Entropia, w wieku 23 lat człowiek jesczze tak naprawdę niewiele o życiu wie i dopiero się do niego przygotowuje. Dobrze, ze teraz a nie później.....przynajmniej ma czas ze sobą coś zrobić. A co jeśli "obudzisz się" w wieku 30-35 lat? Ciężej znaleźć pracę bez doświadczenia....
Podobne tematy
Masz rację, że lepiej wcześniej niż później. Pewnie gdyby rzecz działa się w Warszawie albo w jakimś innym dużym mieście szybko znalazła by pracę, zajęła się sobą i zapomniała. Ale w naszej rodzinnej miejscowości pracy szuka się bez skutku latami, a bez grosza przy duszy i z małym dzieckiem już nie wyjedziesz. Trochę tak skreśliła się na starcie.
Tak że bycie kurą domową.... może fajne jest, ale warto jednocześnie umieć być zaradnym, bo nigdy nie wiadomo, co człowieka w życiu spotka- choćby śmierć współmałżonka: żywiciela rodziny.
Czesc dziewczyny...ja juz od 15 lat jestem kura domowa i mam juz tego dosc ...chciałam coś zmienić w swoim zyciu i krach zmieniło sie ...od14 lat jetem matka zona kucharka sprzataczka itp ale to nic od 4 lat pracuje ...na 4 etatach ...i chyba wolałabym byc ta kurą domowa
ale wiecie co nie to jest najgorsze ...... najgorsze jest to że ani wtedy ani teraz nie mam czasu dla przyjaciół
dlaczego nie masz czasu dla przyjaciół?ja jestem taka kurą od 11 lat i mam czas na wszystko,to że zajmuje sie domem i dziećmi nie ogranicza mnie w niczym,kiedy mam ochote na spotkanie ze znajomymi to to robię,kiedy chce gdzieś jechać dla rozrywki to jadę(mieszkam na wsi),kilka razy w miesiącu robie wypad do większego miasta np.na zakupy,do fryzjera,czy tak po prostu aby wyjść do ludzi:)nauczyłam sie tego, że jak sie raz czy dwa nie posprząta czy obiadu nie ugotuje to nikomu krzywda sie nie stanie,to że nie pracuje zawodowo nie oznacza że mam od świtu do nocy pucować dom,usługiwać facetowi i dzieciom i nie mieć nic dla siebie
Jak masz możliwość robić sobie wypady to super, ale pamiętaj że chociażby mężowie są różni. Są tacy, którzy płacą i wymagają, a jak sobie nie zarobiłaś to krzywo patrzy na wydatki choćby na fryzjera.
Jakbyś wyszła za mojego szwagra to byś się rozliczała z za drogiego cukru i nie byłoby że nie ma obiadu. ![]()
Jak masz możliwość robić sobie wypady to super, ale pamiętaj że chociażby mężowie są różni. Są tacy, którzy płacą i wymagają, a jak sobie nie zarobiłaś to krzywo patrzy na wydatki choćby na fryzjera.
Jakbyś wyszła za mojego szwagra to byś się rozliczała z za drogiego cukru i nie byłoby że nie ma obiadu.
oj mój facet też jest czasami po prostu chytry,on twierdzi że trzeba oszczędzać każdy grosz i odkładać,no niby racja ale z drugiej strony nie można całe życie sobie wszystkiego odmawiać,też ma takie napady że wypomni mi te 50 zł za fryzjera np,a nieraz jest tak że daje mi od 500zł do tysiąca i mam sobie iść i kupić co będę chciała
kiedyś jak mnie wkurzył ta swoja gadka na temat pieniędzy,powiedziałam że z miłą chęcią pójdę do pracy ale on poszuka opiekunki do dzieci(jedno ma 1,5 roku więc na przedszkole jest za małe)i gosposi do domu,bo ja będę tylko pracowała a to co zarobie wydam na co będę chciała,no w końcu skoro on wraca z pracy i nic nie robi to ja też mogę:)
z zakupami jest tak że kiedyś się pytałam czy mogę kupić to czy tamto,teraz idę i kupuję,zresztą od dawna robi zakupy ze mną lub sam nie raz i wie jak wszystko jest drogie,idzie się do sklepu wyda 100 zł a w koszyku prawie nic nie ma i lodówka dalej pusta:)
prawdę mówiąc gdyby mieli płacić kurom domowym za to co w domu robią,opiekują się dziećmi i załatwiają milion innych spraw,pewnie zarobiłyby niekiedy więcej od facetów
lena812 a nie możecie zatrudnić niani? Każda znajoma para tak zrobiła- by kobieta mogła iść do pracy. Miesięczny koszt niani to 800 zł ,jak 2 dzieci to około 1100-1200zł- a kobieta przynajmniej nie marnuje się w domu.
