netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

kryzys w zwiazku????

232 odpowiedzi17 268 wyświetleńzałożony przez L00K, 12.06.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » kryzys w zwiazku????

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 233 ]

66

Odp: kryzys w zwiazku????

Wczoraj mialem podly humor, nie umialem go zmienic, moze dlatego ze to byl 13sty. Zajalem sie wiec robota w domu. Byle przez chwile pobyc sam i przemyslec to wszystko. Najgorsze jest to ze teraz widze wszystko w czarnych barwach. Ze ona wycofuje sie, ze to ja zawinielem, ze spedzalismy za duzo czasu ze soba, ze nagle przyszedl przesyt. Ze powinnismy dac sobie rowniez troche przerwy od siebie. No ale czy nie jest to norma jak sie meiszka razem. Zycie pod jednym dachem to tolerowanie kogos 24/7, to jest sztuka, tego trzeba sie nauczyc. I milosc w tym pomaga.
Ale przeciez bylo tak cudownie robic wiele rzeczy razem, wycieczki rowerowe, teningi, nocne spacery, kino...koncerty. Przeciez to laczy a nie dzieli... Pamietam jeden z najwspanialszych wieczorow, kiedy to posliszmy do kina, i po seansie zaproponowalem abysmy nei jechali do domu jeszcze, tylko poszli na spacer. Poszlismy w miejsce gdzie sa ruiny, gdzie sa skaly nad brzegiem morza. Przeszlismy wokolo wybrzeza. Lazilismy tak do 2 w nocy, tylko gwiazdy i ksiezyc byl z nami. Ot spacer, ale byl szczegolny....czulem wowczas jak moje serce bije dla niej.

Zaczynam myslec o jej wyjezdzie jako o pewnego rodzaju terapii. Moze te 3 dni rozlaki obudza na nowo ogien....
Dzisiaj wieczorem odwozimy dziecko do tesciowej, mieszka ok 80km od nas. Poprosila czy nie mozemy jej przywiezc na te 3 dni. Moja dziewczyna nie spytala czy chce jechac z nim, ot dla towarzystwa, a w zasadzie nie rozmawialismy o tym. Gdy spytalem czy chce abym, jej towarzyszyl odpowiedziala ze to zalezy ode mnie. Pomyslalem ze, czemu nie, przeciez zawsze jezdzilismy do rodziny razem.
Ale teraz mysle ze zostane w domu. Zaczalem sie czuc jak *ogon*. Gdzie ona, tam i ja, gdzie ja tam i ona. Po tych kilku dniach przemyslen stwierdzilem ze musze jej dac troche przestrzeni. Ze moze powinna czasami tez robic jakies rzeczy sama, beze mnie. No fakt to jest wyjazd do rodziny, ale czy zawsze musi ciagnac "ogon" ?
Tak jak wspomnialem, do pracy jezdzimy razem, z pracy tez. Pozniej siedzimy w domu. Ot zwykle rodzinne zycie, dla mnie to norma, ale moze ona potrzebuje wiecej czasu zeby sie przelaczyc na taki tryb. Dwa lata mimo wszystko to dlugi czas (chociaz krotszy niz moje 6).

Mam w sobie lek, strach, ze juz jest za pozno, ze nie dostrzeglem czerwonej lapki w pore, ze teraz juz tylko rownia pochyla...ze zepsulem cos najpiekniejszego....Rujnuje to moje nastawienie, ego, humor....
Nie umiem sie usmiechnac, nie umiem czerpac radosci z tego co mam. Siedze w milczeniu, i sie jeszcze bardziej nakrecam. Jak to zmienic, jak to przezwyciezyc....Jak to wziac na luz i byc tym samym facetem co kiedys, z ktorym chciala byc....
Moze zrobilem to w zlym momencie, ale w drodze do pracy spytalem ja czy na pewno jest wszystko ok. Bo zauwazylem ze nie usmiecha sie juz tak czesto jak kiedys. Czy moze cos ja meczy. Odpowiedziala ze jak cos bedzie ja meczyc, na pewno mi o tym powie i zwalila to na zmecznie. Mysle ze ona juz o tym wszystkim mysli, ale nie do konca wie co z tym zrobic. Jest madra kobieta i i zanim podejmie decyzje przemysli to.
Moze byloby latwiej gdyby wylozyla kawe na lawe, bo latwiej wowczas przedyskutowac wszystko. Nie jestesmy 15tkami i wiemy czego chcemy w zyciu. Moze dlatego ona probuje. Chociaz przyznam ze i slowo kocham pada co raz rzadzej, czy nadejdzie dzien kiedy ono zniknie calkiem?? Czy tez bedzie tylko slowem...ktore bedziemy wypowiadac na pozegnanie i powitanie? Po to aby nas utrzymac przy sobie....
Zamiast poprawiac moje nastawienie, tylko je pogorszam, zamiast radosci mam smutek...boje sie ze z takim nastawieniem zabije moje uczucie do niej...a przeciez jest ono takie silne...
ale przeciez ona nadal ze mna jest, nadal cos czujemy....nadal zyjemy razem, fakt tak jakby troche dalej od siebie...ale mzoe ja za duzo mysle? Moze powininem to zostawic jak jest i cieszyc sie z tego ze jest obok mnie, tak dlugo jak to mozliwe....?????

Czasami zastanawiam sie czy brak klotni rowniez nie pogarsza sytuacji...nie mowie tutaj o rzucaniu talerzami... smile bo przeciez male klotnie wzmacniaja nas...czyz nie??? smile
hehehe spoko, nie bede szukal zaczepki, nie wiem czy bym umial klocic sie z nia...

Ehhhh to bedzie ciezki weekend...chcialem spotkac sie z kolegami aby nie siedziec sam w domu ktory przeciec caly jest przesiakniety moja kochana....tpo jest jak tortura, specjalnie jak cos sie dzieje w zwiazku...
niestety nikt nie jest dostepny w weekend...:((((

67

Odp: kryzys w zwiazku????

Dzisiaj wybija nam kolejna data...chcialbym jej cos dac...ale czy powinienem??? CZy jak to ktos z was napisal...nie za duzo, nie za czesto...ale czy mam tak nagle przestac...chociaz to tylko ja celebruje ta date...wiem wiem, to takie dziecinne....a wiec...mam przestac??? Czy samo kocham nie jest wystrczajaca oznaka tego jak wazna ona jest dla mnie i jak wdzieczny jestem ze jest przy mnie???

Ale przeciez kobiety lubia kwiaty, jest przeciez to mile...chociaz regularnie dawanie staje sie norma...i nie sprawia juz takiej przyjemnosci....
Nie wiem co robic...
Jak wy sadzicie???

68

Odp: kryzys w zwiazku????

Przestań juz z tymi kwiatami,niech ona zapyta,co sie stało,ze zapomniałeś o dacie 14 dzień miesiaca.Wogóle,to chyba bawisz sie w jakiegos szamana,który chciałby zaczarować rzeczywistość,żeby bajka jawą się stała.Sorry,ale tracę dla ciebie pomału sympatię,weż się chłopie ogarnij,idż do sauny,na basen,wypij drinka,połóż się na kanapie przed tv i oglądnij EURO.Jak wogóle mogłeś zrezygnować z biletu na mecz Polska-Rosja!

69

Odp: kryzys w zwiazku????

Nie bardzo zrozumialem co mialas na mysli piszac: "Wogóle,to chyba bawisz sie w jakiegos szamana,który chciałby zaczarować rzeczywistość,żeby bajka jawą się stała." ....
Heheheh dlaczego zrezygnowalem z biletu??? Moze dlatego ze uznalem ze jechac samemu jest troche nudno...zreszta,,cio bylo nie jest, nie pisze sie w rejestr tongue

Spoko, znajde sobie zajecie...mam kilka rzeczy do zrobienia w domu, poza tym mam ochote popykac w kregle...wiec dam rade smile

70

Odp: kryzys w zwiazku????

no przeciez juz wspomniałam że jestes jak bluszcz hmm na siłę uszczesliwić...to chore

71

Odp: kryzys w zwiazku????

Widać, że jesteś bardzo zaangażowany i bardzo się przejmujesz czy będzie dobrze czy źle, jak wspominalam we wcześniejszym poście wyluzuj troszke a wszystko będzie dobrze. Najpierw obawiałes sie, o to czy ten "przyjaciel" nie przeszkodzi Wam w związku, teraz o te kwiatki, nie analizuj wszystkiego.... Nie zadreczaj się tym wszystkim... Po Twoich wpisach widać, że jesteś super facetem, ale nie myśl o tym jakbyś już ją tracił... skończ z takim myśleniem. Naturalną sprawą jest, że w związku są i lepsze i gorsze chwile smile Jakby cały czas było idealnie to byś tego nie doceniał, bo byłaby to norma smile Aby cokolwiek docenić muszą być kontrasyty... We wcześniejszym poście zasugerowałam Tobie, żebyś przystopował troszeczkę, ale jeżeli Ty czujesz, że chcesz np kupić te kwiaty to je kup, to jesteś Ty Twoja wola, Twoje decyzje, a przede wszystkim Twój związek. To Ty masz być szczęśliwy. Chodziło mi wcześniej też o to, zeby Twoje życie było Twoim życiem, a nie dopasowywaniem się do Twojej partnerki. Jeżeli chodzi o twoje postępowanie to nie robisz nic złego jej, ale możesz siebie skrzywdzić. Ona powinna docenić , że ma wspaniałego faceta, ale nie poprzez zabieganie o jej względy. Dobrze będzie zobaczysz smile Myslę, że wyjazd bardzo dobrze Wam zrobi smile Tylko nie wydzwaniaj do niej co chwile wink bo z nudy różne pomysły do głowy przychodzą... smile Trzymam kciuki

72

Odp: kryzys w zwiazku????
takajednaja napisał/a:

Widać, że jesteś bardzo zaangażowany i bardzo się przejmujesz czy będzie dobrze czy źle, jak wspominalam we wcześniejszym poście wyluzuj troszke a wszystko będzie dobrze. Najpierw obawiałes sie, o to czy ten "przyjaciel" nie przeszkodzi Wam w związku, teraz o te kwiatki, nie analizuj wszystkiego.... Nie zadreczaj się tym wszystkim... Po Twoich wpisach widać, że jesteś super facetem, ale nie myśl o tym jakbyś już ją tracił... skończ z takim myśleniem. Naturalną sprawą jest, że w związku są i lepsze i gorsze chwile smile Jakby cały czas było idealnie to byś tego nie doceniał, bo byłaby to norma smile Aby cokolwiek docenić muszą być kontrasyty... We wcześniejszym poście zasugerowałam Tobie, żebyś przystopował troszeczkę, ale jeżeli Ty czujesz, że chcesz np kupić te kwiaty to je kup, to jesteś Ty Twoja wola, Twoje decyzje, a przede wszystkim Twój związek. To Ty masz być szczęśliwy. Chodziło mi wcześniej też o to, zeby Twoje życie było Twoim życiem, a nie dopasowywaniem się do Twojej partnerki. Jeżeli chodzi o twoje postępowanie to nie robisz nic złego jej, ale możesz siebie skrzywdzić. Ona powinna docenić , że ma wspaniałego faceta, ale nie poprzez zabieganie o jej względy. Dobrze będzie zobaczysz smile Myslę, że wyjazd bardzo dobrze Wam zrobi smile Tylko nie wydzwaniaj do niej co chwile wink bo z nudy różne pomysły do głowy przychodzą... smile Trzymam kciuki

Dzieki za odpowiedz...nie, nie nie bede do niej wydzwanial..przeciez to chore...jedzie sie wyluzowac..niech sie bawi...pelne zaufanie...
Staram sie brac wszyskto na luz, to prawda ze analizuje kazda rzecz...jak to ktos mi powiedzial...za duzo mysle tongue
A wiec postanowienie, bede bral wszystko na luzno, zadnych stresow...zadnych negatywnych emocji...a przynajmniej bede sie staral! tongue Otworze moj umysl na nowo..pelen spontan i dobry humor smile
Zadnych analiz, tylko radosc z tego co mam....
hehe zadnych kwiatow dzisiaj, chocby po to aby zlamac regule tongue zeby nie bylo nudno....:))

73

Odp: kryzys w zwiazku????

może z jednej strony Ona jet przytłoczona tym zabieganiem o Nią i takim naciskaniem..wiem po sobie mam teraz chłopaka, wiem, że za duży nacisk też jest zły i ztego powodu też myślę czy z Nim nie zerwać.. stara aż za bardzo i strasznie jest zazdrosny, w sumie pisałam nawet o tym wątek wczoraj, ale nikt mi nie udzielił jakiejś konkretnej odpowiedzi i jest mi trochę przykro, ale nie mowa o mnie:D
Z drugiej strony powiem Ci szczerze, że zrobiłoby mi się strasznie dziwnie i przykro jeśli poszłabym do mojego faceta z pytaniem czy mam wziąć dodatkową pracę itd. powiedzialabym Mu, że w sumie i tak nie głodujemy jest dobrze i mam czas dla Niego, a On by mi powiedzial ' no, ale więcej będzie pieniędzy z tego' to nie wiem jakbym sie zachowała, miałabym przeróżne myśli, że jest bardzo za kasą i ze tylko na tym opiera się ten związek, może przesadzam troszkę, ale taka byłaby moja myśl. Szkoda, że nie mam tam kamer jak w Big Brotherze i nie obserwowałabym Was 24h jak to tam wygląda wtedy by Ci expert powiedział o co halo, ha! B) nie no żarty, żartami, ale jak dzisiejszy dzień? znów cisza? nic się nie dzieje ? Wiesz co by było najlepsze ? Żebyś na czas wyjazdu w ogóle do Niej nie pisał, daj Jej pole do manewru, zobacz czy sama się odezwie czy w pewien sposób zatęskni, nie pisz, nie dzwoń..moze sama pomyśli ' kurcze, zawsze pisał , dzwonił chcial być jak najbliżej, a teraz co jest?' i może zapali Jej się czerwona lampka i będzie chciała się tego sama dowiedzieć.

