netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Jestem żoną wojskowego...

227 odpowiedzi48 113 wyświetleńzałożony przez brzanka26, 18.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jestem żoną wojskowego...

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 228 z 228 ]

196

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Witaj Brzankowink
Co u Ciebie?

197

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Brzanko26, bardzo proszę, abyś zamiast zasypywać nas kolejnymi raportami dotyczącymi tego wątku, po prostu odebrała pocztę. Tam jedna z moderatorek przedstawiła Ci wspólne stanowisko redakcji forum i propozcyję rozwiązania problemu. Jeśli się z nami tą drogą nie skontaktujesz, to niestety nie będziemy mogły pomóc.
Pozdrawiam, Mod. Olinka

198

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Witam
Hmm jest Ci tak źle a nie odeszłaś. Dlaczego? I brniesz w to dalej!
Zadaj sobie pytanie: czy to Ty chciałaś ślubu czy może Twoja mama? Hmm trafiłem co? No ale jak mogłaś jej odmówić takiej decyzji skoro nie potrafisz odmówić tego żeby nie prała nam firanek, dywanów, kupowała wycieraczek czy przesadzała kwiatków.
Może nie powinienem.
Piszesz tutaj wiele nieprawdy ale dlaczego nie napiszesz o swojej przygodzie przed ślubem...?
Ja Ci nie wróg, rozwód wezmę z chęcią, kredyt możemy przepisać na mnie a kościelny spróbujemy unieważnić.
Ja też pragnę zacząć żyć.

P.S.
Jestem 5 lat starszy a nie 6:)

199

Odp: Jestem żoną wojskowego...
duromito napisał/a:
brzanka26 napisał/a:

(?)(moj maz jest zolnierzem zawodowym(?)

No i wszystko jasne.:/

Nie wiem czy powinienem to pisać,:/ bo mogę się tylko oprzeć o swoje niecałe 3lata w armii,:| ale napiszę nie po to by Ci go obrzydzić, lecz po to byś miała świadomość i szeroko otwarte oczy na przyszłość.;)
Do armii trafiłem jak prawie każdy w celu "odbycia zaszczytnego obowiązku wobec ojczyzny".:P Po szkółce trafiłem do jednostki gdzie więcej było trepów niż żołnierzy ZSW, ale miało to i swój urok, bo jednostka była położona w malowniczej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Bałtyku smile a wiadomo, że w okresie wakacyjnym życie tętniło w niej przez 24/24h. ...............................

Doszlem tylko do polowy tego twórczego postu i muszę przyznać, że podziwiam wyobraznie autora smile


Wracając do tematu. Jeżeli byly sygnaly jeszcze przed zawarciem ślubu cywilnego nie bardzo rozumiem autorkę tematu na co liczyla po ślubie, że się zmieni na lepsze???  Czyżby decyzja nie byla do końca przemyślana??? Co tak naprawdę kierowalo autorką tematu wiążąc się z tym facetem??? Moim zdaniem jeżeli są jakiekolwiek wątpliwości powinno się wstrzymać od ślubu kościelnego, który wiąże na cale życie, a nie widzę sensu, aby świadomie się pakować w tą "instytucję"  Mundurowi z racji wykonywanego zawodu są ludzmi na ogól trudnymi, dominującymi, twardymi, ciężko okazującymi uczucia ludzmi, bardzo często przynoszą pracę do domu, muszą odreagować najczęściej nadużywając alkoholu, a to ma bardzo niekorzystne skutki dla związku. O ile kadrę oficerów starszych dotyka to w mniejszym stopniu, o tyle u mlodszej kadry dochodzi jeszcze szereg innych czynników które mają wplyw na ich zachowanie, ale to nie jest regulą i nie wszystkich to dotyczy!! Wspólczuję autorce tematu, sytuacja nie ciekawa i to na samym początku wspólnej drogi życia. Mam nadzieję, że podejmie dla siebie wlaściwą decyzję i będzie szczęśliwa,tego serdecznie Jej życzę.

