedł po mnie.
Cieszę się też, że to ona była po mnie, a nie ja po niej.
Tak się składa, że zaczynam pracę z nową podopieczną i to właśnie w klubie, gdzie oni oboje bywali.
Będę więc musiała pogodzić się z tym, że czasem go zobaczę.
Czas jednak swoje robi i mam nadzieję, że już tak dużych jak kiedyś emocji nie będzie.
Postaram się nie okazać, by nie dać jemu satysfakcji, że ma jeszcze na mnie jakiś wpływ.
Łatwe to nie będzie, ale trzeba to będzie przeżyć.
Tak więc z głową podniesioną i uśmiechem na ustach wkraczam w środę do klubu i niech się dzieje, co chce.
Pozdrawiam i dobrej nocy życzę ![]()
żyworódko
jesteś wytrwała ![]()
.
Witajcie ![]()
To co uleciało to w naszej pamięci pozostało........że tak zrymuję na początek. ![]()
Mogło być gorzej bo jak tu jakiś czas temu wcześniej zajrzałam to 9 stron tylko się wyświetliło.
A tak to tylko kilka postów poszło.
Ostatnio to tylko tu zaglądam, mało w ogóle czytam na forum. Nawet jakoś filmów w tv nie oglądam. Przestawiłam się na oglądanie meczów siatkówki (męskiej
) i słuchanie a właściwie powrót do muzyki disco polo. I tak krążę między kanałem sportowym a muzycznym.
Tak jakoś mi to pomaga, na "głowę" przede wszystkim.
Wzięłam wszystkie leki przepisane przez psychiatrę i poprawy żadnej.
A nawet jeszcze gorzej w międzyczasie było, bo na widok jedzenia to mi się niedobrze robiło.
Kompletny brak apetytu. Teraz trochę lepiej.
Ale sam fakt że cukierki czekoladowe leżą sobie a ja tylko na nie patrzę. Wcześniej to było nie do pomyślenia. Już dawno by ich nie było.
Wybieram się pojutrze do lekarza. Mam nadzieje, że długo tam nie posiedzę.
Z jednej strony to chciałabym wiedzieć co mi w końcu dolega a z drugiej to jakiś strach ogarnia.
Pod koniec starego roku rozmawiałam z koleżanką rok ode mnie starszą. Wiedziałam, że choruje na tarczycę tylko nie myślałam że jest tak źle. Ile da radę wytrzymać wszelkie dolegliwości tyle czasu będzie miała tarczycę, a potem to do osunięcia.
Coraz gorzej z tym zdrowiem. Ale jakoś trzeba się wziąć w garść i myśleć pozytywnie. ![]()
żyworódko
Chyba mi się pomyliło 100 lat z 1000 postów ![]()
Dziękuję za zainteresowanie i przyznam, że brakuje mi Twojego "Witajcie dziewczęta".
cisza to ja
Mam nadzieję, że mimo wszystko uda Ci się pogodzić te "dwa światy".
Póki co to zaglądam tu i tam.
Dobrej nocy ![]()
Witajcie dziewczęta.
(jjoanno, czy tak?)
Dziewczęta, ostatnio pożyczyłyśmy sobie dobrej nocki, no i co????????????
No i nic...ciiiiiiiiiiiiiiisza
To ja się zapytowywuję, czy zasnęłyście zimowym snem, czy też Was zasypało???
Pobudka...albo marsz do odśnieżania. ![]()
A najlepiej przy wiązance, tych oto pięknych melodii:
A tak na poważnie, to:
Jakoś tutaj ostatnio nie wychodzi mi pisanie, może po tym, co się tu u mnie zadziało w kwestii mojej historii.
Powróciłam na blog i znów tam się produkuję, a pisać jednakowo tu i tam, to sensu nie ma.
Tak, wiem, bo czytam już na bieżąco...tylko z kolei tam się nie wypowiadam. Trzymam się nadal (jeszcze) tego forum.
Ale już z mniejszym zaangażowaniem...
Ja tak, jak i jjoanna trochę się przestawiłam w tematach (jjoanno, Ty dosyć szybko), którym poświęcam swój czas.
Mam dużo spraw rodzinnych do załatwienia, były u mnie wnuczątka na feriach zimowych i myślę, że warto oderwać się trochę od komputera.
Bo to też nałóg.
Cisza, doskonale Cię rozumiem.
Szukałaś tu spokoju dla swoich przemyśleń, podzielenia się swoimi przeżyciami, życzliwości, akceptacji.
To wszystko tu było i jest nadal, chociaż cisza tego wątku została zmącona. Ale tak jak i zmącona woda... chociaż się ustała, to na dnie mąty zostają.
Należysz do osób wrażliwych i ciągle przywołujesz ten epilog.
Chciałabym Ci rzec: a olej to, ściegiem prostym ![]()
Bardzo lubiłam ten moment, kiedy wchodziłam w Twój wątek i czytałam c.d. - jak powieść w odcinkach.
Nie powiedziałaś żegnaj, więc myślę, że będziesz się pojawiać...wszak wątek zmienił swój charakter, więc nie jest dokładnie taki, jak na Twoim blogu.
Wybieram się pojutrze do lekarza. Mam nadzieje, że długo tam nie posiedzę.
Z jednej strony to chciałabym wiedzieć co mi w końcu dolega a z drugiej to jakiś strach ogarnia.
I jaka diagnoza?
Pozdrawiam Was dziewczęta. ![]()
Hey pozdrawiam wszystkie Mychy - tu piszące
ja od 3 tygodni mam remont kuchni i loggy - końca nie widać bleeee
bloga ciszy .. nie czytam - bo nawet nie wiem gdzie szukać ![]()
Witajcie ![]()
Dziękuję żyworódko za piękne powitanie (właśnie takie).
Ponieważ nie chcę odśnieżać to napiszę. ![]()
Zaglądam tu codziennie, ale z pisaniem to już gorzej, jakoś weny brak.
Z tym przestawieniem u mnie to chyba proces naturalny. Co jakiś czas się przestawiam. Na forum przestawiłam się ze strony kulinarnej (chociaż od czasu do czasu też tam wchodzę). Teraz z forum na strony sportowe. Myślę, że jest zdrowiej, no może za wyjątkiem serca, emocje robią swoje
.
Chociaż nie ukrywam forum mi trochę "pomogło" w tym przestawieniu. Swego czasu to dużo tu czytałam, czasami to miałam takie myśli że to już uzależnienie i nie czułam się z tym najlepiej.
Ponieważ były to strony przede wszystkim o zdradach to wydaje mi się, że nastąpił też taki przesyt.
Już było tego za dużo, zaczęła się jakby taka powtarzalność i to mnie chyba trochę zniechęciło.
Do tego doszło to, przy okazji obserwacji jednego wątku, że niektórzy piszący są dalecy od udzielania pomocy czy wsparcia a wręcz przeciwnie. Zresztą nie tylko ja tak odczuwałam, bo po pewnym czasie zauważyłam że został założony wątek o tym że poziom forum zmienia się, niestety na gorsze.
Teraz trochę o chorobie ![]()
Byłam u lekarza rodzinnego. Dostałam skierowanie na zbadanie tsh. "Na razie wystarczy" usłyszałam. Niby wszystko jest w normie. Nie wiem jak to się też stało, bo po tym pobraniu krwi to przez tydzień bolała mnie ręka podczas jakiegokolwiek ruchu. Jakiś pech czy co.
I tak teraz wybieram się z powrotem do lekarza z tym wynikiem tylko wybrać się nie mogę.
Ba-Cha
Jak tak patrzę na te trzy tygodnie to widzę remonty na całego.
Aby przeżyć, a potem to będzie lepiej ![]()
Pozdrawiam i dobrej nocy ![]()
Długo mnie tu nie było i przyznam, że bardzo rzadko zaglądałam.
Zresztą tu moje pisanie już coraz bardziej było monologiem, co też mnie zniechęcało.
Nie umiałam zebrać życzliwych sobie osób i pomimo, że odwiedzin miałam sporo, to rozmów prawie wcale.
Jednak są tacy, którzy o mnie nie zapomnieli i poprzez pocztę pytają, co ze mną dzieje się.
Jest to bardzo miłe ![]()
Odpowiadam więc tutaj, że coś się wypaliło, coś zgasło i nie mam co, albo nie umiem już pisać spontanicznie,
co mi w duszy gra.
