Tak patrze że popadasz w apatie i oczekujesz tego co bedzie Widze że tak naprawde nie masz za dużo sił do tej walki albo po prostu Ci się wyczerpały
Patrzysz tez idealistycznie na pwne sprawy Ja wiem że Twoja wizja relacji rodziców z dzieckiem jest w miare prawidłowa ( w tej sytuacji) ale nie zdajesz sobie sprawy że to nie ma żadnego znaczenia jak Ty to sobie wyobrażasz są przepisy i nieformalne prawa które stosuje się do takich sytuacji Zaciśnij zęby i czekaj Jedyne co Ci moge powiedzieć że gdybym kiedyś zastosował sie do tej rady dzis moje życie wyglądałoby inaczej i to zdecydowanie lepiej , bo dzis wiem że gdybyśmy z żoną przetrzymali pewien okres kryzysu dzis bylibyśy nadal małżeństwem a nie tylko dobrymi przyjaciółmi jak jesteśmy teraz
Maciej74 napisał/a:sanders napisał/a:Maciej74
Powiem tak, miałeś żone, bywało różnie. Dla Ciebie jej pretensje były błahe, mało ważne. Ona jednak czuła inaczej.
Chciała walczyć o Was, Ty nie miałeś na to ochoty, bo świetnie radziłeś sobie sam (oczywiscie w Twoich oczach tak to wyglądało). Chciała drugie dziecko- Ty byłeś zmęczony.
Czy uważasz, że kobieta dlugo wytrzyma taką sytuacje? Wiadomo, że z biegiem lat miłośc do tej drugiej osoby się zmienia i trzeba tak to pielęgnować, żeby w pewnym momencie nie okazało się, że tej miłości juz nie ma. Wygasła. Ty jednak (tak to odebrałam)popadłeś w tzw rutynę. Mam żonę i dziecko, kupiliśmy dom, jest cudnie i będzie tak do późnej starości.
Kobieta potrzebuje od czasu do czasu być adorowana, przez męża. Skoro Ty nie okazywałeś zainteresowania, nie okazywałeś uczuć, Ona znalazła kogoś kto sprawił, że znowu poczuła się szcześliwa i miała tzw motylki w brzuchu.
Jesteś temu winien. Czytając jaki jesteś nieszcześliwy nasuwa mi sie jedna myśl- poczuł, że traci wszystko co miał i nagle zaczyna cierpiec, walczyć bo jest dziecko, bo kocha żone. Trzeba było pomyśleć co sie może wydarzyć zanim żona znalazła sobie przyjaciela, który dał jej to, czego Ty od dawna nie potrafiłeś zrobić. Ona potrzebowała Twojej miłości, czułości, adoracji, wsparcia. Kobiety tak mają. Trzeba o nie walczyć nawet jeśli zostały już zdobyte.
Druga sprawa jest taka, że znalazła sobie nieodpowiedzialnego faceta. Koleś na wstepie pokazał na co go stac. Ma chore dzieci wiec uciekł od odpowiedzialnosci. Po co mu problemy. Skoro odszedł od swojej rodziny w tak powaznej sytuacji to od niej odejdzie chociażby dlatego, że popatrzyła na innego faceta. PALANT i tyle.
Jedno co moge Ci powiedzieć. Walcz o dziecko, postaraj się, aby nie musiało się wyprowadzac z rodzinnego domu. Jeżeli żona chce niech odejdzie. A Ty zostań z małym w domu.
Ja tez mam rodzine- męża i 4 letniego synka i wiem, że zaniedbanie z jednej albo drugiej strony nie wróży nic dobrego na przyszłosć.
Sorry za wykład, ale nie zamierzam się użalać nad Twoim losem.
Niech Twoj przykład bedzie lekcją dla innych.Pozwolisz, że się w pełni z Toba nie zgodzę. Jeżeli 2 strony, dorzałe osoby po powrocie z zagranicy mają ciężkie 2 lata, ale wspólnie podejmują decyzję o przyjezdzie, żlobku, podejmują ciężką pracę (stolyca-)), decyzję o zakupie i remoncie (1 rok ) domu i przechodzą przez trudny czas, to jest to wspólna decyzja i wspólny problem. I się go rozwiązuje, a nie odwraca na pięcie. Jako facet uwierz mi, trzeba kobietę we wszystkim zadowolić. Kiedyś facet mógł poklnąć, pobić sie w knajpie, szedł na pole lub rabał drewno caly dzień.
Dziś nie może przeklnąc, powinien być mamo-tatą, korekt, zaspokoić potrzeby materialne, wybudować dom i w pracy być wzorcem itp itd. Nie wiem, ale mam wrażenie, że u kobiet jak nie ma adoracji, to jest co innego a to facet nic nie robi, a to nie interesuje się dziećmi, a to pije. Zawsze jest COŚ.
Ale masz rację, faceci niektóre sygnały bagatelizują, a kobiety traktują to jak 2 wojnę światową. i odwrotnie-(
Scenariusz, żona odchodzi ja zostaję z małym jest najlepszy i dziś wieczorem chcę go zakomunikować...Ale wiem,że żona nie odejdzie. Poza tym myśle o spłacie domu i zachowaniu dla synka pokoju. niech to będzie jego dom....Oczywiście masz rację, współne problemy należy rozwiązać razem. Powinniście przejść kryzys razem, wspólnie poszukać rozwiązania. Ale napisałeś, że Twoja żona walczyła o polepszenie relacji miedzy Wami, a Ty nie miałeś na to czasu ani siły.
Znając życie wina leży po obydwu stronach.
Walcz o dziecko
-((na pewno trzeba powiedzieć kiedyś STOP. Ale moja zona sama widząc mnie, mówi, że mnie nie poznaję i że się zmieniłem.
Nie wiem, na pewno granice zostały naruszone, ale czy nie każdy zasługuje na szanse, na redefinicję związku-nawet dla dobra dziecka? ok, moze nie wyjść wprowadzenie nowych zasad, nowego układu, może być nieskuteczna terapia. Ale czasami warto spróbować, nawet zaciskając zęby przez pewein czas. A jaka satysfakcja, jak się uda-)
Walka to ktos przegrany. Obecnie każdą minutę spędzam z nim i jest mi świetnie, wspołne zabawy, kąpiele, czytanie na dobranoc....I tego mi bedzie brakować-rano go widzę, widzę wieczorem, śpi blisko mnie....
68 2012-01-10 17:59:07 Ostatnio edytowany przez Maciej74 (2012-01-10 18:23:22)
Tak patrze że popadasz w apatie i oczekujesz tego co bedzie Widze że tak naprawde nie masz za dużo sił do tej walki albo po prostu Ci się wyczerpały
Patrzysz tez idealistycznie na pwne sprawy Ja wiem że Twoja wizja relacji rodziców z dzieckiem jest w miare prawidłowa ( w tej sytuacji) ale nie zdajesz sobie sprawy że to nie ma żadnego znaczenia jak Ty to sobie wyobrażasz są przepisy i nieformalne prawa które stosuje się do takich sytuacji Zaciśnij zęby i czekaj Jedyne co Ci moge powiedzieć że gdybym kiedyś zastosował sie do tej rady dzis moje życie wyglądałoby inaczej i to zdecydowanie lepiej , bo dzis wiem że gdybyśmy z żoną przetrzymali pewien okres kryzysu dzis bylibyśy nadal małżeństwem a nie tylko dobrymi przyjaciółmi jak jesteśmy teraz
dzięki. Twoje stanowisko daje mi nadzieję, że będzie dobrze.
jeżeli nie jest tajemnicą, było podobnie u Ciebie? nie czekałeś i nie zacisnąłeś zębów?
żona zyczyła na Wigili kochaj mnie mocno-pytając ją teraz, dlaczego tak mowiła, odpowiada nie pamiętam tego, by tak mówiła....
Ale może będzie dobrze... Moj przyjaciel sędzia mówił, że na rozprawie sądowej ludzi się godzili i wracali do siebie, więc muszę wziąść tabletkę na przetrwanie. za 3 miesiące wiosna!-)
jak przeglądam posty inne to często pojawiają się kryzysy jak jest 3 letnie dziecko... u 2 znajomych podobnie było...
U mnie było troche inaczej , ja wybrałęm inny rodzaj przeczekania chyba za bardzo stałem się obojętny i skonczyło się rozwodem Całe szczeście że miałem mądrego prawnika dzieki któemu chyba mam tak dobra relacje z żoną Ale dzis z perspektywy czasu bardzo wszystkiego żałuje i wiem że gdybym zacisnął zeby (żona też) dziś byłoby inaczej W każdy razie każde z nas trzyma za Ciebie kciuki Może każdy ma jakieś inne rozwiązanie ale wszyscy życzą wam dobrze
Maciej, piszesz, że Walka to ktoś przegrany. Nie wiem czy dobrze rozumiem. Masz na myśli, że o swoje walczy tylko przegrany? Syn jest Wasz, kochasz Go, wiec walczyć mozesz o to, żeby został z Tobą. Zazwyczaj jest tak, że sąd przyznaje dziecko matce. Współczuję tej sytuacji, tak jak wspomniałam mam prawie 4 letniego synka i serce by mi pękło gdybym miała oddac go pod stałą opiekę ojcu.
Masz rację, warto próbować odbudować związek, to jest nawet wskazane jeżeli związek jest scalony przez dziecko. To wlasnie dla tej istotki należy walczyć o wspólne życie. U mnie też były te gorsze dni. Ale to przechodzi chyba kazdy związek.
Sytuacje masz ciężką. Nie umiem pocieszać, bo tak naprawdę, w zaistniałej sytuacji nie da się pocieszyć w zaden sposób.
Jaka jest więź między synkiem a jego mamą? Przepraszam, że pytam, ale wydaje mi się to ważne.
U mnie było troche inaczej , ja wybrałęm inny rodzaj przeczekania chyba za bardzo stałem się obojętny i skonczyło się rozwodem Całe szczeście że miałem mądrego prawnika dzieki któemu chyba mam tak dobra relacje z żoną Ale dzis z perspektywy czasu bardzo wszystkiego żałuje i wiem że gdybym zacisnął zeby (żona też) dziś byłoby inaczej W każdy razie każde z nas trzyma za Ciebie kciuki Może każdy ma jakieś inne rozwiązanie ale wszyscy życzą wam dobrze
Szkoda, najgorsze, ze zalujesz... Ja nie odpuszczalem do niedzieli, ale w sumie spi gdzie indziej, nie pisze mejli chyba, ze konieczne, wieczorem malo mowi, chyba ze konieczne. Ja swoja deklaracje milosci i walki o zwiazek powiedzialem... I staram sie byc najlepszym ojcem i gospodarzem w domu...A na kolanach nie bede prosil, wiec co moge zrobic wiecej....
A ex zona zaluje? Spytaj....
