netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

mea culpa

99 odpowiedzi7 994 wyświetleniazałożony przez help please, 26.08.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 100 ]

1

Temat: mea culpa

Z mojej winy mąż się wyprowadził rok temu, wracał czasami na 1-2 dni ale były tylko kłótnie i znów uciekał. Przeraźliwie mi na nim zależy, ostatnio był dwa tygodnie przez które traktowany był jak król (czuję się winna i staram się wynagrodzić mu cierpienie), jednak on przez ten czas traktował mnie jak obcą osobę. Upokarzał mówiąc, że teraz nasze życie nie będzie wyglądało tak jakbym chciała, nie mam prawa pytać gdzie on spędza czas, z kim, dlaczego. Tłumaczył, że wszystkie pary teraz tak żyją, nikt o nic nie pyta. Wytzrymałam tylko dwa tygodnie, bo potem okazało się, że straszanie dużo czasu mój mąż poświęca swojej koleżance z Fitness-klubu (mężatka, dwoje dzieci, dużo młodsza ode mnie). Ze mną przez cały dzień 1 rozmowa 30 sekundowa,ze złością. Z nią 2 półgodzinne pogawędki. Wyprowadził się, ale tęsknie. Wyjechał zagranicę, wrócił do mojego miasta ale mieszka u kolegi, do mnie nawet nie zadzwonił, że wraca. Boże, ja od kilku dni trzymam telefon w ręce, by zadzwonić (choż przez 3 miesiące się nie odzywał, a mamy 8-letnie dziecko, które zostało ze mną). Boże, wiem, że jeśli zadzwonię, znów się upokorzę. Proszę pomóżcie, co robić...

2

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Z mojej winy mąż się wyprowadził rok temu,

Proponuję zacząć od wyjaśnienia nam tego. Szczerze.

3

Odp: mea culpa

Od kilku lat rozjeżdżało się moje małżeństwo, on nie pracował, zajmował się dzieckiem dopóki nie poszło do przedszkola oraz swoim ulubionym sportem kilka razy w tygodniu. Dodatkowo bywał w klubie fitness i dalej nie pracował. A ja? Praca, dom, uczelnia. Powroty do domu po zmęczonym dniu bardzo trudne, nikt tam na mnie emocjonalnie nie czekał, dziecko przed tv, mąż przed komputerem. W końcu pojawił się u mnie nowy znajomy, potem stał się kolegą, potem przyjacielem, który mnie pokochał. Cieszyło mnie, że ktoś na mój widok reaguje radością. Mąż zabrał dziecko i pojechali w zeszłym roku na wakacje do jego rodziców, a ja pomiędzy pracą, domem i uczelnią znalazłam odrobinę czasu dla siebie i przyjaciela. Mówiłam o nim przyjaciel z gwiazdką. I żeby było jasne - ŻADNEGO seksu tam nie było, było wspólne spędzanie wolnego czasu, na wycieczce do parku botanicznego, kawa na zaprzyjaźnionej stacji benzynowej, odwiedzanie się nawzajem. Raz byłam z nim na koncercie, o czym mąż wiedział. Teraz tak sobie pomyślałam - ufał za bardzo, czy nie zależało mu na mnie? Przyznaję, że miło spędzałam czas w towarzystwie tego drugiego, ale znaliśmy się dość długo a Bóg mi świadkiem, że intymnych spotkań nie było. Po powrocie z wakacji zabrałam dziecko do parku i poprosiłam, by mój przyjaciel poroblił mi fajne fotki z dzieckiem. Mąż się wściekł, naopowiadał o mnie rodzinie i mojej i swojej niestworzonych rzeczy i tego samego dnia nas zostawił. Dodam, że jest spokojnym ale bardzo dumnym wyniosłym człowiekiem i taka "zdrada" to coś niewybaczalnego. Ot cała historia... moja wina, z którą sobie nie radzę.

4 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-26 20:14:08)

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Dodam, że jest spokojnym ale bardzo dumnym wyniosłym człowiekiem i taka "zdrada" to coś niewybaczalnego. Ot cała historia... moja wina, z którą sobie nie radzę.

Według moich standardów mogłaś sobie darować cudzysłów.
Moim zdaniem to była zdrada. I w pełni rozumiem, że można traktować zdradę jako coś niewybaczalnego.
No cóż - teraz zbierasz żniwo swojego czynu.
Szkoda, że zamiast zdradzać nie spróbowałaś wziąć się za rozwiązywanie Waszych problemów. Ehhh....

5

Odp: mea culpa

Taki gwóźdź do trumny od Ciebie też mi się przyda.
Nie mam pretensji, bo mnie nie znasz, ale nigdy nie oceniaj zanim nie zapytasz. Skąd wiesz, że nie próbowałam? Prosiłam, błagałam o zainteresowanie, czułość, żebrałam o miłość o kilku lat. Gdy zaproponowałam wizytę w poradni rodzinnej u psychologa, mediatora, usłyszałam, że to niepotrzebe, że to jak czuję się źle, to znaczy, że tylko ja mam z tym problem i to ja jestem nienormalna. To było pięć lat temu... Przykro jest czytać, że nic z tym nie zrobiłam.
Wiem, że jestem winna, nie musisz pogłębiać mojej winy. Zapamiętaj jedno - ze szczęśliwego związku nikogo na siłę nie wyciągniesz. A mój związek niestety od dłuższego czasu do szczęśliwych nie należał, tylko ja kochałam za bardzo i kocham za bardzo, by już dawno odejść, albo by teraz odpuścić. Liczyłam, że ktoś napisze WALCZ, rodzina jest ważna. Pomyliłam się, przynajmniej co do "niekochanej72".

6

Odp: mea culpa

Jak dla mnie żadnej zdrady nie było, tylko mezczyzni nie potrafia zrozumiec przyjazni miedzy facetem a kobieta chyba ze facet to gej a tak poza tym widac u twojego meza zanizona samoocene, brak wiary w siebie takie jest moje zdanie pozdrawia mi trzymaj sie cieplo, zawsze mozesz zaczac od poczatku tak jak ja to robie he

7 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-26 20:46:39)

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Taki gwóźdź do trumny od Ciebie też mi się przyda.
Nie mam pretensji, bo mnie nie znasz, ale nigdy nie oceniaj zanim nie zapytasz. Skąd wiesz, że nie próbowałam? Prosiłam, błagałam o zainteresowanie, czułość, żebrałam o miłość o kilku lat. Gdy zaproponowałam wizytę w poradni rodzinnej u psychologa, mediatora, usłyszałam, że to niepotrzebe, że to jak czuję się źle, to znaczy, że tylko ja mam z tym problem i to ja jestem nienormalna. To było pięć lat temu... Przykro jest czytać, że nic z tym nie zrobiłam.
Wiem, że jestem winna, nie musisz pogłębiać mojej winy. Zapamiętaj jedno - ze szczęśliwego związku nikogo na siłę nie wyciągniesz. A mój związek niestety od dłuższego czasu do szczęśliwych nie należał, tylko ja kochałam za bardzo i kocham za bardzo, by już dawno odejść, albo by teraz odpuścić. Liczyłam, że ktoś napisze WALCZ, rodzina jest ważna. Pomyliłam się, przynajmniej co do "niekochanej72".

Kobieto - swoją wypowiedź oparłam na TWOICH słowach. Napisałaś tyle, ile chciałaś. A ja już tyle postów przeczytałam, że wiem, iż enigmatyczne "mąż/żona wyprowadził się z mojej winy" jest skrzętnie omijanym źródłem problemów.
Po co piszesz na publicznym forum, skoro oczekujesz TYLKO zgodnych z Twoim tokiem myślenia odpowiedzi?
Jeśli mąż nie spełniał Twoich oczekiwań, nie chciał współpracować - trzeba było po prostu od niego odejść - tak by było uczciwie.
A Ty wybrałaś zdradę. I teraz dziwisz się jego zachowaniu.
Ja się nie dziwię.

I jeszcze jedno: jakos nie pasuje mi koło siebie " Od kilku lat rozjeżdżało się moje małżeństwo" i "Przeraźliwie mi na nim zależy" oraz romantyczne spacery z kochankiem. I wierzę, że szlag męża trafił jak na taką randkę zabrałaś Wasze dziecko.

P.S. Nie mogłaś się pomylić co do niekochanej72 - z tego prostego powodu, że zupełnie mnie nie znasz. Najwyraźniej przyjęłaś błędne założenia.

8

Odp: mea culpa

troche poplątane.... najpierw Ty spędzasz czas z "przyjacielem z gwiazdką" a w tej chwili nie podoba Ci się fakt, że mąż ma swoją koleżnkę..... z którą czuje wiekszą wieź .....
widzisz i tak własnie rozpadają sie związki, zamiast ratować związek który tak długo się budowało to często szuka się uzupełnienia gdzieś indziej. Dobrze wiesz, że to chore.
czego oczekujesz?
skoro Twoje małżeństwo się rozjeżdzało i już wtedy nie byliście w stanie nic  ztym zrobić to jakie widzisz szanse teraz? kiedy już się rozjechało?
Zakładamy: mąż wybacza i wraca...... jesteś gotowa na powtórkę z rozrywki? myślisz, że nagle się zmienił i będzie Cie nosił na rękach? jesteś  gotowa na to, że może Ci wypominać Twojego przyjaciela z gwiazdką? że może nie miec do Ciebie już szacunku?
Możesz walczyć jak najbardziej, ale zanim zaczniesz szukać sposobów jak walczyć odpowiedz sobie na pytanie o co i dlaczego chcesz walczyć. Z góry mówię, że argument wspólne dziecko - nie należy do najlepszych argumentów  w takich sprawach wystarczy poczytać wątek" wróciłam do byłego meża" ( coś w tym stylu)

powodzonka

9

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

(...) Liczyłam, że ktoś napisze WALCZ, rodzina jest ważna. Pomyliłam się, przynajmniej co do "niekochanej72".

Liczyłaś na to, by ktoś napisał WALCZ, rodzina jest ważna.

Pewnie znowu, tym razem co do mnie się pomylisz, ale zaryzykuję.
Mogę i chętnie napiszę: rodzina jest ważna. Nie napiszę jednak: WALCZ. Czemu? Jak mam Cię namawiać do tego, co złe i niedobre dla Ciebie, nawet w Twoich własnych oczach. Napisałaś:

help please napisał/a:

(...)on przez ten czas traktował mnie jak obcą osobę. Upokarzał mówiąc, że teraz nasze życie nie będzie wyglądało tak jakbym chciała, nie mam prawa pytać gdzie on spędza czas, z kim, dlaczego. (...(...)

i dalej:

help please napisał/a:

(...)potem okazało się, że straszanie dużo czasu mój mąż poświęca swojej koleżance z Fitness-klubu (mężatka, dwoje dzieci, dużo młodsza ode mnie). Ze mną przez cały dzień 1 rozmowa 30 sekundowa,ze złością. Z nią 2 półgodzinne pogawędki. (...)

i dalej:

help please napisał/a:

(...)A mój związek niestety od dłuższego czasu do szczęśliwych nie należał (...)

i znowu:

help please napisał/a:

(...)Prosiłam, błagałam o zainteresowanie, czułość, żebrałam o miłość o kilku lat. Gdy zaproponowałam wizytę w poradni rodzinnej u psychologa, mediatora, usłyszałam, że to niepotrzebe, że to jak czuję się źle, to znaczy, że tylko ja mam z tym problem i to ja jestem nienormalna. To było pięć lat temu...(...)

I mam namawiać Cię do życia z człowiekiem, którego błagałaś o zainteresowanie sobą, u którego żebrałaś o miłość?
Czemu chcesz, już teraz dobrowolnie, kontynuować życie u boku człowieka, od którego emocjonalnie w czasie małżeństwa odeszłaś? Co się zmieniło?

10

Odp: mea culpa

Powiem tak:
Jeśli od męża nie można oczekiwać trochę ciepła, zrozumienia, kontaktu, rozmowy, zainteresowania i akceptacji, to takiego męża się nie da zdradzić. To on zdradza, on niszczy. Zdrada to nie jakiś formalny fakt spędzania czasu z innym człowiekiem, na seksie czy nie na seksie. Zdrada jest zdradą zaufania i pokładanych nadziei. Czy z komputerem czy przez odejście, czy przez znudzenie się czy przez przedmiotowe traktowanie - każda droga zranienia uczuć osoby, z którą się jest w związku, jest tak samo zdradą.
Jeśli sytuacja wyglądała tak, jak jest opisana, najpierw nie można liczyć na męża, potem pojawia się ktoś ciekawy (nawet mnie nie interesuje, czy tam seks jest czy nie, nie uważam, żeby najważniejsze sprawy na świecie siedziały komuś w majtkach), potem mąż reaguje zazdrością nieadekwatną do winy, wreszcie trzeba u niego żebrać, to mąż jest winny bardziej i jest winny jako pierwszy. Czy sytuacja dokładnie tak wyglądała, nie mnie oceniać.

