Sama nie wiem...życie to takie za przeproszeniem gówno...
Bywa momentami g****e, ale nie całe. Na szczęście.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Wierzących w Boga
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 10 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Sama nie wiem...życie to takie za przeproszeniem gówno...
Bywa momentami g****e, ale nie całe. Na szczęście.
mnie się wydaje, że wszystko jest bez sensu
nie umiem już widzieć tego co dobre
cierpienie wszystko przesłania
a najgorsze jest to, że nikt mnie nie rozumie, wiele osób ma mnie za wariatkę
A jaki był ten zły, zwrotny moment w Twoim życiu?
nawet nie wiem
chyba było kilka takich
ogólnie moje życie to jeden wielki bezsens
wątpię by chciało Ci się to czytać ![]()
Mnie się chce. jak Tobie chce się pisać- zachęcam ![]()
zacznijmy, że moje dzieciństwo było jedną wielką kpiną w sensie dosłownym i przenośnym. W sensie dosłownym - ludzie, których spotykałam na swojej drodze w tym momencie swojego życia bardzo zniszczyli moje poczucie własnej wartości poprzez chamstwo i fałszywość. Przyjaciółki, które niby miałam okazały się sukami, podstępnymi żmijami, którym byłam potrzebna jako zabaweczka lub zwierzątko doświadczalne jak kto woli. (Wmówiły mi, że jestem do niczego, że jestem brzydka a moje włosy to garść kudłów, że nikt mnie nie zechce. Choć w przebłyskach świadomości wiem, że to nie prawda - jestem śliczną dziewczyną i mam cudowne włosy, długie, gładkie, delikatnie kręcone. I tych włosów mi właśnie zazdroszczą takie kwoki. Tak przynajmniej mówi moja mama. Co nie zmienia faktu, że mam to wbite do głowy, choć wiem, że to nie prawda. Wiem, że brak w tym logiki. Poprostu wchłonęłam to jak gąbka i nie mogę z siebie wyprzeć) W sensie dosłownym - nie miałam nikogo bliskiego poza rodzicami, ale oni się nie liczą bo jednak każdy potrzebuje kogoś z kim może pogadać(w kontekście rówieśników). Każdy zawsze mnie zlewał. ,,Przyjaciółki'' cieszyły się, że mają kim manipulować, bo ja idiotka zrobię wszystko co one mi karzą, bo tak bardzo pragnę ich akceptacji i przyjaźni. To się może wydawać głupi problem, ale ja naprawdę cierpiałam(i cierpię dalej) z tego powodu. To było w podstawówce. W gimnazjum było to samo. Poszłam do nowej szkoły, z nadzieją, że tam nikt nie będzie mnie osądzał. I sytuacja się powtórzyła. Z tym, że w gimn do dręczenia przyłączyli się chłopcy. Tak jak w podstawówce tak w gimnazjum większość klasy mnie wyzywała i traktowała jak śmiecia. Nawet fajne przezwisko mi wymyślili - pies. Zamknij mordę psie! - ileż razy ja to słyszałam. I wtedy zaczęłam się ciąć. Na początku małe ranki, potem wielkie sznyty. Mam kilka takich długich wzdłuż dłoni. Najgorsze jest to, że je widać. Ludzie je widzą i drwią, że jestem emo bo się cięłam. W liceum...już mnie tak nie boli wrogość klasy. Przywykłam. Ale nie potrafię zrozumieć, co robię nie tak, że zawsze im jestem dla kogo milsza, im lepszą staram się być przyjaciółką, tym bardziej większość się ode mnie odsuwa. Są osoby, które wiedzą o mnie bardzo dużo, a w miarę upływu czasu się od Ciebie odsuwają. To boli, gdy najpierw deklarują Ci, że nie ma dla nich nic ważniejszego niż ty, a potem nagle znikają. I tak dziwnym trafem są blisko innych, nowych znajomych, a dla Ciebie nie mają czasu. I zawsze znajdują jakieś logiczne wytłumaczenie. A ty czujesz, że jest nie tak. Widzisz, z jaką czułością odnoszą się do Ciebie, a czego brakuje w waszej relacji. Już nie ma tego ciepła, tej bliskości. Już nie jesteś ,,kochaniem'' a kimś zwykłym, kogo nie można nazwać nawet dobrym znajomym...nie wiem czy wiesz o co mi chodzi...I to się tak ciągnie, zawsze jest to samo...najpierw jest euforia bo oto się cieszę, że w końcu mam kogoś, na kim mogę polegać bez względu na wszystko, kto mnie zaakceptuje. A gdy taka osoba odkrywa, że nie jestem idealna, zaczyna mnie traktować inaczej. I choć staram się być dobrą przyjaciółką, wspierać, pomagać, to tego się nie widzi. Już ta osoba nie chce dzielić się swoim życiem, nie odpisuje, nic...Czasem mogę powiedzieć, że ignoruje...
