ZAMARTWIANA
widzisz, treba czasem zrobic glupote aby dojsc do najwazneijszej i jakze oczywistej sprawy
wiernosc to najwazneijsza sprawa!
u mnie tez z mezem bylo nieciekawie, na poczatku w ogole sie mna nie interesowal, choc tak jak i twoj maz byl dobrym czlowiekiem, potem wyjechal za granice i wiadomo ze kontakt sie oslabil i spotkalam sie z kims, zakrecil w glowie i bylo milo, do niczego nie doszlo ale zrozumialam ze zdrada czy widywanie sie z kims innym nie pomoze mi odbudowac malzenswa a jesli zle mi z mezem to po prostu powiannam odejsc, rozwiesc sie a potem zycie sobie ukladac, powiannam odejsc dla siebie a nie do innego (to naprawde wazne)
wtedy zrozumialam ze zrobie wszystko aby bylo lepiej i tak walcze od lat, po tym spotkaniu z innym jeszcze bardziej sie staram, powiedzialam mezowi ze widzialam sie z innym i ze mialam pokuse pojsc dalej, ale nie chcialam bo malzneswto jest dla mnie najwazneijsze i chyba nie wiedzialam nawet jak bardzo zanim nie bylam na progu rozwalenia mojego zwiazku.
przede wszystkim ktos na boku zajmuje ci tyle miejsca ze nie mozesz skupic sie na malznestwie, rzuc kochanka i postanow ze 3miesiace zrobisz wszystko aby o meza zawalczyc, moze jakas poradnia, moze wiecej rozmow, moze organizuj wam wypad gdzies na weekend, spedzaj z nim wieczory, no co tam tylko sie da, ale postaraj sie, jesli tylko wiesz ze chcesz byc z nim.
pamietaj ze zwiazek tworzycie razem i twoje 50% wkladu w malznestwo na pewno nie jest idealne wiec zajmij sie ta czescia:)
powodzenia i pisz jak idzie
Podobne tematy
67 2012-02-06 14:51:56 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-02-06 15:15:20)
pomaranczowa 1 napisał/a:kasta napisał/a:A ja chciałabym się dowiedziedzieć jak kocha się dwóch/dwie na raz? Co to oznacza? Że wyobrażam sobie i chcę tak żyć, iż każdy z nich przynosi mi rano kawę do łóżka, patrzą na siebie przychylnie i dzielą się mną: "o, proszę, teraz ty się poprzytulaj", "ależ nie, teraz, twoja kolej"? No bo co to może oznaczać innego? Że rano z nim, lecz po południu już z tamtym? I mówiąc o miłości do każdego z nich żąda się od nich pozostawienia uczuć na pastwie kobiety, która decyduje kto i kiedy kochany jest bardziej? nIe rozumiem, nie rozumiem!
Masz racje - nie rozumiesz.
Kompletnie mnie nie zrozumialas.Mowiac "mozna kochac dwie osoby naraz" mialam na mysli nic innego , jak tylko to, ze mozna KOCHAC dwie na raz. NIE isc z nimi do lozka, zyc z nimi , byc w zwiazku. NIE. K O C H A C .
Mozna kochac dwoch, ALE TRZEBA SIE ZDECYDOWAC ! (czytaj ze zrozumieniem) , zdecydowac na jednego.
Mozna nawet kochac kogos i zdecydowac sie, ze nie chce sie z nim zyc. Tak tez sie zdarza.I jest nawet czeste.Naprawde tego nie wiesz??
Nie, naprawdę tego nie wiem. Od lat też czytam ze zrozumieniem. A z mojego rozumienia wychodzi, że KOCHANIE - jak pięknie podkreśliłaś, to również odpowiedzialność za drugiego człowieka. Jaką więc odpowiedzialnością kierują się osoby "kochające" dwóch/dwie na raz? Jeśli kochałyby z zamkniętymi dziobami, nie dając nikomu z tego trójkąta odczuć, iż coś się dzieje, w międzyczasie zaś podjęły decyzję - tu zerwały, tam przeszły, ok. Ale tak - co to znaczy "kochać" w wykonaniu takich osób? Dla mnie to inaczej: "policytujmy, przy której dostanę więcej na tę hoop".
Naskoczyłaś na mnie, a ponoć pomarańczowy to pozytywny kolor. Dla mnie- zbyt agresywny. W moim tekście nie było sarkazmu, lecz chęć zrozumienia. Teraz sarkazm jest, ponieważ Twoja odpowiedź odbiega od mojego rozumienia słowa "kocham". Kocham oznacza, iż nie niszczę, nie igram. Nie mamy tutaj sytuacji, iż ktoś "tylko" KOCHA, lecz nazywa kochaniem igranie sobie z uczuciami dwóch osób. I do takiej właśnie się odnosiłam. Jak to jest próbować być jednocześnie z dwiema osobami, usprawiedliwiając się kochaniem. Co do Twojej teorii - miło, że są osoby, które kochają więcej niż jedną połówkę, lecz honorowo, ze zrozumieniem i poszanowaniem uczuć innych, nikogo nie skrzywdziły, bo cały ból owej miłości pomieściły w sobie. Mnie niestety przytrafiło się coś innego - "kocha", lecz łaskawie nie wybiera. Ja się mogę zeżreć, rybka mu to.
Mniej agresji pomarańczowa, bo szukam tu wsparcia a nie kolejnej osoby, która wali do mnie "czytaj ze zrozumieniem". Mój były mąż przez lata stosował coś co dzisiaj umiem juz nazwać: przemoc emocjonalną. Wrażliwa jestem, po prostu. I nic nikomu nigdy nie zawiniłam.
BOSZEEE!
kasta,
to powiem Ci jak ja to widzialam.
Wiesz widzialam juz w zyciu ludzi , ktorzy staneli przed dylematem , ze kochaja dwie osoby naraz.
I byly uczciwe i wybraly jedna.
Tak to mialam na mysli. Gdzie tu agresja?
Decyzja to cos normalnego i nikogo tu nie obwiniam. (co nie znaczy , ze wszyscy musza podzielac moj poglad.)
