Wiecie co? każda z nas musi przejść przez te fazy rozstania, każda na swój sposób. Ja np. jestem świadoma tego wszystkiego że świat nie kończy się na jednym mężczyźnie, że moje szczęście zależy tylko odemnie a nie od innego człowieka. Tak powinno być tak normalni ludzie mówią których ten cholerny ból nie dotyka, albo mieli z tym do czynienia bardzo dawno. Dlatego wmawiam sobie to co oni mówią i radzą. Są momenty ,że jest ok wszystko pod kontrolą a tu nagle jedna myśl i wybuch niepohamowanego płaczu, żal, tęskonota wszystko na raz, masakra jednym słowem. Myślę o nim codziennie non stop, i przyswajam sobie ta myśl że on jest z inną, ze mną nie potrafił, chociaż bardzo chcielismy żeby wyszło, może za bardzo. Najbrdziej mnie dołuje to ,że tyle zbiegów okoliczności, jakiś znaków aż trudno w to wszystko uwierzyć, sprawiło że byłismy razem. Rozstaliśy się w zgodzie, wciąż wyczuwam chemię między nami, on mnie słucha śmieje się z moich żartów, patrzy na mnie, spotykamy się wzrokiem takim jak kiedyś. Po rozstaniu zadzwoniłam tylko raz, na świeżo to było przed świętami najgorszy momemnt jaki można sobie wybrać na zerwanie, ja przetłoczona atmosferą w domu popadlam w rozpacz i zadzwoniłam do niego prosząc o to żeby nas jeszcze nie przekreślał, musiałam to zrobić żeby mieć pewnośc że zrobiłam wszhystko co w mojej mocy. Nie przekonałam go. Powiedziałam -ok. jesli jestes szczesliwy w takiej sytuacji to dobrze. Cześć. Żyje własnym życiem od tamtego momentu, staram się, wychodzi mi to. Jestem cierpliwa. Życzę wam również dużo cierpliwości. CIERPLIWOŚĆ JEST GORZKA ,ALE JEJ OWOCE SĄ SŁODKIE!