73 2012-01-10 19:32:32 Ostatnio edytowany przez Maciej74 (2012-01-10 19:36:38)
Maciej, piszesz, że Walka to ktoś przegrany. Nie wiem czy dobrze rozumiem. Masz na myśli, że o swoje walczy tylko przegrany? Syn jest Wasz, kochasz Go, wiec walczyć mozesz o to, żeby został z Tobą. Zazwyczaj jest tak, że sąd przyznaje dziecko matce. Współczuję tej sytuacji, tak jak wspomniałam mam prawie 4 letniego synka i serce by mi pękło gdybym miała oddac go pod stałą opiekę ojcu.
Masz rację, warto próbować odbudować związek, to jest nawet wskazane jeżeli związek jest scalony przez dziecko. To wlasnie dla tej istotki należy walczyć o wspólne życie. U mnie też były te gorsze dni. Ale to przechodzi chyba kazdy związek.
Sytuacje masz ciężką. Nie umiem pocieszać, bo tak naprawdę, w zaistniałej sytuacji nie da się pocieszyć w zaden sposób.
Jaka jest więź między synkiem a jego mamą? Przepraszam, że pytam, ale wydaje mi się to ważne.
No wlasnie, dla malej istotki sie walczy. A zona odpuszcza... Wiem, ze dziecko bedzie przy mamie, ale mysle ze opieka naprzemienna bylaby ok-)
Wiez mamy i synka oraz moja i synka super. Ja jestem tym nadtroskliwym, ale mama to mama. 1 zarzut to jak byl chory to wychodzila na spotkania z kolega od romansu, no ale ja wtedy bylem...
U mnie było troche inaczej , ja wybrałęm inny rodzaj przeczekania chyba za bardzo stałem się obojętny i skonczyło się rozwodem Całe szczeście że miałem mądrego prawnika dzieki któemu chyba mam tak dobra relacje z żoną Ale dzis z perspektywy czasu bardzo wszystkiego żałuje i wiem że gdybym zacisnął zeby (żona też) dziś byłoby inaczej W każdy razie każde z nas trzyma za Ciebie kciuki Może każdy ma jakieś inne rozwiązanie ale wszyscy życzą wam dobrze
A mieliscie dzieci?
75 2012-01-11 00:16:20 Ostatnio edytowany przez Maciej74 (2012-01-11 00:18:47)
No i po ciężkiej rozmowie....Wyszła z domu dzwonić...lub sie spotkać...
Boże ludzie są sobie wilkiem, jak chodzi o rozstanie, choć z mojej strony pełne zdecydowanie i przekonanie. Dziecka dom jest tutaj, gdzie mieszkamy, tutaj ma wygodnie, łóżeczko i pełne bezpieczeństwo. A co potem to po orzeczeniu sądu odnośnie rozwodu...ja się nie wyprowadzam, jeżeli małżonka chce to nie ma problemu.
Oj nie było jej na rękę. Mówiąc, że złoży pozew odpowiedziałem, że sie ustosunkuje jak wpłynie...że nie potrafię się rozstać, jak w Skandynawii i jej koleżanka z Niemiec...
I kiedy tutaj pęknąć i się poddać?
Straszne takie rozmowy, straszne. Oddalają a nie przybliżają....straszne. poza tym kochane dziewczyny, były 2 grożby, jak będę utrudniał to pożałuję, i że potem będę widział dziecko co 2 tygodnie. I jak tu wierzyć w dobre intencje i przekonanie, że tata jest dla dziecka ważny.....
no i nocka zawalona...
No i po ciężkiej rozmowie....Wyszła z domu dzwonić...lub sie spotkać...
Boże ludzie są sobie wilkiem, jak chodzi o rozstanie, choć z mojej strony pełne zdecydowanie i przekonanie. Dziecka dom jest tutaj, gdzie mieszkamy, tutaj ma wygodnie, łóżeczko i pełne bezpieczeństwo. A co potem to po orzeczeniu sądu odnośnie rozwodu...ja się nie wyprowadzam, jeżeli małżonka chce to nie ma problemu.
Oj nie było jej na rękę. Mówiąc, że złoży pozew odpowiedziałem, że sie ustosunkuje jak wpłynie...że nie potrafię się rozstać, jak w Skandynawii i jej koleżanka z Niemiec...I kiedy tutaj pęknąć i się poddać?
pisałem ci że jak koniec - to koniec.
nie wierzyłeś.
ta Twoja żona jest niepoważna...co to za groźby? kogo ona chce ukarać za to, że znalazła sobie kochanka? dziecko, któremu ograniczy kontakt z ojcem....rodzina rozpada się z jej winy, a ona jeszcze będzie stawiać warunki...pokazała klasę, nie ma co...
78 2012-01-11 00:57:21 Ostatnio edytowany przez Maciej74 (2012-01-11 00:57:54)
Maciej74 napisał/a:No i po ciężkiej rozmowie....Wyszła z domu dzwonić...lub sie spotkać...
Boże ludzie są sobie wilkiem, jak chodzi o rozstanie, choć z mojej strony pełne zdecydowanie i przekonanie. Dziecka dom jest tutaj, gdzie mieszkamy, tutaj ma wygodnie, łóżeczko i pełne bezpieczeństwo. A co potem to po orzeczeniu sądu odnośnie rozwodu...ja się nie wyprowadzam, jeżeli małżonka chce to nie ma problemu.
Oj nie było jej na rękę. Mówiąc, że złoży pozew odpowiedziałem, że sie ustosunkuje jak wpłynie...że nie potrafię się rozstać, jak w Skandynawii i jej koleżanka z Niemiec...I kiedy tutaj pęknąć i się poddać?
pisałem ci że jak koniec - to koniec.
nie wierzyłeś.
Koniec....ale za to synek spi ze mna i slodko chrapie-))
79 2012-01-11 01:03:05 Ostatnio edytowany przez Maciej74 (2012-01-11 01:05:41)
ta Twoja żona jest niepoważna...co to za groźby? kogo ona chce ukarać za to, że znalazła sobie kochanka? dziecko, któremu ograniczy kontakt z ojcem....rodzina rozpada się z jej winy, a ona jeszcze będzie stawiać warunki...pokazała klasę, nie ma co...
Wielu z Was pisalo, wez sie w garsc. Pokaz mocna postawe, a ja wierzylem, wierzylem, ze lzami i miekkoscia i wiara uda sie... Kurcze w pracy jestem szanowanym, twardym ale akceptowanym menadzerem a w domu nie umiem rozwiazac spraw-((
Zle sie czuje, nie poznaje mojej zony. Ale tak jak jedna z Was pisala jest jej to nie na reke... Wiec niedlugo nastepna czesc....
Cos we mnie peka, naprawde peka. Mysle, ze bedzie kolejna proba lub pozew z jej strony...
w domu nie umiem rozwiazac spraw-((
ale Ty się tym nie obarczaj...takich spraw się nie rozwiązuje w pojedynkę..musi być chęć z obu stron...kiedy czytam, jak piszesz o synku, to wierze, że dasz radę znaleźć siłe w sobie, własnie dla niego..
Tak mamy dziecko też walczyłem o nie w sądzie ale nic to nie dało Nawet badania psychologiczne były na moją korzyć kwestie finansowe ,socjalne,rodzinne wszystko było na moją korzyśc Al niestety sąd zdecydował inaczej NIe wiem czy żona też załuje dziś jesteśmy przyjaciółmi pomagamy sobie wzajemnie myśle że bez wiekszego problemu mógłbym przenocować u niej w domu ,zreszta mam klucze Ale to tyle w kwestii Twoich pytań Ale z tego co patrze to u Ciebie nieciekawie najgorsze jest że chyba ma kogos z zewnątrz kto ją wspiera To niedobrze
Myśle że jeżłi chcesz to jakoś utrzymac i być z dzieckiem to powinienś nie zgadzać się na rozwód Na rozprawie iść w zaparte że kochasz żone i zrobisz wszystko aby utrzymac małżeńśtwo Przypuszczam że sąd da wam jakiś czas ma próbe moze skierowac na terapie a teraz są jeszcze jakieś negocjacje
Tak mamy dziecko też walczyłem o nie w sądzie ale nic to nie dało Nawet badania psychologiczne były na moją korzyć kwestie finansowe ,socjalne,rodzinne wszystko było na moją korzyśc Al niestety sąd zdecydował inaczej NIe wiem czy żona też załuje dziś jesteśmy przyjaciółmi pomagamy sobie wzajemnie myśle że bez wiekszego problemu mógłbym przenocować u niej w domu ,zreszta mam klucze Ale to tyle w kwestii Twoich pytań Ale z tego co patrze to u Ciebie nieciekawie najgorsze jest że chyba ma kogos z zewnątrz kto ją wspiera To niedobrze
Myśle że jeżłi chcesz to jakoś utrzymac i być z dzieckiem to powinienś nie zgadzać się na rozwód Na rozprawie iść w zaparte że kochasz żone i zrobisz wszystko aby utrzymac małżeńśtwo Przypuszczam że sąd da wam jakiś czas ma próbe moze skierowac na terapie a teraz są jeszcze jakieś negocjacje
Dzieki. Tak ma, kolega od romansu wspiera i ugruntowuja ja w decyzji...nie mam szans na dziecko, ale nie musze sie zgadzac na jej "wizje"....w sumie sam musze sobie okreslic co bedzie najlepsze dla dziecka... u Nas jest ktos 3 i to jest sytuacja dla mnie nieciekawa. Postawmy sprawe jasno, dziecko zapomni o tacie, jak bedzie przebywal duuuuzo czasu z innym facetem... to jest dla mnie bariera psychologiczna nie do przelamania...
Maciej74 - nie panikuj twój syn nie jest już niemowlakiem i na pewno cię nie zapomni nawet jeśli (oby nie) inny mężczyzna będzie mieszkał z twoją żoną to w twoich rękach jest pokazywanie synowi że to ty jesteś tata.
Druga rzecz już pisałam nie daj się dalej ściągać do parteru, im ty jesteś "słabszy" tym twoja żona mocniejsza , nie piszę żebyś robił awantury, trzaskał drzwiami ale zacznij kompetentnie stawiać swoje warunki, nie przytakuj, nie "spuszczaj wzroku" jak zaszczute zwierzę. racja jest po twojej stronie bo walczysz o rodzinę i tego się trzymaj.
Co do faceta wspierającego twoją żonę różnie to bywa czasem gdy kobieta wreszcie jest wolna wcześniej wspierający kochaś nagle jakby traci zainteresowanie bo czasem faceci którzy "biorą się " za mężatki robią to gdyż mężatka jest bezpieczną zdobyczą, bez problemową. Ona ma dom i męża, finanse, choroby itd.... i problemy z tym związane zamykane są w jej małżeństwie natomiast on ma tylko wygodną kochankę. Inaczej zaczyna sprawa wyglądać gdy do romansu wkrada się codzienność, problemy, dziecko to już nie jest tak różowo i czasem tacy goście dają nogi za pas. Dlatego pomału poczekaj jak złoży pozew może się okazać że facet nagle się ulotni a ona stwierdzi że w sumie to nie chce rozwodu.
Niektóre kobiety nigdy nie wystąpiły by o rozwód gdyby nie pojawił się ten 3 który obiecuje złote góry.
