demony przeszłości - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 237 z 237 ]

196

Odp: demony przeszłości

Witaj, nie napiszę że w nowym roku. wink

Przeczytałem Twój ostatni wpis i nie wiem czy terapia spowodowała zmianę relacji w Waszym związku.
Minęły ponad dwa miesiące jak przestałeś pisać. Mnie też nie było tyle czasu.

Napisz, jeżeli to nie jest zbyt bolesne (krępujące) co się dzieje?

Może okaże się, że nie miałem racji pesymistycznie oceniając szanse na zmiany (korzystne).
Szczerze mówiąc, bardzo by mnie to ucieszyło.
Pozdrawiam.

Zobacz podobne tematy :

197

Odp: demony przeszłości

Witam smile.

Zmiany korzystne zaszły i zachodzą we mnie. To wiem i to czuję smile. Chodzimy na terapię cały czas. Jesteśmy razem w dalszym ciągu i na razie nic nie zapowiada żeby miało być inaczej. W tej chwili można to nazwać  nie wiem może nauką życia w związku. Ustaliliśmy, że wspólnie dajemy sobie szansę a czy z niej skorzystamy to już inna sprawa. Każde z nas ma prawo powiedzieć odchodzę jeżeli uzna ten związek za nie mający żadnej przyszłości. Jeżeli się rozstajemy to na zasadach normalnych,spokojnych i tyle. Żona robi postępy ja robię postępy i gdzieś tam po środku się spotykamy. Pomimo tych wszystkich problemów i zawirowań uczucie nie wygasło a ja zdaję sobie sprawę z tego, że mimo wszystko gdy trzeba będzie to mogę bez niej żyć smile. Przestawienie,zrozumienie,wprowadzenie w życie pewnych rzeczy przy pomocy pani psycholog odmieniło na pewno moje życie. Zrozumienie pewnych mechanizmów które nami kierują pomogło mi inaczej trochę spojrzeć na żonę jej dzieciństwo i młodość.
Jedno jest pewne żona wykorzystała limit kłamstw,kłamstewek i jeśli kiedykolwiek zrobi to znowu to odchodzę. Ona o tym wie, wie na czym stoi,wie jak na to patrzę w tej chwili i wie, że nie będzie odwrotu. To był jeden jedyny warunek jaki postawiłem. Skoro go zaakceptowała to uważam, że sprawa jest jasna. Jeśli się nie uda... no cóż lekcje jakie wyniosłem z całej sytuacji zaprocentują w przyszłości. Niech to nie zabrzmi tak jakbym miał to gdzieś smile bo tak wcale nie jest smile. Po prostu zrozumiałem, że świat na mojej żonie się nie zaczyna i nie kończy.
Zwykła nasza szara codzienność wygląda fajnie i jest ok smile.
Mam czasami gorsze chwile ale w tej chwili pracujemy z panią psycholog nad tym żeby tak nie było. To jest kolejny etap wtajemniczenia smile. Do tego punktu w którym jesteśmy teraz doszliśmy po ciężkich rozmowach,nieprzespanych nocach i innych wątpliwych przyjemnościach związanych z takim stanem rzeczy. Zrozumiałem też, że prawda za którą tak goniłem jest ułudą bo nigdy jej nie poznam i nie zamierzam już w tym grzebać. Liczy się to co jest tu i teraz. Jeśli któreś z nas to tu i teraz zawali to nie pozostanie nic innego jak się rozstać. Na tą chwilę oboje tego nie chcemy i nie bierzemy pod uwagę.

Wylałem wszystkie swoje żale związane z naszym małżeństwem a trochę się tego nazbierało przez 15 lat duszenia w sobie. Przyjęła do wiadomości mam nadzieję, że zrozumiała. Stara się i to bardzo a ja to zauważam,widzę i doceniam. Ja z kolei przyjąłem jej żale i zrozumiałem. Co będzie dalej czas pokaże a że tak można powiedzieć o każdym normalnym związku to jestem dobrej myśli. Żona dostała czystą kartkę z której zmazaliśmy wszystko co było złe w naszym związku i nas samych. Jak ją zapisze to już jej sprawa...

198

Odp: demony przeszłości

Po prostu się wzruszyłam. Już pisałam, że jestem pełna podziwu dla Ciebie, więc nie będę się powtarzać.
Myślę, że marzeniem każdej kobiety jest być kochaną właśnie w taki sposób - mądry i dojrzały.
Ogromna szkoda, że większość z nas nie potrafi się wykazać taką dojrzałością i konsekwencją.
Życzę Ci najlepszego dla Ciebie zakończenia, ale coś mi mówi, że bez względu na to, co będzie dalej, Ty już wygrałeś - świadomego siebie. Tego nikt i nic Ci nie odbierze.

Jestem zaszczycona, że mogliśmy się poznać. I mam nadzieję, że Twoja historia i Twoje doświadczenia pomogą komuś w podobnej sytuacji.
No i pisz, czasami smile

199

Odp: demony przeszłości

Uff.

Bardzo się cieszę, że Twoja postawa i działania zostały już ocenione przez kobietę- niekochaną.

Teraz mój wpis nie będzie budził żadnych podejrzeń. wink

MYLIŁEM SIĘ, chodzi o moje pierwsze wpisy.

Usprawiedliwię się.
Zmylił mnie Twój nick. Od zawsze na określenie facet reagowałem alergicznie.

Teraz zwykły facet będzie u mnie funkcjował równolegle z określeniem mężczyzna.

Ze względu na specyfikę tego forum mamy obraz Kobiet, które w kryzysowej sytuacji próbują nakłonić swoich
partnerów do działań "naprawczych". Niestety z marnym skutkiem.

To co robisz jest nadzwyczajne. Jeszcze bardziej podoba mi się Twoje podejście do tego co może wydarzyć się w przyszłości.
Pochwalę też Twoją żonę. Mimo wszystko podjęła trudną terapię i nie odcięła się od Ciebie.

Ona nawet nie ma pewnie świadomości, że trafiła "los na loterii" - Ciebie.
Szkoda, że takich przykładów jak Wasz nie ma więcej. Pewnie wielu skrzywdzonych zmieniłoby zdanie,
na temat niemożliwości (możliwości) znalezienia rozwiązań w sytuacjach "beznadziejnych".

Przed Wami pewnie (cytat z "niekochanej") "krew, pot i łzy", ale to ma duże szanse zakończyć się sukcesem.
W przeciwnym przypadku (braku sukcesu) i tak nie zmienię zdania na temat tego co robisz.

Przywracasz "zwykłym facetom" poczucie wartości. Bo w końcu większość z nich to nie potwory, nałogowcy, damscy bokserzy
i bestie terroryzujące rodziny i otoczenie.

Szczere wyrazy uznania!!! smile
Będę zaglądał na Twój wątek. W przypadku Twojego milczenia zagadnę.

Życzę powodzenia, bo wytrwałość jest chyba Twoją cechą wrodzoną.

200 Ostatnio edytowany przez katbe (2012-03-17 21:51:38)

Odp: demony przeszłości

fajnie... smile:)

cieszę się wink

201

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Po prostu zrozumiałem, że świat na mojej żonie się nie zaczyna i nie kończy.
Zwykła nasza szara codzienność wygląda fajnie i jest ok smile.

