netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 217 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 1 597 ]

196

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, nie smiem Ci doradzac, ale tak patrzac na to co piszesz z boku, nie jestem pewna czy te chwile kiedy myslisz, ze zeszlabys sie z mezem nie sa tym co kiedys nastapi...
Chyba nie wyraziłam się jasno.
Napiszę wprost. Dla was jest jeszcze szansa. Jak się to poukłada czas pokaże, ale jakoś zawsze mi szkoda, że małe dzieci nie mają pełnej rodziny.
Dla mnie to było bardzo ważne. Przez 7 lat, wychowywałam się u babci i cioci. Mama przyjeżdżała w niedzielę na obiad. Okropnie za rodzicami tęskniłam. Z mamą nigdy nie miałam kontaktu, nie nawiązałam więzi.
Tato czasem wpadał na obiad, wiele mi dał.
Kiedy zmarł zawalił mi się świat. Chyba tak jak w zeszłym roku, jak mąż powiedział, ze z nami koniec, że mam coś z tym zrobić ( z ciążą).

Nie mam bladego pojęcia co przyniesie los. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić przyszłości.
Jestem na niego wściekła za to, że dzieci nie mają normalnego domu.
Dla mnie to jest niewyobrażalne.
Wiem, o czym piszę, bo wiem jak bardzo za ojcem tęskniłam, jak marzyłam o tym żeby on był.
Do tej pory bardzo mi go brakuje.
Ojciec moich dzieci żyje, ale tak jest chyba jeszcze gorzej.
Sytuacja w której się znalazłąm jest mi obca. Jest dla mnie szokiem.
Jestem na niego zła, mam do niego żal, że taką stworzył.

Jestem zła na siebie, bo to ja wybrałam nieodpowiedniego faceta na ojca dzieci.
Czuję się więc winna.

Zagubiona, jesteś wygrana, bo u Ciebie jeszcze może być dobrze.
Każdy zresztą dokonuje własnych wyborów. Tylko ty wiesz, czy macie jeszcze szanse tworzyć rodzinę.
Masz duzo czasu.

197

Odp: Miłość trwa

Witam Cię droga Bet,

zrobiłaś już listę. Mam kilka podpowiedzi dla Ciebie - jesteś mądra, inteligentna, lubisz osiągnąć swój cel, cierpliwa, oddana sprawie, pomocna, otwarta, pracowita, kochająca (a to nie każdy potrafi), jesteś dobrą matką itp.

Życia z dnia na dzień jest czymś okropnym. Sądzę, że Ty w swojej sytuacji masz ten sam problem. Nie możesz planować dalej niż kilka godzin. To jest bardzo frustrujące. Myślę również, że problem może tkwić w tym, że jesteś na razie tylko matką - twoja jedyna na tą chwilę rola społeczna. Twój mąż ma ich kilka, więc łatwiej mu żyć.
Mnie to bardzo boli, że moje życie to tylko praca, dom, dzieci - i nic nie mogę z tym zrobić. Nie mam czasu, ani szans, aby w tej chwili wyjść ze znajomymi, rozerwać się. Ja na przykład mam żal do męża właśnie za to. Ja nawet "nie mogę" zaprosić nikogo do domu, mój ojciec nie daje mi żyć. Ostatnio jak przyszła do mnie przyjaciółka na winko - chciałyśmy się wypłakać, wygadać, pośmiać, mój tatuś przyszedł i się dołączył. Jak przyszedł mój serdeczny przyjaciel, to zaczął wypytywać go o jego rozwód (chwilę wcześniej podsłuchał, że o tym rozmawialiśmy).

Powiem Ci szczerze, ja nie mam żalu do męża, że odszedł (miał ku temu prawo), mam za to jakie ja i dzieciaki ponosimy konsekwencje jego czynu. Czy mamy szanse? Na pewno jakieś są. Ale ja nie potrafię z nich korzystać. Nie mam pomysłu co mogłabym zrobić.

Nie możesz być zła na siebie, że wybrałaś takiego faceta. Wróżką jesteś? Skąd mogłaś wiedzieć, że tak postąpi, tak się zmieni? Gdybyś wiedziała, to inaczej by się to potoczyło. Pamiętaj, że właśnie dzięki niemu, masz 4 wspaniałych dzieci. Gdyby nie on, to nie było ich. Widzisz kolejny pozytyw. Oczywiście daleka jestem od stawiania go za to na piedestale.

198

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, przez lata małżeństwa nikt nie mógł do mnie przyjść. Mężowi przeszkadzało nawet jak rozmawiałam przez telefon.
Ale pewne rzeczy szybko się zapomina. Za szybko zapominam to co było złe w naszym związku.
Też w domu nie czuję się do końca swobodnie. Mieszkam w kiepskich warunkach. Ściany aż sie prosza o pomalowanie, nie mam piekarnika itd...
Da się tak żyć, tylko jest to wkurzajace, bo możliwości są...

Podobnie jak Ty, uważam że nie zawsze związek wychodzi. Jeśli sie zakochał to jego sprawa.
Nie moge tego oceniac, bo nigdy nie kochałam żadnego innego faceta oprócz męża, więc nie mogę się wypowiadać.
Tak samo mam jednak żal o konsekwencje i o to jak zachowuje się w stosunku do mnie i do dzieci.
Uważam, że żadna miłość tego nie usprawiedliwia.

Nie zawsze, przy rodzicach czujemy sie swobodnie. Ja przy rodzinie jestem skrepowana.
Nie wiem, jakie masz relacje z ojcem, czy możesz mu wprost powiedziec, ze chcesz sobie pogadać ze znajomymi.
Może on czuje się samotny.
No niestety to są twoje sprawy, twoi znajomi.

Prawie cały dzień dzisiaj sprzątałam, gotowałam. Do tego opieka nad maluchami, chyba 5 pran, prasowanie.
Przed chwilą skończyłam robic frytki z ponad 2 kilo ziemniaków i była kłótnia bo za mało ( ja nie zjadłam ani jednej).
Zaraz zmywanie, potem kapiel maluchów, znowu jedzenie i tak w kółko.
Maluchy kładę spac o podobnej porze, po 21.
Najczesciej chodzę spać koło 22. Często wczesniej, zasypiam chyba jeszcze przed dziećmi, bo jestem taka padnięta.
Innaczej nie dałabym rady. Po prostu jestem zmęczona. Żadko gdzieś wychodzę. Mam tyle spraw do pozałatwiania, że jak do tego dorzuciłabym jeszcze swoje przyjemnoeści to dzieci chyba nie wiedziałyby jak mama wygląda.
Staram się wolny czas spędzac z maluchami, ywchodzic z nimi.
Boję się, że za chwilę mogę go meć jeszcze mniej.
No i zresztą robię za mamę i tatę

Przecież to jest jakieś wariactwo. Dzień za dniem. Ja żyję jak grzeczne dziecko. Alkoholu zero, żadnych używek nawet typu kawa. Staram sie zarabiać, staram sie znosić humory chłopaków, być do dyspozycji maluchów.
Stram się prowadzić dom, utrzymywać znajomości itd...

Ale ja jestem tylko człowiekiem, ja nie jestem ideałem. Czasem mam ochotę normalnie stąd uciec.
Ale nie, znowu ten rozsądek, odpowiedzialność.
Cholerka, ja jestem jakieś grzeczne dziecko.
Właściwie to moją najwiekszą słabością jest teraz to pisanie na forum.

199

Odp: Miłość trwa

Masz rację, że jego zachowanie teraz jest karygodne.
Ale na prawdę nic nie robi w kierunku, aby się to zmieniło? Nadal nie interesuje się dziećmi? Może ty tego nie zauważasz? - po prostu nie mieści mi się to w głowie. Słyszałam o takich ludziach, ale nie miałam bezpośredniego kontaktu.
Ja wierzę w ludzi i w to, że mogą się pogubić, dlatego też tak się dopytuje.

A z moim tatą nigdy nie miałam więzi - no prawie, tylko jako mała dziewczynka. Później poszłam w niepamięć. Nawet po śmierci mojej mamy (byłam juz dorosła - 21lat miałam), on był najważniejszy, bardziej przeżywał żałobę, nieważne było to co w mojej głowie się działo). Teraz to ja już nie chcę budowac żadnych więzi z nim. Za bardzo się panoszy w moim zyciu, wchodzi w nie z butami. Niszczy wszytsko. Dopuszcza się nawet grzebania w moich rzeczach (przyznaje się do tego), wypyuje się mojej przyjaciółki o moje życie (jak ona mówi, że nie będzie z nim na ten temat rozmawiać, to mówi, że to jest jego sprawa i próbuje dalej), podsłuchuje moje rozmowy.... żałosne - tragikomedia antyczna:)

Dzisiaj miałam straszną hustawkę emocjonalną, ale na szczęście przeszło.

A jak u Ciebie? Jak czuje się mała? Mam pomysł dzieci do ojców, a my we dwie na wakacje:) co Ty na to? Pewnie dużo jeszcze kobiet się do nas przyłączy - zrobimy międzynarodowy tydzień opieki tatów nad dziećmi. O!

200 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-06-10 16:56:30)

Odp: Miłość trwa

"Usłyszałam na początku małżeństwa, że ktoś musi ze studiów zrezygnować. Mąż studiował na miejscu.
Jak byłam na macierzyńskim zmienili mi prgram, w sumie doszło ponad 20 różnic.
Zabrakło mi jednego semstru.
Potem było drugie dziecko. Miał brak ciał odpornościowych. Z pierwszym też od urodzenia miałam problemy, urodził się z dystrofią wewnątzmaciczną. Bardzo się starałam być dobrą mamą.
Drugi non stop był chory, miał być na kropłowkach z immunoglobulinami. Udało się, że dostał tylko raz.
Wszystko rzuciłam, zajmowałam sie nim. Wyjeżdżałam ile się dało.
Zawsze wychodziłam z założenia, że sport hartuje.
Przeniosłam się na uczelnię, która była bliżej i gdzie miałam mniej różnic programowych.
Jak pisałam pracę to wyrzucił mi materiały przez okno, z trzeciego piętra, bo był bałagan.
Przeszkadzał ile sie dało. Namawiał, żebym zrezygnowała, bo po co mi studia, kiedy jestem żoną szefa.
Potem chodziłam jeszcze do szkoły językowej, kiedy urodziła sie córeczka nie dałam rady. Zrezygnowałam."

"Zagubiona, przez lata małżeństwa nikt nie mógł do mnie przyjść. Mężowi przeszkadzało nawet jak rozmawiałam przez telefon.
Ale pewne rzeczy szybko się zapomina. Za szybko zapominam to co było złe w naszym związku."

"Nie wiem gdzie mieszka. Zmienił miejsce zamieszkania. Wynajeli pewnie cos lepszego i możliwe też, że po to, abym go nie znalazła.
Chciałam mu kiedys zawieźć chłopców, jak nie zostawił mi pieniędzy."

Bet skopiowałam dla mnie ważne fragmenty Twoich wypowiedzi.
Moim zdaniem Twój mąż od początku małżeństwa stosował przemoc. Stopniowo pozbawiajac Cię możliwości rozwoju, odcinając od rodziny znajomych. To typowe zachowania a ich eskalację opisałaś w innych postach. pobicie kobiety w ciąży to dla mnie szczyt bestialstwa.
Czuje się bezkarny bo nie poniósł żadnych konsekwencji. I do dziś nie ponosi: pieniądze da albo  nie. Nie założyłaś sprawy a ni o znęcanie, ani o alimenty. Jeżeli obecny psycholog nie jest w stanie Ci pomóc to go zmień, poszukaj grupy wsparcia dla ofiar przemocy.

I jeszcze jedno, moje dzieci jak są w domu zmywają naczynia. Same też robią frytki ,naleśniki  dla mnie jest to zbyt pracochłonne.
Prasuję tylko rzeczy swoje i 10-letniej córki, starszym wystarcza to że piorę.

201

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, to co piszesz o Twoim ojcu, pasuje tez do mojej mamy.
Ja tez nie miałam i nie mam prywatności.
W liceum, miałam zły okres. Pisałam pamiętnik. Był dosyć osobisty.
Kiedy wyjechałam na wakacje schowałam go pod szafę. Moja mama go zabrała. Oczywiście czytała...

Przed chwiłą tu była. Tak strasznie mnie zdenerwowała, ze miałam ochotę wyrzucic ją przez okno.
Własną matkę.
Wiem, jak to może byc odebrane. Każdemu matka kojarzy sie z taka najbliższą osobą, a jak córka nie umie z matka wytrzymac to jest ta niedobra, niewdzięczna.

Ona zdaje sobie sprawe z tego co robi, chce wzbudzic wyrzuty sumienia.
Niestety wybór mojego męża nie musiał byc przypadkowy. Dopiero teraz widze między nimi podobieństwa.
Psycholożka radziła mi trzymac mame na dystans, absolutnie nie brać sobie do siebie tego co mówi.
Ale ja tak nie potrafie!!!!
Zawsze gdzieś w mojej podświadomości matka ma rację.
Mam takie wrażenie, że ona mnie i dzieci gnębi. Moja siostra sie cieszy, bo dzieki temu ma spokój.
Jak miesza sie w moje życie, to nie grzebie tak w siostry.

Ach, Alonka, ty masz złote dzieci. Moi starsi chlopcy to niestety rozpuszczone dzieciaki.
Może się buntują.
Taka znajoma, u której w domu była nieciekawa sytuacja, powiedziała mi, ze u niej w domu było tak samo.
Wszyscy matke źle traktowali. Wyzywali ją i traktowali jak ojciec. Jej bracia dalej są tacy chamscy wobec mamy.
Ona sama miała ze soba duże problemy, latami chodziła do psychologa.

Rozmowa z nią pokazała mi tą sytuację od strony dziecka.
Nie zmienia to jednak faktu, ze cięzko z chlopakami wytrzymać. Kiedy sobie z nimi nie radze, kiedy mama wchodzi mi na głowę, mąż traktuje jak robaka do zdeptania - zaczynam wątpic w sens mojego istnienia, w siebie.

Dlaczego tak sie dzieje, że pozwalam innym włazic mi na głowę.
A może staram się, aby tak nie było i to ich tak denerwuje, ze próbuję wyznaczać granice.

Jak chłopcy byli mniejsi, kiedy chciałam, żeby przygotowali sobie kanapki - mąż się wkurzał, jak to, a czemu mama ich nie zrobi.
Bo od usługiwania była mama. Nie był po mojej stronie, a ja chciałam żeby dzieci były samodzielne.

Teraz ten 13latek też rozkazuje mi : zrob mi herbatę!
Tylko to nie jest prośba, tylko rozkaz.
Potem..." a tata by mi zrobił" . I tak mi truje jaka jestem zła mama, jak to o niego nie dbam, ze przeze mnie będzie chory itd..., że w końcu mu tę herbate zrobiłam!!!

Ale więcej już tak nie ulegam. No i jest ciężko.

Alonka, gratuluje Ci, że udało Ci się fajnie zapanowac nad rodziną, że masz posluszne i pomocne dzieci.

Jeśli chodzi o przemoc, o to co zrobił mi mąż. To na razie nie chcę do tego wracać.
Prokurator uznał, że przemocy nie było...

Alonka, żeby zaczynac takie sprawy trzeba miec twarde dowody.
Ja się na jego zemste narażać nie chcę.
Jest z inną.
Alonka, on oprócz tych tu wypisanych wybryków, był czyły i kochajacy.
Potrafił stworzyć ułudę takiej wielkiej romantycznej miłości. Potrafił być opiekuńczy, zdawał sie być wrażliwy, a jego odchyły tłumaczyłam sobie, że jest artystą...

Ja go przez te wszystkie lata niestety kochałam i nawet teraz po tym wszystkim nie umiem powiedzieć, że go nie kocham.
Jestem tylko pewna, że nie chcę już z nim byc, ale nie napiszę, że nie kocham. Nie napisze też, że kocham.
Jeśli nawet, to jest to już inna miłość, albo może nie ma jej wcale. To nie jest teraz chyba istotne

202

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, mój mąż prawie przed dziećmi ucieka.
Jak nie chaciał zostawic pieniędzy to go pstraszyłam ze chlopcy jada z nim.
No i się znalazly.

Zastanawiam się właśnie co sie dzieje, bo mnie sie wydawało, ze on te dzieci bardzo kocha.

Napisze wprost, mnie to nie przeszkadza, ze on dzieci nie zabiera.
Nawet wydaje mi sie, ze tak jest lepiej, oby tylko na dzieci płacił.

Zagubiona, wyobraź sobie, ze pakujesz swoje dzieci i teraz jakas inna kobieta będzie sie z nimi bawiać.
Bo oni na takich widzeniach nie mają normalnego życia , tylko chwilową przyjemność.
Pobawią sie, porozpieszczaja, a na co dzień to ty sie zajmujesz, wychowujesz i martwisz o byt.

Wiec w moim przypadku, babaskie wczasy jak najbardziej, ale chyba  z dziećmi. Przynajmniej tymi najmłodszymi:)

Ja bym mu tego najmniejszego nie dała!!!
Jeszcze by cos mu zrobił. We wtorek maluszek skończy pół roku, trzeba go bardzo pilnowac, bo zaczyna raczkować.
Mąż przecież powiedział " zrób cos z tym". Nie miał dla mnie litości jak byłam w ciąży. Myslę, że chciał abym poroniła.
Nie zostawie małego sam na sam z takim człowiekiem. Mały to mój skarb, a mężowi nie już nie ufam.
Zreszta on do niego nie zagłada.
Matka widzi miłość. Ja widzę, że u niego tej miłośći nie ma wcale. Tego nie da się ukryć.
Zagubiona, może to się kiedys zmieni, bo mały jest serio kochaniutki, ale on tego dziecka nie kocha. To widać...

203

Odp: Miłość trwa

Więc pod tym względem jesteśmy w podobnej sytuacji:( niestety z rodzina najlepiej wychodzi się na zdjęciach.

