A po "jakiego grzyba" chcesz wiedzieć ilu ich było i na jakiej zasadzie , żeby siebie dołować czy żeby jej pokazać jaką była (pi...) żeby jej dowalić po 15 latach . Oj - Zwykły facet - nie tędy droga - jeśli tak chcesz to rozgrywać to lepiej faktycznie rozstańcie się dopóki macie jeszcze choć cień uczuć do siebie i szacunku bo potem zastanie tylko żal i nienawiść!!
I jestem tylko ciekawa - czy ty byłeś taki idealny????
66 2011-09-16 07:34:53 Ostatnio edytowany przez atinasarz (2011-09-16 07:37:14)
Witam - Sadie ma rację - po wielu latach gdy człowiek myśli o niezbyt krysztalowej przeszlości mając za sobą x lat doświadczeń - myśli "Boże ale czlowiek był głupi, naiwny i ufny" Pragnienie akceptacji, czułości jest w wieku nastoletnim tak potężne że pcha ludzi którzy odczuwają jakieś braki w życiu do naprawdę dziwnych decyzji, sytuacji. Ty patrzysz na tamten czas z perspektywy człowieka doświadczonego i tu leży twój problem - pytałeś jak możemy żyć dalej i to tak samo dobrze jak kiedyś a może lepiej -można dlatego że spojrzeliśmy na te dawne lata z mężem przez pryzmat tamtych lat, mojego wtedy wieku, wydarzeń i tego co czułam wtedy jako nastolatka a nie tego jaka jestem dziś bo wbrew wszystkiemu ja 15 lat temu i ja dziś to zupełnie inna i inaczej myśląca osoba. A kłamstwo - pomyśl gdyby lata wstecz przed ślubem żona powiedziałaby ci o tych facetach - to co byś zrobił - przypuszczam że pomyślał byś "łatwa" (albo jeszcze gorzej) i nie dał byś wam żadnej szansy - i nie mów mi że by tak nie było - bo przypomnij sobie jak myślałeś w wieku nastu lat. I co uważasz że nie warto było a wasz syn???
I trochę mnie dziwi twoje obecne podejści do sprawy : rozdrapujesz ją, szukasz jej podknięć, błędów i co najgorsze chcesz żeby się "biła w piersi" przepraszała, oddawała ci hołd i służyła ci ZA KARĘ przez resztę lat.
O ile rozumiem twoje rozgoryczenie i smutek, zachwianie zaufania to tego co teraz piszesz nie rozumien wogóle - bo miłość prawdziwa i głęboka potrafi pokonać własną urażoną dumę wybaczyć i żyć dalej.
Wniosek mój taki z takim twoim podejściem daleko nie zajdziecie - bo ona nawet jak teraz będzie "usłużną niewolnicą - według twoich wskazówek" to wreszcie się wypali bo nie można przepraszać za coś całe życie.
Masz rację w 100% dlatego chciałem odejść bo wiem, że takim zachowaniem ją ranię a tego nie chcę. Sam też mam nie jedno na sumieniu z młodych lat ( akurat nic związanego z sexem ) gdzie z perspektywy czasu patrząc wstyd i obciach na maxa. Wiem, że z takim moim zachowaniem w pewnym momencie to ona powie w końcu dość. Wierz mi, że sam na siebie jestem wkurw... że tak reaguję. Miałem kilka sytuacji w życiu gdzie po prostu musiałem złapać się za przysłowiowe ,,jaja" i powiedzieć sobie samemu jesteś facetem czy nie. A teraz przeżywam jak ostatni frajer i tak się czuję. Wczoraj usłyszałem takie słowa od mojej żony ,,to nie ty jesteś frajerem tylko cała reszta,bo to dla ciebie się zmieniłam,ciebie pokochałam i kocham nadal i jeśli kobieta z moim doświadczeniem jak to nazywasz wybrała takiego faceta jak ty do łóżka na resztę życia to raczej powinieneś być dumny z siebie"
Wiem, że to głupie bo niby ja to wiem ale chciałem to usłyszeć od niej. Naprawdę dzięki za szczerość dziewczyny bo czasami trzeba dostać kopa w du.. zamiast pocieszania. Dzisiaj młody zostaje u babci,wolna chata,dobra kolacja i zajebisty sex a jutro koncert Georga Michaela. Zapowiada się naprawdę ciekawie:).
Zwykły facet - życie jest za krótkie żeby je marnować przez "chwile słabości sprzed lat" dlatego cieszę się że jednak "wyszedł z ciebie niezwykły facet " Powodzenia!
Aniaaaa29 napisał/a:Sam ją wepchniesz w jakieś przeszłe ramiona i nie zasłaniaj się swoim przeżywaniem!
Czego Chcesz? Wiesz? ???
To idź tą drogą!!!!!Może właśnie potrzebuję takiego wstrząsu lub jak napisałaś wyłożone czarno na białym tylko moja żona tego nie potrafi. Dzięki za szczerość.
Boli mnie po prostu ,,jakość" tych ,,związków". Bo skoro ktoś jest w stanie postępować w taki sposób, że na pierwszej randce idzie do łóżka z byle kim, że wystarczyła godzina na jakiejś imprezie żeby się całować i obmacywać z jakimś chłopakiem to jaki szacunek ma taka osoba do samej siebie? O ilość ,,przygód" nie skończonych sexem nawet Jej nie pytam bo nie mam odwagi. A ilu było rzeczywiście facetów też nie wiadomo tak naprawdę.
Zauważyłeś ,że piszesz o tym jakby to było tu i teraz ?
to jaki szacunek ma taka osoba do samej siebie?
Miała
A nie ,że ma teraz czy przez ostatnie 15 lat .
Czy możesz tak powiedzieć o kobiecie z którą żyłeś 15lat? , że nie ma do siebie szacunku?
czy o małolacie 16lat temu?
Wczoraj usłyszałem takie słowa od mojej żony ,,to nie ty jesteś frajerem tylko cała reszta,bo to dla ciebie się zmieniłam,ciebie pokochałam i kocham nadal i jeśli kobieta z moim doświadczeniem jak to nazywasz wybrała takiego faceta jak ty do łóżka na resztę życia to raczej powinieneś być dumny z siebie".
Powiedziała to, co chciałes uslyszec. Chyba w waszej rodzinie jest sporo manipulacji.
15 lat małzenstwa, to wystarczajacy kawał czasu, aby wspominac o swojej przeszłości małzonkowi, któremu sie ufa.
Wiem, że to głupie bo niby ja to wiem ale chciałem to usłyszeć od niej. Naprawdę dzięki za szczerość dziewczyny bo czasami trzeba dostać kopa w du.. zamiast pocieszania. Dzisiaj młody zostaje u babci,wolna chata,dobra kolacja i zajebisty sex a jutro koncert Georga Michaela. Zapowiada się naprawdę ciekawie:)
Sorry, emocjonalnie stoisz w miejscu - dostałes lizaka i bedzie zaj... sex, wiec rewelacja.
Nie zrozum mnie źle - nie mówie, że masz konczyc to małzenstwo, ale zacznij cos robic dla siebie i swojej stabilności.
Mam niestety, to samo doświadczenie, ale z drugiej strony zwiazku, więc solidarność jajników mi sie nie włączyła.
Zaczely tylko wychodzic kolejne i kolejne rzeczy, bo skoro jedno kłamstwo sie wydało, to juz nie trzeba sie było za bardzo hamowac i zacierac śladów.
71 2011-09-16 10:21:16 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2011-09-16 12:29:47)
Miała A nie ,że ma teraz czy przez ostatnie 15 lat .
Czy możesz tak powiedzieć o kobiecie z którą żyłeś 15lat? , że nie ma do siebie szacunku?
czy o małolacie 16lat temu?
Tak masz rację, że tak mogę powiedzieć tylko o małolacie którą była 16 lat temu. Jednak nie zapominaj, że cały czas żyła z tą świadomością nawet jako dorosła i świadoma swoich czynów kobieta. Że złapała mnie jak to się mówi ,, na dziecko" i kłamstwa. Uważam, że to jest nie w porządku i tak się nie robi komuś kogo się kocha. Nawet jeśli nie mam pretensji o to, że specjalnie chciała zajść w ciążę ( co jej się udało po trzech miesiącach współżycia) bo czy wcześniej czy później dziecko i tak byśmy chcieli mieć więc nie ma to znaczenia to z kłamstwem już tak nie jest. Czasami naprawdę jej współczuję co musiała znosić przez te wszystkie lata jak gryzło ją sumienie. Nie dręczę jej codziennym zadawaniem pytań na temat przeszłości i nie zadaję żadnych pytań od jakiegoś miesiąca czy dłużej nawet bo powiedziała mi wszystko przynajmniej według Niej samej i tego się trzymam. Powiedziałem jej, że temat uważam za zamknięty i więcej nigdy do niego nie wrócę. Staramy się żyć normalnie i nawet jak mam jakiś mały chwilowy kryzys co akurat uważam za całkiem normalne bo nie da się moim zdaniem przejść z dnia na dzień obojętnie obok całej sprawy to robię wszystko żeby minął jak najszybciej niezauważalnie dla Niej. Skoro raz skłamała i widzi jakie są tego konsekwencje to po co brnie dalej w te kłamstwa co tylko pogarsza sprawę?
Powiedziała to, co chciałes uslyszec. Chyba w waszej rodzinie jest sporo manipulacji.
15 lat małzenstwa, to wystarczajacy kawał czasu, aby wspominac o swojej przeszłości małzonkowi, któremu sie ufa.
Też tak uważam a na temat manipulacji to się już nie chce wypowiadać po raz setny bo to jest tak oczywiste, że nie ma tu nic co mogłoby być na Jej obronę.
Nie zrozum mnie źle - nie mówie, że masz konczyc to małzenstwo, ale zacznij cos robic dla siebie i swojej stabilności.
Mam niestety, to samo doświadczenie, ale z drugiej strony zwiazku, więc solidarność jajników mi sie nie włączyła.
Jak zawsze jest coś za i coś przeciw a największym problemem jest podjąć odpowiednią decyzję. W moim przypadku czy decyzja była dobra czy też nie może pokazać tylko czas.
Co do solidarności jajników to każdy ma prawo do wypowiedzenia swojego zdania i na to liczyłem wpisując swój post na tym forum. Dla mnie istotne jest żeby to były szczere wypowiedzi ludzi doświadczonych bardziej lub mniej przez życie. Jak nie wiesz co masz zrobić to każdy punkt widzenia jest w jakiś sposób pomocny a że czasami namiesza człowiekowi w głowie to już inna sprawa:).
Jedno jest pewne nie dam sobie wmówić, że się nic nie stało bo się stało i o co mi tak właściwie chodzi jeśli to przeszłość bo nie długo wyjdzie na to, że to moja wina:).
Decyzja albo jest na tak i tu muszę ponieść wszystkie ewentualne konsekwencje albo na nie i tu również muszę ponieść wszystkie wynikające z tej sytuacji konsekwencje.
Tylko, że ja nie wiem którędy w tej chwili prowadzi właściwa droga...
Kilkanaście dni temu wiedziałem ale kolejne kłamstwo... stoję tak naprawdę na rozdrożu dróg.
Aniaaaa29 napisał/a:Miała A nie ,że ma teraz czy przez ostatnie 15 lat .
Czy możesz tak powiedzieć o kobiecie z którą żyłeś 15lat? , że nie ma do siebie szacunku?
czy o małolacie 16lat temu?Tak masz rację, że tak mogę powiedzieć tylko o małolacie którą była 16 lat temu. Jednak nie zapominaj, że cały czas żyła z tą świadomością nawet jako dorosła i świadoma swoich czynów kobieta. Że złapała mnie jak to się mówi ,, na dziecko" i kłamstwa. Uważam, że to jest nie w porządku i tak się nie robi komuś kogo się kocha. Nawet jeśli nie mam pretensji o to, że specjalnie chciała zajść w ciążę ( co jej się udało po trzech miesiącach współżycia) bo czy wcześniej czy później dziecko i tak byśmy chcieli mieć więc nie ma to znaczenia to z kłamstwem już tak nie jest. Czasami naprawdę jej współczuję co musiała znosić przez te wszystkie lata jak gryzło ją sumienie. Nie dręczę jej codziennym zadawaniem pytań na temat przeszłości i nie zadaję żadnych pytań od jakiegoś miesiąca czy dłużej nawet bo powiedziała mi wszystko przynajmniej według Niej samej i tego się trzymam. Powiedziałem jej, że temat uważam za zamknięty i więcej nigdy do niego nie wrócę. Staramy się żyć normalnie i nawet jak mam jakiś mały chwilowy kryzys co akurat uważam za całkiem normalne bo nie da się moim zdaniem przejść z dnia na dzień obojętnie obok całej sprawy to robię wszystko żeby minął jak najszybciej niezauważalnie dla Niej. Skoro raz skłamała i widzi jakie są tego konsekwencje to po co brnie dalej w te kłamstwa co tylko pogarsza sprawę?
Zastanowiło mnie teraz jedno....