niestety nie opłaca mi się takie rozwiązanie bo tu gdzie mieszkam w ogóle jest tragicznie z pracą ,ludzie po studiach siedza na kasie w markecie albo na bezrobociu,a jak już bym pracę znalazła to i tak za najniższa krajową więc bez sensu jest iść pracować na obca osobę która zajmie się moimi dziećmi,a ponadto szukałam pracy i pierwsze podstawowe pytanie brzmiało "czy mam dzieci albo czy planuję"a potem było jak coś to zadzwonimy,nie chcą zatrudniać bo wiedza że zaraz zaczną się zwolnienia itp
najlepsze jest to że mieszkam co prawda w jednym domu ale na osobnych mieszkaniach z teściową,i znam jej odpowiedź na pytanie czy opiekowała by się dziećmi gdybym chciała iść do pracy?jej odpowiedź jest taka że swoje dzieci wychowała a wnuki są dobre tylko na 2 dni:
)fakt z jednej strony to racja bo dlaczego mamy jej wciskać wnuki na siłę:)
Jak masz możliwość robić sobie wypady to super, ale pamiętaj że chociażby mężowie są różni. Są tacy, którzy płacą i wymagają, a jak sobie nie zarobiłaś to krzywo patrzy na wydatki choćby na fryzjera.
Jakbyś wyszła za mojego szwagra to byś się rozliczała z za drogiego cukru i nie byłoby że nie ma obiadu.
Czyli bycie "kurą domową" (nienawidzę tego określenia, jeśli się tak idiotycznie same nazywacie, to nic dziwnego, że traktowane jesteście jak kury w kurniku) równa się byciu służącą? Co to znaczy, że mąż płaci i wymaga??? Oczy mi na wierzch wychodzą jak to czytam ...
absolutnie u mnie nie ma czegoś takiego jak bycie służącą,nie ma robienia śniadanka facetowi(i do pracy i w domu),nakładania obiadku na talerz,sprzątania po nim itd,określenie kura domowa jakoś tak się przyjęło:)
to ja decyduje czy jest w domu posprzątane,ugotowane itd,nie chce mi sie gotować to nie robię tego nikt przez jeden czy dwa dni nie umrze z głodu,kiedy gdzies wychodzę to nie spowiadam sie gdzie idę czy jadę ani o której wrócę,
to ze siedzę w domu nie oznacza że jestem pozbawiona prawa do własnego życia,myślenia i robienia co chcę
sierpniowa jakkolwiek nie akceptowałabyś takiej rzeczywistości, to mężczyzn, którzy uważają, że jak płacą to mają prawo wymagać jest w tym kraju całkiem sporo.
sierpniowa jakkolwiek nie akceptowałabyś takiej rzeczywistości, to mężczyzn, którzy uważają, że jak płacą to mają prawo wymagać jest w tym kraju całkiem sporo.
Dlatego ja się od takich trzymam z daleka i Wam wszystkim też radzę.
To nie takie proste, choćby dlatego że ludzie czasem udają. Kogoś lepszego niż są. A do tego się zmieniają. Ktoś może być super, a w momencie kiedy kobieta zostanie na jego utrzymaniu coś mu się w głowie przestawi, zacznie go wkurzać, że żona wydaje jego ciężko zarobione pieniądze na pierdoły. To nie takie proste, że z danymi facetami się zadajesz, a z danymi nie. Życie się różnie układa.
