demony przeszłości - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 237 ]

131

Odp: demony przeszłości

Ostatnio rozmawialiśmy z żoną na temat zaufania do drugiej osoby. Niekoniecznie do męża czy żony ale również ojca,matki,przyjaciółki czy kolegi. Rozmowa zeszła na pytanie typu komu ufasz w swoim życiu? Odpowiedź mojej żony nikomu!
Przez całe życie nie była w stanie się przemóc żeby porozmawiać o swoich problemach z kimkolwiek bo się wstydziła i nie miała do nikogo zaufania. Zapytałem dlaczego w takim razie mnie nie ufa? Bo ja odbieram brak rozmowy na temat jej problemów jako brak zaufania z jej strony. No i wywiązała się dyskusja, że to wcale nie jest tak i odbieram to zupełnie inaczej niż powinienem.

Psychoterapeutka powiedziała jej, że mógłbym mieć jakiś żal czy pretensje w przypadku jeśli powiedziałaby o tym komuś innemu a mnie nie. Jeśli nie powiedziała nikomu to wcale to nie oznacza braku zaufania do mnie.

Ja uważam, że skoro komuś się ufa to rozmawia się z taką osobą o swoich problemach. Jeśli nie powiedziała nikomu bo nie miała zaufania to czym się różnię w tym przypadku od wszystkich innych ludzi na tym świecie? Dla mnie niczym bo im też nic nie powiedziała bo nie ufała.

Można komuś ufać ale nie ufać???? Czy może czas rozejrzeć się za nową psychoterapeutką bo sam nie wiem co o tym myśleć?

Co o tym myślicie?

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: demony przeszłości

Ja też mam swoje własne tajemnice i problemy, do których nikt, ale to absolutnie nikt nie ma do nich dostępu. Ale nie wyklucza to u mnie zaufania.

133

Odp: demony przeszłości
busiu napisał/a:

Ja też mam swoje własne tajemnice i problemy, do których nikt, ale to absolutnie nikt nie ma do nich dostępu. Ale nie wyklucza to u mnie zaufania.

Zależy jakiego zaufania bo niewątpliwie zaufanie można rozpatrywać na kilku różnych płaszczyznach. Np. zaufanie do męża,żony,dziewczyny czy chłopaka, że nas nie zdradzi fizycznie. Np. zaufanie do przyjaciela, że nikomu nie powie o naszych problemach jeśli oczekiwaliśmy od niego jakiejś porady. Np. zaufanie do rodzica czy dziecka też polega na czymś innym. Jeśli ufam swojej żonie to mówię jej o swoich problemach,smutkach,radościach itp. Jest moją żoną ale też jest moim przyjacielem,kumpelą i najbliższą mi osobą. Wydawałoby się, że komu ma zaufać jeśli nie facetowi z którym żyje tyle lat. A tu niespodzianka...


Tak na marginesie definicja słowa zaufanie:
Zaufanie ? emocje okazywane ludziom, przedmiotom, a także instytucjom, takim jak firma, rząd czy społeczeństwo. Zaufanie może być wzajemne. Zaufanie to wiara w określone działania czy własności obiektu obdarzonego zaufaniem. Zaufanie oznacza również przekonanie jednej ze stron w to, że motywacją drugiej strony wobec niej jest bycie uczciwym i chcącym działać dobrze . Zaufaniem obdarowujemy osobę, której wierzymy, że będzie doradzać nam dobrze, myśląc o nas, a nie o sobie.

134

Odp: demony przeszłości

Twoja żona ma ogromne szczęście,że Cię spotkała. Czytam Twoją historie i dzięki Tobie zaczynam wierzyć w to,że są na świecie mężczyźni,którzy naprawdę potrafią kochać,okazać czułość,rozmawiać. Trzymaj się,widać,że ci zależy na żonie. Szczęściara.

135

Odp: demony przeszłości

Przeczytałem jeszcze raz cały wątek od początku i mogę powiedzieć jedno. Gdybym rozstał się z żoną wcześniej przed rozpętaniem całej afery nigdy bym nie dowiedział się o niej tylu rzeczy. Odszedłbym w poczuciu winy. Był czas, że żałowałem,że zajrzałem do jej przeszłości. Myślałem, że mój główny problem to etap jej życia w którym chodziła do łóżka z każdym facetem, który miał na to ochotę. Później myślałem, że mój główny problem to są jej kłamstwa. Gdybym rozstał się zaraz po ujawnieniu afery nigdy bym się nie dowiedział rzeczy najważniejszej.

Moja żona nigdy mnie nie kochała bo nie jest zdolna do takiego uczucia. Ale warto było przez to wszystko przejść, żeby się o tym dowiedzieć.

136 Ostatnio edytowany przez katbe (2011-12-01 15:10:49)

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Gdybym rozstał się zaraz po ujawnieniu afery nigdy bym się nie dowiedział rzeczy najważniejszej.

Moja żona nigdy mnie nie kochała bo nie jest zdolna do takiego uczucia. Ale warto było przez to wszystko przejść, żeby się o tym dowiedzieć.

czyli jednak zwyciężyły demony przeszłości... smutne to zderzenie spokoju, który miałeś z rzeczywistością, która cię dopadła

trzymaj się..

137

Odp: demony przeszłości

Witaj.
Cały czas zaglądam do Twojego wątku.    smile

zwykły facet napisał/a:

Gdybym rozstał się zaraz po ujawnieniu afery nigdy bym się nie dowiedział rzeczy najważniejszej.

Moja żona nigdy mnie nie kochała bo nie jest zdolna do takiego uczucia. Ale warto było przez to wszystko przejść, żeby się o tym dowiedzieć.

Pytanie: co teraz zrobisz z tą wiedzą?
Bo mówisz o czasie przeszłym, a teraz jest dziś i będzie jutro...

Acha... i rozumiem, że nie usłyszałeś tego wprost od Niej, a jest to Twoje stwierdzenie w oparciu o zaistniałe fakty.

Pozdrawiam.

138

Odp: demony przeszłości
żyworódka napisał/a:

Pytanie: co teraz zrobisz z tą wiedzą?
Bo mówisz o czasie przeszłym, a teraz jest dziś i będzie jutro...

Nie wiem...uświadomiłem sobie ten fakt wczoraj i nie wiem co zrobię. Jestem już zmęczony tą walką a otrzymywanie kolejnych ,,ciosów" mnie wykańcza.

żyworódka napisał/a:

Acha... i rozumiem, że nie usłyszałeś tego wprost od Niej, a jest to Twoje stwierdzenie w oparciu o zaistniałe fakty.
Pozdrawiam.

Nie powiedziała mi tego wprost. Po wizytach u psychoterapeutki do których zmusiłem ją żeby poszła zaczął się wyłaniać obraz osoby chorej. Chyba inaczej tego nie mogę nazwać. Po prostu moja żona jest osobą która całe życie udaje kogoś innego. Jeśli przez 15 lat uważasz, że coś jest białe a okazuje się , że jest czarne...a później kolejna rzecz... a później kolejna...Co się podniosę to otrzymuję kolejny ,,cios". Za każdym razem to jest coś co wywraca mój świat. Przykład:przez tyle wspólnych lat moja żona miała bardzo dobre relacje ze swoją mamą. Ja takich ze swoją nie mam więc cieszyłem się, że moja teściowa jest naprawdę świetną kobietą. Żaden sławetny kawał o teściowych nie ma tu racji bytu:). Ciągle się odwiedzały,kawy,herbaty,ploteczki,wspólne wakacje itp. Całkiem niedawno dowiedziałem się od mojej żony, że jej matka to osoba przez którą ma spaprane życie. Najgorsze wspomnienia z dzieciństwa i trauma do końca życia. Myślałem, że sobie robi jaja ze mnie ale potok nienawiści,żalu i rozgoryczenia jaki z niej wypłynął wprawił mnie w stan szoku. Ale moja żona nie mogła tego pokazać na zewnątrz bo nie była by wtedy idealna i ktoś mógłby pomyśleć o niej źle.  Podobno problemy z matką uświadomiła jej dopiero psychoterapeutka ale jak można przez tyle lat z kimś przebywać,przyjaźnić się niemalże i zarazem tej osoby nie akceptować i mieć do niej żal przez całe życie. Dla mnie to jest fałsz na maxa.

139

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Co się podniosę to otrzymuję kolejny ,,cios". Za każdym razem to jest coś co wywraca mój świat.
Przykład:przez tyle wspólnych lat moja żona miała bardzo dobre relacje ze swoją mamą(...)
(...)Ciągle się odwiedzały,kawy,herbaty,ploteczki,wspólne wakacje itp.
Całkiem niedawno dowiedziałem się od mojej żony, że jej matka to osoba przez którą ma spaprane życie. Najgorsze wspomnienia z dzieciństwa i trauma do końca życia. Myślałem, że sobie robi jaja ze mnie ale potok nienawiści,żalu i rozgoryczenia jaki z niej wypłynął wprawił mnie w stan szoku. Ale moja żona nie mogła tego pokazać na zewnątrz bo nie była by wtedy idealna i ktoś mógłby pomyśleć o niej źle.  Podobno problemy z matką uświadomiła jej dopiero psychoterapeutka ale jak można przez tyle lat z kimś przebywać,przyjaźnić się niemalże i zarazem tej osoby nie akceptować i mieć do niej żal przez całe życie. Dla mnie to jest fałsz na maxa.

Ano, można... i to nie jest fałsz, a uzależnienie - ofiary od kata, niezależnie od tego jaka była to forma przemocy (fizyczna czy psychiczna).Tak naprawdę to tylko Twój świat wywraca się do góry nogami, bo jesteś człowiekiem bardzo poukładanym i bez zaszłości, a świat Twojej żony "porządkuje się", za Twoją przyczyną i pomocą.

Od momentu znalezienia przez Ciebie tych zapisek w jej kalendarzu, z okresu Waszego poznania, idziecie już teraz razem "po nitce do kłębka" do źródła przyczyn jej zachowania, zwichrowanej osobowości.
Z Twojej wypowiedzi wynika, że nie wiesz nic o rodzinie w jakiej wzrastała Twoja żona - jakie zdarzenia/przeżycia z dzieciństwa spowodowały, że nienawidzi swojej matki. Myślę, że musiały być dość drastyczne i trwały w niej, choć uśpione, przez całe dotychczasowe życie. Psychoterapeutka  dotarła do źródła i odkryła zakamarki jej duszy z okresu dzieciństwa - jest tam nagromadzony ból, rozpacz, gniew i z pewnością nieporadność dziecka.

zwykły facet napisał/a:

Po prostu moja żona jest osobą która całe życie udaje kogoś innego.

Jak odkryje się również przed Tobą (zakodowane urazy z dzieciństwa), to myślę, że wówczas pozwoli Ci to zrozumieć, dlaczego nie chciała być SOBĄ i przez lata żyła w innej skórze.
Teraz ją zrzuca i jest to bolesne dla Niej (rozdrapuje stare rany) i dla Ciebie, bo u Ciebie tworzą się nowe.

Oj, myślę, że jeszcze historii będzie ciąg dalszy...

P.s. Poczytaj wątek userki STRZAŁA, zobaczysz jak bardzo była uzależniona od swojej matki - dręczycieli!

140

Odp: demony przeszłości

Wiem o jej rodzinie to co chciała mi powiedzieć. Każda informacja była filtrowana co można a co nie można powiedzieć. Powód ciągle ten sam. Nie byłaby idealna,lubiana czy akceptowana bo jej matka nie jest taka jak powinna. Uzależnienie mojej żony od akceptacji przez innego człowieka jest tak silne, że kłamie aby to uzyskać a do łóżka poszła z tym i tamtym żeby się dowartościować. Jak słyszę od własnej żony, że nigdy nikomu nie zaufała.Albo jak jedna z jej historii z dzieciństwa którą zawsze opowiadała jako anegdotę jest jednym z jej najgorszych przeżyć. Opowiada śmieje się z tego tak jak wszyscy a tak naprawdę powinna płakać. Raz w życiu dostała lanie od własnej matki która zapowiedziała jej na początku dnia,że wieczorem dostanie trzy pasy za to że coś przeskrobała. Wieczorem oczywiście kazała jej się rozebrać i dostała trzy pasy. Kilka tygodni temu moja żona kazała posprzątać synowi na biurku. Nie zrobił tego dokładnie więc mu powiedziała, że wieczorem dostanie trzy pasy. Zdążyłem na szczęście wrócić z pracy i zapobiec ,,egzekucji". Pół nocy przepłakała, że nie powinienem się wtrącać i negować jej zachowania przy dziecku. Powiedziałem jej, że nie wystąpiłem przeciwko swojej żonie tylko jej matce. A dziecko nie będzie bite z żadnego powodu a już na pewno nie z powodu źle posprzątanego biurka. Kolejne pół nocy przepłakała bo zachowuje się jak własna matka a przyrzekła sobie, że nigdy taka nie będzie. Lanie dostała raz więc w grę wchodzi zdecydowanie przemoc psychiczna. Wiem, że przenosi swoje problemy na nasz dom na nasze dziecko a mnie jest coraz ciężej to zaakceptować i zrozumieć. Po prostu wiele starałem się zrozumieć,wybaczyć i zacząć od nowa ale czy jestem gotowy na to nowe...Przytula się do mnie w łóżku i pyta się czy ty jesteś mój? Tak- odpowiadam-jestem bo dostałaś mnie całego z moimi zaletami,wadami,szczerością,zaufaniem i wszystkim czym mogę obdarzyć kobietę którą kocham. A ty jesteś moja? Nigdy nie potrafiłam być Twoja tak jak Ty jesteś mój...przecież to brzmi jak tekst z jakiegoś kiepskiego romansu. Tak jak napisałaś ,,zrzuca skórę" te słowa obrazują najlepiej co się w tej chwili dzieje z moją żoną. Dzięki za ten wpis.

141 Ostatnio edytowany przez banka_wstanka (2011-12-01 22:00:12)

Odp: demony przeszłości

Nie jedna osoba na Twoim wątku napisała Ci, że jest pod wrażeniem Twojej dojrzałości. Imponujesz wszystkim swoim spokojem, tym, że zawsze kierujesz się wartościami, które są dla Ciebie najważniejsze: miłość, prawda, szacunek. Takie rzeczy wynosi się z domu rodzinnego. Ty miałeś prawdopodobnie szczęście.

Wygląda na to, że Twoja żona  jest dorosłym dzieckiem dysfunkcyjnym. Czy zaznajomiłeś się z tym tematem?? Ona prawdopodobnie takiego szcęścia jak ty nie miała. Nie trzeba żyć wśród głębokiej patologi (np.: alkoholizmu), żeby być kompletnie emocjonalnie i mentalnie rozjechanym.

Napisałeś, że tak naprawdę nie wiesz kim ona jest. Napisałeś, że jest fałszywa, że nie potrafi kochać, ufać, że kłamie. Hm... to wszystko niestety prawda. Nie umiem opisać własnymi słowami dlaczego tak jest, więc wkleje Ci fragment ksiażki "12 kroków dla dla Dorosłych Dzieci z uzależnieniowych i innych rodzin dysfunkcyjnych":

"Dorastaliśmy w rodzinach dysfunkcyjnych. Ich środowisko wypaczyło nasze myślenie o nas samych i o otaczającym nas świecie. Widząc siebie w krzywym zwierciadle informacji i sygnałów dawanych nam przez naszych rodziców, uwierzyliśmy, że jesteśmy "nie w porządku". Zostaliśmy pozbawieni naszej autentycznej tożsamości i zaczęliśmy szukać sposobów na dobre samopoczucie. Chociaż wyglądamy jak dorośli, nadal zachowujemy się jak dzieci i pozwalamy, aby inni mieli wpływ na nasze myślenie o sobie, nasze poczucie własnej wartości i nasze szczęście. Nasze nieprawidłowe myślenie było przyczyną tego, że podejmowaliśmy decyzje, które nas niszczyły. Dlatego też chcemy przestać poprawiać własne samopoczucie nieskutecznymi zachowaniami, nadużywaniem innych ludzi, seksem, substancjami odurzającymi, manią posiadania, manią sukcesu, pieniędzmi itp."

Sama borykam się z tym problemem. Nawet nie masz pojęcia jak ciężko jest żyć w ciągłym poczuciu winy. Ja kocham swoich rodziców najbardziej na świecie, ale wiem, że prawdopodobnie nieświadomie truli mnie swoimi toksynami, które wynieśli z własnych domów. Ja juz jestem świadoma, tego i zrobię wszystko, żeby nie zatruć tym moich dzieci. Niestety DDA/DDD to taka wiecznie niekończąca się historia, toksyny rujnujące życie całym pokoleniom.

Stoisz przed trudnym wyborem. Prawdopodobnie Tobie jako normalnie funkcjonującemu mężczyźnie wydaje się ta sytuacja nie do zniesienia, żeby żyć z kimś kto tak naprawdę całe życie udawał kogoś kim nie jest. Cokolwiek postanowisz (odejdziesz od niej, zostaniesz), wspieraj ją w terapi dla dobra Twoich dzieci.

Ja strasznie współczuje Twojej żonie, bo wiem co ona tam gdzieś na dnie nosi. Jakkolwiek patetycznie i niewiarygodnie to zabrzmi, ale i tak  to napiszę. Psychiczny ból, ktory odczuwa Twoja żona był/jest tak ogromny, że wolała przed całym światem udawać kogos kim nie była i nie jest niż stawiać czoło (idealnie to ująłeś) demonom przeszłości.

Edit:
Pisalam to gdy jeszcze nie było Twojego posta. Widzę, że już wiesz, że w tej całej historii teraz najwazniejsze jest żeby ochronic przed tym dziecko.

142

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Nie wiem...uświadomiłem sobie ten fakt wczoraj i nie wiem co zrobię. Jestem już zmęczony tą walką a otrzymywanie kolejnych ,,ciosów" mnie wykańcza.

No, to czas udac sie po pomoc - dla siebie samego.
Bedą kolejne ciosy - i te realne, i te, które bedziesz w taki sposób oceniał z powodu zranienia.
Mnie ulgę w moich obsesjach myslenia o partnerze i o swoim zranianieniu w zwiazku z jego kłamstwami przyniosło SLAA, zrozumialam, że jest chory i ja tez chora; po pierwszym dole - przyszła ulga, że są ludzie, którzy to przechodzili i jest konkretne narzędzie do zmiany w sobie.

