Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Strony Poprzednia 1 2 3 4 44 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 2,850 ]

66

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Betinka napisał/a:

Witajcie w ten lipcowy deszczowy dzień.
Jak tam dzisiejsze nastawienie do życia.

witam kochane ..milo Was tu spotkać o poranku:)
Tak podsumowując ostatnie posty:
Kalinka: dużo optymizmu tu dodałaś...dziękuję:)
myway: nie wiem skąd ale szóstym moim zmysłem wierzę, że wszystko Ci się tak poukłada że będziesz uśmiechniętą dziewczyną i wyzwolisz się od tych mega-lęków...Życie to dżungla, ale Ty już jesteś silniejsza przez swoje przejścia, więc bilans masz na plus. Pamiętajcie, że wszystkie te załamania nas bardzo wzmacniają tak naprawdę!.

Moje nastawienie jakoś dziwnie pozytywne dziś. Wczoraj przeszła burza, prąd wyłączyli więc siedziałam sama w domu przy świeczce..sama zdana na siebie. Zadzwonił "mój" z wiadomością, że już parę dachów burza zerwała gdzieś w polsce i żebym zabezpieczyła co tam mam na tarasie..i że jak coś będę potrzebowała to wsiądzie w auto i podjedzie. Podziękowałam za troskę i po 10 minutach zapomniałam o tym telefonie. Czekałam na telefon od kogoś innego (nie oceniajcie mnie źle:)...doczekałam się później, ale i tak nici ze spotkanka..Ale co ma wisieć nie utonie, staram się nie emocjonować i udaje mi się na razie.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Moje kochane dobre Duszyczki, caluje was mocno i zycze pieknego dnia!!! moje wczorajsze doly zniknely dzis jak reka odjal z jednej strony czuje sie super z drugiej mam wrazenie ze to cos w stylu depresjii maniakalnej:) Odzywajcie sie i pszcie co u was!!!

Dziekuje wam bardzo za wasze cieple slowa i wzruszylam sie smile

68

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Nie tyle "kochajace za bardzo" co "kochajace innych a nie kochajace siebie".
Bo te toksyczne zwiazki sa wlasnie tego dowodem.
Od 2003 roku, odkad zaczelam odkrywac co ze mna jest nie tak - bedac w malzenstwie, ktore nareszcie mialo spelnic moje oczekiwania a stalo sie totalna porazka - zaczely mi sie otwierac oczy na wiele spraw, o ktorych przez wiele lat nie mialam pojecia.

Spojrzmy - kazda z nas ma niezalatwione, niezaleczone urazy z dziecinstwa. Kazda z nas jest Doroslym Dzieckiem (DDA/DDD/DDxx). I wiem, ze to wlasnie ma kluczowy wplyw na nasze wybory w zyciu doroslym. Bo nadal wybieramy jak te dzieci, pragnace milosci i akceptacji calym swym jestestwem - i pragniemy bardzo, za bardzo by widziec ponad nasze pragnienia i wyobrazenia.
Bo jestesmy wciaz, w glebi nas - dziecmi.
I tutaj otoczenie opieka i troska naszego wewnetrznego dziecka przez nas samych jest warunkiem koniecznym do zapoczatkowania procesu zdrowienia.
Nie jest to latwe - ale mozliwe. I tylko my same mozemy to zrobic. Nikt naz w tym nie wyreczy - zreszta mamy przyklady ze swoich nieudanych zwiazkow. Podswiadomie pragnelysmy, by ci nasi partnerzy zastapili w milosci naszych rodzicow czy innych doroslych z naszego dziecinstwa. I co z tego wyszlo?
Jestesmy same odpowiedzialne za nasze zycie i za to, ze takich partnerow wybieramy. Oni sa odpowiedzialni z kolei za ich wlasne zachowanie (agresje, wulgarnosc, brak szacunku, chamstwo itp). My zas - w naszej przeogromnej, determinujacej potrzebie milosci i akceptacji nie dostrzegamy kim sa naprawde bo wlacza sie nam myslenie zyczeniowe a symptomy ich prawdziwej natury tlumaczymy "na korzysc oskarzonego" (zamiast - jakby to zrobila osoba niezaburzona - zastanowic sie: dlaczego on tak sie zachowal/powiedzial itp).
Zaobserwowalam ciekawe zjawisko - najtrudniej nam przyjac do wiadomosci fakt, kim naprawde jest nasz wybrany partner. I zaakceptowanie jego prawdziwej osobowosci. Tzn uznanie tego kim jest i nie wymaganie zeby byl kims innym (bo nie bedzie). Dopiero wtedy mozemy cos z tym zrobic - albo zgodzic sie na dalszy zwiazek z kims takim - albo rozejsc sie.
To o czym tutaj pisze kosztowalo mnie 8 lat ciezkiej pracy w jeszcze ciezszych warunkach, w samotnosci, na obczyznie - ale wygralam. I nie jest to pyrrusowe zwyciestwo, czego sie obawialam. Mam jeszcze mnostwo energii w sobie i checi zycia.
Za mna trzy nieudane zwiazki. Wychowuje samotnie niepelnosprawne intelektualnie, dorosle dziecko. Mam jeszcze dwojke zdrowych, samodzielnych, najmlodszy w klasie maturalnej. Niedawno przeprowadzilam sie do wlasnego domu. Wszystko, co zdobylam zawdzieczam sobie, ze strony partnerow nie mialam nigdy wsparcia - ale takich wybieralam bo balam sie tego wsparcia. Nauczono mnie w dziecinstwie ze mam nie przeszkadzac i nie byc ciezarem - ze moje potrzeby sa takim ciezarem wlasnie. I mam cieszyc sie z tego co dostaje bo ktos sie wielce na to wysilil i zaangazowal, nawet jak mi to nie odpowiadalo albo nawet stalo w kolizji z moimi potrzebami. Ja bylam niewazna - wazni byli wszyscy inni. W szkole - mobbing bo bylam slabsza i nie mialam nikogo do obrony, rodzice bagatelizowali te problemy. Potem szkola srednia i totalna nieumiejetnosc wspolpracy w grupie przy jednoczesnym pragnieniu akceptacji i aprobaty....
Matka paranoiczka, z powaznymi zaburzeniami. Ojciec rzadko obecny i niedostepny. Molestowanie seksualne ze strony czlonka rodziny. Znecanie sie psychiczne ze strony innej osoby z bliskiej rodziny. Milosc, aprobata warunkowa, krytyka, osmieszanie jako element wychowawczy, nadmierna kontrola az do mojego pierwszego zamazpojscia, wypominanie, porownywanie i cala masa innych atrakcji.
Po latach dowiedzialam sie ze biologiczna matka porzucila mnie po porodzie w szpitalu a moi rodzice adoptowali mnie jak mialam kilka miesiecy. Nikt z rodziny o tym nie wiedzial, moze poza kilkoma (wlasnie tymi ktorzy mnie psychicznie i seksualnie molestowali).
Probowalam po nastepnych kilkunastu latach kontaktu z biologiczna matka ktora zyje ale nie chce sie kontaktowac. Wolna wola. W pewnym sensie ja rozumiem, po tylu latach nagle pojawia sie ktos, o kim chcesz przez reszte zycia zapomniec. Nie chcialabym byc ta osoba burzaca czyjs spokoj. Teraz to juz nie ma znaczenia bo juz tego nie chce, przeszlosc sie nie liczy tylko to co jest i co bedzie.
A to zalezy wylacznie ode mnie - no, moze z niewielkimi poprawkami na "przyczyny obiektywne".

Swoje dziecinstwo juz przeplakalam i przecierpialam. Teraz potrafie dostrzegac w nim te pozytywne, radosne aspekty. Bo takie byly, ale przeslanial je smutek, samotnosc, potrzeba milosci. I zal ze nie mam tego czego pragne, czego mi trzeba.
Rodzicom wybaczylam bo inaczej nie potrafili. Sami byli ofiarami swoich dysfunkcyjnych rodzin, byl w nich ogrom leku i strachu wiec jak mogli bronic dziecka skoro sami sie bali? Jest mi ich bardzo zal ale nie mam juz pretensji jak kiedys.
To jest kolejny krok do zdrowienia - zostawic przeszlosc za soba, zamknac drzwi, spojrzec przed siebie. Bo jesli tej przeszlosci uczciwie nie przerobimy to ona bedzie nas straszyc przez reszte zycia, chocby pod postacia kolejnego toksycznego partnera czy decyzji spowodowanej strachem.
Strach, lek - ile w nas strachu prawdziwego, wlasnego - a ile zaindukowanego przez rodzicow czy toksycznych parterow, innych szkodliwych ludzi w naszym zyciu?

