Netkafejka Wierzących w Boga - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Wierzących w Boga

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 117 do 174 z 623 ]

117

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Coś tu cicho tongue

Catwoman, poruszałaś tu jedną kwestię, o którą chciałabym zapytać.
Pytaniem zasugerowałaś, że księża głoszą rzeczy niezgodne z Pismem Świętym. Chodzi Ci o pojedyncze przypadki czy ogólnie o nauczanie Kościoła Katolickiego?

Ja może się wypowiem. To, że można się nie zgadzać z prywatnym zdaniem księdza jest ok, księża też między sobą nie we wszystkim się zgadzają. Jednak gdy mówią stricte o zasadach Kościoła Katolickiego, to nie mogę jako katoliczka ich negować, bo to by było bez sensu, znaczyłoby tyle, że stworzyłam sobie swoją własną wiarę.

Ja chciałabym Was spytać o podejście do grzechu. Sami wyznaczacie sobie granicę czy zgadzacie się z Kościołem Katolickim (bądź zasadami innych wyznań) czy może po swojemu interpretujecie Pismo Święte? smile

''Być czy mieć?
Być z tym, co się ma.''
Zobacz podobne tematy :

118

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Ja osobiście sugeruje się Pismem Świętym tzn. Nowym Testamentem i tym,czego zostałam nauczona przez swoje lata chodzenia na katechizację oraz tym czego nauczyli mnie rodzice poprzez tradycję.Dzięki temu sumienie mi podpowiada,gdy robię coś złego.

"Nigdy nie walcz o przyjaźń. O fałszywą nie warto, o prawdziwą nie trzeba."

119

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Ja sugeruję się doświadczeniem z osobistej relacji z Bogiem. Miłośc na pierwszym miejscu, nie jestem niewolnikiem grzechu. Już nie smile

120

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Oczywiście, że miłość na pierwszym miejscu, to w skrócie najważniejsze przykazanie chrześcijańskie. Tylko jak się kogoś kocha to przecież nie chce się od Niego odwracać, prawda? wink
Ja opieram się na nauczania Kościoła, ale widzę jego uzasadnienie w Piśmie Świętym (jeśli nie w jego treści to w jego ,,duchu'', drugim dnie). Osobiście bałabym się opierać wyłącznie na swoim własnym rozeznaniu, bo skąd miałabym pewność, że to Bóg mi ,,podpowiada'' a nie Szatan? hmm

''Być czy mieć?
Być z tym, co się ma.''

121

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Hm... jeśli masz codzienną relację z Bogiem, taką zupełnie bezpośrednią, to po prostu wiesz, masz jakby drugie oczy smile Jeśli popełnisz błąd- trudno, jeśli zgrzeszysz- byle w Bogu wink To jest trudne może do wytłumaczenia tutaj, ale jakiś czas temu tego doświadczyłam, pojęłam i wiem, że nic a nic, nie jest w stanie mnie odłączyć od miłości Boga. Jeśli Bóg to przyjaciel, Ojciec, a Jezus to brat, nie ma się czego bać smile

122

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

...może masz i rację,ale parę lat temu moja znajoma uczęszczała na spotkania Odnowy w Duchu Świętym.Spotkania były przez jakiś czas bez kontroli duchownego.Powoli wszystko przekształciło się w taką sektę,że znajoma wylądowała u psychologa,a też głosili ,że nic nie jest w stanie oderwać ich od miłości Bożej.
Poza tym nie rozumiem tego:
...Jeśli popełnisz błąd- trudno, jeśli zgrzeszysz- byle w Bogu....
Jak można grzeszyć w Bogu i tak lekko rozgrzeszać się z błędów.Za grzech trzeba żałować i bać się grzechu.Jesteśmy ludźmi słabymi,ale to nie znaczy,że mamy tak lekko do tego podchodzić.Dla mnie to Twoje podejście jest takie:
teraz sobie pogrzeszę,ale to co,Bóg i tak mi to wybaczy,bo przecież Go kocham.

Jeżeli się mylę w tej interpretacji,to Catwoman wyprowadź mnie z błędu.

"Nigdy nie walcz o przyjaźń. O fałszywą nie warto, o prawdziwą nie trzeba."

123

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

bulinka_1969 nie bez parady napisałam, że to trudno wyjaśnić, tego trzeba doświadczyć, a jest to proces. Bo prawdą jest, że w Bogu się nie grzeszy, a idąc za Biblią, warto wiedzieć, że "jeśliby kto zgrzeszył macie Obrońcę w Niebie"- dla mnie relacja z Bogiem jest czymś radosnym, pełnym, nie opiera się na strachu- ja się nie boję grzechów, bo jestem zbawiona. Wiem, komu zaufałam i nie boję się życia w grzechu- bo to różnica: zgrzeszyć a żyć w grzechu. Życie w grzechu odsuwa od Boga, wycofujemy się często ze wstydu.

Co do tej grupy: najwidoczniej nie byli dojrzali do samodzielnego uwielbiania, działania- a być może było tam wszystko w najlepszym porzadku smile

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Jestem wierząca choć prawdę powiedziawszy nie wiem czemu jeszcze wierzę.

