witam Wszystkich...Poskarżę sie..urodziłam się przez pomyłkę.Od kiedy pamięcią sięgam z dzieciństwa tak mi w,,domu,,mówiono.Broniłam sie przed tym i nadal tak robię ale juz zaczęłam w to wierzyć.To piętno spowodowało ze pomyliłam znaczenie życia.Chcę zasłużyc na miłość uprosić o bycie kochanym.Pomimo świadomosci ze to,,złe,,nie wiem jak ,,dobrze,,Od dziecka nie dosłyszę-straszono ze będę w szkole ,,specjalnej,,nauczyłam sie słyszeć-nie umiałam tańczyć wiec skończyłam dwa stopnie tańca...nikt nawet się nie domyśla w jakim stopni,,aż,,niesłyszę,,strach zagonił mnie do ,,słyszenia,,Pierwszy zawód bankowość,następny nie obronione studia projekt.mody-wyróżnienie w konkursie o,,srebrną pętelkę,,za projekt.Dalej starałam sie zasłożyć na miłość wiec kosmetologia,dekoracja wnętrz,,wernisaż,,projektów na obronę,florystyka,masa innych szkoleń kursów,warsztatów itp..bzdur.Publikacje w prasie zawodowej florystycznej same sukcesy zawodowo.I co z tego...na dziś jeszcze oddychająca porażka....porażka i pomyłka.jak to sie ma do mojego dziś....ja i moje córki...których nie mam komu ,,zapisać,,w spadku po sobie.Wyszłam za mąż gdy miałam 21lat w ,,wianuszku,,w ucieczce przed matką i ojcem ktorych zawsze rozczarowywałam(mieli dwie inne córki te,,prawdziwe,,)Uciekłam w małżeństwo przed biciem od matki i ojca.Mąż w koncu ..alkoholik też bił bo na bicie z bycie posłusznym też sie zasługuje...córkę udało sie urodzić dopiero po 8 latach..opływałam juz wtedy w luksus finansowy..ale mązsobie z taka kasa poradził tylko w znany sobie sposób .Nie mogło mi sie nie,,udać,,córka ,,odebrała jemu mnie wiec pił i pił...Rozwiodłam sie wyszłam za mąż drógi raz...no i to za shizofrenika...ale wyszło to tak sobie juz pużniej...Druga córka ...Dziewczyny uzdolnione muzycznie plastycznie tanecznie..iloraz 126-128.Wybudowałam ogromny dom piękny.Od 8 lat jesteśmy bezdomne zwyczajnie bezdomne.Z tego trzy poziomowego domu uciekłam z córkami do domu dla ofiar przemocy.,,Mąż,,skazany i osadzony za znęcanie sie nad nami.Ale,,eks rodzice,,wy zekli sie mnie wraz z dziecmi i potępnymi---obawiali sie ze mogę ich poprosic o pomoc...zadbali za wczasu o akt notarialny który ,,musiałam,,podpisać...mieli przeciez tylko jeszcze dwa domy i dwie córki---prawo cos tam mowi w takich przypadkach wiec ich corki i oni zadbali o to bym nie ,,wymyslila moze ze cos powinni mi dac...ale nie prosilam o to moze i bład...nie potrafiłam nigdy poprosic o miłosc dla moich dzieci tak jak i dla siebie.Ponoc na ,,miłość,,nie trzeba zasłozyc...ja nie umiałam nic w sobie naprawic a jestem z jjjjjjjakimś bbbbłędem genetycznym.Teraz podsumowuje sobie zycie bo jakiś rak sie przyplatał.Ja nie mam ,,w razie by co...,,dziewczynką do pozostawienia.Udało mi sie wydobyc przez kilka lat ze wspolnego majatku tylko 50tyś..mało...więc 3lata wtecz postawiłam własna pracownie zapożyczajac sie(juz spłaciłam)By zarobic na godne zycie dla nas...chciałam dom jeszcze wybudowac ale chyba juz nie zdaze....a tyle jeszcze mam do zrobienia.Moze i dobrze sie zakoncz moja przygoda z rakiem..to ten czas nadrobie i prosze to gdyby ktos to przeczytał puścic w niepamiec.Nie mam komu tego opowiedziec.Przepraszam!!!moze jutro nastrój mi sie poprawi..ale jest mi zle kobiety...łez nie mam..dziewczyny spia.Sorry za dysortografie pozdrawiam