netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 218 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 1 597 ]

261

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Mój największy problem to chyba zbytnia szczerość no i chęć uszczęśliwiania innych.
Jeszcze sie cynizmu i cwaniactwa nie nauczyłam.
Jaka droga przede mną wiem. Cenie szczerośc, lojalność, prostolinijnośc- a tu co ...
Za takie cechy dostaje sie po du..
Tak mnie właśnie traktuje mąż, jego rodzinka.
Naiwna frajerka. Puścił troche łez przed mną i ja znowu zmiękłąm.
Tak, to co było dobre sie skończyło. Teraz jest człowiek bezwzględny i tak okropnie kłamie, ze w zyciu nie myślałam , ze dorosłych ludzi na to stać.
Kończę, bo wszystki edzieci siedzą przy mnie. I ciągle coś do mnie mówią...
Ja chcę mieć spokoj!!!

Witaj Bet.
Wiem jakie to trudne... Ja też cenię bardzo te wartości. Całe życie się nimi kierowałam i kieruję nadal lecz dokonałam jednego wyłączenia: jeszcze męża. No może nie do końca:). ponieważ obiecałam sobie, że aż do dnia w którym usłyszę z ust sędziego .."orzekam..." zachowuję  wierność małżeńską. W tym jednym nic nie jest w stanie mnie złamać. Zawsze i to bardzo, brzydziłam się zdradą...I nic jej nie jest w stanie usprawiedliwić. Jeżeli  jest nam (albo któreś ze stron źle w małżeństwie), to albo staramy się coś z tym zrobić albo się rozstajemy i dopiero wtedy jako wolni ludzie próbujemy znaleźć gdzieś swoje szczęście. Niestety najczęściej dzieje się odwrotnie. Wydaje mi się, że wynika to z pewnego rodzaju niedojrzałaości emocjonalnej.
Mnie było łatwiej. Od j.m. odcięłam się bardzo gubą krechą. Nie spotykaliśmy się , nie dzwoniliśmy (chyba że przemawiała za tym niejako racja stanu:)-krótko i zwięźle). Dopiero dzisiaj (po roku) spotkam się z nim aby zamknąć (mam nadzieję), nasze sprawy majatkowe.
I koniec. To nic, że czasami jeszcze serce zaboli, że wrócą wspomnienia o dobrych latach i marzeniach. Z pełną świadomością zamykam powoli ten rozdział w moim zyciu.   
Tak trzeba, bo w przeciwnym razie nigdy bym się nie uwolniła od tego co mnie niszczyło.
Jeseś dzielną kobietą i poradzisz sobie.

...."Ja chcę mieć spokoj!!!".... ten okrzyk (b.dobrze mi znany), jest zaczątkiem przemian które w Tobie się dokonują:).
Pozdrawiam Was Mądre Kobiety.

262

Odp: Miłość trwa

No i poszło..... Wybaczcie kobietki że "namolnie" piszę, ale jestem zwyczajnie usatysfakcjonowana Jestem już po spotkaniu z jeszcze mężem. Było tak jak sobie zaplanowałam. Żadnych sentymentów, wracania do przeszłości. Przede wszystkim rzeczowo. Osiągnęłam to o co mi chodziło.Ale.. ogromne zmiany  zauważyłam u j.m. Gdzieś ulotniła się jego pewność siebie i występowanie z pozycji silniejszego. Na moje propozycje odpowiadal:" rób jak Ci sumienie podpowiada". Jakaś taka rezygnacja w nim, takiego go nie znałam. Zastanawiam się tylko czy to doskonale aktorstwo czy też faktycznie wody w uszy mu się nabrało. Bo z tego co mruknął jedno czy drugie pod nosem nie wiedzie mu się najlepiej. Nie cieszy mnie to, bo nigdy źle nikomu nie życzyłam. Powiedziałam mu tylko kiedyś, że nie buduje się szczęścia na nieszczęściu innych.
Dzisiaj jest mój dobry dzień: Załatwiłam swoje sprawy, młodsza córka dzisiaj zobaczyła swoje nazwisko  na liście przyjętych na studia. I wiem, mam tę pewność w sobie, że to jest dla mnie dzień przełomowy. Teraz już może być tylko lepiej, przede mną juz tylko proste drogi:).
Pozdrawiam Was wszystkie i życzę samych dobrych dni.

263

Odp: Miłość trwa

Jakis czas nie pisałam , bo jak wspominałam wcześniej jestem na wakacjach i  żdko korzystam z internetu.
Musiałam wrocić do domu na 2 dni. Do dzieci przyjechała ciocia.
Chole.. jak ja tesknię. Brakuje mi małego, żeby go przytulić. Jest taaaki mięciutki, słodziutki...
Za córcia też tesknię.
Miła niedawdno urodziny, przywiozę jej torcik i może jakieś przezenty.
Za starszymi chłopcami, niestety juz aż tak nie tęsknię. Ale fajnie byc trochę razem.

Ubi Lex, dobrze przyczytać jak komuś kto swoje przeszedł sie układa.
My tu chyba wszystkie zasługujemy na "uśmiech losu".
Tylko my juz wiemy , że trzeb an ato pracować.
U mnie raz lepiej raz gorzej.
A... Ubi Lex to chyb adobrze, ze Twój mąż taki przygaszony. I popatrz, wspomina o sumieniu.
Może sie zrobił uduchowiony.

Mnie isę czasem wydaje, że ludzie popelniją rozne w życiu rzeczy, a najczesciej o sumieniu nie pamiętają, albo odzwywa się w nich na "stare lata".
Ja tez chyba czasem jestem troche "zołza", ale tak sobie myslę że za mało.
Cóż, jest we mnie właśnie jakiś lęk, że nie żyję dobrze.
Z jednej strony wiem, ze poiwnnam byc twarda, nie miec wobec męża skrupułów, a z drugiej chcę być sobą.
A lubie wyrzucic z siebie to co mnie denerwuje, może lubię nawet ta swoja naiwność.
W kontaktach z ludżmi nie lubie grać.
Tak bardzo zależy mi , żeby dobrze zyć, chciałabym byc dobra...
Niestety ni ewszystko mi wychodzi.
Tak sobie czasem myslę, że jestem do niczego, do kitu.
Ani dobra matka, ani żona ( w końcu odszedł do innej), ani dobry człowiek.
Ale moze jestem dla sibie za surowa, może odbrze, że patrzę tez na siebie krytycznie.
Tak się jakos miotam.
Moja mama ma czesto racje w tym co mówi.
Przestrezga mnie, żebym nigdy już nie wierzyła mężowi.
Czuje, że ma rację, zreszta sama to wiem.
Ale tak cięzko jest mi sie przestawić.
Źle chyb atrafiłam, nieodpowiednio wybrałam. Zakochałam sięchyb akiedyś w niewłaściwym człowieku.
Tak sobie myslę, jak to się stało , że tak go pokochałam.
Chyba nie był dobrym mężem. Może gdyby ni eto jego wyznanie, naciski ojca.
Ale on sam był tym przesiąkniety.
Kobieta do usługiwania mężczyźnie, ta gorsza kategoria.
To nie moja bajka.
Powinnam chyb apodziekowac za to kochance, ze w jakiś sposób mni ez tego wytwała.
Nie mam juz tcyh rózowych okularów. Ale nie chce patrzec na to co mi sie ukazało.
Ta cała jego rodzina - szkoda pisać.
Działaja w biłaych rekawiczkach. Tk adałam się owinąc, że właściwie nie mam drogi ucieczki.
Nie jest jednak tak źle. Całe szczęscie mam rodzinę. Nie jestem sama.

Jakie zreszta oni ploty roznoszą.
podobno urządzłam mu wciąz awantury, on był biedactwem, no i próbowałam ratować małżeństow dzieckiem, ale nie wyszło.

Cóz. Przed kim mam sie tłumaczyć. Pred fałszywymi ludźmi.
Miałam z facetem trojkę dzieci, w tym jedno maleńkie i co... , jeśli to ni ewystarczy to czwarte pomoże.
On chciał sie bawić. Wiedziłam o tym. Stało sie, jakbym miała ratowac małżeństwo to musiałabym zrobic tak jak chciał, usunąc ciążę.
Nie wyobrazam sobi ejak miłabym żyć bez mojego synusia.
Dla jakiego małżeństwa, zabić własne dziecko.
On daje mi szczęscie, uśmiech na twarzy. Jest tak kochany, jakby chciał mi wynagrodzic to, że walczyłam aby sie urodził. Jakby był wdziwczny za to, ze dałam mu życie.
Wiem, ze piszę troche patetycznie, może dlatego że mi go teraz brakuje.
W sumie to jestem mężowi wdzieczna. Dzieki niemu mam swoj ecztery szczescia, swoją miłośc.
Może nie jestem dobra matką, ale bardzo chiałabym taka być.
Tak sobie tez myslę, że moj mąż jest głupcem.
Ma takie fajne dzieci. Miałżone ktora go kochała, niezle mu sie pwopdziło, był szanowany, miał dzieci ktore go kochały. Rodzine w ktorej miał oparcie. Jakby trzeba było, to podcierałabym mu tyłek do śmierci...

Ma facet taka super córeczkę, jest kochana. Cztery latka to cudowny wiek u dziecka.
Mozn aby ja zchrupać, m ataki urok.
Ten maly, samo szczęscie. Jakim strasznym glupcem trzeba być, żeby z tego zrezygnować.
Ale ja jestem kobietą, może innaczej n ato patrze.
Tylko pamietam jak razem czesto rozpływalismy sie nad tymi dziećmi.
To mi tak nie pasuje, że on umie z tym żyć.

264

Odp: Miłość trwa

Wiesz Bet, ostatnio zaczęłam w myślach układać coś w rodzaju listu do j.m.:" Drogi były mężu, jestem Ci  dozgonnie wdzięczna za to, że znalazłeś sobie inną kobietę. Za to, że twoje odejście, choć okupione przeogromnym bólem, obudziło we mnie pełną świadomość tego, że ja też żyję, że jestem człowiekiem, że oprócz myślenia potrafię odczuwać,i że choć ciężko z moich skromnych funduszy  utrzymać mi samej dom, daję radę- przestałam TRWAĆ...."
Tak Bet, dopiero teraz, mnie, 55-letniej kobiecie zaczęło  się chcieć żyć. Stanowić samej o sobie, dokonywac wyborów, podejmować walkę z przeciwnosciami losu. Małżeństwo mnie uśpiło na wiele lat. To nie tak, że nie chciało mi się nic robić. To tak, że na wiele mi nie pozwalano.... J.m. był typem patrialchalnym: żona ma rodzic i wychowywac dzieci, prowadzic dom, no i... ewentualnie zarabiać trochę kasy. Żałosne, prawda? Przez ostatnie lata naszego małżeństwa zaczynałam się już tym  dusić. Jemu było wolno wszystko: koledzy, wyjazdy na ryby i mecze, znajomi itp. Ja miałam byc niczym  Westalka - patronką domowego ogniska. Spoglądałam wstecz i byłam przerażona. Wtłoczona w utarty schemat XIX/ XX wiecznej polskiej rodziny pozwoliłam, aby to co we mnie  najlepszgo rozmianiało się na drobne. Zawsze(ode mnie samej), wszystko inne było ważniejsze.....
Nie wiń siebie, że może źle wybrałaś. Znasz przeciez powiedzenie: Gdyby człowiek wiedział, że się przewróci to by się położył". Dokonałaś wyboru, na tamten czas jedynie dla siebie słusznego.
Nie załuj niczego.I nie osądzaj siebie. To twój mąż wyrobił w tobie poczucie zaniżonej wartości - bo jak gdzieś,  kiedys, przeczytałam  na forum - wieloletnie zony są jak wygodne kapcie, których się nie zauważa....
Wszystko to co piszesz o sobie i swoich układach będzie trwało tak długo, jak długo będziesz na to pozwalała. Potrwa to  trochę , zanim zrozumiesz wszystkie zależności i będziesz podejmowała jasne decyzje. Odpowiedzialne.  Bo to ty masz je podjąć za siebie i dzieci - dla siebie i dzieci.
Pozdrawiam Cię i życzę mądrych decyzji.

265

Odp: Miłość trwa

Ubi Lex piszesz chyb ao moim małżeństwie. Ja też byłam uspiona. Taka stagnacja.
Teraz jest nerwowo, ale przez wszystki elat amałżeństwa dosyc często chorowałam.
Nie wiem, może to nie mam związku, a może o czyms śwuadczy.
Wciąz miałam jakieś anginy, bóle głowy, gardła, stany podgorączkowe. Często brałam antybiotyki.
Jak odkryłam , że jest inna kobieta. Miłam prawie bez przerwy zapalenie oskrzeli, z którego ni eumiałam sie wygrzebać.
Kiedy dowiedziłam sie, że jestem w ciązy, odkąd mąż oznajmił że odchodzi i że " mam cos z tym zrobić" ( z ciążą)
przestałam chorować. Prawie wale nie boli mnie głowa, nie biorę żdnych lekarstw.
Mam siłe jak nigdy. Potrafie wyciskac przez półtora godziny n arolkach i to tak fest.
Potem jechac z jeszcze z dzięcmi nad wode i pływac prawie pół godziny, a wieczorem kiedy dzieci maluchy juz śpią biegac pół godziny.
Oprócz zniszczonego niestety karmieniami biustu ( ponad 5,5 roku karmień) wchodzę w rozmiar 34/32, nie mam brzuszka, mam 88cm w biodrach, 63 w talii. Fizycznie oprócz czasem zmęczenia i niedospania czuję sie teraz świetnie.
Czuje sie silna i wytrzymała. Lubie dac sobie w kośc fizycznie, mam wtedy ochote do życia.
Mąz mnie przydusza, ale ma pecha, bo trafił na kobietę jak skała. Dostaję i się zbieram.
Nie chce przesadzić , że jestem niezniszczalna, ale musi uważać. Chciał mnie zniszczyć, przy okazji może zniszczyć siebie.
Taka drobna kobieta potrafi mieć siłę, energię.
Jako mała dziewczynk auprawiałam sport. on pozwała mi radzic sobie ze stresem. Może jestem ambitna.
Pora żyć, zawsze probowałam o siebie wlaczyć. Mam chwile slabości, że się pddaje. Popłaczę i sie zbieram.
Kotłuje sie we mnie wiele uczuc.
Właśnie widziałam kalendarz przygotowany n azlecenie mojego męża ze zdjeciami jego kochanki n akażdy misiąc.
Juz dzwoniłam do tescia, powiadomic go o tupecie syna.
Mam jeszcze dzisiaj sporo do załatwienia więc zmykam.

266 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-08-10 10:38:08)

Odp: Miłość trwa

he, he:lol:

   Bet mnie znów wyszukała tutaj na tym portalu ta dziwka z pod Wrocławia, czyta co piszę,
siedzi całymi dniami przed kompem nerwowo obgryzając pazury szuka informacji o sobie w necie, czy już podałam jej tożsamość czy nie? Czy już ma ewakuować się z tej wiochy przed wstydem czy nie? Wczoraj wysmarowała mi emaila z oświadczeniem, że ich miłość była tak głęboka, najlepsi kochankowie świata. Oczywiście przytaknęłam jej-najlepsi kochankowie za pieniądze i naiwność mojego męża:lol:
o no no no no no...
nie zniknę:P

Bet
   jak będziesz pisała więcej o sobie, niż o mężu to znak, że zaczynasz zdrowieć, zaczynasz iść ku lepszemu.
i sorry, nie sprawdziłam, mąż przez nieuwagę wyrzucił kartkę z numerem i serią mad

zamówiłaś ten piekarnik tak jak mówiłam?
Ale miałby wieeelkie oczy:lol:

A dzieci to skarb największy, my zastanawiamy się nad drugim.

267

Odp: Miłość trwa

Witam wszystkie Panie,

czytam z niedowierzaniem - jakie Wy mądre Panie jesteście. Chciałabym mieć Waszą mądrość życiową. Ja w swoim Życiu jestem 100 lat za murzynami, biorąc pod uwagę partnerstwa, małżeństwa, rozstania. Ja właśnie dojrzewam do złożenia wniosku alimentacyjnego. Głupie to jest, ale boję się go złożyć. Nie lubię już swojego męża, ale wiąże mi się pozytywnie.