Brak mi wiary w siebie przez te wszystkie sytuacje kiedy mi wmawiano, że jestem do niczego. Nie wierzę w to, że ktoś mógłby mnie pokochać. Z jednej strony, gdy jakiś chłopak zwróci na mnie uwagę, cieszę się jak dziecko, a z drugiej doszukuję się chęci wykorzystania mnie. Przynajmniej do tej pory tak było, bo teraz z pewnych powodów izoluję się od płci męskiej. Nie wierzę już tak naprawdę nikomu. Tęsknię za bliskimi, którzy odeszli. Tak bardzo brakuje mi babci. Tak bardzo chciałabym móc się do niej przytulić i powiedzieć jej jeden jedyny raz, że ją kocham. Nigdy tego nie zrobiłam, czego żałuję i będę pewnie żałować do końca życia. Ona jedna kochała mnie jak nikt, byłam dla niej całym światem. Z rodzicami nie mogę się dogadać, choć wiem, że mnie kochają.
Brakuje mi drugiej osoby, takiego przyjaciela na dobre i złe, o którym wiedziałabym, że jestem dla niego najważniejsza, że nie ma dla niego nic ważniejszego niż ja. Zawsze byłam na którymś miejscu z kolei. Dodatkiem. Te wszystkie porażki wciąż mnie utwierdzają w przekonaniu, że nie dane mi będzie kogoś takiego poznać.
Czarę goryczy przepełnia fakt, że w tamtym roku spotkało mnie coś, co nigdy miało się nie zdarzyć. Nigdy nie myślałam, że to mi się przydarzy. Zostałam zgwałcona i to tak brutalnie, że większości z tego co się działo nie pamiętam. Wyparłam to z mózgu. Jak teraz się zastanawiam i próbuję sobie przypomnieć to nie jestem w stanie nawet powiedzieć, czy nie było ich kilku...nie pamiętam...w nocy powraca do mnie twarz albo twarze, wszyskie szczegóły, a gdy się budzę wszystko zapominam. Byłam dziewicą. Chciałam tej jednej jedynej osoby. Tego ukochanego, z którym przeżyję pierwszy raz. Teraz jestem szmatą. Śmieciem. Jestem nic nie warta. Jestem używaną rzeczą. Jestem niczym. Jestem zła. Jestem nieczysta, brudna, ochydna, obrzydliwa, odrażająca, wstrętna. Nienawidzę siebie. Nie mogę na siebie inaczej patrzeć niż z nienawiścią. To wszystko mnie zabija. Nie mam już siły walczyć. Kilka bliskich mi osób wie, ale nie rozumieją bo tego nie przeszły. Kilka z nich mnie opuściło. W tym jedna przyjaciółka, która przeżyła to samo. Liczyłam na to, że mi pomoże, że znając ten ból, wiedząc jak to jest, pomoże mi trochę zmniejszyć to cierpienie, ale gorzkie było moje rozczarowanie.
Moja dusza rozpadła się na strzępki, nie wiem jakim cudem jeszcze żyję. Nie jestem już człowiekiem. Jestem cieniem. Jestem żywym trupem. Boję się wyjść z domu, bo już raz go spotkałam, on mnie śledzi...boję się zostać w domu, bo może mnie znaleźć i zrobić to znowu...boję się zasnąć bo może mi się przyśnić. Nic mi się już nie chce, nie mam apetetu. Boję się. Dzień w dzień udaję, że gwiżdżę na wszystko, że mam zayebiste życie, a w nocy łkam tak długo, aż zasnę. Chcę umrzeć...Wiele razy próbowałam odebrać sobie to kurewskie życie...