Oj tak, życie się różnie układa.
Kiedyś w sklepie byłam świadkiem awantury, którą mąż zrobił żonie, gdy sięgnęła po krem do twarzy. "...wydajesz MOJE pieniądze na głupoty..."
Albo niepracująca żona ogarnia dom i dzieci, a mąż się....zakochał i odchodzi. Razem ze swoim kontem w banku.
Lub redukcja w firmie i mąż traci pracę.
Albo jak moja matka - ciężko chory, sparaliżowany mąż w zakładzie opiekuńczym i razem z nim 70% jego emerytury.
Czasem też nawet młodzi ludzie chorują i umierają. Albo giną w wypadkach drogowych. To przykre, ale się zdarza.
I co wtedy?
Dlatego każdej "kurze domowej" radzę, żeby pomyślała o sobie i swoim bezpieczeństwie. Na wszelki wypadek. Bo życia nie da się zaplanować na dziesiątki lat naprzód.
Oj tak, życie się różnie układa.
Kiedyś w sklepie byłam świadkiem awantury, którą mąż zrobił żonie, gdy sięgnęła po krem do twarzy. "...wydajesz MOJE pieniądze na głupoty..."
Albo niepracująca żona ogarnia dom i dzieci, a mąż się....zakochał i odchodzi. Razem ze swoim kontem w banku.
Lub redukcja w firmie i mąż traci pracę.
Albo jak moja matka - ciężko chory, sparaliżowany mąż w zakładzie opiekuńczym i razem z nim 70% jego emerytury.
Czasem też nawet młodzi ludzie chorują i umierają. Albo giną w wypadkach drogowych. To przykre, ale się zdarza.
I co wtedy?
Dlatego każdej "kurze domowej" radzę, żeby pomyślała o sobie i swoim bezpieczeństwie. Na wszelki wypadek. Bo życia nie da się zaplanować na dziesiątki lat naprzód.
powiem Ci ze ja wychodzę z założenia że "co ma być to będzie"
w jakiś tam sposób jestem zabezpieczona w razie czego,już było raz tak że facet mój pół roku nie miał pracy i żyliśmy na normalnym poziomie,choć wiem ze nie każdy tak może
gdybym chciała iść teraz do pracy to przez najbliższe 2 lata nie mam takiej szansy bo mam małe dziecko, które jest za małe na przedszkole a opiekunka raczej mi się nie opłaca,bo trzeba jej zapłacić sporo a do tego dojazdy do pracy więc wychodziłabym na zero albo nawet na minusie,przyjdzie pora to znajdę pracę,nic na siłę
marena7 też jestem tego zdania, mnie to matka zawsze powtarzała i ja mówię to innym. Oczywiście, że co ma być to będzie..... że np. nawet jeśli 2 osoby pracują, dobrze zarabiają, może nadejsc poważna choroba np. nowotwór, która czasem pochłonie oszczędności życia ale to są te rzeczy, których przewidzieć się nie da- jak dla mnie.
Utratę pracy, ewentualne odejście faceta, chęć wyjazdu na wakacje chociażby- to się przewidzieć da i warto mieć komfort psychiczny że COŚ robię, dokładam się do utrzymania rodziny i nie zostanę na lodzie w razie czego.
powiem Ci ze ja wychodzę z założenia że "co ma być to będzie"
w jakiś tam sposób jestem zabezpieczona w razie czego,już było raz tak że facet mój pół roku nie miał pracy i żyliśmy na normalnym poziomie,choć wiem ze nie każdy tak może
gdybym chciała iść teraz do pracy to przez najbliższe 2 lata nie mam takiej szansy bo mam małe dziecko, które jest za małe na przedszkole a opiekunka raczej mi się nie opłaca,bo trzeba jej zapłacić sporo a do tego dojazdy do pracy więc wychodziłabym na zero albo nawet na minusie,przyjdzie pora to znajdę pracę,nic na siłę
Wole zaczynac kariere raczej wczesniej niz pozniej. Bo nie ukrywajmy ale nie zaimponuje sie zadnemu pracodawcy umiejetnoscia swietnego gotowania i sprzatania na 3 frontach jednoczesnie
w wieku 30 lat.