Bet, cieszę się, że odżyłaś, że umiesz już doznawać życie od nowa, poznałaś się, zaakceptowałaś. Ja niestety tego jeszcze nie umiem. Czekam na tą chwilę z wytęsknieniem. Chcę czuć, że żyję. Ponownie być Panią swojego życia.

268

Odp: Miłość trwa

Z góry Cię przepraszam Bet, że w twoim poście, ale chciałam się pochwalić.

Dzisiaj złożyłam wniosek alimentacyjny:) Nie wiem czego się bałam. Jestem szczęśliwa. Już się nie boję. Właśnie odzyskuję siły witalne. Przejęłam pałeczkę w wyścigu o kontrolę, o władzę:)

269

Odp: Miłość trwa

Napisałaś:
"Przejęłam pałeczkę w wyścigu o kontrolę, o władzę:)"

Ale po co?
Ścigasz się z nim kto wyga? Czy Ty czy on? Czyje będzie na wierzchu? Kto bardziej komu dokopie?

To nie tak, złożyłaś wniosek o alimenty bo on tez jest zobowiązany do utrzymywania dzieci, bo tak zezwala prawo.
Ty walcz o siebie, nie z nim, walcz o swoją samodzielność, odrębność, bezpieczeństwo swoje i dzieci.
Jego pozostaw sobie samemu.

Bet, z remontem coś ruszyło?

270 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-08-16 12:36:03)

Odp: Miłość trwa

Masz rację, że walczę o siebie i dzieci.

Jednak chciałabym sprostować, źle się wyraziłam. Pisząc o władzy i kontroli miałam na myśli swoje życie.  Po rozstaniu z nim straciłam nad nm kontrolę - teraz wiem, że wcześniej też nie miałam. Moje życie opierało się na nim. Był jakby jego filarem. Teraz wiem, że to był błąd. Składając wniosek uświadomiłam sobie, że przestałam się bać, że on do mnie nie wróci, że nie da mi pieniędzy za sprzedany dom itp. Teraz czuję się wolna.  Przestałam się obawiać dnia następnego. Rozpromieniałam i zaczęłam tak na prawdę dopiero teraz nowy rozdział swojego życia.
Do złożenia wniosku w rzeczywistości tańczyłam jak mi zagrał.  On się wyprowadził, nie płacił, chciał albo nie chciał widzieć się z dziećmi, a ja posłuszna oczywiście "kochanie". Myślałam, że jak się sprzeciwie to popełnię błąd - nigdy więcej mnie nie zechce, nie umożliwi mi ułożenia sobie życia, nie będę mogła się spełniać jako kobieta - inaczej nie weźmie dzieci do siebie.... . On za to używał życia, można rzec, że drwił ze mnie, teraz wiem, że kłamał mi w żywe oczy. Przejrzałam.

Szczerze jednak przyznam, że daje mi to jakiś rodzaj satysfakcji, że ukróciłam mu jego wolność, jego sielankę. Jednak sąd to na prawdę ostateczność, on się nie chciał  dogadać. Proponowałam podpisanie zobowiązania notarialnie co do płacenia na dzieci  - nawet bym się dostosowała w jakimś stopniu do kwoty. On odrzucając tą propozycję i nie płacąc,  zmusił mnie do podjęcia takich kroków.

Bet, jak dzieciaki?

271

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, zycze ci aby uzyskane na dzieci alimenty byly satysfakcjonujace.
Pamieta, jak pisalas, ze zaczal sie dziecmi interesowac, przynoscic slodycze itp. Szkoda,ze nie dalo sie innaczej.
Szkoda, ze ja ze swojej strony mam wrazenei, ze jedkak w sadach bardzo dbaja o sytuacje mezczyzny a juz troche mniej o jakosc zycia dzieci.
Moze to zalezy od sedziego.
Daj znac Zagubiona jak poszlo.
Ja wciaz zwlekam.
Oczywiscie maz mnie oszukal. Dzieci na obiecane wakacje nie wyjechaly. Ma jeszcze kilka dni.
Postanowilam sobei,z e to bedzi eostatnie oszustwo, po prostu wiecej nie dam mu szansy.
Nie uwierze, nawet gdyby wyciagnal przede mna serce.

Właściwie, to chyba nie jemu dałam szanse, tylko sobie. Uzyskalam pewność.

Zagubiona, jak maja sie inne sprawy. Czy interesuje sie dziećmi, czy nadal mieszkacie oddzielnie?
Bardzo skupiam sie na swoich sprawach, wiadomo sa dla mnie najwazniejsze, ale kązdy ma swoje problemy które sa dla niego istotne.

Jestem jeszcze w gorach. Zostało mi parę dni. Prowadzę to normalne życie. Nie udało mi sie oderwać tak jak chciałam od problemów.

Stres, rezygnacja, n aprzemian z gniewem i lekeim narastają.

Usłyszałam od męża, że: ciagnę na dzieci.

Jestem sama, on juz o nie nei dba. Jesli kros uzywa takiego sformulowania to znaczy ,ze ciązy mu cala zlotówka.
To chyba dobrze, ze ciagne na dzieci, a nie na siebei, czy siebie i kochanka.

Czasem nie chce misie już żyć.
Liczyłam , że jednak będzie o dzieciach pamietał.
Nietsety toprawda, wraz z miłościa do mnie uleciała miłość do dzieci.

Trafił na mój czuły punkt. Rodzina , dzieci - były i sa dla mnie najwążniejsze.
Mój świat sie zmienił kiedy zmarł mój ojciec.
Odiczałam lata, aby moje dzieci miały juz powyżej 8 lat, zeby nie przezywały tego samego.

Nie umiem mu tego darować. Zniszczył to co było dla mnei najcenniejsze. Zniszczył rodzinę.
Noszę w sobei olbrzymi smutek, zawód i lęk przed przyszłością.
Po prostu czuję , że nie podołam. Boje się , ze zniszczą mnie calkowicie.
Tak sie bronię, ale czuję że chyb amam już nerwicę, może nawet depresję.

Jestem już inną osobą. Stoję jak nad przepaścią i chyba zaraz w nia spadnę.
Jeszcze rozpaczliwe trzymam się krawędzi, ale nie jestem dośc silna.
Nie dam rady tego udzwignać. Nie widże przyszłosci, wyjścia z tego. Mam coraz częsciej brak sił i chęci do działania.
Boje się, ze się już poddaję. Tak łatwo mu poszło zniszczenie i mnie i rodziny.
Pieknej rodziny.

272

Odp: Miłość trwa

PODZIWIAM CIEBIE ZA SIŁE .MNIE  MĄŻ ZOSTAWIŁ W TAMTĄ SOBOTE POWIEDZIAŁ ZE MA INNĄ I BĘDĄ MIELI DZIECKO.MINEŁ 10 DNI.JEST CĘŻKO.ALE ZA CZYNAM  MYŚLEC POZYTYWNIE.NA RAZIE SIĘ TRZYMAM  CHOĆ JEST RÓŻNIE.

273

Odp: Miłość trwa

Bet? Witaj.
.................Jestem już inną osobą. Stoję jak nad przepaścią i chyba zaraz w nia spadnę.
Jeszcze rozpaczliwe trzymam się krawędzi, ale nie jestem dośc silna.
Nie dam rady tego udzwignać. Nie widże przyszłosci, wyjścia z tego. Mam coraz częsciej brak sił i chęci do działania.
Boje się, ze się już poddaję. Tak łatwo mu poszło zniszczenie i mnie i rodziny.
Pieknej rodziny.....................
Wiesz Bet, czasami warto puścić krawędź nad przepaścią, nad którą jesteś. Po to, aby spaść ale nie po to, by się zabić, a po to, by móc odrodzić się na nowo. Każda z nas, która przeżyła podobną do Twojej historię, była na podobnej krawędzi. I na pewno miała dylematy: czy cofąc się krok do tyłu do tego co w danym momencie było znane i w miarę bezpieczne, czy  zrobić krok do przydu: w niewiadomą. Tylko, że z reguły, to kurczowe trzymanie się krawędzi oprócz rzeczy znanych przynosi także ogromne cierpienie. Nowe jest nieznane i napawa przerażeniem. Ale to tylko strach....nic więcej. Wcześniej czy później los wymusi od ciebie podjęcia decyzji.
I nie żałuj. Nie pisz, że zniszczył piękną rodzinę. Przecież Ty i dzieci tworzycie tę piękną rodzinę. Dbaj o siebie i relacje z dziećmi a otrzymasz w zamian to co najpiękniejsze i najwartościowszy: swoją rodzinę, bo to głównie Ty  z dziećmi ją tworzysz. A sił Ci nie zabraknie:) - tego jestem pewna. 
Pozdrawiam.

274 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-08-29 09:20:34)

Odp: Miłość trwa

Bet kiedy wracasz?
Każdy ma kres swojej wytrzymałości, odporności psychicznej, kiedy go przekroczysz wykonasz krok, nie ważne w którą stronę,
ale on może być początkiem zmian...
Postanowiłaś coś w sprawie tej siksy?

Namawiam męża na wyjazd w góry,

ale jego z domu wogóle nie można wyciągnąć, tylko siedziałby w domu,
chyba sama się wybiorę,  a co tam, on miał swój czas, teraz kolej na mnie lol

275

Odp: Miłość trwa

Ubi Lex, tak on zniszczył piekną rodzinę. Tamtej już nie ma. Jest inna.
Ja widzę, jak cała sytuacja odbija się na strarszych chłopcach. W tym wieku oni potrzebują męskiego autorytetu.
Syn ten trzynastoletni, kiedyś piesałw szkole wypracowanie o osobie którą podziwia.
Napisał o tacie. Podziwiał w nim zdolności plastyczne, to żę ma firmę. Odkryłam to wypracowanie i pokazałam męzowi, był strasznie szczęsliwy.
Od tego czasu minęły ponad trzy lata.
Chłopak pięknie rysował, od 7 lat chodził n azajęcia plastyczne.
W zeszłym roku zrezygnował z zajęć. W tym roku też nei chce ich kontynuować.
To samo z tenisem. Nie pojechał  na obóz tenisowy, nie chce dalej tersnować. Kiedyś trenował 4 razy w tygodniu po 2 godziny lub więcej.
Mówi, że chce tylk jeździć na nartach.
Tak się składa, że ja nei gram w tenisa. To jest ulubiony sport męża. Moim są narty.
Wygłada to tak jakby nie chciał być podobny do ojca. Na siłe wypierał podobieństwa.

Moja rodzina jest pokiereszowana. To nie jest sielanka.
Mała okropnie płakała, że nie chce wracać do domu ( przyjechaliśmy dzisiaj w nocy).
Tma ma spokoj. Jestesmy trochę odcięci. Mówiła, że tu będziemy słyszeć jak przyjężdża tata.
Dziecko słyszy tatay samochód, widzi go przez okno, ale z nim nie jest.
Tata nie wchodzi na górę do domu.

Pewnie ja też coś źle w tej sytuacjo robię, ale mieszkanie tu nad firmą jest koszmarem.
Chyba dla mnie i dzieci jest męczarnią.
Kiedy latem mam pootwierane okna i teść i pracownicy i mąż - słyszą dokładnie co sie w domu mówi i dzieje.
Mąż niei uważa żeby odciął się od dzieci, bo widzi je kiedy wychodza na spacer, wracaja ze szkoły.
On słyszy jak rozrabiają, smieja się itd.

Nidawno po jakimś tam moim mailu powiedział, zebym zostawiła mu klucze to zorganizuje pomalowanie mieszkania.
Jest w fatalnym stanie. Kochanka miła wyjechać na 4 dni i miła mieć czas.
Nic nei zostało zrobione. Prawdopodobnie tylko mieszkanie zostało przeszukane.
Każdy mógł wejść. Znowu będę wymieniac zamki.

Wracałam z gór. Prosiłam żeby wyłać kierowcę po rzeczy.
Mam maleńki samochód. Do niego pakuję czworo dzieci. Dwa foteliki a miedzy nimi trzynastoletni chłopak (nie jest kruszyną). Do zabrania łożeczko, rowery, wózek, zabawki i mnóstwo bagaży. Jak przeprowadzka.
Nic nei załatwił. W końcu załatwiłam z teściem.
Bo w firmie jest kierowca a my mamy samochód dostwaczy którym on jeździ.
Mąż miał zostawić pieniadze. Nic z tego.
Napisze jeszcze. Muszę kończyć

276

Odp: Miłość trwa

Bet
widzisz, że nic nie zrealizował z tego co obiecywał...

rozmawiałyśmy wczoraj i zapytałam Cię co zamierzasz?

Naciskam, wiem
ale tak jak pisałam i MÓWIŁAM CI, każdy Twój zdecydowany, konkretny ruch może zmienić sytuację, popchnąć do działania, przy Twojej obecnej bierności narazie Twoje i dzieci życie zmienia się na coraz gorsze.
Masz kilka dobrych pomysłów, które ja zrealizowałam u siebie, wiem, że są dobre, u mnie przyniosły zamierzony efekt.
Nie czekaj już, nie wahaj się. Nie masz już czasu, zbyt wiele tego czasu jemu oddałaś.
vvvCo do przeszukania domu: u mnie podczas mojej nieobecności zginęły obrączka teściowej, mój pierścionek zaręczynowy, zestaw karaoke, z mojego komputera ściągnął wszystkie dane.  Też była rewizja. W końcowym rozrachunku wszystko obróciło się przeciwko niemu, tak samo będzie u Ciebie.
Odezwij się czasem:-)

277

Odp: Miłość trwa

U mnie racz`ej nie miało co zginąć. Kosztowności nie mam, a dokumenty i laptopa zabrałam ze sobą.
Tak, on sie panoszy.
Twardgłowa, jak coś zadziałam dam Ci znać.
Teraz sie martwię. Mała ma gorączkę, biegunkę. Boje sie, żeby znowu nie trafiła do szpitala.

278

Odp: Miłość trwa

Bet. Regularnie czytam twój wątek. Kibicuje twoje sile i rozumiem wszystko przez co przechodzi twoja rodzina. Ból twojego trzynastoletniego syna i próba ucieczki od uczuć do ojca jest taka dojmujaca... Masz w sobie taka duża świadomość tego co się dzieje.
Wyobrażam sobie od jakiego czasu. Spieta w środku. Ciagle z obowiązkami. Ciagle z opcja: muszę powinnam trzeba....
Trzymam kciuki bet. Nikt z nas nie moze chwycić twoich ciężarów za ciebie. Ale jesteśmy z tobą.

279

Odp: Miłość trwa

End_aluzja, dzięki...
to niesamowite uczucie, kiedy się wie, że gdzieś tam są osoby, króre wspierają, że nie jest sie samemu z problemami, można się wyżalic , wypłakać, wyrzucić złość. Napisać o drobnych sukcesach czy też potknięciach.
Sory, spałam dzisiaj około godziny.
Boli mnie głowa, jetem półprzytomna. Od rana siedzę na szkoleniach, ale też dobrze, bo robie coś dla siebie.
Wciąż te dzieci, dom, obowiązki, troski.

Mąż zadzwonił do mnie w nocy z informacją, że " z nią skończył".
Nie ma co za dużo pisać. Był pijany, więc trochę się nie kontrolował i napaisałam mu, że to ona odeszła.
Zaprzeczył, ale przecież nie przyzna mi sie jeśli jest innaczej.
Powiedziałam, że mam juz tego dosyć. Nie liczy sie z moimi uczuciami. Nie chce juz tego słuchać.
A... opowiadał jak bardzo kocha dzieci , jak bardzo mu ich brakuje, że bardzo chciałby byc ze mną.

Oczywiście, że mnie kocha, że takiej drugiej milości jak nasza nie ma na świecie, ze musi sie udać.
Upewniałam sie, czy wie do kogo mówi:)

Nie, no miłość kiedyś była.... , ale pięknie udało mu się zniszczyć to co było najpiękniejsze.
Bo ta cała reszt anie była dla mnie już taka fajna. 
Kurcze, jak facet chce to potrafi nawet wydusić z siebie komplementy.
Jak to on mnie podziwa, jaka jestem silna itd. Jak sobie radzę, jaka jestem kobieca 

Jestem wsciekła. Opowiada mi bajery, jak pierszej lepszej, całkowicie zalany i chyba jeszcze na skrętach.

Może i gdzieś tam jeszcze mnie kocha, ale to za mało.
Blagał mnie o pomoc, że on ma juz tego dosyć, ,że to jest dla niego szansa, że to zależy ode mnie.