Wrazliwa jestes. OK. Ale to nie wada ;-)
P.s.poslalam Ci maila
Nie mozna kochac dwoch osob w taki sam sposob.
Albo to przyzwyczajenie, ekscytacja albo nuda...
SYLA135 widze ze ktos po czesci mnie rozumie.bede walczyc o swoje malzenstwo.mam kare za to co zrobialam,cierpie i bede dlugo cierpiec,wiem nalezy mi sie..
Cześć!!
Czytam wasze komentarze i czuję, że muszę dodać swoje "trzy grosze"...
Można kochać dwóch facetów naraz.Wiem co mówię bo borykam się z tym od 3 lat.. 20 lat bardzo udanego związku i nagle uczucie które z nieproszone zachwiało moim dotychczasowym poukładanym życiem. Nigdy nie rozważałam opcji że zostawię swoich bliskich... Jest cholernie ciężko!!!!! To nie jest zawsze tak, że mąż jest zły...To nie tak, po prostu spotykasz kogoś kogo powinnaś spotkać 20 lat wcześniej...ale jest już za póżno, obydwoje macie poukładane życie i nie można tego ot tak przekreślić...
ZAMARTWIONA
moze i jest ciezko, pewnie czasem nawet sie zaluje ale jesli chce sie tego malzenstwa to trzeba walczyc.
PODATEK123
nie widze nic zlego w odejsciu, w rozwiedzeniu sie ale trzeba to zrobic dla siebie, a nie dla kogos, jesli chce sie rozstania to trzeba to zrobic a nie trzymac sie malzenswta z jakis powodek np co ludzie powiedza lub dla dzieci, trzeba zyc w zgodzie ze soba.
72 2012-02-06 19:25:23 Ostatnio edytowany przez Olinka (2012-02-06 21:51:49)
podatek123 trwa juz to trzy lata,jak Ty sobie z tym radzisz,Twoj maz nic nie podejrzewa?jestes pewna uczucia tego ''drugiego''?
decyzja podjeta,zdania nie zmienie,mimo ze przykro i zle.trudno...
Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać użyj opcji "edytuj", o czym mówi punkt 11 Regulaminu Forum. Dziękuję za dostosowanie się do prośby i pozdrawiam, Moderatorka Olinka
ZAMARTWIONA
trzymaj sie w tym postanowieniu, ja z tym kolega nie widze sie od 4miesiecy, czasem pomysle i wspomne ale zablokowalam sobie mozliwosc wszelkiego kontaktu, pokasowalam wszelkie namiary i zabronilam sie odzywac, nie ma co kusic losu.
mam meza, dzieci i to dla mnie jest najwazniejsze i wiem ze tak powianno byc, malo tego, tak wlasnie chce
tez mam silna wole,i wiem ze wytrzymam.ja narazie nie odzywam sie kilka dni,niestety mieszkamy w tym samym miasteczku i duze jest prawdopodobienstwo ze kiedys na siebie wpadniemy.my dzieci narazie nie mamy,ale zrozumialam ze ta maz jest dla mnie wszystkim
Dzieli nas 500km [dzięki Bogu] i to chyba uratowało nasze małżeństwa a mąż jak to facet niczego nie zauważył.Teraz jest spokojniej to wariackie zauroczenie trochę złagodniało ale uczucie nadal trwa!!!!
mam silna wole,i wiem ze wytrzymam.
Wytrzymasz, ponieważ kochasz....
Kochasz, ale wiesz, że z tym człowiekiem być nie możesz i dlatego pozwolisz mu odejść,
by zbudował szczęście z inną. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem szczęścia przede wszystkim tej osoby - ale Ty to wiesz, bo kochasz, prawda...?
Kochasz, więc zależy Ci na szczęściu ukochanego, nie chcesz go zniewalać, przywiązywać, znasz doskonale jego potrzeby, ale wiesz również, że nie jesteś w stanie im sprostać, dlatego pozwolisz odejść, by inna mogła im sprostać - bo Ty przecież kochasz prawda...?
Kochasz i wiesz że cały sens kochania pozbawiony jest egoizmu i chęci posiadania na wyłączność osoby, którą darzy się uczuciem, a z którą być nie można... Dlatego pozwolisz odejść i do tego pozwolisz odejść w dobry stylu, bez histerii, krzyków urażonej dumy i ambicji, bo wiesz, że prawdziwą miłość mierzy się nie tylko tym jak ludzie potrafią być ze sobą, ale również tym jak potrafią odchodzić od siebie. To heroiczne poświęcenie w imię prawdziwej miłości, ale Ty o tym wiesz i gotowa jesteś na takie poświęcenie, bo Ty przecież kochasz, kochasz prawdziwie, prawda...?
Wiesz, że trudno jest pozwolić odejść, a jeszcze trudniej zostać przy tej osobie, ale w inny sposób - taki, by zadusić w sobie cały ten egoizm, który każdy z nas ma w sobie, a potem, dla szczęścia tej osoby, być przy niej, ale już w zupełnie innej roli i pomagać kiedy zajdzie taka potrzeba, nie oczekując nic w zamian. Ty wiesz, że tak można, a, że kochasz, kochasz prawdziwie, wiesz, że tak trzeba...
Pozdrawiam.
Miriam to co piszesz jest piękne, prawdziwe i szlachetne ale tak trudne.....
Zmartwiona, wiem co czujesz, mimo że jestem od Ciebie dużo starsza to w miłości nie ma znaczenia i mętlik w głowie jest ten sam.
Serce się nie starzeje.
Próbowałam na wiele sposobów wyrzucić to uczucie i też na początku mówiłam "mam silny kręgosłup", "ja z moimi zsadami" itp...
Nie miałam pojęcia,że tak się ugnę.
Nie będę dawać Ci mądrych rad bo tylko Ty możesz znależć drogę wyjścia. Napewno musisz stoczyć walkę z samą sobą. Będę trzymać kciuki!!!!!!!!
.
