Zgadzam się ztym, że nie powinno sie zabraniać dlatego że to działa jak dla mnie w odwrotną stronę, a jak będzie chciał zrobić coś złego to i tak zrobi:) Ja chciałam właśnie żeby tak było w moim związku, że możemy wychodzić bez siebie czasem do baru itp. ale mo facet się na to nie zgadza, chce żebyśmy razem chodzili, ale ja tam wcale nie mam pewności, że on bezemnie nie chodzi, nie zamartwiam się tym, bo wiem że i tak nic na to nie poradze, a jak będzie chciał coś zrobić to i tak zrobi...
Podobne tematy
Mój facet właśnie wczoraj stracił się po wyjściu do sklepu. Wyszedł przed 22 i miał wrócić za pół godziny. O 2 w nocy wrócił w takim stanie, że szkoda się było w ogóle odzywać, a rano tłumaczył, że spotkał kolegę i poszli na piwo ( jedno piwo). Minęło trochę czasu zanim doszedł do siebie i przypomniał sobie, gdzie właściwie są zakupy, po które wyszedł i jeszcze trochę czasu, zanim dotarło do niego, że "trochę" mnie olał. Nie mam mu za złe, że wsiąkł... tzn teraz już nie mam, bo rano to myślałam, że go dobije, ale mnie przeprosił i po jakimś czasie mi przeszło. W sumie nic się nie stało. Ufam mu i wiem, że nic głupiego by nie zrobił ![]()
Niestety doskonale Cię rozumiem. Teraz, mój gdzieś tam jest a ja siedzę, nie pisze nie dzwoni, ale wiadomo jest z kolegami co ja mogę.
Jak ma wyjść na impreze gdzieś, no to wiadomo że sie denerwuję. Co gorsza nie zasnę zanim nie będzie w domu. Nie wiem czy to zazdrość czy coś, ale czasem przerastają mnie nawet jego wyjścia. Nasze życie jest bardzo udane, jednak jedynym problemem zawsze były imprezy. Teraz chodzimy razem, bądź nie idziemy wcale. Ja chyba nigdy nie zaufam mu do końca. Nie ma recepty na takie sytuacje. Trzeba to przejść...
Madziak. Ja też chyba nie zaufam mojemu facetowi do końca, tym bardziej, że pracuje za granicą. Za to, gdy jest w Polsce impreza goni imprezę, chyba, że delikatnie zasugeruje, że mi się to nie podoba to wtedy stopuje... Pamiętam jak kończyły się jego wyjścia beze mnie... Były to zazwyczaj domówki u któregoś z kumpli. Siedzieli całą noc, różne rzeczy się działy, strumienie alkoholu, a następnego dnia był nieżywy. Ja nigdy tam z Nim nie chodzę, bo nie mam zamiaru patrzeć jak zdychają. Na dodatek zazwyczaj nie ma tam żadnej dziewczyny, bo jak to mówią "męska impreza" bez ograniczeń. Na dyskoteki żadne z Nas nie jeździ. Razem jakoś nigdy nie możemy się zebrać. Powiedziałam mu wprost, że nie chcę żeby jeździł Bóg wie, gdzie z kim i po co, za co on odpłacił mi się tym samym. Jednak boli, gdy wszyscy siedzą u Niego, a ja nudzę się sama w swoim domu...
Mój chlopak po raz pierwszy chce wyjsc sam na impreze (dzisjaj, w czwartek). Ja jutro rano pracuje... Mamy odmienne charaktery: on jest otwarty i towarzyski, a ja raczej zamknieta w sobie i wole male spotkania towarzyskie i dom. mieszkam w Hiszpanii, przeprowadzilam sie dla niego i nikogo nie znam... Od ubieglego tygodznia ciagle gdzies chodzimy (na piwo glownie) z kilkoma jego znajmymi i erasmusami. Ta impreza jest wlasnie powitalna dla erasmusów. Jak on pójdzie ja zostane sama, ale "nie moze zostawic kolegi samego, bo prawie tam nikogo nie zna" (zrobil im plakat). Nie wiem co o tym myslec, do tej pory chodzil ze mna. Nie rozumie, ze nie lubie wychodzic, on jest w swoim zywiole, a mnie potrafi zostawic sama. Porownuje to do kolacji czy spotkania z kolegami, a to przeciez nie to samo... Nie wiem co o tym myslec... Nie chce zeby wychodzil na imprezy beze mnie, czuje sie jakbymnie wcale nie rozumial... Co mam robic???
Feocha, a czy Ty rozumiesz, że on lubi chodzić na imprezy? Dlaczego tylko od niego oczekujesz zrozumienia? Jeśli nie chcesz, aby szedł tam sam to idź z nim. Ale moim zdaniem związek opiera się na zaufaniu. A zaufanie pozwala partnerowi iść samemu gdzie tylko mu się podoba.
