Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Strony 1 2 3 52 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 2,849 ]

1

Temat: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Watek ten jest adresowany do wszystkich kobiet , ktore kochaly badz kochaja za bardzo !!! Sama jestem jedna z was i wiem jak ciezko sie z tego wygrzebac. Wiec piszmy, pomagajmy sobie i dajmy sobie wsparcie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Watek ten jest adresowany do wszystkich kobiet , ktore kochaly badz kochaja za bardzo !!! Sama jestem jedna z was i wiem jak ciezko sie z tego wygrzebac. Wiec piszmy, pomagajmy sobie i dajmy sobie wsparcie.

Wiem, że ten wątek miał stanowić podgrupę  "Grupy Wsparcia dla Kobiet Kochających Za Bardzo" - znalazł się w tym dziale, więc równie dobrze może tu funkcjonować.
Myway,
może rzeczywiście uda się stworzyć drugie kółko sabatowe. Próbować zawsze warto.
A wygrzebać się z bagna KKZB jest strasznie trudne. Wiele chwil i momentów zwątpienia, dołków, schiz...itp.
Warto jednak walczyć o siebie, o własne ja, o swoją godność.
Długa to droga, wyboista, ale na jej końcu jasne światełko.

Żyjesz tak jak myślisz,
więc myśl i żyj najpiękniej jak potrafisz.

3

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

witam cie kochana wrozko , myslisz ze nam sie uda???
moze napiszesz troche o sobie??? o twoim przypadku:)

4

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

tu obowiazkowa lektura dla mnie czytam codziennie , zeby nie zapomniechttp://quantumfuture.net/pl/psychopath_2.html

niestety nie moge z psychofagiem ograniczyc kontaktu, ze  wzgledu na dziecko

5

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Cześć dziewczyny, mogę się do Was zapisać? jestem kkzb i powoli wyłaże na wierzch z tego bagienka, w które sama się wepchnęłam pomagając, wspierająć i utrzymując exia i myśląc że tak właśnie musi być, że jak będę taka naj naj naj i będę spełniać jego zachcianki i warunki to będziemy żyli "długo i szczęsliwie" a tu figa z makiem, exio przez jakiś czas prowadził podwójne życie, o czym dowiedziałam się węsząc tu i tam, sam mi o tym fakcie jakoś zapomniał powiedzieć i tak pewnie zylibyśmy dalej w tym trójkącie gdybym w porę nie przejrzała na oczy, to tyle na początek.

6

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

witam cie maxi !!! jasne ze mozesz , ciesze sie, ze jestes!

Moj byly to ostry okaz psychopaty, najgorsze ze jestem z nim uwiazana wspolnym dzieckiem, a kontakt mam prawie codzienny. takze chodzi ta toksyna, obok chorej na glodzie, nic ciekawego

7

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

my znamy sie od ponad 10 lat. zaczelo sie bardzo romatcznie ponad rocznym kontaktem listownym( listy z prawdziwego zdarzenia, zadne tam maile)
Uczucie jak z dobrej telenoweli z calymi bajerami, teskonota , nie wyslowiona bliskoscia, porozumieniem bez slow i wspolnymi pasjami. tak trwalo okolo roku. Potem ja  zaszlam magicznie w ciaze, z guma i tabletka, wiec stwierdzilismy ze jestesmy sobie przeznaczeni. Po studiach z brzuchem wyemigrowalam do niego i tak zaczal sie koszmar. Jakis rok po urodzeniu sie malenstwa zaczely sie schody, tzn . zawsze juz byly ale ja zazcelam nie wyrabiac. Ciagle flirty, maile , kolezanki, niezrowazenie psychiczne, zmiany nastrojow, agresja, krytykanctwo, narcyzm do granic mozliwosci, manipulacja, spchanie, projekcja, robienie ze mnie chorej psychicznie.... przeszlam koszmar, leczona na depresje nie wierzylam juz sobie samej, powiem ze rodzina bylego jest bardzo ustawiona sami lekarze, ktorzy dbali o to zebym czula sie jak chory smiec. naszczescie sam odszedl do innej, bo pwenie bym tego nie przezyla. Szczescie w nieszczesciu, po zdradzie byl dol masakra. sama w obcym kraju, bez mieszkania z praca na cwierc etatu i z dzieckiem. on balowal , jezdzil ze swoja nowa zdobycza pod moja jednopokojowa nora, ktora bylam sobie w stanie wynajac, dziecko odbieral jak mu sie chcialo, jak zachorowalam na grype i zapalenie nerek to akurat musial malego wtedy 4 latka zostawic u mnie ,walilo go ze mam 40 stopni i nie potrafie sie ruszac. potem jak mu sie nudzilo z nowa, przychodzil udawal, ze sie zmienil, ze chce wrocic, dostawal co chcial, czytaj sex i porzucal mnie znow i to nie jeden raz . po 4 latach separacji i zycia w schizie i nadzieji...rozwod!!! od kilku miesiecy wracanie powoli do zdrowia psychicznego, kontakt staly z psychopata , gdyz jak mi powiedzial on mnie nigdy nie odpusci...