zacznijmy, że moje dzieciństwo było jedną wielką kpiną w sensie dosłownym i przenośnym. W sensie dosłownym - ludzie, których spotykałam na swojej drodze w tym momencie swojego życia bardzo zniszczyli moje poczucie własnej wartości poprzez chamstwo i fałszywość. Przyjaciółki, które niby miałam okazały się sukami, podstępnymi żmijami, którym byłam potrzebna jako zabaweczka lub zwierzątko doświadczalne jak kto woli. (Wmówiły mi, że jestem do niczego, że jestem brzydka a moje włosy to garść kudłów, że nikt mnie nie zechce. Choć w przebłyskach świadomości wiem, że to nie prawda - jestem śliczną dziewczyną i mam cudowne włosy, długie, gładkie, delikatnie kręcone. I tych włosów mi właśnie zazdroszczą takie kwoki. Tak przynajmniej mówi moja mama. Co nie zmienia faktu, że mam to wbite do głowy, choć wiem, że to nie prawda. Wiem, że brak w tym logiki. Poprostu wchłonęłam to jak gąbka i nie mogę z siebie wyprzeć) W sensie dosłownym - nie miałam nikogo bliskiego poza rodzicami, ale oni się nie liczą bo jednak każdy potrzebuje kogoś z kim może pogadać(w kontekście rówieśników). Każdy zawsze mnie zlewał. ,,Przyjaciółki'' cieszyły się, że mają kim manipulować, bo ja idiotka zrobię wszystko co one mi karzą, bo tak bardzo pragnę ich akceptacji i przyjaźni. To się może wydawać głupi problem, ale ja naprawdę cierpiałam(i cierpię dalej) z tego powodu. To było w podstawówce. W gimnazjum było to samo. Poszłam do nowej szkoły, z nadzieją, że tam nikt nie będzie mnie osądzał. I sytuacja się powtórzyła. Z tym, że w gimn do dręczenia przyłączyli się chłopcy. Tak jak w podstawówce tak w gimnazjum większość klasy mnie wyzywała i traktowała jak śmiecia. Nawet fajne przezwisko mi wymyślili - pies. Zamknij mordę psie! - ileż razy ja to słyszałam. I wtedy zaczęłam się ciąć. Na początku małe ranki, potem wielkie sznyty. Mam kilka takich długich wzdłuż dłoni. Najgorsze jest to, że je widać. Ludzie je widzą i drwią, że jestem emo bo się cięłam. W liceum...już mnie tak nie boli wrogość klasy. Przywykłam. Ale nie potrafię zrozumieć, co robię nie tak, że zawsze im jestem dla kogo milsza, im lepszą staram się być przyjaciółką, tym bardziej większość się ode mnie odsuwa. Są osoby, które wiedzą o mnie bardzo dużo, a w miarę upływu czasu się od Ciebie odsuwają. To boli, gdy najpierw deklarują Ci, że nie ma dla nich nic ważniejszego niż ty, a potem nagle znikają. I tak dziwnym trafem są blisko innych, nowych znajomych, a dla Ciebie nie mają czasu. I zawsze znajdują jakieś logiczne wytłumaczenie. A ty czujesz, że jest nie tak. Widzisz, z jaką czułością odnoszą się do Ciebie, a czego brakuje w waszej relacji. Już nie ma tego ciepła, tej bliskości. Już nie jesteś ,,kochaniem'' a kimś zwykłym, kogo nie można nazwać nawet dobrym znajomym...nie wiem czy wiesz o co mi chodzi...I to się tak ciągnie, zawsze jest to samo...najpierw jest euforia bo oto się cieszę, że w końcu mam kogoś, na kim mogę polegać bez względu na wszystko, kto mnie zaakceptuje. A gdy taka osoba odkrywa, że nie jestem idealna, zaczyna mnie traktować inaczej. I choć staram się być dobrą przyjaciółką, wspierać, pomagać, to tego się nie widzi. Już ta osoba nie chce dzielić się swoim życiem, nie odpisuje, nic...Czasem mogę powiedzieć, że ignoruje...
Brak mi wiary w siebie przez te wszystkie sytuacje kiedy mi wmawiano, że jestem do niczego. Nie wierzę w to, że ktoś mógłby mnie pokochać. Z jednej strony, gdy jakiś chłopak zwróci na mnie uwagę, cieszę się jak dziecko, a z drugiej doszukuję się chęci wykorzystania mnie. Przynajmniej do tej pory tak było, bo teraz z pewnych powodów izoluję się od płci męskiej. Nie wierzę już tak naprawdę nikomu. Tęsknię za bliskimi, którzy odeszli. Tak bardzo brakuje mi babci. Tak bardzo chciałabym móc się do niej przytulić i powiedzieć jej jeden jedyny raz, że ją kocham. Nigdy tego nie zrobiłam, czego żałuję i będę pewnie żałować do końca życia. Ona jedna kochała mnie jak nikt, byłam dla niej całym światem. Z rodzicami nie mogę się dogadać, choć wiem, że mnie kochają.
Brakuje mi drugiej osoby, takiego przyjaciela na dobre i złe, o którym wiedziałabym, że jestem dla niego najważniejsza, że nie ma dla niego nic ważniejszego niż ja. Zawsze byłam na którymś miejscu z kolei. Dodatkiem. Te wszystkie porażki wciąż mnie utwierdzają w przekonaniu, że nie dane mi będzie kogoś takiego poznać.