143 Ostatnio edytowany przez katbe (2011-12-01 23:18:48)

Odp: demony przeszłości
żyworódka napisał/a:

Ano, można... i to nie jest fałsz, a uzależnienie - ofiary od kata, niezależnie od tego jaka była to forma przemocy (fizyczna czy psychiczna).Tak naprawdę to tylko Twój świat wywraca się do góry nogami, bo jesteś człowiekiem bardzo poukładanym i bez zaszłości, a świat Twojej żony "porządkuje się", za Twoją przyczyną i pomocą.

Od momentu znalezienia przez Ciebie tych zapisek w jej kalendarzu, z okresu Waszego poznania, idziecie już teraz razem "po nitce do kłębka" do źródła przyczyn jej zachowania, zwichrowanej osobowości.
Z Twojej wypowiedzi wynika, że nie wiesz nic o rodzinie w jakiej wzrastała Twoja żona - jakie zdarzenia/przeżycia z dzieciństwa spowodowały, że nienawidzi swojej matki. Myślę, że musiały być dość drastyczne i trwały w niej, choć uśpione, przez całe dotychczasowe życie. Psychoterapeutka  dotarła do źródła i odkryła zakamarki jej duszy z okresu dzieciństwa - jest tam nagromadzony ból, rozpacz, gniew i z pewnością nieporadność dziecka.

pięknie to napisałaś Żyworódko... smile

mnie po przeczytaniu tych dzisiejszych wpisów nasunęło się jedno zdanie: Machina ruszyła... sad

miałam to szczęście uczestniczyć w psychoterapii i twierdzę, że to najlepsze, co mi się w życiu trafiło
pojechałam na kurs..... i tak jakoś wyszło, że grupa, która się zebrała pociągnęła lawinę zdarzeń...
po pierwszym weekendzie mój mąż powiedział, że więcej TAM już nie pojadę
wróciłam "lekko odmieniona", zamyślona, nieobecna
on twierdzi, że bał się o mnie, że byłam nieobecna duchem
lawina różnych przemyśleń i informacji o sobie sprawiła, że na jakiś czas funkcjonowałam jak automat

oczywiście pojechałam jeszcze 4 następne razy, dając sobie dobrowolnie zrobić pranie mózgu...
od tamtej pory jestem szczęśliwym człowiekiem znającym swoją wartość...

Już to pisałam, że nie jesteś tak do końca zwykłym facetem...
Wierzę w twoją mądrość, choć emocje (dziś bardzo silne) potrafią przysłonić i zamazać prawdziwy obraz

zanim coś stanie się czarne... przez jakiś czas jest czasami szare...

czekają cię jeziora łez.... ale kobiety tak mają... sad
pozwól płakać i przytulaj jeśli możesz
czasami trudna jest droga do szczęścia

będę trzymać kciuki.. smile:)

acha, i chciałam ci jeszcze powiedzieć, że kobiety używają skrótów myślowych
być może Tobie zaufa jako pierwszemu.... ale nie stanie sie to dziś, jutro.... ale może "pojutrze"

144

Odp: demony przeszłości
banka_wstanka napisał/a:

Nie jedna osoba na Twoim wątku napisała Ci, że jest pod wrażeniem Twojej dojrzałości. Imponujesz wszystkim swoim spokojem, tym, że zawsze kierujesz się wartościami, które są dla Ciebie najważniejsze: miłość, prawda, szacunek. Takie rzeczy wynosi się z domu rodzinnego. Ty miałeś prawdopodobnie szczęście.

Nie do końca bo moja matka jest mega toksyczną osobą ( zrozumiałem też to dopiero nie dawno ). Z perspektywy czasu wiem, że wszystkiego w życiu nauczył mnie ojciec. Od najmłodszych lat rozmawiał ze mną i z bratem. Najbardziej doceniam to ,że nauczył mnie rozmawiać chociaż to wydaje się takie proste ale wbrew pozorom nie jest.

banka_wstanka napisał/a:

Wygląda na to, że Twoja żona  jest dorosłym dzieckiem dysfunkcyjnym. Czy zaznajomiłeś się z tym tematem?? Ona prawdopodobnie takiego szcęścia jak ty nie miała. Nie trzeba żyć wśród głębokiej patologi (np.: alkoholizmu), żeby być kompletnie emocjonalnie i mentalnie rozjechanym.

Tak właśnie przez to forum dowiedziałem się jaki może być problem. Dałem jej do przeczytania kilka rzeczy jakiś test i zapytałem wprost czy uważałaś swojego ojca za alkoholika. To był moment przełomowy bo nigdy nie dopuszczała do siebie takiej myśli. Ja żyłem w przekonaniu, że jak większość facetów lubił sobie wypić ale bez przesady. Tu znowu kłaniają się filtrowane informacje, które mnie zwiodły. Wierzyłem w to co opowiadała i mówiła a prawda okazała się zupełnie inna. Zasięgnąłem języka od znajomego rodziny mojej żony i wystarczyła mi jedna historia jak mój teść ciągnął moją teściową za włosy po ulicy bo chlał z kumplem a teściowa przyszła po niego żeby szedł do domu. Dwóch szwagrów mojej żony było alkoholikami i to wiedziałem wcześniej bo tego nie dało się ukryć. Teściu już był chory jak go poznałem stąd też przestał pić i można było wymyśleć historię idealnych rodziców. Do tego dochodzi obraz matki i wszystko układa się w całość.

banka_wstanka napisał/a:

Napisałeś, że tak naprawdę nie wiesz kim ona jest. Napisałeś, że jest fałszywa, że nie potrafi kochać, ufać, że kłamie. Hm... to wszystko niestety prawda. Nie umiem opisać własnymi słowami dlaczego tak jest, więc wkleje Ci fragment ksiażki "12 kroków dla dla Dorosłych Dzieci z uzależnieniowych i innych rodzin dysfunkcyjnych":

"Dorastaliśmy w rodzinach dysfunkcyjnych. Ich środowisko wypaczyło nasze myślenie o nas samych i o otaczającym nas świecie. Widząc siebie w krzywym zwierciadle informacji i sygnałów dawanych nam przez naszych rodziców, uwierzyliśmy, że jesteśmy "nie w porządku". Zostaliśmy pozbawieni naszej autentycznej tożsamości i zaczęliśmy szukać sposobów na dobre samopoczucie. Chociaż wyglądamy jak dorośli, nadal zachowujemy się jak dzieci i pozwalamy, aby inni mieli wpływ na nasze myślenie o sobie, nasze poczucie własnej wartości i nasze szczęście. Nasze nieprawidłowe myślenie było przyczyną tego, że podejmowaliśmy decyzje, które nas niszczyły. Dlatego też chcemy przestać poprawiać własne samopoczucie nieskutecznymi zachowaniami, nadużywaniem innych ludzi, seksem, substancjami odurzającymi, manią posiadania, manią sukcesu, pieniędzmi itp."

Do psychoterapeuty poszła bo ją zmusiłem. Powiedziałem, że jeśli nie podejmie leczenia to odchodzę. Tworzyła się akurat grupa wsparcia dla DDA/DDD więc poszła na konsultację. Nie zakwalifikowano  jej do tej grupy tylko zalecono terapię indywidualną. Jak to stwierdziła psychoterapeutka będziemy mieli dużo pracy, żeby to wszystko wyprostować.

banka_wstanka napisał/a:

Stoisz przed trudnym wyborem. Prawdopodobnie Tobie jako normalnie funkcjonującemu mężczyźnie wydaje się ta sytuacja nie do zniesienia, żeby żyć z kimś kto tak naprawdę całe życie udawał kogoś kim nie jest. Cokolwiek postanowisz (odejdziesz od niej, zostaniesz), wspieraj ją w terapi dla dobra Twoich dzieci.

Wyboru już dokonałem dawno, że będę starał się ratować to wszystko. Tylko historie typu jak wracam z pracy, żona leży w łóżku i mówi ,że jest zmęczona i chciała sobie odpocząć. Ok każdy jest kiedyś zmęczony. Poszedłem do kuchni,odgrzałem sobie obiad, pozmywałem bo cały zlew zawalony brudnymi naczyniami i zacząłem myć podłogę bo najzwyczajniej w świecie była brudna. Na to wpada moja żona i krzyczy żebym zostawił to wszystko bo dopiero co wróciłem z pracy i jestem zmęczony. Nie jestem zmęczony ja tylko Ty więc robię to co trzeba zrobić. Wyrywa mi z rąk mopa i z taką nienawiścią krzyczy mi prosto w twarz, że nie muszę jej pokazywać,że nie jest w tym domu do niczego potrzebna,że nic nie robi itp. A ja po prostu chciałem tylko posprzątać w kuchni...nie zastanowiłem się nad tym nawet sekundy po prostu chciałem posprzątać w kuchni...Czynność którą ja wykonuję bezwiednie ona odbiera jako atak na jej osobę. Psychoterapeutka powiedziała jej, że takie zachowanie z jej strony świadczy o tym,że sama chce sobie udowodnić,że ze wszystkim sobie poradzi i ja nie jestem jej do niczego potrzebny. No to po co ja jestem potrzebny skoro ona żyje po to żeby sobie udowadniać,że ma mnie gdzieś. Chodzi o pieniądze i sex? Pieniądze mogę przelewać na jej konto a do łóżka zawsze sobie znajdzie chętnego. W tym akurat ma duże doświadczenie.

banka_wstanka napisał/a:

Ja strasznie współczuje Twojej żonie, bo wiem co ona tam gdzieś na dnie nosi. Jakkolwiek patetycznie i niewiarygodnie to zabrzmi, ale i tak  to napiszę. Psychiczny ból, ktory odczuwa Twoja żona był/jest tak ogromny, że wolała przed całym światem udawać kogos kim nie była i nie jest niż stawiać czoło (idealnie to ująłeś) demonom przeszłości.

Nadając tytuł temu tematowi myślałem o tym, że w danej chwili demony przeszłości są i będą moją zmorą. Ale życie płata figle. Minęło 15 lat. Naprawdę bardzo dużo czasu na to żeby porozmawiać,otworzyć się spróbować coś z tym zrobić. Analiza każdego jej gestu,zachowania,słowa czy to prawda czy może kolejne oznaki wymyślonej siebie jest po prostu wykańczająca. Są też pozytywy i zmiany w zachowaniu po terapii i chyba tylko to mnie trzyma w tej chwili w tym małżeństwie. Nadzieja, że będzie inaczej. Terapia przynosi efekt bardzo powoli ale przynosi. W tej chwili sama chce chodzić bo wie, że to jej pomaga. Pierwsze kilka razy kazałem jej przynosić zaświadczenie, że tam była z pieczątką poradni i lekarza. To było dla mnie  zachowanie uwłaczające mnie jako mężowi który musi mieć papier bo nie wierzy swojej żonie ale wiedziałem, że nie mam innego wyjścia.

145

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Pierwsze kilka razy kazałem jej przynosić zaświadczenie, że tam była z pieczątką poradni i lekarza. To było dla mnie  zachowanie uwłaczające mnie jako mężowi który musi mieć papier bo nie wierzy swojej żonie ale wiedziałem, że nie mam innego wyjścia.

No, chłopie! A Ty i Twoja terapia??????

Długo tak nie zajedziesz, i tak juz Ci sie pali rezerwa.

Kontrola jest najgorszą rzeczą, jaką sie robi sobie i małzonkowi.

Dla rodzin jest zawsze ważne hasło "zrozum, że to choroba i zajmij sie sobą". Ty musisz być max poskładany, aby w razie czego - nie przeszkadzac w zdrowieniu, a jakby co - poradzic sobie samemu.

Nie jedna osoba na Twoim wątku napisała Ci, że jest pod wrażeniem Twojej dojrzałości. Imponujesz wszystkim swoim spokojem, tym, że zawsze kierujesz się wartościami, które są dla Ciebie najważniejsze: miłość, prawda, szacunek.

To sa pozory, to nie dojrzalośc, tylko czarna rozpacz.
I wartości - wprost z romansideł.
Teraz juz wiadomo - także DDD, bo wpływ toksycznej matki jest duży.

146 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2011-12-02 14:15:01)

Odp: demony przeszłości

Szanowna Pani Moderator,sorki za wpis pod wpisem ale za długie odpowiedzi mi wychodzą smile .

iruda napisał/a:
zwykły facet napisał/a:

Nie wiem...uświadomiłem sobie ten fakt wczoraj i nie wiem co zrobię. Jestem już zmęczony tą walką a otrzymywanie kolejnych ,,ciosów" mnie wykańcza.

No, to czas udac sie po pomoc - dla siebie samego.
Bedą kolejne ciosy - i te realne, i te, które bedziesz w taki sposób oceniał z powodu zranienia.
Mnie ulgę w moich obsesjach myslenia o partnerze i o swoim zranianieniu w zwiazku z jego kłamstwami przyniosło SLAA, zrozumialam, że jest chory i ja tez chora; po pierwszym dole - przyszła ulga, że są ludzie, którzy to przechodzili i jest konkretne narzędzie do zmiany w sobie.

Powoli zaczynam się oswajać z tą myślą. Przeczytałem kilkanaście książek,zwiedziłem internet wzdłuż i wszerz ale sam chyba nie dam rady. Powiedzieć o tym żonie że sam dla siebie chcę poszukać pomocy? Czy nie wpłynie to na nią jakoś demobilizująco, że przez nią ja sobie nie daję rady.

katbe napisał/a:

od tamtej pory jestem szczęśliwym człowiekiem znającym swoją wartość...

Naprawdę o niczym innym nie marzę jak o tym żeby moja żona kiedyś szczerze wypowiedziała takie słowa.

katbe napisał/a:

Już to pisałam, że nie jesteś tak do końca zwykłym facetem...
Wierzę w twoją mądrość, choć emocje (dziś bardzo silne) potrafią przysłonić i zamazać prawdziwy obraz

zanim coś stanie się czarne... przez jakiś czas jest czasami szare...

No właśnie jaki jest prawdziwy obraz naszego małżeństwa. Nie tylko małżeństwa ale też okresu narzeczeństwa czy spotykania się. W naszym przypadku nie ma takiego bo większość rzeczy nie była prawdziwa. Większość informacji była filtrowana,zachowania udawane. Jak sobie przypomnę niektóre chwile z naszego życia które uważałem za cudowne a okazały się starannie wyreżyserowane przez moją żonę to tak jak napisałem wcześniej jeśli się kogoś kocha to nie robi się takich rzeczy.

katbe napisał/a:

czekają cię jeziora łez.... ale kobiety tak mają... sad
pozwól płakać i przytulaj jeśli możesz
czasami trudna jest droga do szczęścia

będę trzymać kciuki.. smilesmile

Staram się wspierać ją przez całe życie bo zawsze uważałem, że jest niedowartościowana,zakompleksiona. Zresztą mało która kobieta nie ma kompleksów więc nie robiłem z tego tragedii. Kochałem ją taką jaką jest ( wydawało mi się, że jest ). Wy kobiety w większości tak macie niestety, że komplementy waszych facetów nie mają dla was większego znaczenia. Nawet jeśli przyjmiecie to do świadomości to na bardzo krótko a później znowu tu mam za mało tam za dużo=).
Pozwalam płakać tylko mam nadzieję, że to są łzy szczerości a nie tak jak bywało wcześniej łzy fałszu i wyrafinowania.
Na temat trudnej drogi do szczęścia...oj tak coś wiem na ten temat smile .

katbe napisał/a:

acha, i chciałam ci jeszcze powiedzieć, że kobiety używają skrótów myślowych
być może Tobie zaufa jako pierwszemu.... ale nie stanie sie to dziś, jutro.... ale może "pojutrze"

Wczoraj zapytałem ją czy mnie kiedykolwiek kochała. Czy wystarczyło jej to, że ja kochałem ją i ją akceptowałem. W odpowiedzi usłyszałem, że mogę ją nazwać wredną fałszywą suką,dziwką i czymkolwiek innym bo wie, że sobie na to zasłużyła ale nigdy mam nie podważać jej uczucia do mnie. Może to prawda...może trzeba poczekać aż nadejdzie ,,pojutrze".

Edit: iruda byłaś szybsza smile

147

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Powiedzieć o tym żonie że sam dla siebie chcę poszukać pomocy? Czy nie wpłynie to na nią jakoś demobilizująco, że przez nią ja sobie nie daję rady.

Powiedziec, ze idziesz po pomoc, bo nie dajesz rady.
Nie dajesz sobie rady - nie przez nią, ale przez siebie.
Z jakiegos powodu taką kobietę wybrałes i z jakiegos powodu byłes przez 15 lat slepy i głuchy, albo godziłes sie na różne rzeczy, albo sam je prowokowałes.
W trudnym związku - oboje wymagają pomocy, oboje sa chorzy.
Zachowujesz sie jak typowa osoba współuzależniona.

148

Odp: demony przeszłości

iruda, on wcale nie musi byc DD. Napisał, że ojciec dbał o to aby on i jego brat mieli wpojone pewne wartości. To ważne, rozmawiać z młodym człowiekiem i czasem wystarczy żeby doszczętnie nie wykoleić.

Zwykły facet mój post nie miał na celu usprawiedliwienie postępowania Twojej żony. Ja wiem jak ciężko komuś, funkcjonującemu normalnie jest być z osoba DD. Dopiero teraz gdy próbuję dochodzić do normalności (nazywać i rozumieć emocje, zaczynać lubieć samą siebie, budowac poczucie własnej wartość i wiele jeszcze tego mogłabym wymieniać) jestem w stanie zrozumieć jak wielkim cieżarem byłam dla kogoś obok. Ja równiez żyłam przez wiele lat w "błogiej" nieświadomości problemu. Myślałam, że tego/mnie nie da się naprawić, że to tylko i wyłącznie moja wina, że ja ciągle musze udawać, że to jest słuszne i jedyne rozwiązanie. Czułam, że nie protrafie budować zdrowej relacji, pomimo że strasznie chce być kochana. Było tak, bo ja nie zostałam nauczona miłości. Byłam w kilku naprawdę fajnych związkach (nie licząc ostatniego), ale nie potrafiłam tego pielęgnować, cieszyc się tym. Ciągle szukałam problemów, prowokowałam do kłótni, podświadomie dążyłam do rozstania. Ja wiecznie byłam w ucieczce lub kontrataku.