Very good!!
Trzymam za Ciebie kciuki!

202

Odp: demony przeszłości

...a mnie Twoja historia skłoniła do zadania sobie pytania dlaczego ja jestem tak podobna do twojej żony....i to też jest niesamowite ...czytasz problem innej osoby i nagle uświadamiasz sobie ,że tobie tez jest potrzebna pomoc ...żeby umieć żyć w rodzinie dla innych i dla siebie...

203

Odp: demony przeszłości
Cytrynka napisał/a:

...a mnie Twoja historia skłoniła do zadania sobie pytania dlaczego ja jestem tak podobna do twojej żony....i to też jest niesamowite ...czytasz problem innej osoby i nagle uświadamiasz sobie ,że tobie tez jest potrzebna pomoc ...żeby umieć żyć w rodzinie dla innych i dla siebie...

Cisze się, że w jakiś sposób moja historia była pomocna. W czym jesteś tak podobna do mojej żony?

204

Odp: demony przeszłości

...Matka ,ktorej nienawidze ale potrzebuje bardzo jej miłości i aprobaty...i mysle ze tu jest problem ....całe życie udawalam ...starałam sie być dobrą żona i matką bo tak trzeba bylo...ale to nie bylam ja ..uciekalam w wymyślony swiat który byl tylko mój....pytania jesteś mój ?czy mnie kochasz kierowane do męża...ciągła pogoń, szukanie,poczucie niespełnienia ,a być może to wszystko mam tylko nie umiem tego zobaczyć ....ja nie umiem być szcześliwa ...jeżeli choć przez chwilę się tak czuje wymyślam problem ...wtedy jest dobrze kiedy cierpie...i wiele innych rzeczy które zastanowiły mnie dlaczego ja tak reaguje ...dlaczego taka właśnie jestem....jedno zdarzenie wywołuje lawine  ,Twoje demony z przeszłości okazaly się demonami terażniejszości ....a ja się boje tego co odkryją moje demony....nie wiem czy mój mąż jest w stanie pokochac "nową "żonę ....mam nadzieję ze będę mogła napisac już nie boję się być sama ...bez względu co będzie już się nie boję....

205

Odp: demony przeszłości
Cytrynka napisał/a:

...Matka ,ktorej nienawidze ale potrzebuje bardzo jej miłości i aprobaty...i mysle ze tu jest problem ....całe życie udawalam ...starałam sie być dobrą żona i matką bo tak trzeba bylo...ale to nie bylam ja ..uciekalam w wymyślony swiat który byl tylko mój....pytania jesteś mój ?czy mnie kochasz kierowane do męża...ciągła pogoń, szukanie,poczucie niespełnienia ,a być może to wszystko mam tylko nie umiem tego zobaczyć ....ja nie umiem być szcześliwa ...jeżeli choć przez chwilę się tak czuje wymyślam problem ...wtedy jest dobrze kiedy cierpie...i wiele innych rzeczy które zastanowiły mnie dlaczego ja tak reaguje ...dlaczego taka właśnie jestem....jedno zdarzenie wywołuje lawine  ,Twoje demony z przeszłości okazaly się demonami terażniejszości ....a ja się boje tego co odkryją moje demony....nie wiem czy mój mąż jest w stanie pokochac "nową "żonę ....mam nadzieję ze będę mogła napisac już nie boję się być sama ...bez względu co będzie już się nie boję....

Podobieństwo rzeczywiście bardzo duże. Dodałbym też taką chęć przypodobania sie wszystkim dookoła i uzyskanie akceptacji wszystkich wokół bez względu niemalże na koszty takiego postępowania. Dużo pracy kosztowało mnie zrozumienie tego, że tak człowiek może w ogóle funkcjonować. Oj dużo...:). Żona powiedziała mi kiedyś, że jedną z najgorszych rzeczy w życiu jaką zrobiła to skrzywdzenie dwóch osób na których jej najbardziej w życiu zależało mnie i syna. Tych których kocha tych krzywdzi.Świat jest dziwny.

206

Odp: demony przeszłości

......tak bez względu na koszty....ja jeszcze nie rozumiem i nie umiem tego w sobie zmienić...jestem umowiona na spotkanie z psychologiem....pójdę ....napisz czy z perspektywy czasu dobrze ze twoja zona poszła i czy rzeczywiście jest lepiej....?

207

Odp: demony przeszłości

Witam Zwykły Facecie. Nie chcę wypowiadać się w sprawie Twojej historii - w tym przypadku nie byłabym bezstronna.
Powiedz mi tylko co mama dawała Ci w dzieciństwie do jedzenia, że choć jesteś zwykły to nietypowy..

208 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2012-03-26 08:15:20)

Odp: demony przeszłości
Cytrynka napisał/a:

......tak bez względu na koszty....ja jeszcze nie rozumiem i nie umiem tego w sobie zmienić...jestem umowiona na spotkanie z psychologiem....pójdę ....napisz czy z perspektywy czasu dobrze ze twoja zona poszła i czy rzeczywiście jest lepiej....?

Najważniejsze jest to żeby chcieć coś zmienić. Z perspektywy czasu dostrzegam dużo plusów w całej swojej historii. Przede wszystkim zmieniłem się ja. Zmieniła się żona. Zmieniło się nasze życie. Oboje wiemy, że walczymy o siebie i staramy się wspierać nawzajem. Jest o wiele łatwiej jeśli wiesz, że ta druga strona stoi za tobą murem i wyciągnie pomocną dłoń jeśli zajdzie taka potrzeba. Pierwszy krok już zrobiłaś umawiając wizytę u psychologa. Teraz podczas tych spotkań trzeba schować głęboko swoją dumę,swoje wyobrażenie o idealnej tobie,wymyślone historie i otworzyć się żeby zajrzeć do środka samej siebie i odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego? Szczerość podczas tych spotkań to podstawa. Nikt cię nie będzie oceniał za to co zrobiłaś źle a co dobrze. Nie spodziewaj się, że po dwóch wizytach wyjdziesz odmieniona z uśmiechem na twarzy,pewna siebie i cały świat chwycisz za gardło. Możesz wyjść zdołowana po uświadomieniu sobie pewnych rzeczy, możesz wyjść wkurzona na to jaki wpływ miały na ciebie pewne wydarzenia ale to wszystko zmierza ku temu żebyś odnalazła prawdziwą siebie. Jaka będzie nowa Cytrynka smile czas pokaże.
Warto spróbować dla samej siebie bo masz do stracenia bardzo dużo czyli prawdziwą siebie. Sama nie zmienisz pewnych rzeczy chociażbyś się nie wiem jak starała. Wiem to z praktyki gdzie pewne rzeczy mnie irytowały i mówiłem otwarcie do żony nie mów tak. Nie rozumiała. Nagle w trakcie rozmowy poruszamy po raz kolejny ten temat a moja żona stwierdza coś zupełnie odwrotnego niż do tej pory. Pytam się dlaczego zmieniłaś zdanie w tej kwestii. Bo pani psycholog powiedziała mi, że robię źle mówiąc to czy tamto więc stosuje się do jej porad. Ale ja jej to powtarzałem przez ostatnie 13 lat przynajmniej raz w miesiącu. Efekt żaden. Spotkanie z psychologiem - efekt natychmiastowy. Do tej chwili nie wyobrażałem sobie, że w moim wieku mogę zmienić postrzeganie pewnych spraw aż tak drastycznie. Ale sam mam tak, że wystarczy jedno zdanie które padnie w trakcie rozmowy z psychologiem i nagle otwierają mi się oczy na zupełnie inny punkt widzenia czy postępowania.
Przez kilka spotkań są to rozmowy najzwyczajniejsze w świecie a dla tego jednego zdania warto było tam pójść te dziesięć razy. 