A za 3 dni będzie po wszystkim. Znowu to co było...
Na razie staram sie ni etraktowac tego powaznie. Żyje tak jak wcześniej. Dla mnie nic się nie zmieniło

280 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-09-05 20:45:51)

Odp: Miłość trwa

Bet. Dużo zmieniło.
W Twojej głowie. W twoim podejściu. W tym co wiesz.
A przede wszystkim w poprzeczce która postawilas przed sobą...
Poprzeczkę za pomocą której wiesz jakie oczekiwania stawiasz sama przed sobą. Swoich własnych wymagań i oczekiwań.
Dzisiaj niE weźmiesz ochlapow i byle czego...
Stawiasz wymagania.
Jesteś świadoma siebie.

281

Odp: Miłość trwa

Przede wszystkim chce zbudowac swoja niezależność.
To jest dla mnie najwazniejsze. To co zrobi mąż to jego sprawa. Nie mam na to wpływu.
Mam wpływ na swoje życie i wiem, że za nic nie chce wracac do tego co było.
Napiszę wprost. Zmiana w życiu, niezależność, stawianie swoich warunków i osiąganie przez mnie założonych cełow jest dla nie teraz priorytetem.
Chcę zarabiać pieniądze, własne pieniądze i to takie , żebym zapewniła godziwe życie sobie i dzieciom.
Pragnę być jak najlepszą mamą dla swoich dzieci, fbać o nie jak najlepiej potrafię, ale dawac im też przykłąd.
Człowiek czesm robi coś głupiego, czasem poniosą mnie nerwy. Nawet nakrzycze na dzieci.
Wiem nad czym powinnam w sobie popracować
Spokuj, stanowczość...

Rozmawiałam ostatnio z koleżanką, właściwie może nawet przyjaciółką.
Jest rozwiedziona. Ma dwóch synów.
Powiedziałam jej, że dla mnei każda złotówka, którą mąż wydaje na życie z inną jest jak ukradziona dzieciom.
Uważa, że on ma do tego prawo. Może i ma. Ja po prostu czuje innaczej.

282 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-09-06 09:12:20)

Odp: Miłość trwa

Wiesz Bet
  z tym wydawaniem pieniędzy na panienkę to jest według mnie tak:
jeżeli rozstał się z Tobą uczciwie, jeżeli zapewnił Tobie i dzieciom taki sam poziom życia jak przed rozstaniem to niech wydaje na nową doopę ile chce. Ale moje dziecko nie pojechało na ferie bo pan wolał wydać kasę na Tajlandię dla dupy, Twoje dzieci nie poleciały na obiecane wakacje bo tatuś musiał zabrać pannę do ciepłych krajów. Takich sytuacji było mnóstwo u Ciebie i u mnie. To jest przykre.  W Twoim i moim przypadku panowie bawili się w sponsoring kosztem rodziny. Oczywiście obie strony mają dbać o byt rodziny ale w naszych przypadkach są małe dzieci( u mnie jeszcze była jego chora matka), którymi oni nie chcieli  się zajmować. Każda złotówka wydana na pannę bez uczciwego załatwienia sprawy z rodziną to okradanie dzieci i żony, tu nie ma co dywagować nad tą kwestią.

Fajnie, że robisz w końcu coś tylko dla siebie, to dowartościowuje, zmienia spojrzenie na sytuację, w której tkwisz.
I nie poddawaj się, nie sprzedawaj skóry za bezcen, wiesz o czym piszę. Teraz Ty jesteś górą, chociaż jeszcze tego nie dostrzegasz, chociaż to rozstanie może być na 3 dni. Ale to początek końca.
Dla Ciebie to może być odrodzenie.
  Każdej czasem zdarza się krzyknąć na dziecko, nerw czasem ponosi, sztuką jest później rozmowa z dzieckiem, nie jeden raz słowo "przepraszam" jest niezbędne.
Dbaj o siebie.

283

Odp: Miłość trwa

Czasem chłopaków troche porozstawiam. Ten trzynastoletni zachowuje sie paskudnie. Njastarszy jest chyba egoistą.
Nie ma sie co oszukiwac. Moi chłopcy (ci starsi) to nie aniołki.

Odnośnie męża to cos czuję, że jakos ją ubłagał, żeby do niego wróciła.
Idę spać, bo ze zmęczenia boli mnie głowa. Obudziłam sie o 3 rano i cały czas jestem na nogach.
Jak wtedy w nocy ze mna rozmawiał, to mówił, że pali marihuane przywiezioną z Malty.
Nie wierze, może sie przesłyszałam. Przecież jakby go nakryli to miałby problemy.

Zresztą po cos ją przywiózł. Po piwko mozna sobie skoczyc do sklepu, ale trawkę nie kupuje się w Żabce.
Właściwie to jego sprawa czy pali trawkę czy pije, czy jest uzalezniony od seksu.
Mogłby sobie tylko już darować z tym oszukiwaniem mnie.

Nie znoszę jak facet jest słaby, jak jest tchórzem.
To wkurza, że dzwoni do mnie z takimi informacjami.

Sam przyznał, że chyb ajest jak takie nastoletnie dziecko.
Jego mama zmarła kiedy miał 14 lat. Podobno strasznie to przeżył.
Ja zbudowałam sobie teorię ( sory, improwizuję, bo jednak nie jestem psychologiem), żę przez to traumatyczne przyżycie zatrzymał sie pod pewnym względem n aetapie 14 letniego chłopca.
Mamy śmierc odebrał może jak odejście kobiety i może dlatego tak bardzo boi sie żeby nie zostałl sam.
Żeby kobieta go nie zostawiła.

Błagał mnie, żebym mu pomogła, że on potrzebuje pomocy. Tak jakby potrzebował matki.
To matka zazwyczaj daje oparcie , wspiera. Dzieki niej czujemy sie silni.

To są takie moje domysły.
Mąci mi w głowie.

284

Odp: Miłość trwa

Od pewnego czasu mam ochote zamknac ten watek.
Tak zwyczajnei doszlam do wniosku, że nie jestem " porzucona z czwórką dzieci".
Zwyczajnie mąż nei docenił tego co dał mu los. Nie docenił jaką ma żonę, jakie dzieci.
Jaka wspaniała rodzinę mogliśmy tworzyć.
W naszym domu było to co jest najistotniejsze - była miłość. Mimo przeżytych wspólnie lat, była chemia.
Potrzebny jest jeszcze szacunek. Ale sam szacunek bez miłości nie wystarczy.
Gdyby nie patrzył tyle na ojca, gdybyśmy zyli po swojemu - może byłoby innaczej.

Ja też wyciagnęłam lękcję.
Nawet wtedy w nocnej rozmowie, powiedziłam mu, że żałuję, bo zamiast inwestowac w dzieci mogłam sobie np. powiekszyć piersi.

Teraz wiem, że kobieta powinna byc sprytna. Zawsze stawiać siebie na pierwszym miejscu.
Co z tego , że nasi chłopcy jeżdżą super na nartach, graja wtenisa - kiedy nie maja juz pełnej rodziny.
Kobieta nie powinna na sobei oszczędzać. Ma na siebie wydawać.
Takie jest życie. Faceci lubia kobiety które o sibie dbają, świetnie wygładają i czymś ich zaskakują.
Powinny miec swoje zycie, ale też w niektórych przypadkach  faceta dopada kryzys i patrzy pusto.

Dbałam o siebie, ale miałam wyrzuty kiedy coś sobei kupowałam.
Znałazł sobie duuużo młodszą. Taka kusicielkę ( jest cholernie zgrabna, ladna - Miss Erotica).
Ma codne zdjęcia. Wygląda na nich tak, że nawet ja kobieta stwierdze że jest ekstra.
Tak, to jest opakowanie.
Ale takei jest życie. Jesli ktoś jest wzrokowcem ( artystą) ma szanse wpaśc w pułapkę.
Seks i uroda, po drugiej stronie pieniądze.
Dziwczyna jest już ustawiona. Ma swój sklep internetowy, nie przypomina siebie, z poczatkującej modelki stała sie profesjonalną. Oczywiście gównie rozebrana.

A ja... Oszczedzałam przez kilkanaście lat. inwestowałam w dzieci. owszem pamietałam o sobie.
Skończyłam studia juz jako mama. Kilka lat temu zdałam egzamin z angielskiego  (FC), chodziłam na kurs. Byłam zadbana , ale bez przesady, miałam pomoc do dzieci.
Ale ptem dałam się wrobic w dom. Od urodzenia sie córeczki moja sytuacja sie pogorszyła.

I po co ja sie tak dorabiałam, szczedzałam  - żeby teraz mój mąż był atrakcyjnym kąskiem dla atrakcyjnej fizycznie dziewczyny.

Pisze to ku przestrodze.
Może jakims cudem wejda na ten watek kobiety, które sa w małżeństwie.
I np maja opór przed kupieniem sobie nowej kiecki, wyjazdem do Spa, albo zatrudnieniem pomocy domowej.
Mysla, jestem rozrzutna. Za te pieniądze byłby angielski dla dziecka, nowa kanapa lub co najgorsze samochód ( ktorym będzie jeździł głownie mąż).
Nie, nie ladujcie w siebie. Macie sie pdobac, nie byc zajechcane domem i obowiązkami.
W razie czego ta kasa i tak pójdzie na kochankę.

Teraz mam ciężko finasowo. Pomaga mi mama. Daje mi pieniądze. Wydaje je tez na siebie.
Kupiłam sobie ostatnio tunikę. Jka mnie ten trzynastolatek w niej zobaczył to zaraz z pretensjami że na sibie wydaję.
Tak, on każe mi kupowac ciuchy w second handzie. Nic z tego. Moje życie sie nie kończy.
Umiar i rozsądek jest potrzebny, lae kobieta ma o sibie dbać pod każdym wzgledem.
Chodzę na szkolenia, zamierzam założyć firmę, dzwonia do mnie klienci ze zleceniami.
Staram sie sobie podobać. Daję z sobie dzieciom ile mogę.

I nie jestem "porzucona z czwórką dzieci".
Jestem wyjatkowa kobietą, czasem bywam beznadziejna. Ale momo porażek ma za co sie cenić.
Czy to cos złego oceniac sibei pozytywnie.

Nie wiem , czy trzeba założyć nowy wątek, czy można jakoś zmienic nagówek (pytanie do moderatora forum). Nie jestem zorientowana. Przepraszam.
Ale zdecydowanie: nie czuje sie juz porzucona, a czwórka dzieci nie jest bagażem tylko dobrodziejstwem.

Patrze na te moje dzieci , na tych dorodnych wielkich chlopaków i mysle sobie jak to mozliwe, że tka drobna kobietka urodziła tyle dzieciaków i tak daje sobie radzi w cholernie trudnej sytuacji.
Okazało sie, że ma w sobie takie pokłady siły o jakie sie nie podejrzewałam.
Fakt, potykam sie, upadam. Ale za kazdym razem się dźwigam i do przodu.
I cały czas gdzies tam we mnie mimo beznadziejności sytuacji jest jakies przeczucie, że bedzie dobrze.
Nie wiem co, nie wiem jeszcze jak, ale takie własnie jest życie. Łzy, radość, smutek , zmęcznie, nadzieja, uczucia...:)

285

Odp: Miłość trwa

Witam Cię droga Bet oraz inne Forumowiczki:

Cieszę się bardzo, że odżyłaś. Zaczęłaś znowu wierzyć w siebie. Brawo dla Ciebie, dla twojej przemiany. Zobaczysz będzie lepiej. Z dnia na dzień stajesz się coraz bardziej niezależna. Widać to po twoich wpisach.

Wiem co czujesz, co się dzieje w twojej głowie, gdy brakuje Ci pieniędzy na dzieci. I nie chodzi tu o rozpuszczanie dzieciaków, ale zapewnienie im bytu. Myślę, że nie ma to większego znaczenie czy on wydaje na panienkę, czy na siebie, czy na cokolwiek innego. Mój mąż nie daje mi pieniędzy tłumacząc, że ich nie ma - powiem szczerze nawet mu w to wierzę, ale nie zmienia to faktu, że mnie to bardzo boli. Boli mnie jako matkę, że nie mogę dać więcej dzieciom. Oczywiście złościło by mnie to bardziej, gdybym dowiedziała się, że sponsoruje wakacje jakiejś fiździe. Mi pomogło w tej kwestii uświadomienie sobie, że nie mam już na to wpływu. Oddałam sprawę do sądu i czekam co będzie dalej. Nie tracę już zbędnie energii na zastawianie się nad tym. Muszę sobie poradzić i już. Odnaleźć się w sytuacji. Ale powiem Wam jedno, że sądy w naszym kraju działają bardzo sprawnie. Wciągu tygodnia od złożenia papierów odbyła się zaocznie rozprawa w sprawie zabezpieczenia powództwa. Na faktyczną sprawę czekać będę 5 tygodni, to niedługo. Zaznaczę, że mieszkam w dużym mieście.

Od dnia złożenia pozwu czuję się na prawdę coraz bardziej szczęśliwa. Dzień w dzień rośnie we mnie jakaś siła. Pojawiły się jej nowe pokłady.   Oczywiście czasem płaczę, złoszczę się. Ale wiem, że w tym wszystkim wygrałam. To ja mam dzieci. To ja widzę jak się zmieniają. Doświadczam ich czystej miłości.

Na końcu chciałam jeszcze dodać, że jestem naprawdę wdzięczna swojemu mężowi, że ode mnie odszedł. Nie tkwię w "chorym" związku. Może kiedyś z nim jeszcze będę, ale związek będzie już inny. Teraz widzę, że biorąc ślub byłam na to niegotowa, nie dojrzała emocjonalnie. Nie znałam siebie, swoich potrzeb. Trzeba czasem dotknąć dna, aby być szczęśliwym. Przez ostatnie kilka miesięcy zmieniły się moje priorytety życiowe. W moim mniemaniu stałam się lepszym człowiekiem - choć do ideału dużo mi jeszcze brakuje. Jednak nie stało by się to, gdyby on był wciąż przy mnie. Nie zmieniłam by, się z poczwarki w motyla:)

286

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, super...
Przede wszystkim jest zmiana. Czasem nie ma do niej wystaraczającego impulsu.
Na dzieci musi być. Ja szczerze mówiąc nie mam skrupułow.
Nie zaniżaj wydatków na dzieci, nie wstydź się ubiegac o tyle ile faktycznie potrzeba,, żeby dzieci żyły tak jak kiedyś.
Wiadomo, ze mąż lub jego adwokat będą starali sie wysmiac podana przez ciebie kwotę.
To jest gra.

Zagubiona, trzymam kciuki. Tylko prosze nie lituj sie nad facetem. Jęsli nie potrafo zarobic to mógłby przynajmniej sprzatac , prać, gotować itp...
Mój też nie ma.
Wczoraj powiedział  , że nie może zostawić więcej , bo dzwonili z banku i jak nie zaplaci do poniedzialku raty za dom to rozwiązuja znami umowę. Zaległośc za szkolenie narciarskie dzieci i szkolę syna za zaszły rok to jakieś 6 tys zl.

To mam dla niego propozycje, żeby szybciutko wyleciał na kolejne wakacje.
Poczekał, aż przez kochanke zlicytują nasz cały majatek, a potem jak juz zostana tylko długi lask asie z nim pożegna.

Zresztą on nie ma mi chyba za złe, że dbam o kasę na dzieci.

Zagubiona, ten najcięższy okres minie.

U minie jest lepeij niz w zeszłym roku. Podręczniki kupione, na przezycie starcza. Trochę dorzuce i jest ok. Fakt jest skromnie. Jkais czas jednak mozna tak żyć.
Teraz mąż przychodzi i wręcza mi kasę. Chociaż zwróciłam mu uwagę, że miał wysyłac przelewy.

Dzisiaj wydzwaniał do syna, zeby zabrac go na tenis. Syn nie odbierał. Poszedł z kolegami do kina.
Kiedy przyniósł mi kasę od razu było widac, że z nia nie jest. Wytrzeszcz oczu, jakis taki przygaszony.
Ach te młode laski, eliksir młodości dla faceta.

Zagubiona, zazdroszczę ci , pewności swojej decyzji.

287

Odp: Miłość trwa

smile

288

Odp: Miłość trwa

Bet,
to nie jest ze mną tak. Ja wciąż mam jakiś problem w głowie - niestety jestem tego świadoma, że to co robię jest koniecznością. Mąż już mi powiedział, że nie będzie płacił. Do jutra powinien dać mi pieniądze. Nie zrobi tego.

