Witam niedzielnie, leniwie.
bulinka_1969 napisał/a: Czemu rodzice tego nie potrafili.
Otóż to. Chociaż patrząc na moja mamę -jak sama mi to kiedyś powiedziała- to ona lepiej wychowywała mnie niż jej mama. I tu nie mogę podważyć jej słów, słysząc jak torturowała ją jej matka. Ja w tym wszystkim jedynie obrywałam po twarzy i słuchałam wyzwisk... nie głodziła mnie, nie zamykała w piwnicy na noc ze szczurami, nie kazała stać nago na podwórku, nie strzelała do mnie z wiatrówki
. Tak więc trudno jej zarzucić, że nie starała się nie powielać błędów
. Teoretycznie robiła co mogła w tej kwestii.
Ja bardziej nie umiem zrozumieć, że nie chciała się leczyć z tych traum, a miałaby z czego, naprawdę!
Piktor> to prawda, tylko każde dziecko jest inne. Jedno się załamie, a drugie zrobi na przekór. A nie wiesz też jak w tej sytuacji zachowywała się ich matka. Moze sama je do tego motywowała, więc mając wsparcie od niej ( a może od kogoś innego, czy siebie nawzajem) było im łatwiej. Ja byłam zewsząd demotywowana: przez mamę, babcię, nauczycieli... do tego stopnia, że uwierzyłam, że jestem cep i nie dam sobie rady na studiach.
Ładowarkę akurat mam starego typu i nie da się podłączyć do komputera. Poradziliśmy sobie w inny sposób.
Jaka wzruszająca ta historia o Żydówce.
Też nie mogę spać ze stresu, w ogóle rzadko sypiam dobrze, wybudza mnie najmniejszy hałasik
.
Brenne> moze nie przepisuj, tylko fotkę strzel i wklej. Chętnie poczytam.
Lady> wiem co czujesz w kwestii modlenia się. Miałam taki okres w życiu, że obraziłam się na Boga. Zawsze modliłam się za innych, a raz, tylko raz poprosiłam, by mi pomógł. Tak mi zależało na jednej sprawie... i nic z tego. Moje poczucie wartości znacznie spadło i latami odrywałam się od dna. Nie rozumiałam dlaczego raz jeden gdy mi zależało, to nie mogę tego dostać. Takie głupie dziecinne obrażenie się
. Teraz nieco odrodziłam się duchowo i spokorniałam. Zrozumiałam, że to kwestia samej modlitwy. Nie chodzi o klepanie paciorków, ale o uniżenie się, o padnięcie i wybłaganie ze łzami, tak z głębi serca, że już mocniej nie można. Pokora przede wszystkim, tym samym przyjmując fakt, ze z nieznanych nam powodów nie nasza wola się stanie. Dziś wiem, że być może spełnienie mojej prośby przyniosłoby więcej problemów niż korzyści. Wtedy byłam zaślepiona, a z perspektywy czasu i po uspokojeniu duszy- rozumiem to.
Pamiętaj, że Bóg chce dla nas jak najlepiej, a że my błądzimy to on próbuje nas wydostać z labiryntu życia w sposób jak najmniej szkodliwy dla nas. Choć nam się wydaje, że tak nie jest. Przeczytałam kiedyś pewną historię, którą przytoczę w następnym poście, aby nie przedłużać.
Na niemoc duchową dobra jest medytacja, spróbuj.
Blanka> zapisałam. najpierw jednak udam się do rodzinnego zgodnie z sugestią Soni, a jeśli nic konkretnego nie usłyszę to rozejrzę się za tą maścią.
Ja od jutra zaczynam rehabilitację na kręgosłup. Dużo mam zabiegów więc spędzę w przychodni z 1,5 godzinki, a jeszcze dodatkowo praca. Taki szał zaraz po urlopie? Obym szoku nie doznała
.
Pozdrowionka dla każdego z osobna.