Czarę goryczy przepełnia fakt, że w tamtym roku spotkało mnie coś, co nigdy miało się nie zdarzyć. Nigdy nie myślałam, że to mi się przydarzy. Zostałam zgwałcona i to tak brutalnie, że większości z tego co się działo nie pamiętam. Wyparłam to z mózgu. Jak teraz się zastanawiam i próbuję sobie przypomnieć to nie jestem w stanie nawet powiedzieć, czy nie było ich kilku...nie pamiętam...w nocy powraca do mnie twarz albo twarze, wszyskie szczegóły, a gdy się budzę wszystko zapominam. Byłam dziewicą. Chciałam tej jednej jedynej osoby. Tego ukochanego, z którym przeżyję pierwszy raz. Teraz jestem szmatą. Śmieciem. Jestem nic nie warta. Jestem używaną rzeczą. Jestem niczym. Jestem zła. Jestem nieczysta, brudna, ochydna, obrzydliwa, odrażająca, wstrętna. Nienawidzę siebie. Nie mogę na siebie inaczej patrzeć niż z nienawiścią. To wszystko mnie zabija. Nie mam już siły walczyć. Kilka bliskich mi osób wie, ale nie rozumieją bo tego nie przeszły. Kilka z nich mnie opuściło. W tym jedna przyjaciółka, która przeżyła to samo. Liczyłam na to, że mi pomoże, że znając ten ból, wiedząc jak to jest, pomoże mi trochę zmniejszyć to cierpienie, ale gorzkie było moje rozczarowanie.
Moja dusza rozpadła się na strzępki, nie wiem jakim cudem jeszcze żyję. Nie jestem już człowiekiem. Jestem cieniem. Jestem żywym trupem. Boję się wyjść z domu, bo już raz go spotkałam, on mnie śledzi...boję się zostać w domu, bo może mnie znaleźć i zrobić to znowu...boję się zasnąć bo może mi się przyśnić. Nic mi się już nie chce, nie mam apetetu. Boję się. Dzień w dzień udaję, że gwiżdżę na wszystko, że mam zayebiste życie, a w nocy łkam tak długo, aż zasnę. Chcę umrzeć...Wiele razy próbowałam odebrać sobie to kurewskie życie...
................
Brak mi słów na to, co Cię spotkało. To co się stało nie jest Twoją winą! Oczywiście, żeby się pozbierać potrzebna Ci jest wsparcie kogoś, kto pomoże Ci wyjść z tego... Skoro jesteś wierząca to wiesz, że Bóg jest z Tobą, że cierpi razem z Tobą... Catwoman polecała pewien film, który może trochę Ci pomoże.
Tytuł:
"Nieokiełznana miłość" (Darrena Wilsona).
Bo ja właściwie po to tu zajrzałam, żeby napisać moje wrażenia po obejrzeniu. Świetnie mi ten film przypomniał o Bożej miłości. Pod kątem takim informacyjnym to akurat niewiele mnie zaskoczyło, bo albo znałam takie sytuacje z opisów znajomych albo sama byłam ich świadkiem. Mimo że ma co prawda wydźwięk protestancki (nie mam o to pretensji oczywiście
), to jest wart obejrzenia przez każdego. Mam tylko jedno ale... Jedyne co tak naprawdę sprawiło, że czułam się przybita po tym filmie to skala zła, która jest tam pokazana. Jak szatan potrafi stłamsić człowieka, odebrać mu poczucie wartości. Jak niektórzy tego nie widzą... Do wielu z tych ludzi nikt nie dotrze, bo nie zdąży... Przy takich myślach się obawiam co będzie gdy stracę kiedyś z oczu Boga... A nie ma nic gorszego niż taki lęk.