Przerażające jest to co piszesz o swoim mężu i jego stosunku do dzieci. Pamiętaj, że on kiedys będzie płakał, że Was tak potraktował. Przykre jest to, że dzieci de facto wychowują się bez ojca - bez wzoru. Choć z drugiej strony napisałaś jaki dał wzór - pomiataj matką. Nie daj się szantażować dzieciom, jak mówi, że tata by im zrobił herbatę, to niech go poproszą. Oni stosują szantaż emocjonalny - jak zobaczą, że działa, to się z tego nie wyplączesz łatwo. To tak jak z małymi dziećmi - uczą się wymuszać płaczem, kilka razy się poddasz, to później czeka Cię dużo pracy, aby to odkręcić.

Masz rację, że musi boleć myśl, że jakaś obca kobieta wychowuje moje dzieci, bawi się z nimi. Ale wiem, że w sytuacji, kiedy nie jestem z mężem, jest to nie uniknione. On też musi się pogodzić z tym, że prędzej czy później w moim domu pojawi się wujek. Jego to będzie bardziej bolało, bo wujek będzie na co dzień, a tata tylko od przypadku. Niestety odchodząc musiał się liczyć, że tak może się zdarzyć. Mam tylko nadzieję, że jeśli znajdzie sobie inną, to będzie ona dobrą, inteligentną osobą.
Choć w głębi duszy wolałabym się z nim pogodzić i nie musieć mieć takich problemów. Ale czas pokaże, nie zamierzam stać w miejscu. Tak sobie postanowiłam i teraz to jest moim celem. Poukładać sobie życie. Nie chcę mieć więcej takich załamań jak dzisiaj, bo to na dzieciach się odbija:(

Najlepsze życzenia dla najmłodszego szkraba. Życzę mu, aby mama była zawsze uśmiechnięta oraz dużo, dużo zdrowia. Takie życzenia od cioci - mam nadzieję, że się obrażasz jak to czytasz:)

204

Odp: Miłość trwa

To bardzo miłe mieć taka Ciocię.
Dzięki:)

O tym przygotowywaniu dla innej kobiety to pisałam bardziej w swoim kontekście.
Tobie mam nadzieję to nie grozi.
Ta dziewczyna mojego męża dziećmi nie jest zainteresowana. Co najwyżej córeczką. Nie wiem, ale tak mi się wydaje. Bo to taka słodka żywa laleczka. Chwilke możnaby sie nia pobawić...
Na mała muszę bardzo uważać, ze wzgledu na jej chorobę. Ona nie jest zabaweczką.

Wczoraj rozmawiałam z najstarszym synem do późna w nocy.
On sie nawet popłakał.
Chłopak nie widzi sensu życia. Nie widzi sensu, żeby sie uczyć.
Może nawet nie zdac do nasteonej klasy. Nie ma sytuacji tragicznej, ale musi cos tam jeszcze poprawic.
A on sie poddaje!!!!!
Tak nigdy nie było. On walczył do końca. W całej podstawówce i gimnazjum tylko dwa razy nie miał świadectwa z paskiem.
Chodziliśmy z mężem do tego samego liceum, jest strasznie dołujące.
Niewiele sie tam zmieniło od naszych czasów.

Jest mi go tak okropnie szkoda, od razu wezbrała we mnie znowu taka niesamowieta złośc na męża.
Mam zamiar dzisiaj z mężem porozmawiać.
Przecież my musimy tym dzieciom pomóc.
Boję się, że dzieci sie zmarnują.
Uważam, ze mąż powinien wiedziec co się dzieje. To jest jego pierworodny. Olewa go, źle traktuje.
Przecież to jest chłopak, który sobie nie radzi. Jemu sie zawalił świat.
Mnie jest cięzko, a jestem dorosła, a to dopiero 17 latek.
W tym wieku jest najwięcej samobójstw. Przynajmniej ja pamiętam jaki to był dla mnie trudny okres, a nie miłam aż takich jak on spraw wokól siebie.

Tego sie obawiałam. Przez lata bardzo dzieci chroniłam. Dom to była taka ostoja.
Wiedzieli, że mają kochających rodziców. Mieli dużo szczęścia.
Teraz coś sie posypało. Do tego moja mama wciaz kracze, że sobie nie poradzimy, że ja wyląduje na cmentarzu, a ojciec ich nie weźmie itd.

Bardzo, ale to bardzo próbuję syna wesprzeć. Jak mojemu dziecku jest źle, to serce mi krwawi, to i ja wtedy nie widze sensu życia...
Pocieszam go, ze możemy sobie poradzić, że tacie nie wiadomo co strzeli mu do głowy i czy kiedyś nie będzie o nich dbał, czy nie będzie miał wyrzutów sumienia.
Z takimi wariatami jak mój mąż to nigdy nic nie wiadomo.
Zresztą ja bardzo się staram, aby stabilizacja była ( żeby tak jeszcze zrozumiał to ich ojciec - a prosze go o to nadal).
W zeszłym tygodniu, chyba tam mu sie coś z dziewczyną nie układało to nawet do mnie zadzwonił....
O pieniądzach zapomniał, ale jak mu przypomniałam to zostawił 200 zl wiecej!!!!
Cykor, jak tam ma jakiś problem to od razu szuka innego wyjścia.

Jak tam się układa to chrzani wszystko dookoła.

205

Odp: Miłość trwa

Bet, napisałaś: "Wiedzieli, że mają kochających rodziców."
Ty kochałaś, ale czy kochał Cię mąż ?- tu mam wątpliwości.
a dzieci doskonale widziały jak Cię traktuje, jeszcze raz napiszę : to nie jest normalne, że syn musi bronić matki przed ojcem.
Syn ma prawo przeżywać to co się dzieje,  ma prawo nie być zawsze najlepszym ,no chyba że jest wybitnie zdolny.
Nawet gdyby nie zdał, to przecież to nie koniec świata. A czy wychowawca wie o waszych problemach?
Ja nie liczyłabym na męża, owszem poinformować tak, ale nie rób sobie nadziei że to coś da.


a to dla Ciebie, co prawda dotyczy współuzależnienia, ale myślę że nie tylko
"Najbardziej przykre jest, gdy czujesz złość, a ktoś Ci mówi, że nie masz prawa tak czuć. Tymczasem to TY decydujesz co Ciebie złości. Jeżeli do czegoś nie masz prawa, to do krzywdzenia niewinnych. Do agresji nie służącej obronie własnej. Ale do czucia masz absolutne prawo.

A jeśli już czujesz, pierwsze, co możesz zrobić to powiedzieć o tym. Nie musisz trzymać złości w sobie. Powiedz o tym jak najwcześniej, gdy tylko złość się pojawi, wtedy bardzo prawdopodobne, że uda Ci się powiedzieć spokojnie. Najpierw powiedz o tym sobie. Uświadom sobie, co czujesz, ubierz to w słowa. Jeżeli jesteś zła na drugą osobę i chcesz jej o tym powiedzieć i czujesz, że jest to bezpieczne, mów o sobie, o tym co czujesz kiedy ona postępuje tak a tak. Ponieważ nie ma większego sensu rozmowa z człowiekiem uzależnionym kiedy właśnie jest ?pod wpływem?, nieraz lepiej jest powiedzieć o swojej złości najpierw komuś innemu zaufanemu. Nie każdy darzy tak wielkim zaufaniem znajomych i rodzinę żeby się zwierzać ze swoich złości. Dlatego tak cenna jest możliwość uczestnictwa w terapii lub grupie wsparcia, która działa właśnie po to, żeby każdy mógł o swoich uczuciach w serdecznej atmosferze powiedzieć. A gdy emocje już opadną, może uda się pomyśleć o konstruktywnych sposobach rozwiązania problemu, który budzi złość. Bo jedynie to daje gwarancję, że złość na to nie będzie wracać."

206

Odp: Miłość trwa

Nie rozmawiałam z mężęm. Jakos mi sie odechciało.
Faktycznie nie sądzę aby był zainteresowany. Kiedyś juz mu coś tam wspominałam, ale sie nie przejął.

Alonka, nie wiem od czego mam byc współuzależniona...
Mąż juz podobno nie pije, przemocowcem tez podobno nie jest. No , po prostu grzeczny chłopczyk.

Mnie martwią teraz inne sprawy.
Martwi mnie brak stabilizacji, co czuja dzieci i jak zaistniała sytuacja odbija sie na ich życiu.
Martwię sie o siebie, o to czy się nie poddam. Będę spokojna, nie strace sensu życia, radości, luzu.
Pragnę byc osobą uśmiechnietą, pogodną, życzliwą - nie na pokaz. Zależy mi na wewnętrznym spokoju i spełnieniu.
Wiem, ze bardzo dużo zależy ode mnie. To ja muszę im dac to poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.
Teraz tylko ja za to odpowiadam.

Ale sobie tych życzeń wypisałam.
Coś się ostatnio zapuściłam i chyba troszkę przytyłam. Jestem ciągle głodna i podjadam.

O pieniądzach wole nie mysleć, bo zaraz sie denerwuję. Najgoprzej jak obudzę sie rano. Czuję wtedy lęk.
Mam juz na to pewien sposób. Mało oryginalny, ale mnie pomaga.
W ogóle to jak zaczynaja mi się jakieś dialogi wewnętrzne - to tym sposobem sie stopuję.
Czy jak dopadnie mnie jakaś myśl o mężu.
Strasznie się cieszę, że tak sie torchę zdyscyplinowałam i sama wypracowałam sobie sposób na pozbycie się chyba niepotrzebnych myśli.

Alonka, co do miłośći to mysle, ze w jakis tam sposób jednak mąz mnie kochał.
Może w taki swój chory sposób, ale jednak.
Zresztą sam mi niedawno coś tam wspominał jak to batdzo mnie kochał.
To jest zwyczajnie już bez znaczenia......

207

Odp: Miłość trwa

Napisze troche nie w temacie.
Przewróciłam sie z małym. Kąpałam go w brodziku, mam ciasną łązienkę. Nie mam tam jak rozłożyc ręcznika, więc po kapieli niose malego do pokoju i dopiero tam wycieram i ubieram.
Był mokry i kapało z niego. Poślizgnęłąm się na kafelkach i upadłam.
Udało mi sie utrzymac go w rekach, o mało co nie uderzył o ścinę.
Jestem lekko potłuczona, ale to nic. Najważniejsze, że maleńswu nic nie jest.
To juz drugi raz jak sie z nim przewróciłam. Raz przed domem na żwirze, teraz na mokrych kaflach.

Czasem tak mało brakuje od prawdziwego nieszczęścia.
Wystarczy chwilka ...

Jurto moja mała radośc kończy 6 miesięcy. Równo rok temu z 12 na 13 czerwca miało iejsce to przykre zdarzenie z mężem po którym o mało nie poroniłam.
Najwazniejsze, że się udało, że to dziecko jest z nami. Daje mi szczęscie. Jego usmiech wynagradza smutki.
Bardzo się martwie czy jest zdrowy.
Jade z nim jutro na badania na Klinikę, bo robi sie czasem blady. Jest w ogóle bardzo błady, ma bardzo jasny odcień skóry. Oby było ok.
Dziwnie tez reaguje, jak mała np płącze ten sie smieje, usmiecha. Jak ktos mówi podniesionym głosem to tak samo.
Moja cała ciąża była tak wielkim koszmarem, ze jeśli to dziecko jest zdrowe to jest to CUD.

Musi byc zdrowy!!!! Musi być dobrze!!!!
Może on po prostu jest taki pogodny i nie wie że płacz lub podniesiony głos jest czyms negatywnym.

208

Odp: Miłość trwa

Przeczytałam cały wątek i przeraża mnie to- tylko kasa, kasa, kasa,kasa!!!!!!!Ty chcesz KASĘ.Mąż nie chce dać KASY. Teściowi zależy tylko na KASIE........Okropna pustka, nic dziwnego , że taki jest finał.......

209

Odp: Miłość trwa

DLACZEGO OSOBY DOZNAJĄCE PRZEMOCY NIE SZUKAJĄ POMOCY?

Warto zastanowić się, dlaczego osoby, w tym głównie kobiety, doznające prze­mocy w rodzinie, nie szukają pomocy. Odpowiedzi dotyczą wielu aspektów:

Nie, bo odczuwają lęk przed zemstą ze strony partnera.
Kobieta może być zastraszona przez partnera, który grozi jej śmiercią lub śmiercią jej dzieci, jeśli prawda o przemocy wyjdzie na jaw.

Nie, bo odczuwają wstyd i upokorzenie.
Kobieta może być przekonana, że przemoc dotyczy tylko jej osoby, inni zaś nie mają takich kłopotów.
Kobieta czuje się winna, może myśleć, że gdyby była lepsza, ataki agresji nie występowałyby.
Kobieta może myśleć, że nie zasługuje na żadną pomoc.
Kobieta ma przekonanie, że zasłużyła na swój los.

Nie, bo są zależne finansowo do partnera.
Kobieta jest uzależniona od partnera, który jest jedynym żywicielem rodziny.
Kobieta może być przekonana, że nie będzie w stanie sama utrzymywać dzieci.

Nie, bo posiadają błędne przekonania.
Kobieta wierzy, że w każdym małżeństwie istnieje przemoc.
Kobieta wierzy, że skutki przemocy są zbyt małe, by komukolwiek o tym mówić.
Kobieta ma nadzieję, że przemoc była incydentalna, a sam partner zmieni się na lepsze.
Kobieta uważa, że przemoc jest sprawą rodzinną i nie można liczyć na pomoc z zewnątrz.

Nie, bo utraciły wiarę w pomoc.
Kobieta mogła szukać pomocy, ale okazała się ona mało skuteczna. Nie, bo nie chcą złamać tradycji kulturowo-religijnych.
Kobieta chce utrzymać małżeństwo nawet za cenę cierpienia, ze względu na wartości religijne lub tradycje kulturowe.

            Źródło: wybrane fragmenty Poradnika dla konsultantów "Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie" wydanego przez Istytut Psychologii Zdrowia, Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia".

210 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-06-12 09:42:25)

Odp: Miłość trwa
kociamama napisał/a:

Przeczytałam cały wątek i przeraża mnie to- tylko kasa, kasa, kasa,kasa!!!!!!!Ty chcesz KASĘ.Mąż nie chce dać KASY. Teściowi zależy tylko na KASIE........Okropna pustka, nic dziwnego , że taki jest finał.......

A co się dziwisz?

Skoro PAN poszedł sobie do młodej dupy to żona ma wspierać go  mówić: wszystko ok, nie chcę kasy bo tobie jest potrzebna na młódkę?

Jeżeli poszedł do cudzego ogródka należy jak najwięcej wydzierać od niego na dzieci, przyszłość. Dlaczego młode ciele mele ma czerpać z tego, na co pracowaliśmy z mężem przez długie lata? Dlaczego moje dzieci mają mieć obniżony standard życia przez kochankę męża? Moje dziecko ma siedzieć w domu w wakacje bo mężuś z kochanicą chcą pojechać na miesiąc w egzotyczne kraje? Ok, niech jadą ale dzieci też!!!
Niech weźmie się do roboty, zakasa rękawy i pracuje od podstaw na wycieczki, ciuchy, kosmetyki, super auto, restauracje.
Ja wydzierałam jak tylko się dawało wszelkimi sposobami a teraz ponad dwóch latach walczę jeszcze z dziwka mojego męża bo ten typ nie potrafi zamknąć jej mordy a przeszłość wraca jak bumerang.
Nie mam litości dla takich flam.

211 Ostatnio edytowany przez kociamama (2012-06-12 13:43:42)

Odp: Miłość trwa

Dziewczyny ja rozumię, że wiele przeszłyście ale popatrzcie na siebie.Ta nienawiść was niszczy.Wylewa się z każdego waszego posta. Tego nie da się czytać.

Cyt. :kurwa, typ, dupa, gad............Czy tak wypowiada się kobieta z klasą?
Myślę, że przede wszystkim musicie dbać o własną godność.Takimi tekstami upodabniacie się do swoich mężów i ich kochanek.
Powiem wam, że ja miałam taka historię, że żona mojego kolegi podejrzewała nas o romans.Na nic zdały się tłumaczenia że nic nie było kobieta była tak wulgarna,  przyszła do mnie do pracy zrobić mi awanturę. To było żałosne.Kobieta bez honoru i bez godności .Tak jak czytam wasze wypowiedzi to ona staje mi przed oczami.
Wiem, że wy przeżyłyście naprawdę okropną zdradę  i wam współczuję ale proszę was zachowajcie swoją kobiecą godność.

212

Odp: Miłość trwa

Kociamama, pisałam chyba kilkanascie minut i przyszła moja córeczka i wyłąćzyła mi komputer:)
Chyba tak miała być, bo bardzo sie rozpisałam.

Tak, zgadzam sie z Toba, że jest pustka. Mnie ona duzo kosztowała.
Kiedy w małażeństwo wkrada się zdrada, kiedy po wspólnych 20 latach on nie ma do Ciebie za grosz szacunku, kiedy potrafi wykorzystac żonę jak pierwszą lepszą i dowiedziawszy sie ze ona jest w ciązy z jeszcze ciepłego łożka wskoczyć pod kołdre kochance. Kiedy ten mężczyzna porzuca dzieci - zsotaje pustka.

Ale żeby była ta pustka, najpierw trzeba wylać morze łez. Cierpieć, łkać...
Nie pisałam na tym forum kiedy byłam w ciąży. Nawet nie wiem czy chcę wracać wspomnieniami do tego co było.
Nie wyobrażałam sobie, że można tak cierpieć.

A jednak sygnała , ze tak moze byc miałam. Miałam ostrzeżenie. Nie zbagatelizowałam tego, ale wówczas nie wiedziałam co to znaczy.

Może kiedys odważe się o tym napisać. Powiedziłam wówczas o tym męzowi i keszcze kilku osobom.
Potem zapomniałam.
Znowu odbiegam od tego co chciałam napisać...