200

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Witajcie,
Nie wiem czy ktoś jeszcze odwiedza to forum, ale opiszę swoje doświadczenia z wojskowym ku przestrodze.
Może uda mi się uratować jakąś duszyczkę.
Opisze wszystko z perspektywy otwartych oczu które mam niestety dopiero teraz.
Związek z moim mężem zacząć się ponad 8 lat temu, wyjechałam na wakacje do rodziny 130 km za Warszawę i tam go poznałam. Wydawał się cudowny, imponował mi. Zaczęliśmy się spotykać w weekendy. Miałam 15 lat, od prazu przedstawiłam go rodzicom. Przyjezdzał w niedziele przed południem i późnym popłudniem wracał do siebie. Był wielki płacz jak odwoziłam go na Dworzec Zachodni i machałam chusteczką. I tak przez prawie 3 lata do momentu kiedy kupił (tata kupił) samochód. Jakież to było poświęcenie, prawda? 3 lata niedziela w niedziele wsiadał w PKS i jechał. No było, to prawda. Dla obydwu stron. Zawsze był twardy, nigdy nie uronił łezki, nigdy nie powiedział, że jest mu z tym źle.
Po 3 latach zaczął przyjeżdzać na całe weekendy. Ja chodziłam do szkoły średniej. Miałam zakazne wszystko. Nie mogłam po szkole wyjść koleżankami do kina (a nóż będą tam jacyś koledzy i komuś się spodobam itd...), na żadną impreze (bo kogoś poznam i odejdę) nawet odchudzić mi się nie można było, bo dla kogo ty się stroisz, mnie się podobasz z 10 kg nadwagi.
Zaczęłam się stawiać. Wtedy dochodziło do największych awantur. Nigdy  nie przeprosił, nigdy nie przyznał się do błędu, nigdy nie odezwał się pierwszy po kłótni.
Bardzo go kochałam i to wszystko znosiłam, po chwilach buntu, wracał stara dobra, posłuszna Marta.
Skończyłam szkołę średnią po 4 latach związku i zdecydowałam, że nie chce z nim być. Że nie daje mi tego na co zasługuje, że chce spełniać swoje marzenia, że nie chce się ograniczać i nie chce żeby on ani kto kolwiek inny to robił. Rozstaliśmy się bardzo burzliwie. Nie dał mi wytłumaczyć o co chodzi, dlaczego taka jest moja decyzja. Dodam, że wcześniej wiele razy prosiłam i tłumaczyłam, że nie możemy tak żyć i że się nie dogadamy jak tak będziemy postępować. Cóż za piękne poczucie winy ... nie możemy, będziemy postępować ... Gówno prawda, ale wiem to dopiero teraz. Powinno być nie możesz i nie postępuj. Ot co udało mu się nawet zrobić. Oczywiście każda moja próba rozmowy kończyła się awanturą, że w głowie mi się popsuło jak poszłam na studia, nowi znajomi mi poprzewracali w głowie i się czepiam.
Po tym jak się rozstaliśmy w żaden sposób nie próbował wrócić ... porozmawiać, wyjaśnić, spróbować raz jeszcze, zmienić. Kompletnie nie. I to właśnie wtedy powinno dać mi dużo do myślenia. Ale nie ... i długo jeszcze nie dało.
Załamanie po rozstaniu przeszło, łzy otarte, posłuchałam rozumu, byłam z siebie dumna. Chociaż serce mówiło coś zupełnie innego. Niestety. Miałam dużo zajęć, zajmowałam się przede wszystkim sobą więc nie miałam czasu na myślenie.
Czas kiedy z nim nie byłam był najcudowniejszym czasem mojego życia. Bez wiecznego kontrolowania, sprawdzania, awantur itd.
Wyjechałam z przyjaciółka na wakacje, poznawałam ludzi, świat, smaki, zapachy. Było świetnie. Trwało to prawie 8 miesięcy.
Pewnego pięknego dnia dostałam telefon, że jest w Warszawie w szpitalu (po pobiciu) i trzeba mu zawieźć jakieś podstawowe rzeczy. I pojechałam. I utonęłam. I przypomniałam sobie wszystkie dobre chwile, stwierdziłam, że tęsknie, że mogłabym go nigdy więcej w życiu nie zobaczyć, że go kocham i nie umiem bez niego żyć.
Szybka operacja, dwa dni płaczu, czy wszystko będzie dobrze. Kurował się u mnie. Zaraz Święta Bożego Narodzenia.
W styczniu poprosił mnie o rękę. Cudownie. Przy rodzicach, z kwiatami. Zgodziłam się. Termin ślubu 4 czerwca.
W marcu impreza ze znajomymi, nachlał się (nawet nie napił - zresztą jak zawsze), odstawił jakiś numer i ochrona go wyprowadziła i sie wściekł. Całą złość wyładował na mnie. I wtedy pierwszy raz tak porządnie dostałam (w twarz - kilka razy). Awantura w domu, mój ojciec go wyrzucił.
Odmówiłam sale weselną, przestałam szyć sukienkę itd. Ślub odwołany. Oczywiście wróciłam. I to ja go przepraszałam i prosiłam, żeby wrócił.
Następna data śluby wyznaczona na środek listopada, odbyła się. \
Wszystko załatwiłam ja. Zaczynając od zaproszęń kończąc na jego smokingu. Wszystko, dosłownie. Do niczego nie przyłożył ręki. Tylko papiery w Kościele podpisał.
Potem mieszkanie, załatwiłam wszystko. Kredyt, developera, remont. Tylko podpisał. Do tego awans w pracy. Żadnego wsparcia, wieczne pretensje. Dostałam nadciśnienia od nałożonego stresu.
Zaraz po ślubie moja teściowa wpadła na cudowny pomysł że syneczek (zresztą żaden tam syneczek - druga żona teścia - nie miała swoich dzieci) zostanie TREPEM. Ten zachwycony, ja załamana. Jakoś mi znowu przetłumaczyli i zaczął się mój koszmar.
Zaczęło się już na służbie przygotowawczej. Był tam od poniedziałku do piątku, do domu wracał na weekendy. Piątek i sibota chlanie. NIe dało się dogadać, ciągłe kłotnie, pretensje.
Po jakimś czasie wprowadzili się moi rodzice. Wykańczali dom i potrzebowali pół roku przekoczować. I w końcu im się również otworzyły oczy. Zięć który zawsze był ukochany, przy mieszkaniu pod jednym dachem pokazał jaki jest na prawdę. W końcu Mama mi uwierzyła i zrozumiała o czym mówię.\
Zaczął normalną służbę i wtedy zaczęło się na dobre. Nie wspomne o kłopotah finansowych. Na początku dostawał śmieszne pieniądze, stąd też wynikały kłotnie, ale to temat poboczny.
Kiedyś po wódzie przyznał się, że młodych "kocą". W sensie leją, poniżają psychicznie. I od tego momentu zrozumiałam o co chodzi. Na nim wyrzywali się i gnoili w pracy, wracał do domu - robił ze mną dokładnie to samo co z nim w pracy. W domu mógł być dowódcą.
Pewnego marcowego wieczora pojechał po niego (pijanego). W samochodzie zaczęła się awantura. Nie trzeba było wielkiego pretekstu. Od słowa do słowa i poszło.
Bił mnie jak prowadziłam samochód, łapał za kierownicę i zjeżdzał na pobocze a mi tylko głowa odskakiwała od szyby. Jakiś cud, że ja przeżyłam. Kawał chłopa więc siły miał od cholery. To, że mnie pobił to nic. Siniaki, otarcia itd. Co on mi wtedy powiedział ... jak mnie poniżył (po raz kolejny), zgnębił i zniszczył w przeciągu 5 minut ...
Powiedział, że tak właśnie będzie wyglądało moje życie bo tylko a zasługuje. I kazał się natychmiast wyprowadzić (z wspólnego) z mieszkania.
Wtedy coś we mnie pękło. Przysięgłam sobie, że to był ostatni raz kiedy komukolwiek dałam się potraktować w ten sposób. Za wiele mam szacunku do samej siebie.
I tak też zrobiłam. Tego samego dnia uciekliśmy z rodzicami do ich niewykończonego domu. To nie było ważne. Najważniejsze, że ja podjęłam decyzję o rozwodze po półtora roku małżeństwa. Po 4 dniach złożyłam pozew o rozwód. Minęło kilka miesięcy i jestem w stanie już o tym mówić. Początki były ciężkie. Człowiek sam nie wie co się z nim dzieje. Z jednej strony to był dla mnie człowiek którego kochałam najbardziej na świecie, oddałam mu wszystko co tylko kobieta może dać, poświęciłam wszystko a z drugiej strony ta opustka i nienawiść.
Na szczęście miałam w koło siebie osoby które mi pomogły, wsparły. Leki antydepresyjne również pomagają.
Nie warto jest poświęcać się w ten sposób i dla miłości znosić takich rzeczy. Człowiek staje się inny po takim związku, nie jestem w stanie już nikomu na 100% zaufać.
Nie warto jest się dać tak zniszczyć. Ja próbuje odbudować siebie, ale po prawie pół roku mogę dopiero spokojnie o tym mówić. Na odbudowanie siebie po tak
destrukcyjnym związku potrzeba lat i wsparcia.
Wojskowi to oddzielny typ ludzi. Jakiś dramat jak człowiek jest w stanie się zmienić przez kilka miesięcy. Nikt moje męża nie poznawał. Wojsko ... ładnie to tylko wygląda z zewnątrz.
Pomimo, że podnosił rękę wcześniej, uważam, że wojsko na tyle spaczyło mi psychikę, że był w stanie mnie tak potraktować i pobić. Ale czymże jest człowiek który jest szkolony żeby zabijać bez mrugnięcia okiem. Bydlaki.
A teraz ... żałuje każdego dnia z tych 8 lat. Jestem zniszczona psychicznie. Ale czasu nie jestem w stanie cofnąć. Teraz sobie obiecałam, że nie zmarnuje już ani jednego dnia ze swojego życia.

