czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 do 74 z 74 ]

56

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

próbowałam załozyć nowy wątek aby powoli odcinać się od przeszłości,ale jakiś admin kazał kontynuować...a ja chciałam już krok do przodMam pytanie do forumowiczek co by zrobiły na moim miejscu..., bo ja mam już dość, mąż cały czas zrzuca wszystko na barki mojej zdrady, kto przeczytał mój wątek wie, że ja jestem ta zła bo zdradziłam...3 lata temu, a mój mąż który po drodze chciał mi się odegrać " zakopchał się", on cały czas widzi tylko moją winę, a swoje postępowanie tłumaczy moją zdradą. Zastanawiam się, bo jest tu wiele osób, które zostały zdradzone i decydujące się na ratowanie małżeństwa po zdradzie zachowują się inaczej...mój mąż każdy weekend i każdy inny dzień leci do rodziców i siostry, by robić remont, obiadki niedzielne itp., a gdy ja się wkurzam, że skoro też chciał ratować związek powinien się dopasować do mnie...On jest innego zdania-skoro zdradziłam, a chce z nim być mam znosić wszystkie jego zniewagi i tylko on się liczy..Ja powoli mam dosyć, bo skoro 3 lata temu zdradziłam, i bardzo tego żałowałam mam znosić jego humory ?

Ważne jest, aby poz­wo­lić pew­nym rzeczom odejść. Uwol­nić się od nich. Od­ciąć. Zam­knąć cykl.Nie po­wodu du­my, słabości czy pychy, ale po pros­tu dla­tego, że na coś już nie ma miej­sca w Twoim życiu.Zam­knij drzwi, zmień płytę, pos­przątaj dom, strzep­nij kurz...
Zobacz podobne tematy :

57 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2012-09-01 13:49:09)

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

maya, nie zawsze jest tak,że zdradzony " wykorzystuje sytuację" czasami ból i potrzeba zaduśćuczynienia za krzywdę u zdradzonego jest zbyt duża, zbyt głęboka by zdradzony poradzil sobie całą sytuacją, ale to nie oznacza ,że nie kochał, po prostu nie potrafi wybaczyć, uciszyć bólu.
Trzy lata to długo, wystarczająco długo jesteś tu karana.Trzy lata to tez czas ,żeby zrozumieć,że Twoja zdrada nie daje meżowi zielonego swiatła do takiego postepowania bo to zaczyna się przeradzać w przemoc psychiczną, albo sie coś RAZEM odbudowuje albo czas sie rozstać, nie mozesz pokutować do smierci.
Jeżeli mąż nie zacznie współpracować to jednak lepiej sie rozwieść i dla Ciebie i dla niego. Ty tu powinnaś podjąć decyzję bo sie zameczysz,odbudowa związku oznacza partnerstwo, sama nie dasz rady.
I jeszcze jedno , mąż nie powinien dopasować sie do Ciebie, Wasze dzialania powinny być wspolne, a tak Ty sobie, On sobie.
Zawsze był takim mamisynkiem? Po co on sie żenił jak czas spędza z mamusią.

58

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
maya7 napisał/a:

próbowałam załozyć nowy wątek aby powoli odcinać się od przeszłości,ale jakiś admin kazał kontynuować...a ja chciałam już krok do przodMam pytanie do forumowiczek co by zrobiły na moim miejscu..., bo ja mam już dość, mąż cały czas zrzuca wszystko na barki mojej zdrady, kto przeczytał mój wątek wie, że ja jestem ta zła bo zdradziłam...3 lata temu, a mój mąż który po drodze chciał mi się odegrać " zakopchał się", on cały czas widzi tylko moją winę, a swoje postępowanie tłumaczy moją zdradą. Zastanawiam się, bo jest tu wiele osób, które zostały zdradzone i decydujące się na ratowanie małżeństwa po zdradzie zachowują się inaczej...mój mąż każdy weekend i każdy inny dzień leci do rodziców i siostry, by robić remont, obiadki niedzielne itp., a gdy ja się wkurzam, że skoro też chciał ratować związek powinien się dopasować do mnie...On jest innego zdania-skoro zdradziłam, a chce z nim być mam znosić wszystkie jego zniewagi i tylko on się liczy..Ja powoli mam dosyć, bo skoro 3 lata temu zdradziłam, i bardzo tego żałowałam mam znosić jego humory ?

Nie mozesz znosic wszystkich jego zlych zachowan ,skoro zdradzilas ,skoro razem mieliscie walczyc o zwiazek .Dac sobie druga szanse ,najwyrazniej nie poradzil sobie z tym ,sam zle postepuje ,ale uwaza ze to twoja zdrada go zmienila.Byc moze tak jest ,ale mowa o tym czy warto zyc obok siebie?
Jestescie juz daleko od siebie ,albo ostro razem zaczniecie dzialac ,albo rozejsc sie i poukladac zycie na nowo.

Kazda Twoja mysl, jest czyms realnym -jest Twoja sila..........

59

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
maja 84 napisał/a:

maya, nie zawsze jest tak,że zdradzony " wykorzystuje sytuację" czasami ból i potrzeba zaduśćuczynienia za krzywdę u zdradzonego jest zbyt duża, zbyt głęboka by zdradzony poradzil sobie całą sytuacją, ale to nie oznacza ,że nie kochał, po prostu nie potrafi wybaczyć, uciszyć bólu.
Trzy lata to długo, wystarczająco długo jesteś tu karana.Trzy lata to tez czas ,żeby zrozumieć,że Twoja zdrada nie daje meżowi zielonego swiatła do takiego postepowania bo to zaczyna się przeradzać w przemoc psychiczną, albo sie coś RAZEM odbudowuje albo czas sie rozstać, nie mozesz pokutować do smierci.
Jeżeli mąż nie zacznie współpracować to jednak lepiej sie rozwieść i dla Ciebie i dla niego. Ty tu powinnaś podjąć decyzję bo sie zameczysz,odbudowa związku oznacza partnerstwo, sama nie dasz rady.
I jeszcze jedno , mąż nie powinien dopasować sie do Ciebie, Wasze dzialania powinny być wspolne, a tak Ty sobie, On sobie.
Zawsze był takim mamisynkiem? Po co on sie żenił jak czas spędza z mamusią.