74

Odp: kryzys w zwiazku????
betheone napisał/a:

może z jednej strony Ona jet przytłoczona tym zabieganiem o Nią i takim naciskaniem..wiem po sobie mam teraz chłopaka, wiem, że za duży nacisk też jest zły i ztego powodu też myślę czy z Nim nie zerwać.. stara aż za bardzo i strasznie jest zazdrosny, w sumie pisałam nawet o tym wątek wczoraj, ale nikt mi nie udzielił jakiejś konkretnej odpowiedzi i jest mi trochę przykro, ale nie mowa o mnie:D
Z drugiej strony powiem Ci szczerze, że zrobiłoby mi się strasznie dziwnie i przykro jeśli poszłabym do mojego faceta z pytaniem czy mam wziąć dodatkową pracę itd. powiedzialabym Mu, że w sumie i tak nie głodujemy jest dobrze i mam czas dla Niego, a On by mi powiedzial ' no, ale więcej będzie pieniędzy z tego' to nie wiem jakbym sie zachowała, miałabym przeróżne myśli, że jest bardzo za kasą i ze tylko na tym opiera się ten związek, może przesadzam troszkę, ale taka byłaby moja myśl. Szkoda, że nie mam tam kamer jak w Big Brotherze i nie obserwowałabym Was 24h jak to tam wygląda wtedy by Ci expert powiedział o co halo, ha! B) nie no żarty, żartami, ale jak dzisiejszy dzień? znów cisza? nic się nie dzieje ? Wiesz co by było najlepsze ? Żebyś na czas wyjazdu w ogóle do Niej nie pisał, daj Jej pole do manewru, zobacz czy sama się odezwie czy w pewien sposób zatęskni, nie pisz, nie dzwoń..moze sama pomyśli ' kurcze, zawsze pisał , dzwonił chcial być jak najbliżej, a teraz co jest?' i może zapali Jej się czerwona lampka i będzie chciała się tego sama dowiedzieć.

Ale ja nie jestem jakos chorobliwie zazdrosny...a to ze jeden facet nie do konca mi pasuje nie oznacza od razu bog wie jakies zazdrosci..jak wspomnialem wczesniej, jak bym go poznal, albo w inny sposob zostal mi przedstawiony moze moja reakcja bylaby inna...trudno to teraz powiedziec.

Tobie przeszkadza ze sie stara za bardzo czy ze jest zazdrosny???
Wiesz, dla mnie wazne jest ze one w pewnym momencie nie zaczaly sie czuc zaniedbywane. Bo jednak wiecej pracy odbije sie na czyms innym. Nie rozciagne doby. wiecej pracy, mniej czasu dla nich. Poza tym ciagle siedzenie w pracy moze nas oddalic, szczegolnie ze ona zmienia prace i bedzie pracowac na zmiany. Wiec moze sie okazac ze nie bedzie sie widzec przez kilka dni.
No ale przeciez sa ludzie ktorzy pracuja na platformach i maja 2-3 tyg turnusy. Nie widza sie z rodzinami przez te kilkanascie dni, a i tak zyja razem. I na pewno tesknia. Wiec chyba nie powinno to wyjsc na zle.
Hmm odpowiedz troche mnie zaskoczyla...ale powiem szczerze ze teraz nie przejmuje sie tym. Jesli to ma nam wyjsc na dobre..to dlaczego nei sprobowac....Bedzie cos sie dzialo..licze ze przedyskutujemy to.
Ale moze to jest obecne jej myslenie, w chwili kiedy ma ochote na odrobine "me time". Moze z czasem reakcja bedzie inna i bedzie chciala abym poswiecal im wiecej czasu...
To wyjdzie w praniu. Nie mniej jednak jutro wyjezdza. Mysle ze w pewnym stopniu bedzie sprawdzian dla nas i naszego zwiazku. Jesli po powrocie uzna ze wolnym (i nie ograniczonym w niczym) byc jest jej lepiej, wowczas bedzie to koniec.
Jesli wroci steskniona, wowczas bedzie ciag dalszy.
To zreszta dotyczy i mnie. Z tym ze ja teraz moge powiedziec ze chce dalej byc w tym zwiazku...i wolnym znaczy dla mnie czuc sie swobodnyn, ale byc przy kims i z kims - z Nia.
Jesli zacznie sie cos dziac wiecej w kwestii fotografa, zareaguje...ale puki co nie podejmuje tematu zostawiam to tak jak jest....aby jechala z czysta glowa a nie z nerwem tongue

Dzisiaj rano wstalismy jak w hipnozie...sennie bylo w samochodzie...czy rozmawialismy??? w drodze...tak, troche...reszta to pol sen pol jawa tongue
W ciagu dnia nie pisalismy nic, zreszta jak wspomnialem czesniej nie pisujemy juz tak czesto jak na poczatku..poza tym nie chce jej zawalac slodkimi smsami codziennie, nawet gdyby byl to tylko jeden. Nie zawsze zreszta odpowiada, wiec mam pozneij wrazenie ze byl on nie potrzebny..wiec zredukowalem ilosc do doslownie kilku w ciagu calego tygodnia..poza tym nie zawsze tez mam czas nawet o tym pomyslec tongue

heheh moze masz racje, nic nie pisac...przez wiekszosc dnia...nie to zeby calkowicie sie odciac..ale odezwe sie pod wieczor jesli ona nie da znaku ze dojechala na miejsce w jednym kawalku.
Licze ze ona co jakis czas cos skrobnie smile Chocby po to aby pokazac ze pamieta ze tu jest ktos kto na nia czeka.

75

Odp: kryzys w zwiazku????

Nie narzucam Ci , że jesteś zazdrosny, mówiłam jak to jest u mnie smile mój facet za bardzo jest zazdrosny wręcz się narzuca traktuje mnie jak jajko, ktoś by powiedział i co w tym złego? no kurcze nadgorliwość momentami jest gorsza od czegokolwiek.
Masz rację, moze ten czas jak Ona pojedzie jest Wam potrzebny, jak wróci albo się odezwie zdaj relację ! smile

76

Odp: kryzys w zwiazku????
betheone napisał/a:

Nie narzucam Ci , że jesteś zazdrosny, mówiłam jak to jest u mnie smile mój facet za bardzo jest zazdrosny wręcz się narzuca traktuje mnie jak jajko, ktoś by powiedział i co w tym złego? no kurcze nadgorliwość momentami jest gorsza od czegokolwiek.
Masz rację, moze ten czas jak Ona pojedzie jest Wam potrzebny, jak wróci albo się odezwie zdaj relację ! smile

Zgadzam sie sie z Toba, ja osobiscie uwazam ze odrobinka zazdrosci TAK , ale pod warunkiem ze nie wymyka sie spod kontroli. Tym bardziej jesli nie ma podstaw to jakiejs chorobliwej zazdrosci..

Na pewno dam znac jak cos od niej slysze...zobaczymy jak czesto i co napisze\powie.

Chociaz powiem wam ze wczoraj prawie wyszedlem z siebie, ale cierpliwosc i brak reakcji uratowal sytuacje.
Kobiece zachowanie chyba nigdy nie bede mi zrozumiec...ale od poczatku.

Tak jak wspomnialem pojechalismy do tesciow podrzucic mala. Na poczatku nie bardzo mi sie chcialo, poza tym ne mialem ochoty siedziec w ciszy znowu. Jej specjalnie tez nie zalezalo, jak to powedziala "jak tam chcesz". Na marginesie powiem ze poznej zrozumialem dlaczego tongue

W kazdym razie byla cala droge zla jak osa. Czyli cisza, jak zwykle. Ja postanowilem wziac to na looz, usmiech na twarz i gapie sie przez okno tongue W glowie mysli, ale nic na zew...ot loozik..co ma byc to bedzie. Zreszta wew czulem radosc ze wyjedzam...ze dobrze nam to zrobi...
Dojechalismy na miejsce, gdzie mieszka tesc (tesiowie mieszkaja oddzielnie). Tam posiedzielimy kilka minut, akurat byl mecz, wiec pogapilem sie z tesciem w TV. No ale czas bylo jechac wiec zebralismy sie do drogi, ale jej zalezalo zabym zaczekal u tescia.. (troche glupie...ale przeciez nie bede sie spieral). Pojechala sama...z tesciem sie dogadujemy wiec bylo milo i wesolo smile
W miedzy czasie zadzwonila i mnie zjechala bo zapomnialem kilka rzeczy z domu. big_smile tesc od razu skomentowal to "jaka matka taka corka"..i ze z nimi najlepiej poscic to jednym uchem i wyposcic innym tongue (gosc jazde z nich mial).
Przyjechala po jakims czasie i pojechalismy do domu. I tutaj stalo sie cos co nie czaje i chyba nigdy nie zrozumiem.
Byla bardzo aktywna w rozmowie, wesola, gadatliwa, i slodka jak zawsze. Az przyjemnie bylo jechac...cala droge rozmawialmy i smialismy sie. Mozecie mi to wyjasnic???Toz to nie logiczne...
No z taka hustawka nastrojow to daleko nie zajedziemy....Zwariowac mozna.....ktos ma jakas teorie?????
W domu slodko, pelna sielanka...?!?!?!? ZONK.....

Rano wstalem (niestety niektorzy musze pracowac tongue ). Spakowalem rzeczy do roboty i przed wyjsciem zajrzalem do pokoju gdzie spala. Przytulilem i zyczylem udanej zabawy, zazartowalem zeby byla grzeczna no i zeby dala mi znac ze zyje, zebym sie nie martwil. Tyle.....
Zobaczymy co dalej, czy wakacje sie udadza, czy bedzie to nasze najgorsze 2 tyg w zyciu.....

Jak jak napisalem wczensniej, nie mysle, nie przejmuje sie..nie sprawdzam...niech robi co chce..jak mysli o nas nadal powaznie wszystko bedzie dobrze, jesli juz to poddala...to niech robic co chce...

77

Odp: kryzys w zwiazku????

śledze cały czas twój watek, LOOK nie znam Cie ale z tego jak piszesz, co piszesz domyślam sie ze jesteś fajnym facetem. Moze byś wziął troche mojego na przeszkolenie:) zobaczysz ze bedzie wszystko dobrze, odezwie sie do ciebie, nie martw sie ona pewnie też cie kocha i nie zrobi żadnego głupstwa. myślę ze jak wróci bedzie miedzy wami lepiej., A no i jeszcze Ci powiem ze niekiedy mnie osobiście też nachodza takie dni ze mam wahanie nastroju. Takie sa kobiety. Ja tez czasem jestem dla swojego faceta bardzo nie mila pozniej tego załuje ale nie pokazuje mu tego, jak mnie zdenerwuje to odwracam sie i foch, a czasem jak potrzebuje sie przytulic czy coś takiego:) to sama przychodze. Sa w zyciu sytuacje pewne sprawy które nas przerastaja być moze ja też coś przerasta. Zmiana w jej życiu nastąpily mozna powiedzieć gwałtownie, potrzeba czasu na zmiane siebie z singielki jednoczesnie mamy i taty na tylko mamusie, i kobiete zajeta:) nie martw sie.