Żeby nie było: i tak Bóg zatriumfuje ![]()
zacznijmy, że moje dzieciństwo było jedną wielką kpiną w sensie dosłownym i przenośnym. W sensie dosłownym - ludzie, których spotykałam na swojej drodze w tym momencie swojego życia bardzo zniszczyli moje poczucie własnej wartości poprzez chamstwo i fałszywość. Przyjaciółki, które niby miałam okazały się sukami, podstępnymi żmijami, którym byłam potrzebna jako zabaweczka lub zwierzątko doświadczalne jak kto woli. (Wmówiły mi, że jestem do niczego, że jestem brzydka a moje włosy to garść kudłów, że nikt mnie nie zechce. Choć w przebłyskach świadomości wiem, że to nie prawda - jestem śliczną dziewczyną i mam cudowne włosy, długie, gładkie, delikatnie kręcone. I tych włosów mi właśnie zazdroszczą takie kwoki. Tak przynajmniej mówi moja mama. Co nie zmienia faktu, że mam to wbite do głowy, choć wiem, że to nie prawda. Wiem, że brak w tym logiki. Poprostu wchłonęłam to jak gąbka i nie mogę z siebie wyprzeć) W sensie dosłownym - nie miałam nikogo bliskiego poza rodzicami, ale oni się nie liczą bo jednak każdy potrzebuje kogoś z kim może pogadać(w kontekście rówieśników). Każdy zawsze mnie zlewał. ,,Przyjaciółki'' cieszyły się, że mają kim manipulować, bo ja idiotka zrobię wszystko co one mi karzą, bo tak bardzo pragnę ich akceptacji i przyjaźni. To się może wydawać głupi problem, ale ja naprawdę cierpiałam(i cierpię dalej) z tego powodu. To było w podstawówce. W gimnazjum było to samo. Poszłam do nowej szkoły, z nadzieją, że tam nikt nie będzie mnie osądzał. I sytuacja się powtórzyła. Z tym, że w gimn do dręczenia przyłączyli się chłopcy. Tak jak w podstawówce tak w gimnazjum większość klasy mnie wyzywała i traktowała jak śmiecia. Nawet fajne przezwisko mi wymyślili - pies. Zamknij mordę psie! - ileż razy ja to słyszałam. I wtedy zaczęłam się ciąć. Na początku małe ranki, potem wielkie sznyty. Mam kilka takich długich wzdłuż dłoni. Najgorsze jest to, że je widać. Ludzie je widzą i drwią, że jestem emo bo się cięłam. W liceum...już mnie tak nie boli wrogość klasy. Przywykłam. Ale nie potrafię zrozumieć, co robię nie tak, że zawsze im jestem dla kogo milsza, im lepszą staram się być przyjaciółką, tym bardziej większość się ode mnie odsuwa. Są osoby, które wiedzą o mnie bardzo dużo, a w miarę upływu czasu się od Ciebie odsuwają. To boli, gdy najpierw deklarują Ci, że nie ma dla nich nic ważniejszego niż ty, a potem nagle znikają. I tak dziwnym trafem są blisko innych, nowych znajomych, a dla Ciebie nie mają czasu. I zawsze znajdują jakieś logiczne wytłumaczenie. A ty czujesz, że jest nie tak. Widzisz, z jaką czułością odnoszą się do Ciebie, a czego brakuje w waszej relacji. Już nie ma tego ciepła, tej bliskości. Już nie jesteś ,,kochaniem'' a kimś zwykłym, kogo nie można nazwać nawet dobrym znajomym...nie wiem czy wiesz o co mi chodzi...I to się tak ciągnie, zawsze jest to samo...najpierw jest euforia bo oto się cieszę, że w końcu mam kogoś, na kim mogę polegać bez względu na wszystko, kto mnie zaakceptuje. A gdy taka osoba odkrywa, że nie jestem idealna, zaczyna mnie traktować inaczej. I choć staram się być dobrą przyjaciółką, wspierać, pomagać, to tego się nie widzi. Już ta osoba nie chce dzielić się swoim życiem, nie odpisuje, nic...Czasem mogę powiedzieć, że ignoruje...
Brak mi wiary w siebie przez te wszystkie sytuacje kiedy mi wmawiano, że jestem do niczego. Nie wierzę w to, że ktoś mógłby mnie pokochać. Z jednej strony, gdy jakiś chłopak zwróci na mnie uwagę, cieszę się jak dziecko, a z drugiej doszukuję się chęci wykorzystania mnie. Przynajmniej do tej pory tak było, bo teraz z pewnych powodów izoluję się od płci męskiej. Nie wierzę już tak naprawdę nikomu. Tęsknię za bliskimi, którzy odeszli. Tak bardzo brakuje mi babci. Tak bardzo chciałabym móc się do niej przytulić i powiedzieć jej jeden jedyny raz, że ją kocham. Nigdy tego nie zrobiłam, czego żałuję i będę pewnie żałować do końca życia. Ona jedna kochała mnie jak nikt, byłam dla niej całym światem. Z rodzicami nie mogę się dogadać, choć wiem, że mnie kochają.
Brakuje mi drugiej osoby, takiego przyjaciela na dobre i złe, o którym wiedziałabym, że jestem dla niego najważniejsza, że nie ma dla niego nic ważniejszego niż ja. Zawsze byłam na którymś miejscu z kolei. Dodatkiem. Te wszystkie porażki wciąż mnie utwierdzają w przekonaniu, że nie dane mi będzie kogoś takiego poznać.
