Podczytuję ten wątek prawie od początku, ale kiedy zorientowałam się, że zaczynam w głowie układać jakieś zdania - postanowiłam jednak napisać.
Zdradzonakasienko - zacznę od podzielenia się z Tobą swoim doświadczeniem, chociaż tak naprawdę tym kawałkiem mojej biografii nie chciałabym się zbytnio chwalić. Ale to doświadczenie "z drugiej strony" i, kto wie, może się przyda?
Przed laty (kilkunastoma...) byłam w podobnej sytuacji, jak Twój mąż. Byłam związana z kimś innym - o kurczę, jak to elegancko napisałam - no dobra, po prostu: zdradzałam męża. Mój mąż musiał się domyślać, ale...nie domyślał się.
Dlatego wiem parę rzeczy.
Powoli wszystko zaczęło mi w moim mężu przeszkadzać. Że nie rozmawiamy o książkach, że nie ma ambicji zawodowych, że wszystko jest na mojej głowie, że nie jest towarzyski, że słucha swojej mamusi, że seks nie taki, albo nie wtedy, albo za dużo, albo za mało....Było mi wtedy wygodnie myśleć, że to przyczyna, iż poszukałam gdzie indziej zrozumienia i takie tam dyrdymały... Teraz wiem, że to wszystko nie miało znaczenia, ja po prostu kochałam kogo innego i to były dla mnie samej wygodne usprawiedliwienia. Żeby zakończyć mój watek - potrzebowałam w końcu 2 lat terapii i zdecydowanego ultimatum od mojego partnera, żeby podjąć decyzję o rozstaniu (i z czym innym borykać się w nowym związku, ale to już inna historia...).
Dlatego myślę - jak kilka osób przede mną - że nie ma większego znaczenia, co teraz zrobisz, jak piszesz, dla utrzymania małżeństwa, bo na tym etapie jego rozpadu wszystko będzie "użyte przeciwko tobie". Jak będziesz go traktować z dystansem, to powie "jest zimna, nie ma sensu", jak mu wejdziesz do łóżka, to będziesz kimś, kto się narzuca i nie ma godności i też nie ma sensu. Podobnie ze sprzątaniem, gotowaniem, dbaniem o dom, językiem angielskim i cokolwiek jeszcze wymyślisz.
Piszesz, że kochasz męża, ale - wybacz - trudno mi jakoś w to uwierzyć, bo nie ma odrobiny ciepła w tym, co o nim piszesz.
Sporo piszesz o tym, czego chce Twój mąż - chce, żebyś dalej była księgową, chce budować dom, chce podobno- w jakiś niepojęty dla mnie sposób - utrzymać małżeństwo (?).
Ale czego chcesz Ty? O co Ci chodzi tak naprawdę?
Mąż Ci powiedział, że nie masz ambicji - zaczynasz uczyć się angielskiego.
Ktoś inny Ci powiedział, że nie trzeba mu nadskakiwać - zaczynasz zachowywać dystans.
Gdzie są Twoje granice, na co, jak długo i za jaką cenę jesteś gotowa się zgadzać?