8

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Myway to strasze co przeszłaś, istny horror! a gdzie teraz mieszkasz? w kraju?

9

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
maxi napisał/a:

Myway to strasze co przeszłaś, istny horror! a gdzie teraz mieszkasz? w kraju?

niestety nie!!! mieszkam w niemczech i nie moge wrocic, bo postanowieniem sadu synek moze zostac przy mnie tylko jak zostane w niemczech, bo on ma niemieckie obywatelstwo

10

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Okropne to niemieckie prawo i nie masz blisko kogoś ze swojej rodziny?

11

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

niestety oni maja swoje problemy, duzo by o tym... wlasciwue ucieklam z polski przed bezradnoscia mojej matki i alkoholizmem ojca, wcale sie nie dziwie ze mnie cos takiego spotkalo, dopiero potem to zrozumialam


a ty maxi , kochana, napisz cos o sobie

12

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Więcej przeczytasz w moim wątku "toksyczna miłość", coż długą drogę przeszłam aby zrozumieć że swoim zachowaniem przyciągam tylko toksycznych facetów, też nie miałam szczęśliwego dzieciństwa przez ojca alkoholika a potem w każdym moim związku tak bardzo chciałam być potrzebna i tak bardzo chciałam być kochana, ze dawałam z siebie wszystko, jak ostatni facet mnie zostawił dla innej, nie widziałam dla siebie sensu życia, czułam się ze sobą bardzo źle, nienawidziłam siebie, dusiłam się ze sobą, płakałam po nocach, chciałam być za wszelką cenę z moim "oprawcą" bo tylko takie życie znałam, ze ja wszystko a on łaskawie zadzwonił czy przyjechał czy umówił się i im bardziej zabiegałam tym bardziej uciekał, a im bardziej byłam chłodna tym on bardziej zabiegał, taka huśtawka emocjonalna trwała 5,5 roku, potem znalazłam to forum i dziewczyny otworzyły mi oczy, własnie wątek Zazdrości "dlaczego zdradzani są głupi" i wypowiedzi wielu mądrych kobiet pokazały mi drogę najważniejszą - polubienie, pokochanie siebie, co czynię. Nie chcę obecnie żadnych związków, jest mi dobrze ze sobą.

13

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

witam
Dołączę tu, bo w "starym" wątku moje posty też jakoś "zagineły".
Jestem DDD i w związku z tym problemami w relacjach z facetami.
Co prawda chwilami wydaje mi się, ze już nieco mądrzeję..ale może to się tylko wydawać..a czasami potrzebuję się wygadac.

14

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:

witam
Dołączę tu, bo w "starym" wątku moje posty też jakoś "zagineły".

Witajcie młodsze koleżanki - mam nadzieję, że się nie obrazicie jeśli tu zajrzy czasem któraś "ze starych" wink Wy też zaglądajcie do nas smile
Życzę wam owocnych narad i wzajemnego wsparcia.
Katia wtedy kiedy pisałaś na starym wątku (8-9.VII) nas po prostu NIE BYŁO na forum, może dlatego przeszły bez echa?
Miłego dnia dziewczęta big_smile

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

15

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Anhedonia napisał/a:
katia72 napisał/a:

witam
Dołączę tu, bo w "starym" wątku moje posty też jakoś "zagineły".