Wiecie ja mocno kochalam męża.
Aż wstydze się tej miłosci, bo to takie upokarzające jak sie kogos tak mocno kocha, a okazuje sie że on Ciebie jednak nie.
Przez lata wierzyłam, ze on tez mnie bardzo kocha. Moze czesem watpiłam, ale to raczej on zapewniał, ze jestem kobietą jego życia. Nawet jego ojciec mi taraz mówi, że jeszcze niedawno powtarzal, ze gdyby miał jeszcze raz wybierac to na pewno byłabym to ja. Juz jak z nią sypiał, pisał jeszcze, że nie wie co sie z nim dzieje, ze jestem ta najwazniejszą, że mnie kocha.
Ale teraz juz trudno, stało się.

Nie wiem dlaczego akurat jego tak pokochałam. Był taki troche wariat. Moze brakowało mi troche szaleństwa, bo szybko starciłam dzieciństwo.
Byłam zakochana w tym jak maluje. Widziałam w nim artystę.
Namalował mi obraz. Podpisany był dla najwaspanialszej kobiety na świecie.
To był rok 1993... i był przez niego podpisany.
W zeszłym roku jak sie to zaczęło, rozciełam go nozem.
Dedykacja została nietknieta, jego imie i nazwisko zostalo przeciete.

Miałam 16 lat jak go poznałam. To były egzaminy wstępne. Ja do tej pory pamietam w co był ubrany, pamiętam wszystko.
Tak, od razu wpadł mi w oko. on tez dokładnie pamietał jaka miłam aspódniczke. Dokłądnie jak wygladałam.
To znaczy pamietał. Bo odkad poznał ta dziwczyne, a włąściwie zaczał z nia sypiać to nie pamieta właściwie nic. Ma wymazane wspomnienia.

Kiedy juz zaczelismy sie spotykac, nie wyobrażałam sobie abym mogla byc z kimś innym. Bylam bardzo szczęśliwa, a on był wspaniały.
Zresztą to było niewinne. Dopiero po dwoch latach, bardzo intensywnych sie to zmienio.
Ale nadal było super.
Wady zaczęłam dostrzegać dopiero jak byłam w ciazy, chociaż jeszcze o tym nie wiedziałam.
Jednak nadal go bardzo kochałam.
Potem kiedy zostałam juz żoną i matką, zmieniłam się. Traktowałam rodzinę bardzo poważnie.
Mąz też sie zmienił i to na korzyść. Z lekkoducha stał się facetem dbającym o zapewnienie bytu.
Piękne było też patrzeć jak kocha syna. Widziałam, że był szczęśliwy.

Mimo tych złych momentów, niepotrafiłam go nie kochać.
Kochałam go tak bardzo, że nawt martwiłam się, że kiedyś po smierci możemy już nie byc razem. A ja bardzo chciałam byc znim na zawsze. Ni etylko tu i teraz, ale po rostu zawsze.

Aż mi wstyd...
Codziennie sie o niego modliłam, zeby nic mu się nie stało.
Modliłąm się żebysmy się kochali, żeby w naszym domu była miłość i dobroć, aby tego nigdy nie zabrakło.
Bo to było dla mnie najważniejsze, bo taki chcialam dom, bo takie chciałam małzęństwo, bo kiedy ludzie sie kochają to cokolwiek się wydarzy oni z tego wyjdą.
Dbalismy o dobra materialne, ale one wtedy nie były dla mnie najważniejsze. One były jakby przy okazji.
I tak jakos dobrze nam sie powodziło. Może bez przesady, ale ja nie narzekam.
Ja sobie zawsze bardz ceniłam to co mam. I chodzi mi tu przede wszystkim o rodzinę. Ona  jest jak świętość. Ona jest bezcenna.

Tak bardzo męża kochałam, że gdyby wtedy cos mu się stało, nie przeżyłabym tego.
Wiem co piszę, to było bardzo silne uczucie.
Miłam taki moment, właściwie chyba w wtedy kiedy ja poznał, że on przestał mi imponować.
Zwierzyłam sie wtedy siostrze, ze ja juz go chyba nie kocham.
Nie wiem co sie wtedy stało. Zobaczyłam jakby innego człowieka.

Może to moja wina. Może gdybym wtedy na moment nie przstala go kcochac nie poznalby innej.
Trudno, nic na to nie poradze. Tak się stało.
Poźniej to uczucie chyb aznowu wróciło, ale było juz całkiem innaczej.

Kiedy odkryłam, ze mailuje z inną, wpadłam w szał.
Wtedy poczułam , ze to koniec.
Nasz związek przez tyle lat był czysty. Realacj między nami były głebokie.
Był mi najbliższą na świecie osobą, przyjacielem.
Ja nigdy go nie sprawdziłam. Wyjeżdżalam na wakacje z dziećmi i nigdy sie nie martwiłam że mnie zdradzi.
Nigdy nie zajrzałam do maila, do telefonu.

Po prostu cos mi mówilo, że to koniec. On sie przyznał, że sięcałowali. Wmawial mi, że to było nic nie znaczace "lizanie się" - przepraszam, ale to jego słowa.

A ja wiedziłam, że to co było już nie wróci, czułam, że nie ma już dla nas przyszłości.

Njsmieszniejsze jest to, że zaszłam w ciążę prawdopodobnie kiedy mnie przepraszal ze łązami w oczach, kiedy ?lakał że mnie kocha, że z nią koniec, ze kcohc atylko mnie. Czemu uległam.
Powiedział potem " chodz sie byzkać" i ja sie zgodziłam. Chociaż cos mi mówiło, że to nie o to chodzi.
A potem, ze to nie jest dziecko miłosci.
Ze to był tylko sport.

A ja z tego sportu mam dzidziusia. Mam dziecko, które jest dla mnie darem. Jest prezentem na koniec małżeństwa.
Teraz jestem szczęsliwa, że wtedy tak postąpiłam.
Wiem, ze zrobiłam dobrze. Nie żaluje tego.

Dla mnie to dar od losu, od Boga. W to wierzę.

Dużo sie złego w moim życiu ostatnio wydarzyło, nie dzieje się dobrze.
A ja jednak oprócz leku który sie pojawia, mam przeczucia, ze jest to dla mnie sprawdzian.
Czuje jakbym była poddawana próbie. Mam takie wrazenie, ze najpierw mój mąz został tej próbie poddany, a teraz kolej na mnie.
Mnie jest łatwiej pisac o tych pieniądzach, mnie jest łatwiej zyć wypierając z siebie, zagłuszając ten ból po rozstaniu, uczucia.
Napisze kiedys jak nad tym pracowałam. Może niesłusznie, ale na jakis czas mi to pomogło.

Prawda jest taka, ze nawet jak ktos kogo sie kochało nas skrzywdzi, nawet jak zdradza i nie chce - to nasza miłosc sie nie zmienia.
Nikną tylko złudzenia, juz wiemy ze nie będziemy razem i że tego nie chcemy.
Jednak sam amiłośc nie ginie, ją trzeba pobrzebać, pchować.
A tego nie da się czasem zrobić.
Ja wiem, ze we mnie ona wciąż jest. Byc może nigdy sie jej nie pozbędę.
Bo ja go ni ekochalam za to jaki on jest, czy za to jaki jest dla mnie. Ja go kochalam tak po prostu, za nic i za wszystko.
I tego nie da sie zmienić. I teraz jest tylko smutek, jest pustka. Bo zostałam z tym uczuciem które mi ciązy, ktore mi dokucza, bo jednak miło jest jak ktoś je odwzajemnia.
Bo jest mi przykro, że ja kocham w ten sposób, a on jednak nie czuł tego samego.
Może to kiedys minie.
Wiecie, po tym wszystkim co on mi robi, ja nie umiem sie na niego długo gniewać.
Ja z nim normalnie rozmawiam. Jak jestem zła to mu to mówię.
Mam nawet czasem ochotę go objąc i powiedzieć, że ja mu to kiedyś wybacze, może nawet już to robię, chociaż jest to dla mnie bardzo trudne, chociaż bolało jak nic dotąd.
Nie umiem wybaczyc ja dotąd tego co robi dzieciom. Na to potrzbuje czasu, albo kiedyś spojrze na to z innej strony i dostrzegne pozytywy.
Wybaczam zdradę, wybaczam to że mnie opuścił. Wybaczam to jak mnie potraktował. Z trudem wybaczam te sińce, ten ułamany ząb.
Nie chcę tego pamietać, ale tez wiem, ze ja czasem tęsknie za kims kogo sobie wymysliłam, a ten prawdziwy nie jest taki atrakcyjny i nie warto z nim być.
Może tęsknię za miłościa z wzajemnością

Przegięłam z tym pisaniem, sory...

213 Ostatnio edytowany przez kociamama (2012-06-13 08:44:58)

Odp: Miłość trwa

Bet bardzo mi przykro , że tak się to wszystko poukładało.Przepraszam za wcześniejszy post ale ten ogrom twojej złości mnie przeraził niestety jest on w pełni uzasadniony.Twój mąż jest złym człowiekiem.Walcz o pieniądze dla dzieci i wylewaj tutaj swój żal i złość.Musisz to z siebie wyrzucać bo chyba tylko tak możesz dojść do równowagi.Życzę Ci wszystkiego najlepszego i dużo siły.
Zastanawiam się czy Twój mąż jest w stanie kochać kogokolwiek i dochodzę do wniosku że chyba nie.

214 Ostatnio edytowany przez alonka (2012-06-13 12:39:35)

Odp: Miłość trwa

Bet, w tym wszystkim co napisałaś to zdanie wg mnie jest najważniejsze:
"ale tez wiem, ze ja czasem tęsknie za kims kogo sobie wymysliłam,"

to o czym piszesz jest mi bliskie, bo to po części także moje życie, tylko w moim małżeństwie kochanką jest butelka.
a mąż całe 22 lata mówił mi jak bardzo mnie kocha, tylko za słowami nie szły czyny. On był całym moim światem.
Wiem, że byłam/jestem  kobieta kochającą za bardzo. Uświadomiłam sobie to czytając to forum.
Ze wszystkich ważnych przykazań zapomniałam o najważniejszym: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego"

215

Odp: Miłość trwa

Bet bardzo Ci współczuję, ja mam podobnie kocham kogoś kto mnie nie kocha i traktuje jak najgorszego wroga i śmiecia. To takie trudne patrzeć  i czuć to że ten kto  dla ciebie był całym światem ma cię totalnie w du...pie. Tyle wspólnych lat  dzieci, dom , rodzina , zaufanie to wszystko nie ma żadnego znaczenia. Facet jest pusty opętany , nie myśli i nie czuje lub robi to łebkiem od penisa.
A najbardziej wkurza mnie jak kochanka mówi do zony ( tak było w moim przypadku tez), że brak mi klasy. A jaką ona ma klasę sypiając z cudzym mężem tylko dlatego że on już nie kocha i nie szanuje swojej żony. Jakie ma prawo do oceniania jej w ten sposób. "Seks bez zobowiązań", może dla nich ale co mam powiedzieć ja gdy wraz ich seksem bez zobowiązań wali się cały świat mój i dzieci ...........tak trudno czasem nie zwariować. Dlatego chętnie poznałabym Twój sposób na natrętne myśli powracające wciąż i wciąż wewnętrzne monologi itp. Trzymam kciuki za Ciebie

216

Odp: Miłość trwa

Bet, nie przegięłaś z tym pisaniem:)

Uważam, że właśnie teraz pokazałaś swoje prawdziwe ja, przestałaś się doszukiwać czegoś, nie żyjesz w iluzji.
Po raz pierwszy napisałaś co w Tobie siedzi.

Teraz będziesz już miała z górki. Widzę, że przechodząc przez piekło nie zatrzymałaś się, poszłaś do przodu. GRATULUJĘ, BRAWO.

Przykrą masz historię, ale jak widać szczęście nie było Ci pisane z nim. Trzeba znaleźć inną drogę. Trzymam kciuki.

217

Odp: Miłość trwa

Bet, odezwij się smile

218

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, Twoje slowa, ze szczęście nie było mi z nim pisane jakoś mnie smucą. Wywołuja u mnie poczucie straty i nie do końca sie z nimi zgadzam.
Najwyraźniej nie jest mi dane z nim szczęscie, ale kiedyś chyba byłam z nim szczęśliwa, albo przynajmniej tak mi sie wydawało.
Żyję jeszcze w zawieszeniu, nie wyobrażam sobie życia swojego ani dzeieci.
Staram się, ale to chyba jest zbyt bolesne. Ja chyba zwyczajnie nie chce wyobrazić sobie, jak mój syn ten najmłodszy żyje bez ojca.
Moja ukochana córeczka, nie dostanie w posagu na cale życie pewności siebie od ojca, nie słyszy takich słow jak ja słyszalam, że jestem,, mądra, wartościowa, ładna"
Nie chce o tym mysleć...
Niech to zycie sie toczy... nie ma co za duzo planowac do przodu.
Tylko w sprawach zawodowych, na reszte nie mam siły.

Alonka, tak mój mąż potrafi roztaczać wokół siebie urok. Dla mnie jego czar prysnął, ale wiele lat patrzyłam na niego przez różowe okulary. Nawet dzisiaj jak rozmawiałam z nim przez telefon.
Taki niewinny, tak sie stara.
Bzdury.
Zreszta ja jak się ma doczynienia to jakby się było pod wpływem hipnozy.
Njastarszy syn potrafi mnie ocucić.
Mówi, mama ty jesteś za miękka, a jak czy on taki był jak zrzucal Cię ze schodów jak byłaś w ciąży?

I moim zdaniem syn ma rację.
Można wybaczyc, ale należy pamiętać. To nie był jednorazowy incydent.
Człowiek może się zagubić, tak myślałam o nim. Teraz myślę, że on się nie zagubił. On wybrał taką drogę świadomie.

Ja sie czasem gubię, ale mam tego śiwadomośc. Przed tym się bronię.
Mąż kiedys powiedział, że ludzie się aż tak nie zmieniają.
Chyba ma rację, widocznie był taki wczesniej, tylko ja tego nie zauważałam.
Dzieciom żyło się dobrze, bo ja o to dbałam. Jemu zależało chyba jeszcze wtedy na mnie wiec byłam w stanie o nich zawalczyć.

Wiele osób uważa mnie za osobe z kłasą. Nie wiem byc może sa w błedzie, a być może jesli ma sie do czynienia z ekstremalnym chamstwem, takim o ktorym nie mieliśmy pojęcia to może sie nam zdarzyć potaplać w tym szambie i tez ubrudzić.
Czuję ten zapach, to zepsucie.

Z pewnościa najlepszym wyjściem jest unikanie takich osób.
Dlatego tez nigdy nie chciałam z kochanka męża rozmawiać. Stało sie, tarfiłysmy na siebie.
Tylko, że ja jej ani razu nie obraziłam. Ona mnie też.
Męża chyba to boli, bo mówił że chciała mi " przypierdolić".
Ale dlaczego, za co miałaby mi " przypierdolić - a i przepraszam za to słowo, ale to jest cytat z męża.
Przecież ja jej nic nie zrobiłam.

Właśnie to chyba męża boli, że ja się na nią nie rzuciłam z pazurami, nie zrobiłam sceny zazdrości.
Jestm glupiutka, bo na koniec powiedziłam jej " Pa, trzymaj sie"

Tak jestem głupia, bo nie powinnam z nia rozmawiać, nie powinnam byc dla niej miła. Bo ona sie mna ani dziećmi nie przejmuje.

Muszę juz kończyć:)

219

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Właśnie to chyba męża boli, że ja się na nią nie rzuciłam z pazurami, nie zrobiłam sceny zazdrości.Jestm glupiutka, bo na koniec powiedziłam jej " Pa, trzymaj sie"

Tak jestem głupia, bo nie powinnam z nia rozmawiać, nie powinnam byc dla niej miła. Bo ona sie mna ani dziećmi nie przejmuje.

Jestem z Ciebie bardzo dumna, że w takiej sytuacji, stać Cię było, na zachowanie pełnej kultury. Brawo ! Tak trzymaj  smile Fajnie, że nie dałaś im tej saysfakcji...

bet, trudno, żeby kochanka martwiła się o Ciebie i Twoje dzieci, bardziej niż Twój jeszcze mąż. Sama wiesz, że gdyby on chciał być dobrym ojcem, żadna dupeczka, nawet ta najbardziej kształtna, nie byłaby w stanie  na niego wpłynąć...To są jego wybory - niestety. Wiem, że łatwiej zrzucić winę na kogoś obcego...ale...
Ona jest młoda, głupia i naiwna. Myśli, że jest lepsza. Młodość jest arogancka. Człowiekowi wydaje sie, że zjadł wszystkie rozumy i posiada tajną "receptę" na wieczne szczęście. Mnie, to nawet jest jej żal, bo sprawiedliwość już się dzieje i wyrówna rachunki... smile

220

Odp: Miłość trwa

Dzisiaj mój mąż ma urodziny, czterdziestkę. Wyleciał juz chyba w piatek. Pracownica przyznała, ze nie będzie go do chyba do końca przyszłego tygodnia.
Wspomnę troche, że znowu niegodze się z niesprawiedliwością. Na dzieci brakuje, dopiero co kilka dni temu utrwierdzał mnie w przekonaniu, że robi co może.
No tak, na dzieci - nie ma, nie ma, nie ma, nie ma.
Na siebie i na nia znajdzie.

Coż..., ale wiecie co mnie jeszcze denerwuje, że my kobiety sie na to godzimy.
Tak, to jest nasza wina.
My jesteśmy takie honorowe, nie daje - to sama zarobię.
Nie faceci tacy nie są. Oskubali by taka babkę do odtatniego grosza, a jeszcze inni poparli by ich murem.

A my kobietki, jak wspomne o kasie - to jestem ta fe, materialistka.
A w ogóle to mam sie cieszyc, że cokolwiek mi zostawia bo inni maja jeszcze gorzej.
No zaraz sama uwierze w jakąś paranoję.
Przecież on jest super gościu, mnie sie prawie przelewa. Inni dostaja dużo mniej.
To jest absurd.
My kobiety się za mało bronimy, za łatwo godzimy z sytuacja, że musimy zapierniczać jak głupie, żeby samotnie utrzymac dzieci.
W którym miejscu nasze prawo mówi, że tak ma być.
Dlaczego u nas bardziej martwia się, za co ten biedny facecik sie utrzyma niż jak będzie wygładało życie zdradzonej zony i dzieci.
Czy znacie kobiete po rozwodzie, której nie pogorszyło sie materialnie.
Oczywiście nie chodzi mi o sytuację kiedy kobieta sama świetnie zarabia.
I to mnie własnie dokucza.
Nasza babaska ambicja.
A może pora zrobic wokól tego trochę szumu, albo nie trochę.
Takie nasze państwo troskliwe w obronie jeszcze nienarodzonych dzieci - i dobrze, ale może warto też zadbać o te z rozbitych rodzin.