O miłość nie można żebrać. Wyżebrane czułości są skłamane, a żebraków się lekceważy. Albo jest się kochanym takim, jakim się jest (oczywiście warto się starać być jak najlepszym), albo się kochanym nie jest. Nie da się tego kupić czy zorganizować. Jeśli jest się stroną, która o coś prosi, która wierzy w swą winę, która chce trwałości, dalszego związku - wtedy jest się narażonym na liczne zniewagi, zwykłe wyładowanie się drugiej strony, która całą agresję będzie tłumaczyć tą winą z przeszłości czy spełnianiem pragnień drugiej strony.
Na taką agresję nie można pozwolić. Jeśli kobieta ma być źle traktowana, to lepsze jest rozstanie. Może jednorazowo boli bardziej, ale pozwala sobie życie układać. A męczący, trujący niby-związek nie pozwala.

11

Odp: mea culpa

help please,
ja też nie pogłaszczę Cię po główce, bo uważam, że zdradziłaś swojego męża i teraz ponosisz tego konsekwencje.  W życiu liczą się priorytety, a nie tylko motylki w brzuszku i , że ?ktoś na mój widok reaguje radością?. Ważne jest wiedzieć co jest w życiu najważniejsze. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastko.
Zgadzam się z niekochaną, jeśli było Ci źle, trzeba było odejść, a nie do rodziny dołożyć jeszcze mały uzupełniacz ? kochanka, tak abyś czuła się jak w niebie. I stwierdzenie, że ?mój związek niestety od dłuższego czasu do szczęśliwych nie należał, tylko ja kochałam za bardzo i kocham za bardzo, by już dawno odejść, albo by teraz odpuścić? jest dla mnie niezrozumiały. Skoro kochałaś, to dlaczego zdradziłaś? Bo to co zrobiłaś BYŁO zdradą.
A mąż wierzył Ci jak sobie, więc skoro sam nie miał skłonności do zdrady, nie widział jej w Tobie.
A teraz, gdy mąż już nie siedzi przed komputerem, nie zajmuje się dzieckiem, to rozumiem, że nagle odkryłaś, że straciłaś coś cennego.
Myślę, że jednak jest szansa, bo Twój mąż zostawił Ci dziecko, a więc nie zatrzasnął drzwi. Jego postępowanie jest konsekwencją Twoich zachowań, więc przyjmij to na klatę dziewczyno. Nie wybielaj się.
Może przestań szaleć i zacznij myśleć? Nie kłóć się i pogódź się z tym, że jeśli wróci, to Wasze życie będzie wyglądało inaczej. Jeśli  uda Ci się z nim porozmawiać to Jemu powiedz ? mea culpa. Przeproś i cierpliwie znoś jego reakcję na ból.
To co było nie wróci, ale może jest szansa na to aby zbudować coś nowego.

hedcliff napisał
Powiem tak:
Jeśli od męża nie można oczekiwać trochę ciepła, zrozumienia, kontaktu, rozmowy, zainteresowania i akceptacji, to takiego męża się nie da zdradzić. To on zdradza, on niszczy. Zdrada to nie jakiś formalny fakt spędzania czasu z innym człowiekiem, na seksie czy nie na seksie. Zdrada jest zdradą zaufania i pokładanych nadziei. Czy z komputerem czy przez odejście, czy przez znudzenie się czy przez przedmiotowe traktowanie - każda droga zranienia uczuć osoby, z którą się jest w związku, jest tak samo zdradą.

Jeśli tak, to powinna potraktować go jak zdrajcę i odejść, a nie znaleźć sobie kochanka, bo on był nim, mimo, że nie było seksu. Czyli co, on mnie zdradził, to ja zdradzę jego i będziemy żyć sobie długo i nieszczęśliwie?

12 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-08-26 22:00:36)

Odp: mea culpa

Dla własnego dobra idź do psychologa i poukładaj sobie te wszystkie przeżycia, w tym i priorytety. Jakoś będziesz musiała się pogodzić z nieprzewidywanymi przez Ciebie konsekwencjami obrotu spraw, bo jakoś trzeba żyć.
Może, kiedyś, jak twój mąż zobaczy, że coś robisz, pracujesz nad sobą i się zmieniłaś, zmieni i ON swoje podejście do Ciebie.
Bardzo go zraniłaś, więc praca będzie ciężka i zapewne długa. Powodzenia

13 Ostatnio edytowany przez anitka77 (2011-08-26 22:55:04)

Odp: mea culpa

Mysle, ze nie popełniłas zdrady, tu bardziej chodzi o to co sobie mówicie o tych "przyjacielach". W normalnym zwiazku taki facet jak Twoj przyjaciel moze byc bardzo mile widziany jesli maz go zna i nie ma nic przeciwko gdy wyjdziecie na spacer  czy kawe to samo odnosi sie do przyjacióki męża. Moga miec wspolne zainteresowania i nic poza tym.
Brak komunikacji i okreslenia granic w malzenstwie czy partnerstwie powoduje wlasnie takie sytuacje.

Ale pierwszym krokiem jaki powinnas zrobic to pojsc po profesjonalna porade. Bo kazdy z nas tutaj ma swoje subiektywne odczucia i mierzy swoja miara. Ja bym zaufala specjaliscie.

14

Odp: mea culpa
Basia2010 napisał/a:

hedcliff napisał
Powiem tak:
Jeśli od męża nie można oczekiwać trochę ciepła, zrozumienia, kontaktu, rozmowy, zainteresowania i akceptacji, to takiego męża się nie da zdradzić. To on zdradza, on niszczy. Zdrada to nie jakiś formalny fakt spędzania czasu z innym człowiekiem, na seksie czy nie na seksie. Zdrada jest zdradą zaufania i pokładanych nadziei. Czy z komputerem czy przez odejście, czy przez znudzenie się czy przez przedmiotowe traktowanie - każda droga zranienia uczuć osoby, z którą się jest w związku, jest tak samo zdradą.

Jeśli tak, to powinna potraktować go jak zdrajcę i odejść, a nie znaleźć sobie kochanka, bo on był nim, mimo, że nie było seksu. Czyli co, on mnie zdradził, to ja zdradzę jego i będziemy żyć sobie długo i nieszczęśliwie?

A jest jakiś przymus traktowania tak zdrajców? smile

Zanim zapomnę - liczą się tylko motylki w brzuchu. Tylko! Gdzieś w tle jest jeszcze odpowiedzialność za tych, których wspieramy i bez wsparcia upadną. Ale ogólnie tylko motylki. Nic innego. Ludzie zblazowani, cyniczni, rozczarowani lub przepracowani uważają inaczej, bo im problemy przysłaniają jedyny możliwy cel życia - szczęście. wink Liczą się motylki.

Wracając do cytowanego fragmentu: uważam, że kobiety powinny częściej odchodzić od raniących ich mężczyzn. One często kochają, ludzie w ogóle chyba za często kochają osoby, które ich ranią, przez to ciągną związki. Czasem dla dziwnie pojętego dobra dziecka, czasem po prostu chcą ratować "związek", jakby było coś takiego jak związek po odjęciu dwojga ludzi.
Kultura piętnuje pewne zachowania. Żyjemy w takiej a nie innej kulturze, stąd na przykład dość silne piętnowanie zdrady polegającej na seksie. Powoli część ludzi się orientuje, że zdradzić można i emocjonalnie, wciąż jednak piętnowane są zachowania łatwo wyróżnialne (czyli szufladka, którą łatwo etykietować "zdrada"), a nie piętnuje się wielu zachowań, które ranią nie mniej niż te zdrady, ale które w naszej kulturze ma się za normę.

Jeśli "zdrada" opisuje coś niezależnego od rzeczywistego cierpienia, jedynie jakiś fakt piętnowany zależnie od kultury, to kichać taką zdradę. To, co w kulturze jest nieracjonalne, można z powodzeniem odrzucać.

Tu jednej pani nikt po główce głaskać nie chce. Ja mogę, co mi tam. Dla mnie wina leży po stronie, która zaczęła, a winnym i tak nie życzę sprawiedliwego smażenia się w piekle, a poukładania sobie życia, poukładania szybkiego, sprawnego i wyniesienia nauki z wcześniejszych problemów.
Małżeństwo nie jest czymś, czego powinno się bronić kosztem własnej osoby. Małżeństwo to dwie osoby związane silniej niż przez podpis na papierze. Jeśli ten silny związek nie istnieje, nie istnieje już małżeństwo. Dla ochrony podpisu nie warto robić nic.
Dlatego bardzo bardzo łatwo mi przychodzi rozgrzeszenie pani, która sobie znalazła przyjaciela. Powinna mieć go w mężu. Męża nie było - niech przyjaciel jest gdzie indziej.
Nie wiem, gdzie błąd. Może źle się dobrali, może się zaniedbali później, może gdzieś się nie zrozumieli i nie umieli wyjaśnić. Błędy były. Ale przecież nie chodzi o to, by się teraz za nie karali. Zatem nie, nie chodzi o zdradzanie się wzajemnie i nieszczęśliwe życie. Chodzi zaś o rozwiązanie pozytywne. I poszukanie przyjaciela, choćby i poza związkiem, gdy się go nie ma, jest rozwiązaniem ku dobremu, czy się je nazwie zdradą czy nie.

15

Odp: mea culpa

Dlaczego mąż już nie siedzi przy komputerze ?

Układaj sobie życie na nowe z tego już nic nie będzie i dawno nic nie ma .....

Wasze wybory .... obydwoje zdradziliście SIEBIE

16

Odp: mea culpa

Do niekochanej72 ? tak, chyba zbyt długo już jesteś na forum i zrobiłaś się nieczuła na ludzkie nieszczęścia. Napisałam na forum, bo potrzebuję pomocy. Od Ciebie dostałam tylko to wszystko o czym wiem ? potwierdzenie, że to moja wina. Musisz być nieszczęśliwą i zgorzkniałą osobą skoro wyżywasz si ę na ludziach, których nie znasz. A pomóc nie umiesz, przykre....

Do martyrs ? wiesz, myślałam ostatnio o przyjaźni między mężczyzną a kobietą. Taka przyjaźń istnieje ale niedługo, tylko do momentu, gdy któreś z przyjaciół zwiąże się z kimś, znajdzie swoją drugą połówkę. Pojawia się zazdrość, niezrozumienie. I tak naprawdę ? lepiej dmuchać na zimne, jak mówią. Tylko sama już nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że przyjaciół mamy najlepiej mieć tej samej płci sad

Do KGB ? dziękuję, ciekawe podejście. Nie wiem, czy na upadlanie jestem gotowa. Na pewno mam problem, bo mi bardzo zależy i kocham.

Do Wielokropka (ki?) ? odpowiem, co się zmieniło ? przestraszyłam się, że pozbawiam moje dziecko pełnej rodziny i zdałam sobie sprawę z tego, że mąż ma rację ? nigdy nie wiadomo, co z takiej przyjaźni z gwiazdką może wyniknąć. A przyznaję, że ja nie widziałam w tym nic złego.

Do heathcliff ? dziękuję, za wsparcie. Przyznam, że sama poszłam do psychologia-mediatora w zeszłym roku po całym zajściu i on powiedział dokładnie to samo, co Ty. Szczęśliwe życie to nie są pozmywane naczynia, ugotowany obiad i bycie obok siebie, Nie RAZEM, a obok. To bardzo głęboka wspólna emocjonalność. Ja o to długo walczyłam. Dla wszystkich moje zachowanie opisywane im  przez męża w dość drastyczny, przesadny i (moim zdaniem) niespawiedliwy sposób było szokiem, ale tylko dlatego, że ja zawsze robiłam z niego Pana Boga przed wszystkimi, nigdy nikomu się nie skarżyłam i wszystkim mówiłam, że mój mąż jest naj...naj. Teraz wiem, że to był błąd. Wielu ludzi przez bardzo długo nie odzywało się do mnie, unikało kontaktów. Teraz jakiś czas minął, moja wina okupiona jest wielkim ciepieniem i walką o naszą rodzinę, ludzie też to widzą ? dzwonią do mnie, pytają, czy może coś się zmieniło ale widząc teraz jego zachowanie, bardzo go krytykują. Głównie za brak zainteresowania dzieckiem i brak szacunku do mnie, choćby z tego względu, że wychowuję sama dziecko, samiutka. Moja rodzina mieszka bardzo daleko.
Dziękuję bardzo za słowa ?żebraków się lekceważy?, one bardzo bolą, ale warto uzmysłowić sobie tą prawdę. To jest prawdziwa pomoc dla mnie, pomoc, o którą prosiłam na forum pisząc, że od kilku dni trzymam telefon w ręku, by zadzwonić. Teraz wiem, że jeśli zadzwonię, to znów będę żebrać, a ?żebraków się lekceważy?. Heathcliff ? bardzo, bardzo dziękuję.