201 Ostatnio edytowany przez REA_lna (2013-08-26 08:02:23)

Odp: Jestem żoną wojskowego...
bojownik31 napisał/a:

Witam
Hmm jest Ci tak źle a nie odeszłaś. Dlaczego? I brniesz w to dalej!
Zadaj sobie pytanie: czy to Ty chciałaś ślubu czy może Twoja mama? Hmm trafiłem co? No ale jak mogłaś jej odmówić takiej decyzji skoro nie potrafisz odmówić tego żeby nie prała nam firanek, dywanów, kupowała wycieraczek czy przesadzała kwiatków.
Może nie powinienem.
Piszesz tutaj wiele nieprawdy ale dlaczego nie napiszesz o swojej przygodzie przed ślubem...?
Ja Ci nie wróg, rozwód wezmę z chęcią, kredyt możemy przepisać na mnie a kościelny spróbujemy unieważnić.
Ja też pragnę zacząć żyć.

P.S.
Jestem 5 lat starszy a nie 6:)

Kim jesteś ? Tak sobie tylko zmyślasz czy ją wyszpiegowałeś i przeglądałeś prywatną korespondencję? Za długo siedziała przy komputerze zamiast sprzątać ?
A wątek dotyczy wrednego męża więc co mają do tego i kogo interesują jakieś przygody przedmałżeńskie Brzanki. Widać nie miały one żadnego znaczenia skoro ludzie się pobrali.

202

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Ojej, czytam i właśnie czegoś nie rozumiem. nagle znalazł się maż żony i odpisuje jej na forum? To jakaś prowokacja ma być czy co? Podstawianie się pod kogoś? By uprzykrzyć życie? Niefajnie...

203

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Witajcie dziewczyny,
podzielę się z Wami moją znajomością z pewnym wojskowym sił specjalnych, ojcem 12-letniej dziewczynki, przyszłym rozwodnikiem i świeżo upieczonym ojcem miesięcznej drugiej już córeczki (z panią, z którą podobno ma się rozwieść). Generalnie nasza znajomość jest bardzo skomplikowana, pełna po 6 miesiącach zazdrości, wzajemnych pretensji i podejrzeń. Jak sam oświadczył- każdy w TYM wieku i po TAKICH przejściach (ja mam 30, on 36 lat) musi myśleć o tym, żeby jemu było wygodnie i komfortowo. Ta znajomość to ciągłe wyjazdy mojego Kolegi, rzadkie komplementy, skupianie się na sobie i egocentryzm. Każda próba wyjaśnienia czegoś lub domagania się wytłumaczenia jakiejś błahej kwestii kończy się stwierdzeniem, że "generuję problemy"."stwarzam" i moje zachowanie staje się męczące. Wszystko było piękne tylko na początku, K. jest osobą niewątpliwie po przejściach ale dla mnie, jako kobiety potrzebującej uczucia to za mało..skońcyzły się "Skarby", Słoneczka" i "Kochanie". jest wymawiane sucho imię, bezosobowa forma, ewentualnie, gdy czegoś chce miły epitet...Jak sam stwierdził- taką ma specyfikę pracy, nigdy ie był wylewny i na pewno się nie zmieni. Najgorsze jest to, że ja mam już męża- osobę najukochańszą na świecie, można powiedzieć, że ideał (nie żartuję, mój Mąż taki właśnie jest). Mimo wszystko ciągnie mnie do tego drugiego..wiele razy płakałam już przez niego, fakt o 2-giej córce taił przede mną 5 miesięcy! To ciągłe gonienie za kimś, kto stanowi wyzwanie, dla kogo staram się być najlepsza, choć nie zasługuje bo wiem, że prędzej czy później ta znajomość się skońćzy. ..Poznaliśmy się 4 lata temu, potem on wyjechał, ja wyszłam za mąż, on się ożenił, z panią porucznik, a teraz rozwód jego. Spotkaliśmy się po tych 4 latach i zaiskrzyło. Wiem, że to okropne co robię ale nie potrafię przestać. Czy jest jakieś wytłumaczenie dążenia do autodestrukcji? Jestem osobą niezależną, ładną, mam dobrą pracę. Gdzi epopełniam błąd? sad Pomocy:(

204

Odp: Jestem żoną wojskowego...

wyprasowana też to zauważyłam.Facet znalazł jej wątek,niezłe jaja.Pisała że nie wzięła kościelnego z tego co zrozumialam ,a facet pisze że mogą go unieważnić.Ktoś tu kręci.Chyba spadam z tąd.

