Hej , hej lasencje:)
Hej Tomku:)
Nie pisalam, ale Was poczytywalam.Wyjazdy, przeprowadzki, chorobska.................czyli jak milo byc wsrod swoich.U mnie jak w ruchu jednostajnym-kawa, fajka, prysznic, oko, S-Bahn(popjajac kawe oczywiscie), robota, S-Bahn(kawa),zakupasy, gary-popijajac kawe,popalajac fajureczke, spacer z ogoniastym.............i znow bedzie niedziela.Juz troche sie wkrecilam w trybiki, ale lzej mi wcale nie jest.
W sobote planuje posprzatac tarasik-wyglada troche zalosnie.Tylko zielone liscie zostaly, kwiaty przekwitly, wszystko jednoroczniaki, wiec trza wyciepac.Pomidory zrywam, jak tylko zlapia troche kolorkow i prowadze szufladowa dojrzewalnie.Noce juz zimne, wiec raczej na krzakach nie dojda.Ale musze przyznac, ze obrodzily dosyc dobrze, zadowolniona jestem.Jednego takiego mialam co to sie tygrysi nazywa-zielono-czerwony.Bede wydlubywac nasionka i na drugi rok sama wyprodukuje rozsade, bo mi bardzo posmakowal.Reszta w smaku calkiem zwyczajna-pomidorowa,ja je nie dla smaku hoduje przeciez..........musze miec cos do opiekowania....tydzien temu kupilam w Bauhausie(taka nasza Castorama z Obim polaczona, tylko trooooooche wieksze) dwa przecudne storczyki za cale 5 ?.Smigam po necie, bo chce wiedziec wszystko i troche jeszcze ponadto.Juz dawno chcialam hodowac storczyki(moja chrzestna hoduje od kilku lat, piekne okazy),ale jakos nie wyszlo.Teraz zaczatek hodowli juz jest, chlone wiedze i juz widze storczykowe parapety.......marzy mi sie kompozycja miniaturek w szklanej kuwecie, na dole kamyki, na tym malutkie storczyki, a to wszystko w pokoju na mojej ogromniastej lawie....chyba musze sie naumiec wstawiac zdjecia na forum i bede sie chwalic:))
Giczol dalej mnie boli,wchodzenie i schodzenie ze schodow okupuje bolem, ale wiem ,jak mam stawiac noge, zeby zmniejszyc bol.Dziwne to troche, jak nie ruszam kolanem, obojetnie w jakiej pozycji, to nie boli nic.Najmniejsza zmiana pozycji-bol(lekki, naprawde), a po zmianie pozycji znow spokoj.Dzis musialam podbiec do autobusu(z S-Bahn-y przesiadka na autobus), bo by mi odjechal-bolalo przez pierwszych kilka biegow, a potem juz nic.No wiem, trzeba byloby przeswietlic.............a jak mi wpierdziela w jakiegos gipsa?To ja jeszcze poczekam.
Musze pokucharzyc, kupilam mezowskiemu watrobki drobiowe wczoraj, a ze mialam nastroj-wez mnie lepiej nie wcurwiaj i na kolacje byly kanapulce, wiec ide w gary.
Skonczylam kawke, zagryzlam mlecznym Prince Polo, teraz zafajcze i ide czyscic watrobki.Wroce jeszcze.
Buziaki,
Tomku, dzieki za tytul ksiazki-przeczytam.Jade do Mamitki za 5 tygodni, wiec kupie sobie, albo Mlodej zlece;))
Aaaaaa....kawe pije puszczalska.Niestety.......pilam fusiasta hektolitrami, bez mleka, bez cukru, az mnie zaczelo jakies telepactwo meczyc-spac nie moglam, jaks rozdrazniona bez przerwy, lapy mi sie trzesly jak przy Parkinsonie.Przerzucilam sie na rozpuszczliwa i przeszlo,wiem, pewnie za duzo tego bylo.Od czasu do czasu pijam fusiastego szatana, ale zle sie czuje, nie sa to zadne dolegliwosci bolowe, ale niespokojna jestem, drazliwa, wiec pijam naprawde sporadycznie.A uwielbiam jak mi sie czasteczki kawy w pysku paletaja.No ale coz....rozpuszczalna pije dosyc mocna, czarna, gorzka i tez we wiaderku.Lubie kawe, nie cierpie herbaty, nie pje wcale, no moze 2 razy do roku, zima, jak zmarzne to z cytryna.Taka jestem.
Fajureczka?I do garow..............