Nie spałąm całą noc, ale ma to chyba zwiazek ze szkoleniami na które chcodzę, bo w weekend nawet sie jakoś wysypiałam.
To czy z nia jest czy nie nie ma w tej chcwili aż takiego znaczenia.
Chodzi o syna.
Nic na to nie poradzę. Czasem czyjeś zachowanie jest otrzeźwieniem.
Nie chcę być zczłowiekiem zarozumiałaym , dumnym, zapatrzonym w siebie.
Zwłaszcza po tym co zrobił. Taką maskę przybieraja osoby słabe. Życie z kimś kto nie ma kręgosłupa moralnego mie nie odpowiada.
Tak , kocham tego drania. Ale z nim nie będę.
Nie wpuszczę takiego człowieka pod dach.
Nie takiego. Nie kogoś kto żyje tylko sobą, byle jemu było dobrze.
Miałam nadzieję, że po tym wszystkim może nabierze do siebie dystansu...
Niedawno koleżanka powiedziała mi: on się nigdy nei zmieni.
A ja juz nei tęsknie za tym co on.
Nie tęsknię za wspólnym domem. Nie chce awantur, poniżania.
A to wróci.
Bo on nie jest teraz lepszy, on jest chyba jeszcze gorszy.
O uczuciu do mnie tylko mówił jka był zalany.
Tydzień temu dzwoniłam na pogotowie.
Powyginało mi palce najpierw u jednej nogi , potem u drugiej. Drtetewienie szło w górę.
Przestraszyłam się, bo mojej mamie udar zaczał sie do dretwienia reki.
Syn natychmiast kazał mi dzwonić na pogotowie.
Uspokoili mnie ze to prawdopodobnie brak magnezu i potasu ( skurcze).
W tym stanie nie chciałam mogłam jechać do apteki.
Zadzwoniłam do męża. Był n adole w firmie, była 19.
Powiedział, że pojedzie.
Potem zadzwonił , że nie zdąży bo ma spotkanie.
Ale to tylk jedno.
W sobotę syn kończył 17 lat.
Mąż chyb anawet nie pamietał.
Kiedy mu napisałam, że syn był dobrym dzieckiem. Kiedy mąz chciał to odkurzał mu w firmie, wynosił śmieci, kosił trawę, zamiatał, gimnazjum z paskiem itd.
Dziciak go teraz nieanwidzi. Al enapisałam mężowi, że chłppak ma prawo do emocji.
To rodzićma dawać przykład i uczyć życia.
Wiecie co on mi odpisał:
"oczywiście emocje itd ale sa rzecz ktore dziecko nie ma prawa zrobić wobec rodzica.
Prezent " dostał"!!!
A w e mnie jest złość. Bo ja widzę co przechodzą dzieci, w co wpakował rodzinę.
Wyrzadził nam krzywdę a pisze o prawie.
A skąd wział prawo do krzywdzeniai dzieci, do krzywdzenai mnie?!!!!!!
Taki praworzadny człowiek.
Albo wariat, może on nie wie co on robi.
Od dawna dla najstarszego syna był dużo gorszy niz dl atego trzynastolatka.
Bo ten najstarszy mu przypomina nie, a ten młodszy jest podobny do niego.
Przynajmniej mąż tak uważa. Młodszego faworyzuje.
Zawwsze wymigiwał się od pracy.
A ja jestem "lwica". Nie chce mieć nic wspólnego z facetem , który nie m aserca do własnego dziecka.
A dziecko stanęło w mijej obronie. Gdyby nie ten chłopak, gdyby on nie wezwał policji prawdopodobnie nie miałabym swojego maluszka. Skatował by mnie tak, że poroniłabym i zrobiłby to bezkarnie.
Potem też mi pomógł. Kiedy mąż znowu chciał mną trzepnąć, chwycił butelkę i wymirzył w niego.
Tchórz wiedzał, że jesłi zrobi mi krzywdę to syn roztrzaska mu te butelkę na głowie.
Rozumiem chciał się mnie pozbyc itd, ale on nie rozumie.
Ja staram się mu wybaczyć rzeczy nie do wybaczenia, a on dla własnego syna dzieki ktoremu być może żyję, lub ni ejestem kaleką nie ma serca.
W tym człowieku nie ma prawdziwej chceci naprawy. Nie rozumie, że źle postepuje.
On chcialby , zeby jemu tylko przebaczano, wrecz czekano n ajego szanowny powrót, a w nim nie ma ani przabaczenia, ani zapomnienia ani chęci naprawy.
Miłlość miłośćią. Ale ja mam w sobie miłość również do syna.
Nie będę naprawić ich relacji. Niech mąz sam sobie o to zadba. Ale ta sytuacja otwarła mi oczy.
Dała mi do myslenia.
Ni ewpomne o tym, że tego smsa dostałam w niedzile wieczorem , czyli po ponad 24 godzinach.
Kiedy do niego zadzwoniłam ni eodebrał, potem telefon był już wyłaczony.
Prwadopodobnie jest z nią.
Miał szanę. To była ostatnia szansa. Zresztą on to wiedział.
Ale trzeba chcieć naprawieć w życiu to co sie zepsuło.
Byłam gotowa na próbę pojednania, wybaczenia , zapomnienia.
Ale też wiem jak wiele mnie to kosztuje i że wypŻywa to z serca ni ez rozsadku.
Bo rozsądek podpowiada mi: zapomnij o nim.
Ja też nei jestem ideałem i dlatego uważam, że nie m anic wspanialszego niz ptrafic zapomnieć i przebaczyć. Zamkąc coś do czegoś nie chce sie wracać.
Ale tego musza chcieć obydwie strony.
Może też jedna, ale osbno.
Niech mnie tylko nikt nie pociasza, ze kogoś sobie znajdę i ułoże życie.
To nie o to chcodzi. Uczuci anie da sie zastapic. Pewnych zakorzenionych i tkwiących we mnie hamulców moralnych tez nie przeskoczę i nie chciałabym stanąc przed taka próbą.
Po prostu nie mam juz sił czekać na cud. Na jakieś "ozdrowienie" mojego męża.
Ma okazje zmienić swoje życie. Ma okazję żyć tak kiedyś, a może lepiej.
Byłam lub jestem jestem gotowa zaryzykować, spróbowac posklejać rodzinę, dać mu to co mam w sobie najlepsze.
Spróbować zamknąć tamten rozdział, ze wszystkim co było bardzo złe i bolesne, zarówno dl aniego jak i dla mnie.
Zrobic to dla siebie, dla niego.
Ale zwyczajnie sie nie da. Nie mogę udawac , że jest ok.
Nie moge byc z kimś kto mi nie odpowiada. Kto mnie ani nie kocha ani nie szanuje.
Dla ktorego jestem powrotem do wygodnego dla niego życia.
Widziałm w tej sytuacji, w tym co mnie spotkało szanse.
Tak jakby szanse na : uzdrowienie" naszego małżeństwa. Bo moj asytuacja mi nie odpowiadała.
Myśle sobie, albo soe rozleci całkiem, albo sie coś zmieni.
A tymczasem, okazuje sie że tu już nie ma czego sklejać. Bo ja w porzedni układ tyle ze gorszy wejśc nie mogę.
Tak więc, szkoda moich łez, czasu...