Do Basia2010 ? cóż, wiele goryczy i nawet formalna zgoda z ?niekochną72? ale napisane bez złości, którą u niej wyczuwam. Ja nadal nie odbieram wszystkiego, co się stało w kategoriach zdrady, bo pomyśl, gdyby to była nowopoznana przyjaciółka, z którą spędzałabym dużo czasu to byłoby o.k. Prawda? A tylko dlatego, że to facet, to zdrada. Przyjmuję jednak, że mogę nie mieć racji i że właściwie nie można mówić ?nigdy? i ?na pewno?, więc pochylam głowę mówię moja wina. Nie oceniaj mnie źle, to nie o to chodzi, że ?czegoś cennego nagle zabrakło?, tylko, że ja nie myślałam, że tak to się skończy, że moje uczucie jest tak silne, że teraz tchu mi brakuje na samą myśl o rozwodzie.
I nie wybielam się, bynajmniej. To ja szczerze i otwarcie mówię wszystkim - moja wina.
Mimo wszystko dałaś mi nadzieję, napisałaś, że ?może jest szansa?... dziękuję.

Do Anhedonia ? tak wiem, pracuję nad sobą ale chyba już tak bardzo się w tym zapętliłam, że mąż zamiast to docenić, to jeździ sobie po moich uczuciach. Wciąż do tej pory przepraszałam, prosiłam, błagałam, żebrałam,a jak napisał heathcliff ?żebraków się lekceważy?.  Czas więc może zmienić postępowanie, nie żebrać, tylko podnieść wysoko głowę i niech się dzieje wola nieba. Tylko to nie takie łatwe...

Do wszystkich ? bardzo dziękuję za Wasze odpowiedzi. Jestem z tym problemem sama i liczyłam na wsparcie. Szkoda tylko, że większość osób skupiła się na mojej winie, a nie na pomocy. A wina jest, dobrze wiem, niestety już nie mam wpływu na to, co się stało. Natomiast jeszcze mam wpływ na to, jak dalej poprowadzić swoje życie i jak postępować, by odzyskać rodzinę. Miałam nadzieję, że Wasze odpowiedzi mi pomogą postępować słusznie, nie raniąc nikogo. Tymczasem debata skupiła się na mojej winie. Cóż... Dziękuję.

17 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-26 23:54:23)

Odp: mea culpa

Reaktywowanie nieudanego związku ze względu na dziecko, które wychowuje się w niepełnej rodzinie - nie ma sensu. Dla dziecka też. Nie znam żadnego dziecka, które jest wdzięczne swym rodzicom, że jest/było wychowywane w domu, w którym brak było miłości między rodzicami, brak było szacunku, wspólnych chwil.
Jeśli chcesz reaktywować małżeństwo, zrób to dla siebie, nie zasłaniając się dzieckiem. Dziecko nie będzie szczęśliwe,gdy po latach dowie się: "przestaliśmy się kochać, lecz wróciłam do ojca ze względu na Ciebie, dla Twojego dobra". To bardzo duże obciążenie, nawet w życiu dorosłym.

Edycja:
Nie odsądzałam Cię od czci i wiary, nie zajmowałam się Twoją zdradą-niezdradą. Nie widziałam powodów, dla których chcesz się poświęcić i marnować życie. I wobec tego, nie namawiałam Cię do ratowania związku.


Trzymam kciuki za Twe mądre decyzje.

18

Odp: mea culpa

Układaj sobie życie na nowo dla Swojego i dziecka szczęścia
gdybyś była szczęśliwa naprawdę z mężem nie potrzebowałabyś rozmów z przyjacielem

ot co ..... po takim czasie będzie jeszcze gorzej.Każde z Was poszło w Swoją stronę.

Albo coś jest albo nie ma . O związek walczą 2 osoby nie jedna ....

19

Odp: mea culpa

Tak się rozpisałam w poprzedniej odpowiedzi, że nie przeczytałam trzech ostatnich postów - od anitki77, heathcliff (po raz drugi) i bellew. Jedni sądzą tak, inni inaczej - każdy z nas ma takie prawo. Anitka77 pewnie ma rację - do specjalisty warto się wybrać, tylko ja już sama nie wiem, czego tam szukać - rozgrzeszenia i zrozumienia (by dać sobie spokój i rozwieść się), czy porady jak sprawić i jak postępować by rodzinę tą samą lecz na nowo zbudować. Poza tym myślę, że znów jak poprzednimi latami, problemowi stawiam czoła SAMA. Więc może bellew ma rację, tylko na sercu tak źle i ciężko.
Heathcliff - w moim odczuciu jest wiele racji w tym co czytam od Ciebie, choć inni uważają inaczej. Zastanawia mnie jednak fakt, skąd w Tobie tyle życiowej mądrości, wyciszenia i niezwykłego (na mój wzgląd spawiedliwego) podejścia do tematu. Jeśli nie masz psychologicznego wykształcenia to szczerze gratuluję i zazdroszczę. I dziękuję nie za to, że bronisz, ale dlatego, że piszesz uczciwie, bez kąśliwych uwag i zbędnych komentarzy.

20

Odp: mea culpa

mea culpa - tak zatytułowałaś wątek i  poniekąd sama skupiłaś uwage na winie swojej wink a tak do rzeczy: wina zawsze leży po obu stronach.... cały czas to powtarzam, że boli kiedy ludzie nie korzystają z danych im darów ( w tym wypadku możliwości rozmowy) teraz tak siedziałam i czytałam ten wątek po raz drugi i pomyślałam że ( uwaga nie będzie to miłe) nie macie szans...... a wiesz dlaczego? bo nie umieliście dograć niczego jak jeszcze nie było poważnego problemu a teraz jest i jest faktem wobec tego jak chcesz to uczynić aby się udało?

Myślę, że boli Cię fakt że zostałaś sama, że obowiązki, że dziecko........... na prawdę wiem jakie to trudne i przerażające, ale nie nie możliwe.
Może zostaw ten rozdział za sobą? może spróbbuj na nowo sama............? a może zjawi się ktoś kiedyś i sprawi, że nie będziesz musiała znosić męża przy kompie i braku jego zainteresowania?

Pomyśl teraz tak na chłodno, że bardzo trudno jest odbudować związek każdy ale w przypadku kiedy więź już dawno rozprysła jest o stokroć trudniej

21

Odp: mea culpa

Musisz uzmysłowić sobie czego tak naprawdę oczekujesz. Czy jesteś pewna, że potrafiłabyś włożyć mnóstwo kolejnej energii w walkę o ten związek i potem w nim wytrwać? Bo jeśli będziesz o niego walczyć, dziś, jutro, przez miesiąc, ale gdy tylko mąż wróci zostawisz to, stwierdzisz, że to jednak nie ma sensu, znów wdasz się w 'zdrady', to po co ci to? Rozumiem, że go kochasz, rozumiem, że byłaś samotna i z powodu braku elementarnych uczuć, zaczęłaś szukać ich u innego mężczyzny. Może dokładnie to samo, teraz przechodzi twój mąż? Może on też zagubił się i nie potrafi naprawiać, łatwiej przychodzi mu niszczenie?
Człowiekowi o wiele prościej jest poddać się niż walczyć. A walka to cenna umiejętność, wartościowa. Najmądrzejszymi ludźmi jednak są ci, którzy wiedzą kiedy nastaje moment w którym trzeba osądzić czy warto walczyć. Bo "nie powinniśmy naprawiać na siłę tego, czego nie da się już naprawić."   
Przemyśl to dobrze. Sama, nie kierując się poradami przyjaciół. Powiedz sobie. Uratuję ten związek bo tego właśnie chcę i nigdy sobie nie wybaczę, że o niego nie walczyłam. Lub powiedz sobie, dość. Zbyt dużo się stało, zbyt wiele bólu i cierpienia i dla mnie i dla niego. Wtedy odejdź, z godnie uniesioną głową, w zgodzie, jak cywilizowany człowiek. I pamiętaj jedno. Nie można żyć pomiędzy. To cholernie niszczy człowieka, ulegamy wtedy autodestrukcji. Najgorsza prawda lepsza jest od niewiedzy.

Ah, pees. Jeśli uznasz, że warto walczyć, będziesz pewna, że tego właśnie chcesz- wtedy walcz. Nalegaj na poważną, zdrową, oczyszczającą rozmowę. Nie będzie łatwa, nie będzie przyjemna, ale na pewno będzie pomocna. Musisz odsłonić karty, pokazać jak ważny jest dla ciebie on i ten związek.

Trzymam kciuki byś wytrwała, cokolwiek zdecydujesz. wink)

22

Odp: mea culpa
KGB napisał/a:

może zjawi się ktoś kiedyś i sprawi, że nie będziesz musiała znosić męża przy kompie i braku jego zainteresowania?

O taką rodzinę chcesz walczyć ?

23

Odp: mea culpa
zapachmalin napisał/a:

Nalegaj na poważną, zdrową, oczyszczającą rozmowę. Nie będzie łatwa, nie będzie przyjemna, ale na pewno będzie pomocna. Musisz odsłonić karty, pokazać jak ważny jest dla ciebie on i ten związek.

Rozmowę i tak powinnaś przeprowadzić bez względu na Twoją decyzję dla "relacji ojca z dzieckiem"

24

Odp: mea culpa

no i właśnie w tym chyba tkwi problem, że autorka wątku nie odpowiedziała sobie wyczerpująco na pytanie o co chce walczyć? o "rodzine"..... ale rodzina to coś więcej niż związek, wspólne mieszkanie i dziecko...........
Mea culpa prosisz o rady, pytasz o walkę ale napisz proszę na czym Tobie teraz zależy? no żeby wrócił to wiemy .... ale co dalej?

25

Odp: mea culpa

help please - właściwie czego byś chciała? Z takich realnych rzeczy. Wszyscy chcielibyśmy, żeby się problemy rozwiązały i było już dobrze, ale na co właściwie liczysz?
Jeśli będziesz prosić, nie będziesz traktowana uczciwie, jak partnerka, a jak żebraczka, o tym było wyżej.
Jeśli będziesz wymagać, to przecież nie miłości. Możesz wymagać pieniędzy, wspólnej opieki nad dzieckiem, ale nie uczuć czy naprawienia relacji.
Możesz racjonalnie tłumaczyć, ale jeśli między ludźmi jest zbyt wiele negatywnych emocji, to już nie słuchają argumentacji.

Jaki jednak cel chciałabyś osiągnąć?

26

Odp: mea culpa

Tak! Zapachmalin ma rację - ja żyję pomiędzy. Codziennie zadręczam się myślami, zadaję sobie pytania bez odpowiedzi. Szukam pomocy na Waszym forum. Wyniszcza to mnie maksymalnie. To, co się stało z moim małżeństwem odnoszę z ogromną winą do siebie jako największą życiową porażkę. Nie mogę sobie z tą winą poradzić. Wiele razy szukałam porozumienia ale trafiam na mur, tak wielki, że ani go obejść ani przeskoczyć. Zadręczam siebie i Bóg mi świadkiem - nie chodzi tutaj, że teraz jest mi trudniej fizycznie. Mnie jest trudno psychicznie. Z dzieckiem mam dużo lepszy kontakt niż przed całym zajściem, bo jestem teraz dla niego całym światem. I choć całkiem sama daje sobie radę fizycznie. Okupione jest to zmęczeniem, niewyspaniem ale radzę sobie. Ja tylko tak emocjonalnie nie mogę się otrząsnąć. Myślę sobie - było kiedyś fatalnie, nie byłam szczęśliwa ale byliśmy rodziną. A teraz? Pustka, rodzina niepełna i to z mojej winy. Tu tkwi mój problem. Żyję pomiędzy, bo wiem, że nawet jeśli uda mnie się to posklejać to utrzymać będzie bardzo trudno, bo wola jest tylko z mojej strony. I ja zrobię wszystko, by mieć rodzinę, która jest dla mnie najważniejsza, mieć i nigdy nie stracić. Ale wiem, że z drugiej strony nie zmieni się nic. I sama już nie wiem o co i po co walczę. Ale walczę, narazie ciszą...

27

Odp: mea culpa

Hedcliff
Już chyba nie rozumiem tego co czytam. A jak można traktować zdrajców? Pogłaskać i powiedzieć, tak moja wina, że mnie zdradziłeś/aś?
(Przepraszam, nie umiem cytować więc tylko wklejam kawałki)
?Tu jednej pani nikt po główce głaskać nie chce. Ja mogę, co mi tam. Dla mnie wina leży po stronie, która zaczęła, a winnym i tak nie życzę sprawiedliwego smażenia się w piekle, a poukładania sobie życia, poukładania szybkiego, sprawnego i wyniesienia nauki z wcześniejszych problemów.
Małżeństwo nie jest czymś, czego powinno się bronić kosztem własnej osoby. Małżeństwo to dwie osoby związane silniej niż przez podpis na papierze. Jeśli ten silny związek nie istnieje, nie istnieje już małżeństwo. Dla ochrony podpisu nie warto robić nic.
Dlatego bardzo bardzo łatwo mi przychodzi rozgrzeszenie pani, która sobie znalazła przyjaciela. Powinna mieć go w mężu. Męża nie było - niech przyjaciel jest gdzie indziej.?
ZGODA na wszystko, ale po rozstaniu się z tym "zdrajcą miłości"!
Nie można kochać na siłę, ani prosić o miłość.
Jeśli miłości nie ma, to uczciwie by było odejść nawet trzaskając drzwiami, a nie czatować na okazję pt. poczekam może mi się ktoś lepszy trafi.
I jeszcze jeden cytat ?I poszukanie przyjaciela, choćby i poza związkiem, gdy się go nie ma, jest rozwiązaniem ku dobremu, czy się je nazwie zdradą czy nie.? ? to zawsze jest zdrada. Zawsze.
Jeśli Twój partner/ka nie jest Twoim przyjacielem, pora odejść, a nie czekać aż znajdzie się nowszy model.