Maciej74 - nie panikuj twój syn nie jest już niemowlakiem i na pewno cię nie zapomni nawet jeśli (oby nie) inny mężczyzna będzie mieszkał z twoją żoną to w twoich rękach jest pokazywanie synowi że to ty jesteś tata.
Druga rzecz już pisałam nie daj się dalej ściągać do parteru, im ty jesteś "słabszy" tym twoja żona mocniejsza , nie piszę żebyś robił awantury, trzaskał drzwiami ale zacznij kompetentnie stawiać swoje warunki, nie przytakuj, nie "spuszczaj wzroku" jak zaszczute zwierzę. racja jest po twojej stronie bo walczysz o rodzinę i tego się trzymaj.
Co do faceta wspierającego twoją żonę różnie to bywa czasem gdy kobieta wreszcie jest wolna wcześniej wspierający kochaś nagle jakby traci zainteresowanie bo czasem faceci którzy "biorą się " za mężatki robią to gdyż mężatka jest bezpieczną zdobyczą, bez problemową. Ona ma dom i męża, finanse, choroby itd.... i problemy z tym związane zamykane są w jej małżeństwie natomiast on ma tylko wygodną kochankę. Inaczej zaczyna sprawa wyglądać gdy do romansu wkrada się codzienność, problemy, dziecko to już nie jest tak różowo i czasem tacy goście dają nogi za pas. Dlatego pomału poczekaj jak złoży pozew może się okazać że facet nagle się ulotni a ona stwierdzi że w sumie to nie chce rozwodu.
Niektóre kobiety nigdy nie wystąpiły by o rozwód gdyby nie pojawił się ten 3 który obiecuje złote góry.
Dzieki, dzieki. Obys sie nie mylila. Wlasnie wczoraj po raz pierwszy nie mialem szklistych oczu i gadania bez sensu..oczywiscie wszystko grzecznie, ale zdecydowanym i pewnym tonem. Mysle, ze byla zaskoczona, bo wyszla z domu.... Natomiast, jak osoba, z ktora jestes 14 lat grozi, ze pozaluje jak bede utrudnial rozwod i ze po zapewnieniach podczas rozmowy, ze nic sie nie zmieni i chce taty dla synka, gdy sprawy ida w zlym kierunku na koniec mowi, ze bede widzial synka co 2 tyg. to mi sie robi miekko w nogach....
Pytanie, czy kobieta moze zabrac dziecko i wyprowadzic sie z domu o tak? Nie zrobi tak (mysle), ale tez wspominala.....
Maciej74 - a czym ma cię straszyć - Baba Jagą w momencie gdy widzi że nie pójdzie jej tak łatwo jak myślała i ty zaczynasz stawiać konkretne warunki.
Często osoby tracące grunt pod nogami, nie mające argumentów lub zbite z tropu postawą innej osoby zaczynają grozić - bo to ile razy będziesz widział synka to przede wszystkim ustali sąd po zbadaniu jaki jest stosunek syna do każdego z rodziców jaką tworzą więź itd.... Więc jej straszenie jest bezzasadne.
Może wyprowadzić się z domu z dzieckiem ALE nie może utrudniać ci kontaktu z synem bo pary mają prawo do osobnego zamieszkania nawet w trakcie trwania małżeństwa ale nie mogą pozbawić same (bez nakazu sądowego) kontaktu z drugim rodzicem. Jedyne co ci pozostanie w tej kwestii jeśli do tej wyprowadzki dojdzie i nie będziesz mógł widywać syna to zwrócić się do sądu o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka do czasu prawomocnego wyroku sądu w sprawie rozwodowej , argumentując że ty nie zgadzasz się żeby syn do tego czasu mieszkał poza dotychczasowym miejscem zamieszkania i uzasadniając dlaczego.
A z drugiej strony to żona ma gdzie odejść?
Maciej 74 zgadzam się z atinasarz - postawiłeś żonę pod ścianą i zaczęła kąsać... myślała, że potulnie przystaniesz na jej warunki i będzie z głowy... zaskoczyłeś ją... nie wyprowadzaj sie z domu, jeżeli ona to zrobi będzie to na jej niekorzyść - ale niestety może zabrać dziecko i wyprowadzić się jeżeli ma dokąd bo macie oboje pełne prawa...
obserwuj... może znudzą się im problemy i coś między nimi pęknie... czekaj spokojnie
Maciej74 - a czym ma cię straszyć - Baba Jagą w momencie gdy widzi że nie pójdzie jej tak łatwo jak myślała i ty zaczynasz stawiać konkretne warunki.
Często osoby tracące grunt pod nogami, nie mające argumentów lub zbite z tropu postawą innej osoby zaczynają grozić - bo to ile razy będziesz widział synka to przede wszystkim ustali sąd po zbadaniu jaki jest stosunek syna do każdego z rodziców jaką tworzą więź itd.... Więc jej straszenie jest bezzasadne.
Może wyprowadzić się z domu z dzieckiem ALE nie może utrudniać ci kontaktu z synem bo pary mają prawo do osobnego zamieszkania nawet w trakcie trwania małżeństwa ale nie mogą pozbawić same (bez nakazu sądowego) kontaktu z drugim rodzicem. Jedyne co ci pozostanie w tej kwestii jeśli do tej wyprowadzki dojdzie i nie będziesz mógł widywać syna to zwrócić się do sądu o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka do czasu prawomocnego wyroku sądu w sprawie rozwodowej , argumentując że ty nie zgadzasz się żeby syn do tego czasu mieszkał poza dotychczasowym miejscem zamieszkania i uzasadniając dlaczego.
A z drugiej strony to żona ma gdzie odejść?
Moze, jest niezalezna finansowo, moze cos wynajac...moze do goscia? Ale to by byla przesada.... Dziecko bedzie mialo duza zmiane idac do przedszkola 01.02 wiec nie sadze, ze dziecku zafunduje terapie szokowa. Musze sie wxluzowac, ale wiecie jest tyle scenariuszy, a ja je po nocach analizuje...
A ja nie mam takich praw, wyprowadzic sie z dzieckiem sam?
Maciej 74 zgadzam się z atinasarz - postawiłeś żonę pod ścianą i zaczęła kąsać... myślała, że potulnie przystaniesz na jej warunki i będzie z głowy... zaskoczyłeś ją... nie wyprowadzaj sie z domu, jeżeli ona to zrobi będzie to na jej niekorzyść - ale niestety może zabrać dziecko i wyprowadzić się jeżeli ma dokąd bo macie oboje pełne prawa...
obserwuj... może znudzą się im problemy i coś między nimi pęknie... czekaj spokojnie
Dzieki Wam wszystkim, zawsze lzej na duszy... Ja sie nie wyprowadze, propozycje wyprowadzki zony nie przyjela, ale to bylo oczywiste. Zadra jest bo dzis rano ostentacyjnie nosila zegarek-prezent. Czasami czlowiek za duzo powie, bo stwierdzilem, ze takie zachowanie nie pomaga w sytuacji...
Wydaje sie, ze determinacja zony jest olbrzymia, ale w sumie nic nie mam do stracenia...
Czasami mysle, zeby sobie odpuscic szybko sie dogadac-ale dzis rano na glos stwierdzilem, ze to ja walcze o rodzine, a nie o hedonistyczne podejscie do zycia...
Bedzie ciezko....
Maciej74 - oczywiście że masz równe prawa tak jak żona względem opieki nad dzieckiem, ale czy wyobrażasz sobie pakowanie walizki, branie syna za rękę i odejście z waszego domu - nie sądzę! I chyba z tych samych powodów ona również nie bardzo wyobraża sobie wyprowadzkę dlatego została. Uważasz że naprawdę ona jest tak zdeterminowana? Ja bym nie była taka pewna zdeterminowana , pewna swego kobieta pakuje walizki, oddaje klucze i ze słowami "będziemy kontaktować się przez adwokata i tylko w sprawach rozwodu" odchodzi a ona po prostu straszy, dobrze się bawi z kochasiem i siedzi na "tyłku" w małżeńskim domu. Więc gdzie tu jej zdecydowanie - ona sama do końca nie wie czego chce i przypuszczam że gdyby kochaś na miesiąc zniknął z jej życia wróciła by do pionu z podkulonym ogonkiem.
Dzieki Wam wszystkim, zawsze lzej na duszy... Ja sie nie wyprowadze, propozycje wyprowadzki zony nie przyjela, ale to bylo oczywiste. Zadra jest bo dzis rano ostentacyjnie nosila zegarek-prezent. Czasami czlowiek za duzo powie, bo stwierdzilem, ze takie zachowanie nie pomaga w sytuacji...
Wydaje sie, ze determinacja zony jest olbrzymia, ale w sumie nic nie mam do stracenia...Czasami mysle, zeby sobie odpuscic szybko sie dogadac-ale dzis rano na glos stwierdzilem, ze to ja walcze o rodzine, a nie o hedonistyczne podejscie do zycia...
Bedzie ciezko....
Ja mam w sumie podobną sytuację, walczę i nic, jeszcze bardziej się upiera, z tymże jestem już w trakcie rozwodu.
Cały czas próbuję się dogadać, ale żona jest uparta i nic a nic nie dopuszcza do siebie tej myśli poukładania tego wszystkiego. Mamy dzieci i dla mnie są najważniejsze i robię co mogę aby to odbudować, niestety jedna strona się zaprze to jest tak walka z wiatrakami, ale jestem cierpliwy.
Pozdrawiam...
no niestety tak to jest - z miłością gorzej niż ze sraczką... zaślepia, uskrzydla, daje te motyle w brzuchu, zabiera rozsądek...
nie jestem zwolenniczką ratowania związku za wszelka cenę gdy dzieje się źle, ale gdy jest to wypalenie... być może chwilowe i widać szanse na lepsze jutro to dziwie się rzucaniu wszystkiego na jedna kartę..
wydaje nam się, że ten kolejny/a będzie lepszy... a tak jest na krótką metę... wspólne życie uziemia i to co było nowe, pociągające staje się tak samo szare i codzienne...
choć nie zawsze... ja należę do tych osób, króre ciągle poszukują złotego środka... żadnych półśrodków... chcę związku z motylkami i z szacunkiem, przywiązaniem, miłością i stabilnością... to tak trochę na obronę twojej żony - może ona faktycznie ma przekonanie, że między wami już nic się nie da naprawić i z kimś innym będzie szczęśliwsza...
no niestety tak to jest - z miłością gorzej niż ze sraczką... zaślepia, uskrzydla, daje te motyle w brzuchu, zabiera rozsądek...
nie jestem zwolenniczką ratowania związku za wszelka cenę gdy dzieje się źle, ale gdy jest to wypalenie... być może chwilowe i widać szanse na lepsze jutro to dziwie się rzucaniu wszystkiego na jedna kartę..wydaje nam się, że ten kolejny/a będzie lepszy... a tak jest na krótką metę... wspólne życie uziemia i to co było nowe, pociągające staje się tak samo szare i codzienne...
choć nie zawsze... ja należę do tych osób, króre ciągle poszukują złotego środka... żadnych półśrodków... chcę związku z motylkami i z szacunkiem, przywiązaniem, miłością i stabilnością... to tak trochę na obronę twojej żony - może ona faktycznie ma przekonanie, że między wami już nic się nie da naprawić i z kimś innym będzie szczęśliwsza...
