Hej Dziewczyny,
Mam wrażenie, że takimi powaznymi dysputami tylko wykurzamy stąd uczestników naszego forum
Rzecz jasna, o wszystkim mozna dyskutowac ale błagam - nie róbmy tego w jakis naiwniutki sposób niczym studenci, ktorzy delektują się samą mozliwoscią egzaltowanej wymiany zdań na kształt bicia piany a nie celem dyskusji.
Evesso, nie obraź się na mnie ale mam wrażenie, że lubisz popadac w skrajności ( ja - dobrze np., że wreszcie dostrzega się problem dysleksji czy ADHD, Ty - że się go naciąga... Tylko co z tego wynika dla naszej dyskusji o stanie naszej edukacji??).
Jak ja powiem, że cos jest "be", Ty Evesso, chyba zaraz szukasz kontrargumentu- cos jak ćwiczenie "Dwie strony medalu", ktore prowadzilam na prywatnych kursach pamięci, uwagi i myslenia, które to cwiczenie ma sprzyjać dostrzeganiu wszelkich "za" i "przeciw" w kazdym zjawisku i nawet wskazane jest w nim pewne naciąganie danego problemu...
Tyle, że to ćwiczenie ma sprzyjać wykształceniu pewnych umiejętności- na pewno ważnych np. w pracy prokuratora i adwokata ale stosowanie tej techniki w dyskusji, nie sprzyja jej merytorycznej stronie- nie chodzi przeciez o to bysmy bawiły się tu w oskarzycieli bąź obronców naszego systemu edukacji.
A co do kosza na śmieci na głowie nauczyciela- to nie zrozumiałyście mnie, miałam na mysli, że problem agresywnych zachowan jest problemem społecznym ( w tym sensie, uczniowie traktuja nauczycieli jak "normalnych" ludzi) a nie tylko problemem zachowań ucznia wobec nauczyciela...Jak wiadomo, zawsze najłatwiej ze wszystkiego zrobić problem szkoły...
Nie odpowiedziałas Evesso, czego uczyłas... Błagam, nie wchodx w moje kompetencje- ja jestem "językowcem" a przy tym rownież psychologiem. Nie tylko kazdy specjalista od języków obcych ale równiez psycholog-psycholingwista powie Ci, że w wieku dorastania spada zdolność przyswajania języków obcych...dokładnie opisze Ci również na czym polega to zjawisko...
Ponieważ nie jestem naukowcem, stwierdzam tu tylko sam fakt ale jesli Cie to ciekawi, mogę poszukac i odesłać Cie do własciwej literatury na ten temat.
Tak, Koma, oczywiscie, że nas ustrój miał rowniez znaczny wpływ na to jak bylismy kształceni ale jednak, jak slusznie zauwazyłas, byly to równiez nieodpowienie metody nauczania- stąd rowniez brało się, że nawet po ilu latach nauki języka, komletnie nie umielismy go używac w najprostszych, naturalnych sytuacjach....
Co do poziomu edukacji Evesso.... Pisałam pracę mgr (jakies 6 lat temu) na filologii na podstawie pewnego świetnego podręcznika do rosyjskiego (fakt- nie naszego bo słowackiego), który uwzględniał nie tylko świetnie opracowane dialogi i sytuacje z życia codziennego ale rownież zagadnienia kulturowe, ktore były przedstawione w bardzo ciekawej formie i pieknym literackim językiem a do tego zawierały bardzo ciekawe ćwiczenia, które pozwalały utrwalić przyswajaną wiedzę a nie slużyły tylko temu- jak zwykle za naszych czasow bywało, by pocwiczyc czytanie na jakms mniej lub bardziej nudnym tekscie i nauczyc się go opowiadać na następną lekcję.
To bynajmniej tez nie sprzyja zapamiętaniu wiadomosci z tego tekstu a jedynie służy cwiczeniu pamięci by przekazac jego treść !
Owszem dziewczyny, nieraz zastanawiałam się jak to jest z tym poziomem- chociazby gdy prowadziłam prywatne treningi pamięci, uwagi i myslenia dla klas 1-3, raz ktoraś mama mi powiedziała, że to jest kurs dla zerówkarzy...Fakt, treści nie były w nim skomplikowane ale były przekazane w bardzo fajnej formie- były dale dzieci super zabawą....