Smiesza mnie wypowiedzi dziewczat w wieku 20 kilku lat i dajacych rady to jest masakra
to mnie ubodło...
a nie sądzisz, że nawet dziewczyny dwudziestoletnie mają pewne zasady? to, że są młodsze, nie znaczy wcale, że są mniej dojrzałe...
tak a propos jesli Ci dobrze badz z dwoma, jesli oczywiscie mozesz, tylko nie mow nic mezowi, bo co oczy nie widza temu sercu nie zal, stan sie mistrzynia manipulacji. Pozdrawiam i trzymam kciuki
namawiasz do dalszej zdrady? nie uważasz, że wybór powinien należeć do Zmartwionej?
może i miało to być sarkastyczne, ale niekoniecznie każdy się tego może dopatrzeć...
a co do Autorki...
myślę, że Ty wcale nie chcesz zerwać kontaktu z kolegą. skoro dałaś mu czas na zastanowienie, czyli czegoś oczekujesz. mówisz, że chcesz tylko męża, że zrozumiałaś błąd, to może napisz do tego 'przyjaciela', żeby się od Ciebie odczepił i nie nawiązywał kontaktu? że masz męża, że go nie chcesz. nie czekaj na jego decyzję tylko sama to wcześniej zakończ, o ile naprawdę chcesz naprawić relacje z mężem
powodzenia
79 2012-02-06 23:08:41 Ostatnio edytowany przez Miriam (2012-02-06 23:38:40)
Miriam to co piszesz jest piękne, prawdziwe i szlachetne ale tak trudne.....
Trudne - ale nie niemożliwe, pod jednym warunkiem, że druga strona Ci na to pozwoli....
Jestem dojrzalym facetem i bardzo rozumiem Twoj problem,bo przezywam cos bardzo podobnego.
Moj romans trwa juz troche dluzej.Ciezko podjac jakas decyzje,bo oboje mamy rodziny i zal nam dzeci.Ja mam jedno dzecko i moja przyjaciolka tez ma jedno dzecko.
''Wiesz, że trudno jest pozwolić odejść, a jeszcze trudniej zostać przy tej osobie, ale w inny sposób - taki, by zadusić w sobie cały ten egoizm, który każdy z nas ma w sobie, a potem, dla szczęścia tej osoby, być przy niej, ale już w zupełnie innej roli i pomagać kiedy zajdzie taka potrzeba, nie oczekując nic w zamian. Ty wiesz, że tak można, a, że kochasz, kochasz prawdziwie, wiesz, że tak trzeba...'' Ciezko jest pozwolic odejsc,ale mysle ze latwiej jest mi odejsc gdy On zaproponowal mi przyjazn.nie jestem w stanie sie na to zgodzic,wole zerwac kontakt niz cierpiec za kazdym razem gdy go zobacze.to On zaproponowal dwa tyg przerwy,ale to bardziej chyba bylo potrzebne mi...zeby zrozumiec ze to nie ma szans.
[wielkie serce]Jestem dojrzalym facetem i bardzo rozumiem Twoj problem,bo przezywam cos bardzo podobnego.
Moj romans trwa juz troche dluzej.Ciezko podjac jakas decyzje,bo oboje mamy rodziny i zal nam dzeci.Ja mam jedno dzecko i moja przyjaciolka tez ma jedno dzecko.
mi tez bylo ciezko sie zdecydowac na rozstanie,teraz dopiero przez te pare dni ktorych nie mamy ze soba kontaktu uswiadamiam sobie ze On moze mnie tak naprawde nigdy nie kochal...nie proponowal by przyjazni.serce mi peka
Jestem mistrzem manipulacji, z zadna z pan nie bylem w zwiazku formalnym wiec nikomu wiernosci nie obiecalem, wiec sorry ale mam inne wartosci moralne niz wiekszosc, zyciem trzeba sie cieszyc, bawic bo zycie mamy jedno pozdrawiam. tak a propos teraz jestem sam ale nie ze musze byc sam tylko z wyboru, samotnosc to cudowny stan, cisza mozna ja sie upajac................
martyrs napisał/a:Smiesza mnie wypowiedzi dziewczat w wieku 20 kilku lat i dajacych rady to jest masakra
to mnie ubodło...
a nie sądzisz, że nawet dziewczyny dwudziestoletnie mają pewne zasady? to, że są młodsze, nie znaczy wcale, że są mniej dojrzałe...martyrs napisał/a:tak a propos jesli Ci dobrze badz z dwoma, jesli oczywiscie mozesz, tylko nie mow nic mezowi, bo co oczy nie widza temu sercu nie zal, stan sie mistrzynia manipulacji. Pozdrawiam i trzymam kciuki
namawiasz do dalszej zdrady? nie uważasz, że wybór powinien należeć do Zmartwionej?
może i miało to być sarkastyczne, ale niekoniecznie każdy się tego może dopatrzeć...powodzenia
Nastepna 20 latka masakra , idz na forum dla dzieci a nie udzielasz rad, twoje doswiadczenie zyciowe jets zadne ,nie pisz do mnie dzieciaku
85 2012-02-07 11:22:15 Ostatnio edytowany przez podatek123 (2012-02-07 11:26:49)
Zmartwiona masz lepiej tzn. u Ciebie jest prościej On podjął decyzję a Ty musisz się tylko uporać ze swoim bólem..
Wielkie Serce jak sobie z TYM radzisz napisz coś więcej .
martyrs - "nie pamięta wół jak cielęciem był" - szanowny Panie starszy z doświadczeniem ogarnął mnie śmiech jak próbujesz umniejszyć rolę młodych ludzi w kwestii wypowiadania się na tym forum - nigdzie nie pisze w regulaminie że aby móc wyrażać swoje poglądy należy mieć X lat, siwe włosy , dłłługi staż małżeński lub zaświadczenie z sądu że jest się po rozwodzie. To nie ma znaczenia każdy pisze tak jak czuje , według swojego sumienia, zgodnie z zasadami ważnymi dla niego i nie tobie oceniać czy w danym temacie 20-30-40 latka/ek ma prawo wyrażać opinię i radzić czy nie. Zainteresowany autor wątku sam po przeczytaniu uzna czy to rada potrzebna jemu czy nie, czy warto przemyśleć czyjąś odpowiedź czy też nie. Więc daruj sobie "profesorski ton". Pozdrawiam - Doświadczona kobieta (według twojej oceny wiekowej!)