On potrafi do tej pory wywołać u mnie poczucie winy. Staram się być twarda. Odnaleźć się w sytuacji, która dla mnie nie jest komfortowa. Nie wiem jak moje życie się potoczy. Ale jeżeli nic nie zrobię, to będę tkwiła w miejscu i sama siebie zniszczę. Szczerze mogę stwierdzić, nie wiem czy nie potrafiłam bym z nim być ponownie. Jeśli nic nie zrobię to będę ofiarą. Próbuję sobie dać szansę SOBIE od losu. Może kogoś poznam, może wrócimy do siebie. Stojąc bezczynnie ograniczałabym swoje ruchy. 

A co do litości nad facetem, to mogła napisać tylko kobieta. Facet nie miałby żadnych skrupułów, a my jesteśmy inne. Nie powiem, że gorsze. W mojej głowie siedzi litości i troska o losy innych. Dziękuję, że to napisałaś, dało mi to dodatkową siłę. Rozumiesz mnie. Szkoda, że sama nie jesteś gotowa wprowadzić tego w życie.

Wspominałaś, że dzieciaczek był w szpitalu, już dobrze?

289

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, ja wiem jakie to są trudne decyzje. Nie potrafiłam ich podjąć.
A może raczej gdzieś czułam, że to jeszcze nie ta chwila.
Te decyzje trzeba poczuć. Kiedy wyczerpałaś już wszystkei możliwości i nie masz innego wyboru to trudno. Czasem nie można się dogadać.
Zagubiona nei mieści mi się w głowie, dlaczego facet który ma dzieci nie robi co tylko się da żeby jego dziec były szczęsliwe, żeby zapewnic im jak najlepsze warunki.
Dbanie o dzieci to jak dbanie o siebie.

Poznałam kobietę która zajmuje się różnymi fundacjami. Mam wielką ochotę prozmawiac z nią o sytuacji kobiet. Jak wygładaja sprawy finansowe po rozstaniu kiedy mamy na utrzymaniu dzieci.

W moim przypadku stanęła między nami inna kobieta. Młoda i apetyczna, dzieci zeszły na dalszy plan, bo pieniadze były męzowi potrzebne żeby sie pokazać. Chciał jak najlepiej wypaść.

Kiedy słucham niektórych kobiet, to nasuwa mi się, że facet ograniczając płatności na dzieci chce kobiete w pewien sposób ukarać. Nie może się pogodzić, że on ajuż tak na niego nie czeka.
Że chce poukładać sobie życie. Nie jest z toba a jest o ciebie zazdrosny. Zazdrosny, że sobie radzisz, że normalnie żyjesz.
My jesteśmy chyba odporniejsze, silniejsze psychicznie. Skąd wiesz co przeżywa twój mąż, jak sobie radzi z emocjami. Może zaklada maskę, pancerz.
To wszystko to jakaś gra. Ludzi esa czasem kilka lat po rozwodzie a facet dalej kombinuje ( chociaz jest z inną) jak najmniej wydać na dzieci.

Nie chcesz tkwić w miejcu. Ale bądź pewna swojej decyzji. Nie podejmuj jej tylko po to aby coś zrobić.
Rozumiem jednak , że wszelkie inne możliwości są już wyczerpane.
Wniosek o alimenty to nie rozwód tylko pierwszy krok.
Przede wszystkim masz zagwarantowane  "jakieś" pieniądze na dzieci.
Jeszcze raz podkreslę, zazdroszcze ci odwagi

290 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-09-10 12:13:47)

Odp: Miłość trwa

Kiedy facet mówi, że nie da na dzieci szlak mnie trafia, ogarnia wielka wściekłość.
  U mnie była podobna sytuacja ale ja walczyłam nie sądem, nie straszyłam alimentami, dzwoniłam do jego kumpli, dzwoniłam do kontrahentów, do firmy, robiłam mu obciach. Pytałam gdzie on jest, pytałam czy oni mają jakiś zobowiązania finansowe wobec niego bo on nie daje pieniędzy na dom. Jasne, ktoś powie: po co? jest sąd, szanuj się, nie poniżaj się. Walczyłam wszelkimi sposobami i przyniosło to skutek.  Takie dzwonienie po kumplach, zakładzie pracy daje większy skutek niż straszenie sądem i alimentami. Zobaczył, że nie jestem małą, głupią, zakrzyczaną kretynką, której można wszystko wmówić. Narobiłam mu wstydu wśród znajomych, darł się ale miałam to gdzieś. Trzeba mieś tupet aby tak zrobić, no jasne , że trzeba ale czy oni go nie mają? Przynosił pieniądze i brał pokwitowania.

Dziś o dziwo jestem szczęśliwa, tak. Ktoś zapyta jak można odczuwać szczęście po tym co on zrobił.
     Odcięłam się od przeszłości, zmieniłam się bardzo. Dużo wymagam i dużo daję z siebie.
Czasem aż boję się odczuwać ten stan szczęścia bo to jak sen, może nagle się skończyć i znów wrócić ta szara rzeczywistość.

Bet zmieniłaś sposób myślenia. To bardzo dobrze.  Jak szkolenie? Jesteś mi bardzo bliska, często myślę o Tobie.

Kiedyś na terapii usłyszałam, że wszystko czego doświadczamy w życiu jest nam do czegoś potrzebne.
I niestety teraz to się z tym stwierdzeniem zgadzam.

Ta suka jest tu, czai się  i podczytuje co u nas.
  Wcześniej byłam na nią wściekła, teraz mi jest jej żal, po prostu żal, to nawet pewien rodzaj litości bo mogłabym ją zgnieść jak robaka, na zawsze pozostanie koorwą. Tego faktu nie wymaże się gumką. Ale wiem też, że każdy z nas w tym trójkącie czegoś się nauczył, dostał po dooopie.
To co jest między mną a mężem -  nie doświadczyła tego nawet w jednym promilu bo wszystko mieli oparte na kłamstwie, alkoholu i jego pieniądzach.
To jak w przypadku Twojego męża i tej blond laluni.

291

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa, nie przejmuj sie ta kobietą. Osmiesza się. Może nie dociera do niej że jest juz w waszym związku przeszłościa, epizodem, który zmienił wasze małżeństwo. odstawiona kochanka.

Minie jej, jak znajdzie nastepnego, chyba że ma z tym problem...

Jesli chodzi o alimenty to uważam, że kierowanie sprawy do sądu jest ostatecznością.
Jak wyliczą Ci kwote to już sie raczej nie wycofasz.
Nie zapomne, jak prawnik uświadomił mnie, że rozwód jest dla faceta prezentem.

Sama mam czasem taką ochotę pobiec złożyc wniosek w podskokach.
Tylko, że to jest decyzja życiowa. Muszę byc jej absolutnie pewna, a czuje że wypływa on ateż z impulsu.
Mam takie wrazenie, ze jakbym to zrobiła to poczułabym sie lepiej. Może wydaje mi sie, ze to byłaby jakas kara.
Ale ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęłam. Czekam nie wiem na co.
Mąż też powiedział, ze nie umie sie zdecydować, a kochanka nalega.

Mnie sie jakos tak wydaje, że jak ma byc rozwód to będzie.
Jesli miałabym kogos poznać i to nie potrzebuję do tego rozwodu.
Mnie wystarczy, że mąż ze mną nie mieszka.
Póki co nie czuje sie gotowa. Mam jakies tam moralne zahamowania. Nie będę o tym pisać.
Alimenty to inna sprawa. Ale tak jak napisała Twardogłowa, warto spróbowac innych sposobów. Jesli nie pomogą to droga sadowa.
Jak nalicza grosze, to już nic nie zdziałasz. Nie zależy mi czy sie mężowi podobam czy nie.
Nie werzę w sprawiedliwość naszych sądów. Za dużo się nasłuchałam.
Śmiało napisze, że nasze prawo niewystarczająco dba o dobro dzieci. 
Koleżanka dostała na dzieci ( nastolatki) po 300 zł.

Zagubiona, życzę Ci powodzenia. Ty podejmujesz decyzję. Nie jestem an twoim miejscu.
Nie wiem, dokładnie jaka jest sytuacja.
Nie napiszę, że próbowałabym innaczej.
Uważam, tez że jeśli facet ma dzieci n awyciągnięcie reki obojetne czy płaci czy nie to łatwo wybrac łatwiejszą opcję.
W jego mniemaniu jest pwenie super ojcem.

Ale kazdy sam wybiera.
Mój mąz nei przyjechał na urodziny córeczki. Wysłał jej paczkę ijeszcze był z tego dumny.
Dla mnie to żenujące. Prezent kupił będąc na wczsach z kochanką. Płakał mi do telefonu jak go to wiele kosztowało, jak wkładał w to serce.
Powiedziałam , że kazda rzecz kupiona z tą" ku..." wyląduje na aukcji na allegro albo w koszu.
Tak mu powiedzialm : to cytat.
Nie mam obowiązku godzic się na namiastke troski wobec dziecka.
Nie ma sprawy w sądzie. To co kupował rozmawiając ze mna córka dostała. Reszte nie. Powiedziałm, ze czuję na tych rzeczach łapska tej " ku...".
Zapowiedziałam mu juz w zimie, ze każda rzecz kupiona dzieciom bez nich , razem z " ku..." wyląduje w koszu.
Nie będzi esie raz na rok bawił w dobrego tatuska i szałał po sklepach z kochanką.
Teraz kupił pare sportowych ciuszków synowi, ale wiem ze kupował je sam.
Z ta laską, chciałby kupowac tylko rzeczy dla lalki , czyli córeczki.
Mniejsza o to.
Pewnie dbasz, zeby dzieci mialy jak najlepszy kontakt z ojcem.

Mój mąż teraz płacze jak bardz na tych wyjazdach brakowało mu dzieci. Jak patrzył na małe dziewczynki , n arodziny.
Bo nie ma kontaktu z dziecmi. Njapierw go olał. Dzieci tęskniły. Miały łzy w oczach.
Juz nie płaczą,, a on płacze za rodzina którą miał.
Wspomina jakie cudowne były wspólne nasze wyjazdy.
Bo tego nie ma. Teraz sam zabieg a o dzieci.
Dzisaj mnei zaczepił, zeby chłopcy kupili sobie rzczy sportowe. żeby syn jeżdził na treningi tenisowe, był w klubie sportowym.

Co prawda, chyba znowu jest z ta dziewczyna, bo nie miał już takich wyłupiastych oczu, ale po krótkiej rozmowie pwiedziałam mu dosyć ostro, żeby sam sobie ustalał sprawy z synem i wyszłam.

Zagubiona, w jaki sposób pokazałas mężowi że facet który żałuje na dzieci to raczej nie ojciec.
Moze czuć się bezkarny.

292

Odp: Miłość trwa

Mój mąż do tej pory czuje się bezkarny i myśli, że jak powie w sądzie, że nie ma to się nad nim zlitują. On żyje w cieniu swojej matki i kochanki (wiem, że istnieje - to inna żałosna farsa).

Boję się, że nie będę umiała wyegzekwować tego co się dzieciom należy. Ale wymyślę coś. Jestem sprytnijeseza od niego.

Wiem, że jego związek z nią nie przetrwa, jest zbudowany na kłamstwie i obłudzie. Napiszę teraz żenującą historię z życia wziętą. Stało to się wczoraj. Mąż przywiózł mi starszą córkę. Jego kochanka ukryła się na pace samochodu. Dla mnie ten związek jest zbudowany bez żadnego szacunku. Dla picu, dla zabawy. Może nie jest jeszcze tego świadomy, ale tak jest. Żadna szanująca się kobieta nie pozwoliłaby na taką sytuację, jeśli on wyprowadził się od nas dla niej, nie mieszka z nami, przedstawił ją swojej rodzinie, a przede mną ukrywa w samochodzie. Bawi mnie to już. Ta "kretynka" zadzwoniła do mnie od znajomych z ich solarium. Niestety nie odebrałam. To jest jakaś tragikomedia. Młoda głupia, która żyje dzięki jego kłamstwom. Rozumiem ją, bo sądzę, że ma jakieś 20 - 22 lata. Każdy kiedyś cielęciem był. On ponoć nie ma pieniędzy. A przyjeżdża w nowych ciuchach. Przy schowanej kochance, stwierdza, że oczywiście w tym tygodniu da mi kasę, a 2 wcześniej płacze, że jej nie ma. To jest dla mnie już zabawne.  On mi się nawet zwierza z nieudanych inwestycji, bo nie ma komu. Cieszy się, że kumpel bierze ślub, ponawiam, bo nie ma komu.

Twardogłowa, narobiłam mu już dużo wstydu. Część naszych wspólnych znajomych, miało aż otwarte oczy. On ich unika. Wcześniej to zaczął robić. Bo wie, że robi źle. Tylko się zapędził. Wpadł w pułapkę psychologiczną - mówię A to robię B. Brnie w to dalej. bo łatwiej, niż przyznać się do błędu. Jednego dnia mówi jedno, drugiego dnia temu zaprzecza. Na wzór ma kolegów, mało inteligentnych patafianów, którzy chcą tylko "podymać" i ustawić sobie małolatę i tak w kółko.

A ja mimo płaczu, rozgoryczenia czuję się szczęśliwa. Moja starsza córka, która przychodzi do mnie i mówi: "mamo nie płacz. Taty nie będzie, będzie inny. Ja Ciebie kocham". Ona ma niespełna 3 lata. Wiem, że mam dla kogo żyć, dla kogo walczyć o byt. O wszystko. Na tą chwilę, szukam lepszej pracy, aby się od uzależnić od mego męża. Dla mnie może nawet nie płacić alimentów. Tylko niech da nam żyć. On wie, że ja mam takie podejście i go to boli.

Wiem także jeszcze jedno, że kilka razy muszę się jeszcze przez niego "upodlić", aby czuć się lepiej. Za każdym razem już mniej to przeżywam. Miał kochankę w samochodzie, a ja na to: "fajnie się bawiłaś z tatą i ciocią Anią, to super. Właśnie, to go bolało. Moja obojętność. Jak on panikował. Jeszcze nieraz przeczytam jego pocztę mailową i się popłaczę. Ale za każdym razem czuję się lepiej. Dzisiaj rozmawiałam z teściową o moich dzieciach, a jej wnuczkach. Obrażała mnie. Twierdziła,k że ja jestem ta zła. Przez nie powinnam się czepiać jej synka: przyjznaje się do dzieci. raz na 2,3 tygodnie weźmie jedną do siebie na 1,2 dni, nie płaci, ale pracuje, więc o co mi chodzi?Jej synek jest super - to właśnie jest upodlenie. Ale złość i przykrość szybko mi mija, bo jestem już odporniejsza.

Pozdrawiam wszystkich, ale się rozpisałam:)

293

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, po pierwsze to witaj w klubie.
Oczywiście typowy przypadek. Wszystko sie zgadza. Pieniędz na dzieci nie ma, kiedy pojawia się kochanka.
Czy oni na prawdę nie umieja innaczej.

Zagubiona, mnie od razu zmartwiło jedno. Zabiera czasem wasza córeczkę. Ja bym na to nie pozwoliła.
Jakim prawem przyzwyczaja wasze dziecko do obcej kobiety.
To Twoja sprawa, ale to ważne.
Tym sposobem ma wszystko.
Nie musi płacić ( tzn. typowe kombinuje), ma kochankę i kiedy ma na to ochote może pobawic się w tatusia słodkiej trzylatki.
P co mu to dziecko dajesz, bo powinno miec kontakt z ojcem.
To niech tatuś zadba o utrzymanie córeczki, niech spotyka sie z nia bez kochanki.
Masz nan to wpływ. Zanim sąd ustali widzenia, zanim ustali alimenty to sa sprawy między wami.
Mój mąż w fazie wzrostu zauroczenia chciał zabrac córeczke na weekend.
Udawał jeszcze wtedy , że wyjechałby sam, że to chodzi o moja ciążę.
Oczywiscie sie nie zgodziłam. Dla mnie to byłoby najwiekszym upodleniem.
Dobrowolnie nie oddam swojego dziecka kochance.
Ty będziesz wlaczyć o godziwy byt, pracowac , zajmowac sie dziećmi, a oni od czasu do czasu zabietać słodziutką laleczkę ze sobą. Wezmą ją n aplac zabaw, cos jej kupią i dziecko może byc za jakiś czas zachwycone. Jeszcze ci powie, jaka tamta Pani jest fajna i że ją lubi.