78

Odp: kryzys w zwiazku????
Asia21011989 napisał/a:

śledze cały czas twój watek, LOOK nie znam Cie ale z tego jak piszesz, co piszesz domyślam sie ze jesteś fajnym facetem. Moze byś wziął troche mojego na przeszkolenie:) zobaczysz ze bedzie wszystko dobrze, odezwie sie do ciebie, nie martw sie ona pewnie też cie kocha i nie zrobi żadnego głupstwa. myślę ze jak wróci bedzie miedzy wami lepiej., A no i jeszcze Ci powiem ze niekiedy mnie osobiście też nachodza takie dni ze mam wahanie nastroju. Takie sa kobiety. Ja tez czasem jestem dla swojego faceta bardzo nie mila pozniej tego załuje ale nie pokazuje mu tego, jak mnie zdenerwuje to odwracam sie i foch, a czasem jak potrzebuje sie przytulic czy coś takiego:) to sama przychodze. Sa w zyciu sytuacje pewne sprawy które nas przerastaja być moze ja też coś przerasta. Zmiana w jej życiu nastąpily mozna powiedzieć gwałtownie, potrzeba czasu na zmiane siebie z singielki jednoczesnie mamy i taty na tylko mamusie, i kobiete zajeta:) nie martw sie.

hehe dzieki za cieple slowa. Wiem, ze mnie kocha (a przynajmnije tak mowi i okazuje), ale czasami przy takich wahaniach nastrojow, pojawiaja sie watpliwosci czy na pewno....
bo zly dzien, zlym dniem...ale czy tak czesto i tak diametralnie?????

btw:  a co mialbym "z twoim" zrobic??? czego nauczyc? tongue

79

Odp: kryzys w zwiazku????

Hehe może jak walczyć? Podziwiam Cie że ty tak otwarcie piszesz o swoich problemach w związku, że potrafisz radzić sie innych jak postępować a nie walisz fochy i koniec:) U mnie też to nie trwa dzień czy dwa, teraz ostatnio też tak mialam i trwało to dwa tygodnie. Twoje wądpliwości sa normalne, chyba każdy by je mial i jak sa w związkach różne ciężkie chwile to każdy z nas ma wadpliwości. Miną bo wasz miłość to przezwycięży)

80

Odp: kryzys w zwiazku????

Sluchaj...ludzie sa w zwiazkach, ja tez w nich bylem...ale nie byly tym co jest teraz...byc moze jest to zasluga tego ze teraz jestem starszy, bardziej doswiadczony i inaczej patrze na swiat. Tak, mozna sie smiac ze mnie gdy pisze ze ta milosc jest ta prawdziwa, ze jedyna...ze czuje ze to jest to...dlatego walcze, dlatego mysle i robie wszystko aby sie udalo. Ok jest to mlody zwiazek, ale moze fakt ze wszystko potoczylo sie blyskawicznie, mialo gdzies swoje podloze, moze oboje doroslismy do tego aby nasze uczucie wybychlo z taka sila...moze dlatego pozwolilismy sobie na takie szalenstwo (dom, mieszkanie razem itd.) po tak krotkim czasie bycia razem. Oboje swiadomie to czulismy i chcielismy aby tak bylo.
Nie powiem, czasami nie jest mi latwo bo juz jest na 3. Ja, ona, i ojciec ich dziecka. Ale bylem swiadomy wyboru, i tego chcialem. Pokochalem mala jak swoja, ale nigdy przenigdy nie chcialem zastapic jej ojca, i otwarcie jej to powiedzialem.
Do tego mam jeszcze 4.ego...zeby nie bylo za malo...o to w zasadzie on jest moim wiekszym problemem.

Radze sie co robic poniewaz pomaga mi to rowniez opanowac emocje, spojrzec inaczej na moj zwiazek, myslec pozytywniej, uslyszec co inni o tym sadza, inaczej juz dawno bym usiadl na krawedzi i uzalal sie nad soba i zyciem. Ja nie patrze w 100% obiektywnie, moje spojrzenie jest inne niz ludzi wokol mnie.A foch, to w niczym nei pomaga, duszenie negatywnych uczuc tylko psuje nas od srodka...

Wiesz, byc moze moje obawy byly mniejsze gdybym nie mieszkal w obcym kraju wsrod obcych mi ludzi. Nie ufam im do konca, i stad moje przekonanie ze w starciu z fotografem bede na przegranej pozycji nie tylko dlatego ze ona go zna dluzej i dobrze sie dogaduja...ale rowniez dlatego ze ja jestem polakiem....a nie norwegiem jak ona i on.
Chociaz wciaz jej ufam, i wierze w jej szczere uczucie. Tym bardziej ze jak zapewniala od wielu lat nikogo nie potrafila pokochac prawdziwym uczuciem..nawet ojciec jej dziecka nigdy nie uslyszal tego co ja. to dodaje mi skrzydel, kazda chwila w ktorej czuje jej milosc daje mi energie i zmienia moj swiat z szaroburego w kolorowy.
Ale byly chwile kiedy watpilem w to, smialem sie sam do siebie z krzywym grymasem, ze to tylko kwestia czasu, ze "korzenie juz dawno spruchnialy" tylko czekac kiedy wszysko sie zawali...
Ale teraz....wierze ze bedzie dobrze..moze musze sie przyzwyczaic do tych hustawek namietnosci, moze tak juz musi byc...i pewnie dam rade..byleby mi nikt w tym nie przeszkadzal. Szczegolnie przyjaciel - fotograf:P hmmm moze powinienem mu zepsuc aparat? big_smile

81

Odp: kryzys w zwiazku????

Hejka smile mi sie wydaje ze zwyczajnie ja rozpieściłeś ... moze Toba sterować a Ty nic jej nie powiesz bo wolisz jej dać spokój i zaczekać..
W zwiazku nie mozna tylko brac ale i dawać Ty dajesz sporo poświeciłeś sie caly i tak naprawde co z tego masz?
Poczules wiatr w zaglach bo miales dluga przerwe i pojawiła sie ona ktora z Toba pogadała posmiala poszla do łózka...
Tu nie chodzi o to ze za bardzo naskakujesz bo z tego co piszesz to sama bym chciala takiego faceta i pewnie nie tylko ja ale o to ze czasem musisz swoja luba przycisnac do sciany i pogadac naprawde pogadac. I nie ma ze jest ok niech powie cos wiecej w koncu tez Ci sie nalezy pare wiecej słów chocby dlatego ze z dnia na dzien masz co raz wieksze watpliwosci ze z dnia na dzien czujesz sie nieszczesliwy a Ty potrzebujesz ciepla to wyraznie czuc.. nie ma nic wazniejszego w zwiazku niz szczerosc wiem to z wlasnego doswiadczenia niech boli jak cholera ale to niech bedzie szczere ... pozdrawiam

82

Odp: kryzys w zwiazku????

a co ja bym dała żeby o mnie się tak facet starał sad

83

Odp: kryzys w zwiazku????
Tegan napisał/a:

a co ja bym dała żeby o mnie się tak facet starał sad

ja tez dalabym wiele ale niestety mój mąż plus taka dobroć równa cud !!!
To nie jest sprawiedliwe sad

84

Odp: kryzys w zwiazku????
pogubioona... napisał/a:

Hejka smile mi sie wydaje ze zwyczajnie ja rozpieściłeś ... moze Toba sterować a Ty nic jej nie powiesz bo wolisz jej dać spokój i zaczekać..
W zwiazku nie mozna tylko brac ale i dawać Ty dajesz sporo poświeciłeś sie caly i tak naprawde co z tego masz?
Poczules wiatr w zaglach bo miales dluga przerwe i pojawiła sie ona ktora z Toba pogadała posmiala poszla do łózka...
Tu nie chodzi o to ze za bardzo naskakujesz bo z tego co piszesz to sama bym chciala takiego faceta i pewnie nie tylko ja ale o to ze czasem musisz swoja luba przycisnac do sciany i pogadac naprawde pogadac. I nie ma ze jest ok niech powie cos wiecej w koncu tez Ci sie nalezy pare wiecej słów chocby dlatego ze z dnia na dzien masz co raz wieksze watpliwosci ze z dnia na dzien czujesz sie nieszczesliwy a Ty potrzebujesz ciepla to wyraznie czuc.. nie ma nic wazniejszego w zwiazku niz szczerosc wiem to z wlasnego doswiadczenia niech boli jak cholera ale to niech bedzie szczere ... pozdrawiam

Nie nazwalbym tego stowaniem...ale moja natura mowi zeby to brac na spokojnie...no bo jesli zaczne cisnac...to moge osiagnac odwrotny efekt. Kiedys rozmawialem z jednym szwedem ktory jest zonaty z norweszka. Spytalem go jakie sa norweskie kobiety...a on mi odpowiedzial "musisz pamietac ze lubia byc indywidualistami..czasami skrajnymi, czasami umiarkowanymi...ale sa...i to trzeba zaakceptowac". Byl zonaty wczesniej tez z norweszka i nie wyszlo..a to dlatego , jak stwierdzil. Ze nie posiadal tej wiedzy.

Ale czy to dobrze ze poswiecilem sie caly??? Byc moze to jest jeden z bledow jakis zroiblem...ona daje moze tyle ile powinno...ale ja chce wiecej...bo daje wiecej...to tez jest jakas teoria..
Heheh skoro juz przy lozku jestesmy...to nie zaczelo sie od tego akurat...a to nie to bylo czyms co na mnie podzialalo....akurat w tym temacie nie bylem desperatem tongue Jesli rozumiesz co mam na mysli...
Zgadzam sie ze szczerosc to podstawa...i dlatego ja nie ukrywam niczego..tylko o tym mowie...ona.nie jest tak wylewna..i taki tego efekt.  Moze ja to biore za zbyt doslownie. Moja natura jest angazowac w 100%. Uwazam ze we wszystkim, nalezy robic cos dobrze...albo nie robic tego czegos wcale....

I prosze nie mowcie ze chcialybyscie takie faceta...bo na perwno po pewnym czasie mielibyscie tego dosc. Kobiety mimo wszystko funksjonuja do pewnego stopnia tak samo, nie zaleznie z jakiego kraju pochodza :PP Bez urazy smile
Facet ktory oddaje sie caly jest atrakcyjny..ale tylko na krotka mete.. tongue

85

Odp: kryzys w zwiazku????
pogubioona... napisał/a:
Tegan napisał/a:

a co ja bym dała żeby o mnie się tak facet starał sad

ja tez dalabym wiele ale niestety mój mąż plus taka dobroć równa cud !!!
To nie jest sprawiedliwe sad

hehe a kto powiedzial ze zycie jest sprawiedliwe...tak juz jest jedno sie stara..inne nie zawsze umie docenic..albo sie nudzi i szuka czegos nowego....mowie tutaj ogolnie, nie o jakims konkretnym przypadku....:P

86

Odp: kryzys w zwiazku????

i jak tam kolego, odezwała się?

87

Odp: kryzys w zwiazku????
betheone napisał/a:

i jak tam kolego, odezwała się?

hehhe juz 3 godziny po wyjezdzie, pozniej zadzwonla jak dotarla do hotelu. Poznym wieczorem zrezygnowala z imprezy i wrocila do pokoju. i wtedy dopiero sie zaczelo big_smile...dziesiatki smsow i czulosci...normalnie szok! tongue Rano powitanie, mily sms.
Nie wiem o co "come on" ale mi sie to podoba smile Rozlaka jednak laczy....zobaczymy jak bedzie dalej i po powrocie..chociaz pisala ze pusto tam beze mnie i ze teskni...a to nowe..bo daaaawno nie slyszalem tego....
Kobieca natura na zawsze pozostanie zagadka dla mnie smile Tchnelo to wszystko we mnie nowe zycie, jesli to co pisze i mowi jest prawda (a nie mam powodow watpic w to)...to ta milosc przetrwa wszystko...
A moze by ja wyslac gdzies na dluzej? tongue

Dla mnie wczorajszy dzien byl troche dziwny, jakis poddenerwowany..itd...ale dzisiaj...pelen luz, bo wiem ze mysli o mnie, ze pisze i teskni... Byle do jutra wieczorem, bede ja mial spowrotem przy mnie! smile

88

Odp: kryzys w zwiazku????