87 2012-02-07 11:55:44 Ostatnio edytowany przez Niezapominajka81 (2012-02-07 12:00:12)
Jestem mistrzem manipulacji, z zadna z pan nie bylem w zwiazku formalnym wiec nikomu wiernosci nie obiecalem, wiec sorry ale mam inne wartosci moralne niz wiekszosc, zyciem trzeba sie cieszyc, bawic bo zycie mamy jedno pozdrawiam. tak a propos teraz jestem sam ale nie ze musze byc sam tylko z wyboru, samotnosc to cudowny stan, cisza mozna ja sie upajac................
Dalej sie oszukuj... (chyba zapomniales o swoim watku, ktory zalozyles "MISTRZU")
P.S.
Autorko droga...jest Ci ciezko, ale jezeli nie podejmiesz zadnej decyzji bedzie jeszcze gorzej i ciezar jeszcze wiekszy...
NIEZAPOMINAJKA81 tak jak pisalam decyzja podjeta....to byla chora milosc,a z takiej trzeba sie wyleczyc.najlepszym lekarstwem na bol serca jest uplywajacy czas....
89 2012-02-07 16:18:55 Ostatnio edytowany przez Miriam (2012-02-07 16:20:13)
nie jestem w stanie sie na to zgodzic,wole zerwac kontakt niz cierpiec
Nie myśl tylko o sobie, pomyśl również i o Nim - o tym jak Jemu jest ciężko ze świadomością, że po każdym spotkaniu wracasz do męża, pomyśl czy nie zasługuje na więcej niż tylko kilka ukradkowych spotkań w tygodniu..? Przecież On też chce czegoś więcej...
to On zaproponowal dwa tyg przerwy,ale to bardziej chyba bylo potrzebne mi...zeby zrozumiec ze to nie ma szans.
To było potrzebne tak Tobie jak i Jemu, po to abyście albo za sobą zatęsknili, albo nabrali dystansu.
uswiadamiam sobie ze On moze mnie tak naprawde nigdy nie kochal...nie proponowal by przyjazni.serce mi peka
Masz męża od którego nie odejdziesz, a skoro nie odejdziesz, to co w takiej sytuacji, poza przyjaźnią może Ci zaproponować..?
To Ty jesteś tu główną rozgrywającą i to od Twoich decyzji zależą Jego decyzje.
I nie popadaj z skrajności w skrajność! Przyjaźń jaką Ci zaproponował jest dla Niego najprawdopodobniej pewnego rodzaju ucieczką przed czymś z czym zwyczajnie sobie nie radzi. To co Ty Mu na chwilę obecną możesz zaproponować, jest tylko namiastką tego co może i pewnie chce mieć - nie zasługuje na więcej...?
Piszesz poznał kogoś, a nie pomyślałaś, że ten ktoś nowo poznany, może być dla Niego takim wentylem bezpieczeństwa, swoistą ucieczką od uczuć jakimi darzy Ciebie...?
Nie zachowuj się jak typowy pies ogrodnika, co to sam nie weźmie i innemu nie da... Usuń się w cień, bez pretensji, histerii i zrób to dla Niego...
Jeżeli mimo to, nadal będzie szukał z Tobą kontaktu, zrobisz jak będziesz uważała, ale będziesz miała przynajmniej świadomość, że próbowałaś się usunąć z Jego życia i zrobiłaś to dla Niego, a że Ci na to nie pozwolił, to już inna bajka...
martyrs napisał/a:Jestem mistrzem manipulacji, z zadna z pan nie bylem w zwiazku formalnym wiec nikomu wiernosci nie obiecalem, wiec sorry ale mam inne wartosci moralne niz wiekszosc, zyciem trzeba sie cieszyc, bawic bo zycie mamy jedno pozdrawiam. tak a propos teraz jestem sam ale nie ze musze byc sam tylko z wyboru, samotnosc to cudowny stan, cisza mozna ja sie upajac................
Dalej sie oszukuj... (chyba zapomniales o swoim watku, ktory zalozyles "MISTRZU")
P.S.
Autorko droga...jest Ci ciezko, ale jezeli nie podejmiesz zadnej decyzji bedzie jeszcze gorzej i ciezar jeszcze wiekszy...
Wpadki zaliczaja nawet najlepsi, ale niestety juz sie pozbieralem i zapominam....... teraz zyje na wysokich obrotach i jest naprawde zaj...scie co i innym polecam
Miriam-szczeze powiem ze nie myslalam o tym z tej strony...ale wiem ze to jest koniec.mamy sie zobaczyc za dwa tyg porozmawiac.odejde,ale nie bede juz wiecej chciala miec z nim kontaktu.tak bedzie lepiej obojga.dziekuje Ci za Twoje slowa,inaczej teraz na to popatrzylam.
on jest na tyle dumny w sobie ze uszanuje moja decyzje i nie bedzie walczyc o mnie.juz taki jest
ZAMARTWIONA, po raz kolejny proszę, żebyś nie pisała posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać użyj opcji "edytuj", o czym mówi punkt 11 Regulaminu Forum. Dziękuję za dostosowanie się do prośby i pozdrawiam, Moderatorka Olinka
94 2012-02-07 22:44:54 Ostatnio edytowany przez Olinka (2012-02-07 23:46:42)
on jest na tyle dumny w sobie ze uszanuje moja decyzje i nie bedzie walczyc o mnie.juz taki jest
A moim zdaniem skoro on wiedział, że masz męża i już wtedy nie odpuścił, to był zwykłym wulgaryzm. Wiesz, że tacy ludzie nie mają oporów, aby w przyszłości znowu podrywać inną? Skąd wiesz, czy nie byłabyś drugą, trzecią, dziesiątą?
tej pewnosci nie mam i nie mam zamiaru dalej sie tym zadreczac,tym bardziej ze od dawna o tym myslalam...skoro ja,to moze inna tez
Miriam ma rację, prawdziwa miłość pozbawiona jest egoizmu, a nie pozwolić mu odejść i nie pozwolić ułożyć sobie życia, bo Ty dzięki temu masz swoje chwile radości - to jest egoizm. Ty doskonale wiesz, że nie odejdziesz od męża, a w ten sposób jemu nie dajesz szansy na ułożenie sobie życia, na odnalezienie prawdziwego szczęścia, nie jego namiastki, na bycie z kimś dla kogo będzie najważniejszy i jedyny. Do tej pory myślałaś tylko o sobie - ja nie chcę, ja się nie zgadzam, ja potrzebuję. Mam nadzieję, że te dwa tygodnie pozwolą Ci jednak podjąć słuszną decyzję. Powodzenia!