Tyle na dzisiaj big_smile Nie samym forum czlowiek zyje big_smile
Milo mi do Was dolaczyc, polecilabym Wam kilka innych forum gdzie nasz temat jest bardzi szeroko poruszany, chocby kafeteria.pl gdzie w dziale "zycie uczuciowe" jest topik "czy jestes w zwiazku, w ktorym partner molestuje cie psychicznie" - sa tego topiku as trzy czesci i warto poczytac spostrzezenia innych kobiet w podobnych sytuacjach, jak sie ratowaly, ile watpliwosci nimi targalo, jak sie uwalnialy czy wreszcie,m w niektorych (nielicznych) przypadkach - udalo im sie dojsc do consensusu z partnerem i obydwoje udali sie na terapie, walcza o zwiazek ale juz swiadomi swoich dysfunkcji. Bo rozstanie niekoniecznie jest jedynym wyjsciem - czasami mozna jeszcze cos uratowac, byle by ta swiadomosc byla obustronna.
Zalozylam tez kiedys na innym forum topik DDD/DDA i tam tez jest cale mnostwo ciekawych spostrzezen. Niema sensu ich kopiowac skoro po prostu mozna zajrzec i poczytac z innego zrodla.
Jesli znajde jakies informacje na innych stronach, postaram sie je wkleic.

Same sobie musimy pomoc a nasza bronia jest swiadomosc tego, jakie jestesmy. A kazda z nas jest jedyna, szczegolna, wyjatkowa i zasluguje na to, by byc szczesliwa.

69

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Doly tez miewam ale mam juz swiadomosc, ze mijaja. Nie moze byc zawsze super i happy wink
Ostatnio zaraz po przeprowadzce naszly mnie takie leki (panika to jeszcze nie byla) i watpliwosci - ale w sytuacji az tak drastycznych zmian zyciowych to chyba normalne wiec sobie odpuscilam zastanawianie nad problemem. Leki i watpliwosci minely bo one sa glownie produktem naszej wyobrazni, my tworzymy te scenariusze...
Ktoras z Was napisala cos w tym stylu: a co bedzie jak bym zachorowala itp. I wlasnie jest to samonapedzajaca sie spirala paniki. Po co myslec o czyms co sie jeszcze nie zdarzylo a prawdopodobienstwo ze sie zdarzy jest znikome. A jesli nawet to do cholery sa instytucje, sa inni ludzie - oni pomoga. I ja sie sama o tym przekonalam ze jesli naprawde potrzebujesz pomocy to nigdy nie jestes sama.
Tez nie mam rodziny, garstke przyjaciol (za to takich prawdziwych a nie "znajomych" - mozna na nich polegac) - ale juz szkoda mi czasu na wymyslanie scenariuszy z cyklu: co by bylo gdyby. Musialabym polozyc sie w trumnie i nic nie robic bo nawet w domu prad mnie moze kopnac, na ulicy samochod przejechac itp itd.
Ale niemniej jednak takie stany psychiczne nas nachodza i trzeba je jakos przetrwac. Nauczyc sie nad nimi panowac. Przetlumaczyc wyobrazni zeby troche spasowala. A w najgorszym przypadku - mam taki swoj sposob. Jak zaczynalam obsesyjnie sie czegos obawiac, wymyslilam sobie jakis krajobraz. Dodalam do niego kilka elementow i zapamietalam. Nazwalam go jakims prostym slowem, i kiedy nachodzily mnie te obawy - rzucalam haslo: nazwa owego miejsca. I wizualizowalam go sobie w wyobrazni co o9dwracalo uwage i koncentrowalo na szczegolach obrazu. I potem wystarczylo tylko haslo - i juz bylam w innym miejscu a wyobraznia mialam kreatywne pole do popisu zamiast zadreczac mnie jakimis lekami z sufitu wink

70

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Ktos mowi mi: Co ja zrobie, jaki wysoki mi przyjdzie rachunek za prad! Po pierwsze: co sie martwisz jak jeszcze nie przyszedl. Po drugie: nie wiesz czy faktycznie wysoki i jak wysoki. Po trzecie: bedziesz sie martwic jak juz przyjdzie, albo odetchniesz z ulga (zwykle jest to drugie).
Pamietajmy jedno: strach ma wielkie oczy

71

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Moje kochane dobre Duszyczki, caluje was mocno i zycze pieknego dnia!!! moje wczorajsze doly zniknely dzis jak reka odjal z jednej strony czuje sie super z drugiej mam wrazenie ze to cos w stylu depresjii maniakalnej:) Odzywajcie sie i pszcie co u was!!!

Dziekuje wam bardzo za wasze cieple slowa i wzruszylam sie smile

Bardzo się cieszę, że u Ciebie lepiej.

Water50,
miło Cię powitać na tym wątku.
Ogrom Twoich przeżyć jest wielki i porażający.
Tkwi w Tobie siła, która pozwoliła wszystko przetrwać.
Chciałabym jej mieć choć troszkę, bo niekiedy poczucie bezradności jest oszałamiające.

72

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Wiem cos o bezradnosci. Ona potrafi paralizowac. Niszczy aktywnosc. Sabotazysta dzialajacy z podziemia.
I co najbardziej ironiczne - jest wytworem naszej wyborazni i projekcja naszych lekow.
Chyba, ze ma powiazanie z depresja ktora trzeba leczyc! Sama nie minie - a sa duze szanse wyzdrowienia przy prowadzeniu wlasciwej terapii.

73

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
water50 napisał/a:

Wiem cos o bezradnosci. Ona potrafi paralizowac. Niszczy aktywnosc. Sabotazysta dzialajacy z podziemia.
I co najbardziej ironiczne - jest wytworem naszej wyborazni i projekcja naszych lekow.
Chyba, ze ma powiazanie z depresja ktora trzeba leczyc! Sama nie minie - a sa duze szanse wyzdrowienia przy prowadzeniu wlasciwej terapii.

Masz racje water , ale u ciebie widac , ze tez droga byla pewnie dluga:) bo duzo w tobie spokoju i madrosci , opowiedz cos o terapii?

74

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Cześć dziewczyny, pada deszcz ale mój nastrój tez jest lepszy niż wczoraj, odezwał się jeden demon z przeszłości, z którym zakończyłam znajomość rok temu, nie odebrałam, niech się wali, stwierdziłam że stać mnie na kogoś z górnej półki a nie na jakieś toksyczne niedobitki, a jak nikt się taki nie trafi to będę sama, żadna strata:-)
Water50 jesteś bardzo mądrą kobietą, Twoje przemyslenia z tych 8 lat są rozsądne i dają dużo do myślenia, dzięki że jesteś z nami i wpadaj jak najczęściej, a to co podałaś jak najbardziej przeczytam, chcę mieć wreszcie oczy szeroko otwarte, dzięki dzięki dzięki, buziaczki dla wszystkich!!!!!!!!!!!!!!!!!!

75 Ostatnio edytowany przez myway (2011-07-15 16:16:22)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

tak trzymaj Maxi , jestem z ciebie dumna my zaslugujemy na Ciacho z najlepszej cukierni, a jak nie to schudniemy;)

76

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
water50 napisał/a:

Bo jestesmy wciaz, w glebi nas - dziecmi.
I tutaj otoczenie opieka i troska naszego wewnetrznego dziecka przez nas samych jest warunkiem koniecznym do zapoczatkowania procesu zdrowienia.

To "zajęcie" się sobą jest chyba najtrudniejszym punktem takiej autoterapii..przynajmniej według mnie. Wszyscy jesteśmy istotami społecznymi i wszyscy potrzebujemy jednak troszkę drugiego człowieka..a DDA/DDD chcą w tym swoim "głodzie" zagarnąć tego drugiego człowieka tylko dla siebie..I problem gotowy. Byłam zawsze "odrzucana" w momencie kiedy się angażowałam, kiedy za bardzo "chciałam".
Nie umiemy się zająć sobą bo nikt się nami nie zajął w dzieciństwie?..chodzi mi oczywiście o tą emocjonalną stronę.

77

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:
water50 napisał/a:

Bo jestesmy wciaz, w glebi nas - dziecmi.
I tutaj otoczenie opieka i troska naszego wewnetrznego dziecka przez nas samych jest warunkiem koniecznym do zapoczatkowania procesu zdrowienia.