Wydaje mi się, że Ty ciągle stoisz przed wyborem. Jest w Tobie dużo żalu i to jest zrozumiałe. Żona musi przejśc przez terapie, sama musi poznać problem i chcieć pracować nad sobą. Ty musisz poznać zupełnie kogos innego niz do tej pory. Polubić, pokochać, chcieć z nią być lub po prostu odejść.

149

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:
zwykły facet napisał/a:

Powiedzieć o tym żonie że sam dla siebie chcę poszukać pomocy? Czy nie wpłynie to na nią jakoś demobilizująco, że przez nią ja sobie nie daję rady.

Powiedziec, ze idziesz po pomoc, bo nie dajesz rady.
Nie dajesz sobie rady - nie przez nią, ale przez siebie.
Z jakiegos powodu taką kobietę wybrałes i z jakiegos powodu byłes przez 15 lat slepy i głuchy, albo godziłes sie na różne rzeczy, albo sam je prowokowałes.
W trudnym związku - oboje wymagają pomocy, oboje sa chorzy.
Zachowujesz sie jak typowa osoba współuzależniona.

Przeniesienie wzorów z dzieciństwa do własnego dorosłego życia?
Tak moja matka jest toksyczną osobą i od pewnego czasu mówię to głośno. Nie udaję, że jest inaczej dlatego też nasze wzajemne relacje od kilku lat pozostawiają wiele do życzenia. Generalnie wychodzę z założenia, że ,,nigdy nie zadowolisz wszystkich bo to zadanie dla agencji towarzyskich" jak brzmi tekst piosenki Yaro. Więc ograniczyłem kontakty do niezbędnego minimum bo nie mają one sensu. Wcześniej już pisała mi niekochana72, że to może być również mój problem na podłożu relacji z matką. 
Cóż mogę napisać...za dużo mam do stracenia. Może rzeczywiście trzeba znaleźć kogoś kto wyjaśni tą kwestię raz na zawsze i poukłada mi we łbie jak należy jeśli będzie taka potrzeba.

150

Odp: demony przeszłości
banka_wstanka napisał/a:

iruda, on wcale nie musi byc DD. Napisał, że ojciec dbał o to aby on i jego brat mieli wpojone pewne wartości. To ważne, rozmawiać z młodym człowiekiem i czasem wystarczy żeby doszczętnie nie wykoleić.

Bywa, że jeden dobry rodzic nie wystarczy jako antidotum.
A o DDD świadczą nie wartości, ale wybory i trwanie w relacjach.
Poza tym DDD, to nie "wykolejenie", ale pewna ścieżka, którą sie idzie w relacjach z innymi.
Jest DDD, ponieważ najpierw nie zauważyl  jak bardzo jest manipulowany, a teraz właczył mu sie typ ratownika (co zostało błednie zinterpretowane jako wyraz dojrzałości)

151 Ostatnio edytowany przez banka_wstanka (2011-12-02 20:01:27)

Odp: demony przeszłości

Może i jest cos w tym, że wybrał sobie taką a nie inną kobietę z problemami. Może podświadomie stawiał się w roli ofiary. Ja jednak wyczuwam w nim wstręt do tego co odkrył na temat własnej żony, przeszłości, sekretów, wyborów. Do tej pory myślałam, że ofiary próbują usprawiedliwić, zrozumieć swoich oprawców. To, że nadal z nia jest mimo wszystko odczytałam jako zwykła ludzką przyzwoitość, wzgląd na przeżyte razem lata i deklarowanych do niej uczuć.

Dalej upieram się, że wszystko oparte jest na wartościach: miłość, szacunek, zaufanie, prawdomówność itd. Znając je jedynie z definicji  lub myląc z czymś kompletnie innym (np.: w moim przypadku szacunek: to podkulenie ogona i przysłowiowa morda w kuble, to samo mam z miłością, zaufaniem źle je rozumiem)  człowiek nie jest w stanie podjąc słusznych wyborów. Wybory i trwanie w chorych związkach są jedynie konsekwencją tego, że ktoś kiedyś nie nazwał, nie pokazał, nie wpoił, nie utrwalił, lub niewłaściwi zareagował.

Co do słowa wykolejenie, może trochę przesadziłam i powinna zastapić je wypaczeniem? Chodziło mi o to, że osoby DD mają skłonnosci do patologicznego kłamstwa, zdrady, rozwiązłość seksualnej. A wątek ten zaczął się właśnie od tego co odkrył zwykły na temat przeszłości swojej żony.

152

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

To sa pozory, to nie dojrzalośc, tylko czarna rozpacz.
I wartości - wprost z romansideł.

Być może to są wartości z romansideł ale ja z nimi się identyfikuję i dla mnie są ważne.

iruda napisał/a:

Jest DDD, ponieważ najpierw nie zauważyl  jak bardzo jest manipulowany, a teraz właczył mu sie typ ratownika (co zostało błednie zinterpretowane jako wyraz dojrzałości)

Czy mogłem zauważyć, że jestem manipulowany? Pewnie tak gdybym zwrócił uwagę na rzeczy na które nie zwracałem. Musiałbym zacząć grzebać w jej przeszłości zacząć sprawdzać na każdym kroku. Nie robiłem tego bo ufałem i wierzyłem. Chyba bardziej pasuje tu określenie naiwniak. Manipuluje swoim współmałżonkiem każdy kto dopuszcza się zdrady. Wiele tu jest takich kobiet i facetów również. Żadnej z tych osób nie przyszło do głowy, że coś może być nie tak. Więc  nie każdy jest DDD z tego powodu,że komuś ufał i wierzył.

banka_wstanka napisał/a:

Może i jest cos w tym, że wybrał sobie taką a nie inną kobietę z problemami. Może podświadomie stawiał się w roli ofiary. Ja jednak wyczuwam w nim wstręt do tego co odkrył na temat własnej żony, przeszłości, sekretów, wyborów. Do tej pory myślałam, że ofiary próbują usprawiedliwić, zrozumieć swoich oprawców. To, że nadal z nia jest mimo wszystko odczytałam jako zwykła ludzką przyzwoitość, wzgląd na przeżyte razem lata i deklarowanych do niej uczuć.

Jedyny ,,problem" na początku naszego związku jaki mi się nasuwa to był gwałt. Wiedziałem na co się decyduję i uważałem, że to jest postawienie z jej strony sprawy fair. Może podświadomie ta sprawa mnie do niej zbliżyła?Nie umiem na to odpowiedzieć. Tak jak napisałem wcześniej oceniam źle jej zachowanie ale daję szansę. Zrozumieć nie jestem w stanie. Dla przyzwoitości z nią nie będę bo to nie tędy droga. Szansę dostała ze względu na uczucie i lata spędzone wspólnie gdzie nie dała mi żadnych oznak zdrady. Jaka jest prawda nie wiem bo nie jestem w stanie się dowiedzieć skoro prawie wszystko to co było tak naprawdę albo nie było albo było inaczej. Totalna kołomyja.

banka_wstanka napisał/a:

Dalej upieram się, że wszystko oparte jest na wartościach: miłość, szacunek, zaufanie, prawdomówność itd. Znając je jedynie z definicji  lub myląc z czymś kompletnie innym (np.: w moim przypadku szacunek: to podkulenie ogona i przysłowiowa morda w kuble, to samo mam z miłością, zaufaniem źle je rozumiem)  człowiek nie jest w stanie podjąc słusznych wyborów. Wybory i trwanie w chorych związkach są jedynie konsekwencją tego, że ktoś kiedyś nie nazwał, nie pokazał, nie wpoił, nie utrwalił, lub niewłaściwi zareagował.

Moja żona jest chora i potrzebuje pomocy. Więc nawet jeśli się rozstaniemy to i tak będę nalegał żeby nie przerywała terapii. Robi to dla siebie na przyszłość. Gdy ja zachorowałem nie odstąpiła mnie na krok. Znalazłem już psychologa i pójdę porozmawiać na ten temat. Jeśli to ja jestem też problemem to podejmę terapię. Banka_wstanka fajnie opisujesz swoje problemy. Jasno,prosto i skutecznie. Czasami ten zawiły bełkot w książkach czy jakiś opracowaniach jest ciężki do zrozumienia smile. Dziewczyny jak zwykle podtrzymałyście mnie na duchu smile.

153 Ostatnio edytowany przez iruda (2011-12-02 22:43:47)

Odp: demony przeszłości
banka_wstanka napisał/a:

Chodziło mi o to, że osoby DD mają skłonnosci do patologicznego kłamstwa, zdrady, rozwiązłość seksualnej.

To jeden biegun, a drugi to te, które ślepną w zwiazkach i nie widzą nawet tego, co inni im pokazują palcem


Czy mogłem zauważyć, że jestem manipulowany? Pewnie tak gdybym zwrócił uwagę na rzeczy na które nie zwracałem. Musiałbym zacząć grzebać w jej przeszłości zacząć sprawdzać na każdym kroku. Nie robiłem tego bo ufałem i wierzyłem. Chyba bardziej pasuje tu określenie naiwniak. Manipuluje swoim współmałżonkiem każdy kto dopuszcza się zdrady. Wiele tu jest takich kobiet i facetów również. Żadnej z tych osób nie przyszło do głowy, że coś może być nie tak. Więc  nie każdy jest DDD z tego powodu,że komuś ufał i wierzył.

Jestes DDD, bo miałes taka rodzine, z takimi relacjami, co spowodowało, ze wybrałes taka kobiete, którą postanowiłes "uratowac" (bo biedula miała "przeszłość"). Nie leczone DDA/DDD powoduje takie właśnie powikłania - skłonność do ratowania, wybierania sobie trudnych partnerów, ślepoty na manipulację itp.
Nie pisze tego, żeby Tobie dogryźć, tylko dlatego, ze znam to z autopsji. Jestem DDA i to, co było brane za przejaw mojej dojrzałości i mądrości w zwiazku rozsypało sie w jednej chwili jak bańka mydlana.


Moja żona jest chora i potrzebuje pomocy. Więc nawet jeśli się rozstaniemy to i tak będę nalegał żeby nie przerywała terapii.

Oczywiście - ratownik - i ona zrobi to dla Ciebie wink
Ona musi przede wszystkim odczuc, że sama potrzebuje terapii, nie masz co nalegać, to nie Twoja sprawa, tylko jej. Albo bedzie sie leczyc albo nie - jest dorosła i ma wolność wyboru.

Znalazłem już psychologa i pójdę porozmawiać na ten temat. Jeśli to ja jestem też problemem to podejmę terapię.

Mądry psycholog powie Tobie, że to nie ty jestes problemem (bo taka jest prawda), ale i tak potrzebujesz terapii.
W tej chwili w waszym zwiazku sa chore dwie osoby

Być może to są wartości z romansideł ale ja z nimi się identyfikuję i dla mnie są ważne.

taaaak, poszukaj hasła "romantyczna obsesja" - mnie powalił na łopatki artykuł na ten temat.

154

Odp: demony przeszłości

Iruda, dlatego napisałam, że mają do tego skłonności. Czyli mogą to robic, ale nie muszą. Poza tym tłumaczyłam się jedynie ze słowa wykolejenie, które wcześniej  Ci się nie spodobało.  Ale widzę, że to nie było juz tak ważne, liczy się tylko to aby słowo Twoje bylo ostatnim (-;

Poczekajmy aż zwykłego zdiagnozuje jakiś specjalista.

Nie wiem, ale moj terapeuta mówił o dda/ddd jako o zaburzeniu a nie chorobie. Podobno to duża różnica. No ale nie będę sie czepiać (-;

155

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

To jeden biegun, a drugi to te, które ślepną w zwiazkach i nie widzą nawet tego, co inni im pokazują palcem

Nikt przez tyle lat mi nigdy nic nie powiedział, że coś zauważył albo że coś jest nie tak w moim związku. Żona budowała pieczołowicie swój wizerunek przez tyle lat dlatego też jeśli cała sprawa ujrzałaby światło dzienne to rodzina,przyjaciele czy znajomi mieliby ten sam problem co ja. Kim jest ta kobieta? Czy mówi prawdę?Czemu kłamała tyle lat?Czemu grała kogoś innego? Szoku doznaliby wszyscy i nie trzeba być do tego ani uzależnionym ani chorym. Po prostu każdy normalny człowiek reaguje w ten sposób na takie wydarzenie w swoim życiu.

iruda napisał/a:

Jestes DDD, bo miałes taka rodzine, z takimi relacjami, co spowodowało, ze wybrałes taka kobiete, którą postanowiłes "uratowac" (bo biedula miała "przeszłość"). Nie leczone DDA/DDD powoduje takie właśnie powikłania - skłonność do ratowania, wybierania sobie trudnych partnerów, ślepoty na manipulację itp.
Nie pisze tego, żeby Tobie dogryźć, tylko dlatego, ze znam to z autopsji. Jestem DDA i to, co było brane za przejaw mojej dojrzałości i mądrości w zwiazku rozsypało sie w jednej chwili jak bańka mydlana.

Rozmawiamy,dyskutujemy, wymiana poglądów czy doświadczeń to jest to co mnie interesuje. Masz swoje zdanie na ten temat więc czemu miałbym uważać, że mi dogryzasz. Jedyną ,,przeszłością" o której wiedziałem był gwałt i nic innego sobie nie przypominam. Skoro dowiaduję się o takim fakcie od mojej żony,dziewczyny,siostry czy zupełnie obcej kobiety to pierwszy mój odruch jest taki, że bym zaj... sk...I tu wiem co piszę bo miałem taką sytuację w swoim życiu, że byłem zdolny strzelić do jednego z przyszłych gwałcicieli żeby uratować obcą mi dziewczynę przed gwałtem. Chociaż sama się o to prosiła ale to już osobna historia. To też można uznać za skłonność do ratowania czy kompleksu wybawcy? Nie dajmy się zwariować!!! To są normalne ludzkie uczucia,odruchy,zachowania. Współczuję takiej kobiecie,jest mi jej szkoda,chciałbym jej jakoś pomóc i wkurza mnie, że ktoś mógł zrobić coś takiego. Może jest coś ze mną nie tak ale takie jest moje zdanie.

iruda napisał/a:

Oczywiście - ratownik - i ona zrobi to dla Ciebie wink
Ona musi przede wszystkim odczuc, że sama potrzebuje terapii, nie masz co nalegać, to nie Twoja sprawa, tylko jej. Albo bedzie sie leczyc albo nie - jest dorosła i ma wolność wyboru.

Wybrała leczenie i wie, że terapia jest dla niej ratunkiem. Napisałem, że nawet jak się rozstaniemy to i tak będę nalegał żeby kontynuowała terapię bo robi to dla siebie na przyszłość. Dopóki jest ze mną też robi to dla siebie bo jak się to skończy nie wiadomo. Nie wiem czy ,,nowa" żona będzie dla mnie tym kimś kim była ,,poprzednia". Biorąc pod uwagę, że ,,poprzednia" była udawana,wymyślona i wykreowana przez nią samą nie wiem jaka jest naprawdę. Idąc na terapię robi to dla siebie ale skutkiem tej terapii ma być między innymi lepsza przyszłość naszego związku czy poprawa relacji z dzieckiem czy ze mną więc w jakiś sposób jesteśmy w to zamieszani. Taka terapia z tego co czytałem bardzo często kończy się rozpadem związku ze względu na to, że nie było tak naprawdę miłości tylko wyidealizowanie partnera. Mojego męża akceptuje moja rodzina,uwielbiają go moje koleżanki,jest fajny,dowcipny i przystojny,zarabia kasę więc go kocham ( nie pisałem tu o sobie żeby nie było smile.

iruda napisał/a:

Mądry psycholog powie Tobie, że to nie ty jestes problemem (bo taka jest prawda), ale i tak potrzebujesz terapii.
W tej chwili w waszym zwiazku sa chore dwie osoby

Nie wiem czy jestem chory to się okaże ale wiem, że potrzebuję terapii.

iruda napisał/a:

taaaak, poszukaj hasła "romantyczna obsesja" - mnie powalił na łopatki artykuł na ten temat.

A mnie powaliła książka ,,Szantaż emocjonalny". Niekochana72 zareklamowała ją w ten sposób. Świat po przeczytaniu tej książki nigdy nie będzie taki sam. Zamiast chyba w służbie zdrowia powinna pracować w bardziej kreatywnym zawodzie smile. Nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo na moje życie miał wpływ szantaż emocjonalny stosowany przez moją żonę. Nie wiem czy świadomie czy nie. Niektóre sytuacje przytoczone w tej książce pokrywały się z sytuacjami z mojego życia słowo w słowo. Gdy dotarła do mnie skala tego zjawiska w moim małżeństwie z dnia na dzień powiedziałem dość. Naprawiamy czy raczej budujemy od nowa nasz związek więc zmianie ulegną również takie zachowania. Ta książka zmieniła moje spojrzenie na związek i przy zastosowaniu się do porad w niej zawartych stałem się inny. Nie lepszy nie gorszy ale po prostu inny.

Podsumowywując powtórzę jeszcze raz nie dajmy się zwariować. Czytając o tych wszystkich uzależnieniach,współuzależnieniach,chorobach,zaburzeniach można dojść do wniosku, że na tym forum nie ma ani jednej normalnej zdrowej osoby. Hasło ,,dajcie mi człowieka a ja znajdę paragraf" można zamienić na ,, dajcie mi człowieka a ja znajdę uzależnienie,zaburzenie,chorobę". Dla mnie objawem tego czy ktoś jest ,,normalny" czy też nie jest przede wszystkim to ,że człowiek zdaje sobie sprawę ze swoich ułomności,problemów i stara się coś zrobić w tym kierunku żeby pomóc przede wszystkim sobie.

156 Ostatnio edytowany przez iruda (2011-12-03 13:26:14)

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Podsumowywując powtórzę jeszcze raz nie dajmy się zwariować. Czytając o tych wszystkich uzależnieniach,współuzależnieniach,chorobach,zaburzeniach można dojść do wniosku, że na tym forum nie ma ani jednej normalnej zdrowej osoby. Hasło ,,dajcie mi człowieka a ja znajdę paragraf" można zamienić na ,, dajcie mi człowieka a ja znajdę uzależnienie,zaburzenie,chorobę". Dla mnie objawem tego czy ktoś jest ,,normalny" czy też nie jest przede wszystkim to ,że człowiek zdaje sobie sprawę ze swoich ułomności,problemów i stara się coś zrobić w tym kierunku żeby pomóc przede wszystkim sobie.