Czy zdecydowałeś sie na życie z Nią przede wszystkim dlatego ,że była w ciąży , kierowałeś się wyłącznie odpowiedzialnością?
Bo już nie rozumiem ? Co Was połączyło? uczucia ? miłość? - z Twojej strony.
Zastanowiło mnie teraz jedno....
Czy zdecydowałeś sie na życie z Nią przede wszystkim dlatego ,że była w ciąży , kierowałeś się wyłącznie odpowiedzialnością?
Nie. To że zaszła w ciążę specjalnie bo bała się, że mnie przy sobie nie będzie w stanie zatrzymać powiedziała mi sama. Nie pytałem o to bo nie brałem tego nawet pod uwagę. Po prostu wynikło to w trakcie którejś rozmowy na ciężkie tematy. Termin zaręczyn mieliśmy wstępnie ustalony więc wszystko toczyło się normalnym rytmem. Po prostu pewnego dnia przyszła i zaczęła płakać, że jest w ciąży i trzeba zebrać pieniądze na usunięcie jeśli oczywiście ja nie chcę tego dziecka. Chciałem i powiedziałem, że nie wyobrażam sobie aborcji. Jeśli się kochamy to damy radę wiadomo,że będzie ciężko ale damy radę. Wyglądało to wszystko bardzo zwyczajnie jak w większości takich przypadków. Szok jest dla mnie tylko taki,że zostało to nie jako zaplanowane przez Nią. Wiesz nie wiem jak to nazwać wyrafinowaniem chyba, po trupach do celu. Ta sprawa jest dla mnie zamknięta aczkolwiek jakby nie patrzeć zostałem w jakiś sposób wykorzystany tak to można odebrać patrząc z boku. Osobiście w tym przypadku nawet nie miałem co wyjaśniać czy się zastanawiać dlaczego tak a nie inaczej. Nie poświęciliśmy więcej temu tematowi nawet minuty w naszych rozmowach. Może źle zrobiłem napisze ktoś, że nie zareagowałem w inny sposób ale tak czuję i tak piszę.
74 2011-09-16 14:51:45 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-16 15:01:56)
Oszukała mnie żeby mnie zdobyć. W ciążę zaszła specjalnie żeby mnie zdobyć. Zadecydowała o moim życiu manipulując mną i moimi uczuciami nie dając mi szansy na podjęcie świadomej decyzji co dalej z naszym związkiem. Pisząc świadomej mam na myśli bez żadnych obciążeń typu gwałt,dziecko i zmyślone historyjki. I to jest dla mnie problem.
I tu jest moim zdaniem główny problem.
Nie chodzi o ilość, jakość i kolejność.
Chodzi o to, że osoba, która powinna być najbliższą - z premedytacją oszukiwała. I robi to nadal.
Przykro mi, ale dla mnie takie zachowanie jest dyskwalifikujące taką osobę jako człowieka. O partnerze/mężu/przyjacielu nie wspomnę.
Jeśli masz jakieś pytania to pytaj - bo ja patrzę na to bezstronnie ale równocześnie oczami kobiety która przeszła to samo co twoja żona
A to akurat niemożliwe. Nie można być jednocześnie oskarżonym i sędzią. ![]()
Aniaaaa29 napisał/a:Zastanowiło mnie teraz jedno....
Czy zdecydowałeś sie na życie z Nią przede wszystkim dlatego ,że była w ciąży , kierowałeś się wyłącznie odpowiedzialnością?Nie. To że zaszła w ciążę specjalnie bo bała się, że mnie przy sobie nie będzie w stanie zatrzymać powiedziała mi sama. Nie pytałem o to bo nie brałem tego nawet pod uwagę. Po prostu wynikło to w trakcie którejś rozmowy na ciężkie tematy. Termin zaręczyn mieliśmy wstępnie ustalony więc wszystko toczyło się normalnym rytmem. Po prostu pewnego dnia przyszła i zaczęła płakać, że jest w ciąży i trzeba zebrać pieniądze na usunięcie jeśli oczywiście ja nie chcę tego dziecka. Chciałem i powiedziałem, że nie wyobrażam sobie aborcji. Jeśli się kochamy to damy radę wiadomo,że będzie ciężko ale damy radę. Wyglądało to wszystko bardzo zwyczajnie jak w większości takich przypadków. Szok jest dla mnie tylko taki,że zostało to nie jako zaplanowane przez Nią. Wiesz nie wiem jak to nazwać wyrafinowaniem chyba, po trupach do celu. Ta sprawa jest dla mnie zamknięta aczkolwiek jakby nie patrzeć zostałem w jakiś sposób wykorzystany tak to można odebrać patrząc z boku. Osobiście w tym przypadku nawet nie miałem co wyjaśniać czy się zastanawiać dlaczego tak a nie inaczej. Nie poświęciliśmy więcej temu tematowi nawet minuty w naszych rozmowach. Może źle zrobiłem napisze ktoś, że nie zareagowałem w inny sposób ale tak czuję i tak piszę.
Kłamstwem sie brzydzę i nie zamierzam się za nią wstawiać , choć może to tak wygląda .
Myślę ,że na siłę się przypierniczasz , to ,że chciała za wszelką cenę być z Tobą na całe życie to świadczy ,że w tych szczeniackich poszukiwaniach odnalazła swojego rycerza i nie chciała go stracić. Zwykły instykt samozachowawczy.
Po mimo ciąży nie była taka pewna ,że z nią będziesz , więc może dziś pierniczy ,żeby zakończyć temat, palnęła coś nieprzemyślanie.
Czy gdyby była wobec Ciebie szczera 15lat temu to bylibyście razem?
Przeżyłbyś tak wspaniale te lata?
Mam przeczucie ,że masz jakiś kryzys wieku średniego , a jej pomyłki wykorzystujesz aby usprawiedliwić swój stan.
Proponuję skup się na sobie facet i na swoim problemie ze sobą w tej chwili , żebyście mogli kochać się i cieszyć sie sobą przez następne 15 lat X 3
I niewykorzystuj jej poczucia winy do łóżkowych zabaw. Tak bynajmniej odebrałam Twoję euforię o wolnym wieczorze.Teraz to ona pewnie nie tylko szpagaty będzie robić heheh
Miłego dnia
76 2011-09-16 15:40:40 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2011-09-16 15:59:39)
Czy gdyby była wobec Ciebie szczera 15lat temu to bylibyście razem?
Przeżyłbyś tak wspaniale te lata?
Nie zdecydowałbym się na związek z kobietą o takiej przeszłości ze względu na to, że oceniałbym ją przez pryzmat tylko tego co przeżyliśmy przez jakiś krótki czas. Wtedy to było zdecydowanie za mało żeby zaryzykować małżeństwo z taką osobą. Mało jest facetów którzy by się na coś takiego porwali.
Mam przeczucie ,że masz jakiś kryzys wieku średniego , a jej pomyłki wykorzystujesz aby usprawiedliwić swój stan.
Tego nie wziąłem pod uwagę:) ale nie wydaje mi się:).
I niewykorzystuj jej poczucia winy do łóżkowych zabaw. Tak bynajmniej odebrałam Twoję euforię o wolnym wieczorze.Teraz to ona pewnie nie tylko szpagaty będzie robić heheh
Małżeństwo z takim stażem zostaje samo na całą noc i mamy się nie kochać??? W dzisiejszych zabieganych czasach chwila odpoczynku od wszystkiego jest potrzebna każdemu więc dla mnie to jest jak najbardziej normalne więc nie doszukuj się jakiegoś wykorzystywania jej poczucia winy!!! Nie chce to nie będzie ale z reguły przy takich sytuacjach już wcześniej podgrzewamy sobie wzajemnie atmosferę więc i tak wiadomo jak to się skończy:).
To chyba raczej odwrotnie jakbym nie chciał zostać z Nią sam na sam to coś by było nie tak ze mną czy z nami:).
I tu jest moim zdaniem główny problem.
Nie chodzi o ilość, jakość i kolejność.Chodzi o to, że osoba, która powinna być najbliższą - z premedytacją oszukiwała. I robi to nadal.
.
No właśnie...
Przykro mi, ale dla mnie takie zachowanie jest dyskwalifikujące taką osobę jako człowieka. O partnerze/mężu/przyjacielu nie wspomnę.
Dla mnie też jak dla większości ludzi ale...za każdym razem mam nadzieję, że to będzie już ostatnie kłamstwo...
Jeśli masz jakieś pytania to pytaj - bo ja patrzę na to bezstronnie ale równocześnie oczami kobiety która przeszła to samo co twoja żona
A to akurat niemożliwe. Nie można być jednocześnie oskarżonym i sędzią.
![]()
Mam przeczucie ,że masz jakiś kryzys wieku średniego , a jej pomyłki wykorzystujesz aby usprawiedliwić swój stan.
Tego nie wziąłem pod uwagę:) ale nie wydaje mi się:).
Jednym słowem kup sobie Porshe ![]()
78 2011-09-16 16:08:36 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2011-09-16 16:13:33)
Jednym słowem kup sobie Porshe
Wolałbym Volvo ale trzeba mierzyć siły na zamiary wiec na razie wystarczy fiat ![]()
Marzyciel napisał/a:Jednym słowem kup sobie Porshe
Wolałbym Volvo ale trzeba mierzyć siły na zamiary wiec na razie wystarczy fiat
E, tam... Na tym polega kryzys wieku średniego - zamiary dużo, dużo wyższe, niż siły ![]()
Porshe Boxter iirc od 30k ![]()
Porshe Boxter iirc od 30k
I świat jest piękniejszy, brzuch mniejszy, libido większe, zakola mniejsze....
Cicho to jeszcze przede mna ![]()
83 2011-09-16 19:55:53 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-16 20:47:58)
Cicho to jeszcze przede mna
Będzie jak znalazł za 10 lat
No - chyba, ze JEDNAK już jesteś w kryzysie i oszukujesz ze swoim wiekiem ![]()
P.S. Nie - wycofuję podejrzenie.
Gdybyś był w kryzysie wieku średniego - nie zniósł byś ani sekundy, że masz pod nick'iem 'Tajemnicza Lady" ![]()
niekochana72 napisał/a:I tu jest moim zdaniem główny problem.
Nie chodzi o ilość, jakość i kolejność.Chodzi o to, że osoba, która powinna być najbliższą - z premedytacją oszukiwała. I robi to nadal.
.
No właśnie...
niekochana72 napisał/a:Przykro mi, ale dla mnie takie zachowanie jest dyskwalifikujące taką osobę jako człowieka. O partnerze/mężu/przyjacielu nie wspomnę.
Dla mnie też jak dla większości ludzi ale...za każdym razem mam nadzieję, że to będzie już ostatnie kłamstwo...
atinasarz napisał/a:Jeśli masz jakieś pytania to pytaj - bo ja patrzę na to bezstronnie ale równocześnie oczami kobiety która przeszła to samo co twoja żona
niekochana72 napisał/a:A to akurat niemożliwe. Nie można być jednocześnie oskarżonym i sędzią.
Najbardziej wkurza mnie gadanie "bylibyście szczęśliwi, gdybyś się nie dowiedział" ????!!!!
No bosssskoooo... A może tak UCZCIWIE: "Bylibyście szczęśliwi, gdyby ona nie oszukiwała" ![]()
Sorki, ale związek bez zaufania - NIE ISTNIEJE.
Czy gdyby była wobec Ciebie szczera 15lat temu to bylibyście razem?
Przeżyłbyś tak wspaniale te lata?
A to też pomieszanie pojęć! Jakie to wspaniałe lata? Hmmm.... mój osobisty watek tak się właśnie zaczyna "15 lat w kłamstwie".
Dlaczego ktokolwiek ma śmiałość przypisywać SOBIE decydowanie o życiu kogoś innego? Miała prawo kłamać, bo nie chciałby z nią być? No i miał prawo - a ona mu je odebrała.
Haha tez to zauwazylem i sobie mysle WTF, nie bylo innych rang? ![]()
29 mam, stara dupa ze mnie;)
Ale cicho bo mnie moderatorki ostatnio scigaja, juz nie offtopuje ![]()
Haha tez to zauwazylem i sobie mysle WTF, nie bylo innych rang?
29 mam, stara dupa ze mnie;)
Ale cicho bo mnie moderatorki ostatnio scigaja, juz nie offtopuje
Witam w klubie ![]()
Nawiążmy zatem do wątku (jestem juz w tym dobra) ![]()
Marzycielu - uważasz, że można usprawiedliwić tak GRUBE i DŁUGOTRWAŁE kłamstwo?
P.S. Napisz do moderacji, żeś stara dupa, ale MĘSKA
. Zmienią na net-facet ![]()
Starych dup czy sciganych
?
To jest dobre pytanie, mysle ze duzo zalezy od whole picture. Nie mozna powiedziec oklamalas mnie tam sa drzwi..