Unikam jak ognia odpowiedzialnosci kury domowej bo jednak to jest jak dla mnie upokarzajace...Proszenie sie o kazda zlotowke i tlumaczenie z kazdego rachunku czy zakupu... Za bardzo cenie sobie swoja niezaleznosc zebym miala sie godzic na takie cos.
Nie ukrywam, że bardzo nie chciałabym takiego rozwiązania. Pominę, że lubię pracować i lubię mieć wspólne pieniądze z moim chłopakiem (nie na zasadzie wspólne to to, które tylko on zarobił, ale ime, że mam jakiś wkład, nawet jak dużo mniejszy). Po drugie uwielbiam z nim wspólne sprzątanie, gotowanie, dlaczego miałabym to wszystko brać na siebie, gdy nieraz to jest ciężka praca fizyczna i wiem, że mogę na niego liczyć ![]()
Ja mam pytanie do kobiet pozostających w domu: Jak wyobrażacie sobie swoje życie w przypadku śmierci męża? Nie obawiacie się tego, że zostaniecie bez niczego?
Byłam "kurą" ale chyba taką trochę inną przez dwa i pół roku.Kiedy urodziłam dziecko miałam ten komfort,że nie musiałam iść od razu do pracy.Ale że nie jestem przyzwyczajona do proszenia o kasę męża i spowiadania się na co wydałam to odkąd moja córka skończyła dwa miesiące udzielałam korepetycji.Kasy nie było dużo ale starczało na moje wydatki i jakieś ekstra prezenty dla dziecka.
Wielką zaletą tego,że byłam w domu był fakt,że moje dziecko miało stabilne dzieciństwo-dzień był powtarzalny do znudzenia ale dzięki temu była spokojna i widziałam,że bardzo jej to służy.Zaletą było też,że mimo,że wstawałam tak jak większość ludzi pracujących miałam okazję na drzemkę popołudniową z córką:)
Nauczyłam ją wielu rzeczy,systematycznie bawiłyśmy się Domanem co zaprocentowało umiejętnością czytania w wieku czterech lat i ośmiu miesięcy.Moje dziecko dzięki przebywaniu ze mną jest zrównoważone emocjonalnie i mamy świetną więź i kontakt.
Miałam czas na wiele rzeczy- podyplomówkę,wiele książek,lekcje śpiewu.
Przyznam,że nawet ta powtarzalność mi nie przeszkadzała.Kiedy teraz o tym myślę wydaje mi się,że to były piękne chwile:)
88 2013-02-11 22:49:09 Ostatnio edytowany przez lena812 (2013-02-11 22:50:07)
Ja mam pytanie do kobiet pozostających w domu: Jak wyobrażacie sobie swoje życie w przypadku śmierci męża? Nie obawiacie się tego, że zostaniecie bez niczego?
ja nie,z racji pieniędzy które są odłożone i starczą mi i dzieciom na długo,a już na pewno na czas do kiedy znalazłabym pracę, a wiadomo że z dnia na dzień się jej nie dostanie,
zwłaszcza że mieszka się w rejonie największego bezrobocia w kraju
co do kury domowej na dzien dzisiejszy muszę siedzieć w domu bo nie mam co zrobić z 2 letnim synem,przedszkole od 3 roku życia,kawałek od domu,na opiekunkę zarabiać nie będę bo to co bym zarobiła poszłoby na nią i ewentualnie na dojazdy do pracy
zresztą wyżej juz napisałam coś na ten temat ![]()
Ja mam pytanie do kobiet pozostających w domu: Jak wyobrażacie sobie swoje życie w przypadku śmierci męża? Nie obawiacie się tego, że zostaniecie bez niczego?