...ZAMARTWIONA.. napisał/a:on jest na tyle dumny w sobie ze uszanuje moja decyzje i nie bedzie walczyc o mnie.juz taki jest
A moim zdaniem skoro on wiedział, że masz męża i już wtedy nie odpuścił, to był zwykłym wulgaryzm. Wiesz, że tacy ludzie nie mają oporów, aby w przyszłości znowu podrywać inną? Skąd wiesz, czy nie byłabyś drugą, trzecią, dziesiątą?
Ale nie czujesz satysfakcji gdy poderwiesz mezatke?? To jest takie ekscytujace, wieksze wyzwanie no i radosc z przyprawiania rogów pozdrawiam
martyrs - bardzo poprawiasz mi humor swoimi "mądrościami" a twój wpis "ale nie czujesz satysfakcji gdy poderwiesz mezatke?? To jest takie ekscytujace, wieksze wyzwanie no i radosc z przyprawiania rogów" to już mistrzostwo świata w błędnym pojmowaniu świata i kobiet.
Bo jakie większe wyzwanie? - mężatka która nawiązuje romans to w 90% kobieta będąca lub czująca się zaniedbana, mająca niską samoocenę, smutna i złakniona komplementów i zainteresowana - taka której w małżeństwie brakuje różnych rzeczy, uczuć - i to według ciebie jest wyzwanie? ciekawe takim kobietom wystarczy źdźbło zainteresowania, czułe słowo coś co sprawi żę wydaje się im że są znowu piękne, kochane i pożądane - faktycznie widać dla niektórych to jest wyzwanie większe niż poderwać kobietę wolną (nie ważne czy pannę czy po przejściach) która twardo stąpa po ziemi, zna swoją wartość jest niezależna i facet nie jest jej priorytetem w określeniu jej kobiecości - to jest wyzwanie zdobyć , rozkochać i co najważniejsze utrzymać przy sobie taką kobietę.
Ale widać dla ciebie niewiele trzeba żebyś czuł się podekscytowanym, a przyprawianie rogów komuś (czytaj mężowi) który w jakiejś sferze życia i relacji z kobietą nie okazał się w pełni męski to już faktycznie podnoszenie swojej samooceny!
Masz rację równaj w dół nigdy do góry a będziesz wielki!
martyrs - bardzo poprawiasz mi humor swoimi "mądrościami" a twój wpis "ale nie czujesz satysfakcji gdy poderwiesz mezatke?? To jest takie ekscytujace, wieksze wyzwanie no i radosc z przyprawiania rogów" to już mistrzostwo świata w błędnym pojmowaniu świata i kobiet.
Bo jakie większe wyzwanie? - mężatka która nawiązuje romans to w 90% kobieta będąca lub czująca się zaniedbana, mająca niską samoocenę, smutna i złakniona komplementów i zainteresowana - taka której w małżeństwie brakuje różnych rzeczy, uczuć - i to według ciebie jest wyzwanie? ciekawe takim kobietom wystarczy źdźbło zainteresowania, czułe słowo coś co sprawi żę wydaje się im że są znowu piękne, kochane i pożądane - faktycznie widać dla niektórych to jest wyzwanie większe niż poderwać kobietę wolną (nie ważne czy pannę czy po przejściach) która twardo stąpa po ziemi, zna swoją wartość jest niezależna i facet nie jest jej priorytetem w określeniu jej kobiecości - to jest wyzwanie zdobyć , rozkochać i co najważniejsze utrzymać przy sobie taką kobietę.
Ale widać dla ciebie niewiele trzeba żebyś czuł się podekscytowanym, a przyprawianie rogów komuś (czytaj mężowi) który w jakiejś sferze życia i relacji z kobietą nie okazał się w pełni męski to już faktycznie podnoszenie swojej samooceny!
Masz rację równaj w dół nigdy do góry a będziesz wielki!
NO! Swietnie powiedziane. A martyrs niech dalej struga bohatera.
Autorce zycze powodzenia i wytrwalosci:)
Aleście się do Martyrsa przyczepili. A ja bym mu pomnik walnęła. Facet działa jak herbicyd.W praktyce - kobieta prawdziwie zakochana w swoim mężczyźnie - nigdy nie polezie za innym. Więc Martyrs nasz forumowy - działa jak katalizator. Pomaga tym biednym rogaczom - być może dzięki Martyrsowi właśnie - mogą spotkać prawdziwe, kochające kobiety, a Martyrs utylizuje towar używany. I to jest bardzo potrzebna rola w przyrodzie.
Martyrs zadowolony, używana niunia zadowolona, rogacz przestaje być rogaczem i idzie dalej w świat na spotkanie prawdziwej miłości. O co Wam kaman?
Jestem mistrzem manipulacji, z zadna z pan nie bylem w zwiazku formalnym wiec nikomu wiernosci nie obiecalem, wiec sorry ale mam inne wartosci moralne niz wiekszosc, zyciem trzeba sie cieszyc, bawic bo zycie mamy jedno pozdrawiam. tak a propos teraz jestem sam ale nie ze musze byc sam tylko z wyboru, samotnosc to cudowny stan, cisza mozna ja sie upajac................
Ooooo! Martyrs! To ty, koteczku? Kopę lat, stary!