"Ok jest to mlody zwiazek, ale moze fakt ze wszystko potoczylo sie blyskawicznie, mialo gdzies swoje podloze, moze oboje doroslismy do tego aby nasze uczucie wybychlo z taka sila...moze dlatego pozwolilismy sobie na takie szalenstwo (dom, mieszkanie razem itd.) po tak krotkim czasie bycia razem. Oboje swiadomie to czulismy i chcielismy aby tak bylo."

Moze jestem dziwna inna a moze zwyczajnie bardziej stabilna emocjonalnie ale tan kawałek twojego wpisu idealnie pasuje do setek tysięcy kobiet które zakochują sie w toksycznych facetach, by potem tracić energię nad rozkminianiem przyczyn swojego zranienia hmm
Zrzucasz odpowiedzialnosc na kobiecą psychikę i ni w ząb nie umiesz pojać dlaczego "kobiety" takie są?? Wybacz ale ranisz doszczętnie poczucie mojej kobiecości tongue Wrzucajac do wora wszystkie kobiety uznajesz ze kazda z nich jest niedorozwojem emocjonalnym serwującym facetowi, ktory jest wybrankiem jej serca, jakies niczym nieuzasadnione huśtawy nastrojow tongue
Otóż nic bardziej błednego, kobieta stabilna emocjonalnie i dojrzała jest przewidywalna, otwarta i nagłaśniająca w sposób bardzo wyraźny swoje uczucia i potrzeby. To Ty trafiłeś na taki przypadek. Jesli lubisz taplać sie w emocjonalnym błotku życzę powodzenia, bo kilka miechów takich huśtawek nie spustoszy ci psyche, tak jak całe życie u boku toksyka. Napisz za 3-4 latka wink wtedy porównamy nasze spostrzeżenia tongue
Ciagle gadanie o niej wielbienie jej niby to tajemniczej niewiesciej psychiki, uznawanie za kogoś wyjątkowego przez to jej wewnętrzne pokrecenie i twoja napastliwosc to dla mnie jeden z głównych objawów bardzo toksycznych relacji. Takich samych jak łączą alkoholika, hazardziste czy narkomana z jego żoną czy partnerką. Takie huśtawki emocjonalne towarzyszą dysfunkcyjnym istotom w środowisku a biorą ich za partnerów osoby nadopiekuńcze i rownie niestabilne jak sami "Huśtacze" tongue

89

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

"Ok jest to mlody zwiazek, ale moze fakt ze wszystko potoczylo sie blyskawicznie, mialo gdzies swoje podloze, moze oboje doroslismy do tego aby nasze uczucie wybychlo z taka sila...moze dlatego pozwolilismy sobie na takie szalenstwo (dom, mieszkanie razem itd.) po tak krotkim czasie bycia razem. Oboje swiadomie to czulismy i chcielismy aby tak bylo."

Moze jestem dziwna inna a moze zwyczajnie bardziej stabilna emocjonalnie ale tan kawałek twojego wpisu idealnie pasuje do setek tysięcy kobiet które zakochują sie w toksycznych facetach, by potem tracić energię nad rozkminianiem przyczyn swojego zranienia hmm
Zrzucasz odpowiedzialnosc na kobiecą psychikę i ni w ząb nie umiesz pojać dlaczego "kobiety" takie są?? Wybacz ale ranisz doszczętnie poczucie mojej kobiecości tongue Wrzucajac do wora wszystkie kobiety uznajesz ze kazda z nich jest niedorozwojem emocjonalnym serwującym facetowi, ktory jest wybrankiem jej serca, jakies niczym nieuzasadnione huśtawy nastrojow tongue
Otóż nic bardziej błednego, kobieta stabilna emocjonalnie i dojrzała jest przewidywalna, otwarta i nagłaśniająca w sposób bardzo wyraźny swoje uczucia i potrzeby. To Ty trafiłeś na taki przypadek. Jesli lubisz taplać sie w emocjonalnym błotku życzę powodzenia, bo kilka miechów takich huśtawek nie spustoszy ci psyche, tak jak całe życie u boku toksyka. Napisz za 3-4 latka wink wtedy porównamy nasze spostrzeżenia tongue
Ciagle gadanie o niej wielbienie jej niby to tajemniczej niewiesciej psychiki, uznawanie za kogoś wyjątkowego przez to jej wewnętrzne pokrecenie i twoja napastliwosc to dla mnie jeden z głównych objawów bardzo toksycznych relacji. Takich samych jak łączą alkoholika, hazardziste czy narkomana z jego żoną czy partnerką. Takie huśtawki emocjonalne towarzyszą dysfunkcyjnym istotom w środowisku a biorą ich za partnerów osoby nadopiekuńcze i rownie niestabilne jak sami "Huśtacze" tongue

hehehe zabolalo:P
czyli w twoim mniemaniu ten zwiazek jest toksyczny...a ja wykazuje sie napastliwoscia...ktorej efektem jest tosycznosc tego zwiazku??? Tylko dlatego ze poswiecilem wieksza uwage naszym relacjom i dostrzeglem hustawki uczuc...
Porownalas mnie do partnera alkoholika..ktory robi wszystko aby wytrwac...podczas gdy alkoholik zyje swoim zyciem..no coz...z pewnego punktu widzenia to prawda..wszyscy zakochani zachowuja sie jak zony/mezowie alkoholikow...z tym ze tak dlugo jak robia to we dwoje jest to niegrozne i nie rani nikogo.
Wnioskuje z twoje wpisu ze najlepszym rozwiazanie byloby zakonczenie tego zwiazku i zycie dalej bez tego rodzaju rozterek....
A czy twoj facet (o ile jestes obecnie w zwiazku) nie jest kims dla ciebie wyjatkowym??? no chyyba nie bylabys z nim gdyby nim nie byl...przynajmniej dla ciebie...

Piszac o kobiecej psychice nie malem na mysli podciaganie calej damskienj populacji pod jedna linie, choc z takim zachowaniem wsrod facetow sie nie spotkalem ( a przynajmniej o czyms takim nie slyszalem). Nie mnoie jednak nie mialem na celu obrazenie Was kobiety...
a ze moj przypadek jest taki..no coz...
Moze to wina lezy we mnie, ze pozwalam im tak sie zachowywac..bo moze jak bym raz czy dwa twardo powiedzial ze takie zachowanie nie meisci sie w ramach mojej definicji zwiazku, i ze musimy popracowac na tym...to moze bylo by inaczej i nie pisalbym tutaj smile

CZytam dalej z twojego postu..ze powinienem po prostu to olac...wziac na klate jak jest i nie dolowac samego siebie tym...o toz...pracuje nad tym tongue
Heheheh nie wiem czy bedzie o czym pisac za 3-4 lata...bo nie weim czy wytrzymam z taka hustawka az tak dlugo....
Heheheh ja jesli chodzi o moje uczucia jestem stabilny...a ze nadopiekunczy ...to prawda...
Ale to nie moja wina ze kobiety najpierw lapia pelwna piersia ta opekunczosc..po to aby ja zmiac jak kartke papieru i wyrzucic..bo po pewnym czasie staje sie nudne i mdle...lepiej jest spotykac sie z facetem ktory ma Was za nic...a pozniej zalic sie ze on byl chamem i nie szanowal....

Tak, to tez juz slyszal?em....wszyscy byli zlymi, nie szanowali...nie kochali, nie dbali...ale jak trafil ktos kto jest inny niz oni..to dar z nieba..na 2 miesiace...a pozniej....flaki z olejem...przewidywalny...nudny...nie warty by o niego zabiegac..bo przeciez sam staje na rzesach....wiec poco...


Tak to juz jest....skurw....jest lepiej..bo nie maja takich rozterek..i maja kobiety...

BTW:  bez urazy...ale czy tak ine jest??????????????

90

Odp: kryzys w zwiazku????

Widzisz look mowilam.Ci ze tak bedzie:-)ciesze sie ze jestes pewien swoich uczuc do niej i wiesz ze ona tez ciebie kocha. Ojjj cos czuje ze po powrocie do domu bedzie goraco:-D:-D

91

Odp: kryzys w zwiazku????

I dla jasnosci, nie wszystkie kobiety takie, wiec nie podciagam was pod jedna linie....Chociaz jak dotad innych nie spotkalem....

92

Odp: kryzys w zwiazku????
L00K napisał/a:

I dla jasnosci, nie wszystkie kobiety takie, wiec nie podciagam was pod jedna linie....Chociaz jak dotad innych nie spotkalem....

Nie szukałeś...

93

Odp: kryzys w zwiazku????
Asia21011989 napisał/a:

Widzisz look mowilam.Ci ze tak bedzie:-)ciesze sie ze jestes pewien swoich uczuc do niej i wiesz ze ona tez ciebie kocha. Ojjj cos czuje ze po powrocie do domu bedzie goraco:-D:-D

hehehe ehhh powiem wam ze nie ma lepszego uczucia jak powrot do domu kogos ukochanego. Wybuchu namietnosci nie bylo..ale widac bylo ze na swoj spokob cieszyla z powrotu. smile)
Czas pokaze co dalej, i co dalej z fotografem. Musze przyznac ze jej wyjazd w jakis sposob zmienil rowniez mnie. Jestem spokojniejszy...i jakos tak podchodze mniej emocjonalnie do tego.
Tak jak bym poniekad zaakceptowal to co jest...Chociaz to nastawienie moze byc chwilowe...A moze to wakacyjny nastroj?? (4 dni do urlopu). Wiec moze to mnie pochlania...
A moze to cos innego?

94

Odp: kryzys w zwiazku????

"poza tym ja nie wymagam zeby przegadywala ze mna godziny..ale nie sadzisz ze jako para mieszkajaca razem, wymieniajac 2 zdania w ciagu dnia to cos jest nie tak...ze jemy, w milczeniu...to po co jesc razem...dlaczego nie oddzielnie, czytajac gazete...czy to co sie zdarzylo w ciagu dnia nie jest ciekawe aby opowiedziec to parnterowi?= czy moze partner nie jest odpowiedni do tego...
nie weim czy jestes z kims czy nie, ale postaw sie w mojej sytuacji gdzy wracacie z pracy razem i nie wymieniacie zadnego slowa, jecie obiad, nie zamieniacie nawet slowa...."

Miłośc polega własnie na tym by czasem móc wspolnie pomilczeć tongue
Jestem w zwiazku 18 lat i nawet teraz nie mam tak mdło jak czytajac ciebie wink

95

Odp: kryzys w zwiazku????

4 dniowa rozłąka mogła na was dobrze wpłynać a urlop przepieczętuje to wszystko. Oczywiście wspólny urlop. smile mam nadzieję ze już tak miedzy wami fajnie pozostanie. A o fotografa, jasne jesteś zazdrosny jak każdy facet o swoją kobietę, obawiasz sie różnych zachowań z jego strony, byłoby nienormalne gdyby wogóle Cie to nie interesowalao, albo byyłoby Ci obojętne. Nie bez powodu wybrała Ciebie i związek z toba. Gdyby coś tam czula do fotografa to nie było by między nimi tylko przyjażni. Zaufaj jej, a ona na pewno nie zrobi nic głupiego:)

96

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

"poza tym ja nie wymagam zeby przegadywala ze mna godziny..ale nie sadzisz ze jako para mieszkajaca razem, wymieniajac 2 zdania w ciagu dnia to cos jest nie tak...ze jemy, w milczeniu...to po co jesc razem...dlaczego nie oddzielnie, czytajac gazete...czy to co sie zdarzylo w ciagu dnia nie jest ciekawe aby opowiedziec to parnterowi?= czy moze partner nie jest odpowiedni do tego...
nie weim czy jestes z kims czy nie, ale postaw sie w mojej sytuacji gdzy wracacie z pracy razem i nie wymieniacie zadnego slowa, jecie obiad, nie zamieniacie nawet slowa...."

