Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Strony Poprzednia 1 2 3 4 52 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 do 110 z 2,849 ]

56

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

witaj madziu!!! w koncu cos pozytywnego , wiec jednak mozna!!! fajnie ze ci sie ulozylo, a brakiem kontaktu sie nie przejmuj moze to i lepiej brak kontaktu z psychofagiem.

Zobacz podobne tematy :

57

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

pewnie że można tylko trzeba w siebie uwierzyć i w swoje siły.
u mnie duży wpływ miało dzieciństwo..
obiecałam sobie,że nie popełnię błędów mojej mamy i nie będę z kimś tylko w imię czegoś innego.
wiem,że teraz moje dziecko ma ojca o jakim można marzyć:)
a tamtego nazywam dawcą nasienia:P
mam nadzieję,że nasze drogi już nigdy się nie zejdą...bo nie chcę aby koszmar powrócił na nowo.
miałam o tyle łatwiej,że była przy mnie rodzina wspierali mnie i strzegli jak tylko mogli:)

Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

58

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

u mnie Madziu w sumie bylo odwrotnie, rodzina byla spanikowana, a rodzice nie chcieli miec zadnych problemow, czyli woleli zebym sie meczyla z psychofagiem do konca zycia, po moim rozstaniu jak bylo mi ciezko , ojciec skwitowal, ze bylam glupia pozwalajac odejsc facetowi , a ze zdradzil to co przeciez to nie mydlo i sie nie zmydli. Wiem, ze nie mam u nich na co liczyc, ani na pomoc finansowa ani na emocjonalna...

59

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

to przykre:( osoby dla których powinniśmy być najważniejsi (rodzice) nie potrafią boją się lub nie chcą nam pomóc:(
ja znowu gdyby nie moja rodzina a zwłaszcza siostra pewnie nadal bym trwała w związku bez przyszłości,sama sobie,poniżana ,wyzywana itd...do naszego rozstania sam przykladał rękę regularnie...
mały praktycznie go nie widywał..szedł do pracy na 6 wracał o 21 jak mały już spał..
nieistotne,że pracę kończył o 16..gdzie był później nie wiem..
codzienne awantury..był takim gnojem ,że kiedy jadł obiad a mały podszedł do niego jak to dziecko wiecznie głodne,rzucił talerzem aby tylko nie dac jemu spróbować hmm nazywając go przy tym świnią:(
idąc do sklepu kupował rzeczy ,których ani ja ani mały nie jedliśmy..
gdy synek rzucił ciastko na podłogę on wysypał całą paczkę i wdeptał w dywan twierdząc,że skoro mały może to on też:( nieistotne było to ,że synek miał dopiero 14mies.
zaczęły znikać pieniądze to z tych odłożonych na chrzciny,to te co odłożone były na buty czy kurtkę zimową  dla małego..
aż w końcu podrobił mój podpis i wziął sobie pożyczkę na 2,500 zł ...ech swoje przeszlam:/

i podobnie jak u ciebie myway ja z 40 st.gorączką nerki mnie rozłożyły ani wstać z łóżka ani nic ból niesamowity..synek miał roczek a on co?-przecież nie zostanie w domu,żebym mogła zająć się sobą czy coś takiego..poszedł sobie do pracy:/
dobrze ,że siostra mieszkała nie daleko...

później już tylko słyszałam jaka ja straszna i obrzydliwa jestem,do niczego się nie nadaję...

ech przyjdzie taki dzień,że jeszcze i on zaplacze..

Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

60

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

no niezle, boze dziekuje ci ze bronisz jeszcze takie kobiety i nie dajesz im umrzec ze zgryzoty:)

61

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

mamy jedno życie:) musimy o siebie walczyć:) nikt za nas tego nie uczyni...i choć czasami jest cholernie ciężko chyba warto w tym wszystkim znaleźć iskierkę nadziei smile
to chyba dlatego tak jest,że x lat temu przyjęło się,że kobieta to taka słaba istotka itd,a tym czasem mamy takie pokłady siły o których panowie mogą tylko pomarzyć:)

Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

62

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Madziu,
jak przeczytałam to co napisałaś to aż mi łzy w oczach stanęły co też musiałaś przejść z byłym. I chwała Ci za to, że to już przeszłość. Cieszę się, że powiedziałaś "dość". Takie historie uświadamiają innym, że można a nawet trzeba walczyć o siebie, odchodzić i nie pozwolić zrobić z siebie ofiary cudzej frustracji i agresji. Jak pomyślę jak wiele kobiet tkwi w takich toksycznych i pełnych agresji związkach..... Chyba nie ma nic gorszego!

Sama jestem kobietą z syndromem KKZB. Co prawda ja aż takich akcji nie doświadczyłam. I w gruncie rzeczy gdy mój były związek jeszcze trwał myślałam, że jest całkiem ok. Dopiero po przeczytaniu masy literatury fachowej, która pomogła mi wiele rzeczy zrozumieć dostrzegłam jak bardzo byłam w błędzie.
Wiele łez i bólu mnie to kosztowało, ale dopiero jak zrozumiałam czym jest to całe kochanie za bardzo, i jak manipulował mną mój ex przejrzałam na oczy.


Ale jestem dumna z tego, że umiałam wyjść obronną ręką z tego wszystkiego. Jestem zupełnie inną kobietą. Zaczynam w końcu myśleć o sobie, uczę się co to znaczy kochać siebie i mieć siebie za priorytet. Bo wcześniej zawsze byłam dla siebie na ostatnim miejscu. Może to nic dziwnego, że on mnie też tak zaczął traktować. Oddałam mu całą siebie z całą moją ufnością, że on mnie nie skrzywdzi. Byłam też partnerką ratującą go we wszystkim w czym tylko mogłam. Poświęcałam swój czas, pieniądze, energię dla niego. Dziś wiem, że chciałam zasłużyć aby mnie kochał, chciałam być tak dobra jak to tylko możliwe. Wpływ na to ma też pewnie dzieciństwo, bo przez 23 lata dopóki nie wyprowadziłam się z domu rodzinnego w podobny sposób chciałam zasłużyć na miłość ojca. Powieliłam schemat.
Dużo można pisać w tym temacie. Jestem poruszona jak to piszę, dawno nie płakałam tak z siebie z wewnątrz a jak wracam do tego co było i w dzieciństwie i potem z nim te rany się otwierają. Do głosu dochodzi ta mała dziewczynka, która jest we mnie. Która nie zaznała bezwarunkowej miłości w dzieciństwie, troski itd. I jak trafił się on, który owszem na początku roztoczył przede mną wizję raju, był czuły, opiekuńczy itd., powiedział, że kocha to poczułam, że właśnie spełniło się moje  największe marzenie. W końcu jestem kochana, i po czasie przestałam zauważać, że to do końca nie miłość. Ale skoro nikt nie nauczył mnie kochać siebie to skąd mogłam wiedzieć czego wymagać od innych......

Z perspektywy czasu jednak wiem, że to było mi potrzebne. Bolało, i to okrutnie. I po rozstaniu, i po tym jak zaczęłam uświadamiać sobie - że w dużej mierze jestem sama za to odpowiedzialna. Jestem na etapie zdrowienia z KKZB (wierzę, że jest to możliwe), jestem na etapie budowania samej siebie od podstaw, uczę się wiary w siebie i dbania o siebie.
Moje dni nie są szare, mam ogromny apetyt życia. Nawet jeśli przychodzi jakiś mały dół, wiem, że mój świat ma mocne fundamenty. Nie załamie ich już żaden inny mężczyzna, ani też żaden inny człowiek. Siła jest w nas, trzeba pracy aby dokopać się do jej pokładów ale jeśli już odkryjemy to źródełko - nic nam nie straszne. Żaden psychofag - to na 100%.