Ja zrozumiałam swój błąd, z całąś...żle się wyraziłam w poprzednim poście, żąe siłą próbowałam ratować małżeństwo , ale co z tego jeżeli on mówił, że też chce a robił wszystko by nie...
Moim zdaniem 3 lata to kawał życia, pewnie inni powiedzą, że zasł?żyłam...ok zasłuzyłam, ale nie przez taki okres czasu znosić zniewagi, poniżanie itp.
Chciałabym uratować ten związek ale coraz częściej zastanawiam się czy to ma sens, bo wychodzi na to że tylko ja się staram...
gdy się wkurzam, że co weekend on leci na obiadki do mamusi i tatusia, siostrze robić remont, zarzuca mi, że oczekuję od niego rzeczy niemożliwych bo on nie zamierza siedzieć i się męczyć ze mną, i co weekend wybywa-rano był u siostry, a teraz poszedł na piwo z kumplami...
Nie jestem osobą która wymaga całkowitego "poddania" ale jego stosunek wb mnie wydaje mi się niezdrowy..tak samo liczyłam, że urlop spędzimy razem po czym on na dzień przed oznajmia, że jedzie sam....poza tym cały czas ukrywa telefon, laptop pod hasłem...dlatego szukam obiektywnych opinii osób postronnych. Od dłuższego czasu czytam to forum, ale widze że osoby zdradzone albo się rozchodżą albo dają coś od siebie...ja rozumiem ból i chęć zemsty, ale po 3 latach?

Ważne jest, aby poz­wo­lić pew­nym rzeczom odejść. Uwol­nić się od nich. Od­ciąć. Zam­knąć cykl.Nie po­wodu du­my, słabości czy pychy, ale po pros­tu dla­tego, że na coś już nie ma miej­sca w Twoim życiu.Zam­knij drzwi, zmień płytę, pos­przątaj dom, strzep­nij kurz...

60

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

On się zmienił, zdrada go zmieniła -może na zasadzie " Jaki ja byłem głupi i dobry, teraz tak nie bedzie", zmieniły sie też uczucia do Ciebie, w każdym razie zmieniaja się i to na niekorzyść, chce sie rozwodzić-nie chce sie rozwodzić, jest niezdecydowany, potrzebuje czasu, ale na co?
Jeżeli tak sie bedziecie oddalać, to On rzeczywiscie dojrzeje do tego rozwodu,bez traumy gwałtownego rozstania, ale Ty wtedy poczujesz sie oszukana.
W tej chwili daje Ci jasne sygnały, że odbudowywać związku nie zamierza, masz przy nim trwać jako pokutujacy zdradzacz godzący się na wszystko bo tak podobno jest sprawiedliwie moralnie. Nie jest sprawiedliwie bo każdy ma prawo do dobrej jakości związku i szczęścia tym bardziej,że odstępując od rozwodu obiecał Ci to, to nie czasy gdy zdradzające zony były zamykane w wiezy, jesteś wolna i tez tu masz cos do powiedzenia.
Nie jest dobrze,że czmycha z domu przy każdej okazji i nie chce spedzać z Toba urlopu-oddala sie.
Porozmawiaj z nim, moze terapia mu uswiadomi, że droga, którą teraz obrał to droga do rozwalenia związku.A może właśnie to mu chodzi, mieć siłę na zakończenie tego, może nawet chce poznać kogoś -stąd te chowanie telefonu?( chociaz też to może być demonstracja)
Zaproponuj terapie, jeżeli sie zgodzi to dobrze, ale jeżeli jak mantrę bedzie powtarzał-zdradziłas bądź potepiona na wieki -to uciekaj z tego związku, tak bedzie lepiej dla Ciebie i dla Niego.

61

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

Posty przeniesione

maya7 napisał/a:

Witam,
zwracam się do osób zdradzonych, ale jednocześnie u których minęło znacznie więcej czasu od zdrady niż tuż po... - mam na myśli stałych bywalców forum, którzy podejście do zdrady zmienili pod wpływem czasu....
może żle to ujełam, bo zdrada jest zdradą i nic jej nie tłumaczy...
zastanawiam się tylko na ile upokorzeń musi sie zgadzać osoba, która zdradziła?
Czy osoba zdradzona ma prawo wykorzystywać fakt, że została zdradzona i na tym bazować ze wszystko jej wolno...ja byłam tą złą, ale czuję że mój mąż 5 lat jedzie na tym koniku... nie chce odejść ale też nie potrafi odejść i kompletnie nie liczy się z moimi uczuciami...

Lancacter napisał/a:

Jesli Ci wypomina zdrade caly czas to znaczy, ze nie do konca jeszcze Ci wybaczyl. Oczywiscie istotne jest jakiego charakteru sa te wypominania. Jesli to taka uniwersalna palka na kazda okazje - to faktycznie moze byc ciezko. Z drugiej strony to dziwisz sie? Potrafilabys okreslic tak w latach ile czasu zajeloby Tobie rozpatrywanie smierci kogos bliskiego? Oczywiscie ze nie. A przeciez zdrada jest jak smierc. Cos sie konczy bezpowrotnie. Czegos juz nigdy nie bedzie. I mUoze zdradzony budzi sie codzienne z postanowieniem nie wracania do tego co bylo, jednak z realizacja tego juz jest gorzej. Odhaczenie zdrady gruba kreska jest nie lada sztuka.
To co piszesz, to tak jakbym slyszal wypowiedz roszczeniowa. No przeciez juz 5 lat jestem grzeczna! No przeciez PRZEPROSILAM! Dla zdradzacza sprawa jest prostsza. W skrocie: pociupcial, przeprosil i chce 'zaczynac wszystko od nowa'. Dla zdradzanego jest zgola inaczej. Jaki dowod inny mozesz mu dac na potwierdzenie, ze nie zrobisz tego wiecej - procz czasu w postaci lat? Czasu, w ktorym kwant po kwancie bedziesz zacierac zlo jakie zrobilas.

Przyszłość napisał/a:

5 lat jechania na zdradzie ! Masakra!
Wygląda na to, że Twój mąż albo nie wybaczył, albo jest mu wygodnie mieć na Ciebie takiego "haka" i stałe wpędza Ciebie w poczucie winy.

W pierwszym przypadku zastanawiam się, czy przepracowaliście zdradę i podjęliście wspólnie decyzję o ułożeniu życia na nowo? Jeśli przeszliście nad tym do porządku dziennego to on może nosić w sobie wciąż żal, gniew i ból.
W drugiej sytuacji to wygląda na czystą manipulację. Wykorzystywanie zdrady aby wymusić na Tobie może konkretne zachowanie, może kontrolę a na pewno psychiczną przewagę.

W obu przypadkach na Waszym miejscu rozpoczęłabym od szczerej rozmowy, bo wracając do Twojego pytania 5 lat życia ze zdradą na porządku dziennym to wg mnie zdecydowanie za długo.