Bo martyrs, mili moi, to nasz stary dobry znajomy. Martyrs, to taki net-facet z zasadami. Manipuluje, przyprawia rogi, wyrywa laski na kobiecych forach, chla i ma w tyłku zasady pisowni i ortografii. Każdy ma jakieś zasady, a on ma własnie takie. Aco? Niech mu kto zabroni! No i ma też martyrs zasadę naczelną - KŁAMIE.
Jeszcze niedawno wysmarkiwał sie na sąsiednim wątku, jak to go żona puściła. Płakał niebożę. W żalu był nieutulony. Na taki żałosny wizerunek któraż net-kobietka nie poleci? A tu nagle sie okazuje, że nie był z żadną z pań w formalnym związku. To więc był, czy nie był? Jest nieszczęśliwym misiem z mokrym noskiem, czy załganym dupkiem? Porzuconym przez niedobrą kobietę, czy koszącym wszystko co sie rusza forumowym lowelasem?
Sabat cię, martyrs, pamięta. Patrzymy ci na ręce (i nie tylko na ręce, choć z obrzydzeniem). Ja ci, martyrs, na samym początku juz powiedziałam - ty psychofagiem jesteś - druga pozycja za naczelnym psychofagiem znanego ci wątku. Mamy juz psi węch na takich jak ty. Nie pomyliłyśmy się. Wystarczyło tylko poczekać a prawda sama wyłazi.
Twoja żona (jeśli ją miałeś) fajną laską była, skoro kopnęła cię w tyłek.
Aż dziw, że moderacja nie banuje takich popaprańców jak ty, choć banuje mniej szkodliwe dla forum (i społeczeństwa) jednostki. Nic nie wnosisz a tylko powietrze psujesz i zaśmiecasz sobą cyberprzestrzeń. Gdybym była Panem Bogiem (albo choć małą Panią Boginką), to bym cię zbanowała DEFINITYWNIE fundując ci gangrenę jąder. Ciesz się, że nie jestem.
Tarantella, alez szkoda Twojej boskiej mocy na taka gnidke!
Oj Tarntello, patrzysz przez swoj pryzmat doswiadczen, wiec prosze nie u ogolniaj i nie laduj wszystkich do jednego wora, wiesz ludzie nie rodza sie zli anie obludni tylko doswiadczenia zyciowe jak i co niektore kobiety tworza takie gnidy jak ja .hahahah. Pozdrawiam i mimo wszystko zycze Ci milego popoludnia.
Oj Tarntello, patrzysz przez swoj pryzmat doswiadczen, wiec prosze nie u ogolniaj i nie laduj wszystkich do jednego wora, wiesz ludzie nie rodza sie zli anie obludni tylko doswiadczenia zyciowe jak i co niektore kobiety tworza takie gnidy jak ja .hahahah. Pozdrawiam i mimo wszystko zycze Ci milego popoludnia.
Nie mówi się przez swój pryzmat doświadczeń, tylko przez pryzmat swoich doświadczeń. Widzę jednak, że od naszego ostatniego spotkania poczyniłeś niejakie postępy w interpunkcji.
Oczywiście, że patrzę. Każdy inteligentny człowiek uczy się na swoich doświadczeniach i przez ich pryzmat patrzy. Tylko zdemoralizowane zadowolone z siebie błazny nie wyciągają żadnych nauk ze swoich doświadczeń i próbują jeszcze innym to sprzedać jako swoistą filozofię. Moją nauką jest to, że takich jak ty już odsiewam i zostaje sama śmietanka.
Wór? JAK NAJBARDZIEJ - wór, sznurek, kamień, Wisła (Brda, Narew, Don - do wyboru). A śmietanka zostaje.
Wypadam, bo nie chcę autorce zaśmiecać wątku offtopami z błaznującym wątkokrążcą.
P.S. Nocnalampko. Jaka moc? Pajaców się pozbywamy uwalniając wiatry a nie marnując MOC. Tę zostawiamy dla godnych przeciwników :-)
martwie sie tym waszym spotkaniem, mysle ze nie powianno do niego dojsc, nie wytrzymasz.
a jak jest w twoim malznestwie?
Po pierwsze to sie pisze bo ja tutaj nic nie mowie, nie jestem osoba ociemnialaa jednak widze ze Ciebie droga tarntello zabolalo no i p odrugie nie jestem jakims psychofagiem raczej czlowiekiem ktory cieszy sie zycie, poza tym jestem trenerem NLP, wiec to co napisalem mialo odniesc taki skutek i odczucia .(negatywne)pozdrawiam Ciebie
Ps. Dla Ciebie moglbym sie zmienic . hahahhaha
Miriam-szczeze powiem ze nie myslalam o tym z tej strony...
Wiem...:) dlatego starałam Ci się pokazać tę drugą stronę na tyle na ile było to możliwe...
Tak to już jest, że zwykle punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a żeby zobaczyć coś więcej trzeba wstać - wtedy wszystko wydaje się zupełnie inne...
108 2012-02-08 22:31:40 Ostatnio edytowany przez ...ZAMARTWIONA.. (2012-02-08 22:35:52)
syla135 ustalilismy jedno,ze po dwoch tyg sie zobaczymy i porozmawiamy.i tak bedzie, na pewno zdania nie zmienie,chociaz pewnie po spotkaniu z nim bedzie mi jeszcze gorzej,ale to nieuniknione.jestesmy doroslymi ludzmi i nie moge chowac glowy w piasek.a co do mojego malzenstwa to nie moge narzekac,w poniedzialek po powrocie z pracy czekala na mnie z roza :)tak bez powodu,lepiej to wszystko znosze.jest dobrym mezem,czlowiekiem..to ja sie zagubilam dalalm sie poniesc uczuciu...zaluje bardzo
Miriam- wyslucham tego co ma do powiedzenia,ale to bedzie ostatnie spotkanie.nie ma chwili zebym o nim nie myslala,o tym co mu powiem,co on powie..
hej.minal juz tydzien jak sie nie widzielismy.nie wytrzymal i zadzwonil we czwartek zapytac czy wszystko w porzadku.bylam zaskoczona bo nie sadzialm ze zadzwoni.mowil ze chcial mnie tylko usylszec,powiedziialam ze musze konczyc...a pozniej sms''stwierdzilem ze musze Cie uslyszec bo zwriuje....''nie odp i dalej cisza tak jak bylo,a mi zamiast byc lepiej to chyba coraz ciezej
hej.minal juz tydzien jak sie nie widzielismy.nie wytrzymal i zadzwonil we czwartek zapytac czy wszystko wporzadku.bylam zaskoczona bo nie sadzialm ze zadzwoni.mowil ee chcial mnie tylko usylszec,powiedzaialam ze musze konczyc...a pozniej sms''stwierdzilem ze musze Cie uslyszec bo zwriuje....''nie odp i dalej cisza tak jak bylo,a mi zamiast byc lepiej to chyba coraz ciezej
Bedzie gorzej ale wiesz, ze nie ma innego wyjscia.