Zagubiona uważąj!!!
A teściowa, to tak podobnie jak mój teść.
Nie licz na sprawiedliwość. Nie licz na nią. Ceni sie tylko twardych.
Nie udawałam przed mężem. Jesli jestes wsciekła to mu to pokaż.
Przecież nie jest ci obojetne, że zabiera dziecko i jest z kochanką.

Raczej nie lubie komuś doradzać, ale teraz nie mogę. Normalnie jestem wściekła.
To jest wasze dziecko, a nie jakis pluszak do zabawy z kochanką. Żeby sie popisał jaka ma śliczną córeczkę.

Te srajdy lubią właśnie takie dziewczynki, bo są słodkie.

294

Odp: Miłość trwa

Bet,

masz 100% racji, że powinien poświęcać czas tylko i wyłącznie dzieciom. sam na sam, bez kochanki. Ale ja już nie mam na to wpływu. Powiedziałam mu wcześniej, że sobie tego nie życzę. I co? i nic. Schował ją na pace.

Ojca zmienić swoim córom nie mogę. Niech będzie taki jaki jest. One go kiedyś ocenią. Starsza już zaczęła. Ktoś powie, że co 3 latka może wiedzieć. A ja widzę, że może dużo. Tata będzie jej się kojarzył tylko z zabawą i prezentami.  On na tym straci za kilka lat. Kiedy będzie traktowała go jako skarbonkę. Młodsza z dnia na dzień ma coraz mniejsze więzi z nim. To ona wybierze, czy chce mieć takiego ojca, czy woli uznać go za obcą osobę. Jak będzie tak dalej postępował, one się od niego odwrócą prędzej czy później. Ja ze swoim tatą relacji nie zbudowałam jak byłam dzieckiem. Teraz jest, bo jest. On tego pragnie, a ja nie. Nie chcę i nie będę ich budować.

Jego bardziej boli moja obojętność. Wbrew pozorom mam większy wpływ na jego życie z taką postawą, niż krzycząc robiąc awantury. On jest zdezorientowany. Częściej o mnie myśli. Ostatnio próbował się włamać do mojej poczty @. Nie udało mu się, ale ślady pozostawił. Mam powiązane konta.

On jest z nią, bo próbuje się dowartościować. Żyje jakby w innym wymiarze. Małolata, która jeszcze "nie myśli", łatwo manipulować, są bez zobowiązań. On ją już okłamuje. Twierdząc, że ma pieniądze, że płaci na dzieci, wtedy kiedy zła żona sobie zażyczy. To się już rozpada. Kiedyś prawda wyjdzie na jaw. Ja wiem o jego kłopotach finansowych, personalnych. Znam go od dawna. Czasem z resztą zerknę w jego pocztę @.  Znam jego reakcje, kiedy mówi prawdę, kiedy kłamie.  Kilkanaście lat ze sobą robi swoje.

Jak jest sam, to wie czego ja i dzieci potrzebujemy. Mówi, to szczerze. On żywi do nas, nie tylko do dzieci pozytywne uczucia. Wie, że nie może tego zrealizować.Jego na to nie stać. Potrzebujemy nowszego i większego samochodu.  On nam nie kupi, bo go na to nie stać. Do tej pory zarzeka się, że testament spisze na mnie i na dzieci. Nie musi tego robić, nie musi o tym mówić, bo mnie to zwisa.

Nigdy nie ponosił odpowiedzialności. Z resztą widać to, po zachowaniu jego matki. Nie powinnam się już tak skarżyć na niego. Przecież przyznaje się do dzieci. Pracuje od rana do wieczora. Tak jest łatwiej, ale na krótką metę.

Pojawia się kochanka, matka i gadają mu głupoty. On nie umie przyznać się do błędu. Nie chodzi mi o próbę powrotu do mnie, ale do wszystkiego innego. Łatwiej mnie obrazić, niż powiedzieć jestem "nieudacznikiem"., nie potrafię dzieci wyżywić.  Ostrych słów używam, to jest mój stan emocjonalny. To jest jego ucieczka. Myśli, że odetnie się od rzeczywistości. Tak jak dziecko zamknę oczy i mnie nie widać. Tak właśnie się zachowuje.

Bet moim zdaniem powinnaś złożyć pozew o alimenty, ukażesz mu jego bezkarność. Otworzysz jego kochance oczy, jaki on jest na prawdę. W swój sposób ukarzesz go.

295

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, emocje przepływaja przez Ciebie i dobrze. Ja to rozumiem.
Z tym jak dzieci będą go kiedyś taraktować to byc może masz rację.
Doskonale wiem co to za stan, jak sie to przechodzi. Dl amnie to było jak sen. Zresztą dalej jest.
Taki szok. Nie byłam sobą i chyba do tej pory nie jestem.
Kiedy się tak dobrze zna druga osobę za dużo sie widzi.

Kżdy jest inny. Mnie po prostu najbardzij zabolalo jak kiedy raz rozmawiałm z kochanką powiedziała, że chciała dla mojego syna upiec ciasto jak wracał z obozu.
Napisze za chwile.

296

Odp: Miłość trwa

Syn stwierdził, że chyba by jej to ciasto rozmazał na twarzy. Ale on ma 17 lat.

Zachowanie twojego męża jest typowe. Kiedy tam sie kręci, na dzieci brakuje.
Rób jak uważasz, ale jęsli twierdzisz, że to sie rozpada, to co zamierzasz dalej.
Czy zamierzasz byc cierpliwa i czekac n arozwój wydarzeń, czy złożyc pozew o rozwód lub wystąpic o alimenty.
Możesz też nie podejmowac kroków prawnych i się z mężem próbowac dogadywać.
Swoje sie przechodzi. Bedzi esię starał płacic jak najmniej, bo jest z ta kobietą.

Ja o alimenty nie wystepuję. Nie zajmuje sie tym teraz. Myślę o formie i o pracy.
Oczywiscie sprawy z mężem odbijaja się n amoim życiu.
Szczerze, to jednak jakos przeżywam czy jest z nia czy nie.
Nie będę ściemniac, jakos mnie to dotyka.

Narobił długów. Da się z nich wyjść, pod warunkiem , że faktycznie zmieni swoje życie.
Od tygodnia nie jest z nią, ale to za wcześnie żeby cokolwiek powiedzieć.

Pieniądze przynosi, chociaż wiem że nie ma ich teraz za wiele.
Wystepowanie o alimenty kiedy facet płaci na dzieci nie ma uzasadnienia.
Rozwód owszem, ale alimentów przynajmniej w tej chwili nie potrzebuje.
Co oczywiście może sie zmienic w każdej chwili.

Zagubiona trzymaj się. To są fazy zauroczenia. Kiedy to zacznei opadać i sytuacja dzieci bedzie lepsza. Ale długi moga sie pojawić.

297 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-09-13 09:09:00)

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Zagubiona, emocje przepływaja przez Ciebie i dobrze. Ja to rozumiem.
Z tym jak dzieci będą go kiedyś taraktować to byc może masz rację.
Doskonale wiem co to za stan, jak sie to przechodzi. Dl amnie to było jak sen. Zresztą dalej jest.
Taki szok. Nie byłam sobą i chyba do tej pory nie jestem.
Kiedy się tak dobrze zna druga osobę za dużo sie widzi.

Kżdy jest inny. Mnie po prostu najbardzij zabolalo jak kiedy raz rozmawiałm z kochanką powiedziała, że chciała dla mojego syna upiec ciasto jak wracał z obozu.
Napisze za chwile.

he, he

kochanka mojego męża na wakacjach w Tajlandii kupiła dla mnie prezent gwiazdkowy - balsam czy coś takiego.

  Przyszedł 2 dni przed świętami pięknie ubrany z tym balsamem w pięknej torebce i listem, który ona napisała o on tylko przepisał, dał mi prezent z życzeniami zdrowia i powodzenia w życiu lol
   Głupia ździra myślała, że jestem tak naiwna i łyknę, że to on napisał tak wzruszający list, w którym pisał o zgodnym rozstaniu ze względu na dziecko, o kasie na dziecko(ponoć zbyt dużo darłam), że jak za dużo będę chciała to wogóle nie dostanę i o wspólnej winie za rozpad. O jego melanżu ani słowa, jeszcze inne bzdury, słowotok nie niosący merytorycznej treści. Podobny list z bablaniną słowną wysłała do niego jak ujawnił się jej mąż a ona nie mogła mu w oczy spojrzeć. Przecież obiecali sobie szczerość.
   Balsam odesłałam do jego dziupli z siarczystym komentarzem, nie znałam wtedy jej adresu, odesłałabym jej mężowi w prezencie gwiazdkowym z komentarzem kto go kupił i gdzie.
   Wszystkie zabawki i ciuchy, które on kupował podczas związku z nią lądowały albo w śmietniku albo u biednych dzieci.
Złoty łańcuszek, który jemu podarowała(złożony z kilku starych) sprzedałam u jubilera a kasę przepiłam. Szarą koszulę od niej odesłałam do burdelu.
  Jego ubrania, które miał podczas związku z nią, spakowałam w ogromną walizkę i wyrzuciłam na śmietnik - to były drogie markowe ciuchy, drogie wody po goleniu, balsamy do kąpieli, maszynka do golenia.
   Po kilku dniach widział jak osiedlowi żule wąchacze kleju chadzają w jego granatowym sweterku od Pierre Cardena  za 1000złotych, butach od Gino Rossi, kurtce od Tomiego Hilfingera, ciągają walizkę za 2000 złotych jeszcze z kartą bagażową z lotniska.
    A jak pięknie pachnieli!!! Nie klejem i rozpuszczalnikiem!!! 

    lol   lol   lol   lol   lol

298

Odp: Miłość trwa

Witaj

No coz, Twoj maz jest kompletnie nieodpowiedzialny i nie nadaje sie do roli meza. Tak jak napisalas: na poczatku byl lekkoduchem i takim pozostal. Nic nie tlumaczy jego postepowania. Ty cierpisz - jestes dorosla i moze jakos sobie poradzisz. Najgorzej z dziecmi - zwlaszcza tymi mlodszymi. Kiedys Kicia go kopnie w tylek i zostanie sam. Szkoda Waszego malzenstwa. Moze sie jescze opamieta. Oby.

Pozdrawiam

Miron

299

Odp: Miłość trwa

Sprawę o alimenty juz założyłam aza 1,5 tygodnia ma sie odbyć. Mam już wyrok zaoczny - zabezpieczenie powództwa.

Zastanawiam się czy wystąpić o ustalenie widzeń - kontaktów ojca z dziećmi.

Wiem, że to się kończy u niego. Nie potrafie powiedzieć, czy potrwa to jeszcze miesiąc, czy 4 miesiące. Ale wiem, że to nie ma racji bytu. Nikt nie lubi byc okłamywany, a on to robi. Kłamie jej w zywe oczy. Nie rozmawiają szczerze o jego zyciu. Ona nie wie o jego faktycznych problemach finansowych. Nie angażują sie nawzajem w swoje życie. Tak jak napisałaś na tą chwile traktują starszą córkę jak misia pluszoego, a z młodszą ona nie ma raczej kontaktu.

Mój mąż się ostsatnio przestraszył, znowu nagle zaczął się starać widywać z dzieciakami - może nie z dwójka naraz (wiem, to jest chore), ale zawsze coś. Powoli przestaje mieć czas dla swej dziuni. On stanął  przed wyborem, albo bawi sie w rodzinkę razem z nią - czyli zabaw  zbytnio nie ma - weekend pieluchy, kąpania, karmienie, a na jesieni nie zbyt dużo miejsc do wyjścia z dziećmi - do kina za małe, do teatru on z nimi nie pójdzie, na basen to wyjście na 1,5h, co później robić w weekend.  ..., albo traci dzieci.  On wie, że do tego doprowadzę. Bo nie pozwolę, aby moje dzieci ceirpiały.

A jak tam sprawy u Ciebie stoją? Mąż nadal "wolny", zaczął cos działać w kierunku powrotu? Bada grunt? Zmienił się?

300

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, może mu z tą dziewuchą nie wychodzi. Teraz chyba też widzi, że żarty sie skończyły.
Najagorsze jest to, że dla zabawy on rujnuje to co najcenniejsze - rodzinę.
Teraz tak lekko traktuje się małżeństwo , zobowiązania. A przecież macie małe dzieci.
Nawet jeśli się opamięta, jęsli tamto sie skończy to już nie będzie tak jak dawniej.

Mój mąż powiedział, że to najgorsze wco mógł wdepnąć, że nikomu tego nie życzy,że to jest syf.
Mógłby dawać rady facetom, jak to jest stracic głowe dla "pięknej i młodej".
Tylko czy ten kto jest na tym chaju chciałby go posłuchać.

U nas było czasem ciężko. Mąż ma tragiczny charakter, jeszcze te różnice wyznania, wtrącanei sie jego ojca. Ale łaczyło nas fajne uczucie. Myślę, że prawdziwa miłość. To trudno wytłumaczyć. Głebokie uczucie.
On zniszczył to co najcennejsze.
Mało jest małżeństw, w których jest chemia po prawie 20 latach znajomości.
Ta chemia była. Czy jest jeszcze jej cień, trudno powiedzieć.
Szczerze mówiąc nie jestem pewna czy nadal go nie kocham. Nie chce z nim mieszkać. Nie brakuje mi tego. Brakuje mi jego. Chyba tak.
Nie wem czy tego chce. Tak trudno przerwac głeboką więź.
Mąż opowiadał, że wierzy że to się da uratować, że to przetrwa. Żałuje tylko, że na zawsze pozostanie rysa.
Był pijany...
Czy po pijanemu mówi się więcej. Mówi sie to co sie czuje. Czego narmalnie sie nie powie...
Byc może.
Powiedział parę miłych rzeczy. Tak mam kobiecą intuicję. Może to nawet jakaś telepatia.
Kiedy facet po czymś takim opowiada jak to ma ochote mnie "wy ..." ( chyba wiadomo o co chodzi) to jest to jakieś szaleństwo.

Nie podchodze do tego powaznie, ale coś mi sie wydaje, że roziązał mu sie język.

Teraz sie stara. Dalej podobno jest sam. Dzwoni do mnie z pierdołami.
Tłumaczy się. Po syn aod dwóch dni nie przyjeżdża bus do szkloły , bo nie jest zapłacone jeszcze za zeszły rok. Wyszło , że to mąż ściemnia.
Wydzwaniał do mnie i się tłumaczył.
Nawet go nie ochrzaniałam. Przyniósł część należności.
Wczoraj dał małemu buziaka w policzkek. Pierwszego w życiu. Mały skończył 9 miesięcy.

Jednak jakoś nie żałuje tego co się stało. Moje życie wygłada teraz innaczej.
Co będzie dalej nie wiem. Czy mąż da rade sie z tego wypłatać -zależy od niego.
On już wie, że jest "słaby".

Zagubiona, teraz są dla Ciebie bolesne chwile.
Półtora tygodnia szybko minie. Kiedy będziesz miała zagwarantowane alimenty na dzieci poczujesz sie pewniej.
Nie napisze Ci walcz o dzieci, bo i tak to robisz. Myśl jak najwięcej o sobie.

301

Odp: Miłość trwa

Miron, mąż Zagubionej jest lekkoduchem i mój też. Właściwie każdy kto rozbija rodzinę jest lekkoduchem.
To jest jak jakaś choroba. Miłośc powinna być piekna, powinnismy się uśmiechać kiedy widzimy ludzi razem.
Tymczasem zdrada, kiedy w małżeństwie " coś" jest wzbudza obrzydzenie.
Nie da sie cieszyć z cudzego szczęscia kiedy krzywdzone są inne osoby. Żona, dzieci.
Mąż mówił jeszcze w lipcu: "nie wiem co mi sie stało. To jest jak jakiś amok, bielmo na oczach.
Miałem wszystko, miałem małżeństwo idealne".
Bo to chyba prawda, czepiał się mnie o jakieś głupoty, krytykował, nei doceniał, ustawiał, tresował.
Jego małżeńswto było idealne, moje już mniej.
Tylko ja nie widziałam już dla siebie w tym małżeństwie szansy. Mnie było coraz gorzej.
Nie chce już wracać do tego co było. Miewał humory, robił awantury.
Kiedy opwiadał mi o Kici to zwróciłam mu uwage, ze chyba mówi o sobie.
Ustawia go, jest wybuchowa, często wstydzi się za nią, nie umie sie zachować.
Mówił: najpierw ty robiłaś mi awanture w firmie o kasę a potem jak wracałem ona.
Sprawdzała mi telefon co godzinę.