Caly czas podkresla jak sie kochaja i jaka jest ona dla niego wazna z drugiej strony podobno jest atrakcyjnym facetem i co widac inteligentnym i madrym wiec samotna starosc mu nie grozi in case of... ![]()
Mnie martwi ten jej brak zalu za grzechy...Ja bym zrobil tak jak kolega pisał, po pierwszym takim wypadku przeszperałbym dom w poszukiwaniu innych artefaktow i wyrzucil wszystko w cholere, zeby tylko nie daj boze nic wiecej nie wyszlo i nic nie przypominalo o tym a jej to zwisa jakby..
Dlatego tez pytalem czy ma pewnosc ze teraz jest w porzadku bo wiem jak kobieta umie sie kamuflowac..
Gdybym był na jego miejscu chyba siadłbym i poprosil o wyjasnienie wszystkiego, na powiedzmy wieczor amnestii zeby przyznala sie do wszystkim klamstw tak zebysmy mogli zamknac temat... I gdyby po takiej rozmowe znowu zaczelo sie cos pojawiac ze jednak nie do wszystkiego sie przyznala mimo ze miala okazje to rozwazylbym rozstanie.
Jest tez opcja "separacji", czyli zafundowac pannie terapie szokowa, przestraszyc ze to nie zabawa i moze go jednak stracic, bo tak jak pisalem mam wrazenie ze ona nie bierze w ogole tego pod uwage ze on moze odejsc..
To generalnie problem facetow ktorzy sie budza czasem i walcza o kobiete dopiero gdy ta ma juz go dosyc i odchodzi..
Moze i niektore kobiety tez tak maja... ![]()
87 2011-09-16 20:35:33 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-16 20:36:55)
Starych dup czy sciganych
![]()
?
Noooo... masz dodatkowe punkty ode mnie za odwagę ![]()
Chodziło mi o ściganie za OT, ale nie nie wypieram się swojego wieku
Kryzys mnie jeszcze nie dopadł - wynika z tego ![]()
To jest dobre pytanie, mysle ze duzo zalezy od whole picture. Nie mozna powiedziec oklamalas mnie tam sa drzwi..
Caly czas podkresla jak sie kochaja i jaka jest ona dla niego wazna z drugiej strony podobno jest atrakcyjnym facetem i co widac inteligentnym i madrym wiec samotna starosc mu nie grozi in case of...
Mnie martwi ten jej brak zalu za grzechy...Ja bym zrobil tak jak kolega pisał, po pierwszym takim wypadku przeszperałbym dom w poszukiwaniu innych artefaktow i wyrzucil wszystko w cholere, zeby tylko nie daj boze nic wiecej nie wyszlo i nic nie przypominalo o tym a jej to zwisa jakby..
Dlatego tez pytalem czy ma pewnosc ze teraz jest w porzadku bo wiem jak kobieta umie sie kamuflowac..
Gdybym był na jego miejscu chyba siadłbym i poprosil o wyjasnienie wszystkiego, na powiedzmy wieczor amnestii zeby przyznala sie do wszystkim klamstw tak zebysmy mogli zamknac temat... I gdyby po takiej rozmowe znowu zaczelo sie cos pojawiac ze jednak nie do wszystkiego sie przyznala mimo ze miala okazje to rozwazylbym rozstanie.
Jest tez opcja "separacji", czyli zafundowac pannie terapie szokowa, przestraszyc ze to nie zabawa i moze go jednak stracic, bo tak jak pisalem mam wrazenie ze ona nie bierze w ogole tego pod uwage ze on moze odejsc..
To generalnie problem facetow ktorzy sie budza czasem i walcza o kobiete dopiero gdy ta ma juz go dosyc i odchodzi..
Moze i niektore kobiety tez tak maja...
Zwykły - przeczytaj, bo marzyciel wbrew nick'owi twardo stąpa po Ziemi naszej Matce ![]()
Moje zdanie jest takie samo. Dodam, ze żona najwyraźniej czuje się pewnie, zbyt pewnie. ![]()
Bo wiesz - Ci faceci, to NIC. Dla mnie chorym jest obarczanie Ciebie kłamstwem o gwałcie. To juz dla mnie DNO. Manipulacja na maksa - no bo czegóż nie WYBACZYMY ofierze gwałtu, prawda?
Może widzę więcej w tym wszystkim ?
Jeśli uważasz jej wymuszenie waszego małżeństwa przez zajście w ciąże plus barwy za kłamstwo to może dostrzeżesz ,że twoje chowanie się za odpowiedzialnością też nie jest wobec niej uczciwe , bo nie ożeniłeś się z nią z czystej miłości tylko z odpowiedzialności.
więc od samego początku nie byłeś uczciwy.
Twoje słowa
Nie zdecydowałbym się na związek z kobietą o takiej przeszłości ze względu na to, że oceniałbym ją przez pryzmat tylko tego co przeżyliśmy przez jakiś krótki czas. Wtedy to było zdecydowanie za mało żeby zaryzykować małżeństwo z taką osobą. Mało jest facetów którzy by się na coś takiego porwali.
I nigdy nie dowiedziałbyś się , że jest tak fantastyczna!
Nieobecni nie maja racji? ehhhh.....
Ukaraj ją za to ,że czujesz się podkreślam czujesz się oszukany za to ,że chciałeś być dżentelmenem i kierowałeś się odpowiedzialnością . O swoim występkach jakoś nam się nie chwalisz? tylko zdawkowo ,że też obciach za to co o sobie wiesz , bez szczegułów.
Zwykły facet kojarzy mi się ze zwykłym facetem takim o jakich piszemy na tym temacie forum.
Wiesz jaki jest krok do sukcesu , do szczęścia?
Szczególna szczerość wobec siebie!!!
Bo ciężko zobaczyć samego siebie.....
89 2011-09-17 10:47:26 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2011-09-17 12:07:29)
Może widzę więcej w tym wszystkim ?
Jeśli uważasz jej wymuszenie waszego małżeństwa przez zajście w ciąże plus barwy za kłamstwo to może dostrzeżesz ,że twoje chowanie się za odpowiedzialnością też nie jest wobec niej uczciwe , bo nie ożeniłeś się z nią z czystej miłości tylko z odpowiedzialności.
więc od samego początku nie byłeś uczciwy.
Twoje słowa
Nie zdecydowałbym się na związek z kobietą o takiej przeszłości ze względu na to, że oceniałbym ją przez pryzmat tylko tego co przeżyliśmy przez jakiś krótki czas. Wtedy to było zdecydowanie za mało żeby zaryzykować małżeństwo z taką osobą. Mało jest facetów którzy by się na coś takiego porwali.
A ty zdecydowałabyś się na małżeństwo z facetem który poszedł do łóżka z dwoma kobietami w trakcie waszego spotykania się? Który żegna Cię pod drzwiami Twojego domu nieśmiałym buziakiem a prosto stamtąd udaje się w ramiona kobiety którą poznał kiedyś tam na dyskotece i nie wie nawet jak ma na nazwisko. Spędza z nią noc i przyjeżdża do Ciebie jakby nigdy nic.
Zdecydowałabyś się na małżeństwo z facetem dla którego nie ma znaczenia ani wygląd,ani wiek,ani nic jego partnerki ważne, że będzie sex? Który na pierwszej randce bez żadnych oporów ,,zalicza" kolejną panienkę. Który w wieku 17-18 lat pije alkohol po średnio 4 razy w tygodniu. A na końcu opowiada Ci bajeczkę, że jeszcze nigdy nie spał z żadna kobietą a w dzieciństwie to był molestowany przez wujka. Który kochając się z Tobą wcześniej dziurawi prezerwatywy po to żebyś zaszła w ciążę. Przykłady może drastyczne ale chyba porównywalne. I postaraj się spojrzeć na to nie z perspektywy 15 letniego małżeństwa tylko np. 3 miesięcznego związku. Zdecydowałabyś się???Może inni niech się też wypowiedzą czy by się zdecydowali? I nie chodzi mi tu o poklask dla moich poglądów tylko logiczne myślenie.
Jeżeli kogoś kocham to czuję się w jakiś sposób za tą osobę odpowiedzialny. Nie ważne czy to jest moja żona,syn czy brat czy przyjaciel. Jeżeli potrzebuje pomocy to każda z tych osób wie, że na mnie może liczyć zawsze i w każdej sytuacji. Po miesiącu naszego spotykania się w jednej z takich historii uczestniczyła moja przyszła żona i to była chwila przełomowa dla niej jeżeli chodzi o zmianę postrzegania mojej osoby. Nie to co jest udawane na zewnątrz,pozerstwo i sztuczność bo muszę się popisać przed kolejna laską tylko to jaki jestem naprawdę ją zafascynowało i to są jej słowa.
I nigdy nie dowiedziałbyś się , że jest tak fantastyczna!
Tak masz rację nie dowiedziałbym się nigdy i z perspektywy czasu na pewno bym tego żałował mam tego pełną świadomość.
Nieobecni nie maja racji? ehhhh.....
To akurat można przypiąć do każdego tematu na tym forum...
Ukaraj ją za to ,że czujesz się podkreślam czujesz się oszukany za to ,że chciałeś być dżentelmenem i kierowałeś się odpowiedzialnością .
Tak jestem odpowiedzialnym facetem i jestem z tego dumny. Czy jestem dżentelmenem nie wiem nie mnie to oceniać. Mogę zapytać żony:)
O swoim występkach jakoś nam się nie chwalisz? tylko zdawkowo ,że też obciach za to co o sobie wiesz , bez szczegułów.
O szczegółach wie moja żona. Gdy zaczęliśmy się spotykać przebywaliśmy praktycznie tylko w moim towarzystwie wiec siłą rzeczy pewne sprawy musiały wyjść a do reszty się po prostu przyznałem bo nie chciałem żeby dowiedziała się od kogoś. I skoro ona to zaakceptowała to uważam że nie mam nic sobie do zarzucenia. Mogę powiedzieć było minęło tak jak powinienem powiedzieć o przeszłości mojej żony. Różnica jest tylko taka,że ja się przyznałem. A co do towarzystwa mojej żony z tamtych czasów dopiero teraz mnie zastanowiło dlaczego nigdy nie poznałem jej koleżanek ( oprócz jednej z której bratem wylądowała w łóżku ). Wtedy uznałem, ze po prostu moi znajomi jej pasują i tyle.
Zwykły facet kojarzy mi się ze zwykłym facetem takim o jakich piszemy na tym temacie forum.
Wiesz jaki jest krok do sukcesu , do szczęścia?Szczególna szczerość wobec siebie!!!
Bo ciężko zobaczyć samego siebie.....
Znam swoje wady i zalety na szczęście tych drugich jest zdecydowanie więcej:). Szczerość wobec siebie czyli co? Jednego dnia mam tak, że opcji rozstania nie biorę pod uwagę absolutnie a drugiego, że właśnie to powinienem zrobić. Jestem szczery bo sam przed sobą potrafię się przyznać czy też na tym forum jakie targają mną emocje i uczucia. A jeżeli chodzi Ci o kwestię małżeństwa z odpowiedzialności to wyjaśniłem to już wcześniej. Dodam, że gdybym był wtedy taki odpowiedzialny,wyrachowany i kalkulował na zimno czy warto czy nie warto to pewnie wziąłbym pod uwagę kilka spraw na które nie zwróciłem absolutnie uwagi. Jak to mówią miłość jest ślepa:).
Gdybym był na jego miejscu chyba siadłbym i poprosil o wyjasnienie wszystkiego, na powiedzmy wieczor amnestii zeby przyznala sie do wszystkim klamstw tak zebysmy mogli zamknac temat... I gdyby po takiej rozmowe znowu zaczelo sie cos pojawiac ze jednak nie do wszystkiego sie przyznala mimo ze miala okazje to rozwazylbym rozstanie.
Takich rozmów mieliśmy trzy i następnej już nie będzie. Podczas ostatniej przyrzekała, że więcej w życiu mnie nie okłamie. Na razie po trzeciej nic nie wyszło ale odbyła się w dniu w którym chciałem odejść wiec całkiem nie dawno. Tak jak napisała niekochana problem w tej chwili jest w kłamstwach a nie ilu ich było czy jacy oni byli czy cokolwiek innego. Ja jestem gotowy usłyszeć wszystko ale tylko prawdę. Zastanawiam się sam po co mi ona jest tak naprawdę potrzebna i chyba po to żebym mógł jej zaufać powtórnie. Ja po prostu chyba potrzebuję poczucia bezpieczeństwa w tym sensie że nic mnie nie zaskoczy za tydzień,miesiąc,rok. Z kolei po tylu kłamstwach jakie to poczucie może mieć wartość? Na tą chwilę nie wiem. Wczoraj zlikwidowała konto na Naszej Klasie z którego korzystała dosyć często. Zapytam Ją jaki był powód ale ruch jest dosyć nerwowy tak bym to nazwał...
90 2011-09-17 12:36:59 Ostatnio edytowany przez ziomek (2011-09-17 12:44:38)
nici napisał/a:A może terapia małżeńska by coś pomogła ?