A też i nie za bardzo gra, bo ogarnął mnie marazm i żyję z dnia na dzień, byle bym miała spokój, bo ze zdrowiem już też nie jest za dobrze.
Do niedawna żyłam nadzieją, że ułoży się wreszcie możliwie po ludzku z moimi najbliższymi, ale oni nie przejawiają chęci naprawienia stosunków, a wręcz mam wrażenie, że wszystko się pogorszyło.
Dzieci sterowane nadal nie wiedzą jak wobec mnie postępować.
Wnuczka okazuje mi niechęć i agresję mimo, że niczego złego jej nie zrobiłam.
Wnuczek za mały, żeby mieć własne zdanie.
Ot, tak się porobiło, że zaczynam żyć jak pustelnica.
Wiem, wiem..... to brzmi jak użalanie się, bo przecież świat nie kończy się na ludziach, których kiedyś
kochałam, bo wokół jest wielu innych, ale dla mnie to duża trudność zawierać nowe znajomości, gdyż bardzo na
ludziach zawiodłam się, a też i ze starymi z różnych względów nie chcę kontaktów utrzymywać.
Tak więc kółko zrobiło się małe i ciasne.
Czuję ogromne zmęczenie zimą, bo dała mi się we znaki, trzymała mnie na siłę w domu, kazała mi dużo palić w piecu i zabraniała wyjazdów, w obawie, że mogę mieć w mieszkaniu straty mrozem spowodowane.
Może wiosna, która już jest za progiem wniesie w moje życie świeży powiew.
Zobaczymy......
Pozdrawiam serdecznie tych, którzy o mnie nie zapomnieli i tych, którzy zajrzą jeszcze do mojego wątku.![]()
Ciszo witaj.
Ja zaglądam do Twojego wątku
, ale ostatnio niewiele się działo.
Przykre, że Ci się nie układa, ale idzie wiosna, a z nią nadzieja.
A może "podłączysz się" do jakiejś kafejki? Np. do Stokrotek? Jesteśmy tam z BaChą.
Pozdrawiam.
witam - ciszo - lucynka Cię zaprasza - ja też - serdecznie ...do Stokrotek
:lol:
tam każdy temat jest dobry ... smutny... wesoły ...normalny .... bez wzajemnej wazeliny ...
co masz na sercu to piszesz .......... pozdrawiam wszystkie Myszki tu zagądające
![]()
Witaj Ciszo
I nie zapomniałam i zaglądam do Twojego wątku i w to drugie Twoje miejsce.
Tylko z tym pisaniem to jakoś ciężej.
Przykre te ostatnie Twoje wpisy.
I pewnie dlatego też słów brakuje.
A i przy moim nie najlepszym samopoczuciu to i lepiej nic nie pisać, bo po co zarażać pesymizmem.
Jak nikt inny zasługujesz na to, aby po prostu było lepiej.........
Z okazji Twojego święta wszystkiego co najlepsze
Pozdrawiam wszystkich ![]()
414 2013-06-03 21:07:30 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2013-06-03 21:09:19)
Jestem małpiszon.
Nie zaglądałam tutaj, a Ty jjoanno mi przesyłałaś życzenia, za które nie podziękowałam.
Te urodzinowe świadczą, że post, który później zmieniłam - czytałaś.
Myślałam, że o mnie zapomniałaś, bo 'tam' nie odezwałaś się chociaż w księdze gości można było pisać nie mając
konta na Interii. Myliłam się.
Przepraszam.
Widzisz, to tak jest, że jak nie wychodzi, to się odchodzi, a potem gdy znów nie wychodzi..... to się
wraca.
Sama nie wiem, czy powinnam tu wrócić, bo mi z tym to jednak jest bardzo trudno.
Tam jednak zlikwidowałam, bo mnie trollica zwana kiedyś moją przyjaciółką zjadła, zdeptała, opluła.
Szantażowała, że ujawni, powkleja na FB, no i poczułam się odarta z ubrania, a nago nie lubię publicznie się
pokazywać.
Blog był moją spowiedzią życia, antidotum na samotność i choroby.
Wydrukowałam go sobie, więc czasem poczytam.
Pozdrawiam serdecznie.
.
415 2013-06-03 22:26:26 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2013-06-03 22:28:30)
Witaj Ciszo...i witajcie dziewczęta. ![]()
Przepowiedziałam Ci, że wrócisz.
W moim poście ze stycznia napisałam:
Bardzo lubiłam ten moment, kiedy wchodziłam w Twój wątek i czytałam c.d. - jak powieść w odcinkach.
Nie powiedziałaś żegnaj, więc myślę, że będziesz się pojawiać...wszak wątek zmienił swój charakter, więc nie jest dokładnie taki, jak na Twoim blogu.
Gdy wchodzę na forum, to zazwyczaj patrzę, kto jest zalogowany... dzisiaj czytam, a tu Cisza to ja.
Ja wiedziałam co u Ciebie się dzieje, z Twojego blogu.
Często myślałam o jjoannie, co u niej, bo z Ba-chą 'widzimy się' w wątku "Witaj zdrówko!".
Zajrzyj do niego - większość pisze wierszem i można się serdecznie pośmiać z naszej twórczości - wierszokletek. ![]()
Atmosfera jest naprawdę miła i serdeczna, na mnie działa odprężająco.
Wróciłaś, to nie zastanawiaj się już nad tym: czy "powinnaś" skoro czujesz taką potrzebę.
Reaktywowałaś wątek, a to już początek dalszego jego istnienia.
Dziewczęta pozdrawiam i życzę spokojnej nocki. ![]()
Jestem tu "Świeżynka" ale czytam po kolei posty i aż trudno mi uwierzyć, że takie rzeczy ludzie przechodzą. Podziwiam siłe oraz odwagę osób, które nawet po wdeptaniu w ziemię mają siłę się podnieść i walczyć. SZACUN!!!!!!!!!!
No tak żyworódko przepowiedziałaś......... ![]()
i oto znów się tu zadomawiam.
Myślę, że jak zwykle potrzebuje trochę czasu, by rozkręcić się.
Wiem już na pewno, że pisać chcę i chyba muszę, bo inaczej grozi mi marazm, albo uduszenie.
Blog mój szybuje w kosmosie, ale mam w głowie i w sercu to, co tam pisałam.
Wydrukowałam go także, by sobie czasem poczytać, a też mam nadzieję, że kiedyś......... przeczytają go moi najbliżsi, którzy teraz są dla mnie bardzo dalecy.
Chyba, że dojrzeję do decyzji i spalę go w piecu.
Magdalena_1976 witaj ![]()
Ja właśnie jestem taka dżdżownicą, która po wdeptaniu w ziemię znów się na powierzchnię wydostaje, by czyjś but ją trafił.........
Ostatnio wdeptała mnie w ziemię moja pseudo przyjaciółka, która jak okazało się, czytała mojego bloga świetnie się maskując, a przy okazji - bawiąc.
Nie było w nim /blogu/ wielkich sensacji, bo moje codzienne życie sensacją nie jest, ale było też o kimś z kim byłam bardzo blisko przez jakiś czas, a ten ktoś jest z tego samego grona i ona z tego sensację zrobić chciała.
I nie wstydzę się tego, że byłam, bo mężczyzna ten był wolnym, a to dla mnie było piękne przeżycie, ale świadomość, że czyta spore grono moich znajomych, zniechęciła mnie do obnażania się w tym gronie.
Zaczęło się od śmierci naszego kolegi, a skończyło na szantażu, plotkach i nienawiści.
Ale przybliżę sprawę w następnej notce.
Pozdrawiam ![]()
Ciszo miło Cię widzieć (czy raczej czytać) ![]()
419 2013-06-08 00:59:41 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2013-06-08 01:05:26)
Miał 50 lat i młodą córkę, na którą spadł obowiązek pochowania go po śmierci.
Nie zostawił majątku, choć biedakiem nie był, ale lubił swobodnie pożyć i co zarobił poza granicami kraju dość szybko kurczyło się.
Na tyle szybko, że córka nie miała pieniędzy na pogrzeb.
Był jednym z nas, gdy więc moja pseudo przyjaciółka zadzwoniła do mnie, by ponarzekać, że nikogo to nie obchodzi zaproponowałam, żeby dać ogłoszenie na Fb i zaapelować do ludzi dobrej woli o pomoc.
Zaproponowałam, że zajmę się zbiórką i udostępnię także swoje konto, by tym którzy przyjść do klubu nie mogą,
a chcą pomóc ? ułatwić to.