To sa normalne odczucia.
Wiesz co mozesz stracic nie podejmujac walki.
A w takim zwiazku, jak myslisz? Dlugo wytrzymalby ten drugi? Nie mialby Cie przeciez na wylacznosc.
To wszystko kwestia czasu by bylo.
Glowa do gory!
wiem ze bedzie gorzej,a tu jeszcze te walentynki..dramat.za tydzien mamy w poniedzialek sie zobaczyc,porozmawiac czy ta przerwa nam cos dala..mi bardzo duzo,potrzebowalam tego.to mial byc taki czas dla niego zeby stwierdzil czego on tak naprawde chce,a ja mialam czekac jak mina te dwa tyg.a tu wystarczyly dwa dni,ciagle myslenie i oczy sie otwarly
wiem ze bedzie gorzej,a tu jeszcze te walentynki.
Kobieto! walentynki to dzień marketingowy!!
Dzień zakochanych jest każdego dnia
dlatego cierpisz każdego dnia ale dasz radę
wiem ze bedzie gorzej,a tu jeszcze te walentynki..dramat.za tydzien mamy w poniedzialek sie zobaczyc,porozmawiac czy ta przerwa nam cos dala..mi bardzo duzo,potrzebowalam tego.to mial byc taki czas dla niego zeby stwierdzil czego on tak naprawde chce,a ja mialam czekac jak mina te dwa tyg.a tu wystarczyly dwa dni,ciagle myslenie i oczy sie otwarly
Po prostu brak mi słów. Aż musiałem się zarejestrować aby skomentować całą sytuację.
Jesteś klasycznym przykładem pustej, próżnej i egoistycznej kobiety - i taka jest prawda czego by tu Ci nie napisano dla podniesienia na duchu. Mówię ostro, bo część wypowiadających się tutaj ludzi stwarza dla Ciebie taką przestrzeń przyzwolenia. Prawda jest zawsze zero-jedynkowa.
Wybacz, ale dla mnie zdrada emocjonalna to ten sam kaliber co zdrada fizyczna, a w niektórych przypadkach nawet większy. Zdradzasz męża któremu przysięgałaś wierność. Nie dorosłaś do małżeństwa? To po kiego czorta marnujesz mężczyźnie życie. Niczego nieświadomy facet pracuje, przytula żonę, kocha ją, dzwoni, a ona od dawna z rozmysłem i perfidią go okłamuje i zdradza. Sorry, ale Twoje słowa o tym jak Ci ciężko nie mają tu najmniejszego znaczenia (powiedziałbym dobitniej, ale z tego co widzę na tym forum przestrzegana jest netykieta, więc nie będę się z tego obyczaju wyłamywał). Nie jesteś dziewczynką w krótkiej spódniczce na placu zabaw.
Co by nie napisały tutaj niektóre osoby z forum - zwyczajnie nie jesteś dobrym człowiekiem i tyle.
Analogiczna sytuacja:
Jestem facetem i mówiąc nieskromnie nie narzekam na zainteresowanie płci pięknej - niestety w śród tej płci pięknej trafiają się takie żmije jak Ty. I trafiłem z pół roku temu na taką, kiedy byłem w związku z dziewczyną od ponad roku. Widywaliśmy się codziennie w pracy, ona też miała (i ma nadal z resztą) chłopaka już od ponad trzech lat i na pozór układa się im się cudownie. I podrywała mnie wręcz nachalnie, zapraszała do siebie do domu pod byle pretekstem, prosiła o pomoc, czasem oficjalnie sugerowała seks. Dodać należy, że dziewczyna bardzo ładna. A w tym czasie nie układało mi się specjalnie w związku. Te jej podchody, e-mailowe, smsowe, słowne - na przerwie w pracy - trwały ponad miesiąc. I wiesz co? Strasznie miałem ochotę się zapomnieć. Nikt by się nigdy o niczym nie dowiedział. Ale odmówiłem. Powiedziałem na odchodne, że tym się różnimy od zwierząt, że potrafimy zapanować nad swoimi żądzami.
Nie piszę tego aby pokazać jaki jestem cudowny. Piszę aby pokazać Ci, jaka Ty jesteś beznadziejna.
Uwierz mi - Twój mąż znajdzie sobie 5 lepszych i wierniejszych na Twoje miejsce, tylko daj mu szansę wyboru i przyznaj się. A jeśli nie - to urywasz kontakt do zera "pieprzona księżniczko" (emocjonalnie na poziomie nastolatki) z tym drugim facetem. Nie jutro, nie na następnym spotkaniu. Dziś w smsie. I nie odbierasz smsów, telefonów, nie rozmawiasz na ulicy. Koniec.
A Ty oszukujesz nie dość że męża, to samą siebie. Piszesz na forum, że wiesz już czego chcesz, że doceniasz co masz... BZDURA! Nadal taplasz się w tym bajorku i ciągniesz to. O Boże, jaka Ty jesteś niezdecydowana ehhh... rozterki, przemyślenia. Rzygać się chce.
Aż mi się ciśnienie podniosło.
jak kazdy tutaj mozesz tu napisac swoje zdanie.nie zostawiles na mnie suchej nitki,ale jakos to twoje zdanie mnie nie rusza..