Czy tak było na prawde - tylko oni wiedzą.
Docenia jaki ze mna miał luz. Nie pilnowałam go, nie sprawdzałam.
Tak było przez kilkanaście lat. Pierwszy raz sprawdziłam i trafiłam.
Nie da się oszukac osoby bliskiej. A sprawdzanei też nic nie daje. Nie da sie kogos upilnować.
Uważam, że szkoda na to czasu.

Często słyszałam kompelmenty na temat mojego wygladu. Chociaz nie jestem pieknością.
W jakis sposób czuje sie teraz brzydsza, odczuwam ,ze mam 40 lat. A przeciez czuje się młodo.

Ona: Miss erotica, niecałe 22 lata.
Ma takie zdjęcia, ze chyba kazdy facet patrząc na nie by sie ślinił.

Moze powinnam patrzec sie na to z innej strony, że to dobrze, ze zdradził mnie z taka młodą i ponetną. Moze czułabym sie jeszcze gorzej jakby była brzydsza ode mnie i starsza, albo w podobnym wieku.

Jest to płytkie. Sory, ale dla kobiety to tez sie liczy.
Ale wystarczy tego. Koniec juz z nią. Metryki nie cofnę, a tytułu miss erotica nie potrzebuje.

302 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-09-14 09:14:18)

Odp: Miłość trwa

A drugiej strony Bet:

   Ty masz 40, wyglądasz zapewne dużo młodziej,
zmarszczki? zmarszczki to znak wesołego, pogodnego usposobienia,
lepsze zmarszczki niż wyprasowane czoło i spuchnięte policzki od botoksu.
Jak ona będzie wyglądała gdy dobije do 40, sądzisz, że lepiej?
Bo ja sądzę, że nie, będzie zniszczona, będzie miała ślady dawnej urody, może podciągniętą skórę za uszy, botoks, rozlane usta ale to nie będzie naturalna uroda, będzie jak u Meg Ryan: po 20 piękna, świeża, teraz szkarada, karykatura samej siebie.
Zazdrościsz jej teraz?
Myślisz, że ona Ci nie zazdrości?
Kiedyś jeździłam do kliniki do pani doktor medycyny estetycznej, zostawiłam u niej górę kasy na kwasy, wybielanie i podobne pierdoły. Zaproponowała mi serię zastrzyków z botoksu w czoło ale odmówiłam. Każda zmarszczka to moje doświadczenia, moje.
   Ja nie miałam żadnych kompleksów, nie zazdrościłam tej suczy z Wrocławia, bo czego miałabym zazdrościć? Roboty w burdelu, urody? brzydka nie jestem, mam 36, zmarszczek nie widać, cellulitisu też nie, zgrabna jestem, a bielactwo to mój urok. Wiesz ile śmiechu i radości daje liczenie w łóżku moich plamek?   Na fotkach z Tajlandii widziałam u niej początki obwisłego brzucha, cellulitis, miała coś ponad 32 lata. Widać było już spracowane ciało, co będzie dalej, można przewidzieć, produkt dobrze opakowany i nic więcej. Bardzo ładna była ale zniszczyła siebie, z takim potencjałem mogła zrobić karierę, wystarczyło trochę ambicji i sprytu. Spryt miała na pieniądze i poszła po najprostszej linii oporu - kurestwo.

   Za dużo sentymentów Bet, za dużo marzeń, rozpatrywania przeszłości, płaczesz, chyba potrzebujesz kopa do przodu. Małego opierdolu.
Robiłaś kiedyś coś spontanicznego? Wiesz jaka frajda?
Nie wiem jak u Ciebie ale u mnie jest znów piękna słoneczne pogoda.
Więc planuję po pracy spakować koszyk piknikowy, spakować rodzinkę do mojego nowego auta i śmigam nad morze, na 2 godziny ale śmigam:-)
   I Tobie polecam również wypad z dziećmi i jedzeniem, kocem do lasu, na łąkę, czy nad rzekę, łapać ostatnie promienie słońca.  A może i zaproś męża na piknik, zadzwoń do niego i umówcie się w jakimś zielonym neutralnym dla was miejscu,  niech gadzina widzi co traci na co dzień, wiesz jak mu gul skoczy? Ty będziesz wyluzowana, uśmiechnięta a on jak agrafka. Posikałabym się ze śmiechu i satysfakcji.
Szalony plan ale ile możliwości daje!!!

303 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-09-14 11:04:55)

Odp: Miłość trwa

Bet,

Twardogłowa marację, nie masz jej czego zazdrościć. Jesteś piękna kobietą, twoje wpsiy świadczą o twojej urodzie wewnętrzej, a to chyba jest najważniejsze. Zewnętrzna uroda zawsze przemija, tak jak kwiat musi zwiędnąć.

Ty masz doświadczenia życiowe, a to sie liczy. Co ona sobą prezentuje? Idzie na łatwiznę, zamiast zrobić coś z własnym życiem, to woli niszczyć innych. Jednak trzeba pamiętać, że ona może tego nie rozumieć. Twój mąż pewnie ją wielokrotnie zapewniał, że pomiędzy Wami już dawno było skończone. Ona nie znała twojego stanu emocjonalnego, a nawet jak słyszała jak krzyczysz, to mąż ją zapewniał "widzisz, on zawsze taka była, nic dziwnego, że nie wytrzymałem".

Wiesz ile razy od męża po rozstaniu słyszałam: zawsze taka byłaś, zawsze to robiłaś..... . Na początku mnie to bolało, ale z czasem uznałam, że on próbuje mnie zranić. znaleźć we mnie wszystkie rzeczy, które winił za "nieudane" zycie, niepowodzenia życiowe.

Wiem, że jeszcze jest na to zawcześniej, ale co planujesz? Co tak na prawdę chcesz - jego pwrotu czy nie? Chyba teraz masz prawdziwą szansę na to.

Trzymam kciuki za pewność swojej decyzji. Pamiętaj, że jesteś bardzo mądrą i piękna kobietą. Zastanów się dobrze:)

PS. Ja już zaczęłam o siebie dbać, na tyle i mogę - po twoim wcześniejszym poście, nawet poszłam na zakupy, mimo, że z kasą u mnie krucho - lepiej się poczułam

304

Odp: Miłość trwa

Dzieki za wpisy,a le mam nwes z ostatniej chwili.
Mężowi zablokowali wszystkie konta.

Nie wiem z czego zostawi mi kasę. Do poniedziałku mi starczy, potem ewntualnie też dam sobie jakoś radę.

Właśnie z nim rozmawiałm. Skasowali mu 20 tys z konta, a to znaczy że mieli z czego.
Ale konto jest wyczyszczone do zera. Powiedział, ze wykombinuje pieniądze na dzieci.
Ma duzo zleceń.
Pocieszał mnie, że z tego wychodzi, że chce normalnie żyć, potem zrobic remont w mieszkaniu.

Bo ja sie parwie popłąkałm, że boje się że jeśli z nią będzie to będą coraz wieksze długi i znowu nie będzie na dzieci.

305

Odp: Miłość trwa

Na piszę Ci coś czego uczył mnie mój serdeczny przyjaciel. To twój mąż ma problem i powiedz mu, to prosto w twarz. Na początku też było mi ciężko używać takich słów. A teraz jak mój mąż próbuje mi się żalić, to tłumaczę, że to już jest jego problem. Jak wspomina mi o pieniądzach, że nie zarabia, zawsze kwituje, to twój problem, jak mi nie płacisz, to moim problemem staje się wyżywienie dzieci i się tym nie przejmujesz, mówisz, że nie masz i po sprawie, a ja muszę mieć.

Jak żalił mi się na terroryzm swojej matki, powiedziałam mu wprost, to twój problem, Musisz go sam rozwiązać. To już nie moja sprawa. W dniu kiedy się rozstaliśmy, podzieliliśmy także problemy na moje i twoje.

Związek z twojego męża z dziunią już się zakończył, albo właśnie wisi na włosku. Satysfakcjonuję mnie to:) Niech teraz on błaga i zabiega i zobaczy, co to znaczy być skazanym na czyjeś humory, chęci, nie chęci:)

306

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, nie planuję. Nie planuję jego pwrotu.
Na chwile obecną nie chciałabym z nim mieszkać. w każdej chwili oni moga do siebie wrócić.
Kicia, może poczuć, że jednak nie jest tak łatwo samej, a on nie nadaje się żeby samodzielnie mieszkać.
Dla kogos kto nie gotował, nie prał i miał prz sobie kobietę tp nie jest rozwiązanie.
Na razie żyję z dnia na dzień, przygotowuje sie do staru firmy.
I chyba to mnie przytłacza. Czwórka dzieci, brak opiekunki do maluchów. Co misiąc koszty utrzymania dziełaności. Martwie się, trzeba by zapierniczać, a ja tego za bardzo nie widzę.

Zagubiona, a czy ty wiesz co dalej?
Myslisz o tym?

Chcę być jak najbardziej niezależna. A to jak sie miedzy mną i mężem poukłada nie zależy tylko ode mnie. I na tego typu plany jest za wcześnie.

Jestem niewyspana. Obudziłam sie po 1 w nocy i nie umiałam zasnąć.
Przepraszam , pisze chyba wkółko to samo. W takim stanie ( niewyspanie) nie powinno się siadąć przy komputerze.

307

Odp: Miłość trwa

Ja wstaję codziennie o 5.20 - muszę ogarnąć dom, przygotować się do pracy, zawieść dziewczyny - żłobek, przedszkole. Ale wiem teraz wiem, że jestem wstanie to wszystko zrobić. Chodzę niewyspana, bywa, że krzyczę na dzieci. Brakuję mi tak na prawdę czasu tylko dla mnie. Mam go 2 x 20 min dziennie, kiedy jadę samochodem. Ale nie poddaję się i nie poddam.

Wierzę w Ciebie. Staniesz się niezależna, bo jesteś już inną osobą - silną. Tego czego się bałaś całe życie, teraz stało się rzeczywistością. Dasz radę.

Ja staram się zmienić pracę, myślę o założeniu własnej działalności, aby do móc się odciąć, a nie prosić o każdy ochłap. Wiem, że to zrealizuję, najpierw ustabilizuję swoje życie na tym poziomie, na którym się znajduję.

Mój mąż w coś gra. Nagłe zbytnie zainteresowanie dziećmi. Jutro jak wróci córka, to się jej podpytam, czy faktycznie tatuś był, czy jak zwykle babcia. Wredna ropucha.

Nie daj sęi. To jest najgorsze rozwiązanie. W ten sposób ani on nie wróci, ani Ty nie staniesz na nogach. Mam wujka, od którego odeszła 10 lat temu. On do tej pory to przeżywa. Jest po prostu w kropce. Starzeje się i nic z życia nie ma. Ja tak nie chcę, Ty chyba też nie.

On z nią nie będzie,. Ona nie będzie mu gotować, prać, sprzątać, bez różnych wycieczek itp. Mój mąż nie będzie ze swoją fizdą, bo stracił już wszystko: żonę, dzieci, firmę, nie zarabia, nawet księgowa mu wymówiła. Dłużej tegio ukrywać się nie da.

Idź zrób rozdzielność majątkową, to koszt koło 500zł ale warto.

308

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, masz małe dzieci. Kiedy będą trochę starsze będziesz miała więcej czasu dla siebie.
Mnie drazni to, że nie wychodze do kina , teatru. Nie mam czasu na basen, rolki. Wieczorem jestem taka zmeczona, że nie chce mi sie iśc pobiegać itd.
Myśle o jekiejś kobiecie do pomocy. Chociaz na kilak godzin w tygodniu, wieczorem, żebym mogła normalnie żyć.
Z małą nie powinnam chodzić na basen, bo łatwo może podłapać infekcje dróg moczowych przy swoim schorzeniu.
Za jaakies półtora roku będzie lepiej, ale ja nie chce tyle czekać. Ta monotonia w życiu codziennym mnie wyczerpuje.
" Dzień świstaka" -  codziennie te same czynności. Ale tak niestety jest przy małych dzieciach.

Zagubiona jesteś świetnie zorganizowana. Twój mąż płynie. Nie wiem jak tam u Ciebie z rozdzielnością.

Włąśnie przyjechał mąż. Zostawił mi 200 zł. Dobre i to.
Zaparoponował mi, zebysmy sprzedali dom, który mamy do remontu i wykończyli mieszkanie nad firma.
Nie w tej części w której teraz mieszkam tylko w drugije, która juz keidys przygotowywalismy pod mieszkanie.
Cała góra ma ponad 350 metrow. Można zrobic super mieszkanie.
Troche sie uśmiechałam, bo móiwł mielibysmy super mieszkanie, zrobilobyśmy itd.

Tak jakby nie było innej opcji niż "my".
A przecież ja jeszcze nie zdecydowałam. Rozwód cały czas wisi w powietrzu.
Nie jest z nią. Ale widać, że bardzo szybko planuje możliwośc powrotu. Stworzenie warunków dla siebie do ponownego wspólnego zamieszkania.

Mnie sie to nie podoba. Takie rozwiązanie nie wydaje mi sie dla mnie korzystne.
To jest jednoznaczne z decyzją, że jesteśmy razem.

Ale tez jest jednoznaczną deklaracja , że chce wrócic.
Mam pewne obawy.
Mogłabym sie zgodzic, ale musielibysmy za pieniadze ze sprzedazy od razu kupic inne mieszkanie. Jka to zrobic, żeby było tylko na mnie.

Nie, to chyba i tak nie jest dobry pomysł.
Chyba potrzebuje porady prawnika. Musze myśleć o sobie, co jest dla mnie najkorzystniejsze.
Jak ja mam sie zabezpieczyć.

Zgubiona, u Ciebie za chwile może być tak samo.
Będzie kombinował jak wrócic do domu, z którego sam sie wyprowadził.
Tak jakby to co sie wydarzyło nie istniało.

Nie jestem za rozpamietywaniem, rozdarpywaniem ran.
Ale też nie chce wracac do tego co było. Musze miec zabezpieczenia, żeby w razie czego spokojnie powiedzieć: żegnaj.
Kombinowac za dużo też nie można.

Mam czas na zastanowienie się.
Ale co zrobić?

309

Odp: Miłość trwa

Bet (napisałam Ci maila),

nie wiem, czy mam Ci gratulować, czy też nie. Wybierz odpowiednią opcję dla siebie. Przede wszystkim powiedz mężowi, że musi podpisać umowę małżeńską (intercyzę) i mieszkanie musi być kupione tylko na Ciebie (tak w tajemnicy, to go przestraszy, a mieszkanie i tak będzie należało również do niego, bo będzie pochodziło z pieniędzy wspólnie zarobionych). Dzięki temu będziesz wiedzieć na czym stoisz. Oczywiście trzeba to powiedzieć delikatnie. Musisz być twarda w negocjacjach, albo moje warunki albo spadasz.

Przykre jest to, ale właśnie do wrednych suk czuje się szacunek, byłaś miękka, to Cię zdradził, przebalował Wasze pieniądze. Musi poczuć, że Tobie na nim zależy, ale Ty bez niego sobie poradzisz. Trudniej odchodzi się od takiej osoby, niż od panienki, która czeka z otwartymi ramionami, mąż się wyprowadził, po roku zapukał do drzwi, a ona dobrze kochanie, zapomnijmy o wszystkim. Przy tego typu postępowaniu na pewno zrobi to jeszcze raz.  Bezkarność.

Masz rację jak najszybciej skontaktuj się z prawnikiem, może na dzieci warto zapisać takie mieszkanie? Tylko tu też są pułapki. Nie można go łatwo sprzedać, dziecko z czasem może rodziców wygonić itp.

Bądź czujna i rozważ wszystkie możliwości.  Odsuń emocje i przeanalizuj każdą możliwość, scenariusz, nawet ten najbardziej czarny. Nie robiłaś wcześniej tego, to teraz masz babo placek.

Trzymam kciuki, i wierzę, że wybierzesz najlepszą opcje dla SIEBIE - czy będziesz z nim, bądź też nie.

Teraz wspomnę coś o sobie, ostatnio dziwnie się czuję w obecności męża. Głupie to, ale widzę każdą jego emocje. Kiedyś na to nie zwracałam uwagi. W nietypowy sposób cały czas go obserwuje. Widzę kiedy jest zakłopotany, kiedy czuje się jak dziecko we mgle, kiedy się smuci, jest zadowolony. Robię to podświadomie. Czytam takie rzeczy jak z otwartej książki. Nigdy wcześniej tak nie miałam.