28

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Boże, wiem, że jeśli zadzwonię, znów się upokorzę. Proszę pomóżcie, co robić...

no tak. jeśli dbałość o rodzinę, próby jej ratowania to upokorzenie .... to wcale się nie dziwię, że ... praktycznie nastąpił rozpad tego związku.
Jestes chyba zbyt "honorowa", na to by wogóle występować w roli kobiety w rodzinie.

Przemyśl to i poczytaj forum ... zobacz sama do jakich niskich poziomów upadają ludzie w walce o partnera i dziecko ...

29 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-27 00:56:48)

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

W końcu pojawił się u mnie nowy znajomy, potem stał się kolegą, potem przyjacielem, który mnie pokochał.

No bez jaj drogie Panie i Panowie - zgodzilibyście się, żeby Wasz mąż/żona utrzymywali podczas małżeństwa tego typu relacje?
Bo ja zdecydowanie nie... I dlatego to jest wg mnie zdrada. Emocjonalna, ale zdecydowanie zdrada.


help please napisał/a:

Do niekochanej72 ? tak, chyba zbyt długo już jesteś na forum i zrobiłaś się nieczuła na ludzkie nieszczęścia. Napisałam na forum, bo potrzebuję pomocy. Od Ciebie dostałam tylko to wszystko o czym wiem ? potwierdzenie, że to moja wina. Musisz być nieszczęśliwą i zgorzkniałą osobą skoro wyżywasz si ę na ludziach, których nie znasz. A pomóc nie umiesz, przykre....
.

No widzisz - nie rozumiesz moja droga, nic nie rozumiesz.
A żebyś nie popełniła znów tego samego błędu - powinnaś zrozumieć. Bez tego nic się nie zmieni oprócz nowej osoby przed komputerem. Bo albo źle wybierasz partnerów, albo przed Tobą uciekają przed ten komputer.
I nie pisze tego, żeby Ci dokopać, tylko by zmusić do refleksji.


help please napisał/a:

T Z dzieckiem mam dużo lepszy kontakt niż przed całym zajściem, bo jestem teraz dla niego całym światem. I choć całkiem sama daje sobie radę fizycznie. Okupione jest to zmęczeniem, niewyspaniem ale radzę sobie.

Sugerujesz, ze dziecku jest lżej, że zniknął tata? Który jak rozumiem dotychczas się nim opiekował?
Mogłabyś rozwinąć temat? Bo chyba nie ogarniam...

30

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Wyniszcza to mnie maksymalnie.

WYNISZCZAŁO CIĘ TO TEŻ WTEDY JAK MIESZKAŁAŚ Z MĘŻEM

To, co się stało z moim małżeństwem odnoszę z ogromną winą do siebie jako największą życiową porażkę.

SĄ NA ŚWIECIE O WIELE WIĘKSZE PORAŻKI

Nie mogę sobie z tą winą poradzić

ALE PORADZISZ BO CO SIĘ STAŁO ŻE TERAZ - NIE MOŻESZ ?

Wiele razy szukałam porozumienia ale trafiam na mur, tak wielki, że ani go obejść ani przeskoczyć.

GDZIE ?

było kiedyś fatalnie, nie byłam szczęśliwa ale byliśmy rodziną.

BYLIŚCIE NA PAPIERZE,W DOWODACH ITP


A teraz? Pustka

WTEDY TEŻ BYŁA


rodzina niepełna i to z mojej winy.

Z WASZEJ

bo wiem, że nawet jeśli uda mnie się to posklejać to utrzymać będzie bardzo trudno, bo wola jest tylko z mojej strony.

WŁAŚNIE TYLKO Z TWOJEJ STRONY

Ale wiem, że z drugiej strony nie zmieni się nic.

BO ?

31

Odp: mea culpa
The_devil napisał/a:
help please napisał/a:

Boże, wiem, że jeśli zadzwonię, znów się upokorzę. Proszę pomóżcie, co robić...

no tak. jeśli dbałość o rodzinę, próby jej ratowania to upokorzenie .... to wcale się nie dziwię, że ... praktycznie nastąpił rozpad tego związku.
Jestes chyba zbyt "honorowa", na to by wogóle występować w roli kobiety w rodzinie.

Przemyśl to i poczytaj forum ... zobacz sama do jakich niskich poziomów upadają ludzie w walce o partnera i dziecko ...

Dokładnie,mąż przecież nie przyjdzie i nie wybaczy ....

32

Odp: mea culpa

Heathcliff, chciałabym stworzyć moją rodzinę na nowo, chciałabym, by mąż był w takim samym stopniu jak ja za sukcesy i porażki tej rodziny odpowiedzialny. Chciałabym, byśmy nie mijali się mieszkając pod jednym dachem, byśmy umieli dawać sobie i dziecku ciepło, takie dobre, rodzinne. Ciepło domowego ogniska. Podobno człowiek jest szczęśliwy, gdy z pracy śpieszy się do domu i z domu śpieszy się do pracy - lubie swoją pracę i zawsze chętnie do niej wracam, nawet po urlopie. Przez ostatnie kilka lat nie spieszyłam się jednak do domu, bo wydawało mi się, że tam na mnie nikt nie czeka... A ja chcę radosnego dzień dobry Kochanie z rana, ciepłego witaj po ciężkim dniu pracy, chcę czułego dobranoc, gdy padam zmęczona. Chcę dać dziecku dobre wzorce, by było szczęśliwe i umiało zbudować w przyszłości swoją rodzinę. Nigdy nie byłam zamożna materialnie, ale dopóki mąż mnie zauważał to byłam bardzo bogata uczuciowo. A to jest dla mnie ważniejsze. Kiedy przestał mnie zauważać zrobiło się we mnie tak wiele tej miłości, że mogłam obdarować milionowe miasto, ale ja chciałam ją zawsze i wszędzie darować jemu, tylko on tego nie doceniał i nie umiał przyjąć (może już nie chciał). I masz rację o to wszystko nie mogę ani prosić, ani tym bardziej wymagać, a tłumaczenia nie mają racji bytu, bo przecież nie mamy kontaktu. Cóż, jestem skazana na porażkę, jak pisze KGB?

33

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Od kilku lat rozjeżdżało się moje małżeństwo

34

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Przez ostatnie kilka lat nie spieszyłam się jednak do domu, bo wydawało mi się, że tam na mnie nikt nie czeka...

35

Odp: mea culpa

nie ma niczego ....

36

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Podobno człowiek jest szczęśliwy, gdy z pracy śpieszy się do domu i z domu śpieszy się do pracy - lubie swoją pracę i zawsze chętnie do niej wracam, nawet po urlopie. Przez ostatnie kilka lat nie spieszyłam się jednak do domu, bo wydawało mi się, że tam na mnie nikt nie czeka... A ja chcę radosnego dzień dobry Kochanie z rana, ciepłego witaj po ciężkim dniu pracy, chcę czułego dobranoc, gdy padam zmęczona.

Heh... gdyby to napisał na tym forum mężczyzna - już by się wykrwawiał z przegryzionej tętnicy szyjnej ... tongue
Kochana - ale wiesz, że może mąż też miał podobne oczekiwania? Że też był zmęczony? Że oczekiwał, że na skrzydłach będziesz biegła do Niego i dziecka z pracy?
A tak z ciekawości - czyją była decyzja, że to On zostaje z dzieckiem w domu?

37

Odp: mea culpa
niekochana72 napisał/a:

Kochana - ale wiesz, że może mąż też miał podobne oczekiwania? Że też był zmęczony? Że oczekiwał, że na skrzydłach będziesz biegła do Niego i dziecka z pracy?

Pewnie że miał .... i widział że tak nie jest,więc uciekał w urządzenia elektroniczne

Mnie zastanawia jeden fakt,dlaczego dopiero po "zdjęciach w parku" zrobił awanturrrrę

Trwało to dłużej,tolerował,miał zaufanie (jak sądzę bardzo duże) itd itd przecież był spokojnym mężczyzną

a może w głowie urodził mu się plan ..... stąd też Pani z fitnessss

38

Odp: mea culpa

Nieprawda. Nie jestem ani honorowa ani "ratowanie to upokorzenie". Tylko ... zrozumcie ... ja już tyle razy dzwoniłam, prosiłam, błagałam ... i za każdym razem słyszę, że nie wróci, że brzydzą go rozmowy ze mną, że to ja zniszczyłam rodzinę, to mam wrażenie, że może tej ciszy właśnie potrzeba. Nie oceniajcie mnie źle, ja naprawdę już tyle razy dzwoniłam, pisałam, prosiłam...

39 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-08-27 01:11:43)

Odp: mea culpa
Basia2010 napisał/a:

Hedcliff
Już chyba nie rozumiem tego co czytam. A jak można traktować zdrajców? Pogłaskać i powiedzieć, tak moja wina, że mnie zdradziłeś/aś?

Jeśli się chce, to właściwie może być!
Naprawdę nie chodzi o to, by zdrajców linczować "bo to zdrajcy". Rozwiązanie ma być racjonalne! Na przykład zdrada (lub zdrady) mogą świadczyć o czyimś fatalnym charakterze, zdrady te mogą być ukrywane. Jeśli wtedy wyjdą na jaw, to takie, jeszcze po dodaniu kłamstwa, są powodem do rozstania. Ale rozstanie nie ma być karą za grzechy - to po prostu najlepsza droga do ułożenia życia na nowo gdy już wiadomo, że ze zdradzającym się nie da.

Gdy jednak zdrada polega na poszukiwaniu przyjaźni, i to jeszcze w sytuacji, gdy mąż nie chciał lub nie umiał być przyjacielem, karanie się tym bardziej nie ma sensu. Komu coś da? Wszelkie rozwiązania, łącznie z karami, mają coś dać, nie tylko ból i cierpienie. Jakieś kopanie się za obustronne zdrady nikomu nic nie da, będzie jakąś pustą sprawiedliwością, która się wiąże tylko z krzywdą ludzi.

Basia2010 napisał/a:

(Przepraszam, nie umiem cytować więc tylko wklejam kawałki)

Skopiować mojego nicku też trochę nie umiesz, ale to nie jest ważne, nie wpłynie na nasze relacje. smile

Basia2010 napisał/a:

ZGODA na wszystko, ale po rozstaniu się z tym "zdrajcą miłości"!

I ja uważam, że w tym przypadku rozstanie będzie dobrym wyjściem, odpowiedzialność widzę jednak po stronie mężczyzny, mam wrażenie, że Ty po stronie kobiety.

Basia2010 napisał/a:

Nie można kochać na siłę, ani prosić o miłość.
Jeśli miłości nie ma, to uczciwie by było odejść nawet trzaskając drzwiami, a nie czatować na okazję pt. poczekam może mi się ktoś lepszy trafi.

Tak? A można było uczciwie postawić sprawę "czekam na lepszego, póki co tu mieszkam"? To też uczciwość, a bez zbędnego, nieco teatralnego gestu.
Przy tym w opisie wyżej nie chodziło o szukanie tego lepszego, a po prostu o przyjaźń.

Basia2010 napisał/a:

I jeszcze jeden cytat ?I poszukanie przyjaciela, choćby i poza związkiem, gdy się go nie ma, jest rozwiązaniem ku dobremu, czy się je nazwie zdradą czy nie.? ? to zawsze jest zdrada. Zawsze.
Jeśli Twój partner/ka nie jest Twoim przyjacielem, pora odejść, a nie czekać aż znajdzie się nowszy model.

Zgadzam się, że to dość mocna podstawa do odejścia. Ale powtórzę - nie chodzi w życiu o to, by się kierować schematem "w takiej sytuacji powinno się zachowywać tak a tak". Jeśli jest się (teraz abstrahuję od tej konkretnej sytuacji) ofiarą, można sobie pozwolić na pewne działania (na przykład obronę konieczną), które byłyby przestępstwem w innej sytuacji (powtórzę, nie piszę tu o życiu help please, a bardzo ogólnie o pewnym mechanizmie). Być może najuczciwszym, najczystszym rozwiązaniem byłoby wyjście, może bez trzaśnięcia drzwiami. Ale swoje zalety mają też próby naprawienia związku.
Poza tym związek także nie musi mieć określonego kształtu, jeśli strony się na taki zgadzają. Zatem możliwy byłby i taki "związek" trzyosobowy z przyjacielem do rozmowy i z mężem przy komputerze. Ja podkreślam raczej rolę szczerości niż schematu - a help please pisze, że nie ukrywała tego, co się dzieje.

