netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

2 412 odpowiedzi272 074 wyświetleniazałożony przez alinkaaa, 25.07.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Strony Poprzednia 1 … 33 34 35 36 37 38 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 211 do 2 275 z 2 413 ]

2 211

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Najgorsze co mozna zrobić to się nakręcać - bo potem człowiek brnie we własne fantazje zamiast widzieć to co jest naprawdę.

Uzależniona - wszelkie zmiany nie mogą być "dla kogoś" tylko dla siebie samej. Jak chcesz mu udowodnić że się zmieniłaś skoro wcale tak nie jest? Nadal skupiasz się NA NIM, zamiast na sobie, owładnięta, nawet podświadomie myslą  i nadzieją że do Ciebie wróci.


Czasem, czytając historie tutaj zastanawiam się czy ci faceci zwyczajnie (może i nawet nie będać tego świadomym) nie szantażują was emocjonalnie. "Jak będziesz cos ode mnie oczekiwać - ucieknę". I udajcie twarde, silne, byle tylko nie uciekał, a w głebi, pod tą maską jesteście wrakiem.

Jeśli czujecie potrzebę się spotkać to i tak to zrobicie. Ok, ale pod warunkiem że to będzie ten jeden ostatni raz, słuzący wyrzuceniu wszystkiego z siebie i pozbyciu złudzeń, bez bezpodstawnych nadzieji na to że "a może tym razem...". Po prostu definitywne zakończenie pewnego etapu.

Prawda jest naprawdę banalna - zdrowa normalna relacja polega na tym, że druga osoba nas szanuje i sama również o nią zabiega.
Każda oparta na jednostronnej inicjatywie, której towarzyszą stres, niepokój jest chora i należy ją albo zmodyfikować (uwzględnić swoje oczekiwania i potrzeby) albo jak najszybciej z niej uciekac.
Zastanówcie się czego oczekujecie od danej relacji i czy te potrzeby są w niej na chwile obecna zaspokojone.
Nie bójcie się stracić, czegoś czego tak naprawdę nawet nie macie.
Jeśli komuś zależy - nie pozwoli Wam odejść.

2 212

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Ale dlaczego to my kobiety szukamy pomocy, wsparcia, a po facetach to spływa. Dlaczego to my nie porzucamy, a oni niech się martwią.

Najgorsze są wspomnienia. Przeczytałam tutaj takiego zdanie, nie pamiętam kto je napisał, ale trafne w 100% "Pozwól mu odejść, jeśli wróci tzn że kocha, jeśli nie tzn że nie był CIEBIE wart" z góry przepraszam za błędy w przytoczeniu słów, ale o taki sens chodziło.

2 213

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Jeszcze chciałam napisać, że też miałam ochotę "zdechnąć". Pragnęłam mieć taki wypadek, żeby mieć amnezję, nie pamiętać nic i spokojnie żyć. Ale to chore, że przez kogoś potrafilibyśmy skrzywdzić samych siebie jeszcze bardziej. Dlatego nie możemy się poddawać, same się zastanówmy czy jak do siebie wrócimy to jak długo będziemy szczęśliwi i czy to co było złe nie wróci??

2 214

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Witam,

Już raz, w grudniu, zawitałem na to forum. Trochę od tego czasu się pozmieniało, dlatego chcę spytać was o radę.

link do wątku: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=47399&p=2

W skrócie: zostawiła mnie dziewczyna, i pomimo usilnych rad otoczenia ja nadal chciałem ją odzyskać.
Ogółem, sprawa kończyła się mniej więcej tak. Z racji tego, że ja nadal coś do niej czułem, ale po prostu umierałem z nieodwzajemnionej miłości, za radą użytkowników z tego forum (chyba inny wątek), spakowałem w końcu jej rzeczy i pojechałem do niej mając na celu zakończenie tego wszystkiego. Doradzono mi, żeby dać jej wybór - jakiego ona mi nie dała. Powiedziałem jej wtedy, u niej na mieszkaniu, że nie jestem w stanie być jej przyjacielem i jeśli nie widzi żadnej opcji na "nowy start" i jeśli wie że już nigdy nie będziemy razem - to chcę zerwać kontakt kompletnie.
Reakcja była kompletnie niespodziewana - popłakała się. Wytrąciło mnie to z mojego "planu" - nigdy wcześniej od czasu zerwania nie widziałem jej w takim stanie, w takich emocjach. Cały czas bardziej odczuwałem że jej kompletnie już na niczym, na mnie nie zależy. Rozmawialiśmy do nocy. Spytałem się jej czy nie chciałaby zobaczyć, czy teraz, po przerobieniu tych błędów, jesteśmy w stanie być razem i tworzyć szczęśliwy związek. Odpowiedziała przez łzy, że tak, tego chce. Spytałem czy zdając sobie sprawę z tego jakie błędy popełnialiśmy to czy nadal myśli że popełnialibyśmy je ponownie. Odpowiedziała że wie, że nie, że teraz byłoby inaczej. Mówiła że chciałaby się ze mną spotykać, tak jak było na początku, pójść na spacer, robić wszystkie rzeczy o których zapomnieliśmy w związku. Koniec końców, rozstaliśmy się z rozmową, że dajemy sobie trochę czasu na przemyślenie i potem któreś z nas się odezwie i spróbujemy się spotkać. Po miesiącu czasu odezwałem się nieśmiało, spotkałem się z nią w dzień po jej urodzinach i wręczyłem jej prezent. I nie, nie kupowałem bóg wie czego jak zadurzony cieć - zwykłe kwiaty z małą słodkością, coś co równie dobrze można dać przyjaciółce na urodziny. Choć była zdziwiona to wydaje mi się, że jej się miło zrobiło mimo wszystko. Od tamtego czasu spotkaliśmy się kilkakrotnie, spędziliśmy dużo czasu na przechadzkach po krakowskim Kazimierzu, i wydawało mi się że jest szczęśliwa. Pisze do mnie praktycznie codziennie, prawie zawsze to ona inicjuje rozmowę, wygląda to praktycznie kropka w kropkę jak ten okres gdy się dopiero poznawaliśmy i ani jedna ani druga osoba jeszcze nie czuły się za pewnie żeby wyjść z czymś więcej. Niestety, pisać to my sobie możemy, ale spotkania na żywo nic nie zastąpi. Od ostatniego spotkania minął ponad miesiąc, ani razu spotkanie nie wyszło z jej inicjatywy, cały czas tylko i wyłącznie z mojej. Prawie nigdy termin nie jest odpowiedni, teraz ma sesję i też nie wygląda to zbyt kolorowo. No po prostu - mi czegoś brakuje. Nie wierzę w powrót zakochania poprzez facebooka, no litości... Dodatkowo zaobserwowałem, że chyba próbuje we mnie wzbudzić zazdrość/cokolwiek - jako że oboje pokrętnie interesujemy się takimi rzeczami jak snowboard, zaczęła mi wysyłać klipy świetnych zawodników. Prawie zawsze pojawia się dopisek, że są mega przystojni. Szlag mnie trafia jak to czytam, i chyba musi to czuć bo zazwyczaj po czymś takim odpisuję raczej oschle. No bo cholera - po co robić coś takiego? Może przez te 3 lata wyszedłem z wprawy, ale czy to się drogie dziewczyny nazywa flirt z chłopakiem? Wysyłając klipy ludzi którzy dla niej zawsze pozostaną w formacie youtube czy jpg?
No i pytam was o radę. Co robić w tym momencie. Brakuje mi czegoś cholernie, brakuje mi kolejnego kroku, nie wiem - choćby tego że chwycę ją za rękę i ona jej nie odrzuci. Coś co da mi znać, że to idzie w dobrym kierunku. Minęła już taka kupa czasu, i dalej stoimy w miejscu. Nie mam nawet okazji żeby starać wzbudzić w niej uczucia - po prostu za mało razy się spotkaliśmy, żeby wyskoczyć nagle z czymś bardziej romantycznym i już bezpośrednio nakierowanym na te emocje. Nie wiem kompletnie już co robić, nie wiem jakie przełożenie na rzeczywistość ma obecnie nasza rozmowa gdy jej oddawałem rzeczy - czy ona czasem w międzyczasie nie zmieniła zdania i teraz pisze i spotyka się ze mną od czasu do czasu po to żeby zostać faktycznie "kumplami". Utknąłem, utknąłem cholernie i nie wiem gdzie się ruszyć. Pół roku minęło jak z bicza a ja nadal jestem cholernie zakochany i zdeterminowany, żeby o nią walczyć. Żyję już z tą myślą że jej nie ma, ale każdy wieczór wygląda u mnie tak samo - z myśleniem o niej, jaki ruch następny wykonać. Przyjaciółka radziła mi, żebym postawił sprawę jasno, że tak dalej nie mogę i żeby się określiła. Ale kurczę, to tak nie działa, no bo jakby to wyglądało - spytam się ją o to, a ta nagle wskoczy mi w ramiona, albo nagle chwyci mnie za rękę? Takie rzeczy odbywają się spontanicznie, w życiu nie spotkałem się z jasnym "określeniem etapu" przez dwie osoby. Chciałbym to zrobić, spytać się jej, porozmawiać po raz pierwszy od rozmowy u niej o nas. Bo do tej pory choć flirtowałem z nią, to tematu "nas" nie poruszałem w ogóle. Raczej starałem się znowu pokazać jej że jestem interesującą osobą z którą warto być. Ale z drugiej strony, przez to że pomimo tak długiego czasu tylko kilka razy się spotkaliśmy, boję się spytać i spotkać z odpowiedzią negatywną, bo wyjadę z czymś takim za wcześnie. Kocham i tęsknie za nią strasznie, brakuje mi bliskości jej ciała, brakuje mi tego że nawet jak ją widzę to nie mogę się wtulić w jej włosy i pocieszyć gdy jest zła..

Proszę, pomyślcie o tym i poradźcie coś. Jestem psychicznie wykończony sesją, kłopotami w własnej firmie a ciągła myśl o niej doprowadza mnie do szału. A jak mówili do mnie - nie zakochuj się, to nie słuchałem...

2 215

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

hej riverdrive 2 kupa czasu:DD widze ze sytuacja sie niezle u ciebie zmieniła, a co się stało z tym kolesiem którym się tak szybko pocieszyła?? ( jak pomylilam osoby to sory:) mysle ze twoja przyjaciółka ma racje powinienes sie okreslic a jak ona leci na 2  fronty? pomyslales o tym?

2 216

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Witaj Riverdrive2,

Chciałabym Tobie oraz sobie powiedzieć uciekaj jak najdalej, ale wiem, że to niewykonalne(?) a jeśli nawet to tak trudne, że nie jesteśmy w stanie sami takiej decyzji podjąć.

Moja sytuacja jest taka sama jak Twoja tylko przeszła do kolejnego etapu. Zostałam rzucona, chociaż zostawiona bardziej pasuje. Nie usłyszałam nic złego, nie było to dramatyczne, brzydkie rozstanie. Ot, po prostu. Przez dwa tygodnie zero kontaktu, później przy dwóch spotkaniach dopytywałam, chciałam rozmawiać ale o nic nie prosiłam. Ciągle słyszałam nie wiem, teraz nie, nie umiem Ci powiedzieć, że to koniec ale boję się, że znowu się nie uda. Bolało, ale przestałam rozmawiać. Spotykaliśmy się co dwa, trzy dni, nigdy pierwsza nie zaproponowałam, nie nawiązywałam kontaktu. To trwało trzy miesiące. Trzy miesiące, które wykończyły mnie psychicznie. Rozpacz przeplatana z nadzieją. Tylko ktoś w takiej sytuacji wie jak człowiek w środku umiera. Po trzech miesiącach zrobiłam to co Ty. Rozmowa. Określasz się albo   dajemy sobie spokój. Tylko ja wiem ile odwagi i strachu wymagała ode mnie ta rozmowa. Przez tyle czasu nie chciałam naciskać, przyspieszać bo może się uda, powoli powoli bo się spi**** itd. ciągle tłumaczyłam sobie, że założenie jest dobre - spotykamy się i zobaczymy co z tego wyjdzie, czy się uda i czy chcemy to ciągnać. Tylko jeden problem - ja widziałam czego chcę, wiedziałam, że chce z nim być.

Rozmowa. Bo ja się czuję wykorzystywana, czuję się dziewczyną z doskoku, wygodną zabawką. Decyzja - próbujemy, ustalamy nowe warunki. I wiesz byłam szczęśliwa, złapałam Pana Boga za nogi.

I teraz to do czego zmierzam i co chcę Ci przekazać - nic się nie zmieniło. Rozumiesz?Nic. Spotykamy się tak jak się spotykaliśmy (co kilka dni z jego inicjatywy, odzywa się, później milczy jeden dzień i tak w kółko). Co z tego, że rozmawialiśmy, co z tego, że powiedział, że próbujemy skoro ja dalej nie czuję się bezpieczna, skoro dalej to nie jest to czego chcę? Dlatego Riverdrive2, zastanów się. Nie mówię, że będzie tak jak w moim przypadku ale weź to pod uwagę. To my kochamy bardziej, nie oni. To nam będzie czegoś brakowało tak jak mi teraz. tylko ja zabrnęłam za daleko. Już się nie umiem z tego wyplątać. A byłam pewna, że jego zapewnienie jakoś mnie uspokoi. Nieprawda. I myślałam tak jak Ty robisz pewnie to teraz. "Boże co ja bym dała za spotykanie się z nim może rzadziej, ale spotykanie. Wystarczy mi mniej, ale ważne, żeby był. Żeby dał nam szansę" I widzisz dostałam szansę, ale na jej etapie się zatrzymałam, to nie idzie do przodu. A boli świadomość, że ktoś chcę Cię mniej niż Ty jego i chcę Ciebie tak mało.

I widzisz teraz jestem dalej w kiepskiej formie. Mam momenty w których mówię sobie, że muszę nim tąpnąć a za chwilę myślę, że to moje paranoje. Że to może ja chcę za dużo i za szybko, może potrzeba czasu itp. Bo widzisz my mieszkaliśmy razem dwa lata i nagle zrobiliśmy krok w tył - spotykamy się kilka razy w tygodniu. Faktycznie spotkania są wspaniałe, jesteśmy szczęsliwi, zadowoleni, jakby nic złego się nie wydarzyło. Stara się, oczywiście na tyle ile potrafi bo nigdy nie był wylewną osobą. A później?Później  umieram bo wszystko analizuję i ciągle przygotowywuję się do tego, że zaraz mi powie, że to jednak koniec.

Wiem, że on się mną nie bawi, nie ma osoby trzeciej po prostu on chce mnie mniej. Ja się na to teraz godzę z nadzieją, że wrócimy do tego co było kiedyś. Może po prostu potrzebuje czasu, bo przecież powiedział, że się boi.Tylko pamiętaj, że czasem to "mniej" jest bardziej męczące niż "w ogóle".