Byłem najpierw sam u psychologa i rzeczywiście pomogło w początkowej fazie całego zdarzenia. Po dwóch wizytach zaproponowała nam wizyty razem. To też pomogło w jakiś sposób. Normalne życie wygląda prawie całkiem zwyczajnie. Tylko sytuacja np. taka jak opiszę poniżej:
U znajomych na wsi jest taka, że tak powiem ,,żona" wszystkich samotnych facetów-pijaczków:). Pewnego dnia moja koleżanka była świadkiem jak owa ,,żona" rozmawiała z jednym kolesiem.
-no choć kupię coś do wypicia i pójdziemy do mojego kumpla na chatę-mówi On.
-nie wiem czy powinnam bo znam Cię dopiero od kilku dni- mówi Ona
-no choć zabawimy się nikt nie będzie przecież wiedział-stwierdził koleś.
No i poszli zrobić to co zaplanowali:).
Przytoczyłem fragment jakby najbardziej istotny reszta jest ciekawa jak się zna te osoby.
Na jednej z imprez cała historia została opowiedziana ze wszystkim pikantnymi szczegółami jako anegdota.Wiesz kto opowiadał śmiejąc się po prostu do łez z całej sytuacji...tak właśnie moja żona. Myślałem, że po prostu wstanę i najzwyczajniej pierd.... drzwiami. Nie wytrzymałem i powiedziałem jej, że ostatni raz jestem świadkiem jak robi coś takiego i nie życzę sobie wyśmiewania się z kogoś kto nie był w pewnym okresie swojego życia na tyle cwany,zakłamany żeby kogoś oszukać dzięki czemu być może zmienić całe swoje życie. Ona znała go kilka dni a Ty szłaś do łóżka z kolesiem którego znałaś jeden dzień wiec czym się od niej różnisz w tej konkretnej sytuacji?Stwierdziła żebym jej nie porównywał do tej kurwy.Zapytałem jeszcze raz czym się różnisz od niej w tym konkretnym przypadku. Nie mówię o całym jej życiu i Twoim tylko o tej jednej konkretnej sytuacji.Nie odpowiedziała...W takich sytuacjach po prostu siadam i się zastanawiam co ja tutaj robię???Czy wystarczy mi siły,miłości,cierpliwości żeby wybaczyć to wszystko???I przede wszystkim czy ja chcę żeby mi wystarczyło???Sam nie umiem sobie na to pytanie w tej chwili odpowiedzieć.Jeśli zaufam a prawda znowu okaże się inna to moja żona po prostu zaryzykowała jeszcze raz.Znowu się nie udało trudno. A ja...jak mam się pozbierać wtedy...
Zauważyłem ,że wypowiedziałeś się o samotnych facetach w pogardliwy sposób ,nazywając ich pijaczkami .Spożywają za dużo alkoholu , czujesz się lepszy od nich.Chciałem ci uświadomić tylko jedną rzecz , jesteś takim słabym człowiekiem żyjąc z kobietą , która za młodu sypała się jak łupież,iż nie masz prawa kogokolwiek oceniać .Od kobiety nie odejdziesz ,bo nikt inny cię nie zechce.Gdyby to ona odeszła , to sam zacząłbyś mieć olbrzymie kłopoty ze sobą ,możliwe ,że z alkoholem również.
Nie szydź z innych , tylko popatrz na siebie.
Taka mała dygresja nie mogłem się powstrzymać ![]()
CO do tematu .....nie ma sensu go już chyba ciągnąc , ponieważ i tak nie odejdziesz od tej kobiety i tyle
Zauważyłem ,że wypowiedziałeś się o samotnych facetach w pogardliwy sposób ,nazywając ich pijaczkami .Spożywają za dużo alkoholu , czujesz się lepszy od nich.
Bardziej chodziło mi o sformułowanie pijaczki niż samotni. Może źle to ująłem ale chciałem żeby każdy wiedział o co chodzi. Akurat o nich można powiedzieć, że to ostatnie stadium choroby alkoholowej a od kogoś kto jest chory nie czuje się lepszy.
Chciałem ci uświadomić tylko jedną rzecz , jesteś takim słabym człowiekiem ,że jesteś być z kobietą , która za młodu sypała się jak łupież .
Czy jestem slaby?Jeśli chodzi o moje małżeństwo to czasami odnoszę takie wrażenie dlatego jak ktoś napisał może to jest jakaś forma uzależnienia. Jeżeli chodzi o życie codzienne to nie zgodzę się z Tobą. Czy każda kobieta, która sypała się jak łupież wybiera słabego faceta?Przyznam, że ciekawe spostrzeżenie.
Nie odejdziesz od niej ,bo nikt inny cię nie zechce.Gdyby to ona odeszła , to sam zacząłbyś mieć olbrzymie kłopoty ze sobą ,możliwe ,że z alkoholem również.
Co do alkoholu to piję jak większość:) czy bym zaczął pić nałogowo? Chyba mimo wszystko zdrowie już nie to:) ale różnie w życiu bywa. Czy ktoś by mnie zechciał nie umiem Ci odpowiedzieć bo nie wiem.
Nie szydź z innych , tylko popatrz na siebie.
Z nikogo nie szydzę po prostu użycie zwrotu ,,pijaczek" jest potocznym określeniem osoby nadużywającej alkoholu. Słowa samotny skoro ktoś jest rzeczywiście samotny też nie uważam za szyderstwo ale być może nieszczęśliwie połączyłem te dwa słowa. Na pewno nie chciałem w ten sposób kogoś urazić. Może to Ty masz jakieś kłopoty z alkoholem czy samotnością, że wyskoczyłeś tak nagle z oburzeniem:). Taka mała dygresja nie mogłem się powstrzymać:).
Taka mała dygresja nie mogłem się powstrzymać
CO do tematu .....nie ma sensu go już chyba ciągnąc , ponieważ i tak nie odejdziesz od tej kobiety i tyle
Na pewno powodem odejścia czy też kontynuacji tego związku nie będzie to ,,że sypała się jak łupież"
Cześć ludzie.
Wymieniamy tu często róznych specjalistów psycho taki psycho inny, to róznej maści lekarze od duszy. Pamiętać warto, że współcześni i cieszący się sławą psycholodzy(piszący również książki akademickie) definiują psychologię jako naukę o duszy.
Być może coś przeoczyłem wsród tych wszystkich dobrych rad ale czy ktoś poradził temu człowiekowi, by szukać pomocy w sakramentach: spowiedź, komunia Święta, ostatecznie egzorcyzm. Znam kilka przypadków ich zastosowania-daje to szansę na uwolnienie się i ozdrowienie a nie zasypanie na jakiś czas piaskiem.
cmok...
Ale nie odpowiedzialas na najwazniejsze pytanie..
Kogo trzeba wyslac do egzorcysty ja czy jego...;)
Spowiedź? Zawsze myślałam, że do spowiedzi idzie się wyznać SWOJE grzechy, nie czyjeś. Uważam, że chyba taki wątek jest lepszy od spowiedzi, bo przecież może się wygadać kiedy chce, w jakis sposób anonimowo i nie latać do księdza ciągle.
Komunia Święta... Do kościoła zawsze można iść i liczyć na to, że Bóg wskaże drogę. Ja tego nie potępiam. Tylko, żeby jeszcze Bóg zabrał niektóre myśli z głowy to by był pełen serwis.
Egzorcyzm? A czy tu nie potrzeba być opętanym? Z tego co się naczytałam o egzorcyzmach, i tyle co filmów się naoglądałam to żeby taki egzorcyzm odprawić trzeba najpierw wykluczyć wszystkie choroby psychiczne. To raczej nie jest proste żeby taki egzorcyzm sobie "zamówić". Ale mogę się mylić.
Widzę facet, że raz gorzej, raz lepiej u Ciebie. Masz wahania nastrojów, emocji, wydarzeń. Tylko w depresję nie popadnij przez to wszystko!
Ale nie odpowiedzialas na najwazniejsze pytanie..
Kogo trzeba wyslac do egzorcysty ja czy jego...;)
Po co egzorcysta?Ją spalić na stosie a mnie na siłę nawrócić i sprawa rozwiązana:).
Wymieniamy tu często róznych specjalistów psycho taki psycho inny, to róznej maści lekarze od duszy. Pamiętać warto, że współcześni i cieszący się sławą psycholodzy(piszący również książki akademickie) definiują psychologię jako naukę o duszy.
Być może coś przeoczyłem wsród tych wszystkich dobrych rad ale czy ktoś poradził temu człowiekowi, by szukać pomocy w sakramentach: spowiedź, komunia Święta, ostatecznie egzorcyzm. Znam kilka przypadków ich zastosowania-daje to szansę na uwolnienie się i ozdrowienie a nie zasypanie na jakiś czas piaskiem.
cmok...
Nie wiem czy sobie jaja robisz czy mówisz serio?:). Odpowiem na dwa sposoby żeby Cię nie urazić tak jak kolegi kilka postów wcześniej, który czuje się lepszy od kobiety która ,,sypała się jak łupież" ale gorszy ode mnie więc musiał wyładować swoją frustrację. Jestem niewierzący więc Twoja dobra rada odpada. I nie zarzucaj mi tekstu, że Bóg mnie pokarał niewiernego. Patrząc na ludzi wokół żyję w zgodzie z częścią dekalogu nie odnosząca się do Boga w taki sposób, że spory procent katolików w tym kraju może brać ze mnie przykład. Szanuję każdą religię ale większość z nich przyniosła światu za dużo zła żeby w nie wierzyć.To tyle jeśli chodzi o komentarz na serio.
Jeśli chciałeś mnie rozbawić to Ci się udało:) to komentarz na wesoło:).
Marzyciel napisał/a:Ale nie odpowiedzialas na najwazniejsze pytanie..
Kogo trzeba wyslac do egzorcysty ja czy jego...;)Po co egzorcysta?Ją spalić na stosie a mnie na siłę nawrócić i sprawa rozwiązana:)
Przyznam się, że CZASAMI stosik, kamienowanko - mnie tu proponowano.
Ale jeszcze żyję.
zodian napisał/a:Być może coś przeoczyłem wsród tych wszystkich dobrych rad ale czy ktoś poradził temu człowiekowi, by szukać pomocy w sakramentach: spowiedź, komunia Święta, ostatecznie egzorcyzm. Znam kilka przypadków ich zastosowania-daje to szansę na uwolnienie się i ozdrowienie a nie zasypanie na jakiś czas piaskiem.
cmok...Nie wiem czy sobie jaja robisz czy mówisz serio?:). Odpowiem na dwa sposoby żeby Cię nie urazić tak jak kolegi kilka postów wcześniej, który czuje się lepszy od kobiety która ,,sypała się jak łupież" ale gorszy ode mnie więc musiał wyładować swoją frustrację. Jestem niewierzący więc Twoja dobra rada odpada. I nie zarzucaj mi tekstu, że Bóg mnie pokarał niewiernego. Patrząc na ludzi wokół żyję w zgodzie z częścią dekalogu nie odnosząca się do Boga w taki sposób, że spory procent katolików w tym kraju może brać ze mnie przykład. Szanuję każdą religię ale większość z nich przyniosła światu za dużo zła żeby w nie wierzyć.To tyle jeśli chodzi o komentarz na serio.
Jeśli chciałeś mnie rozbawić to Ci się udało:) to komentarz na wesoło:).
Kwestię wiary możemy sobie odpuścić - zdrada i kłamstwo boli każdego. Wiem, bo miałam okazję poznać tu na forum i dyskutować z róznymi ludźmi od ateistów, przez agnostyków do wyznawców wszelkich Kościołów.
BÓL jest demokratyczny i toleracyjny - w doopie ma nasze wyznanie lub jego brak
Ja osobiście dzielę ludzi na DOBRYCH i ZŁYCH. Moim skromnym zdaniem to bardzo sprawiedliwy podział. ![]()
zwykły facet chyba pora, żebyśmy porozmawiali poważnie
Napisałeś:
Czy jestem slaby?Jeśli chodzi o moje małżeństwo to czasami odnoszę takie wrażenie dlatego jak ktoś napisał może to jest jakaś forma uzależnienia. Jeżeli chodzi o życie codzienne to nie zgodzę się z Tobą. Czy każda kobieta, która sypała się jak łupież wybiera słabego faceta?Przyznam, że ciekawe spostrzeżenie.
Istnieje taki rodzaj uzależnienia - "love addiction" i nie żartuję tu jak kolega powyżej o egzorcyzmach. Czasami tak jest, że przedkładamy "miłość" (ten cudzysłów MA znaczenie) nad własne dobro, godność. Przeważnie robią tak osoby, które z różnych przyczyn (często tkwiących w dzieciństwie) nie nauczyły się kochać i szanować samych siebie.
To ciężki temat - zwłaszcza dla mężczyzn - bo trzeba przyznać się do własnej słabości.
Nikt z nas tego nie lubi, a Panowie (sorki, ale tak jest) mają z tym największy problem. Nie wszyscy - oczywiście - ale większość jednak tak.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeśli taki człowiek nie "przepracuje" swojego problemu, to jeśli nawet zakończy ten toksyczny związek, to kolejny - będzie równie patologiczny. Może sam problem będzie inny, ale nadal będzie KRZYWDZIŁ samego siebie.