Zebrałam całkiem przyzwoitą kwotę i wszystko, a także przekazanie pieniędzy odbywało się komisyjnie, po uprzednim pobraniu wyciągu z konta.
Nikt nie miał zastrzeżeń.
Z zebranej kwoty 5% przeznaczyliśmy na kwiaty od darczyńców i była to całkiem niezła na wiązankę kwota.
Dziewczyna szybko pozałatwiała co potrzeba.
Moja pseudo dostała natomiast jakiegoś niewytłumaczalnego wściku i zaczęła mnie czepiać się.
Najpierw, że udostępniłam konto, potem, że jej zdaniem wyliczenie nie zgadza się, a na koniec gdy na Fb poinformowałam, że jeszcze płyną pieniądze, to zażądała żebym dołożyła pieniędzy, bo to co daliśmy na wiązankę to
za mało, bo ona /podjęła się kupna/ chce załatwić wieniec.
Odmówiłam, bo po pierwsze ustalenia były komisyjnie, a po drugie jeszcze fizycznie tych pieniędzy nie miałam, a skóry na byku /tak powiedziałam/ dzielić nie umiem.
Nazwala mnie autokratką, usunęła ze znajomych i zrobiła na Fb sensację ujawniając mój nick blogowy.
Oniemiałam z wrażenia, bo nie sądziłam, że ona mój blog od dawna czytała.
W takim amoku wydała się, że tak jest i mało tego, zaczęła mnie szantażować, że ujawni kto był moim kochankiem.
Myślę, że dostała takiego kociokwiku, bo przeczytała moją notkę dotyczącą właśnie jej zachowań, jakie opisałam tutaj,
a tam zamieściłam komentarz, że jest ograniczona i mam coraz bardziej dość jej zachowań.
I w taki sposób śmierć bardziej jej, niż mojego przyjaciela przyczyniła się, że z moich uczuć zrobiła wiadro z fekaliami
i w dodatku zawartość wylała na mnie.
Blog mój szybuje w kosmosie, a mnie pozostał kolejny siniak na dupie za to, że
pomogłam.
Czy ja kiedyś przestanę z wychodzeniem przed szereg?
Czy zobojętnieję na wszystko, co bezpośrednio mnie nie dotyczy?
luc ![]()
.
420 2013-06-08 17:33:30 Ostatnio edytowany przez Ba-Cha (2013-06-08 17:39:33)
Ciszo miło Cię widzieć (czy raczej czytać)
podpisuję się pod zdaniem LUCynki - witaj Ciszo
:lol:

już wcześniej pisałam - nie czytałam Twojego bloga - a niech sobie lata tam gdzieś w kosmosie
pisz TU
zaglądaj na inne wątki - i tyle
:lol:
Ba-Cha dziękuję to naprawdę trafione. ![]()
Dzisiaj od rana moje myśli krążą wokół kolejnego pogrzebu młodego jeszcze człowieka.
Miał dopiero 40 lat, ale trzustka odmówiła posłuszeństwa i gdyby nie to, że wcześnie zobaczył problem z alkoholem, to już dawno
nie byłoby go wśród żywych. Walczył dzielnie z tą chorobą, jednak przegrał.
Dwanaście lat temu przyjmował mnie do wspólnoty. Byłam skrępowana, że taki młody, a ja............. jednak wszystkie te lata znajomości pokazały, że we wspólnocie nie ma młodych i starych, a są ludzie z takim samym problemem.
Przez te lata pożegnałam już wiele osób i to zwłaszcza mężczyzn, którym ten organ wysiadł.
Kobiety umierały na raka.
Smutne jest to, że wychodziły z nałogów by rozpocząć nowe, zdrowe życie, a poległy przy następnej chorobie i umierały
jako trzeźwe.
Niezależnie od powyższego to zawsze gdy umiera młody człowiek jest we mnie niezgoda na to.
Czy zatem powinnam być Bogu wdzięczna, że mnie jeszcze trzyma na tej ziemi?
Myślę, że tak.
I niech się dzieje co chce, ja jednak kocham życie.
Zbieram się pożegnać L.
Witaj Ciszo,
Dzisiaj od rana moje myśli krążą wokół kolejnego pogrzebu młodego jeszcze człowieka.
Tydzień temu pożegnaliśmy naszą koleżankę ze studiów. Była niewiele starsza od Twojego znajomego.
Niestety wpadła w alkoholizm kilkanaście (a może nawet więcej) lat temu i nigdy z tego nie wyszła.
I tak miała szczęście bo mąż przy niej był cały czas i ją wspierał. Zostawiła dwoje nastoletnich dzieci. Ech...
Trzymaj się Ciszo. Przykro czytać, że znów oberwałaś po głowie.
Jako niepoprawna optymistka, myślę, że w końcu zaświeci Ci słońce ![]()
Mam też nadzieje luc, że zaświeci. ![]()
Tymczasem jestem spracowana.
Łapię pogodę, a raczej zaplanowane prace wykonuje w tę 'łapaną' pogodę i wszystko mam po wariacku.
Jednak zawsze na wiosnę robię wszelkie przeglądy, by lato spędzić spokojnie i możliwie gdzieś poza domem.
Wystarczy, że w nim trzyma mnie zima w obawie, że coś się zadzieje, zamarznie i będę miała problem.
Bywa, że gdzieś jednak muszę, to wtedy siostra ma zajęcie i musi przyjeżdżać, by sprawdzać, czy wszystko jest w porządku.
Staram się wiec nie nadużywać jej cierpliwości.
Gonię więc z pracami wszelkimi gdy tylko to możliwe.
Na ten moment mam już przegląd i konserwację dachu, bo po zimie zawsze trzeba z pędzlem i farbą tam wleźć, a co mogę
zrobić sama to robię, by nie wydawać niepotrzebnie pieniędzy.
Już młodzian wymienił mi uszkodzone rynny, uszczelnił je i sprawdziły się w ostatnią ulewę. Nic nie przeciekało.
Zrobiłam też nowy odpływ wody z rynien oczywiście młodziana rękami, bo stary był na powierzchni kostki, a ten jest wpuszczony
w głąb kostki. Jest równy z nią i zamaskowany kratką.
Dobrze, że mam takiego znajomego, który jest złotą rączką i potrafi poza swoim fachem /hydraulik/ robić przeróżne rzeczy.
On zadowolony, bo zarabia..... ja bo mam problem z głowy.
Drewno pocięłam krajzegą, bo mi samo spadło z nieba, a właściwie, to mi ścięli z urzędu gałęzie, by nie dotykały przewodów elektrycznych.
Pieniek, siekiera, piła i krajzega i mam zapas na długo.
Węgiel już kupiłam. Przewody kominowe oczyszczone. Jeszcze ciut wykleić spękania w piecu i będę WOLNA!!!
Jak to pięknie brzmi ....wolna.
Idzie lato i ja je odpowiednio wykorzystam ![]()
witam sie i ja.
przeczytalam caly watek... przykre bardzo jest to, co przezylas Kochana... niestety nasi bliscy potrafia byc naprawde okropni... wnuczka przechodzi sama siebie, jednak ja caly czas, patrzac po sobie jak bylam w jej wieku, mam nadzieje, ze jak ten cholerny bunt jej sie skonczy, zrozumie, dotrze do niej co zrobila, bedzie sie starala naprawic Wasze stosunki...
jednak jestes tak silna kobietka, ze chyle czola:) najwazniejsze to nie tracic wiary i isc dalej przez zycie.
ja mysle tak samo jak Ty, choc tez sporo przykrosci mnie spotkalo(w tym zrzekniecie sie mnie przez mojego ojca), ze kocham zycie, ono jest naprawde piekne, tylko od nas zalezy czy sie poddamy, czy tez bedziemy walczyc.
duzo sloneczka wszystkim zycze!!!! i usmiechu, ktory tak wiele potrafi zmienic w nas samych:)
Drewno pocięłam krajzegą
Idzie lato i ja je odpowiednio wykorzystam
A coż to ta krajzega? ![]()
Uwielbiam regionalizmy. Jakas pilarka? To z niemieckiego?
Przy okazji, to bardzo pracowita jesteś.
Co do lata - to tak trzymaj ![]()
426 2013-06-13 08:10:56 Ostatnio edytowany przez Ba-Cha (2013-06-13 08:11:32)
Hey - witam i JA - cieszę się,że wątek wraca do życia - choć smutny temat - no! ale takie życie
.... ![]()
'mery90' witaj ![]()
Nie mam już żadnych złudzeń co do tego, że się poukłada.