205

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Witam
Jestem żoną żołnierza. Mój niedługo wyjeżdża na szkółkę podoficerską. Wiem, że jest to konieczne żeby utrzymał się w pracy ale ja mam milion obaw. Mąż niestety nie jest osobą zupełnie godną zaufania. Nie będę wdawać się w szczegóły co dokladnie na to wpłynęło. Tak czy siak on niedługo wyjedzie a ja boję się, że wtedy wydarzy się coś złego. Nie wiem co się dzieje na takich szkółkach, jak wygląda tam życie, daleko od domu gdzie można robić co dusza zapragnie a żona i tak się nie dowie. Boję się że mąż popłynie i po prostu znajdzie sobie tam kogos, na raz albo na dłużej. Wiadomo jak jest poza domem,wystarczy troche swobody, alkoholu i tyle... Nie wiem jak sobie z tym poradzić, kocham go ale wiem,że w pełni ufać nie mogę... Czy mąż której z Was przeszedł taką szkółkę i wie jak to tam wygląda? Pozdrawiam

206

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Witam wszystkich hehe
tak to ja ten niedobry mąż wink idealnej żony wink
To forum zobaczyłem totalnie przypadkowo (włączony komputer i było na pulpicie - serio przypadek hehe)
Pragnę wszystkich poinformować że za dwa tygodnie mamy sprawę rozwodową wink ale z mojego wniosku.
Tak to ja odszedłem wink za idealna była hehe i nie miała wad - ja pie...le
żałosne co za głupoty ludzie potrafią pisać znając tylko jedną wersje psychopatki z urojona wyobraźnia
żal mi tu niektórych ale każdy jest kowalem swojego losu wink
Pozdrawiam i za dwa tygodnie
F R E E D O M !!!

207

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Aha i jeszcze jedno
z wojska zrezygnowałem z myślą o niej ale wink ale to i tak nic nie dało wink

208 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2016-02-25 20:20:04)

Odp: Jestem żoną wojskowego...

No proszę,jaki zbieg okoliczności big_smile


I jak widzę Autorka kilka lat już nic nie pisze.
Więc co zobaczyłeś na pulpicie  Bojownik?

209

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Majka, też się uśmiałam, gdy przeczytałam to, co napisał były wojskowy, który za dwa tygodnie uwolni się od żony psychopatki. Czyli że za jakies dwa tygodnie on ruszy na łowy- dziewczyny, proponuję więc uważać na byłych wojskowych.

210

Odp: Jestem żoną wojskowego...
bojownik31 napisał/a:

Aha i jeszcze jedno
z wojska zrezygnowałem z myślą o niej ale wink ale to i tak nic nie dało wink

No co ty chłop z budki na łeb zleciał????? Z wojska dla kobiety zrezygnować?! yikes
Nie każda kobieta nadaje się do związku z wojskowym, ale tylko  facet bez charakteru rezygnuje z kariery dla kobiety.
I zostałeś z niczym, ani żony ani wojska.
Prawdziwy żołnierz by nigdy tak nie postąpił.

211

Odp: Jestem żoną wojskowego...

To chyba dobrze że pan wojskowy zdecydował się na rozwód, robi dziewczynie przysługę, jej na to nie było stać. Ale przynajmniej Brzanka 26 uwolni się od "mężusia".

212

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Ale skoro jest tu wojskowy. Bojownik31 może opisz sytuacje z twojej perspektywy. Bo w społeczeństwie jest mnóstwo krzywdzących opinii o wojsku i wojskowych. Ale chyba naprawdę  żona musiała Ci dokopać, że po takim czasie odnalazłeś ten wątek i miałeś potrzebę napisać.

213

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Właśnie. ..nic nie jest ani czarne ani białe. Poznalismy jedna strone (czesto sie na to
zwraca na uwagę na forum)
Tutaj mamy moze okazję sie przekonać jak wyglada (ło)? to z drugiej strony
To może być ciekawie. ..

214

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Hehe
wystarczy popatrzeć na daty postów i wszystko będzie jasne - luty cywilny czerwiec kościelny myśleć hehe
tak racja robię jej przysługę ktoś musiał podjąć decyzje wink
a z wojska zrezygnowałem nie tylko dla niej ale myślałem o niej, było wiele wydarzeń ale co tam ludzie możecie wiedzieć
to co niektórzy piszą o wojsku po części jest racją ale w każdej grupie społecznej znajdzie się jakaś czarna owca czyż nie? a że wojsko jest największą dlatego najbardziej to widać wink
ja tu nie zamierzam się słodzić bo jak mógłbym wygrać z całym nakręconym gronem zasmuconych życiem kobiet bo szczęśliwe to tu nie zaglądają wink wystarczy że znam prawdę i to jest najważniejsze a lektura o sobie jest ciekawa wink
4 dni hehe w piątek

215

Odp: Jestem żoną wojskowego...