125

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
mysterious_chocolate napisał/a:

Jestem wierząca choć prawdę powiedziawszy nie wiem czemu jeszcze wierzę.

Czemu?

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Poprostu dziwię się sobie, bo po takich doświadczeniach jakie ja miałam wiele osób traci wiarę. Niektóre bezpowrotnie.

127

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
mysterious_chocolate napisał/a:

Poprostu dziwię się sobie, bo po takich doświadczeniach jakie ja miałam wiele osób traci wiarę. Niektóre bezpowrotnie.

Zawsze możesz się tu podzielić wink

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Podzielić się? Czym?

129

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
mysterious_chocolate napisał/a:

Podzielić się? Czym?

To Netkafejka, można gadać o wszystkim, co bliskie duszy smile

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Sama nie wiem...życie to takie za przeproszeniem gówno...

131

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
mysterious_chocolate napisał/a:

Sama nie wiem...życie to takie za przeproszeniem gówno...

Bywa momentami g****e, ale nie całe. Na szczęście.

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

mnie się wydaje, że wszystko jest bez sensu
nie umiem już widzieć tego co dobre
cierpienie wszystko przesłania
a najgorsze jest to, że nikt mnie nie rozumie, wiele osób ma mnie za wariatkę

133

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

A jaki był ten zły, zwrotny moment w Twoim życiu?

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

nawet nie wiem
chyba było kilka takich
ogólnie moje życie to jeden wielki bezsens
wątpię by chciało Ci się to czytać sad

135

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Mnie się chce. jak Tobie chce się pisać- zachęcam smile

136 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2013-01-11 23:08:08)