Witajcie młodsze koleżanki - mam nadzieję, że się nie obrazicie jeśli tu zajrzy czasem któraś "ze starych" wink Wy też zaglądajcie do nas smile
Życzę wam owocnych narad i wzajemnego wsparcia.
Katia wtedy kiedy pisałaś na starym wątku (8-9.VII) nas po prostu NIE BYŁO na forum, może dlatego przeszły bez echa?
Miłego dnia dziewczęta big_smile

Ja myślę, że "stare" (przepraszam za słowo;) są tu jak najbardziej pożądane. Przerobiłyście bardziej temat w swojej głowie..wspieracie się od dłuższego czasu..macie więcej doświadczenia:)

16

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Katia witam cie serdecznie!!! mam do was pytanie, czy ktoras z was ma wrazenie , a mowie o zwiazkach z facetami , ze zawsze trafia na ten sam typ?
ja juz nie wiem jak do tego podejsc... niby wszystko wiadomo, juz taka oczytana jestem i w ogole, ale zawsze mnie ciagnie do tych drani... normalny facte wydaje mi sie nudny...co z  tym zrobic???? poza tym mysle o swoim ex niestety kazdego dnia i jestem tym zmeczona

17

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
maxi napisał/a:

Więcej przeczytasz w moim wątku "toksyczna miłość", coż długą drogę przeszłam aby zrozumieć że swoim zachowaniem przyciągam tylko toksycznych facetów, też nie miałam szczęśliwego dzieciństwa przez ojca alkoholika a potem w każdym moim związku tak bardzo chciałam być potrzebna i tak bardzo chciałam być kochana, ze dawałam z siebie wszystko, jak ostatni facet mnie zostawił dla innej, nie widziałam dla siebie sensu życia, czułam się ze sobą bardzo źle, nienawidziłam siebie, dusiłam się ze sobą, płakałam po nocach, chciałam być za wszelką cenę z moim "oprawcą" bo tylko takie życie znałam, ze ja wszystko a on łaskawie zadzwonił czy przyjechał czy umówił się i im bardziej zabiegałam tym bardziej uciekał, a im bardziej byłam chłodna tym on bardziej zabiegał, taka huśtawka emocjonalna trwała 5,5 roku, potem znalazłam to forum i dziewczyny otworzyły mi oczy, własnie wątek Zazdrości "dlaczego zdradzani są głupi" i wypowiedzi wielu mądrych kobiet pokazały mi drogę najważniejszą - polubienie, pokochanie siebie, co czynię. Nie chcę obecnie żadnych związków, jest mi dobrze ze sobą.

Kochanie  ja rowniez narazie zadnychzwiazkow nie planuje , niestety zawsze trafiam na ten sam typ mezczyzn! poza tym mi sie wydaje, ze nie umialabym zaufac i pokochac... teraz probuje zajac sie szukaniem pasji w zyciu, bo tu tez kuleje;)

18

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Katia witam cie serdecznie!!! mam do was pytanie, czy ktoras z was ma wrazenie , a mowie o zwiazkach z facetami , ze zawsze trafia na ten sam typ?
ja juz nie wiem jak do tego podejsc... niby wszystko wiadomo, juz taka oczytana jestem i w ogole, ale zawsze mnie ciagnie do tych drani... normalny facte wydaje mi sie nudny...co z  tym zrobic???? poza tym mysle o swoim ex niestety kazdego dnia i jestem tym zmeczona

myway..a co to znaczy wg Ciebie normalny facet?..podaj jakiś przykład..cech, zachowań, wyglądu moze?.
Pytam bo chyba mam podobnie..chociaż wydaje mi się, że nie powielam błędów a jednak to robię. Mam chyba jakieś radary w głowie..i do takich ciągnę..a oni niestety do mnie. Może to nie zawsze jest typ drania, ale typ o pewnych określonych cechach.