"ale w każdej grupie
społecznej znajdzie się jakaś czarna owca czyż nie? a że wojsko jest
największą dlatego najbardziej to widać"

jakbym słyszała swojego męża ..... jestem pewna, że odezwał się mąż autorki! Jestem w związku z wojskowym 13 lat, po ślubie 8. Wiele czynników wskazywało przed ślubem, że to nie jest dobry kandydat na męża, jednak on skutecznie mnie urabial, uzaleznial od siebie i dawał do zrozumienia, że bez niego sobie nie poradzę ....

chętnie opowiem Wam swoją historię, jednak nie wiem czy jeszcze tu ktoś zagląda.

Zaczęłam przeczeshwac net i szukać podobnych przypadków do mojego, poszłam po rozum do głowy i od jakiegoś czasu przestałam się winić, uważać, że wszystkie kłótnie to tylko i wyłącznie moja wina, bo jestem beznadziejna ...

216

Odp: Jestem żoną wojskowego...

wojskowa_13 w każdej grupie społecznej znajdą się jacyś psychopaci i nie ma co obwiniać o to zawód. Sama służę w wojsku od paru ładnych lat, widzę co się dzieje ale nie wszyscy są tacy sami.

217

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Niby tak, ale mam dużo koleżanek, które mają mężów wojskowych i aż nóż się w kieszeni otwiera jak opowiadają co to za lajzy sad sama osobiście kilku znam .... wiem jak do siebie odnoszą się, nie mają szacunku. To specyficzna grupa społeczna i żeby się w niej znaleźć, zrozumieć to trzeba takim się stać ....

218 Ostatnio edytowany przez Olinka (2016-11-14 03:55:03)

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Więc nie wiem jak Ty sobie dajesz z nimi radę. Jeden mądrzejszy od drugiego i jacy oni biedni, że mają takie a nie inne żony. Docinki niczym z poprawczaka, tylko, że nieletnich można jeszcze ukształtować, różnymi metodami trafić do młodzieży, uformować ich a takiego dorosłego zrytego mężczyznę jak naprawić?? Terapia jaki obciach, a w większości tego typu osób nie da się przemówić, że to toksyczny sposób bycia i niszczący wszystkich wkoło. Żony przeważnie same chodzą do terapeuty, a jak jakaś namowi męża to odpada po pierwszych spotkaniach. Smutne ale prawdziwe.

Ja nie zaakceptuje tekstów typu zamknij mordę stara parowo, albo [wulgaryzm], jak Ci źle [wulgaryzm] do rodziców, którzy i tak mają cię w [wulgaryzm] jak wszyscy, bo jesteś beznadziejna, ofiarą losu,poszukaj lajdaka, który [wulgaryzm] do Ciebie aforyzmami, nosi kwiatki, a za rogiem idzie na dziwki. Docen to co masz. Ze facet każdy inny na jego miejscu byłby taki a taki, że pomagam ci w domu, przynoszę wszystko do domu, a że czasami mnie nerwy poniosą. Dla mnie to patologia. Wszystko widzą i slysza dzieci, do których też potrafi przeklnac. I to jest wg nich normalne?? wg mnie nie. Coś zrobię nie po jego myśli,  [wulgaryzm] Ty to jesteś tępa, jak to zrobiłaś, albo weszłam mu w paradę gdzieś gdzie też zmierzal, gdzie leziesz baranie, jak lazisz, nie widzisz, że ja szedłem (jeszcze wróżka mam być i czytać mu w myślach). Kolejny przykład jadę autem i zrobię jakiś manewr (wg mnie konieczny, bo np.nie zauważył, że z kimś jadę na ten sam pas ruchu srodkowy), jak ty jedziesz cioto chcesz zniszczyć auto, to samo z parkowaniem, ja parkuje gdzie uważam, a ten do mnie krzyczy, gdzie się pchasz zaparkuj dalej dodając epitety [wulgaryzm] pomagam skręcać meble i coś mam mu podać i nie umiem znaleźć, [wulgaryzm] jaka tępa dzida z Ciebie nie widzisz że to lezy tam, do niczego się nie nadajesz, nie odroznasz nawet srubek, myjemy auto za blisko podjade sprzętem do lakieru chwilowo, bo obsunela mi się ręką to już [wulgaryzm]
uważaj na lakier! mam wymieniać dalej?? prawie codziennie o coś się na mnie wscieka. Nikt mnie tak nie traktował nigdy, nawet jak na prawdę zrobiłam coś źle .... A jak zagroziłam, że kiedyś nie wytrzymam i odejdę skwitował, że uratował mi życie, że bez niego bym zginęła, że jak chce to mi wszystko zabierze, bo to wszystko dzięki niemu osiągnęliśmy, że ja nie umiem nic etc. skoro jestem taka beznadziejna dlaczego sam nie odejdzie?? na to pytanie milczy albo udaje wybawce, że ratuje mi życie. Żałosne.  Zabierze dzieci, ma najlepszych prawników, że puści mnie w skarpetkach. Dodam, że całe życie pracuje, nigdy nie byłam na jego utrzymaniu. Tak postępuje ktoś kto nas kocha??????

219

Odp: Jestem żoną wojskowego...

To od początku zacznę ....