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

zacznijmy, że moje dzieciństwo było jedną wielką kpiną w sensie dosłownym i przenośnym. W sensie dosłownym - ludzie, których spotykałam na swojej drodze w tym momencie swojego życia bardzo zniszczyli moje poczucie własnej wartości poprzez chamstwo i fałszywość. Przyjaciółki, które niby miałam okazały się sukami, podstępnymi żmijami, którym byłam potrzebna jako zabaweczka lub zwierzątko doświadczalne jak kto woli. (Wmówiły mi, że jestem do niczego, że jestem brzydka a moje włosy to garść kudłów, że nikt mnie nie zechce. Choć w przebłyskach świadomości wiem, że to nie prawda - jestem śliczną dziewczyną i mam cudowne włosy, długie, gładkie, delikatnie kręcone. I tych włosów mi właśnie zazdroszczą takie kwoki. Tak przynajmniej mówi moja mama. Co nie zmienia faktu, że mam to wbite do głowy, choć wiem, że to nie prawda. Wiem, że brak w tym logiki. Poprostu wchłonęłam to jak gąbka i nie mogę z siebie wyprzeć) W sensie dosłownym - nie miałam nikogo bliskiego poza rodzicami, ale oni się nie liczą bo jednak każdy potrzebuje kogoś z kim może pogadać(w kontekście rówieśników). Każdy zawsze mnie zlewał. ,,Przyjaciółki'' cieszyły się, że mają kim manipulować, bo ja idiotka zrobię wszystko co one mi karzą, bo tak bardzo pragnę ich akceptacji i przyjaźni. To się może wydawać głupi problem, ale ja naprawdę cierpiałam(i cierpię dalej) z tego powodu. To było w podstawówce. W gimnazjum było to samo. Poszłam do nowej szkoły, z nadzieją, że tam nikt nie będzie mnie osądzał. I sytuacja się powtórzyła. Z tym, że w gimn do dręczenia przyłączyli się chłopcy. Tak jak w podstawówce tak w gimnazjum większość klasy mnie wyzywała i traktowała jak śmiecia. Nawet fajne przezwisko mi wymyślili - pies. Zamknij mordę psie! - ileż razy ja to słyszałam. I wtedy zaczęłam się ciąć. Na początku małe ranki, potem wielkie sznyty. Mam kilka takich długich wzdłuż dłoni. Najgorsze jest to, że je widać. Ludzie je widzą i drwią, że jestem emo bo się cięłam. W liceum...już mnie tak nie boli wrogość klasy. Przywykłam. Ale nie potrafię zrozumieć, co robię nie tak, że zawsze im jestem dla kogo milsza, im lepszą staram się być przyjaciółką, tym bardziej większość się ode mnie odsuwa. Są osoby, które wiedzą o mnie bardzo dużo, a w miarę upływu czasu się od Ciebie odsuwają. To boli, gdy najpierw deklarują Ci, że nie ma dla nich nic ważniejszego niż ty, a potem nagle znikają. I tak dziwnym trafem są blisko innych, nowych znajomych, a dla Ciebie nie mają czasu. I zawsze znajdują jakieś logiczne wytłumaczenie. A ty czujesz, że jest nie tak. Widzisz, z jaką czułością odnoszą się do Ciebie, a czego brakuje w waszej relacji. Już nie ma tego ciepła, tej bliskości. Już nie jesteś ,,kochaniem'' a kimś zwykłym, kogo nie można nazwać nawet dobrym znajomym...nie wiem czy wiesz o co mi chodzi...I to się tak ciągnie, zawsze jest to samo...najpierw jest euforia bo oto się cieszę, że w końcu mam kogoś, na kim mogę polegać bez względu na wszystko, kto mnie zaakceptuje. A gdy taka osoba odkrywa, że nie jestem idealna, zaczyna mnie traktować inaczej. I choć staram się być dobrą przyjaciółką, wspierać, pomagać, to tego się nie widzi. Już ta osoba nie chce dzielić się swoim życiem, nie odpisuje, nic...Czasem mogę powiedzieć, że ignoruje...
Brak mi wiary w siebie przez te wszystkie sytuacje kiedy mi wmawiano,  że jestem do niczego. Nie wierzę w to, że ktoś mógłby mnie pokochać. Z jednej strony, gdy jakiś chłopak zwróci na mnie uwagę, cieszę się jak dziecko, a z drugiej doszukuję się chęci wykorzystania mnie. Przynajmniej do tej pory tak było, bo teraz z pewnych powodów izoluję się od płci męskiej. Nie wierzę już tak naprawdę nikomu. Tęsknię za bliskimi, którzy odeszli. Tak bardzo brakuje mi babci. Tak bardzo chciałabym móc się do niej przytulić i powiedzieć jej jeden jedyny raz, że ją kocham. Nigdy tego nie zrobiłam, czego żałuję i będę pewnie żałować do końca życia. Ona jedna kochała mnie jak nikt, byłam dla niej całym światem. Z rodzicami nie mogę się dogadać, choć wiem, że mnie kochają.
Brakuje mi drugiej osoby, takiego przyjaciela na dobre i złe, o którym wiedziałabym, że jestem dla niego najważniejsza, że nie ma dla niego nic ważniejszego niż ja. Zawsze byłam na którymś miejscu z kolei. Dodatkiem. Te wszystkie porażki wciąż mnie utwierdzają w przekonaniu, że nie dane mi będzie kogoś takiego poznać.
Czarę goryczy przepełnia fakt, że w tamtym roku spotkało mnie coś, co nigdy miało się nie zdarzyć. Nigdy nie myślałam, że to mi się przydarzy. Zostałam zgwałcona i to tak brutalnie, że większości z tego co się działo nie pamiętam. Wyparłam to z mózgu. Jak teraz się zastanawiam i próbuję sobie przypomnieć to nie jestem w stanie nawet powiedzieć, czy nie było ich kilku...nie pamiętam...w nocy powraca do mnie twarz albo twarze, wszyskie szczegóły, a gdy się budzę wszystko zapominam. Byłam dziewicą. Chciałam tej jednej jedynej osoby. Tego ukochanego, z którym przeżyję pierwszy raz. Teraz jestem szmatą. Śmieciem. Jestem nic nie warta. Jestem używaną rzeczą. Jestem niczym. Jestem zła. Jestem nieczysta, brudna, ochydna, obrzydliwa, odrażająca, wstrętna. Nienawidzę siebie. Nie mogę na siebie inaczej patrzeć niż z nienawiścią. To wszystko mnie zabija. Nie mam już siły walczyć. Kilka bliskich mi osób wie, ale nie rozumieją bo tego nie przeszły. Kilka z nich mnie opuściło. W tym jedna przyjaciółka, która przeżyła to samo. Liczyłam na to, że mi pomoże, że znając ten ból, wiedząc jak to jest, pomoże mi trochę zmniejszyć to cierpienie, ale gorzkie było moje rozczarowanie.
Moja dusza rozpadła się na strzępki, nie wiem jakim cudem jeszcze żyję. Nie jestem już człowiekiem. Jestem cieniem. Jestem żywym trupem. Boję się wyjść z domu, bo już raz go spotkałam, on mnie śledzi...boję się zostać w domu, bo może mnie znaleźć i zrobić to znowu...boję się zasnąć bo może mi się przyśnić. Nic mi się już nie chce, nie mam apetetu. Boję się. Dzień w dzień udaję, że gwiżdżę na wszystko, że mam zayebiste życie, a w nocy łkam tak długo, aż zasnę. Chcę umrzeć...Wiele razy próbowałam odebrać sobie to kurewskie życie...

137 Ostatnio edytowany przez allegra90 (2013-02-04 23:08:42)

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
mysterious_chocolate napisał/a:

zacznijmy, że moje dzieciństwo było jedną wielką kpiną w sensie dosłownym i przenośnym. W sensie dosłownym - ludzie, których spotykałam na swojej drodze w tym momencie swojego życia bardzo zniszczyli moje poczucie własnej wartości poprzez chamstwo i fałszywość. Przyjaciółki, które niby miałam okazały się sukami, podstępnymi żmijami, którym byłam potrzebna jako zabaweczka lub zwierzątko doświadczalne jak kto woli. (Wmówiły mi, że jestem do niczego, że jestem brzydka a moje włosy to garść kudłów, że nikt mnie nie zechce. Choć w przebłyskach świadomości wiem, że to nie prawda - jestem śliczną dziewczyną i mam cudowne włosy, długie, gładkie, delikatnie kręcone. I tych włosów mi właśnie zazdroszczą takie kwoki. Tak przynajmniej mówi moja mama. Co nie zmienia faktu, że mam to wbite do głowy, choć wiem, że to nie prawda. Wiem, że brak w tym logiki. Poprostu wchłonęłam to jak gąbka i nie mogę z siebie wyprzeć) W sensie dosłownym - nie miałam nikogo bliskiego poza rodzicami, ale oni się nie liczą bo jednak każdy potrzebuje kogoś z kim może pogadać(w kontekście rówieśników). Każdy zawsze mnie zlewał. ,,Przyjaciółki'' cieszyły się, że mają kim manipulować, bo ja idiotka zrobię wszystko co one mi karzą, bo tak bardzo pragnę ich akceptacji i przyjaźni. To się może wydawać głupi problem, ale ja naprawdę cierpiałam(i cierpię dalej) z tego powodu. To było w podstawówce. W gimnazjum było to samo. Poszłam do nowej szkoły, z nadzieją, że tam nikt nie będzie mnie osądzał. I sytuacja się powtórzyła. Z tym, że w gimn do dręczenia przyłączyli się chłopcy. Tak jak w podstawówce tak w gimnazjum większość klasy mnie wyzywała i traktowała jak śmiecia. Nawet fajne przezwisko mi wymyślili - pies. Zamknij mordę psie! - ileż razy ja to słyszałam. I wtedy zaczęłam się ciąć. Na początku małe ranki, potem wielkie sznyty. Mam kilka takich długich wzdłuż dłoni. Najgorsze jest to, że je widać. Ludzie je widzą i drwią, że jestem emo bo się cięłam. W liceum...już mnie tak nie boli wrogość klasy. Przywykłam. Ale nie potrafię zrozumieć, co robię nie tak, że zawsze im jestem dla kogo milsza, im lepszą staram się być przyjaciółką, tym bardziej większość się ode mnie odsuwa. Są osoby, które wiedzą o mnie bardzo dużo, a w miarę upływu czasu się od Ciebie odsuwają. To boli, gdy najpierw deklarują Ci, że nie ma dla nich nic ważniejszego niż ty, a potem nagle znikają. I tak dziwnym trafem są blisko innych, nowych znajomych, a dla Ciebie nie mają czasu. I zawsze znajdują jakieś logiczne wytłumaczenie. A ty czujesz, że jest nie tak. Widzisz, z jaką czułością odnoszą się do Ciebie, a czego brakuje w waszej relacji. Już nie ma tego ciepła, tej bliskości. Już nie jesteś ,,kochaniem'' a kimś zwykłym, kogo nie można nazwać nawet dobrym znajomym...nie wiem czy wiesz o co mi chodzi...I to się tak ciągnie, zawsze jest to samo...najpierw jest euforia bo oto się cieszę, że w końcu mam kogoś, na kim mogę polegać bez względu na wszystko, kto mnie zaakceptuje. A gdy taka osoba odkrywa, że nie jestem idealna, zaczyna mnie traktować inaczej. I choć staram się być dobrą przyjaciółką, wspierać, pomagać, to tego się nie widzi. Już ta osoba nie chce dzielić się swoim życiem, nie odpisuje, nic...Czasem mogę powiedzieć, że ignoruje...
Brak mi wiary w siebie przez te wszystkie sytuacje kiedy mi wmawiano,  że jestem do niczego. Nie wierzę w to, że ktoś mógłby mnie pokochać. Z jednej strony, gdy jakiś chłopak zwróci na mnie uwagę, cieszę się jak dziecko, a z drugiej doszukuję się chęci wykorzystania mnie. Przynajmniej do tej pory tak było, bo teraz z pewnych powodów izoluję się od płci męskiej. Nie wierzę już tak naprawdę nikomu. Tęsknię za bliskimi, którzy odeszli. Tak bardzo brakuje mi babci. Tak bardzo chciałabym móc się do niej przytulić i powiedzieć jej jeden jedyny raz, że ją kocham. Nigdy tego nie zrobiłam, czego żałuję i będę pewnie żałować do końca życia. Ona jedna kochała mnie jak nikt, byłam dla niej całym światem. Z rodzicami nie mogę się dogadać, choć wiem, że mnie kochają.
Brakuje mi drugiej osoby, takiego przyjaciela na dobre i złe, o którym wiedziałabym, że jestem dla niego najważniejsza, że nie ma dla niego nic ważniejszego niż ja. Zawsze byłam na którymś miejscu z kolei. Dodatkiem. Te wszystkie porażki wciąż mnie utwierdzają w przekonaniu, że nie dane mi będzie kogoś takiego poznać.
Czarę goryczy przepełnia fakt, że w tamtym roku spotkało mnie coś, co nigdy miało się nie zdarzyć. Nigdy nie myślałam, że to mi się przydarzy. Zostałam zgwałcona i to tak brutalnie, że większości z tego co się działo nie pamiętam. Wyparłam to z mózgu. Jak teraz się zastanawiam i próbuję sobie przypomnieć to nie jestem w stanie nawet powiedzieć, czy nie było ich kilku...nie pamiętam...w nocy powraca do mnie twarz albo twarze, wszyskie szczegóły, a gdy się budzę wszystko zapominam. Byłam dziewicą. Chciałam tej jednej jedynej osoby. Tego ukochanego, z którym przeżyję pierwszy raz. Teraz jestem szmatą. Śmieciem. Jestem nic nie warta. Jestem używaną rzeczą. Jestem niczym. Jestem zła. Jestem nieczysta, brudna, ochydna, obrzydliwa, odrażająca, wstrętna. Nienawidzę siebie. Nie mogę na siebie inaczej patrzeć niż z nienawiścią. To wszystko mnie zabija. Nie mam już siły walczyć. Kilka bliskich mi osób wie, ale nie rozumieją bo tego nie przeszły. Kilka z nich mnie opuściło. W tym jedna przyjaciółka, która przeżyła to samo. Liczyłam na to, że mi pomoże, że znając ten ból, wiedząc jak to jest, pomoże mi trochę zmniejszyć to cierpienie, ale gorzkie było moje rozczarowanie.
Moja dusza rozpadła się na strzępki, nie wiem jakim cudem jeszcze żyję. Nie jestem już człowiekiem. Jestem cieniem. Jestem żywym trupem. Boję się wyjść z domu, bo już raz go spotkałam, on mnie śledzi...boję się zostać w domu, bo może mnie znaleźć i zrobić to znowu...boję się zasnąć bo może mi się przyśnić. Nic mi się już nie chce, nie mam apetetu. Boję się. Dzień w dzień udaję, że gwiżdżę na wszystko, że mam zayebiste życie, a w nocy łkam tak długo, aż zasnę. Chcę umrzeć...Wiele razy próbowałam odebrać sobie to kurewskie życie...