Niewątpliwie swój dzisiejszy stan zawdzięczam po części kobietom z wątku oryginalnego (Grupa Wsparcia dla KKZB), chylę przed nimi czoła, bo robią niezłą robotę tu na tym forum. Jak dla mnie są ucieleśnieniem tzw. power women + mądrość życiowa co jest ich niewątpliwym atutem.

Dziewczynki, życzę nam wszystkim tutaj dużo siły, wytrwałości i wiary w siebie. Tak wyposażona kobieta może góry przenosić.

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...

63

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

duży wpływ na nasze dorosłe życie ma przebieg naszego dzieciństwa:(
wydaje mi się,że jeśli w rodzinnym domu nie zaznaliśmy zbyt wiele miłości czy to od mamy czy od taty,to w naszym dorosłym życiu szukamy,kogos z kim po prostu możemy być.
często okazuje się,że tak bardzo chcemy byc kochane i tak bardzo jesteśmy tej miłości spragnione,że wiążemy się z byle kim:(
każdy miły gest odbieramy jak oznakę miłości,a później okazuje się że tak na prawdę nie kochałyśmy danej osoby tylko nasze wyobrażenie o niej..i tak jak piszesz robimy wszystko aby ktoś nas kochał-i krzywdzimy same siebie sad
wpojono kiedyś,że jeśli np.facet bije swoją kobietę to tak ma być i nie mowiło się o tym głośno
teraz mamy XXI wiek w takie zakłamanie jest jeszcze bardzo popularne..z tym,że my jesteśmy Panami swego losu i wszystko w naszych rękach:)

Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

64

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

u mnie problem polega na tym, ze pociagaja mnie takie wlasnie labilne psychicznie jednostki, oczywiscie teraz juz jestem swiadoma ogromu cierpienia i nie wchodze w z nimi w stale zwiazki, jednak inny typ mezczyzn kompletnie mnie nie pociaga, badz wrecz unika,badz ja ich nie zauwazam... wiec jestem na przymusowym celibacie.
czasem juz nawet sobie nie wyobrazam, jak by to mialo wygladac po tej calej terapii i wiedzy i analizach bycie z kimkolwiek, a serce teskni , dudni, straszy ...

65

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Witajcie w ten lipcowy deszczowy dzień.
Jak tam dzisiejsze nastawienie do życia.
Myway,
serce tęskni, dudni i wydudni - przyjdzie tak chwila, której w ogóle się nie spodziewasz zaświeci słoneczko specjalnie dla Ciebie, poczujesz motylki.
Nic na siłę, może Twoje szczęście jest bliżej niż myślisz. Czasami szukamy czegoś daleko a mamy pod ręką.

Maxi, Madziu, Katiu, Kalinko, Mayway (przepraszam, jeśli jakiejś kochanej istotki z tego wątku nie wymieniłam, ale dla niej również piszę)
miłego dnia. Samych przyjemności, uśmiechu. To o czym marzycie aby się spełniło, a to czego chcecie aby waszym było.

Żyjesz tak jak myślisz,
więc myśl i żyj najpiękniej jak potrafisz.

66

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Betinka napisał/a:

Witajcie w ten lipcowy deszczowy dzień.
Jak tam dzisiejsze nastawienie do życia.

witam kochane ..milo Was tu spotkać o poranku:)
Tak podsumowując ostatnie posty:
Kalinka: dużo optymizmu tu dodałaś...dziękuję:)
myway: nie wiem skąd ale szóstym moim zmysłem wierzę, że wszystko Ci się tak poukłada że będziesz uśmiechniętą dziewczyną i wyzwolisz się od tych mega-lęków...Życie to dżungla, ale Ty już jesteś silniejsza przez swoje przejścia, więc bilans masz na plus. Pamiętajcie, że wszystkie te załamania nas bardzo wzmacniają tak naprawdę!.

Moje nastawienie jakoś dziwnie pozytywne dziś. Wczoraj przeszła burza, prąd wyłączyli więc siedziałam sama w domu przy świeczce..sama zdana na siebie. Zadzwonił "mój" z wiadomością, że już parę dachów burza zerwała gdzieś w polsce i żebym zabezpieczyła co tam mam na tarasie..i że jak coś będę potrzebowała to wsiądzie w auto i podjedzie. Podziękowałam za troskę i po 10 minutach zapomniałam o tym telefonie. Czekałam na telefon od kogoś innego (nie oceniajcie mnie źle:)...doczekałam się później, ale i tak nici ze spotkanka..Ale co ma wisieć nie utonie, staram się nie emocjonować i udaje mi się na razie.

67

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Moje kochane dobre Duszyczki, caluje was mocno i zycze pieknego dnia!!! moje wczorajsze doly zniknely dzis jak reka odjal z jednej strony czuje sie super z drugiej mam wrazenie ze to cos w stylu depresjii maniakalnej:) Odzywajcie sie i pszcie co u was!!!

Dziekuje wam bardzo za wasze cieple slowa i wzruszylam sie smile

68

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Nie tyle "kochajace za bardzo" co "kochajace innych a nie kochajace siebie".
Bo te toksyczne zwiazki sa wlasnie tego dowodem.
Od 2003 roku, odkad zaczelam odkrywac co ze mna jest nie tak - bedac w malzenstwie, ktore nareszcie mialo spelnic moje oczekiwania a stalo sie totalna porazka - zaczely mi sie otwierac oczy na wiele spraw, o ktorych przez wiele lat nie mialam pojecia.

Spojrzmy - kazda z nas ma niezalatwione, niezaleczone urazy z dziecinstwa. Kazda z nas jest Doroslym Dzieckiem (DDA/DDD/DDxx). I wiem, ze to wlasnie ma kluczowy wplyw na nasze wybory w zyciu doroslym. Bo nadal wybieramy jak te dzieci, pragnace milosci i akceptacji calym swym jestestwem - i pragniemy bardzo, za bardzo by widziec ponad nasze pragnienia i wyobrazenia.
Bo jestesmy wciaz, w glebi nas - dziecmi.
I tutaj otoczenie opieka i troska naszego wewnetrznego dziecka przez nas samych jest warunkiem koniecznym do zapoczatkowania procesu zdrowienia.
Nie jest to latwe - ale mozliwe. I tylko my same mozemy to zrobic. Nikt naz w tym nie wyreczy - zreszta mamy przyklady ze swoich nieudanych zwiazkow. Podswiadomie pragnelysmy, by ci nasi partnerzy zastapili w milosci naszych rodzicow czy innych doroslych z naszego dziecinstwa. I co z tego wyszlo?
Jestesmy same odpowiedzialne za nasze zycie i za to, ze takich partnerow wybieramy. Oni sa odpowiedzialni z kolei za ich wlasne zachowanie (agresje, wulgarnosc, brak szacunku, chamstwo itp). My zas - w naszej przeogromnej, determinujacej potrzebie milosci i akceptacji nie dostrzegamy kim sa naprawde bo wlacza sie nam myslenie zyczeniowe a symptomy ich prawdziwej natury tlumaczymy "na korzysc oskarzonego" (zamiast - jakby to zrobila osoba niezaburzona - zastanowic sie: dlaczego on tak sie zachowal/powiedzial itp).
Zaobserwowalam ciekawe zjawisko - najtrudniej nam przyjac do wiadomosci fakt, kim naprawde jest nasz wybrany partner. I zaakceptowanie jego prawdziwej osobowosci. Tzn uznanie tego kim jest i nie wymaganie zeby byl kims innym (bo nie bedzie). Dopiero wtedy mozemy cos z tym zrobic - albo zgodzic sie na dalszy zwiazek z kims takim - albo rozejsc sie.
To o czym tutaj pisze kosztowalo mnie 8 lat ciezkiej pracy w jeszcze ciezszych warunkach, w samotnosci, na obczyznie - ale wygralam. I nie jest to pyrrusowe zwyciestwo, czego sie obawialam. Mam jeszcze mnostwo energii w sobie i checi zycia.
Za mna trzy nieudane zwiazki. Wychowuje samotnie niepelnosprawne intelektualnie, dorosle dziecko. Mam jeszcze dwojke zdrowych, samodzielnych, najmlodszy w klasie maturalnej. Niedawno przeprowadzilam sie do wlasnego domu. Wszystko, co zdobylam zawdzieczam sobie, ze strony partnerow nie mialam nigdy wsparcia - ale takich wybieralam bo balam sie tego wsparcia. Nauczono mnie w dziecinstwie ze mam nie przeszkadzac i nie byc ciezarem - ze moje potrzeby sa takim ciezarem wlasnie. I mam cieszyc sie z tego co dostaje bo ktos sie wielce na to wysilil i zaangazowal, nawet jak mi to nie odpowiadalo albo nawet stalo w kolizji z moimi potrzebami. Ja bylam niewazna - wazni byli wszyscy inni. W szkole - mobbing bo bylam slabsza i nie mialam nikogo do obrony, rodzice bagatelizowali te problemy. Potem szkola srednia i totalna nieumiejetnosc wspolpracy w grupie przy jednoczesnym pragnieniu akceptacji i aprobaty....
Matka paranoiczka, z powaznymi zaburzeniami. Ojciec rzadko obecny i niedostepny. Molestowanie seksualne ze strony czlonka rodziny. Znecanie sie psychiczne ze strony innej osoby z bliskiej rodziny. Milosc, aprobata warunkowa, krytyka, osmieszanie jako element wychowawczy, nadmierna kontrola az do mojego pierwszego zamazpojscia, wypominanie, porownywanie i cala masa innych atrakcji.
Po latach dowiedzialam sie ze biologiczna matka porzucila mnie po porodzie w szpitalu a moi rodzice adoptowali mnie jak mialam kilka miesiecy. Nikt z rodziny o tym nie wiedzial, moze poza kilkoma (wlasnie tymi ktorzy mnie psychicznie i seksualnie molestowali).
Probowalam po nastepnych kilkunastu latach kontaktu z biologiczna matka ktora zyje ale nie chce sie kontaktowac. Wolna wola. W pewnym sensie ja rozumiem, po tylu latach nagle pojawia sie ktos, o kim chcesz przez reszte zycia zapomniec. Nie chcialabym byc ta osoba burzaca czyjs spokoj. Teraz to juz nie ma znaczenia bo juz tego nie chce, przeszlosc sie nie liczy tylko to co jest i co bedzie.
A to zalezy wylacznie ode mnie - no, moze z niewielkimi poprawkami na "przyczyny obiektywne".