Mąż wie o twoich problemach? Będziesz mogła liczyć na jego wsparcie? Napisz tutaj czy na priv jak będziesz chciała pogadać. Jestem o krok przed tobą w tym temacie więc pewnie mogę troszkę pomóc smile.
Pozdrawiam i życzę samozaparcia,odwagi i wytrwałości w walce ze swoimi demonami.

209

Odp: demony przeszłości
ioioio napisał/a:

Witam Zwykły Facecie. Nie chcę wypowiadać się w sprawie Twojej historii - w tym przypadku nie byłabym bezstronna.
Powiedz mi tylko co mama dawała Ci w dzieciństwie do jedzenia, że choć jesteś zwykły to nietypowy..

To były czasy kiedy nie wybierało się jedzenia tylko jadło się to co akurat rzucili do sklepu smile.
A tak na poważnie moje życie tak się pokręciło właśnie przez to, że moja matka myślała, że wystarczy mnie tylko nakarmić...

210

Odp: demony przeszłości

...dziękuje za pomoc....jesteś milion kroków przede mną...mam świadomość ze musi być ciężko żeby było wreszcie normalnie...chociaż nie wiem co znaczy normalnie ...ciesze się ze piszesz ze było, jest warto bo to daje nadzieje że i mnie się uda....chciałabym zapytać o wiele rzeczy ,tylko że to bardzo osobiste pytania (26621085gg)

211

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Zmieniła się żona. Zmieniło się nasze życie. (...) Spotkanie z psychologiem - efekt natychmiastowy. Do tej chwili nie wyobrażałem sobie, że w moim wieku mogę zmienić postrzeganie pewnych spraw aż tak drastycznie. Ale sam mam tak, że wystarczy jedno zdanie które padnie w trakcie rozmowy z psychologiem i nagle otwierają mi się oczy na zupełnie inny punkt widzenia czy postępowania.
Przez kilka spotkań są to rozmowy najzwyczajniejsze w świecie a dla tego jednego zdania warto było tam pójść te dziesięć razy.

Przy takim wieloletnim zakłamaniu i takich wzorcach relacji, to albo cud natury, albo ślizgacie sie ciągle po iluzji.
Takie szybkie efekty, to tylko w super niani.
Ja myslałam, że mamy z m. efekty kilkumiesięcznej pracy. Teraz mam wiedzę, że po prostu lepiej zakłamalismy kilka spraw.
Zyczę Ci, zebyś to o czym piszesz mial naprawdę, a nie okazało sie to za chwile ułudą.

212

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

Przy takim wieloletnim zakłamaniu i takich wzorcach relacji, to albo cud natury, albo ślizgacie sie ciągle po iluzji.
Takie szybkie efekty, to tylko w super niani.
Ja myslałam, że mamy z m. efekty kilkumiesięcznej pracy. Teraz mam wiedzę, że po prostu lepiej zakłamalismy kilka spraw.
Zyczę Ci, zebyś to o czym piszesz mial naprawdę, a nie okazało sie to za chwile ułudą.

Iruda to nie jest tak, że w tej chwili jest cud-miód i sielanka na maksa. Są ciężkie chwile,trudne momenty i wszystko inne. O wiele,wiele rzadziej ale są. Różnica jest na tą chwilę taka, że na te ciężkie chwile czy trudne momenty zarówno ja jak i żona patrzymy z innej perspektywy niż przed całym zajściem. Mam świadomość czemu takie sytuacje powstają jak mogę im się przeciwstawić i dlatego też mogę zareagować w zupełnie inny sposób niż wcześniej. Mam jasno wytyczony cel który chcę osiągnąć ale nic na siłę. Co ma być to będzie. Pracuję cały czas nad sobą i zmiany które zachodzą we mnie dają mi pozytywnego kopa do życia ogólnie rzec biorąc. Moje życie nie kończy się na małżeństwie i życiu w iluzji małżeńskiej tak jak było wcześniej. Nawet jeśli się nie uda to doświadczenia jakie wynoszę przez cały czas czy też zmiana postrzegania pewnych rzeczy są bezcenne. Szybkie efekty to gruba przesada...raczej małe kroki ale takie które cieszą i napawają optymizmem. Nie mów mi, że nie miałaś ani razu poczucia po spotkaniu z psychologiem typu przecież to rzeczywiście jest tak i tak, czemu mnie się wydawało inaczej,rzeczywiście to ona ma rację,dlaczego tego nie dostrzegałem wcześniej itp. To są dla mnie właśnie te małe kroki kiedy uświadamiamy sobie własne błędy i porażki a jednocześnie uczymy się jak ich unikać w przyszłości a zdobyte doświadczenie przekuć na coś co nam da w przyszłości czy teraźniejszości coś dobrego.
W czym się zakłamaliście po kilku miesiącach pracy?Możesz podać jakiś przykład?

213

Odp: demony przeszłości

Mój m. jest uzalezniony od seksu i milości. Uzależnienie to choroba zakłamania i manipulacji. On sie zakłamal w tym, że kontroluje swoje relacje (zamiast je zerwac), a i tak zdrowieje; ja sie zakłamałam w tym, że widzę postęp, bo chciałam widzieć. Kazdy pozytywny drobiazg kładłam na karb poprawy.
Moje współuzaleznienie jest wielkie jak himalaje. Nie wiem, co jest i było prawda, a co iluzją.
Zalecam ostrożność

214

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

Mój m. jest uzalezniony od seksu i milości. Uzależnienie to choroba zakłamania i manipulacji. On sie zakłamal w tym, że kontroluje swoje relacje (zamiast je zerwac), a i tak zdrowieje; ja sie zakłamałam w tym, że widzę postęp, bo chciałam widzieć. Kazdy pozytywny drobiazg kładłam na karb poprawy.
Moje współuzaleznienie jest wielkie jak himalaje. Nie wiem, co jest i było prawda, a co iluzją.
Zalecam ostrożność

Ufasz swojemu m.?

215

Odp: demony przeszłości

nie, ponieważ osobie uzależnionej nie można ufac, dopóki nie zdrowieje

216

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

nie, ponieważ osobie uzależnionej nie można ufac, dopóki nie zdrowieje

To jest śliska i cienka granica. Zaufam jak zacznie zdrowieć. To znaczy kiedy? Skoro to zdrowienie może okazać się iluzją już jutro? Błędne koło...nie dałbym rady na dłuższą metę w każdej sprawie,sytuacji,spotkaniu,wyjściu czy głupawym żarciku doszukiwać się kolejnej tragedii. Ja obrałem drogę zaufać. Wie, że to ostatnia jej szansa więc jeśli jej nie wykorzysta to odchodzę. Miała czas na szczerość a w tej chwili przeszłość to już dla mnie temat zamknięty. Oboje wiemy na czym stoimy. Jeśli się okaże, że ważniejsze ode mnie było kolejne kłamstwo biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się znajduje to napiszę w tym wątku pompatycznie,że nie była warta takiego faceta jak ja i tyle.