Miłośc polega własnie na tym by czasem móc wspolnie pomilczeć tongue
Jestem w zwiazku 18 lat i nawet teraz nie mam tak mdło jak czytajac ciebie wink

"Jestem w zwiazku 18 lat i nawet teraz nie mam tak mdło jak czytajac ciebie wink" - dobre...mialas na mysli moj zwiazek czy mnie samego? tongue

97

Odp: kryzys w zwiazku????
Asia21011989 napisał/a:

4 dniowa rozłąka mogła na was dobrze wpłynać a urlop przepieczętuje to wszystko. Oczywiście wspólny urlop. smile mam nadzieję ze już tak miedzy wami fajnie pozostanie. A o fotografa, jasne jesteś zazdrosny jak każdy facet o swoją kobietę, obawiasz sie różnych zachowań z jego strony, byłoby nienormalne gdyby wogóle Cie to nie interesowalao, albo byyłoby Ci obojętne. Nie bez powodu wybrała Ciebie i związek z toba. Gdyby coś tam czula do fotografa to nie było by między nimi tylko przyjażni. Zaufaj jej, a ona na pewno nie zrobi nic głupiego:)

Dzieki za cieple slowa smile Oczywiscie wspolny urlop. 2 tyg w goracym klimacie!! smile))))))
Ja jej ufam, nie ufam jemu....Osobiscie uwazam ze odrobina zazdrosci powina byc, o ile jest we wlasciwej ilosci, daje poczucie ze druga osoba kocha...
Zadnego rodzaju awantury za spojrzenie czy chocby rozmowe z kims nie maja nic wspolnego ze zdrowa zazdroscia. To wowczas jest chore i powinno sie leczyc....

Dzieki jeszcze raz za tchniecie pozytywizmu w moja glowe...tego rodzaju rozmowy naprawde pomagaja smile))

98

Odp: kryzys w zwiazku????

Witam Was ponownie...

Zycie jednak zaskakuje...sadzilem ze jej wyjazd pomoze..bylo odrobine lepiej zaraz po jej przyjezdzie (tak jak mowilem, fajerwerkow nie bylo)..a teraz..juz jest rownia pochyla. Nie wiem co sie wydarzylo podczas tego wyjazdu ale widac jak na dloni ze ona sie zmusza do bycia w tym zwiazku. Brak jakiegokolwiek zaanagazowania, zainteresowania...ot jak obcy sobie ludzie, albo para z 50 letnim stazem gdzie podstawa byc jest przyzwyczajenie do drugiego czlowieka. Powiedzialbym ze dla niej ten zwiazek jest z koniczenosci albo z rozsadku...bo milosci juz raczej nie wiele zostalo. Zyjemy tak jak by obok siebie, mieszkamy razem ze na tym sie konczy..nie ma juz tego co bylo wczesniej, tej iskry, tej namietnosci...zainteresowania i zaangazowania...
I niech mi nikt nie zarzuca ze czepiam sie albo szukam dziury w calym. Kiedy nie slyszy sie juz ze kocha, gdy jest sie jest fizycznie opychanym za kazdym razem chce ja przytulic, a gdy juz pozwoli jej ramiona trzyma przy sobie...a jedyne miejsce gdzie jestesmy blizej jest wspolne lozko gdzie jedynie spimi w nocy... seksu nie bylo od ponad 1.5 tyg...Wiecznie zmeczona, brak checi nawet na seks...czy to normalne?
Wiecie, obiecalem sobie kiedys ze bede walczyl...ze kazdy kryzys mozna pokonac..ze sa chwile lepsze i gorsze...ale czy mozna walczyc za dwoje? Na dluzsza mete sie tak nie da, zreszta sam nie wiem czy chce, czy potrafie i czy ma sens...
Dla tego zwiazku poswiecilem siebie, dobrego przyjaciela, moze zycie...a wzamian otrzymalem odrobine ciepla, zaintereowania, fascynacji i imitacje milosci i zwiazku...nie umiem powiedziec gdzie lezy wina, ale nie tak to sobie wyobrazalem...
Kocham ja, ale nie dam rady trwac w czyms takim, nie chce aby ktos byl ze mna tylko dla wygody i pieniedzy....Byc moze ona mnie nigdy nie kochala, moze probowala, ale sie nie udalo..ehhh czyli powtorka z rozrywki..
Moj ostatni zwiazek tez sie rozpadl bo jak to powiedziala "probowala, ale to nie bylo to"...a na boku mi rogi dorabiala....

Z dnia na dzien co raz czesciej mysle o poddaniu tego bez walki, o zakonczeniu tego zwiazku...z wielkim bolem...ale czyz nie powinno sie unieszczesliwiac innych? Do tego w sobote wyjezdzamy na urlop...to beda najgorsze 2 tyg w moim zyciu......


Co z tym wszystkim zrobic?? sad(((((

99 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2012-06-19 07:18:48)

Odp: kryzys w zwiazku????

"Wiecie, obiecalem sobie kiedys ze bede walczyl...ze kazdy kryzys mozna pokonac..ze sa chwile lepsze i gorsze...ale czy mozna walczyc za dwoje?"

Po pierwsze związek to nie pole bitwy. tongue Tu nie ma walki tu jest wzajemne zrozumienie i zaakceptowanie odmiennosci drugiej osoby tongue

"Dla tego zwiazku poswiecilem siebie, dobrego przyjaciela, moze zycie...a wzamian otrzymalem odrobine ciepla, zaintereowania, fascynacji i imitacje milosci i zwiazku...nie umiem powiedziec gdzie lezy wina, ale nie tak to sobie wyobrazalem..."

I liczyłeś że ci ktoś za to pomnik wystawi? tongue a może ona ma inne wyobrażenie miłosci i związku?? Umiesz to zaakceptować?? Umiesz uznać że nie tylko twoje pojecie miłosci jest miłością? Mam wrażenie że nie potrafisz tongue

Nie słuchasz co chce ci przekazać. Trudno stanowić związek dwojga niezaleznych istot skoro jedno zyje zyciem drugiego. To wypluwa psychicznie, niszczy i powoduje ogromne zmęczenie. To taki troche wampiryzm emocjonalny. Toksyczny związek, choć inni moga uznawać że taki z ciebie diableny romantyk tongue dopóki sami nie doświadczą jak potrafi taki człowiek zabić wszystko w drugim wink
Chcesz coś zmienić?? zacznij od siebie wink
Pozdrawiam

100

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

"Wiecie, obiecalem sobie kiedys ze bede walczyl...ze kazdy kryzys mozna pokonac..ze sa chwile lepsze i gorsze...ale czy mozna walczyc za dwoje?"

Po pierwsze związek to nie pole bitwy. tongue Tu nie ma walki tu jest wzajemne zrozumienie i zaakceptowanie odmiennosci drugiej osoby tongue

"Dla tego zwiazku poswiecilem siebie, dobrego przyjaciela, moze zycie...a wzamian otrzymalem odrobine ciepla, zaintereowania, fascynacji i imitacje milosci i zwiazku...nie umiem powiedziec gdzie lezy wina, ale nie tak to sobie wyobrazalem..."

I liczyłeś że ci ktoś za to pomnik wystawi? tongue a może ona ma inne wyobrażenie miłosci i związku?? Umiesz to zaakceptować?? Umiesz uznać że nie tylko twoje pojecie miłosci jest miłością? Mam wrażenie że nie potrafisz tongue

Nie słuchasz co chce ci przekazać. Trudno stanowić związek dwojga niezaleznych istot skoro jedno zyje zyciem drugiego. To wypluwa psychicznie, niszczy i powoduje ogromne zmęczenie. To taki troche wampiryzm emocjonalny. Toksyczny związek, choć inni moga uznawać że taki z ciebie diableny romantyk tongue dopóki sami nie doświadczą jak potrafi taki człowiek zabić wszystko w drugim wink
Chcesz coś zmienić?? zacznij od siebie wink
Pozdrawiam

Co mam zmienic?? definicje zwiazku??? Nie oczekiwac ze powie "kocham"??  Przechodzic obok tego obojetnie? i bez emocji????

101

Odp: kryzys w zwiazku????

przede wszystkim miej własne zycie i przestań naciskać. Taką jak Twoja miłość można konia zadusić tongue

102

Odp: kryzys w zwiazku????

Heheh ale wytlumacz mi czym naciskam?? Tym ze dostrzegam roznice miedzy tym co bylo i co jest??
Przeciez nie siedze nad nia i wymuszam okazywania mi uczucia kazdej sekundy....

103

Odp: kryzys w zwiazku????

nie naciskasz?? a co oznacza stwierdzenie "walczyc o związek"? tongue Walka korjarzy mi się z siłowym uzyskiwaniem swojej strefy wpływów. Uszczęśliwianiem kogoś na siłę swoją obecnością. udowodnianiem komuś że to ja mam rację i to ja uwazam co dla innych jest najlepsze:P Bo tak bardzo kocham i dlatego uznaje że to na pewno ta właśnie miłość:P A myslałes o tym by odpuscić?? By uznać że inna osoba ma prawo myslec inaczej niż ty?? Ma prawo nie poświecać swoich przyjaciół i swoich marzeń tylko dlatego że ty kochasz?:P

104

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

"Wiecie, obiecalem sobie kiedys ze bede walczyl...ze kazdy kryzys mozna pokonac..ze sa chwile lepsze i gorsze...ale czy mozna walczyc za dwoje?"

Po pierwsze związek to nie pole bitwy. tongue Tu nie ma walki tu jest wzajemne zrozumienie i zaakceptowanie odmiennosci drugiej osoby tongue

"Dla tego zwiazku poswiecilem siebie, dobrego przyjaciela, moze zycie...a wzamian otrzymalem odrobine ciepla, zaintereowania, fascynacji i imitacje milosci i zwiazku...nie umiem powiedziec gdzie lezy wina, ale nie tak to sobie wyobrazalem..."

I liczyłeś że ci ktoś za to pomnik wystawi? tongue a może ona ma inne wyobrażenie miłosci i związku?? Umiesz to zaakceptować?? Umiesz uznać że nie tylko twoje pojecie miłosci jest miłością? Mam wrażenie że nie potrafisz tongue

Nie słuchasz co chce ci przekazać. Trudno stanowić związek dwojga niezaleznych istot skoro jedno zyje zyciem drugiego. To wypluwa psychicznie, niszczy i powoduje ogromne zmęczenie. To taki troche wampiryzm emocjonalny. Toksyczny związek, choć inni moga uznawać że taki z ciebie diableny romantyk tongue dopóki sami nie doświadczą jak potrafi taki człowiek zabić wszystko w drugim wink
Chcesz coś zmienić?? zacznij od siebie wink
Pozdrawiam

Heheh czytajac twoje posty mam wrazenie ze obarczasz mnie cala wina za to jak moj zwiazek wyglada...
Nie wiem czy to uprzedzenie do mezczyzn czy cos innego. Nie rozumiem tylko dlaczego jest ta ocena tak stronnicza. Skoro zwiazek to kompromis to znaczy ze obie strony dopasowuja sie, docieraja i w pewnym stopniu rezygnuja z czegos na korzysc czegos innego.

Jesli chodzi o moje poswiecenie. Nie jest to tez tak ze zyje jej zyciem. Ok, troche przeksztalcilem je, ale nie powiedzialbym ze w 100% podporzadkowalem.
Co do przyjaciela...no coz..sytuacja jest troche skomplikowana. Opisujac to jednym slowem nie ladnie sie zachowal w stosunku do niej. Ona go znienawidzila..a ja bylem miedzy mlotem i kowadlem. Coz mialem zrobic?? Musialem dokonac wyboru...Probowalem ich pogodzic..ale nie bylo to mozliwe...

105

Odp: kryzys w zwiazku????

ja nie obarczam cie winą smile Wypisuje tu tylko to co sama odczuwam kiedy czytam Twoje posty. Zawsze uważam że każdą zmianę w życiu zaczynam od siebie, bo daje prawo innym ludziom do ich sposobu myślenia o ile to ich myślenie i działanie nie wpływa negatywnie na moją osobę(nie krzywdzi mnie).
Nie znam Twoje dziewczyny ani jej wizji związku, ale twoje postrzeganie związku z okręslaniami"walka""poświecenie" "oddawanie siebie" napewno zdrowe nie jest.
Po pierwsze zwiazek to dwie niezalezne jednostki, dzieki temu że akceptujemy odmiennośc innej osoby i szanujemy jej niezaleznośc w czynach i myslach sami się rozwijamy. Kazde narzucenie jej Twojej woli to przekraczanie granicy "toksyczne"
Po drugie związek to nie pole walki to miejsce wzajemnych relacji i kompromisów. Podejmujesz decyzję o byciu z kimś tzn że bierzesz go w całosci z całym inwentarzem jego wad i zalet. Jesli próbujesz tego człowieka zmieniać na swoją modłę to znaczy że go nie akceptujesz.
Kazda decyzja jaką podejmujesz w życiu wiąze sie z określonymi konsekwencjami. Straciłes przyjaciela bo tak chciałeś. Ty podjąłeś decyzję z kim jestes bliżej z nią czy z nim i tylko Ty ponosisz konsekwencje takiego wyboru. Zrzucanie odpowiedzialnosci za to na innych to dziecinada.