................

Brak mi słów na to, co Cię spotkało. To co się stało nie jest Twoją winą! Oczywiście, żeby się pozbierać potrzebna Ci jest wsparcie kogoś, kto pomoże Ci wyjść z tego... Skoro jesteś wierząca to wiesz, że Bóg jest z Tobą, że cierpi razem z Tobą... Catwoman polecała pewien film, który może trochę Ci pomoże.
Tytuł:
"Nieokiełznana miłość" (Darrena Wilsona).

Bo ja właściwie po to tu zajrzałam, żeby napisać moje wrażenia po obejrzeniu. Świetnie mi ten film przypomniał o Bożej miłości. Pod kątem takim informacyjnym to akurat niewiele mnie zaskoczyło, bo albo znałam takie sytuacje z opisów znajomych albo sama byłam ich świadkiem. Mimo że ma co prawda wydźwięk protestancki (nie mam o to pretensji oczywiście wink ), to jest wart obejrzenia przez każdego. Mam tylko jedno ale... Jedyne co tak naprawdę sprawiło, że czułam się przybita po tym filmie to skala zła, która jest tam pokazana. Jak szatan potrafi stłamsić człowieka, odebrać mu poczucie wartości. Jak niektórzy tego nie widzą... Do wielu z tych ludzi nikt nie dotrze, bo nie zdąży... Przy takich myślach się obawiam co będzie gdy stracę kiedyś z oczu Boga... A nie ma nic gorszego niż taki lęk.

Żeby nie było: i tak Bóg zatriumfuje smile

''Być czy mieć?
Być z tym, co się ma.''

138

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
mysterious_chocolate napisał/a:

zacznijmy, że moje dzieciństwo było jedną wielką kpiną w sensie dosłownym i przenośnym. W sensie dosłownym - ludzie, których spotykałam na swojej drodze w tym momencie swojego życia bardzo zniszczyli moje poczucie własnej wartości poprzez chamstwo i fałszywość. Przyjaciółki, które niby miałam okazały się sukami, podstępnymi żmijami, którym byłam potrzebna jako zabaweczka lub zwierzątko doświadczalne jak kto woli. (Wmówiły mi, że jestem do niczego, że jestem brzydka a moje włosy to garść kudłów, że nikt mnie nie zechce. Choć w przebłyskach świadomości wiem, że to nie prawda - jestem śliczną dziewczyną i mam cudowne włosy, długie, gładkie, delikatnie kręcone. I tych włosów mi właśnie zazdroszczą takie kwoki. Tak przynajmniej mówi moja mama. Co nie zmienia faktu, że mam to wbite do głowy, choć wiem, że to nie prawda. Wiem, że brak w tym logiki. Poprostu wchłonęłam to jak gąbka i nie mogę z siebie wyprzeć) W sensie dosłownym - nie miałam nikogo bliskiego poza rodzicami, ale oni się nie liczą bo jednak każdy potrzebuje kogoś z kim może pogadać(w kontekście rówieśników). Każdy zawsze mnie zlewał. ,,Przyjaciółki'' cieszyły się, że mają kim manipulować, bo ja idiotka zrobię wszystko co one mi karzą, bo tak bardzo pragnę ich akceptacji i przyjaźni. To się może wydawać głupi problem, ale ja naprawdę cierpiałam(i cierpię dalej) z tego powodu. To było w podstawówce. W gimnazjum było to samo. Poszłam do nowej szkoły, z nadzieją, że tam nikt nie będzie mnie osądzał. I sytuacja się powtórzyła. Z tym, że w gimn do dręczenia przyłączyli się chłopcy. Tak jak w podstawówce tak w gimnazjum większość klasy mnie wyzywała i traktowała jak śmiecia. Nawet fajne przezwisko mi wymyślili - pies. Zamknij mordę psie! - ileż razy ja to słyszałam. I wtedy zaczęłam się ciąć. Na początku małe ranki, potem wielkie sznyty. Mam kilka takich długich wzdłuż dłoni. Najgorsze jest to, że je widać. Ludzie je widzą i drwią, że jestem emo bo się cięłam. W liceum...już mnie tak nie boli wrogość klasy. Przywykłam. Ale nie potrafię zrozumieć, co robię nie tak, że zawsze im jestem dla kogo milsza, im lepszą staram się być przyjaciółką, tym bardziej większość się ode mnie odsuwa. Są osoby, które wiedzą o mnie bardzo dużo, a w miarę upływu czasu się od Ciebie odsuwają. To boli, gdy najpierw deklarują Ci, że nie ma dla nich nic ważniejszego niż ty, a potem nagle znikają. I tak dziwnym trafem są blisko innych, nowych znajomych, a dla Ciebie nie mają czasu. I zawsze znajdują jakieś logiczne wytłumaczenie. A ty czujesz, że jest nie tak. Widzisz, z jaką czułością odnoszą się do Ciebie, a czego brakuje w waszej relacji. Już nie ma tego ciepła, tej bliskości. Już nie jesteś ,,kochaniem'' a kimś zwykłym, kogo nie można nazwać nawet dobrym znajomym...nie wiem czy wiesz o co mi chodzi...I to się tak ciągnie, zawsze jest to samo...najpierw jest euforia bo oto się cieszę, że w końcu mam kogoś, na kim mogę polegać bez względu na wszystko, kto mnie zaakceptuje. A gdy taka osoba odkrywa, że nie jestem idealna, zaczyna mnie traktować inaczej. I choć staram się być dobrą przyjaciółką, wspierać, pomagać, to tego się nie widzi. Już ta osoba nie chce dzielić się swoim życiem, nie odpisuje, nic...Czasem mogę powiedzieć, że ignoruje...
Brak mi wiary w siebie przez te wszystkie sytuacje kiedy mi wmawiano,  że jestem do niczego. Nie wierzę w to, że ktoś mógłby mnie pokochać. Z jednej strony, gdy jakiś chłopak zwróci na mnie uwagę, cieszę się jak dziecko, a z drugiej doszukuję się chęci wykorzystania mnie. Przynajmniej do tej pory tak było, bo teraz z pewnych powodów izoluję się od płci męskiej. Nie wierzę już tak naprawdę nikomu. Tęsknię za bliskimi, którzy odeszli. Tak bardzo brakuje mi babci. Tak bardzo chciałabym móc się do niej przytulić i powiedzieć jej jeden jedyny raz, że ją kocham. Nigdy tego nie zrobiłam, czego żałuję i będę pewnie żałować do końca życia. Ona jedna kochała mnie jak nikt, byłam dla niej całym światem. Z rodzicami nie mogę się dogadać, choć wiem, że mnie kochają.
Brakuje mi drugiej osoby, takiego przyjaciela na dobre i złe, o którym wiedziałabym, że jestem dla niego najważniejsza, że nie ma dla niego nic ważniejszego niż ja. Zawsze byłam na którymś miejscu z kolei. Dodatkiem. Te wszystkie porażki wciąż mnie utwierdzają w przekonaniu, że nie dane mi będzie kogoś takiego poznać.
Czarę goryczy przepełnia fakt, że w tamtym roku spotkało mnie coś, co nigdy miało się nie zdarzyć. Nigdy nie myślałam, że to mi się przydarzy. Zostałam zgwałcona i to tak brutalnie, że większości z tego co się działo nie pamiętam. Wyparłam to z mózgu. Jak teraz się zastanawiam i próbuję sobie przypomnieć to nie jestem w stanie nawet powiedzieć, czy nie było ich kilku...nie pamiętam...w nocy powraca do mnie twarz albo twarze, wszyskie szczegóły, a gdy się budzę wszystko zapominam. Byłam dziewicą. Chciałam tej jednej jedynej osoby. Tego ukochanego, z którym przeżyję pierwszy raz. Teraz jestem szmatą. Śmieciem. Jestem nic nie warta. Jestem używaną rzeczą. Jestem niczym. Jestem zła. Jestem nieczysta, brudna, ochydna, obrzydliwa, odrażająca, wstrętna. Nienawidzę siebie. Nie mogę na siebie inaczej patrzeć niż z nienawiścią. To wszystko mnie zabija. Nie mam już siły walczyć. Kilka bliskich mi osób wie, ale nie rozumieją bo tego nie przeszły. Kilka z nich mnie opuściło. W tym jedna przyjaciółka, która przeżyła to samo. Liczyłam na to, że mi pomoże, że znając ten ból, wiedząc jak to jest, pomoże mi trochę zmniejszyć to cierpienie, ale gorzkie było moje rozczarowanie.
Moja dusza rozpadła się na strzępki, nie wiem jakim cudem jeszcze żyję. Nie jestem już człowiekiem. Jestem cieniem. Jestem żywym trupem. Boję się wyjść z domu, bo już raz go spotkałam, on mnie śledzi...boję się zostać w domu, bo może mnie znaleźć i zrobić to znowu...boję się zasnąć bo może mi się przyśnić. Nic mi się już nie chce, nie mam apetetu. Boję się. Dzień w dzień udaję, że gwiżdżę na wszystko, że mam zayebiste życie, a w nocy łkam tak długo, aż zasnę. Chcę umrzeć...Wiele razy próbowałam odebrać sobie to kurewskie życie...