Jesteśmy parą 13 lat, 8 w małżeństwie. Mamy synka 3 letniego i córkę 6 letnia.
Zacznę o sobie, wychowalam się w normalnej rodzinie, ktora nie wyróżniała się niczym
nadzwyczajnym. Kłótnie były jak w każdej normalnej rodzinie. Oboje rodzice pracowali.
Kasa się nie przelewala, nie byłam z rodzeństwem rozpieszczana. Głowa rodziny był u nas
tata, do niego należało ostatnie zdanie, ale mamie to pasowało, byli raczej zgodnym
małżeństwem, dobrali się.
Mąż pochodzi z rodziny podobnej do mojej. Poziom inteligencji, zwyczaje kulturowe,
zainteresowania.
Więc klasyczny model rodziny.
Jego rodzice też oboje pracujący. Ojciec męża alkoholik, matka była tak na prawdę matka i
ojcem dla swoich dzieci (tu drobna różnica).
Poznaliśmy się na początku jego kariery żołnierskiej.
Był czułym, lubiącym spędzać ze mną czas chłopakiem. Tesknilismy za sobą, bo
mieszkaliśmy w innych miastach, spotykaliśmy się głównie w weekendy. Był dobrze
wychowany, wiedział czego w życiu chce, dążył do swoich celów i wszystko mu się
udawało. Do tego był spokojnym nie szukającym przygód młodym mężczyzną. Bardzo
poukładane miał w głowie. Od zawsze pragnął mieć żonę, dzieci. Do tego dżentelmen,
szanujący innych ludzi. Miał super kontakt z ludźmi w różnym wieku. Był lubianym i
pomocnym człowiekiem. Koleżanki, babcie mówiły, że zlapalam Pana Boga za nogi. Do tego
był wrażliwy i czuły na krzywdę innych. Miał swoje kompleksy, o których potrafił rozmawiać.
No po krotce ideał. Zakochałam się po kilku spotkaniach .... A do tego przystojny i dobrze
zbudowany, wysportowany facet. Koleżanki zazdroscily mi go ale kibicowaly. Koledzy
mówili, że równy gość. Cóż więcej chcieć? Nie istnieją tacy mężczyźni pomyślałam, że
lepiej trafić nie mogłam. I w sumie nadal myślę podobnie gdyby nie drobne zmiany, ale o
tym pisalam.
A ja? ja?? szalona, zabawna lubiąca się bawić dziewczyna. Pomimo masy kompleksów i nie
za duzego poczucia własnej wartości byłam uważana, za spoko babke. Zawsze miałam
dużo znajomych, bo miałam podobne cechy jakie wymienilam powyżej. Każdy mógł na mnie
liczyć, co nie zawsze do mnie wracalo, ale starałam się o tym nie myśleć, bo jakoś nie
umiałam dawać i rzadac tego samego w zamian. Przyjaźń polegała dla mnie na
bezinteresownym oddaniu (co ludzie wykorzystywali).
Mąż ciągle mi to wspominał, że inni mają mnie w dupie a ja każdemu pomagam.
Nie uważałam się za powyżej przeciętna dziewczynę, byłam zawsze jajcarska, wesoła
osoba. Więc w sumie ludzie mnie odbierali jak pewna siebie.
Więc byliśmy strasznie podobni do siebie. Oboje lubilismy sport, spacery, wycieczki,
aktywność ponad wszystko.
Ja szczupłą wysoka, on wysoki postawny, wizualnie też para jak z obrazka
Moi rodzice od razu go polubili, zaakceptowali (pierwszy facet z którym nie robili mi
problemów, od razu uznali, że idealny hehe). Jego rodzina początkowo miała do mnie
dystans. Mama przyjęła do wiadomości, że jesteśmy parą ale ostrzegała syna, że mogę nie
być partia dla niego (nie wiem czemu, bo byłam szczera i wesoła? później przyznała, że nie miała racji po lepszym poznaniu mnie).
Tak sobie żyliśmy w idealnym pielegnujacym związku.
Kłótnie były, wiadomo ale zawsze wszystkie kończyły się tym, że to ja wyciagalam rękę do
zgody, nawet jak nie czułam się winna. Ale on się nie odzywał, ja trajkotalam i jak już podjął
wyzwanie rozmowy, wszystko sprowadzało się do tego, że ja spowodowalam taka a nie
inną sytuacje. Odbijał piłeczkę, że faktycznie ja czułam się winna, choć wcześniej myślałam
zupełnie inaczej. No ale on wydawał mi się mądrzejszy, lepszy i na pewno miał rację. Ja
młodsza, mniej doświadczona, zyjaca w harmonii, no nie znałam życia ...
Ogólnie dobrze nam było że sobą, choć wkurzalo mnie, że dla niego zrezygnowałam ze
swojego życia.Klasyczny model dziewczyny Miłej ...
Ja osoba raczej towarzyska, on domator (co niby zaletą na męża). Wiec czas coraz częściej
spędzaliśmy sam na sam albo z rodzinami. Wyciszal mnie.
Często się obrażał, oczywiscie ja za nim latalam. Czasami potrafił się na mnie wydrzeć, ale
tłumaczyła go tym, że mial powody. Bo zrobiłam coś nietaktownego np.
Zamieszkalismy razem od razu po slubie, zupełnie w innym mieście gdzie się
wychowywalismy. On swoich znajomych zostawił dawno temu jak opuścił rodzinne miasto,
więc głównie czas spędzaliśmy z moją paczka.
Ale po ślubie i moja paczka przestała go interesować. Kręcił nosem by nie jeździć na
spotkania, że musimy się sobą nacieszyć etc.
Ja tęskniłam za swoim dotychczasowym życiem on tego nie rozumiał. Powtarzał masz
teraz swoją rodzinę, mnie i nie powinnam potrzebować innych ludzi. Walczyłam z tym
ale wtedy tak się wkurzal, że wojna na całego hmm szybko przestałam się stawiac, chcąc
zachować dobre relacje z mężem podporządkowywalam się .... zajelam się domem i praca,
spotykałam się ze znajomymi tylko gdy byliśmy w moim rodzinnym mieście. No i w pracy
kontakt z ludzmi, mam fajna zaloge.
Wtedy koleżanki się mnie pytały dlaczego nie mam dla nich czasu (większość już też
mężatki), no i ja się wykrecalam, że dom, praca, że odległość.... ale one znaly mnie i czuły,
że to wpływ męża. Twierdziły, że jestem zupełnie inna osoba. Już nie śmiałam się, nie
byłam wesoła jak kiedyś. Pilnowałam się z tym co robię i mówię. Wygladalam na wypalona.
Ale byłam szczęśliwa, miałam to co chciałam. To co razem dla nas najważniejsze.
Urodziła się corka i po kilku tygodniach zaczął się pierwszy dramat, że jestem beznadziejna,
że do niczego się nie nadaje, że nie radzę sobie z dzieckiem etc. Tlumaczylam go, że jest
zmęczony, dziecko daje nam popalić, on pracuje, nie wysypia się, a zawsze pomagał mi we
wszystkim. W wychowywaniu dziecka, prowadzeniu domu, obowiązki po równo zawsze.
Minął zły czas, córka podrosla, było fajnie. Do następnego kryzysu gdzie już słowa z jego ust
to były poniżenia. No ale ja czułam się beznadziejna i tlumaczylam sobie, że ma prawo się
na mnie wsciekac. I ciągle miałam obraz przed oczami tego cudownego faceta, a ja taką
brzydka, niezaradna kobieta w porównaniu z nim ... zawsze brakło mi poczucia, że jestem
silna, że coś znacze. Nie czułam się kimś, on mial pozycję, uznanie, ludzie to szanowali. A
ja co studia, które każdy może mieć, pracę za nieduże pieniądze.....
Zrobiłam się zgorzkniała, smutna, wypluta i obojętna ale wtedy on znów był sobą, pół roku
było znowu fajnie. Chcielismy drugie dziecko, urodził się syn i powtórka z rozrywki. Wieczne
kłótnie, wyzywanie .... ze jestem nikim, że jak będę chciała odejść to mi wszystko zabierze,
bo to co mamy zawdzięczamy jemu i jego pracy, że wroce do rodziców w kapciach i jednej
torbie, że dzieci mi zabierze itp. A wszystko zaczęło się gdy zaczęłam się stawiać. Ze
chciałam robić coś po swojemu.
Ale ja nadal go tłumacze, że ma stresująca pracę, a mimo tego, że jest nerwusem to dobry
człowiek,pomaga w domu, sprząta, gotuje, przynosi wszystko do domu, nie szlaja się,
większość czasu wolnego spędza z nami. Choć wtedy to on w kompie czy komorce a ja z dziećmi albo też coś oglądam. Jak robimy cos razem zaraz go czyms zdenerwuje sad
Każde nasze spotkania towarzyskie z obecnymi wspólnymi znajomymi to zawsze przy
alkoholu. Jak kiedyś nie wylazil tak teraz ciągnie go, czasami też sam chodzi, przestał i
mnie się czepiac gdy chce wyjść. A wcześniej foch na fochu, no i dzięki temu moje stare
dobre znajomości już nie istnieją. Mówił, że moi znajomi są głupi itp. ciężko tak w skrócie
opisać wszystko. Choć ten post to już esej..... jak streścić tyle lat.
Gdy tylko są kłótnie mam ochotę spakować dzieci i siebie i zwiac, ale nie mam dokąd, na
nikogo liczyć nie mogę. Jak opadną mi emocje i złość znów go tłumacze, że to dobry mąż,
wierny, dba o nas, ale nie panuje nad nerwami. Wyzywa nie tylko mnie, na dzieci też potrafi
się drzec, a co gorsza ja zaczynam zachowywać się podobnie. Krzyczę potrafię użyć słów,
których pozniej żałuję. nie tylko wobec niego ale i dzieci ..... tłumacze go, że miał w życiu
ciężko z ojcem alkoholikiem, że wojsko i przeszłość wpływają na jego psychikę .....
myślałam o terapii ale niestety on nie pójdzie, ja sama też jakoś nie mam odwagi .... A
mimo wszystko często sama stawiam sobie pytanie, że może to ze mną jest coś nie tak hmm