-((( swietnie tylko po trupach i kosztem cierpienia i uderzen ponizej pasa... Dlaczego brnela, dlaczego dawala rozne sygnaly, nadzieje? dlaczego pol roku temu proponuje dziecko, kupuje rzeczy do domu? Dlaczego masz wrazenie, ze Cie nienawidzi... Rozumiem Ciebie, ale nie moge sie pogodzic...
tak to prawda, że kobiety potrzebują adoracji, są próżne i odzywa się w nich potrzeba potwierdzenia własnej atrakcyjności, ale nade wszystko jednak cenią sobie poczucie bezpieczeństwa i stabilizację. Dlatego zgodzę się z Atinasarz że ona wcale taka pewna swego nie jest, nadal mieszka i funkcjonuje na codzień z Tobą a to oznacza, że jest to dla niej bardzo trudna decyzja. gdybym mogła z nią porozmawiać...z chęcią wysłuchałabym co ona czuje. Nie oceniam żadnego z Was, podoba mi się że napisałeś tu wszystko szczerze, nie pomniejszając również swojego udziału w rozpadzie Waszego związku, co pozwala w miarę obiektywnie spojrzeć na całą Waszą sytuację. Kiedy to, że żona odchodzi tak bardzo boli, trudno silić się na miłe słowa i ze sobą nie walczyć, tym bardziej że stawką nie jest tylko i wyłącznie Wasze szczęście, ale szczęście niewinnego dziecka. Nie powinno się też podawać przykładów innych par którym rozstanie wyszło na dobre bowiem każda sytuacja, każdy z nas jest zupełnie inny. Tak jak radzą ci tu inni na wypadek rozwodu, zrób wszystko, by synuś został z Tobą a ona miała prawa widzeń z dzieckiem. Pamiętaj, że to ona podjęła decyzję nie Ty, dlaczego masz tańczyć jak ona zagra? Wyczuwam że jesteś mężczyzną z krwi i kości w sensie, że dobrze wiesz czego w życiu chcesz i osiągasz swoje cele, mimo porażek. Łzy i ból i to w jaki sposób potrafisz mówić o swoich emocjach nie świadczą o słabości tylko o twojej sile. To moje zdanie. Jeśli podjąłeś już wszelkie próby ratowania związku, łącznie z czułością, miłymi romantycznymi wieczorami, niespodziankami w kierunku żony, czy choćby naprawdę szczerą rozmową przy kieliszku wina, a ona dalej brnie w ten nowy związek, to nie masz sobie nic do zarzucenia, teraz pozostaje czekać na termin rozprawy, skupić się na dziecku i na sobie. Ty też sprawiaj sobie przyjemności, zajmuj się rzeczami, sprawami, które kiedyś sprawiały Ci radość, spotykaj się z przyjaciółmi, pokaż jej że jesteś interesującym i zadbanym facetem, do tego fantastycznym ojcem (choć akurat to pewnie wie). Nie jesteś gotowy na inny związek i nawet tego nie ośmieliłabym się sugerować, ale wierzę, że Twoja obojętność w stosunku do niej i to, że potrafisz się cieszyć życiem bez niej, naprawdę da jej dużo do myślenia. Nie rozpamiętuj też tak często tego co było między Wami, bo udręczony ani sobie, ani dziecku ani jej nie pomożesz. Trzymam kciuki za zmiany...uwierz, że to mogą być zmiany na lepsze.
-((( swietnie tylko po trupach i kosztem cierpienia i uderzen ponizej pasa... Dlaczego brnela, dlaczego dawala rozne sygnaly, nadzieje? dlaczego pol roku temu proponuje dziecko, kupuje rzeczy do domu? Dlaczego masz wrazenie, ze Cie nienawidzi... Rozumiem Ciebie, ale nie moge sie pogodzic...
czasem kropla drąży skałę
odwrócę pytanie... dlaczego pół roku temu nie chciałeś drugiego dziecka, dlaczego byłeś głuchy na jej potrzeby... coś się zmieniło i w niej i w tobie
będziemy na bieżąco analizować i może coś się zmieni - pamietaj, że staram się patrzeć na obie strony, ale jestem po twojej :-)
od miłości do nienawiści jeden krok... ja za każdym razem jestem w ogromnym szoku jak bardzo ludzie, którzy do niedawna się kochali mągą sie nienawidzieć i walczyć zacięcie, ale niestety mogę powiedzieć na swoim przykładzie - nie z każdym mozna żyć w zgodzie... z jednym byłym mam poprawne relacje, a zdrugim... koszmar wręcz boję sie odbierać telefonów od niego, a za to co przez niego przeszłam miałabym ochotę kopnąć go porządnie w d...
tak to prawda, że kobiety potrzebują adoracji, są próżne i odzywa się w nich potrzeba potwierdzenia własnej atrakcyjności, ale nade wszystko jednak cenią sobie poczucie bezpieczeństwa i stabilizację. Dlatego zgodzę się z Atinasarz że ona wcale taka pewna swego nie jest, nadal mieszka i funkcjonuje na codzień z Tobą a to oznacza, że jest to dla niej bardzo trudna decyzja. gdybym mogła z nią porozmawiać...z chęcią wysłuchałabym co ona czuje. Nie oceniam żadnego z Was, podoba mi się że napisałeś tu wszystko szczerze, nie pomniejszając również swojego udziału w rozpadzie Waszego związku, co pozwala w miarę obiektywnie spojrzeć na całą Waszą sytuację. Kiedy to, że żona odchodzi tak bardzo boli, trudno silić się na miłe słowa i ze sobą nie walczyć, tym bardziej że stawką nie jest tylko i wyłącznie Wasze szczęście, ale szczęście niewinnego dziecka. Nie powinno się też podawać przykładów innych par którym rozstanie wyszło na dobre bowiem każda sytuacja, każdy z nas jest zupełnie inny. Tak jak radzą ci tu inni na wypadek rozwodu, zrób wszystko, by synuś został z Tobą a ona miała prawa widzeń z dzieckiem. Pamiętaj, że to ona podjęła decyzję nie Ty, dlaczego masz tańczyć jak ona zagra? Wyczuwam że jesteś mężczyzną z krwi i kości w sensie, że dobrze wiesz czego w życiu chcesz i osiągasz swoje cele, mimo porażek. Łzy i ból i to w jaki sposób potrafisz mówić o swoich emocjach nie świadczą o słabości tylko o twojej sile. To moje zdanie. Jeśli podjąłeś już wszelkie próby ratowania związku, łącznie z czułością, miłymi romantycznymi wieczorami, niespodziankami w kierunku żony, czy choćby naprawdę szczerą rozmową przy kieliszku wina, a ona dalej brnie w ten nowy związek, to nie masz sobie nic do zarzucenia, teraz pozostaje czekać na termin rozprawy, skupić się na dziecku i na sobie. Ty też sprawiaj sobie przyjemności, zajmuj się rzeczami, sprawami, które kiedyś sprawiały Ci radość, spotykaj się z przyjaciółmi, pokaż jej że jesteś interesującym i zadbanym facetem, do tego fantastycznym ojcem (choć akurat to pewnie wie). Nie jesteś gotowy na inny związek i nawet tego nie ośmieliłabym się sugerować, ale wierzę, że Twoja obojętność w stosunku do niej i to, że potrafisz się cieszyć życiem bez niej, naprawdę da jej dużo do myślenia. Nie rozpamiętuj też tak często tego co było między Wami, bo udręczony ani sobie, ani dziecku ani jej nie pomożesz. Trzymam kciuki za zmiany...uwierz, że to mogą być zmiany na lepsze.
bardzo dziękuję...
Rozmawiałem z mamą (stała się tak bliska, dzięki tej sytuacji...), która jest zdania bym się zachowywał normalnie (nawet sugeruje kupić dywan który nam brakuje w nowym domu...), po to by pokazać, że jest dom i o niego dbam...
Muszę wrócić na ścieżkę dobych czynów, pokazania kontunuacji zmiany...
Piszę do Was wszystkich szczerze i otwarcie ( w necie łatwiej,,, poza tym to mój debiut-)), taki bloog-), bo bez szczerości i prawdy nie otrzymam prawdziwej odpowiedzi...
Piszesz walcz o dziecko, przecież wiesz, że nie mam szans...dziecko nie zostanie ze mną, z 2 strony serce matce, by pękło, bo jest dobrą mamą....
Zastanawiam się tylko, czy akceptować jej wyjścia, które mogą byc podejrzane, czy też w jakiś sposób zwracać uwagę, że dom jest tutaj i powinna w trudnych chwilach nie zaniedbywać dziecka....?
Będę brutalna, wybacz, dobra mama to taka która myśli najpierw o dziecku a nie o sobie. Tak się liczysz z Tym co ona poczuje, a czy ona liczy się z Tym co dzieje się teraz w Twoim sercu? Dlaczego nie masz szans dostać opieki nad dzieckiem?
Maciej74 napisał/a:-((( swietnie tylko po trupach i kosztem cierpienia i uderzen ponizej pasa... Dlaczego brnela, dlaczego dawala rozne sygnaly, nadzieje? dlaczego pol roku temu proponuje dziecko, kupuje rzeczy do domu? Dlaczego masz wrazenie, ze Cie nienawidzi... Rozumiem Ciebie, ale nie moge sie pogodzic...
czasem kropla drąży skałę
odwrócę pytanie... dlaczego pół roku temu nie chciałeś drugiego dziecka, dlaczego byłeś głuchy na jej potrzeby... coś się zmieniło i w niej i w tobiebędziemy na bieżąco analizować i może coś się zmieni - pamietaj, że staram się patrzeć na obie strony, ale jestem po twojej :-)
od miłości do nienawiści jeden krok... ja za każdym razem jestem w ogromnym szoku jak bardzo ludzie, którzy do niedawna się kochali mągą sie nienawidzieć i walczyć zacięcie, ale niestety mogę powiedzieć na swoim przykładzie - nie z każdym mozna żyć w zgodzie... z jednym byłym mam poprawne relacje, a zdrugim... koszmar wręcz boję sie odbierać telefonów od niego, a za to co przez niego przeszłam miałabym ochotę kopnąć go porządnie w d...
odpowiadając na Twoje pytanie szczerze. Żona (analogicznie do sąsiadki przypadku) zaproponowała, że będzie 2 dziecko i ona w ciąży zajmie się remontem kupionego domu- mając świetną i nową pracę. Może nie było to 6 a 8-9 miesięcy temu. Ja powiedziałem, że jestem bardzo zmęczony (dziecko, moja praca, żony praca, szukanie i kupno domu) i nie teraz...nie mam siły. Nie pamiętam, czy to mówiłem, ale znając jej ambicje, wolałem by miała pracę i się spełniła.a dziecko po remoncie....Głupio pisać, planowanie dziecka, ale tak to chyba dziś wygląda...
zkomentuj to pls jak się zachować, gdy będą próby wyjść z kolegą od romansu...wiem, że nie zabronię, ale jakieś stanowisko muszę wyrazić...