Kobiety, co to za absurd!!!
Dlaczego my sie na to godzimy. Dlaczego alimenty sa zawsze przyznawane niższe niż stawki o jakie wnosimy?
Znam kobiety, wiem że żądna z nas nie poda kwoty z kosmosu. My umiemy sobie wszystko dobrze przeliczyć...

Jka to możliwe, że godzimy sie na zawożenie dzieci do byłych mężów i ich nowych bab. Jeszcze mamy je na te wizyty ładnie ubierać.

Kobitki zróbmy coś z tym.
Ja ise nie godzę na to, żeby mim dzieciom żyło się gorzej, bo mężus się zakochał w innej.
Niech se te kochanki zmienia jak chce, ale dzieci mają mieć stabilną sytuację.
Co to do ma znaczyć.
Jak mi ostatnio jedna babka powiedziała, że jej syn sie rozwodzi i ?laci na córeczkę 400 zł miesięcznie - to ledwo sie powstrzymałam, żeby się ją nie zapytać czy ona chodzi po sklepach i robi zakupy.

Ludzie, jak można wyżyc za 400 zł. Jak można płacić na wlasne dziecko takie kwoty.
Toż to chyba dla kogos kto ewentualnie zarabia 900 zł miesięćznie. A zresztą jak nie zajmuje sie dzieckiem to niech znajdzie sobie jeszcze inna pracę.
Ok, każda sytuacja jest inna. Dla mnie to sa zwykli dranie. Którzy nie powinni miec nawet psa, a juz na pewno nie dzieci.
I nie ważne jak te dzieci kochają. dzieci trzeba kochać, wychowywać i utrzymywać.
Zebym, wyraziła się jasno, rozumiem kiedy jest choroba lub jakas inna przjściowa okoliczność, ale u nas to jest jakas norma.
Kto zasiada wtych sądach. Faceci, albo baby, które niejednokrotnie miały same cięzko w życiu.
Tak, baby sa jedna o drugą zazdrosne. Mnie jest cięzko, musiałam sobie poradzić, to ty też sobie radź.
Tak , uogólniam, bo wiadomo inni ludzie tez sie zadrzają, to samo dotyczy ojców.

Ale patrzcie, jak kobieta bedzie walczyc o kązdy grosz - to okrzyknie sie ja materialistką. No niestety nie znajdzie zrozumienia.
To takie nieeleganckie. Lepeij zakasac rękawki i zapierniczać. Usmiechac sie uroczo do otoczenia i brac leki na uspokojenie.
Bo w domu nie ma czasu dla dzieci, bo sen z powiek zabieraja nam rachunki do popłacenia itd.
No jak się uda, to do psychologa. I tak twarde kobitki, godzimy sie na to żeby to nasze dzieci na tym tracily.

A co zrobiby facet na naszym miejscu, ach kochane - on by walczył. Ani razu nie spotkaby sie z krytyką.
Teraz koleżanka opowiadała mi o zanajomej, która zdradziła męża i ma z innym bliźniaki.
Mąż zarządał rozwodu i chyba 700 tys zł. Bo on czuje sie skrzywdzony.
A ile jest warta nasza krzywda i naszych dzieci - 400 zł!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

A może mi ktos napisze, ze taki los kobiet.
Nie , nie kochane - to my jestesmy takie sieroty i sie na to godzimy.
Moze warto zrobic wokól tego szum. Do mediów, do rzecznika praw kobiet, do rzecznika praw dziecka, porównac z sytuacja z zagranicy.
Może juz czas, żeby prawo nie było interpretowane na korzyśc mężczyzn.
I to samo dotyczy się opieki nad dziecmi. Jka ktoś jest dobrym ojcem, to czemu jemu nie powierzyc dziecka.
Moze takim dzieciom lepiej byłoby z ojcem, niz z matka która ma innego i one chcac nie chcąc maja nowego tatusia. Przeciez one maja juz ojca. Zresztą nie musi byc w tym wszystkim osoby trzeciej.

Czasy sie zmieniają, a u nas. Jka ida zmiany.
Może jakby były inne konsekwencje rozwodu to nie byłby on taką plagą.
Jaka cenę za rozwód płącą kobiety i ich dzieci?!

Tyle tu mądrych kobiet pisze na forum, może zastanówmy się co możemy zrobić.
Każda z nas jest skupiona na włąsnych problemach. Nie jednoczymy sie, nie działamy wspólnie.
Może przynajmniej tym które czekaja po nas w kolejce bedzie lepiej.
Może kto wie czy nie naszym córkom.
Kiedys kobiety nie miały prawa głosu, teraz wmawiaja nam, ze taka jest sprawiedliwość, że tak mam być.
A niech ten facet zyje za te 400 zl miesięcznie, a dziecko za 2 tyś. Kto powiedział,ze tak nie ma byc.
Jesli wczesniej takei kwoty szły na jego utrzymanie, jesli facet jest winny - dlaczego, dla czego tak ma nie być.

Czy ktos się martwi za co my będziemy żyć. Ja tej troski nie widzę...
Ja moge zakasac rekawy, ale niech ta druga winna strona tez je zakasa, a nie pozbedzie sie wydatku.

221

Odp: Miłość trwa

A, i jeszcze jedno- nie chodzi o same pieniądze - chodzi o to cholerne poczucie sprawiedliwości.

Ta sprawiedliwość mam wrażenie jest różnie interpretowana - musimy w końcu zawalczyc o to, żeby wyroki zapadały takie, żebyśmy były w 100 % zadowolone.
Bo nas tak wyćwiczono, przyzwyczajono, że to jest cena za rozwód.
My niejednokrotnie mamy tak dosyc tych namiastek ojców i facetów, że za sukces uważamy uzyskanie wolności.

Nie, nie drogie kobitki, to oni niech pracuja na 3 etatach.
Weszłam kiedys z ciekawości na forum na którym wypowiadali sie chyba sami faceci.

Co oni tam wypisuja. Sa zazdrosni o lakier na paznokciach byłej. Niby te byłe zamiast na dzieci to wydaja na siebie, więc kombinuja żeby płacic mniej.

A dobrze, jak miałam kiedys drogie torebki - to moim zdaniem mam je miec nadal!!!
Ja nie widze w tym nic złego.
Zreszta wiecie jak to jest, my i tak o siebie dbamy i po prostu nie dajemy po sobie poznac, że mamy problemy.

Mnie tez obrabiaja, bo dobrze wygladam. Lekko podmalowana, na wysokich obcasach. Dzieci czyste, ladnie ubrane.
Bo na wyjscie je przebieram. Mały ma 2 pary spioszków na wyjscie i 2 za 10 zł po domu.
Córeczka 2 bluzeczki z krotkim rekawkiem, ale i tak wyglada słodko i jest zadbana.
To sa bzdety, ale my robimy pozory, że jest dobrze.

I tak by mnie obsmarowali, gdybym źle wyglądała. Byłabym tylko tanią sensacją i pocieszeniem dla innych - o jaka biedna.

To wole ponarzekać sobie na forum, ale sensacją dla innych być nie muszę.

A i widzą mnie taką odstawioną, zgrabną ( rozmiar 34:), usmiechnietą.
I słysze : ty to masz dobrze, bo on Ci płaci...

To mnie szlag trafia. Szczyt marzeń, no może mu pomnik postawić.
Jesty 4 razy gorzej, długi rosną, przemocowiec, który zdeptał by mnie z ziemią, zmęczona, ze czasem mgli mi sie przed oczami - a ja słysze jakie to mam szczęście.

CZYM MY SIĘ KOBIETY ZADOWALAMY.........?


No i nie wstydze się też pisac, że mąz według mnie nie ma prawa, wyjeżdżać kolejny raz za granicę kiedy dzieci nie maja się w co ubrać i siedza w domy.
Jemu sie teraz zyje lepiej i wiecie co on mówi : ze mu wolno, że ma do tego prawo.

A według mnie nie ma racji. Ale jak co drugi, albo prawie kazdy tak robi - to on ma takie zdanie.
Ba, jak same kobiety uważają, że nie jest jeszcze tak źle bo inni są jeszcze gorsi.
My się same ciągniemy w dół

Prawnik mi powiedział, mozemy sie starac o połowę jego dochodów.
A ja sie go pytam, czy tak jest gdzies w prawie zapisane- NIE.
Tak się utarło.
Albo, ze np. nie dostane więcej niż 2 tys zl na jedno dziecko ( to taka prawniczka, do której zięcia zgłosił sie mąż)
Większej bzdury nie słyszałam. Kto powiedział, że utrzymanie dziecka więcej nie kosztuje. Ale w moim miescie tak sie utarło.
Ja wiem ile wydawałam na jedno dziecko!
To sa tylko przykłady.

To my pozwalamy sie w ten sposób traktować.  Dla mnie to jest nierówne, niesprawiedliwe, stronnicze.
Ja sie nie zgadzam.
Gary, miotła, praca, dzieci - a oni co?
Nowe zycie - jedyny obowiązek zarobic na siebie i te ochłapy na dzieci.
Nich on zapiernicza 80% miesiąca na alimenty. Zreszta jak go stac to niech pracuje 2 godziny w tygodniu, byleby dzieciom zyło sie tak jak kiedy miały pełną rodzinę . Tylko tyle.

Ma czwórke dzieci, z jego winy rozpadło sie małżeńśtwo to dzielimy zarobek na 6, jemu zostaje 1/6 i to jego sprawa jak przezyje.
Taki jest mój punkt widzenia. Dlaczego w sądzie sie tak o nich martwią.
Chciał dzieci i kochanki - to jego sprawa.

Może wystarczy, ze mam złamane serce, a dzieci rozbita rodzinę.

Przepraszam nielicznych prawdziwych facetów, bo takie wyjatki sie zdarzaja, tak jak zdarzaja sie nieuczciwe kobiety.
Nie o takich tutaj piszę, nie takich mam na mysli.

Ciesze sie, że to z siebie wyrzuciłam.
Jeśli jest ktos kto sie ze mną zgadza i ma ochotę cos z ta rzeczywistością zrobić to niech sie odezwie.

Przecież my w grupie możemy zdzałać więcej. Czy nie wierzymy, że coś można zmienić...
Może wystarczy to nagłośnić, może brakuje swiadomości, może wówczas sędziowie nie będa stronić od wyroków drastycznych, wyroków faktycznie gwarantujących dzieciom życie na poziomie jak w pełnej rodzinie.

222

Odp: Miłość trwa

Bet zgadzam się z Tobą w 100%.Jesli tylko czas nam pozwoli chętnie sie przyłącze do tego typu akcji. Podobnie jak Ty, mam 4 dzieci. Mąż sie zakochał. W transie miłosnym tkwi juz 8 miesięcy. W poniedziałek mam pierwszą sprawę rozwodową. Na czworo dzieci dał mi w czerwcu 1.500 i myslał, ze chyba  z tego jeszcze 1000 zaoszczędzę. Niestety samochód musiałam oddstawić do mechanika, bo nie miałabym jak dowozić dzieci do szkoły. Spory wydatek nadprogramowy. Mąz wogóle sie nie zainteresował. Sam odkładał sobie oszczędności. Ja zostałam tylko z moją pensją i ciagle mi tłumaczy, ze przecież dał na dzieci a ja też zarabiam.Dużo by mówić. Jeśli chciałabyś porozmawiać chetnie podam swój telefon. Nikt tak nie zrozumie jak towarzysz niedoli. Mamy bardzo podobna sytuację. Mąz również ma firmę., sporo dochodów a mi wylicza, na wszystko.

223

Odp: Miłość trwa

Ela44, tak jak najbardziej chętnie sie z Tobą skontaktuję.
Wiesz, ciarki mnie przeszły jak to przeczytałam. To jest chore!!!

Na pseudo ojców szkoda czasu - na zawalczenie o byt naszych dzieci czas musi sie znaleźć.
Właśnie dlatego, ze jesteśmy tak zabiegane i zajęte wiązaniem końca z końcem to tarcimy.

224

Odp: Miłość trwa

Proszę o kontakt na meil. Podam mój telefon a Ty podaj swój. Mój meil:  beti196711@wp.pl

225

Odp: Miłość trwa

Chętnie przyłączę się do akcji.

Jednak chciałabym mimo tego trochę dorzucić kilka groszy.

Nie zgadzam się z tym, że każdy facet takie jest. Ostatnio poznałam faceta, rozwodnika, ojca jednego dziecka - czteroletniej córy. On dla dziecka zrobi wszystko. Dom ma dostosowany do dziecka. W kilkudziesięciu metrach kw. on i jego rzeczy zajmują tylko 10m kw. Reszta jest dla niej. Mimo, że on widuje ją tylko co weekend. W pewnym momencie chciał walczyć, aby dzielić się z matką dziecka opieką pół na pół, ale dla dobra i poczucia bezpieczeństwa dziecka zrezygnował z pomysłu. Mój przyjaciel rozwiódł się 2 lata temu. Co weekend (każdy) zabiera synka + miesiąc wakacji + oraz czasami w tygodniu. Płaci na niego tyle ile może. Niestety nie jest w stanie więcej.
Mój były szef przejął całą odpowiedzialność za swoje dziecko. Syn z nim mieszka, a matka jest tzw. weekendowa. Jest wiele takich przypadków i trzeba także o nich pamiętać. Że nie każdy jest zły.

Jednak rzeczywistość w większości przypadków jest inna. I ja chcę piętnować facetów z tej sfery. Mój mąż niestety do nich należy. Ja muszę wyżywić dzieci, kupić im pieluchy, soki, zawieźć do żłobka, zorganizować dla nich opiekę. A on twierdzi, że nie mam i nie mogę Ci dać - przecież Salomon z pustego nie naleje. Najbardziej zabawny jest fakt, że nie ma czasu dla dzieci, bo pracuje.Co to za praca - brak czasu i pieniędzy. Na tą chwilę to ja ponoszę pełną odpowiedzialność za nasze wspólne dzieci. On jak chce - chyba zależy od humoru, pogody, czy czegoś tam. Oczywiście ostatnio jest w nim pozytywna zmiana. Ale ciągle za mało.

Stanowczo mówię takim facetom - NIE.

Sprawiedliwości nie ma. Byłam u adwokata w sprawie alimentów i co się dowiedziałam, że jak on nie będzie płacić, to i tak fundusz alimentacyjny i tak mi nie zapłąci, bo za dużo zarabiam, nie jest ważne, to czy mam co zjeść, w co się ubrać, gdzie spać. Takie prawo, chore. Lepiej jakbym stała się pasożytem i rzuciła pracę, to wtedy państwo mi pomoże. PARANOJA.

Do kogo mam się zgłosić. I co mogę zrobić???

226

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, zdaję sobie sprawe, że są spoko ojcowie i faceci.
Całe szczęście, szczególnie dla ich dzieci.

Mój mąż też może by taki był, gdyby nie ten strach, że kochanka go zostawi.

Dobrze, że sama zarabiasz, bo mimo wszystko trzeba przede wszystkim liczyć na siebie.
Chociażby z tego powodu, że każdemu może się przecież coś stać.

Jednak jest rażąca niesprawiedliwość, bo troskliwa matka zostaje z problemem utrzymania dzieci sama.
Zrobi wszystko, będzie sobie odmawiac, zeby tylko dzieci miały jak najlepiej.
Mnie dobija fakt, że w tym całym bajzlu zapomina się, że przecież dzieci sa obydwojga rodziców i kobiety i tak zazwyczaj zarabiają gorzej.

Wiem, że w naszym kraju cos zmienić jest prawie niemożliwe, że taka sytuacja jest po prostu dla wielu bardzo wygodna.
Każda z nas walczy o swoje, nie mamy czasu angażować sie w sprawy trudne.
Ja nie moge zrozumieć, jak my kobiety przez tyle lat jesteśmy jednak w naszym państwie na marginesie.
Przecież jesteśmy wykorzystywane.
Ciąża to wyzwanie dla organizmu, coraz częściej dla niej trzeba przerwać pracę, potem poród, połóg, opieka nad dzieckiem.
Ilu jest mężczyzn, którzy w równym stopniu jak kobieta sie w to bawią.
Niejednokrotnie wypada się z rynku pracy.
Opiekunka kosztuje, zarobki czasem pokrywają jej pensję.
Potem namawiaja nas, żebyśmy dla dobra dziecka zostały w domu. Ma opiekę mamy itd.

A co kiedy nagle pojawi się "wielka miłość".
Z czym kobieta zostaje - z dzieciakami i jałmużną od bmęża lub państwa.

Może wtedy kobieta powinna tak samo - zakochać się i zostawic adekwatne do swoich zarobków alimenty na dzieci.
Co wtedy z tymi dziećmi?

Gdzie ich ochrona, dlaczego wyrządza się im taką krzywdę i w dodatku w imię prawa.

Od czego zacząć nie wiem.
Jest Centrum Praw Kobiet, Jest rzecznik praw dziecka.

Do tego przydaloby sie poparcie kogoś z polityki, prawnik i cholernie dużo pracy bez gwarancji jakiegokolwiek sukcesu.
Kobiet w takiej sytuacji jest wiele, za wiele.

Czyli co, mamy nie rodzic dzieci, albo odstwić je facetom lub niańkom zabezpieczac się na wypadek jakbysmy zostały same.
Tylko, która z nas kiedy rodzi dziecko lub bierze ślub mysli, że kiedys będzie w takiej sytuacji i zdaje sobie sprawę ile wynoszą alimenty.
Ja nie miałam bladego pojęcia, że moje dzieci sa bez zabezpieczenia. Moja matka mnie nie ostrzegła.
Hm, zaczynam odczuwac, że światem rządzą faceci.
A juz na pewno w Polsce.