106 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2012-06-19 08:51:49)

Odp: kryzys w zwiazku????

"to bedą najgorsze dwa tygodnie mojego życia"

A dlaczego??Czyżby znowu wszystkiemu winna ona??  ciałem będziesz na wakacjach a myslami przy niej. Ona nawet wtedy nie ma szans na uczucie bycia samej. To kiedy ma czas na zastanowienie co bedzie jak straci Ciebie?? Może warto dac jej szanse aby miała okazje na takie myślenie? wink

107

Odp: kryzys w zwiazku????

Wiesz mysle ze powinienes mniej naciskac pokazac (choc tak nie jest) ze malo Ci zalezy zobaczysz wtedy jej reakcje..
jesli nadal bedzie tak bezpłciowo masz jak na dłoni ze jej nie zalezy a jesli bedzie za Toba chodzić sprawa jasna...

108

Odp: kryzys w zwiazku????

Cięzka sprawa miedzy wami,Nie mi tobie doradzać czy powinnieneś z nią zostać czy może zrobić sobie przerwe. bo Każdemu z nas łatwo jest doradzać, bo cala ta sprawa nie dotyczy nas. Myślę sobie, że być moze nie pasujecie do siebie wszystkie decyzje wasze były pod wpływem emocji, podjęte pochopnie. Być może, zwyczaje wam nie wyszło, może każdy z was liczyl na coś innego w związku. A może ekstytacja, chemia, namiętność które było chwilowe minelo i teraz rzeczywistośc jest dużo trudniejsza,. Nic wam nie pomoze jak tyko szczera prosto z serca rozmowa. Tylko ona może wyprostawać calą ta zakręcona sytuacje, i dać Ci odpowiedzi na wszystkie pytania. A ja osobiście powiem, ze na twoim miejscu chyba bylabym zmęczona wiecznie zmieniać coś w sobie, dużo dawać a w zamian nie dostawać nic nawet zaangażowania. Ale to tylko moje zdanie.

109

Odp: kryzys w zwiazku????

"A ja osobiście powiem, ze na twoim miejscu chyba bylabym zmęczona wiecznie zmieniać coś w sobie, dużo dawać a w zamian nie dostawać nic nawet zaangażowania. Ale to tylko moje zdanie."

a ja osobiście uważam że jezeli on  nie zmieni siebie to zawsze bedzie tworzył toksyczne związki wink

110

Odp: kryzys w zwiazku????

No on czyli LOOk powinien pracować nad soba szczególnie na tym zeby nie ingerować całym sobą w życie innych. Pozwolić komuś do realizacji siebie itd. Bo przez to jego kobieta czuje sie osaczona. Ale obiektywnie patrząc ona też nie do końca jest w porządku bo jeżeli coś jej w nim nie pasuje, chcialaby coś zmienić, czy zwyczajnie nie odpowiada jej ten związek. To jest na tyle dorosłą kobieta że powinna usiąść i porozmawiać, powiedzieć co ja gryzie. Bo nigdy nie bedzie dobrze w takim związku skoro jedno z drugim nie rozmawia o swoich potrzebach, problemach, no o wszystkim. Bo wyglada to troszkę tak jakby nie dażyła go zaufaniem.

111

Odp: kryzys w zwiazku????

Asia ale skąd wiesz czy ona jest nie w porządku?:P ja nic na temat tej kobiety nie wiem  tongue znam tylko to co LOOK mi napisze wink a nie uważasz że to nazbyt nieobiektywne i być moze mocno dla niej krzywdzące? tongue

112

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

nie naciskasz?? a co oznacza stwierdzenie "walczyc o związek"? tongue Walka korjarzy mi się z siłowym uzyskiwaniem swojej strefy wpływów. Uszczęśliwianiem kogoś na siłę swoją obecnością. udowodnianiem komuś że to ja mam rację i to ja uwazam co dla innych jest najlepsze:P Bo tak bardzo kocham i dlatego uznaje że to na pewno ta właśnie miłość:P A myslałes o tym by odpuscić?? By uznać że inna osoba ma prawo myslec inaczej niż ty?? Ma prawo nie poświecać swoich przyjaciół i swoich marzeń tylko dlatego że ty kochasz?:P

"Walczyc o zwiazek" mialem na mysli wole przezwyciezenia kazdego kryzysu...jesli takowy sie pojawi i jawnie sie go okresli (poprzez szczera rozmowe).U nas nie ma walki, nie ma proby sil. Byc moze zle zrozumialas moje stwierdzenie. To nie jest tak ze ja wymuszam w jakis sposob cos od niej. Nie mowie jej "sluchaj musisz zaczac robic to tak a tak"....
Hehehe no a co mam zniknac? Wyprowadzic sie?? Kurde, przeciez decydujac sie mieszkac z kims jestesmy skazani na obecnosc drugiej osoby. To nie jest tak ze jak mam zly dzien to powiem jej zeby zniknela...
Odposcic...poddac zwiazek? Po prostu odejsc??
Wiem ze po pewnym czasie przychodzi znudzenie, rutyna itd..ale to chyba ma miejsce w kazdym zwiazku..a wowczas ludzi probuja robic cos nowego, cos co na nowo ich obudzi....a przede wszystkim rozmawiaja o tym by kazde z nich bylo swiadome co czuje i widzi druga strona..ot zwykla konfrontacja...tego co kazde z nich widzi i oczekuje...w zwiazku.

113

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

"to bedą najgorsze dwa tygodnie mojego życia"

A dlaczego??Czyżby znowu wszystkiemu winna ona??  ciałem będziesz na wakacjach a myslami przy niej. Ona nawet wtedy nie ma szans na uczucie bycia samej. To kiedy ma czas na zastanowienie co bedzie jak straci Ciebie?? Może warto dac jej szanse aby miała okazje na takie myślenie? wink

heheh ona jedzie ze mna, wiec cialem i myslami bde przy niej smile
Jesli nie bedziemy czerpac radosci z bycia razem na wakacjach to jak to nie byc najgorsze 2 tyg z zycia???  Niczemu nie jest winna, ale uwazam ze jesli ma pewne watpliwosci powinna o tym mowic..a nie na sile byc przy mnie, byc chlodna...moze lepiej wowczas pojsc wlasnymi sciezkami....
Z jednej strony plany, rodzina, dom, samochod, wspolna przyszlosc..a z drugiej spadek zainteresowania, i zaangazowania. Ja nie oczekuje ze bedzie ze mna spedzac kazda wolna chwile, niech czerpie przyjemnosc z wlasnych zainteresowan, wolnosci itd...ale przeciez kiedys wraca sie do domu, do kogos z kim sie mieszka i zyje...nie uwazasz ze dwoje ludzi w jakims tam stopniu tesknia i okazuja sobie zainteresowanie???Dlaczego te hustawki, dlaczego teraz w ogole...nic nie ma...ot jak wspolmieszkancy w akademiku...mijaja sie, rozmawiaja...ale sa sobie kompletnie obojetni...
Ja tak nie umiem, zwiazek to wg mnie tez poczucie, ze ktos chce z toba byc i ciebie potrzebuje.

Kurde..no znowu zapytam..to jak mam jej dac szanse na poczucie tego..a moze ona jednak chce byc sama..po 5 misiacach doszla do wniosku ze jednak samej bylo jej lepiej...ale o tym trzeba rozmawiac, powiedziec..aby nie tloczyc tego samego w nieskonczonosc...
Stad wg mnie oslabiebie zaangazowania i namietnosci. Ja nigdy jej nie zmienialem, nigdy nie narzucalem mojej woli ani punktu widzenia. Nigdy rowniez nie mowilem jej ze robi cos zle...

A ze mieszkamy razem niemal od samego poczatku...to niestety oglada moja gebe codziennie. Pamietaj ze kij ma zawsze dwa konce...
Skad tez wiadomo ze ona w ogole mysli co bedzie jak mnie straci..jesli umiera w kims uczucie to takie myslenie nie ma sensu..bo nie zalezy nikomu juz na drugiej osobie...

114

Odp: kryzys w zwiazku????
pogubioona... napisał/a:

Wiesz mysle ze powinienes mniej naciskac pokazac (choc tak nie jest) ze malo Ci zalezy zobaczysz wtedy jej reakcje..
jesli nadal bedzie tak bezpłciowo masz jak na dłoni ze jej nie zalezy a jesli bedzie za Toba chodzić sprawa jasna...

hehehe lubicie to stwierdzenie "naciskac" - a ono brzmi jak psychiczne znecanie sie nad kims...

Robie to, nie "lasze sie", biore to na zimno...ale nie wiem jak inaczej mam okazac to...znikac na caly dzien??? Onikac jej, nie odbierac tel? bezsensu...ale nie weim jak mam inaczej to robic...
Moze mozecie cos podpowiedziec?

Jesli ona czuje sie pewna tego co ma...raczej watpie czy zacznie za mna chodzic...

115

Odp: kryzys w zwiazku????
Asia21011989 napisał/a:

Cięzka sprawa miedzy wami,Nie mi tobie doradzać czy powinnieneś z nią zostać czy może zrobić sobie przerwe. bo Każdemu z nas łatwo jest doradzać, bo cala ta sprawa nie dotyczy nas. Myślę sobie, że być moze nie pasujecie do siebie wszystkie decyzje wasze były pod wpływem emocji, podjęte pochopnie. Być może, zwyczaje wam nie wyszło, może każdy z was liczyl na coś innego w związku. A może ekstytacja, chemia, namiętność które było chwilowe minelo i teraz rzeczywistośc jest dużo trudniejsza,. Nic wam nie pomoze jak tyko szczera prosto z serca rozmowa. Tylko ona może wyprostawać calą ta zakręcona sytuacje, i dać Ci odpowiedzi na wszystkie pytania. A ja osobiście powiem, ze na twoim miejscu chyba bylabym zmęczona wiecznie zmieniać coś w sobie, dużo dawać a w zamian nie dostawać nic nawet zaangażowania. Ale to tylko moje zdanie.

Hehehe tak..chetnie bym o tym porozmawial...ale nie mam z kim..bo ona sama nie zaaczyna tego tematu..a ja to zaczac..bo jak zwykle bedzie prosta odpowiedz..."wszystko jest OK".

116

Odp: kryzys w zwiazku????
Asia21011989 napisał/a:

No on czyli LOOk powinien pracować nad soba szczególnie na tym zeby nie ingerować całym sobą w życie innych. Pozwolić komuś do realizacji siebie itd. Bo przez to jego kobieta czuje sie osaczona. Ale obiektywnie patrząc ona też nie do końca jest w porządku bo jeżeli coś jej w nim nie pasuje, chcialaby coś zmienić, czy zwyczajnie nie odpowiada jej ten związek. To jest na tyle dorosłą kobieta że powinna usiąść i porozmawiać, powiedzieć co ja gryzie. Bo nigdy nie bedzie dobrze w takim związku skoro jedno z drugim nie rozmawia o swoich potrzebach, problemach, no o wszystkim. Bo wyglada to troszkę tak jakby nie dażyła go zaufaniem.