Mimo, że masz takie same spojrzenie na decyzję żony, dzięki za cenne rady...
Myśle ze nie masz wpływu na jej wyjścia i tak zrobi co zechce , ale proponuje abyś za każdym razem kiedy ona wyjdzie organizoweal cos specjalnego dla dziecka , jakąś wspólną zabawe, coś niesamowitego tak aby po powrocie żony do domu dziecko moglo jej powiedzieć Mamo wiesz jak było super gdy Cię nie było..... Niech wie że traci coś gdy wychodzi
Będę brutalna, wybacz, dobra mama to taka która myśli najpierw o dziecku a nie o sobie. Tak się liczysz z Tym co ona poczuje, a czy ona liczy się z Tym co dzieje się teraz w Twoim sercu? Dlaczego nie masz szans dostać opieki nad dzieckiem?
Cyntio bo takie są nasze sądy i psychologowie W moim przypadku nie było ZADNEGO wskazania na plus w strone matki aby z nią było dziecko , oprócz tego że jest matką , i to wystarczyło
Będę brutalna, wybacz, dobra mama to taka która myśli najpierw o dziecku a nie o sobie. Tak się liczysz z Tym co ona poczuje, a czy ona liczy się z Tym co dzieje się teraz w Twoim sercu? Dlaczego nie masz szans dostać opieki nad dzieckiem?
bo jestem facetem? i statystyki są nieubłagalne?
Nie liczy się z tym co czuję. Jak któraś pisała, ona idzie do wolności, pełnym decydowaniu o wszystkim, a ja tylko przeszkadzam....
cynthia napisał/a:tak to prawda, że kobiety potrzebują adoracji, są próżne i odzywa się w nich potrzeba potwierdzenia własnej atrakcyjności, ale nade wszystko jednak cenią sobie poczucie bezpieczeństwa i stabilizację. Dlatego zgodzę się z Atinasarz że ona wcale taka pewna swego nie jest, nadal mieszka i funkcjonuje na codzień z Tobą a to oznacza, że jest to dla niej bardzo trudna decyzja. gdybym mogła z nią porozmawiać...z chęcią wysłuchałabym co ona czuje. Nie oceniam żadnego z Was, podoba mi się że napisałeś tu wszystko szczerze, nie pomniejszając również swojego udziału w rozpadzie Waszego związku, co pozwala w miarę obiektywnie spojrzeć na całą Waszą sytuację. Kiedy to, że żona odchodzi tak bardzo boli, trudno silić się na miłe słowa i ze sobą nie walczyć, tym bardziej że stawką nie jest tylko i wyłącznie Wasze szczęście, ale szczęście niewinnego dziecka. Nie powinno się też podawać przykładów innych par którym rozstanie wyszło na dobre bowiem każda sytuacja, każdy z nas jest zupełnie inny. Tak jak radzą ci tu inni na wypadek rozwodu, zrób wszystko, by synuś został z Tobą a ona miała prawa widzeń z dzieckiem. Pamiętaj, że to ona podjęła decyzję nie Ty, dlaczego masz tańczyć jak ona zagra? Wyczuwam że jesteś mężczyzną z krwi i kości w sensie, że dobrze wiesz czego w życiu chcesz i osiągasz swoje cele, mimo porażek. Łzy i ból i to w jaki sposób potrafisz mówić o swoich emocjach nie świadczą o słabości tylko o twojej sile. To moje zdanie. Jeśli podjąłeś już wszelkie próby ratowania związku, łącznie z czułością, miłymi romantycznymi wieczorami, niespodziankami w kierunku żony, czy choćby naprawdę szczerą rozmową przy kieliszku wina, a ona dalej brnie w ten nowy związek, to nie masz sobie nic do zarzucenia, teraz pozostaje czekać na termin rozprawy, skupić się na dziecku i na sobie. Ty też sprawiaj sobie przyjemności, zajmuj się rzeczami, sprawami, które kiedyś sprawiały Ci radość, spotykaj się z przyjaciółmi, pokaż jej że jesteś interesującym i zadbanym facetem, do tego fantastycznym ojcem (choć akurat to pewnie wie). Nie jesteś gotowy na inny związek i nawet tego nie ośmieliłabym się sugerować, ale wierzę, że Twoja obojętność w stosunku do niej i to, że potrafisz się cieszyć życiem bez niej, naprawdę da jej dużo do myślenia. Nie rozpamiętuj też tak często tego co było między Wami, bo udręczony ani sobie, ani dziecku ani jej nie pomożesz. Trzymam kciuki za zmiany...uwierz, że to mogą być zmiany na lepsze.
bardzo dziękuję...
Rozmawiałem z mamą (stała się tak bliska, dzięki tej sytuacji...), która jest zdania bym się zachowywał normalnie (nawet sugeruje kupić dywan który nam brakuje w nowym domu...), po to by pokazać, że jest dom i o niego dbam...
Muszę wrócić na ścieżkę dobych czynów, pokazania kontunuacji zmiany...
Piszę do Was wszystkich szczerze i otwarcie ( w necie łatwiej,,, poza tym to mój debiut-)), taki bloog-), bo bez szczerości i prawdy nie otrzymam prawdziwej odpowiedzi...
Piszesz walcz o dziecko, przecież wiesz, że nie mam szans...dziecko nie zostanie ze mną, z 2 strony serce matce, by pękło, bo jest dobrą mamą....Zastanawiam się tylko, czy akceptować jej wyjścia, które mogą byc podejrzane, czy też w jakiś sposób zwracać uwagę, że dom jest tutaj i powinna w trudnych chwilach nie zaniedbywać dziecka....?
Przede wszystkim szczera rozmowa, spokojna, powiedz jej co czujesz, kiedy wychodzi, nie wiem czy mały o nią wtedy pyta?, ale cały czas mam wrażenie że dla niej ta sytuacja jest wygodna, tatuś jest z dzieckiem, a ja mogę mieć ten czas tylko i wyłącznie dla siebie i dla swojego kochasia, jest teraz bardzo egoistyczna. twoja mama jest mądrą kobietą, zrób co Ci mów, a co do dobrych kroków....uśmiech, mnóstwo pozytywnej energii (wiem, że niełatwo) może wspólne zabawy z dzieckiem lub coś co kiedyś robiliście we trójkę, dziecku chyba nie odmówi
i przynajmniej postaraj się sprawiać wrażenie pogodzonego z sytuacją.
Będę brutalna, wybacz, dobra mama to taka która myśli najpierw o dziecku a nie o sobie. Tak się liczysz z Tym co ona poczuje, a czy ona liczy się z Tym co dzieje się teraz w Twoim sercu? Dlaczego nie masz szans dostać opieki nad dzieckiem?
a dobro dziecka to też jak spędzamy razem i z dzieckiem czas do rozwodu....
z drugiej strony nie jest jej to na rękę, bo ciągle gdzieś tam jestem...
Maciej74 napisał/a:cynthia napisał/a:tak to prawda, że kobiety potrzebują adoracji, są próżne i odzywa się w nich potrzeba potwierdzenia własnej atrakcyjności, ale nade wszystko jednak cenią sobie poczucie bezpieczeństwa i stabilizację. Dlatego zgodzę się z Atinasarz że ona wcale taka pewna swego nie jest, nadal mieszka i funkcjonuje na codzień z Tobą a to oznacza, że jest to dla niej bardzo trudna decyzja. gdybym mogła z nią porozmawiać...z chęcią wysłuchałabym co ona czuje. Nie oceniam żadnego z Was, podoba mi się że napisałeś tu wszystko szczerze, nie pomniejszając również swojego udziału w rozpadzie Waszego związku, co pozwala w miarę obiektywnie spojrzeć na całą Waszą sytuację. Kiedy to, że żona odchodzi tak bardzo boli, trudno silić się na miłe słowa i ze sobą nie walczyć, tym bardziej że stawką nie jest tylko i wyłącznie Wasze szczęście, ale szczęście niewinnego dziecka. Nie powinno się też podawać przykładów innych par którym rozstanie wyszło na dobre bowiem każda sytuacja, każdy z nas jest zupełnie inny. Tak jak radzą ci tu inni na wypadek rozwodu, zrób wszystko, by synuś został z Tobą a ona miała prawa widzeń z dzieckiem. Pamiętaj, że to ona podjęła decyzję nie Ty, dlaczego masz tańczyć jak ona zagra? Wyczuwam że jesteś mężczyzną z krwi i kości w sensie, że dobrze wiesz czego w życiu chcesz i osiągasz swoje cele, mimo porażek. Łzy i ból i to w jaki sposób potrafisz mówić o swoich emocjach nie świadczą o słabości tylko o twojej sile. To moje zdanie. Jeśli podjąłeś już wszelkie próby ratowania związku, łącznie z czułością, miłymi romantycznymi wieczorami, niespodziankami w kierunku żony, czy choćby naprawdę szczerą rozmową przy kieliszku wina, a ona dalej brnie w ten nowy związek, to nie masz sobie nic do zarzucenia, teraz pozostaje czekać na termin rozprawy, skupić się na dziecku i na sobie. Ty też sprawiaj sobie przyjemności, zajmuj się rzeczami, sprawami, które kiedyś sprawiały Ci radość, spotykaj się z przyjaciółmi, pokaż jej że jesteś interesującym i zadbanym facetem, do tego fantastycznym ojcem (choć akurat to pewnie wie). Nie jesteś gotowy na inny związek i nawet tego nie ośmieliłabym się sugerować, ale wierzę, że Twoja obojętność w stosunku do niej i to, że potrafisz się cieszyć życiem bez niej, naprawdę da jej dużo do myślenia. Nie rozpamiętuj też tak często tego co było między Wami, bo udręczony ani sobie, ani dziecku ani jej nie pomożesz. Trzymam kciuki za zmiany...uwierz, że to mogą być zmiany na lepsze.
bardzo dziękuję...
Rozmawiałem z mamą (stała się tak bliska, dzięki tej sytuacji...), która jest zdania bym się zachowywał normalnie (nawet sugeruje kupić dywan który nam brakuje w nowym domu...), po to by pokazać, że jest dom i o niego dbam...
Muszę wrócić na ścieżkę dobych czynów, pokazania kontunuacji zmiany...
Piszę do Was wszystkich szczerze i otwarcie ( w necie łatwiej,,, poza tym to mój debiut-)), taki bloog-), bo bez szczerości i prawdy nie otrzymam prawdziwej odpowiedzi...
Piszesz walcz o dziecko, przecież wiesz, że nie mam szans...dziecko nie zostanie ze mną, z 2 strony serce matce, by pękło, bo jest dobrą mamą....Zastanawiam się tylko, czy akceptować jej wyjścia, które mogą byc podejrzane, czy też w jakiś sposób zwracać uwagę, że dom jest tutaj i powinna w trudnych chwilach nie zaniedbywać dziecka....?