310

Odp: Miłość trwa

Bo patrzysz na niego z dystansem.
Ja tez kiedys wiele rzeczy nie widziałam. Albo raczej widziałam , ale ignorowałam.

Zamierzam zabezpieczyc siebie. Jesli ja sobie poradze to wystarczy. nie na dzieci tylko na mnie.
Mam jeszcze inny pomysł.
Njachetniej przeniosłabym hipoteke na ten budynek, soprzedała dom i kupiła coś innego.
Ale możliwe , ze tak sie nie da.
Bez prawnika się nie obejdzie.

Przed wwszytkim wiem czego nie chce.
Jwsli miałabym planowac jakąkolwiek przyszłość, to chce być kochana.
Chciłabym byc z kimś dla kogo jestem jedyna i najwazniejsza na świecie, kto kochałby moje dzieci, dawał im ciepło i miłość. Potrzebuje osoby, która umie szanowac siebie i innych.
Musiałbym czuć się bezpiecznie, miec zagwarantowane zabezpieczenie materialne.
Niech mi ktos napisze , że jestem materialistką.
Odpisze, jestem realistką.
Musze zadbać o zabezpieczenie.

Na razie za wczesnie na plany. To co mówi może się jeszcze zmienić.
Nie chcę mu odbierac nadziei bo ona jest. Ale ja nadal nie potrafie pwiedzic mu wprost czego chcę, oczekuję.
Zrobię to. Najpierw prawnik, potem decyzja.
A teraz czas, to za wcześnie.

311

Odp: Miłość trwa

U nas było czasem ciężko. Mąż ma tragiczny charakter, jeszcze te różnice wyznania, wtrącanei sie jego ojca. Ale łaczyło nas fajne uczucie. Myślę, że prawdziwa miłość. To trudno wytłumaczyć. Głebokie uczucie.
On zniszczył to co najcennejsze.
Mało jest małżeństw, w których jest chemia po prawie 20 latach znajomości.
Ta chemia była. Czy jest jeszcze jej cień, trudno powiedzieć.
Szczerze mówiąc nie jestem pewna czy nadal go nie kocham. Nie chce z nim mieszkać. Nie brakuje mi tego. Brakuje mi jego. Chyba tak.
Nie wem czy tego chce. Tak trudno przerwac głeboką więź.
Mąż opowiadał, że wierzy że to się da uratować, że to przetrwa. Żałuje tylko, że na zawsze pozostanie rysa.



Właśnie Bet. Witam Cię i wszystkie Panie w tym poście. Czytam od dłuższego czasu całą Twą historię i bardzo chciałabym podzielić się swoim spostrzeżeniem. Dlaczego? Przeżyłam rozstanie z mężem. Oczywiście każdy dramat jest zupełnie odosobniony od wszystkich. Napięcie, przykrości, miłość, która łączyła i nasze osobowości. Możemy dzielić się tu radami, ale nie możemy wzorować się na żadnym przypadku Bet, bo zwyczajnie nie jest zwierciadłem Twojej rodziny. Dla jednych ważna jest zemsta, zazwyczaj gdy nadrzędne są pieniądze, dla innych zdrowe, spokojne rozwiązania, gdy było uczucie i szacunek. Bo tak na prawdę, kiedy jedno chce odejść, nie istotne czy dla "młodej dupy", czy hulaszczego życia z przyjaciółmi, to zatrzymywanie, walka jest bezsensem. Skoro mnie nie chce, to jeśli go zatrzymam nic nie zmieni, nadal mnie nie chce. Mój mąż zauroczył się kobietą, która była zupełnym przeciwieństwem mnie. Przypadkowo odkryłam romans. Odszedł. Zostawił mnie z dzieckiem. Kochałam go na zabój. Byliśmy 10 lat po ślubie. Nie będę opisywać szczegółów. Oczywiste,że tęsknota wyciągnęła ze mnie 15 kilo tłuszczu i 20 litrów łez. Ból i żal odebrał mi odwagę na widywanie się z nim. Dziecko, przekazywaliśmy sobie przez rodziców. Nie chciałam kompletnie wiedzieć, co u niego. Po około roku zaczęłam odzyskiwać siebie. Ale miłość nie wygasła. Nie potrafiłam się pogodzić, że to już koniec na zawsze. Jasne,że nie życzyłam mu szczęścia przy boku innej i miałam nadzieję,że nikt tak go nie pokocha jak ja. Po pewnym czasie, zaczął pisać do mnie listy i podawać przez córę. Zorientowałam się,że od pół roku jest sam i próbuje teraz się do mnie zbliżyć. Pisał,że to co się stało, kobieta, która pojawiła się w jego życiu była niezwykle potrzebna. Utrata ukochanej żony i rodziny uświadomiła mu jak się cofną i ile stracił. Tak, koiły te słowa, ale rana wydawała sie nie do zaszycia. By nie przedłużać. Jesteśmy razem od 7 lat.Nigdy nie wypowiedziałam w domu jej imienia, ani on. Nie było łatwo. Jednak nie żałuję. Oboje się straciliśmy, by zbudować wyjątkową więź. Nie myślimy o rozstaniu przy żadnej awanturze, czy kryzysie. To już mamy za sobą. Wiemy jak jest bez siebie. Jest moim najlepszym przyjacielem. Długo trwa celebracja powrotu, znaczy radości z tego ,że daliśmy sobie szansę. Dlatego nie przekreślaj swojego małżeństwa Bet. Może Twój mąż jest podobnym przypadkiem do mojego. Macie czwórkę dzieci to znaczy miłość x 6. Przyglądaj się, obserwuj, daj sobie czas na to co czujesz, pozwól mu teraz pobyć samemu. Tylko nie szczuj, nie obmyślaj "sprytnych" planów, bądź sobą, łagodna i życzliwa jak teraz. Dzieciaki na Was patrzą. Wbrew wielu tu kobietom ja Wam kibicuję i wierzę, że Twój mąż już żałuje i wstydzi swojej głupoty.

312

Odp: Miłość trwa

Obiectivelady - mam łzy w oczach...

313

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Obiectivelady - mam łzy w oczach...

Twoja tkliwość jest wyrazem miłości i żalu jej utraty. Czytam Cię i jestem dumna z Ciebie. Z tego, jak mimo wielkiego upokorzenia, kradzieży godności przez "tamtą" dziewczynę, bo tyle możemy jej zarzucić, potrafisz zachować twarz. Podoba mi się Twoja klasa w tej całej dramatycznej sytuacji . Śmiałość oceny dobrych chwil, równowaga w ocenie męża. Twoje emocje nie wzięły góry nad rozsądkiem, co w szczególności przeraża mnie, gdy czytam posunięcia niektórych tu pań, które decydują się na, haniebne czyny. A to tylko przekreśla nasz wizerunek i w oczach męża i dzieci. Szczucie atmosfery wokół wydaje mnie się bardziej upokarzające niż sedno dramatu. Gdy mój mąż odszedł, poczułam jakby zabrał ze sobą cząstkę mnie. Gorycz walki, utrudnianie mu życia, mściwość, pogrzebała by mnie zupełnie. A ja nie chciałam by znienawidził mnie, jak często tu czytamy "taka jesteś materialistka, taka zołza, awanturnica, podstępna żmija". Nie zachęcam do zupełnego wycofania. Bo musi Ci pomóc. Masz dzieciaki, dom. Ale Bet on wie w jakiej sytuacji Cie zostawia. Prawda? A Ty wiesz,że wymuszanie i podstępy mogą skończyć się tylko w sądzie, a pozytywną komunikacją więcej ugrasz. Jesteś fajną babką i tak trzymaj. Taką Cię pokochał. A szybko się zorientuje,że wkoło same młode niunie poszukujące kaski i wrażeń. Bo miłość buduje się latami. Tradycje w domu, tworzył każdy rok waszej rodziny, każde narodziny dziecka, wakacje, pogrzeby i wesela. Przypominać mu będą Twoja uśmiechniętą, szczęśliwą mordysię nie tylko fotografie, ale miejsca, które codziennie mija, ludzie, którymi sie wspólnie otaczaliście, a przede wszystkim zapachy domu, dzieci, chwil których głowa nie jest w stanie wyrzucić, bo mózg ma taką zdolność,że wypiera to co złe, a dobre zostawia na zawsze. A jeśli była prawdziwa miłość, już wiecie o tym oboje w środku,że głupio się stało. Ja jestem za tym by budować nie dzielić. Tylko czas będzie tu najlepszym sędzią...Życzę Ci Bet z całego serca tak wspaniałej niedzieli rodzinnej, jaką mam ja, bo nigdy nie byłabym szczęśliwa z żadnym innym i mój mąż również. Może to naiwnie brzmi, ale utwierdziło nas w tym nasze rozstanie.

314

Odp: Miłość trwa

Obiecivelady, bo Twoja historia jest jak bajka. Częsciej chyba spotyka się opinie kobiet, które żałują że dały szansę.
Dzisiaj znowu zebrało mi się na smutek.
Dokończę póżniej

315

Odp: Miłość trwa

Dziewczyny mam do Was pytanie. Może, któraś mi doradzi. Bo jestem w kropce.

Jak już pisałam mój mąż ma kochankę. Moja teściowa mnie nienawidzi. Zresztą jego kochanka także. Bo chyba wiem kto to jest. Dzisiaj dostałam olśnienia. Mój mąż zmienił się bardzo od kiedy popełnił jego kolega samobójstwo, czyli w marcu br. Jego zachowanie łączyłam z tym faktem. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że ok 2,3 tygodni po jego śmierci, on stwierdził, że ten kolega uratował mu życie. Myślałam, że chodzi o jego przemyślenie zw. z wydarzeniem. A tu chyba chodzi o to, że zaczął pukać jego żonę. Imię się zgadza, czas przemiany także.
Czy dobrze myślę?

Teraz moje pytanie: czy jest sens na niego czekać. Tam nie może być miłości z jej strony. Znalazła sobie pocieszyciela. Ona bardzo kochała męża. Z resztą mój mąż wielokrotnie to powtarzał jak jeszcze pomiędzy nami było ok. Mój mąż zawsze chciał kupić sobie motor, ja byłam przeciwna, ona jest fanką tego sportu i sama jeździ. On ją okłamuje, tłumacząc, że płaci mi na dzieci. Zwalając na mnie, że ma ograniczony kontakt z dzieciakami. Ja wiem o jego coraz większych zadłużeniach. Jej mąż popełnił samobójstwo między innymi przez kasę, a raczej jej brak.  Mój mąż umie okłamywać ludzi i manipulować nimi. Z czasem ma dostać dość dużo pieniędzy od państwa (kupują ziemię jego ojca pod autostradę). Czy jest sens na niego czekać? Czy Wasza intuicja mówi Wam, że to nie ma racji bytu? Oczywiście z Waszego punktu widzenia. Szczerze mam nadzieję, że się opamięta i wróci do mnie.

Z góry dziękuję za odpowiedzi.

316 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-09-16 18:06:46)

Odp: Miłość trwa

Jeszcze jedno Obiecivelady na prawdę Ci zazdroszczę. Nie wierzę, aby moja historia także miała takie dobre zakończenie.
Niestety nie umiem się wyleczyć z miłości do męża. Chciałabym się już obudzić z tego koszmaru. Może ktoś zna eliksir zapomnienia - chętnie go wypiję. Ja już nie mam siły. Co wydaję mi się, że najgorsze mam już za sobą. Przychodzić ponownie nostalgia, smutek, rozgoryczenie.

Robię wszystko, aby nie mieć z nim żadnego kontaktu. Próbuję ustalić z nim pewne rzeczy, aby nie musieć go widywać. Ale on ma wszystko wy..bane. Co mi się wydaję, że dochodzę do jakiegoś porozumienia, to mi musi wyskoczyć z jakimś numerem. On ma dwie osobowości - jak z nim rozmawiam, ustalam coś jest ok. Następnie ktoś go podburza, i wszystko co zostało powiedziane przestaje mieć znaczenie. Czy kiedyś on zmądrzeje i zacznie myśleć o dzieciach. Najchętniej bym się od niego zupełnie odcięła.

Jak go nie widzę, nie słyszę, to po kilku dniach jest już ok.

Właśnie zaczął kombinować - jego nagłe zainteresowanie dziećmi, spotykanie się z nimi, kupowanie im ubrań, butów - to jedna wielka fikcja, gra. Sprawa o alimenty się zbliża. Ma nadzieje, że w sądzie pokaże się jako dobry, przykładny tata. Czemu tylko w takich chwilach? Czemu nie może być po prostu dobrym tatą? Tylko udaje, bo najważniejsza jest dla niego ta fizda. Przeraża mnie. On nawet nie ukrywa faktu, że ona istnieje. Dumny jest z tego, że jego córka wypowiada jej imię. Nawet się nie kryje, nie próbuje zaprzeczyć, wybrnąć z sytuacji. Nawet nie czuje się zmieszany.

Wiem, że każdy musi przeżyć wszystko samemu. Ale jak można, to przeżyć godnie i bez większego bólu. Jak macie jakieś pomysły, to dawajcie

317

Odp: Miłość trwa

muzykoterapia - włączyłam cher i uśmiech od razu pojawił się mojej buzi

Kochana - Renata Przemyk i Kasia Nosowska

Marchewkowe Pole - Lady Pak

Nie było Ciebie tyle lat... - Krystyna Giżowska

Dlaczego nie - Kasia Kowalska

Strong Enough- Cher

W moim magicznym domu - Hanna Banaszak

Testosteron - Kayah

Żałuje - Ewelina Flinta

Na kolana - Kasia Cerekwicka

Miał być ślub - Monika Brodka

Przytul mnie życie - Krzysztof Krawczyk

Don't Give up - Peter Gabriel

Every breath... - The Police

Niepokonani - Perfect

Nic dwa razy - Maanam

Kocham Cię, kochanie moje - Maanam

Tylko mnie kochaj - Goya

W życiu piękne są tylko chwile...- Dżem

Ważne są tylko te dni...- Marek Grechuta

A jeśli to nieprawda - Farba

318

Odp: Miłość trwa

U mnie juz po dylemacie. Koniec...

319

Odp: Miłość trwa

co się stało?

320

Odp: Miłość trwa

Nie spałąm całą noc, ale ma to chyba zwiazek ze szkoleniami na które chcodzę, bo w weekend nawet sie jakoś wysypiałam.
To czy z nia jest czy nie nie ma w tej chcwili aż takiego znaczenia.
Chodzi o syna.
Nic na to nie poradzę. Czasem czyjeś zachowanie jest otrzeźwieniem.
Nie chcę być zczłowiekiem zarozumiałaym , dumnym, zapatrzonym w siebie.
Zwłaszcza po tym co zrobił. Taką maskę przybieraja osoby słabe. Życie z kimś kto nie ma kręgosłupa moralnego mie nie odpowiada.
Tak , kocham tego drania. Ale z nim nie będę.
Nie wpuszczę takiego człowieka pod dach.
Nie takiego. Nie kogoś kto żyje tylko sobą, byle jemu było dobrze.

Miałam nadzieję, że po tym wszystkim może nabierze do siebie dystansu...
Niedawno koleżanka powiedziała mi: on się nigdy nei zmieni.

A ja juz nei tęsknie za tym co on.
Nie tęsknię za wspólnym domem. Nie chce awantur, poniżania.
A to wróci.
Bo on nie jest teraz lepszy, on jest chyba jeszcze gorszy.
O uczuciu do mnie tylko mówił jka był zalany.
Tydzień temu dzwoniłam na pogotowie.
Powyginało mi palce najpierw u jednej nogi , potem u drugiej. Drtetewienie szło w górę.
Przestraszyłam się, bo mojej mamie udar zaczał sie do dretwienia reki.
Syn natychmiast kazał mi dzwonić na pogotowie.

Uspokoili mnie ze to prawdopodobnie brak magnezu i potasu ( skurcze).
W tym stanie nie chciałam mogłam jechać do apteki.
Zadzwoniłam do męża. Był n adole w firmie, była 19.
Powiedział, że pojedzie.
Potem zadzwonił , że nie zdąży bo ma spotkanie.

Ale to tylk jedno.