Riverdrive2, zastanów się proszę. Może w Twojej głowie pojawić się jeszcze więcej pytań i żadnych odpowiedzi

2 217

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Niewiem, Jezu, jak Ciebie czytam to jakbym siebie czytała! Ja jestem jeszcze krok wcześniej niż Ty - na rozmowę zdobyłam się wczoraj. Zadzwoniłam i powiedziałam, że niestety, ale musimy przestać rozmawiać o przeszłości, że trzeba to zamknąć, skoro on tak postanowił, i że ja w takim razie też nie chcę do tego wracać. Wysłuchał, przytaknął, i zapytał - a czy kiedykolwiek podczas tego ostatniego czasu pomyślałaś, że moglibyśmy do siebie wrócić?...
I co? I mój telefon, moje przemyślenia, moje zdecydowanie żeby już to zamknąć trafił szlag. Dobra mina do złej gry, odpowiedź wymijająca, uśmiech, pewność siebie - a w środku się rozsypałam, znów rozbudził nadzieję i NIC WIĘCEJ, obydwoje się kitramy, obydwoje kryjemy uczucia, albo tylko ja tak myślę, że on też swoje kryje. Boi się, że wrócimy do starych schematów, że znów będzie źle. To po co mówi, jak mogłoby być dobrze? Dużo mnie kosztowało to, żeby się zebrać i powiedzieć mu "zamknijmy to już, nie wracajmy do tego w rozmowach", wywaliłam, a on... Znów wiszę w próżni, znów czekam, myślę, mam nadzieję. Też już 3 miesiące. Też jestem psychicznie wykończona. Też już nie dam rady się wyplątać.
Widzimy się w sobotę, co mam robić? Nie umiem już myśleć rozsądnie, znów się posypałam, potrzebuję porad ludzi z boku, bo ja sama mam ochotę rzucić się na niego i płakać. Wiem tylko tyle, że tak zrobić nie mogę. A co mogę? Co powinnam? Pomóżcie. Ja wciąż wierzę, że to tylko kryzys. "Może potrzebowaliśmy takiego wstrząsu" - to jego słowa, właśnie może to było potrzebne... Tylko za tymi słowami nie dzieje się nic więcej, a ja się w sobie zapadam.

2 218

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Mam ten sam problem. Najpierw się za mną uganiał, wyznawał miłość itd. Potem, po kilku miesiącach związku , ze mną zerwał.  Najbardziej zabolało mnie to ,że jeszcze dzień przed rozstaniem mi miłość wyznawał.  Dalej za nim tęsknie i myśle o inm , mimo , że już pół roku go niewidziałam. Jedyne co to rozmowy przez tel, facebook i sms. Raz od rozstania z nim byłam tylko na piwie. Myślałam , że coś z tego będzie , a on narobił nadzieje i to wszystko. Wczoraj na dodatek dowiedziałam się , że jest już w ziązku z kimś innym.  A ja dalej tęsknie i niewiem co mam ze sobą zrobić. Spotykam się z różnymi mężczyznami, ale z żadnym niewyobrażam sobie być na poważnie . NIewyobrażam sobie innego , który będzie ze mną szedł spać i przy mnie się budził.   Mam nadzieje , ze to minie.

2 219

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Wczesna,

Wiesz co jest najgorsze?Nie to, że cierpię, nie to, że zostałam rzucona, że tęsknie i jestem uzależniona. Najgorsze jest to, że ja się zmieniłam. Z pewnej siebie, niezależnej kobiety, twardej i trzymającej kontrolę stałam się kimś kim nigdy nie chciałam być. Nie chodzi nawet o godzenie się na jego warunki, teraz nie mam sobie tego za złe (pewnie przyjdzie taki moment) ale o to, że ja zaczęłam wątpić w siebie.

Tak jak wspomniałam, spotykamy się co dwa dni, wszystko super, później nie odzywa się jeden dzień. Później jakiś zwykły sms, później propozycja spotkania i tak w kółko. Mi jest przykro, snuję różne teorie (bawi się mną, jest psem ogrodnika, poznał kogoś, sprawdza mnie, jestem zabawką na zawołanie, co to za związek gdzie chce się drugiej osoby raz na jakiś czas itp, itd). Naprawdę tyle razy to analizowałam, że w mojej głowie za każdym razem pojawia się nowa teoria. Pojawia się nowa ale poprzednia nie znika i to doprowadza do obłędu. Oczywiście tutaj na forum znajduję potwierdzenie tego co najgorsze, wszyscy jesteśmy z jakimiś przeżyciami i to tymi złymi, więc znowu panikuję, że się mną bawi itd.

Zaczynam cierpieć, na chwilę robię się zła, mówię sobie "dość" a później?Później zaczynam myśleć: "to z Tobą jest coś nie tak, jesteś bluszczem, masz za duże wymagania i potrzeby. Przecież to normalne, że ludzie spotykają się kilka razy w tygodniu, nie rozmawiają ze sobą cały dzień, nie piszą, nie dzwonią. To Twoje potrzeby są chore. Panikujesz. Dlatego nie naciskaj, wyjdziesz na histeryczkę i ucieknie. Jesteś bluszczem, nikt normalny nie spotyka się cały czas i nie spędza każdej wolnej chwili razem. Jest inaczej niż było, nie mieszkacie razem ale to nie znaczy, że jest źle. To Twoje paranoje. Przecież to on powiedział, że moja obecność była zbyt intensywna, więc teraz musi być Ciebie mniej itd itd" Tak właśnie sobie myślę. Tylko Wczesna wiesz jak to jest z potrzebami?Czym bardziej są niezaspokojone tym bardziej ich pragniemy.

2 220

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Niewiem... Twoje odczucia są jak najbardziej naturalne w tej sytuacji, rozumiem Cię i sama przechodziłam to podczas poprzedniego kryzysu z moim byłym, jak już niby się poukładało. Wykończysz się w ten sposób. Mój były chłopak po tym kryzysie powiedział, że czuł się źle, że to on ciągle musi inicjować kontakt, że czuł, że się odsuwam i że powinnam była pokazać mu, że jednak mi zależy. Pomyśl o tym. I o szczerej rozmowie na temat swojego lęku i obaw.
Rozumiem i wspieram, naprawdę rozumieim, chociaż Ty jesteś już krok dalej. Jedziemy na identycznych wózkach, kochana. I nie myśl, że jesteś bluszczem, że masz zbyt duże potrzeby, że przesadzasz. Tak, Twoje zachowanie odbiega od normy, jaką znasz, ale to jest wynik niepewności jutra, braku poczucia bezpieczeństwa, KAŻDY zachowywałby się w ten sposób. KAŻDY. Po prostu cierpisz, nie wiń się za to.

2 221

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

No właśnie Wczesna. Nie chcę doprowadzić do sytuacji, w której on ma się starać a ja nic nie robię, pomimo tego, że to on mnie zostawił. Nie oczekuję kwiatków, przeprosiń, błagania o powrót...nie jestem tym typem kobiety. I wiesz był taki moment, w którym sam mnie poprosił, żebym ja się czasem odezwała, zadzwoniła, napisała, bo zawsze on to robi. Zrobiłam tak raz, zadzwoniłam ot tak, zwykła rozmowa. I nic. Wszystko stoi w miejscu. Dlatego nie chcę się narzucać.

Myślałam, że znalazłam złoty środek. On się odzywa, ja nigdy tego nie robię pierwsza i po prostu jestem. Nie na wszystkie spotkania się godzę, a jak już do nich dochodzi to jestem słodka ale z dystansem. I co z tego skoro nic się nie rusza? Od razu pojawia się myśl, że jest wyrachowany i mnie testuje, sprawdza jak zwierzątko czy ma mnie w garści czy nie. Z drugiej strony nie chcę zepsuć tej szansy, którą teraz mam, bo przecież się spotykamy. Myślę sobie "a czym są te trzy miesiące niepewności jeśli wszystko może się udać?Może jak będę chciała za szybko i za dużo to wszystko pogrążę?Może warto czekać, pokazać, że możemy razem spędzać czas i jest dobrze". Jaka to jest gonitwa myśli. Bo przecież wiemy, że mężczyźni nie nawidzą rozmów typu "kochanie a na jakim etapie związku jesteśmy, do czego do zmierza?" (przynajmniej mój zawsze powtarzał, że tego nie rozumie). I chciałabym być taka wyluzowana, wyjść z założenia, że co ma być to będzie, czas pokaże. Ale nie umiem, to mnie po prostu wykańcza.

Pomimo zastanawiania się co on tak naprawdę czuje dochodzi zastanawianie się jak się zachować. Czy faktycznie dbrym pomysłem jest aby to on ciągle wychodził z jakąkolwiek inicjatywą?Może powinnam powiedzieć jak się czuję z tym wszystkim?Przy nim jestem normalna, wspaniała, usmiechnięta, radosna. Może myśli, że mi też to odpowiada.

Za każdym razem przed spotkaniem mówię sobie, że teraz z nim porozmawiam, postawię sprawę jasno, ale później...jest tak fajnie, że boję się, że wszystko tym popsuję.

2 222

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Niewiem, popsujesz takim zachowaniem jak teraz. Musicie porozmawiać, bo masz w sobie tyle negatywnych emocji, tyle napięcia i nerwów, że wybuchniesz w końcu - i to się rozwali. On nie wie, że teraz robi źle. Poczuje się oszukany, jak za jakiś czas wylejesz na niego powódź żalu za to, jak okropnie czujesz się teraz. Musisz z nim usiąść i powiedzieć otwarcie - nie czuję się spokojna ani bezpieczna, nie wiem co masz w głowie. Może wyjedźcie gdzieś na weekend? Radzę, a sama mądra nie jestem... Jak byłam w takiej sytuacji jak Ty, to spieprzyłam to właśnie gromadzeniem w sobie. Potem się wylało. I mocno się zdziwił. Nie zrozumiał. Odszedł...

2 223 Ostatnio edytowany przez Ania1982 (2013-06-13 18:18:00)

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Witam. Miałam wszystko potrzebne do szczęścia: dobrego męża, dom i cudowne dziecko. Pewnego dnia cały mój świat runął w gruzach. Gdyby nie mój syneczek, dla którego postanowiłam sie niepoddawać już dawno wylądowałabym na oddziale psychaitrycznym z załamaniem nerwowym. Swoją historie zacznę od początku. Jesteś małżeństwem od 5 lat. Jak w każdym związku na początku było cudownie. Potem zaczęły sie zgrzyty... Ja stawałam sie coraz bardziej nerwowa ( dziś wiem po wielu badaniach i konsultacjach że to nerwica i podaczka objawiająca się mimowolnymi napadowymi wyładowaniam w mózgu powodującymi napiecie emocjonalne niemozliwe do ,,samodzielnego ogarnięcia'') mój mąż jakoś to znosił czasmi z róznym skutkiem. Kłóciliśmy się ale zawsze jeszcze tego samego dnia jedno wyciagało do drugiego rękę na zgodę. Pewnego dnia, tzn ok. 4 tyg temu doszło do kolejnej awantury. Mój mąż powiedział wtedy że juz ma dość i odchodzi, bo nie może już ze mną wytrzymać. Przepraszałam go jak tylko mogłam. Zdecydowałam się iść do szpitala na kompleksowe badania, bo sama nie byłam w stanie zapanować nad emocjami. Powiedział że nie chce na ten temat rozmawiać i porozmawiam jak wyjde ze szpitala cyt: zobaczymy jak się ułoży''... Trzy dni przed moim pobytem w szpitalu spotkał się z kolegą z pracy. Po powrocie do domu był bardzo wrogo do mnie nastawiony. Mówił że mnie juz nie kocha, że go zniszczyłam, że nie może na mnie patrzyć i chce sie wyprowadzić.Wyprowadzi się za miesiąc jak pozałatwia rózne sprawy, łacznie w ynajęciem mieszkania.W szpitalu zostałam tak naprawdę sama. Dwa razy przyjechał do mnie z dzieckiem ale sam siedział na końcu korytarza i ze mną nie rozmawiał. Po wyjściu ze szpitala za każdym razem jak wracał z pracy było coraz gorzej. Kolejne wiadro pomyj wylewał mi na głowę. Obrażał, wyzywał i mówił mi najgorasze rzeczy jakie można powiedzieć żonie. Każdego dnia powtarza ,że mnie nienawidzi. Próbowałam mu wyjaśnić że to choroba mną rządziła i teraz zrobię wszystko żeby nasze małżeństwo było zgodne, że zaczęłam leczenie, chodzę na terapię 2 razy w tyg. Nietety on powtarza że to zapóźno i g.... go to obchodzi. Nie poznaje go. Zawsze było dobrym, miłym człowiekiem, to jakby nie on. Dowiedziałam sie że ma nowych kolegów w pracy , którzy naśmiewali się z niego że słucha żony, że nie może iść z nimi na piwo. Teraz wraca 4,6 godz. po racy do domu i wiem że oni go podpuszczają.  Nie wiem co mam robić czy odpuścić czy dać temu wszystkiemu czas. Powiedziałm mu że jeśli wybrał kolegów zamiast dziecko to ja odpuszczam. Co ma zrobić?

2 224

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Wczesna i niewiem1104 powiem wprost za dużo analizujecie i myslicie a odpowiedz jest prosta faceci maja was głęboko w d..... Taka prawda jakby im zalezało robiliby wszystko. Niewiem1104 jak koles chce sie z toba spotykac jak mu sie przypomni a potem sie nie odzywac to niech poszuka nowego adresu ile chcesz tak wytrzymac? miesiac , rok całe zycie? Próbujecie? Akurat nic sie nie zmienia a ty tylko cierpisz, powiedz mu wprost czego od niego oczekujesz jak sie nie zgodzi to niech spada na drzewo. Wiem bedzie bolalo ale widocznie potzebujesz terapii wstrzasowej bo sie nie ogarniesz. Ja napisalam mojemu nie doszłemu ze skoro nie chce ze mna byc tylko sie bawic moim kosztem to nie chce z nim gadac w ogole bolało jak cholera ale nie mialam wyjscia i wiesz co czuje sie o niebo lepiej, tesknie co prawda ale tak jest lepiej mam wymarzona prace przyjaciół ktorzy mnie wspieraja takze on mi nie jest potrzebny i tez powinnas tak postapić no chyba ze chcesz tak analizowac i sie bawic z nim do smierci

2 225 Ostatnio edytowany przez niewiem1104 (2013-06-14 12:52:30)

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

debby1234

Pewnie masz rację i z wileką chęcią bym to zrobiła, za każdym razem sobie to mówię, ale później się odezwie, spotkamy się, jest cudownie, jest czuły, zainteresowany i aż sama się śmieję, że mogłam popadać w takie paranoje.

Może to moje przeczucie, instynkt, a może głupia naiwność ale coś każe mi walczyć i czekać. Wiadomo, nie do końca życia, ale nie umiem przekreślić tylu lat i może stracić szansę, którą dostałam. Obiecałam sobie jeszcze dwa tygodnie - do lipca. Ustalilismy, że wtedy porozmawiamy o wspólnym mieszkaniu. Nie chcę być brzęczącą muchą, która lata mu koło nosa i pyta się "czy już", "kochanie a na jakim etapie jesteśmy" , "jak będzie dalej?" Mam ochotę tak zrobić, ale to nie o to chodzi.

Mam wrażenie, że jestem bluszczem i faktycznie nasz związek był bardzo intensywny, więc teraz on chce może sprawdzić, a ja chcę mu pokazać, że może być inaczej. Z racji mojego uzależnienia od niego dlatego mogę tak panikować. Przecież pary spotykają się kilka razy w tygodniu i to jest okej. Dla mnie najgorsze jest to, że nie mieszkamy razem, chyba najbardziej boli mnie to, że nie jest tak jak było. I właśnie przez to uzależnienie dopatruję się wszystkiego co najgorsze.

Bo widzisz debby1234 to nie jest tak, że on się przez kilka dni nie odzywa (czasem zdarza się jeden dzień), conajmniej mam jednego smsa lub maila dziennie i spotkania co dwa/trzy dni. Co do tego, że się spotykamy jak mu się przypomni, to trudno mi powiedzieć, bo ja nigdy tych spotkań proponuję, więc nawet nie wiem czy by mi odmówił.

I jeszcze jedno: podczas jednej rozmowy miesiąc temu jak mu powiedziałam, że czuję się niefajnie itd powiedział, że nawet nie przypuszczał, że ja mogę tak to odbierać. On mi nigdy nie powie, że nie chce ze mną być, tylko się boi, że się nie uda, że znowu poniesiemy klęskę a nie umie ze mnie zrezygnować.
Z jednej strony go rozumiem też się boję, czy nam wyjdzie, ale ja jestem pewna, że chcę spróbować.