Animus napisał/a:
maya7 napisał/a:

zastanawiam się tylko na ile upokorzeń musi sie zgadzać osoba, która zdradziła?
Czy osoba zdradzona ma prawo wykorzystywać fakt, że została zdradzona i na tym bazować ze wszystko jej wolno...ja byłam tą złą, ale czuję że mój mąż 5 lat jedzie na tym koniku... nie chce odejść ale też nie potrafi odejść i kompletnie nie liczy się z moimi uczuciami...

Opis sytuacji jest zbyt ogólny, aby cokolwiek napisać. Bo niby co to znaczy "jedzie na tym koniku" ? Co to znaczy, że "nie liczy się z moimi uczuciami" ?

Na upokorzenia to w ogóle nie ma przymusu się zgadzać, niezależnie od tego w jakiej się jest sytuacji.

Pisałem w wielu wątkach o tej tematyce, że zdradę trzeba przepracować, czyli oczyścić do dna. Przyczyna nigdy nie leży po jednej stronie, bo w zdradzie (podobnie jak w chorobie alkoholowej) biorą udział oboje małżonkowie. To nie jest właściwość jednej z nich, ale coś, co jest chore w ich relacji.

W Twoim przypadku ta choroba relacji właśnie wychodzi na jaw w czasie tych pięciu lat. Ta sama choroba była obecna przed aktem zdrady. Jak tej przyczyny zdrady nie przepracujecie, nie odszukacie, nie ujawnicie sobie,  to ona będzie trawiła Waszą relację aż ją zniszczy.

Pewnie sobie z tym sami nie poradzicie, tak jak sami nie poradziliście sobie z aktem zdrady i dlatego to powraca.

maya7 napisał/a:

Nie wybaczył zdrady, stale to powtarza i nie wie czy wybaczy...ale jednocześnie nie chce rozwodu, bo...się zastanawia....
Ja już dawno zrozumiałam swój błąd i chciałabym żyć w miarę "normalnie" z człowiekiem, który mnie szanuje i liczy się z moim zdaniem...Zrozumiałabym gdyby nie potrafił wybaczyć i odszedł - moja wina ale on nie chce rozwodu, żyje jak Piotruś Pan, rozmów na temat zdrady unika (nie przypominaj mi) , robi na złość nie odbierając tel.(w myśl cierp ciało jak chciało) i wyjeżdża sobie kiedy chce wbrew moim protestom....jestem po prostu zmęczona tym wszystkim...
rozumiem że można walczyć o związek na określonych zasadach...chcę wybaczyć robię coś ku temu a nie wszystko by rozwalić związek...czuję się winna i może dlatego w tym tkwie, ale powoli zastanawiam się co ze mną jest nie tak by pozwolić na takie traktowanie...
Na tym forum jestem kupe czasu i widze wpisy osób, które wybaczają lub nie ale są konkretne w swych poczynaniach...zostaję lub walczę lub odchodzę bo nie dam rady..a u mnie taka galareta...a może ja wymagam zbyt szybko..bo dopiero 5 lat mineło...

Przyszłość napisał/a:

Maya,
To bardzo indywidualna sprawa, ile czasu potrzeba danej osobie żeby wybaczyć.
Ja w takim okresie zawieszenia wisiałam przez kilka miesięcy.
I jeszcze doskonale pamiętam, jak go "testowałam" ile jest w stanie znieść.
Gdzieś podświadomie dążyłam do tego, aby zniechęcony moją postawą odszedł, żebym mogła powiedzieć, że to on jest słaby, nie dał rady i wtedy mogłabym żyć bez ciężaru zdrady w związku.
Dzisiaj myślę, że to była taka moja zemsta za zdradę.
A on ten okres przetrwał, ale może jakbym ten czas rozciągnęła na lata, to osiągnęłabym ten podświadomy cel.

maya7 napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Maya,
To bardzo indywidualna sprawa, ile czasu potrzeba danej osobie żeby wybaczyć.
Ja w takim okresie zawieszenia wisiałam przez kilka miesięcy.
I jeszcze doskonale pamiętam, jak go "testowałam" ile jest w stanie znieść.
Gdzieś podświadomie dążyłam do tego, aby zniechęcony moją postawą odszedł, żebym mogła powiedzieć, że to on jest słaby, nie dał rady i wtedy mogłabym żyć bez ciężaru zdrady w związku.
Dzisiaj myślę, że to była taka moja zemsta za zdradę.

Ale Tobie to zajęło kilka miesięcy a nie kilka lat...ale często ta myśl przelatywała, że on nie ma odwgi zakończyć małżeństwa i czeka na mój ruch, nie raz wspominał skoro nie chcesz czekać to złóż wniosek rozwodoey bo ja nie potrafie...

Przyszłość napisał/a:

A on ten okres przetrwał, ale może jakbym ten czas rozciągnęła na lata, to osiągnęłabym ten podświadomy cel.

I byłabyś szczęśliwsza w tym momencie?

Iwona40 napisał/a:
maya7 napisał/a:

Witam,
zwracam się do osób zdradzonych, ale jednocześnie u których minęło znacznie więcej czasu od zdrady niż tuż po... - mam na myśli stałych bywalców forum, którzy podejście do zdrady zmienili pod wpływem czasu....
może żle to ujełam, bo zdrada jest zdradą i nic jej nie tłumaczy...
zastanawiam się tylko na ile upokorzeń musi sie zgadzać osoba, która zdradziła?
Czy osoba zdradzona ma prawo wykorzystywać fakt, że została zdradzona i na tym bazować ze wszystko jej wolno...ja byłam tą złą, ale czuję że mój mąż 5 lat jedzie na tym koniku... nie chce odejść ale też nie potrafi odejść i kompletnie nie liczy się z moimi uczuciami...

Co zroblaś żeby to zmienić?Czy powiedziałaś mu o tym jak się z tym czujesz?Dlaczego z nim jesteś ?
Z mojego punktu widzenia-osoby zdradzonej jest tak,ze on nie radzi sobie w trudnych sytuacjach w waszej relacji ,nie potrafi panować nad swoją złością -tak wlaśnie miałam, i w "gorszych" chwilach/kłótniach wypominałam M jego "przyjaciółki", bo czułam sie bezsilna w danym momencie a robiłam to też z premedytacją,żeby go zabolało-moja wina i mój błąd-grzech (karałam w ten sposób siebie i jego).Tak to chora relacja była .
Jak dla mnie 5 lat to baardzo długi czas zeby temat zdrady zamknąć.Twój wybór co z tym zrobisz.

paulo71 napisał/a:

Maya7 to że zdradziłaś swojego męża czy jeszcze może swojego faceta to był błąd. Jeśli on nie jest wstanie Ci tego wybaczyć i zapomnieć tzn: ciągle go to dusi. Możliwe, że nie daży Cię prawdziwym uczuciem miłości. Powinnaś znim porozmawiać i to twardo. Nie ma co rozciągać tego na lata. Pytanie: Ile można cierpieć za zdradę? Nie można tego przełożyć na czas, on powinien wcześniej zamknąć związek albo wybaczyć a nie karać Cię. Bo to on w tym momencie wyrządza Ci krzywdę.
Po prostu szczera rozmowa i podjęcie konkretnej decyzji. Jeśli on nie jest tego dokonać to powinnaś odejść od niego. Założyć przynajmniej Separacje, aby zrozumiał. Jeżeli to nie pomoże, to rozwód i układanie życia z inną osobą.