Swoje dziecinstwo juz przeplakalam i przecierpialam. Teraz potrafie dostrzegac w nim te pozytywne, radosne aspekty. Bo takie byly, ale przeslanial je smutek, samotnosc, potrzeba milosci. I zal ze nie mam tego czego pragne, czego mi trzeba.
Rodzicom wybaczylam bo inaczej nie potrafili. Sami byli ofiarami swoich dysfunkcyjnych rodzin, byl w nich ogrom leku i strachu wiec jak mogli bronic dziecka skoro sami sie bali? Jest mi ich bardzo zal ale nie mam juz pretensji jak kiedys.
To jest kolejny krok do zdrowienia - zostawic przeszlosc za soba, zamknac drzwi, spojrzec przed siebie. Bo jesli tej przeszlosci uczciwie nie przerobimy to ona bedzie nas straszyc przez reszte zycia, chocby pod postacia kolejnego toksycznego partnera czy decyzji spowodowanej strachem.
Strach, lek - ile w nas strachu prawdziwego, wlasnego - a ile zaindukowanego przez rodzicow czy toksycznych parterow, innych szkodliwych ludzi w naszym zyciu?

Tyle na dzisiaj big_smile Nie samym forum czlowiek zyje big_smile
Milo mi do Was dolaczyc, polecilabym Wam kilka innych forum gdzie nasz temat jest bardzi szeroko poruszany, chocby kafeteria.pl gdzie w dziale "zycie uczuciowe" jest topik "czy jestes w zwiazku, w ktorym partner molestuje cie psychicznie" - sa tego topiku as trzy czesci i warto poczytac spostrzezenia innych kobiet w podobnych sytuacjach, jak sie ratowaly, ile watpliwosci nimi targalo, jak sie uwalnialy czy wreszcie,m w niektorych (nielicznych) przypadkach - udalo im sie dojsc do consensusu z partnerem i obydwoje udali sie na terapie, walcza o zwiazek ale juz swiadomi swoich dysfunkcji. Bo rozstanie niekoniecznie jest jedynym wyjsciem - czasami mozna jeszcze cos uratowac, byle by ta swiadomosc byla obustronna.
Zalozylam tez kiedys na innym forum topik DDD/DDA i tam tez jest cale mnostwo ciekawych spostrzezen. Niema sensu ich kopiowac skoro po prostu mozna zajrzec i poczytac z innego zrodla.
Jesli znajde jakies informacje na innych stronach, postaram sie je wkleic.

Same sobie musimy pomoc a nasza bronia jest swiadomosc tego, jakie jestesmy. A kazda z nas jest jedyna, szczegolna, wyjatkowa i zasluguje na to, by byc szczesliwa.

69

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Doly tez miewam ale mam juz swiadomosc, ze mijaja. Nie moze byc zawsze super i happy wink
Ostatnio zaraz po przeprowadzce naszly mnie takie leki (panika to jeszcze nie byla) i watpliwosci - ale w sytuacji az tak drastycznych zmian zyciowych to chyba normalne wiec sobie odpuscilam zastanawianie nad problemem. Leki i watpliwosci minely bo one sa glownie produktem naszej wyobrazni, my tworzymy te scenariusze...
Ktoras z Was napisala cos w tym stylu: a co bedzie jak bym zachorowala itp. I wlasnie jest to samonapedzajaca sie spirala paniki. Po co myslec o czyms co sie jeszcze nie zdarzylo a prawdopodobienstwo ze sie zdarzy jest znikome. A jesli nawet to do cholery sa instytucje, sa inni ludzie - oni pomoga. I ja sie sama o tym przekonalam ze jesli naprawde potrzebujesz pomocy to nigdy nie jestes sama.
Tez nie mam rodziny, garstke przyjaciol (za to takich prawdziwych a nie "znajomych" - mozna na nich polegac) - ale juz szkoda mi czasu na wymyslanie scenariuszy z cyklu: co by bylo gdyby. Musialabym polozyc sie w trumnie i nic nie robic bo nawet w domu prad mnie moze kopnac, na ulicy samochod przejechac itp itd.
Ale niemniej jednak takie stany psychiczne nas nachodza i trzeba je jakos przetrwac. Nauczyc sie nad nimi panowac. Przetlumaczyc wyobrazni zeby troche spasowala. A w najgorszym przypadku - mam taki swoj sposob. Jak zaczynalam obsesyjnie sie czegos obawiac, wymyslilam sobie jakis krajobraz. Dodalam do niego kilka elementow i zapamietalam. Nazwalam go jakims prostym slowem, i kiedy nachodzily mnie te obawy - rzucalam haslo: nazwa owego miejsca. I wizualizowalam go sobie w wyobrazni co o9dwracalo uwage i koncentrowalo na szczegolach obrazu. I potem wystarczylo tylko haslo - i juz bylam w innym miejscu a wyobraznia mialam kreatywne pole do popisu zamiast zadreczac mnie jakimis lekami z sufitu wink

70

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Ktos mowi mi: Co ja zrobie, jaki wysoki mi przyjdzie rachunek za prad! Po pierwsze: co sie martwisz jak jeszcze nie przyszedl. Po drugie: nie wiesz czy faktycznie wysoki i jak wysoki. Po trzecie: bedziesz sie martwic jak juz przyjdzie, albo odetchniesz z ulga (zwykle jest to drugie).
Pamietajmy jedno: strach ma wielkie oczy

71

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Moje kochane dobre Duszyczki, caluje was mocno i zycze pieknego dnia!!! moje wczorajsze doly zniknely dzis jak reka odjal z jednej strony czuje sie super z drugiej mam wrazenie ze to cos w stylu depresjii maniakalnej:) Odzywajcie sie i pszcie co u was!!!