2 226

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Witam. W ciągu jednego dnia cały mój świat runął w gruzach. Gdyby nie mój syneczek, dla którego postanowiłam się niepoddawać już dawno wylądowałabym na oddziale psychaitrycznym z załamaniem nerwowym. Swoją historię zacznę od początku. Jesteśmy małżeństwem od 5 lat. Jak w każdym związku na początku było cudownie. Potem zaczęły sie zgrzyty... Ja stawałam się coraz bardziej nerwowa ( dziś wiem po wielu badaniach i konsultacjach, że to nerwica i padaczka utajona) mój mąż jakoś to znosił czasmi z różnym skutkiem. Kłóciliśmy się ale zawsze jeszcze tego samego dnia jedno wyciągało do drugiego rękę na zgodę. Pewnego dnia, tzn ok. 4 tyg temu doszło do kolejnej awantury. Mój mąż powiedział  że ma już dość i odchodzi, bo nie może już ze mną wytrzymać. Przepraszałam go jak tylko mogłam. Zdecydowałam się iść do szpitala na kompleksowe badania, bo sama nie byłam w stanie zapanować nad emocjami i objawami choroby. Powiedział, że nie chce na ten temat rozmawiać i porozmawiamy jak wyjde ze szpitala cyt: ,,zobaczymy jak się ułoży''... Trzy dni przed moim pobytem w szpitalu spotkał się z kolegą z pracy. Po powrocie do domu był bardzo wrogo do mnie nastawiony. Mówił że mnie już nie kocha, że go zniszczyłam, że nie może na mnie patrzyć i chce się wyprowadzić. Stwierdził że się wyprowadzi za miesiąc jak pozałatwia różne sprawy, łacznie z wynajęciem mieszkania. W szpitalu zostałam tak naprawdę sama. Dwa razy przyjechał do mnie z dzieckiem ale sam siedział na końcu korytarza i ze mną nie rozmawiał choć wysyłał smsy z zapytaniem jak wyszły kolejne badania.Po wyjściu ze szpitala za każdym razem jak wracał z pracy było coraz gorzej. Kolejne wiadro pomyj wylewał mi na głowę. Obrażał, wyzywał i mówił mi najgorasze rzeczy jakie można powiedzieć żonie. Każdego dnia powtarza że mnie nienawidzi. Każda inicjowana przeze mnie rozmowa kończyła się tak samo: obelgi i krzyki ze strony mojego męża. Próbowałam mu wyjaśnić, że to choroba mną rządziła i teraz zrobię wszystko żeby nasze małżeństwo było zgodne, że zaczęłam leczenie, chodzę na neuroterapię 2 razy w tyg. Nietety on powtarza, że to zapóźno i g.... go to obchodzi. Jest w nim tyle wściekłości i żalu, targają nim niewyobrażalnie złe emocje. Nie poznaje go. Zawsze było dobrym, miłym człowiekiem, to jakby nie on. Dowiedziałam się, że ma nowych kolegów w pracy , którzy naśmiewali się z niego że słucha żony. Teraz wraca w środku nocy z pracy i wiem że to oni go podpuszczają. Gdy rozmawiamy przez tel. a on jest w ich towarzystwie celowo próbuje mnie obrażać, poniżać a w tle słyszę ich śmiechy. Gdy miałam już pewność że za tym wszystkim stoją koledzy powiedziałam do niego że jeśli chce rozbić rodzinę i zostawić dziecko, nie dając mi szansy żebym mu udowodniła że może być inaczej, że woli kolegów, to ja odpuszczam. Jeśli chce się wyprowadzić to niech to zrobi bo ja nie jestem już w stanie wytrzymać takiego znęcania psychicznego. Tym bardziej że na to wszystko patrzy nasze dziecko, które bardzo to przeżywa. Powiedział, że dziś na pewno nie wróci do domu i  jedzie szukać mieszkania, trzaskając drzwiami wyszedł. Nie wiem co mam robić czy dać temu wszystkiemu czas czy starać się zamknąć ten rozdział życia. Bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Co mam zrobić?

2 227

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Aniu nie rob nic. nie podejmuj decyzji w emocjach. nie zatrzymuj go bo  i tak go nie zatrzymasz. a czy skreslac wszystko od razu? nawet gdybys chciala, to sie tak nie da, o w jedna chwile skreslic wszystkiego. takze daj temu wszystkiemu czas. sprobuj sie wyciszyc. jednen podstawowy problem ktory chyba wiekszosc osob popelnia w takich sytuacjach to jakies takie przekonanie ze 'musze cos zrobic! musze podjac jakies decyzje! nie mam pojecia co robic ale musze cos postanowic' - to jest chore smile nic nie musisz, naprawde. poczekaj troszke a czas wiele rzeczy sam rozwiaze.

2 228

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
niewiem1104 napisał/a:

debby1234

Pewnie masz rację i z wileką chęcią bym to zrobiła, za każdym razem sobie to mówię, ale później się odezwie, spotkamy się, jest cudownie, jest czuły, zainteresowany i aż sama się śmieję, że mogłam popadać w takie paranoje.

Może to moje przeczucie, instynkt, a może głupia naiwność ale coś każe mi walczyć i czekać. Wiadomo, nie do końca życia, ale nie umiem przekreślić tylu lat i może stracić szansę, którą dostałam. Obiecałam sobie jeszcze dwa tygodnie - do lipca. Ustalilismy, że wtedy porozmawiamy o wspólnym mieszkaniu. Nie chcę być brzęczącą muchą, która lata mu koło nosa i pyta się "czy już", "kochanie a na jakim etapie jesteśmy" , "jak będzie dalej?" Mam ochotę tak zrobić, ale to nie o to chodzi.

Mam wrażenie, że jestem bluszczem i faktycznie nasz związek był bardzo intensywny, więc teraz on chce może sprawdzić, a ja chcę mu pokazać, że może być inaczej. Z racji mojego uzależnienia od niego dlatego mogę tak panikować. Przecież pary spotykają się kilka razy w tygodniu i to jest okej. Dla mnie najgorsze jest to, że nie mieszkamy razem, chyba najbardziej boli mnie to, że nie jest tak jak było. I właśnie przez to uzależnienie dopatruję się wszystkiego co najgorsze.

Bo widzisz debby1234 to nie jest tak, że on się przez kilka dni nie odzywa (czasem zdarza się jeden dzień), conajmniej mam jednego smsa lub maila dziennie i spotkania co dwa/trzy dni. Co do tego, że się spotykamy jak mu się przypomni, to trudno mi powiedzieć, bo ja nigdy tych spotkań proponuję, więc nawet nie wiem czy by mi odmówił.

I jeszcze jedno: podczas jednej rozmowy miesiąc temu jak mu powiedziałam, że czuję się niefajnie itd powiedział, że nawet nie przypuszczał, że ja mogę tak to odbierać. On mi nigdy nie powie, że nie chce ze mną być, tylko się boi, że się nie uda, że znowu poniesiemy klęskę a nie umie ze mnie zrezygnować.
Z jednej strony go rozumiem też się boję, czy nam wyjdzie, ale ja jestem pewna, że chcę spróbować.

Bardzo dobrze cie rozumiem na prawde ja tez tak robiłam jak ty też postanawialam sobie za kazdym razem ze to był ostatni raz kiedy sie z nim widzialam nie pisałam, nie dzwoniłam on tez pierwszy pisał a gdy sie pojawiał budzila sie we mnie nadzieja ty tak zyjesz bodajze 3 miesiace ja tak zyłam 3 lata i w koncu jedna sytuacja i pomoc przyjaciół ktorzy uswiadomili ze ta sytuacja sie nie zmieni zmienila wszystko i zerwalam kontakt z tym czlowiekiem. Jest mi ciężko do teraz zdarza mi sie płakać ( widzialam sie z nim ostatnio 2 miesiace temu) ale wiem ze tak dłuzej trwac nie mogło i musze isc dalej, a on co mimo że mówil ze chce miec ze mna kontakt ze bedzie mu przykro jak przestane sie odzywac nie zrobił nic, nie napisał nie zadzwonił nic stac go bylo na wypytywanie o mnie naszych wspolnych znajomych. Musisz postawic warunki jasno albo próbujecie jeszcze raz wszystko naprawić ale na twoich warunkach albo sie rozstajecie na dobre zadnych telefonów, meili, smsow nic bo to cie zniszczy. Koles widac ze sam nie wie czego chce a ty sie meczysz, analizujesz i cierpisz bo ciągle go kochasz. Ja tez kocham, nie jestem robotem żeby sie odkochac w 2 miesiace ale musze myslec przede wszystkim o sobie bo płaczem, analizowaniem i wspominaniem rzeczywistosci sie nie zmieni niestety:(( mam nadzieje ze wezmiesz sobie do serca moja rade albo chociaz ja przeczytasz wiem o czym mowisz i nie chcialabym bys popelnila moj blad i czekala 3 lata tak jak ja.

2 229

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Moje Drogie,

Coś się wydarzyło (?) Rozmawialiśmy.... on po prostu nie chce ze mną teraz zamieszkać. "Przecież jesteśmy razem, spotykamy się, jest dobrze. Teraz każdy ma dużo czasu dla siebie, osiągnął stan idelany, boi się, że się nie uda itp, itd" To tak w skrócie kilkugodzinna rozmowa.

Co jest najgorsze - ma rację. Rozumiem, że się boi, ma prawo. Mieszkaliśmy razem, coś się nie udało, również ja sama boję się, że schemat się powtórzy. Może faktycznie znowu coś nie wyjdzie. A z drugiej strony takie spotykanie się raz/dwa razy w tygodniu też nie musi doprowadzić do niczego dobrego. Mogę czekać, wynająć nowe mieszkanie, ale boję się, że  dalej nie będę czuła się pewnie. Wiecie jak kobieta myśli -  skoro nie chce ze mną mieszkać - nie traktuje mnie poważnie, z roli kobiety w związku zostałam sprowadzona do roli umilacza czasu raz w tygodniu i wiele różnych innych spraw, wiele moich paranoi. To wszystko tak boli.

I wiecie, kompletnie nie wiem co powinnam zrobić. Wiem, że nie mogę naciskać, ale jeśli zgodzę się na jego warunki to dam mu przyzwolenie, nie będzie moich zasad. Będę godziła się być jego kobietą raz/dwa razy w tygodniu.

Z jednej strony bardzo chcę o to walczyć, nie wyobrażam sobie, że to wszystko się rozwali, prawda jest taka, że oboje nie potrafimy z tego zrezygnować, a z drugiej strony mnie takie czekanie w niepewności wykończy.

2 230

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Niewiem - będziesz się tak męczyła. Mówiłaś mu o tym, jakie są Twoje potrzeby, obawy, dlaczego taka sytuacja jest dla Ciebie trudna? Jeśli mu nie powiesz, będziesz zyła w zawieszeniu i oczekiwaniu na jego telefony, wiadomości, decyzje. On musi zrozumieć, że jesteś niespokojna, inaczej ten związek będzie utrzymywany przez Ciebie i Twoje pragnienie bycia z nim bardzo sztucznie. Wiem, bo robiłam tak samo, godziłam się na jego warunki i cierpiałam w duchu. Mnie to poobijało i poraniło jeszcze głębiej, jemu było wygodnie... do czasu, aż znów nabrał wątpliwości. Nie umiem Ci poradzić, co będzie najlepsze. Sama nie poradziłam sobie z analogiczną sytuacją. Wiem, że poszło źle, jak robiłam tak jak robisz Ty. Może jakbyś spróbowała robić inaczej, to u Ciebie by się udało... Kryzysy są w związkach normalne, ale nie może być tak, że Ty zagryzasz pięści, a on nic o tym nie wie i myśli, że odpowiada Ci sytuacja. To nie jest partnerstwo, to nie jest związek, to nie jest wspólna praca nad pokonaniem kryzysu. Myślałaś o wyciągnięciu go na kilka spotkań w ramach terapii dla par?...

U mnie dramat, też potrzebuję pomocy. Spotkałam się z nim, drugi raz od rozstania. Nie jesteśmy razem 3 miesiące. Ostatni raz widzieliśmy się miesiąc temu. W międzyczasie bawił się trochę mną... To znaczy mówił, że myśli o powrocie, skoro minęła jego depresja, skoro nauczyliśmy się rozmawiać... No ale przestał myśleć, a ja zostałam znów poobijana hmm Był chłodny, odległy, ale sam zaczął rozmowę o tym, że on ma w sobie mnóstwo strachu że to znów nie wyjdzie i do tego jesteśmy daleko od siebie, co utrudniłoby ewentualną tak potrzebną pracę. Powiedział, że znów byłoby nierówno - on czuje mniej niż ja. Nie tyle, żeby się tu przeprowadzić ani żeby pozwolić mi na poświęcenie, jakim byłaby przeprowadzka do jego miasta. Mówi, że mu ciężko... a układa sobie spokojnie życie. Moze dlatego, że wie, że ja jestem? Dużo wyjaśniliśmy i zrozumieliśmy, że umiemy patrzeć na pewne rzeczy tak samo. No i... Zdobyłam się na ogromny trud i zapytałam po tych wszystkich wyjaśnieniach i dochodzeniu do porozumienia jeszcze raz, tylko raz - czy jest PEWIEN, że nigdy już nic z tego nie wyjdzie, że już do siebie nie wrócimy, że tego nie czuje, że nas już nie będzie. Musiałam zapytać, żeby pomogło... Nie pomogło wink Jeszcze nie teraz, może potem. Nie chciał odpowiedzieć na początku, mówił żebym nie wyobrażała sobie że on po rozstaniu poczuł ulgę, bo to nie było tak. Kłóciliśmy się, on miał depresję, ale nie było mu lekko z jego decyzją i wciąż zmaga się z uczuciem odpowiedzialnosci i porażki. Naciskałam (źle?), żeby powiedział jasno, że nic już z tego nie będzie, że mam nie czekać. Tyle przecierpiałam, jego depresję, rozstania, powroty, niepewność... Wciąż czekałam, chciałam to w sobie zabić. No i nacisnełam - zirytował się i potwierdził, że nie wrócimy do siebie i mam nie czekać. Nie chciał mnie przytulić. Pożegnałam się o odeszłam, przyjechał po mnie przyjaciel, całą noc robił mi okłady na głowę, bo dostałam gorączki i drgawek, trzymał mnie za rękę, robił herbatę, wczoraj zorganizował mi cały dzień, bo nie miałam siły podnieść się z łóżka, zjeść, umyć się. Znów umarłam i do teraz czuję, że po raz kolejny połamałam sobie serce. Dziś lecę na wymarzony urlop... Nie mam na to siły, chęci, energii, chcę zasnąć i obudzić się za rok. Myślałam, że wyduszenie takich słów będzie mi pomocne... Następnego dnia, czyli wczoraj, dostałam od niego smsa - że on rozumie, dlaczego naciskałam (on kiedyś sam tak zrobił, na samym początku, jak nie wiedziałam czy chcę z nim być, byłam świeżo po rozstaniu, też naciskał bo się męczył, więc rozumie ten stan). Że rozumie, dlaczego tak naciskałam, a ja rozumiem, dlaczego się zareagował zniecierpliwieniem. I dodal, że piękna pogoda dzisiaj... Ja umieram po raz kolejny, a on mi mówi, że się rozumiemy wzajemnie i że piękne słonko. Nie wiem, czy wolałabym, żeby już później nie pisał... Czy dobrze mi z tym, że jednak się odezwał. Potem życzył jeszcze dobrej nocy wieczorem. Pomóżcie mi, powiedzcie, czy zrobiłam dobrze? Bo na razie cierpię trzy razy bardziej, niż wcześniej.