Podsumowując:
Uważam, choć tylko na podstawie tego, co help please tu napisała, a nie musiała być obiektywna, że to ona jest ofiarą. Jeśli nie postępowała idealnie, do pewnego stopnia rozgrzeszam ją, bo i nikomu się teraz nie przyda obwinianie jej (zwłaszcza, że sama się obwinia i już się nic nowego nie powie). Przyda się natomiast rozwiązanie pozytywne! Czyli zorganizowanie życia na nowo, spokój w rozmowie (który mi się jakoś wyjątkowo tutaj udał podobno). To jest przydatne. I wszystko co ja tu właściwie proponuję, to wybieranie od teraz na przyszłość wyjść pozytywnych, a nie rozważanie w nieskończoność, kto był bardziej winien w przeszłości.

---

help please - nie musisz teraz prosić o zrozumienie! Nie błagaj i nie przejmuj się przesadnie forumowymi ocenami. Poszukaj wyjścia na przyszłość, a nie żyj przeszłością. Jeśli fizycznie dajesz radę, nie musisz się martwić o byt, to już jest szansa na dobry start. Na zrozumienie tak naprawdę każdy człowiek powinien móc liczyć. Ale tego zrozumienia nie da się wyegzekwować. Chyba najbardziej byś chciała być zrozumiana przez męża, ale z tym problem będzie większy niż z forumowiczami (których bym wszystkich przegadał w końcu, bo jestem uparty i złośliwy, nie wiem, czemu tu tego nie widać wyraźnie).
Może trochę źle się stało, że temat dotyczy winy. Lepszy byłby jakiś o rozwiązaniach na przyszłość.
Co czujesz do męża?

40

Odp: mea culpa

Jesteś arogancka i złośliwa niekochana72, ale z grzeczności odpowiem na Twoje pytania:

absolutnie! dziecku jest gorzej, rodzina mu się rozpadła. Natomiast napisałam, że moja próba przywrócenia naszej rodziny jest podyktowana moim sercem, a nie tym, że nam bez niego żyje się gorzej materialnie, czy z jakichkolwiek innych pobudek. Fizycznie oboje z dzieckiem dajemy sobie świetnie radę. Jest nam bardzo trudno emocjonalnie. Mnie, bo kocham i chcę mieć moją rodzinę, dziecku, bo zawalił się jego dotąd poukładany świat. Więc bardzo proszę nie bądź cyniczna.

i druga odpowiedź: ja wróciałam do pracy, bo miałam dokąd wracać. Rodzinę trzeba utrzymać, a mój mąż nie pracował.

41

Odp: mea culpa

Heatcliff, ja kocham męża. Inaczej już dawno przekreśliłabym cały nasz związek. Po wszystkich złych słowach, które usłyszałam, po tym, jak teraz się zachowuje. Przecież ja - rozumiem - ma do mnie żal, ale odcinać się od własnego dziecka, które przez lata wychowywał prawie w każdej minucie jego malutkiego życia? Ja jednak (być może naiwnie) znów jak zawsze winię siebie. I dlatego go rozgrzeszam i myślę, że jak do nas wróci, to wszystko się ułoży. Myślisz, że stworzyłam sobie ułudę?

42

Odp: mea culpa

help please - nie wiem, znam sytuację z opisu, nie znam was osobiście.

Gdybyś go nie kochała, mogłabyś organizować życie sobie i dziecku częściowo od nowa, czyli całą tę stronę emocjonalną. Z nowym człowiekiem (nie szukać takiego, gdzieś by się pojawił) mogłoby być łatwiej. Bo mąż na razie nie traktuje Cię dobrze. Jeśli wasze zejście się miałoby się wiązać dalej z takimi relacjami, to ani dla was, ani dla dziecka nie byłoby to dobre.
Skoro jednak kochasz, to już jesteś w połowie drogi i do naprawienia małżeństwa. Normalnie polecałbym rozmowę z mężem (bo od niego zależy drugie pół drogi), ale to naprawdę nie może być błaganie. Może Ty wiesz jak z nim porozmawiać, by Ci powiedział, czego on chce, co myśli - na spokojnie - o waszych szansach na przyszłość, co czuje do Ciebie. Nie chodzi o to, byś w rozmowie załatwiła sprawę, a tylko byś się dowiedziała, czy masz w ogóle o co walczyć. Trochę na zimno by to trzeba przeprowadzić, a nie wiem, czy jesteś teraz w stanie.

43

Odp: mea culpa

Heatcliff    -   No właśnie nie jestem w stanie, stąd ta cisza z mojej strony również, bo do tej pory, to on się nie odzywał, ale za to ja przy każdej możliwej okazji namawiałam i błagałam o powrót. Na zewnątrz jestem bardzo silną osobą, jeśli jednak chodzi o moich najbliższych to jestem jak domek z kart, więc bardzo się boję takiej rozmowy, jeszcze nie teraz, nie jestem gotowa. Wiesz, tylko zdaję sobie sprawę z tego, że ja ten czas mam, on pewnie też ale nasze dziecko nie. Codziennie jest inne, codziennie umie coś nowego, coś innego jest dla niego ważne, czymś chciałoby się pochwalić - nie tylko mamie, tacie też. I tata też na tym traci, nie widzi jak rozwija się jego dziecko, a przecież jeszcze niedawno świata poza sobą nie widzieli. Okropnie to przeżywam. Boję się, że już od prawie roku mamy taką sytuację i że teraz to już chyba czas działa na naszą niekorzyść, niestety.

44

Odp: mea culpa

Naczytałam się dzisiaj więcej niż mogłam oczekiwać. Teraz mówię wszystkim dobrej nocy, zajrzę do Was jutro smile

45

Odp: mea culpa

Szanowna Autorko - żeby rozwiązać swój problem - nie wystarczy powiedzieć: "to moja wina" albo "to nie moja wina".

Pierwsza lampka ostrzegawcza powinna Ci się zapalić w momencie kiedy przyplątał się przyjaciel płci przeciwnej. Bo Twoim przyjacielem płci przeciwnej powinien być PRZEDE WSZYSTKIM Twój mąż. Koniec kropka. Jeśli tak nie było - to zamiasat skupiać energię na gadaniu z nowym kolegą o dupie maryni - powinnaś dzieciaka oddać rodzinie lub opiekunce pod nadzór i brać za łeb męża - i dotąd z nim pracować nad związkiem - aż się wyklaruje "w tę lub wewtę".

Nie ma co pierdzielić nad płcią przyjaciela - z tego prostego powodu, że sama teraz masz do męża wąty, że czas spędza z koleżansią z Fitness Klubu. Podejrzewam że gdyby koleżansia była kumplem - wąty byłyby mniejsze. Proste.

Kolejna lampka - sama przyznałaś że między Tobą a przyjacielem pojawiła się miłość. To co tu jeszcze kombinować? To że nie poszliście ze sobą do wyra - to szczegół - w tym przypadku. Emocjonalnie obcięłaś jaja swojemu mężowi. Facet siedział w domu z dzieckiem - co już jest ewenementem, bo się po prostu rzadko zdarza taki cymes. Ty się mogłaś realizować zawodowo - masz fajną robotę, do której lubisz chodzić, same plusy.

Następna lampka - w momencie kiedy doszłaś do wniosku, że wolisz dłużej siedzieć w robocie, niż wracać do domu - do swoich najbliższych. Co Ty nie masz jajników? To miałaś czas na robotę nadprogramową, spotkania z lowelasem, spacerki we trójkę z dzieckiem z obcym wujkiem i teraz masz pretensje? Mąż pierdyknął pięścią w stół - miał rację. Kilka lat rozjeżdżało Ci się małżeństwo? Nie kochana. Ty pozwoliłaś - razem z mężem, żeby Wam się rozjechało. Tylko że jedyna wina Twojego męża jaką tu podajesz, to to, że facet zasuwał w chacie jako Pan Domu, a Ty mu z nudów włazlaś na głowę.

Że nie chce rozmawiać - wcale mu się nie dziwię. Jakby mi mąż zaczął mieć "przyjaciółkę" z gwiazdką, kółeczkiem czy innym trójkącikiem, siedział w robocie do późna, a na spacerki z przyjaciółką zabierał nasze dzieci - jaja bym mu obcięła. Publicznie. To ja tu zasuwam w domu, dwa dyplomy z dwóch różnych wyższych uczelni siedzą w szafie, ten się realizuje a ja mam w zamian mam kurna co? Satysfakcję?! W dupę z takim życiem. Też by musiał dłuuuugo się starać żeby mnie udobruchać. Bo moja praca w domu i przy dzieciach jest milion razy więcej warta od JAKIEJKOLWIEK pracy zarobkowej.

Jak to obliczyć? Bardzo prosto. Sprzątaczka na pełen etat, kucharka na pełen etat, opiekunka do dzieci na pełen etat, z seksu mam przyjemność - więc nie liczę, to są trzy pełne etaty za kilka tysięcy PLN każdy. Plus nadgodziny. Policz sobie ile Twój facet wniósł w finanse domu - a ile Ty wniosłaś. Jak on to tak przelicza (a po jego zachowaniu jestem przekonana,że tak - a jak nie to na pewno ktoś mu pomoże w arytmetyce), to piłeczka jest po Twojej stronie. Ewidentnie.

46

Odp: mea culpa

Kriss - i jak wtedy problem będzie rozwiązany, gdy się powie 3-4 słowa?

Pierwsza lampka ostrzegawcza nie powinna się wcześniej zapalić, gdy mąż niezbyt chciał być przyjacielem? Wszystko, co było opisane przed "w końcu pojawił się nowy znajomy" nie zasługuje na ostrzegawczą lampkę?

Ja dość lubię, gdy się nade mną pracuje. Ale branie za łeb, co to za rozwiązanie?

"Lampka kolejna" winna być połączona z pytaniem, czy facet w domu/klubie fitness/przy komputerze to na pewno cymes, to znaczy czy odpowiada potrzebom. Jej, nie Twoim.

Zdaje się, Kriss, że największy problem tematu widzisz w ustaleniu winnego. Możemy teraz radośnie wszyscy odejść od komputerów, bo już wiemy, kto jest winien? Nawet znamy kolejność grzechów i nowe fakty arytmetyczne. Jesteś zadowolona z tego sukcesu dydaktycznego? Jako kobieta pracująca na (blisko) milionie etatów odczuwasz też przyjemność z każdego udowodnienia Ci win i do tego głównie dążysz w życiu?

I takie pomocnicze pytanie - nie chciało się czytać całego wątku? To byłaby pierwsza lampka ostrzegawcza. Druga - Twój agresywny język. Trzecia - zupełna niepraktyczność rozwiązania. Nie wiem, czy teraz powinno się brać Cię za łeb, zdecyduj.

47 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-08-27 08:34:33)

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Do Anhedonia ? tak wiem, pracuję nad sobą ale chyba już tak bardzo się w tym zapętliłam, że mąż zamiast to docenić, to jeździ sobie po moich uczuciach. Wciąż do tej pory przepraszałam, prosiłam, błagałam, żebrałam,a jak napisał heathcliff ?żebraków się lekceważy?.  Czas więc może zmienić postępowanie, nie żebrać, tylko podnieść wysoko głowę i niech się dzieje wola nieba. Tylko to nie takie łatwe...

niekochana72 napisał/a:

No widzisz - nie rozumiesz moja droga, nic nie rozumiesz.
A żebyś nie popełniła znów tego samego błędu - powinnaś zrozumieć. Bez tego nic się nie zmieni oprócz nowej osoby przed komputerem. Bo albo źle wybierasz partnerów, albo przed Tobą uciekają przed ten komputer.
I nie pisze tego, żeby Ci dokopać, tylko by zmusić do refleksji.

Zgadzam się z Niekochaną - Ty dalej nic nie rozumiesz
Napisałam, zwróć się o pomoc do psychologa. Gdzie jest choć 1 słowo dotyczące tej sugestii?
TYLKO - Mąż nie docenił... tej pracy nad sobą !!!
SAMA to - jak sama przyznajesz, zniszczyłaś sobie życie. BO NIE WIEDZIAŁAŚ, że taka przyjaźń może zniszczyć związek. A teraz raptem nieomylnie wiesz JAK pracować nad sobą? Jesteś psychologiem?
Bo już 1 coś NIE TAK zrobiłaś i się pogubiłaś, a teraz znów chcesz SAMA ogarnąć tę pracę nad sobą... UMIESZ? POTRAFISZ?
Przestań działać po omacku - zdecyduj się na konkret... albo odpuść
Mąż nie miał nic do zauważania, bo sama skrucha to jeszcze być może za mało, żeby go przekonać. Nie to miałam na myśli
Odpowiedz mi wprost - CO spowodowało zignorowanie przez Ciebie kwestii pomocy fachowca w tej trudnej sytuacji?
Pozdrawiam i mam nadzieję na garść refleksji od Ciebie smile

48

Odp: mea culpa
Kriss napisał/a:

Że nie chce rozmawiać - wcale mu się nie dziwię. Jakby mi mąż zaczął mieć "przyjaciółkę" z gwiazdką, kółeczkiem czy innym trójkącikiem, siedział w robocie do późna, a na spacerki z przyjaciółką zabierał nasze dzieci - jaja bym mu obcięła. Publicznie. To ja tu zasuwam w domu, dwa dyplomy z dwóch różnych wyższych uczelni siedzą w szafie, ten się realizuje a ja mam w zamian mam kurna co? Satysfakcję?! W dupę z takim życiem. Też by musiał dłuuuugo się starać żeby mnie udobruchać. Bo moja praca w domu i przy dzieciach jest milion razy więcej warta od JAKIEJKOLWIEK pracy zarobkowej.