Dziekuje wam bardzo za wasze cieple slowa i wzruszylam sie smile

Bardzo się cieszę, że u Ciebie lepiej.

Water50,
miło Cię powitać na tym wątku.
Ogrom Twoich przeżyć jest wielki i porażający.
Tkwi w Tobie siła, która pozwoliła wszystko przetrwać.
Chciałabym jej mieć choć troszkę, bo niekiedy poczucie bezradności jest oszałamiające.

Żyjesz tak jak myślisz,
więc myśl i żyj najpiękniej jak potrafisz.

72

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Wiem cos o bezradnosci. Ona potrafi paralizowac. Niszczy aktywnosc. Sabotazysta dzialajacy z podziemia.
I co najbardziej ironiczne - jest wytworem naszej wyborazni i projekcja naszych lekow.
Chyba, ze ma powiazanie z depresja ktora trzeba leczyc! Sama nie minie - a sa duze szanse wyzdrowienia przy prowadzeniu wlasciwej terapii.

73

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
water50 napisał/a:

Wiem cos o bezradnosci. Ona potrafi paralizowac. Niszczy aktywnosc. Sabotazysta dzialajacy z podziemia.
I co najbardziej ironiczne - jest wytworem naszej wyborazni i projekcja naszych lekow.
Chyba, ze ma powiazanie z depresja ktora trzeba leczyc! Sama nie minie - a sa duze szanse wyzdrowienia przy prowadzeniu wlasciwej terapii.

Masz racje water , ale u ciebie widac , ze tez droga byla pewnie dluga:) bo duzo w tobie spokoju i madrosci , opowiedz cos o terapii?

74

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Cześć dziewczyny, pada deszcz ale mój nastrój tez jest lepszy niż wczoraj, odezwał się jeden demon z przeszłości, z którym zakończyłam znajomość rok temu, nie odebrałam, niech się wali, stwierdziłam że stać mnie na kogoś z górnej półki a nie na jakieś toksyczne niedobitki, a jak nikt się taki nie trafi to będę sama, żadna strata:-)
Water50 jesteś bardzo mądrą kobietą, Twoje przemyslenia z tych 8 lat są rozsądne i dają dużo do myślenia, dzięki że jesteś z nami i wpadaj jak najczęściej, a to co podałaś jak najbardziej przeczytam, chcę mieć wreszcie oczy szeroko otwarte, dzięki dzięki dzięki, buziaczki dla wszystkich!!!!!!!!!!!!!!!!!!

75 Ostatnio edytowany przez myway (2011-07-15 15:16:22)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

tak trzymaj Maxi , jestem z ciebie dumna my zaslugujemy na Ciacho z najlepszej cukierni, a jak nie to schudniemy;)

76

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
water50 napisał/a:

Bo jestesmy wciaz, w glebi nas - dziecmi.
I tutaj otoczenie opieka i troska naszego wewnetrznego dziecka przez nas samych jest warunkiem koniecznym do zapoczatkowania procesu zdrowienia.

To "zajęcie" się sobą jest chyba najtrudniejszym punktem takiej autoterapii..przynajmniej według mnie. Wszyscy jesteśmy istotami społecznymi i wszyscy potrzebujemy jednak troszkę drugiego człowieka..a DDA/DDD chcą w tym swoim "głodzie" zagarnąć tego drugiego człowieka tylko dla siebie..I problem gotowy. Byłam zawsze "odrzucana" w momencie kiedy się angażowałam, kiedy za bardzo "chciałam".
Nie umiemy się zająć sobą bo nikt się nami nie zajął w dzieciństwie?..chodzi mi oczywiście o tą emocjonalną stronę.

77

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:
water50 napisał/a:

Bo jestesmy wciaz, w glebi nas - dziecmi.
I tutaj otoczenie opieka i troska naszego wewnetrznego dziecka przez nas samych jest warunkiem koniecznym do zapoczatkowania procesu zdrowienia.

To "zajęcie" się sobą jest chyba najtrudniejszym punktem takiej autoterapii..przynajmniej według mnie. Wszyscy jesteśmy istotami społecznymi i wszyscy potrzebujemy jednak troszkę drugiego człowieka..a DDA/DDD chcą w tym swoim "głodzie" zagarnąć tego drugiego człowieka tylko dla siebie..I problem gotowy. Byłam zawsze "odrzucana" w momencie kiedy się angażowałam, kiedy za bardzo "chciałam".
Nie umiemy się zająć sobą bo nikt się nami nie zajął w dzieciństwie?..chodzi mi oczywiście o tą emocjonalną stronę.

ja zawsze rozkwitalam przy kims, nagle dbalam o siebie, kwitlam , chudlam, zmienialam kraj, bylam spontan, uczylam sie obcych jezykow i odkrywalam tajemne talenty, a jak jestem sama to mi sie dla mnie nie chce robic, zadnej z tych rzeczy, np. przytylam 10 kilo i mnie wali , why???

78

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Przeczytałam ostatnio dodane posty.
Water50 jestem strasznie dumna z takich kobiet jak Ty, które po czasie zagubienia odnajdują siebie i potrafią "uzdrowić" swoje życie. Nam szczególnie potrzebne jest pozytywne myślenie, mówią nawet, że nie ma lepszego lekarstwa na wszystko niż właśnie ono. Dziękuję Ci za to co napisałaś, bo to uświadamia mi jeszcze bardziej (choć już jestem tego w dużej mierze świadoma), że szczęście jest w nas i ze swoim życiem możemy zrobić same bardzo wiele.