Przede wszystkim szczera rozmowa, spokojna, powiedz jej co czujesz, kiedy wychodzi, nie wiem czy mały o nią wtedy pyta?, ale cały czas mam wrażenie że dla niej ta sytuacja jest wygodna, tatuś jest z dzieckiem, a ja mogę mieć ten czas tylko i wyłącznie dla siebie i dla swojego kochasia, jest teraz bardzo egoistyczna. twoja mama jest mądrą kobietą, zrób co Ci mów, a co do dobrych kroków....uśmiech, mnóstwo pozytywnej energii (wiem, że niełatwo) może wspólne zabawy z dzieckiem lub coś co kiedyś robiliście we trójkę, dziecku chyba nie odmówi
i przynajmniej postaraj się sprawiać wrażenie pogodzonego z sytuacją.
sutuacja chyba nie jest wygodna, bo musi się tłumaczyć, informować, sprawiać pozory
... z tymi wyjściami... jeżeli zwrócisz jej uwagę, Ona odbierze to jako aktak na jej prywatność - pamiętaj Ona chce rozwodu i wolności, więc oczywiście nie ma racji bo nadal jesteście małżeństwem - ale w tej chwili nie mysli logicznie, tylko emocjonalnie
nie możesz zarzucic jej, że wychodząc krzywdzi dziecko, bo zostawia je pod twoja opieką, a ty wychodząc zostawiasz synka pod opieką mamy
Jest to wstrętne, raniące ciebie zachowanie, ale ona nie myśli wtedy o tobie... tylko o sobie... musi z kims pogadać, odreagować, a w tobie widzi wroga... nie musi wychodzić pogadać z nim, może pogadać z koleżanką ... Ty rozmawiasz z nami... ona szuka podpowiedzi gdzieś indziej
Maciej74
Twoja żona zachowuje się bardzo nieodpowiedzialnie zostawiając dziecko z byle powodu, nie mówiąc już o chorobie dziecka. Oczywiście, rozwód ale z orzeczeniem winy. Żona znalazła sobie kochanka, wychodziła z domu pod byle pretekstem, nawet gdy dziecko było chore i jej potrzebowało. Wiem, wiem, na początku powiedziałam Ci kilka słów, ale absolutnie nie popieram zachowania Twojej żony. Jest nieodpowiedzialna i ma bardzo egoistyczne podejście. Zakochała się i zachowuje się jak nastolatka, która pod byle pretekstem wychodzi z domu, żeby potajemnie spotkać się z facetem.
Twoja mama ma rację, kup dywan, wprowadz kilka elementów do ożywienia domu, żeby żona wiedziała, że mimo jej wybryków Ty potrafisz stworzyć dom dla siebie i Waszego dziecka. Że nie popadasz w depresje z powodu jej odejścia. Jej sielanka prędzej czy później się skończy. Zamieszka ze swoim nowym partnerem i życie nabierze prawdziwych kolorów. Pewnego dnia obudzi się z ręką w nocniku. Będzie żałować. Zakończyła swój związek i po częsci rozbiła związek innej rodziny.
W całej tej sytuacji szkoda mi Waszego dzieciaczka. Zostań przy swoim, dziecko powinno rozwijać się w swoim domu, a to jest też Twój dom. Jak chce niech zamieszka z Wami, jak nie niech zostawi synka Tobie i idzie swoją drogą. Będzie miała czasu dla siebie ile tylko dusza zapragnie.
Piszesz, ze jestes dobrym menedżerem, a nie potrafisz ogarnąć swoich prywatnych spraw. Często tak jest niestety.
cynthia napisał/a:Będę brutalna, wybacz, dobra mama to taka która myśli najpierw o dziecku a nie o sobie. Tak się liczysz z Tym co ona poczuje, a czy ona liczy się z Tym co dzieje się teraz w Twoim sercu? Dlaczego nie masz szans dostać opieki nad dzieckiem?
Cyntio bo takie są nasze sądy i psychologowie W moim przypadku nie było ZADNEGO wskazania na plus w strone matki aby z nią było dziecko , oprócz tego że jest matką , i to wystarczyło
dlatego pisząc o walce, mówimy o walce z wiatrakami....
więc w sumie pytanie za 100 punktów-żona nie chce i już, czekać 1-2 lata na rozwód, męczyć się, dziecka nie dostanę-to może lepiej odpuścić, uzgodnić jak się zgodzi opiekę naprzemienną...tylko mi serce i rozum nie pozwala podjąć taką decyzję...
107 2012-01-11 12:26:45 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-01-11 12:33:02)
dlatego pisząc o walce, mówimy o walce z wiatrakami....
więc w sumie pytanie za 100 punktów-żona nie chce i już, czekać 1-2 lata na rozwód, męczyć się, dziecka nie dostanę-to może lepiej odpuścić, uzgodnić jak się zgodzi opiekę naprzemienną...tylko mi serce i rozum nie pozwala podjąć taką decyzję...
widze , ze bardzo racjonalnie widzisz Wasza sytuacje.
Komplement, musisz byc bardzo silny psychicznie, bo wiem, ze emocje sa wielkie.
Do rzeczy; musisz rozwazyc czy dasz rade ( w razie , gdybys sie zdecydowal jednak "meczyc sie "
i czekac te dwa lata na rozwod) patrzec na nia , widziec, jak wychodzi do niego, przezywac to za kazdym razem , jak zamyka drzwi i znika.
To moze okazac sie katorga.
Z drugiej strony, dwa lata , to dlugi czas, wiele sie moze zdarzyc, moze spadna jej "klapki z oczu", moze fascynacja tym drugim zniknie?
Pytanie tylko : czy TY bedziesz jej jeszcze chcial ?? Czy bol bedzie zbyt dotkliwy ?
cynthia napisał/a:Maciej74 napisał/a:bardzo dziękuję...
Rozmawiałem z mamą (stała się tak bliska, dzięki tej sytuacji...), która jest zdania bym się zachowywał normalnie (nawet sugeruje kupić dywan który nam brakuje w nowym domu...), po to by pokazać, że jest dom i o niego dbam...
Muszę wrócić na ścieżkę dobych czynów, pokazania kontunuacji zmiany...
Piszę do Was wszystkich szczerze i otwarcie ( w necie łatwiej,,, poza tym to mój debiut-)), taki bloog-), bo bez szczerości i prawdy nie otrzymam prawdziwej odpowiedzi...
Piszesz walcz o dziecko, przecież wiesz, że nie mam szans...dziecko nie zostanie ze mną, z 2 strony serce matce, by pękło, bo jest dobrą mamą....Zastanawiam się tylko, czy akceptować jej wyjścia, które mogą byc podejrzane, czy też w jakiś sposób zwracać uwagę, że dom jest tutaj i powinna w trudnych chwilach nie zaniedbywać dziecka....?
Przede wszystkim szczera rozmowa, spokojna, powiedz jej co czujesz, kiedy wychodzi, nie wiem czy mały o nią wtedy pyta?, ale cały czas mam wrażenie że dla niej ta sytuacja jest wygodna, tatuś jest z dzieckiem, a ja mogę mieć ten czas tylko i wyłącznie dla siebie i dla swojego kochasia, jest teraz bardzo egoistyczna. twoja mama jest mądrą kobietą, zrób co Ci mów, a co do dobrych kroków....uśmiech, mnóstwo pozytywnej energii (wiem, że niełatwo) może wspólne zabawy z dzieckiem lub coś co kiedyś robiliście we trójkę, dziecku chyba nie odmówi
i przynajmniej postaraj się sprawiać wrażenie pogodzonego z sytuacją.
sutuacja chyba nie jest wygodna, bo musi się tłumaczyć, informować, sprawiać pozory
Wcale nie musi tego robić, widocznie gdzieś jakąś resztę uczucia do Ciebie ma skoro ma jakieś skrupuły, o ile to nazwać skrupułami można. Może wyrzuty sumienia. tak chciałabym jej powiedzieć że takie coś kiedyś ją zniszczy i kompletnie odbierze jej radość z życia...a uwierz naprawdę wiem co mówię. Mój mąż bardzo się starał mnie odzyskać po tym jak nawalił, ja też nawaliłam, ale ja też już postanowiłam że to koniec tez tak wychodziłam głupio się tłumacząc, rozstanie odbyło się o tyle łatwiej, że my nie mieliśmy dzieci, a potem moje wyrzuty sumienia, zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo go skrzywdziłam, czas bez niego sprawił, że czułam się potwornie...na szczęście teraz mi się w życiu jakoś poukładało, ale gdybym miała jeszcze raz przed sobą tamtą decyzję, to postąpiłabym inaczej, nie chciałabym przechodzić już nigdy więcej przez to całe piekło emocjonalne, wrogość bliskich mi osób, kłamstwa i rozwód.
Witaj Macieju, bardzo dobrze Cie rozumiem, Twoją sytuację, jak bedziesz miał ochote przeczytaj mój wątek "małżeństwo się kończy i co dalej? ja tego nie chcę" zobaczysz ile różnych sytuacji ja przechodziłam. Nie wiem co czuje i czego chce Twoja zona, ale w jednym sie z Toba zgadzam, dbaj o dom, dziecko, siebie. Ona niech robi co chce, jeśli bedziesz uważał, ze powinna byc przy synku w danej chwili powiedz jej o tym, bez wyrzutów, po prostu powiedz, że syn jej potrzebuje. Druga sprawa, ona wychodzi ok, ale mieszkacie nadal razem i musicie dzielić się nadal obowiązkami, więc Ty też masz prawo gdzieś wyjść.
Bardzo Ci współczuję, bo wiem dobrze jak się męczysz, ja meczyłam się tak przez ostatni miesiąc wspólnego mieszkania, tylko ja męża wykopałam z domu, żałowałam tego bardzo, ze ułatwiłam mu zycie, ale teraz wiem ze wyszło nam to na dobre, ze dopiero jak mąż był z dala od nas zatęsknił. Wiem, ze u Ciebie raczej tak sie nie uda zrobic, ale rób tak zeby zona zatęskniła, zeby w jej głowie zaczeły rodzic się wspomnienia dobrych chwil, które razem spędzaliście. Moim zdaniem juz jej pokazałeś, ze chcesz z nią być i was uratować, więc wystarczy. Ja również duzo pokazywałam, mówiłam, ze kocham, ze chcę ratować. Do póki mieszkaliśmy razem był nieugiety, mówił, ze on nie chce juz być ze mną, później było juz inaczej.
Usłyszalam jakiś czas temu od mojego męża jedna rzecz, ze to wszystko co mówił to były tylko słowa, ze w ten sposób chciał mną "potrząsnąć" zebym coś zrozumiała. Nie wiem ile w tym prawdy i nie tędy tak naprawde doroga, ale może coś w tym jest, moze zona chce Toba troszkę potrzasnąć.