I dlaetego - TAK - tacy ludzie jak Ty - bez zmierzenia się ze SWOJĄ "dolegliwością" ZAWSZE będą wybierać kobiety, które ich będą ranić. Taki schemat, który trzeba przełamać. A nie uda się tego zrobić bez:
* przyznania, że TY masz problem
* nazwania tego problemu
* poszukania przyczyn
* przerobienia problemu - co procesem długotrwałym jest
* nieustannej walki z ciągotami do "starych" zachowań
Pewnie zwróciłeś uwagę, że te punkty, to można podciągnąć do kazdego uzależnienia. Tak - bo mechcnizm jest taki sam.
Można wygrać, ale nie jest to sprawa prosta. ![]()
Można wygrać - mówi Ci to niekochana72, która większość życia wybierała facetów z "bałaganem w oczach", którzy z czasem zamieniali jej życie w piekło. Ale w końcu zrozumiałam, że to we MNIE tkwi problem i zawalczyłam. Za 16 dni mam nadzieję uwolnić się formalnie od OSTATNIEGO "zabałagonionego" faceta w moim życiu. ![]()
Teraz wybieram świadomie, bo "love addiction" - jak każde uzależnienie - tylko czeka na błąd. ![]()
Jesli czujesz, że dotyczy Ciebie to, o czym starałam się w miarę jasno napisać - służe radą i pomocą. Jest nas tu sporo na forum - większość to kobiety, ale mężczyźni też się trafiają. Ci odważniejsi - potrafią się do tego przyznać ![]()
Poczytałam sobie i jak zwykle większość z radzących dzieli świat na czarny i biały zapominając o szarości dnia codziennego - a najlepsze jest to że sztywno trzymają się poradników psychologicznych zapominając że nie chodzi tu o teorie tylko o żywych ludzi i ich los - zwykłego faceta, jego żonę i najważniejsze syna.
A co do bycia oskarżoną i sędzią to w przeciwieństwie do tego co sugeruje Niekochana - nie jestem oskarżoną - tylko jeśli już to rozgrzeszoną bo - winę wyznałam, odpokutowałam (przez 15 lat) i zostało mi wybaczone - sędzią też nie jestem bo nie oceniałam postępowania jego żony tylko próbowałam pokazać jakie myślenie towarzyszy czasem małolatom uwikłanym w różne sprawy w młodości.
Wiem tylko jedno z większości wpisów wprost lub między wierszami zawarta jest jedna rada "odejdź od żony bo nie jest nic warta skoro 15 lat temu dopuściła się kłamstwa" i to jest oskarżanie i wydawanie wyroku. Mam takie dziwne wrażenie, że jeśli Zwykły facet posłuch tych rad to nie będzie nigdy szczęśliwy.
98 2011-09-18 12:40:16 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-18 12:40:57)
A co do bycia oskarżoną i sędzią to w przeciwieństwie do tego co sugeruje Niekochana - nie jestem oskarżoną - tylko jeśli już to rozgrzeszoną bo - winę wyznałam, odpokutowałam (przez 15 lat) i zostało mi wybaczone - sędzią też nie jestem bo nie oceniałam postępowania jego żony tylko próbowałam pokazać jakie myślenie towarzyszy czasem małolatom uwikłanym w różne sprawy w młodości..
Nie neguję, że poczytałaś nasze posty, ale jednak nadal kiepsko ze zrozumieniem. Po pierwsze i najważniejsze - nie Tobie oceniać, czy zostało Ci wybaczone. To mógłby nam powiedzieć Twój mąż. Sama chyba masz co do tego wątpliwości, skoro po przeczytaniu pierwszego posta zwykłego faceta przyszło Ci na myśl, że to Twój mąż mógł napisać...
Po drugie - uparcie i po raz kolejny powtarzam - nie jest problemem to, Z KIM i ILE RAZY robiłyście to jako małolaty. Dla mnie dyswalifikującym zachowaniem jest OKŁAMYWANIE i to przez wieke lat osoby, która miała do was bezgraniczne zaufanie, a już wymyślenie gwałtu, to dla mnie DNO. Po prostu.
Wiem tylko jedno z większości wpisów wprost lub między wierszami zawarta jest jedna rada "odejdź od żony bo nie jest nic warta skoro 15 lat temu dopuściła się kłamstwa" i to jest oskarżanie i wydawanie wyroku. Mam takie dziwne wrażenie, że jeśli Zwykły facet posłuch tych rad to nie będzie nigdy szczęśliwy.
Każdy z nas wypowiada swoją opinię, a co zrobi zwykły facet - będzie jego decyzją. Przez 15 lat wysłuchiwał kłamstw i manipulacji żony - może pora na posłuchanie opinii IINYCH? Zresztą on sam zadecydował, że tego potrzebuje - dlatego opisał tu swoją historię.
Widzisz - o tym właśnie pisałam, gdy wspomniałam o tym, że nie można być jednocześnie sędzią i oskarżonym - nie jesteś obiektywna. To NIE BYŁO kłamstwo sprzed piętnastu lat - to JEST kłamstwo ciągnięte PRZEZ 15 lat. Moja empatia pozwala mi zaledwie na WYOBRAŻENIE sobie, jak wiele ograniczeń, bólu i współczucia przez te wszystkie lata towarzyszyło Waszym mężom. A wszystkooparte na ZMYŚLONEJ historyjce.
A ja mam pewność co do jednego - zwykły facet może być szczęśliwy z kimś, kto potrafi kogoś innego PRÓCZ SIEBIE. Bo takie zachowanie, które zaprezentowałyście - to skrajny EGOZIM. Tylko Wy - to się liczyło.
Kłamstawa - by nie zostawił. Kłamstwa - by Wam było dobrze. Bleeee.... Dla mnie to skrajny EGOIZM.
Nie neguję, że poczytałaś nasze posty, ale jednak nadal kiepsko ze zrozumieniem. Po pierwsze i najważniejsze - nie Tobie oceniać, czy zostało Ci wybaczone. To mógłby nam powiedzieć Twój mąż. Sama chyba masz co do tego wątpliwości, skoro po przeczytaniu pierwszego posta zwykłego faceta przyszło Ci na myśl, że to Twój mąż mógł napisać...
Niekochana Twój sposób postrzegania pewnych rzeczy jest naprawdę dosadnie na maxa do bólu celny:).
Widzisz - o tym właśnie pisałam, gdy wspomniałam o tym, że nie można być jednocześnie sędzią i oskarżonym - nie jesteś obiektywna. To NIE BYŁO kłamstwo sprzed piętnastu lat - to JEST kłamstwo ciągnięte PRZEZ 15 lat. Moja empatia pozwala mi zaledwie na WYOBRAŻENIE sobie, jak wiele ograniczeń, bólu i współczucia przez te wszystkie lata towarzyszyło Waszym mężom.
Powiem tak. Szczęście w nieszczęściu, że mój związek przez te wszystkie lata można uznać za normalny i szczęśliwy pomimo różnych zgrzytów jak w każdym związku. Nie znam szczegółów związku atinasarz ale chyba też tak było skoro są mimo wszystko razem. Gdybym po 15 latach podsumował swoje małżeństwo jako nieudane to przyznam, że psycha pewnie siada w takich momentach. Poczucie straconego tak naprawdę czasu musi być straszne.
Wiem tylko jedno z większości wpisów wprost lub między wierszami zawarta jest jedna rada "odejdź od żony bo nie jest nic warta skoro 15 lat temu dopuściła się kłamstwa" i to jest oskarżanie i wydawanie wyroku. Mam takie dziwne wrażenie, że jeśli Zwykły facet posłuch tych rad to nie będzie nigdy szczęśliwy.
Dlatego, cieszę się,że mimo wszystko wpisałaś się tutaj. Tak jak w każdej sytuacji poglądy będą podzielone bo nie ma dwóch takich samych ludzi. Opisałem swoją historie na tym forum po to żeby poznać zdanie innych osób. Bo tak mam, że jeśli sobie z czymś nie radzę czy czegoś nie wiem to nie udaję najmądrzejszego na świecie tylko pytam o radę lub proszę o pomoc. Tak jak napisała niekochana chodzi tu tylko i wyłącznie o kłamstwo decydujące tak naprawdę o czyimś życiu. Stawiając się w sytuacji drugiej osoby można ją spróbować zrozumieć i ja staram się to zrobić. Świadomość wyrządzonej krzywdy jest jednak bardzo silna. Aniaaaa29 wychodzi z założenia, że jeśli się kogoś kocha to nic więcej nie powinno mieć znaczenia. Przynajmniej tak to odbieram. Moim zdaniem ma znaczenie wszystko dookoła nawet jeśli się kogoś kocha. Miłość nie powinna być ślepa i bezgraniczna. Taką uważam swoją do czasu aż poznałem przeszłość mojej żony. Mając pełną świadomość jak wyglądało jej życie w pewnych sytuacjach zareagowałbym zupełnie inaczej. Pewne sytuacje w naszym życiu nigdy by nie nastąpiły. Pewne moje zachowania były pochodną tego co wiedziałem a nie tego co powinienem wiedzieć. I to jest różnica w stwierdzeniu kłamstwo sprzed 15 lat. Tak jak napisała niekochana to jest kłamstwo ciągnące się przez 15 lat. Krótki przykład. Moja żona sama stwierdziła, że gdybym wiedział wtedy jaka jest prawda to po jej tekście o tym, że dziecko które wychowujemy nie jest moje po prostu bym wyszedł z domu i tyle...
niekochana72 napisał/a:Nie neguję, że poczytałaś nasze posty, ale jednak nadal kiepsko ze zrozumieniem. Po pierwsze i najważniejsze - nie Tobie oceniać, czy zostało Ci wybaczone. To mógłby nam powiedzieć Twój mąż. Sama chyba masz co do tego wątpliwości, skoro po przeczytaniu pierwszego posta zwykłego faceta przyszło Ci na myśl, że to Twój mąż mógł napisać...
Niekochana Twój sposób postrzegania pewnych rzeczy jest naprawdę dosadnie na maxa do bólu celny:). ...
Stąd te częste propozycje mego całospalenia tudzież ukamienowania ![]()
niekochana72 napisał/a:Widzisz - o tym właśnie pisałam, gdy wspomniałam o tym, że nie można być jednocześnie sędzią i oskarżonym - nie jesteś obiektywna. To NIE BYŁO kłamstwo sprzed piętnastu lat - to JEST kłamstwo ciągnięte PRZEZ 15 lat. Moja empatia pozwala mi zaledwie na WYOBRAŻENIE sobie, jak wiele ograniczeń, bólu i współczucia przez te wszystkie lata towarzyszyło Waszym mężom.
Powiem tak. Szczęście w nieszczęściu, że mój związek przez te wszystkie lata można uznać za normalny i szczęśliwy pomimo różnych zgrzytów jak w każdym związku. Nie znam szczegółów związku atinasarz ale chyba też tak było skoro są mimo wszystko razem. Gdybym po 15 latach podsumował swoje małżeństwo jako nieudane to przyznam, że psycha pewnie siada w takich momentach. Poczucie straconego tak naprawdę czasu musi być straszne.
Mogę Ci zdać relację z pierwszej ręki z w tym temacie
Nawet to 15 lat się zgadza
Psyche siada - bez dwóch zdań. Ale jak podejmujesz walkę - z czasem czujesz ulgę. A potem następuje etap, gdy jesteś szczęsliwy. ![]()
[ Bo tak mam, że jeśli sobie z czymś nie radzę czy czegoś nie wiem to nie udaję najmądrzejszego na świecie tylko pytam o radę lub proszę o pomoc. Tak jak napisała niekochana chodzi tu tylko i wyłącznie o kłamstwo decydujące tak naprawdę o czyimś życiu. Stawiając się w sytuacji drugiej osoby można ją spróbować zrozumieć i ja staram się to zrobić. Świadomość wyrządzonej krzywdy jest jednak bardzo silna..
Bardzo mądrze czynisz. I świetnie, że dostrzegasz, potrafisz nazwać i to GŁOŚNO świadomość swojej krzywdy.
[ Aniaaaa29 wychodzi z założenia, że jeśli się kogoś kocha to nic więcej nie powinno mieć znaczenia. Przynajmniej tak to odbieram. Moim zdaniem ma znaczenie wszystko dookoła nawet jeśli się kogoś kocha. Miłość nie powinna być ślepa i bezgraniczna. Taką uważam swoją do czasu aż poznałem przeszłość mojej żony. Mając pełną świadomość jak wyglądało jej życie w pewnych sytuacjach zareagowałbym zupełnie inaczej. Pewne sytuacje w naszym życiu nigdy by nie nastąpiły. Pewne moje zachowania były pochodną tego co wiedziałem a nie tego co powinienem wiedzieć. I to jest różnica w stwierdzeniu kłamstwo sprzed 15 lat. Tak jak napisała niekochana to jest kłamstwo ciągnące się przez 15 lat. Krótki przykład. Moja żona sama stwierdziła, że gdybym wiedział wtedy jaka jest prawda to po jej tekście o tym, że dziecko które wychowujemy nie jest moje po prostu bym wyszedł z domu i tyle...
