Cześć, Dziewczyny:)
Klikamy sobie w pracy? Do roboty, leniuszki;)
Czytam, jak to u Was z tymi 'wydatkami' na szkołę dzieci...
Żyjecie w państwach opiekuńczych, co zarzucało się naszej niedawnej "komunie".
Jak jest w Polsce - wiecie. Obiady w stołówkach szkolnych coraz droższe lub po prostu ich nie ma, bo likwiduje się szkolne stołówki dla oszczędności. Czasem po likwidacji takiej stołówki szkoła zamawia catering, ale ile wtedy obiad kosztuje, łatwo sie domyślić. Wiele rodzin na to nie stać po prostu.
Część dzieci je obiady finansowane przed opiekę społeczną, jakieś komitety przeciwalkoholowe lub po prostu prywatnych sponsorów, np. u mnie opłaca 2 obiady sąsiadka dzieci.
Tam jedzą, ile chcą wszyscy - tutaj porcje małe...kawałek mięska, garść surówki, jakas zupka...Na szczęście w mojej szkole dyrektor obronił stołówkę, a kucharki gotują bardzo smacznie, jak w domu. Gdy zostaje jakaś zupa - a zwykle tak bywa - nauczycielki ze świetlicy wołają te dzieci, o których wiadomo, że obiadów nie jedzą, a w domu krucho...Biegną po schodach, ledwo nóg nie pogubią.
Podręczniki drogie jak diabli!!
Wydawnictwa trafiały do szkół, proponując dowiezienie lub przysłanie i sprzedaż podręczników bezpośrednio, z pominięciem księgarni. Było to o wiele taniej dla rodzin i nauczyciele, idąc uczniom na rękę, angazowali się w to. Czasem nawet wykorzystując własne samochody, czas...Za takie coś nauczyciel dostał od wydawcy podręcznik za darmo, jakiś kalendarz...
Oczywiście żeby ukrócić ten "proceder", oskarżano nauczycieli o czerpanie niebotycznych korzyści z takiej sprzedaży. Oczywiście robiło to lobby księgarzy, którzy nie mieli dochodu ze sprzedaży. Zakazano nam więc tego!
No cóż...Kto tu się liczy z biedakami? Rodzice chodzą do księgarni, a księgarze zarabiają...
Jeżeli w domu jest 2-3 dzieci w wieku szkolnym, to już masakra.
Żeby ulżyć, organizujemy pod koniec roku szkolną giełdę podręczników. Dzieci kupują książki używane.
Zresztą i tak mamy sygnały, aby nauczyciele zbytnio sie w to nie angażowali...
Ot, jak dba sie o rodzinę w Polsce! Tylko frazesy na ustach...walka o nienarodzone...a potem bujajcie się, dzieciaki razem z waszymi biednymi rodzicami.
Płacicie na to podatki?? My też...
Mussuka...Czytałam watek o emigracji, w którym sie wypowiadałaś...że tam też trzeba jeść...są wydatki...itd.
Teraz sobie zobacz, na czym polegają różnice. To już nawet nie chodzi o szkolnictwo - ale o ogólną ideę:
W waszych obecnych miejscach zamieszkania człowiek to jest KTOŚ. Tutaj też - ale ten, który ma kasę, czasem zdobytą w drodze łamania bądź naginania prawa albo po prostu prawa, ustawionego tak, aby ktoś mógł zarobić i okpić słabszego.
Mam problem z kręgosłupem i muszę wziąć serię zabiegów. Za 3 miesiące (jak dobrze pójdzie). Teraz mnie boli, ale zabiegi za 3 miesiące...No...chyba że wyjmę kasę i zapłacę, to od jutra, prywatnie...
O cenach leków nawet nie warto wspominać...rosną z recepty na receptę! Wy je chyba macie da darmo??