Nooo kochana, jeśli o mnie są słowa:

help please napisał/a:

Jesteś arogancka i złośliwa niekochana72,

to chętnie zaglądnę wieczorem przeczytać coś o Tobie tongue

49

Odp: mea culpa
heathcliff napisał/a:

Kriss - i jak wtedy problem będzie rozwiązany, gdy się powie 3-4 słowa?

Pierwsza lampka ostrzegawcza nie powinna się wcześniej zapalić, gdy mąż niezbyt chciał być przyjacielem? Wszystko, co było opisane przed "w końcu pojawił się nowy znajomy" nie zasługuje na ostrzegawczą lampkę?

Ja dość lubię, gdy się nade mną pracuje. Ale branie za łeb, co to za rozwiązanie?

"Lampka kolejna" winna być połączona z pytaniem, czy facet w domu/klubie fitness/przy komputerze to na pewno cymes, to znaczy czy odpowiada potrzebom. Jej, nie Twoim.

Zdaje się, Kriss, że największy problem tematu widzisz w ustaleniu winnego. Możemy teraz radośnie wszyscy odejść od komputerów, bo już wiemy, kto jest winien? Nawet znamy kolejność grzechów i nowe fakty arytmetyczne. Jesteś zadowolona z tego sukcesu dydaktycznego? Jako kobieta pracująca na (blisko) milionie etatów odczuwasz też przyjemność z każdego udowodnienia Ci win i do tego głównie dążysz w życiu?

I takie pomocnicze pytanie - nie chciało się czytać całego wątku? To byłaby pierwsza lampka ostrzegawcza. Druga - Twój agresywny język. Trzecia - zupełna niepraktyczność rozwiązania. Nie wiem, czy teraz powinno się brać Cię za łeb, zdecyduj.

Mamy najwyraźniej kłopot z komunikacją - "branie za łeb" to przenośnia sugerująca nakłonienie męża autorki do pracy nad związkiem - na równi z nią. Jeśli potraktowałeś to dosłownie - typu: podejść, pierdyknąć dla ogłuszenia osobnika, po czym obejmując ciasno mózgoczaszkę zawlec delikwenta w dowlnie wybranym przez siebie kierunku - to źle mnie zrozumiałeś.

Jesli jej nie odpowiadał - trzeba było brać za łeb, jak się nie udawalo - jest naprawdę masa, masa innych rozwiązań, które nie trwają "kilka lat rozjeżdżania się małżeństwa".

Nie, nie o ustalenie winnego tu chodzi bezpośrednio - i to powinieneś wywnioskować już z mojego pierwszego zdania - bo tu chodzi o ustalenie etiologii problemu - tylko tak da się go rozwiązać. Przyczyny plus zaniechania. Autorka sam przyznała - że zaniechania były z obydwu stron, ale problemów w "namacalnym" znaczeniu - dostarczyła najpierw ona ze swoją nową znajomością, a później mąż, który odpłaca jej pięknym za nadobne.

Co do mnie - to Ty jeszcze nie wiesz że jam Ci jest absolutnie bez win wszelakich? Naprawdę chcesz się kłócić i bić pianę, czy otworzyć Autorce oczy na pewne sprawy? Ja ciut mogę pomóc - bo po prostu patrzę z drugiej strony "barykady" - i prędzej zrozumiem osobę która siedzi w domu z dziećmi i nic nie robi, bo nie zasuwa na etacie.

Odpowiedź na pomocnicze pytanie - NIGDY mi się nie zdażyło wypowiedzieć BEZ przeczytania całego wątku. Dalej chcesz pobić pianę z rana?

Mój styl wypowiedzi - jest jaki jest - i powiem więcej. Jest perfekcyjny. Albowiem moim zdaniem wkurza - a co za tym idzie, ktoś się nad nim zatrzyma, może go to zmusi do refleksji. A może nie? Zależy od respondenta - mam nadzieję że i tym razem mi się uda zwrócić uwagę osoby proszącej o pomoc - na kilka szczegółów. I to jest praktyczne rozwiązanie.

Twoją metodą jest buzi dupci biedna łomatko. Taki masz styl - ja tego nie krytykuję, może Twój styl będzie miał lepszy grunt, może gorszy. Chodzi o pomoc nie?

50 Ostatnio edytowany przez takasobiemamuśka (2011-08-27 09:22:35)

Odp: mea culpa

Już tyle było sugestii... mnie się nasuwa jedna, dotycząca kontaktów z dzieckiem...
Dała byś radę zadzwonić i porozmawiać rzeczowo o tęsknocie dziecka za ojcem i zaproponować mężowi kontakty z dzieckiem bez narzucania swojej osoby? Dziecko zyskałoby wspólny czas z tatą, a Ty czas dla siebie, by trochę przepracować emocje? Dała byś radę? Można taką rozmowę wstępnie sobie "przepracować" przed zadzwonieniem.... nie będzie żadnego nakłaniania "na siłę" do powrotu, żadnych żali i płaczów, tylko rzeczowa prośba w imieniu dziecka...
Może nie przychodzi, bo unika Ciebie. Gdy nie będzie się czuł nakłaniany, może relacje trochę się poprawią? Tak małymi kroczkami...Ty silniejsza psychicznie, zdystansowana....On nie zarzucany miłością, o którą nie zabiega ? Jak myślisz? smile

51

Odp: mea culpa

Mąż zdradzający żonę przed komputerem.

Żona zdradzająca męża z przyjacielem z gwiazdką.

Mąż zdradzający żonę z koleżanką z klubu.

Żona błagająca męża o wspólną terapię.

Mąż, który odmówił wzięcia udziału w jakiejkolwiek terapii.

Żona, która na terapię poszła sama.

Mąż, który z dzieckiem siedział w domu.

Żona, która pracowała.

Mąż, który pracował jako pani domu.

Żona, która błagała o zainteresowanie swoją osobą.

Mąż, który nie był zainteresowany żoną.

Żona, która żebrała o miłość.

Mąż, który nie kochał.

Żona, która kocha za bardzo.

Mąż, który opuścił żonę.

Żona, która upokarza się dzwoniąc do męża.


Można taką litanię ciągnąć w nieskończoność.
Można w nieskończoność walczyć o powrót męża.
Tylko... Oprócz rozpaczliwych Twoich telefonów, help please, nie widzę (i nie wynika to z zaburzeń widzenia) ŻADNEJ WALKI. Jedynie nieprzyjmowanie do wiadomości faktów. Przez Ciebie. Mąż wielokrotnie stwierdził, że nie wróci, Ty zaś... Sama wiesz, co robisz.

Prosisz o wsparcie. Dobrze.
Nie jestem sądem najwyższym, nie jestem od ustalania faktów ani ich chronologii. Mało tego, jest mi absolutnie obojętne rozstrzygnięcie sporu p.t. "Kto jest winny".
Powyżej przytoczyłam skróconą wersję wydarzeń i stan obecny.

Zastanawiasz się czy walczyć i prosisz, by namawiać Cię do walki. I tu kłopot. Walczyć można, gdy jest przeciwnik. Na placu boju jesteś sama. Mąż zrezygnował. Walczyć można o coś.
O jego miłość? Stwierdził, że nie kocha i nie będzie kochał.
O jego powrót? Zdecydował, że nie wróci.

Nie mogę, bo nie chcę zachęcać Cię do walki z wiatrakami.
Mogę użalać się nad Tobą, tylko wiem, że użalanie przynosi opłakane skutki. Użalać się nie będę.

I zastanawiam się czego oczekujesz naprawdę?
Dochodzę do wniosku, że czekasz na zapewnienie, iż rozpad związku to nie Twoja wina. Mogę to napisać: nie Twoja wina. Czujesz się lepiej?
Czego jeszcze oczekujesz? Kolejnego zapewnienia. Że mąż wróci do Ciebie. Nie chcę Ciebie mamić. Jeśli fakty są takie, jak opisałaś, to nie wróci.

Czego Tobie potrzeba naprawdę? Przywitania się z rzeczywistością i pogodzenia z faktami. Problem w tym, że tego nie chcesz i wszystkimi siłami protestujesz przeciw przywracaniu Cię do pionu. I jak tu coś robić wbrew Tobie? Jesteś dorosłą osobą. Podejmujesz swoje decyzje. Wiesz (?), co dla Ciebie jest najlepsze. Chcesz się łudzić, Twoja wola. Chcesz walczyć z wiatrakami. Twoja wola. Choć,moim zdaniem, lepszym dla Ciebie byłoby układanie swojego życia na nowo bez złudzeń i bez bezowocnej walki o powrót kogoś, kto podjął decyzję o życiu osobno.

I na koniec. Jaka była ta Twoja terapia, skoro po jej ukończeniu dalej nie przyjmujesz do wiadomości rzeczywistości.
Na pytania, które zadałam odpowiedz sobie sama. To Tobie, być może, przydadzą się te odpowiedzi. Mnie - nie. Podobnie z Twoimi wnioskami.

52

Odp: mea culpa

Moim zdaniem małżeństwo - każde - przechodzi fazy. Faza pierwsza - najczęściej bezproblemowa, motylki, te sprawy. Później mamy powolny czas, często bolesny, kiedy przestajemy występować w filmie pt.: "Zakochani po grób" - i zaczyna się dostrzeganie wad swoich i partnera. Glównie partnera - taka konstrukcja. Sporo jest takich przypadków, kiedy któraś ze stron nie wytrzymuje zderzenia z codziennością. I wtedy firmę należy rozwiązać.

Bo to w pewnym sensie firma - ze statutem, podziałem obowiązków, planami, ich realizacją, wywiązywaniem się z umów "dżentelmeńskich", księgowością, odpowiedzialnością za współzałożycieli ale i przychówek (w tym wypadku dzieci). Z czasem dochodzą środki trawałe, nieruchomości, etc. Jak uda się zaprzyjaźnić z partnerem - superextra, bo na samych motylkach ne zajedzie się daleko. Ale jak w każdej firmie  - to CODZIENNA żmudna praca. Przyjemna, ale praca. Nie może być tak, że jedno deprecjonuje drugie, że podział obowiązków jest niesprawiedliwy, albo odpowiada tylko jednej ze stron. Wtedy układ się rozleci. "Rozjedzie" jak napisała Autorka.

Takiej firmy nie da się reaktywować, odbudować, etc. Można zawalczyć o ułożenie zasad od nowa - i stworzenie nowej firmy - z tymi samymi założycielami w statucie. Tylko zasady muszą być inne. No i muszą chcieć oboje. A tutaj - chce tylko Autorka.

Ja też nie zamierzam mamić. Moim zdaniem - jedyne wyjście - postawić sprawę jasno w oparciu o fakty. Mąż wyprowadził się rok temu, najprawdopodobniej jest w nowym związku, nie chce wracać. Płaszczenie się - niewiele pomaga. Mało tego - może trwać w nieskończoność - bo problemy NIE ZOSTAŁY przedyskutowane. Najwyraźniej po obydwu stronach jest żal, pretensje i niechęć do drugiej strony. Czasu się nie cofnie.

Może warto postawić sytuację jasno - separacja, rozmowa z mężem o dziecku - jak przeprowadzić rozstanie aby małe ucierpiało najmniej. Pomyśleć o rozwodzie. Może się zdarzyć tak - że mąż na wieść o definitywnym rozstaniu zareaguje chęcią do rozmów i uda się "przepracować" problemy. A może się zdarzyć tak, że będzie szczęśliwy, ze odzyskał wolność. Po prostu.

Nie da się żyć w zawieszeniu, a nikt za Autorkę decyzji życiowych nie podejmie. Natomiast świadomość tego "co się stało, że się zesrało" napewno pomoże w dalszym życiu. Zwyczajnie.

53

Odp: mea culpa

Kriss, 100% racji.
Według Ciebie, mnie i wielu innych tutaj w tym wątku.

Tylko Autorka nie chce przyjąć tego do wiadomości.