Mój chlopak po raz pierwszy chce wyjsc sam na impreze (dzisjaj, w czwartek). Ja jutro rano pracuje... Mamy odmienne charaktery: on jest otwarty i towarzyski, a ja raczej zamknieta w sobie i wole male spotkania towarzyskie i dom. mieszkam w Hiszpanii, przeprowadzilam sie dla niego i nikogo nie znam... Od ubieglego tygodznia ciagle gdzies chodzimy (na piwo glownie) z kilkoma jego znajmymi i erasmusami. Ta impreza jest wlasnie powitalna dla erasmusów. Jak on pójdzie ja zostane sama, ale "nie moze zostawic kolegi samego, bo prawie tam nikogo nie zna" (zrobil im plakat). Nie wiem co o tym myslec, do tej pory chodzil ze mna. Nie rozumie, ze nie lubie wychodzic, on jest w swoim zywiole, a mnie potrafi zostawic sama. Porownuje to do kolacji czy spotkania z kolegami, a to przeciez nie to samo... Nie wiem co o tym myslec... Nie chce zeby wychodzil na imprezy beze mnie, czuje sie jakbymnie wcale nie rozumial... Co mam robic???
Jeśli w ten sposób traktujesz swego partnera, to waszemu związkowi nie wróżę długiej przyszłości. Zachowujesz się jak osoba uzależniona: nie pozwalasz na chwilę oddechu od siebie. Chłopak albo się udusi, albo zwieje.
Czemu nie chcesz, by wyszedł na imprezę bez Ciebie? Musisz go dopilnować? Nie poradzi sobie bez Ciebie? Czy rzuci się na pierwszą napotkaną kobietę?
Do wszystkiego trzeba dojrzeć.. do bycia razem też.. związek to nie więzienie ALE też nie " hulaj dusza-piekła nie ma".. trzeba umiec wypośrodkować wszystko.. a ta wiedza niestety zazwyczaj bierze sie z lat doświadzczeń..( nie mylić z eksperymentami)
Mój facet może swobodnie wychodzić na piwo, spotykac się z kumplami.. puszczam go tez na imprezy integracyjne ( żagle)( mieszane oczywiście)...ALE od od pewnego czasu mamy ustalenie odnośnie JEDNEJ kwestii... jedzie , idzie , frunie ale jeśli maja byc tam 3 koleżaneczki, które zaszły za skóre nam i kilku innym małżeństwom to ja mówie nie... i mamy to ustalone, uzgodnione, zaklepane.. i jest OK.... ![]()
Hmm.. U mnie sytuacja jest odwrotna - to ja zawsze łaziłam na imprezy bez niego, aż w końcu przegięłam i mam dożywotniego bana na to.. ![]()
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - on chce iść zabalować? No way! Związek to związek - ja już nie mogę, to dlaczego on ma być w bardziej komfortowej sytuacji? :-D
A jeśli pojdzie.. cóz.. doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ja zaraz gdzieś wyfrunę, a on by tego chyba nie przeżył, tym bardziej po moich przebojach
Także nie ryzykuje ![]()
Hmm.. U mnie sytuacja jest odwrotna - to ja zawsze łaziłam na imprezy bez niego, aż w końcu przegięłam i mam dożywotniego bana na to..
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - on chce iść zabalować? No way! Związek to związek - ja już nie mogę, to dlaczego on ma być w bardziej komfortowej sytuacji? :-D
A jeśli pojdzie.. cóz.. doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ja zaraz gdzieś wyfrunę, a on by tego chyba nie przeżył, tym bardziej po moich przebojachTakże nie ryzykuje
intrygujące hmhmm
![]()
Witam ![]()
Czytam te wasze posty i czytam i zaczynam się zastanawiać czy ze mna wszystko jest ok
... bo ja zupelnie nie mam takich problemów. Mieszkamy z moim chłopakiem w innych miejscowościach i rzadko mamy okazję wyjśc razem na imprezę. Oczywiście jesli mozemy - to wychodzimy
kolejnym problemem jest to że on nie przepada za masowymi imprezami, woli pojśc na pizzę czy piwo. Ja za to uwielbiam tańczyć. Dlatego zdarza mi sie wychodzić z kolezankami do dyskoteki, on tez jesli ma ochotę to wychodzi z kumplami. Nigdy nie miałam z tym problemu, uważam że jeśli mnie kocha to nie zrobi nic głupiego, a zabranianie w niczym tu nie pomoże. Poza tym ja nie chciałabym żeby on czegokolwiek mi zabraniał
i jakoś sie w tym względzie dogadujemy, choć przyznam że taki uklad musielismy sobie wypracować bo na początku też zdarzały się spięcia ![]()
w takich sytuacjach chodzi przede wszystkim o zrozumienie drugiej osoby i dogadanie sie
ja kiedys czesto chodzilam na takie imprezy, moj facet tez, ale to bylo przed tym, jak sie poznalismy ;P od ladnych kilku lat on nie chodzi na takie imprezy, ja tez nie, powiem tak, juz nas to nie kreci
wolimy domowki, wspolne wypady do znajomych itp
choc byl jeden wyjatek (ktory pokazal mi jakiego mam wspanialego mezczyzne) kiedys wyjechalam na kilka dni do kuzynki, i w sobote poszedl z kolega na dyskoteke. nie podobalo mi sie to, ale nie zabranialam mu tego. po 20 minutach wyszedl stamtad, zadzwonil po taksowke i wrocil do domu.. zadzwonil do mnie i powiedzial ze nie mogl tak tam byc wiedzac ze ja tego nie chce i ze sam w sumie poszedl tam wbrew sobie. Ciesze sie ze szanuje moje zdanie na ten temat.