Kobietki, czy nie myślicie, że pomimo tego zła, które nas spotkało (dzieciństwo, jeśli, któraś z Was miała nieudane/niekochane i te nasze toksyczne relacje) dostałyśmy szansę od losu by wreszcie dorosnąć/dojrzeć do miłości samych nas. Nawet jeśli czasem czujemy strach, bezradność - to przecież dajemy radę by z nimi się mierzyć. Walczymy. Owszem czasem zaliczymy małe lub większe upadki - ale podnosimy się i idziemy do przodu. Takie parcie na siebie. Brak nam było zapewne takiego zdrowego egoizmu, bo jesteśmy maksymalnie ufne. Oceniamy swoją miarą, my nie krzywdzimy więc wierzymy, że i nas nie skrzywdzą. Każda z nas jest pewnie na innym etapie, w innej sytuacji "rodzinnej", "materialnej" itd. Ale wszystkie mamy jeden cel: uleczyć swoje poranione dusze. Wiadomo w grupie raźniej, można się wymienić doświadczeniami, wspierać kiedy jest taka potrzeba. Dużą pracę musimy wykonać jednak same. To jest właśnie to oswajanie strachu, pokonywanie go, aż poczujemy, że nie jesteśmy bezradne.
Ja myślę, że już te etap mam za sobą. Pomimo dołów jakie każdemu się zdarzają, pomimo tych gorszych dni czuję, się silną kobietą, dumną z siebie, w jakiś sposób szczęśliwą. I nie znaczy to, że nie ma rzeczy, które by mnie uszczęśliwiły, do których dążę (są - i jest wiele), ale wiem, że wreszcie jestem na drodze na której dawno powinnam być. Pomogły w tym fachowe książki, forum (KKZB Grupa Wsparcia I - które nocami czytałam ze łzami w oczach), znajomi, praca.
Rozstanie przeżyłam bardzo, ale teraz czuje ulgę, taką niezależność swoją. Już nikomu nie muszę udowadniać: "Popatrz jaka jestem wspaniała, dobra, troskliwa - powinieneś mnie kochać bo jestem the best". Nawet nie wiem w którym momencie zaczęło się tak dziać, że im więcej zaczęłam dawać tym mniej otrzymywałam. Jego miałam za bóstwo, to on był moim lustrem w którym się przeglądałam. Unosiłam się nad ziemią kiedy między nami było cudownie a jak był jakiś zgrzyt to 24 godziny na dobą gonitwa myśli. Od ojca w dzieciństwie słyszałam same słowa, które zaniżyły mi samoocenę siebie i jak mi się potem w związku z byłym nie układało to moja podświadomość mówiła: "On już mnie nie kocha, ojciec miał rację, jestem do niczego".
A to nie prawda, bo jestem: mądra, wrażliwa, dobra, życzliwa, ambitna.... Moi przyjaciele nie zawiedli mnie w tamtym najgorszym momencie, dawali mi siłę i mówili o wszystkich tych cechach, które wymieniłam aż zaczęło docierać do mnie, że to nie moja osoba jest problemem, tylko on. Po czasie zdiagnozowałam u siebie syndrom kkzb i wiem jakie błędy popełniłam. Chciałam, żeby ktoś mnie kochał. Długo musiał mnie zdobywać, bo miałam mocny pancerz, wolno się przed nim otwierałam ale po jakimś pół roku zaryzykowałam i zaczęłam ten związek traktować poważnie. I wtedy ruszyła machina mojej miłości, zaczęłam kochać bezgraniczne. Byłam kochanką, matką, prowadzącą dom, towarzyszką życia w jednym. Ale nigdy nie byłam partnerką w tym związku. Zdarzyło mi się wybaczyć najpierw drobne kłamstewko, potem większe, małą przykrość, dużą przykrość. Aż w końcu wybaczyłam zdradę. I wiecie co myślę, że robiłam to ze strachu, że nie spełni się ten mój sen o naszej wielkiej miłości.
Każdy strach, nawet ten paraliżujący, który przychodzi po rozstaniu, który dopada nas kiedy to mamy dół jest o niebo zdrowszy dla mojego "ja" niż tamten. Ten, który przeżywamy teraz może nas tylko umocnić, uczynić nas silniejsze. Tamten strach nas zabijał i niszczył nasze "ja". Dziewczyny, teraz się rodzimy na nowo, bywa, że  w bólu, bywa, że we łzach ale idzie nowe. Nasze nowe życie, budujemy swoją wartość po cegiełce, ale jak już dojdziemy na pewien poziom nikt nie będzie w stanie zniszczyć nas, naszego poczucia wartości. My już sobie na to nie pozwolimy! Wiem, że tak będzie!
Jesteśmy na właściwej drodze - to pewne!

Powodzenia Moje Drogie ! smile

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...

79

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

ja zawsze rozkwitalam przy kims, nagle dbalam o siebie, kwitlam , chudlam, zmienialam kraj, bylam spontan, uczylam sie obcych jezykow i odkrywalam tajemne talenty, a jak jestem sama to mi sie dla mnie nie chce robic, zadnej z tych rzeczy, np. przytylam 10 kilo i mnie wali , why???

a to nie możesz sobie znaleźć jakiegoś obiektu westchnień chociaż? bez włażenia w jakieś dysfunkcyjne relacje..Tak dla flirtu.
Ja też tak mam..dla jednego to byłam gotowa Tatry nad morze przenosić...i strasznie się tego wstydzę bo byłam głupia.

80

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:

Ja też tak mam..dla jednego to byłam gotowa Tatry nad morze przenosić...i strasznie się tego wstydzę bo byłam głupia.

Nie byłaś głupia, to syndrom KKZB! Jesteś kobietą, która kocha za bardzo - to nie znaczy, że głupią.

Myway - a spróbuj po prostu dla siebie, wysil się i spróbuj. Tak właśnie walczą zdrowiejące kkzb. Obiecaj mi, że spróbujesz w ten weekend zrobić coś pożytecznego z myślą o sobie. O nikim innym, tylko o sobie. Możesz mi to obiecać ??? smile

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...

81

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Nie byłaś głupia, to syndrom KKZB! Jesteś kobietą, która kocha za bardzo - to nie znaczy, że głupią.

kalinka: kochałam kogoś kto mnie nie kochał..a raczej wydawało mi się, że kocham, bo to było narkotyczne uzależnienie..Obiecałam sobie, że już nigdy w takim stopniu od nikogo się nie uzależnie, nie stracę zdrowego rozsądku, jasności myślenia..rozumu..Teraz widzę jak ten facet sobie mną podłogę wycierał..jego EGO przy tym aż puchło bo to narcyz w czystej postaci. Co ciekawe nie zerwałam całkowicie znajomości..jakieś luźne koleżeństwo zostało..i na nic nie liczę:)

82

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Katia72,
skąd ja to znam. Ano znam to ze swojego życia, mogłabym Cię zacytować i podpisać się pod tym swoim nickiem.
Dużo bym mogła pisać i analizować. Byliśmy 5 lat razem i  ten związek kosztował mnie najwięcej z dotychczasowych.
Wyszłam z niego poturbowana emocjonalnie, dziś jednak stoję mocno na własnych nogach. Gdybym miała wskazać pozytywy rozstania: to czego się o sobie dowidziałam jest jednym z nich. Czuję się mądrzejsza o doświadczenia.
Ty pewnie też, i to jest naszą siłą.

Masz z nim kontakt, może w Tobie jest jeszcze nadzieja...??? czy roztrzaskałaś już swoją wizję Was i iluzję jego "miłości" ?

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...

83

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Katia72,
skąd ja to znam. Ano znam to ze swojego życia, mogłabym Cię zacytować i podpisać się pod tym swoim nickiem.
Dużo bym mogła pisać i analizować. Byliśmy 5 lat razem i  ten związek kosztował mnie najwięcej z dotychczasowych.
Wyszłam z niego poturbowana emocjonalnie, dziś jednak stoję mocno na własnych nogach. Gdybym miała wskazać pozytywy rozstania: to czego się o sobie dowidziałam jest jednym z nich. Czuję się mądrzejsza o doświadczenia.
Ty pewnie też, i to jest naszą siłą.

Masz z nim kontakt, może w Tobie jest jeszcze nadzieja...??? czy roztrzaskałaś już swoją wizję Was i iluzję jego "miłości" ?

5 lat to kawal czasu. Mieszkaliście razem? i nadal byłaś tak uzależniona jak wspominasz?
mój "związek" to było ledwie kilka miesięcy...Przez większość czasu praktycznie mnie odrzucał, a ja "walczyłam". Gdy nie dawałam rady i odpuszczałam to on szukal kontaktu.  Ja w tym czasie byłam mężatką..wkrótce się rozwiodłam. Moje małżeństwo to osobna historia..przemoc psychiczna (wtedy o tym nie wiedziałam), chorobliwy zazdrośnik..no tyle, ze ja byłam uzależniona inaczej, bo nie byłam zakochana, ale bałam się życ sama albo szukać kogoś innego. Wcześniej (przed małżeństwem) miałam dwa kilku miesięczne związki, zależało mi..ale przez swoje DDD skopałam sprawę, bo nie wiedziałam o sobie nic. Epizodów nie liczę..zdarzało mi się komuś serce połamać ("dobrzy, mili" chłopcy, którzy mi niczym nie imponowali).
Strasznie to wszystko brzmi.....

84

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Masz z nim kontakt, może w Tobie jest jeszcze nadzieja...??? czy roztrzaskałaś już swoją wizję Was i iluzję jego "miłości" ?

rozstrzaskałam, rozprawiłam...ujrzałam go w realnym świetle. Po prostu obrzydziłam go sobie..przypominałam sobie wszystkie "złe" chwile, te wszystkie krytyki mnie, odrzucanie, mówienie o innych kobietach...porównywanie. Odrzucał mnie też fizycznie..szukal kontaktu, codziennie dzwonił dając nadzieję, a jednocześnie odrzucał. Stwierdziłam że to mnie zniszczy w końcu, a raczej ja sama siebie zniszcze myślami o nim..bo zaniedbywałam wszystko w swoim życiu..Sięgnełam dna tak naprawdę i chyba od tego dna się odbiłam...