A zdrowe osoby potrzebują takich forów?
Ja do niedawna nie miałam pojęcia, że takowe w ogóle istnieją wink


banka_wstanka napisał/a:

Nie wiem, ale moj terapeuta mówił o dda/ddd jako o zaburzeniu a nie chorobie. Podobno to duża różnica.

terapeuci mają swój slang
my na grupach opierających sie w zdrowieniu na 12-tu krokach mówimy o tym jako chorobie, a o pomocy - jako o zdrowieniu
generalnie różnica jakościowa dla osób cierpiących zasadnicza: chorobę sie leczy, a zaburzenie - jest i taki jego urok

banka_wstanka napisał/a:

Poza tym tłumaczyłam się jedynie ze słowa wykolejenie, które wcześniej  Ci się nie spodobało.  Ale widzę, że to nie było juz tak ważne, liczy się tylko to aby słowo Twoje bylo ostatnim (-;

Aaaaa bo ja jestem mocna w teorii, gorzej z praktyką wink

157

Odp: demony przeszłości

Zwykly, tak sobie czytam dzisiejszej nocy Twoj watek i mam glowe nabita sprzecznymi uczuciami, z jednej strony Twoja dojrzalosc, milosc i niewatpliwie madre wnioski, ktore wyciagasz z zaistnialej sytuacji, a z drugiej strony, nie rozpamietuj juz wydarzen z przeszlosci, nie obarczaj nikogo na nie wina, chociaz to przykre, wiem, zdrada potrafi zabic najsilniejszego czlowieka, ale czy Wasze pozniejsze zycie nie udowodnilo Ci, ze zona Cie kocha, ze jest Wam ze soba dobrze ? Poza incydentem z nieposprzatanymbiurkiem przez Waszego syna nie zglaszasz innych powazniejszych zastrzezen co dosposobu wychowywania go. Rozdrabniasz sie, taplasz sie w bagienku urazy, poczucia skrzywdzenia, rzdrapujesz rany, o ktorych wprawdzie dowiedziales sie pozno, ale to sie dzialo 15 lat temu .... Wywalaj tu na forum swoje frustracje, zale i krzywdy oraz niesamowicie fajnie wyrazane przemyslenia, ale odpusc sobie rany na psychice za wydarzenia sprzed lat ..... Oceniaj tylko to, co dzisiaj sie dzieje w Waszym zwiazku, a jesli jest ok, to ciesz sie :-) Sprawa relacji Twojej zony z matka, to zupelnie inna bajka ..... Chociaz w pewnien sposob jest z pewnoscia przyczyna zachowan Twojej zony, ale na to to juz tylko sesje z terapeuta pomoga, aby sie Twoja zona oczyscila z toksyn dziecinstwa. Pogody ducha Ci zycze i spokojnego wyrzucenia z glowy tych faktow z przeszlosci. Jestes madrym i dojrzalym czlowiekiem. Sa w zyciu gorsze rzeczy niz zdrada fizyczna.

158

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

A zdrowe osoby potrzebują takich forów?
Ja do niedawna nie miałam pojęcia, że takowe w ogóle istnieją wink

Zdrowe osoby też potrzebują takich forów. To forum to nie tylko zdrada,rozstanie,cierpienie i wszystko co złe nas może w życiu spotkać.

iruda napisał/a:

Aaaaa bo ja jestem mocna w teorii, gorzej z praktyką wink

Nigdzie tak nie napisała banka_wstanka a poza tym z tego co pisze również chodzi na terapię więc nie opiera się tylko na teorii:).

Lilusia50 napisał/a:

Zwykly, tak sobie czytam dzisiejszej nocy Twoj watek i mam glowe nabita sprzecznymi uczuciami,

To dokładnie tak samo jak ja.

Lilusia50 napisał/a:

Rozdrabniasz sie, taplasz sie w bagienku urazy, poczucia skrzywdzenia, rzdrapujesz rany, o ktorych wprawdzie dowiedziales sie pozno, ale to sie dzialo 15 lat temu .... Wywalaj tu na forum swoje frustracje, zale i krzywdy oraz niesamowicie fajnie wyrazane przemyslenia, ale odpusc sobie rany na psychice za wydarzenia sprzed lat ..... Oceniaj tylko to, co dzisiaj sie dzieje w Waszym zwiazku, a jesli jest ok, to ciesz sie :-)

Ale towarzyszą temu sprzeczne uczucia. Jak większości osób które to spotkało.

Lilusia50 napisał/a:

Sprawa relacji Twojej zony z matka, to zupelnie inna bajka ..... Chociaz w pewnien sposob jest z pewnoscia przyczyna zachowan Twojej zony, ale na to to juz tylko sesje z terapeuta pomoga, aby sie Twoja zona oczyscila z toksyn dziecinstwa.

Tutaj mamy jasność sytuacji i wiemy oboje z czym walczymy.

Lilusia50 napisał/a:

Sa w zyciu gorsze rzeczy niz zdrada fizyczna.

Wiem ale... wszystkie te rzeczy bolą,ranią czy dokonują spustoszenia w naszej duszy. A liczy się najbardziej to co jest tu i teraz.

159

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Zdrowe osoby też potrzebują takich forów. To forum to nie tylko zdrada,rozstanie,cierpienie i wszystko co złe nas może w życiu spotkać.

Zdrowe osoby mają zdrowe zasoby i nie szukają pomocy w wirtualu.


iruda napisał/a:

Aaaaa bo ja jestem mocna w teorii, gorzej z praktyką wink

Nigdzie tak nie napisała banka_wstanka a poza tym z tego co pisze również chodzi na terapię więc nie opiera się tylko na teorii:).

Pisałam o sobie i swoim doswiadczeniu - w teorii jestem obcykana, a praktyka zaprowadziła mnie i tutaj i na grupy wsparcia.

Generalnie - tez chciałabym myslec o sobie, że mam malutki problemik i jakies niewielkie zaburzonko, a tylko mój małżonek nadaje sie na terapie i ma prawdziwe zaburzenia, ale od samego zaklinania definicji i poczucia bycia lepszym jeszcze nikt nie wyzdrowiał.
Jak czytam złote rady "porozmawiaj z nim", "powiedz o swoich uczuciach" - to mi sie słabo robi, bo człowiek rozmawia i rozmawia, a jak jest patologiczne kłamstwo wynikające z choroby, to wszystko bierze w łeb i wszystkie tłumaczenia i przeprosiny sa w tej samej bajce.
Niestety, trochę trzeba sie potaplać w przeszłości, zeby sie od tego błota odbić i zacząć budowac nową tożsamość - z tą osobą albo juz samemu.

160

Odp: demony przeszłości

witaj zwykły - niezwykły.... smile

zwykły facet napisał/a:

Nie wiem czy jestem chory to się okaże ale wiem, że potrzebuję terapii.

ja też nie jestem ci w stanie powiedzieć, czy potrzebujesz terapii, czy po prostu przegadania tego wszystkiego z terapeutą..
nie byłoby źle gdybyś się wybrał, wygadał, wysłuchał... ten wątek ci tego nie zastąpi

zwykły facet napisał/a:

Wczoraj zapytałem ją czy mnie kiedykolwiek kochała. Czy wystarczyło jej to, że ja kochałem ją i ją akceptowałem. W odpowiedzi usłyszałem, że mogę ją nazwać wredną fałszywą suką,dziwką i czymkolwiek innym bo wie, że sobie na to zasłużyła ale nigdy mam nie podważać jej uczucia do mnie. Może to prawda...może trzeba poczekać aż nadejdzie ,,pojutrze".

mam nadzieję, że tego nie podważasz, bo to dobitne i szczere wyrażenie uczuć...

iruda napisał/a:
zwykły facet napisał/a:

Zdrowe osoby też potrzebują takich forów. To forum to nie tylko zdrada,rozstanie,cierpienie i wszystko co złe nas może w życiu spotkać.

Zdrowe osoby mają zdrowe zasoby i nie szukają pomocy w wirtualu.

to forum to nie tylko szukanie pomocy, to też miejsce spotkań, rozmowy, humor, gadanie o codzienności...
nie przesadzajmy... są tu też tacy, którzy nie przyszli po pomoc, a na pogaduchy

pozdrawiam

161 Ostatnio edytowany przez iruda (2011-12-06 16:47:03)

Odp: demony przeszłości
katbe napisał/a:

to forum to nie tylko szukanie pomocy, to też miejsce spotkań, rozmowy, humor, gadanie o codzienności...
nie przesadzajmy... są tu też tacy, którzy nie przyszli po pomoc, a na pogaduchy

pozdrawiam

pogaduchy w dziale "TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI" ????
fajne hobby, na cudzym cierpieniu, nie ma co...



katbe napisał/a:
zwykły facet napisał/a:

Wczoraj zapytałem ją czy mnie kiedykolwiek kochała. Czy wystarczyło jej to, że ja kochałem ją i ją akceptowałem. W odpowiedzi usłyszałem, że mogę ją nazwać wredną fałszywą suką,dziwką i czymkolwiek innym bo wie, że sobie na to zasłużyła ale nigdy mam nie podważać jej uczucia do mnie. Może to prawda...może trzeba poczekać aż nadejdzie ,,pojutrze".

mam nadzieję, że tego nie podważasz, bo to dobitne i szczere wyrażenie uczuć...

Skąd takie idealistyczne przekonanie, ze akurat to wyznanie było szczere? A moze było tak samo nieszczere jak wszystkie poprzednie?
Fajnie by było, gdyby na końcu mozna było dopisac "i zyli długo i szczęśliwie", ale jedyne, co jest w tej chwili pewne w tym zwiazku, to to, że "czas pokaże"

162 Ostatnio edytowany przez katbe (2011-12-06 17:40:46)

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

pogaduchy w dziale "TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI" ????
fajne hobby, na cudzym cierpieniu, nie ma co...

zostawię to może bez komentarza.... sad:(

Iruda, ja mam w swoim sercu spokój, nie jestem DDA, żyję 25 lat w szczęśliwym małżeństwie, kocham i jestem kochana i być może masz rację, że niepotrzebnie udzielam się w tym wątku. Z pewnością ty doradzisz lepiej. Ja nie mam podobnych doświadczeń, mogę tylko teoretyzować i mieć swoje idealistyczne przekonanie, że niektórzy ludzie, którzy popełnili błędy, mogą chcieć je naprawić i szczerze żałować.
No cóż... niepoprawna optymistka ze mnie...

twoją odpowiedź odebrałam jako delikatne "spadaj"... żeby nie było niedomówień.... smile
ale generalnie.... może masz rację

163

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

pogaduchy w dziale "TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI" ????
fajne hobby, na cudzym cierpieniu, nie ma co...

Żeby porozmawiać o cudzym cierpieniu nie trzeba być jego świadkiem ani tym bardziej przeżyć coś takiego samemu. Jak sama zauważyłaś ten dział jest jednym z wielu na tym forum więc udzielają się też ludzie bez żadnych doświadczeń typu zdrada,zazdrość,nałogi. Sam piszę w innych działach w wątkach w których mam coś do powiedzenia. Doświadczenie życiowe,czasami mądrość, czasami zwykła chęć pomocy każdego z nas znajduje ujście w wielu wpisach na tym forum. Zamykanie się na różne spojrzenia w danym temacie jest złe. Jeśli ktoś ma do powiedzenia coś mądrego czy po prostu zwykłe życzę powodzenia które też się przydaje to jak najbardziej chcę go wysłuchać. Przemawia przez Ciebie jakaś gorycz albo masz po prostu ciężki dzień smile.

katbe napisał/a:

Iruda, ja mam w swoim sercu spokój, nie jestem DDA, żyję 25 lat w szczęśliwym małżeństwie, kocham i jestem kochana i być może masz rację, że niepotrzebnie udzielam się w tym wątku. Z pewnością ty doradzisz lepiej. Ja nie mam podobnych doświadczeń, mogę tylko teoretyzować i mieć swoje idealistyczne przekonanie, że niektórzy ludzie, którzy popełnili błędy, mogą chcieć je naprawić i szczerze żałować.
No cóż... niepoprawna optymistka ze mnie...

twoją odpowiedź odebrałam jako delikatne "spadaj"... żeby nie było niedomówień.... smile
ale generalnie.... może masz rację

Iruda ma bardzo dużo racji ale akurat nie w tym przypadku smile.

iruda napisał/a:

Skąd takie idealistyczne przekonanie, ze akurat to wyznanie było szczere? A moze było tak samo nieszczere jak wszystkie poprzednie?

I to jest coś co zabija związek z takimi problemami jak nasz. Kłamała tyle lat więc czemu nagle miałaby nie kłamać teraz. Do stracenia moja żona nie ma nic. Albo nie uwierzę i się rozejdziemy albo uwierzę i ,,żyli długo i szczęśliwie".

iruda napisał/a:

Fajnie by było, gdyby na końcu mozna było dopisac "i zyli długo i szczęśliwie", ale jedyne, co jest w tej chwili pewne w tym zwiazku, to to, że "czas pokaże"

A tutaj ma baaaaardzo duuuużo racji smile.

164

Odp: demony przeszłości
katbe napisał/a:

Z pewnością ty doradzisz lepiej

dobra, nie odgryzaj sie, to nie zabawa w moje lepsze

Ja nie mam podobnych doświadczeń, mogę tylko teoretyzować i mieć swoje idealistyczne przekonanie, że niektórzy ludzie, którzy popełnili błędy, mogą chcieć je naprawić i szczerze żałować.
No cóż... niepoprawna optymistka ze mnie...

Ja nie mam w tej chwili takich ideałów, bo moje "idealne" 15-letnie małżenstwo okazało sie oparte na kłamstwie, moich slepych przekonaniach i naiwnej wierze, że "nam sie udało".

Ale za to wierzę w to, ze dzieki terapii i cięzkiej pracy moze uda nam sie to jakoś posklejac i dalsze życie bedzie oparte na wzajemnym szacunku i przyjaźni

Szczera żałość bez terapii jest do kitu, to tylko słowa, słowa, słowa...
Poza tym w tym wątku to nie "błędy" typu pojedynczy głupi wyskok, tylko cały skomplikowany system zakłamania, a kolejne puzzle wyskakują co drugi dzień.

twoją odpowiedź odebrałam jako delikatne "spadaj"... żeby nie było
niedomówień.... smile
ale generalnie.... może masz rację

Przepraszam, nie miało to tak zabrzmiec.
Ale tu trzeba spokoju, a nie hurraoptymizmu

165

Odp: demony przeszłości

Po wielu fajnych miesiącach mojego związku nadszedł dół a wtedy zaglądam na forum.Tym razem przeczytałem w Twoim wątku swoją historię. Klawiatura zalana łzami. Nawet nie wiesz jak doskonale Cię rozumiem. Nie doczytałem wszystkiego , bo nie daję rady , zbyt dokładnie  widzę swoją historię i zbyt silne uczucia się pojawiły. Trudno tu o pocieszenie, naprawdę trudno.Ja już się nie zastanawiam  CZY da się  z tym żyć , tylko JAK DŁUGO  jeszcze da się z tym żyć żeby nie  zwariować . Chyba łatwiej  byłoby żyć po "wyrównaniu rachunków" na zasadzie wyrównania ilości partnerów seksualnych , tylko że  wtedy sam na siebie nie mógłbym spojrzeć  w lustro.Ciekawe ,czy  wówczas żona będzie rozumiała argumenty , których wcześniej używała.  Też bym powiedział że "to nie ma dla mnie  żadnego znaczenia" "popełniłem błąd" "przepraszam" "byłem głupi"  i  oczekiwałbym  wyrozumiałości za to ,że prawda wychodzi ze mnie w kawałkach i tylko wówczas , gdy zostanę przyparty do muru i ktoś mi udowodni kłamstwo,albo wyrwę żonie z ręki tabletki którymi się chciała zabić w środku nocy, bo nie może się pogodzić z moją przeszłością. A to wszystko  ZAMIAST uśmiechu na twarzy małżonki ,że  po takiej  ilości zaliczonych panienek i wyrównanych rachunkach moralnych , powinno mi się łatwiej żyć. Pary chyba powinny się  dobierać na innych zasadach , niż to jest  ogólnie przyjęte. Skoro  ktoś się puszcza , to niech znajdzie sobie partnera z podobnym przebiegiem  i  podobnymi zasadami moralnymi wtedy będą siebie warci. Związek  zbudowany na kłamstwie tak jak Twój i mój niewiele ma wspólnego ze szczęściem. Smutne to wszystko...

166

Odp: demony przeszłości
marcin_rc10 napisał/a:

Po wielu fajnych miesiącach mojego związku nadszedł dół a wtedy zaglądam na forum.Tym razem przeczytałem w Twoim wątku swoją historię. Klawiatura zalana łzami. Nawet nie wiesz jak doskonale Cię rozumiem. Nie doczytałem wszystkiego , bo nie daję rady , zbyt dokładnie  widzę swoją historię i zbyt silne uczucia się pojawiły. Trudno tu o pocieszenie, naprawdę trudno.Ja już się nie zastanawiam  CZY da się  z tym żyć , tylko JAK DŁUGO  jeszcze da się z tym żyć żeby nie  zwariować . Chyba łatwiej  byłoby żyć po "wyrównaniu rachunków" na zasadzie wyrównania ilości partnerów seksualnych , tylko że  wtedy sam na siebie nie mógłbym spojrzeć  w lustro.Ciekawe ,czy  wówczas żona będzie rozumiała argumenty , których wcześniej używała.  Też bym powiedział że "to nie ma dla mnie  żadnego znaczenia" "popełniłem błąd" "przepraszam" "byłem głupi"  i  oczekiwałbym  wyrozumiałości za to ,że prawda wychodzi ze mnie w kawałkach i tylko wówczas , gdy zostanę przyparty do muru i ktoś mi udowodni kłamstwo,albo wyrwę żonie z ręki tabletki którymi się chciała zabić w środku nocy, bo nie może się pogodzić z moją przeszłością. A to wszystko  ZAMIAST uśmiechu na twarzy małżonki ,że  po takiej  ilości zaliczonych panienek i wyrównanych rachunkach moralnych , powinno mi się łatwiej żyć. Pary chyba powinny się  dobierać na innych zasadach , niż to jest  ogólnie przyjęte. Skoro  ktoś się puszcza , to niech znajdzie sobie partnera z podobnym przebiegiem  i  podobnymi zasadami moralnymi wtedy będą siebie warci. Związek  zbudowany na kłamstwie tak jak Twój i mój niewiele ma wspólnego ze szczęściem. Smutne to wszystko...

