Leonie kochasz żonę? Odpowiedz sobie szczerze na to pytanie. Jeśli tak, walcz póki nie jest za późno.
Ktoś napisał, że baby są pokręcone - jesteśmy inne i ja ten stan wypalenia doskonale rozumiem.
Każdy związek przechodzi kryzysy, nikt nie jest doskonały.
Ja też jestem zdania, że jej mail to wołanie - walcz o mnie.
Dałeś jej wolną rękę - wiesz jak ona to odbiera? Myślę, że wcale nie byłam tym zachwycona, zdołowałeś ją, pewnie płakała w poduszkę że nawet zazdrosny nie jesteś. Jeśli ją kochasz, jeśli zależy Ci na związku z nią i na ratowaniu rodziny nie odsuwaj się, rozmawiaj.
Spokojnie powiedz co czujesz. Nie mailem, powiedz jej to w oczy. Zrób herbatę i pogadajcie. Zapytaj co on jej daje, co takiego daje jej facet z netu, czego Ty nie możesz jej dać? Bo jak rozumiem, nie o sex (jeszcze) chodzi.
Sama o mało nie rozwaliłam wiele lat temu swojego związku, chociaż jakiegoś konkretnego faceta w tle nie było. Pracowałam wtedy w domu, zajmowałam się dzieckiem, domem, dusiłam się. Mąż jeździł po świecie (zawodowo), rozwijał się, realizował swoje pasje i zachcianki a we mnie rosło poczucie krzywdy. Myślałam ile dla nas poświęciłam. Czułam się jak ptak zamknięty w złotej klatce. Pewnego dnia coś we mnie pękło, powiedziałam mu że go kocham ale nie jestem z nim szczęśliwa, że chcę rozwodu bo tak dalej nie dam rady żyć. Rozpłakał się, pierwszy raz w życiu widziałam jak płacze. Zaczęliśmy rozmawiać po raz pierwszy od dłuższego czasu. Żyłam w przekonaniu, że mnie nie kocha, że moje potrzeby dla niego się nie liczą a tym samym nie liczę się ja.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło, skończyłam studia, zrobiłam prawo jazdy, chodziłam na kurs angielskiego, znalazłam inną pracę. Zaczęliśmy też częściej spędzać czas poza domem, mam pasje, które rozwijam - to właśnie on mi pokazał że warto je mieć, że bez własnych zainteresowań życie jest bezbarwne. Każde z nas ma swoje terytorium i staramy się na nie wchodzić. Od tamtego czasu minęło ponad 10 lat ale oboje zrozumieliśmy, że wspólne życie to nie tylko radości, ale też smutki, troski dnia codziennego, wzajemne wsparcie i ogromna sztuka kompromisu. Myślę, że dużo się od siebie nauczyliśmy. Wiem że w trudnych chwilach mogę liczyć na niego, on wie że może liczyć na mnie. Kiedy zachorował, pewien lekarz w szpitalu powiedział mi coś niesamowitego - widać, że jesteście ze sobą silnie emocjonalnie związani, poradzicie sobie. I poradziliśmy.
Dzisiaj jestem szczęśliwa, realizuję się zawodowo, finansowo też jestem niezależna. W dużej mierze to jego zasługa. Czuję się spełniona jako matka, partnerka. Czasem mi tylko wstyd, że tak dramatyzowałam.
Przestałam też mówić "mój syn", zamieniając na "nasz syn". Drobiazg, ale jaki istotny.
Nasz syn wyjechał już na studia, oboje dawno temu uznaliśmy że on to najpiękniejsza sprawa jaka nam się w życiu przytrafiła.
I że to iż dzisiaj jest świetnym facetem to zasługa nas obojga. Myślę, że młody miał szczęśliwe dzieciństwo i będzie potrafił stworzyć udany związek.
Mój mąż ma klasę, nigdy mi nie wypomniał tamtej historii sprzed lat. Daje mi dużo swobody, nigdy niczego nie zabraniał, nie krytykował moich poczynań. Czasem coś spokojnie wyperswadował. Czy mnie kiedyś zdradził? Nie wiem, nigdy nie pytałam, ufam mu. Nawet jeśli to zrobił, to nigdy nie dał mi powodów bym czegokolwiek się domyślała. Nigdy też nie zapytał czy rozmowy przez net z którymś z moich znajomych mają podłoże erotyczne. Nie sprawdza, nie szpieguje. Jesteśmy ze sobą ponad 20 lat. Miałam ogromne szczęście - spotkałam na swojej drodze tego jedynego. Dawno namiętności przygasły, pojawiły się inne emocje ale oboje jesteśmy szczęśliwi. Gdy wyjeżdża wciąż tak samo za nim tęsknię, tak samo mi go brakuje jak przed laty.
Pewnie gdybym wtedy nie walnęła przysłowiową pięścią w stół to moje małżeństwo by się rozpadło. Na pewno znalazłabym kogoś kto mnie rozumie, akceptuje i wmanipuluje w romans. Zmęczona, sfrustrowana kobieta jest łatwym łupem.
Mnie trochę przerażają dzisiaj młodzi ludzie, bo o ile internet bywa z jednej strony dobrodziejstwem to z drugiej strony jest to bardzo płaskie medium, za pomocą którego wcale wbrew pozorom nie jest łatwo się komunikować. Bo ludzie przez sieć nie rozmawiają, jedynie się komunikują. Czy za pomocą klawiszy można przekazać uczucia, emocje? Jak łatwo zmieniają partnerów, jak często, ja szybko rozpadają się młode małżeństwa. Nie pisz do niej maili. Pogłaszcz po głowie, przytul i rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj. Nie wytykaj, nie oskarżaj, nie wypominaj. I spróbuj wybaczyć. Większość kobiet myśli, że facet to wróżka która sama się domyśli o czym marzy dama jego serca.
Zastanawiam się gdzie Wy drodzy panowie jesteście gdy żony klepią w klawiatury laptopów?? Pewnie klepiecie we własne...
I w Twojej historii zastanowiło mnie coś jeszcze - lekkomyślność małżonki. Co ona wie o tym facecie, kim on jest? Jakie są jego prawdziwe intencje? Troszkę ją możesz nastraszyć. Obcy kraj, obcy ludzie, nowa sytuacja, dziecko - jak ono się tam odnajdzie?
To też Tobie poddaję pod rozwagę. Nie znasz tego człowieka, nawet nie będziesz miał wpływu na to jeśli zechce skrzywdzić ją albo dziecko. Będziesz bezradny.
Rozpisałam się, ale wyglądasz na porządnego faceta. Powiem Ci tylko to samo co mojemu bratankowi, gdy rozstał się z narzeczoną. Kochasz ją? Czujesz że to ta jedna jedyna? To walcz chłopie z całych sił, na cokolwiek, miecze, szpady, ołówki czy klawiaturę.
Pokaż jej Leonie że jesteś facetem, pokaż jak bardzo Ci zależy i ile dla Ciebie znaczy. To ona Cię wybrała, wyszła za Ciebie, urodziła Ci dziecko. Kochała. Być może to Ty jesteś tym rycerzem na białym koniu, tyle że ona jeszcze o tym nie wie.
Powodzenia.