To "zajęcie" się sobą jest chyba najtrudniejszym punktem takiej autoterapii..przynajmniej według mnie. Wszyscy jesteśmy istotami społecznymi i wszyscy potrzebujemy jednak troszkę drugiego człowieka..a DDA/DDD chcą w tym swoim "głodzie" zagarnąć tego drugiego człowieka tylko dla siebie..I problem gotowy. Byłam zawsze "odrzucana" w momencie kiedy się angażowałam, kiedy za bardzo "chciałam".
Nie umiemy się zająć sobą bo nikt się nami nie zajął w dzieciństwie?..chodzi mi oczywiście o tą emocjonalną stronę.

ja zawsze rozkwitalam przy kims, nagle dbalam o siebie, kwitlam , chudlam, zmienialam kraj, bylam spontan, uczylam sie obcych jezykow i odkrywalam tajemne talenty, a jak jestem sama to mi sie dla mnie nie chce robic, zadnej z tych rzeczy, np. przytylam 10 kilo i mnie wali , why???

78

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Przeczytałam ostatnio dodane posty.
Water50 jestem strasznie dumna z takich kobiet jak Ty, które po czasie zagubienia odnajdują siebie i potrafią "uzdrowić" swoje życie. Nam szczególnie potrzebne jest pozytywne myślenie, mówią nawet, że nie ma lepszego lekarstwa na wszystko niż właśnie ono. Dziękuję Ci za to co napisałaś, bo to uświadamia mi jeszcze bardziej (choć już jestem tego w dużej mierze świadoma), że szczęście jest w nas i ze swoim życiem możemy zrobić same bardzo wiele.

Kobietki, czy nie myślicie, że pomimo tego zła, które nas spotkało (dzieciństwo, jeśli, któraś z Was miała nieudane/niekochane i te nasze toksyczne relacje) dostałyśmy szansę od losu by wreszcie dorosnąć/dojrzeć do miłości samych nas. Nawet jeśli czasem czujemy strach, bezradność - to przecież dajemy radę by z nimi się mierzyć. Walczymy. Owszem czasem zaliczymy małe lub większe upadki - ale podnosimy się i idziemy do przodu. Takie parcie na siebie. Brak nam było zapewne takiego zdrowego egoizmu, bo jesteśmy maksymalnie ufne. Oceniamy swoją miarą, my nie krzywdzimy więc wierzymy, że i nas nie skrzywdzą. Każda z nas jest pewnie na innym etapie, w innej sytuacji "rodzinnej", "materialnej" itd. Ale wszystkie mamy jeden cel: uleczyć swoje poranione dusze. Wiadomo w grupie raźniej, można się wymienić doświadczeniami, wspierać kiedy jest taka potrzeba. Dużą pracę musimy wykonać jednak same. To jest właśnie to oswajanie strachu, pokonywanie go, aż poczujemy, że nie jesteśmy bezradne.
Ja myślę, że już te etap mam za sobą. Pomimo dołów jakie każdemu się zdarzają, pomimo tych gorszych dni czuję, się silną kobietą, dumną z siebie, w jakiś sposób szczęśliwą. I nie znaczy to, że nie ma rzeczy, które by mnie uszczęśliwiły, do których dążę (są - i jest wiele), ale wiem, że wreszcie jestem na drodze na której dawno powinnam być. Pomogły w tym fachowe książki, forum (KKZB Grupa Wsparcia I - które nocami czytałam ze łzami w oczach), znajomi, praca.
Rozstanie przeżyłam bardzo, ale teraz czuje ulgę, taką niezależność swoją. Już nikomu nie muszę udowadniać: "Popatrz jaka jestem wspaniała, dobra, troskliwa - powinieneś mnie kochać bo jestem the best". Nawet nie wiem w którym momencie zaczęło się tak dziać, że im więcej zaczęłam dawać tym mniej otrzymywałam. Jego miałam za bóstwo, to on był moim lustrem w którym się przeglądałam. Unosiłam się nad ziemią kiedy między nami było cudownie a jak był jakiś zgrzyt to 24 godziny na dobą gonitwa myśli. Od ojca w dzieciństwie słyszałam same słowa, które zaniżyły mi samoocenę siebie i jak mi się potem w związku z byłym nie układało to moja podświadomość mówiła: "On już mnie nie kocha, ojciec miał rację, jestem do niczego".
A to nie prawda, bo jestem: mądra, wrażliwa, dobra, życzliwa, ambitna.... Moi przyjaciele nie zawiedli mnie w tamtym najgorszym momencie, dawali mi siłę i mówili o wszystkich tych cechach, które wymieniłam aż zaczęło docierać do mnie, że to nie moja osoba jest problemem, tylko on. Po czasie zdiagnozowałam u siebie syndrom kkzb i wiem jakie błędy popełniłam. Chciałam, żeby ktoś mnie kochał. Długo musiał mnie zdobywać, bo miałam mocny pancerz, wolno się przed nim otwierałam ale po jakimś pół roku zaryzykowałam i zaczęłam ten związek traktować poważnie. I wtedy ruszyła machina mojej miłości, zaczęłam kochać bezgraniczne. Byłam kochanką, matką, prowadzącą dom, towarzyszką życia w jednym. Ale nigdy nie byłam partnerką w tym związku. Zdarzyło mi się wybaczyć najpierw drobne kłamstewko, potem większe, małą przykrość, dużą przykrość. Aż w końcu wybaczyłam zdradę. I wiecie co myślę, że robiłam to ze strachu, że nie spełni się ten mój sen o naszej wielkiej miłości.
Każdy strach, nawet ten paraliżujący, który przychodzi po rozstaniu, który dopada nas kiedy to mamy dół jest o niebo zdrowszy dla mojego "ja" niż tamten. Ten, który przeżywamy teraz może nas tylko umocnić, uczynić nas silniejsze. Tamten strach nas zabijał i niszczył nasze "ja". Dziewczyny, teraz się rodzimy na nowo, bywa, że  w bólu, bywa, że we łzach ale idzie nowe. Nasze nowe życie, budujemy swoją wartość po cegiełce, ale jak już dojdziemy na pewien poziom nikt nie będzie w stanie zniszczyć nas, naszego poczucia wartości. My już sobie na to nie pozwolimy! Wiem, że tak będzie!
Jesteśmy na właściwej drodze - to pewne!

Powodzenia Moje Drogie ! smile

79

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

ja zawsze rozkwitalam przy kims, nagle dbalam o siebie, kwitlam , chudlam, zmienialam kraj, bylam spontan, uczylam sie obcych jezykow i odkrywalam tajemne talenty, a jak jestem sama to mi sie dla mnie nie chce robic, zadnej z tych rzeczy, np. przytylam 10 kilo i mnie wali , why???

a to nie możesz sobie znaleźć jakiegoś obiektu westchnień chociaż? bez włażenia w jakieś dysfunkcyjne relacje..Tak dla flirtu.
Ja też tak mam..dla jednego to byłam gotowa Tatry nad morze przenosić...i strasznie się tego wstydzę bo byłam głupia.

80

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:

Ja też tak mam..dla jednego to byłam gotowa Tatry nad morze przenosić...i strasznie się tego wstydzę bo byłam głupia.

Nie byłaś głupia, to syndrom KKZB! Jesteś kobietą, która kocha za bardzo - to nie znaczy, że głupią.

Myway - a spróbuj po prostu dla siebie, wysil się i spróbuj. Tak właśnie walczą zdrowiejące kkzb. Obiecaj mi, że spróbujesz w ten weekend zrobić coś pożytecznego z myślą o sobie. O nikim innym, tylko o sobie. Możesz mi to obiecać ??? smile

81

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Nie byłaś głupia, to syndrom KKZB! Jesteś kobietą, która kocha za bardzo - to nie znaczy, że głupią.

kalinka: kochałam kogoś kto mnie nie kochał..a raczej wydawało mi się, że kocham, bo to było narkotyczne uzależnienie..Obiecałam sobie, że już nigdy w takim stopniu od nikogo się nie uzależnie, nie stracę zdrowego rozsądku, jasności myślenia..rozumu..Teraz widzę jak ten facet sobie mną podłogę wycierał..jego EGO przy tym aż puchło bo to narcyz w czystej postaci. Co ciekawe nie zerwałam całkowicie znajomości..jakieś luźne koleżeństwo zostało..i na nic nie liczę:)

82

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Katia72,
skąd ja to znam. Ano znam to ze swojego życia, mogłabym Cię zacytować i podpisać się pod tym swoim nickiem.
Dużo bym mogła pisać i analizować. Byliśmy 5 lat razem i  ten związek kosztował mnie najwięcej z dotychczasowych.
Wyszłam z niego poturbowana emocjonalnie, dziś jednak stoję mocno na własnych nogach. Gdybym miała wskazać pozytywy rozstania: to czego się o sobie dowidziałam jest jednym z nich. Czuję się mądrzejsza o doświadczenia.
Ty pewnie też, i to jest naszą siłą.