227 Ostatnio edytowany przez zagubiona_i_co_dalej (2012-06-24 18:32:59)

Odp: Miłość trwa

Mam pomysł. Znajdźmy więcej takich kobiet - w sytuacji takiej my, z problemami podobnymi. I zróbmy wreszcie z tym porządek.

Może trzeba coś zrobić. Przestać być biernym. Jeżeli znajdzie się nas dużo, to może coś wymyślimy i zaradzimy naszym problemom. Jak zbiorczo zgłosimy si ę do rzecznika praw kobiet, praw dzieci, nagłośnimy sprawę, to może coś się ruszy.

Musimy walczyć w grupie, będziemy wtedy zauważone.

Co Wy na to drogie forumowiczki???

228

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, takich jak my sa tysiące. Jestem tego pewna.
Może nawet setki tysięcy.
Nawet dzisiaj na onecie jest o ojcach, o ich równych prawach do opieki nad dziecmi.
Ale my dobrze wiemy, że tacy gorzej nawet czy weekendowi istnieją.
Mój mąż wyleciał gdzieś z kochanką na wakacje.
A ja dowiaduję się, że dla dzieci on nie ma.
OK, tylko jak byliśmy razem też pracował i jakoś było oczywiste, że w pierwszej kolejności wysyłamy dzieci n aobozy, potem jak się uda to jedziemy na wspólne wczasy. I tak zawsze spędzałąm większośc wakacji z dziećmi u nas w kempingu w górach.
A teraz, jakby nadrabiał stracony czas.
W dodatku długi rosną, wydatki na dom ograniczył trzy, czterokrotnie.
Opieke nad dziećmi skrócił do 0 minut dziennie.

Mnie też stac na to żeby sobie gdzies wylecieć np z koleżanką.
Ale zwyczajnie nie umiałabym. Jak mogę leciec na wakacje kiedy dzieci siedzą w domu.
Tak, zwłaszcza teraz przydalby mi sie odpoczynek, ale źle bym się czuła.

Są organizacje kobiece i chyba tam trzeb asię zorientowac co mozna zrobic i czy może ktoś już ma ten problem na uwadze.

Nawet juz myślałam żeby zabrać gdzieś tylko ta moją córeczkę.
Tylko skończył jej się paszport, nie wiem czy umiałabym zostawić najmłodszego i czy miałabym z kim.
No i oczywiści estarsi chłopcy sa delikatnie mówiąc oburzeni na taki pomysł.
A mnie jej tak szkoda.

Kiedyś jak planowaliśmy wyjazdy to z myślą odzieciach. Miejsca specjalnie pod nie.
Tak bardzo sie cieszyliśmy jak chlapała sie szczęsliwa w basenie czy bawiła w piasku.
Po prostu szczęście dzieci chyba nas obydwoje cieszyło.
Teraz szczęscie dzieci nie jest dla niego ważne. Tylko jego szczęście.
Tak sobie myślę, że dobrze że mają jeszcze taką mamę, dla której ich uśmiech jest największą radością.
Owszem trochę egoizmu w życiu to i dobrze, ale bez przesady.

229

Odp: Miłość trwa

Właśnie, jeśli twierdzisz, że jest nas tysiące, to może warto chociażby spróbować. Siedząc biernie nic nie wskórasz. może się co najwyżej poużalać. Ja chętnie bym coś zrobiła w tym kierunku.

Nie zmieniam zdania, nawet teraz, gdy mąż od kilku dni się stał jakiś dziwny - w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Nagle zaczął chcieć dwójkę dzieci naraz. Zapłaci mi za ubezpieczenie samochodu i przegląd. Dzisiaj jak do niego zadzwoniłam, że mam anginę i chcę się wykurować przez 2 dni - bez dzieci, to bez problemu się "zgodził" je zabrać. Jakiś cud mniemam.

Mimo tego chcę walczyć o lepsze warunki bytu moich dzieci. Ja już zaczęłam walkę - małymi kroczkami, napisałam do rzecznika praw dziecka z zapytaniem, jak mogę od niego alimenty wyskubać. Tak jak pisałam, nie zwolnię się z pracy, a na niższą pensje się nie godzę, także nie interesuje mnie obniżenie etatu. Bo to nie ma sensu.

230 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-06-26 10:29:09)

Odp: Miłość trwa

Bet
napisałam bardzo dużo ale wcięło mi posta, może to i dobrze bo niektóre kwestie  nie powinny być tu napisane.

Ale napiszę Ci,  że to schemat, oni działają schematycznie. Twój mąż naprawdę po kolei robi to, co mój robił. Więc mogę Ci napisać co okazało się skuteczne w wyrwaniu pieniędzy od mojego męża ale na priw, tu nie napiszę.
Znam też finał tej historii, pisałam Ci już. Ale powtórzę- skończą się pieniądze, długi mu narosną to i jej miłość się skończy, zobaczysz sama. Zobaczysz, chociaż teraz może w to nie wierzysz ale on zapuka do Twoich drzwi, to pewne jak śmierć i podatki.
Dziś ja jestem samodzielna, zarabiam na siebie i dziecko, on gotuje obiady a ta jego była kurew chce mnie oskarżyć o stalking chociaż nic jej nie zrobiłam poza opisywaniem swojej historii. Z przyjemnością odbiorę wezwanie do sądu. Tu też mnie wyczaiła, lata po internecie jak oszalała wyszukując moich wpisów, boi się ujawnienia swojej tożsamości.

A co do kwestii rzecznika spraw obywatelskich: sprawa wydaje mi się beznadziejna, myślałam o tym dość długo jak sama miałam prawie nóż na gardle, pukałam do wielu drzwi, każdy współczuł ale nie pomógł. W takich sytuacjach prawo nie pomoże, żadne instytucje nie staną po naszej stronie. Do tego trzeba zabrać się inaczej, ale jak się do tego zabrać( a ja to zrobiłam i osiągnęłam cel) to już na priw.
   Potrzeba dużo determinacji, konsekwencji i stalowych nerwów. TYLKO tyle i AŻ tyle.

231

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa:)
Czy mogę także liczyć na jakieś wskazówki, jestem w podobnej sytuacji, ale nie chcę się rozpisywać w poście Bet.

232

Odp: Miłość trwa

Twardoglowa, mam do Ciebie maila.
Napisze z prywatnego maila, bo ten na który wysłałaś mi arkusz kalkulacyjny jest na serwerze męża i może czytać wiadomości.
Napisz proszę.

Nie wiem, jaki będzie dalszy ciąg mojej historii. Są dni kiedy jestem spokojna, mam jakis taki nie najgorszy nastrój mimo obłedu wokół mnie.
Facet zgotował rodzinie koszmar. Nie on pierwszy i niestety pewnie nie ostatni.
Własciwie to jest to prosty sposób na pozbycie się obowiązków. Łatwo, przyjemnie i bezkarnie.

Czy wielu jest facetów którzy odbijaja innym żony, takie co mają np czwórkę dzieci.
A i jeszcze czują sie lepsi od tego co mu zwinęli żonę i sie tym chwalą.

Ja o takich nie słyszałam...
Natomiast kobiety...

Co z nami jest nie tak. Nam jest gorzej, bo między nami jest wiele zawistnych, prymitywnych... i nie trzymamy sztamy jak faceci.
Oni jeden drugiego kryją, nie robią sobie tak wiele świństw jak jedna baba drugiej.

233

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, możesz pisac tutaj ile chcesz...:)

234

Odp: Miłość trwa

czy ja wiem, czy pozbycie się problemów. Szczerze nie zgadzam się z tym. Jest to bardzo krótko terminowe myślenie. Daje to efekty tylko doraźnie. Oni i tak nigdy nie będą na prawdę szczęśliwi. Dołożyli sobie dodatkowe obowiązki.

Bet, moją sugestią w stosunku do Ciebie jest: jeśli nie chcesz i nie masz zamiaru bratać się z powrotem z mężem (sama wiesz najlepiej jak to jest). Składaj jak najszybciej sprawę o alimenty. Już tłumaczę czemu tak sadzę: po pierwsze jak dziunia męża zajdzie w ciąże, będą one niższe. po drugie: jeśli nie zarabiasz (nie przekraczasz progu zarobków 725zł na osobę) fundusz alimentacyjny będzie płacił każdą kwotę jaką uzyskasz w sądzie (jak ją przekroczysz, to fundusz nie płaci) - u męża będzie rósł dług wobec państwa, a Ty będziesz miała spokój, chociaż w tej kwestii. Po kolejne: pokażesz mu, że nie jest bezkarny

Możesz mężowi udowodnić rozpad małżeństwa z jego winy (zdrada, opuszczenie, nie płacenie na dzieci i twoje utrzymanie), co za tym idzie, będziesz dostawać alimenty na siebie. A on nigdy nie będzie mógł od Ciebie żądać alimentów).

Zacznij nagrywać Wasze rozmowy, jeżeli nie przelewa Ci pieniędzy na konto, a daje je bez obecności świadków, to ma dodatkowy problem, aby Ci udowodnić, że cokolwiek płaci _ to będzie już na jego głowie. Idź z dziećmi do psychologa, niech on oceni stan dzieci po rozstaniu. Wysyłaj do męża maila, smsy (bez wstawek emocjonalnych), suche fakty, np. że chcesz mediacji dotyczących spraw dzieci - płatności, widzenia..... Zapisuj w pamięci te info, jeśli nie odpisze, to w sądzie wykażesz jego brak zainteresowania z jego strony. Podaj mi maila, a prześle Ci przykładowy mail, który do męża wysłałam. |To on będzie się tłumaczył przed sądem, a nie Ty. Ty wykażesz się dobrą wolą.

Zbieraj rachunki, notuj wydatki. Może jesteś w stanie udowodnić, że teść Cię szykanuje, i jesteś zmuszona się wyprowadzić. Alimenty wtedy rosną. Ty z dziećmi nie możesz przecież mieszkać pod mostem.

Pamiętaj nie rób tego z zemsty, tylko po to aby dzieciom i Tobie wiodło się lepiej. Nie działaj w gniewie i w agresji, a wygrasz życie. Musisz przemyśleć swoją taktykę, niestety w sądzie jest potrzebna. Działania muszą być przemyślane. Nie kłóć się z mężem, tylko stanowczo, asertywnie z nim rozmawiaj.

235 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-06-29 11:22:40)

Odp: Miłość trwa
zagubiona_i_co_dalej napisał/a:

czy ja wiem, czy pozbycie się problemów. Szczerze nie zgadzam się z tym. Jest to bardzo krótko terminowe myślenie. Daje to efekty tylko doraźnie. Oni i tak nigdy nie będą na prawdę szczęśliwi. Dołożyli sobie dodatkowe obowiązki.

Bet, moją sugestią w stosunku do Ciebie jest: jeśli nie chcesz i nie masz zamiaru bratać się z powrotem z mężem (sama wiesz najlepiej jak to jest). Składaj jak najszybciej sprawę o alimenty. Już tłumaczę czemu tak sadzę: po pierwsze jak dziunia męża zajdzie w ciąże, będą one niższe. po drugie: jeśli nie zarabiasz (nie przekraczasz progu zarobków 725zł na osobę) fundusz alimentacyjny będzie płacił każdą kwotę jaką uzyskasz w sądzie (jak ją przekroczysz, to fundusz nie płaci) - u męża będzie rósł dług wobec państwa, a Ty będziesz miała spokój, chociaż w tej kwestii. Po kolejne: pokażesz mu, że nie jest bezkarny

Możesz mężowi udowodnić rozpad małżeństwa z jego winy (zdrada, opuszczenie, nie płacenie na dzieci i twoje utrzymanie), co za tym idzie, będziesz dostawać alimenty na siebie. A on nigdy nie będzie mógł od Ciebie żądać alimentów).

Zacznij nagrywać Wasze rozmowy, jeżeli nie przelewa Ci pieniędzy na konto, a daje je bez obecności świadków, to ma dodatkowy problem, aby Ci udowodnić, że cokolwiek płaci _ to będzie już na jego głowie. Idź z dziećmi do psychologa, niech on oceni stan dzieci po rozstaniu. Wysyłaj do męża maila, smsy (bez wstawek emocjonalnych), suche fakty, np. że chcesz mediacji dotyczących spraw dzieci - płatności, widzenia..... Zapisuj w pamięci te info, jeśli nie odpisze, to w sądzie wykażesz jego brak zainteresowania z jego strony. Podaj mi maila, a prześle Ci przykładowy mail, który do męża wysłałam. |To on będzie się tłumaczył przed sądem, a nie Ty. Ty wykażesz się dobrą wolą.

Zbieraj rachunki, notuj wydatki. Może jesteś w stanie udowodnić, że teść Cię szykanuje, i jesteś zmuszona się wyprowadzić. Alimenty wtedy rosną. Ty z dziećmi nie możesz przecież mieszkać pod mostem.

Pamiętaj nie rób tego z zemsty, tylko po to aby dzieciom i Tobie wiodło się lepiej. Nie działaj w gniewie i w agresji, a wygrasz życie. Musisz przemyśleć swoją taktykę, niestety w sądzie jest potrzebna. Działania muszą być przemyślane. Nie kłóć się z mężem, tylko stanowczo, asertywnie z nim rozmawiaj.

Oj nie nie, nie.
Z alimentami to jest tak:
fundusz alimentacyjny płaci alimenty tylko wtedy gdy niemożliwe jest ściągniecie ich od ojca i to POD WARUNKIEM, że matka dzieci nie przekroczy progu dochodowego(nie pamiętam jaka teraz to jest kwot ale to są jakieś śmieszne grosze). Fundusz nie wypłaci więcej niż 500złotych na jedno dziecko niezależnie od tego ile masz w wyroku alimentacyjnym, możesz mieć i 5000zł na dziecko, jeżeli ojciec nie płaci przez 60 dni to wtedy składasz papiery do funduszu ale max 500 na dziecko i ani grosza więcej.

Bet oczywiście na Twoim miejscu złożyłabym do sądu o alimenty tak jak rozmawiałyśmy, pomyśl też o wniosku do sądu o partycypowanie w zyskach firmy-jest taka możliwość i to bardzo proste. To by go dopiero szlak trafił a Ty miałabyś pełen wgląd w finanse i stały dochód. Warto powalczyć.
Rozglądałaś się już na tym telefonem?

Ja to już dziś pakuję walizki i uciekam na 10 dni:-) Bosko!!!

236

Odp: Miłość trwa

Dobrze wiedzieć,
to co napisałam wcześniej wynikało z mojej wiedzy pochodzącej od darmowego prawnika. przepraszam za wprowadzenie w błąd.
W takim razie straciłam już zupełnie wiarę w prawo polskiego państwa.

Ostatnio napisałam prośbę do Rzecznika Praw Dzieci z zapytaniem co mogę w swojej sytuacji zrobić. Odpowiedzieli, że jak będzie rozprawa, to mogą zajrzeć do dokumentów, ale bez tego ani rusz. To jakaś porażka.

237

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa, mam jakis telefon, jeszcze muszę skombinować ładowarke.
Mąż bedzie najwcześniej w poniedziałek w pracy.

Mam niewiele czasu, bo za ok. tydzień planuję wyjechać na wakacje

Twardogłowa, wypoczywaj - ja Ci zazdroszczę...

Jak się kiedys wkurzę to albo sobie sama zafunduję wyjazd, albo wezmę któreś dziecko ze sobą.
Na razie będę sie musiała prosić o paszporty, bo maluchy nie mają.
Mam teraz dużo spraw do pozałatwiania i cholernie sie denerwuję, że nie wyrobię się w terminie (ok tydzień czasu).
W dodatku dzieciaki są chore. Mały kaszle paskudnie, nie wiem czy nie będę musiała wezwać lekarza.
Nie mam tez dla małego wózka. Zepsuł się i wróci z serwisu dopiero w poniedziałek.
A na dworze tak pięknie, ażsie chce wyjechać.

Zagubiona, z alimentami jak i z rozwodem mi sie nie spieszy.
Jak już złożę pozew to sie nie wycofam. Nie chciałabym żałować.

Sama widzisz jak u nas liczy się dobro dziecka. Ono zależy od sędziego.

Zagobiona , radośc, gniew - to sa dla mnie emocje, które swiadcza o tym że żyję.
Ni chce się kierować gniewem, ale czasem sie złoszczę.
Nie zawsze to jednak mężowi okazuję.
Komus się wygadam, napisze na forum i jest lepiej.

Poza tym, mały jest taki słodki, że jak się do mnie tak uroczo usmiecha to mięknie mi serce, rozpływam się.

238

Odp: Miłość trwa

Zagubiona, możesz napisac do Ela44:beti196711@wp.pl
rozmawiałam z nią poda Ci mojego maila lub jak chcesz nr telefonu.

Dziewczyny, mamy podobne problemy.
Tak sobie myślę, że jednak facec to sa chyba "prości w obsłudze"
Wiecie fajnie byłoby mieć to doświadczenie życiowe, jakie mam teraz i znowu 20 lat.
Chyba innaczej pokierowałabym swoim życiem.
Może warto więc w niektórych kwestiach słuchać osób starszych, bardziej życiowo doświadczonych.

Rozmawiałam dzisiaj z mężem.
Zarzucił mi, że byłam za mało wymagająca, że dawałam mu za dużo luzu, że ta jego kochanka go krótko trzyma.
MNIE!!! zarzucił, że pozwalałam mu pić!!!!!!!!!!!!

Owszem, jestem miękka.
Tylko to jest zrzucanie odpowiedzialności.
Jakbym go krótko trzymała, to by mnie kantował bo byłabym heterą.
Nie godziłam sie na jego picie.
Groziłam mu kiedys, że odejdę, ale zaraz potem urodziła się córeczka ( trzecie dziecko) i znowu zmiękłam.

Nie twierdzi,ze lubi być krótko trzymany, ale że to skutkuje.
Tylko,że mnie przez prawie 20 lat znajomości nie zdradził, traktowałam go jak osobę bliską, miałam zaufanie.
Zarzuca mi, że nie byłam zazdrosna.
No nie byłam. Nie wiem dlaczego, nigdy nie byłam zazdrosna. I wcale tego nie żałuję.