Przyszłość napisał/a:
maya7 napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Maya,
To bardzo indywidualna sprawa, ile czasu potrzeba danej osobie żeby wybaczyć.
Ja w takim okresie zawieszenia wisiałam przez kilka miesięcy.
I jeszcze doskonale pamiętam, jak go "testowałam" ile jest w stanie znieść.
Gdzieś podświadomie dążyłam do tego, aby zniechęcony moją postawą odszedł, żebym mogła powiedzieć, że to on jest słaby, nie dał rady i wtedy mogłabym żyć bez ciężaru zdrady w związku.
Dzisiaj myślę, że to była taka moja zemsta za zdradę.

Ale Tobie to zajęło kilka miesięcy a nie kilka lat...ale często ta myśl przelatywała, że on nie ma odwgi zakończyć małżeństwa i czeka na mój ruch, nie raz wspominał skoro nie chcesz czekać to złóż wniosek rozwodoey bo ja nie potrafie...

Ponoć mężczyznom trudniej przychodzi wybaczenie zdrady. Nie wiem. Może.
Zakładam, że Twój mąż chce na nowo zbudować związek, ale nie może przełamać wewnętrznych oporów. Ja na Twoim miejscu próbowałabym szczerze porozmawiać, zmusić go do wykrzyczana wszystkich żalów i złości, które najwidoczniej gdzieś w nim ciągle siedzą głęboko.
Ale Ty też powinnaś mówić wprost, że brak decyzji z jego strony zabija Wasz związek. Bo tak jest, czy Wam to pasuje, czy nie. Może dajcie sobie jeszcze jakiś czas na "wiszenie", po którym podejmiecie decyzję albo o budowie związku od nowa, albo o rozstaniu, bo na dłuższą metę nie da się tak żyć sad

maya7 napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

A on ten okres przetrwał, ale może jakbym ten czas rozciągnęła na lata, to osiągnęłabym ten podświadomy cel.

I byłabyś szczęśliwsza w tym momencie?

Nie lubię gdybać, ale myślę, że nie byłabym szczęśliwa. Nie wiem jeszcze jak skończy się moja historia, ale postanowiliśmy dać nam szansę i w tej chwili staramy się ją wykorzystać.
3maj się smile

Darkness napisał/a:

Dla mnie to już psychopatia bo ile można drążyć tą sprawę nie wybaczył to niech odejdzie, może on po prostu cały czas się mści.

wkurzony napisał/a:

ojojoj bidulko, dupcią się poświeciło na prawo i lewo a teraz wielki ból zadu, bo zrogowacialy mąż wykłada lagę na starania panienki o odbudowę zaufania. Nie ma czegoś takiego jak wybaczenie zdrady. Odstawiłaś numer, to teraz cierp. On cierpi cały czas. Sprowadziłaś go do podłogi, to teraz on pokazuje ci jak wygląda świat z tej perspektywy. Było słodko, cukierkowo i spijanie z dzióbków z kochasiem, to teraz pospijaj nieco szumowin. Wymieniłaś ambrozję męża na szambo, to teraz też się w nim taplaj. 5 lat to dużo? Ile lat mu zmarnowałaś? Po ilu latach okazało się, że jego największe szczęście jest największym przekleństwem? Miej odwagę wziąć to na cycki, skoro miałaś odwagę cycem innemu świecić. Nigdy nie zrozumiem cór psich. Cóż za podłość ze strony męża, przecież ty się tak starasz. Pranie mózgu mu zafunduj. Może zapomni, bo na wybaczenie nie licz. Nie ma czegoś takiego. Jest co najwyżej jakaś tam wspólna egzystencja podyktowana przeszłością sprzed kobiecych serc podrygów do innych. Idź nie rycz więcej, boś niegodna.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

62 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-07-27 10:54:00)

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
wkurzony napisał/a:

ojojoj bidulko, dupcią się poświeciło na prawo i lewo a teraz wielki ból zadu, bo zrogowacialy mąż wykłada lagę na starania panienki o odbudowę zaufania. Nie ma czegoś takiego jak wybaczenie zdrady.

Odstawiłaś numer, to teraz cierp. On cierpi cały czas. Sprowadziłaś go do podłogi, to teraz on pokazuje ci jak wygląda świat z tej perspektywy. Było słodko, cukierkowo i spijanie z dzióbków z kochasiem, to teraz pospijaj nieco szumowin. Wymieniłaś ambrozję męża na szambo, to teraz też się w nim taplaj. 5 lat to dużo? Ile lat mu zmarnowałaś? Po ilu latach okazało się, że jego największe szczęście jest największym przekleństwem? Miej odwagę wziąć to na cycki, skoro miałaś odwagę cycem innemu świecić. Nigdy nie zrozumiem cór psich. Cóż za podłość ze strony męża, przecież ty się tak starasz. Pranie mózgu mu zafunduj. Może zapomni, bo na wybaczenie nie licz. Nie ma czegoś takiego. Jest co najwyżej jakaś tam wspólna egzystencja podyktowana przeszłością sprzed kobiecych serc podrygów do innych. Idź nie rycz więcej, boś niegodna.

Wkurzony, dziękuję Ci za ten najczystszy obraz męskiej głupoty. Zmień sobie nick na WKURZAJĄCY, bo potrafisz wkurzyć !

Tyle, że w Twoim wpisie dokonałeś wiwi-seks-cji takiego myślenia, które jest ponad wszelką miarę szkodliwe. To myślenie jest nastawione na zniszczenie siebie i drugiej osoby. WKURZONY, to Wkure-wskie myślenie, pokrzywione i wypaczone do dna, zdehumanizowane do granic, bezrefleksyjne. Pokazałeś to wyśmienicie. Nie spotkałem lepszego wpisu już dawno na tym forum. Pozwalam sobie na te mocne słowa (Moderacja niech mi wybaczy, jeśli może), żeby wyraźnie też napisać: takie myślenie prowadzi zawsze w przepaść.