Czarę goryczy przepełnia fakt, że w tamtym roku spotkało mnie coś, co nigdy miało się nie zdarzyć. Nigdy nie myślałam, że to mi się przydarzy. Zostałam zgwałcona i to tak brutalnie, że większości z tego co się działo nie pamiętam. Wyparłam to z mózgu. Jak teraz się zastanawiam i próbuję sobie przypomnieć to nie jestem w stanie nawet powiedzieć, czy nie było ich kilku...nie pamiętam...w nocy powraca do mnie twarz albo twarze, wszyskie szczegóły, a gdy się budzę wszystko zapominam. Byłam dziewicą. Chciałam tej jednej jedynej osoby. Tego ukochanego, z którym przeżyję pierwszy raz. Teraz jestem szmatą. Śmieciem. Jestem nic nie warta. Jestem używaną rzeczą. Jestem niczym. Jestem zła. Jestem nieczysta, brudna, ochydna, obrzydliwa, odrażająca, wstrętna. Nienawidzę siebie. Nie mogę na siebie inaczej patrzeć niż z nienawiścią. To wszystko mnie zabija. Nie mam już siły walczyć. Kilka bliskich mi osób wie, ale nie rozumieją bo tego nie przeszły. Kilka z nich mnie opuściło. W tym jedna przyjaciółka, która przeżyła to samo. Liczyłam na to, że mi pomoże, że znając ten ból, wiedząc jak to jest, pomoże mi trochę zmniejszyć to cierpienie, ale gorzkie było moje rozczarowanie.
Moja dusza rozpadła się na strzępki, nie wiem jakim cudem jeszcze żyję. Nie jestem już człowiekiem. Jestem cieniem. Jestem żywym trupem. Boję się wyjść z domu, bo już raz go spotkałam, on mnie śledzi...boję się zostać w domu, bo może mnie znaleźć i zrobić to znowu...boję się zasnąć bo może mi się przyśnić. Nic mi się już nie chce, nie mam apetetu. Boję się. Dzień w dzień udaję, że gwiżdżę na wszystko, że mam zayebiste życie, a w nocy łkam tak długo, aż zasnę. Chcę umrzeć...Wiele razy próbowałam odebrać sobie to kurewskie życie...
o rany ![]()
Czy Ty bylas z tym na policji?! Kurcze!! i Ty go spotykasz?!
to straszne
![]()
przezycia z dziecinstwa sa przykre i tez sie odbijaja na naszej psychice, bo ja tez w podstawowce bylam taka o zwykla, w gim taka o zwykla, a w LO gdy sie wzielam za siebie wszyscy mnie kochali ;-) pf.. i zrozumialam wtedy jacy ludzie sa pusci, i tych z podstawowki/gim to mam gleboko w d.... teraz coprawda znowu mamzla samoocene, ale to z innych powodow, niewazne.
ale mysle ze u Ciebie glowna przyczyna Twojego stanu jest to co sie stalo
cholera.. az mam lzy w oczach jak sobie o tym pomysle
Ja już polecałam na innym wątku, ale polecę raz jeszcze film pt."Spotkanie" ("The Encounter") -- ukazujący subtelnie i obrazowo troskę Boga o każdego człowieka na tym świecie i to, co On dla każdego ma; wystarczy przyjąć tę szklankę z wodą, którą On podaje ![]()
Catwoman, ja znajdę czas to też zobaczę.
Witam. Od niedawna jestem zarejstrowana na tym forum i cieszę się, że je znalazłam.
Jestem mężatką, mam dzieci, pracuję,ale mam czas i lubię pomagać innym. Nie chodzi mi tylko o pomoc materialną czy finansową, ale poradnictwo powiedzmy "duszpasterskie". Napisałam w cudzysłowiu, bo duszpasterstwo bardziej kojarzy mi się z usługą np. księży. Nie jestem też z wykształcenia psychologiem ani psychoterapeutą (mam wykształcenie pedagogiczne). Myślałam nawet o kursie psychoterapii, ale na razie nie mam na to funduszy. Jestem osobą wierząca i lubię słuchać...
a ostatnimi czasy przyjaciółka, której się z tego zwierzyłam stwierdziła, że ją okłamałam...powiedziałam jej, że pewnego razu widziałam go w autobusie...z resztą nie ważne...nikomu nie można ufać, bo każdy chce cię zranić
Hej Jola70
Wiem już, że jestem Metodystką, żoną pastora; witaj i jak tylko chcesz się czymś podzielić: nie wahaj się! ![]()
Bardzo Ci dziękuję.
Ja osobiscie nie jeden raz przekonalam sie, ze Wiara to ogromna sila !
Ten na gorze wie co robi i nikogo z nas nie chce krzywdzic ![]()
Ja osobiscie nie jeden raz przekonalam sie, ze Wiara to ogromna sila !
Ten na gorze wie co robi i nikogo z nas nie chce krzywdzic
Wreszcie jakiś pozytywny głos ![]()
Tak, w tym temacie ode mnie zawsze
Czasem zastanawiam sie czy ze mna napewno wszystko ok bo uwazam, ze moja wiara jest bardzo silna, a z drugiej strony zdaje sobie sprawe, ze malo ludzi wierzy ¨doglebnie¨ i tak z serca, dla mnie slowo ¨wierze¨ to nie tylko chodzenie do Kosciola ![]()
Wera90 a jakiego wyznania jesteś? I czy zawsze w tym własnie byłaś?
