Moja rok młodsza siotra zaadoptowała dziecko z Domu Dziecka, nawet nie wiem jak tego dokonała bo nie jst mążatką. Ale od paru lat ma córeczkę (już kilkunastoletnią) z Domu Dziecka-wczesniej odwiedzała ją tam, potem zapraszała na swięta do domu a potem Sąd jej ją przyznał.
Witajcie Dziewczyny
Miło mi, że o mnie pytacie 
Ja własnie wczoraj wróciłam ze zjazdu jednej z moich klas z LO (potem byłam jeszcze u rodziców w Kielcach).
Jestem naprawde bardzo zadowolona, tylko
bardzo żałuję, że po raz pierwszy zrobilismy takie spotkanie- naprawde
dodało mi ono energii do życia
utrzymywanie kontaktow ze szkolnymi
znajomymi to wg mnie bardzo wazna sprawa, wtedy człowiek ma kontakt z
przeszłoscią i nie jest taki wykorzeniony jak np. ja w Krakowie 
Na Zachodzie to podobno normalka dzięki internetowi- bardzo łatwo
utrzymuje sie i odnawia kontakty i ze szkoły i z pracy...U nas chyba
od paru lat dopiero dzieki "Naszej klasie"...
A z pracy prawie wszystkie kontakty traciłam natychmiast jak tylko odchodziłam z danego
miejsca
...Przykre bo niektóre osobowosci były naprawde ciekawe tylko
poza jakimis totalnie dennymi firmami...
W ogóle u nas to jest tak, że jak sie nie założy własnej rodziny a nie daj Boże nie ma sie tez stałej pracy, człowiek jest jakby odizolowany od społeczenstwa i bardzo samotny...
W cywilizowanym swiecie podobno tego nie ma i znacznie czesciej utrzymuje sie kontakty wszelkiej maści- tak szybko sie on nie rozpadają a u nas własciwie mozna liczyc tylko na rodzinę- pod warunkiem, że sie ją ma i że ma się z nią dobre stosunki... Nie tak?...
Pytacie o "chłopców z tamtch lat"
...Wiecie, przyjechało tylko trzech ale wszystkich w klasie było chyba sześciu ale naprawdę oni bardzo dobrze wyglądają, w przeciwienstwie niesttey do dziewczyn- bardzo postarzałysmy się (one tak, to ja chyba też?
). Wszystkie mamy "kurze łapki" w kącikach oczu a niektore nawet podkrążone oczy...Cóż, dwie dziewczyny, które były, są po rozwodzie...
Jedna koleżanka zginęła w wypadku samochodowym 4 lata temu i to podczas nauki jazdy! 
Było nas 18 osób, sposród 33 bodajże.
Ale spotkanie było bardzo radosne i było o czym opowiadać a tez tańczylismy i jedli co nie miara w tym gospodarstwie agroturystyczym 
Szkoda mi, że nie widziałymsy się wczesniej bo jednak bardzo zmieniliśmy się od czasów szkolnych...Osobowościowo może nie aż tak le to przeciez trudno ocenić przy tak krótkim spotkaniu...
Bardzo tez zmieniły się moje rodzinne strony (ja się wyprowadziłam z Bodzentyna wyprowadziłam w wieku 16 lat), miejscwosc wygląda duzo piękniej ale jednak tak wiele rzeczy sie zmeniło bądz znajduje się w innym miejscu, że wielka szkoda, że człowiek tylko od wielkich dzwonów wraca do przeszłosci bo jednak teraz to mozna powiedziec inna miejscowosc i inni ludzie, mimo że wiele osób z moich czasów żyje przecież...
Podobnie zresztą w Kielcach, w ktorych moze i jestem dwa razy w roku ale jednak jak człowiek nie utrzymuje kontaktu z ludzmi to wszystko jest jakies bezosobowe.