Zgadzam sie, stad wiele razy chcialem rozmowe zaczac...niestety nie poszlo to do przodu. Kurde ja nie ingeruje w jej zycie, nie laze za nia przeciez, nie siedze na karku, nie narzucam swoich pomyslow...nigdy nie bronilem jej zamorealizacji...malo tego..jeszcze ja wspieralem...
Nie pilnuje jej, nie kontroluje...wiec nie wiem skad widzicie ze tak ja ingeruje w jej zycie...Teraz kreujecie mnie jak pijawe...dlatego ze mam pewne obawy....Tylko dlatego ze zburzylem swoj swiat by budowac go na nowo u boku kogos..nie znaczy ze siedze jej na karku..a ona nie ma powietrza by oddychac...
Moj swiat przez wiele lat byl inny, dzialal na innych zasadach...zycie w pojedynke jest inne niz zycie razem...nie mowie tutaj o zmianie siebie, ale poniekad zmiane trybu zycia...wzialem na siebie nowe obowiazki, planujac cos uwzgledniam innych...bo tak powinno byc...
Nie siedze w pracy po 12 godzin...ale wracam do domu jak inni, nie leze na sofie pol dnia ogladajac tv, bo wole pobawic sie i zajac sie jej dzieckiem (btw sprawie mi to wieksza radosc).
Taka byla moja zmiana...nie zmienilem przyzwyczajen, nie zmienilem nawykow...tylko dostosowalem moje zycie do sytuacji jaka jest.

Nie wiem czy dazy mnie zaufaniem, ale na pewno nie mowi mi wszystkiego co chodzi jej po glowie...w kwestii naszego zwiazku. Byc moze jest teraz zagubiona, moze musi przemyslec to wszystko...ale wszyscy wiemy ze najlepszym rozwiazaniem zawsze jest rozmowa..szczera...bo jak dwoje ludzi moze budowac przyszlosc jesli nie umieja mowic do siebie co ich dreczy czy lezy na sumieniu.
Inaczej zawsze beda niedomowiania i nieufnosc...

117

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

Asia ale skąd wiesz czy ona jest nie w porządku?:P ja nic na temat tej kobiety nie wiem  tongue znam tylko to co LOOK mi napisze wink a nie uważasz że to nazbyt nieobiektywne i być moze mocno dla niej krzywdzące? tongue

Bronisz jej, zamiast patrzec na to obiektywnie. Wiem ze znasz wersje tylko jeden strony, ale czy tego rodzaju zachowanie nie jest na tyle charakterystyczne ze nie ma znacenia kto o tym pisze i o kim??
Psycholog nie pyta kto, on pyta jak i dlaczego...i to jest podstawa diagnozy....i tak wlasnie chcialbym abyscie na to spojrzeli....

Dziekim objawom mozna zdiagnozowac chorobe...ale odnalezc czlowieka...rownie dobrze ona moglaby pisac tak o mnie..ale czy to od razu by znaczylo ze trzeba zaczac oceniac mnie??? smile

118

Odp: kryzys w zwiazku????

Ja nie powiem złego słowa na nikogo tutaj ponieważ nie znam ludzi, uważam, że jest nie wporządku ponieważ chowa głowe w piasek, nie potrafi załatwic sprawy i powiedzieć co jes na rzeczy. Tylko sie wymiguje i daje najgłupsza odpowiedz jaka może być, tylko po to żeby go zmyć. Kobieta zachowuje sie nie dojrzale. Look, uważam ze jestem wporzadku facetem, nie zażucam Ci nic. Wiadomo ze jeżeli decyduje sie na zwiazek to jedna i druga strona musi wykazywać inicjatywe. Jak i za równo być gotowym na zmiany. Domyślam sie ze nie stoisz za nią, nie mówisz co ma robić itd, ale jest coś co ja przytlacza. Myślę ze trzeba to jak najszybciej wyjaśnić podziwiam Cie za determinacje która w tobie drzemie.

119 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2012-06-19 12:37:22)

Odp: kryzys w zwiazku????
L00K napisał/a:
Qrsywa napisał/a:

Asia ale skąd wiesz czy ona jest nie w porządku?:P ja nic na temat tej kobiety nie wiem  tongue znam tylko to co LOOK mi napisze wink a nie uważasz że to nazbyt nieobiektywne i być moze mocno dla niej krzywdzące? tongue

Bronisz jej, zamiast patrzec na to obiektywnie. Wiem ze znasz wersje tylko jeden strony, ale czy tego rodzaju zachowanie nie jest na tyle charakterystyczne ze nie ma znacenia kto o tym pisze i o kim??
Psycholog nie pyta kto, on pyta jak i dlaczego...i to jest podstawa diagnozy....i tak wlasnie chcialbym abyscie na to spojrzeli....

Dziekim objawom mozna zdiagnozowac chorobe...ale odnalezc czlowieka...rownie dobrze ona moglaby pisac tak o mnie..ale czy to od razu by znaczylo ze trzeba zaczac oceniac mnie??? smile

a czy ja gdzies zapytałam o nią? czy gdzies wydałam o niej opinię?? tongue skupiam sie tylko na tym co Ty mi przekażesz. Nie udzielam ci rad jak masz z nią postąpić jakiej sztuki manipulacyjnej uzyc by uzyskać wymarzony cel. Jedno ci radze zajmij sie sobą, nie oskarzaj innych o to że jest ci źle tylko skup sie na sobie bo to że nadal nie widzisz tego co widze ja jest problemem tkwiącym tylko w Tobie tongue
Ani jej nie oceniam ani nie usprawiedliwiam, nie ona ma problem ale Ty tu o nim piszesz wink
Wiesz LOOK ale mam pełną świadomość że to co ja do ciebie pisze jest dla ciebie tak dalekie jak powierzchnia Marsa wink i nie winię Cie za to. Moze kiedyś jak dorośniesz zrozumiesz mój przekaz wink
Moze za entym nieudanym związkiem sam zauważysz gdzie lezy podłoze ?;)
Jestem nie po to by cię klepać po ramieniu i opiewać twoje wyjątkowe poświecenie. Wiem prawda o sobie czasem bardzo boli ale dojrzały człowiek potrafi się z tą prawdą zmierzyć tongue

120

Odp: kryzys w zwiazku????
Asia21011989 napisał/a:

Ja nie powiem złego słowa na nikogo tutaj ponieważ nie znam ludzi, uważam, że jest nie wporządku ponieważ chowa głowe w piasek, nie potrafi załatwic sprawy i powiedzieć co jes na rzeczy. Tylko sie wymiguje i daje najgłupsza odpowiedz jaka może być, tylko po to żeby go zmyć. Kobieta zachowuje sie nie dojrzale. Look, uważam ze jestem wporzadku facetem, nie zażucam Ci nic. Wiadomo ze jeżeli decyduje sie na zwiazek to jedna i druga strona musi wykazywać inicjatywe. Jak i za równo być gotowym na zmiany. Domyślam sie ze nie stoisz za nią, nie mówisz co ma robić itd, ale jest coś co ja przytlacza. Myślę ze trzeba to jak najszybciej wyjaśnić podziwiam Cie za determinacje która w tobie drzemie.

Asia, dzieki. Dla mnie najwazniejsze jest aby czerpala przyjemnosc z bycia ze mna. Jesli faktycznie cos jest nie tak ze mna i to ja meczy powinno to byc jasno powiedzianie. Tak jak Qrsywa napisala ze w zwiazku jedna osoba akceptuje druga taka jaka jest, z jej nawykami wadami i zaletami. Jesli ktores z nich sa nie do zaakceptowania nalezy o nich mowic. Zwiazek to rownowaga...nie da sie jej wypracowac nie wiedzac co drugiej stronie nie pasuje.

Inicjatywa byla, byla sila, namietnosc, uczucie i fascynacja. Niektore z nich w dalszym etapie zwiazku maleja albo zanikaja...i pozostaje najrwalsze..uczucie i powinna byc rowniez inicjatywa. O milosc trzeba dbac..ona sama nie bedzie sie rzazyc jasnym ogniem..trzeba ja podniecac...ale jak to robic..jesli sie nie angazuje...jesli nie inicjuje...
Owszem nie mozna sie koncentrowac tylko na tym, trzerba zyc...ale jesli nie bedziesz okazywal uczucie drugiej osobie choc odrobine, ta druga osoba zgasnie...a wowczas juz tylko kwestia czasu gdy bedzie po wszystkim.

Sluchajcie...tak jak napisalem wyzej..nast etap zwiazku hormony znikaja..ok...ale nie moze to byc az tak diametralna zmiana...ja naprawde odczulem ta roznice..to bylo jak ostatnie drgawki umierajacego ciala...
Bylo slodko....pozneij chwila slabosci, chlodno i beznamietnie..pozneij znowu poryw...kilka dni takiego szalu...i koniec..stabilna nicosc...i teraz juz nic...puls zanikl...mamy tylko 2 ciala...
Asia, ja chce to wyjasnic..bo chce byc fer w stos do niej jak i do siebie.. Ja nie chce marnowac jej i swojego zycia na cos co nie mozna jednoznacznie zdefiniowac...uwazam ze jesli nagle jej uczucie umarlo powinna o tym powiedziec. Tak bedzie lepiej dla wszystkich.
Na poczatku naszej znajomosci rozmawialismy na wiele powaznych tematow. W jednym z nich poprosilem ja o przysluge. Ze jesli pewnego dnia przestanie mnie kochac, albo bedzie miala mnie dosc..powie mi to otwarcie. Ze bedzie szczera do bolu. Bo szczera prawda, nawet ta najgorsza boli mnie niz klamstwo i obluda.
Ja mam pewne zasady, i ich sie trzymam. Nie umialbym wybaczyc 2 rzeczy: klamstwa i zdrady. I jasno jej to powiedzialem. Jak milosc to szczera...bez rozrachunku korzysci....
Pytalem wiele razy czy jest szczesliwa, czy czuje sie komfortowo i dobrze w tym zwiazku. Odpowiadala ze tak. Fakt ze mnie nigdy nie zapytala o to...no ale moze zalozyla ze jestem.

121

Odp: kryzys w zwiazku????

"Asia, dzieki. Dla mnie najwazniejsze jest aby czerpala przyjemnosc z bycia ze mna. Jesli faktycznie cos jest nie tak ze mna i to ja meczy powinno to byc jasno powiedzianie. Tak jak Qrsywa napisala ze w zwiazku jedna osoba akceptuje druga taka jaka jest, z jej nawykami wadami i zaletami. Jesli ktores z nich sa nie do zaakceptowania nalezy o nich mowic. Zwiazek to rownowaga...nie da sie jej wypracowac nie wiedzac co drugiej stronie nie pasuje."

To moze ją o to zapytaj?:P

122

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:
L00K napisał/a:
Qrsywa napisał/a:

Asia ale skąd wiesz czy ona jest nie w porządku?:P ja nic na temat tej kobiety nie wiem  tongue znam tylko to co LOOK mi napisze wink a nie uważasz że to nazbyt nieobiektywne i być moze mocno dla niej krzywdzące? tongue

Bronisz jej, zamiast patrzec na to obiektywnie. Wiem ze znasz wersje tylko jeden strony, ale czy tego rodzaju zachowanie nie jest na tyle charakterystyczne ze nie ma znacenia kto o tym pisze i o kim??
Psycholog nie pyta kto, on pyta jak i dlaczego...i to jest podstawa diagnozy....i tak wlasnie chcialbym abyscie na to spojrzeli....

Dziekim objawom mozna zdiagnozowac chorobe...ale odnalezc czlowieka...rownie dobrze ona moglaby pisac tak o mnie..ale czy to od razu by znaczylo ze trzeba zaczac oceniac mnie??? smile

a czy ja gdzies zapytałam o nią? czy gdzies wydałam o niej opinię?? tongue skupiam sie tylko na tym co Ty mi przekażesz. Nie udzielam ci rad jak masz z nią postąpić jakiej sztuki manipulacyjnej uzyc by uzyskać wymarzony cel. Jedno ci radze zajmij sie sobą, nie oskarzaj innych o to że jest ci źle tylko skup sie na sobie bo to że nadal nie widzisz tego co widze ja jest problemem tkwiącym tylko w Tobie tongue
Ani jej nie oceniam ani nie usprawiedliwiam, nie ona ma problem ale Ty tu o nim piszesz wink
Wiesz LOOK ale mam pełną świadomość że to co ja do ciebie pisze jest dla ciebie tak dalekie jak powierzchnia Marsa wink i nie winię Cie za to. Moze kiedyś jak dorośniesz zrozumiesz mój przekaz wink
Moze za entym nieudanym związkiem sam zauważysz gdzie lezy podłoze ?;)
Jestem nie po to by cię klepać po ramieniu i opiewać twoje wyjątkowe poświecenie. Wiem prawda o sobie czasem bardzo boli ale dojrzały człowiek potrafi się z tą prawdą zmierzyć tongue

Heheh dzieli nas chyba za duza roznica wieku zebym mogl nadarzyc za toba. Skupiasz moja uwage na mnie, ze mam zaczac od siebie, ze mam skupic sie na sobie..chociaz nie definiujesz mojej "choroby". Ja jestem gotow pracowac nad soba..ale musze miec drogowskaz, abym wiedzial co jest we mnie zle. Co czyni mnie takim jakim jestem, i co wplywac na ten zwiazek.
Hehehe nie oskarzam jej za to co jest...tylko wyrazam co czuje...
Jesli nie widze tego co ty widzisz..to napisz to bezposrednio..czasami do facetow trzeba lopatologiczne:)

123

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

"Asia, dzieki. Dla mnie najwazniejsze jest aby czerpala przyjemnosc z bycia ze mna. Jesli faktycznie cos jest nie tak ze mna i to ja meczy powinno to byc jasno powiedzianie. Tak jak Qrsywa napisala ze w zwiazku jedna osoba akceptuje druga taka jaka jest, z jej nawykami wadami i zaletami. Jesli ktores z nich sa nie do zaakceptowania nalezy o nich mowic. Zwiazek to rownowaga...nie da sie jej wypracowac nie wiedzac co drugiej stronie nie pasuje."