2 231

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Dziewczyny odpowiedz jest prosta
niewiem ja juz ci pisałam co masz zrobić ale widocznie nie pomogło, jezeli chcesz z nim byc pomimo tego ze koles ewidentnie unika mieszkania ze mna grajac ci na emocjach ze sie niby boi,, taa jasne kolejna wymówka, ale jak chcesz sie w to pchac prosze bardzo żeby nie bylo że nie mówilam
wczesna przykro mi że to cie spotkalo ale mysle ze równiez powinnas sobie dac spokój bedzie ciezko ale da sie wytrzymac.. pisałas ze masz przyjaciela wiec on na pewno pomoze ci przetrwac ten ciezki czas, lec na urlop nie pisz do niego nie dzown odpoczywaj zobaczysz jak sie sytuacja potoczy

Dziwi mnie to że dziewczyny tu piszą prosząc o pomoc i rade a jak juz ja dostaja to i tak robia po swojemu.. gdzie tu sens??

2 232

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
debby1234 napisał/a:

Dziwi mnie to że dziewczyny tu piszą prosząc o pomoc i rade a jak juz ja dostaja to i tak robia po swojemu.. gdzie tu sens??

Każdy dostaje różne rady i wybiera sobie z tego to, co dla jego sytuacji najwłaściwsze. Nikt dla nikogo nie powinien być wyrocznią:)

2 233

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Cześć wszystkim. No cóż, poszedłem za radą i przyjaciółki i waszą i spotkałem się z nią, bardziej z zaskoczenia aniżeli planowanie. Po prostu pojechałem pod jej mieszkanie i spytałem się czy ma chwilę żeby zejść na dół i porozmawiać. Chwilę wcześniej rozmawialiśmy że chciałaby coś sobie zjeść, coś konkretnego, już mniejsza o to. Wsiadłem w auto, kupiłem to co chciała, przejechałem całe miasto, i spytałem czy wyjdzie. Wyszła. Przyjąć "prezentu" nie chciała, w końcu się skusiła na trochę. Rozmowa była dziwna, nie kleiła się, widać było że wytrąciłem ją z rytmu, że nie miała czasu się przygotować na spotkanie, tym bardziej że było to późno wieczorem. W końcu spytałem ją po raz pierwszy konkretnie - czy ma ochotę wyjść ze mną na randkę w najbliższym czasie. Na początku zaczął się potok typu "mam egzaminy w tym tyg, w przyszłym też mam trochę" itd, na dodatek dorzuciła w pewnym momencie tekstem "a po co na randkę?" albo "dlaczego randka" czy coś w tym stylu. Dałem jej skończyć, zrozumiałem że nic z tego nie będzie, pogadałem chwilę i pojechałem. Po przyjeździe dostałem smsa, że przeprasza za to że zachowywała się dziwnie, że dziękuje za zabawną sytuację i że ma nadzieję że bezpiecznie dojechałem. Odpisałem neutralnie. I to by było na tyle. Ktoś mi poradził, żebym czekał na jej krok, że się określiłem. To było tydzień temu. Ani razu do niej nie napisałem, ona też milczy. Nie mam pojęcia co o tym myśleć, zdaję sobię sprawę że ona się mną na swój sposób, świadomie bądź nieświadomie bawi. Nie wiem czy napisać do niej w końcu, czy czekać kolejne bite dni aż się odezwie sama. Możecie coś poradzić? Plącze się w tym wszystkim, ale nadal mimo wszystko jestem zakochany i nie wiem co robić. Czy tylko się łudzę że coś z tego może jeszcze być, a ona mi daje jasne znaki że nie jest zainteresowana? Czy to jakaś chora gra? Rozumiem odmowę randki (co prawda nie powiedziała nie, ale traktuję to jako odmowę), ale smsa pote m nie rozumiem. I nieodzywania się od tego czasu. Każda rzecz sobie przeczy..

2 234

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

River... powiem Ci ze dziewczyna traktuje Cie troche jak kolo ratunkowe. Tak czytam Twoje posty i wydaje mi sie ze jestes opcja. Pojechales zaskoczyles ja powinna sie ucieszyc i spedzic czas z toba tymczasem ona odmowila Ci spotkania. Ja nie odzywalabym sie pomysl o swoich uczuciach i sobie. Moze dziewczyna doceni kogo traci natomiast jezeli nie doceni to juz jej problem. Daj sobie szanse na szczescie i prawdziwa milosc. Dopoki jestes z nia to nie dajesz sobie tej szansy. Podejrzewam ze predzej czy pozniej ona sie sama dodezwie. A ty nie czekaj zajmij sie soba swoimi pasjami. Spotykaj sie z przyjaciolmi. Ona musi zobaczyc i poczuc ze znikasz....
Dlugo mnie nie bylo a to dlatego ze ukladalam sobie wszystko w glowie. Oczywiscie ze tesknie za P. Brakuje mi nawet tej namiastki milosci ktora mi dawal. Chociaz juz mniejsza jest tesknota i mniejszy bol. Przypominaja mi sie te wszystkie klamstwa i za kazdym razem bola tak samo. Pamietam jak cietpialam ile plakalam i jak sie poswiecalam no i jak zrobilam z siebie kretynke. No coz na szczescie czas idzie do przodu. Mozecie mnie potepiac ale pomoglam P. W momencie gdy dostalam kolejny list w ktorym pisal ze jest gorzej i jest mu ciezko. Pomoglam na tyle ile moglam bo.zal mi sie go zrobilo ze kazdy go olal. Napisalam mu list ze dopiero docenia gdy jest juz za pozno na wszystko. Ja czuje sie dobrze i wiem ze dobrze zrobilam pomoglam czlowiekowi i wiem ze nie chce juz byc z nim zmieniac swojego zycia. Moze moje zycie jest nudne ale jest stabilne a z P. Tego bym nie miala. To niebylby dobry ojciec dla dIecka. Mowilby ze idzie do pracy a tymczasem odpoczywal w piwnicy?! P. Jakos radzi sobie w tym zakldzie ale psychicznie siada. Dlatego moge go wspierac w tym trudnym okresie. Tak jak on kiedys pomogl mi wyjsc z nerwicy. Jestem mu to wiinna. Po paru rozmowach z jego przyjaciolmi wiem ze dla niego to ja jestem jak jego sp babcia. Ona zawsze mu pomagala i stala za nim i tak twz pewnie traktuje mnie p. Mocno wszystko przezylam ale staje na nogi i teraz juz tylko do przodu gnamy.

2 235

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Justynas - twoje zycie twoj wybor. Jak dla mnie "musze mu przeciez pomoc" to szukanie furtki w postanowieniu "koncze z nim" ale no coz, robisz to co uwazasz za sluszne. Oby obeszlo się bez powtorki z rozrywki.

niewiem - wg mnie to on od samego poczatku nie zamierzal razem zamieszkać. Gdy zaczynasz jakąś poważną rozmowę, oczekujesz deklaracji by wiedzieć po prostu na czym stoisz - stwierdzi ze sie musi zastanowic, że pogadacie za jakis czas, potem znowu za jakiś czas, wieczne przekładanie - czytaj jedno wielkie owijanie w bawełnę. Przeciągał, grał na zwłoke, może chciał Cię po prostu przy sobie przetrzymać. Bo po co coś zmieniać jak jest dobrze? Tylko pytanie - dobrze dla kogo? Tymczasem on trochę Cię chce ale nie za duzo.
Totalnie nie wie czego chce. I wiesz kiedy znajac zycie sie dowie? Jak poczuje ze Cie stracił, i dostanie kopa w tylek. Bo na dzień dzisiejszy w tej sytuacji nic się nie zmieni, wiecznie bedzie tylko "nie wiem i nie wiem, no tak jest dobrze". Tylko że ty potrzebujesz więcej niż on jest w stanie lub nie chce ci zaoferować i weź to pod uwagę. Przeanalizuj dokładnie swoją sytuację, postaraj się na trzeźwo ocenić swoje zachowanie - pomyśl o tym na czym ci zależy w związku i czego ci brakuje na chwilę obecną. Jakby wg ciebie miałoby być zebyś poczuła się zadowolona i szczęśliwa? I czy w tym związku jeszcze w ogóle kiedykolwiek bedziesz potrafiła się tak czuc?

Myślę też że za bardzo skupiasz się na przeszłosci.
Zawsze po rozstaniach jest inaczej, ZAWSZE, nigdy nie będzie tak samo, zapomnij. Nie możesz się jednak skupiać na tym, że "nie jest tak jak było", bo nigdy nie będziesz w stanie się cieszyć tym co jest.


River - odpusć. Wyszedłeś z inicjatywą. Jakby jej zależało to znalazła by czas w swoim "napiętym grafiku". TY zajmij się sobą - jak zrozumie i zatęskni, to na pewno znajdzie sposób żebys się o tym dowiedział. Ona spartoliła więc to ona powinna zawalczyc.

2 236

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Ziemniaczana, dobrze, że jesteś! smile

Wczoraj rozmawialiśmy, to była chyba nasza trzecia rozmowa od rozstania, która dotyczyła naszej sytuacji, dotyczyła nas. I była szczera. Nie umiem jej dokładnie przytoczyć, ale....powiedział mi, że owszem nie chce ze mną mieszkać ,obawia się, że powtórzymy błędy ale przede wszystkim chciałby, żebyśmy byli dwojgiem niezależnych ludzi, którzy są razem nie dlatego, że tak jest wygodniej, łatwiej tylko dlatego, że tego chcą. Po tym jak się wyprowadził, przeraził się tym, że zostałam w naszym mieszkaniu, w którym ciżęko mi się samej utrzymać, zostałam w nim. Nie szukałam niczego nowego, jakbym została małą zagubioną istotka, która nie umie sobie poradzić i czeka aż on do mnie wróci, żbym mogła żyć dalej. Przestraszył się, że traktuję go jak koło ratunkowe, spotykam się z nim tylko po to, żeby zamieszkać razem bo tak będzie łatwiej. Szczerze powiedział mi, że w jego oczach straciłam całą niezależność, taką która najbardziej mu się we mnie podobała. Wszystko stało się rok temu, odkąd musiałam się zmierzyć z ciężką chorobą Dziadka. Faktycznie wtedy poległam, musiał być przy mnie cały czas bo ja sobie nie dawałam rady.Przeżywałam to strasznie.  Stąd jego odczucie, że ja go tylko potrzebuję, a nie CHCĘ . Oczywiście dochodzi do tego fakt, że przytłoczyłam go problemami (faktycznie mógł tak to odczuć). Przypomniało mi się, że jak mnie zostawił to powiedział mi "pokaż, że umiesz beze mnie żyć".

Teraz jak się spotykamy z jednej strony wie, że ja sobie radzę, nie płaczę, ani razu nie poprosiłam aby wrócił a z drugiej czuję, że ja nie zmieniłam mieskzania ciągle czekając aż on wróci i będzie ze mną mieszkał. Nie ruszyłam na przód. Z jednej strony, spotykam się ze znajomymi, dużo nowych aktywności a z drugiej strony, wyczuwa, że coś jest nie tak. On nie może mi tego zagwarantować, że się uda. Chciałby, żebyśmy wyszli z założenia, że może nam się udać wyjść z tego kryzysu(zrobimy wszystko co się da), ale może również się nie udać i żeby to również było do zaakceptowania. Żebyśmy mieli do tego zdrowe podejście - zrobimy wszystko co się da, ale nie możemy sobie obiecać, że się uda.Nie ukrywa, że moje oczekiwanie teraz (nie naciskanie bo tego nie robię) go ode mnie odpycha.
  I właśnie takie mieliśmy zawsze podejście, dlatego ja nigdy nie oczekiwałam deklaracji, nie chodziłam i nie pytałam na jakim jesteśmy etapie, nasz związek się po prostu toczył. Wszystko się zmieniło rok temu, potrzebowałam więcej uwagi, uzależniłam się.


I wiecie co jest najzabawniejsze?Kiedyś tutaj przeczytałam, że mężczyzna zawsze wyczuje, że kobieta jest bluszczem albo kocha za bardzo. I tak jest u mnie. Przez cztery miesiące 3 razy doprowadziłam do rozmowy o nas, raz pierwsza się odezwałam i zaproponowałam spotkanie, chodziłam usmiechnieta szczęśliwa a on i tak cholera wyczuł, że nie jestem w tym temacie wyluzowana, nie umiem podejść do tego na zasadzie będzie jak będzie.

Dziewczyny, to mi dało wiele do myślenia. Ja faktycznie muszę się zmienić, nie dla niego i po to aby chciał ze mną być(fajnie by było gdyby to był efekt uboczny) ale przede wszystkim dla siebie, bo ja sama się wykończę.

2 237 Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2013-06-18 11:13:40)

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Powiem szczerze, że to co napisałaś teraz nieco zmienia pogląd na to wszystko. I trudno zaprzeczyć, że chłopak ma trochę  racji.

Rzeczywiście powinnaś popracować nad sobą, stanąć na WŁASNYCH nogach. Nawet we wcześniejszych postach pisałaś, że "nie umiesz bez niego żyć".

W zasadzie u mnie w tamtym związku też wszystko spartoliło się, gdy zaczełam być ... słaba. Słaba i rozchwiana emocjonalnie. Z niezależnej, radosnej kobiety stałam się wiecznie niezadowolonym i nieszczęśliwym toksykiem. Zresztą po rozstaniu też długo nie mogłam dojść do siebie. I szczerze to cieszę się, że mam wszystko za sobą, że nie trwałam w takiej niepewności jak niektórzy tutaj.  Czasem też odnoszę wrażenie, że ten związek mnie jakoś tłamsił, że przy nim się strasznie zmieniłam, może też po prostu byłam uzależniona. Pal licho tongue Naprawdę na dzień dzisiejszy nie żałuję niczego, a wręcz uważam, że nawet dobrze wyszło tongue Przynajmniej w końcu jestem i co najważniejsze czuję się sobą wink Znam swoje "słabości" i wiem na co powinnam uważać w swoim zachowaniu. Oby big_smile

Myslę, że przydałby się Wam odpoczynek od siebie, na jakiś czas. Ale nie taki przeplatany spotkaniami. Po prostu zobaczcie jak to jest osobno, nauczcie się żyć bez siebie dopiero wtedy będziecie mieli pewność, jak to on ujął - czy chcecie czy też potrzebujecie być ze sobą.

Ty potrzebujesz "za dużo" on z kolei ucieka. A niestety związek polega głównie na kompromisach, a nie dwóch skrajnościach. Wcześniej wszystko funkcjonowało bez problemu, gdy byłaś silna, niezależna. Gdy się podłamałaś, on najwidoczniej nie umiał znaleść się w nowej roli, gdy trzeba kogoś wspierać. Nie umie i nie lubi być odpowiedzialny za kogoś. Nie potrafi być z kimś słabszym, który go potrzebuje. A dam sobię głowę uciąć, że Ty w takiej sytuacji czujesz się całkiem dobrze. Być może po prostu nigdy nie był tego nauczony, albo się tego boi. Innymi słowy chce uciekać, gdy staje się odpowiedzialny za kogoś. Ty zapewne zawsze byłaś radosna, silna i to mu pasowało. Gdy zaczęło być na odwrót zaczął się wycofywać. Trochę to niesprawiedliwe, że oczekuje sie od ludzi, że jeśli są silnii zawsze tacy będą, natomiast odrzuca się ich gdy stają sie słabi. Ale trafiłaś widocznie na taką osobę, która nie potrafi się przystosować do innej sytuacji, tylko woli z niej uciec. Dopiero gdy oboje nauczycie się kompromisu, będziecie umieli stworzyć zdrową relację.

Uważam, że powinnaś na jakiś czas odstawić "czynnik uzależniający" tongue To tak jak z alkoholem - nie ma nic złego w tym że masz ochotę się napic. Gorzej kiedy czujesz, że musisz, bo inaczej nie będziesz w stanie funkcjonować.
Powinnaś pobyc trochę sama, pracować nad sobą, przestać się panicznie bać utraty jego. Ale fajnie, że zauważasz też problem w sobie i co najważniejsze - chcesz się zmienić "dla siebie" a nie po to by go odzyskać. Myślę, że jesteś na dobrej drodze.