o rany hmm

Czy Ty bylas z tym na policji?! Kurcze!! i Ty go spotykasz?!
to straszne hmm sad

przezycia z dziecinstwa sa przykre i tez sie odbijaja na naszej psychice, bo ja tez w podstawowce bylam taka o zwykla, w gim taka o zwykla, a w LO gdy sie wzielam za siebie wszyscy mnie kochali ;-) pf.. i zrozumialam wtedy jacy ludzie sa pusci, i tych z podstawowki/gim to mam gleboko w d.... teraz coprawda znowu mamzla samoocene, ale to z innych powodow, niewazne.

ale mysle ze u Ciebie glowna przyczyna Twojego stanu jest to co sie stalo sad cholera.. az mam lzy w oczach jak sobie o tym pomysle

139

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Ja już polecałam na innym wątku, ale polecę raz jeszcze film pt."Spotkanie" ("The Encounter") -- ukazujący subtelnie i obrazowo troskę Boga o każdego człowieka na tym świecie i to, co On dla każdego ma; wystarczy przyjąć tę szklankę z wodą, którą On podaje smile

140

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Catwoman, ja znajdę czas to też zobaczę.

''Być czy mieć?
Być z tym, co się ma.''

141

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Witam. Od niedawna jestem zarejstrowana na tym forum i cieszę się, że je znalazłam.
Jestem mężatką, mam dzieci, pracuję,ale mam czas i lubię pomagać innym. Nie chodzi mi tylko o pomoc materialną czy finansową, ale poradnictwo powiedzmy "duszpasterskie". Napisałam w cudzysłowiu, bo duszpasterstwo bardziej kojarzy mi się z usługą np. księży. Nie jestem też z wykształcenia psychologiem ani psychoterapeutą (mam wykształcenie pedagogiczne). Myślałam nawet o kursie psychoterapii, ale na razie nie mam na to funduszy. Jestem osobą wierząca i lubię słuchać...

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

a ostatnimi czasy przyjaciółka, której się z tego zwierzyłam stwierdziła, że ją okłamałam...powiedziałam jej, że pewnego razu widziałam go w autobusie...z resztą nie ważne...nikomu nie można ufać, bo każdy chce cię zranić

143

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Hej Jola70 smile Wiem już, że jestem Metodystką, żoną pastora; witaj i jak tylko chcesz się czymś podzielić: nie wahaj się! smile

144

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Bardzo Ci dziękuję.

145

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Ja osobiscie nie jeden raz przekonalam sie, ze Wiara to ogromna sila !
Ten na gorze wie co robi i nikogo z nas nie chce krzywdzic smile

146

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
Wera90 napisał/a:

Ja osobiscie nie jeden raz przekonalam sie, ze Wiara to ogromna sila !
Ten na gorze wie co robi i nikogo z nas nie chce krzywdzic smile

Wreszcie jakiś pozytywny głos big_smile

147

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Tak, w tym temacie ode mnie zawsze smile
Czasem zastanawiam sie czy ze mna napewno wszystko ok bo uwazam, ze moja wiara jest bardzo silna, a z drugiej strony zdaje sobie sprawe, ze malo ludzi wierzy ¨doglebnie¨ i tak z serca, dla mnie slowo ¨wierze¨ to nie tylko chodzenie do Kosciola smile

148

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Wera90 a jakiego wyznania jesteś? I czy zawsze w tym własnie byłaś?

149

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Rzymsko-Katolickie, tak zawsze, bardzo interesuje sie Islamem i tamtejsza kultura, co nie zmienia faktu, ze wiary napewno nie zmienie smile

150

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

wiary czy wyznania ;p Oj nigdy nie mów nigdy smile Jak się otworzysz na prowadzenie Boga to różnie może być big_smile
A skąd to zainteresowanie Islamem?