W życiu nic nie jest proste a szczęście...każdy ma chyba inną definicję tego pojęcia. To jakaś świeża historia? Bo reagujesz bardzo emocjonalnie? Co do dobierania się par to powiem Ci tak. Nie ożeniłbym się z moją żoną gdybym wiedział o jej przeszłości a zwłaszcza z tamtym moim podejściem do życia wtedy sprzed 15 laty. Z perspektywy czasu nie żałuję, że stało się tak a nie inaczej. Gdybym żałował nie walczyłbym bo nie miałbym nic do stracenia. Kolejne pytanie rodzi kolejną odpowiedź która zmienia mój sposób postrzegania pewnych spraw,zachowań czy codziennego życia mojej żony. W pogoni za prawdą zacząłem sam kręcić się wokół doznanej krzywdy,upokorzenia,zawiedzionego zaufania i wszystkich negatywnych uczuć jakie sobie można wyobrazić. Prawda jest taka, że nie miało prawa się wydarzyć coś takiego w moim życiu. Ale się wydarzyło. I przychodzi czas kiedy zadajesz sobie pytanie co dalej? Dam radę nie dam rady?Poradzę sobie czy też nie?Będę w stanie znieść to czy też nie?Dziesiątki razy byłem przekonany, że dam radę po to żeby następnego dnia zacząć się  rozglądać za wynajęciem mieszkania bo dłużej tego nie zniosę. Zdanie przeczytane gdzieś na tym forum ,,trzeba dać czasowi czas" jest jedynym wyjściem w mojej sytuacji i być może Twojej. Gdybym odszedł natychmiast do czego miałem prawo nie poznałbym dalszej prawdy. Nie poznałbym przyczyn takich zachowań. Żyłbym karmiąc się nienawiścią do byłej żony i wszystkich kobiet wokół generalizując, że wszystkie są takie same. Mój świat wyglądałby zupełnie inaczej. A teraz wygląda tak, że terapia żony przynosi skutek wręcz chwilami szokujący dla mnie. Zaczynam życie z ,,nową żoną" i daję czasowi czas...nigdy nie przestałem jej kochać więc mnie może było łatwiej.

167 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-12-16 20:49:20)

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:
zwykły facet napisał/a:

Pierwsze kilka razy kazałem jej przynosić zaświadczenie, że tam była z pieczątką poradni i lekarza. To było dla mnie  zachowanie uwłaczające mnie jako mężowi który musi mieć papier bo nie wierzy swojej żonie ale wiedziałem, że nie mam innego wyjścia.

No, chłopie! A Ty i Twoja terapia??????

Długo tak nie zajedziesz, i tak juz Ci sie pali rezerwa.

Kontrola jest najgorszą rzeczą, jaką sie robi sobie i małzonkowi.

Dla rodzin jest zawsze ważne hasło "zrozum, że to choroba i zajmij sie sobą". Ty musisz być max poskładany, aby w razie czego - nie przeszkadzac w zdrowieniu, a jakby co - poradzic sobie samemu.

Nie jedna osoba na Twoim wątku napisała Ci, że jest pod wrażeniem Twojej dojrzałości. Imponujesz wszystkim swoim spokojem, tym, że zawsze kierujesz się wartościami, które są dla Ciebie najważniejsze: miłość, prawda, szacunek.

To sa pozory, to nie dojrzalośc, tylko czarna rozpacz.
I wartości - wprost z romansideł.
Teraz juz wiadomo - także DDD, bo wpływ toksycznej matki jest duży.

Przepraszam Cię. Z jakiegoś powodu nie trafiała do mnie subskrypcja postów sad
Iruda ma absolutną rację - TERAZ TY.
Chyba przesłałam Ci "Koniec współuzależnienia" - przeczytaj jeszcze raz, dokładnie. To pozycja, do której należy wracać.
No niestety - tak jak juz kiedyś Ci pisałam: Jeśli nie ma woli leczenia się  u osoby zaburzonej - nie będzie żadnych efektów.  Nic nie da, że Ty chcesz za Was oboje. Ona sama musi CHCIEĆ.
Pora walczyć o SIEBIE. TY jesteś NAJWAŻNIEJSZY.

iruda napisał/a:
banka_wstanka napisał/a:

Chodziło mi o to, że osoby DD mają skłonnosci do patologicznego kłamstwa, zdrady, rozwiązłość seksualnej.

To jeden biegun, a drugi to te, które ślepną w zwiazkach i nie widzą nawet tego, co inni im pokazują palcem


Czy mogłem zauważyć, że jestem manipulowany? Pewnie tak gdybym zwrócił uwagę na rzeczy na które nie zwracałem. Musiałbym zacząć grzebać w jej przeszłości zacząć sprawdzać na każdym kroku. Nie robiłem tego bo ufałem i wierzyłem. Chyba bardziej pasuje tu określenie naiwniak. Manipuluje swoim współmałżonkiem każdy kto dopuszcza się zdrady. Wiele tu jest takich kobiet i facetów również. Żadnej z tych osób nie przyszło do głowy, że coś może być nie tak. Więc  nie każdy jest DDD z tego powodu,że komuś ufał i wierzył.

Jestes DDD, bo miałes taka rodzine, z takimi relacjami, co spowodowało, ze wybrałes taka kobiete, którą postanowiłes "uratowac" (bo biedula miała "przeszłość"). Nie leczone DDA/DDD powoduje takie właśnie powikłania - skłonność do ratowania, wybierania sobie trudnych partnerów, ślepoty na manipulację itp.
Nie pisze tego, żeby Tobie dogryźć, tylko dlatego, ze znam to z autopsji. Jestem DDA i to, co było brane za przejaw mojej dojrzałości i mądrości w zwiazku rozsypało sie w jednej chwili jak bańka mydlana.


Moja żona jest chora i potrzebuje pomocy. Więc nawet jeśli się rozstaniemy to i tak będę nalegał żeby nie przerywała terapii.

Oczywiście - ratownik - i ona zrobi to dla Ciebie wink
Ona musi przede wszystkim odczuc, że sama potrzebuje terapii, nie masz co nalegać, to nie Twoja sprawa, tylko jej. Albo bedzie sie leczyc albo nie - jest dorosła i ma wolność wyboru.

Znalazłem już psychologa i pójdę porozmawiać na ten temat. Jeśli to ja jestem też problemem to podejmę terapię.

Mądry psycholog powie Tobie, że to nie ty jestes problemem (bo taka jest prawda), ale i tak potrzebujesz terapii.
W tej chwili w waszym zwiazku sa chore dwie osoby

Być może to są wartości z romansideł ale ja z nimi się identyfikuję i dla mnie są ważne.

taaaak, poszukaj hasła "romantyczna obsesja" - mnie powalił na łopatki artykuł na ten temat.

Oj, ZWYKŁY... Jestem ZŁA  na Ciebie. Bardzo zła. Znów zrobiłeś krok do tyłu. Przepraszam, że tak piszę, ale troszkę juz się znamy, prawda? Zapierałeś i wcześniej przed przyjęciem pewnych rzeczy. Powoli docierało, więc wierzę, że i teraz przetrawisz i przyjmiesz do wiadomości.
Uważam, że mogę tak do Ciebie napisać - bo sama w takim miejscu sterczałam i tupałam nogami. Tak!
Tak sie dzieje, gdy czujemy się bezradni. Gdy wiemy, że zrobiliśmy wszystko, co możliwe i walimi głową w mur. Bo ona/on NIE CHCE. Więc jakoś to MUSIMY usprawiedliwić/zracjonalizować. Bo co będzie, jeśli tego nie zrobimy? Trzeba będzie podjąć DECYZJĘ. Decyzję, która jest bolesna.
Iruda (jak zwykle) wali prawdę między oczy. SZACUNEK za to.
I zgadzam się absolutnie, że w pewnych wątkach nie powinny sie wypowiadać osoby nie zorientowane w temacie. Można w ten sposób więcej szkody niż pożytku spowodować. Tu nie wystarczą tylko dobre chęci. Wiedza i doświadczenie jest potrzebne.

Kochany - jesteś mądrym człowiekiem. Mężczyzną mądrym smile Moja rada - terapia dla Ciebie. I czytać proszę "Koniec współuzależnienia". To moja prywatna Biblia. Tobie też polecam.
A jak juz tak ładnie o mnie napisałeś:

zwykły facet napisał/a:

A mnie powaliła książka ,,Szantaż emocjonalny". Niekochana72 zareklamowała ją w ten sposób. Świat po przeczytaniu tej książki nigdy nie będzie taki sam. Zamiast chyba w służbie zdrowia powinna pracować w bardziej kreatywnym zawodzie smile.

To o "Koniec uzależnienia" kiedyś napisałam: "Ta książka otworzyła mi oczy. Moje uparcie zamknięte oczy przy czytaniu tej książki zostały otwarte. W jaki sposób? To było jak przeciągnięcie żyletką po tych zamkniętych powiekach. Nie pozwoliłam juz im się zamknąć".
Ty też nie pozwól swoim być WCIĄŻ ZAMKNIĘTYMI. Bo zwykły - nadal SĄ ZAMKNIĘTE. Na chwilę je otworzyłeś. I znów ZAMKNĄŁEŚ. Pora je otworzyć na zawsze.

168

Odp: demony przeszłości
niekochana napisał/a:

I zgadzam się absolutnie, że w pewnych wątkach nie powinny sie wypowiadać osoby nie zorientowane w temacie. Można w ten sposób więcej szkody niż pożytku spowodować. Tu nie wystarczą tylko dobre chęci. Wiedza i doświadczenie jest potrzebne.

Odpowiedzią na Twoje wypraszanie osób "z pewnych wątków" i ograniczanie ich uczestnictwa w tych wątkach, niech będzie wypowiedź samego autora tego wątku skierowana do IRUDY:

zwykły facet napisał/a:

Żeby porozmawiać o cudzym cierpieniu nie trzeba być jego świadkiem ani tym bardziej przeżyć coś takiego samemu. Jak sama zauważyłaś ten dział jest jednym z wielu na tym forum więc udzielają się też ludzie bez żadnych doświadczeń typu zdrada,zazdrość,nałogi. Sam piszę w innych działach w wątkach w których mam coś do powiedzenia. Doświadczenie życiowe,czasami mądrość, czasami zwykła chęć pomocy każdego z nas znajduje ujście w wielu wpisach na tym forum. Zamykanie się na różne spojrzenia w danym temacie jest złe. Jeśli ktoś ma do powiedzenia coś mądrego czy po prostu zwykłe życzę powodzenia które też się przydaje to jak najbardziej chcę go wysłuchać.

Ponadto, nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe...    hmm

169 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-12-16 23:24:21)

Odp: demony przeszłości
żyworódka napisał/a:
niekochana napisał/a:

I zgadzam się absolutnie, że w pewnych wątkach nie powinny sie wypowiadać osoby nie zorientowane w temacie. Można w ten sposób więcej szkody niż pożytku spowodować. Tu nie wystarczą tylko dobre chęci. Wiedza i doświadczenie jest potrzebne.

Odpowiedzią na Twoje wypraszanie osób "z pewnych wątków" i ograniczanie ich uczestnictwa w tych wątkach, niech będzie wypowiedź samego autora tego wątku skierowana do IRUDY:

zwykły facet napisał/a:

Żeby porozmawiać o cudzym cierpieniu nie trzeba być jego świadkiem ani tym bardziej przeżyć coś takiego samemu. Jak sama zauważyłaś ten dział jest jednym z wielu na tym forum więc udzielają się też ludzie bez żadnych doświadczeń typu zdrada,zazdrość,nałogi. Sam piszę w innych działach w wątkach w których mam coś do powiedzenia. Doświadczenie życiowe,czasami mądrość, czasami zwykła chęć pomocy każdego z nas znajduje ujście w wielu wpisach na tym forum. Zamykanie się na różne spojrzenia w danym temacie jest złe. Jeśli ktoś ma do powiedzenia coś mądrego czy po prostu zwykłe życzę powodzenia które też się przydaje to jak najbardziej chcę go wysłuchać.

Ponadto, nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe...    hmm

Może Cię to zdziwi, ale nie zmienię zdania.
Zanim napisałam, co napisałam - przeczytałam post zwykłego faceta smile Zresztą jak pewnie zauważyłaś - On sam napisał "Jeśli ktoś ma do powiedzenia coś mądrego" - i ja o tym właśnie pisałam smile
Czytam wszystkie posty ZANIM się wypowiem. I zdania nie zmieniam.
P.S. Zawsze można liczyć na Twoją obecność, gdy tylko się skrytykuje kogoś, kto Cię pochwali. Bardzo przewidywalna jesteś smile
Pozdrawiam smile

I jak wiele Twój post wniósł do problemu.  Brawo!

170

Odp: demony przeszłości

Zacząłem chodzić na terapię. Żony nie zmuszam do terapii jakieś przekłamanie się wkradło chyba bo jakoś opacznie to zrozumiałyście:). Chce to chodzi nie będzie chciała to nie będzie chodzić. Jej sprawa a ja mogę ją tylko wspierać w kolejnym etapie leczenia i tylko wtedy kiedy będą chęci z jej strony. Nie zawrócę kijem Wisły i nie naprawię całego świata. Chciałem na początku wymusić pierwsze wizyty u psychologa bo to była jedyna droga do uratowania tego małżeństwa. Bez żadnych zmian nasze małżeństwo nie miało sensu. Nie będzie tak jak do tej pory i do tego moja żona musi też dojrzeć. Czy jej to będzie pasowało nie wiem. Czy ,,nowa żona" będzie pasowała mnie też nie wiem ale zmiany które zaszły do tej pory w naszym związku mogą wskazywać na to, że idzie to w dobrym kierunku. Jej błędy są aż nadto wyeksponowane ale moje których też było kilka uszły mojej uwadze. A jeśli nie uszły to robiłem dużo żeby tak się stało. Sam idealizowałem jej obraz w swojej głowie gdzie w życiu prywatnym czy zawodowym jestem bardzo daleki od takich zachowań. Zaczynamy od nowa. Ja poznając ją jako ,,nową żonę" a ona poznając nowego mnie. Dzisiaj byłem u znajomych ( sam co kiedyś było nie do pomyślenie niemalże ) których nie widziałem jakieś trzy miesiące. Żona mojego kolegi powiedziała mi, że się zmieniłem. Nie wie jak to określić ale jestem jakiś inny.
Stwierdziła, że pewne moje uwagi,odpowiedzi dotyczące ogólnie związku czy mojej żony wywołały u niej pozytywny szok. Pierwsze reakcje są widoczne na zewnątrz:). Co będzie jak nam się nie uda? Będą dalsze zmiany w naszym życiu. Nie odbieram tego tak, że to będzie koniec świata chociaż kiedyś tak myślałem. Co nam życie przyniesie czas pokaże. Ale uważam, że jeśli możemy mieć jakiś minimalny chociaż wpływ  na to co nam zaserwuje życie to trzeba zrobić wszystko żeby zapodało nam coś czego chcemy. A ja czego chcę...? Jak zmieniają się nasze pragnienia,marzenia,życzenia w zależności od sytuacji w jakiej się znajdujemy...:)

171

Odp: demony przeszłości

Zrobiles wreszcie prawdziwy pierwszy krok.
Trzymam kciuki !!!!

172

Odp: demony przeszłości

Brawo za decyzję odnośnie pójścia na terapię. To ogromny krok do przodu smile

Będę mocno ściskać kciuki. Odzywaj się raz na jakiś czas.

173 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2011-12-17 17:38:56)

Odp: demony przeszłości
niekochana72 napisał/a:
żyworódka napisał/a:
niekochana napisał/a:

I zgadzam się absolutnie, że w pewnych wątkach nie powinny sie wypowiadać osoby nie zorientowane w temacie. Można w ten sposób więcej szkody niż pożytku spowodować. Tu nie wystarczą tylko dobre chęci. Wiedza i doświadczenie jest potrzebne.

Odpowiedzią na Twoje wypraszanie osób "z pewnych wątków" i ograniczanie ich uczestnictwa w tych wątkach, niech będzie wypowiedź samego autora tego wątku skierowana do IRUDY:

zwykły facet napisał/a:

Żeby porozmawiać o cudzym cierpieniu nie trzeba być jego świadkiem ani tym bardziej przeżyć coś takiego samemu. Jak sama zauważyłaś ten dział jest jednym z wielu na tym forum więc udzielają się też ludzie bez żadnych doświadczeń typu zdrada,zazdrość,nałogi. Sam piszę w innych działach w wątkach w których mam coś do powiedzenia. Doświadczenie życiowe,czasami mądrość, czasami zwykła chęć pomocy każdego z nas znajduje ujście w wielu wpisach na tym forum. Zamykanie się na różne spojrzenia w danym temacie jest złe. Jeśli ktoś ma do powiedzenia coś mądrego czy po prostu zwykłe życzę powodzenia które też się przydaje to jak najbardziej chcę go wysłuchać.

Ponadto, nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe...    hmm

Może Cię to zdziwi, ale nie zmienię zdania.
Zanim napisałam, co napisałam - przeczytałam post zwykłego faceta smile Zresztą jak pewnie zauważyłaś - On sam napisał "Jeśli ktoś ma do powiedzenia coś mądrego" - i ja o tym właśnie pisałam smile
Czytam wszystkie posty ZANIM się wypowiem. I zdania nie zmieniam.
P.S. Zawsze można liczyć na Twoją obecność, gdy tylko się skrytykuje kogoś, kto Cię pochwali. Bardzo przewidywalna jesteś smile
Pozdrawiam smile

I jak wiele Twój post wniósł do problemu.  Brawo!