jak rozmawiam z innymi osobami jestem pewna, że to problem tkwi w nim. Jak jestem z nim i coś wmawia żniw jestem niepewna.

Ja sama w tej całej sytuacji jestem beznadziejna, że pozwalam na to wszystko mężowi. Co z tego, że sobie pogadamy sad

220

Odp: Jestem żoną wojskowego...

o tym co dzieje się u nas wiedzą tylko dwie koleżanki (też wojskowe i mają podobne problemy), nie potrafię o tym rozmawiać otwarcie, wstydzę się. Na internecie też pierwszy raz się udzielilam w tej sprawie i nie wiem, czy dobrze zrobiłam.

221

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Wojskowa_13, zgodnie z Regulaminem Forum pisanie postów jeden pod drugim jest zabronione. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji "edytuj". Proszę także, żebyś powstrzymała się od używania słów powszechnie uważanych za sprzeczne z normami. Na dole strony jest link do regulaminu, którego znajomość oraz akceptację potwierdziłaś w chwili rejestracji, proszę zatem o stosowanie się do jego zapisów. 
Pozdrawiam, Olinka

222

Odp: Jestem żoną wojskowego...

jasne przepraszam

223

Odp: Jestem żoną wojskowego...

wojskowa_13, jedno jest pewne, nikt, kto kocha, nie traktuje w taki sposób swojego partnera.
Trudno stwierdzić, kiedy jego uczucie do Ciebie ulotniło się, ale wątpię, że jest to efektem pracy, jaką wykonuje.
Od dawna jesteś ofiarą przemocy i raczej zdajesz sobie z tego sprawę.
Wygląda na to, że Twój mąż wypełnia obowiązki domowe, ale tylko tyle. Brak szacunku, miłości i ciepła powoduje, że Wasza rodzina stała się karykaturą, w której Ty i dzieci jesteście nieszczęśliwi. Czy on jest? Nie wiem.
Ktoś, kto spojrzy na Twój problem z boku, bez emocji, doradzi jedno - rozstanie, w ostateczności terapię, na którą, nie wiadomo, czy on się zgodzi.
Nie wiem, co Ci doradzić i jakie kroki podejmiesz (o ile w ogóle jesteś na siłach cokolwiek zrobić), ale nie daj się zastraszyć.
Nie traktuj poważnie jego gróźb, że w razie Twojego odejścia puści Cię w skarpetkach i odbierze dzieci.
To, co macie jest Waszym wspólnym majątkiem, a dzieci (w razie rozstania) nikt Ci nie odbierze, tego się nie obawiaj.
Czy kiedykolwiek postawiłaś mu się, zaprotestowałaś ostro, gdy zaczął swoją tyradę i wyzwiska pod Twoim adresem, czy uświadomiłaś mu jak się zmienił, jak niszczy
Waszą rodzinę  i jak się z tym wszystkim czujesz?