217

Odp: demony przeszłości

Ja obrałam drogę: samej zdrowieć, zając sie sobą, uznac chorobe; tyle mogę;
Nie skupiam sie na kwestii zaufania, nie wyznaczam sobie, że jak bedzie zdrowiał, to... tylko jak bedzie zdrowiał, to bedzie żył w prawdzie, a ja mam szanse zaufać.
Do tej pory ufałam ślepo, to była częśc mojej choroby - współuzależnienia.
Musiałam przewartościować swoje priorytety. Nie skupiam sie na miłości, zaufaniu itp. Bo w uzaleznionym związku to są słowa - chwyty, które nic nie znaczą.

218

Odp: demony przeszłości

Nasze problemy różnią się tym, że w Twoim przypadku oprócz kłamstw dochodziło do zdrad fizycznych. Ja nie mam żadnych podstaw do tego żeby sądzić, że byłem zdradzany. Naprawdę podziwiam Cię, że ratujesz ten związek bo ja bym się nie odważył.
Też musiałem przewartościować swoje priorytety bo jedynym priorytetem w moim życiu była żona której też ufałem ślepo.
Każdy kto przechodzi przez coś takiego zmienia pogląd na swój związek o ile sobie uświadomi, że też jest częścią tej choroby. Widzisz w ogóle jakieś szanse na tą chwilę na utrzymanie swojego związku? Bo jak się czyta Twoje niektóre wpisy to można wywnioskować, że Twój m. ma przesrane smile. Tak patrząc z męskiego punkty widzenia smile. Wiem, że sobie sam na to zasłużył ale ciekawy jestem jak on się w tym wszystkim odnajduje?

219 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-03-28 09:13:36)

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Naprawdę podziwiam Cię, że ratujesz ten związek bo ja bym się nie odważył.

Jak sie ma kredyt na 40 lat, hipoteke, firme i kilka innych rzeczy, to sie człowiek zastanawia nad podjęciem decyzji 100 razy  roll

Widzisz w ogóle jakieś szanse na tą chwilę na utrzymanie swojego związku?

Nie. Hamuje mnie proza życia i zwyczajny strach.

Bo jak się czyta Twoje niektóre wpisy to można wywnioskować, że Twój m. ma przesrane smile . Tak patrząc z męskiego punkty widzenia smile.

On tez tak uważa. ale chyba taki sam strach jak mój strach hamuje go przed tym, żeby odejsć.
Uzależnieni myslą o sobie często lepiej niż inni o nich. I nie rozumieją, że ich funkcjonowanie podstawowe, które opiera sie na manipulacji i kłamstwie zaciera wszystkie inne, nawet pozytywne i fajne rzeczy.
Mój ojciec - alkoholik, tez zawsze powtarzał "o co wam chodzi, przecież ja was kocham".

Wiem, że sobie sam na to zasłużył ale ciekawy jestem jak on się w tym wszystkim odnajduje?

Nie odnajduje sie.
Zasłużyl na taką kobietę jak ja? Sam sobie wybrał w czynnym uzaleznieniu, na miłosnym haju. Ja go sama wybrałam, w czynnym uzależnieniu, na miłosnym haju.
Przez wiele lat nie widzieliśmy, jakie pieklo sobie gotujemy.
Teraz nie umiemy sie z niego wydostać - to tez cześć uzależnienia i współuzaleznienia.

Nasze problemy różnią się tym, że w Twoim przypadku oprócz kłamstw dochodziło do zdrad fizycznych.

Do zdrad fizycznych oficjalnie nigdy sie nie przyznał.
Nie róznią sie w aspekcie spirali kłamstw.

Na ten moment nie jestem w stanie podjąć żadnej racjonalnej decyzji.
Prosze moją Siłę Wyzszą o pomoc i czekam aż coś na mnie spłynie.
Musze mówić o różnych sprawach, bo wypowiedziane ma szansę sie zmienić, a niewypowiedziane - kotłuje sie w głowie.

220

Odp: demony przeszłości

Żona zrezygnowała z terapii...jak stwierdziła raz zadzwoniła pani psycholog i odwołała spotkanie później odwołała spotkanie moja żona. I tak minął ponad miesiąc bez spotkań. Na pytanie dlaczego zrezygnowała dowiedziałem się, że już jest wszystko ok a poza tym spodziewała się więcej po tych spotkaniach a najlepszy był tekst,że tak naprawdę to zrobiła to tak jakoś zupełnie nieświadomie,tak jakoś wyszło...

Ustalony wspólnie podstawowy punkt dotyczący naprawy naszego związku został złamany...

Czy tylko ja mam poczucie, że chce ze mnie zrobić kretyna?

221

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Czy tylko ja mam poczucie, że chce ze mnie zrobić kretyna?

Nie, ja tez miałam takie poczucie.

Niestety, Twoja żona przypomina mi w swoich zachowaniach mojego m., który ma poważny problem z więzią, a jego stylem komunikacji jest patologiczne kłamstwo.

Ty ratuj siebie, a co bedzie dalej z Wami - obserwuj.

Przydałaby Ci sie grupa wsparcia dla współuzależnionych, poczytaj "Koniec współuzależnienia" M.Beattie - mozesz dużo wziąc dla siebie i to Cie ukierunkuje na dalszą pracę.

222

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Żona zrezygnowała z terapii...jak stwierdziła raz zadzwoniła pani psycholog i odwołała spotkanie później odwołała spotkanie moja żona. I tak minął ponad miesiąc bez spotkań. Na pytanie dlaczego zrezygnowała dowiedziałem się, że już jest wszystko ok a poza tym spodziewała się więcej po tych spotkaniach a najlepszy był tekst,że tak naprawdę to zrobiła to tak jakoś zupełnie nieświadomie,tak jakoś wyszło...

Ustalony wspólnie podstawowy punkt dotyczący naprawy naszego związku został złamany...

Czy tylko ja mam poczucie, że chce ze mnie zrobić kretyna?

Teraz czas na Twoją konsekwencję - moim zdaniem.
Jeśli teraz odpuścisz - przegrasz wszystko, co w Tobie się przez ten czas pracy z psychologiem zmieniło.
Sorki, ale nie oglądaj się na żonę - ona podjęła decyzję znając jej konsekwencje. Wybrała SWÓJ EGOIZM. Ty masz się dostosować.
Zgadzam się z irudą (pozdrawiam smile)  - poszukaj jakiejś dobrej grupy wsparcia. "Koniec współuzależnienia" mam zeskanowany - gorąco polecam. Jeśli chcesz - napisz, prześlę.