Wiem, ze teraz nie umiesz myśleć o sobie, ale przynajmniej pokazuj zonie, ze Ty tez sie liczysz, ze zyjesz nadal, mimo jej decyzji. Kurcze jest to chore ale ja mam wrażenie, ze działa, jak przestaniesz walczyć to ona to zauważy, moze sie trochę przestraszy ze jednak Cie traci. Życze Ci tego z całego serca.
to straszne... wychodzi... nie zależy jej na twoich uczuciach... miałam podobna sytuację u znajomych... ona roczny romans i chciała rozwodu bo niby jest tak źle, oczywiście On miał się wyprowadzić i złożyć papiery...
ona by wziąść go na litość i wyłudzić więcej kasy i by zgodził się nie szarpać o dziecko udawała, płakała, że tamten kochaś z nią zerwał, robiła przedstawienia jak to sie własnego męża boi, wszystkim żaliła się i przedstawiała tylko swoja wersję... straszne cyrki...
wiem że walka bedzie cieżka i sporo wycierpisz ale nie mysl że jak się poddasz to od razy zrobi Ci się lżej wcale tak nie bedzie też potem wszystko bedzie do d.... Masz szanse uzyskać rozwód z winą po stronie żony , Zawsze bedziesz mógł za kilkanaście lat powiedziec dziecku że Ty walczyłeś do konca a nie podkuiłeś ogon i uciekłeś Jezeli odpuścisz pokażesz zonie że może po Tobie jechać jak się jej tylko podoba
Jeżełi czujesz że potrafiłbyś to wszystko wybaczyc żonie to walcz do konca o swoją rodzine!!!
Witaj Macieju, bardzo dobrze Cie rozumiem, Twoją sytuację, jak bedziesz miał ochote przeczytaj mój wątek "małżeństwo się kończy i co dalej? ja tego nie chcę" zobaczysz ile różnych sytuacji ja przechodziłam. Nie wiem co czuje i czego chce Twoja zona, ale w jednym sie z Toba zgadzam, dbaj o dom, dziecko, siebie. Ona niech robi co chce, jeśli bedziesz uważał, ze powinna byc przy synku w danej chwili powiedz jej o tym, bez wyrzutów, po prostu powiedz, że syn jej potrzebuje. Druga sprawa, ona wychodzi ok, ale mieszkacie nadal razem i musicie dzielić się nadal obowiązkami, więc Ty też masz prawo gdzieś wyjść.
Bardzo Ci współczuję, bo wiem dobrze jak się męczysz, ja meczyłam się tak przez ostatni miesiąc wspólnego mieszkania, tylko ja męża wykopałam z domu, żałowałam tego bardzo, ze ułatwiłam mu zycie, ale teraz wiem ze wyszło nam to na dobre, ze dopiero jak mąż był z dala od nas zatęsknił. Wiem, ze u Ciebie raczej tak sie nie uda zrobic, ale rób tak zeby zona zatęskniła, zeby w jej głowie zaczeły rodzic się wspomnienia dobrych chwil, które razem spędzaliście. Moim zdaniem juz jej pokazałeś, ze chcesz z nią być i was uratować, więc wystarczy. Ja również duzo pokazywałam, mówiłam, ze kocham, ze chcę ratować. Do póki mieszkaliśmy razem był nieugiety, mówił, ze on nie chce juz być ze mną, później było juz inaczej.
Usłyszalam jakiś czas temu od mojego męża jedna rzecz, ze to wszystko co mówił to były tylko słowa, ze w ten sposób chciał mną "potrząsnąć" zebym coś zrozumiała. Nie wiem ile w tym prawdy i nie tędy tak naprawde doroga, ale może coś w tym jest, moze zona chce Toba troszkę potrzasnąć.
Wiem, ze teraz nie umiesz myśleć o sobie, ale przynajmniej pokazuj zonie, ze Ty tez sie liczysz, ze zyjesz nadal, mimo jej decyzji. Kurcze jest to chore ale ja mam wrażenie, ze działa, jak przestaniesz walczyć to ona to zauważy, moze sie trochę przestraszy ze jednak Cie traci. Życze Ci tego z całego serca.
Dokładnie tak samo myślę, świetnie to ujęłaś.
wiem że walka bedzie cieżka i sporo wycierpisz ale nie mysl że jak się poddasz to od razy zrobi Ci się lżej wcale tak nie bedzie też potem wszystko bedzie do d.... Masz szanse uzyskać rozwód z winą po stronie żony , Zawsze bedziesz mógł za kilkanaście lat powiedziec dziecku że Ty walczyłeś do konca a nie podkuiłeś ogon i uciekłeś Jezeli odpuścisz pokażesz zonie że może po Tobie jechać jak się jej tylko podoba
Jeżełi czujesz że potrafiłbyś to wszystko wybaczyć żonie to walcz do końca o swoją rodzine!!!
takich rzeczy się dzieciom nie mówi, chyba że sami o to pytają, ale trzeba to ująć delikatnie, by nie poczuło żalu do rodziców i wybrać odpowiedni moment, żeby cokolwiek z tego zrozumiało. Przy odrobinie dobrej woli obojga rodziców owszem da się wypracować taką sytuację, że nie musi zadawać tego pytania, tylko po prostu czuje że może w 100% polegać na obojgu rodzicach nawet jeśli nie są razem. Takie rozmowy o błędach jednego z rodziców wypaczają sposób myślenia o związku w przyszłości.
oczywiście że się nie mówi ale kiedys może się spytac jak to było
A swoją drogą to dwie strony powinny o tym wiedzieć ale czesto jest że jedna strona przestrzega tej zasady a druga nie .
Ale tak swoją drogą własciwie zasadnicze pytanie do Macieja
Czy potrafiłbyś wybaczyć żonie i zapomnieć o wszystkim i żyć z nią dalej bez wypominania i aluzji gdyby wszystko się dobrze skonczylo ??
Maciej74 napisał/a:cynthia napisał/a:Przede wszystkim szczera rozmowa, spokojna, powiedz jej co czujesz, kiedy wychodzi, nie wiem czy mały o nią wtedy pyta?, ale cały czas mam wrażenie że dla niej ta sytuacja jest wygodna, tatuś jest z dzieckiem, a ja mogę mieć ten czas tylko i wyłącznie dla siebie i dla swojego kochasia, jest teraz bardzo egoistyczna. twoja mama jest mądrą kobietą, zrób co Ci mów, a co do dobrych kroków....uśmiech, mnóstwo pozytywnej energii (wiem, że niełatwo) może wspólne zabawy z dzieckiem lub coś co kiedyś robiliście we trójkę, dziecku chyba nie odmówi
i przynajmniej postaraj się sprawiać wrażenie pogodzonego z sytuacją.
sutuacja chyba nie jest wygodna, bo musi się tłumaczyć, informować, sprawiać pozory
Wcale nie musi tego robić, widocznie gdzieś jakąś resztę uczucia do Ciebie ma skoro ma jakieś skrupuły, o ile to nazwać skrupułami można. Może wyrzuty sumienia. tak chciałabym jej powiedzieć że takie coś kiedyś ją zniszczy i kompletnie odbierze jej radość z życia...a uwierz naprawdę wiem co mówię. Mój mąż bardzo się starał mnie odzyskać po tym jak nawalił, ja też nawaliłam, ale ja też już postanowiłam że to koniec tez tak wychodziłam głupio się tłumacząc, rozstanie odbyło się o tyle łatwiej, że my nie mieliśmy dzieci, a potem moje wyrzuty sumienia, zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo go skrzywdziłam, czas bez niego sprawił, że czułam się potwornie...na szczęście teraz mi się w życiu jakoś poukładało, ale gdybym miała jeszcze raz przed sobą tamtą decyzję, to postąpiłabym inaczej, nie chciałabym przechodzić już nigdy więcej przez to całe piekło emocjonalne, wrogość bliskich mi osób, kłamstwa i rozwód.
zawsze da się zrobic, byś jej powiedziała-) trochę zartów w tej smutnej sytuacji...
No właśnie bez dzieci i bez niego czułaś się potwornie. U nas jest kochane dziecko i ktoś, kto jest gotowy i czeka na moją żonę i moje dziecko ( a propos żona kolegi od romansu, z którą mam kontakt, mówi, że dzieci 6 i 9 lat już nie za bardzo chcą chodzić do niego...Moja rodzina i dziecko jest też dla niego panaceum na trudną sytuację...)
czyli teraz byś zrobiła szybki rozwód?
A może podziałać wstrząsowo, powiedzieć żonie, że ma się wyprowadzić i to szybko?
Może podziała to jak zimny prysznic i jednak podejmnie decyzję o ratowaniu waszego zwiazku? Może też być, że bedzie to jej na rękę, wtedy będziesz żałował, że tego chciałeś
Ja zaryzykowałam, mąż pakujac się zmienil zdanie, gdzie sama byłam w szoku. Życzę siły
Maciej74 napisał/a:dlatego pisząc o walce, mówimy o walce z wiatrakami....
więc w sumie pytanie za 100 punktów-żona nie chce i już, czekać 1-2 lata na rozwód, męczyć się, dziecka nie dostanę-to może lepiej odpuścić, uzgodnić jak się zgodzi opiekę naprzemienną...tylko mi serce i rozum nie pozwala podjąć taką decyzję...widze , ze bardzo racjonalnie widzisz Wasza sytuacje.
Komplement, musisz byc bardzo silny psychicznie, bo wiem, ze emocje sa wielkie.Do rzeczy; musisz rozwazyc czy dasz rade ( w razie , gdybys sie zdecydowal jednak "meczyc sie "
i czekac te dwa lata na rozwod) patrzec na nia , widziec, jak wychodzi do niego, przezywac to za kazdym razem , jak zamyka drzwi i znika.
To moze okazac sie katorga.Z drugiej strony, dwa lata , to dlugi czas, wiele sie moze zdarzyc, moze spadna jej "klapki z oczu", moze fascynacja tym drugim zniknie?
Pytanie tylko : czy TY bedziesz jej jeszcze chcial ?? Czy bol bedzie zbyt dotkliwy ?
właśnie, czy będę chciał... przez 2 lata się znienawidzimy i dziecko będzie w środku... z drugiej strony, daje mi siłe to, że synek (David) jest przy mnie codziennie i jest w tym domu....
Maciej74 napisał/a:cynthia napisał/a:Przede wszystkim szczera rozmowa, spokojna, powiedz jej co czujesz, kiedy wychodzi, nie wiem czy mały o nią wtedy pyta?, ale cały czas mam wrażenie że dla niej ta sytuacja jest wygodna, tatuś jest z dzieckiem, a ja mogę mieć ten czas tylko i wyłącznie dla siebie i dla swojego kochasia, jest teraz bardzo egoistyczna. twoja mama jest mądrą kobietą, zrób co Ci mów, a co do dobrych kroków....uśmiech, mnóstwo pozytywnej energii (wiem, że niełatwo) może wspólne zabawy z dzieckiem lub coś co kiedyś robiliście we trójkę, dziecku chyba nie odmówi
i przynajmniej postaraj się sprawiać wrażenie pogodzonego z sytuacją.
sutuacja chyba nie jest wygodna, bo musi się tłumaczyć, informować, sprawiać pozory
Wcale nie musi tego robić, widocznie gdzieś jakąś resztę uczucia do Ciebie ma skoro ma jakieś skrupuły, o ile to nazwać skrupułami można. Może wyrzuty sumienia. tak chciałabym jej powiedzieć że takie coś kiedyś ją zniszczy i kompletnie odbierze jej radość z życia...a uwierz naprawdę wiem co mówię. Mój mąż bardzo się starał mnie odzyskać po tym jak nawalił, ja też nawaliłam, ale ja też już postanowiłam że to koniec tez tak wychodziłam głupio się tłumacząc, rozstanie odbyło się o tyle łatwiej, że my nie mieliśmy dzieci, a potem moje wyrzuty sumienia, zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo go skrzywdziłam, czas bez niego sprawił, że czułam się potwornie...na szczęście teraz mi się w życiu jakoś poukładało, ale gdybym miała jeszcze raz przed sobą tamtą decyzję, to postąpiłabym inaczej, nie chciałabym przechodzić już nigdy więcej przez to całe piekło emocjonalne, wrogość bliskich mi osób, kłamstwa i rozwód.
skrupuły to też rodzina, która bardzo krzywo na to patrzy...do czasu...