Czasem są takie sytuacje w życiu, gdy człowiek po prostu się łamie, gdy z silnej osoby staje się emocjonalnym wrakiem. Ciężko jest stanąć na nogi, i zwyczajnie przestajemy być soba. Ale wierz mi można. Potrzeba czasu i wiary w siebie, ale da się wink


Polecam ksiązkę Norwood Robin - Kobiety, które kochają za bardzo.
Naprawdę ciekawe spostrzeżenia, odnośnie tego jak to nazywasz "bluszczu". Myslę, że niekoniecznie trzeba brać wszystko na serio - ale fajnie jest spojrzeć z nieco innej perspektywy na ten aspekt, a myślę że wielu sytuacjach dotyczy on miedzy innymi Ciebie. Ebook mozna ściągnać z internetu ewentualnie mogę podesłać na maila wink

2 238

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

" tym czasie powinnaś pracować nad sobą, przestać się panicznie bać utraty jego"

Ziemniaczana, o to właśnie chodzi!!! Jak przestać się bać? Staram się wizualizować jego brak, wyobrażać sobie jak to będzie i wtedy jest jeszcze gorzej. Staję przed ta perspektywą i koniec.

Wiesz, wszystkie moje uczucia związane z tą sytuacją, moje panikowanie, paranoje brały się właśnie z powodu tego lęku. Gdybym była "normalną" kobietą, nie przeżywałabym, że widzimy się co dwa/trzy dni. Większość moich znajomych tak funkcjonuje. Z perspektywy innych osób, owszem nasza sytuacja jest dziwna....ale nie jest tragiczna, tak naprawdę to co teraz robimy jest rozsądne. Od przyjaciółki usłyszałam, że zarówno ja jak i on bylibyśmy strasznie głupi gdybyśmy teraz zamieszkali razem.
Bo czy nie głupim by było podczas kryzysu, nie do końca rozwiązanego od razu pakować się we wspólne mieszkanie, udawać, że nic się nie stało?Może on ma rację (tak mi rozum podpowiada), zrobić krok w tył, ostudzić emocje, odnaleźć najpierw siebie z osobna aby później odnaleźć nas razem. Przepracować problemy, rozmawiać o nich co jakiś czas ale regularnie a nie załatwić wszystko jedną rozmową.

Tylko te głupie emocje. Nie wiem, w którym momencie zatraciłam siebie. Jak się poznaliśmy długo byłam sama - po zakończeniu licealnej "miłości". Cierpiałam wtedy strasznie, później stałam się zimna, niezależna, silna. Taka chciałam być. Nie potrzebowałam mężczyzny, byłam sama dla siebie, przez to mój obecny mężczyzna musiał starać się o mnie półtora roku. Tak naprawdę przez dwa lata zdejmował ze mnie pancerzyk niezależności, wszystko tak się potoczyło, że zdjął go aż zostałam goluteńka, bezbronna.

Zawsze byłam silna w tym związku. Jak kiedyś myślałam o tym, że może mnie zostawić (byłam racjonalną osobą, która wiedziała, że może wszystko się wydarzyć) w ogóle mnie to nie przerażało. Wręcz śmiałam i naigrywałam się z dziewczyn, które rozpaczały bo zobaczą swojego "misia" za dwa dni, a on np jeszcze dzisiaj się nie odezwał. teraz sama taka się stałam. Nigdy nie byłam wylewną, czułą osobą, nie uznawałam słodkich zwrotów, buziaczków, trzymania za rączki i patrzenia czule w oczka. On na szczęście jest taki sam. Cieszyłam się, że mam silnego faceta, który nie mówi mi codziennie jak bardzo mnie kocha, jak mu na mnie zależy i nie składa obietnic których nie może dotrzymać. jest największym racjonalistą jakiego znam. Człowiekiem, który nie nie do końca rozumie uczucia i emocje i stara się je wyłączyć (czasem do zera).


Teraz perspektywa rozstania napawa mnie takim lekiem. Może dlatego, że jest to druga strata bliskiej osoby w tak krótkim czasie, nie wiem. Ale ja właśnie dlatego tak panikuję. On tak naprawdę nie robi nic co wskazuje na nieszczere intencje (owszem nie jest tak jak było, na pewno nie jest tak pewny jak był kiedyś, jakieś wahania na pewno w głowie mu się zrodziły) ale ja z perspektywą rozstania, która zalęgła mi się w głowie od razu widzę wszystko w czarnych barwach, żyję z tym lękiem i każdy brak smsa, telefonu odbieram jako zbliżający się koniec. Nie odzywa się jeden dzień - na pewno teraz dochodzi dow niosku, że jednak nie chce dłużej tego ciągnąc - tak biegną moje myśli.

Nie chodzi mi o to, że ma spędzać ze mną cały czas, organizować przyjemności. Umiem funkcjonować sama ze sobą, ale tylko wtedy kiedy wiem, że jest ok, kiedy nie muszę się martwić jak potoczą się sprawy. Potrzebuję tej pewności jaką miałam kiedyś, tego poczucia bezpieczeństwa, które miałam kiedyś. Wiem, że to kwestia czasu, można to odbudować, ale nie od razu. A u mnie trwa to bardzo długo. Za każdym razem jak już już coraz bardziej ufam to przypominam sobie wszystkie historie, które tu usłyszałam i boję się, że jestem taka naiwna.

Bardzo chcę się zmienić, uspokoić swoje paranoje, mieć zdrowe podejście, bo wiem, że moje takie nie jest. Chciałabym tak jak kiedyś umieć wyjść z założenia, co ma być to będzie, czas pokaże itp. Nie bać się, ale nie wiem jak....

2 239 Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2013-06-18 12:02:30)

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
niewiem1104 napisał/a:

Tylko te głupie emocje. Nie wiem, w którym momencie zatraciłam siebie. Jak się poznaliśmy długo byłam sama - po zakończeniu licealnej "miłości". Cierpiałam wtedy strasznie, później stałam się zimna, niezależna, silna. Taka chciałam być. Nie potrzebowałam mężczyzny, byłam sama dla siebie, przez to mój obecny mężczyzna musiał starać się o mnie półtora roku. Tak naprawdę przez dwa lata zdejmował ze mnie pancerzyk niezależności, wszystko tak się potoczyło, że zdjął go aż zostałam goluteńka, bezbronna.

Zawsze byłam silna w tym związku. Jak kiedyś myślałam o tym, że może mnie zostawić (byłam racjonalną osobą, która wiedziała, że może wszystko się wydarzyć) w ogóle mnie to nie przerażało. Wręcz śmiałam i naigrywałam się z dziewczyn, które rozpaczały bo zobaczą swojego "misia" za dwa dni, a on np jeszcze dzisiaj się nie odezwał. teraz sama taka się stałam. Nigdy nie byłam wylewną, czułą osobą, nie uznawałam słodkich zwrotów, buziaczków, trzymania za rączki i patrzenia czule w oczka.

Tak jakbym czytała o sobie kiedyś, wiadomo z pewnymi różnicami ale schemat prawie identyczny.
Ja np analizując siebie, dochodzę do wniosku że zawsze miałam jakieś "bluszczowe zapędy", ale zwyczajnie je kontrolowałam podobnie jak emocje, i nie pozwalałam sobie na to by mną owładnęły. On z kolei jakby na siłe, starał się mniej z tego pancerzyka obedrzeć, bo to przecież nic złego. No i sru, jak przyszlo co do czego uciekł gdzie pieprz rośnie big_smile


Nie ma niestety uniwersalnego sposobu jak wyzbyc się tego strachu, jak go przełamać, jak odzyskać siebie. Gdyby wszystko byłoby takie proste, nikt nie siedziałby na tym forum.
Czego tak naprawdę się boisz? Utraty jego czy samotności?

Fakt zamieszkanie razem to zły pomysł. Ja już od siebie napisałam - odpocznijcie nawzajem od siebie. Przyjrzyjcie się sami sobie i nauczcie słuchać własnych potrzeb. Twoje "bluszczowe zapędy" biorą się z niepewności. Sama pisałaś, że gdy czujesz jakąś przewagę, gdy on zaczyna zabiegać - przychodzą Ci do głowy mysli, że dałabyś radę być sama. Z kolei, gdy czujesz że tracisz nad wszystkim kontrolę włącza się czerwona lampka i nagle znowu czujesz, że nie umiesz bez niego żyć. I tak oto ganiacie się nawzajem - raz ty gonisz jego, raz on Ciebie. Ddy on goni Ciebie, a ty nagle przestajesz uciekać, role się odwracają. I tak w kółko macieju big_smile

Najwidoczniej on kaleka emocjonalny szukał dziewczyny silnej i niezależnej, którą nie trzeba się opiekować, która dba sama o siebie i o niego przy okazji - i taka znalazł. Tymczasem psikus, dziewczyna się popsuła, a on z powrotem by chciał tej silnej. Ty skupiona na tym by jednak Cię chciał, tym bardziej tą prawdziwą niezależność tracisz, żeby go zatrzymać. I oboje popełniacie błedy. On niestety musi pogodzic się z tym, że w związku obie osoby wzajemnie się wspierają, a nie że działa to w tylko jedna stronę. NA TYM POLEGA ZWIĄZEK. Ty z kolei musisz odzyskać siebie samą.

Bo na dzień dzisiejszy stał się Twoją obsesją i musisz się od tego uwolnić. Poza tym w ten sposób dasz mu sygnał - "robię coś dla siebie, myslę o sobie " - ty uciekniesz od niego i byc może dasz mu do myslenia.  Nie uda Wam się stworzyć nic dobrego dopóki się z tej obsesji nie wyleczysz. Musisz nauczyć sie na nowo być sobą, taką jaka lubisz. Dla siebie samej smile

2 240

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
riverdrive2 napisał/a:

Na początku zaczął się potok typu "mam egzaminy w tym tyg, w przyszłym też mam trochę" itd, na dodatek dorzuciła w pewnym momencie tekstem "a po co na randkę?" albo "dlaczego randka" czy coś w tym stylu. Dałem jej skończyć, zrozumiałem że nic z tego nie będzie, pogadałem chwilę i pojechałem. Po przyjeździe dostałem smsa, że przeprasza za to że zachowywała się dziwnie, że dziękuje za zabawną sytuację i że ma nadzieję że bezpiecznie dojechałem. Odpisałem neutralnie.

Riverdrive...
3 razy zabierałem się do czytania od deski do deski, by znaleźć wzmiankę o Tobie... tak własnie o Tobie w tym natłoku naklikanego przez Ciebie elaboratu i... ni cholery nie ma. Czekaj... usiądę z drugiej strony laptopa, to może cuś doczytam.


Ciemnica z tej 2 mańki smile
Wszędzie jest to "o niej, przy niej, dla niej, z nią, w niej..." a gdzie qrde jesteś Ty??? yikes
Spotkanie, zarełko, propozycja randevous... no gicio. A ona co??? "What is randka???" hmm i "Im sorry Vinetou"???
To, że masz złudzenia to normalka... ale to i tak za długo już trwa i dalsza taka "terapia" reanimacji trupa i leczenia zachowawczo syfa pudrem, to już skrajny odpał, umysłowa padaczka.
Do niczego nie dojdziesz a dwoisz sie i troisz do potęgi n-tej i guzik z... węzłem gordyjskim hmm z tego masz... Pomyśl o sobie, ale o sobie najpierw!!!

2 241

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
Bellatrix napisał/a:
debby1234 napisał/a:

Dziwi mnie to że dziewczyny tu piszą prosząc o pomoc i rade a jak juz ja dostaja to i tak robia po swojemu.. gdzie tu sens??

Każdy dostaje różne rady i wybiera sobie z tego to, co dla jego sytuacji najwłaściwsze. Nikt dla nikogo nie powinien być wyrocznią:)

Nie twierdze że ktos ma byc dla kogos wyrocznią ale logicznie rzecz biorąc jak się prosi kogos o rade i pomoc to raczej powinno sie brac kogos rady pod uwage... ale nie ważne

Niewiem ziemniaczana ma racje powinnaś teraz odnależć samą siebie , przyznam że teraz juz bardziej rozumiem twoją sytuację jak ją lepiej nakreśliłaś, fajnie że chcesz się zmienić dla sie nie nie dla niego, ja wierze że Ci się uda i będziesz tą samą dziewczyną jaką bylas

2 242

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

@bags - Wiem, zdaję sobie z tego sprawę, no ale muszę coś z tym zrobić bo ciągle żyję w zawieszeniu. Panna nadal się nie odzywa, nie mam pojęcia o co chodzi, ale ja też się pierwszy nie odezwę. Postawiłem sobie za cel nawiązać z nią kontakt w przyszłym tygodniu, jeśli do tego czasu sama się nie odezwie - cała ta sesja i wszystkie wymówki się jej skończą, no i mam zamiar przeprowadzić z nią rozmowę, jak już wcześniej sugerowaliście. Taką już stawiającą pod ścianą. W sensie, co z tym robimy, by określiła się dokładnie. Do tego czasu od rozstania ani razu nie poruszyliśmy tematu "nas", jakby to miało funkcjonować itd. Jeśli powie, że to chciała sprawdzić jak to będzie i jednak jej nie pasuje, że to jednak nie to i nic z tego nie będzie - okej, daję sobie siana na zawsze. Za długo to trwa, za długo mnie to męczy, a uważam że jestem na tyle ciekawą osobą że nie powinienem tak cholera cierpieć i żyć w zawieszeniu. Do tej pory tematu nie poruszałem, z standardowej obawy "bo to za wcześnie, bo się spłoszy etc..." ale niestety chyba nie ma innego wyjścia, jak po prostu przyspieszyć rozwój sytuacji i zagonić do ślepej uliczki. Ja się określiłem, powiedziałem jasno o co mi chodzi, reakcja .. no reakcja sami wiecie jaka jest. Nie da się jaśniej. Co myślicie? Czy tak właśnie powinienem to zrobić?

2 243

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
riverdrive2 napisał/a:

@bags - Wiem, zdaję sobie z tego sprawę, no ale muszę coś z tym zrobić bo ciągle żyję w zawieszeniu. Panna nadal się nie odzywa, nie mam pojęcia o co chodzi, ale ja też się pierwszy nie odezwę. Postawiłem sobie za cel nawiązać z nią kontakt w przyszłym tygodniu, jeśli do tego czasu sama się nie odezwie - cała ta sesja i wszystkie wymówki się jej skończą, no i mam zamiar przeprowadzić z nią rozmowę, jak już wcześniej sugerowaliście. Taką już stawiającą pod ścianą. W sensie, co z tym robimy, by określiła się dokładnie. Do tego czasu od rozstania ani razu nie poruszyliśmy tematu "nas", jakby to miało funkcjonować itd. Jeśli powie, że to chciała sprawdzić jak to będzie i jednak jej nie pasuje, że to jednak nie to i nic z tego nie będzie - okej, daję sobie siana na zawsze. Za długo to trwa, za długo mnie to męczy, a uważam że jestem na tyle ciekawą osobą że nie powinienem tak cholera cierpieć i żyć w zawieszeniu. Do tej pory tematu nie poruszałem, z standardowej obawy "bo to za wcześnie, bo się spłoszy etc..." ale niestety chyba nie ma innego wyjścia, jak po prostu przyspieszyć rozwój sytuacji i zagonić do ślepej uliczki. Ja się określiłem, powiedziałem jasno o co mi chodzi, reakcja .. no reakcja sami wiecie jaka jest. Nie da się jaśniej. Co myślicie? Czy tak właśnie powinienem to zrobić?

Zasługujesz na ochłapy??? Zastanów się. Ustal sobie jakiś termin "dead line", trzymaj się tego i ją poinformuj o tym. Nie ma odzewu poprawy relacji to czapeczka, kurteczka i bye. Bo w przeciwnym razie będzie Cię mamić obietnicami bez pokrycia w nieskończoność a Ty zostaniesz o kiju... z ręką w nocniku.