223

Odp: demony przeszłości

Witaj.  smile

zwykły facet napisał/a:

Żona zrezygnowała z terapii...jak stwierdziła raz zadzwoniła pani psycholog i odwołała spotkanie później odwołała spotkanie moja żona. I tak minął ponad miesiąc bez spotkań. Na pytanie dlaczego zrezygnowała dowiedziałem się, że już jest wszystko ok a poza tym spodziewała się więcej po tych spotkaniach a najlepszy był tekst,że tak naprawdę to zrobiła to tak jakoś zupełnie nieświadomie,tak jakoś wyszło...

Ustalony wspólnie podstawowy punkt dotyczący naprawy naszego związku został złamany...

Czy tylko ja mam poczucie, że chce ze mnie zrobić kretyna?

To Twój ostatni post w założonym przez Ciebie wątku...napisany rok temu.
A widzę Cię na forum, udzielasz się, radzisz.
Czy dopiszesz cd.?

Pozdrawiam.  smile

224

Odp: demony przeszłości

Krótkie podsumowanie tego co jest dziś:

Ja- jestem w trakcie terapii mija 15 miesiąc. Musiałem przerobić sporą część mojego życia,przewartościować wiele rzeczy,spróbować odnaleźć się w ,,nowym świecie",zrozumieć rzeczy których nie rozumiałem a przede wszystkim znaleźć i odnaleźć siebie w tym wszystkim. Pomimo tak długiej walki nadal nie wiem czy mi się uda posklejać siebie w jeden kawałek. Terapia pomogła mi w zdobyciu wiedzy z którą jak na złość niestety nie jest łatwo żyć.

Żona- na terapię nie chodzi. Jakieś pojedyncze próby, była u czterech różnych specjalistów i żaden jej nie odpowiadał. Temat terapii mojej żony mogę zamknąć jednym jej cytatem ,, jeśli o czymś nie rozmawiam to problemu nie ma". Cały czas się stara tego nie mogę jej zarzucić.

My- żona chce udawać, że nic się nie zmieniło. Ja się zmieniłem i chcę zmian w naszym związku.Żona nie widzi problemów w sobie. A ja wiem, że to jest cała rzeka problemów i złych emocji które dusi w sobie żeby nie znalazły ujścia. Nie widzi czy też nie chce widzieć żadnych problemów w swojej rodzinie a ja nie jestem w stanie z tą wiedzą która posiadam na dziś normalnie funkcjonować pomiędzy nimi. Temat alkoholizmu w rodzinie przerobiłem szczegółowo i widzę rzeczy,zależności,uniki i wszystkie techniki stosowane w tego typu przypadkach jak na dłoni. Ale widzę to tylko ja niestety. Czasami jest to odgrywanie scen jak w teatrze. Tylko ja sztukę znam na pamięć i wiem co będzie za trzy minuty a oni żyją w swoim świecie.

Tematu przeszłości nie poruszam w rozmowach od długiego czasu. Przestałem dążyć do poznania prawdy o przeszłości mojej żony bo wiem, że to co usłyszałem jest pewnie kroplą w morzu. Kłamała i kłamać będzie w tym temacie więc to nie ma sensu.
Największy problem z jakim się borykam to mur postawiony przez moją żonę wokół siebie. Mur złożony z problemów z dzieciństwa mojej żony z alkoholizmu jej ojca z zachowań matki,siostry i przeszłości jej samej. Nie potrafię go rozwalić ani nogą ani głową. Nie potrafię go obejść,przeskoczyć czy zrobić podkopu. Nie tylko ja ale nikt nie jest w stanie tego zrobić bo ona tego po prostu nie chce. I trafiamy do punktu wyjścia smile. Nie potrafię do niej dotrzeć. Kiedyś moim wytłumaczeniem tych zachowań był gwałt. Teraz wytłumaczenia brak bo jeśli są to problemy z przeszłości które rzutują na dzień dzisiejszy to może coś z tym zrobić. Nie ma żadnych ograniczeń. Ani czasowych ani finansowych oprócz samej siebie. Wiele osób z tego forum chciałoby mieć tak komfortową sytuację jaką ma moja żona. Nic tylko zrobić porządek ze swoim życiem i z sobą. Ale trzeba chcieć...
Dla mnie związek to oprócz seksu,przyjaźń,szacunek,zaufanie i coś co nazwałbym więzią psychiczną. Na razie oprócz seksu nie ma nic w naszym związku. Przyjaźń powinna być obopólna a nie taka, że dopóki ja się zwierzam jest ok ale w drugą stronę natrafiam na mur. Szacunek ma być obopólny a nie tylko z mojej strony. O zaufaniu to nawet nie piszę smile. Więź psychiczna to szeroki temat ale w skrócie uważam, że nigdy nie udało mi się ,,zdobyć" mojej żony. Ani fizycznie ani tym bardziej psychicznie.

P.S. miało być krótko a wyszło jak zawsze smile ...

225

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

P.S. miało być krótko a wyszło jak zawsze smile ...

Bo inaczej się nie da...to i tak w skrócie opisane życie Twoje i Twojej rodziny 'po'.
A przecież to już zahacza o lata, w nich: sekundy, minuty, godziny.

Kilkakrotnie czytałam...i po prostu nie wiedziałam/nie wiem co napisać.
Bo przecież nie będę Cię pocieszać i myślę, że od nikogo tego nie oczekujesz.
Tyle w tej wypowiedzi smutku i determinacji.

Żona żyje w swoim 'kamiennym kręgu', a Ty go głową nie przebijesz.
Ty chcesz/pragniesz, żeby wyszła na zewnątrz.
Ale ona tylko tam, czuje się bezpieczna.
Ot, liczy na przeczekanie - tak myślę.

Dobrze, że dbasz o swoją kondycję psychiczną - psycholog.
Przyszło Ci się zmierzyć w życiu z czymś, czego Cię wcześniej nie nauczono.

Obyś nie przeżył całego życia w takim zawieszeniu.

Pozdrawiam. smile

226

Odp: demony przeszłości

Żyworódka rzeczywiście nie potrzebuję pocieszenia bo to nie ten etap problemu smile . W tej chwili jadę w dół na maksa. Wypalam się do zera i zostało mnie już bardzo bardzo malutko w tym małżeństwie. Sam nie wiem na co liczyłem...chyba na cud. Straciłem siłę i ochotę na walkę. Zrobiłem wszystko co mogłem żeby ratować Nas. Nie mam więcej pomysłów. Jedynym wyjściem jest chyba uznanie kłamstw mojej żony jako czegoś normalnego i naturalnego. Jako coś na co nie warto zwracać uwagi i przechodzić do porządku dziennego. Ale na takie poświęcenie siebie mnie nie stać...już nie.

Ostatnie wiadomości z przeszłości:
Dwa tygodnie temu odkryłem, że na naszej klasie i fb założyła konto na fikcyjne dane. Nie wiem jak długo je ma. Poprzednie zlikwidowała żeby mi pokazać, że przeszłość to jest przeszłość. Nie chce mieć znajomych z tamtych czasów bo liczy się tu i teraz. Na moje pytanie czy założyłaś konto odpowiedź brzmiała: nie.