Powiedział, że mogł mnie zdradzać od 15 lat.
Myli się, zdardę sie czuje. Innaczej nie wykryłabym jej.
Kobieta widzi jak zmieniają się relacje, jak partner ją krytykuje, jak widac, ze mu nie zależy.

I myli sie moim zdaniem, że faceci którzy są pilnowani nie zdradzają.
Zawsze byłam za partnerstwem i zaufaniem i że jeśli nie chcesz ze mną być to nie musisz.
Może to i bolesne, ale jak ktos w związku jest uczciwy to jakby automatycznie wymaga tego od tej drugiej osoby.

Znowu mi opowiadał jak to jego związek z tą dziwczyną może w każdej chcwili przestać istnieć, że codziennie się kłócą,że po dwóch dniach urlopu chciał wracać ( nie wrócił i raczej nie wygląda na niewypoczętego - Grecja).

On czuje sie jak w jakby to był jakis sen, z którego nie może sie wybudzić
Nie rozumie czemu to się wydarzyło, dlaczego tak sie stało.

Uklad jest chory. Nietsty przyznał, że mógł sie uzależnić od seksu, że to bardzo prawdopodobne.
Że ma wyrzuty sumienia, ze zostawił dzieci.

Że chciałby z nia zerwać, nie wiązałby sie już z żądną inną. Pomagalby nam , zajmował sie dziećmi, utrzymywał z nimi kontakt.
Że ma dwoch kumpli którzy prawie codziennie do niego dzwonią, czy już to skończył.

Może jestem za szczera, ale powiedzialm że to juz może lepiej żeby z nią był i że to właściwie nie jest juz takie ważne z kim jest.
Wprost poiwedziłam, że z nia nie jest w stanie zrwać ( chyba , że zacząłby sie leczyć) i dlatego , że nie ma do czego wracać.
On ateż go nie zostawi bo drugigo takiego frajera nie znajdzie.
Owszem, tak na seks to może, ale bogaty to sobie może znaleźć i ladniejsza i mądrzejszą.
Ta dziwczyna o tym dobrze wie.
Zdradzać go z jakimś w jej wieku pewnie kiedyś będzie, ale tu ma wygodny uklad.

Tak, wiec i jedno i drugie nie ma motywacji, żeby to zakończyć.
Dziewczyna sie tylko upewnia czy aby na pewno nie wróci do żony, czy ma u mnie jeszcze jakieś szanse.

On sie dziwi czemu tak wyszlo, że wielu przecież zdradza.
A jak on już to zrobił, to ja jeszcze zaszłam w ciąże. Potem jeszcze pobicie w ciąży, policja...
I wszytko wyszło na jaw, nic nie udało sie ukryć.

Skarżył się, że ta dziwczyna nim manipuluje.
Ja mu na to, że ma nad nim przewagę, bo jest ładna a on dla niej posiwęćił rodzinę i trzym asie jej teraz jak tonący brzytwy. No a on ma nad nia przwagę intelektualną. Wolałby jej nie mic, zeby pwenych rzeczy nie zauważać.

Mam sobie wybrać gdzie chcemy pojechac na wakacje.
Roztrzaskałam mu okularki przeciwsłoneczne z D&G.
Był zaskoczony. Swiadków nie było, to tak samo jak on stwierdziłam: jak to co sie stało?

To było na początku rozmowy, dopiero potem były te wszystkie wynurzenia.

A jeszcze podobno nie mógł mi powiedzieć wszystkiego, bo mogłabym to wykorzystać przeciwko niemu albo nagrywać.
Powiedziałam, ze to może lepeij bo i tak bym mu juz nie wierzyła.

Tak, to prawda.
Ja mu już nie wierzę. Nic na to nie poradzę, obojetne co mówi, to i tak nie wierzę.
Może jeszcze kiedyś jego słowa będą miały dla mnie jakieś znaczenie, ale teraz już nie ufam, nie wierzę.
Po co mi to mówił, nie wiem. Może żebym sie ni ewkurzała o ten jego wyjazd, może żeby sie wybielic bo napisałam do niego dosyc szczerego smsa.

Wysłałam zdjęcie tego najmłodszego, którego chciał żebym usunęła i napisałam, że to ten maluszek dla którego zrezygnował ze swojego życia, z rodziny, któŸego chciał żebym zabiła.

Może to było chamskie, ale czasem wydaje mi się, że trzeba walić w prost. To co nam leży, co nas gryzie.

Powiedziałam mu dzisiaj, że mam wrazenie że się na mnie mści. Wie ,ze zależy mi na dzieciach, to uderza w najczulszy punkt, żeby mnie jeszcze zranić.

W tych smasach napisałam mu jeszcze, że zawsze mu dobrze życzyłam, że chciałam dla niego jak najlepiej co dla mnie znaczyło, żeby żył jak najlepiej , był dobrym człowiekiem.
Że mimo wszystko po tym co mi zrobił jest mi przykro patrzeć na upadek bliskiej osoby.
Na to jak niszczy sobie opinie na ktora pracował przez wiele lat.
Ludzie go szanowali, za to jaką miał rodzinę, za to co osiągnął.
Nie ukrywam, ze ta opinie zawdzięczał chyba w dużej mierze mnie.

Miał szczęscie, dzieci, jako takie pieniądze, żonę która po tylu latach go nadal kochała.

On sam nie rozumie co sie stało, bo jak twierdzi na prawdę mnie kochał.
Chyba jednak za mało, co tez mu powiedziałam.

To jest już bez znaczenia. To jest takie niepotrzebne szukanie wytłumacznia.
Nie ma sensu wracanie do przeszłosci.
Była fajna miłość, nie najlepsze małżeńswo, mąż na zbyt wiele sobie pozwalał. Chyba sie wtym wszystkim za bardzo dusiłam.

Tak Zagubiona, widac szćżęsci enie było nam razem pisane.
Chociaż wiecie jak to pisze to płączę, sama wto nie wierzę. To było silne uczucie, nic na to nie poradzę.
To jest bardzo przykre kiedy oszuka ktos kto był jak nam sie zdawało przyjacielem, nie tylko kochankiem.

Nie wiem co bardziej boli zdrada, czy oszustwo, przemoc, raniące słowa...
Wszystko naraz.
Ludzie popełniją błędy, każdemu może isę przytrafić zrobić coś czego sie wstydzi co chciałby wyrzucić z pamięci.
Ja też boje się co mnie jeszcze spotka, przed jaką próba stanę.
Wolę go nie oceniać, ale jest mi cholernie przykro...

239 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-07-03 10:17:22)

Odp: Miłość trwa

Kochana Bet
a więc zaczęło się...
Panu bielmo spada z oczu i zaczyna widzieć co się stało, co w amoku robił i nie rozumie dlaczego to zrobił... Jak mój mąż, kropka w kropkę.
Wykonał pierwszy krok do tego aby próbować wrócić do Ciebie, wybadać czy ma szansę na powrót do rodziny.
Widzę, że o romans obwinia po części i Ciebie i kochankę, sprytne i podłe. Na swoją klatę zapewne nie przyjął winy żadnej. Ty byłaś za dobra, za mało wymagająca a kochanka wymagająca i trochę wredota. Jak nie staniesz dupa w tyle, jakbyś nie była to i tak zrzuci winę na Ciebie.

Powiedziałaś mu, że to już bez znaczenia z kim jest bo powrotu do Ciebie już nie ma. Jesteś pewna? Absolutnie nie namawiam Cię do jakiejkolwiek decyzji. To Twoje życie.
        Co najbardziej boli, zdrada, utracone zaufanie, słowa czy kłamstwa?
Mnie bolało to, że byłam zaślepiona, że myślałam, że on nigdy tego nie zrobi, że wszyscy tylko nie on, bolała mnie moja naiwność, zaślepienie w stosunku do jego osoby, to było jak zdzieranie żywcem ze mnie skóry, kawałek po kawałku, wychodzące kłamstwa na jaw, szczegół po szczególe.
Potem bolało mnie to, że on się zakochał, jego zaangażowanie emocjonalne.
Sam seks dla odreagowania mnie nie bolał tak mocno ale że emocjonalnie związał się z dziwką bolało bardzo, że w tym zaślepieniu  chciał się rozwieść ze mną dla dziwki.

  Ja Ci napiszę tylko, że nie żałuję, że pozwoliłam mu wrócić. Jest absolutnie inaczej jak już Ci mówiłam. Ja mam wszystkie karty przetargowe, nie boję się już czy będzie kolejna panna, nie myślę o przeszłości i o tym co może być. Wiem już że poradzę sobie bez niego. Teraz jest absolutnie inaczej, związek opiera się na zupełnie innych podstawach, są zupełnie inne priorytety, wbrew temu co było(zdrady, alkoholizm, pobicie, sprawa rozwodowa) to jet zupełnie inny człowiek, zmiana 0 180 stopni. Pracowałam nad tym i wymagałam, nie prosiłam, nie sugerowałam, mówiłam jasno czego oczekuję a jak nie pasuje to wie gdzie są drzwi ale już bez klamki. Bo zrobił mi już wszystko co najgorsze, co jeszcze może mi uczynić? Zabić mnie?
Nie kocha się za coś, kocha się pomimo czegoś, kocha się bezwarunkowo.
   Ale zauważ, że gdyby prosił o powrót( a na 100% to będzie robił) masz teraz wszystkie karty przetargowe w dłoni. Mogłabyś stawiać twarde warunki i konsekwentnie je egzekwować. Mogłabyś zarządać przepisania mieszkania na Ciebie, auta czy czegoś innego aby mieć na przyszłość bezpieczniejszą sytuację. Zyskałabyś więcej niż rozwodem, alimentami, podziałem majątku. Przykre acz prawdziwe. Po tym co było Ty też się zmieniasz chociaż tego nie zauważasz, będziesz bardziej lajtowo patrzyła na wszystko, więcej spraw będziesz olewać, zobaczysz sama.
Przemyśl to, jak nie dziś to na urlopie.
Życzę Ci abyś naprawdę wypoczęła a wybierając miejsce na urlop nie bądź głupia i nie żałuj na cenie bo im mniej Ty wydasz na wakacje tym więcej tamta małpa wydrze swoimi tipsami.
Ja lecę jutro o 15, cieszę się jak dziecko, on również, mówi, że będzie wspaniale.
Wiem, że tak będzie mimo, że to tylko Turcja a jego ostatni wyjazd wakacyjny to przed trzema laty ekskluzywne hotele w Indonezji. Cóż zabrał dziwkę gdzie jej miejsce-do największego burdelu świata;-)

240

Odp: Miłość trwa

Ech, Twardogłowa ja myslałam, że ty juz wtej Turcji.
Leć, wypoczywaj, ale sie do Ciebie usmiecham
Fajnie sie Ciebie czyta i z toba rozmawia.
Mam takie wrażenie , że ta zdrada wyszła Ci na dobre.
Nie myslę czy dałabym mu szansę czy nie.
Póki co on z nia jest i taki problem nie istnieje.
Ja o tym zerwaniu z nia słyszę od zeszłego roku. Nie mam złudzeń, ze to potwra.
I jemu sie to oplaca i jej.
No przecież nie można, ni eda sie prównać życia z kcohanką, dwudziestką, modelką do zycia z kobitą dojrzałą z czwórką dzieci.
Jakby tu było jedno dziecko lub dwójka - troche odcowana to jeszcze. A tu jest czwórka, w tym dwoje maluchów.
Ja mam zapiernicz. On ma raj.
Do czego tu wracać.
Taki facet ni espojrzy juz na mnie z porządaniem. Moje ciało i jej to przepaść, a sa tacy dl aktórych to jest bardzo ważne.
Ja czuje do niego wstręt. Na prawdę, nawet nie moge o tym myśleć.
Zwyczajnie czuje, że to juz nie mój mężczyzna.

Twardogłowa, on z nia tak szybko nie zerwie.
Musze n arazie kończyc, bo jest burza.

241

Odp: Miłość trwa

Wróciłam, mam dosyć tych upałów.
Na chwile obecną o jakimkolwiek zejśćiu nie mam mowy.
Wiem, że to może byłoby opłącalne dla mnie czy dla dzieci rozwiązanie, ale nie da rady.

Nie można powiedzieć nigdy, ale tak szacując to widzę może ze dwa procent szans, a właściwie to wcale.
On jest kłamczuch, nie wierzę w to co mówi.
Prawda jest, że tam sie to może w każdej chwili rozlecieć, ale na moj eoko to on robi wszystko, żeby do tego nie doszło.
Jak ona będzie kazała mu szczekać to tak zrobi.

Jego zarzuty, albo spostrzeżenia odnośnie tego, że ona krócej go trzyma mnie nie dziwią.
Ja mialam na głowie dzieci, dom i jego tatuska, ktory dyktował mu jak ma wyglądać małżeństwo.
Facet sie wreszcie z tego uwolnił.
Syn ten 13 latek jest do niego podobny.
Jak bywaliśmy sami, to bardzo sie zmieniał. Był grzeczny, sprzątał.
Potrzebuje dużo troski i uwagi. Kiedy jest z rodzeńswem jest niedozniesienia.
Tak samo z mężem. Potrzebuje czasu, uwagi. Ona ma czas tylko dla niego. Ma czas i warunki go wychowywać, pilnować.
Wpadł w sidła, ale tak to jest.
Może mój mąż kiedys będzie pisał n aforum, dla facetów kochających za bardzo, albo n akrótkiej smyczy czy cos w tym stylu.

Ale wiecie jak sie cieszę.
No moglaby mu dać wycisk, za to wszystko na co sobie poazwalał wobec mnie.
Jak będzie grzeczny to coś ekstra  ( seks).
Na koniec powinien się jeszcze nabawic do niego obrzydzenia...
A i sory, bedę wredna, ale ni ebyloby mi go szkoda jkaby go zdradzala z kolesiami w swoim wieku. Njalepiej na jego oczach.

Potem mogą zrywać.
Tak byłoby sprawiedliwie, a ... i jeszcze powinien od niej oberwać, po pysku i po fiucie.
To tak za to co zrobił mnie.

Przepraszam, wiem ,ze nie powinnam , ze to brzudko komus tak życzyć.

Ale czy to jest az tak az mojej strony zlośliwość tak mu życzyć.
Mnie sie wydaje, że j aniestety wówczas poczułabym sie lepiej.

Wiem , wiem, wiem, ni epowinnam o nich mysleć.
Ale ten mój pomysł tak mi sie podoba.
Nie życzę mu choroby, czy żeby złamał nogę.

Zwyczajnie, poczułabym, że w życiu rzeczy dzieją się po coś.

Jej zdarda, to jedyna możliwość zeby od niego odeszła.

Ach, tak sobie złośliwie pomarzyłam.
Juz się przywoluję do porzadku: niech robia co chcą.

Jesli jednak przychodza mi takie mysli do głowy, to pewnie to przyniosloby mi ulgę.
W tym czasie bedziemy już może po rozwodzie...

Beznadzieja, on mnie w ogóle nieszanuje.
Moim zdaniem na razi enic sie ni ezmienił, tylko jest nieźle poniżany.
Fajni ejak taka małolata wodzi faceta za nos, a wszystko przez to ladne cialo i seks.

Twardogłowa, mnie chyb ate same rzeczy co Ciebie bolą najbardziej.
Boli, ze wzyciu pojawiła soę ważniejsza ode mnie.
Mimo, że byc może nie jest mnie wart, to czasem czuję jakbym przegrała z inną.
Co innego jest rzucic, a co innego jak odchodzi do innej.
Jestem chyba taka, że jednak lubię kiedy moje jest na wierzchu, ale tak szczerze to nie bylam gotowa z nią o niego konkurować.
Jak powiedział to zrób coś z tym, to już mi na nim nie zależało.

Jestem ciekawa co będzie dalej.
Do dzieci od przyjazdu nie zajrzał.

Jakbym go krótko trzymała, to jak by odszedł to do takiej która go nie trzyma.
Jak sie komus ufa to smycz nie jest potrzebna.
Mni etam nie przeszkadzalo, ze on pdrywa ze mna sprzedawczynie w sklepie.
Lubi się facet podobać, dla mnie to było zabawne. Nie widzialam w nich rywalek, zagrożenia.
Zresztą, nie da sie tak upilnowac, żeby okazja sie nie nadarzyła.

242

Odp: Miłość trwa

Bet moja droga,

masz prawo do każdego wyrażonego uczucia. dobrze, ze wyzywasz się na nim, jak kto woli spuszczasz z balonika. moim zdaniem oczyści to atmosferę pomiędzy Wami. jest to pierwszy krok do pojednania, bądź do nowego lepszego życia. nie podejmuj decyzji pochopnie, abyś tego nie żałowała. daj sobie czas. zrób rachunek sumienia i wyrachuj sobie, co będzie lepsze dla Ciebie(nie dzieci - pisze to z pełną świadomością).

na wakacje wybierz swoje wymarzone miejsce, niech płaci, tylko to ma być twoje i tylko twoje miejsce, nie takie, o którym myślałaś, ze pojedziesz z nim, kiedyś w przeszłości. odpocznij.

dziękuje za adres @, jutro do drogiej koleżanki naszej niedoli napisze.

243

Odp: Miłość trwa

Wim, na pewno, ze dla dzieci najlepsze jest zeby ich mama postepowal atak jak uwaza.
Jesli jestem rozsądna to będę ich miała na uwadze, ale chyba nawet dziecko nie chce, zeby ktoś sie dla nich poswięcał.
To co robimy, musimy robić dla siebie. Nie chcę kiedys wypominać dzieciom jak to się dla nich poswiecałam.
Jeśli już to ewnetualni edlatego, ze to ja chce sie poświęcić, a ni ejakies tam tłumaczenia.

O takim poświęćeniu teraz nie mam mowy.
Nie ma  szans n ajakiekolwiek pojednanie, ponieważ mąż ni ejest ze mną szczery.
Może jestem szczególnie wobec niego teraz nieufna, ale trzeb aufać swojej intuicji.
Na niej się chyba nie zawiodłam.
Czuje, że on jest nieuczciwy, taki " mały człowiek".
On nie czuje wyrzutów sumienia.
W nim te wyrzuty by sie odezwały, kiedy " dostałby w pier..."
Tak brutalnie, sory, ale teraz już widze że tacy to tylko wtedy maja przez moment uczucia.
Może keidys był inny, może jeszcze będzie inny.