To moze ją o to zapytaj?:P

A czy ja nie napisalem ze probowalem juz wiele razy???? Sugerujesz mi nie naciskac..a jednoczesnie popychac abym pytal..ona nie chce o tym rozmawiac. Jak to mowie "all is ok" i koniec. Zadnego rozwiniecia...wiec jak to mam zrobic..???? Pytac tak dlugo az ulegnie i odpowie??? Przeciez to bezsensu.

124

Odp: kryzys w zwiazku????
L00K napisał/a:
Qrsywa napisał/a:

"Asia, dzieki. Dla mnie najwazniejsze jest aby czerpala przyjemnosc z bycia ze mna. Jesli faktycznie cos jest nie tak ze mna i to ja meczy powinno to byc jasno powiedzianie. Tak jak Qrsywa napisala ze w zwiazku jedna osoba akceptuje druga taka jaka jest, z jej nawykami wadami i zaletami. Jesli ktores z nich sa nie do zaakceptowania nalezy o nich mowic. Zwiazek to rownowaga...nie da sie jej wypracowac nie wiedzac co drugiej stronie nie pasuje."

To moze ją o to zapytaj?:P

A czy ja nie napisalem ze probowalem juz wiele razy???? Sugerujesz mi nie naciskac..a jednoczesnie popychac abym pytal..ona nie chce o tym rozmawiac. Jak to mowie "all is ok" i koniec. Zadnego rozwiniecia...wiec jak to mam zrobic..???? Pytac tak dlugo az ulegnie i odpowie??? Przeciez to bezsensu.

Bo chcesz rozmawiać [naciskasz] a nie zadajesz konkretnego pytania z ustaleniem konkretnych zamierzeń "w te lub wewte" tongue jak przystało na faceta z jajami wink

125

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:
L00K napisał/a:
Qrsywa napisał/a:

"Asia, dzieki. Dla mnie najwazniejsze jest aby czerpala przyjemnosc z bycia ze mna. Jesli faktycznie cos jest nie tak ze mna i to ja meczy powinno to byc jasno powiedzianie. Tak jak Qrsywa napisala ze w zwiazku jedna osoba akceptuje druga taka jaka jest, z jej nawykami wadami i zaletami. Jesli ktores z nich sa nie do zaakceptowania nalezy o nich mowic. Zwiazek to rownowaga...nie da sie jej wypracowac nie wiedzac co drugiej stronie nie pasuje."

To moze ją o to zapytaj?:P

A czy ja nie napisalem ze probowalem juz wiele razy???? Sugerujesz mi nie naciskac..a jednoczesnie popychac abym pytal..ona nie chce o tym rozmawiac. Jak to mowie "all is ok" i koniec. Zadnego rozwiniecia...wiec jak to mam zrobic..???? Pytac tak dlugo az ulegnie i odpowie??? Przeciez to bezsensu.

Bo chcesz rozmawiać [naciskasz] a nie zadajesz konkretnego pytania z ustaleniem konkretnych zamierzeń "w te lub wewte" tongue jak przystało na faceta z jajami wink

Heheheh czekaj sprawdze czy jeszcze tam sa....yyy sa smile))
A tak na powaznie...wiesz...czasami przechodzilo mi to przez mysl zeby postawic sprawe jasno...czy idziemy dalej ta sama droga..czy dajemy sobie na luz...ale po chwili dochodzilem do wniosku ze czas na takie pytanie przychodzi gdy juz nie szansy napoprawe...bo pytanie tego rodzaju wydaje mi sie ostatecznym. Nie sadzisz ze na takim etapie powinno sie najpierw wyjasnic co nas boli...??? a jesli nie ma rozwiazania dopiero zadawac pytanie *w te czy wewte*?

126

Odp: kryzys w zwiazku????

powiedz mi tylko LOOK po co ci jej wyjaśnienia? co chcesz sie dowiedzieć?? i co ci da ta wiedza?? Spójrz w głąb siebie zapytaj siebie co ty chcesz i jakie masz wyobrażenie i jesli jej sposób bycia do tego nie przystaje to co w zwiazku z tym uznajesz za stosowne zrobić? a decyzja podejmie się sama tongue

127

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

powiedz mi tylko LOOK po co ci jej wyjaśnienia? co chcesz sie dowiedzieć?? i co ci da ta wiedza?? Spójrz w głąb siebie zapytaj siebie co ty chcesz i jakie masz wyobrażenie i jesli jej sposób bycia do tego nie przystaje to co w zwiazku z tym uznajesz za stosowne zrobić? a decyzja podejmie się sama tongue

Jestem pod wrazeniem w jak twardy sposob rozwiazujesz takie sprawy. Zakladam ze bedac w podobnej sytuacji tez postawilabyc sprawe na ostrzu noza bez zadnego wahania.

Co chce sie dowiedziec?? Otoz chcialbym sie upewnic ze nic sie nie da z tym zrobic. Czy jej uczucie zgaslo i jest by byc, czy to tylko kryzys i rekacja na szybkie tempo jakie mielismy. Ja tez w pewnym stopniu czuje sie zmeczony, odczuwam to szczegolnie w pracy. Ale jest to konsekwencja zarno wypalenia jak i rozterek jakie przezywam kazdego dnia. Licze ze urlop naladuje mnie energia.
Stawiajac takie pytanie wymuszam odpowiedz czy akaceptuje mnie takim jakim jestem i potrafi takiego nadal kochac..czy mamy sie rozstac. W kazdym z nas sa rzeczy ktore innym moge nie koniecznie pasowac, sa takie ktorych nie da sie zmeinic, sa takie ktore mozna. A ze nie wiem ktore z nich sprawily ze ona zachowuje sie tak a nie inaczej, nie chce zmuszac jej do odpowiedzi na tak zadane pytanie.

Nie chce przekreslac calego zwiazku jakas blaha rzecza, czyms co mozna zmienic zarowno u mnie jak i uniej. Kompromis, pamietasz??? Zadajac takie pytanie nie zadaje sobie trudu aby go wypracowac..ale narzucam jej wybor..

Ja chce z nia byc, ale pewne kwestie musza byc jasne dla nas obu. Musze wiedziec ze nadal mnie kocha i nadal chce ze mna byc, i nie dla statusu i wygody..ale dla bycia razem i czerpania radosci z byc z druga osoba..bo chyba o to w tym wszystkim chodzi?

128

Odp: kryzys w zwiazku????

"Stawiajac takie pytanie wymuszam odpowiedz czy akaceptuje mnie takim jakim jestem i potrafi takiego nadal kochac..czy mamy sie rozstac."

chyba już odpadam hmm

"Nie chce przekreslac calego zwiazku jakas blaha rzecza, czyms co mozna zmienic zarowno u mnie jak i uniej. Kompromis, pamietasz??? Zadajac takie pytanie nie zadaje sobie trudu aby go wypracowac..ale narzucam jej wybor.."

kompromis to nie narzucanie hmm

"Ja chce z nia byc, ale pewne kwestie musza byc jasne dla nas obu. Musze wiedziec ze nadal mnie kocha i nadal chce ze mna byc, i nie dla statusu i wygody.."

ale moze ona nie chce i nie ma ochoty sie tobie z tego tłumaczyć?? i co zmusisz ją??:/
Coraz mniej się jej dziwie że próbuje jakoś bez otłuczeń wyjśc z tego męczącego układu hmm

129

Odp: kryzys w zwiazku????
L00K napisał/a:
Qrsywa napisał/a:

powiedz mi tylko LOOK po co ci jej wyjaśnienia? co chcesz sie dowiedzieć?? i co ci da ta wiedza?? Spójrz w głąb siebie zapytaj siebie co ty chcesz i jakie masz wyobrażenie i jesli jej sposób bycia do tego nie przystaje to co w zwiazku z tym uznajesz za stosowne zrobić? a decyzja podejmie się sama tongue

Jestem pod wrazeniem w jak twardy sposob rozwiazujesz takie sprawy. Zakladam ze bedac w podobnej sytuacji tez postawilabyc sprawe na ostrzu noza bez zadnego wahania.

Co chce sie dowiedziec?? Otoz chcialbym sie upewnic ze nic sie nie da z tym zrobic. Czy jej uczucie zgaslo i jest by byc, czy to tylko kryzys i rekacja na szybkie tempo jakie mielismy. Ja tez w pewnym stopniu czuje sie zmeczony, odczuwam to szczegolnie w pracy. Ale jest to konsekwencja zarno wypalenia jak i rozterek jakie przezywam kazdego dnia. Licze ze urlop naladuje mnie energia.
Stawiajac takie pytanie wymuszam odpowiedz czy akaceptuje mnie takim jakim jestem i potrafi takiego nadal kochac..czy mamy sie rozstac. W kazdym z nas sa rzeczy ktore innym moge nie koniecznie pasowac, sa takie ktorych nie da sie zmeinic, sa takie ktore mozna. A ze nie wiem ktore z nich sprawily ze ona zachowuje sie tak a nie inaczej, nie chce zmuszac jej do odpowiedzi na tak zadane pytanie.

Nie chce przekreslac calego zwiazku jakas blaha rzecza, czyms co mozna zmienic zarowno u mnie jak i uniej. Kompromis, pamietasz??? Zadajac takie pytanie nie zadaje sobie trudu aby go wypracowac..ale narzucam jej wybor..

Ja chce z nia byc, ale pewne kwestie musza byc jasne dla nas obu. Musze wiedziec ze nadal mnie kocha i nadal chce ze mna byc, i nie dla statusu i wygody..ale dla bycia razem i czerpania radosci z byc z druga osoba..bo chyba o to w tym wszystkim chodzi?

Sorry dodam swoje trzy grosze ale Qrsywa ma tochę racji ... nie potrzebnie chuchasz na swoja luba , dajesz jej spokoj ok jak Ci tak wygodnie... mówisz o kompromisie ale jakim ? bo jak na razie widze ze Ty cierpisz a ona zwyczajnie ma to w d... a moze jest ok moze ona ma taki stylll bycia i inna nie bedzie .. raz pzryplyw milosci raz pojdziesz w odstawke nie robiac z tym nic właśnie na to się godzisz.. tak własnie bedzie wygladalo Twoje zycie... mi sie wydaje ze jesteś mężczyzna ktory lubi mieć wszystko czarno na białym jestes wtedy szczesliwy wiesz ile mozesz z siebie dać i nie boisz sie wtedy dać ... Tobie jest potzrebna kobieta pełna Ciepła ktora Cie przytuli jak wrocisz  z pracy, która bez powodu skardnie Ci całusa, która spowoduje że uśmiech nie bedzie schodził z Twojej twarzy ... która bedzie umiała Cie wysłuchać i z Toba porozmawiac ... ale Ty wyraznie wolisz inna opcje ...

130

Odp: kryzys w zwiazku????

.. która bedzie umiała Cie wysłuchać i z Toba porozmawiac ... ale Ty wyraznie wolisz inna opcje ...

Ja własnie coś czuje że tylko takie masochistyczne uczucie jest dla LOOKa wyraziscie pojeciem miłosci wink No cóż z tego co wiem to się napewno leczy wink

Posty [ 66 do 130 z 233 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » kryzys w zwiazku????

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026