mój mąż nigdy nigdzie sam nie poszedł,nawet,jak go wyganiałam,gdy przyjechał jego wieloletni przyjaciel z zagranicy, nawet na piwo niechciał sam pójść.jak dopiero zaczęliśmy się spotykać,to definitywnie skończył z imprezami, czy to w klubach,czy domówkach. ale ja robię tak samo,dla nas to nie zabawa,kiedy nie jesteśmy gdzieś razem.zresztą on większośc czasu jest w delegacji,więc jak jest w domu,to chcemy ten cza jakoś spożytkować :-) lub ja się parę dni lenię,a on się zajmuje naszym gzubem małym. na tych delegacjach też nie imprezuje, zawsze woli posiedzieć przy piwie przed telewizorem.
mój mąż nigdy nigdzie sam nie poszedł,nawet,jak go wyganiałam,gdy przyjechał jego wieloletni przyjaciel z zagranicy, nawet na piwo niechciał sam pójść.jak dopiero zaczęliśmy się spotykać,to definitywnie skończył z imprezami, czy to w klubach,czy domówkach. ale ja robię tak samo,dla nas to nie zabawa,kiedy nie jesteśmy gdzieś razem.zresztą on większośc czasu jest w delegacji,więc jak jest w domu,to chcemy ten cza jakoś spożytkować :-) lub ja się parę dni lenię,a on się zajmuje naszym gzubem małym. na tych delegacjach też nie imprezuje, zawsze woli posiedzieć przy piwie przed telewizorem.
Rozumiem tego typu podejście, ale jest trochę ograniczające. Fajnie jak jest równowaga, ja z moim partnerem uwielbiam imprezować wspólnie, ale raz na czas kiedy wyjdę z koleżankami, czy on z kolegami... i nie ma w tym nic złego:)
Często przyjeżdża po mnie po takim wypadzie w miasto, serwuje ciepłą herbatkę, potem mu opowiadam... i wychodzi na to, że jednak najfajniej nam razem:)
My też nie chodzimy osobno na dyskoteki. Jak raz na chinski rok wyskoczy mu piwo z kolegami to nie mam nic przeciwko. Wiem gdzie są i wiem że nie na dyskotece. Zazwyczaj piją na osiedlu. Ostatnio jednak i tak odmówił wspolnego picia (no okolo pol roku temu). Jak jezdza na wyjazdy z pracy, to wtedy piją po te 4 piwa w hotelu i dzwoni wtedy do mnie.
Wyjście z kolegami sam na sam jest potrzebne zarówno panom jak i paniom wyjście z koleżankami.
Każda osoba potrzebuje czasu dla siebie i znajomych, jednak to czy w tym czasie dręczą nas ponure myśli zależy od zaufania. Jeśli nasz partner kiedyś zrobił coś co wpłyneło na nasze zaufanie to naturalną sprawą będzie że zamiast spokojnie spac będziemy się dręczyc.
Oczywiście jest jeszcze jedno wyjście a mianowicie nasza niska samoocena która, sprawia że samotne wyjście naszej połówki spowoduje obawy typu,, a jak kogoś pozna? "
Jeśli nasza luby gdzieś idzie sam nie zadręczajmy się na zapas i nie martwmy się na zapas bo jeśli ktoś kocha to można byc o niego spokojnym
To znany sposób uspokajania się, tematy o niskiej samoocenie i zaufaniu, kocha mnie, no cóż, kocha co nie znaczy że nie zdradzi, to że Jesteś atrakcyjna to nie znczy że po alkoholu i natłoku atrakcyjnych kobiet na dyskotece od których paruje erotyzmem Twój pan się nie złamie, to są Twoje myśli życzeniowe, gdyby tak było jak mówisz nie byłoby zdrad i rozstań. I partner mógł nic wcześniej nie zrobić a nawet jak zrobił to możesz o tym nie wiedzieć, panowie bawią się razem i kryją tyłki też