Nie szanuje mnie. Nie ma najmniejszego szaunku, nawet jak do człowieka.
Jest teraz inny, to fakt. Ale mni esię on nie podoba.
Klamie...

Taki czlowiek jak w życiu nie dostanie sam od zycia kopa w tylek, to sie sam nie zmieni.
Nie będzie skruchy. Nie kazdy jest empatyczny.
On jest skupiony na wlasnych problemach.

Tak jak ja tu roztrząsam swoje sprawy , to on roztrzasa czy ona go zostawi czy nie.

Pewnie się już bardziej starac nie umie.
Prawdy jak to jest i było nie dowiem sie pewnie nigdy.
Bo i on kłamie i ona. I jedno i drugie mam za kłamczucha.
Bardziej wierzę kochance.
Dlatego niech on sobie to zostawi dla siebie, bo cokolwiek mi powie, to i tak nie umiem traktowac tego poważnie.

Co do wakacji, to założe się że to było tylko tak dla uspokojenia mnie.
Przeciez ja nie mam watpliwości, że będzie kombinował.
Nie, łatwo mu nie odpuszczę.

Juz mu napisałam , ze chcemy lecieć na Fuertaventurę.
Może dzieki temu uda sie wyjechac na tydzień nad morze, albo do Włoch.

Bede go męczyć, bo ta Grecją mnie normalnie rozwścieczył.
Teść dostał pismo ze maja zając mi pensję ( widocznie łatwiej ściagnąc należnoeści ode mnie).
Tylko ja już pensji nie dostaję, wiec nie maja czego zajmować.

Przejżałam jego faktury ( leżały na biurku na recepcji). Mimo, że prawie nie pracuje ( 11 w pracy, badz 13 - i tak do 16.30) to zlecenia są super.
Włściwe to żyje z firmy z która kontrakt ma dzieki mojej dlugoletniej pracy.
To moi klienci namówili mnie, żebysmy podpisali z centaralą kontrakt.
Teraz z tego korzysta kochanka.

Zagubiona, ciesz sie, bo przynajmniej nie masz sytuacji, ze twoj mąz pieniądze ktore zaoszczedza na dziceiach wydaje na kochanke.
Zamiast kupić coś waszemu dziecku, to inna opala na plaży tyłek

Każdy ma swoje, problemy, Ty masz właściwie podobne.
Bo czy to jest takie wazne czy na kochanke czy gdzie indziej, ważne że dzieci na tym tracą

Co do spraw formalnych, teraz mam priorytet sprawy zawodowe. Bardzo możlwe, że właśnie z tego powodu będę sie musiała z rozwodem pospieszyć.
Teraz mi sie nie spieszy, bo niby do czego. Żebym poczyła ulge, że formalnie jestem wolna.
Nie potrzebuje tego.
Zabrac za to będę się kiedys musiała, no bo tak nie wypada żyć.
Małżeństwo, a mąż od roku mieszka z inna.

A..., jeszcze sobi eprzypomniałam jak mi opowiadłał jak to będzi ewygłądało, on dziedek n awózku, a ona co będzie ten wózek pchać.

Czyli myśli o przyszłości, myśli jak to będzie za pare lat.
Nie żyje chwilą, on przyszłośc planuje. Znam go na tyle dobrze, żeby widzieć jak on bardzo chcialby się z nia zestarzeć, mięć ją przy sobie na zawsze.
Przykro mi słuchac takie rzeczy. Jednak jszcze mi przykro.
Mąż dzieli się ze mną takimi zmartwieniami. Potem ja wracam do dzieci, przebieram, karmie maluszka, zajmuje sie pozostałymi domem - a on wraca do swoich miłosnych dylematów. Jak nastolatek.
On ma właśnie takie problemy.
Planuje przyszłośc, wspólne wczasy, narty, meble itd.
Inwestuje we wspólna z nia przyszłość.

A z drugiej strony jestem ja z dziecmi.
Też myślę o wspólnej przyszłości tylko że bez niego a z dziećmi.
Czy ja widże, chyba tak samo niewyraźnie jak on ze swoja kochanką

244

Odp: Miłość trwa

bet smile
Ty z dziećmi to prawdziwa rodzina, kochająca...taka skała co jej nic nie ruszy...oni to piasek smile
Tylko piach, co się z czasem przez palce przesypie i zniknie. Sam tak wybrał, jak chce spowiednika niech idzie do kościoła ....
Dobrego wspaniałym kobietom z tego wątku smile

245

Odp: Miłość trwa

Bet,

nie musisz tego słuchać. jeśli nie chcesz, to powiedz mu to.

pozdrowienia dla wszystkich

246 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-07-06 10:55:56)

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Twardoglowa, mam do Ciebie maila.
Napisze z prywatnego maila, bo ten na który wysłałaś mi arkusz kalkulacyjny jest na serwerze męża i może czytać wiadomości.
Napisz proszę.

Nie wiem, jaki będzie dalszy ciąg mojej historii. Są dni kiedy jestem spokojna, mam jakis taki nie najgorszy nastrój mimo obłedu wokół mnie.
Facet zgotował rodzinie koszmar. Nie on pierwszy i niestety pewnie nie ostatni.
Własciwie to jest to prosty sposób na pozbycie się obowiązków. Łatwo, przyjemnie i bezkarnie.

Czy wielu jest facetów którzy odbijaja innym żony, takie co mają np czwórkę dzieci.
A i jeszcze czują sie lepsi od tego co mu zwinęli żonę i sie tym chwalą.

Ja o takich nie słyszałam...
Natomiast kobiety...

Co z nami jest nie tak. Nam jest gorzej, bo między nami jest wiele zawistnych, prymitywnych... i nie trzymamy sztamy jak faceci.
Oni jeden drugiego kryją, nie robią sobie tak wiele świństw jak jedna baba drugiej.

247

Odp: Miłość trwa

Czy ja wiem, czy rodzina to aż taka skała.
Chciałabym, lecz czasem wątpie czy na matkę sie nadaję.
Może poprzez zdradę, porzucenie zaczyna sie w siebie wątpić.
To taki prosty sposób żeby kogoś poniżyć, pokazac mu jak niewiele znaczy.
Można w taki prosty spoóśb kogoś dotknąć. Tk anieiwele trzeba, żeby zmienił sie swiat całej rodziny.
Oni mają "piękną miłość", a ja w siebie wątpię.
Tylko czyżby wyznacznikiem naszej wartości bylo to czy z kimś jesteśmy.

Porzucenie jednak boli.
Mnie boli mniej niż w zeszłym roku, ale jednak wciąż.
Jego słowa,że rozmawia z nia tak jak ze mną, czyliże są tak bisko jak ja z nim mnie zwyczajnie ranią.
Ale nawet bez tych słów, wiem jak jest.
Myslałam, że łączy nas głębokie uczucie. To było najcenniejsze w naszym małżeństwie, to pomagało mi znosić jego humory, trwać.
Nie byłam z nim tylko ze względu na dzieci, ale na uczucie.
Okazało sie, ze to iluzja, że tak łatwo je zastapić. Teraz ma to samo, może więcej z inną.
To już prawie rok jak z nia mieszka.
A mnie wciąż jest ciężko. Raz jest lepiej raz gorzej.
Odnaleźć sie jest trudno. Może to też natwłok obowiązków, może to jak dużo gorze w sencie materialnym nam sie żyje.
To wszystko ma wpływ na moje samopoczucie. Poczucie bezradności, bo takie jest życie i chodzi mi w tej chcwili też o kwestie materialne.

Ta niesprawiedliwość, na której tracą przede wszystkim dzieci jest niepotrzebna.

Ach, trochę sobie powzdychałam. Szkoda piekniego dnia...

248

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

A mnie wciąż jest ciężko. Raz jest lepiej raz gorzej.
Odnaleźć sie jest trudno. Może to też natwłok obowiązków, może to jak dużo gorze w sencie materialnym nam sie żyje.
To wszystko ma wpływ na moje samopoczucie. Poczucie bezradności, bo takie jest życie i chodzi mi w tej chcwili też o kwestie materialne.

Ta niesprawiedliwość, na której tracą przede wszystkim dzieci jest niepotrzebna.

Ach, trochę sobie powzdychałam. Szkoda piekniego dnia...

mam dziś tak samo jak Ty , popisałam i jest mi trochę lżej, jesteś mądrą i silną kobietą czytam cały czas Twój wątek

249

Odp: Miłość trwa

Ach, wreszcie pakowanie na wakacje.
Jeszcze dzisiaj załatwiałam przegląd samochodu, wczoraj dowód rejestracyjny, a jutro jakies zakupy ( musze małej wymienic buty) i PAKOWANIE!!! i wyjazd!!!
Jak ja sie strasznie cieszę:))))
Jadę co prawda na wieś, tam do siebie w góry, ale przyroda wycisza, więć mam nadzieję, że się troche podładuję.
Miłam teraz troche przjscia z mężem. Przyznam , że z mojego powodu. Nie wytrzymałam, coś mu schowałam.

Tka bardzo sie wkurzyłam, okazało sie że był w Hiszpani, robi holernie drogie zakupy.
Mnie nie mam, a z nia żyje jak w innym świecie.

Groził mi policja, powiedziłam , że tego sie spodziewałam i że mi wszystko jedno.
Za zniszczenie mienia mogę odpowiadać, nie mam pieniędzy , nie mamy rozdzielności majatkowej i nie ma na mnie dowodów.
Jak mnie wsadzą do więżienia to kto zajałby się czwórką dzieci?
To prawda, mnie juz czasem to wszystko zwisa.
Ile można tak żyć.
Jestem tylko człowiekiem.
Potem jak rozmawialismy, juz nie wytrzymałam i sie popłakałam.
Powiedziłam , że mi juz na niczym nie zależy.
A on mnie nagle zaczał pocieszać: że jestem silna, żebym jeszcze trochę wytrzymała i cos wtym rodzaju.
Obiecał mi, że będzie mi normalnie zostwiał pieniądze, że chce mi zmienić samochód ( na wiekszy), że chciałby żebyśmy pojechali na wakacje...
Coś mu się chyba pomyliło. jechac z mężem, który mieszka z inną na wspólne wakacje.
Co miał na mysli trudno odgadnąć.
Nie mam już sił do tego zwodzenia.
Sprostowałam , że jak juz to pojadę sama z dziećmi, że należy nam się urlop.
Zmienił prawnika, bo ten źle mu doradzał ( namawiał do rozwodu).
Teraz ma szyche z pierwszycg stron gazet. Njgłosniejsza sprawa karna w Polsce ( z ostatnich godzin).
Nie chce pisac konkretniej.
Podobno rozmawiał z nim 3 godziny i ten prawnik nie wziął od niego ani złotówki i poradził mu ułożyc sobie ze mną stosunki jeśli chce mieć dobry kontakt z dziećmi.
Dla mnie to logiczne. Czy faceci sami nie potrafią wpaśc na taki pomysł...
Jakim cudem faceci chca mieć dobry kontakt z dziećmi jeśli na nich oszczedzają, noe zajmuja sie nimi itd...
I wział dzisiaj malego na ręce.
Przyszedł do mnie do góry do mieszkania. Siedze w samych majtkach i bluzeczce przy stole - a tu staje on
Przecież tak nie można, ja dostane zawału. I tak w tych majtkach z nim rozmawiałam.
To komiczne a z drugiej strony bezczelne.
Powiedziłam , żeby tak nie wchodził bez powiadomienia mnie.
Przyszedł oczywiscie poo reszte sprzętu ( ja jej nie miałam , nie wiedziłam gdzie jest - miła ją syn)
Przniósł mi olej samochodowy do wymiany i filtry.
I tu, uwaga - patrzył jak mały sie bawi, zagadal do niego i WZIĄŁ GO NA RĘCE!!!!!!!!!!!!!

To jest wydarznie na miarę gównego wydania wiadomości.
Ojciec wziął syna na ręce.
A ten mój wesołek tak się nawet do niego uśmiechał.
Potem jeszcze na moment w urzędzie paszportowym, jak wypisywałam wnioski.
Było mi miło. To był piękny widok. Dlaczego chce mi się płakać...

I znowu jest mi smutno...

Wcześniej jeszcze tłumaczył się, że nie rozumie co go zaćmiło, że to jakieś bielmo na oczach, że mu puszcza...
Bo zarzuciłam mu, że mnie nie kochał. Nie zgadza sie z tym.
Ona jest ładna, cholernie seksowna. Wygrała jakis tam konkurs na " miss erotica".
A ja... jestem czterdziestoletnia kobieta, po czterech ciążach. Może mam jak n aswój wiek dobrą fgurę, może jestem ładna, ale jestem zupełnie inna.
Mąż też jest inny...
Nie wyobrażam sobie jak bylismy razem jakbym sie rozbierała dla innych, jakby moje piersi , mój goły tyłek w jednoznacznych pozach mieli oglądać inni faceci. A jemu to nie przeszkadza.
Chyba jest nawet dumny, że ma taaaaką laskę. Oisiągnął chyb aszczyt męskiej próżności.
Ciekawe kiedy ona przyprawi mu "rogi".
Nie wierzę, żeby kiedyś jej to nie przyszło do głowy, ale to już nie mój problem.
Kładę się spać, nie mam siły pisać, oczy mi sie kleją.

250

Odp: Miłość trwa

Bet...ściskam Cię mocno !

251 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-07-16 11:09:38)

Odp: Miłość trwa

Bet
na pewno już wypoczywasz,
ja wróciłam. Było fajnie, tak to mogę określić.

Zastanawia mnie dlaczego Ty wysłuchujesz tych jego bredni? Masz skłonności masochistyczne?
Przecież mądra z Ciebie dziewczyna.
Powiedz mu stanowczo, że nie interesują Cię szczegóły z jego życia osobistego, intymnego. Rozmowy tylko na temat dzieci, rozliczeń. Zobaczysz, że rura mu zmięknie.
  Mężuś płacze żonie w rękaw, że jest uzależniony od seksu z kochanką, że bielmo zalało mu oczy, żebyś jeszcze trochę wytrzymała. A Ty wysłuchujesz. Nie widzisz kuriozum sytuacji? Wyraźnie mówi: pobawię się jeszcze trochę i wrócę do ciebie.
On przygotowuje Cię na swój powrót do domu a Ty wysłuchując jego "zwierzeń" dajesz mu przyzwolenie na powrót.
  To tak po mojemu. Ja tak to rozumiem.
Przeżyłam to.
   Mój dzwonił do mnie z płaczem, że kochanką go rzuciła, sam jednocześnie zabawiając się dla pocieszenia z inną dziwką w hotelu. Później przez kilka miesięcy słuchałam jego płaczów, rozpaczy, rozpamiętliwień jaka to ona była och i ach, piękna, mądra, wspaniała, z klasą. Zapomniał tylko dodać, że to zwykła kooorwa z burdelu.  Taki mały nic nie znaczący rys na wizerunku dziewicy orleańskiej:-P

Ja bym go przyjęła na swoich twardych warunkach a potem wypatroszyłabym jak szprotkę.
Ale to ja.
Ja jestem pamiętliwa.
Czytam Twojego ostatniego posta i wybacz ale się czasem śmieję...
  No barany.
Mój też miał najlepszego prawnika, trzeszczał, że mnie zniszczą w sądzie, zamkną w zakładzie psychiatrycznym, napuszony był jak młody kogut w kurniku.
A tymczasem wystarczyło, że pokazałam im kilka faktów, zmiękli i mąż zrobił się jak stary kogut z wydartym ogonem;-P
Ale wiem.
Ja mam to już za sobą, Ty jesteś w trakcie.

I masz rację - gdyby mnie konsekwencje prawno skarbowe wynikające z działań mojego męża to to kurestwo mojego męża wyszłoby mi na dobre bo zmieniłam się zupełnie po tym fakcie.
Ale są jeszcze sprawy skarbowe, ostatnia właśnie prawnik przegrał i pisze odwołanie.
Szlak mnie trafia.
A  do swojego nie odzywam się od piątku i dobrze mi z tym, mam focha i mogę mieć ile chcę.