ZMARTWIONA a ja myślę, że Paradygmat ma rację. skoro Jego zdanie Cie nie rusza to Ty wcale nie masz zamiaru zakończyć tej znajomości. ciągle powtarzasz, że wiesz, że kochasz męża, nie chcesz go stracić, ale jeśli dalej będziesz tak postępować to na pewno go stracisz. nawet jeśli nic mu nie powiesz to prędzej czy później on i tak się dowie. kłamstwo ma krótkie nogi i zawsze wyjdzie. choćbyś nie wiem jak je ukrywała, więc może warto zdecydować się na szczerość i zaryzykować?
jak mąż Cię odrzuci to masz alternatywę w kochanku...
dla mnie ogólnie sytuacja jest chora...
jak można tak postępować i zdradzić?! gdzie masz sumienie?
Jasna sprawa - łatwiej spojrzeć w lustro wsłuchując się w głosy tych, którzy Cię usprawiedliwiają
Przyznam, że napisałem ostro i emocjonalnie, ale tak chyba trzeba. Robisz po prostu źle, robisz wielkie świństwo osobie, która Cię kocha. Niestety, takie już jest życie, że trzeba wybierać. Nie mam jeszcze żony, ale wiem, że kiedy już będę mieć, to muszę zrezygnować z innych kobiet. Taki wybór. Może właśnie dlatego jeszcze żony nie mam.
Jeśli nie byłaś gotowa na małżeństwo i obowiązki z niego wynikające, to po co w ogóle się żeniłaś?
Wycofaj się z tego póki jeszcze nie jest za późno (z tego romansu). Facet/kobieta na boku zawsze będzie miała przewagę nad stałym partnerem, bo będzie z doskoku, bo będzie czymś nowym, innym, bo będzie to taki impuls emocji, ale gdyby się z tym kimś innym związać - proza życia szybko by tą wyjątkowość zweryfikowała i najpewniej byłoby gorzej, niż z partnerem obecnym.
wiem ze robilam zle,znajomosc z nim bedzie zakonczona.ale nie mam na tyle odwagi zeby powiedziec o tym mezowi,nie dam rady.zrywam kontakt calkowicie..bylam gotowa na malzenstwo i wiem ze moj maz jest wlasnie Tym z ktorym chce byc cale zycie,ale to uczucie bylo nie spodziewne tak nagle,ponioslo mnie,uleglam..koszmar.nie ma dla mnie usprawiedliwienia ale to bylo mocniejsze ode mnie
to po co chcesz się z nim jeszcze spotykać? żeby to 'uczucie' znów 'odżyło'?
głupie...
119 2012-02-12 19:22:58 Ostatnio edytowany przez LapkaPandy (2012-02-12 19:26:20)
Ale odmówiłem. Powiedziałem na odchodne, że tym się różnimy od zwierząt, że potrafimy zapanować nad swoimi żądzami.
Właśnie taka postawa powinna cechować dojrzałych ludzi ,którzy związek z partnerem traktują poważnie.
wiem ze moj maz jest wlasnie Tym z ktorym chce byc cale zycie
powinnaś zostać sama i dać szansę na szczęście swojemu mężowi.
Ale Twój egoizm na to pewnie nie pozwoli...
120 2012-02-12 19:35:38 Ostatnio edytowany przez nina1234 (2012-02-12 19:36:25)
Paradygmat popieram w 100% to co napisałeś, ale skoro autorka pisze ,że to ją nie rusza to szkoda tylko czasu.Ona może zdradzać i sypiać raz z jednym raz z drugim [robi to przecież z miłości]ale jej kochanek nie ma prawa .
milosc jest zaborcza niestety...czy ktos z usmiechem pozwolil swojemu partnerowi sypiac z kims innmy?nie sadze.
to po co szłaś do innego? Twój mąż też się na pewno by nie uśmiechnął...
napewno nie.wiem jedno ze drugi raz bym sie w zyciu w to nie pakowala.
to się wypakuj z tego pierwszego
tak zrobie.jak teraz patrze na to wszystko z innej strony to na dziwic sie nie moge jaki czlowiek jest glupi.
ale nie spotykaj sie z nim. 'zerwij' przez telefon to przynajmniej nie narazisz się na zmianę decyzji
127 2012-02-12 21:42:12 Ostatnio edytowany przez Paradygmat (2012-02-12 21:43:07)
ale nie spotykaj sie z nim. 'zerwij' przez telefon to przynajmniej nie narazisz się na zmianę decyzji
O ile zakład, że ...ZAMARTWIONA.. się z nim i tak spotka?
Co by teraz nie pisała, jakby się nie zarzekała, że tylko mąż, że doceniła wreszcie itd. Bankowo.
Wielkie słowa, za to moralność chyba niska.
...ZAMARTWIONA.. - udowodnij mi że się mylę, i skończ z nim przez sms. Albo wynieś się z domu i pozwól mężowi ułożyć sobie życie z dojrzałą emocjonalnie kobietą.
RoBaCeK78 napisał/a:ale nie spotykaj sie z nim. 'zerwij' przez telefon to przynajmniej nie narazisz się na zmianę decyzji
O ile zakład, że ...ZAMARTWIONA.. się z nim i tak spotka?
Co by teraz nie pisała, jakby się nie zarzekała, że tylko mąż, że doceniła wreszcie itd. Bankowo.
Wielkie słowa, za to moralność chyba niska.
...ZAMARTWIONA.. - udowodnij mi że się mylę, i skończ z nim przez sms. Albo wynieś się z domu i pozwól mężowi ułożyć sobie życie z dojrzałą emocjonalnie kobietą.
Nie napisze. Nie uwierze.
Albo napisze zeby sie umowic na spotkanie w sprawie zakonczenia"zwiazku".
ale ciezko..ja piernicze.macie racje..uwazacie ze jesli sie z nim zobacze to zmiekne i mu tego nie powiem ze to koniec.a ja bym chciala mu to prosto w twarz powiedziec i odejsc.
Albo napisze zeby sie umowic na spotkanie w sprawie zakonczenia"zwiazku".
a po co?