Za długo to trwa i wszelkie moje podejścia nie przynoszą nic dobrego, a wręcz przeciwnie jeszcze bardziej ich rozzuchwala.
Nie pozostaje mi nic innego jak bronić wcześniej wyznaczonych granic i nie wdawać się w żadne dyskusje, które to mnie
najbardziej szkodzą.
luc ![]()
Istotnie jestem bardzo pracowita i jak życie pokazało dobrze zorganizowana.
Pewnie dlatego nieźle sobie radzę.
Powiem, że jak nie mam zajęcia, to dostaję przysłowiowego kota, więc u mnie nie za bardzo zarobić można, bo ja większość
prac robię sama.
Ba-Cha dziękuję ![]()
Te zasady pozwalają na spokojne życie.
Miłe Panie,
to na takiej maszynie zwanej popularnie krajzegą tnę drewno, bo od siekiery ręce by mi poodpadały.
Piękna jest prawda? Warczy jedynie za głośno, ale to dobrze, bo nie pozwala zapomnieć, że jest bardzo groźna.
Traktuję więc ją z należytym szacunkiem i z ogromną uwagą pracuję na niej.

Ciszo witaj.
Dzięki za wyjaśnienie co do krajzegi - bardzo mi się podoba ta nazwa
I jeszcz zdjęcie !
W moim regionie to się nazywa cyrkularka.
Ja czasem lubię porąbać siekierą, ale to tak tylko trochę, dla rozładowania energii ![]()
Inaczej mogłabym komuś jeszcze przyłożyć ![]()
luc
Myślałam, że to ja taka nocna sowa ![]()
Ale już dobrej nocy życzę.
życie to nie bajka...
życie to nie bajka...
No nie..... to je bitwa ![]()
432 2013-06-29 18:23:23 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2013-06-29 18:24:58)
Wszystko mam zrobione.... wszystko ![]()
Teraz spokojnie mogę wyjechać i wydawać pieniądze.
W poniedziałek jadę do Częstochowy na swoją coroczną pielgrzymkę, a w sobotę zobaczyć się z wnuczkami i zatrzymam się tam
/okolice Krakowa/ jakiś czas.
Żeby nie być ciężarem, to zamówiłam sobie nocleg w prywatnej willi, nieopodal ich miejsca pobytu.
Córka pierwszy raz omija moje strony, bo boi się, że atmosfera jaka u mnie panuje, spowoduje że wszyscy źle się czuć będziemy.
I trudno Jej nie przyznać racji, bo dzieci na smyczy prowadzać nie będzie, a znając moją tutejszą, to łatwo by nie było.
Będzie więc u swojej teściowej.
Właściwie to u mnie jest cisza, nic się nie dzieje i to jest złowrogie, bo nie wiedzieć czemu już i wnuczek przestał mnie zauważać,
a na moje zaczepki staje jak posąg i nie wie jak zareagować.
Nie zaczepiam więc, bo widzę, że to dziecko mocno wszystko przeżywa. Po co mam jego uczucia rozdrapywać.
Wychodząc z założenia, że dzieci powinny słuchać matki..... ja też zaczęłam chodzić z 'wodą w ustach'.
Nie chcą mnie, więc się nie pcham, chociaż z tym 'chceniem' to bywa u nich różnie, bo to
oni co jakiś czas czegoś chcą ode mnie, a ja w miarę możliwości nie odmawiam, a zwłaszcza pomocy, gdy takowa jest potrzebna.
I tak moje życie kręci się wciąż w jedną stronę.
To co napisałam nie jest narzekaniem i wciąż pomimo wszystko uważam, że życie jest piękne.
.
W poniedziałek udało mi się z przyjaciółką zwiedzić nadprogramowo Park Miniatur Obiektów Sakralnych w Częstochowie.
Na terenie opuszczonego wyrobiska wapieni utworzono 2 lata temu wspaniały wspomniany Park.
Naturalne środowisko dodaje jemu niesamowitego uroku.
Wysoko na górze stoi monumentalny pomnik Papieża /naszego/. Widoczny z daleka, więc nie jest trudno trafić.
Ciekawostką jest to, że pierwotnie pomnik ten ustawiony został tyłem do Jasnej Góry i przekręcony został o 180 stopni.
Całość robi wielkie wrażenie.
Mi osobiście brakowało choćby czubka jednego czerwonego bucika, jakie nosił Papież.
A jutro zobaczę po raz pierwszy swojego najmłodszego wnuczka.
'Polonus' mnie powiezie mam nadzieję szczęśliwie.
Pobędę z nimi najdłużej jak będzie można, a właściwie jak mój portfel wytrzyma swoje odchudzanie.
Nie przewiduję jednak już żadnych w tym roku wydatków.
Wszelkie ważne i kosztowne sprawy są już za mną.
Teraz przyjemności.............. ![]()
434 2013-07-11 19:38:42 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2013-07-11 19:40:47)
Witajcie ![]()
Dawno tu nie zaglądałam co nie znaczy, że zapomniałam.
Zaglądanie tutaj i "wieczne" obserwowanie swojego ostatniego wpisu do przyjemności nie należało, więc w pewnym momencie odpuściłam:)
Więc jakże miło było tu dziś zajrzeć i zobaczyć, że mimo wszystko wątek żyje.
Czytałam potem bloga, ale jakoś nie miałam już odwagi napisać, te logowania też mnie przerażają
(teraz już wiem, że można było i bez).
Fajnie że wróciłaś ![]()
Mam też nadzieję, że miło teraz spędzasz czas.
U mnie właściwie po staremu.
Jak już ostatnio pisałam wciągnęła mnie siatkówka męska i teraz to tak trochę czekam od meczu do meczu polskiej reprezentacji.
W międzyczasie w wolnych chwilach czytam różne wiadomości i wywiady z siatkarzami nie tylko polskimi ale tymi z zagranicy również.
Może to trochę zabrzmi dziwnie, ale dzięki temu przenoszę się w jakby inny świat.
Bo gdzieś na co dzień to słyszy się tylko, że kryzys, bezrobocie i ogólnie żyje się coraz gorzej itp. a tam to zupełnie co innego, wszyscy chwalą najlepszą publiczność na świecie, dobrą organizację, duże zainteresowanie. No można powiedzieć że każdy kto tu przyjedzie czy zawodnik czy jakaś inna osoba związana z tym sportem to zazdrości, podziwia itp.
Druga rzecz, która mnie teraz inspiruje, już taka przyziemna to remonty ![]()
W końcu ruszyły, a właściwie to mój mąż trochę je ruszył.
Nie jest duże to mieszkanie zwane kawalerką i mocno trzeba się natrudzić, aby wszystko, że tak użyję takiego słowa, zaprojektować.
Zawzięłam się i zaprojektowałam, chociaż nie ma to nic wspólnego z realizacją.
Bo ta to w dalekiej przyszłości.
Napisałam zawzięłam się bo to może i taka walka była: szukanie pomysłów, przeliczanie centymetrów, jednocześnie żeby to było i funkcjonalne i jakoś wyglądało.
Póki co to będzie jako tako kuchnia zrobiona. Tyle dobrze że jest dość ustawna chociaż mała oczywiście, ale mogłaby być trochę szersza.
Nie wiem jaki będzie efekt końcowy tego remontu kuchni. Póki co to popełniłam błąd pozwalając założyć regips na sufit i na jedną ścianę. Owszem ściana i sufit są prościutkie i gładziutkie, sufit nie popęka, ale to wszystko kosztem tego, że pomieszczenie się zmniejszyło niestety. Więc już żadnych płyt kartonowo-gipsowych.
A że na dodatek jestem klaustrofobiczna to jeszcze gorzej mi z tym, ale jakoś trochę się już przyzwyczaiłam. Chociaż nie wiem jak to by było mieszkać tam na co dzień.
Trochę się rozpisałam, ale jakoś dziś mam natchnienie chyba, no i nadrabiam ![]()
Pozdrawiam wszystkich, a przede wszystkim tych "od początku" czyli Ciszę, Żyworódkę i Basię zwana Ba-Chą ![]()
Hello dziewczynki
pozdrawiam ....
jjoanno - przyjemnego remonciku
napisz jak idzie ????
ciszo ???? ... no i jak najmłodszy wnusio ????

Witajcie dziewczęta.
