Przeczytałam ostatnio dodane posty.
Water50 jestem strasznie dumna z takich kobiet jak Ty, które po czasie zagubienia odnajdują siebie i potrafią "uzdrowić" swoje życie. Nam szczególnie potrzebne jest pozytywne myślenie, mówią nawet, że nie ma lepszego lekarstwa na wszystko niż właśnie ono. Dziękuję Ci za to co napisałaś, bo to uświadamia mi jeszcze bardziej (choć już jestem tego w dużej mierze świadoma), że szczęście jest w nas i ze swoim życiem możemy zrobić same bardzo wiele.
Kobietki, czy nie myślicie, że pomimo tego zła, które nas spotkało (dzieciństwo, jeśli, któraś z Was miała nieudane/niekochane i te nasze toksyczne relacje) dostałyśmy szansę od losu by wreszcie dorosnąć/dojrzeć do miłości samych nas. Nawet jeśli czasem czujemy strach, bezradność - to przecież dajemy radę by z nimi się mierzyć. Walczymy. Owszem czasem zaliczymy małe lub większe upadki - ale podnosimy się i idziemy do przodu. Takie parcie na siebie. Brak nam było zapewne takiego zdrowego egoizmu, bo jesteśmy maksymalnie ufne. Oceniamy swoją miarą, my nie krzywdzimy więc wierzymy, że i nas nie skrzywdzą. Każda z nas jest pewnie na innym etapie, w innej sytuacji "rodzinnej", "materialnej" itd. Ale wszystkie mamy jeden cel: uleczyć swoje poranione dusze. Wiadomo w grupie raźniej, można się wymienić doświadczeniami, wspierać kiedy jest taka potrzeba. Dużą pracę musimy wykonać jednak same. To jest właśnie to oswajanie strachu, pokonywanie go, aż poczujemy, że nie jesteśmy bezradne.
Ja myślę, że już te etap mam za sobą. Pomimo dołów jakie każdemu się zdarzają, pomimo tych gorszych dni czuję, się silną kobietą, dumną z siebie, w jakiś sposób szczęśliwą. I nie znaczy to, że nie ma rzeczy, które by mnie uszczęśliwiły, do których dążę (są - i jest wiele), ale wiem, że wreszcie jestem na drodze na której dawno powinnam być. Pomogły w tym fachowe książki, forum (KKZB Grupa Wsparcia I - które nocami czytałam ze łzami w oczach), znajomi, praca.
Rozstanie przeżyłam bardzo, ale teraz czuje ulgę, taką niezależność swoją. Już nikomu nie muszę udowadniać: "Popatrz jaka jestem wspaniała, dobra, troskliwa - powinieneś mnie kochać bo jestem the best". Nawet nie wiem w którym momencie zaczęło się tak dziać, że im więcej zaczęłam dawać tym mniej otrzymywałam. Jego miałam za bóstwo, to on był moim lustrem w którym się przeglądałam. Unosiłam się nad ziemią kiedy między nami było cudownie a jak był jakiś zgrzyt to 24 godziny na dobą gonitwa myśli. Od ojca w dzieciństwie słyszałam same słowa, które zaniżyły mi samoocenę siebie i jak mi się potem w związku z byłym nie układało to moja podświadomość mówiła: "On już mnie nie kocha, ojciec miał rację, jestem do niczego".
A to nie prawda, bo jestem: mądra, wrażliwa, dobra, życzliwa, ambitna.... Moi przyjaciele nie zawiedli mnie w tamtym najgorszym momencie, dawali mi siłę i mówili o wszystkich tych cechach, które wymieniłam aż zaczęło docierać do mnie, że to nie moja osoba jest problemem, tylko on. Po czasie zdiagnozowałam u siebie syndrom kkzb i wiem jakie błędy popełniłam. Chciałam, żeby ktoś mnie kochał. Długo musiał mnie zdobywać, bo miałam mocny pancerz, wolno się przed nim otwierałam ale po jakimś pół roku zaryzykowałam i zaczęłam ten związek traktować poważnie. I wtedy ruszyła machina mojej miłości, zaczęłam kochać bezgraniczne. Byłam kochanką, matką, prowadzącą dom, towarzyszką życia w jednym. Ale nigdy nie byłam partnerką w tym związku. Zdarzyło mi się wybaczyć najpierw drobne kłamstewko, potem większe, małą przykrość, dużą przykrość. Aż w końcu wybaczyłam zdradę. I wiecie co myślę, że robiłam to ze strachu, że nie spełni się ten mój sen o naszej wielkiej miłości.
Każdy strach, nawet ten paraliżujący, który przychodzi po rozstaniu, który dopada nas kiedy to mamy dół jest o niebo zdrowszy dla mojego "ja" niż tamten. Ten, który przeżywamy teraz może nas tylko umocnić, uczynić nas silniejsze. Tamten strach nas zabijał i niszczył nasze "ja". Dziewczyny, teraz się rodzimy na nowo, bywa, że w bólu, bywa, że we łzach ale idzie nowe. Nasze nowe życie, budujemy swoją wartość po cegiełce, ale jak już dojdziemy na pewien poziom nikt nie będzie w stanie zniszczyć nas, naszego poczucia wartości. My już sobie na to nie pozwolimy! Wiem, że tak będzie!
Jesteśmy na właściwej drodze - to pewne!
Powodzenia Moje Drogie ! 