Jak byliśmy już parą z jakimś kilkumiesięcznym stażem przyszła do mnie i poprosiła o pomoc w kwestii odzyskania pierścionka ( dostała go od matki na 18 urodziny ). Pożyczyła go koleżance a teraz nie może go odzyskać a matka się chyba zorientowała i będzie draka. Jak tak można postępować pomyślałem sobie i pierścionek odzyskałem w ciągu tygodnia. A co się okazało po latach? Pierścionek trafił do lombardu bo brakło kasy na wódeczkę i wspólne imprezki z czterdziestoletnim kochasiem i jego znajomą. Dobrowolnie go dała. Tylko, że powiedzieli jej, że wykupią pierścionek i oddadzą czego zgodnie z przewidywaniami nie uczynili. Zabawili się oboje i kazali jej spadać. Żeby odzyskać ten pierścionek przekroczyłem granice z reguły których nie przekraczam chyba, że wymaga tego sytuacja. Zrobiłem to dla niej. A dzisiaj czuję się bardzo źle z całą sytuacją bo nigdy bym nie zrobił nic w tym kierunku gdybym znał prawdę. Pewnie bym powiedział, że nie będę się wtrącał w rozliczenia z twoimi byłymi bo to twoja sprawa. Ale ona dobrze wiedziała, że zachowam się w ten a nie inny sposób. Zdążyła mnie już poznać na tyle, że wiedziała iż zrobię wszystko żeby go odzyskać bo osobie mi bliskiej zawsze pomogę. Nie miała żadnych skrupułów. I zadaję sobie takie pytanie? Początek naszego związku. Motyle i te inne dziwne sprawy:). Pełnia szczęścia. Ale czy ktoś kto mówi, że mnie kocha postępuje w ten sposób? Naraziła mnie na awanturę. Naraziła być może moje zdrowie. Nie wiadomo jak cała sprawa by się potoczyła. Naraziła w imię czego? Miłości?

227

Odp: demony przeszłości

Każdy popełnia błędy... Wtedy jak się poznaliście nie wiedziała, czy będziecie razem, czy to poważny związek. Była młoda, chciała zaszaleć, zobaczyć co to seks. Wybacz jej:) Przecież się kochacie, zapomnij o tym po prostu. Powiem Ci też w tajemnicy;) Że ja ze swoim facetem też czekałam pół roku, nie chciałam wcześniej, bo po prostu mi na nim ZALEŻAŁO i nie chciałam tego zepsuć, nie chciałam na początku z nim iść do łóżka, żeby nie pomyślał sobie o mnie nic złego. Wcześniej jak go nie znałam przespałam się z kolegą z roku, w sumie nigdy z nim nie rozmawiałam, więc można uznać, że zrobiłam to też z przypadkowym facetem. Po prostu byłam ciekawa jak to jest. Myślę, że Twoja żona miała to samo. Teraz kocha tylko Ciebie, pomyśl, po co niszczyć taki związek, w którym wszystko się układa. Zapomnijcie o tym. Powodzenia:)

228

Odp: demony przeszłości

to bardzo trudne doświadczenie, wiem z własnego, że jak ktoś raz okłamie zrobi to jeszcze raz, i kolejny...
Dla Ciebie bedzie to obciążeniem na wiele długich lat, bedziesz się borykał sam ze sobą, bo straciłes zaufanie "pewnośc", może zaczniesz ją sprawdzać i wyjda może kolejne małe-wielkie oszustwa (czego nie życzę). Skoro kłamała na temat seksu przed slubem skąd pewność że po ślubie nie było innych "skrywanych" tajemnic. Ale jest tez druga mozliwość, jesli w młodości sie pogubiła, było jej zwyczajnie wstyd i nie chciała Cie stracić - mozna zrozumieć jej zachowanie. Ja osobiście nigdy nie okłamałam męża, mimo że on mnie tysiące razy; wiem że nie mogłabym czegokolwiek przed nim zataić bo go szanuje i chciałabym żeby zachowywał sie podobnie

ludzie widzą świat swoimi oczami. Będąc fair, zakładasz że twój bliźni jest taki sam wobec Ciebie. I nawet jak okazuje sie inaczej, chłoniesz z nadzieją wszelkie, nawet niedorzeczne tłumaczenia. Dopiero po kolejnej takiej sytuacji zapala sie w głowie czerwona lampka"hej, cos tu jest nie tak".

moja rada, kochaj i szanuj ale bądz czujny i sprawdzaj

229

Odp: demony przeszłości
lenkaKrk napisał/a:

to bardzo trudne doświadczenie, wiem z własnego, że jak ktoś raz okłamie zrobi to jeszcze raz, i kolejny...
(......)
ludzie widzą świat swoimi oczami. Będąc fair, zakładasz że twój bliźni jest taki sam wobec Ciebie. I nawet jak okazuje sie inaczej, chłoniesz z nadzieją wszelkie, nawet niedorzeczne tłumaczenia. Dopiero po kolejnej takiej sytuacji zapala sie w głowie czerwona lampka"hej, cos tu jest nie tak".

moja rada, kochaj i szanuj ale bądz czujny i sprawdzaj

Absolutnie się z Tobą zgadzam.... Poza tym, jak uda się małe kłamstewko to i mogą zacząć się większe... A ja i tak uważam, że klamstwo ma krótkie nogi.... Odkryjesz raz, że ktoś cię okłamał, potem drugi i tracisz zaufanie.... niestety sad
Zastanawiam się tylko czy ludzie, którzy potrafią krzywdzić drugą osobę, zastanawiają się czasem jak sami by się czuli, gdyby to ich ktoś tak traktował. Czy byłoby im miło.... Co znaczy fair? Dla mnie - to po prostu - szczerość, empatia, chęć pomocy, myślenie o drugiej osobie.... Ja zawsze staram się traktować ludzi tak, jak ja bym chciała być traktowana.... Szkoda tylko, że to nie wraca... szczególnie od osób, na których Ci zależy sad

230

Odp: demony przeszłości

Dokończę swoją historię dla wszystkich którzy wytrwali na tym forum ponad dwa lata kiedy założyłem ten wątek.

Małżeństwo przestało istnieć. Nie poradziłem sobie z życiem w kłamstwie. Nie byłem w stanie zmienić swojego podejścia do naszej wspólnej historii. Dni które były jednymi z ważniejszych w moim życiu stały się moim koszmarem. Skończyło się tyle lat wspólnego życia które nigdy nie było wspólne. W moim mniemaniu byliśmy My a w jej Ona i walka z całą resztą świata. Nie dałem rady zmienić świata mojej żony na lepszy. Przegrałem z jej lękami,wypracowanymi w dzieciństwie zachowaniami. Przegrałem z jej strachem, że można żyć uczciwie i być sobą, mieć swoje zdanie i śmiać się tylko wtedy gdy ma się ochotę a nie kiedy inni tego oczekują. Nie bylem w stanie przerwać jej zaprogramowanego w dzieciństwie przez rodziców samo destrukcyjnego postępowania. Jej mur który postawiła wokół siebie okazał się na tyle skuteczny, że przegrałem i poddaję się.

Skończyła się moja historia.

Koniec.

231

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Skończyła się moja historia.

Koniec.

Z jednej strony koniec smile a z drugiej przed Tobą jakiś początek smile. Życzę Ci aby od teraz wszystko się udawało i było po Twojej myśli smile
Pozdrawiam

232

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Dokończę swoją historię dla wszystkich którzy wytrwali na tym forum ponad dwa lata kiedy założyłem ten wątek.