54 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2011-08-27 13:05:48)

Odp: mea culpa

Moim zdaniem oboje ponosicie wine za rozpad związku, Ty bo szukałas dowartościowania we flircie z gwiazdką i nie zauwazyłaś frustracji meza wynikajacej z braku pracy i opieki nad dzieckiem a to zycie jak w klatce, Ty miałaś "drugie" zycie a on wpadał w coraz głębszy dołek.Nie zauwazyłas tego, bo skupilas sie na sobie, on nie zauwazyl bo popadł w marazm.
Męża wina jest to,że nic nie zrobił ze swoim brakiem pracy ( sa złobki, opiekunki) nie zareagowal stanowczo na pierwsze pózniejsze powroty i spotkania z kolegą i w pewnym momencie zwyczajnie zerwał się z łańcucha opuszcajac dom i zamykając sie na rozmowę, wybrał wolnosc.
W tej chwili ma zielone swiatło i korzysta z tego, nie ma go w domu rok , ma bardzo mizerne kontakty z tak przecież dotąd kochanym dzieckiem, mysle, że on ma dosć i zwyczajnie teraz oddycha wolnoscia i prowadzi róznoległe zycie, nie ma was w swoich planach, nie na ten moment. Im dłużej go nie ma tym bardziej sie oddala niestety, ale aby ratować związek trzeba dwojga Ty jestes sama.
Ja cię nie chcę wybielać bo szukanie odkoczni poza związkiem to gwóźdź do trumny związku a przyjaźń buduje nie rujnuje więc znajomość z gwiazdką ma watpliwa wartosć.Przyjaciel oficjalnie przychodzi do domu nie czai sie po parkach, gwiadka nie był Twoim przyjacielem tylko odskocznią, jednak romansu tu nie bylo.W męzu rosła frustracja różnież z powodu jego roli w domu i  nastąpił wybuch.
W tej chwili wiezi z Toba i dzieckiem są zerwanie bo on teraz odzyl jest mu dobrze  i nie chce wracać, bez jego chęci nic nie zrobisz, do wybaczenia potrzebne jest uczucie myśle, że u niego go brakuje im prędzej to zrozumiesz tym bedzie ci łatwiej.
Nie dzwoń i nie proś bo to nie ma sensu, on wie ,że ma rodzine, wie ,że chcesz wszystko naprawiać,nie upokarzaj sie więcej, ja bym jeszcze go rozumiała, gdyby regularnie odwiedzał dziecko ale on sie wypiął, potrafi się miesiacami nie odzywac, dziecko też karze?
Wyglada na to,że on już wybrał, zycie poza rodzina.Nie twierdzę,że ma obowiazek wybaczyć, ma prawo nie wybaczyć, ale ma też obowiązki wobec dziecka a czuje sie jak kawaler.
On nie zachowuje sie jak zdradzony maz ( poczytaj posty) ale jak pies, który się zerwał z łańcucha, proponuje ci wolny zwiazek , wychodzenie kiedy chce , wracanie kiedy chce.Przejzyj na oczy!
dziewczyny maja rację, nie możesz zyć w zawieszeniu bo sie wykonczysz, czas zaakceptować sytuację w której sie znalazłas, odciać się od przeszłości i zyc dalej, jak bedziesz silniejsza spokojnie podejmiesz dalsze decyzje.
W tej chwili Twoim priorytetem nie powinien byc mąż bo bez jego checi nic nie zrobisz,nawet jak staniesz na rzęsach nie zadręczaj sie nim, powinnas skupic się na sobie i dziecku, zbudowaniu Wam zycie bez demonow przeszlości i niepewności jutra, dziecko tu najbardziej cierpi najpierw mama nie ma do kogo wracać w pracy a teraz tatus kawaler.
Podejmij madra dojrzałą decyzje i zacznij zyc kobieto,zaakceptuj swoja sytuacje, silniejsza latwiej podejmiesz decyzje, psycholog Ci w tym pomoże,na ratowanie związku zawsze jest szansa ale nie w tym momencie,kiedy on nie chce bo to walka z wiatrakami, teraz zapomnij o nim, wróci czy nie, TY badź silna i gotowa na każde rozwiazanie.
Od roku Cie dręczy. ile jeszce? odkupilas swoja wine ,wystarczy tej kary,olej go , zajmij sie córą.Czas przyniesie rozwiazanie. Powodzenia.

55

Odp: mea culpa

Dzień dobry,

najpierw do Kriss - zawsze miałam i mam szacunek do pracujących na kilku etatch w domu osób, tylko u nas to było tak, że ja oprócz pracy zawodowej sprzątałam i gotowałam oraz zajmowałam się domem i dzieckiem. Mąż podczas mojej nieobecności bawił się z dzieckiem na placach zabaw, w kinie, parku, basenie, przed komputerem i telewizorem. Ja dbałam po powrocie do domu z pracy, by mieli co jeść, by w domu było czysto. Plus dodatkowo były finanse. I nigdy nie było roboty nadprogramowej, zawsze wracałam do domu o tej samej porze, tylko ... wolniutko bez radości. A spotkania z przyjacielem były dosłownie w przerwach, w biegu na stacji jakaś wspólna kawa i streszczenie tego, co u mnie słychać, bardzo często rozmawialiśmy przez telefon. Spotkania były tylko wtedy, gdy nie musiałam tego czasu zabierać mojej rodzinie. Próbowałam i tego sposobu z "pierwszej lampki" - dziecko u moich rodziców na dwa tygodnie, ja próbująca prowadzić konwersację z mężem - efekt? Jak ja wrcacałam z pracy do domu, on jak zwykle wychodził na fitness. Żenada. Tym bardziej, że nie jestem typową gderającą babą, nie zamęczam gadaniem, nie robię nigdy fochów, ani kilkudniowych dni ciszy. Kurcze, już mnie naprawdę zaczyna denerwować to szufladkowanie mojej osoby, wkładanie w znane stereotypy.
Ale dziękuję za drugą Twoją wypowiedź, rzeczywiście więcej wnosi w moje życie i więcej pomaga zrozumieć.

Wielokropek - dziękuję za rozczłonkowanie tego na zdania, bardzo przydatne. Widać lepiej i ... płakać się chce.

Anhedonia - specjalista pomógł mi bardzo wcześniej, a teraz wydaje mi się, że czas na terapię we dwoje. Bo inaczej sobie nie poradzimy, tyle tylko, że mąż nie chce słyszeć o psychologu.
Więc zostaję z problemami sama. I według niego to już tylko moje problemy.
Ciekawa jestem, co byś zaproponowała w mojej sytuacji, skoro skrucha to za mało?

Dziękuję za inne opinie również, takasobiemamuska - masz rację, dobro dziecka jest najważniejsze, tylko dziecko mnie pyta: mamo, czy można oszukiwać małe dzieci? Bo tata obiecał zadzwonić i nie dzwoni. A ja mówię - zadzwoń do taty. Dziecko przekornie - Nie chcę. Pewnie dziecko jest mądrzejsze ode mnie i nie będzie żebrać o miłość. Ehh... ciężko.

56

Odp: mea culpa

maja 84 - bardzo Ci dziękuję. Tak sobie właśnie myślałam, że jemu jest teraz bez nas lepiej i dlatego to wszystko. W związku trzeba się nieustannie stać, zarówno finansowo jak i uczuciowo. Mój mąż to teraz wolny ptak, człowiek bez zobowiązań. Na własne życzenie ale moje zachowanie się do tego przyczyniło. Pewnie masz rację, trzeba taki stan rzeczy zaakceptować i zadbać o dziecko i siebie. Tylko raz jeszcze powtarzam - na sercu tak trudno, tak ciężko...

57 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-27 13:35:30)

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

(...)
zawsze miałam i mam szacunek do pracujących na kilku etatch w domu osób, tylko u nas to było tak, że ja oprócz pracy zawodowej sprzątałam i gotowałam oraz zajmowałam się domem i dzieckiem. Mąż podczas mojej nieobecności bawił się z dzieckiem na placach zabaw, w kinie, parku, basenie, przed komputerem i telewizorem. Ja dbałam po powrocie do domu z pracy, by mieli co jeść, by w domu było czysto. Plus dodatkowo były finanse. I nigdy nie było roboty nadprogramowej, zawsze wracałam do domu o tej samej porze, tylko ... wolniutko bez radości. A spotkania z przyjacielem były dosłownie w przerwach, w biegu na stacji jakaś wspólna kawa i streszczenie tego, co u mnie słychać, bardzo często rozmawialiśmy przez telefon. Spotkania były tylko wtedy, gdy nie musiałam tego czasu zabierać mojej rodzinie. Próbowałam i tego sposobu z "pierwszej lampki" - dziecko u moich rodziców na dwa tygodnie, ja próbująca prowadzić konwersację z mężem - efekt? Jak ja wrcacałam z pracy do domu, on jak zwykle wychodził na fitness. Żenada. Tym bardziej, że nie jestem typową gderającą babą, nie zamęczam gadaniem, nie robię nigdy fochów, ani kilkudniowych dni ciszy. Kurcze, już mnie naprawdę zaczyna denerwować to szufladkowanie mojej osoby, wkładanie w znane stereotypy.
(...)

Skoro było tak źle, to za czym tęsknisz? Za tym, co było przed? To myślenie magiczne: ponieważ CHCĘ, to się to STANIE.

Odpłacz, odsmarcz i do przodu. Bez popełniania tych samych błędów.



Edycja:
Przeczytałam dokładniej i oczom nie wierzę. Ty w dalszym ciągu nie widzisz rzeczywistości!

help please napisał/a:

(...)specjalista pomógł mi bardzo wcześniej, a teraz wydaje mi się, że czas na terapię we dwoje. Bo inaczej sobie nie poradzimy, tyle tylko, że mąż nie chce słyszeć o psychologu.
Więc zostaję z problemami sama. I według niego to już tylko moje problemy.(...)

Ty, rzeczywiście, nie przyjmujesz do wiadomości faktu, że nie ma już "we dwoje" i nie ma już "sobie nie poradzimy"!

I Ty, rzeczywiście, nie przyjmujesz do wiadomości, że problem braku akceptacji rozpadu małżeństwa to Twój problem!

Twój mąż już wie, przynajmniej od roku, że nie ma z Tobą żadnego "we dwoje" i on taka sytuację zaakceptował. Mało tego, nie chce jej zmieniać.


Ty zaś, z uporem godnym lepszej sprawy, ciągniesz swoje. Po co? Jedyną sensowną odpowiedzią jest dla mnie: bo lubisz się umartwiać, bo do czegoś potrzebna jest Tobie Twoja martyrologia.
   

Problem pozostaje tylko jeden: mało osób tutaj na forum podziela Twój pogląd na życie.

58

Odp: mea culpa
Kriss napisał/a:

Nie, nie o ustalenie winnego tu chodzi bezpośrednio - i to powinieneś wywnioskować już z mojego pierwszego zdania - bo tu chodzi o ustalenie etiologii problemu - tylko tak da się go rozwiązać.

Fakty zostały Ci podane przez help please. To już są znalezione przyczyny. Co jeszcze próbujesz ustalać? Ale poczekam na rozwiązanie problemu oparte na tej skutecznej analizie.

Kriss napisał/a:

Co do mnie - to Ty jeszcze nie wiesz że jam Ci jest absolutnie bez win wszelakich? Naprawdę chcesz się kłócić i bić pianę, czy otworzyć Autorce oczy na pewne sprawy?

Pierwsze wiem. Poszukaj przedmowy do pierwszej powieści Witkacego (proszę).
Otwierać oczy można nie na sprawy (to znaczy nie na obiektywizm), ale na pewien punkt widzenia. Jeśli ten punkt widzenia jest w tym od obecnego gorszy, że zwiększa cierpienie a zmniejsza szanse na pozytywne rozwiązanie, to nie polecam otwierania na niego oczu w ten subiektywny sposób. Oczywiście lubimy sprowadzać wszystko do naszego punktu widzenia, ale czasem podstawy są nikłe. Wolałbym porozmawiać, mam nadzieję, że unikniemy takiej małej mojej winy polegającej na Twoim rozpoczęciu kłótni jakiejś czy bicia piany. :>

Kriss napisał/a:

Ja ciut mogę pomóc - bo po prostu patrzę z drugiej strony "barykady" - i prędzej zrozumiem osobę która siedzi w domu z dziećmi i nic nie robi, bo nie zasuwa na etacie.

Zrozumiesz ten fakt, siedzenie w domu i "nic nie robienie", ale tym faktem nie da się wyjaśnić całej sytuacji i nie da się do niego sprowadzić relacji między dwojgiem ludzi.

Kriss napisał/a:

Odpowiedź na pomocnicze pytanie - NIGDY mi się nie zdażyło wypowiedzieć BEZ przeczytania całego wątku. Dalej chcesz pobić pianę z rana?

Mój styl wypowiedzi - jest jaki jest - i powiem więcej. Jest perfekcyjny. Albowiem moim zdaniem wkurza - a co za tym idzie, ktoś się nad nim zatrzyma, może go to zmusi do refleksji. A może nie? Zależy od respondenta - mam nadzieję że i tym razem mi się uda zwrócić uwagę osoby proszącej o pomoc - na kilka szczegółów. I to jest praktyczne rozwiązanie.