Może faktycznie był w nich przerost formy nad treścią ale własnie z kolei szkoła bardzo czesto do tej formy w ogole nie przywiązuje wagi a jedynie do tego by przekazac jak najwieszką ilosc wiedzy...
Ja własnie Koma, w szczególnosci czepiam sie tej ilosci bo uwazam, że to czesto nijak ma sie do jakosci - jak swietnie wiesz, z uczniami wielokrotnie trzeba daną rzecz przecwiczyć i wlasnie charakter tych cwiczen i zaangażowanie w nie uczniów ma znaczenie czy ta wiedza będzie uczniom faktycznie slużyc czy będzie tylko "przerobionym materiałem".
Poza tym na tych moich zajęciach było mnóstwo cwiczen interpersonalnych, które pozwalały sie dzieciom otworzyć, lepiej poznać i nawiązywac przyjacielskie więzi jak również wchodzic w lepszy kontakt z prowadzącym a przeciez to jest wlasnie bardzo ważne w czasach, gdy w szkole jest tyle agresji!!
To jest własnie WYCHOWYWANIE czyli PROFILAKTYKA a nie zastanawianie się po fakcie, czemu ktos coś komus zrobił i obwinianie a to nauczyciela a to rodzica.... a to ucznia bez szacunku do nikogo... Szukanie winnego Evesso sprawdza sie tylko w sądzie, w życiu codziennym na ogół zupełnie nie...
Do tego niesttey bardzo malą wagę przywiązuje się w szkole a za to ciągle sie mysli o "poziomie nauczania" a to polskiego a to czegos tam.
Co do zaswiadczen z prywatnych poradni, Koma, to jesli dobrze pamiętam, gdy ja byłam psychologiem szkolnym jakies 10 lat temu, były honorowane tylko zaswiadczenia z Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej więc nie było mowy o przekrętach...
Poza tym kazde dziecko z literką "d" w dzienniku było zobowiązne chodzic na reedukację więc miało dodatkowe obowiązki...a przeciez ta literka "d" ma dziecku w szkole pomóc a szkoła jest własnie od pomagania....
Przegięciem jest na pewno jesli nie dostrzega się problemu a nie gdy dziecko ma nadmierne luzy z tego powodu.
Koma, co do dyscypliny w szkole... Owszem dawniej nauczyciel był świętą krową bo bardzo trudno bylo go ze szkoły usunąc- wiem cos o tym bo pochodze ze srodowiska nauczycielskiego.Choc fakt, relacje miedzy Dyrektorem a nauczycielami były znacznie lepsze- bardziej sprzyjające rozwojowi nauczyciela nawet w takiej niezbyt zdrowje sytuacji...w tej chwili nauczycieli czesto traktuje sie jak smieci albo robotników na budowie a nie osoby mające do spełnienie przeciez bardzo wazną misję...
Natomiast na pewno dobrze, ze są stopnie awansu zawodowego, które pozwalają lepiej oceniac prace nauczyciela, az do czasu mianowania łatwo jest tez nauczyciela zwolnić.
Osobisice, Iwko tez miałam bardzo duzo traumatycznych dla mnie przejsc z nauczycielami i to pomimo, że miałam zachowanie wzorowe lub wyrozniające.
Np. w pierwszej klasie Dyrektor opieprzył mnie bo on stał sobie na srodku schodów a ja... zawadziłam o niego tornistrem! Zastanawiałam się, co mam zrobic w odpowiedzi na jego krzyki- czy powiedziec dzien dobry czy przepraszam czy moze pierdnąć bo przeciez nikt przy zdrowych zmysłach nie tamuje ruchu na schodach swoją własną osobą stercząc na środku niczym paw- dobrze, ze ktos sie o niego nie zabił a nie tylko tak jak ja- pierwszaczek miałam problem z przejściem bo miałam cięzki tornister na plecach!