Mam kontakt bo w czymś tam sobie pomagamy (zawodowo..hobbistycznie)..ale coraz luźniejszy jednak.
Ja tkwię teraz w czymś innym..inne doświadczenie, znów chyba porażka,..ale już staram się trzymać w pionie.

85

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

5 lat razem w tym 1,5 roku wspólnego mieszkania. Połowa tego czasu, kiedy razem mieszkaliśmy - to był już zjazd po równi pochyłej. Aż w końcu wyszło, że mnie zdradził, po czym odeszłam od niego. Po jakiś 2 tyg. zaczął o mnie usilnie walczyć, trochę się broniłam (albo może raczej chciałam mu pokazać, że nie będzie tak łatwo) ale jednak wróciłam. Teraz najlepsze. Wróciłam, a on po miesiącu zafundował mi powtórkę z rozrywki....
Nie wracam już tak często do tamtego myślami, staram się skupić na sobie, na przyszłości a nie żyć przeszłością. Było ciężko. Przez jakiś czas broniłam się aby zdjąć pierścionek zaręczynowy, jak go zdejmowałam to czułam jak bym wyrywała sobie serce. O wyprowadzce z tamtego mieszkania nie wspomnę, to było piekło. tam wszystko razem robiliśmy, meblowaliśmy od podstaw, pomału przybywało wszystkiego. Ciężko było mi jak zamykałam tam ostatni raz drzwi za sobą. Przez 2 tyg. prawie nie jadłam, nie spałam, koszmar po prostu. Właściwie było mi obojętne czy następnego dnia się obudzę czy nie.

Przeszłam to jednak i po czasie (minęło prawie pół roku) wiem, że będzie już dobrze. Poradzę sobie, choćby nie wiem co.
Jestem też DDA, kobieta - siłaczka!

Nie powiem połowa naszego związku była super, wtedy czułam się kochana. A potem były już tylko fale: wznosiłam się i spadałam w zależności od tego jak było między nami.
Wiem jednak, że gdyby nie to forum i książki jakie przeczytałam nie miałabym takiej świadomości jaką mam teraz. Wiele sytuacji potrafiłam usprawiedliwić, byłam w mistrzynią tłumaczenia go. Na prawdę wierzyłam, że to miłość. Dziś wiem, że tak prawdziwa miłość nie wygląda.

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...

86

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Nie wracam już tak często do tamtego myślami, staram się skupić na sobie, na przyszłości a nie żyć przeszłością. Było ciężko. Przez jakiś czas broniłam się aby zdjąć pierścionek zaręczynowy, jak go zdejmowałam to czułam jak bym wyrywała sobie serce. O wyprowadzce z tamtego mieszkania nie wspomnę, to było piekło. tam wszystko razem robiliśmy, meblowaliśmy od podstaw, pomału przybywało wszystkiego. Ciężko było mi jak zamykałam tam ostatni raz drzwi za sobą. Przez 2 tyg. prawie nie jadłam, nie spałam, koszmar po prostu. Właściwie było mi obojętne czy następnego dnia się obudzę czy nie.

o raany.....Przytulam Cię mocno wirtualnie. Dreszcz mnie przeszedł bo poniekąd wiem co czułaś.



Kalinka29 napisał/a:

Nie powiem połowa naszego związku była super, wtedy czułam się kochana. A potem były już tylko fale: wznosiłam się i spadałam w zależności od tego jak było między nami.
Wiem jednak, że gdyby nie to forum i książki jakie przeczytałam nie miałabym takiej świadomości jaką mam teraz. Wiele sytuacji potrafiłam usprawiedliwić, byłam w mistrzynią tłumaczenia go. Na prawdę wierzyłam, że to miłość. Dziś wiem, że tak prawdziwa miłość nie wygląda.

no tak...jesteśmy mistrzyniami w tłumaczeniu kogoś...ja też tak robiłam, nawet jak mnie krytykował to tłumaczyłam sobie, że się mna interesuje..to było lepsze niż obojętność. Chore:(

87 Ostatnio edytowany przez Kalinka29 (2011-07-15 19:47:32)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Katia - dziękuję :*

Gdybyś widziała mnie w tamtym momencie, nie uwierzyłabyś, że to ta sama uśmiechnięta dziewczyna co teraz.
I myślę, że pomimo wszystko to było po coś, uświadomiło mi jak wiele kosztowało mnie dzieciństwo jak również uświadomiło w tym, że na miłość nie da się zasłużyć. Miłość jest albo jej nie ma. Nie można zmieniać się dla kogoś aby nas kochał, nie da się kogoś zmienić jeśli on tego nie chce. Ważny jest szacunek do siebie i własna godność.

Czasem pielęgnujemy wizję kogoś, kto naprawdę jest innym człowiekiem. A my w swoim pragnieniu miłości nie chcemy spojrzeć realnie na tą osobę tylko kreujemy sobie rzeczywistość nieodbiegającą od naszych marzeń bycia z tą osobą.
Kobiety kkzb są w tym niedoścignione, potrafią oszukać nawet samą siebie, że jest dobrze a gdzieś w głębi duszy wiedzą, że to jednak nie rycerz w lśniącej zbroi tylko pozbawiona kręgosłupa moralnego żaba.

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...

88

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

moge obiecac , ze zrobie cos dla siebie postaram sie naprawde, ale je bez tego lustra psychofaga nawet nie wiem co by mi sprawilo naprawde radosc, ale postaram sie.
Jutro gram koncert klasyczny, wiec sie przynajmniej wypindrze i bede na scenie zbierac oklaski:)
Dziewczyny kocham was , za wasza szczerosc i za to ze rozumiecie, jak to bolalo i jak moze bolec.
Ja zawsze przy moim ex czulam sie gorsza , jakas uposledzona, bo nie taka idealna jak on i nie taka wspaniala, nawet nie wiem kiedy z wampowej dziewczyny
przemienilam sie w wiechec! Ale koniec biadolenia, sciskam was popijajac cole light... a synek maluje mamusi obrazek za kare, bo mnie dzis wkurzyl:)

89

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

moge obiecac , ze zrobie cos dla siebie postaram sie naprawde, ale je bez tego lustra psychofaga nawet nie wiem co by mi sprawilo naprawde radosc, ale postaram sie.
Jutro gram koncert klasyczny, wiec sie przynajmniej wypindrze i bede na scenie zbierac oklaski:)

wow!.występ publiczny?....to koniecznie się wypindrzyj:)...od razu inaczej sie poczujesz:)

90

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:
myway napisał/a:

moge obiecac , ze zrobie cos dla siebie postaram sie naprawde, ale je bez tego lustra psychofaga nawet nie wiem co by mi sprawilo naprawde radosc, ale postaram sie.
Jutro gram koncert klasyczny, wiec sie przynajmniej wypindrze i bede na scenie zbierac oklaski:)

wow!.występ publiczny?....to koniecznie się wypindrzyj:)...od razu inaczej sie poczujesz:)

tak nawet bardzo publiczny, recital skrzypcowy jutro na tapecie Debussy wink Wypindrze sie tylko sie obawiam , czy moja kiecka koncertowa przyjmie nadmiar 10 kilosow, ale jest rozciagliwa , wiec sa nadzieje;)

91

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Katia - dziękuję :*

Czasem pielęgnujemy wizję kogoś, kto naprawdę jest innym człowiekiem. A my w swoim pragnieniu miłości nie chcemy spojrzeć realnie na tą osobę tylko kreujemy sobie rzeczywistość nieodbiegającą od naszych marzeń bycia z tą osobą.
Kobiety kkzb są w tym niedoścignione, potrafią oszukać nawet samą siebie, że jest dobrze a gdzieś w głębi duszy wiedzą, że to jednak nie rycerz w lśniącej zbroi tylko pozbawiona kręgosłupa moralnego żaba.