2 244

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
bags napisał/a:
riverdrive2 napisał/a:

@bags - Wiem, zdaję sobie z tego sprawę, no ale muszę coś z tym zrobić bo ciągle żyję w zawieszeniu. Panna nadal się nie odzywa, nie mam pojęcia o co chodzi, ale ja też się pierwszy nie odezwę. Postawiłem sobie za cel nawiązać z nią kontakt w przyszłym tygodniu, jeśli do tego czasu sama się nie odezwie - cała ta sesja i wszystkie wymówki się jej skończą, no i mam zamiar przeprowadzić z nią rozmowę, jak już wcześniej sugerowaliście. Taką już stawiającą pod ścianą. W sensie, co z tym robimy, by określiła się dokładnie. Do tego czasu od rozstania ani razu nie poruszyliśmy tematu "nas", jakby to miało funkcjonować itd. Jeśli powie, że to chciała sprawdzić jak to będzie i jednak jej nie pasuje, że to jednak nie to i nic z tego nie będzie - okej, daję sobie siana na zawsze. Za długo to trwa, za długo mnie to męczy, a uważam że jestem na tyle ciekawą osobą że nie powinienem tak cholera cierpieć i żyć w zawieszeniu. Do tej pory tematu nie poruszałem, z standardowej obawy "bo to za wcześnie, bo się spłoszy etc..." ale niestety chyba nie ma innego wyjścia, jak po prostu przyspieszyć rozwój sytuacji i zagonić do ślepej uliczki. Ja się określiłem, powiedziałem jasno o co mi chodzi, reakcja .. no reakcja sami wiecie jaka jest. Nie da się jaśniej. Co myślicie? Czy tak właśnie powinienem to zrobić?

Zasługujesz na ochłapy??? Zastanów się. Ustal sobie jakiś termin "dead line", trzymaj się tego i ją poinformuj o tym. Nie ma odzewu poprawy relacji to czapeczka, kurteczka i bye. Bo w przeciwnym razie będzie Cię mamić obietnicami bez pokrycia w nieskończoność a Ty zostaniesz o kiju... z ręką w nocniku.

Polać mu dobrze gada:))

2 245

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

witam wszystkich co u WAS?:)

2 246

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Słuchajcie, coraz bardziej cierpię, chyba zdecyduję się na lekarza i leki... Zastanawiam się, czy mogę Wam opisać całą swoją historię (a będzie długa), czy przeczytacie i powiecie mi co zrobiłam źle, bo on myślał o tym, żeby wrócić, a znów się spieprzyło, od rozstania mieliśmy kontakt co kilka dni, potem znów mu się odmieniło... i czuję się jakoś temu winna, chociaż pewnie nie jestem. Mogę później wszystko opisać i poprosić Was o obiektywne opinie? Bardzo cierpię, zawalam pracę, kłócę się z przyjaciółmi, bo brak mi do wszystkiego sił i cierpliwości... Niszczę siebie i swoje życie teraz przez to, że ciągle analizuję gdzie znów popełniliśmy błąd. Bardzo proszę o pomoc. Pomożecie mi?...

2 247

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
wczesna napisał/a:

Słuchajcie, coraz bardziej cierpię, chyba zdecyduję się na lekarza i leki... Zastanawiam się, czy mogę Wam opisać całą swoją historię (a będzie długa), czy przeczytacie i powiecie mi co zrobiłam źle, bo on myślał o tym, żeby wrócić, a znów się spieprzyło, od rozstania mieliśmy kontakt co kilka dni, potem znów mu się odmieniło... i czuję się jakoś temu winna, chociaż pewnie nie jestem. Mogę później wszystko opisać i poprosić Was o obiektywne opinie? Bardzo cierpię, zawalam pracę, kłócę się z przyjaciółmi, bo brak mi do wszystkiego sił i cierpliwości... Niszczę siebie i swoje życie teraz przez to, że ciągle analizuję gdzie znów popełniliśmy błąd. Bardzo proszę o pomoc. Pomożecie mi?...

Napisz, "wygadaj się" - poczujesz się lepiej ;-)

2 248

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Dziękuję... Pewnie napiszę wieczorem, bo w pracy nie bardzo mogę... Chociaż i tak nie pracuję, bo nie mogę się skupić, ale jak mnie nakryją na pisaniu opowieści, to mnie z miejsca wywalą hmm

2 249

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Wróciłam tutaj, nie jest to dobry powrót.

Moje Drogie, znowu ból. Nie chcę czytać swoich poprzednich wpisów, więc nie pamiętam czy wspomniałam o pewnym jak się okazało elemencie - koleżance. Tak, chyba chodzi o osobę trzecią.

Tak jak pisałam, zaczęliśmy się spotykac dwa tygodnie po rozstaniu, później moje pytanie czy dajemy sobie szansę i się spotykamy czy nie. Odpowiedź tak. Po dwóch dniach zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, że spotkał się z koleżanką ze studiów (niby wspólny projekt). Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, nie poznałam jej. Jego rekacja na pytanie co robił w weekend wszystko mi powiedziała. Wtedy całą noc przepłakałam, przekrzyczałam, on wychodził wracał, mówił, że to tylko znajoma, która jest 4lata w związku mieszka ze swoim chłopakiem, niedawno przechodzili przez kryzys i teraz rozmowy z nią mu pomagają. Zapewnienia, zapewnienia. Później kilkakrotnie wróciłam do tego tematu, mówiłam, że może z jej powodu powinniśmy sobie darować, on dostawał paniki, mówił, że to nie o to chodzi, to zwykła znajoma która niczego nie oczekuje, znajomość która nie niesie za sobą żadnych konsekwencji, jest zwykłą przyjemną znajomością bez oczekiwań i zobowiązań. On teraz czuje, że może mieć znajomą, bo ja zawsze miałam średni stosunek do jego znajomych (to prawda). Temat tak się przeplatał i przeplatał. Ja pytałam, on mówił, że utrzymują kontakt tylko uczelniany, ona jest szczęsliwa ze swoim mężczyzną itd. Wiedziałam, że ze sobą piszą, ale postanowiłam, że nie będę robić afery z powodu zwykłej koleżanki. Bałam się cały czas o ich relacje ale myślałam, że na takim etapie jestem po prostu nadwrażliwa. Prosiłam, żeby mi po prostu mówił o tym jak mają się gdzieś spotakać większą grupą, żeby też mówił mi jak do niego znowu napisze i poprosi o piwo. Oczywiście wyraziłam swoją niecenzuralną opinię na temat dziewczyny, która mając swojego mężczyzne szuka atrakcji u innych. (Sprawdziłam, faktycznie są tyle lat razem)

Tydzień temu mieliśmy większe spięcie, powiedziałam, że tak nie mogę, że ja się ciągle boję - musi wybrać. Powiedział, że zrezygnuje ze znajomości z nią. Ja niestety w tych emocjach powiedziałam, że nawet już nie chodzi o nią tylko o wszystko co między nami jest a czego nie ma. Rozmowa zeszła z jej tematu.

W ten weekend wszystko super, dzwonił, zapraszał, kolacja, kąpiel, po prostu super. Wczoraj się spotkaliśmy. Zapytałam tak przekornie, jak tam z nią? I znowu jego reakcja....poprosiłam, żeby pokazał mi telefon. Dzwonił do niej w nocy o 1 i o 3, kilkanaście smsów z kilku dni. Nie wytrzymałam. Poczułam się otwartą furtką, jak głupia cieszyłam się z jednego smsa dziennie a on wysyłał jej ich kilkanaście, dzwonił w nocy. Takiego bólu chyba nawet nie czułam podczas gdy się wyprowadził. Wykrzyczałam wszystko (wiem mój błąd). Powiedziałam, że się mną zabawił, że tak naprawdę czekał, aż ona może zostawi swojego faceta a ja pójdę w odstawkę a jeśli nie zostawi to zadowoli się mną. POwiedziałam to wszystko bo tak czułam i czuję nadal. Bardzo się zdenerwował, że wszystko muszę psuć przez swoje paranoje, że nic mi nie mówi bo wie jak ja na takie sprawy reaguję, on mnie zaprasza chce ze mną spędzić czas a ja muszę tak zepsuć miły wieczór po raz kolejny bo znowu wracam do jej tematu. Postawiłam ultimatum albo ona albo ja, niech wybiera (wiem kolejny błąd). Powiedział, ze może w końcu  ja podejmę jakąś decyzję. Więc wyszłam....dla mnie podjął taką decyzję za każdym razem jak do niej dzwonił i pisał w nocy.

koniec histroii.

Jak wybiegłam z mieszkania poczułam ulgę ale na chwilę. Dzisiaj umieram. Nie będę opisywać jak się czuję bo jestem wrakiem człowieka, który nie spał, nie jadł i się nie umył. Nie o to chodzi.

Dziewczyny, najgorsze jest to, że ja żałuję tego co zrobiłam. Może to faktycznie moja paranoja. Ona ma tego faceta, razem gdzieś tam wyjeżdżają(sprawdziłam) . Ale mnie to tak zabolało. TYlko ja zawsze miałam problem z jego koleżankami. Prawdopodobnie jestem za bardzo zaborcza, ale teraz poczułam, że nie dzwoni się do zwykłej koleżanki o takich porach.

I jeszcze jedno. Jak pozbyć się nadziei? Teraz ciągle myślę o tym, że się odezwie, że o tym porozmawiamy. Nie mówię, że uwierzę, że zaufam, ale, że porozmawiamy.

Patrzę jak głupia na telefon. Zakończyło się to bardzo dziwnie, jakby niedopowiedzianie. Oboje byliśmy w strasznych emocjach, ja w bólu on w złości, że go oskarżam.

Może powinnam spróbować z nim porozmawiać? Chcę chociaż dowiedzieć się, że się zakochał, chcę poznać prawdę tak będzie mi lepiej.Ciągle powtarzał, że to znajoma . Ja teraz znowu jestem w domysłach i złości na siebie, że zrobiłam aferę z niczego.

Wiem, że wszyscy powiedzą, że to było wiadome od początku, że chodziło o trzecią osobę a ja byłam furtką. Tak może być. Ale ja jakoś nie mogę w to uwierzyć. Coś mi podpowiada, że chodzi o coś innego....

2 250

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Moja porada? Oczywiście porada z boku... Bo ja wiem, jak się czujesz, i wiem, że nie zastosujesz się do niej, sama tego nie potrafię zrobić.

Nie powinnaś teraz się do niego odzywać... bo on musi zrozumieć o co Ci chodzi, a nie zrozumie od razu i w złości, a poza tym przyzwyczai się, że to Ty zabiegasz i on już w ogóle przestanie. Tylko wiem, że jesteś teraz w stanie, który sprawia, że nerwy rozsadzają Cię od środka i boisz się, że wszystko stracisz. Dowodem na to jest to, że żałujesz swojego zachowania. Kochana... wyobraź sobie Was w takiej sytuacji np. rok temu. Zrobiłabyś TO SAMO, a w dodatku byłabyś wściekła i nawet przez myśl by Ci nie przeszło, żeby samej chcieć z nim o tym porozmawiać! Czekałabyś, aż skurczybyk się przyczołga i wytłumaczy i byłabyś tylko WŚCIEKŁA, na pewno nie zestresowana, że o matko, zniszczyłam, on odejdzie... To wynika z Twojej słabości teraz, rozedrgania, nerwów napiętych do granic możliwości przez ostatnie tygodnie. Taka teraz jesteś i teraz nie będziesz umiała reagować inaczej. Idealnym byłoby, gdybyś dała sobie kilka tygodni na ochłonięcie, na uspokojenie emocji. Tylko że wiem, jak się czujesz... i wiem, że pewnie żeby chociaż na chwilę uspokoić nerwy i sprawić, żeby było "dobrze", znów Ty będziesz go uspokajać, znów Ty będziesz się tłumaczyć, znów to wyjdzie od Ciebie, a on będzie mógł sobie wyrobić spokojnie opinię, że zachował się w porządku, bo przecież to Ty tłumaczysz, nie on. To nawet nie wynika z jego wyrachowania... po prostu takie są teraz relacje między Wami, strasznie nierówne, bo on jest niepewny tego, czy chce, a Ty jesteś zwyczajnie przerażona. W takiej sytuacji zawsze będziesz na straconej pozycji. I dopóki nie nabierzesz dystansu to się nie zmieni. Nabranie dystansu jest możliwe tylko przez zawieszenie kontaktu na jakiś czas. Ty tego nie zrobisz, bo w Twojej głowie to oznacza koniec. Pat. Totalny pat. Kochana... mnie identyczny pat doprowadził do ciężkiej depresji. Tyle jest napięcia między Wami, że teraz to po prostu nie może wyjść. Bo on tego napięcia nie łagodzi. Złagodziłby... gdyby tylko chciał. A nie chce. Nic dziwnego, że się boisz. Ani że to napięcie jest. Pat.

U mnie doprowadziło do tego, że relacja zrobiła się toksyczna, ja przerażona, zatraciłam siebie, on stracił do mnie przez to szacunek ("powinnaś była dawno ode mnie odejść, to jak trwanie kobiety przy alkoholiku, sama sobie robisz krzywdę"), i w konsekwencji mnie rzucił. No i też w konsekwencji tego, że PO PROSTU NIE CHCIAŁ NAD TYM PRACOWAĆ. Nie chciał mnie.

Teraz znów mnie odrzucił ("ile razy mam Ci to powtarzać?")

A ja toczę się po równi pochyłej, chociaż niżej już chyba spaść nie mogę. Od kiedy odtrącił mnie i na mnie nakrzyczał po raz ostatni nie mam z nim kontaktu. Półtora tygodnia już, nabieram dystansu, myślę, że trochę to pomaga. Tobie też by to pomogło, ale ja mogłam tego dokonać tylko po tym, jak mnie upokorzył i sam to urwał. Dopóki miałam nadzieję, trwałam jak Ty.

Inna sprawa, że nadzieja jeszcze żyję... Napiszę o tym później, bo też potrzebuje pomocy.

2 251

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Wstyd mi, że znów mu wtedy powiedziałam co czuję, że znów się rozpłaszczyłam, że wymogłam pocałunek... To był drugi moment słabości od 3,5 miesiąca, tym razem odepchnięty... Wstyd mi, to raz, dwa - wydaje mi się, że położyłam tym sprawę. Że to go zniechęciło, wcześniej wahał się... Opiszę wszystko jutro... Ale czuję się coraz gorzej.

2 252

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
wczesna napisał/a:

U mnie doprowadziło do tego, że relacja zrobiła się toksyczna, ja przerażona, zatraciłam siebie, on stracił do mnie przez to szacunek

klasyka...

Ogólnie wczesna ma 100% racji. Nic dodać nic ująć.
Skoro jemu potrzeba swobody - proszę bardzo daj mu jej - tyle że aż się zrzyga.

2 253

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Chyba są razem...tak sądze po tym co napisała na fb. Albo to moje paranoje. Akurat dzień po tym jak między nami wynikła ta sytuacja, napisała, że w jej życiu zachodzą zmiany. Dla mnie to jasne....

Tak bardzo chciałabym wiedzieć na czym stoję, dlatego ciągle mam wręcz paniczną potrzebę spotkania się z nim, żeby mi powiedział jak jest. Nie zrobię tego, nie dam mu tej satysfakcji. Przez 4 miesiące nie odezwałam się pierwsza (tylko dwa razy) więc nie zrobię tego teraz.Nie prosiłam, nie błagałam, ale też mówiła, o tym, że chcę to naprawić.

Słuchajcie ja jestem załamana, dzieje się coś takiego czego nie umiem opisać. Jest we mnie tyle lęku, rozpaczy, samotności.