Noc, pewnie wszystkie śpicie, a mnie radość rozpiera i nie mogłam się powstrzymać, żeby od razu nie podzielić się tą radością z Wami.
Urodził nam się wnuczuś!!!
:D:D
O godzinie 23:35 trzynastego...i od teraz 13-stka nie będzie już dla mnie tylko pechowa, bo też potrafi przynieść szczęście i radość.
Na razie tyle...albo aż tyle.
Żyworódko;

Strzałko, dziękuję, bardzo dziękuję. ![]()
Jestem tak podekscytowana, bo było troszkę komplikacji.
Prawdopodobnie lekarz źle określił termin porodu i synowa parę dni temu już była w szpitalu, ale ją odesłali z powrotem do domu.
Wczoraj 'coś' się zaczęło i po 11-stej przyjęli synową na porodówkę - czyli urodziła po około 12-stu godzinach.
Wiesz, że znowu mile mnie zaskoczyłaś i uprzedziłaś.
Bo pragnęłam podzielić się tą radością z Tobą i pomyślałam, że wpiszę się do Twojego wątku.
Tylko musiałam na chwilę się wylogować, aby podłączyć laptopa pod źródło zasilania, a kiedy ponownie weszłam na forum, Ty już wpisałaś gratulacje.
Nasze drogi się krzyżują. ![]()
Najszczersze gratulacje dla szczęśliwej babci i dumnych rodziców.
Książątko w Anglii "nawaliło" z terminem
- Twój wnuczuś godnie go zastąpił. WSZYSTKIEGO najlepszego dla maluszka i całej rodziny ![]()
440 2013-07-31 22:27:37 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2013-07-31 22:48:01)
Witajcie dziewczęta ![]()
Najszczersze gratulacje dla szczęśliwej babci i dumnych rodziców.
Książątko w Anglii "nawaliło" z terminem- Twój wnuczuś godnie go zastąpił. WSZYSTKIEGO najlepszego dla maluszka i całej rodziny
Anhedonio, bardzo Ci dziękuję za gratulacje i szczere życzenia, które przekazałam rodzicom. ![]()
Książątka rodzą się również w polskich rodzinach, bo każde nowo narodzone dziecię jest godne uwielbienia i 'królewskiego' przyjęcia w rodzinie. Ale fakt, że termin przyjścia na świat książątka z rodziny królewskiej, był w prasie raczej hipotetycznie określany i stąd nietrafiony.
W wątku Ciszy znowu zaległa cisza....ona sama, pewnie jeszcze nie wróciła od swojego wnuczusia. Pewnie będzie tam, tak długo, dopóki finanse jej na to pozwolą - tak zapowiedziała.
jjoanna poświęca swój czas na oglądanie sportu - siatkówka męska
ją interesuje.
A remont...remont baaardzo absorbuje...każdego.
Mam nadzieję, że prace idą do przodu.
Ja, tak jak i Ty do wątku zaglądałam, ale...:o...tylko w myślach za życzenia Ci dziękowałam, które wpisałaś na stronie 13-tej wątku, nr postu 413...dnia 2013.03.31.... bardzo dużo tych trzynastek!
:o:o
I dopiero po dłuższej nieobecności Cisza się odezwała....
Ja osobiście mam nadzieję, że od narodzin wnuczusia, ten 2013 rok już do końca będzie dla mnie łaskawszy. Nie to, żeby był bardzo niedobry, ale za dużo się w nim dzieje.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających do tego wątku. ![]()
441 2013-08-02 14:21:29 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2013-08-02 14:33:26)
Ale niespodzianka! ![]()
Mało, że jjoanna odezwała się, co mnie niezmiernie cieszy, to żyworódka babcią się stała.
Wszystkiego najlepszego babciu! ![]()
Ja po gościnie.
Rodzina odleciała do siebie... ja wróciłam do siebie.
Najmłodszy wnuczek Ba-Cho... i inni, to żywe srebro, ale też szkodnik jakich mało. To dziecko nie usiedzi spokojnie kilku minut.
Podejrzewam, że ma ADHD, ale nie sugerowałam tego córce, bo przecież sama wie, co ma robić i gdzie z tym się udać.
Jest zupełnym przeciwieństwem swojego 11 letniego brata. Pomimo różnic obaj mają bardzo dobre relacje.
Na szczęście tam gdzie byliśmy jest mnóstwo rozrywek dla dzieci, więc one się 'rozrywały', a my mogłyśmy nacieszyć się sobą.
Dobrym pomysłem było wynajęcie pokoju w hoteliku, bo fakt, że byłam całkiem swobodna i kiedy chciałam to wychodziłam i wracałam
spowodował, że maksymalnie tam z nimi byłam.
Teściowa była zazdrosna o uczucia córki do mnie i dzieci i nie starała się tego ukrywać, więc wizyty w jej domu ograniczałam do minimum.
Nie udało mi się z nią zaprzyjaźnić pomimo, że znamy się od wielu lat. Była u mnie w gościnie, gdy córka po chemii przyjechała z malutkim synkiem.
Byłam ja u niej, gdy zięć spowodował wypadek, a córka była w ciąży z drugim.
Kobitkę jakaś zazdrość nieuzasadniona żre, a ja nie mam ochoty na czyjeś fochy.
Nie wiem zupełnie dlaczego tej pustej babie poświęcam tutaj swój czas.
Ogólnie jestem zadowolona, wypoczęta, opalona.
Pomimo zaleceń lekarskich, by nie pływać, często na basenie /także odkrytym/ bywaliśmy, bo w upalne dni, to rozkosz dla ciała i duszy.
Z finansów wyzerowałam się, ale to żadne zmartwienie, bo będzie napływ nowy, a ja wydatków większych w tym roku już nie przewiduję.
Tutaj zapanowała cisza jak makiem zasiał.
Nie było tajemnicą dokąd ja pojechałam, więc mogę przypuszczać, że to jeszcze dołożyło do pieca......
Wnuczek mój ukochany, który do niedawna także kochał mnie bardzo.... udaje, że mnie nie widzi.
Ot głupoto /mojej córki/ żebyś umiała fruwać, to polatałabyś nad stolicą.
Ja jednak uodparniam się na te wszystkie zachowania i zachowuję obojętność.
Niech się dzieje, co musi, bo ja wpływu na to żadnego nie mam, chociaż bardzo bym chciała.
Tymczasem mimo przykrości, trudności, kłód pod nogami .... i wielu innych przykrych tutaj zdarzeń, ja spokojnie weszłam
w trzynasty rok nie picia alkoholu.
Na dziś wystarczy.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy w tym wątku odezwali się, a także tych, którzy zza kotary do mnie zaglądają
![]()
.
442 2013-08-10 10:16:38 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2013-08-10 11:44:01)
Ufff...... odpuściło. Polało, pogrzmiało i schłodziło.
To dobrze, bo jeszcze trochę, a leczyłabym się z klaustrofobii ![]()
Na szczęście burza, która we mnie jak nigdy wywoływała niepokój, nie zrobiła nam tutaj nic złego.
Największe upały przesiedziałam /przeleżałam/ w domu. Okna otwierałam w nocy, zamykałam wcześnie rano i włączałam wiatrak.
Cały czas utrzymywałam w mieszkaniu temperaturę maks. 25 stopni.
Teraz będę nadrabiała zaległości towarzysko-rozrywkowe.
Miałam dalsze plany wyjazdowe, ale nie odważyłam się i chyba na teraz dam spokój, choć bratowa ucieszyła się, że planuję
zjechać do Trójmiasta.
Może we wrześniu?
Jesień przecież nasza polska złota, też potrafi być piękna.
Natomiast jesień mojego życia już taka złota nie jest, ale jakbym była z tym pogodzona i nie cierpię tak, jak wcześniej.
Z tego, co do niedawna działo się w moim życiu, jednak tę ciszę i spokój cenię sobie bardzo.
A może tylko to sobie wmawiam?............. bo czasem czuję szpilki w sercu......... zwłaszcza wtedy, gdy moi najbliżsi
mijają mnie jak obcą osobę.
.
Witajcie ![]()
Jak to miło Was czytać, ale wypada i samemu coś napisać.
żyworódko
Przyjmij i moje gratulacje ponownego zostania babcią i jeśli dobrze liczę to Twój wnuczek za dwa dni skończy miesiąc. Tak akurat mam że daty to pamiętam na zasadzie skojarzeń i jeżeli gdzieś będę słyszeć o urodzinach księcia Jerzego to pewnie i pomyślę o Twoim wnuczku no i do tego ta 13, wiec będzie jeszcze łatwiej.
