Witam znowu. Wczoraj pomyślałam sobie, że lepiej już nic nie pisać, bo po pierwsze wszystko nadal kręci się wokół mojej winy-nie winy (a ja doskonale wiem, że winna jestem), a po drugie forum zrobiło się kółkiem wzajemnej adoracji dla niekochanej72 lub zrzeszeniem sprzeciwu dla sposobu jej postępowania.
Dziś jednak raz jeszcze przeczytałam post po poście bez zbędnych emocji i ... muszę odpisać.
Zacznę od Kriss, bo nie lubię jak ktoś mi zarzuca cokolwiek, co nie jest prawdą - zarzucasz mi dodawanie różnych dodatkowych informacji - prawda, ale nie robię tego, by się tłumaczyć, wybielać, czy jakkolwiek to nazwać. Po prostu, odpowiadam na pytania, które mi zadajecie.
Niekochana72 - denerwuję się czytając Twoje posty dlatego, że Ty mnie od samego początku zaszufladkowałaś według własnego uznania, jeszcze zanim zdążyłam cokolwiek napisać. Już w pierwszym poście, ostatnim słowem "Szczerze", od razu uznałaś, że skoro nie napisałam jaka to wina, to jestem nieszczera? A ja po prostu nie potrzebowałam dyskusji o tym, czy winna czy nie. Na Twoją prośbę opsałam jaka to wina, no i się zaczęło... potrzebowałaś takich informacji do "bicia" mnie publicznie. Ale rozwiązania problemu, pomocy nie widziałam z Twojej strony. Teraz dalej mnie atakujesz, za każdym razem przerzucając z szufladki do szufladki, zawsze negatywnej i zawsze pokazującej, że jestem nikim. Przykre. mogę podać przykłady, jakby ktoś nie wierzył. Że to niby uważam, że dziecku jest lepiej bez ojca, że to niby wolałam pracę zawodową i "ciekawe czyj to był pomysł, że Ty wróciłaś do pracy, a mąż został w domu z dzieckiem", teraz zarzucasz mi, że nie radzę sobie z konsekwencjami i boję się zostać sama. Znów wrzuciłaś mnie do szufladki! Nie pisałam o tym wcześniej, bo nie ma to dla mnie znaczenia ale skoro muszę - przyjaciel z gwiazdką dosłownie jest jak mój Anioł Stróż, zawsze przy mnie (absolutnie nie na żywo, bo sobie na to nie pozwalam). Maile, sms'y, telefony, prośby, błagania. Cały czas proponuje pomoc, opiekę, swoją miłość. Myślę, że ten człowiek mnie naprawdę kocha i chciałby byśmy razem stworzyli dobrą, kochającą, wspierającą się rodzinę. I widzisz tu pojawia się problem, bo ja taką rodzinę już miałam dawno temu (zanim się bardzo popsuło, albo jak Ty wolisz - jak ja to bardzo popsułam) i tylko takiej rodziny w moim życiu chcę - tej mojej, dobrej, kochanej sprzed lat. Więc teraz włóż mnie proszę do innej szufladki, choć wiem też że z Twojej strony na nic pozytywnego liczyć nie mogę.
Oprócz tego, że Heatcliff dał mi bardzo duże wsparcie na tym forum, to najbardziej chyba pomogły mi trzy wypowiedzi - Wielokropka (post nr 51) , Kriss (post nr 52) i maji 84 (post nr 54). Tam odnalazłam pomoc, o którą prosiłam. MUSIAŁAM, pewnie dalej muszę (bo to cholernie niełatwe) zrozumieć, że moja rodzina to teraz nas dwoje (ja i dziecko), już nie troje. I dzwonienie, proszenie, błaganie tego nie zmieni, żebranie o miłość też nie. Mało tego, ja nie jestem sama, mam dziecko, będę z uśmiechem je wychowywać, choć bardzo trudny rok przed nami. Nie, wbrew temu, co myślicie, nie chcę budować nowej rodziny z przyjacielem z gwiazdką - to zawsze był tylko brakujący element mojej życiowej układanki (radość na mój widok, ramię do wypłakania żalu, wspólna kawa).
Jeśli ktoś ma inne zdanie, niż posty 51, 52, 54 to będę wdzięczna za ripostę. Zawsze to lepiej wiedzieć więcej niż mniej 
Tak czy owak obiecuję zaglądać na forum, doradzać nie będę, sama sobie nie radzę. Choć czasami chętnie zabiorę głos w dyskusji.
Pozdrawiam i dziękuję, wszystkim, bez wyjątku.