To jest masochizm i sadyzm ujawniony w swojej pokrętności. I pięknie przyznajesz się do swojego ograniczenia, pisząc, że nigdy nie zrozumiesz... bo właśnie nie potrafisz rozumieć, potrafisz tylko cierpieć. Cierp więc.

Maya7, podkreśliłem boldem te zdania, które w wypowiedzi wkurzonego mogą być dla Ciebie wskazówką, pozwalającą zrozumieć zachowanie Twojego Męża. Najpierw: on uważa, że nie można wybaczyć zdrady i nie potrafi tego zrobić, nie wie, jak to zrobić. Nie wie, że niszczy nie tylko Ciebie, relację miedzy Wami, ale także siebie. Niszczy, bo cierpi i chce to cierpienie zniszczyć razem z sobą. Dlatego karmi Ciebie tymi (jak to napisał Wkurzony) "szumowinami", pianą swojej wściekłości. Nie może wybaczyć nie tylko Tobie, ale sobie nie może wybaczyć... czuję się także winny za to, co się stało. Pewnie nawet nie wie, że czuje się winny.

Poczucie winy niszczy Was oboje. We wpisie Wkurzonego znajdziesz motywy tej zbrodni, które kiełkują także w umyśle Twojego Męża.

Ratunek jest gdzieś indziej i można go odnaleźć w Twoim poście:

maya7 napisał/a:

Nie wybaczył zdrady, stale to powtarza i nie wie czy wybaczy...ale jednocześnie nie chce rozwodu, bo...się zastanawia....[...] Zrozumiałabym gdyby nie potrafił wybaczyć i odszedł - moja wina ale on nie chce rozwodu,

I tu jest Twoja nadzieja. W tym "nie wie" jest Twoja nadzieja. Jeśli 5 lat nie podjął decyzji, to najprawdopodobniej dlatego, że nie chce podjąć decyzji o odejściu. Chce być z Tobą, ale sobie nie radzi w tą krwawiącą raną. Z tym połamaniem. Tylko Ty mu możesz pomóc. Tylko ktoś bardzo znający się na psychice ludzkiej może pomóc Wam.

maya7 napisał/a:

Ja już dawno zrozumiałam swój błąd i chciałabym żyć w miarę "normalnie" z człowiekiem, który mnie szanuje i liczy się z moim zdaniem...

Ty zrozumiałaś, ale On nie zrozumiał. Jeśli On szanuje Ciebie, to uszanuj Jego cierpienie, które się wypala i nie dokładaj, nie dolewaj oliwy do ognia.

maya7 napisał/a:

rozmów na temat zdrady unika (nie przypominaj mi) , robi na złość nie odbierając tel.(w myśl cierp ciało jak chciało) i wyjeżdża sobie kiedy chce wbrew moim protestom....jestem po prostu zmęczona tym wszystkim...

Właśnie rozmowy przypominają mu i są dolewaniem oliwy do ognia. Robi Ci na złość i przyjmuj to w taki sposób, jakbyś chciała, aby On przyjął Twoją zdradę: przyjmuj z miłością, miłosierdziem i wyrozumiałością. Przyjmuj ze spokojem i zrozumieniem. Daj mu przykład, że można ponosić duże koszty w imię uczucia. Pokaż mu jak przekuwać złość i cierpienie w zrozumienie.

Kiedy wyjeżdża to Ty czekaj spokojnie. Pozwalaj mu wyjeżdżać, to przestanie uciekać. Jest jak mały chłopczyk, który nie umie sobie poradzić z emocjami, więc ucieka z domu. Swoje zmęczenie uczyń siłą. Byłaś kiedyś w górach? Ostre podejście, maksymalne zmęczenie przed szczytem. Słuchaj swojego serca, które w tym zmęczeniu wysila się, przyspiesza, aby dostarczyć tlen do pracujących mięśni. Nie ustawaj. Idź pomimo zmęczenia drobnymi kroczkami dni i godzin. Pokonaj zmęczenie, aby wcześniej dojść na szczyt.

maya7 napisał/a:

rozumiem że można walczyć o związek na określonych zasadach...chcę wybaczyć robię coś ku temu a nie wszystko by rozwalić związek...

On nie wie, co zrobić, aby sobie pomóc. Nie walcz o związek. Trwaj. On może tego nie wie, ale chce właśnie Ciebie zmęczyć, męczy też siebie. Mógłby zrzucić ten ciężar, ale nie wie, jak to się robi. Nie wie, jak się wybacza.

maya7 napisał/a:

.czuję się winna i może dlatego w tym tkwie, ale powoli zastanawiam się co ze mną jest nie tak by pozwolić na takie traktowanie...

To bardzo ważne: czujesz się winna, dlatego jesteś słaba. Nie grzech zabija grzesznika, ale poczucie winy. Odrzuć poczucie winy i poczujesz się silna mocą pokuty. Pokutuj swoim zmęczeniem. Pomóż swojemu Mężowi w ten sposób wypalić jego złość do ostatniej kropelki. Niech w tym ogniu hartuje się Wasze przyszłe możliwe szczęście, którego jeszcze nie czujecie. Ono jest w tym, że jesteście razem, pomimo wszystko.


maya7 napisał/a:

Na tym forum jestem kupe czasu i widze wpisy osób, które wybaczają lub nie ale są konkretne w swych poczynaniach...zostaję lub walczę lub odchodzę bo nie dam rady..a u mnie taka galareta...a może ja wymagam zbyt szybko..bo dopiero 5 lat mineło...

Ten, kto nie wybacza, ten nie może iść dalej w życie. Dlatego nie idzie, ale stoi w miejscu.

Wybaczenie nie jest kwestią czasu. Jest aktem woli. Do tego trzeba dojrzałości, a nie czasu.

Do tego trzeba odważnej decyzji i męstwa zaryzykowania wspólnego ciągu dalszego. To nie jest możliwe dla małych chłopców skupionych na rozbitym kolanie, rozżalonych i wyjących z bólu.

Taka decyzja jest TYLKO DLA ORŁÓW.

BÓG jest wzorem mądrości: mnóstwo dzieci, żadnych alimentów, żadnej żony i żadnej teściowej. Objawia się wybranym, rozmawia z nielicznymi i wpuszcza do swoich wielu mieszkań kogo chce.  I dzięki tej Bożej Mądrości niektóre dzieci darzą Go Zaufaniem, Uwielbieniem i Miłością. Pozostali próbują rzucać kamieniami Panu Bogu w okna i trafiają kulą w płot swojego własnego ograniczenia.