Ciszo
Fajnie ,że się wyjazd udał i jeszcze fajniej, że następny w planach.
O sporcie......
Teraz mam przerwę. Siatkarze trenują i przygotowują się do Mistrzostw Europy, a te dopiero za miesiąc. Oby im poszło lepiej niż w Lidze Światowej.
Przerwa jeżeli chodzi o siatkówkę. Teraz śledzę skoki narciarskie, też mężczyźni tylko młodsi
.
Zaczęły się letnie zawody i idzie im całkiem dobrze.
Żeby była jakaś równowaga to śledzę też trochę żeńską siatkówkę. Można powiedzieć, że kobiety "wracają", więc to takie obserwowanie tego powrotu do dawnej siatkówki.
O upałach.........
Dały mi się też we znaki, ale jakoś tak źle nie było. Dodatkowa udręka to komary, więc nie ma mowy o otwieraniu okna na noc bez umocowanej na nim siatki a i tak wchodzą. Już nawet nie to pogryzienie, ale to brzęczenie może do szału doprowadzić.
O "bólu i cierpieniu"........
Prawie pół lipca walczyłam z bólem, a to za sprawą wyrwanego zęba. Prawie godzinę w gabinecie dentystycznym, ponoć skręcone były korzenie i dlatego tak długo, bo powoli, aby się szybciej goiło. No nie wiem czy szybciej to dwa tygodnie, ale tyle to trwało mniej więcej. Dwa opakowania tabletek przeciwbólowych. Chociaż udało się nie przekroczyć dobowej dawki to i tak bez bólu brzucha się nie obyło. Ale dobrze że i tak to się skończyło. To wydarzenie to mogę śmiało wpisać do swojej książki rekordów.
No i remontach.........
Jakoś to obniżenie sufitu już mnie aż tak nie "boli". Następna sprawa to ćwierćwałki styropianowe przy suficie. Z jednej strony to dobrze, bo zakryły szpary między sufitem i ścianą i jakoś tak nawet dobrze wyglądają, ale malowanie ściany pod nimi na inny kolor niż biały to już takie fajne nie jest, bo jak tu malować, żeby było prosto. Chyba przy następnym malowaniu je zerwę tym bardziej że w pokoju ich nie ma i wiem że ich tam nie założę choć na początku planowałam. Następnie kolor ścian. Farba okazała się za ciemna, może jak bym sama kupowała to kupiłabym jaśniejszą i nie trzeba by było jej rozjaśniać, ale siedziałam cicho jak mysz pod miotłą szczęśliwa że w ogóle można już malować ![]()
No i na końcu podłoga. Na początku miały być płytki. Po jakimś czasie zmieniłam zdanie i jest podłoga z paneli dębowych. A to dlatego że "cieplejsza" i że będzie łączyć się z pokojem bezpośrednio (drzwi nie będzie). Na niewielkiej powierzchni to lepiej wygląda taka jednolita podłoga. I łatwo ją zdemontować. Martwi jedynie to, że wiadomo kuchnia to woda, ale cóż pożyjemy zobaczymy. Przy podłodze też był problem, znowu zabrakło kontroli
. Pamiętam jak pewnego dnia wchodzę i patrzę: a to co? Dwa panele wyraźnie odbiegają od innych kształtem słoi, jeżeli to w ogóle można nazwać słojami i to w miejscu gdzie je najbardziej widać. To wyglądało tak jakby ktoś bosą, mokrą nogą śladów narobił na tych dwóch akurat panelach.
Po mojej interwencji zostało to zmienione. I taką kuchnie widziałam po raz ostatni z tymi "ciapkami"
. Teraz już są meble a właściwie ich część. Na razie nie ma frontów i górnych szafek. Ale najważniejsze, że da się żyć
.
Ciekawa jestem jak teraz wygląda, ale z drugiej obawa że znowu to "coś", a przecież mebli nie poprzestawiam, bo wszystko ze sobą poskręcane
.
Wybieram się niedługo to się okaże, a o remontach jeszcze napiszę, bo za jakiś czas jak przeczytam to dopiero będzie dla mnie ciekawa lektura ![]()
Ba-Cha
A jak u Ciebie po remoncie? Czy wszystko poszło zgodnie z planem?
Najpierw się dziwiłam czemu zimą, potem doczytałam, że siła wyższa, więc się przestałam dziwić ![]()
Pozdrawiam wszystkich w to niedzielne popołudnie ![]()
Witaj jjoanno ![]()
Nawet nie wiesz jak ja lubię remonty....... za to, to co oglądam po remontach wręcz uwielbiam ![]()
Jednak gdy zrobi się coś porządnie, to służy latami i oczy cieszy.
Mi przeszkadzało, że mam nad kanapą ścianę ciut 'zniszczoną' i myślałam, że czeka mnie malowanie.
Nawet zaczęłam się zastanawiać, że może jeszcze tego lata, gdy wpadł mi pomysł umycia ściany i .... bingo!
Okazało się, że to mój wnuczek zostawiał, gdy przychodził i buszował mi na oparciu kanapy, lub za kanapą,
a brudnymi stopami /biegając boso po podwórku/, na ścianie wyrysował esy floresy.
Bałam się to ruszać by nie pogorszyć, ale postanowiłam zrobić eksperyment i przed planowanym odnawianiem - umyłam tę ścianę.
Oniemiałam z wrażenia, bo wszystko pięknie zeszło. Ściana jest jak świeżo malowana i wcale nie kontrastuje z pozostałymi,
tak więc opłaciło się wydać na dobrą farbę, a wcześniej na gładź, co nie mało kosztowało.
W taki sposób odwlokło się to na czas nieokreślony, a biorąc pod uwagę fakt, że dzieci już do mnie nie wpadają.... to na długo.
Od jakiegoś czasu ogarnął mnie marazm, a może to przez minione upały, zrobiłam się jakby bardzo spowolniona, co do mnie zupełnie nie pasuje.
No.... lepiej zwalić na upały, niż na przemijanie, to chociaż jeszcze ciut złudzeń pozostanie, że jeszcze nie jest tak źle.
Planowałam jeszcze wyjazd do Trójmiasta, a przede wszystkim do Akwarium w Gdyni, ale odkładam to, bo kolega napisał, że kolejki są tam takie, jak po papier toaletowy za czasów komuny.
Zawsze podziwiałam kobiety, które interesują się sportem, a ja pochwalić się tym nie mogę.
Mój sport, to było przez wiele lat noszenie ciężarów, aż mi się długie ręce zrobiły i bieganie, bo wszystko robiłam biegiem.
Pozdrawiam ![]()
Ze wspomnień
Wypadło na 15 sierpnia - dzień wejścia pielgrzymki na Jasną Górę.
Udało nam się ciut okrężną drogą dojechać na czas do Dobrodzienia, gdzie przebywała.
Już z daleka widziałam jakieś dziecko, wiszące na drewnianym płocie, stanowiącym ogrodzenie, z głową ukrytą w ramionach.
Podjeżdżaliśmy powoli i stanęliśmy przy tym dziecku, a ono ani drgnie.
Głowa jakby bardziej się w chude ramionka skryła pomimo, że znała nasz samochód, bo w lipcu była u nas
przez dwa tygodnie.
To była ona.
Wysiadłam, podeszłam, przemówiłam, a ona nic.... milczy.
Jakby wrosła w te drewniane sztachetki.
Żeby wejść musiałam zadzwonić i natychmiast wyszła kobieta, która gdy podjeżdżaliśmy - stała w oknie.
Podeszłam do małej mumii, oderwałam delikatnie od sztachetek, a ona bez słowa wtuliła się we mnie i tak weszłyśmy do gabinetu dyrektorki, która już nas oczekiwała.
W budynku zaczęło się dziwne poruszenie, a to zwołano wszystkie dzieci i tylnym wejściem wyprowadzono je na wycieczkę do
pobliskiego lasu.
Nie pożegnała się z nimi.
Nie było to wskazane.... bo one by bardzo przeżywały jej odejście, nie dlatego, że ją tak lubią, ale z zazdrości, że jej się poszczęściło, a one zostają.......
wyjaśniła dyrektor.
Formalności były krótkie, oświadczenia gotowe, tylko je podpisać, w obecności jeszcze innych osób jako świadków.
I mamy czekać na wezwanie do sądu.
Do foliowej torby wrzucono trochę jej osobistych rzeczy.... i w drogę.