To wszystko prawda. Miłość NIGDY nie powinna być ślepa.
Kurcze - ja cały czas nie rozumiem, dlaczego ktokolwiek ma ochotę tłumaczyć taką patologię: "Nakłamię, by wywołać w Tobie poczucie winy - wtedy mnie nie zostawisz".
Co za hipokryzja!!! Jeśli wstydzisz się swojej przeszłości - nie mów o niej. NIE MUSISZ. Ach.... że jak nie powiesz, to zostawi? No cóż - to się nazywa KONSEKWENCJE.
Ja osobiście NIGDY nie pytam swoich partnerów o ich przeszłość i nie spodziewam się sama takich pytań. Jeśli dla kogoś ma to tak ogromne znaczenie - nie zgadzamy się światopoglądowo i chyba nie jest odpowiednim partnerem dla mnie. Ale w takiej sytuacji sprawa jest prosta - OBOJE mamy mozliwość wyboru. Świadomego wyboru.
101 2011-09-18 21:55:07 Ostatnio edytowany przez iruda (2011-09-18 21:55:59)
Nawet to 15 lat się zgadza
Psyche siada - bez dwóch zdań. Ale jak podejmujesz walkę - z czasem czujesz ulgę. A potem następuje etap, gdy jesteś szczęsliwy.
Ta 15-tka to w małzenstwie jakas magiczna liczba ![]()
U mojego M. Sex and Love Addict tez wyszło w pełnej krasie własnie w 15-tym roku małzenstwa.
Dlatego pisałam wczesniej o wspólnocie SLAA
102 2011-09-18 21:58:16 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-18 21:58:43)
niekochana72 napisał/a:Nawet to 15 lat się zgadza
Psyche siada - bez dwóch zdań. Ale jak podejmujesz walkę - z czasem czujesz ulgę. A potem następuje etap, gdy jesteś szczęsliwy.
Ta 15-tka to w małzenstwie jakas magiczna liczba
U mojego M. Sex and Love Addict tez wyszło w pełnej krasie własnie w 15-tym roku małzenstwa.
Dlatego pisałam wczesniej o wspólnocie SLAA
Ha - to i "M" się zgadza ![]()
U mojego męża akurat nie SLA, ale jakie ma to znaczenie? ![]()
Istnieje taki rodzaj uzależnienia - "love addiction"
Troszkę poczytałem na ten temat i pytanie może głupie ale podobno nie ma głupich pytań:). Czy to możliwe abyśmy oboje borykali się z takim problemem?
104 2011-09-20 12:35:24 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-20 12:36:09)
niekochana72 napisał/a:Istnieje taki rodzaj uzależnienia - "love addiction"
Troszkę poczytałem na ten temat i pytanie może głupie ale podobno nie ma głupich pytań:). Czy to możliwe abyśmy oboje borykali się z takim problemem?
Nie ma głupich pytań. Raczej nie - to działa na zasadzie kat-ofiara.
Mam nadzieję, że Cię nie urażę, ale jeśli wszystko tu opisałeś szczerze, to na moje z lekka już w temacie doświadczone oko Ty borykasz się z tym problemem.
Problem w większości dotyczy kobiet, do nich tez jest adresowana w przewadze literatura, ale mężczyźnie też są dotknięci tym uzależnieniem.
Jest taka strona: kobieceserca.pl - tam znajdziesz najlepsze w języku polskim informacje.
Dla lepszego zrozumienia wklejam dobre "wytłumaczenie" słów "love addiction" - sorki, ale wersja tekstu adresowana do kobiet ![]()
"Czym jest kochanie za bardzo?
Jeżeli miłość oznacza dla Ciebie cierpienie...
Jeżeli znosisz upokorzenia, przywołując w pamięci chwile,
kiedy tak był dla Ciebie dobry i czuły...
Jeżeli wierzysz, że dzięki Twoim wysiłkom zmieni się na lepsze...
Jeżeli związek z nim powoduje, że masz coraz mniejsze poczucie własnej wartości...
Jeżeli pomimo bólu nie potrafisz się z nim rozstać, a jeżeli już to zrobiłaś, to boli Cię nadal...
Jeżeli nie możesz zrozumieć, dlaczego Cię opuścił, choć tak się dla niego poświęcałaś...
... to znaczy że jesteś kobietą, która kocha za bardzo"
niekochana72 napisał/a:Istnieje taki rodzaj uzależnienia - "love addiction"
Troszkę poczytałem na ten temat i pytanie może głupie ale podobno nie ma głupich pytań:). Czy to możliwe abyśmy oboje borykali się z takim problemem?
Oj TAK!
znam to z autopsji
zwykły facet napisał/a:niekochana72 napisał/a:Istnieje taki rodzaj uzależnienia - "love addiction"
Troszkę poczytałem na ten temat i pytanie może głupie ale podobno nie ma głupich pytań:). Czy to możliwe abyśmy oboje borykali się z takim problemem?
Oj TAK!
znam to z autopsji
Ciekawe...
Biorąc pod uwagę zamianę płci przy pytaniach osiem odpowiedzi na tak przy trzech innych powiedzmy pól na pół. Sceptycznie jestem nastawiony do tego bo część pytań dotyczy rzeczy, które uważam za całkiem normalne. Chyba, że tylko ja uważam je za normalne:).
Czytałem też wątek dotyczący tego problemu i zagadnień nie ujętych w pytaniach a patrząc pod kątem własnego związku jeśli:
- zawsze to ja wyciągam rękę do zgody,
- nie lubię się kłócić więc robię ,,bardzo dużo" żeby takie sytuacje nie następowały,
- mam poczucie winy w sytuacjach w których nie powinienem mieć ( przynajmniej moim zdaniem ),
- sam sobie tłumaczę ,,dziwne" zachowania mojej żony,
- nawet jak myślę o rozstaniu to boję się jej reakcji,tego,że zrobi wszystko żeby ograniczyć moje spotkania z synem,że po kilku dniach ,,spokoju" dopiero zacznie się jazda na maxa bez trzymanki.
to mam problem?
Chyba, że przesadzam w drugą stronę i jest tak jak myślałem do tej pory,że po prostu taki jestem:).
A może prawda jest taka jak to określiła kiedyś nasza koleżanka. Po prostu ma za dobrze i jej się w du... poprzewracało:). Terapia wstrząsowa zamiana mężów na tydzień i dopiero doceni to co ma:).
Najprościej odpowiedzieć sobie na pytanie:
Czy miłość do tej osoby jest połączona z moim cierpieniem?
Najprościej odpowiedzieć sobie na pytanie:
Czy miłość do tej osoby jest połączona z moim cierpieniem?
W tej sytuacji w której jestem teraz nie będę obiektywny odpowiadając na to pytanie bo z góry znam odpowiedź. Odpowiedzi powinno się udzielić chyba w momencie jeśli nie ma jakiś czynników wpływających bezpośrednio na odpowiedź?Nie wiem czy jasno to ująłem:).
niekochana72 napisał/a:Najprościej odpowiedzieć sobie na pytanie:
Czy miłość do tej osoby jest połączona z moim cierpieniem?W tej sytuacji w której jestem teraz nie będę obiektywny odpowiadając na to pytanie bo z góry znam odpowiedź. Odpowiedzi powinno się udzielić chyba w momencie jeśli nie ma jakiś czynników wpływających bezpośrednio na odpowiedź?Nie wiem czy jasno to ująłem:).
Niezbyt jasno, bo jeszcze próbujesz racjonalizowac rózne rzeczy ![]()
Ale szczerze polecam mityngi SLAA - swiadectwa osób uzaleznionych od miłości i sexu moga otworzyć oczy na wiele naszych mechanizmów.
Niezbyt jasno, bo jeszcze próbujesz racjonalizowac rózne rzeczy
Chodzi o to, że w tej chwili patrzę na większość spraw przez pryzmat ostatnich wydarzeń czyli odpowiedź jest oczywista. Czy taka by była pół roku temu? Nie. Nie powiedziałbym, że cierpię.
niekochana72 napisał/a:Najprościej odpowiedzieć sobie na pytanie:
Czy miłość do tej osoby jest połączona z moim cierpieniem?W tej sytuacji w której jestem teraz nie będę obiektywny odpowiadając na to pytanie bo z góry znam odpowiedź. Odpowiedzi powinno się udzielić chyba w momencie jeśli nie ma jakiś czynników wpływających bezpośrednio na odpowiedź?Nie wiem czy jasno to ująłem:).
Skąd pomysł, że masz być obiektywny????
Subiektywnie odpowiedz - wtedy ma to sens ![]()
Iruda: nie ma to jak zgrabne wytłumaczenie - prawda?
Jesteśmy mistrzami w tej dziedzinie ![]()
iruda napisał/a:Niezbyt jasno, bo jeszcze próbujesz racjonalizowac rózne rzeczy
Chodzi o to, że w tej chwili patrzę na większość spraw przez pryzmat ostatnich wydarzeń czyli odpowiedź jest oczywista. Czy taka by była pół roku temu? Nie. Nie powiedziałbym, że cierpię.
A co Cie obchodzi co było kiedyś?
TERAZ- sobie odpowiedz.
A co Cie obchodzi co było kiedyś?
Obchodzi bo ciężko mi przekreślić 15 lat życia razem chociaż zdaję sobie sprawę, że moje małżeństwo nie wyglądało tak jak powinno. Chodzi oczywiście o kłamstwa mojej żony. Nazwałaś to dosadnie EGOIZM i HIPOKRYZJA.
TERAZ- sobie odpowiedz.
Tak cierpię.
niekochana72 napisał/a:A co Cie obchodzi co było kiedyś?
Obchodzi bo ciężko mi przekreślić 15 lat życia razem chociaż zdaję sobie sprawę, że moje małżeństwo nie wyglądało tak jak powinno. Chodzi oczywiście o kłamstwa mojej żony. Nazwałaś to dosadnie EGOIZM i HIPOKRYZJA.
Przepraszam Cie, ze tak ostro, ale... ja wiem, że tak trzeba. Powinieneś pomyśleć teraz o sobie. Nie o małżeństwie, o żonie - o SOBIE.
Wiesz, co jest "naszą" główną bolączką? Że my nie kochamy naszych partnerów - my kochamy NASZE wyobrażenie o tym, jacy oni są. Smutne, ale prawdziwe. Jeśli chcesz - napisz na mojego maila. Mogę Ci przesłać coś do poczytania w temacie. Tylko jeden problem jest - to są pozycje adresowane do kobiet - musisz to jakoś zaakceptować.
niekochana72 napisał/a:TERAZ- sobie odpowiedz.
Tak cierpię.
Ta odpowiedź była dla Ciebie. Bo ja to wiem od Twojego pierwszego posta.
To teraz pójdź dalej i zapytaj: Chcesz tak spędzić resztę życia?
116 2011-09-20 15:17:17 Ostatnio edytowany przez Marzyciel (2011-09-20 15:17:34)
Czytajac ten temat naszła mnie pewna refleksja..
Jaką to wszystko co piszemy ma moc... Co innego radzenie młodemu człowiekowi idz sie bawic, nie siedz w domu, poznawaj nowych ludzi a kiedys zapomnisz o ex, a co innego doradzać dorosłemu człowiekowi w sprawach, które mogą wywrócić jego życie do góry nogami.
Niby kazdy ma własny rozum i zrobi jak zechce ale w takim razie po co tu pisać? Jesli wszyscy napiszemy rozwiedz sie, bedziesz nieszczęsliwy z nią i On tak zrobi to co dalej? Jesli za kilka lat założy nowy temat i co mi doradziliscie? Nie chce mi sie zyc, była jaka była ale kochałem ja a teraz nie mam niczego czy sth like that.
Czy ludzie ktorzy się wypowiadaja w takich tematach myslą w ogóle o konsekwencjach swoich działań?
Dla was to kilka zdań, kilka minut w których cos "naskrobiecie" a ktos inny pod wpływem tych słów może podjąć brzemienną w skutkach decyzję..
Może mały offtop ale myslę że nie dokońca, wtorkowa refleksja...
Czytajac ten temat naszła mnie pewna refleksja..
Jaką to wszystko co piszemy ma moc... Co innego radzenie młodemu człowiekowi idz sie bawic, nie siedz w domu, poznawaj nowych ludzi a kiedys zapomnisz o ex, a co innego doradzać dorosłemu człowiekowi w sprawach, które mogą wywrócić jego życie do góry nogami.
Niby kazdy ma własny rozum i zrobi jak zechce ale w takim razie po co tu pisać? Jesli wszyscy napiszemy rozwiedz sie, bedziesz nieszczęsliwy z nią i On tak zrobi to co dalej? Jesli za kilka lat założy nowy temat i co mi doradziliscie? Nie chce mi sie zyc, była jaka była ale kochałem ja a teraz nie mam niczego czy sth like that.