Małżeństwo przestało istnieć. Nie poradziłem sobie z życiem w kłamstwie. Nie byłem w stanie zmienić swojego podejścia do naszej wspólnej historii. Dni które były jednymi z ważniejszych w moim życiu stały się moim koszmarem. Skończyło się tyle lat wspólnego życia które nigdy nie było wspólne. W moim mniemaniu byliśmy My a w jej Ona i walka z całą resztą świata. Nie dałem rady zmienić świata mojej żony na lepszy. Przegrałem z jej lękami,wypracowanymi w dzieciństwie zachowaniami. Przegrałem z jej strachem, że można żyć uczciwie i być sobą, mieć swoje zdanie i śmiać się tylko wtedy gdy ma się ochotę a nie kiedy inni tego oczekują. Nie bylem w stanie przerwać jej zaprogramowanego w dzieciństwie przez rodziców samo destrukcyjnego postępowania. Jej mur który postawiła wokół siebie okazał się na tyle skuteczny, że przegrałem i poddaję się.

Skończyła się moja historia.

Koniec.

Dlugo tu nie zagladalem ale jestem i jak sie domyslasz walcze dalej ale jak zobaczylem ze Tobie sie nie udalo pomimu tak ciezkiej i dlugiej pracy to zaczynam sie zastanawiac czy ma sens dalsza walka o ten zwiazek, badz co badz wiele wspolnych cech mamy i my i nasze zony, twoja byla moja jeszcze terazniejsza.

Moja psycholog uwaza ze nie powinnienem tutaj zagladac, ze tu jakby sie nakrecam i trace to co udalo sie nam wypracowac, choc powiem nie wiele a jezeli to na krotko.

Jednak tutaj ludzie pomogli mi sie ogarnac w pierwszym stadium mojego zalamania.

Tak nie moja zona, tylko ludzie na forum mi pomogli, moja zona nie przylozyla palca do tego poza pierwsza wizyta u psychologa na ktorej to zrobila z siebie meczennika, biedna zagubiona osobe, zagubione dziecko ktore to niby nie wiedzialo co robi, itd,itd....

Na kolejna wizyte nie zdecydowala sie pojsc juz ze mna, niby chciala, niby pojdzie ale jak juz przyszlo do wyjscia to chyba jej sie niechcialo, wprost tego nie powiedziala ale widzialem po jej minie, baknela cos ze przeciez byla, ze nie wie czy powinna tam isc, niewie czy ona nie lepiej pomoze mi jak jej niebedzie.

Mam tylko jedno pytanie, krotkie i skromne.

Choc Ty szedles przez to sam i Tobie sie nie udalo powiedz tylko czy bylo warto zmieniac sie i swoje zasady po to aby wszystko szlak trafil, widac ze raczej samemu nie da sie z tego wyjsc........

Przykro mi bardzo ze nie udalo sie Tobie naprawic waszego zwiazku, byles jakby mojim wzorem, a teraz jak widze jak zakonczyles ta walke to mam wrazenie ze to walka z wiatrakami ktorej nie da sie wygrac.

233

Odp: demony przeszłości
dwaplusdwa napisał/a:

Mam tylko jedno pytanie, krotkie i skromne.

Choc Ty szedles przez to sam i Tobie sie nie udalo powiedz tylko czy bylo warto zmieniac sie i swoje zasady po to aby wszystko szlak trafil, widac ze raczej samemu nie da sie z tego wyjsc........

Zmieniłem się ale nie swoje zasady. Zmieniłem się dla siebie więc było warto.

dwaplusdwa napisał/a:

Przykro mi bardzo ze nie udalo sie Tobie naprawic waszego zwiazku, byles jakby mojim wzorem, a teraz jak widze jak zakonczyles ta walke to mam wrazenie ze to walka z wiatrakami ktorej nie da sie wygrac.

Zakończyłem tą walkę bo sam nie miałem szans jej wygrać. Do tanga trzeba dwojga. Mój największy problem nie polegał na przeszłości mojej żony tylko na tym, że tą przeszłość ciągnęła za sobą nie chcąc się z nią rozstać. Nie przyjmowanie do wiadomości podstawowych spraw i przekręcanie wszystkiego na swoją modłę tak żeby to dobrze wyglądało na zewnątrz. Alkoholizm ojca,przemoc w domu,awantury i kłamstwa na porządku dziennym,znęcanie się starszej siostry,molestowanie,zero zainteresowania dzieckiem ze strony rodziców. To są fakty których moja żona nie przyjmowała do wiadomości. Piszę w czasie przeszłym, że nie przyjmowała bo poszła wreszcie na terapię. Trafiła wreszcie na normalnego psychologa. Zaczęła wreszcie widzieć swój świat takim jaki on jest w rzeczywistości. Daleka droga do normalności ale wykonała pierwszy krok. Żeby do tego dojrzeć musiała rozwalić swoje życie w drobny mak. Na prośbę żony i jej namowami podjęliśmy też terapię małżeńską. Nagle żona znalazła i poradnię i potrafiła zadzwonić,załatwić wszystko. Nagle można przyznać się samej przed sobą, że ojciec był alkoholikiem. Nagle można zrobić wiele innych rzeczy jeśli tylko się chce i komuś zależy. Co będzie dalej nie wiem...czekam, obserwuję i nie chcę zapeszyć ale światełko w tunelu się pojawiło.

234

Odp: demony przeszłości

Nie jestem w temacie, ale po przeczytaniu (wyłącznie) pierwszego postu przyszło mi do głowy jedno pytanie.
Czytałeś "Samolubny gen" R. Dawkinsa?
Jeśli nie, przeczytaj - upraszcza myślenie.

235

Odp: demony przeszłości

Przeczytałem. Nie uprościło myślenia smile.