Jestem sama przerażona tym co czuję i jakie myśli mi się pojawiają. To cierpienie, które mnie od środka rozrywa, wręcz fizyczny ból, taki przez który mam ochotę wyć, krzyczeć, położyć się na ziemi i nie wstać. Jednocześnie nie umiem zakceptować tego, że to się dzieje, że to koniec. Już nigdy go nie zobaczę, nie przytulę, nic już razem nie przeżyjemy. Jest to dla mnie tak absurdalne, tak nie wyobrażalne, że nie umiem o tym myśleć. Wyparcie. Wtedy, żeby się obronić przed tym bólem, cierpieniem przychodzi ta nadzieja, że to nie może po prostu nie może być koniec. Przecież przez 4 miesiące się spotykaliśmy, nie rozstaliśmy się do końca. Było już coraz lepiej.

Właśnie, jak poradzić sobie z tą nadzieją. Nie układać scenariuszy w głowie, które same przychodzą. Przestać sobie wyobrażać, nie łudzić się już?Jak?Z jednej strony nie umiem zaakceptować tej myśli, że to koniec (pomimo tego, że jestem jej świadoma) a z drugiej strony wiem, że inaczej nie ruszę do przodu. Ale to właśnie śmierć nadzieji boli najbarzdiej.

Moje myśli są straszne. To podzieliło moje życie na przed i po. Za każdym razem jak coś robię np. wychodzę z pracy myślę, że kiedyś wracałam do domu, robiłam dla nas obiad, siadaliśmy rozmawialiśmy, oglądaliśmy film. Byłam taka szczęśliwa, miałam wszystko. Pojawiały się jakieś problemy - to nic, był on, był wsparciem, coś się nie udawało ale się cieszyłam, że przynajmniej mam w życiu to co najważniejsze - mam miłość, jestem z człowiekiem którego kocham i z którym jestem szczęśliwa. Teraz?Teraz nie mam nic. Wszystkie problemy są jeszcze gorsze a jednocześnie tak nic nieznaczące w porównaniu do jego braku.To jest dopiero problem.

Głupota ale wszystko mi się kojarzy. Zobaczyłam w pracy na stole męski włos. Płakałam jak głupia, że już nigdy nie zobaczę jego włosów w łazience i nie będziemy się tak słodko o to sprzeczać.
Kojarzy mi się wszystko!Robię w pracy coś, jakiś projekt który się ciągnie i od razu myślę "wtedy jeszcze byliśmy razem, wtedy jeszcze to czy to" To jest straszne. Mam bardzo rozwiniętą pamięć autobiograficzną. To nie pomaga.

Wszyscy mówią, że jestem młoda, mam 24 lata i całe życie przede mną ale właśnie....całe życie bez niego. A on w mojej przyszłości miał być. Jakby ktoś zabrał mi 90% planów życiowych. Jak myślałam o sobie za kilka lat, to zawsze on był obok, nic nie było tak przerażające jak teraz. Teraz widzę siebie wracającą do pustego mieszkania (paskudnej kawalerki, na inną mnie nie stać), myślącą, że kiedyś on był. Tęskniącą i samotną. Przyszłość jest czarną pustką, to mnie napawa takim lekiem, przez który ledwo funkcjonuję.

Wszyscy mówią poznasz kogoś, kogoś lepszego. A ja?Ja znowu panika. Zaczynam się trząść, to jest atak paniki. Jak będzie wyglądał ten ktoś, co teraz robi, kim jest, jak będzie miał na imię?To jest straszny lęk. Bo to przecież miał być on, więc nie może być nikt inny. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym się przytulić do kogoś innego, z kimś innym zrobić to co robiłam i miałam robić z nim. To po prostu nie może być nikt inny. Ja się boję.Poza tym nie oszukumy się, nie jest tak łatwo poznać kogoś kogo się pokocha i ktoś pokocha nas. Gdyby tak było to nie byłoby tylu samotnych ludzi. A Ci najfajniejsi, najbardziej wartościowi są już zajęci albo dosłownie, albo mają zajęte serducha.

Wiem, to chore. Moja mam już nie chce ze mną rozmawiać, mówi, że robię tragedię z niczego. Ale dla mnie to jest tragedia. Zawsze się zastanawiałam jak ludzie sobie radzą po rozstniu, jak to możliwe, że żyją normalnie. Zawsze myślałam o osobach, które nikgo nie mają i było mi ich tak szkoda. A teraz sama taka jestem. I owszem był moim pierwszym mężczyzną, przed nim całe swoje życie byłam sama. I wtedy też chciałam poznać kogoś, tęskniłam za uczuciem wcale go nie znając, teraz je znam więc tęsknie za konkretną osobą i uczuciem.Wiem jak to jest kochać, być kochanym, być szczęśliwym, brakuje mi czegoś co znałam i miałam przez 3 lata.


Teraz jeszcze tak naprawdę nie wiem czy są razem, ale wiem, że dopiero najgorsze przede mną jak już się upewnię. Myślenie o tym, że jest z nią, z nią robi to co ze mną, jej daje szczęście, które dawał mi. Do niej mówi tak jak do mnie, z nią planuje to co mieliśmy przeżyć razem.

Mam momenty, w których patrzę na ludzi w tramwajach/autobusach i myślę sobie: nie ja pierwsza i nie ostatnia, każdy pewnie coś takiego przeżył. Ale wydaje mi się, że jedni przeżywają mniej inni gorzej. Jedni sobie radzą, inni nie.

Wszyscy mówią: skup się na sobie. Ale jak? Po co przeżywać coś czego nie można z nikim dzielić?Po co mam zacząć robić coś (np wyjść na rower) skoro mu o tym nie opowiem. Wiem, to głupie ale jakby wszystko straciło sens. W życiu miałam tyle spraw z nim przeżyć: obronę magisterki, zmiana pracy. Teraz nic już razem nie przezyjemy. Jak to boli. Zroić obiad?Po co?Zawsze jedliśmy razem. Wyjść gdzieś?Po co?Ani mu tego nie powiem, a poza tym zawsze robiliśmy to razem. Jakby nic mnie nie czekało. Nic nie jeste dla mnie ważne, nic nie jest znaczące.


Mówią: masz pracę, rodzinnę, znajomych. Ale praca mnie nie przytuli, nie porozmawia ze mną, nie zastąpi bliskiej osoby. Znajomi?Od czterech miesięcy się z nikim nie widziałam, każdy ma swoje życie. Wychodzę z pracy i jadę do babci. Dawno nie spałam sama bo się boję. Moja mama nie chce ze mną rozmawiać, a Babcia sama straciła Dziadka półtora miesiąca temu. I ona mi mówi, że przeżywam to barzdiej niż ona.

Jestem bardzo zła na siebie, że tak to przeżywam, że jestem taka słaba. Nie chcę już tak czuć, tak myśleć. Ale nie umiem. Tak bardzo bym chciała. Nie ma minuty, żebym o tym nie myślała. Nie mogę się na niczym skupić, nie wiem co ludzie do mnie mówią.

Wiem, że sama się zatracam, spadam coraz niżej, ale nie wiem co zrobić, żeby było inaczej. Nigdy nie umiałam radzić sobie z problemami, a teraz to już jest tragedia. Ja nie wierzę, że to się dzieje, to nie może być koniec.

2 254

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Kochana,
od razu, dziś, zaraz marsz do psychiatry po leki uspokajające i nasenne. Na początek. Dopóki nie nauczysz się jakoś funkcjonować.
Ja zrobiłam ten błąd i zwlekałam z tym ponad 3 miesiące, jest coraz gorzej, ratuj swoje zdrowie i zadbaj o siebie.
I najważniejsze - NIE WKRĘCAJ SOBIE TYM WPISEM NA FB. Nic nie wiesz, a domysły Cię wykończą. Ona ma faceta. Nic nie wiesz na pewno. Nie dokładaj sama sobie cierpienia, chociaż teraz bardzo chcesz sama siebie krzywdzić jeszcze bardziej. To właśnie robisz, to robimy, a TAK NIE WOLNO.

2 255 Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2013-06-27 00:22:04)

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Moze to glupie ale lekow nie polecam. One nie zabija problemu. One tylko odurzą.

Czeka Cię ciężka praca z tym wszystkim. Bo upaść mozna niezwykle szybko, gorzej ze wstaniem na własne nogi.

Na dzień dzisiejszy - zajmuj czymś mysli żeby nie zwariować. Cokolwiek by to miałobyć, choćby imprezy do rana.
Odreaguj.
Tak mniej więcej ja sobie radziłam na początku.

Podbuduj własne ego, poczucie wartości i atrakcyjności. Nie możesz, a nawet posunę sie do tego że NIE WOLNO by facet wyznaczał sens Twojemu życiu. Musisz umieć żyć zarówno z nim, jak i bez niego, choć na dzień dzisjeszy wydaje Ci się to niewyobrażalne.

W końcu to szmat czasu razem, wszystkie plany, marzenia - a tu bum! - nie ma nic i człowiek nie za bardzo wie co z sobą począć. Z czasem przyjdą nowe plany, nowe marzenia, ale tu kładę nacisk Z CZASEM.

Cokolwiek by się nie działo - da się przeżyć.
Naprawdę, uwierz mi - da się.
Nie zatracaj siebie, nigdy, dla nikogo!

Trzymaj się cieplutko i jak będzie ciężko pisz pisz pisz i jeszcze raz pisz wink

2 256

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

No ja jednak polecam jakieś odurzacze... Bo na poczatku ból i cierpienie są tak silne, ze nie da się funkcjonować... Ja muszę coś zacząć brać, bo do tej pory jakoś sobie radziłam, a teraz jak znów go nie ma zawalam pracę, a moja praca jest bardzo odpowiedzialna i nie mogę pozwolić sobie na błędy. A w środku rozrywa, nie da się tak funkcjonować, a nie mam możliwości tego przeleżeć, przespać, przechlać... Muszę żyć jak żyłam, a nie daję rady

2 257

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Dawno tu nie zaglądałam. Widzę, że nowe osoby się pojawiły.
No cóż.. ja nie polecam żadnych leków. One w niczym nie pomogą, wręcz przeciwnie. Niszczysz swoje zdrowie, a to jedynie Cię odurza. Ja w sumie przesypiałam wtedy każdy dzień, ale leków się bałam.

2 258

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Ja tez leków nie polecam choc z drugiej strony to zalezy od oranizmu czlowieka jednym słuza i pomagaja przetrwac a niektorzy sa po nich otumanieni. U mnie różnie raz lepiej raz gorzej, w weekend mialam ciezki okres cały dzien przepłakałam czulam sie samotna strasznie, ale juz jest lepiej. Myśle o nim nie zaprzecze ale nie jest to juz takie obsesyjne myslenie jak kiedys. Mam teraz bardzo trudny okres w moim zyciu w zwiazku z moja wada serca wykryto u mnie chorobę krwi i jutro mam robione echo serca i inne badania. Boje się strasznie ze cos bedzie nie tak ze zostanie mi mało czasu ze nie zdaze poznac nikogo kogo pokocham z wzajemnoscia... wiem ze takie mysli sa głupie ze nie powinnam tak myslec. W tym czasie jego wsparcie bardzo by mi pomogło tylko ze on nie umie nikogo wspierac bo mysli tylko o sobie... Mam wokół ludzi ktorzy juz to robia wiec on nie jest mi potrzebny, z drugiej strony cieszyłabym sie gdyby po prostu był... ale niestety musze nauczyc sie zyc bez niego i doceniac osoby ktore przy mnie teraz sa a nie osób ktore maja mnie gdzies

2 259

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Debby odganiamy negatywne mysli! Jestem z Toba i napewno bedzie dobrze. Daj znac jak poszly badania. A Ci faceci niech ida sobie precz skoro nie umieja nas docenic.

2 260 Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2013-06-28 00:15:52)

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Od siebie powiem tyle - nie warto tracić czasu energii i emocji dla tych ktorym to zwisa.
Niedawno czytałam że "obsesyjna" potrzeba posiadania bądź zatrzymania przy sobie faceta może wynikać z tego że kobieta musi sie kims zjamować, musi mieć o kim myśleć by nie zostać ... sama ze sobą i swoimi problemami.
Może jest coś czego w sobie nie lubicie, może boicie się przyjrzeć własnemu wnętrzu?

A czasem problem tkwi w tym ze nie tyle co potrzebujecie faceta tylko przyjaciela. Po prostu kogos kto bedzie obok, da świadomość i poczucie tego że będzie zawsze.

Warto czasem spojrzeć od tej strony.

Debby na pewno wszystko bedzie ok, nie zamartwiaj sie zawczasu. Trzymam kciuki za pomyslne wyniki wink

Apropos psychotropów itp - myslę że lepiej na nich nie polegać. Czlowiek musi sie sam nauczyć radzić z własnymi emocjami -  sięgnięcie po to, to ryzyko ze z czasem przy najmniejszych problemachi będzie wolal wziąć coś na uspokojenie.

Może to głupie co powiem i pewnie niektórzy to zakwestionują - ale wydaje mi się że jesli człowiek staje na nogi o własnych "silach" to potem jest dzięki temu tylko silniejszy wink

2 261

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

No, chciałabym umieć jak Wy sad Na razie ciągnę bez, ale dziewczyny, ja mam cudowną pracę którą ZAWALAM. Ja nie śpię całymi dniami, nie płaczę, nie wpadam w czarną rozpacz. Ja non stop jestem w nerwach, głowa gdzie indziej, od 4 miesięcy sypiam po 2-3 godziny na dobę. I jest coraz gorzej, już tyle czasu. Nie mogę stracić pracy, chwytam się ostatniej deski ratunku, zwłaszcza że juz kiedyś cierpiałam na depresję i wygrzebywałam się z niej dwa lata. Koszmarny czas... i teraz mam powtórkę.

2 262

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Może wizyta u psychologa i jakieś zwolnienie?

2 263

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Psycholog w toku, zwolnienie nie wchodzi w rachubę - pracuję przy projektach, prowadzę jeden ogromny, nie mogę sobie pozwolić na niechodzenie do pracy.. i na taki brak skupienia i zawalanie wszystkiego, jak to właśnie robię sad
Jestem dzielna, trwam w milczeniu... Ale pęknę, chociaż usłyszałam, że nie będziemy razem. Gorzej mi od kiedy urwałam kontakt, pewnie robię fatalnie, ale ja nie mogę sobie dziewczyny pozwolić na to, żeby tak NIE funkcjonować. Muszę myśleć doraźnie, co pozwoli mi trzymać się na nogach, skupić się maksymalnie na pracy, a do września będzie jej coraz więcej - do września MUSZĘ trzymać się w kupie, w drugiej połowie września mogę dopiero rozpaść się na kawałki, być rozkojarzona, wyć i brać zwolnienie. Wyobrażacie sobie? Czuję się jakby mnie walec rozjechał z tą świadomością. Siedzę i patrzę tępo w monitor, patrzę jak przychodzą maile, jak stosy kartek rosną mi na biurku, KOCHAM MOJĄ PRACĘ, a nie mogę, no nie mogę pracować. I nie mogę pozwalać sobie na dni, kiedy nie pracuję. A dziś już kolejny taki... Jestem bezradna, powiedzcie mi proszę co mam robić. Tylko nie mówcie, że mam spróbować się skupić - bardzo, bardzo się staram, ta praca jest dla mnie teraz wszystkim, ale nie panuję nad tym ani nad sobą.