63 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-07-27 11:17:18)

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
Animus napisał/a:

Wybaczenie nie jest kwestią czasu. Jest aktem woli. Do tego trzeba dojrzałości, a nie czasu.

Nie do końca zgadzam się z powyższym, bo do każdej decyzji trzeba dojrzeć.
A okres dojrzewania, czas potrzebny na dojrzenie do decyzji o wybaczeniu jest kwestią indywidualną.
Smutna prawda jest taka, że niektórzy nigdy nie dojrzeją do tej decyzji, na zawsze pozostaną ofiarą nie-wybaczenia i pozwolą aby doznana krzywda kierowała ich życiem.

64

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
Przyszłość napisał/a:
Animus napisał/a:

Wybaczenie nie jest kwestią czasu. Jest aktem woli. Do tego trzeba dojrzałości, a nie czasu.

Nie do końca zgadzam się z powyższym, bo do każdej decyzji trzeba dojrzeć.
A okres dojrzewania, czas potrzebny na dojrzenie do decyzji o wybaczeniu jest kwestią indywidualną.
Smutna prawda jest taka, że niektórzy nigdy nie dojrzeją do tej decyzji, na zawsze pozostaną ofiarą nie-wybaczenia i pozwolą aby doznana krzywda kierowała ich życiem.

No tak, Przyszłość, właśnie o to mi chodziło. Dlatego to nie jest kwestia czasu, ale woli, decyzji i umiejętności.

Inaczej rzecz ujmując: może się to zdarzyć w każdej chwili lub trwać do-wolnie długo.

BÓG jest wzorem mądrości: mnóstwo dzieci, żadnych alimentów, żadnej żony i żadnej teściowej. Objawia się wybranym, rozmawia z nielicznymi i wpuszcza do swoich wielu mieszkań kogo chce.  I dzięki tej Bożej Mądrości niektóre dzieci darzą Go Zaufaniem, Uwielbieniem i Miłością. Pozostali próbują rzucać kamieniami Panu Bogu w okna i trafiają kulą w płot swojego własnego ograniczenia.

65 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-07-27 15:22:14)

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
Animus napisał/a:
Przyszłość napisał/a:
Animus napisał/a:

Wybaczenie nie jest kwestią czasu. Jest aktem woli. Do tego trzeba dojrzałości, a nie czasu.

Nie do końca zgadzam się z powyższym, bo do każdej decyzji trzeba dojrzeć.
A okres dojrzewania, czas potrzebny na dojrzenie do decyzji o wybaczeniu jest kwestią indywidualną.
Smutna prawda jest taka, że niektórzy nigdy nie dojrzeją do tej decyzji, na zawsze pozostaną ofiarą nie-wybaczenia i pozwolą aby doznana krzywda kierowała ich życiem.

No tak, Przyszłość, właśnie o to mi chodziło. Dlatego to nie jest kwestia czasu, ale woli, decyzji i umiejętności.

Inaczej rzecz ujmując: może się to zdarzyć w każdej chwili lub trwać do-wolnie długo.

Widzisz Animus, gdzieś w wątku obok toczy(ła) się dyskusja na temat NLP a ja mam tutaj wrażenie, że próbujesz przeramować moją wypowiedź. Niby nie zaprzeczasz logice moich słów, ale tak zmieniasz ich kontekst, że w konsekwencji zmieniasz ich sens.

To teraz ja. Nie zaprzeczam, baaa... wprost potwierdzam, że wybaczenie to kwestia woli, decyzji i umiejętności. Ale w przeciwieństwie do Ciebie nie bagatelizuję czy wręcz nie neguję roli czasu.
Bo przebaczenie to praca nad sobą, to proces, do którego czas jest niezbędny. I tylko nie wiadomo, ile czasu dana osoba potrzebuje aby zrozumieć, że brak przebaczenia to brak "kontroli" nad własnymi myślami, zanim podejmie decyzję "chcę przebaczyć".

66 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-07-27 15:37:42)

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
Przyszłość napisał/a:

To teraz ja. Nie zaprzeczam, baaa... wprost potwierdzam, że wybaczenie to kwestia woli, decyzji i umiejętności. Ale w przeciwieństwie do Ciebie nie bagatelizuję czy wręcz nie neguję roli czasu.
Bo przebaczenie to praca nad sobą, to proces, do którego czas jest niezbędny. I tylko nie wiadomo, ile czasu dana osoba potrzebuje aby zrozumieć, że brak przebaczenia to brak kontroli nad własnymi myślami, zanim podejmie decyzję "chcę przebaczyć".

Przyszłość, najpierw to pozwól sobie napisać, że nie wniknęłaś ani w ten wątek obok (bo by Ci czas nie pozwolił), ani nie sprawdziłaś kompetencji (wiedzy o NLP) tego, który wystrzelił, a nie nabił...

A teraz do rzeczy: w dojrzewaniu do postaw i reakcji czas ma znaczenie, ale nie bezwzględne, czyli nie jego upływ a staranie... praca w Norwidowskim wymiarze pracy myśli...

Czas jest niezbędny w tym znaczeniu, że żyjemy w czasie i w czasie dojrzewamy. Czas w tym procesie jest katalizatorem i sam nie bierze udziału w reakcjach, choć je umożliwia. Tu poruszę jeszcze kwestię sensu. Sens słów można odkrywać bez zmiany sensu, przez poszerzenie znaczeń. Podobnie jest z pojęciem dojrzewania: odkryłem kiedyś, że proces dojrzewania nie tyle zależy od metryczki, ile od umiejętności patrzenia, czyli od spostrzegawczości.

Dojrzyj więc taki sens dojrzewania sensu w słowach. Dojrzyj w słowach przenikanie sensów na wielu poziomach. Odsłonią one wtedy Tobie nie tylko taflę, w której z zachwytem się przegląda Narcyz każdego z nas, ale głębię...

BÓG jest wzorem mądrości: mnóstwo dzieci, żadnych alimentów, żadnej żony i żadnej teściowej. Objawia się wybranym, rozmawia z nielicznymi i wpuszcza do swoich wielu mieszkań kogo chce.  I dzięki tej Bożej Mądrości niektóre dzieci darzą Go Zaufaniem, Uwielbieniem i Miłością. Pozostali próbują rzucać kamieniami Panu Bogu w okna i trafiają kulą w płot swojego własnego ograniczenia.

67 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-07-27 15:45:45)

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
Animus napisał/a:

Przyszłość, najpierw to pozwól sobie napisać, że nie wniknęłaś ani w ten wątek obok (bo by Ci czas nie pozwolił), ani nie sprawdziłaś kompetencji tego, który wystrzelił, a nie nabił...