Nie masz uprawnień do wypraszania  userów z uczestniczenia w wątkach bez względu na tematykę (a nie pierwszy raz Ci się to zdarza) tylko dlatego, że masz o sobie tak wielkie mniemanie ? że "wiedza i doświadczenie", a inni to nie.
Ciebie też chwalą i sama też, ale ja nie wytykam Ci tego. Jednakże w żaden sposób nie czyni Cię to ekspertem. Jestem wyczulona na lekceważące traktowanie ludzi, czego jesteś przykładem, a Twoje uwagi odnoszę również do siebie, bo też się wypowiadałam w tym wątku! Zatem osobiście czuję się dotknięta. Sam autor wątku nie lekceważy żadnych wypowiedzi i wysłuchuje nawet tych forumowiczów, którzy wg Ciebie wykazują się brakiem osobistego "doświadczenia i wiedzy" w problemach go dotyczących, więc nie nad interpretuj jego wypowiedzi.

Ja w przeciwieństwie do Ciebie raczej zachęcam, do aktywnego uczestniczenia w życiu forum. Każda opinia jest warta przeczytania, zatem nie sugeruj stworzenia "zamkniętego kręgu" dla wybranych przez Ciebie osób.
Aaa...i dziękuję za brawa, chociaż ja nie szukam poklasku.
Również pozdrawiam smile i pomimo propozycji wprowadzenia ograniczeń nadal będę wypowiadała się w tym wątku. smile

zwykły facet napisał/a:

(...)zmiany które zaszły do tej pory w naszym związku mogą wskazywać na to, że idzie to w dobrym kierunku(...)
(...)Dzisiaj byłem u znajomych ( sam co kiedyś było nie do pomyślenie niemalże ) których nie widziałem jakieś trzy miesiące. Żona mojego kolegi powiedziała mi, że się zmieniłem. Nie wie jak to określić ale jestem jakiś inny. Stwierdziła, że pewne moje uwagi,
odpowiedzi dotyczące ogólnie związku czy mojej żony wywołały u niej pozytywny szok. Pierwsze reakcje są widoczne na zewnątrz:). (...)

Musiały faktycznie nastąpić, w Twoim w zachowaniu widoczne zmiany (pozytywne), skoro znajoma je zauważyła. Oboje z żoną idziecie ku "nowemu" w Waszym związku, zatem bądź dobrej myśli, że się UDA.

zwykły facet napisał/a:

(...)zmieniają się nasze pragnienia,marzenia,życzenia w zależności od sytuacji w jakiej się znajdujemy.

O tak! Bardzo mądre stwierdzenie, bo WSZYSTKO zmienia się w czasie i przestrzeni.
A nasz punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.
Trzymam kciuki. smile

EDIT:

Ponieważ święta tuż, tuż, to:
" Przemiłej chwili podczas Wigilii,
marzeń spełnienia w DNIU BOŻEGO NARODZENIA
wrażeń moc w Sylwestrową noc
dużo uroku w nadchodzącym Nowym roku..."
przesyłam dla całej Twojej rodzinki...a przy okazji dla WSZYSTKICH userów, którzy zajrzą do Twojego wątku.  smile  smile  smile

174 Ostatnio edytowany przez amarek (2011-12-17 20:04:49)

Odp: demony przeszłości

Witam.:)

Zwykły facet, Twój wątek czytam od momentu "wejścia na forum". Postanowiłem napisać, chociaż niekoniecznie będzie się to odnosiło personalnie tylko do Ciebie.;)
Wykorzystam fakt, że to wątek założony przez mężczyznę i w przypadku nieporozumień łatwiej będzie sobie to wyjaśnić.:P

Zapoznałem się z historiami zbliżonymi do Twojej (co do skutków), ale z kobiecego punktu widzenia.
Dzięki Paniom uzyskałem wiedzę, fachowe materiały i zachętę do samodzielnego poznawawania tematu.
Ja mam inne doświadczenia życiowe, chociaż jak teraz to oceniam, bardzo hardcorowe.

Poza tym odkryłem, a w zasadzie nazwałem dwa przypadki w swojej rodzinie bliźniaczo podobne do Twojego.
Jeden zmierza do finału, ze względu na wiek tego małżeństwa (staż ponad 40-letni), drugi trwa i jak mówił klasyk "trwa mać" (staż 20 lat). W tym związku, dzieci mimo że pozornie mają "fajne i szczęśliwe" dzieciństwo, przeżywają traumę.

Mało piszesz o tym jak Oboje "kształtujecie" swoim postępowaniem przyszłość i psychikę syna.
On chłonie jak "gąbka" i z pewnością "to odda".:(

Co do korzystania z porad specjalistów, udziału w terapiach, warsztatach, grupach wsparcia, są cenne.
Podobnie jak to co znajdujesz w fachowej literaturze.
Kwestia uzależnień od alkoholu, środków psychotropowych, seksu, przemocy fizycznej i psychicznej itd. wymaga pomocy z zewnątrz,
bo dysfunkcjonalna rodzina raczej (na pewno) sama sobie nie poradzi.

Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, że niepowodzenia w związkach trzeba szukać w dysfunkcjonalnej rodzinie.

Kto z nas urodził się i wychował w "normalnej", "idealnej", "niedysfunkcjonalnej" rodzinie. Proszę o wiarygodną, nie do podważenia definicję.

Związki tworzą nieidealne kobiety i nieidealni mężczyźni. To jakim cudem ich związki miałyby być idealne, a dzieci z nich pochodzące
pozbawione jakichkolwiek przykrych, czy nawet traumatycznych przeżyć?!

TO UTOPIA I PRETEKST DLA WYTŁUMACZENIA NIEPOWODZEŃ I KLĘSK ŻYCIOWYCH. Każdy znajdzie we wspomnieniach z dzieciństwa coś, czym może wytłumaczyć dosłownie wszystko.

Wbrew temu co teraz napiszę, nie jestem ortodoksyjnym wyznawcą czegokolwiek, chociaż wierzę w ludzi i to COŚ (Bóg).
Wyznaję dwie zasady, które mogą i Tobie pomóc.

1. "Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego", ni mniej, ni więcej.
2. Nie do zaakceptowania dla mnie jest jakikolwiek związek międzyludzki (rodzinny,hetero, homo, przyjacielski, koleżeński itp.)
        opierający się na kłamstwie, braku zaufania, czy też zdradzie.

WYBACZAM WSZYSTKO- no prawie.;)
NIE ZAPOMINAM NIGDY- no prawie.;)

Wbrew temu co w wielu wypowiedziach na forum czytam, tak ludzie są "skonstruowani".
Jeżeli piszą że jest inaczej, to nadal okłamują siebie i próbują okłamać innych. To się chyba nazywa- próbą zaczarowania rzeczywistości.

Chciałem napisać więcej, ale już "przegiąłem".:P

Nie wspominałem o szczegółach Twojego problemu, bo zgodnie z zasadą "dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie", Ty jesteś Swoim
najlepszym sędzią, prokuratorem i adwokatem. smile

Nie chciałem Ci też "dokopać". Podejrzewam że "wytrącenie z orbity" na której jesteś, bardziej by Ciebie unieszczęśliwiło, niż obecny stan działania, naprawiania, sklejania i trwania w złudzeniach.;)

P.S. Życie mnie chwilowo unieruchomiło (unieszczęśliwiło) i mogłem sobie pozwolić na to wodolejstwo.
       Poza tym podejrzewam, że Twój przypadek i bliźniaczo podobna sytuacja mojego kuzyna, to NEVERENDING STORY.
       Dlatego nie liczę na dożycie ich zakończenia. OBYM SIĘ MYLIŁ.

Pozdrawiam i życzę Tobie, Twoim bliskim i zaglądającym tutaj Wspaniałych Świąt.:)

175

Odp: demony przeszłości
amarek napisał/a:

Witam.:)
Poza tym odkryłem, a w zasadzie nazwałem dwa przypadki w swojej rodzinie bliźniaczo podobne do Twojego.
Jeden zmierza do finału, ze względu na wiek tego małżeństwa (staż ponad 40-letni), drugi trwa i jak mówił klasyk "trwa mać" (staż 20 lat). W tym związku, dzieci mimo że pozornie mają "fajne i szczęśliwe" dzieciństwo, przeżywają traumę.

A ja myślałem, że mój przypadek jest taki wyjątkowy smile. Co się dzieje z tymi kobietami smile.

amarek napisał/a:

Mało piszesz o tym jak Oboje "kształtujecie" swoim postępowaniem przyszłość i psychikę syna.
On chłonie jak "gąbka" i z pewnością "to odda".:(

Syn nie ma pojęcia o całej sytuacji. Udało się go ,,ochronić". Nie ma żadnych podstaw do tego żeby sądzić, że coś nie gra. Nie ma w naszym domu krzyków,wyzwisk i awantur.

amarek napisał/a:

Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, że niepowodzenia w związkach trzeba szukać w dysfunkcjonalnej rodzinie.

Zgadzam się.

amarek napisał/a:

Kto z nas urodził się i wychował w "normalnej", "idealnej", "niedysfunkcjonalnej" rodzinie. Proszę o wiarygodną, nie do podważenia definicję.

Zgadzam się.

amarek napisał/a:

Związki tworzą nieidealne kobiety i nieidealni mężczyźni. To jakim cudem ich związki miałyby być idealne, a dzieci z nich pochodzące pozbawione jakichkolwiek przykrych, czy nawet traumatycznych przeżyć?!

TO UTOPIA I PRETEKST DLA WYTŁUMACZENIA NIEPOWODZEŃ I KLĘSK ŻYCIOWYCH. Każdy znajdzie we wspomnieniach z dzieciństwa coś, czym może wytłumaczyć dosłownie wszystko.

Zgadzam się.

amarek napisał/a:

Wyznaję dwie zasady, które mogą i Tobie pomóc.

1. "Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego", ni mniej, ni więcej.
2. Nie do zaakceptowania dla mnie jest jakikolwiek związek międzyludzki (rodzinny,hetero, homo, przyjacielski, koleżeński itp.) opierający się na kłamstwie, braku zaufania, czy też zdradzie.

Zgadzam się z punktem 1. Punkt 2 też do tej pory uważałem za oczywisty ale życie go zweryfikowało.

amarek napisał/a:

WYBACZAM WSZYSTKO- no prawie.;)
NIE ZAPOMINAM NIGDY- no prawie.;)

Zgadzam się smile.

amarek napisał/a:

Chciałem napisać więcej, ale już "przegiąłem".:P

Nie zgadzam się smile.

amarek napisał/a:

Nie wspominałem o szczegółach Twojego problemu, bo zgodnie z zasadą "dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie", Ty jesteś Swoim najlepszym sędzią, prokuratorem i adwokatem. smile

Czasami mi się wydaje, że katem smile.

amarek napisał/a:

Nie chciałem Ci też "dokopać". Podejrzewam że "wytrącenie z orbity" na której jesteś, bardziej by Ciebie unieszczęśliwiło, niż obecny stan działania, naprawiania, sklejania i trwania w złudzeniach.;)

,,Dokopanie"... nie ma takiej opcji smile. Unieszczęśliwić może mnie tylko to w obecnej sytuacji, że błędem było danie szansy mojej żonie. Możesz rozszerzyć myśl o złudzeniach i na jakiej podstawie sądzisz, że trwam w nich?

amarek napisał/a:

P.S. Życie mnie chwilowo unieruchomiło (unieszczęśliwiło) i mogłem sobie pozwolić na to wodolejstwo.
       Poza tym podejrzewam, że Twój przypadek i bliźniaczo podobna sytuacja mojego kuzyna, to NEVERENDING STORY.
       Dlatego nie liczę na dożycie ich zakończenia. OBYM SIĘ MYLIŁ.

Za 16 lat otrzymam nagrodę dla najdłuższego wątku na tym forum smile. Zawsze to jakaś pociecha smile. NEVERENDING STORY to większość wątków na tym forum o zdradzie czy braku zaufania. Jak czytam, że po dwóch latach jeszcze nie można wyjść na prostą i uwagi, że nigdy to nie nastąpi to kojarzy mi się to z jednym.  Alkoholik będzie całe życie alkoholikiem i wystarczy jeden kieliszek. Tak samo jest z nami. Jedna iskra wystarczy żeby wszystko poszło w ....i nie ważne czy nastąpi to teraz,za tydzień czy za 4 lata.

amarek napisał/a:

Pozdrawiam i życzę Tobie, Twoim bliskim i zaglądającym tutaj Wspaniałych Świąt.:)

Również nawzajem dla Ciebie i wszystkich netfacetów i netkobiet Wszystkiego Dobrego.

P.S.

amarek napisał/a:

Wykorzystam fakt, że to wątek założony przez mężczyznę i w przypadku nieporozumień łatwiej będzie sobie to wyjaśnić

Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś:).

176

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

A ja myślałem, że mój przypadek jest taki wyjątkowy smile. Co się dzieje z tymi kobietami smile.

To samo, co zawsze ;-)
Nic co ludzkie... Te problemy dotykają obie płci.

Trzymam kciuki za Ciebie - góry i doliny psychiczne sa wpisane w odbudowę takiego związku, znam to z autopsji.
Zaufanie trudno sie odbudowuje, zastanawiam sie czy to w ogóle mozliwe.
Własnie przechodzimy kolejna dolinę, ale może to oznacza, ze za chwile bedzie znów trochę w góre?

177

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

A ja myślałem, że mój przypadek jest taki wyjątkowy smile. Co się dzieje z tymi kobietami smile.

To samo, co zawsze ;-)
Nic co ludzkie... Te problemy dotykają obie płci.

Trzymam kciuki za Ciebie - góry i doliny psychiczne sa wpisane w odbudowę takiego związku, znam to z autopsji.
Zaufanie trudno sie odbudowuje, zastanawiam sie czy to w ogóle mozliwe.
Własnie przechodzimy kolejna dolinę, ale może to oznacza, ze za chwile bedzie znów trochę w góre?

178 Ostatnio edytowany przez amarek (2011-12-19 13:00:01)

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

A ja myślałem, że mój przypadek jest taki wyjątkowy smile. Co się dzieje z tymi kobietami smile.

Zawsze albo prawie zawsze mamy poczucie wyjatkowości.;) Co się dzieje z tymi ludźmi? (podejrzewam, że częściej z mężczyznami).:(

zwykły facet napisał/a:

Syn nie ma pojęcia o całej sytuacji. Udało się go ,,ochronić". Nie ma żadnych podstaw do tego żeby sądzić, że coś nie gra. Nie ma w naszym domu krzyków,wyzwisk i awantur.

Nie zgadzam się. Dzieci są doskonałymi obserwatorami (nie potrzeba krzyków i awantur). ON WIE.:(

amarek napisał/a:

Wyznaję dwie zasady, które mogą i Tobie pomóc.

1. "Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego", ni mniej, ni więcej.
2. Nie do zaakceptowania dla mnie jest jakikolwiek związek międzyludzki (rodzinny,hetero, homo, przyjacielski, koleżeński itp.) opierający się na kłamstwie, braku zaufania, czy też zdradzie.

zwykły facet napisał/a:

Zgadzam się z punktem 1. Punkt 2 też do tej pory uważałem za oczywisty ale życie go zweryfikowało.

Zweryfikowało? Skąd ta pewność. To Ty próbujesz "nagiąć rzeczywistość".;)
Ja pisząc o jakimkolwiek związku, miałem na myśli "nie jakikolwiek" w rozumieniu byle jaki- byle był (trwał).


amarek napisał/a:

Chciałem napisać więcej, ale już "przegiąłem".:P

zwykły facet napisał/a:

Nie zgadzam się smile.

No to znowu napisałem.:)

amarek napisał/a:

Nie wspominałem o szczegółach Twojego problemu, bo zgodnie z zasadą "dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie", Ty jesteś Swoim najlepszym sędzią, prokuratorem i adwokatem. smile

zwykły facet napisał/a:

Czasami mi się wydaje, że katem smile.

Zgadzam się.:) Zapomniałem o tej zanikającej "profesji".;)

amarek napisał/a:

Nie chciałem Ci też "dokopać". Podejrzewam że "wytrącenie z orbity" na której jesteś, bardziej by Ciebie unieszczęśliwiło, niż obecny stan działania, naprawiania, sklejania i trwania w złudzeniach.;)

zwykły facet napisał/a:

,,Dokopanie"... nie ma takiej opcji smile. Unieszczęśliwić może mnie tylko to w obecnej sytuacji, że błędem było danie szansy mojej żonie. Możesz rozszerzyć myśl o złudzeniach i na jakiej podstawie sądzisz, że trwam w nich?

Nie widzę błędu w daniu szansy, ale w wielokrotnym dawaniu.
Podstawą jest moja "męska intuicja" i długoletnie zmagania z życiem.:(


zwykły facet napisał/a:

Za 16 lat otrzymam nagrodę dla najdłuższego wątku na tym forum smile. Zawsze to jakaś pociecha smile. NEVERENDING STORY to większość wątków na tym forum o zdradzie czy braku zaufania. Jak czytam, że po dwóch latach jeszcze nie można wyjść na prostą i uwagi, że nigdy to nie nastąpi to kojarzy mi się to z jednym.  Alkoholik będzie całe życie alkoholikiem i wystarczy jeden kieliszek. Tak samo jest z nami. Jedna iskra wystarczy żeby wszystko poszło w ....i nie ważne czy nastąpi to teraz,za tydzień czy za 4 lata.

To miałem na myśli twierdząc, że moje szanse na doczytanie zakończenia są niewielkie.:D


zwykły facet napisał/a:

Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś:).

Zadajesz kłam twierdzeniu, że "wszyscy faceci to świnie".
To budzi moją sympatię.:)

Takiego odbioru mojego posta się nie spodziewałem. Nie pamiętam kto ostatnio w tak wielu poglądach ze mną się zgadzał.

Muszę się zastanowić, czy przypadkiem Ty i ja nie należymy do gatunku "OBCYCH".:D

Pozdrawiam. Będę zaglądał.:)

179 Ostatnio edytowany przez amarek (2011-12-19 13:04:11)

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:
zwykły facet napisał/a:

A ja myślałem, że mój przypadek jest taki wyjątkowy smile. Co się dzieje z tymi kobietami smile.

To samo, co zawsze ;-)
Nic co ludzkie... Te problemy dotykają obie płci.