Rzymsko-Katolickie, tak zawsze, bardzo interesuje sie Islamem i tamtejsza kultura, co nie zmienia faktu, ze wiary napewno nie zmienie ![]()
wiary czy wyznania ;p Oj nigdy nie mów nigdy
Jak się otworzysz na prowadzenie Boga to różnie może być ![]()
A skąd to zainteresowanie Islamem?
jeśli chodzi o mnie to wierzę...bo tak
sama nie umiem tego wyjaśnić dlaczego tak jest, bo po takich przeżyciach jak moje niejeden zwątpił w Boga
jeśli chodzi o mnie to wierzę...bo tak
sama nie umiem tego wyjaśnić dlaczego tak jest, bo po takich przeżyciach jak moje niejeden zwątpił w Boga
.... a niejeden by uwierzył ![]()
OO przepraszam za blad
natlok mysli
Jakis czas temu przypadkowo trafilam na artykul o tej tematyce, od tamtej pory im wiecej czytalam na ten temat tym wieksze bylo moje zainteresowanie
Mogla bym pisac o tym godzinami, dodam tez, ze Afryka od zawsze bylam zafascynowana ![]()
A miałaś okazję poznać sprawy "od kuchni" ?
Oczywiscie
A co konkretnego Cie interesuje?
po czymś takim? Wtedy najbardziej się pojawiają myśli typu ,,Gdzie jest ten Bóg?''
po czymś takim? Wtedy najbardziej się pojawiają myśli typu ,,Gdzie jest ten Bóg?''
A moze wlasnie to mial byc czas na przemyslenia?
Moze chcial Ci w ten sposob cos przekazac?
On jest LASKAWY i SPRAWIEDLIWY, pamietaj o tym..
W takim razie to musiała być kara...choć trudno mi to zrozumieć bo nie sądzę, bym zrobiła cokolwiek co zasługiwałoby na taką karę
ale...może jestem za głupia
Nie mozesz tez mowic w ten sposob..
Uwierz tak prosto z serca a zobaczysz, ze bedziesz miala inne podejscie..
w co mam uwierzyć? W Boga już wierzę, nic innego nie ma sensu
no to musiała być kara, inaczej tego nie widzę
robisz coś źle-doświadczasz zła
przecież nikt nie powiedział, że kara musi być adekwatna do czynu
Moze jest Ci ciezko w Niego uwierzyc po tym co przeszlas, ale on naprawde Pomaga, zawsze jest z nami..
Przeciez nawet kiedy sie modlimy padaja slowa ¨Za dobre wynagradza a za zle karze¨
Absolutnie wierze w Jego sprawiedliwosc i jestem pewna, ze przyjdzie taki dzien, ktory odmieni Twoje zycie na lepsze, uwierz w to !
I glowa do gory ! ![]()
ja wierzę w Boga
ale nie w to, że będzie lepiej, teraz może być jedynie gorzej
właśnie, skoro za złe karze, to mnie też ukarał
Dlatego powinnismy tych zlych czynow popelniac jak najmniej, wiecej dobrych ![]()
Ah i na miejscu tego czlowieka, ktory tak Cie skrzywdzil balabym sie ¨Dnia Ostatecznego¨ !
nie popełniłam dużo złych czynów
ludzie grzeszą o wiele bardziej i jakoś ich to nie spotyka
Ich tez dosiegnie Sprawiedliwosc Reki Boskiej w odpowiednim czasie!
Teraz częściej myślę o śmierci
nie umiem wyjść z dołka
nie mam powodów do życia
Pamietej tez, ze to Bog daje Zycie i tylko on ma prawo je odebrac..
Chciala bym Ci jakos pomoc, jest cos co moge zrobic?
To zaszło za daleko
Bóg nie każe. I nie chce czyjejkolwiek zguby, nieszczęścia i choroby. Bóg dał nam wolną wolę, dał nam rozum a misz-masz zrobił się przez to sam.
Nie jesteśmy jednostkami samotnie żyjącymi na świecie, mamy na co dzień do czynienia z ludźmi, którzy mają tak samo wolną wolę jak my i różni ludzie różnie ją wykorzystują.