2 264

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

No i juz po badaniach.. jest źle bardzo źle. Doktor mnie załamał totalnie. Przez moją wadę nie mogę nigdy zajść w ciąże nie moge mieć dzieci bo to mnie moze zabić.. ogólnie lekarz sie dziwił jak ja z moja wada serca jeszcze zyje ( jedna komora i brak przegrody miedzy komorami czy jakos tam) mowil ze z moja wada nie pozyje długo i szczesliwie ale jade do warszawy do klinki i prawdopodobnie bede zakwalifikowana do przeszczepu. Wyszłam z gabinetu i łzy same mi poleciały nie przez to ze moge umrzec ale ze nie bede mogla miec dzieci, a jaki facet zwiaze sie z kobieta ktora nie dosc ze umrze to jeszcze nie moze urodzic swojego dziecka.. jest mi zle. Mama jest bardziej optymistyczna niz ja mowi ze przez 24 lata sie nasłuchala od lekarzy ze nie przezyje ze nie ma szans a jakos zyje i mam sie dobrze. nie wiem co myslec. Nie powiedzialam jeszcze nikomu nie chce by ktos wiedzial z moich znajomych co mi jest tym bardziej jego koledzy jeszcze mu powiedza a ja nie potrzebuje od niego litości.. Nie wiem co mam robic jestem w totalnej rozsypce po tej diagnozie... nic juz nie bedzie takie samo

2 265

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?
debby1234 napisał/a:

No i juz po badaniach.. jest źle bardzo źle. Doktor mnie załamał totalnie. Przez moją wadę nie mogę nigdy zajść w ciąże nie moge mieć dzieci bo to mnie moze zabić.. ogólnie lekarz sie dziwił jak ja z moja wada serca jeszcze zyje ( jedna komora i brak przegrody miedzy komorami czy jakos tam) mowil ze z moja wada nie pozyje długo i szczesliwie ale jade do warszawy do klinki i prawdopodobnie bede zakwalifikowana do przeszczepu. Wyszłam z gabinetu i łzy same mi poleciały nie przez to ze moge umrzec ale ze nie bede mogla miec dzieci, a jaki facet zwiaze sie z kobieta ktora nie dosc ze umrze to jeszcze nie moze urodzic swojego dziecka.. jest mi zle. Mama jest bardziej optymistyczna niz ja mowi ze przez 24 lata sie nasłuchala od lekarzy ze nie przezyje ze nie ma szans a jakos zyje i mam sie dobrze. nie wiem co myslec. Nie powiedzialam jeszcze nikomu nie chce by ktos wiedzial z moich znajomych co mi jest tym bardziej jego koledzy jeszcze mu powiedza a ja nie potrzebuje od niego litości.. Nie wiem co mam robic jestem w totalnej rozsypce po tej diagnozie... nic juz nie bedzie takie samo

Debby... znam takie 2 przypadki wśród moich rówieśników, gdzie dziewczyna tą samą diagnozę usłyszała 10 lat temu i dzisiaj jest matką 2 dzieci - drugie ma na teraz ponad roczek.
Mój bliski przyjaciel ma to samo co Ty z dokładką niedomykania się zastawki komory serca - krew zapina mu przez serducho jak na autostradzie - i musiał zrezygnować z uprawiania sportu zawodowo. Najlepiej jakby siedział i nic nie robił, gazetki czytał albo tv katował w ciepłych kapciach, bo nie może się wysilać. A po dziś dzień prowadzi firmę budowlaną i zapina na budowach deweloperskich.
Ja też ponad 20 lat temu miałem diagnozę odnosnie problemu z nogą, że dorosłość i starość to balkonik, kule albo wózek. samodzielne chodzenie to marzenia ściętej głowy.
Kilka lat temu ten sam konował miał spotkanie f2f w gabinecie ze mną. I żeby było śmieszniej, to wypozyczyłem z SOR-u (szpitalny oddział ratunkowy - pogotowie) wózek, wjechałem do Jego gabinetu sam, załatwiłem zaświadczenie i... ku jego zdziwieniu wstałem i wyszedłem z gabinetu, zostawiając mu bolida inwalidzkiego przy biurku. O jego szoku wzrokowym i zdumieniu ludzi w poczekalni, to nie muszę opowiadać... samemu można sobie ten zonk wyobrazić. 
"Jeden konował wiosny nie czyni" big_smile Głowa do góry.

2 266

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Dziękuje bags za słowa wsparcia dużo to dla mnie znaczy, ja też nie mogę uprawiać zadnych sportow ani nawet szybko chodzic bo zaraz sie robie sina. Wiem że jeden lekarz nie jest wyrocznią i nie musi sie zdarzyc tak jak mówi ale bardzo się boje ze on może miec racje. Nie chce przeszczepu boje sie operacji że juz sie nie obudze.. Od wczoraj zamknełam sie w sobie z nikim nie rozmawiam tylko z mamą, odcięłam się od ludzi całkowicie nie mam ochoty teraz z nikim rozmawiać. To forum jest dla mnie taka odskocznią i "powiernikiem" tutaj moge napisac o moich odczuciach i obawach nie wiem czemu wole pisać tutaj niż rozmawiać ze znajomymi. Bardzo się boje co przyniesie przyszłosc, od tej diagnozy boje sie chodzic spac ze umre we śnie dziwne schizy wiem ale co poradzić... Dzis pierwszy raz od 3 miesiecy pomyślalałam zeby sie do niego odezwac i powiedziec mu o diagnozie ale to raczej nie jest dobry pomysł przeciez jego nie interesuje co sie ze mna dzieje wiec nie sadze by zainteresowalo go moje zdrowie tym bardziej ze od poczatku mial gdzies to ze choruje na serce.. Przykre to ale co poradzic jestem teraz zdana sama na siebie.

2 267

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Debby tak mi przykro...
Ja poprosiłam o poradę i w końcu się zbiorę i napiszę... Więc piszę. Rozstaliśmy się na początku marca, ciężko w to uwierzyć, że to aż tyle czasu. Rozstanie po raz drugi. Ważne dla mnie jest to, co działo się po... Rozstaliśmy się przez telefon, on płakał, ja zachowałam twarz, tak myślę, byłam spokojna, dumna i dałam mu po prostu odejść. Poprosiłam, żebyśmy już nie mieli kontaktu. Złamał obietnicę po 3 tygodniach, napisał maila, żebym spróbowała się z tym pogodzić, żebym nie miała żalu, żebym dbała o siebie. Nie odpisałam. Smutne posty, piosenki itp, z mojej strony nic, zero reakcji. Po prawie 7 tygodniach pękłam... Zadzwoniłam do niego, zapytałam co słychac, jak życie, o takie proste codzienne sprawy. Długo rozmawialiśmy, słyszałam, że mu ciężko. Zaproponował spotkanie. Do spotkania zdążyliśmy 2 razy się pokłócić, a odbyło się w połowie maja. Traktował mnie nieco z góry i od razu wyjaśnił, że chce porozmawiać o tym, z czym jemu było źle, dlaczego się rozstaliśmy i dlaczego cierpiał w tym związku. Miał być monolog, wyszedł dialog - każdy argument, każdy powód cierpienia wzajemnie omówiliśmy. 10 godzin razem, skończyło się namiętnymi pocałunkami i moim wyznaniem, że kocham. Powiedział: "potraktuję to w kontekście straconej szansy". Później pisał jeszcze uspokajające smsy, bo byłam nieco roztrzęsiona. Kilka dni później dodał "naszą" piosenkę na fb - skomentowałam, wywiązała się rozmowa, w międzyczasie wyszło, że nawiązałam kontakt ze swoim byłym - jeszcze wcześniejszym niż on. Zdziwił się... a kilka dni później napisał z wyrzutami, w sumie na mnie nakrzyczał, że jak to, że przecież nie mieliśmy kontaktu a teraz takie coś! Znów kłótnia, znów załagodzona, byłam sucha i dosadna, ale wyszliśmy z tego jakoś obronną ręką. Uznaliśmy, że utrzymamy kontakt. Co kilka dni rozmowa, w sumie przez te 2 miesiące od kiedy zadzwoniłam cisza między nami nie trwała dłużej niż 2 dni. 2 tygodnie po spotkaniu dowiedziałam się, że zaprosił do siebie na imprezę dziewczynę, na której kiedyś mu zależało - wiem, że nic między nimi nie było, ale ja miałam z nią zawsze straszny problem i o tym wiedział. Byłam podpita po imprezie, była 1 w nocy, ale zadzwoniłam! I w nerwach powiedziałam, że szanuję jego decyzję o rozstaniu i nie chcę na nią wpływać, jednak nie chcę wiedzieć o takich rzeczach w jego życiu, zbyt mnie boli bycie obok tego i świadomość tego więc nie chcę już kontaktów. Rozmawialiśmy do 7 rano, uspokajał, chciał przyjechać, odwołał wszystko, impreza nie doszła do skutku przez to wszystko. Następną noc też przegadaliśmy - rano mówił, że tęskni, że chciałby mnie przytulić, że o mnie myśli, że nie wyobraża sobie kochać się z kimkolwiek innym... Że nie pozwoli urwać kontaktu, że koniecznie musimy się spotkać i na tym spotkaniu zależy mu dużo bardziej niż na imprezie z kimkolwiek. Umówiliśmy się, że porozmawiamy jeszcze o tej dziewczynie, żebym była spokojna. Cały następny dzień wymienialiśmy smsy - luźne, jak kiedyś, o tym co robimy, gdzie jesteśmy, śmialiśmy się razem. Wieczorem napisalam, że jestem zbyt niewyspana i zmęczona na kolejną nocną rozmowę, więc wrócimy do niej później. Zamilkłam na dwa dni, to był intensywny weekend, chciałam dać mu odetchnąć... i to był błąd. W środę po tym weekendzie zapytał, czy chcę wrócić do tej rozmowy. Napisałam, że jeśli wciąż chce, to chętnie. Wieczorem zadzwonił.... powiedziałam, że porozmawiamy jeśli chce, ale nie musimy bo ja sobie już trochę poukładałam w głowie... Wciekł się! Że po co mówię mu, że potrzebuję go do czegoś, a potem się wycofuję! I powiedział że jestem jak respirator dla niego, że niektóre rzeczy które mówię czasem pomagają mu żyć i poprawiają humor... Potem już była długa droga w dół, zaczął być niechętny, przekladał rozmowy, zareagował irytacją kiedy zadzwoniłam w piątek wieczorem.. Powiedział, że odbieram mu prawo do snu. Przyznałam, że POTRZEBUJĘ rozmowy z nim, pamiętając ostatnią jego irytację... Niestety, usłyszałam już tylko "no cóż, musisz radzić sobie z tym sama". Następnego dnia przeprosił, znów dałam mu 2 dni na odetchnięcie ode mnie po nerwowym piątku... W poniedziałek napisałam luźną wiadomość, on był już zły, że biorę go na wstrzymanie. Wcześniej umówiliśmy się na spotkanie w połowie czerwca... Przyjechał, spotkanie trwało 2 godziny - a przecież tak na nie nalegał, tak chciał - oddał książkę - ostatnią rzecz, jaką moją miał - i chciał się żegnać. Zatrzymalam go... Przecież chciał znajomości, a to było tak w przelocie, że mógł mi tę książkę po prostu wysłać... Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, on powiedział że bardzo się boi, że nasza znajomość zbyt łatwo wchodzi na stare złe tory i że trzeba by włożyć w to wiele pracy, zbyt wiele jak na związek na odległość, i że zatrzymał się na takim myśleniu. Powiedziałam mu po raz ostatni: tęsknię, przeniosę się dla Ciebie, myślę o Tobie, czy jest jeszcze szansa? Powiedział, że nie będziemy razem. Zbył mnie, nie chciał spędzić ze mną nawet chwili dłużej. Następnego dnia napisał, że wie, dlaczego zapytałam, a ja wiem, dlaczego się zdenerwował. Od tamtego czasu minęły 2 tygodnie, nie ma między nami żadnego kontaktu. Co ja zepsułam, gdzie popełniłam błąd, jest jeszcze jakaś szansa?.. Wybaczcie chaos... Jestem dziś w nerwach i płaczę od rana.

2 268

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

No mi tez jest przykro

2 269

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Skomentuje ktoś może?... Proszę sad

2 270

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

wczesna, prosisz o komentarz.
Przestań się łudzić. Nie snuj planów z nim w roli głównej ani jakiejkolwiek innej. Nie kontaktuj się z nim, nie odpowiadaj na jego próby (jeśli takie będą) kontaktu.

2 271

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Musisz urwać już całkiem kontakt bo każde jego ponowienie tylko przedłuża agonie tak naprawdę.  Nie zanosi się, że coś z tego wyjdzie więc zacznij się leczyć dla własnego dobra smile

2 272

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

wczesna wypowiadałam sie na twoj temat takze nic nowego niz to co juz pisalam ci nie powiem. Olej kolesia nie mozesz sie  ponizac i prosic go o cokolwiek, nie spotykaj sie z nim , nie pisz, nie dzwon zapomnij to trudne wiem ale innego wyjscia nie masz a szkoda przez jakiegos palanta marnowac sobie zycie

2 273

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

witam i jka tam dziewczyny u was?? wczesna, niewiem jak sobie radzicie?? u mnie w zasadzie bez zmian dowiedzialam sie ze skaskowal moj nr gadu nie wiem czemu wydaje mi sie ze ktorys z jego kumpli a moich pseudo przyjaciol juz mu doniosło o tym ze ja to zrobilam pierwsza, postanowilam ze z nimi nie kontaktowac jak do mnie napisza fajnie jak nie to nie prosic sie nie bede. smutno mi zwlaszcza w weekendy gdzie wszyscy razem szlismy na jakas impreze albo po prostu siedzielismy i gadalismy a teraz nie ma nikogo, a tak obiecywali ze nic sie nie zmieni jak przestane sie z nim spotykac a widac zmienilo sie wszystko , ale teraz przynajmniej widze na kogo moge tak na prawde liczyc na przyjacioł mojego niedoszłego najwyrazniej nie:(

2 274

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Lepiej napisz jak Ty się czujesz?
Ja przeniosłam się trochę na wątek dla osób świeżo po rozstaniu i tam sie codziennie udzielam, zapraszam czasem. Nie jest fajnie u mnie, głupie myśli mam w głowie, znów ciągnie żeby się odzywać, a to największa głupota póki jeszcze mam na coś nadzieję. Głupią także zresztą.

2 275 Ostatnio edytowany przez debby1234 (2013-07-13 21:10:35)

Odp: Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Jak się czuje w związku z czym? zajrze na ten watek wczesna, nie martw sie ja tez na poczatku mialam takie glupie mysli w glowie zeby sie odezwac teraz juz nawet jakbym chciala nie mam jak tydzien temu usunelam wszystkie zdjecia, i obydwa jego nr tel nie mam z nim kontaktu nawet jakbym chciala tobie tez kiedys radze taka terapie nie od razu bo ja tez sie zbieralam zeby to zrobic i w koncu sie udalo. trzymam kciuki za ciebie, ale odzywaj sie tutaj tez zebym mogla wiedziec co u ciebie. Pisalam wlasnie z jego kumplem mial do mnie jakies ale ze sie do niego nie odzywam powiedzialam mu o sercu o tym ze jade do warszawy na leczenie i o tym co powiedzial mi lekarz pomimo ze zabronilam mu jemu mowic jestem pewna ze do niego te wiesci dotra predzej czy pozniej jego kumpel pisal tez czy juz definitywnie koniec ze mna i z nim i ze moze powinnam mu powiedziec co sie dzieje ale ja nie mam zamiaru mu mowic wiem ze sie nie przejmie a potem bedzie gadal ze mu mowie tylko po to zeby cos na nim wymusic a poza tym bede wiedziala ze sie odzywa tylko z litosci, wiem ze mowil temu swojemu kumplowi ze on szanuje moja decyzje ze nie kazalam mu sie odzywac to sie nie odzywa ale k... szlachetny.. mam nadzieje ze sie nie dowie o tym co sie dzieje bo nie chce litosci z jego strony i nie chce zeby sie do mnie odzywał jest dobrze tak jak jest i niech tak zostanie mi sa teraz silne wzruszenia i nerwy nie wskazane

Posty [ 2 211 do 2 275 z 2 413 ]

Strony Poprzednia 1 … 33 34 35 36 37 38 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ciezkie Rozstanie- jak zyc dalej?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026