Masz z nim kontakt, może w Tobie jest jeszcze nadzieja...??? czy roztrzaskałaś już swoją wizję Was i iluzję jego "miłości" ?

83

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Katia72,
skąd ja to znam. Ano znam to ze swojego życia, mogłabym Cię zacytować i podpisać się pod tym swoim nickiem.
Dużo bym mogła pisać i analizować. Byliśmy 5 lat razem i  ten związek kosztował mnie najwięcej z dotychczasowych.
Wyszłam z niego poturbowana emocjonalnie, dziś jednak stoję mocno na własnych nogach. Gdybym miała wskazać pozytywy rozstania: to czego się o sobie dowidziałam jest jednym z nich. Czuję się mądrzejsza o doświadczenia.
Ty pewnie też, i to jest naszą siłą.

Masz z nim kontakt, może w Tobie jest jeszcze nadzieja...??? czy roztrzaskałaś już swoją wizję Was i iluzję jego "miłości" ?

5 lat to kawal czasu. Mieszkaliście razem? i nadal byłaś tak uzależniona jak wspominasz?
mój "związek" to było ledwie kilka miesięcy...Przez większość czasu praktycznie mnie odrzucał, a ja "walczyłam". Gdy nie dawałam rady i odpuszczałam to on szukal kontaktu.  Ja w tym czasie byłam mężatką..wkrótce się rozwiodłam. Moje małżeństwo to osobna historia..przemoc psychiczna (wtedy o tym nie wiedziałam), chorobliwy zazdrośnik..no tyle, ze ja byłam uzależniona inaczej, bo nie byłam zakochana, ale bałam się życ sama albo szukać kogoś innego. Wcześniej (przed małżeństwem) miałam dwa kilku miesięczne związki, zależało mi..ale przez swoje DDD skopałam sprawę, bo nie wiedziałam o sobie nic. Epizodów nie liczę..zdarzało mi się komuś serce połamać ("dobrzy, mili" chłopcy, którzy mi niczym nie imponowali).
Strasznie to wszystko brzmi.....

84

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Masz z nim kontakt, może w Tobie jest jeszcze nadzieja...??? czy roztrzaskałaś już swoją wizję Was i iluzję jego "miłości" ?

rozstrzaskałam, rozprawiłam...ujrzałam go w realnym świetle. Po prostu obrzydziłam go sobie..przypominałam sobie wszystkie "złe" chwile, te wszystkie krytyki mnie, odrzucanie, mówienie o innych kobietach...porównywanie. Odrzucał mnie też fizycznie..szukal kontaktu, codziennie dzwonił dając nadzieję, a jednocześnie odrzucał. Stwierdziłam że to mnie zniszczy w końcu, a raczej ja sama siebie zniszcze myślami o nim..bo zaniedbywałam wszystko w swoim życiu..Sięgnełam dna tak naprawdę i chyba od tego dna się odbiłam...

Mam kontakt bo w czymś tam sobie pomagamy (zawodowo..hobbistycznie)..ale coraz luźniejszy jednak.
Ja tkwię teraz w czymś innym..inne doświadczenie, znów chyba porażka,..ale już staram się trzymać w pionie.

85

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

5 lat razem w tym 1,5 roku wspólnego mieszkania. Połowa tego czasu, kiedy razem mieszkaliśmy - to był już zjazd po równi pochyłej. Aż w końcu wyszło, że mnie zdradził, po czym odeszłam od niego. Po jakiś 2 tyg. zaczął o mnie usilnie walczyć, trochę się broniłam (albo może raczej chciałam mu pokazać, że nie będzie tak łatwo) ale jednak wróciłam. Teraz najlepsze. Wróciłam, a on po miesiącu zafundował mi powtórkę z rozrywki....
Nie wracam już tak często do tamtego myślami, staram się skupić na sobie, na przyszłości a nie żyć przeszłością. Było ciężko. Przez jakiś czas broniłam się aby zdjąć pierścionek zaręczynowy, jak go zdejmowałam to czułam jak bym wyrywała sobie serce. O wyprowadzce z tamtego mieszkania nie wspomnę, to było piekło. tam wszystko razem robiliśmy, meblowaliśmy od podstaw, pomału przybywało wszystkiego. Ciężko było mi jak zamykałam tam ostatni raz drzwi za sobą. Przez 2 tyg. prawie nie jadłam, nie spałam, koszmar po prostu. Właściwie było mi obojętne czy następnego dnia się obudzę czy nie.

Przeszłam to jednak i po czasie (minęło prawie pół roku) wiem, że będzie już dobrze. Poradzę sobie, choćby nie wiem co.
Jestem też DDA, kobieta - siłaczka!

Nie powiem połowa naszego związku była super, wtedy czułam się kochana. A potem były już tylko fale: wznosiłam się i spadałam w zależności od tego jak było między nami.
Wiem jednak, że gdyby nie to forum i książki jakie przeczytałam nie miałabym takiej świadomości jaką mam teraz. Wiele sytuacji potrafiłam usprawiedliwić, byłam w mistrzynią tłumaczenia go. Na prawdę wierzyłam, że to miłość. Dziś wiem, że tak prawdziwa miłość nie wygląda.

86

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Nie wracam już tak często do tamtego myślami, staram się skupić na sobie, na przyszłości a nie żyć przeszłością. Było ciężko. Przez jakiś czas broniłam się aby zdjąć pierścionek zaręczynowy, jak go zdejmowałam to czułam jak bym wyrywała sobie serce. O wyprowadzce z tamtego mieszkania nie wspomnę, to było piekło. tam wszystko razem robiliśmy, meblowaliśmy od podstaw, pomału przybywało wszystkiego. Ciężko było mi jak zamykałam tam ostatni raz drzwi za sobą. Przez 2 tyg. prawie nie jadłam, nie spałam, koszmar po prostu. Właściwie było mi obojętne czy następnego dnia się obudzę czy nie.

o raany.....Przytulam Cię mocno wirtualnie. Dreszcz mnie przeszedł bo poniekąd wiem co czułaś.



Kalinka29 napisał/a:

Nie powiem połowa naszego związku była super, wtedy czułam się kochana. A potem były już tylko fale: wznosiłam się i spadałam w zależności od tego jak było między nami.
Wiem jednak, że gdyby nie to forum i książki jakie przeczytałam nie miałabym takiej świadomości jaką mam teraz. Wiele sytuacji potrafiłam usprawiedliwić, byłam w mistrzynią tłumaczenia go. Na prawdę wierzyłam, że to miłość. Dziś wiem, że tak prawdziwa miłość nie wygląda.

no tak...jesteśmy mistrzyniami w tłumaczeniu kogoś...ja też tak robiłam, nawet jak mnie krytykował to tłumaczyłam sobie, że się mna interesuje..to było lepsze niż obojętność. Chore:(

87 Ostatnio edytowany przez Kalinka29 (2011-07-15 20:47:32)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Katia - dziękuję :*

Gdybyś widziała mnie w tamtym momencie, nie uwierzyłabyś, że to ta sama uśmiechnięta dziewczyna co teraz.
I myślę, że pomimo wszystko to było po coś, uświadomiło mi jak wiele kosztowało mnie dzieciństwo jak również uświadomiło w tym, że na miłość nie da się zasłużyć. Miłość jest albo jej nie ma. Nie można zmieniać się dla kogoś aby nas kochał, nie da się kogoś zmienić jeśli on tego nie chce. Ważny jest szacunek do siebie i własna godność.

Czasem pielęgnujemy wizję kogoś, kto naprawdę jest innym człowiekiem. A my w swoim pragnieniu miłości nie chcemy spojrzeć realnie na tą osobę tylko kreujemy sobie rzeczywistość nieodbiegającą od naszych marzeń bycia z tą osobą.
Kobiety kkzb są w tym niedoścignione, potrafią oszukać nawet samą siebie, że jest dobrze a gdzieś w głębi duszy wiedzą, że to jednak nie rycerz w lśniącej zbroi tylko pozbawiona kręgosłupa moralnego żaba.