W sobotę syn kończył 17 lat.
Mąż chyb anawet nie pamietał.
Kiedy mu napisałam, że syn był dobrym dzieckiem. Kiedy mąz chciał to odkurzał mu w firmie, wynosił śmieci, kosił trawę, zamiatał, gimnazjum z paskiem itd.
Dziciak go teraz nieanwidzi. Al enapisałam mężowi, że chłppak ma prawo do emocji.
To rodzićma dawać przykład i uczyć życia.

Wiecie co on mi odpisał:
"oczywiście emocje itd ale sa rzecz ktore dziecko nie ma prawa zrobić wobec rodzica.
Prezent " dostał"!!!

A w e mnie jest złość. Bo ja widzę co przechodzą dzieci, w co wpakował rodzinę.
Wyrzadził nam krzywdę a pisze o prawie.
A skąd wział prawo do krzywdzeniai dzieci, do krzywdzenai mnie?!!!!!!

Taki praworzadny człowiek.
Albo wariat, może on nie wie co on robi.
Od dawna dla najstarszego syna był dużo gorszy niz dl atego trzynastolatka.
Bo ten najstarszy mu przypomina nie, a ten młodszy jest podobny do niego.
Przynajmniej mąż tak uważa. Młodszego faworyzuje.
Zawwsze wymigiwał się od pracy.

A ja jestem "lwica". Nie chce mieć nic wspólnego z facetem , który nie m aserca do własnego dziecka.
A dziecko stanęło w mijej obronie. Gdyby nie ten chłopak, gdyby on nie wezwał policji prawdopodobnie nie miałabym swojego maluszka. Skatował by mnie tak, że poroniłabym i zrobiłby to bezkarnie.
Potem też mi pomógł. Kiedy mąż znowu chciał mną trzepnąć, chwycił butelkę i wymirzył w niego.
Tchórz wiedzał, że jesłi zrobi mi krzywdę to syn roztrzaska mu te butelkę na głowie.

Rozumiem chciał się mnie pozbyc itd, ale on nie rozumie.

Ja staram się mu wybaczyć rzeczy nie do wybaczenia, a on dla własnego syna dzieki ktoremu być może żyję, lub ni ejestem kaleką nie ma serca.
W tym człowieku nie ma prawdziwej chceci naprawy. Nie rozumie, że źle postepuje.
On chcialby , zeby jemu tylko przebaczano, wrecz czekano n ajego szanowny powrót, a w nim nie ma ani przabaczenia, ani zapomnienia ani chęci naprawy.

Miłlość miłośćią. Ale ja mam w sobie miłość również do syna.
Nie będę naprawić ich relacji. Niech mąz sam sobie o to zadba. Ale ta sytuacja otwarła mi oczy.
Dała mi do myslenia.
Ni ewpomne o tym, że tego smsa dostałam w niedzile wieczorem , czyli po ponad 24 godzinach.
Kiedy do niego zadzwoniłam ni eodebrał, potem telefon był już wyłaczony.
Prwadopodobnie jest z nią.

Miał szanę. To była ostatnia szansa. Zresztą on to wiedział.
Ale trzeba chcieć naprawieć w życiu to co sie zepsuło.
Byłam gotowa na próbę pojednania, wybaczenia , zapomnienia.
Ale też wiem jak wiele mnie to kosztuje i że wypŻywa to z serca ni ez rozsadku.
Bo rozsądek podpowiada mi: zapomnij o nim.

Ja też nei jestem ideałem i dlatego uważam, że nie m anic wspanialszego niz ptrafic zapomnieć i przebaczyć. Zamkąc coś do czegoś nie chce sie wracać.
Ale tego musza chcieć obydwie strony.
Może też jedna, ale osbno.

Niech mnie tylko nikt nie pociasza, ze kogoś sobie znajdę i ułoże życie.
To nie o to chcodzi. Uczuci anie da sie zastapic. Pewnych zakorzenionych i tkwiących we mnie hamulców moralnych tez nie przeskoczę i nie chciałabym stanąc przed taka próbą.

Po prostu nie mam juz sił czekać na cud. Na jakieś "ozdrowienie" mojego męża.

Ma okazje zmienić swoje życie. Ma okazję żyć tak kiedyś, a może lepiej.
Byłam lub jestem jestem gotowa zaryzykować, spróbowac posklejać rodzinę, dać mu to co mam w sobie najlepsze.
Spróbować zamknąć tamten rozdział, ze wszystkim co było bardzo złe i bolesne, zarówno dl aniego jak i dla mnie.
Zrobic to dla siebie, dla niego.

Ale zwyczajnie sie nie da. Nie mogę udawac , że jest ok.
Nie moge byc z kimś kto mi nie odpowiada. Kto mnie ani nie kocha ani nie szanuje.
Dla ktorego jestem powrotem do wygodnego dla niego życia.

Widziałm w tej sytuacji, w tym co mnie spotkało szanse.
Tak jakby szanse na : uzdrowienie" naszego małżeństwa. Bo moj asytuacja mi nie odpowiadała.

Myśle sobie, albo soe rozleci całkiem, albo sie coś zmieni.
A tymczasem, okazuje sie że tu już nie ma czego sklejać. Bo ja w porzedni układ tyle ze gorszy wejśc nie mogę.

Tak więc, szkoda moich łez, czasu...

321

Odp: Miłość trwa

bet
jesteś bardzo mądra i bardzo dobra
i to dobrze, że chronisz swoje dzieci
że je szanujesz
dzieci to normalne człowieki
wymagają szacunku

i ja cię za to szanuję
bo chociaż obserwowały związek pełen cierpienia i poniżeń - to teraz pokazujesz im, że godnośc i szacunek to fundamenty

a to da im więcej, niż potrafisz sobie wyobrazić
o tym nie zapomną

a ty, gdy juz podjełas decyzję, odnajdziesz spokój, przestaniesz się miotać - bo miotasz się w niepewności

gdy życie stanie się stabilne - odnajdziesz w nim mase radości i szczęscia

trzymam kciuki bet

322 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-09-17 09:12:18)

Odp: Miłość trwa

Bet
Ty znasz moje zdanie bo nie raz rozmawiałyśmy.

   Wrócić do siebie po tym wszystkim nie jest łatwo, jeżeli obie strony starają się to można spróbować ale nie z pozycji, że PAN pobawił się, pociupciał a teraz łaskawie  wróci do domu na swoich warunkach i humorach. NIE, NIE, NIE.
   Nawet jeżeli wraca, jeżeli wykazuje chęć naprawy to nie jest tak łatwo. Ktoś wcześniej napisał, że wrócili do siebie i jest sielanka. Pozorne i naiwne według mnie to a co najmniej oszukiwanie siebie. Rozsądna kobieta jeżeli pozwoli wrócić wiarołomcy to na twardych warunkach, zabezpiecza siebie maksymalnie jak się da i zawsze już będzie to patrzenie na związek i wiarołomcę z pozycji swojego zdrowego egoizmu i wygodnictwa. Brutalne acz szczere. Motylki kończą się a wchodzi rzeczywistość. Zawsze po takich przeżyciach zachodzi ryzyko, że PAN znów poczuje chuć i znów poleci za spódniczką a romantycznie i słodko myśląca wspaniałomyślna żona budzi się ponownie z ręką w nocniku i pogardą dla siebie. Wiele takich historii było tu opisywanych.

Ja Ci mówiłam, żyj swoim życiem, nie czekaj, nie bądź na każde skinienie. Ten facet ma maksymalnie rozchwianą psychikę, rozwalone emocje, nie wie czego chce, ciągle zmienia zdanie, manipuluje otoczeniem jednocześnie poddaje się sam bardzo łatwo manipulacjom.
On być może chciał powrotu do tego co było ale przecież Ty jesteś już inna i on inny a z perspektywy czasu widzisz jak Wasz związek był chory. Jeżeli miałoby coś być to już inny związek, czy Tobie i jemu by to odpowiadało? A że jest teraz ponownie z nią to świadczy o tym, że sądzi że zawsze może do domu wrócić bo Ty czekasz, więc on pobawi się ile się da jak najdłużej a jak panna pogoni to żona przyjmie, przytuli i wysłucha zwierzeń o kochance.
   Druga strona to szacunek dzieci do ojca. Tego szacunku to raczej on już od synów nie doświadczy.  Najstarszy syn przejął obowiązek chronienia Ciebie i dbania o Ciebie i rodzeństwo i nie sądzę, aby odpuścił tak łatwo bo po prostu bałby się, że  wróci to co pokazał już Twój mąż. Myślę, że nie raz doszłoby do rękoczynów między ojcem a synem bo ojciec wymaga a syn nie będzie już uznawał autorytetu ojca. A Ty byłabyś po środku nich.

   Wczoraj byliśmy u jego siostry, widziałam jak ona autentycznie cieszy się z tego jaki on teraz jest, jak się zmienił, stara się, patrzyłam z zaskoczeniem jak ona reaguje na jego sposób traktowania mnie i dziecka.  Dla mnie to już normalka, dla niej szok. Widziałam też jej szacunek i podziw w stosunku do mojej osoby czego wcześniej nie było.
  U nas też nawet jak są spięcia to nie ma wykrzykiwania o rozstaniu, rozwodzie, to już było. Ale to nie świadczy o sielance. To codzienna praca nad związkiem, rozmowy, kompromisy z dwóch stron, a nie godzenie się aby uniknąć spięć, obrażania się czy trzaskania drzwiami.

Jak tu z kimś uzgadniać przyszłość jak ten ktoś nie wie czego sam chce?

323

Odp: Miłość trwa

"Niestety nie umiem się wyleczyć z miłości do męża. Chciałabym się już obudzić z tego koszmaru. Może ktoś zna eliksir zapomnienia - chętnie go wypiję. Ja już nie mam siły. Co wydaję mi się, że najgorsze mam już za sobą. Przychodzić ponownie nostalgia, smutek, rozgoryczenie. "

Zagubiona no niestety rozstanie to cierpienie psychiczne, coś jak stan chorobowy. A długość rozłąki nie ma nic wspólnego z jej siłą. To Twoje indywidualne uwarunkowania dają Ci teraz do wiwatu:(
Recepty nie mam, mogę tylko zasugerować, że najgorszym rozwiązaniem jest analizowanie jego kroków, i decyzji, bo to takie układanie scenariusza wydarzeń, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, gdyż nie ma nas w jego głowie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby skierowanie uwagi na podbudowanie Twojego ego. I nie uważam że ckliwy masochizm pt. 'piosenki z dawnych lat', jest najlepszym wyjściem, choć nie przekreślam muzykoterapii. Ale myślenie o Nim zastąpić drobnym hedonizmem, tylko "ja". I pooglądać komedię, rozkosznie podjadać smakołyki, a może skupić się nad pielęgnacją skóry jak nigdy dotąd. Zamienić pasję "mój eks" na "tylko ja". Biegać, skakać, latać fruwać..

324

Odp: Miłość trwa
twardogłowa napisał/a:

Bet
Ty znasz moje zdanie bo nie raz rozmawiałyśmy.

   Wrócić do siebie po tym wszystkim nie jest łatwo, jeżeli obie strony starają się to można spróbować ale nie z pozycji, że PAN pobawił się, pociupciał a teraz łaskawie  wróci do domu na swoich warunkach i humorach. NIE, NIE, NIE.
   Nawet jeżeli wraca, jeżeli wykazuje chęć naprawy to nie jest tak łatwo. Ktoś wcześniej napisał, że wrócili do siebie i jest sielanka. Pozorne i naiwne według mnie to a co najmniej oszukiwanie siebie. Rozsądna kobieta jeżeli pozwoli wrócić wiarołomcy to na twardych warunkach, zabezpiecza siebie maksymalnie jak się da i zawsze już będzie to patrzenie na związek i wiarołomcę z pozycji swojego zdrowego egoizmu i wygodnictwa. Brutalne acz szczere. Motylki kończą się a wchodzi rzeczywistość. Zawsze po takich przeżyciach zachodzi ryzyko, że PAN znów poczuje chuć i znów poleci za spódniczką a romantycznie i słodko myśląca wspaniałomyślna żona budzi się ponownie z ręką w nocniku i pogardą dla siebie. Wiele takich historii było tu opisywanych.

Ja Ci mówiłam, żyj swoim życiem, nie czekaj, nie bądź na każde skinienie. Ten facet ma maksymalnie rozchwianą psychikę, rozwalone emocje, nie wie czego chce, ciągle zmienia zdanie, manipuluje otoczeniem jednocześnie poddaje się sam bardzo łatwo manipulacjom.
On być może chciał powrotu do tego co było ale przecież Ty jesteś już inna i on inny a z perspektywy czasu widzisz jak Wasz związek był chory. Jeżeli miałoby coś być to już inny związek, czy Tobie i jemu by to odpowiadało? A że jest teraz ponownie z nią to świadczy o tym, że sądzi że zawsze może do domu wrócić bo Ty czekasz, więc on pobawi się ile się da jak najdłużej a jak panna pogoni to żona przyjmie, przytuli i wysłucha zwierzeń o kochance.
   Druga strona to szacunek dzieci do ojca. Tego szacunku to raczej on już od synów nie doświadczy.  Najstarszy syn przejął obowiązek chronienia Ciebie i dbania o Ciebie i rodzeństwo i nie sądzę, aby odpuścił tak łatwo bo po prostu bałby się, że  wróci to co pokazał już Twój mąż. Myślę, że nie raz doszłoby do rękoczynów między ojcem a synem bo ojciec wymaga a syn nie będzie już uznawał autorytetu ojca. A Ty byłabyś po środku nich.

   Wczoraj byliśmy u jego siostry, widziałam jak ona autentycznie cieszy się z tego jaki on teraz jest, jak się zmienił, stara się, patrzyłam z zaskoczeniem jak ona reaguje na jego sposób traktowania mnie i dziecka.  Dla mnie to już normalka, dla niej szok. Widziałam też jej szacunek i podziw w stosunku do mojej osoby czego wcześniej nie było.
  U nas też nawet jak są spięcia to nie ma wykrzykiwania o rozstaniu, rozwodzie, to już było. Ale to nie świadczy o sielance. To codzienna praca nad związkiem, rozmowy, kompromisy z dwóch stron, a nie godzenie się aby uniknąć spięć, obrażania się czy trzaskania drzwiami.

Jak tu z kimś uzgadniać przyszłość jak ten ktoś nie wie czego sam chce?

twardogłowa, chylę czoła
ja też zyję z mężem zdrajcą

i boję się tylko tego, że każdy z nas, w ramach mechanizmów obronnych, idzie w kierunku, który doprowadzi nas do samotności - w związku, ale samotności

więc:
mój mąz boi się moich mecji - jest ostrożny i nie zaognia żadnych sytuacji
mój mąz opiekuje się mną, dba o mnie i w każdej chwili pokazuje i udowadnia, że jestem najwazniejsza
mój mąz skupiony jest na mnie

ja mimo wszystko- staram się ciągle poamiętać ból, który czułam - żeby juz nic mnie nie zaskoczyło
ja -kobieta twarda i pewna siebie - dbam o to, żeby juz nigdy nie byc zalezna od niczyich uczuć, potrzeb wartości
ja - kobieta niespełniona - nie mam pewności co do jutra
ja - kobieta zdradzona, nie ufam i nie wierze, że jeszcze kiedyś poczuje takie pewne, ufne szczęscie i milość
ja - kobieta po nprzejściach - boje się samotności w związku

325

Odp: Miłość trwa

"Nawet jeżeli wraca, jeżeli wykazuje chęć naprawy to nie jest tak łatwo. Ktoś wcześniej napisał, że wrócili do siebie i jest sielanka. Pozorne i naiwne według mnie to a co najmniej oszukiwanie siebie. Rozsądna kobieta jeżeli pozwoli wrócić wiarołomcy to na twardych warunkach, zabezpiecza siebie maksymalnie jak się da i zawsze już będzie to patrzenie na związek i wiarołomcę z pozycji swojego zdrowego egoizmu i wygodnictwa."

To nie jestem rozsądna kobietą:) ale szczęśliwą od siedmiu lat bez stawiania warunków i zabezpieczania się. Patrzenie przez resztę życia na męża jak na wiarołomcę to nie miłość (oczywiście według mnie). I jak w większości małżeństw jesteśmy zabezpieczeni na różne okoliczności, bez twardych warunków,egoizmu i wygodnictwa raczej z rozsądku i szacunku, który jest na pierwszym miejscu w domu.

Posty [ 261 do 325 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026