Tylko nie wińmy się za wszystko. Panowie też potrafią nieźle grać. Inna rzecz że taki coś jest nam na rękę, bo karmimy tym swój głód idealnej połowki, namiastki ojca, idealnych uczuć.

92

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

moge obiecac , ze zrobie cos dla siebie postaram sie naprawde, ale je bez tego lustra psychofaga nawet nie wiem co by mi sprawilo naprawde radosc, ale postaram sie.

Dziękuję za podjęcie wyzwania. W poniedziałek relacja co Myway zrobiła dla siebie. Może to być drobiazg ale zrobiony dla siebie, z myślą o sobie. Bez tego lustra jakim był psychofag, ok ?

myway napisał/a:

Jutro gram koncert klasyczny, wiec sie przynajmniej wypindrze i bede na scenie zbierac oklaski:)

I już jest powód do zadowolenia. Gratuluje umiejętności, życzę owacji na stojąco! smile

myway napisał/a:

Dziewczyny kocham was , za wasza szczerosc i za to ze rozumiecie, jak to bolalo i jak moze bolec.

Rozmumiemy, musimy wkońcu zacząć być szczere same ze sobą. Dla własnego dobra, koniec z życiem w obłudzie.

myway napisał/a:

Ja zawsze przy moim ex czulam sie gorsza , jakas uposledzona, bo nie taka idealna jak on i nie taka wspaniala, nawet nie wiem kiedy z wampowej dziewczyny przemienilam sie w wiechec!

sad każda z nas coś o tym wie...., ale to przeszłość i czas na zmianę myślenia o sobie.

Masz synka tego mogę Ci pozazdrościć, dziecko - to motor napędowy. Musisz być silna też dla niego!
Uściski, przesyłam pozytywną energię, która mam nadzieję wywoła uśmiech na Twojej twarzy. Tak trzymać Myway smile

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...

93

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

dzieki kalinka!!! dziecko to wielka odpowiedzialnosc, zwlaszcza wychowywanie samotnie chlopczyka, widze u niego duzo cech tatusia i sie obawiam, czy pschofagowatosc oby nie jest dziedziczna

94

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

tak nawet bardzo publiczny, recital skrzypcowy jutro na tapecie Debussy wink

no..no...powiało wielkim światem..Jestem pod wrażeniem:). Trzymamy kciuki..
Z kiecką będzie dobrze..dobierz ładne dodatki (o ile nosisz:), jakiś fajny makijaż...i na podbój sceny:)

A ja musze Wam powiedzieć, że właśnie przeprowadzam "eksperymenty na żywym organizmie":D. Naczytałam się książek o "zołzach" ("dlaczego mężczyźni..." znacie), swój problem znam...dopiero co wyszłam z toksycznej znajomości a znów w następną zaczełam wdeptywać, znów zdarzyły mi się z dwie noce nieprzespane z powodu faceta, znów zaczełam sobie z lekka nabijać głowę. Więc powiedziałam sobie, że tak już nie można!..bo mam siebie samej dosyć..te emocje..emocje..negatywne oczywiście.
Niejako "zmusiłam" się do bycia inną, do innych zachowań. Facet się nie pali do spotkania ze mną? a niech się nie spotyka..ja nic nie proponuje, nie pytam. Informuje mnie dziś, że za tydzien na 4 dni sobie jedzie..interesy polączone z czymś tam - "jedź i baw się dobrze". Wczoraj zamiast czekac na zainteresowanie mną nie odebrałam dwóch telefonów, bo akurat sobie leżałam i nie chciało mi się wstać. Jestem miła, uprzejma, ale zdystansowana. Jak luźna znajoma...
Odczułam wyraźne poruszenie po drugiej stronie..bo coś sie "zmieniło" i pan przestał mnie miec w garści, że niby zaangażowana i zawsze można wpaść ..no w wiadomym celu.

95

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Katia super, experymentuj i pisz a my stare zolzy ci doradzimy;)

96

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Katia super, experymentuj i pisz a my stare zolzy ci doradzimy;)

miałam jeszcze "dołożyć" kolegę który mial wpaść z wizytą ..ale juz oszczędziłam:D..zostawie na później.
Jutro eksperymentów ciąg dalszy...Nie chcę faceta odstraszyć, ale utemperować tak żeby moje emocje nie były od niego zależne. Siebie też przy okazji utemperować. To na razie działa bardzo ok;). Troszeczkę trzeba się zmusić do bycia taką bardziej "zimną", ale życie też nie zawsze jest miłe i przyjazne..o czym wszystkie tu wiemy doskonale!.
Jest taka książka "Bądź damą, myśl jak facet"..ja jeszcze nie czytałam ale zamierzam.
Zauważyłaś myway, że facetom w zyciu jakoś łatwiej jednak?..wezmą co chcą, "wyplują" i idą dalej. Często się to tak odbywa.

97

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

a tam , ja tak mam ze jak na faceta nie lece to sama wypluwam;) wiem , ze tak to dziala
Przede wszystkim nigdy nie zapominaj, że najważniejszą osobą
w Twoim życiu jesteś Ty. On zatroszczy się o siebie, a Ty dbaj o swo
je sprawy. Masz przecież różne potrzeby, pracę, przyjaciół, rodzinę,
własne cele - nie zaniedbuj ich. Nie daj się wchłonąć całkowicie
w jego świat, zatracisz wtedy cechy, które czyniły Cię w jego oczach
kobietą atrakcyjną. 
I Ty, i on potrzebujecie własnej przestrzeni, zarówno w wymiarze
fizycznym, jak i psychologicznym. Nie oczekuj, że dla Ciebie wyrzek-
nie się swojej niezależności i Ty w żadnym wypadku nie rezygnuj ze
swojej. Pewien kompromis jest, oczywiście, niezbędny dla dobra
związku. Wymaga to jednak porozumienia i ustępstw ze strony obu
zainteresowanych osób.
Nie obawiaj się, że Twoja niezależność i troska o samą siebie zrazi
go. Być może będzie z tego powodu narzekał, ale uwierz mi, że gdy
zachowasz własną odrębność, szansę na powodzenie związku wzro-
sną, ponieważ prawdopodobieństwo uruchomienia jego wewnętrz-
nego systemu alarmowego będzie mniejszej

98

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Kurcze ja myślałam ze ten wątek został usunięty zara zpo jego utworzeniu a on tu przeniesiony.

Myway przyjmij i mnie!! pozdrawiam i słodkich snow wszystkim życzę:-))

99

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Myway ja tez jestem na etapie szukania swojej pasji...szukamy razem:-) we dwojke zawsze raźniej:-)

100

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Nania napisał/a:

Myway ja tez jestem na etapie szukania swojej pasji...szukamy razem:-) we dwojke zawsze raźniej:-)

Niania dzialamy , dzialamy!!!

101

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Nie obawiaj się, że Twoja niezależność i troska o samą siebie zrazi
go. Być może będzie z tego powodu narzekał, ale uwierz mi, że gdy
zachowasz własną odrębność, szansę na powodzenie związku wzro-
sną, ponieważ prawdopodobieństwo uruchomienia jego wewnętrz-
nego systemu alarmowego będzie mniejszej

wiem...będzie co ma być..chociaż jak myślę nic nie będzie. Ja nie mogę się "zakochiwac", a łapałam się na tym że myśle o nim 20 razy dziennie, a sama nie wiem na czym stoję. Nie mogę dać się znów pożrec jakimś uczuciom, które są tak naprawdę jak gruszki na wierzbie
Rodziny nie mam..jestem zdana tylko na siebie, więc tym bardziej powinnam myśleć racjonalnie..

102

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

tak nawet bardzo publiczny, recital skrzypcowy jutro na tapecie Debussy wink Wypindrze sie tylko sie obawiam , czy moja kiecka koncertowa przyjmie nadmiar 10 kilosow, ale jest rozciagliwa , wiec sa nadzieje;)

Czy cos takiego?