Czy ludzie ktorzy się wypowiadaja w takich tematach myslą w ogóle o konsekwencjach swoich działań?
Dla was to kilka zdań, kilka minut w których cos "naskrobiecie" a ktos inny pod wpływem tych słów może podjąć brzemienną w skutkach decyzję..
Może mały offtop ale myslę że nie dokońca, wtorkowa refleksja...
Decyzja ZAWSZE należy do konkretnego człowieka. Tak samo jak konsekwencje tej decyzji. Jesteśmy dorośli ![]()
Tu otrzymuje spojrzenie na swoją sprawę z kilku punktów widzenia.
Czytajac ten temat naszła mnie pewna refleksja..
Jaką to wszystko co piszemy ma moc...
Jako dorośli ludzie powinniśmy być tego świadomi. Ale tak masz całkowitą rację, że czasami można przesadzić.
Co innego radzenie młodemu człowiekowi idz sie bawic, nie siedz w domu, poznawaj nowych ludzi a kiedys zapomnisz o ex, a co innego doradzać dorosłemu człowiekowi w sprawach, które mogą wywrócić jego życie do góry nogami.
Nie traktuje tego na zasadzie doradzania. Doradzić to mi może przyjaciel jeden czy drugi którzy mnie znają od podstawówki. Zaznaczam przyjaciel nie kolega bo w tym przypadku nie lubię bardzo jak ktoś myli te dwa pojęcia. Traktuję to na zasadzie jak określiła niekochana innego punktu widzenia na całą sprawę,trochę z boku,trochę z różnym bagażem doświadczeń życiowych. Nie mogę pogadać o tym z przyjacielem czy ze szwagrem bo nie chcę mimo wszystko ,,wywoływać pożaru" wśród znajomych czy rodziny. Przynajmniej dopóki nie będzie to konieczne. Sprawa jest bardzo delikatna i wiem,że moja żona straciłaby bardzo dużo w oczach wszystkich naszych znajomych czy rodziny. Dlatego też po pierwsze jestem tutaj a po drugie powiedziałem jej,że nie wiem jak się dalej to wszystko potoczy ale nie biorę pod uwagę w tej chwili rozgłaszania wszem i wobec przyczyn naszego ewentualnego rozstania. Po prostu widocznie tak musiało być. Nigdy nie mów nigdy więc tak jak napisałem w tej chwili nie biorę tego pod uwagę.
Niby kazdy ma własny rozum i zrobi jak zechce ale w takim razie po co tu pisać? Jesli wszyscy napiszemy rozwiedz sie, bedziesz nieszczęsliwy z nią i On tak zrobi to co dalej? Jesli za kilka lat założy nowy temat i co mi doradziliscie? Nie chce mi sie zyc, była jaka była ale kochałem ja a teraz nie mam niczego czy sth like that.
Czy ludzie ktorzy się wypowiadaja w takich tematach myslą w ogóle o konsekwencjach swoich działań?
Dla was to kilka zdań, kilka minut w których cos "naskrobiecie" a ktos inny pod wpływem tych słów może podjąć brzemienną w skutkach decyzję..
Może mały offtop ale myslę że nie dokońca, wtorkowa refleksja...
Napiszę tak...do tej pory uważałem się za ostatnią osobę na świecie którą można do czegokolwiek namówić,zmusić jeśli czegoś nie chcę nie akceptuję czy jest to sprzeczne z moim światopoglądem. Jest jakiś problem gdzie 100 osób siedzi cicho ale ja jako 101 reaguję czy to zachowaniem czy słowem czy fizycznie. Nie brałem tylko pod uwagę manipulacji i to z najmniej spodziewanej strony. Człowiek uczy się całe życie i z pewnością ta sytuacja również mnie czegoś nauczyła czy w dalszym ciągu uczy. Nie raz dostałem po dupie za swoje poglądy czy zachowanie ale jestem jaki jestem i nie mam zamiaru się zmieniać. Krótko mówiąc ja po prostu nie z tych...:). Tak jak pisałem wcześniej wybrałem to forum bo interesowało mnie zdanie kobiet w tej konkretnej sytuacji ze względu na atmosferę tu panującą i poziom wypowiedzi. Ale zgadzam się z Tobą, że czasami warto się zastanowić zanim coś się napisze...bo niby każdy swój rozum ma ale...
119 2011-09-20 19:59:15 Ostatnio edytowany przez iruda (2011-09-20 20:00:22)
Czytajac ten temat naszła mnie pewna refleksja..
Jaką to wszystko co piszemy ma moc... (...)
Czy ludzie ktorzy się wypowiadaja w takich tematach myslą w ogóle o konsekwencjach swoich działań?
Forum jest po to, by wypowiadac sie o swoich doświadczeniach - nie zawsze różowych - cos jak "świadectwo" na mityngu - a co kogo poruszy, to juz kwestia doświadczen własnych.
Jednego poruszy dosadny opis, a innego "..." po jakimś słowie.
Jakby mi ktoś pół roku temu powiedział, ze bede w moim "idealnym" związku (tak, Niekochana, ja tez kochałam swoje wyobrazenie o zwiazku i miłości) borykała sie z uzaleznieniem od sexu i milości, ze bede w tym miejscu, to bym nie uwierzyła.
A teraz wiem, że życie w kłamstwie odbiera godność. I nie ma znaczenia, że partner mówi - "teraz to nie ma znaczenia", "to tylko słowa", czy cos podobnego.
Przepraszam Cie, ze tak ostro, ale... ja wiem, że tak trzeba. Powinieneś pomyśleć teraz o sobie. Nie o małżeństwie, o żonie - o SOBIE.
Wiem, że z tym mam problem bo o sobie z reguły myślę jako ostatni.
Ta odpowiedź była dla Ciebie. Bo ja to wiem od Twojego pierwszego posta.
To teraz pójdź dalej i zapytaj: Chcesz tak spędzić resztę życia?
Pewnie przyjmiesz to jako kolejne tłumaczenie samemu sobie ale mam nadzieję, że w tym przypadku powiedzenie czas leczy rany spełni swoja rolę. Moje pytanie dotyczące tego czy oboje możemy mieć z tym problem nie wzięło się znikąd. Czytając na ten temat bardzo dużo rzeczy pasuje zarówno do mnie jak i do mojej żony. Może dać jej delikatnie znać żeby przyjrzała się temu problemowi bliżej? Z reguły takie problemy maja ludzie którzy żyją w naprawdę toksycznych związkach gdzie przemoc,alkoholizm czy uzależnienie od sexu jest normą. Na tą chwilę nie zauważyłem takich patologi u żony tym bardziej u siebie. Ale jak to mówią nigdy nie mów nigdy.
A teraz wiem, że życie w kłamstwie odbiera godność. I nie ma znaczenia, że partner mówi - "teraz to nie ma znaczenia", "to tylko słowa", czy cos podobnego.
Dlaczego nie ma znaczenia jeśli mówi to szczerze? Chociaż z drugiej strony nasuwa się zasadnicze pytanie czy rzeczywiście mówi to szczerze...Ale załóżmy, że tak jest. Czy nie ma dla Ciebie znaczenia, że ktoś z kim żyjesz ileś lat i ten ktoś popełni błąd przyjdzie,wyzna i prosi Cię o wybaczenie czy drugą szansę?
Jakby mi ktoś pół roku temu powiedział, ze bede w moim "idealnym" związku (tak, Niekochana, ja tez kochałam swoje wyobrazenie o zwiazku i miłości) borykała sie z uzaleznieniem od sexu i milości, ze bede w tym miejscu, to bym nie uwierzyła.
Gdyby mnie ktoś powiedział pół roku gdzie teraz będę ze swoim małżeństwem też bym nie uwierzył. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że gdybym na własne oczy nie zobaczył tego kalendarza z jej charakterem pisma tylko cała sprawa by się wydała dzięki jakiemuś ,,życzliwemu" to też bym mu nie uwierzył. Wierzył bym w jej kolejne kłamstwa,którymi by mnie karmiła tak jak miało to miejsce przez te wszystkie lata. Patrząc z boku stwierdzam, że moja naiwność była przerażająca.
niekochana72 napisał/a:Przepraszam Cie, ze tak ostro, ale... ja wiem, że tak trzeba. Powinieneś pomyśleć teraz o sobie. Nie o małżeństwie, o żonie - o SOBIE.
Wiem, że z tym mam problem bo o sobie z reguły myślę jako ostatni.
To akurat typowe dla ludzi z tym problemem ![]()
niekochana72 napisał/a:Ta odpowiedź była dla Ciebie. Bo ja to wiem od Twojego pierwszego posta.
To teraz pójdź dalej i zapytaj: Chcesz tak spędzić resztę życia?Pewnie przyjmiesz to jako kolejne tłumaczenie samemu sobie ale mam nadzieję, że w tym przypadku powiedzenie czas leczy rany spełni swoja rolę. Moje pytanie dotyczące tego czy oboje możemy mieć z tym problem nie wzięło się znikąd. Czytając na ten temat bardzo dużo rzeczy pasuje zarówno do mnie jak i do mojej żony. Może dać jej delikatnie znać żeby przyjrzała się temu problemowi bliżej? Z reguły takie problemy maja ludzie którzy żyją w naprawdę toksycznych związkach gdzie przemoc,alkoholizm czy uzależnienie od sexu jest normą. Na tą chwilę nie zauważyłem takich patologi u żony tym bardziej u siebie. Ale jak to mówią nigdy nie mów nigdy.
Byłam kochającą za bardzo. W moim związku nie było przemocy fizycznej, alkoholizmu i uzależnienia od seksu.
Było za to mnóstwo mnóstwo przemocy psychicznej. W Twoim też jest, tylko Ty nawet nie wiesz, że to jest przemoc.
Niczym nie różni się w efektach od fizycznej prócz tego, że nie widać siniaków
Proponuję lekturę dwóch pozycji:"Szantaż emocjonalny" i "Toksyczne słowa" Jeśli chcesz - mam obie pozycje w wersji elektro. Polecam - po przeczytaniu świat już nie jest taki sam ![]()
iruda napisał/a:A teraz wiem, że życie w kłamstwie odbiera godność. I nie ma znaczenia, że partner mówi - "teraz to nie ma znaczenia", "to tylko słowa", czy cos podobnego.
Dlaczego nie ma znaczenia jeśli mówi to szczerze? Chociaż z drugiej strony nasuwa się zasadnicze pytanie czy rzeczywiście mówi to szczerze...Ale załóżmy, że tak jest. Czy nie ma dla Ciebie znaczenia, że ktoś z kim żyjesz ileś lat i ten ktoś popełni błąd przyjdzie,wyzna i prosi Cię o wybaczenie czy drugą szansę?
Kochany - czy uważasz, że KTOKOLWIEK prócz Ciebie ma prawo decydować, że "to nie ma znaczenia"? Tylko TY! Nikt inny nie ma prawa za Ciebie o tym decydować. O tym pisałam do atinasarz, gdy napisała, że "zostało jej wybaczone'. To może tylko powiedzieć jej mąż. Ona może mieć nadzieję, ale NIE MA PRAWA o tym decydować.
iruda napisał/a:Jakby mi ktoś pół roku temu powiedział, ze bede w moim "idealnym" związku (tak, Niekochana, ja tez kochałam swoje wyobrazenie o zwiazku i miłości) borykała sie z uzaleznieniem od sexu i milości, ze bede w tym miejscu, to bym nie uwierzyła.
Gdyby mnie ktoś powiedział pół roku gdzie teraz będę ze swoim małżeństwem też bym nie uwierzył. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że gdybym na własne oczy nie zobaczył tego kalendarza z jej charakterem pisma tylko cała sprawa by się wydała dzięki jakiemuś ,,życzliwemu" to też bym mu nie uwierzył. Wierzył bym w jej kolejne kłamstwa,którymi by mnie karmiła tak jak miało to miejsce przez te wszystkie lata. Patrząc z boku stwierdzam, że moja naiwność była przerażająca.
Teraz wiesz. I pora coś z tym zrobić. I wcale nie mówię tu o tym, żebyś się spakował i odszedł. Nie - proszę Cię, byś popracował nad SOBĄ. Jesteś tego wart, zapewniam. ![]()
Czy nie ma dla Ciebie znaczenia, że ktoś z kim żyjesz ileś lat i ten ktoś popełni błąd przyjdzie,wyzna i prosi Cię o wybaczenie czy drugą szansę?
Ból i zadra pozostają.
I pamięc o rzeczach, które sie robiło w celu "weryfikacji" kłamstwa - przegladanie rzeczy, sprawdzanie komórki, maili, konta na nk. To odbiera godnośc własną.
Poza tym - wyznanie błedu i drugie szansy juz przerabiałam i wiem, ze jezeli to uzaleznienie, to bez leczenie nic sie nie zmieni.
Ból i zadra pozostają.
I pamięc o rzeczach, które sie robiło w celu "weryfikacji" kłamstwa - przegladanie rzeczy, sprawdzanie komórki, maili, konta na nk. To odbiera godnośc własną.