Witam jakis czas się zalogowalam na tym forum i podczytuję to tu to tam ,mój nick to Kuradomowa .
Jestem kurą domową nie z wyboru ale z przymusu ," siedzę " w domu i "nic nie robię " juz od 18 lat odkad urodziłam syna.
miałam plany ,marzenia i co? szlak je trafił .
Syn jest niepełnosprawny
Moje całe życie toczy sie wokół niego, wszystko podporzadkowane jest pod dziecko .
Mąż całymi dniami pracuje by zarobić na rehabilitację ,lekarzy ,wyjazdy .
O przyszłości myśle tylko w czarnych kolorach
Co z synem jak nas zabraknie, co z nami jak się coś mężowi stanie (ma niebezpieczna pracę )
Dostałam depresji a przecież cały czas muszę być na pełnych obrotach .
Rok temu zapisałam się do policealnej szkoły zeby na mała chwilę odetchnąc psychicznie (2 razy w miesiącu nam zajęcia) i spotkac się z ludźmi ,,,,,
pozatym przez te moją szkołę "zmusiłam " męża o spędzanie więcej czasu z synem , bo nie wiem ile by musial pracować to i tak nie "uzdrowi " dziecka .(choć dziecko ma juz 18lat to i tak całe życie będzie dzieckiem )
Tak chciałabym pracować obojętnie gdzie nawet za minimalną płacę , kontaktować się z innymi ludźmi ,
boje sie naszej przyszłości
Tak więc jestem Kurądomową pełna gębą.
Może trochę chaotycznie napisałam swój post ale wybaczcie musiałam wywalic ten mój cały żal i strach ze jak męza zabraknie to zostane z niczym .
Znam też dwa inne przypadki u koleżanek.Co do tematu to wypowiem się w kontekście tego co stało się u bliskiej rodziny męża. Kobieta po 20 paru latach bycia w domu codziennego prania, prasowania, odkurzania dwa razy dziennie została kopnięta w tyłek, jak się spotka z ex to ten jej tylko ubliża na ulicy i teraz z trudem stara się podołać sytuacji - została z 500zł alimentami i nie ma szans na zatrudnienie - zero doświadczenia zawodowego i wiek prawie 50 lat.Dom trzeba co miesiąc opłacić i przez pół roku naprawdę nie miała co jeść. Na starość nie będzie miała żadnej renty ani emerytury.W czasie sprawy rozwodowej Pani mecenas ex męża pastwiła się nad nią i szyderczo pytała dlaczego przez tyle lat nie poszła do pracy skoro jest i była zdrowa. Oczywiście mężulek fakt, że utrzymywał żonę całe ich wspólne życie cały czas wykorzystywał i mówił, że jej praca nie interesowała a on biedny musiał się zaharowywać. Powiem Wam, że nikt potem nie będzie pamiętał, że pucowałyście podłogę co dwa dni, dzieci często niestety nie podziękują matce za lata chodzenia za nimi i sprzątania. Za to ojciec zawsze będzie miał w ich oczach większe znaczenie, bo przecież "przynosił pieniądze" a wy "siedziałyście i nic nie robiłyście". To jest może i fajna sprawa, dbać o dom i rodzinę,ale b. niewdzięczna. Pewnie, że dzisiaj między małżonkami jest super, ale nigdy nie wiadomo, co się stanie za 5, 10, 15 lat - czy nie rzuci nas dla innej wypindrowanej laluni. Moje zdanie jest takie, że owszem kiedy trzeba zająć się tylko domem to trzeba to robić, jednak zawsze trzeba brać pod uwagę ten gorszy scenariusz i kobietki pracujcie na tyle ile Wam się uda, bo może i ugotujecie jeden obiad mniej w domu, kurz poleży dzień na szafie, ale zyskacie też coś innego.A wtedy mąż zje ze smakiem ten obiadek przez Was zrobiony, a dzieci będą bardziej stęsknione za mamą, nie przyzwyczajone do tego, że zawsze jesteście na każde ich skinienie.