224

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Miałam do czynienia z emerytowanym żołnierzem zawodowym. Zapowiadało się obiecująco, facet opiekunczy, czuły , wydawało się wpatrzony we mnie,wielkie deklaracje z jego strony. Niestety okazał się okrutnym oszustem kolekcjonującym kobiety , emocjonalnym sadystą. Nigdy nikt mnie tak podle nie oszukał i nie wykorzystał, jak on. To jest chory człowiek , mszczący się na kobietach.  Po tym doświadczeniu mam uraz do mundurowych. Nie chcę mieć z nimi do czynienia. Jednak chciałam przestrzec inne kobiety przed tym oszustem - jest nim  Bogdan Liberacki, emerytowany wojskowy , 44 lata, 186 cm wzrostu , blondyn , niebieskie oczy. Patologiczny kłamca , wyrafinowany oszust matrymonialny, wykalkulowany materialista, choć na początku wyjątkowo czuły i opiekuńczy( dla dobrego wrażenia). Mści się na kobietach i nie ufa im.Pan umawia się z kilkoma kobietami naraz, uprawia trójkąty, czworokąty i pentagramy. Niewydolny seksualnie typ, który sprawdza, czy z kolejną mu wyjdzie.Alimenciarz na żonę i 2 dzieci po rozwodzie z jego wyłącznej winy. Zadłużony po uszy grubo na ponad 200 tys zł z tytułu 4 kredytów, z komornikami na głowie, wpisany do BIK-u jako nierzetelny dłużnik. Cwaniak i krętacz, szuka kobiet samodzielnych,przedsiębiorczych, często starszych od niego, licząc że go dofinansują, pomogą mu. Każdej mówi, ze jest najpiękniejsza, jedyna i że ją kocha. Bogdan L szuka "mety", kobiety która przyjmie go pod swój dach. Poluje we Wrocławiu i w Warszawie. Aktualnie szuka pracy w Warszawie , planuje się tam przenieść i tam poluje teraz na ofiary.

225

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Czy wojaku czy sprzedawca to nie ma różnicy. Wszystko zależy jaki to człowiek.
Znam wieku wojskowych i są normalnymi,  porzadnymi ludźmi.

226 Ostatnio edytowany przez wojskowa_13 (2016-11-14 08:29:09)

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Czy on jest?/ mąż twierdzi, że jest szczęśliwy.

Czy kiedykolwiek postawiłaś mu się, zaprotestowałaś ostro,
gdy zaczął swoją tyradę i wyzwiska pod Twoim adresem, czy
uświadomiłaś mu jak się zmienił, jak niszczy
Waszą rodzinę i jak się z tym wszystkim czujesz?/
jasne co akcje mu o tym mówię, już nudne to moje ciągle gadanie, kiedyś płakałam ale nie warto.
Sęk w tym, ze on wie jaki jest, czasami walnie skruchę, dwa razy przeprosił nawet. On poprostu twierdzi, że ja go prowokuje do wybuchów, czyli powinnam siedziec cicho, ale niestety nie jestem z tych osób, co jak ktoś pluje a ja udaje, że pada deszcz. Nawet zaczęłam traktować go podobnie, choć nie potrafię tak jak on, nic amok, on ma rozdwojenie jaźni sad
Najlepiej jak jest zły nie odzywać się, ale nie na tym zwiazek polega sad
Jak jest w domu gotuje obiady, zmywa, naprawi co trzeba, w wolne weekendy robi śniadania, ciężko wszystko postawic na jedną kartę sad poza tym to ojciec moich dzieci, nie chciałabym zabierać im tego sad

mała.malenka / przykro mi, że padlas ofiarą takiego dupka sad

227

Odp: Jestem żoną wojskowego...

Dziewczyno, on już dawno przejął kontrolę nad tobą, traktuje cię jak służącą która nie ma prawa głosu, a ty chcesz jeszcze brać z nim slub kolejny? Zastanowiłaś się dlaczego z poprzednią zoną się rozwiódł? Może warto dowiedzieć sie prawdy zanim zrobisz ten poważny ryzykowny krok? Ech to niedowartościowanie, to silne pragnienie miłości przysłania logiczne myslenie, zdrowy rozsądek. Zastanów się czy dojrzałaś do związku ? bo póki co brniesz w coś, o czym nie masz pojęcia i jakie to może przynieść konsekwencje w przyszłości. A to wszystko z pragnienia miłości i uniknięcia chwilowej samotności oraz braku poczucia własnej wartości. PRZECZYTAJ JESZCZE RAZ I JESZCZE AŻ DO MOMENTU GDY DOTRZE DO CIEBIE PRAWDA JAKA NAPISAŁA WIELOKROPEK. Przede wszystkim zacznij od siebie, jak sie cenisz, jak siebie widzisz, czy siebie akceptujesz, czy siebie lubisz itd A potem zastanów się co jest sensem życia, życie u boku przemocowca czy w samotności i wolności, gdzie decydujesz sama za siebie i ty jesteś pania siebie a nie jakiś przemocowiec z problemami. Najpierw popracuj nad sobą, a późn iej decyduj o slubie czy zwiazku z pierwszym lepszym kto ci sie spodobał. Bo jeśli nei zaczniesz poważnie siebie traktować i z szacunkiem to będziesz za każdym razem wybierała tego typu facetów.

228 Ostatnio edytowany przez iskierka77 (2016-11-15 02:27:22)

Odp: Jestem żoną wojskowego...

.

Posty [ 196 do 228 z 228 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jestem żoną wojskowego...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026