119 2012-01-11 13:54:13 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-01-11 13:56:37)
pomaranczowa 1 napisał/a:Maciej74 napisał/a:dlatego pisząc o walce, mówimy o walce z wiatrakami....
więc w sumie pytanie za 100 punktów-żona nie chce i już, czekać 1-2 lata na rozwód, męczyć się, dziecka nie dostanę-to może lepiej odpuścić, uzgodnić jak się zgodzi opiekę naprzemienną...tylko mi serce i rozum nie pozwala podjąć taką decyzję...widze , ze bardzo racjonalnie widzisz Wasza sytuacje.
Komplement, musisz byc bardzo silny psychicznie, bo wiem, ze emocje sa wielkie.Do rzeczy; musisz rozwazyc czy dasz rade ( w razie , gdybys sie zdecydowal jednak "meczyc sie "
i czekac te dwa lata na rozwod) patrzec na nia , widziec, jak wychodzi do niego, przezywac to za kazdym razem , jak zamyka drzwi i znika.
To moze okazac sie katorga.Z drugiej strony, dwa lata , to dlugi czas, wiele sie moze zdarzyc, moze spadna jej "klapki z oczu", moze fascynacja tym drugim zniknie?
Pytanie tylko : czy TY bedziesz jej jeszcze chcial ?? Czy bol bedzie zbyt dotkliwy ?
właśnie, czy będę chciał... przez 2 lata się znienawidzimy i dziecko będzie w środku... z drugiej strony, daje mi siłe to, że synek (David) jest przy mnie codziennie i jest w tym domu....
widze, ze bardzo kochasz swojego synka...
bedzie bardzo trudno.
On daje Ci sily, ale nie ukryjecie NIC przed nim, dziecko ma szosty zmysl, chocbys niewiem jak sie staral , on wszystko czuje i rozumie. JAK CHCESZ GO PRZED TYM UCHRONIC?
wiem że walka bedzie cieżka i sporo wycierpisz ale nie mysl że jak się poddasz to od razy zrobi Ci się lżej wcale tak nie bedzie też potem wszystko bedzie do d.... Masz szanse uzyskać rozwód z winą po stronie żony , Zawsze bedziesz mógł za kilkanaście lat powiedziec dziecku że Ty walczyłeś do konca a nie podkuiłeś ogon i uciekłeś Jezeli odpuścisz pokażesz zonie że może po Tobie jechać jak się jej tylko podoba
Jeżełi czujesz że potrafiłbyś to wszystko wybaczyc żonie to walcz do konca o swoją rodzine!!!
Właśnie moja mama też mówi, Maciej robisz to dla dziecka teraz, żeby on się dobrze czuł, by miał swój dom nawet za 17 lat...Powiedziała mi też dziś, że jest ze mnie dumna, że to ja nie zrobiłem tego... miłe.
Rodzice i teściowie są w szoku. Ok inne podejście stare czasy, ale też dobre zasady... moja mama miała cięzkie małżeństwo i co mówi? nie żałuje, ma Nas (mam brata)
Na dzień dzisiejszy mogę wybaczyć, zapomnieć ciężko...
oczywiście że się nie mówi ale kiedys może się spytac jak to było
A swoją drogą to dwie strony powinny o tym wiedzieć ale czesto jest że jedna strona przestrzega tej zasady a druga nie .
Ale tak swoją drogą własciwie zasadnicze pytanie do Macieja
Czy potrafiłbyś wybaczyć żonie i zapomnieć o wszystkim i żyć z nią dalej bez wypominania i aluzji gdyby wszystko się dobrze skonczylo ??
Dzis tak. Wiadomo, że w ciężkich momentach nie gwarantuję, że bym coś nie miłego powiedział. Ale w gruncie rzeczy w moim wieku i po tym przejściu bym był w stanie zapanować nad sobą.
10 dni powiedziałem żonie (mówiąc, że boi się, że ją znienawidzę i będę ją gardził) powiedziałem, jakbyś stanęła w drzwiach i powiedzała Maciej wybacz-od razu...
A może podziałać wstrząsowo, powiedzieć żonie, że ma się wyprowadzić i to szybko?
Może podziała to jak zimny prysznic i jednak podejmnie decyzję o ratowaniu waszego zwiazku? Może też być, że bedzie to jej na rękę, wtedy będziesz żałował, że tego chciałeśJa zaryzykowałam, mąż pakujac się zmienil zdanie, gdzie sama byłam w szoku. Życzę siły
Dałem wczoraj jej taka opcję, mowiąc, że tyle osób i rodzin skrzywdziła, że powinna się wyprowadzić do ułożonego planu. ma klucze do domu, może brać Davidka kiedy chce, ale David do rozwodu śpi w swoim łóżeczku....
Szok był, ale powiedziała, że zostaje przy synku....
Matka nie odejdzie od dziecka...Kochająca matka a taką jest...
123 2012-01-11 14:06:52 Ostatnio edytowany przez Tendre77 (2012-01-11 14:10:25)
... moja mama miała cięzkie małżeństwo i co mówi? nie żałuje, ma Nas (mam brata)
ok nie żałuje, że ma was... ale czy nie żałuje, że zamiast dać sobie szanse na szczęście poświęciła sie na ołtarzu małżeństwa? czy ty czułeś, że miałeś szczęśliwe dzieciństwo? bo na początku pisałeś, że oboje z żona mieliście ciężko...
... Mamy obydwoje trudne, ciężkie charaktery, wychowalismy sie w rodzinach kłócących, gdzie był alkohol prawie dniem powszednim
przecież rozwodząc się pozostałaby matką, ale i szczęśliwą kobietą
Maciej74 napisał/a:pomaranczowa 1 napisał/a:widze , ze bardzo racjonalnie widzisz Wasza sytuacje.
Komplement, musisz byc bardzo silny psychicznie, bo wiem, ze emocje sa wielkie.Do rzeczy; musisz rozwazyc czy dasz rade ( w razie , gdybys sie zdecydowal jednak "meczyc sie "
i czekac te dwa lata na rozwod) patrzec na nia , widziec, jak wychodzi do niego, przezywac to za kazdym razem , jak zamyka drzwi i znika.
To moze okazac sie katorga.Z drugiej strony, dwa lata , to dlugi czas, wiele sie moze zdarzyc, moze spadna jej "klapki z oczu", moze fascynacja tym drugim zniknie?
Pytanie tylko : czy TY bedziesz jej jeszcze chcial ?? Czy bol bedzie zbyt dotkliwy ?
właśnie, czy będę chciał... przez 2 lata się znienawidzimy i dziecko będzie w środku... z drugiej strony, daje mi siłe to, że synek (David) jest przy mnie codziennie i jest w tym domu....
widze, ze bardzo kochasz swojego synka...
bedzie bardzo trudno.
On daje Ci sily, ale nie ukryjecie NIC przed nim, dziecko ma szosty zmysl, chocbys niewiem jak sie staral , on wszystko czuje i rozumie. JAK CHCESZ GO PRZED TYM UCHRONIC?
Nie wiem jak go uchronic, nie wiem. czasami myślę, że lepiej ustąpić dla dobra dziecka...Z drugiej strony egoistycznie myślę mieszka w domu, ma swoje gniazdko, zabawki....
Rób więc swoje, zajmij się dzieckiem, to żonie zależy na opuszczeniu rodziny, więc decydujacy ruch należy do niej. Najgorsze są dni niepewności, jak to będzie, co to będzie. Czuję, że sie opamięta.
Maciej74 napisał/a:... moja mama miała cięzkie małżeństwo i co mówi? nie żałuje, ma Nas (mam brata)
ok nie żałuje, że ma was... ale czy nie żałuje, że zamiast dać sobie szanse na szczęście poświęciła sie na ołtarzu małżeństwa? czy ty czułeś, że miałeś szczęśliwe dzieciństwo? bo na początku pisałeś, że oboje z żona mieliście ciężko...
Maciej74 napisał/a:... Mamy obydwoje trudne, ciężkie charaktery, wychowalismy sie w rodzinach kłócących, gdzie był alkohol prawie dniem powszednim
przecież rozwodząc się pozostałaby matką, ale i szczęśliwą kobietą
ma 63 lata i skoro mówi, że nie żałuje to nie wie jakby było i to akceptuje...
My z bratem jesteśmy ludżmi... nie było najgorzej, są gorsze rzeczy w zyciu....
podzielam zdanie Maji66, też myślę, że żona się opamięta, ale widzę, że zdrady i szukanie szczęścia w ramionach innego mężczyzny weszło jej w krew...
a ty bedziesz musiał z tym życ, ciężko
pomaranczowa 1 napisał/a:Maciej74 napisał/a:właśnie, czy będę chciał... przez 2 lata się znienawidzimy i dziecko będzie w środku... z drugiej strony, daje mi siłe to, że synek (David) jest przy mnie codziennie i jest w tym domu....
widze, ze bardzo kochasz swojego synka...
bedzie bardzo trudno.
On daje Ci sily, ale nie ukryjecie NIC przed nim, dziecko ma szosty zmysl, chocbys niewiem jak sie staral , on wszystko czuje i rozumie. JAK CHCESZ GO PRZED TYM UCHRONIC?Nie wiem jak go uchronic, nie wiem. czasami myślę, że lepiej ustąpić dla dobra dziecka...Z drugiej strony egoistycznie myślę mieszka w domu, ma swoje gniazdko, zabawki....
a moze , jak zobaczy , ze tak sie starasz, jak bardzo go kochasz i jak Ci sie serce kraje na sama mysl...to opamieta sie ?
moze ( mowiles , ze oboje mieliscie trudno w dziecinstwie ) jej " skaleczenia" emocjonalne maja w tym wszystkim jakis udzial?
oczywiście, że są gorsze rzeczy... moglibyście urodzić się w murzyńskiej chacie z afganistanie... przecież my tu mówimy o szczęśliwym dzieciństwie, a nie wychowaniu w kłócącej się rodzinie...
oczywiście, że są gorsze rzeczy... moglibyście urodzić się w murzyńskiej chacie z afganistanie... przecież my tu mówimy o szczęśliwym dzieciństwie, a nie wychowaniu w kłócącej się rodzinie...
mysle, tendre 77, ze Maciejowi chodzilo o cos innego