252

Odp: Miłość trwa

...ja też się zastanawiam bet na co czekasz...:)
rozumiem, że strasznie boli, wiara, we wszystko co było sensem, legła w gruzach, te uczucia, załamania, brak sił i chęci do życia, porównywanie siebie i jej, przemęczenie przy dzieciach, poczucie kobiecości bliskie zeru...
znam to...
przeżyłam...
...i jeszcze te jego rozmowy, udawanie poprawnych relacji, tworzenie iluzji przyjaźni i bliskości...
On tak bardzo Tobą manipuluje...
Przepraszam, że tak wprost, może nie powinnam, w końcu każdy liczy na jakieś szczęśliwe zakończenie, które się stanie bez naszego działania i starań... że niby przejrzy na oczy..
że niby ona go kopnie...
i on nagle otworzy oczy i zobaczy co stracił
i nagle wszystko się ułoży i będzie lepiej jak przed...
Bet smile
życzę Ci tego z całego serca...ale...
te jego rozmowy...to pranie mózgu, pięknie potrafi Tobą manipulować, że niby prawnik mu radził i zmienił prawnika..
że niby to czy tamto... i znowu myślisz o tym co powiedział, czyli "o nim" i zajęta dziećmi i codzienną bieganiną wyładowujesz się robiąc złośliwości, które mogą Ci zaszkodzić, a nie bierzesz sytuacji "za rogi".
Pozwalasz mu na to, żeby się z Tobą nie liczył, nie szanował Cię... tą biernością na wszystko przyzwalasz...
pozew o alimenty, pozew rozwodowy, rozwód z jego winy ( teraz jest na to najlepszy czas, bo mieszka z kochanką, nie da się tego ukryć, majątkowo również łatwiej Ci będzie wywalczyć więcej dla dzieci i siebie...jest Wam to winien)...to jest to co pokazało by, że mówisz "dość", "nie zgadzam się na to wszystko", "jestem silną kobietą", "walczę o siebie i dzieci, bo jesteś nam to winien", "bo ....bo.... dopowiedz sobie resztę Bet...
Flirtował z innymi, a Ty uważałaś to za zabawę..że niby taki styl bycia ma...
Teraz kochanka to też styl bycia?
Bet...tak...ja uważam, że jest takim właśnie człowiekiem..
Skupionym na sobie, na swoich przyjemnościach.
Chciałabym Tobą potrząsnąć i chciałabym, żebyś zobaczyła sytuację moimi oczyma....on nie jest Ciebie wart, nie jest wart rodziny, którą opuścił, jest gnojkiem, nie mężczyzną, a szczeniakiem niewartym splunięcia...
Nie porównuj się do niej...ona Ci do pięt nie sięga..
Skoro rozwaliła rodzinę, ma świadomość, że odebrała ojca czwórce dzieci to do kogo przepraszam Bet Ty się chcesz porównywać...
Są nikim...są siebie warci...
Kochaj proszę swoje ciało...dało Ci czworo szczęść smile...a jeszcze zobaczysz jak dzieci trochę podrosną i będziesz miała więcej czasu by o siebie zadbać znajdzie się mężczyzna, który Ci udowodni jak bardzo się mylisz w samoocenie...
Sama mam trójkę szczęść smile
Rozwiodłam się, bo w końcu dotarło do mnie, że dalej tak nie dam rady...
Dopiero teraz, kiedy jestem silną i samodzielną kobietą zaczął mnie szanować... wywalczyłam sobie ten szacunek.
Piszę Ci Bet, bo nie wierzę, że jakoś się samo poukłada....
Skoro nie szanował to nagle zacznie?
Szanuje się kogoś, kto nie jest podporządkowany... tylko niezależny ...
Prawne usankcjonowanie tego wszystkiego dało by Ci stabilność...wiem...namawiam... ale czytam Twoje wpisy, widzę jak się miotasz, ile to wszystko Cię kosztuje i jak sobie pomyślę, że pozwalasz, by uchodziło mu to całe sponiewieranie Was bezkarnie to aż mną trzęsie...

253

Odp: Miłość trwa

Pe, kochana ja też Cie mocno ściskam i życzę szczęscia - zaslugujesz na nie!!!
Twojemu maluszkowi też przesylam ciepłe uściski. Daj mu buziaczka ode mnie:)

254

Odp: Miłość trwa

Twardogłowa, Takasobiemamuśka - macie w 100% rację.
Wyjechałam na wakacje. Wczoraj musiałam na pare dni wrócić więc piszę.
Chcę założyć firmę, staram się o dofinanaoswanie i miałam obowiązkowe spotkanie.
Ale jak tam byłam w gorach. Miałam chcwilę czasu, żeby sobie tak trochę poukładac myśli.
Doszłam niestety do wniosku , że on jest gnojem.
Sory, ale nie będę się bawić w elokwencję. Jest gnój, lajdak, manipulant to za łagodne określenie.
Zdążyłam się już z nim paskudnie pokłócić. Zwyzaywałam go, klnęłąm, byłam rozwścieczona.
Tak, kochałam go. Może nawet jakaś część mnie nadal go kocha, ale nie tak żeby z nim być, żęby godzić się na takie pomiatanie rodziną, n atraktowanie mnie jak matoła.
To co robi to nie jest za namową prawnika. Ten gnój  - wybaczcie ale musze dać upust złości - obraża mnie non stop. Traktuje mni ejak małą dziewczynkę. I tu nie chodzi o nic innego, jak tylko o to , żeby miał jak najwięcej kasy na swoje przyjemności z kicią ( tak do niej pisał).
Robi mi wodę z mózgu. To mnie wpieprza najbardziej.
Nie mam złudzeń, że on do mnie nie ma żądnych pozytywnych uczuć.
Co mni eboli, to że to była fajna miłość. Fajna, na prawdę. Z mojej strony taka cholernie głeboka.
Tolerowałam te inne jego zachowania, właśnie z powodu tego uczucia.
A mam świadomośc, że on nie czuł tego co ja. Twirdzi, że to nie prawda, że bardzo mnie kochał.
Nie wierzę, on ni ewie co to miłość. Kocha tylko siebie. Miłam pecha , że się w nim zakochałam. W kimś takim.
Ten facet nie ma najmniejszego pojęcia, jak potwornie mnie skrzywdził.
Co mnie boli, toże ja go nie obchodze, moja krzywda go nie obchodzi. To, że krzywdzi dzieci wypiera, wypiera z siebie jakiekolwiek inne uczucia.

Wiecie, jest mi tam cięzko. W tamtym miejscu, spędziłam z nim jedne z najlepszych chwil małażeństwa.
Byliśmy względnie sami. Było mi z nim tam dobrze. Było siedzenie w nocy na tarasie, była zażyłość, plany na przyszłość - tam też ostatni raz byliśmy razem, tam powiedziła mi , że odchodzi kiedy okazało się że jestem w ciąży.
Bardzo dużo kojarzy mi się tam z tym co przeżyliśmy wspólnie. Na prawdę, jak dla mni enajpiękniejsze chwile.
Ciężko mi przejśc do etapu , że to już historia. Że nie ma i nie będzie już tych bliskich chwil razem.
Jeżdzę tam na wakacje z dziećmi od 17 lat. Przyjeżdzał do nas co tydzień. Czekałaliśmy wszyscy.
Czekałam ja, czekały dzieci, czasem nawet prawie do pólnocy. Zawsze była radość, oczekiwanie.
Przyjeżdżał tez w dobrym nastroju.
To była rodzina. Nie idealna, ale tam było jakoś tak innaczej. Wiadomo wakacje, więcej wspólnego czasu.
Te noce w trakcie burzy, albo przy kominku...
Smutno mi...

Mam okaleczone serce, okaleczyl mnie całą.
Jakby mi kiedys ktos powiedział, ze doznam do niego tyle zła, tyle krzywdy - ja i dzieci - bo je niestety też krzywdzi - chyba bym nie uwierzyła.
Może jestem glupia, może ma rację, ale niestety nie jestem na tyle głupia , żeby nie widzieć jak fatalnie mnie traktuje.
Ja dla niego nie jestem człowiekiem, nie istnieję.
To nieciekawe uczucie, ni eistnieć, być traktowanym jak śmieć. Nie raczej darmowa opiekunka do czwórki dzieci i jeszcze ma zarobić na siebie i na nie.

Nie wiem , czy jestem do rozwodu gotowa czy nie. Ni echce o tym teraz mysleć.
Myślę o swoich sprawach, potrzebuję na nie czasu i nie mam gwarancji, ze mi sie uda. Jeśli nawet, to mini eniestety trochę czasu.
Nie wiem jak to jest z pozbawieniem praw do dzieci, ale jeśli jego stosunek do dzieci się ni ezmieni, to prawdopodobnie w przyszłości będę chciała go ich pozbawić w stosunku do córeczki ( 4 latka) i najmłodszego syna ( 7 miesięcy).
Dla starszych chłopców, kiedyś był ojcem, ale dla tych maluchów nie jest.
Nie wiem, jakie są możliwości, jak to wygląda w praktyce, ale moim zdaniem to byłoby sprawiedliwe a i jemu chyba nie zależy. Od poczatku tego małego nie chciał. A dzieciak jest na serio słodki. Takiego pogodnego, radosnego dziecka jeszcze nie miałam:)
W piątek będę wracać w góry. Oczywiscie jeśli chodzi o kwestie finanasowe, to juz mąż słowa ni edotrzymuje.
Oj, kłamie, kręci i korzysta z życia.
Jak bardzo rózni sie nasze życie. Ja maltretowana przez niego psychicznie, wycieńczina opieką nad cała rodziną, w tym niemowlakiem. On jakby niekończące sie wakacje.
Fakt czasem coś poracuje, no bo wiadomo lubi dostatnie zycie i na kochanke potrzbuje.
Ale w poniedziłek w pracy nie był, we wtorek pojawił się na chwilę, dzisiaj go nie było wcale.
To jest życie. Komórkę właczył po 15 tej ( dostałam powiadomienie).
Czy sytuacja sie kiedyś odmieni. Oby.
Jestem paskudnie zmęczona, jestem smutna, ale w moim życiu widze jakiś sens.
Wczoraj pływałam sobie w zalewie, jeździłam na rolkach. Wtedy chociaz na chwilę łapie oddech, nabieram sił.
Kiedy tak na tych rolkach zasuwam, nawet w upał, kiedy jestem cała mokra ze zmęczenia - to czuję że żyję.
Chce mi sie żyć, nie poddać się. Wtedy sobie myślę, że jestem zbyt silna, żeby taki facet mnie złamał, że on na mnie nie zasługuje. Nie taki, nie taki jak jest teraz.
Cudownie jest potem pobyc z dziećmi.
Nie układa się wszystko wspaniale, bywa ciężko. Ale ja musze nabrać sił, spojrzeć z boku.
A teraz uciekam spać, bo ze zmęczenia nie widzę już co piszę.

255

Odp: Miłość trwa

No to jesteś,

  Powiem Ci, że tę złość, która teraz odczuwasz można przełożyć na stworzenie czegoś zupełnie innego, czegoś nowego, pozytywnego dla Ciebie. Ta złość daje niesamowitego powera do działania, to taki kop w zad. Bardzo dobrze, że ją odczuwasz i okazujesz, to zdrowy objaw poczucia sytuacji. W końcu wyrzucasz z siebie to co chowałaś, gniotłaś gdzieś w środku. To bardzo dobrze, bardzo, bardzo...
  Ja czasem w takich chwilach w jego obecności potrafiłam pieprznąć szklanką czy talerzem o podłogę, mówił, że jestem psychiczna a ja na to - przecież to już nie twój problem.
Ta złość zacznie powodować w tobie chęć do zmian, zakończenia tej idiotycznej sytuacji bo ile tak można?
   Zaczynasz widzieć jego manipulacje, podłość... wiem, że boli bo to robi ten, którego kochałaś bezgraniczne a tu nagle widzisz, że to podły drań dbający tylko o swój zad.

  Bet, trzeba czasu,  cierpliwości, siły, determinacji do zmian ale i odporności na jego manipulacje, musi być źle aby później było dobrze.
  Ja to wiem bo teraz tak mam.

  A z Twoją firmą tez będzie dobrze bo jesteś mądra dziewczyna i przejrzałaś na oczy. To Ty byłaś i jesteś mądra, odpowiedzialna w tym związku, Ty ciągnęłaś wszystko sama więc dlaczego teraz masz sobie nie poradzić?

256

Odp: Miłość trwa

witaj Bet, podpisuję się obiema rekami pod tym co napisały dziewczyny.
ja też prawie rok temu przejrzałam na oczy, bolało bardzo, no bo jak można było tak długo sie oszukiwać.
I jeszcze pół roku minęło zanim złożyłam pozew o separację.
I wtedy stało się dla mnie coś bardzo waznego, poczułam ogromną ulgę, zaczęłam się oddzielać psychicznie,
emocjonalnie.
Żyję tak jakbym tę separację już miała, jest mi dużo łatwiej już niczego od niego nie oczekuję, nie robię sobie nadziei.
Żałuję tylko, że nie wystąpiłam wcześniej o same alimenty, bo to wszystko trwa.
i proszę Cię o jedno abyś korzystała ze wsparcia psychologa.

257

Odp: Miłość trwa

Witaj Bet i wszystkie mądre kobiety . Bet, ja też czekałam, rozpaczałam, bałam się. Scenariusz mój bardzo podobny do Twojego tylko starsza jestem i mam za soba 27 letni związek, a także kochanka mego j.m. to nie siksa tylko kobieta 45letnia, rozwiedziona. Ale.. jechał ich pies.
Wiem, że musisz "przepracować" wszystkie te uczucia o których piszesz: miłość, tęsknotę, rozpacz, nienawiść.... Ale kiedy przejdziesz przez wszystkie te etapy będziesz wolna. I zobaczysz, że szacunek do samej siebie jest najlepszą rzeczą, która możesz sobie podarować.Tego uczył mnie pan psycholog gdy po odejściu męza wylądowałam w poradni...
Dzisiaj jestem w przededniu spotkania z j.m. (rozprawa rozwodowa 23.X.br.). Jutro zadam mu pytanie: ile jest w stanie mi zapłacic za rozwód o nieorzekaniu winy (na czym bardzo mu zależy:).
Serce i wszystkie emocje będą schowane na samym dnie duszy. A ze mnie pozostanie tylko: zimna wyrachowana su..cz.. Uzbierało nam się troche majątku przez te lata:), i nie mam zamiaru dzielić się tym z jakąs flamą., zwłaszcza że mam dwie cudowne córki ( 26 i 20 lat).
Pierwszą wartością, jakiej hołdują nasi j.męzowie jest to, co noszą w spodniach. Kiedy ta prawda dotarła w końcu do mnie razem z nią spłynęły ze mnie wszelkie watpliwości.
Ale... jak mówi przysłowie: każdy sam, absolutnie sam musi przeżyc swoje życie.
Życzę Ci mądrych decyzji. Pamiętaj również o sobie, bo  Matką i tak jesteś najlepszą z możliwych.

258 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-07-26 14:00:27)

Odp: Miłość trwa
Ubi Lex napisał/a:

Witaj Bet i wszystkie mądre kobiety . Bet, ja też czekałam, rozpaczałam, bałam się. Scenariusz mój bardzo podobny do Twojego tylko starsza jestem i mam za soba 27 letni związek, a także kochanka mego j.m. to nie siksa tylko kobieta 45letnia, rozwiedziona. Ale.. jechał ich pies.
Wiem, że musisz "przepracować" wszystkie te uczucia o których piszesz: miłość, tęsknotę, rozpacz, nienawiść.... Ale kiedy przejdziesz przez wszystkie te etapy będziesz wolna. I zobaczysz, że szacunek do samej siebie jest najlepszą rzeczą, która możesz sobie podarować.Tego uczył mnie pan psycholog gdy po odejściu męza wylądowałam w poradni...
Dzisiaj jestem w przededniu spotkania z j.m. (rozprawa rozwodowa 23.X.br.). Jutro zadam mu pytanie: ile jest w stanie mi zapłacic za rozwód o nieorzekaniu winy (na czym bardzo mu zależy:).
Serce i wszystkie emocje będą schowane na samym dnie duszy. A ze mnie pozostanie tylko: zimna wyrachowana su..cz.. Uzbierało nam się troche majątku przez te lata:), i nie mam zamiaru dzielić się tym z jakąs flamą., zwłaszcza że mam dwie cudowne córki ( 26 i 20 lat).
Pierwszą wartością, jakiej hołdują nasi j.męzowie jest to, co noszą w spodniach. Kiedy ta prawda dotarła w końcu do mnie razem z nią spłynęły ze mnie wszelkie watpliwości.
Ale... jak mówi przysłowie: każdy sam, absolutnie sam musi przeżyc swoje życie.
Życzę Ci mądrych decyzji. Pamiętaj również o sobie, bo  Matką i tak jesteś najlepszą z możliwych.

Brawo, popieram w 100%

  Kiedyś nie zależało mi na kasie, miałam w nosie czy on ma pieniądze czy nie, liczyła się miłość, zaufanie, ja zarabiałam na swoje potrzeby.
  Mnie mój mąż nauczył cynizmu, dwulicowości, negatywnych zachowań.
Mimo, że jestem z nim to mam swoje plany. Myślę przede wszystkim o sobie i dziecku.
Pozwoliłam mu wrócić bo  wolę gdy on też głowi się nad tym co włożyć do garnka, on wyprowadza psa, odkurza, naprawia mi rower, przynosi ciepłe bułeczki rano, podaje mi kawę do łóżka.
  Ja mimo, że nie znoszę, nie cierpię  jego siostry(zaprzyjaźniła się z jego kochanką a mnie zmieszała z błotem) uśmiecham się do niej i nakazuję córce utrzymywać z nią kontakty bo ONA MA 3 mieszkania w wielkim mieście, lokaty a nie ma dzieci. Tak brzmi to okrutnie, cynicznie, ale tego nauczył mnie mąż.
Dlatego ciągnę z nich ile się da uśmiechając się słodko sama jednocześnie prowadząc swoją firmę a powodzi mi się nie najgorzej.
Żadnych skrupułów!

259

Odp: Miłość trwa

....".Mnie mój mąż nauczył cynizmu, dwulicowości, negatywnych zachowań"....
Twardogłowa? Skąd ja to znam? Zawsze byłam ciepłą, uległą mamuśką:). Ostatnie półtora roku dało mi taką szkołę zycia, że zastanawiam się  w jakim tępie  zdołałam nadrobić 27 letni okres "umysłowego otępienia:)))". Rok temu mój łobuz się wyprowadził, a ja o dziwo daję sobie radę, choć pracując nie dostaję na pierwszego kokosów. Ale daję radę, żyję wolna. Oddycham teraz pełną piersią i poznałam swoją wartość. I to jest piękne. Mam siebie i taką siebie lubię. Odważną i zaradną . I jednego czego żaluję, to że nie przytrafiło mi się to wcześniej:). Ale "jesień życia" też podobno ma swoje uroki:)))). Pozdrawiam.

260

Odp: Miłość trwa

Mój największy problem to chyba zbytnia szczerość no i chęć uszczęśliwiania innych.
Jeszcze sie cynizmu i cwaniactwa nie nauczyłam.
Jaka droga przede mną wiem. Cenie szczerośc, lojalność, prostolinijnośc- a tu co ...
Za takie cechy dostaje sie po du..
Tak mnie właśnie traktuje mąż, jego rodzinka.
Naiwna frajerka. Puścił troche łez przed mną i ja znowu zmiękłąm.
Tak, to co było dobre sie skończyło. Teraz jest człowiek bezwzględny i tak okropnie kłamie, ze w zyciu nie myślałam , ze dorosłych ludzi na to stać.
Kończę, bo wszystki edzieci siedzą przy mnie. I ciągle coś do mnie mówią...
Ja chcę mieć spokoj!!!

Posty [ 196 do 260 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026