88

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

moge obiecac , ze zrobie cos dla siebie postaram sie naprawde, ale je bez tego lustra psychofaga nawet nie wiem co by mi sprawilo naprawde radosc, ale postaram sie.
Jutro gram koncert klasyczny, wiec sie przynajmniej wypindrze i bede na scenie zbierac oklaski:)
Dziewczyny kocham was , za wasza szczerosc i za to ze rozumiecie, jak to bolalo i jak moze bolec.
Ja zawsze przy moim ex czulam sie gorsza , jakas uposledzona, bo nie taka idealna jak on i nie taka wspaniala, nawet nie wiem kiedy z wampowej dziewczyny
przemienilam sie w wiechec! Ale koniec biadolenia, sciskam was popijajac cole light... a synek maluje mamusi obrazek za kare, bo mnie dzis wkurzyl:)

89

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

moge obiecac , ze zrobie cos dla siebie postaram sie naprawde, ale je bez tego lustra psychofaga nawet nie wiem co by mi sprawilo naprawde radosc, ale postaram sie.
Jutro gram koncert klasyczny, wiec sie przynajmniej wypindrze i bede na scenie zbierac oklaski:)

wow!.występ publiczny?....to koniecznie się wypindrzyj:)...od razu inaczej sie poczujesz:)

90

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:
myway napisał/a:

moge obiecac , ze zrobie cos dla siebie postaram sie naprawde, ale je bez tego lustra psychofaga nawet nie wiem co by mi sprawilo naprawde radosc, ale postaram sie.
Jutro gram koncert klasyczny, wiec sie przynajmniej wypindrze i bede na scenie zbierac oklaski:)

wow!.występ publiczny?....to koniecznie się wypindrzyj:)...od razu inaczej sie poczujesz:)

tak nawet bardzo publiczny, recital skrzypcowy jutro na tapecie Debussy wink Wypindrze sie tylko sie obawiam , czy moja kiecka koncertowa przyjmie nadmiar 10 kilosow, ale jest rozciagliwa , wiec sa nadzieje;)

91

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:

Katia - dziękuję :*

Czasem pielęgnujemy wizję kogoś, kto naprawdę jest innym człowiekiem. A my w swoim pragnieniu miłości nie chcemy spojrzeć realnie na tą osobę tylko kreujemy sobie rzeczywistość nieodbiegającą od naszych marzeń bycia z tą osobą.
Kobiety kkzb są w tym niedoścignione, potrafią oszukać nawet samą siebie, że jest dobrze a gdzieś w głębi duszy wiedzą, że to jednak nie rycerz w lśniącej zbroi tylko pozbawiona kręgosłupa moralnego żaba.

Tylko nie wińmy się za wszystko. Panowie też potrafią nieźle grać. Inna rzecz że taki coś jest nam na rękę, bo karmimy tym swój głód idealnej połowki, namiastki ojca, idealnych uczuć.

92

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

moge obiecac , ze zrobie cos dla siebie postaram sie naprawde, ale je bez tego lustra psychofaga nawet nie wiem co by mi sprawilo naprawde radosc, ale postaram sie.

Dziękuję za podjęcie wyzwania. W poniedziałek relacja co Myway zrobiła dla siebie. Może to być drobiazg ale zrobiony dla siebie, z myślą o sobie. Bez tego lustra jakim był psychofag, ok ?

myway napisał/a:

Jutro gram koncert klasyczny, wiec sie przynajmniej wypindrze i bede na scenie zbierac oklaski:)

I już jest powód do zadowolenia. Gratuluje umiejętności, życzę owacji na stojąco! smile

myway napisał/a:

Dziewczyny kocham was , za wasza szczerosc i za to ze rozumiecie, jak to bolalo i jak moze bolec.

Rozmumiemy, musimy wkońcu zacząć być szczere same ze sobą. Dla własnego dobra, koniec z życiem w obłudzie.

myway napisał/a:

Ja zawsze przy moim ex czulam sie gorsza , jakas uposledzona, bo nie taka idealna jak on i nie taka wspaniala, nawet nie wiem kiedy z wampowej dziewczyny przemienilam sie w wiechec!

sad każda z nas coś o tym wie...., ale to przeszłość i czas na zmianę myślenia o sobie.

Masz synka tego mogę Ci pozazdrościć, dziecko - to motor napędowy. Musisz być silna też dla niego!
Uściski, przesyłam pozytywną energię, która mam nadzieję wywoła uśmiech na Twojej twarzy. Tak trzymać Myway smile

93

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

dzieki kalinka!!! dziecko to wielka odpowiedzialnosc, zwlaszcza wychowywanie samotnie chlopczyka, widze u niego duzo cech tatusia i sie obawiam, czy pschofagowatosc oby nie jest dziedziczna

94

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

tak nawet bardzo publiczny, recital skrzypcowy jutro na tapecie Debussy wink

no..no...powiało wielkim światem..Jestem pod wrażeniem:). Trzymamy kciuki..
Z kiecką będzie dobrze..dobierz ładne dodatki (o ile nosisz:), jakiś fajny makijaż...i na podbój sceny:)

A ja musze Wam powiedzieć, że właśnie przeprowadzam "eksperymenty na żywym organizmie":D. Naczytałam się książek o "zołzach" ("dlaczego mężczyźni..." znacie), swój problem znam...dopiero co wyszłam z toksycznej znajomości a znów w następną zaczełam wdeptywać, znów zdarzyły mi się z dwie noce nieprzespane z powodu faceta, znów zaczełam sobie z lekka nabijać głowę. Więc powiedziałam sobie, że tak już nie można!..bo mam siebie samej dosyć..te emocje..emocje..negatywne oczywiście.
Niejako "zmusiłam" się do bycia inną, do innych zachowań. Facet się nie pali do spotkania ze mną? a niech się nie spotyka..ja nic nie proponuje, nie pytam. Informuje mnie dziś, że za tydzien na 4 dni sobie jedzie..interesy polączone z czymś tam - "jedź i baw się dobrze". Wczoraj zamiast czekac na zainteresowanie mną nie odebrałam dwóch telefonów, bo akurat sobie leżałam i nie chciało mi się wstać. Jestem miła, uprzejma, ale zdystansowana. Jak luźna znajoma...
Odczułam wyraźne poruszenie po drugiej stronie..bo coś sie "zmieniło" i pan przestał mnie miec w garści, że niby zaangażowana i zawsze można wpaść ..no w wiadomym celu.

95

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Katia super, experymentuj i pisz a my stare zolzy ci doradzimy;)

96

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Katia super, experymentuj i pisz a my stare zolzy ci doradzimy;)

miałam jeszcze "dołożyć" kolegę który mial wpaść z wizytą ..ale juz oszczędziłam:D..zostawie na później.
Jutro eksperymentów ciąg dalszy...Nie chcę faceta odstraszyć, ale utemperować tak żeby moje emocje nie były od niego zależne. Siebie też przy okazji utemperować. To na razie działa bardzo ok;). Troszeczkę trzeba się zmusić do bycia taką bardziej "zimną", ale życie też nie zawsze jest miłe i przyjazne..o czym wszystkie tu wiemy doskonale!.
Jest taka książka "Bądź damą, myśl jak facet"..ja jeszcze nie czytałam ale zamierzam.
Zauważyłaś myway, że facetom w zyciu jakoś łatwiej jednak?..wezmą co chcą, "wyplują" i idą dalej. Często się to tak odbywa.

97

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

a tam , ja tak mam ze jak na faceta nie lece to sama wypluwam;) wiem , ze tak to dziala
Przede wszystkim nigdy nie zapominaj, że najważniejszą osobą
w Twoim życiu jesteś Ty. On zatroszczy się o siebie, a Ty dbaj o swo
je sprawy. Masz przecież różne potrzeby, pracę, przyjaciół, rodzinę,
własne cele - nie zaniedbuj ich. Nie daj się wchłonąć całkowicie
w jego świat, zatracisz wtedy cechy, które czyniły Cię w jego oczach
kobietą atrakcyjną. 
I Ty, i on potrzebujecie własnej przestrzeni, zarówno w wymiarze
fizycznym, jak i psychologicznym. Nie oczekuj, że dla Ciebie wyrzek-
nie się swojej niezależności i Ty w żadnym wypadku nie rezygnuj ze
swojej. Pewien kompromis jest, oczywiście, niezbędny dla dobra
związku. Wymaga to jednak porozumienia i ustępstw ze strony obu
zainteresowanych osób.
Nie obawiaj się, że Twoja niezależność i troska o samą siebie zrazi
go. Być może będzie z tego powodu narzekał, ale uwierz mi, że gdy
zachowasz własną odrębność, szansę na powodzenie związku wzro-
sną, ponieważ prawdopodobieństwo uruchomienia jego wewnętrz-
nego systemu alarmowego będzie mniejszej

98

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Kurcze ja myślałam ze ten wątek został usunięty zara zpo jego utworzeniu a on tu przeniesiony.