Pojechaliśmy do Częstochowy, by pożegnała się z matką i dziadkiem. Tu znów ciut jej rzeczy w reklamówkę i po niezbyt długiej wizycie..... w drogę do naszego już wspólnego domu.
Ona była jak z marmuru i nie mówiła nic.
Dopiero gdy po drodze zatrzymaliśmy się, by coś zjeść usłyszałam ledwie wypowiedziane słowa:
"to jednak nie jest sen".
I tak zaczęło się nasze wspólne życie, które przez kilkanaście lat trwało pomimo, że nie wszystko było różowe.
Dziewczynki miały poprawne relacje, co nie oznacza, że nie było konfliktów.
Były, ale powiedzmy, że nie było huraganów.
Dopiero po kilku latach, gdy skonfliktowana ze mną moja córka kazała jej się opowiedzieć po czyjej stoi stronie, ta zachowując neutralność ......... straciła przychylność siostry.
Straciła także wtedy, gdy mój eks, a jej ulubiony wujcio, będąc zaproszonym przez nią do Paryża, nie uzyskał zgody na przyjazd ze swoją świeżo upieczoną miłością, więc nie skorzystał w ogóle.
A między nami jest zwyczajnie, normalnie, poprawnie...... i chociaż było różnie, to mijało i nie pozostawiło fusów.......
po prostu mijało.![]()
Na dziś z tej rodziny ma tylko mnie i twierdzi, że jestem jej najbliższą osobą - bo matką.
Witajcie dziewczęta. ![]()
Ciszo i jjoanno:
w pierwszych słowach mojego postu, pragnę Wam podziękować za serdeczne życzenia. ![]()
Mam już czworo wnuczątek (2+2) i więcej się nie spodziewam (?).
Ciszo, gwoli wyjaśnienia dodaję, że zaraz odpisałam na Twoje życzenia.
Okazuje się, że nie doszły...prawdopodobnie po "podglądzie", nie wcisnęłam opcji "potwierdź", tylko zamknęłam wątek. ![]()
Nieraz tak już mi się zdarzało.
Zatem, już nic nie dopisuję tylko wysyłam podziękowania...
Hey dziewczęta
Żyworódka- Cisza- JJoanna
jjoanno - o remontach zapomniałam - wszystko wyszło ok!
jak czytałaś - miałam rozłożone w czasie
pierwsze : wymiana prądu + wyburzenie pieca kaflowego + gładzie + malowanie 4 pomieszczeń = SPRZĄTANIE
potem remont kuchni + loggy ( wymiana wszystkiego ! ) = SPRZĄTANIE..
czyszczenie szlifierką oscylacyjną framug drzwi ( reszta w piwnicy ) przez Syncia - malowałAM ja
- 5 szt hi =
SPRZĄTANIE ...
pozdrawiam.....
![]()
Słońce coraz bledsze, dni krótsze, noce chłodne, słoneczniki dorodne............ a to znaczy, że jesień idzie.
Po upałach pozostały wspomnienia i sporo jak na porę roku zeschłych liści, a pod dębami i niedojrzałe ich owoce.
Zwykle przy uprzątaniu liści zostawiam żołędzie, by ptaki miały co jeść i lubię je obserwować jak walczą między sobą, a teraz
będę musiała im kupować żywność, bo żołędzi niestety nie będzie.
Także wiewiórki nie będą miały swoich ulubionych orzechów, a w tym roku w ogrodzie wiewiórek przybyło.
Teraz będę rozglądała się za karmnikiem dla większych ptaków, bo mi ich szkoda, że będą patrzyły jak drobne ucztują.
Ale może za wcześnie tę jesień wywołuję?
Przecież jeszcze wrzesień i październik bywają piękne, kolorowe ........ pachnące dymami, omiatające twarz babim latem.
A co tam.... jestem do zimy przygotowana, więc jeszcze jesień wykorzystam na przyjemności ![]()
Pozdrawiam czytających.
Witaj Ciszo ![]()
Fajnie, że znów piszesz.
Żyworódko spóźnione gratulacje ![]()
Ale może za wcześnie tę jesień wywołuję?
Za wcześnie, za wcześnie ![]()
CTJ czyli do Ciszy to ja
Podizwiam Cię za pogodę ducha , życzliwe spojrzenie na świat pomomo znacznych przykrości i
poplątanych wici rodzinnych .ładnie piszesz ,- pozdrawiam serdecznie .
Ręce opadają czasem do samej ziemi.
Kupiłam sandałki skórzane na koturnie "Syreny' za kwotę 139,99 zł i radość moja trwała krótko, bo do pierwszego wyjścia w gorący
dzień i to w 7 dni od dokonanego zakupu.
W domu testowałam je by ewentualnie odkryć niedogodności i nic nie działo się, dlatego nie skorzystałam z możliwości zwrotu w pięć dni
od zakupu.
Gdy jednak wyszłam w nich na ślub koleżanki, a po byłam zmuszona chodzić przez kilka godzin, czułam jak moje nogi robią się obolałe, stopy piekły jakbym chodziła po rozpalonym żelazie.
Wkładka marszczyła się od gorąca chyba, co dodatkowo utrudniało mi chodzenie.
Wróciłam do domu z tak obolałymi nogami, że chciało mi się płakać.
Obuwie zaniosłam do reklamacji, a jako główną przyczynę podałam to, że marszczą się wkładki /skórzane/, a dopiero potem napisałam o uczuciu parzenia w stopy.
Reklamacji nie uznano, więc złożyłam odwołanie, na co otrzymałam cały wywód rzeczoznawcy odnośnie indywidualnych cech stóp klientów, które są przyczyną parzenia w stopy i ile są w stanie wyprodukować potu, pomijając najważniejszą rzecz, czyli marszczenie wkładek, które dodatkowo przy chodzeniu sprawiają ból.
Obuwie w ten sposób przeleżało sobie w sklepie miesiąc i wkładki pozostały rozciągnięte tzn nie wchłonęły się, co jest zauważalne gołym okiem dla każdego normalnego człowieka, ale nie dla osób rozpatrujących wniosek o zwrot pieniędzy w tym rzeczoznawcy od siedmiu boleści.
Gdybym nie miała w sobie pogody ducha, o czym napisała niu7nia /pozdrawiam
/ to bym wściekła się maksymalnie, a tak to zrezygnowana odebrałam to obuwie wraz z 'mądrą' opinią rzeczoznawcy i poszłam do zwykłego szewca nie informując go o reklamacjach i odpowiedziach, a ten popatrzył, pomacał, stwierdził, że skórka na wkładki jest stanowczo za cienka i naklei mi wkładki nowe za całe 40,- zł. Tak wiec unicestwiłam dwuletnią na nie gwarancję i podwyższyłam wartość sandałków do 179.99 złotych.
No i mam za to, że zachciało mi się obuwia renomowanej firmy, zamiast z rzekomą wadą moich stóp łazić w ciapciach, albo szmatami je /nogi/ obwiązywać coby pot wytwarzany przez moje stopy w nie mógł dobrze wsiąkać.
luc ![]()
.
Witajcie dziewczęta ![]()
Witaj Ciszo
Fajnie, że znów piszesz.Żyworódko spóźnione gratulacje
(...)
Też się cieszę, że wątek ożył.
Luc, dziękuję za gratulacje,:) a że spóźnione...to przecież z powodu Twoich zagranicznych wojaży. ![]()
Jak się w świecie bywa, to się nie wie co się w kraju dzieje. ![]()
Ostatnio zaczęłam podczytywać netkafejki (czego wcześniej nie robiłam) i jestem pod wrażeniem opisanych przez Ciebie wspomnień i wrażeń z podroży.
Tylko pozazdrościć - oczywiście tak w pozytywie.
......................................
Ciszo...z bolącym sercem czytam o tym, jak jesteś izolowana od rodziny.
Ja tego nie znam, bo wnuczątka garną się do nas, a młodzi bardzo chętni, aby utrzymywali z dziadziami kontakt.
Córka zabiera Tobie i wnuczkowi radość z przebywania, blokując kontakt między Wami.
Nić więzi się rozluźnia, relacje stają się zdawkowe...
O ileż bogatsze byłoby życie wnucząt teraz, a później wspomnień z dzieciństwa!
Córka nawet nie zdaje sobie sprawy jaką im wyrządza krzywdę, pewnie zakładając, że tylko Ty na tym cierpisz, co stało się jej celem. Motywem do takiego działania przeciwko Tobie.
