To ja tez na chwilke...
Milionku-przerabane bez pralki.Tez mi sie kiedys zawiesila z praniem w srodku.Leciwa juz byla, bez gwarancji i slubny sie zawzial, ze naprawi.Naprawil, ale lazienke sprzatalam ja.A moja Mamitka, pomimo, ze pralka stala, to prala wszystko recznie.W pralce tylko posciel i reczniki.Dlaczego?A bo ona wypierze lepiej.Tak sie przyzwyczaila-codziennie wieczorem przepierala bielizne,nigdy nie widzialam, zeby jakies gory do prania zalegaly.No coz, ja bez pralki to jak bez reki, a nawet dwoch;).Ciesze sie, ze corcia lepiej.Dluga pewnie jeszcze droga przed Wami, ale Ty jestes silna.Zdaje sobie sprawe, ze choroba moze wrocic, ze moga byc gorsze okresy.I choc tylko wirtualnie, ale bede Cie wspierac.
Lunabis-widzisz, zycie toczy sie dalej.Jest inaczej, ale budzisz sie i jest nowy dzien.To jest inna droga, ale czy gorsza?Nie.Masz prace, dzieci, przyjaciol, jestesmy my.Zycie jest za krotkie, zeby rozdrapywac rany.Nie pisze tego ot tak sobie.Wiele przeszlam, fakt, nie byly to problemy, z ktorymi musisz dawac sobie rade.Byly takie dni, kiedy myslalam-nie dam rady, po co?Nie dostajemy od losu wiecej niz jestesmy w stanie udzwignac.A sila jest w nas, trzeba ja tylko odnalezc, zlapac punkt zaczepienia i odbic.Bedzie dobrze, zobaczysz.Bedziesz sie smiac i cieszyc sie wszystkim.
Bulinko-czy te bigosy to juz na Swieta?Ja to chyba w tym roku na Swieta nie zrobie, bo jedziemy do domu dopiero 20 grudnia.Sie nie zdazy ugotowac.Ale zrobic zrobie, bedzie na potem.Remontu nie zazdrosze, tez mnie czeka i tez w lazience.Najgorsze to wlasnie upychanie po chalupie rzeczy lazienkowych.I ten bajzel w calym domu.Ale za to potem bedzie pieknie.I na Swieta bedziesz miala jak w bombonierce:)).Jak z ta umowa w biurze, bierzesz ta prace?Tylko bardzo Cie prosze-nie przeginaj, zebys potem nie odchorowala.Wiem co pisze.
Mortisha-spusc powietrze.Ale rozumiem doskonale Twoj stan.Skad to cholerstwo sie bierze?Tez tak miewam, rzadko, ale az sama siebie sie boje czasami, taka jestem zla, wredna,marudna, czepialska, burkliwa....taki nerwowkurw, nie wiadomo po co, dlaczego.Pocieszajace jest to, ze puszcza tak nagle jak zlapie.
Alika-no to powodzenia w nowej pracy zycze.Napisz co i jak.Na dlugo jedziesz?Jak przyjechalam do Deutschlandow 4 lata temu(o rany, to juz 4 lata?!?), na poczatku pracowalam tylko w domu u mojego meza szefostwa 2 razy w tygodniu, bez ubezpieczenie, na czarno.Moja siostra dogadywala mi taka wlasnie prace-opieka nad starsza osoba, na legalu.Mocno sie zastanawialam, wiazaloby sie to z wyjazdem pod Monachium, maz musialby zostac tu, bo ma prace.Kusilo mnie bardzo, bo ubezpieczenie i swiadczenia, w koncu jakies pieniadze na starosc trzeba sobie zapewnic.Sprawa sie rozwiazala sama-szef mojego meza zatrudnil mnie u siebie w biurze.Nie jest to praca moich marzen...ale nie narzekam.Kiedys, jeszcze w Polsce, w zyciu nie pomyslalabym, ze wyjade po to, zeby Niemcom w chalupach i w biurach sprzatac.Ja?Za zadne pieniadze.Ale zycie przyparlo mnie do muru i jest jak jest.Ale musze Wam powiedziec, ze tak jak jestem tu traktowana to w kraju nigdy nie bylam.Nawet jak siedzialam za biurkiem i klepalam faktury w klawiature.Nie czuje sie gorsza, choc troche czasu mi to zajelo, zeby uswiadomic sobie, ze to tylko praca.Jestem tym samym czlowiekiem, nic mi moja praca nie ujmuje...no moze tylko ten przesuniety dysk.
Lato-tez mialam pobudke po 4.Faaaajnie, bo jeszcze 2 na zegarku widzialam.Niech Ci szybko dzionek w pracy minie a wieczorkiem nogi do gory i sielsko-czarodziejsko odpoczywaj.
Merten-jak tam w nowej chalupce?Chwal sie.
Ivory-czy juz jestes zakocona?Maz wyzdrowial?
Marzenna-przyjmiesz zyczenia?Spoznione okropnie, ale z calego serca-szczesliwosci samych Ci zycze.
Tomus-urlopujesz jeszcze?Masz wypoczywac, a czytam ciagle, ze zalatwiasz jakies sprawy.No tak, urlop to my mamy tylko z nazwy....
A ja sobie dalej leze.Wczoraj mialam gorszy dzien-bol wrocil, caly dzien mialam prady w nodze.Dziwnie, bo kregoslup mnie prawie nie bolal, moglam sie normalnie schylac.Tylko doopsko i noga az do lydki.Dziwne uczucie-kichasz i czujesz w pupsku bol.Ozarlam sie tabletek i nic nie pomagalo.Ale ugotowalam obiadek.W przerwach od mieszania w garach ogladalam Piekielna Kuchnie Gordona Ramseya, trzeci sezon.Wygrala niewidoma dziewczyna.Az nie do uwierzenia,jak pieknie podawala potrawy.Dla mnie-mistrzyni.Dzis powinnam jechac z mezem do biura.Pojechal sam.Chcialam, serio, bo czuje sie niezle.Ale mnie usadzil tekstem-zostan w domu, bo mi szef nogi z d...py powyrywa, bedzie afera.Zrobie to co zrobie i bedzie jak bedzie.Leze z telefonem przy boku, bo pewnie beda konsultacje.....jakim plynem spryskac zlew,albo na jaki program zmywarke nastawic.Fajnie byc dyrektorem pod telefonem:)).
To ide na fajure.
Wroce...
Cieplej niedzieli zycze