Myway przyjmij i mnie!! pozdrawiam i słodkich snow wszystkim życzę:-))

99

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Myway ja tez jestem na etapie szukania swojej pasji...szukamy razem:-) we dwojke zawsze raźniej:-)

100

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Nania napisał/a:

Myway ja tez jestem na etapie szukania swojej pasji...szukamy razem:-) we dwojke zawsze raźniej:-)

Niania dzialamy , dzialamy!!!

101

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Nie obawiaj się, że Twoja niezależność i troska o samą siebie zrazi
go. Być może będzie z tego powodu narzekał, ale uwierz mi, że gdy
zachowasz własną odrębność, szansę na powodzenie związku wzro-
sną, ponieważ prawdopodobieństwo uruchomienia jego wewnętrz-
nego systemu alarmowego będzie mniejszej

wiem...będzie co ma być..chociaż jak myślę nic nie będzie. Ja nie mogę się "zakochiwac", a łapałam się na tym że myśle o nim 20 razy dziennie, a sama nie wiem na czym stoję. Nie mogę dać się znów pożrec jakimś uczuciom, które są tak naprawdę jak gruszki na wierzbie
Rodziny nie mam..jestem zdana tylko na siebie, więc tym bardziej powinnam myśleć racjonalnie..

102

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

tak nawet bardzo publiczny, recital skrzypcowy jutro na tapecie Debussy wink Wypindrze sie tylko sie obawiam , czy moja kiecka koncertowa przyjmie nadmiar 10 kilosow, ale jest rozciagliwa , wiec sa nadzieje;)

Czy cos takiego?

Bedzie gral w Londynie, wybralabym sie gdyby nie przeprowadzka.

A co do terapii - glownie sama sobie pomoglam, choc odwiedzalam psychologow. Zaden z nich nie pasowal, nie umialam sie otworzyc ale przynajmniej byl ktos do pogadania wink
Pomoglo mi bardzo forum kafeteryjne
http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=942800 - czesc pierwsza
http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3956146 - czesc druga
http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=4458964 - czesc trzecia

i ksiazki Johna Bradshaw'a, ktore maja na celu uleczyc zranione, wewnetrzne dziecko i wyjasniaja mechanizmy dysfunkcji.
Sa to ciezkie lektury, niektorych fragmentow nie bylam w stanie czytac bez bolu. Ale pomagaja, wyzwalaja i lecza.

103

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Najbardziej boli otwarcie oczu, zdjecie rozowych okularow, pozbycie sie zludzen, Dlatego tak sie kurczowo trzymamy wierzen o "drugiej polowce" itp bredni.
Wybaczcie obcesowosc - to sa brednie w ktore sie fajnie wierzy i marzy - ale z rzeczywistoscia wiele wspolnego nie maja big_smile
Pamietam, jak mnie bolalo owo odkrycie - jak to? Taka piekna bajka ma okazac sie tylko bajka? Nie, ja sie na to nie zgadzam!

Bylam nalogowcem kochania, musialam kochac cos albo kogos ("kochac" nie w sensie milosci ale wypelnienia emocjami, jak spojrze teraz wstecz to to co czulam wiele wspolnego z miloscia nie mialo). Teraz od co najmniej 5-6 lat nie kocham, nie czuje tego co kiedys a co najwazniejsze - nie czuje tez przymusu "kochania". Czuje sie wolna emocjonalnie od samej siebie - powinnam napisac: od dysfunkcyjnej siebie.
Zainteresowan i pasji mam mnostwo, moge je realizowac rowniez na zasadzie: przyjemne z pozytecznym (czyli zarobkowo). Teraz jestem w trakcie przeprowadzki wiec niewiele zrobie ale rece mnie juz swedza i mam mnostwo pomyslow. Do rozpracowania w przyszlosci.

Nie mam potrzeby poznawania kogos, flirtowania, spotykania sie. Przynajmniej nie teraz. Jest mi samej dobrze bo wiem na czym stoje. Z partnerami nigdy nie bylam pewna - ale takich ich sobie wybieralam. A dokladniej - wybierala ich moja dysfunkcja. Nie bede rozwijac watku jacy byli i dlaczego - najwazniejsze, ze nie bylo miedzy nami mozliwosci dialogu.

104

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

water jak chcesz posluchac to wysle ci linka na priva;) na jestem 4 lata sama i jest niby ok, ale wydaje mi sie ze poprostu dlatego bo zapomnialam po czesci jak to jest byc z kims i jak ktos sie pojawi wszystko mi wroci, ale moze nie ma racji, zauwazylam , ze nie umiem sie zakochac, przejmowalam sie tym , a moze to oznaka zdrowienia????

105

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

water jak chcesz posluchac to wysle ci linka na priva;) na jestem 4 lata sama i jest niby ok, ale wydaje mi sie ze poprostu dlatego bo zapomnialam po czesci jak to jest byc z kims i jak ktos sie pojawi wszystko mi wroci, ale moze nie ma racji, zauwazylam , ze nie umiem sie zakochac, przejmowalam sie tym , a moze to oznaka zdrowienia????

Myway ja tez chciałabym posłuchac tez moge prosic na priva???

kurcze wielki świat, publiczność, oklaski pełna gala Myway trzymam kciuki za Twoj Wielki Dzień!!!!

106

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Bardzo chetnie poslucham, prosze wiec o linka. Muzyka to kwintesencja piekna.

107 Ostatnio edytowany przez Betinka (2011-07-16 14:46:44)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Kochane Miłe Kobietki,
ile w Was dojrzałości i tyleż gorzkich przeżyć.
Dziś od jeszczemęża usłyszałam propozycję: "Zostańmy "białym małżeństwem""
Koniecznie chce abym wycofała pozew. Ciekawe dlaczego teraz skłonny jest do jakiś tam poświęceń? Uwierz, bo ja wierzę. Moje ja nie wierzę nic nie znaczy. Twierdzi, że musiał dostać kopa aby zrozumieć, że mnie kocha. Ha, ha. ha - moim zdaniem chce tylko i wyłącznie osiągnąć swoje zachcianki. Nie chcę? Nie umiem? Nie wierzę? w szczere intencje...
A może powinnam, ale w imię czego? Na pewno nie dla siebie, ale chyba nie warto tylko po to żeby komuś ułatwić życie, a może ze mną jest coś nie tak?

108 Ostatnio edytowany przez Kalinka29 (2011-07-16 17:15:55)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
water50 napisał/a:

Najbardziej boli otwarcie oczu, zdjecie rozowych okularow, pozbycie sie zludzen, Dlatego tak sie kurczowo trzymamy wierzen o "drugiej polowce" itp bredni.
Wybaczcie obcesowosc - to sa brednie w ktore sie fajnie wierzy i marzy - ale z rzeczywistoscia wiele wspolnego nie maja big_smile
Pamietam, jak mnie bolalo owo odkrycie - jak to? Taka piekna bajka ma okazac sie tylko bajka? Nie, ja sie na to nie zgadzam!

Masz rację, najbardziej boli samo uświadomienie sobie, że te nasze wyobrażenia okazują się niewiele mające z rzeczywistością wspólnego. Myślisz, że to wielka miłość, tak wielka, że nikt czegoś równie podobnego nie przeżywa. Upijasz się tą myślą jak wielkie szczęście Cię spotkało. Dajesz się ponieść swojej potrzebie kochania: ona Cię nakręca, unosi ponad chmurami. W głowie masz już cały film: jak bajkę o Waszym cudownym życiu. A jak coś idzie nie tak, to robisz wszystko aby ta bajka stała się rzeczywistością. Aż przestajesz realnie patrzeć na swoje życie - bo Ty masz przecież swoją bajkę, w którą wierzysz i która nie może się nie ziścić.