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

jeśli chodzi o mnie to wierzę...bo tak
sama nie umiem tego wyjaśnić dlaczego tak jest, bo po takich przeżyciach jak moje niejeden zwątpił w Boga

152

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
mysterious_chocolate napisał/a:

jeśli chodzi o mnie to wierzę...bo tak
sama nie umiem tego wyjaśnić dlaczego tak jest, bo po takich przeżyciach jak moje niejeden zwątpił w Boga

.... a niejeden by uwierzył wink

153

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

OO przepraszam za blad smile natlok mysli smile

Jakis czas temu przypadkowo trafilam na artykul o tej tematyce, od tamtej pory im wiecej czytalam na ten temat tym wieksze bylo moje zainteresowanie smile

Mogla bym pisac o tym godzinami, dodam tez, ze Afryka od zawsze bylam zafascynowana smile

154

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

A miałaś okazję poznać sprawy "od kuchni" ?

155

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Oczywiscie smile

A co konkretnego Cie interesuje?

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

po czymś takim? Wtedy najbardziej się pojawiają myśli typu ,,Gdzie jest ten Bóg?''

157

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
mysterious_chocolate napisał/a:

po czymś takim? Wtedy najbardziej się pojawiają myśli typu ,,Gdzie jest ten Bóg?''

A moze wlasnie to mial byc czas na przemyslenia?
Moze chcial Ci w ten sposob cos przekazac?
On jest LASKAWY i SPRAWIEDLIWY, pamietaj o tym..

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

W takim razie to musiała być kara...choć trudno mi to zrozumieć bo nie sądzę, bym zrobiła cokolwiek co zasługiwałoby na taką karę
ale...może jestem za głupia

159

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Nie mozesz tez mowic w ten sposob..
Uwierz tak prosto z serca a zobaczysz, ze bedziesz miala inne podejscie..

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

w co mam uwierzyć? W Boga już wierzę, nic innego nie ma sensu
no to musiała być kara, inaczej tego nie widzę
robisz coś źle-doświadczasz zła
przecież nikt nie powiedział, że kara musi być adekwatna do czynu

161

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Moze jest Ci ciezko w Niego uwierzyc po tym co przeszlas, ale on naprawde Pomaga, zawsze jest z nami..
Przeciez nawet kiedy sie modlimy padaja slowa ¨Za dobre wynagradza a za zle karze¨
Absolutnie wierze w Jego sprawiedliwosc i jestem pewna, ze przyjdzie taki dzien, ktory odmieni Twoje zycie na lepsze, uwierz w to ! smile
I glowa do gory ! smile

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

ja wierzę w Boga
ale nie w to, że będzie lepiej, teraz może być jedynie gorzej
właśnie, skoro za złe karze, to mnie też ukarał

163

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Dlatego powinnismy tych zlych czynow popelniac jak najmniej, wiecej dobrych smile

164

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Ah i na miejscu tego czlowieka, ktory tak Cie skrzywdzil balabym sie ¨Dnia Ostatecznego¨ !

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

nie popełniłam dużo złych czynów
ludzie grzeszą o wiele bardziej i jakoś ich to nie spotyka

166

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Ich tez dosiegnie Sprawiedliwosc Reki Boskiej w odpowiednim czasie!

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Teraz częściej myślę o śmierci
nie umiem wyjść z dołka
nie mam powodów do życia

168

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Pamietej tez, ze to Bog daje Zycie i tylko on ma prawo je odebrac..
Chciala bym Ci jakos pomoc, jest cos co moge zrobic?

169

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

To zaszło za daleko smile Bóg nie każe. I nie chce czyjejkolwiek zguby, nieszczęścia i choroby. Bóg dał nam wolną wolę, dał nam rozum a misz-masz zrobił się przez to sam.
Nie jesteśmy jednostkami samotnie żyjącymi na świecie, mamy na co dzień do czynienia z ludźmi, którzy mają tak samo wolną wolę jak my i różni ludzie różnie ją wykorzystują.

Bóg nigdy nie obiecał, że przez życie będzie łatwo przejść, ale obiecał, że we wszystkim można na Niego liczyć. Cała Biblia pełna jest takich obietnic i warto z nich korzystać, a przede wszystkim: warto dbać o codzienną relację z Nim-najwspanialszym Tatą smile

170

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

No oczywiscie, zgadzam sie jak najbradziej, dlatego warto poglebiac wiare smile

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

dlaczego mam się zmuszać do życia, skoro go nie chcę?
możesz się pomodlić bym odzyskała spokój? inaczej chyba nie jesteś w stanie mi pomóc, ja już sobie nie radzę, Bóg nie wysłuchuje moich próśb

172

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Oczywiscie, Pomodle sie..

173

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga
mysterious_chocolate napisał/a:

dlaczego mam się zmuszać do życia, skoro go nie chcę?
możesz się pomodlić bym odzyskała spokój? inaczej chyba nie jesteś w stanie mi pomóc, ja już sobie nie radzę, Bóg nie wysłuchuje moich próśb

Czy istnieje choć 1 powód na świecie, za który jesteś w stanie.... dziękować?

Odp: Netkafejka Wierzących w Boga

Nie wiem, za to na pewno mam powody by nie chcieć żyć
nikt mnie nie rozumie, nikt...jestem sama wśród ludzi
cierpię samotnie, bo nie ma nikogo, kto by mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze
nie ma i nie będzie

Posty [ 117 do 174 z 623 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Wierzących w Boga

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018