Poza tym - wyznanie błedu i drugie szansy juz przerabiałam i wiem, ze jezeli to uzaleznienie, to bez leczenie nic sie nie zmieni.
Mój problem dotyczy ( mam nadzieję ) tylko przeszłości i to jest to co różni nasze sprawy. Ale rzeczywiście jeśli to dotyczy teraźniejszości i kolejnych straconych szans to nie ma to najmniejszego sensu. A co do ,,weryfikacji" kłamstwa ( co za sformułowanie:) to fakt mam to za sobą i nie czuje się z tym najlepiej ale tak bardzo chciałem się utwierdzić w tym, że nie kłamie...Nigdy czegoś takiego nie robiłem i więcej nie zrobię bo poczucie beznadziejności swojego postępowania i tak naprawdę poniżenie siebie samego jest mega-przytłaczające.
Trudna sytuacja dla Ciebie, "Zwykły Facecie".
Tym bardziej, że masz do stracenia kilkanaście lat życia i w zasadzie wszystko, co dla Ciebie ważne.
Widzisz, w pewnym sensie, w podobnej sytuacja ja sam się znalazłem, aczkolwiek ryzykuję nieporównywalnie mniej niż Ty teraz.
Mam za sobą kilkunastoletni związek, który sam zniszczyłem, Potem kilkuletni z inną kobietą, ale nasze dotychczasowe doświadczenia życiowe odciskały piętno na wspólnym życiu - efekt? Też ten związek zakończony.
Od pewnego czasu (ok. roku) jestem z młodszą kobietą. Mając już jakieś doświadczenia życiowe pozbawiony jestem tej "cudownej ufności i naiwności" i dość podejrzliwie patrzę na różne sytuacje mimowolnie je analizując i próbując doszukać się czegoś świadczącego o oszukiwaniu... Wiem, że to zagmatwane. Prościej: dmucham na zimne ![]()
Ale przejdę do sedna. W krótkim czasie zorientowałem się, że dziewczyna (9 lat młodsza ode mnie) poznając i spotykając się ze mną - potrafiła poznawać innych facetów i również z nimi się spotykać w tym samym mniej więcej czasie... Złapałem ją na okłamywaniu, udowodniłem obłudę (robiła mi sceny zazdrości i wyrzuty za niby "obejrzenie się " za kimś na ulicy, a sama w tym czasie poznawała i umawiała się z jakimś gachem). I zdarzyło się kilka podobnych sytuacji, które poddawały w wątpliwość wartość tej naszej znajomości. Co prawda, raczej nie były to spotkania łóżkowe z tamtymi facetami, ale to nie zmienia w moich oczach faktu, iż coś ją do nich ciągnęło mimo, że była ze mną. I to, że mnie okłamywała i miała za frajera. Bo - podobnie jak Ty - starałem się jej pomagać, byłem opiekuńczy itd, itp. Najbardziej bolał mnie fakt, że nie widziała w tym niczego złego i nie czuła się winna, nie przepraszała. I gdy odkryłem prawdę zacząłem się bić z myślami - być w tym nadal czy dać sobie spokój, póki to dopiero początki? Miałem wiele chwil zwątpienia. Ale zależy mi na tej dziewczynie, daję jej nadal szansę. Fakt, wiele nie ryzykuję w porównaniu z Tobą, najwyżej kolejny nieudany związek. Brnę w to dalej, z tą różnicą, że już jestem świadomy tego, co mnie może czekać. Owszem, to odbiera radość.
Próbuję wczuć się w Twoją sytuację. Twoja jest inna, poważna. Ale myślę, że jeśli kochasz swoją żonę - mimo, że okazała się oszukującą kobietą - dasz jej szansę po raz kolejny. Może tego jeszcze nie czujesz, ale podejrzewam, że podobnie jak ja - nieświadomie masz wyznaczoną granicę, po której przekroczeniu czyjeś kłamstwo stanie się ostatecznym zatrzaśnięciem drzwi...
irex a Ty trochę nie przesadzasz?
Skora nie czuje się winna to może jest to jej zwykły kolega.
irex a Ty trochę nie przesadzasz?
Skora nie czuje się winna to może jest to jej zwykły kolega.
Ciekawe. Tylko dlaczego poznała tego "kolegę" i innych "kolegów" za moimi plecami i dlaczego w czasie gdy zaczęliśmy ze sobą być? Może w takim razie i ja powinienem poznawać w tym samym czasie nowe "koleżanki"?
I też się z nimi umawiać na spotkania? I też nie widziałbym w tym nic złego przecież - dlaczego za to miałbym przepraszać, nie?
Trochę to mimo wszystko - jak dla mnie - dziwne i dwuznaczne. Czy droga Studentko22 chciałabyś, aby Twój Przyjaciel spotykał się z Tobą a jednocześnie poznawał inne kobiety i z nimi się umawiał? Ja na Twoim miejscu czułbym się sytuacją ...dość zakłopotany ![]()
Pozdrowionka.
Hmmm... To zależy..
Być może spotkała się nimi na zasadzie kolega- kolega?
W jaki sposób dowiedziałeś się o tym, że Twoja diewczyna spotyka się z innymi chłopakami?
128 2011-11-12 09:44:31 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2011-11-12 09:49:59)
Wywołałeś mnie do tablicy a myślałem, że już nikt nie czyta tego wątku:)
Od pewnego czasu (ok. roku) jestem z młodszą kobietą. Mając już jakieś doświadczenia życiowe pozbawiony jestem tej "cudownej ufności i naiwności" i dość podejrzliwie patrzę na różne sytuacje mimowolnie je analizując i próbując doszukać się czegoś świadczącego o oszukiwaniu... Wiem, że to zagmatwane. Prościej: dmucham na zimne
To nie jest zagmatwane to jest bardzo proste nie ufasz jej. Pisałeś, że na kolejne związki miało wpływ to co się wydarzyło w poprzednich. Być może to jest główny problem czyli przeszłość.
W krótkim czasie zorientowałem się, że dziewczyna (9 lat młodsza ode mnie) poznając i spotykając się ze mną - potrafiła poznawać innych facetów i również z nimi się spotykać w tym samym mniej więcej czasie...
Z mojego punktu widzenia dużo by zależało gdzie poznawała tych facetów. Bo pójście z nowym kolegą z pracy na przysłowiowe piwo a umawianie się z kolesiem poznanym na portalu randkowym to jest zasadnicza różnica. Nie wolno dać się zwariować. Każdy potrzebuje ,,wolności".
Złapałem ją na okłamywaniu, udowodniłem obłudę (robiła mi sceny zazdrości i wyrzuty za niby "obejrzenie się " za kimś na ulicy, a sama w tym czasie poznawała i umawiała się z jakimś gachem). I zdarzyło się kilka podobnych sytuacji, które poddawały w wątpliwość wartość tej naszej znajomości.
Moja czysto subiektywna ocena=w związku nie ma miejsca na kłamstwa i obłudę. Każdy może popełnić błąd ale tylko raz.Jeśli sytuacje się powtarzają to nie ma sensu...Chyba, że w grę wchodzi uzależnienie,choroba i jest wola walki ze swoim problemem po stronie partnera. Ale to już każdą sytuację trzeba rozpatrywać indywidualnie czy najzwyczajniej w świecie warto.
Najbardziej bolał mnie fakt, że nie widziała w tym niczego złego i nie czuła się winna, nie przepraszała.
Może nie miała za co przepraszać? Nie znam szczegółów więc ciężko mi się wypowiadać ale wiem,że czasami nasza wyobraźnia podpowiada nam rzeczy które nigdy nie miały miejsca i zamiast zapytać wprost to katujemy się swoimi myślami.
I gdy odkryłem prawdę zacząłem się bić z myślami - być w tym nadal czy dać sobie spokój, póki to dopiero początki? Miałem wiele chwil zwątpienia. Ale zależy mi na tej dziewczynie, daję jej nadal szansę. Fakt, wiele nie ryzykuję w porównaniu z Tobą, najwyżej kolejny nieudany związek.
Ryzykujesz równie wiele. Kolejny nie udany związek który pozostawi w Tobie być może zadrę do końca życia co za tym idzie przeniesiesz wszystko do następnego związku.
Brnę w to dalej, z tą różnicą, że już jestem świadomy tego, co mnie może czekać. Owszem, to odbiera radość.
Zależy Ci na Niej ale związek z nią odbiera Ci radość? Zależy Ci na niej ale podświadomie czekasz na sytuację kiedy będziesz mógł powiedzieć,,a nie mówiłem,że tak będzie". Nie tędy droga irex...Jeśli chcesz napisz więcej szczegółów może będę w stanie Ci jakoś pomóc czy wesprzeć bo jakby nie było doświadczenie w tym temacie mam:). Krótkie ale za to intensywne:).
Próbuję wczuć się w Twoją sytuację. Twoja jest inna, poważna. Ale myślę, że jeśli kochasz swoją żonę - mimo, że okazała się oszukującą kobietą - dasz jej szansę po raz kolejny. Może tego jeszcze nie czujesz, ale podejrzewam, że podobnie jak ja - nieświadomie masz wyznaczoną granicę, po której przekroczeniu czyjeś kłamstwo stanie się ostatecznym zatrzaśnięciem drzwi...
Moja sytuacja jest w tej chwili inna. Cała sprawa przybrała inny obrót. Jesteśmy dalej razem i walczymy o ten związek bo inaczej tego nie nazwę niż walką.Są chwile bardzo ciężkie,są chwile cudowne...Żona podjęła terapię w związku ze swoimi problemami a ja staram się ją wspomagać. Pierwsze efekty już są widoczne i to daje mi nadzieję na przyszłość. Jaka ona będzie nie jestem w stanie przewidzieć ale będę walczył do upadłego. Po kilkunastu latach małżeństwa dopiero teraz dowiaduję się różnych rzeczy na temat mojej żony jej uczuć,odczuć i tego co myśli i tak naprawdę zdałem sobie sprawę, że jej nie znam. Ożeniłem się z kobietą i żyłem z Nią tyle lat a Jej nie znam. Czy ,,nowa" żona będzie dla mnie tym kimś z kim będę chciał spędzić resztę życia nie wiem ale zaryzykuję:).
Korzystając z okazji odświeżenia wątku specjalne podziękowania dla niekochanej72 i irudy. Dziewczyny otworzyłyście mi oczy na pewne sprawy WIELKIE DZIĘKI, WIELKIE BUZIAKI I WIELKIE co tam sobie jeszcze życzycie:).
129 2011-11-12 17:48:17 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-11-12 17:50:07)
Moja sytuacja jest w tej chwili inna. Cała sprawa przybrała inny obrót. Jesteśmy dalej razem i walczymy o ten związek bo inaczej tego nie nazwę niż walką.Są chwile bardzo ciężkie,są chwile cudowne...Żona podjęła terapię w związku ze swoimi problemami a ja staram się ją wspomagać. Pierwsze efekty już są widoczne i to daje mi nadzieję na przyszłość. Jaka ona będzie nie jestem w stanie przewidzieć ale będę walczył do upadłego. Po kilkunastu latach małżeństwa dopiero teraz dowiaduję się różnych rzeczy na temat mojej żony jej uczuć,odczuć i tego co myśli i tak naprawdę zdałem sobie sprawę, że jej nie znam. Ożeniłem się z kobietą i żyłem z Nią tyle lat a Jej nie znam. Czy ,,nowa" żona będzie dla mnie tym kimś z kim będę chciał spędzić resztę życia nie wiem ale zaryzykuję:).
Korzystając z okazji odświeżenia wątku specjalne podziękowania dla niekochanej72 i irudy. Dziewczyny otworzyłyście mi oczy na pewne sprawy WIELKIE DZIĘKI, WIELKIE BUZIAKI I WIELKIE co tam sobie jeszcze życzycie:).
Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę
Będę mocno ściskać kciuki za powodzenie Waszego małżeństwa.
Jeśli chcesz - skrobnij do mnie, to podeślę Ci coś, co będzie dla Ciebie pomocne na tym etapie, który teraz "przerabiacie".
Pozwoliłam sobie wytłuścić te zdania, którymi po prostu powaliłeś mnie na kolana. Muszę to napisać, bo naprawdę rzadko taka sytuacja ma miejsce : Jesteś niesamowicie mądrym mężczyzną. Te zdania, które zaznaczyłam świadczą o tak wielkiej Twojej dojrzałości i mądrości, której większość z nas nie osiąga nigdy w życiu. Żona ma niesamowite szczęście, że ma kogoś takiego u swego boku. Jeśli nie wykorzysta takiej szansy - jej strata. Ty jesteś silny i wiesz, czego chcesz - BRAWO!
Ściskam Cię mocno i napisz czasami w wątku, co słychać - jak widzisz Twoja historia może pomóc innym.
P.S. Nie ma za co dziękować
To miłe - móc komuś pomóc. Wielkie buziaki przyjęte i "pożyczyłam" sobie coś specjalnego ![]()
Trzymam kciuki!!!
Nawet bez tych buziaków ![]()