Zupełnie niepotrzebne stwierdzenie z uwagi, że tylko nawiązałam do poruszonego tematu w wątku obok

Animus napisał/a:

A teraz do rzeczy: w dojrzewaniu do postaw i reakcji czas ma znaczenie, ale nie bezwzględne, czyli nie jego upływ a staranie... praca w Norwidowskim wymiarze pracy myśli...

Czas jest niezbędny w tym znaczeniu, że żyjemy w czasie i w czasie dojrzewamy. Tu poruszę jeszcze kwestię sensu. Sens słów można odkrywać bez zmiany sensu, przez poszerzenie znaczeń. Podobnie jest z pojęciem dojrzewania: odkryłem kiedyś, że proces dojrzewania nie tyle zależy od metryczki, ile od umiejętności patrzenia, czyli od spostrzegawczości.

Dojrzyj więc taki sens dojrzewania sensu w słowach. Dojrzyj w słowach przenikanie sensów na wielu poziomach. Odsłonią one wtedy Tobie nie tylko taflę, w której z zachwytem się przegląda Narcyz każdego z nas, ale głębię...

Hmmm...
Animus, doceniam Twoją wnikliwość i intelektualizm. Jednak mnie nie fascynują ukwiecone słowami dyskusje. Wybieram formy wypowiedzi, które nie zostawiają zbyt dużego pola do interpretacji i w miarę oczywisty sposób oddają moje intencje.
A moją intencją w ostatniej wypowiedzi było wykazanie istotności czasu w podejmowaniu decyzji o przebaczeniu, OBOK woli i umiejętności.
Pozdrawiam smile

Maya, przeprasza za off-topic smile

68 Ostatnio edytowany przez alpengold (2014-07-27 19:06:50)

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

Przecież to stary wątek nie wiadomo czy autorka nadal się tu udziela.
Po mojemu albo terapia albo rozwód,.

Aby zna­leźć miłość, nie pu­kaj do każdych drzwi. Gdy przyj­dzie two­ja godzi­na, sa­ma wej­dzie do twe­go do­mu, w twe życie, do twe­go serca.  smile
Nie dyskutuj z idiotą!
Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem...

"czasami trzeba sięgnąć dna, żeby się od niego odbić".

69

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
alpengold napisał/a:

Przecież to stary wątek nie wiadomo czy autorka nadal się tu udziela.
Po mojemu albo terapia albo rozwód,.

Stary wątek ale aktualny - autorka sie udziela:)

Ważne jest, aby poz­wo­lić pew­nym rzeczom odejść. Uwol­nić się od nich. Od­ciąć. Zam­knąć cykl.Nie po­wodu du­my, słabości czy pychy, ale po pros­tu dla­tego, że na coś już nie ma miej­sca w Twoim życiu.Zam­knij drzwi, zmień płytę, pos­przątaj dom, strzep­nij kurz...

70

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

Nie wiem po co Wielokropek wyciągnął ten wątek (dla mnie to jest zaśmiecanie forum) a nie odwrotnie...
Napisałam specjalnie nowy, bo nabrałam rezerwy do poprzednich postów...pare lat minęło...rozumiem przenosznie wątków gdybym pisała co tydzień....

Nabrałam dystansu dlatego odezwałam się w tym wątku, bo potrzebuje waszych opinii a nie miejsca w szeregu...
Dziękuję wszystkim którzy udzielają się w tym wątku - tym, którzy przepracowali zdrade...komentarzy wkurzonego nie komentuje, bo jest "świerzakiem" ja oczekiwałam odpowiedzi od osób którzy zdrade mieli przemieloną i na tym forum troche czasu siedzą...

Ważne jest, aby poz­wo­lić pew­nym rzeczom odejść. Uwol­nić się od nich. Od­ciąć. Zam­knąć cykl.Nie po­wodu du­my, słabości czy pychy, ale po pros­tu dla­tego, że na coś już nie ma miej­sca w Twoim życiu.Zam­knij drzwi, zmień płytę, pos­przątaj dom, strzep­nij kurz...

71 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-07-28 09:50:21)

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...
Przyszłość napisał/a:

Animus, doceniam Twoją wnikliwość i intelektualizm. Jednak mnie nie fascynują ukwiecone słowami dyskusje. Wybieram formy wypowiedzi, które nie zostawiają zbyt dużego pola do interpretacji i w miarę oczywisty sposób oddają moje intencje.
A moją intencją w ostatniej wypowiedzi było wykazanie istotności czasu w podejmowaniu decyzji o przebaczeniu, OBOK woli i umiejętności.
Pozdrawiam smile            Maya, przeprasza za off-topic smile

To nie jest żaden of-topic.    To istota sporu.

Dziękuję Ci, Przyszłość. Od wczoraj medytuję Twoje słowa. Użyłaś kategorii, która u mnie jest ósmym grzechem głównym - INTENCJA.  Przybiera ona formę stronniczości. Zobacz, czy nie tak ona działa u Ciebie ?

A zrozumienie Twojej intencji ująłem dziś tak:

Są ludzie, którzy mają w sobie wagę - z uwagą ważą na niej własne i cudze argumenty, stąpając wśród nich uważnie, aby nie zadeptać pereł. Są też i tacy co mają miarę, wzorzec poglądów i dla nich ich własna racja zawsze stroi się w szaty prawdy uniwersalnej lub słuszności, co pozwala im oceniać ludzi, zjawiska, rzeczy, dokonując selekcji i odrzucenia nieprzydatnych.

Aby osiągnąć równowagę emocjonalną, psychiczną, nie wystarczy wprowadzić równości płci. Trzeba jeszcze odpowiednie dać im miejsce, uwzględniając różnorodność właściwości, aby nie zmarnotrawić talentów. Równorzędność nie jest równością (to z Gadacza), a równości daleko do zasady usprawiedliwiające i usprawniającej życie.

W podkreślonym zdaniu w Twoim poście znajdziesz słowa kluczowe.

Jak to działa w praktyce: życie wymaga pracy Kopciuszka, któremu Macocha kazała oddzielać ziarenka piasku od maku. Dziecko myśli, że Kopciuszek siedzi i pojedyncze ziarenka oddziela jedno po drugim. Intelektualizm zapewne odrzuca i piasek, i mak, jako nieużyteczną mieszankę. A wiedza szuka prostej metody rozróżnienia i poddaje mieszankę próbie działania wody, wiedząc, że mak i piasek różnią się między sobą ciężarem właściwym.

Podobnie mylą ludzie perły z pospolitymi otoczakami. Mylą też kryształ z kawałkami lodu. Wszystko jest dobrze, gdy lód trzymają w lodówce, ale kiedy wezmą go w dłonie, to pozostaje im tylko woda zawiedzenia. Padają ofiarą oszustów, ale są nimi sami, bo zwodzi ich własna niewiedza, gdy ulegają złudzeniom wartości.