236 Ostatnio edytowany przez rogaczewski1970 (2026-07-30 15:28:02)

Odp: demony przeszłości

Przeczytałem ten wątek - no niesamowite: 15 lat, Gwałt, kalendarz, dyskoteka, przypadkowy facet. Dlaczego to mnie ujęło smile ? Otóż jestem w tej chwili mniej więcej rówieśnikiem autora. Słusznie ktoś napisał na tym forum: 1. O partnerów pytaj na początku znajomości (chociaż pewności nie masz nigdy), udając że jesteś "postępowy", potem ciężko coś wydusić, bo Kobieta/Żona może się bać. Dlaczego ? Żeby nie zostać sama, będąc zakochana, planując ślub itd. 2 . Niezależnie od poglądów, wieku i stanu cywilnego facet (chociaż to krzywdzące, bo sam nie liczy zaliczonych panienek, zdrad itp.) chce mieć dziewicę. Tak jest skonstruowany. Kobieta raczej patrzy na "teraz", czasem porównuje się z poprzednią, ale bardziej od strony wizualnej, psychicznej. Facet może się zarzekać, że mu to zwisa, ale dziewica to dziewica. 3 . No i tu narażę się Paniom bo to forum Kobiet smile, ale Panowie - nie słuchajcie rad kobiet - każda patrzy po swojemu, wiele jest zranionych, zawiedzionych, doświadczonych, patrzy na życie jak w pkt 2 i dobrze - jest im łatwiej wytłumaczyć kobietę niż facetowi. Każdy broni swoich a  w zasadzie siebie poprzez bronienie innych. Ja miałem o tyle "prościej", że byłem w związku z dziewicą, nie zagwarantowało mi to szczęścia (rozwód), kolejna "doświadczona" partnerka która miała chłopaka z którym "chodziła" (tak tak - pojęcie "chodzenia" ze sobą zanim do czegoś doszło pół roku rok a nawet kilka lat było czymś naturalnym) również nie, nie wypadało mi więc wymagać dziewicy, zapytałem partnerkę !na początku! o przeszłość i  moja obecna partnerka mówiła o młodzieńczych "miłościach" (bez utraty dziewictwa). Na pytanie czy jest dziewicą odp. że została zgwałcona. No uwierzyłem i późniejsze okoliczności psychofizyczne to potwierdziły. Nie zgłosiła tego wstydziła się, bała. Nie będę kontynuował - sam oczami wyobraźni widzę ten gwałt - ciężki temat. Kalendarz ? Otóż miała taki kalendarz - wpisywał sobie tam kiedy okres jakieś myśli, natrafiłem na imię chłopaka, dzień, zapytałem kto to / Ano że spotkała go w klubie, zaprosił na dyskotekę, tam mieli jakiś pokój, został do rana bo nie było jak wrócić. Nie interesował mnie sam  fakt, ale dlaczego tak szybko ? W zasadzie za 1 razem. No że po gwałcie chciała spróbować jak to jest normalnie. Z jednej strony logiczne tłumaczenia, z drugiej strony przewidywalne. Powiem szczerze było mi z tym średnio niezależnie od mojej przeszłości. Liczyło się to że jest bezgranicznie wierna (do dzisiaj), za to ja szukałem "wczorajszego dnia". Najpierw młoda dziewczyna , potem trafiła się 25 l. dziewica, niejako chciałem sobie "odbić" bądź co bądź nadszarpnięte ego (nawiązuję tu do refleksji nt. kilku wątków z forum i netu). Przed ślubem, przy okazji rozmowy nt przeszłości, po....15 latach jeszcze raz zapytałem o "potwierdzenie" partnerów. Wtedy okazało się że ten ostatni z dyskoteki był, ale tam...nic nie było, w zasadzie nawet jakichś delikatnych spraw, wtedy się chyba ucieszyłem, oczywiście zapytałem o co chodziło 15 lat wcześniej. Odpowiedź znowu "sensowna", że wtedy chciała zaimponować, że ostatni raz z chłopakiem to nie był ten krzywdzący bolesny incydent. Po kilkunastu latach czyli teraz, po przeczytaniu tego i innych postów w necie, zorientowałem się, że mam do czynienia z kłamstwem (lepiej późno niż wcale, spóźniony zapłon aż wstyd pisać). Myślę sobie o co chodzi, mam bliżej do końca życia niż do początku, rodzina, żona ma swoje fochy ale mało kto taką ma, kłamstwo "na plus" (jedyny tak naprawdę frajer mniej), czyli nie licząc gwałtu - w zasadzie dziewczyna pod względem czystości w zasadzie bez zastrzeżeń, nie zdradza, nie ogląda się za innymi. Rozmowa nr 3 miała miejsce kilka dni temu - Żona potwierdziła tylko ten bolesny incydent, zapytała logicznie co to teraz zmienia, po co, na co. Powiem szczerze, że sam nie wiem, chyba czytając tyle "dramatów" młodych chłopaków, dorosłych mężczyzn oszukanych przez swoje partnerki - nasunał mi się wniosek że nie ma co walczyć, chodzić na terapie. Jeżeli mężczyzna w wieku 20 lat nie akceptuje poprzednich partnerów dziewczyny niech szukają dziewicy, jeżeli 40,50 letni faceci nie mogą przeżyć kłamstw sprzed lat, trzeba się rozstać, upraszczanie że liczy się tu i teraz, ze przeszłość nie ma znaczenia że było to dawno można sobie w d.. wsadzić. Naprawdę. Nawet Ci co udają że się tym nie przejmują udając liberalnych - kłamią. Wrzucanie tu postów w stylu "pomóżcie", nie jest prośbą o pomoc, jest czekaniem na posty od tych którzy mają tak samo, którzy zostali okłamani, zdradzeni, nie radzą sobie z przeszłością partnerki. Ci młodsi znajdą sobie w Oazie lub "na podwórku" 15-16 latkę która może jeszcze jest dziewicą, a Ci starsi ? Szansa na Panią bez przeszłości w wieku 30-40 lat - jak wygrana w Lotto.     
No dobrze, ale zapytacie po co ten elaborat i "jaki masz synu problem po tylu latach". Ano czy takie kłamstwo można wybaczyć, czy teraz warto zaufać żonie która kłamała, co prawda na "swoją powiedzmy korzyść" no i taki też wniosek, że czytając te wszystkie posty odnosi się wrażenie, że autorzy nie otrzymują tu ukojenia. Bo ja poczułem przygnębienie i wróciły wspomnienia, że kłamstwo żony sprzed ponad ćwierć wieku uruchomiło szukanie kiedyś lepszego egzemplarza, a sprostowanie tego kłamstwa po 15 latach wzbudziło teraz wątpliwości, czyli po kolejnych 15 latach. Dlaczego teraz - nie wiem, nie znam sam na to odpowiedzi może starość, że te posty.
I jeszcze jedno do tych młodszych kolegów. Macie wątpliwości z niedziewicą niezależnie czy mieliście wcześniej dziewczynę czy nie - rozstańcie się. Nie krzywdźcie jej, bo prędzej czy później zacznie się wypominanie. Niezależnie czy mieliście wcześniej kogoś czy nie. Ja pierwszą żonę bym teraz na 100% zostawił gdyby nie była dziewicą, mimo że ten "stan umysłu" nie dał gwarancji szczęścia i piszę to z całą odpowiedzialnością. I wcale nie dlatego że będąc dla siebie pierwszymi partnerami nam nie wyszło - nie dałbym rady z myślami. I pisze to z perspektywy naprawdę wielu wielu lat. Czasy się może zmieniły ale ludzie (faceci) nie
Pozdrawiam
.
/Ten wątek z forum też nawiązuje do tego: "Po 20 latach dowiedziałem się, że moja żona nie była dziewicą"/

237

Odp: demony przeszłości

Nie wiem, nie widziałam, jestem zarobiona... wink big_smile
Rogaczewski, ciężko zrozumieć facetów w tym względzie, ale już dopytywanie i przeżywanie po tylu latach zakrawa na masochizm. Po co ci to było...
Większość ludzi generalnie kłamie w różnych sprawach, inne kłamstwo byś wybaczył, ale takiego nie? Jeśli ktoś nie toleruje kłamstwa to powinien każde traktować podobnie.
Ja brzydzę się kłamstwem, ale takie nieszkodliwe twojej żony, bym wybaczyła.
Nie możesz się porównywać do autora wątku, bo to trochę już inny kaliber.

Posty [ 196 do 237 z 237 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024