Bedzie gral w Londynie, wybralabym sie gdyby nie przeprowadzka.

A co do terapii - glownie sama sobie pomoglam, choc odwiedzalam psychologow. Zaden z nich nie pasowal, nie umialam sie otworzyc ale przynajmniej byl ktos do pogadania wink
Pomoglo mi bardzo forum kafeteryjne
http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=942800 - czesc pierwsza
http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3956146 - czesc druga
http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=4458964 - czesc trzecia

i ksiazki Johna Bradshaw'a, ktore maja na celu uleczyc zranione, wewnetrzne dziecko i wyjasniaja mechanizmy dysfunkcji.
Sa to ciezkie lektury, niektorych fragmentow nie bylam w stanie czytac bez bolu. Ale pomagaja, wyzwalaja i lecza.

103

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Najbardziej boli otwarcie oczu, zdjecie rozowych okularow, pozbycie sie zludzen, Dlatego tak sie kurczowo trzymamy wierzen o "drugiej polowce" itp bredni.
Wybaczcie obcesowosc - to sa brednie w ktore sie fajnie wierzy i marzy - ale z rzeczywistoscia wiele wspolnego nie maja big_smile
Pamietam, jak mnie bolalo owo odkrycie - jak to? Taka piekna bajka ma okazac sie tylko bajka? Nie, ja sie na to nie zgadzam!

Bylam nalogowcem kochania, musialam kochac cos albo kogos ("kochac" nie w sensie milosci ale wypelnienia emocjami, jak spojrze teraz wstecz to to co czulam wiele wspolnego z miloscia nie mialo). Teraz od co najmniej 5-6 lat nie kocham, nie czuje tego co kiedys a co najwazniejsze - nie czuje tez przymusu "kochania". Czuje sie wolna emocjonalnie od samej siebie - powinnam napisac: od dysfunkcyjnej siebie.
Zainteresowan i pasji mam mnostwo, moge je realizowac rowniez na zasadzie: przyjemne z pozytecznym (czyli zarobkowo). Teraz jestem w trakcie przeprowadzki wiec niewiele zrobie ale rece mnie juz swedza i mam mnostwo pomyslow. Do rozpracowania w przyszlosci.

Nie mam potrzeby poznawania kogos, flirtowania, spotykania sie. Przynajmniej nie teraz. Jest mi samej dobrze bo wiem na czym stoje. Z partnerami nigdy nie bylam pewna - ale takich ich sobie wybieralam. A dokladniej - wybierala ich moja dysfunkcja. Nie bede rozwijac watku jacy byli i dlaczego - najwazniejsze, ze nie bylo miedzy nami mozliwosci dialogu.

104

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

water jak chcesz posluchac to wysle ci linka na priva;) na jestem 4 lata sama i jest niby ok, ale wydaje mi sie ze poprostu dlatego bo zapomnialam po czesci jak to jest byc z kims i jak ktos sie pojawi wszystko mi wroci, ale moze nie ma racji, zauwazylam , ze nie umiem sie zakochac, przejmowalam sie tym , a moze to oznaka zdrowienia????

105

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

water jak chcesz posluchac to wysle ci linka na priva;) na jestem 4 lata sama i jest niby ok, ale wydaje mi sie ze poprostu dlatego bo zapomnialam po czesci jak to jest byc z kims i jak ktos sie pojawi wszystko mi wroci, ale moze nie ma racji, zauwazylam , ze nie umiem sie zakochac, przejmowalam sie tym , a moze to oznaka zdrowienia????

Myway ja tez chciałabym posłuchac tez moge prosic na priva???

kurcze wielki świat, publiczność, oklaski pełna gala Myway trzymam kciuki za Twoj Wielki Dzień!!!!

106

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Bardzo chetnie poslucham, prosze wiec o linka. Muzyka to kwintesencja piekna.

107 Ostatnio edytowany przez Betinka (2011-07-16 13:46:44)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Kochane Miłe Kobietki,
ile w Was dojrzałości i tyleż gorzkich przeżyć.
Dziś od jeszczemęża usłyszałam propozycję: "Zostańmy "białym małżeństwem""
Koniecznie chce abym wycofała pozew. Ciekawe dlaczego teraz skłonny jest do jakiś tam poświęceń? Uwierz, bo ja wierzę. Moje ja nie wierzę nic nie znaczy. Twierdzi, że musiał dostać kopa aby zrozumieć, że mnie kocha. Ha, ha. ha - moim zdaniem chce tylko i wyłącznie osiągnąć swoje zachcianki. Nie chcę? Nie umiem? Nie wierzę? w szczere intencje...
A może powinnam, ale w imię czego? Na pewno nie dla siebie, ale chyba nie warto tylko po to żeby komuś ułatwić życie, a może ze mną jest coś nie tak?

Żyjesz tak jak myślisz,
więc myśl i żyj najpiękniej jak potrafisz.

108 Ostatnio edytowany przez Kalinka29 (2011-07-16 16:15:55)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
water50 napisał/a:

Najbardziej boli otwarcie oczu, zdjecie rozowych okularow, pozbycie sie zludzen, Dlatego tak sie kurczowo trzymamy wierzen o "drugiej polowce" itp bredni.
Wybaczcie obcesowosc - to sa brednie w ktore sie fajnie wierzy i marzy - ale z rzeczywistoscia wiele wspolnego nie maja big_smile
Pamietam, jak mnie bolalo owo odkrycie - jak to? Taka piekna bajka ma okazac sie tylko bajka? Nie, ja sie na to nie zgadzam!

Masz rację, najbardziej boli samo uświadomienie sobie, że te nasze wyobrażenia okazują się niewiele mające z rzeczywistością wspólnego. Myślisz, że to wielka miłość, tak wielka, że nikt czegoś równie podobnego nie przeżywa. Upijasz się tą myślą jak wielkie szczęście Cię spotkało. Dajesz się ponieść swojej potrzebie kochania: ona Cię nakręca, unosi ponad chmurami. W głowie masz już cały film: jak bajkę o Waszym cudownym życiu. A jak coś idzie nie tak, to robisz wszystko aby ta bajka stała się rzeczywistością. Aż przestajesz realnie patrzeć na swoje życie - bo Ty masz przecież swoją bajkę, w którą wierzysz i która nie może się nie ziścić.

A jak już nawet zaczynasz dostrzegać, że coś tu się jednak nie klei to potrafisz wymyślić mnóstwo powodów dla których tak się dzieje. Usprawiedliwiamy tych naszych bohaterów bajek: bo to, bo tamto .... byle tylko bajka trwała. W imię dzieci, w imię rodziny, w imię miłości. Nie chcemy zauważyć, że gdzieś poza tym wszystkim jest jeszcze inny świat. Świat, który opiera się nie tylko na dawaniu ale również na życiu dla siebie. To tak jakbyśmy były w jaskini i bały się wyjść do światła.
Ale kiedy już ten promyk zaświeci nam w oczy, owszem w pierwszej chwili bardzo nas porazi (bo przecież my odwykłyśmy od światła, będzie bolało) ale potem zaczniemy to światło doceniać, potrzebować go i do tej jaskini już nigdy nie wleziemy.

I jak już wszystko wiemy i staje się jasne to coś nam w duszy zanuci:  "Oj głupia Ty, głupia Ty, głupia Ty..."

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...

109

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Betinka napisał/a:

A może powinnam, ale w imię czego? Na pewno nie dla siebie, ale chyba nie warto tylko po to żeby komuś ułatwić życie, a może ze mną jest coś nie tak?

Panowie niezbyt lubią rewolucje życiowe jak zauważyłam...miejsce w "ciepłym domku" zawsze mimo wszystko w cenie.
A może rzeczywiście dostał kopa i zrozumiał? Co się tak w ogóle stało, że złożyłaś pozew?

110

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

witajcie dziewczyny:) jak wam dzionek minął? pozdrawiam

Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

Posty [ 56 do 110 z 2,849 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 52 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018