A ponieważ jest w nas dobro i zło, to odrzucamy często kogoś, w kim znaleźliśmy zło i bierzemy kogoś następnego, łudząc, że jest lepszy, bo jeszcze w nim nie odkryliśmy zła. Robimy to, zamiast nauczyć się wydobywać dobro i nie wywoływać zła. Robimy to, bo mierzymy wszystkich naszą miarą dobra i zła. 

Rzecz w umiarze i decyzji, co zrobić z problemem.

I cytat z Tadeusza Gadacza ("O zmienności życia"), który stał się dziś dla mnie kontekstem odkrycia:

"Sprawiedliwość bez miłości przemienia się w niesprawiedliwość, a miłość bez sprawiedliwości rodzi emocjonalną ślepotę. Wolność bez odpowiedzialności może zmienić się w anarchię, podobnie jak odpowiedzialność bez wolności w tyranię. Indywidualizm bez relacji społecznych może przekształcić się w egoizm społeczny, a relacje społeczne nieuwzględniające odrębności osób w kolektywizm. Kontemplacja pozbawiona działania może przemienić się w narcyzm, a działanie bez kontemplacji w czysty aktywizm." (s. 20)

BÓG jest wzorem mądrości: mnóstwo dzieci, żadnych alimentów, żadnej żony i żadnej teściowej. Objawia się wybranym, rozmawia z nielicznymi i wpuszcza do swoich wielu mieszkań kogo chce.  I dzięki tej Bożej Mądrości niektóre dzieci darzą Go Zaufaniem, Uwielbieniem i Miłością. Pozostali próbują rzucać kamieniami Panu Bogu w okna i trafiają kulą w płot swojego własnego ograniczenia.

72

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

Animus,
Przyznam szczerze, że w pierwszym odruchu miałam ochotę zignorować Twój post. Ale z jednej strony nie chciałabym Ciebie urazić (nie znam Ciebie i nie wiem, co Ciebie dotknie a co nie), a z drugiej strony mieszanka moich własnych emocji nie pozwala mi przejść obok niego obojętnie (taka moja słabość).

Animus napisał/a:

Od wczoraj medytuję Twoje słowa. Użyłaś kategorii, która u mnie jest ósmym grzechem głównym - INTENCJA.  Przybiera ona formę stronniczości. Zobacz, czy nie tak ona działa u Ciebie ?

A zrozumienie Twojej intencji ująłem dziś tak:

Są ludzie, którzy mają w sobie wagę - z uwagą ważą na niej własne i cudze argumenty, stąpając wśród nich uważnie, aby nie zadeptać pereł. Są też i tacy co mają miarę, wzorzec poglądów i dla nich ich własna racja zawsze stroi się w szaty prawdy uniwersalnej lub słuszności, co pozwala im oceniać ludzi, zjawiska, rzeczy, dokonując selekcji i odrzucenia nieprzydatnych.

Aby osiągnąć równowagę emocjonalną, psychiczną, nie wystarczy wprowadzić równości płci. Trzeba jeszcze odpowiednie dać im miejsce, uwzględniając różnorodność właściwości, aby nie zmarnotrawić talentów. Równorzędność nie jest równością (to z Gadacza), a równości daleko do zasady usprawiedliwiające i usprawniającej życie.

Przyznaję Tobie rację, ale nie do końca. Znów smile. Autorka wątku poprosiła o opinie, a ja w odpowiedzi na jej prośbę wyraziłam swoje zdanie, zgodnie z moim postrzeganiem. Jeśli subiektywizm mojej opinii odbierasz jako formą stronniczości to Twoje prawo i Twój wybór, ale nie moja intencja.

Animus napisał/a:

Jak to działa w praktyce: życie wymaga pracy Kopciuszka, któremu Macocha kazała oddzielać ziarenka piasku od maku. Dziecko myśli, że Kopciuszek siedzi i pojedyncze ziarenka oddziela jedno po drugim. Intelektualizm zapewne odrzuca i piasek, i mak, jako nieużyteczną mieszankę. A wiedza szuka prostej metody rozróżnienia i poddaje mieszankę próbie działania wody, wiedząc, że mak i piasek różnią się między sobą ciężarem właściwym.

Podobnie mylą ludzie perły z pospolitymi otoczakami. Mylą też kryształ z kawałkami lodu. Wszystko jest dobrze, gdy lód trzymają w lodówce, ale kiedy wezmą go w dłonie, to pozostaje im tylko woda zawiedzenia. Padają ofiarą oszustów, ale są nimi sami, bo zwodzi ich własna niewiedza, gdy ulegają złudzeniom wartości.

Nie mnie oceniać, co jest perłą, co kamykiem. Ja wyraziłam MOJĄ subiektywną opinię a autorka wątku potraktuje moje słowa jak kryształ, albo kawałek lodu. Pewnie zdarza mi się ulegać złudzeniom wartości i padać ofiarą własnej niewiedzy - po prostu błądzić. Ale ufam swoim emocjom i doświadczeniom, one m.in. mnie ukształtowały. I właśnie nimi, swoimi własnymi spostrzeżeniami, doświadczeniami i wiedzą dzielę się na tym forum, rzadko podpierając się uznanymi autorytetami.

Animus napisał/a:

A ponieważ jest w nas dobro i zło, to odrzucamy często kogoś, w kim znaleźliśmy zło i bierzemy kogoś następnego, łudząc, że jest lepszy, bo jeszcze w nim nie odkryliśmy zła. Robimy to, zamiast nauczyć się wydobywać dobro i nie wywoływać zła. Robimy to, bo mierzymy wszystkich naszą miarą dobra i zła. 

Rzecz w umiarze i decyzji, co zrobić z problemem.

Dziękuję za naukę. Serio.
Powyższe zostawiam również pod rozwagę autorki wątku.

73

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

Powinnaś wziąć rozwód i tyle, tu już nie ma czego ratować, ty do związków (a tym bardziej małżeńskich) się nie nadajesz.
Być może jesteś tylko opcją rezerwową dla męża, puki nie znajdzie sobie prawdziwej kobiety to ma u ciebie choćby seks, więc może to jeden z powodów czemu tego nie kończy.
Tak czy siak, ty złóż sprawę o rozwód i bądź konsekwentna.
A no i, pamiętaj by winę wziąć na siebie.

74

Odp: czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

U co u ciebie autorko?

Posty [ 56 do 74 z 74 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy jest sens dalej czekać czy rozwieść się...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018