Trzymam kciuki za Ciebie - góry i doliny psychiczne sa wpisane w odbudowę takiego związku, znam to z autopsji.
Zaufanie trudno sie odbudowuje, zastanawiam sie czy to w ogóle mozliwe.
Własnie przechodzimy kolejna dolinę, ale może to oznacza, ze za chwile bedzie znów trochę w góre?

Zgadzam się.:)

Zawsze przy wychodzeniu z doliny trzeba "wdrapywać się" na górę. wink

Powodzenia.:)

180

Odp: demony przeszłości

Przeczytałem cały wątek od deski do deski i przyznam szczerze, że jestem trochę zdołowany. Jestem w trochę podobnej sytuacji jak ty na początku. Moim problemem tez jest przeszłość mojej partnerki do tego tak jak u ciebie przez długi czas mnie okłamywała i tak jak u ciebie też robiła to żeby być kim lepszym w moich oczach a przede wszystkim bała się, że gdy poznam prawdę wtedy ją odtrącę. Myślałem na początku że jakoś sobie z tym poradzicie i wyjdziecie z tego wzmocnieni ale widzę, że  jest coraz gorzej, ciągle wychodzą nowe kłamstwa i okazuje się, że tak naprawdę nie znałeś swojej żony. Bardzo to wszystko przygnębiające.

181

Odp: demony przeszłości
oliveros napisał/a:

Przeczytałem cały wątek od deski do deski i przyznam szczerze, że jestem trochę zdołowany. Jestem w trochę podobnej sytuacji jak ty na początku. Moim problemem tez jest przeszłość mojej partnerki do tego tak jak u ciebie przez długi czas mnie okłamywała i tak jak u ciebie też robiła to żeby być kim lepszym w moich oczach a przede wszystkim bała się, że gdy poznam prawdę wtedy ją odtrącę. Myślałem na początku że jakoś sobie z tym poradzicie i wyjdziecie z tego wzmocnieni ale widzę, że  jest coraz gorzej, ciągle wychodzą nowe kłamstwa i okazuje się, że tak naprawdę nie znałeś swojej żony. Bardzo to wszystko przygnębiające.

Kłamstwa się skończyły bo zapowiedziałem, że limit oszustw w naszym związku wykorzystała. Teraz wychodzą rzeczy przemilczane,ukrywane,niedopowiedziane,ukryte gdzieś tam w najskrytszym zakamarku jej duszy. Wszystko wychodzi na wierzch dopiero po terapii. Albo bezpośrednio po rozmowie z psychoterapeutą albo jest to pochodną zmiany sposobu myślenia. W tej chwili nasz związek ociera się o ideał:). Dopiero teraz wiem jak to powinno funkcjonować w normalnym związku. Żałuję tylko, że tak późno ale lepiej późno niż wcale. Mój świat się zmienił i to nie tylko chodzi o żonę ale też o postrzeganie pewnych osób przez pryzmat doświadczeń z dzieciństwa czy okresu gdy moja żona była nastolatką. Ten świat jest prawdziwy chociaż czasami bolesny tak dla niej jak i dla mnie. Najważniejsze, że jest prawdziwy...

Dużo przeszedłem w związku z tą sytuacją ale powiem Ci jedno, że nie wygląda to w tej chwili tak źle jak to odbierasz. Wspólna praca nad sobą i naszym związkiem daje efekty. Ja chcę i ona chce więc w ciężkich chwilach wspomagamy się. Są chwile kiedy targają mną negatywne emocje bo tego nie da się wykluczyć w ciągu tygodnia. Wiem, że sam sobie w głowie dokładam pewne sprawy i to jest złe. Pracuję nad tym. Czytałem Twój wątek i prawda jest taka, że zaufanie to jest fundament pod zbudowanie związku. W tej chwili tak jak napisałem jest naprawdę dobrze gdyby nie to, że ja po drodze coś zgubiłem...szukam tego codziennie w oczach,gestach,słowach mojej żony. Szukam tego wszędzie, szukam potwierdzenia, że mogę jej zaufać. Pracujemy nad tym cały czas.

Ostatnio naszła mnie taka myśl,że gdybyśmy się rozstali to następny facet żyjąc z moją żoną miałby w domu coś czego szukają wszyscy w swoich związkach. Jej świadomość popełnionych błędów,zmiany w zachowaniu,zmiana podejścia do pewnych spraw czyni z niej powoli zupełnie inną osobę. Pewnie by stwierdził, że musiałem być niezłym kretynem, że zostawiłem taką kobietę:). Ciekawe czy powiedziałaby prawdę o powodzie naszego rozstania?:).

182

Odp: demony przeszłości

Święta i po świętach. Sylwester i kolejny rok mamy. Ale ten czas zasuwa nieubłaganie. Ale do rzeczy...

Sytuacja wygląda tak. W wieku 17 lat moją żonę molestował seksualnie szwagier. Mieszkała w tym czasie u swojej siostry. Sytuacja miała miejsce kilka razy, podobno do niczego nie doszło. Robił to na trzeźwo bez agresji. Można to określić , że ,,dobierał się" do  Niej. Później żeby nie zostawać z nim sama wychodziła z domu i siedziała np. w parku do czasu powrotu siostry czy jej córki. Sytuacja skończyła się gdy pojawiłem się ja w jej życiu. Nie rozmawiała o tym z psychologiem. Nie chce do tego wracać. Ze szwagrem jestem w bardzo dobrych stosunkach. Tzn. chyba byłem do wczoraj. Żona nie chce nic robić w tej sprawie. Było minęło itp.

Słusznie? Odpuścić?Zapomnieć?

Kolejny demon doszedł do przetrawienia. Teść alkoholik,teściowa toksyczna matka i szwagier...
Zajebista rodzina nie ma co.

183 Ostatnio edytowany przez katbe (2012-01-06 12:05:43)

Odp: demony przeszłości

witam w Nowym Roku! życząc wszystkiego co dobre, prawdziwe i szczere.... smile:)

zwykły facet napisał/a:

Nie rozmawiała o tym z psychologiem. Nie chce do tego wracać.

Kolejny demon doszedł do przetrawienia.

trochę nie rozumiem...
jak to nie rozmawiała o tym z psychologiem?
jeśli nie chce do tego wracać, to po jakiego diabła ci o tym powiedziała?

ty nie zastąpisz jej terapeuty...
chyba musisz jej to uświadomić

czy ona przypadkiem nie przerzuca na ciebie swoich demonów
(a ty chętnie bierzesz je na swoje barki... sad )??

to jest jej problem

sam piszesz, że masz ze szwagrem dobry kontakt
co chcesz zrobić? przestać z nim rozmawiać? zrobić mu awanturę?
weź go na piwo jeśli cię to męczy i dowiedz się jak to wyglądało z drugiej strony...

czy ta sprawa wyszła przypadkiem?

184 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-01-06 12:36:18)

Odp: demony przeszłości

Witaj w Nowym Roku 2012.:)

żyworódka napisał/a:
zwykły facet napisał/a:
żyworódka napisał/a:

(...)Od momentu znalezienia przez Ciebie tych zapisek w jej kalendarzu, z okresu Waszego poznania, idziecie już teraz razem "po nitce do kłębka" do źródła przyczyn jej zachowania, zwichrowanej osobowości.
Z Twojej wypowiedzi wynika, że nie wiesz nic o rodzinie w jakiej wzrastała Twoja żona (...)

Po prostu moja żona jest osobą która całe życie udaje kogoś innego.

Jak odkryje się również przed Tobą (zakodowane urazy z dzieciństwa), to myślę, że wówczas pozwoli Ci to zrozumieć, dlaczego nie chciała być SOBĄ i przez lata żyła w innej skórze.
Teraz ją zrzuca i jest to bolesne dla Niej (rozdrapuje stare rany) i dla Ciebie, bo u Ciebie tworzą się nowe.

Oj, myślę, że jeszcze historii będzie ciąg dalszy...

Zacytowałam fragmenty naszej rozmowy z postu nr 139.
Wróżką nie jestem, ale często pisze się intuicyjnie, tak jak myśl leci.

Żona sama zaczyna odtwarzać swoją przeszłość (retrospekcja wydarzeń), ujawnia przed Tobą
kolejne zakodowane urazy z dzieciństwa.
No cóż, można powiedzieć, że wzrastała w patologicznej rodzinie - "teść alkoholik,teściowa toksyczna matka " teraz do kompletu doszedł jeszcze szwagier, bo dowiedziałeś się, że:

zwykły facet napisał/a:

W wieku 17 lat moją żonę molestował seksualnie szwagier. Mieszkała w tym czasie u swojej siostry. Sytuacja miała miejsce kilka razy, podobno do niczego nie doszło. Robił to na trzeźwo bez agresji. Można to określić , że ,,dobierał się" do  Niej.

Stajesz przed nowym faktem i dylematem, bo:

zwykły facet napisał/a:

Ze szwagrem jestem w bardzo dobrych stosunkach. Tzn. chyba byłem do wczoraj. Żona nie chce nic robić w tej sprawie. Było minęło itp.

Myślę, że żona potraktowała Cię jak spowiednika. Zatem nie Twoją rolą jest namawianie jej/sugerowanie, aby ujawniła prawdę, skoro nie taka jest jej wola. Moim zdaniem powinieneś to uszanować. Ale masz wątpliwości, bo pytasz:

zwykły facet napisał/a:

Słusznie? Odpuścić?Zapomnieć?

Zacznę od trzeciego pytania. Nie zapomina się, a szczególnie takich zdarzeń - teraz już oboje będziecie mieć to w pamięci.
Czy odpuścić...odpowiedź jak wyżej.
Czy słuszna jest jej decyzja? Niekoniecznie...ale, może na ten moment tak uważa, bo przecież zawsze może zmienić zdanie.
Poczekaj na rozwój wypadków, bo odnoszę wrażenie, że Ty już chciałbyś zadziałać!

Pozdrawiam.

185

Odp: demony przeszłości

Chciałam zapytac jak jest u Was teraz z zaufaniem. Piszesz, ze zauważasz zmiany w Waszym związku. Terapia daje efekty. Jednak taka terapia potrafi trwac latami zeby całkowicie uzdrowic. Powiedzmy, że kolejna historia, którą ujawnia jest prawdziwa. Ale co jeśli nie, albo jeśli jest przejaskrawiona na potrzeby rozgrzeszenia. Chyba postawiła Cie w dośc niezręcznej sytuacji, bo co oczekuje, że dasz szwagrowi po pysku? Jaki byl kontekst ujawnienia tego faktu?? To może chyba dużo wyjaśniłoby dlaczego postawiłastawiła Cię w trudnej sytuacji. Ciekawym jest fakt dlaczego to nie wyszło na terapii. Ja chyba na Twoim miejscu zagłębiłabym się w temacie, albo namów żonę na poruszenie go w obecności terapeuty.

186

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Sytuacja wygląda tak (...) Nie rozmawiała o tym z psychologiem (...)
Odpuścić?Zapomnieć? (...)
Kolejny demon doszedł do przetrawienia(...)
Zajebista rodzina nie ma co.

Wybrałam tylko najbardziej znaczące.
Stary, przygotuj sie na to, że wyjda w jej opowieściach różne hardcory, bo:
1. bedzie chciała Cie przetestować
2. bedzie chciała sie wybielic, usprawiedliwic
3. bedzie chciała, zebys Ty sie poczuł gorzej, zeby ona mogła Twoim kosztem poczuc sie lepiej

sorry, ale to na kilometr trąci manipulacją

moze to prawda, a moze nie, ale od takich historii to ma do przerabiania terapeutę, a nie Ciebie.

musisz uzbroic sie w cierpliwość, nie rób żadnych gwałtownych ruchów, ani wobec siebie, ani wobec innych

187

Odp: demony przeszłości
katbe napisał/a:

trochę nie rozumiem...
jak to nie rozmawiała o tym z psychologiem?
jeśli nie chce do tego wracać, to po jakiego diabła ci o tym powiedziała?

Jeszcze nie rozmawiała bo nie doszły do tego momentu w jej życiu ( tak to przynajmniej zrozumiałem ). Powiedziała bo zapytałem ją o to pod wpływem programu na ten temat, który oboje oglądaliśmy.

katbe napisał/a:

ty nie zastąpisz jej terapeuty...
chyba musisz jej to uświadomić

Ona o tym wie. I nie mam do niej pretensji, że mi o tym opowiedziała bo sam zapytałem i oczekiwałem szczerej odpowiedzi.

katbe napisał/a:

czy ona przypadkiem nie przerzuca na ciebie swoich demonów
(a ty chętnie bierzesz je na swoje barki... sad )??

Chciałem prawdy to dostałem tak to można ująć smile.

katbe napisał/a:

to jest jej problem

Tak to jest jej problem z którym sobie musi poradzić ale taka sytuacja zmienia również kilka innych spraw.

katbe napisał/a:

sam piszesz, że masz ze szwagrem dobry kontakt
co chcesz zrobić? przestać z nim rozmawiać? zrobić mu awanturę?
weź go na piwo jeśli cię to męczy i dowiedz się jak to wyglądało z drugiej strony...

To jest tak jak wcześniej doznałem mega-szoku odnośnie przeszłości mojej żony to w tej sytuacji też lekko ,,oberwałem". Facet chce uprawiać sex z rodzoną siostrą swojej żony!!! Sama sytuacja jest dla mnie nie do przyjęcia a co dopiero jeśli dotyczy to poniekąd mnie. Na tą chwile nie jestem gotowy na taką rozmowę ale niewykluczone, że do niej dojdzie w najbliższej przyszłości.

żyworódka napisał/a:

Oj, myślę, że jeszcze historii będzie ciąg dalszy ...
Zacytowałam fragmenty naszej rozmowy z postu nr 139.
Wróżką nie jestem, ale często pisze się intuicyjnie, tak jak myśl leci.

Ja też przeczuwałem, że to nie wszystko i ciągle dochodzą nowe informacje. Kilku tu nawet nie opisałem.

żyworódka napisał/a:

Żona sama zaczyna odtwarzać swoją przeszłość (retrospekcja wydarzeń), ujawnia przed Tobą
kolejne zakodowane urazy z dzieciństwa.
No cóż, można powiedzieć, że wzrastała w patologicznej rodzinie - "teść alkoholik,teściowa toksyczna matka " teraz do kompletu doszedł jeszcze szwagier

W tej chwili to cała rodzina żyje kłamstwem. Jedni przed drugimi udają tym kim nie są.

żyworódka napisał/a:

Myślę, że żona potraktowała Cię jak spowiednika. Zatem nie Twoją rolą jest namawianie jej/sugerowanie, aby ujawniła prawdę, skoro nie taka jest jej wola. Moim zdaniem powinieneś to uszanować. Ale masz wątpliwości, bo pytasz:

zwykły facet napisał/a:

Słusznie? Odpuścić?Zapomnieć?

Zacznę od trzeciego pytania. Nie zapomina się, a szczególnie takich zdarzeń - teraz już oboje będziecie mieć to w pamięci.
Czy odpuścić...odpowiedź jak wyżej.
Czy słuszna jest jej decyzja? Niekoniecznie...ale, może na ten moment tak uważa, bo przecież zawsze może zmienić zdanie.
Poczekaj na rozwój wypadków, bo odnoszę wrażenie, że Ty już chciałbyś zadziałać!

Nie namawiam,nie sugeruję na tą chwilę nic.Sytuacja jest dla mnie totalnie nienormalna ale uszanowałem na tą chwilę jej decyzję.Tylko czy takie rzeczy powinny pozostać w zapomnieniu. Nie miałem zielonego pojęcia,że szwagier ma takie ciągoty.Jeździmy do niego na wieś na wakacje. Zabieram tam co roku córkę swojego przyjaciela która ma w tej chwili 15 lat.A teraz co?Mam jej pilnować na każdym kroku?Czy powiedzieć, że w tym roku jedziemy bez niej?Czy liczyć, że szwagrowi już przeszło?To nie jest już tylko sprawa mojej żony.Nie zapytałem konkretnie czy coś w tym temacie chce zrobić skoro nie zrobiła nic przez tyle lat czy będzie udawała dalej, że nic się nie stało. Ale zapytam.

Problem wydaje mi się znacznie szerszy niż zawężone grono czyli ja i moja żona. Jeśli sprawa ujrzy światło dzienne wywoła to burzę. Z drugiej strony po co to ujawniać?Żeby skrzywdzić kolejne osoby typu córka czy żona szwagra?Może wystarczy powiedzieć samemu szwagrowi kilka słów co o tym myślę? Co mi to da?Może to że on będzie wiedział, że ja o tym wiem. Może dzięki temu nie posunie się do jakiejś głupoty kolejny raz.

188

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Problem wydaje mi się znacznie szerszy niż zawężone grono czyli ja i moja żona. Jeśli sprawa ujrzy światło dzienne wywoła to burzę. Z drugiej strony po co to ujawniać?Żeby skrzywdzić kolejne osoby typu córka czy żona szwagra?Może wystarczy powiedzieć samemu szwagrowi kilka słów co o tym myślę? Co mi to da?Może to że on będzie wiedział, że ja o tym wiem. Może dzięki temu nie posunie się do jakiejś głupoty kolejny raz.

zyjesz zyciem swojej żony, a gdzie miejsce na Twoje? na Ciebie?
czas na terapię grupową, na grupę wsparcia?
dla mnie osobiscie grupa to najważniejsze lustro moich problemów

189

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

Wybrałam tylko najbardziej znaczące.
Stary, przygotuj sie na to, że wyjda w jej opowieściach różne hardcory, bo:
1. bedzie chciała Cie przetestować
2. bedzie chciała sie wybielic, usprawiedliwic
3. bedzie chciała, zebys Ty sie poczuł gorzej, zeby ona mogła Twoim kosztem poczuc sie lepiej

sorry, ale to na kilometr trąci manipulacją

moze to prawda, a moze nie, ale od takich historii to ma do przerabiania terapeutę, a nie Ciebie.

musisz uzbroic sie w cierpliwość, nie rób żadnych gwałtownych ruchów, ani wobec siebie, ani wobec innych

1. W jakim sensie?
2. To mam już poza sobą po kilku wizytach z psychoterapeutą. Do tej pory nawet nie musiała się usprawiedliwiać czy wybielać bo robiłem to za nią sam we własnej głupiej smile głowie.
3. To już trąca hardcorem smile.