Twoją metodą jest buzi dupci biedna łomatko. Taki masz styl - ja tego nie krytykuję, może Twój styl będzie miał lepszy grunt, może gorszy. Chodzi o pomoc nie?

Pisz może ze słownikiem. Nie wkurza. Już rozumiem połowę Twej (niezawinionej) mitomanii, po prostu wyobrażasz sobie nieistniejące reakcje na swoją osobę, do tej teorii próbujesz następnie nagiąć rzeczywistość. Nie wkurzasz, a gdybyś wkurzała - nie powodowałabyś zastanowienia. Nie powodujesz zastanowienia z innego powodu - nie piszesz niczego nowego. wink
Moje metody są różne, zależnie od sytuacji, ale ogólnie chodzi o poprawę. Taki niedaleko posunięty utylitaryzm. Zgodnie z bardzo szerokim wnioskiem o uteoretyzowaniu doświadczenia sądzę, że wszelkie ludzkie otwieranie oczu jest w rzeczywistości przeciąganiem na własną, subiektywną, stronę. A skoro tak, to wolę wybieranie strony pozytywnej, rozwiązań konstruktywnych, od analitycznego pogrzebania w problemie bez żadnego wniosku na przyszłość. (W większej skali można bliższą obiektywizmu krytykę utylitaryzmu zastosować, dlatego w większej skali utylitarystą nie jestem, a raczej zbliżam się do pewnego rodzaju racjonalizmu. Tyle o moich metodach).

A drobna uwaga o metodach w ogóle - wzmocnienia pozytywne działają lepiej. Są skuteczniejsze.

---

Obustronne zaniedbanie w małżeństwie jest oczywistością. Bez poznania ludzi nie będzie się jednak dało wyważyć win - można sobie tylko wyobrażać (na przykład znając SWOJE życie domowe), jak też mogła wyglądać sytuacja naprawdę. Ja pomijam to wyobrażanie, by minimalizować wpływ moich doświadczeń, moich wspomnień, które mogą być nieadekwatne.
Nic się nie zmieni, jeśli nie poprzestaniemy na oczywistości, a wymienimy dokładnie rodzaj zaniedbania. Nikogo w tym momencie już nie nauczymy niczego nowego. Analiza problemu liczy się w matematyce, w życiu bardziej rozwiązanie na przyszłość. Kwestia jest już prosta do sformułowania: albo z mężem, albo nie z mężem.
I w zasadzie nie nam rozwiązywać, a samej help please.

59

Odp: mea culpa
help please napisał/a:

Anhedonia - specjalista pomógł mi bardzo wcześniej, (...)
Więc zostaję z problemami sama. I według niego to już tylko moje problemy.
Ciekawa jestem, co byś zaproponowała w mojej sytuacji, skoro skrucha to za mało?

help please napisał/a:

Tak sobie właśnie myślałam, że jemu jest teraz bez nas lepiej i dlatego to wszystko. W związku trzeba się nieustannie stać, zarówno finansowo jak i uczuciowo. Mój mąż to teraz wolny ptak, człowiek bez zobowiązań. Na własne życzenie ale moje zachowanie się do tego przyczyniło. Pewnie masz rację, trzeba taki stan rzeczy zaakceptować i zadbać o dziecko i siebie. Tylko raz jeszcze powtarzam - na sercu tak trudno, tak ciężko...

TY jak widać wszystko wiesz. TY po prostu nie jesteś w stanie zaakceptować faktu, że to co się stało już się nie ODSTANIE!
Specjalista pomógł raz - pomoże drugi smile
Tyle, że teraz musisz popracować nad tym co sama opisałaś powyżej, z JEDNYM zastrzeżeniem - nie terapia dla dwojga (bo 2 nie ma)- terapia dla CIEBIE abyś Ty rozwiązała problemy związane z akceptacją i zaczęła wreszcie NOWE życie - samodzielne, bez oglądania się na przeszłość, bo "to se ne wraci"...

Resztę, jak zwykle trafnie i bez pudła napisała Wielokropek big_smile

A jeśli los się uśmiechnie, to stosunek męża do Ciebie MOŻE się zmieni na lepszy, mnie zjadliwy, mnie krytyczny, bardziej przyjazny. Nie mówię, że uda się odtworzyć wasz związek, bo tego nie wie nikt. Ale wasze relacje zmienić na lepsze się mogą - co będzie dalej czas pokaże. Ale twój los w twoich rękach... Działaj nie w imię przeszłości a w imię TWOJEJ I DZIECKA LEPSZEJ PRZYSZŁOŚCI. Może i dziecku przydałoby się wsparcie psychologa dziecięcego? Bo chyba nie bardzo jesteście mu w stanie wytłumaczyć co się stało - tak obiektywnie i bez emocji oraz uraz osobistych...

60

Odp: mea culpa

Help please - cały czas dodajesz nowe fakty do konwersacji - absolutnie nie sugeruję że "naginasz", ale przyznaj że gdybyś w pierwszych postach punkt po punkcie wyłuszczyła sytuację - forumowiczom byłoby łatwiej odnieść się do zdarzeń.

Pomijając już tego przyjaciela - którego najpierw przedstawiłaś jak "niemal kochanka" - pisałaś o zakochaniu, teraz jest to kawka na stacji beznzynowej. Wcześniej opisywałaś spacer we trójkę z dzieckiem po parku - zostawmy, i tak pozamiatane i nie ma co zbierać.

Mnie takie przyjaźnie nie przekonują nijak - w sensie "odskoczni" - bo moja rodzina jest moją ostoją. Ktokolwiek próbuje się do nas "zbliżyć" - zbliża się do wszystkich członków. Jest zapraszany/szana na obiad, kawę, grilla - cuzamen. Nie ma kawek, zwierzań, schadzek - to NIGDY nie prowadzi do niczego dobrego. Wystarczy poczytać na forum - zawsze z którejś strony mamy nadinterpretację, gorszy humor, trochę alkoholu - i majtki same spadają.

Co do napraw - wcześniejszych - Twojego małżeństwa, przy oddaniu pod opiekę dziecka osobom trzecim. Nie chodziło mi o wcześniejsze powroty z pracy. Sorry ale zabrzmiało to jak ochłap. Chodziło mi o zaplanowany urlop TYLKO z partnerem, wspólny wypoczynek, zwiedzanie, przypomnienie sobie tego co Was kiedyś w sobie zafascynowało.

Coś Ci opowiem - mam prawie trójkę dzieci (za tydzień rodzę trzecie), zasuwam jak bury osioł w chacie, mamy z mężem wspólną firmę, która wreszcie, po pięciu latach nas utrzymuje. Były czasy kiedy miałam dwa maluchy na głowie, dom plus firmę - mąż wyjechał do roboty na rok za granicę - ja zajmowałam się wszystkim na miejscu. Przeprowadziłam też w tak zwanym międzyczasie wymianę dachu z podniesieniem więźby dachowej o jedno piętro, ocieplenie, wykończenie strychu. Kiedy mąż przyjeżdżał każdą chwilę spędzaliśmy razem. Na nic nie było czasu. A co dopiero na choćby kawkę z nieznajomym czy znajomym. Dupakwasy bez sensu połączone ze zmarnowanym czasem. Bo TEN czas można byłoby wykorzystać inaczej.

Kiedy wreszcie firma się odbiła, on wrócił - zasuwamy ramię w ramię. Mimo to staram się co najmniej dwa razy do roku wydębić chociaż dwa - trzy dni na wspólny wyjazd. Tylko my. Dzieci zostają z babcią. Jest bardzo ciężko - mamy mnóstwo obowiązków. ŻADNE Z NAS NIE MA CZASU NA GŁUPOTY. Jak chcę sobie pogadać - nauczyłam się gadać z mężem jak z psiapsiułą. I on się nauczył - nie miał wyjścia. To ciężka praca, ale warta zachodu.

Dlatego zawsze, powtarzam ZAWSZE jak słyszę, że któreś z małżonków MA CZAS na ponadprogramowe znajomości, zwierzania, kawki, znajomości internetowe z jakimś absztyfikantem z gwiazdką, spacerki cuda wianki - to wiem że problem istnieje już od dawna. To się nie bierze z księżyca. I ten ma "wygrane" kto pierwszy zauważy. Nie wyobrażam sobie żeby czekać kilka lat na podjęcie konkretnych decyzji czy działań. Ciągle mam wrażenie że nie piszesz wszystkiego - jak to, kilka lat próbowałaś rozmów, cierpiałaś I NIC?! Czy dopiero jak on walnął pięścią w stół ROK TEMU to się ogarnęłaś z tym cyrkiem, teraz przemyślałaś bo wyjechał, bo samo się nie rozwiązalo, mało tego - jest następczyni?

To wszystko jak na mój gust jest strasznie rozwleczone w czasie - co pozwoliło na kompletny rozkład pożycia, tu nie ma po prostu co zbierać, bo zmarnowaliście kupę czasu na pierdoły.

61

Odp: mea culpa

Kriss - jak zwykle w punkt big_smile
Help przeczytaj uważnie i ze zrozumieniem moją sygnaturkę:

62

Odp: mea culpa

jak piszesz w małżeństwie nie jesteś chwile..
  uważam że sama przed sobą powinnaś zrobic rachunek sumienia i zastanowić sie czy zrobiłas wszystko , wykorzystałaś wszystkie sposoby aby ratować zwiazek..
jesli dojdziesz do wniosku że nie ma sposoby to nie tkwij w tym na siłe.. dziecko będzie szcześliwsze jesli będzie nawet z 1 rodzicem , ale rodzicem spełnionym ..
wcale ci sie nie dziwię że pragnęłas czułości  zrozumienia od meza.. szkoda ze poszłaś na spacer z przyjacielem a nie z własna rodziną i nie wyjaśniłas z mezem jak chcesz funkcjonować w tej rodzinie..
nie ma sensu na siłe... bo do tanga trzeba dwojga..

63

Odp: mea culpa

Niekochana72.... musi być naprawde niekochana.
Sama gorycz, wszechwiedzące rady, recepty na zycie z kapelusza. Dla niej zawsze wszystko jest proste...
Wszędzie, jak łatwo zauważyc...totalna krytyka. Podzielam zdanie autorki..dla mnie to super nieszczęśliwa,zgorzkniała i nieczuła na nic kobieta. Daję sobie głowę uciąć, że jest w życiu sama jak palec!
A Ty...HELP PLEASE...miej gdzies to upokorzenie. Im więcej minie czasu, tym mniej masz szans. Walcz do samego końca....niech Cię nawet skopią...wstawaj i walcz! Spójrz na pięściarzy w ringu! Po totalnym nokaucie wstają i walcza dalej. Wiesz przecież i czujesz,że to jest walka Twojego życia!!! Jesli ją przegrasz..przepadnie wszystko! Nie poddawaj sie nigdy do samego końca...do samego.

64

Odp: mea culpa

Uwazam, ze nie ma co roztrzasac przeszlosci, oceniac po fakcie (po roku) robic analize psychologiczna zwiazku i rozkladac na czynniki pierwsze skoro tego juz nie ma.

Mysle, ze autorka watku doskonale zdaje sobie sprawe gdzie Ona i Jej Maz popelnili bledy. Ona prosi o pomoc aby mogla uporac sie z terazniejszoscia a nie tym co juz bylo. To juz jest za nimi.

Ja bym zrobila tak. Poniewaz Twoj Mąż radzi sobie jakos sam. Do konca tez nie wiadomo czy dobrze czy zle ale to jest jego sprawa. Teraz powinnas skupic sie wylacznie na sobie. Wypracowac w sobie spokoj wewnetrzny i ochlonac z emocji tych zlych i dobrych. Postanowic zalatwic polubownie kwestie formalne wynikajacego z tego, ze macie dziecko. Podejsc do tego jak zrownowazona dorosla kobieta na spokojnie bez emocji. I po raz wtory powtorze, ze najwazniejsza jestes teraz Ty i dziecko dlatego dla samej siebie powinnas pojsc do psychologa, bo to Ty szukasz pomocy nie Mąż.

Jak psycholog ustali z Toba priorytety i to co powinnas zrobic bedzie to polowa sukcesu. Nie pora teraz sie skupiac na terapii dla Was dwojga. Zawalcz o siebie bo to jest najwazniejsze w zyciu gdy bedziesz pewna siebie, akceptujaca sie i wyjatkową kobieta. I powiem Ci, ze zaden mezczyzna Ci tego nie da dopoki sama w sobie tego nie odkryjesz.

65

Odp: mea culpa

marinero68, nie zgodze sie z Toba. Nie mozna malzenstwa porownac do walki na ringu bo w reazultacie, ktores z nich przegra z kretesem. A przeciez tego nikt nie chce.

Jesli ma walczyc to o siebie i dla samej siebie i najlepsze jest to, ze ta walke stoczy sama ze sobą i trzymam kciuki aby zwyciężyła siła i rozsądek wtedy serce jest zawsze najlepiej chronione.

Posty [ 1 do 65 z 100 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026