Ciszo, już dawno 'czegoś' nie reklamowałam.
Na pewno mniej obecnie kupuję z ubioru, ale i widocznie nie trafiam na buble.
Ale kiedyś często mi się zdarzało.
Bo ja jestem z tych upierdliwych klientów, którzy dopominają się zwrotu towaru i do skutku reklamują.
Np. kupiłam trzech częściową garsonkę, w której kolor (brązowy) zaczął mi blaknąć od strony prawej, bo tą stroną siedziałam w pracy przy oknie. Oczywiście jakiś ekspert orzekł, że to moja wina....bo coś tam. Więc na ławce przed sklepem skleciłam odwołanie, nie widziała mi się pieczątka eksperta, o czym napisałam uznając, że właścicielka sklepu była autorem ekspertyzy.
Gdy pani przeczytała pismo, to stwierdziła, że zwróci mi za garsonkę, żeby mieć święty spokój, zaznaczając: że z własnych pieniędzy.
A wiesz, że najbardziej śmieszy mnie, gdy słyszę, że nikt jeszcze tego towaru nie reklamował!
Jakby to było podstawą nie uznania reklamacji.
..........................................
jjoanna, jest w trakcie remontów, Ba-cha w skowronkach bo już po. ![]()
A u mnie dopiero w zamysłach.
Dla mnie zawsze najgorsze jest to, że jak jest już po remoncie, to też tak jak jjoanna, jawi mi się jakaś inna koncepcja, że trzeba było tak, albo tak zrobić.
Tylko, że wtedy jest już po ptokach. ![]()
......................................
Mnie lato upłynęło na walizkach...tak, że teraz mam dużo zaległości w załatwianiu zaległych spraw domowych.
Ale gdzieś mi się tak nie spieszy, robię wszystko z 'chlebkiem', bo w końcu nie wali się, ani nie pali.
Jakoś zaczynam podchodzić do wielu spraw na luzie, że nie musi być zaraz, już zrobione, tak jak to miało miejsce kiedyś...
Starzeję się???
Tylko mi nie mówcie, że tak. ![]()
Pozdrawiam ![]()
453 2013-09-01 17:47:24 Ostatnio edytowany przez jjoanna (2013-09-01 17:49:45)
Witaj Ciszo i pozostałe netkobietki ![]()
No tak buty.
Podczas mojego ostatniego pobytu w mieście doszłam do wniosku, że moje nie pierwszej już młodości letnie buty, które dotąd uważałam za w miarę wygodne podczas dłuższych pieszych wypraw nie zdały egzaminu. Może te trasy były za długie. Zakończyło się to kilkoma odciskami. I tak pooklejana plastrami jakoś dotarłam do domu. Więc znam ten ból.
Moja wizyta w mieście wynikła nie tylko z potrzeby zobaczenia postępów remontowych, lecz przede wszystkim chodziło o legalizację wodomierzy. Stąd też te długie trasy. Wszystko udało się załatwić łącznie z plombami także jest spokój na 5 lat.
A co do remontów.
Może zacznę od negatywnych rzeczy. Tym razem to nie jest jakieś tam wizualne niedopatrzenie, ale chodzi o wygodę. Meble są po prostu za wysokie. Do tego dochodzą wysokie palniki i to jest wręcz nawet niebezpieczne. Raz było nawet tak, że garnek podczas mieszania zjeżdżał z kuchni w moja stronę a ja w ostatniej chwili to zauważyłam i powstrzymałam ten upadek. Nie wiem czy to przez te palniki czy wysokość szafek czy może moją nieporadność. Tak czy owak jest za wysoko. Wysokość jest regulowana na nóżkach, więc mam nadzieję a wręcz nie wyobrażam sobie, aby nie dało się tego trochę skręcić. Z innych rzeczy negatywnych, ale już nie takiej rangi. Czytając opinie na temat szklanych płyt gazowych często czytałam "trudna w utrzymaniu czystości". Tak więc przekonałam się na własne oczy na czym owa "trudność" polega. Ale no cóż, jakoś to będzie
.
Jeśli już o tej "trudności" coś tam wiedziałam to już o zabezpieczeniu przeciw wypływowi gazu w ogóle. Bardziej to było denerwujące niż te pyłki, zacieki, smugi itp. na szkle. No bo jak to, jest już zapalony gaz i nie można puścić tylko chwilę trzeba przytrzymać. Albo nie mam wyczucia albo wprawy co do tej "chwili". Póki odpaliłam trzy razy zapalałam
. Może coś w instrukcji wyczytam, może będzie lepiej. Może. W tym "może" cała nadzieja.
A teraz już o pozytywnych rzeczach. Miałam obawy czy kuchnia po wstawieniu mebli będzie przestronna, bo wcześniej było tych mebli mniej i innych rozmiarów. No i jest dobrze, jest dość miejsca między meblami a stołem. A to oznacza, że będzie stół i to w takim wymiarach w jakich teraz jest stary.
Dobrym wyborem okazał się wybór podłogi z paneli do kuchni, przynajmniej teraz tak myślę.
Dobry wybór to także zlew granitowy. Jakoś tak specjalnie nie musiałam się nim zajmować, aby jakoś wyglądał.
Kuchnia w końcu zaczęła przypominać kuchnie i to jest duży plus, chociaż trochę jej jeszcze brakuje. Przede wszystkim drzwiczek do szafek, stołu, taboretów. No i też piekarnika.
jak czytałaś - miałam rozłożone w czasie
pierwsze : wymiana prądu + wyburzenie pieca kaflowego + gładzie + malowanie 4 pomieszczeń = SPRZĄTANIE smile
potem remont kuchni + loggy ( wymiana wszystkiego ! ) = SPRZĄTANIE..
czyszczenie szlifierką oscylacyjną framug drzwi ( reszta w piwnicy ) przez Syncia - malowałAM ja lol - 5 szt hi =
SPRZĄTANIE ... lol
Ja to tylko wyczytałam o remontach w kuchni i loggy a tu takie hiper remonty były ![]()
No i oczywiście na koniec o sporcie ![]()
Przed Mistrzostwami Europy siatkarze rozgrywają mecze towarzyskie z zespołem Serbii. Takie mecze to mecze kontrolne, sprawdza się ustawienia, formę zawodników itp. więc w zasadzie wynik nie jest ważny. Chociaż z drugiej strony poprzez zwycięstwa buduje się pewność siebie. Po ostatnich porażkach siatkarzom potrzeba zwycięstw jak tlenu, jak to powiedział jeden z naszych dziennikarzy. Na razie dwie porażki w meczach z Serbami, dziś ostatni mecz.
Dziś też Letnie Mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. Także ciekawie to wszystko wygląda na dziś. Po dniach posuchy sportowej w końcu coś się dzieje ![]()
Pozdrawiam wszystkich ![]()
Witam wszystkie Babeczki
Ciszę - LUC - Niunię - Żyworódkę - jjoannę...
ciszo - hiii - jak zakupiłaś takie drogie sandałki z "syreny" myślę o całym koszcie ![]()
to następnym razem zakup sobie z Lasockiego - też podobne ceny - a jeszcze ani jedne mnie nie obtarły
jjoanna fakt u mnie był hiper-remont
a co do tej "szklanej" kuchenki wyobrażam sobie ile masz pucowania
:lol::lol:
pozdrawiam miło - ciepłego dnia życzę ... ![]()
Witajcie dziewczęta. ![]()
Ba-cha, pięć dam wyliczyłaś, a zdjęcie tylko trzem zrobiłaś...a ja chciałabym poznać wszystkie z wizerunku, jak wyglądały w czasie, gdy damami bywały. ![]()
Zaraz też Was wszystkie informuję, że tę damę z obrazka powyżej, co siedzi w środku, sobie zaklepuję.:D
To moje ulubione kolory ubrania, a w podobnym kapeluszu bywałam.
Szkoda, że komuś go wydałam...
Tak właśnie siebie wyobrażam w poprzednim wcieleniu. ![]()
Poza tym, dzisiaj od rana mam dobry humor...więc Wam pozytywną energię przekazuję.
Jestem już po śniadanku (jajecznica), po kawce ze śmietanką i po czekoladce (gorzka).
Słoneczko świeci mi w okna, zaraz spuszczę rolety, żeby mi humoru nie psuły te brudne okna. ![]()
Bo dopiero w sobotę planuję ich mycie.
Trzymajcie się cieplutko. ![]()