Witajcie.
Bacha> świetna ta dzisiejsza kawowa wklejka 
Kamoa napisał/a:cyt;" Szczególnie gdy czuję, że dana emocja nie jest moja tu i teraz, a wewnętrznego dziecka"
"Wtedy traktuję siebie tak jakbym potraktowała małe dziecko z takimi potrzebami. To ćwiczenie nie usunie z nas zaprogramowanych niespełnionych potrzeb z dzieciństwa, ale pomoże uporać sie z nimi dość szybko i mniej boleśnie"
jak głęboko w siebie wchodzisz ? co/jak intuicja żąda zrobienia uporania się ? nie boisz się rozchwiania strefy psychicznej i fizjologicznej, wiesz ze może ale nie musi prowadzić do niekontrolowanych ujemnych reakcji, hmmm..
" To ćwiczenie nie usunie z nas zaprogramowanych niespełnionych potrzeb z dzieciństwa" jakie albo jak ćwiczenia wykonujesz ? jestem b. zainteresowana
Kamoa> słyszałam o autosugestii. Jak Ci to łopatologicznie wyjaśnić? Trwało to dość długo zanim zaczęłam odróżniać, która emocja jest dorosłej MNIE, a która małej wewnętrznej dziewczynki. Taki przykład: W czymś mamie pomagam, bo prosiła. Starałam się, bo wiem, że jest perfekcjonistką i ciężko jej dogodzić. Na koniec dostałam i tak jej niezadowolenie, i ani dziękuję za starania, ani słowa pozytywnego. Albo gdy mówię o czymś np. polecam jakąś książkę. Mama ignoruje, neguje, zbywa. A za jakiś czas podekscytowana opowiada jaką wspaniałą książkę jej ktoś kupił
(wiadomo jaka to była książka). Albo ostatni przykład, gdy mama żali sie, że sosy jej wychodzą z grudkami. A ja na to, żeby używała skrobi. Na co wyzwała mnie, że krochmal sama mam sobie jeść, że co ja za głupoty opowiadam. Za kilka tyg. podekscytowana opowiada jaki sposób z internetu znalazła na przejrzyste sosy bez grudek
I to co ja czuję w tych momentach, to jakie emocje mną targają... to jest moje wewnętrzne dziecko, które zawsze było tak traktowane. Zawsze łudziło sie, że tym razem mamusia doceni/zauważy, które zawsze czuło się odrzucone, mniej ważne, głupie. Tak więc mam silne emocje z tym związane więc staram się wyciszyć, znaleźć ustronne miejsce gdzie poprowadzę wewnętrzny dialog. Zwracam sie wtedy do siebie samej ( w znaczeniu dziecka skrzywdzonego, którym w tym momencie jestem) i mówię mu to co chciałoby to dziecko usłyszeć, to czego mu brakuje. Podchodzę do tego wewnętrznego dziecka z miłością, troską, pozytywną uwagą. Mówię np; "kochana moja, jesteś wspaniała. Tyle lat wytrzymywałaś takie traktowanie, jestem z ciebie dumna. Doceniam twoją wytrzymałość, odwagę. Byłaś i jesteś niezwykle dzielna. Zawsze cię będę za to podziwiać i zawsze będę bezgranicznie kochać." Zapewne to chciałaby usłyszeć jakaś mała odrzucona, skrzywdzona dziewczynka
Dobrze jest trzymać samą siebie za rękę, głaskać dłoń, wyobrażać np. że przytulasz z czułością małą skrzywdzoną dziewczynkę. Nie boję się, bo dopiero teraz jestem wreszcie stabilniejsza psychicznie. Rozchwiana to ja byłam zanim podjęłam pracę z wewnętrznym dzieckiem. Byłam ciągle wewnętrznie rozdarta, zdezorientowana, szargana emocjami. Trudno mi było się uspokoić przez kilka dni, a teraz... chwila czułej rozmowy z samą sobą i po kilku godzinach jest dobrze. Moze czuję smutek, ale taki zwykły, bez dużych emocji. Nie wiem jak sobie to wyobrażasz skoro uważasz zachwianie strefy psychicznej i fizjologicznej i niekontrolowane ujemne reakcje? Co masz na myśli?
Pewna znajoma internetowa powiedziała mi, że boi sie tego ćwiczenia wykonywać, bo może zwariować, mieć rozdwojenie jaźni. Myślę, że jeśli ktoś dojdzie już do samoświadomości siebie to mu to nie grozi. Wszak rozdwojenie jaźni i inne tego typu wynikają z ludzkich traum. Skrzywdzenie, cierpienie jest tak silne, że umysł aby nie umrzeć tworzy sobie fikcyjny świat. Z kolei ja nie wprowadzam się w jakiś nierealny świat, i medytując nie odłączam sie od ciała, a więc nie ma co zachwiać mojego umysłu. Podchodzę do wewnętrznego dziecka z miłością ale na trzeźwo, z rozmysłem. Nie wiem czy napisałam dość jasno i zrozumiale hmmm.
Bulinko> bałabym się spać przy otwartym oknie w domu jednorodzinnym. Chociaż moskitiery żeby założyć, cokolwiek... albo na noc spuszczać psa z łańcucha.
Pozdrowionka dla wszystkich bez wyjątku.