Bóg nigdy nie obiecał, że przez życie będzie łatwo przejść, ale obiecał, że we wszystkim można na Niego liczyć. Cała Biblia pełna jest takich obietnic i warto z nich korzystać, a przede wszystkim: warto dbać o codzienną relację z Nim-najwspanialszym Tatą ![]()
No oczywiscie, zgadzam sie jak najbradziej, dlatego warto poglebiac wiare ![]()
dlaczego mam się zmuszać do życia, skoro go nie chcę?
możesz się pomodlić bym odzyskała spokój? inaczej chyba nie jesteś w stanie mi pomóc, ja już sobie nie radzę, Bóg nie wysłuchuje moich próśb
Oczywiscie, Pomodle sie..
dlaczego mam się zmuszać do życia, skoro go nie chcę?
możesz się pomodlić bym odzyskała spokój? inaczej chyba nie jesteś w stanie mi pomóc, ja już sobie nie radzę, Bóg nie wysłuchuje moich próśb
Czy istnieje choć 1 powód na świecie, za który jesteś w stanie.... dziękować?
Nie wiem, za to na pewno mam powody by nie chcieć żyć
nikt mnie nie rozumie, nikt...jestem sama wśród ludzi
cierpię samotnie, bo nie ma nikogo, kto by mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze
nie ma i nie będzie
A dlaczego jesteś w tej Netkafejce?
My Cię kochamy. Chcemy Ci pomóc. Modlimy się za Ciebie. Pan Bóg Cię kocha. Taką, jaka jesteś w tej chwili, jak się czujesz.
Tak szczerze to nie mam pojęcia czemu tu jestem
Jola70 jak możesz mówić coś takiego? Nawet mnie nie znasz
mysterious_chocolate, rozumiem ten stan w jakim się teraz znajdujesz, ale zrozum życie nie zawsze jest tylko złe.
Nie przewidzisz przyszłości, ale możesz wziąc los w swoje ręce.
dla mnie nigdy nie było łatwe
Podczas gdy ja byłam wyśmiewana i wyszydzana przez koleżanki tak naprawdę tylko dlatego, że jestem od nich ładniejsza(co jest niestety zgodne z prawdą) i inaczej postrzegam świat, większość z nich zawsze miała łatwo
już choćby przez wzgląd na to, że miały siebie nawzajem
ja zawsze byłam sama
zawsze
Jak mogę mówić?
Jak mogę mówić?
Jolu, normalnie, otwarcie ![]()
że się modlisz za mnie i tak dalej? Możesz równie dobrze powiedzieć tak jak moja przyjaciółka była już w tej chwili - że sobie to wymyśliłam
tzn gwałt i że się nim zasłaniam...najgorsze jest to, że spotkałam go znowu i powiedziałam jej o tym...a ona na to, że ,,sobie wszystko poskładała w całość i nie bardzo wierzy w tę bajeczkę'' czy coś w tym stylu
Nic w tym nadzwyczajnego. Przecież to prawda. Nie kocha się kogoś, za to jaki jest. Pan Bóg kocha nas,mimo że jesteśmy mu nieposłuszni, krnąbrni, odchodzimy od niego....
Nie rozumiem tego, to życie nie jest dla mnie i tyle
jestem karaluchem, którego trzeba zgnieść albo sam to zrobi
Wierzę Ci. Ludzie przechodzą tragiczne rzeczy. Ty taką przeżyłaś. Nie mogę do końca sobie tego wyobrazić, bo bym skłamała, bo tego nie przeżyłam.
Nie rozumiem...jak mogła mi tak powiedzieć...ale widocznie sobie zasłużyłam
człowiek zawsze ma to na co zasłużył
Tak się czujesz, ale nie jesteś. Jesteś wspaniałą, wartościową osobą, za którą na krzyżu umarł Pan Jezus. On chyba wiedział, co robi. Widział Cię tam na Golgocie 2000 lat temu i umarł, żebyś mimo wszystkiego miała życie.
niepotrzebnie
Według mnie potrzebnie.
ale widocznie sobie zasłużyłam
człowiek zawsze ma to na co zasłużył
Nie możesz tak myśleć. Przypomnij sobie przypowieść o Hiobie.
Nie ma drugiej takiej osoby jak Ty. Wiesz, że Bóg Cię teraz widzi i kocha, ja tylko mogę czytać, co napiszesz:)
Jeśli chcesz, napisz do mnie na maila. Ja niestety jutro idę do pracy i muszę dziś kończyć. Obiecuję, że wejdę jutro i wierzę, że Cię tu spotkam. Uwierz w to, co Ci napisałam.To akurat przeżyłam, więc znam miłość Boga i Jego nieopisany pokój z autopsjii:) Poproś Boga dziś, żeby nic z tamtego wydarzenia Ci się nie przyśniło. Ja zrobię to samo. Dobrej i spokojnej nocy. Jola
mysterious_chocolate po coś weszłaś do tej Netkafejki; skorzystaj więc z tego do końca ![]()
brakuje mi cholernej odwagi by się zabić
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 10 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Wierzących w Boga
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024