W LO historyczka wpisała do dziennika uwagę, jakobym uciekła z lekcji! W życiu nie uciekłam z żadnej lekcji a z jej lekcji zwolniła mnie wychowawczyni! W dzisiejszych czasach nazywa sie to naruszenie dóbr osobistych ucznia, w tamtych czasach czlowiek musiał znosić złosliwosci i zwykłe chamstwo takiej "nauczycielki"!
Jesli Twoim zdaniem Eveso, tak się ma wychowywac uczniów- przez publiczne wytykanie popełnionych badź domniemanych przestępstw, to ja naprawde współczuje uczniom.
Evesso nie wiem, co masz na mysli, twierdxąc, ze nasze lekcje były na wyzszym poziomie, bardziej rozwijające, twórcze itp...Np historyczka przez całą podstawówkę prowadzila lekcje metoda podręcznikową- po prostu czytalismy temat z podręcznika a na nastepnej lekcji z niego odpytywała..
Przeciez kazdy wie, ze samodzielna praca z podręcznikiem moze byc na lekcji tylko metodą wspomagającą- podręcznik ma uczniowi słuzyc przede wszystkim w domu do utrwalania materiału, ktory w atrakcyjnej formie ma obowiązek przekazac na lekcji nauczyciel!
Jesli miałas takich twórczych nauczycieli, to naprawde szczerze gratuluję bo ja przez całą edukację naliczyłam tylko czterech, którzy umieli w atrakcyjny sposób przekazac i wyegzekwowac wiedze, nie stresując przy tym uczniów nadmiernie róznymi niedorzecznosciami typu pała za brak zeszytu!
I błagam, nie pisz, że to czemus służy bo kazda tego typu pała musi uwzględniac kontekst a nie byc postrachem na uczniów, jesli własciwego kontekstu nie ma, jest to zwykła inwigilacja a nie uczenie i wychowywanie!
Co do ilosci godzin przedmiotów, to sory ale śmiać mi sie chciało, jak nauczyciele z 10 lat temu sie buntowali, gdy okrojono np. ilsc godzin wychowawczych...
A jak te lekcje wyglądały?? przeciez do obsztorcowywania uczniów i kazdego z osobna, zwanego kontaktem z klasą chyba nie jest potrzebne spotkanie co tydzień!
Jest mnóstwo ciekawych i gotowych scenariuszy godzin wychowawczych a jakos przez całe LO moja wychowawczyni nie powzięła się by zrealizowac choc jeden!
Moim skromnym zdaniem nic dziwnego, że ktos pomyslał by takie "godziny wychowawcze", od których dostawało się nerwicy żołądka wreszcie ograniczyć!
A wracając jeszcze do tego nieszczesnego poziomu naucznia, naprawdę uwazam, ze dawniej tego materiału było za dużo i że w szkole nie chodzi o ilosc ale przede wszystkim o jakość i trwałość tego co się przekazało..
U nas uważało się, że szkola ma dać wędkę (ogólne wykształcenie) a absolutnie nie dawała ryby....a to niesttey nie jest tak, że mając wędkę człowiek sobie w życiu poradzi bo tak jak pisałam to jest takie życie na POTEM a nie na TERAZ...Wezcie pod uwagę, że na zachodzie nawet studia są bardziej praktyczne niż u nas bywała szkoła średnia!
Poza tym zauważcie, jaki był całymi latami nasz sposób życia?? Przeciez u nas nigdy nie żyło się i nie robiło niczego dla siebie tylko dla dzieci i wnuków bo samemu nic dla siebie nie dało się osiągnąć! Moim zdaniem na to tez miał wpływ taki a nie inny system edukacji (wszystko POTEM ma czyms tam zaprocentować) a nie tylko bieda i ogólna niemoc!
Z innej beczki- odnalazłam wczoraj informatyka, ktory sprzedawał mi 4 lata temu laptopa wiec jest szansa, że wreszcie go naprawię i przyspieszę i nie za jakies bajońskie sumy
...cos mi sie jednak czasem udaje...
Poza tym kupiłam sobie wczoraj dużą ilosc mojego ulubionego Balsamu kresowego, co by miec zapas do gorących herbatek...przy tych moich bólach głowy to bardzo przydatna rzecz w domu 