A jak już nawet zaczynasz dostrzegać, że coś tu się jednak nie klei to potrafisz wymyślić mnóstwo powodów dla których tak się dzieje. Usprawiedliwiamy tych naszych bohaterów bajek: bo to, bo tamto .... byle tylko bajka trwała. W imię dzieci, w imię rodziny, w imię miłości. Nie chcemy zauważyć, że gdzieś poza tym wszystkim jest jeszcze inny świat. Świat, który opiera się nie tylko na dawaniu ale również na życiu dla siebie. To tak jakbyśmy były w jaskini i bały się wyjść do światła.
Ale kiedy już ten promyk zaświeci nam w oczy, owszem w pierwszej chwili bardzo nas porazi (bo przecież my odwykłyśmy od światła, będzie bolało) ale potem zaczniemy to światło doceniać, potrzebować go i do tej jaskini już nigdy nie wleziemy.

I jak już wszystko wiemy i staje się jasne to coś nam w duszy zanuci:  "Oj głupia Ty, głupia Ty, głupia Ty..."

109

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Betinka napisał/a:

A może powinnam, ale w imię czego? Na pewno nie dla siebie, ale chyba nie warto tylko po to żeby komuś ułatwić życie, a może ze mną jest coś nie tak?

Panowie niezbyt lubią rewolucje życiowe jak zauważyłam...miejsce w "ciepłym domku" zawsze mimo wszystko w cenie.
A może rzeczywiście dostał kopa i zrozumiał? Co się tak w ogóle stało, że złożyłaś pozew?

110

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

witajcie dziewczyny:) jak wam dzionek minął? pozdrawiam

111

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Co się stało, że złożyłam pozew. Przeczytaj proszę w tym wątku moje wcześniejsze posty.
Znam J. dość długo i moim zdaniem nie chodzi o kopa, ale o możliwość straty domku, tego z wypraniem, ugotowaniem, posprzątaniem.
Tu go bardziej boli, ale przecież łatwiej grać na uczuciach.
W czasie ostatnich rozmów, które opierają się wyłącznie na jego "Wycofaj pozew", ja mówię, nie, więc co następuje dalej: ano, bo ty to nie wiesz czego chcesz, i tak sobie nie poradzisz, zawsze myślałaś tylko o sobie...

112

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Betinka napisał/a:

ano, bo ty to nie wiesz czego chcesz, i tak sobie nie poradzisz, zawsze myślałaś tylko o sobie...

to jest jakiś standard...ja słyszałam od ex-męża: "beze mnie zdechniesz"...jakoś nie zdechłam..

113

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Właśnie oni zachowują się jakoś schematycznie. Jakby chodzili do tej samej szkoły.
Chcą nas upokorzyć, stłamsić i najbardziej chyba boli ich, gdy okazujemy się odważne, silne, zdolne aby się przeciwstawić, mimo wątpliwości, bo któż ich nie ma, wówczas chcą dobić.
Nie możemy na to pozwolić.
Na pewno nie jest lekko, ale czyż ktoś powiedział, że życie jest łatwe. To twarda sztuka, z którą trzeba się zmagać, dla siebie, dla własnego godnego życia, dla szczęścia, na które zasługuje każdy.

114

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Betinka napisał/a:

Właśnie oni zachowują się jakoś schematycznie. Jakby chodzili do tej samej szkoły.
Chcą nas upokorzyć, stłamsić i najbardziej chyba boli ich, gdy okazujemy się odważne, silne, zdolne aby się przeciwstawić, mimo wątpliwości, bo któż ich nie ma, wówczas chcą dobić.
Nie możemy na to pozwolić.

czasem się zastanawiam czy nie lepiej być samej...Sama nie wiem. Poplątane to wszystko..

115

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:

czasem się zastanawiam czy nie lepiej być samej...Sama nie wiem. Poplątane to wszystko..

Dokładnie moje myśli.
Sądzę, że lepiej być samą niż samotną w związku. Przynajmniej tak to odczuwałam i odczuwam.

116 Ostatnio edytowany przez myway (2011-07-16 22:19:23)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

czesc kochane, ja juz w domu po koncercie!!! pozdrawiam was kochane!!! Lepiej byc jednak z kims to zabawniej i fajniej
tylko chodzi o to zeby byl to odpowiedni egzemplarz

117

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

A jak tam koncert? Przyniósł Ci przyjemność i zadowolenie?

Tylko jak trafić na ten odpowiedni egzemplarz?
Rzeczywiście zabawniej i fajniej.
Więc, szukamy
A może lepiej nie szukać i poczekać aż samo przyjdzie?

118

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Betinka napisał/a:

A jak tam koncert? Przyniósł Ci przyjemność i zadowolenie?

Tylko jak trafić na ten odpowiedni egzemplarz?
Rzeczywiście zabawniej i fajniej.
Więc, szukamy
A może lepiej nie szukać i poczekać aż samo przyjdzie?

Koncert super, a nie bedziemy szukac niech sami nas znajda;)

119

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Gratuluję sukcesu i tylko nie pisz, że to  nic takiego. Nie przyjmuję do wiadomości.
O właśnie, niech sami nas znajdą. Tym większa satysfakcja dla nas.

120

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Gratuluje zadowolenia i satysfakcji z koncertu, myway.
A co do bycia z kims... Z pewnoscia jest latwiej i przyjemniej niz w pojedynke, problem jednak w tym (i bardzo dobrze, ze to zauwazamy) - ze to ma byc odpowiednia osoba a nie byle kto z emocjonalnej lapanki.
Bo wtedy to tylko zgryzota i ciezar na naszych barkach. Wiemy juz o tym bardzo dobrze, prawda?
Czy nie mialyscie tak, ze po zakonczeniu jednego zwiazku natychmiast musialyscie wypelnic "pustke" i szukalyscie nastepnego kandydata? Ze bycie samej kojarzylo Wam sie nieodlacznie z bezwartosciowoscia? Nieumiejetnioscia zycia (jak ja sobie sama poradze, nie dam rady itp)?
To sa balasty wyniesione z dziecinstwa i nalezy sie ich pozbyc, wpedzaja nas w wiare w bzdury, wobec ktorych rzeczywistosc wymieka. U mnie bylo tak, ze mialam namacalne dowody doskonalego radzenia sobie w kazdej nieomal sytuacji samodzielnie, ale nadal wierzylam ze sama sobie nie dam rady, ze musze byc z kims.
I ta nieodlaczna potrzeba bycia kochanym i akceptowanym (jaka ta milosc i akceptacja byla to wiemy, nie miala wiele wspolnego z prawdziwa).

Mam bliska kuzynke, wlasciwie jedyna osoba z rodziny z ktora sie kontaktuje niezmiennie od dziecinstwa. I ona wlasnie jest w takim zdrowym zwiazku, ktory trwa juz 30 lat i nadal sa sobie bliscy. Owszem, nie zawsze jest kolorowo ale potrafia razem rozwiazywac problemy, nie zwracaja sie jeden przeciw drugiemu tylko konsoliduja sily. Nie walcza ze soba jak w toksycznych zwiazkach. Mysle, ze duza role w powodzeniu ich zwiazkow odegral brak kompleksow i wychowanie. Obydwoje z malo toksycznych domow, gdzie jako dzieci byli szanowani, kochani, ich zdanie sie liczylo i wyrosli na pewnych siebie i swojej wartosci ludzi.
Te droge, ktora oni pokonali wspolnie - ja pokonalam sama. Partnerzy mi nie pomagali, jesli nie przeszkadzali to juz byl sukces.

121

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
water50 napisał/a:

Gratuluje zadowolenia i satysfakcji z koncertu, myway.
Czy nie mialyscie tak, ze po zakonczeniu jednego zwiazku natychmiast musialyscie wypelnic "pustke" i szukalyscie nastepnego kandydata? Ze bycie samej kojarzylo Wam sie nieodlacznie z bezwartosciowoscia?

Przyznaje się bez "bicia", że tak jest...i niestety zbyt łatwo to znajduję. Może nie "kandydata", ale jakieś uwagi..adoracji? No wiem, że to "płytkie" trochę. I wszystko jest nawet dobrze do momentu kiedy nie wpadam w jakieś ckliwe uczucia i zaczynam dawać i oczekiwać więcej niz mogę dostać.
Moim zdaniem każda z nas powinna znaleźć swoją drogę, tak zeby być dla siebie samej najlepszą przyjaciółką. Dla jednych to może być terapia..ja próbowałam, ale u mnie się to nie sprawdza, więc sama szukam pomysłu na siebie i swoje życie. Ciężko jest zmodyfikować swoje wewnętrzne "ja", które jest przecież kształtowane we wczesnym dzieciństwie. Tyle, że tego dzieciństwa się już nie zmieni, nie cofnie czasu..więc trzeba znaleźć inną drogę.