Temat jak znalazł do wcześniejszych zachowań mojej żony typy gwałty itp. Podobieństwo jest aż nadto widoczne ale od dłuższego czasu jest szczera i nie kłamie. Totalnym debilizmem z jej strony byłoby burzenie tego kolejnym wymysłem który można zweryfikować bardzo łatwo. Przynajmniej częściowa weryfikacja bo jeśli zapytam szwagra on też może skłamać na ten temat. Zresztą wie czym ryzykuje. Kolejnej szansy nie będzie i ona dobrze o tym wie.

banka_wstanka napisał/a:

Chciałam zapytac jak jest u Was teraz z zaufaniem. Piszesz, ze zauważasz zmiany w Waszym związku. Terapia daje efekty. Jednak taka terapia potrafi trwac latami zeby całkowicie uzdrowic. Powiedzmy, że kolejna historia, którą ujawnia jest prawdziwa. Ale co jeśli nie, albo jeśli jest przejaskrawiona na potrzeby rozgrzeszenia. Chyba postawiła Cie w dośc niezręcznej sytuacji, bo co oczekuje, że dasz szwagrowi po pysku? Jaki byl kontekst ujawnienia tego faktu?? To może chyba dużo wyjaśniłoby dlaczego postawiłastawiła Cię w trudnej sytuacji. Ciekawym jest fakt dlaczego to nie wyszło na terapii. Ja chyba na Twoim miejscu zagłębiłabym się w temacie, albo namów żonę na poruszenie go w obecności terapeuty.

Zamierzam jeszcze z nią porozmawiać na ten temat i dać jej do zrozumienia, że rozmowa z psychologiem na ten temat byłaby wskazana. Co zrobi nie wiem ale nie będę jej prosił i błagał bo doskonale zdaje sobie sprawę będąc na tym etapie leczenie że powinna porozmawiać o tym z psychologiem.

190

Odp: demony przeszłości
iruda napisał/a:

zyjesz zyciem swojej żony, a gdzie miejsce na Twoje? na Ciebie?
czas na terapię grupową, na grupę wsparcia?
dla mnie osobiscie grupa to najważniejsze lustro moich problemów

Poniekąd jej rodzina to też moje życie więc nie doszukiwałbym się tu jakiś problemów. Jest to też mój problem chociażby dotyczący ewentualnych zachowań mojego szwagra wobec córki mojego przyjaciela. Wolę dmuchać na zimne w takiej sytuacji. Chodzę na terapię indywidualną w tej chwili. Kilka spotkań mi wystarczyło żeby uświadomić sobie problemy o których nie miałem pojęcia...może inaczej których nie chciałem widzieć.

191 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-01-06 13:59:56)

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

1. W jakim sensie?

jak postąpisz wobec niej i osób zwiazanych z sytuację ujawnienia; od tego, jakie kroki podejmiesz bedzie zalezała jej dalsza strategia postępowania z Tobą

zwykły facet napisał/a:

2. To mam już poza sobą po kilku wizytach z psychoterapeutą. Do tej pory nawet nie musiała się usprawiedliwiać czy wybielać bo robiłem to za nią sam we własnej głupiej smile głowie.

za sobą masz zaledwie wstęp wink

zwykły facet napisał/a:

3. To już trąca hardcorem smile.

przykro mi, ale problem Twojej żony, trąci dośc mocno zaburzeniami osobowości


zwykły facet napisał/a:

Zresztą wie czym ryzykuje. Kolejnej szansy nie będzie i ona dobrze o tym wie.

jezeli ma zaburzenia osobowości i utrwalone mechanizmy postępowania (przykro mi, ale po kilku spotkaniach z terapeutą, to jeszcze sie nikt nie naprawił, to trzeba wielu miesięcy a nawet lat), to bedzie brnęła, choćby podcinała gałąź, na której siedzi

banka_wstanka napisał/a:

Ja chyba na Twoim miejscu zagłębiłabym się w temacie, albo namów żonę na poruszenie go w obecności terapeuty.

a ja bym sie juz nie zagłębiała, bo om więcej Zwykły sie zagłębia i namawia, tym więcej wychodzi zamieszania i kłamstw - w tej chwili jest tak zapętlony, a ona zaszczuta oczekiwaniami - ze bedzie gorzej.
Ona ma terapeutę - i nie jest to mąz!!!!

zwykły facet napisał/a:

Zamierzam jeszcze z nią porozmawiać na ten temat i dać jej do zrozumienia, że rozmowa z psychologiem na ten temat byłaby wskazana.

odpusć, dorosła wykształcona kobieta w trakcie terapii - sama wie
przestan jej tatusiowac i prowadzić za rączkę

zwykły facet napisał/a:

Poniekąd jej rodzina to też moje życie więc nie doszukiwałbym się tu jakiś problemów

jej rodzina to jej rodzina - nie łączą was żadne więzy, których nie dałoby sie poluźnić


Czas na grupe!!!!

192 Ostatnio edytowany przez katbe (2012-01-06 14:02:06)

Odp: demony przeszłości
zwykły facet napisał/a:

Nie miałem zielonego pojęcia,że szwagier ma takie ciągoty.Jeździmy do niego na wieś na wakacje. Zabieram tam co roku córkę swojego przyjaciela która ma w tej chwili 15 lat.A teraz co?Mam jej pilnować na każdym kroku?Czy powiedzieć, że w tym roku jedziemy bez niej?Czy liczyć, że szwagrowi już przeszło?To nie jest już tylko sprawa mojej żony.

no bez przesady..

przecież masz uszy i oczy
takie "ciągoty" nie bardzo dają się ukryć
podszczypywanie, zaczepianie, niewybredne żarty... to przecież da się zauważyć i pokojarzyć

Sama sytuacja jest dla mnie nie do przyjęcia a co dopiero jeśli dotyczy to poniekąd mnie.

a w jaki sposób, jeśli mogę spytać?
pisałeś, że do niczego nie doszło, że wszystko się skończyło..jak poznała ciebie

zgadzam się z Irudą
twoja żona Tobą manipuluje, niestety
też nie wiem po co...
nie jest dzieckiem, żeby nie wiedzieć jak takie coś, co ci powiedziała może wpłynąć na całą rodzinę

Iruda napisał/a:

odpusć, dorosła wykształcona kobieta w trakcie terapii - sama wie
przestan jej tatusiowac i prowadzić za rączkę

dokładnie!

193 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-01-06 20:04:03)

Odp: demony przeszłości
katbe napisał/a:
zwykły facet napisał/a:

Nie miałem zielonego pojęcia,że szwagier ma takie ciągoty.Jeździmy do niego na wieś na wakacje. Zabieram tam co roku córkę swojego przyjaciela która ma w tej chwili 15 lat.A teraz co?Mam jej pilnować na każdym kroku?Czy powiedzieć, że w tym roku jedziemy bez niej?Czy liczyć, że szwagrowi już przeszło?To nie jest już tylko sprawa mojej żony.

no bez przesady..

przecież masz uszy i oczy
takie "ciągoty" nie bardzo dają się ukryć
podszczypywanie, zaczepianie, niewybredne żarty... to przecież da się zauważyć i pokojarzyć

Pedofil może stosować też inne metody, w celu zdobycia zaufania dziecka tzw. "urabianie" w sposób ogólnie przyjęty jako zachowania normalne np. faworyzuje dziecko, stara się zdobyć jego sympatię i wdzięczność, dużo z nim rozmawia, bawi się z dzieckiem, wykazuje zainteresowanie jego sprawami, daje mu prezenty...

Prezentem może tu być zgoda na coroczny wakacyjny przyjazd obcej dziewczynki.

Zwykły facet, masz rację, że ta sprawa zakreśla już większe kręgi, bo wychodzi poza ramy rodziny.
Dopóki się nie wyjaśni, to nie ryzykowałabym już wspólnego wyjazdu.

Czy podzieliłeś się z żoną swoimi obawami? Starajcie się przypomnieć np. w jaki sposób szwagier traktował tę dziewczynkę, czy zdarzało się, że pozostawał z nią sam na sam w domu lub na spacerze.
   
Twoja rozmowa ze szwagrem nic nie da, przecież nie wyda na siebie wyroku. Jego konfrontacja z Twoją żoną też, wyśmieje ją, że zmyśla albo opowie inny scenariusz zdarzeń. Nastawi p-ko Wam swoją rodzinę - żonę, dziecko, a brak jest jakichkolwiek dowodów jego winy. To będzie tylko słowo przeciwko słowu.

Coraz większe bagno...a, dna nie widać!

Pytanie: czy to kolejna "zmyślona" historia Twojej żony? Jak to mówią: na dwoje babka wróżyła.
Ale wiesz, ja jej w tym przypadku dałabym wiarę. Być może sugeruję się historiami o molestowaniu dziewcząt przez: ojca, ojczyma, dziadka, kuzyna, kolegę etcetera...których jest bardzo dużo opisanych tu na forum.

194

Odp: demony przeszłości

Pisząc żebyś zgłębił temat miałam na myśli, żebyś nie uspił czujności. Efekty terapi moze i są, ale to za krótki czas żeby twierdzić, że zmiana w niej zaszła całkowicie i że znów nie manipuluje. Dlatego tez zapytałam przy jakiej okazji żona sprawę poruszyła, jaki był tego kontekst.

Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale oni chyba maja terapie małżeńską. Dlatego też napisałam jak napisałam. Jeśli terapia jest osobna to ok przyznam rację Irudzie w tym co napisała w ostatnim poście, żeby to zostawił. Ewentualnie (jeśli nie daje mu to spokoju) porozmawiał o tym ze swoim terapeutą.

195

Odp: demony przeszłości
banka_wstanka napisał/a:

Pisząc żebyś zgłębił temat miałam na myśli, żebyś nie uspił czujności. Efekty terapi moze i są, ale to za krótki czas żeby twierdzić, że zmiana w niej zaszła całkowicie i że znów nie manipuluje. Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale oni chyba maja terapie małżeńską.

Na terapię chodzimy osobno. Efekty są widoczne ale masz rację, że to za krótki czas żeby cokolwiek stwierdzić.

iruda napisał/a:
zwykły facet napisał/a:

2. To mam już poza sobą po kilku wizytach z psychoterapeutą. Do tej pory nawet nie musiała się usprawiedliwiać czy wybielać bo robiłem to za nią sam we własnej głupiej smile głowie.

za sobą masz zaledwie wstęp wink

Czasami chyba nawet nie. Iruda ja sobie doskonale zdaje sprawę z pewnych rzeczy i to ,że poszedłem na terapię nie rozwiąże moich problemów po kilku wizytach. Ale pewne rzeczy wychodzą same. Opowiadam o czymś i sam się łapię na tym, że popełniłem błąd w tej czy innej sprawie. Wystarczy,że mówię o tym głośno i sam słyszę jakie pierdoły opowiadam smile.

iruda napisał/a:

jezeli ma zaburzenia osobowości i utrwalone mechanizmy postępowania (przykro mi, ale po kilku spotkaniach z terapeutą, to jeszcze sie nikt nie naprawił, to trzeba wielu miesięcy a nawet lat), to bedzie brnęła, choćby podcinała gałąź, na której siedzi

To przyznam, że mnie niepokoi ale chyba tylko czas jest w stanie to zweryfikować. Czy są jakieś inne sposoby?

katbe napisał/a:

no bez przesady..

przecież masz uszy i oczy
takie "ciągoty" nie bardzo dają się ukryć
podszczypywanie, zaczepianie, niewybredne żarty... to przecież da się zauważyć i pokojarzyć

I kojarzę. Żartów nie było raczej obejmowanie,przytulanie takie trochę na siłę,gadki typu ale ty to masz świetną żonę itp. Czy to można zakwalifikować do takich zachowań? Wydawało mi się, że są to zachowania raczej wynikające z jakiejś więzi rodzinnej. Sam mam 18 letnią chrześnicę którą do tej pory przytulam co nie znaczy,że chce z nią iść do łóżka. Żona mieszkała kilka lat u nich w domu. Do ślubu jechaliśmy z mieszkania szwagra itp. Kiedyś zwróciłem mu na takie zachowanie uwagę to stwierdził, że traktuje moją żonę prawie jak córkę i stąd takie gesty. Mojej żonie to nie przeszkadzało więc nie interweniowałem. Traktowała to wtedy jako gesty podstarzałego szwagra po kilku kieliszkach.

żyworódka napisał/a:

Zwykły facet, masz rację, że ta sprawa zakreśla już większe kręgi, bo wychodzi poza ramy rodziny.
Dopóki się nie wyjaśni, to nie ryzykowałabym już wspólnego wyjazdu.

.

Jeszcze trochę czasu jest ale na tą chwilę nie ma takiej opcji żeby została z nim sam na sam w jakimś momencie.

żyworódka napisał/a:

Czy podzieliłeś się z żoną swoimi obawami? Starajcie się przypomnieć np. w jaki sposób szwagier traktował tę dziewczynkę, czy zdarzało się, że pozostawał z nią sam na sam w domu lub na spacerze.

Nie jestem sobie w stanie przypomnieć takich szczegółów. Żona powiedziała, że od tamtej pory ani razu więcej nie miała z tym problemu. Taka sprawa to jest tykająca bomba.
   

żyworódka napisał/a:

Twoja rozmowa ze szwagrem nic nie da, przecież nie wyda na siebie wyroku. Jego konfrontacja z Twoją żoną też, wyśmieje ją, że zmyśla albo opowie inny scenariusz zdarzeń. Nastawi p-ko Wam swoją rodzinę - żonę, dziecko, a brak jest jakichkolwiek dowodów jego winy. To będzie tylko słowo przeciwko słowu.

Zgadzam się ale jeśli on będzie wiedział, że ja wiem o jego słabościach to wydaje mi się,że może go to powstrzymać przed ewentualnymi pokusami. Krótko i po męsku. Wiem co próbowałeś zrobić z moją żoną jeśli dowiem się,ze skrzywdziłeś ją czy kogokolwiek innego to cię zatłukę i tyle...

żyworódka napisał/a:

Coraz większe bagno...a, dna nie widać!

Wyciągając kalendarz poruszyłem cudownie i wspaniale zbudowany sztuczny świat mojej żony i jej rodziny. Biłem się z myślami swego czasu czy włożyć z powrotem ten ,,ubytek" żeby powstrzymać lawinę. która ruszyła. Ale ja nie potrafię żyć w kłamstwie. Psycholog mi powiedział, że mój przypadek można uznać za ekstremalny bo z reguły takie rzeczy dotyczą jednej osoby z najbliższego kręgu. W moim przypadku tych osób jest kilka i otaczający mnie świat okazał się zupełnie inny niż ten w jakim żyłem przez tyle lat. Dna nie widać ale dążę do tego żeby je ujrzeć. Wiem, że moja żona wychowała się w takich a nie innych warunkach ale  pewnych rzeczy musimy wymagać od wszystkich ludzi bez względu na to gdzie się urodzili czy wychowali. Jeżeli mój teść każe wracać jednej ze swoich córek do męża który ją katował. W nocy przez pięć kilometrów szła do rodzinnego domu przez las żeby mąż jej nie dopadł z dwójka dzieci 2 i 4 latka. Wcześniej przez pobicie straciła ciążę. Po tygodniu przychodzi ,,kochany mężulek" do swojego teścia z flaszką, wypili i sprawa załatwiona. To na jakich wzorcach miała się wychować taka dziewczyna? Dla mnie ten facet przestał istnieć w ciągu sekundy. Gdyby żył to prosto w oczy bym mu powiedział, że jest dla mnie nikim. Nigdy bym mu nie podał ręki bo bym się brzydził. Oni widzą to tak, że są małżeństwem więc powinni mieszkać razem. A ja widzę to tak, że za flaszkę i kompana do kielicha mój teść sprzedał własną córkę. A takich historyjek było kilka. Informacje te dotarły do mnie też dopiero nie dawno. Oni wszyscy przeszli do takich sytuacji do porządku dziennego. A dla mnie to jest nie do przyjęcia i głośno o tym mówię. Dla mnie taki facet nie miałby prawa przekroczyć progu mojego domu.

Na wstępnym etapie terapii na którym jestem jednym z głównych problemów w moim małżeństwie jaki się pojawił jest to, że ja jestem za dobry dla mojej żony. Im ja się bardziej starałem tym ona gorzej to odbierała. Im bardziej chciałem być lepszy tym bylem gorszy. Jej zerowe poczucie wartości wmawiało jej, że nie zasługuje na kogoś takiego jak ja. Ja powinienem wracać z pracy nawalony,raz na tydzień przyłożyć żonie żeby wiedziała gdzie jest jej miejsce,wynosić z domu rzeczy żeby sprzedać na wódeczkę,kłamać,zdradzać itp. To jest jej świat. Mój świat jest dla niej obcy. W jej świecie króluje kamstwo,intryga,manipulacja i udawanie przed sobą samym, że jest inaczej. Mój świat jest inny. Szczerze z otwartym sercem starałem się naprawiać jej świat ale porwałem się z motyką na słońce. Brakowało mi przede wszystkim wiedzy którą teraz zaczynam zgłębiać małymi kroczkami. Być może dlatego tak mnie boli cała sprawa bo byłem szczery,otwarty i robiłem wszystko żeby było dobrze. Popełniłem masę błędów bo nikt nie jest doskonały. Nałożyły się na to wszystko jeszcze moje chore relacje z matką które miały przełożenie na zachowania wobec mojej żony i wszystko się ładnie zazębiło. Niektóre sprawy poruszane na terapii mnie przerażają ale walczę z tym i uważam, że z dobrym skutkiem. Jak usłyszałem tekst od psychologa, że ja mam prawo wymagać czegoś od mojej żony to musiała mi to wytłumaczyć jak małemu dziecku o czym mówi. Wymagałem od wszystkich wszystkiego a najbardziej od samego siebie tylko nie od swojej żony. Strasznie doskwiera mi poczucie straconego czasu bo wszystko można było zacząć o wiele wcześniej i starać się żyć jak normalni ludzie. Dobra dziewczyny koniec tych wysmętów moich smile. Chyba musiałem się wygadać smile.

Posty [ 131 do 195 z 237 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024