Witam.:)
Zwykły facet, Twój wątek czytam od momentu "wejścia na forum". Postanowiłem napisać, chociaż niekoniecznie będzie się to odnosiło personalnie tylko do Ciebie.;)
Wykorzystam fakt, że to wątek założony przez mężczyznę i w przypadku nieporozumień łatwiej będzie sobie to wyjaśnić.:P
Zapoznałem się z historiami zbliżonymi do Twojej (co do skutków), ale z kobiecego punktu widzenia.
Dzięki Paniom uzyskałem wiedzę, fachowe materiały i zachętę do samodzielnego poznawawania tematu.
Ja mam inne doświadczenia życiowe, chociaż jak teraz to oceniam, bardzo hardcorowe.
Poza tym odkryłem, a w zasadzie nazwałem dwa przypadki w swojej rodzinie bliźniaczo podobne do Twojego.
Jeden zmierza do finału, ze względu na wiek tego małżeństwa (staż ponad 40-letni), drugi trwa i jak mówił klasyk "trwa mać" (staż 20 lat). W tym związku, dzieci mimo że pozornie mają "fajne i szczęśliwe" dzieciństwo, przeżywają traumę.
Mało piszesz o tym jak Oboje "kształtujecie" swoim postępowaniem przyszłość i psychikę syna.
On chłonie jak "gąbka" i z pewnością "to odda".:(
Co do korzystania z porad specjalistów, udziału w terapiach, warsztatach, grupach wsparcia, są cenne.
Podobnie jak to co znajdujesz w fachowej literaturze.
Kwestia uzależnień od alkoholu, środków psychotropowych, seksu, przemocy fizycznej i psychicznej itd. wymaga pomocy z zewnątrz,
bo dysfunkcjonalna rodzina raczej (na pewno) sama sobie nie poradzi.
Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, że niepowodzenia w związkach trzeba szukać w dysfunkcjonalnej rodzinie.
Kto z nas urodził się i wychował w "normalnej", "idealnej", "niedysfunkcjonalnej" rodzinie. Proszę o wiarygodną, nie do podważenia definicję.
Związki tworzą nieidealne kobiety i nieidealni mężczyźni. To jakim cudem ich związki miałyby być idealne, a dzieci z nich pochodzące
pozbawione jakichkolwiek przykrych, czy nawet traumatycznych przeżyć?!
TO UTOPIA I PRETEKST DLA WYTŁUMACZENIA NIEPOWODZEŃ I KLĘSK ŻYCIOWYCH. Każdy znajdzie we wspomnieniach z dzieciństwa coś, czym może wytłumaczyć dosłownie wszystko.
Wbrew temu co teraz napiszę, nie jestem ortodoksyjnym wyznawcą czegokolwiek, chociaż wierzę w ludzi i to COŚ (Bóg).
Wyznaję dwie zasady, które mogą i Tobie pomóc.
1. "Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego", ni mniej, ni więcej.
2. Nie do zaakceptowania dla mnie jest jakikolwiek związek międzyludzki (rodzinny,hetero, homo, przyjacielski, koleżeński itp.)
opierający się na kłamstwie, braku zaufania, czy też zdradzie.
WYBACZAM WSZYSTKO- no prawie.;)
NIE ZAPOMINAM NIGDY- no prawie.;)
Wbrew temu co w wielu wypowiedziach na forum czytam, tak ludzie są "skonstruowani".
Jeżeli piszą że jest inaczej, to nadal okłamują siebie i próbują okłamać innych. To się chyba nazywa- próbą zaczarowania rzeczywistości.
Chciałem napisać więcej, ale już "przegiąłem".:P
Nie wspominałem o szczegółach Twojego problemu, bo zgodnie z zasadą "dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie", Ty jesteś Swoim
najlepszym sędzią, prokuratorem i adwokatem. 
Nie chciałem Ci też "dokopać". Podejrzewam że "wytrącenie z orbity" na której jesteś, bardziej by Ciebie unieszczęśliwiło, niż obecny stan działania, naprawiania, sklejania i trwania w złudzeniach.;)
P.S. Życie mnie chwilowo unieruchomiło (unieszczęśliwiło) i mogłem sobie pozwolić na to wodolejstwo.
Poza tym podejrzewam, że Twój przypadek i bliźniaczo podobna sytuacja mojego kuzyna, to NEVERENDING STORY.
Dlatego nie liczę na dożycie ich zakończenia. OBYM SIĘ MYLIŁ.
Pozdrawiam i życzę Tobie, Twoim bliskim i zaglądającym tutaj Wspaniałych Świąt.:)