122

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:
water50 napisał/a:

Gratuluje zadowolenia i satysfakcji z koncertu, myway.
Czy nie mialyscie tak, ze po zakonczeniu jednego zwiazku natychmiast musialyscie wypelnic "pustke" i szukalyscie nastepnego kandydata? Ze bycie samej kojarzylo Wam sie nieodlacznie z bezwartosciowoscia?

Przyznaje się bez "bicia", że tak jest...i niestety zbyt łatwo to znajduję. Może nie "kandydata", ale jakieś uwagi..adoracji? No wiem, że to "płytkie" trochę. I wszystko jest nawet dobrze do momentu kiedy nie wpadam w jakieś ckliwe uczucia i zaczynam dawać i oczekiwać więcej niz mogę dostać.
Moim zdaniem każda z nas powinna znaleźć swoją drogę, tak zeby być dla siebie samej najlepszą przyjaciółką. Dla jednych to może być terapia..ja próbowałam, ale u mnie się to nie sprawdza, więc sama szukam pomysłu na siebie i swoje życie. Ciężko jest zmodyfikować swoje wewnętrzne "ja", które jest przecież kształtowane we wczesnym dzieciństwie. Tyle, że tego dzieciństwa się już nie zmieni, nie cofnie czasu..więc trzeba znaleźć inną drogę.

Wymaga to wiele pracy nad sobą, wiele kontroli nad sobą. Natura skierowana na dawanie(syndrom dzieciństwa) zawsze uważa, że za mało. Dam więcej, a może zwrócę uwagę, pokocha mnie ktoś...Im więcej daję tym mniej otrzymuję. Chcemy pokazać, że jesteśmy silne, oddane, ale faceci boją się takich kobiet, Siłaczek. Mamy być silne, oddane, odważne, ale dla siebie. Przed nimi warto być być słabą, zagubioną, wówczas tracą instynkt i łatwiej pokazują prawdziwego siebie, nawet na początku związku, a przecież chyba o to chodzi. Warto wiedzieć szybciej, gdy nie kierują nami jeszcze uczucia, emocje, niż później, gdy chciałybyśmy zrobić dla niego wszystko, byle był.
Zdaję sobie sprawę, że to generalizowanie i nie każda pewnie tak ma.

123

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Ja pragnę jednego nauczyć się żyć samej, polubić i zaakceptować samotność,nie czuć lęku po wstaniu rano z łóżka, nauczyć się żyć w zgodzie z sama sobą i gdy ośiągnę już normalność wowczas przyjdzie czas na KOGOŚ WARTOŚCIOWEGO ale do tego jeszcze daleka droga.........

124

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Betinka napisał/a:

Warto wiedzieć szybciej, gdy nie kierują nami jeszcze uczucia, emocje, niż później, gdy chciałybyśmy zrobić dla niego wszystko, byle był.

No tak..ale jak to się kończy to wiadomo. Kiedyś myślałam, że jestem jakims odosobnionym przypadkiem, ale czytając to ..i nie tylko to ..forum +plus jakiś masę ksiażek i artykułów na ten temat zdałam sobie sprawę, że pewien typowy zestaw zachowań powoduje te wszystkie problemy. Nawet później trzeba jednak trzymać się jakoś w ryzach. Mężczyźni nie lubią zbyt emocjonalnych kobiet..takich trochę chwiejnych psychicznie..

125

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Nania napisał/a:

Ja pragnę jednego nauczyć się żyć samej, polubić i zaakceptować samotność,nie czuć lęku po wstaniu rano z łóżka, nauczyć się żyć w zgodzie z sama sobą i gdy ośiągnę już normalność wowczas przyjdzie czas na KOGOŚ WARTOŚCIOWEGO ale do tego jeszcze daleka droga.........

Nania będzie dobrze smile jak już jesteś na tej drodze i masz świadomość jaki cel Ci przyświeca to go osiągniesz. Może właśnie teraz trzeba pocierpieć, przejść ten najgorszy/uzdrawiający okres, oswoić lęki aby później mogło być naprawdę wspaniale.
Główka do góry, ja widzę, że dzielna z Ciebie dziewczyna. Uwierz w siebie!

126

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Kalinka29 napisał/a:
Nania napisał/a:

Ja pragnę jednego nauczyć się żyć samej, polubić i zaakceptować samotność,nie czuć lęku po wstaniu rano z łóżka, nauczyć się żyć w zgodzie z sama sobą i gdy ośiągnę już normalność wowczas przyjdzie czas na KOGOŚ WARTOŚCIOWEGO ale do tego jeszcze daleka droga.........

Nania będzie dobrze smile jak już jesteś na tej drodze i masz świadomość jaki cel Ci przyświeca to go osiągniesz. Może właśnie teraz trzeba pocierpieć, przejść ten najgorszy/uzdrawiający okres, oswoić lęki aby później mogło być naprawdę wspaniale.
Główka do góry, ja widzę, że dzielna z Ciebie dziewczyna. Uwierz w siebie!

Kalinka

najgorszy/uzdrawiający okres w życiu nic dodac nic ująć...ale Kalinko ja nie jestem taka dzielna a jeśli chodzi o uczucia to w ogole jestem tchorzem ktoś w kogo je zaangazowałam wykorzystał to...wiedział ze jestem wrakiem emocjonalnym po swoim koszmarze małżeńskim, niczego sobie na początku nie obiecywaliśmy miał to być układ a kiedy się zaangazowałam to on dalej jechał na koniku że przeciez niczego sobie nie obiecywaliśmy...oglądałam wczoraj film "Alfie" Kalinka to film o mnie i o nim, to jakis koszmar z którego od roku próbuje się uwolnic miesiąc ciszy i powrót, 3 tygodnie ciszy i dwa dni spotkania i znow cisza i tak od roku...teraz jak sie odezwie zamiast odpisac do niego bede pisać tutaj!!! super ze jestescie!

127 Ostatnio edytowany przez water50 (2011-07-17 10:01:31)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Mamy swiadomosc co z nami nie tak i co trzeba zmienic bysmy zaakceptowaly siebie i zaprzyjaznily sie ze soba. Odkryly swoja wartosc i zaczely ja doceniac.
To, czego pozbawilo nas dziecinstwo mozemy nadrobic jako dorosle osoby. Jest to trudna i zmudna praca ale warta kazdego wysilku i poswiecenia.
Kazda z nas jest indywidualnoscia sama w sobie - tak wiec kazda z nas bedzie miala inna droge do ozdrowienia. My tutaj tylko podajemy wskazowki, podobnie jak ksiazki czy terapeuci. Oni maja nas nakierowac - a nie zaserwowac gotowe recepty, bo  takich nie ma.
Kazda z nas wybierze to, co dla niej wlasciwe. Pod warunkiem, ze zna i lubi siebie wystarczajaco.

128

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Bycie z niewlasciwym, krzywdzacym nas partnerem pokazuje, jak bardzo nie lubimy siebie.

129

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
water50 napisał/a:

Bycie z niewlasciwym, krzywdzacym nas partnerem pokazuje, jak bardzo nie lubimy siebie.

Water 50
często dochodze do takich wnioskow,wiem ze najpierw nalezy kochac siebie, zacząc nalezy od polubienia ale ciężko mi to idzie, mam miliony różnych lęków, jestem słaba psychicznie, brakuje mi asertywność ktoś silniejszy ode mnie emocjonalnie potrafi mną swietnie manipulować...a na pozróz jestem silną pweną siebie kobietą to maska która towarzyszy mi kazdego dnia moje wnętrze nie idzie w parze z zewnętrznością:-((

130

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Nania napisał/a:

...a na pozróz jestem silną pweną siebie kobietą to maska która towarzyszy mi kazdego dnia moje wnętrze nie idzie w parze z zewnętrznością:-((

Jeśli tak jak piszesz jesteś "na pozór" silną kobietą to może tak naprawdę jesteś silna?
Każdy ma swoje lęki..my mamy ich trochę więcej plus "głód" miłości, więc ta mieszanka bywa toksyczna dla nas samych. A maskę prawie każdy przywdziewa w tym zewnętrznym świecie.

Posty [ 66 do 130 z 2,850 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 44 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024