19

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Wydaje mi się że my jako kkkzb mamy zakodowany już pewien typ zachowania i dlatego przyciągamy takich facetów którymi wg nas musimy się zająć, którzy nas potrzebują, dla których zrobimy wszystko a nawet więcej bo chcemy być takie naj, naj, naj, facet normalny czyli spokojny, poukładany i w jakimś sensie dla nas nudny nie spełnia tych kryteriów, a my podświadomie potrzebujemy większej dawki adrenaliny a więc jakoby samobiczujemy się analizami czy zadzwoni, czy przyjedzie, a jeżeli tak to staramy sie mu nieba przychylić, co może dla facetów być przytłaczające, jeżeli są chłodni i z rezerwą to my za nimi gonimy, jeżeli odpuszczamy i stajemy się nieosiagalne, wtedy oni za nami gonią, jest to taka hustawka emocjonalna, która np w moim związku była i trwała 5,5 lat, nie wiem czy rozumiecie mnie?

20

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
maxi napisał/a:

Wydaje mi się że my jako kkkzb mamy zakodowany już pewien typ zachowania i dlatego przyciągamy takich facetów którymi wg nas musimy się zająć, którzy nas potrzebują, dla których zrobimy wszystko a nawet więcej bo chcemy być takie naj, naj, naj, facet normalny czyli spokojny, poukładany i w jakimś sensie dla nas nudny nie spełnia tych kryteriów, a my podświadomie potrzebujemy większej dawki adrenaliny a więc jakoby samobiczujemy się analizami czy zadzwoni, czy przyjedzie, a jeżeli tak to staramy sie mu nieba przychylić, co może dla facetów być przytłaczające, jeżeli są chłodni i z rezerwą to my za nimi gonimy, jeżeli odpuszczamy i stajemy się nieosiagalne, wtedy oni za nami gonią, jest to taka hustawka emocjonalna, która np w moim związku była i trwała 5,5 lat, nie wiem czy rozumiecie mnie?

czyli kłania się lekturka pt. "dlaczego męzczyźni kochają zołzy". Ja przeczytałam 2 razy, ale trudno tak na zawołanie zmienić siebie. Mnie sie ostatnio troszkę udaje..ale czasami zastanawiam się czy nie staję się jakims monstrum wyrachowanym..ale wolę to niz nie spanie po nocach dlatego, że nie zadzwonił, albo za mało zabiega..

21

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Katia, właśnie o to mi chodzi, my zołzami nie jesteśmy a czasem trzeba, bo te analizy przyprawiają mnie o ból głowy. Owszem byłam jakiś czas z "normalnym" facetem czyli właśnie spokojnym, opanowanym i obliczalnym i wtedy wydawał mi się nudny, wszystko było zaplanowane, zadnego spontana ani szaleństwa, może teraz bym tak chciała bo daje to jakieś poczucie bezpieczeństwa, ale taka jestem jeszcze popaprana że nikogo nie szukam aby nie unieszczęsliwiać.

22

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
maxi napisał/a:

Katia, właśnie o to mi chodzi, my zołzami nie jesteśmy a czasem trzeba, bo te analizy przyprawiają mnie o ból głowy. Owszem byłam jakiś czas z "normalnym" facetem czyli właśnie spokojnym, opanowanym i obliczalnym i wtedy wydawał mi się nudny, wszystko było zaplanowane, zadnego spontana ani szaleństwa, może teraz bym tak chciała bo daje to jakieś poczucie bezpieczeństwa, ale taka jestem jeszcze popaprana że nikogo nie szukam aby nie unieszczęsliwiać.

no wlasnie maxi, ja mowie o facecie normalny kiedy nie przechodze z nim hustwaki emocjonalnej, ale powiem szczerze na ten typ ktory na mnie leci nie dziala bycie zolza, latja wtedy za toba do utraty tchu , a jak chcesz poprostu sie przytulic i dac sie w koncu zlapac ... to uciekaja gdzie pieprz rosnie... ciagla gonitwa, nawet pod jednym dachem, ja jestem uzalezniona od tej jazdy, choc prawie mnie to pozbawilo zycia, a napewno zafudowalo obecne zycie w obcym kraju i w samotnosci i co z tym zrobic , no co

23

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

moj typ mezczyzny, to koniecznie sportowiec, koniecznie szarmancki, koniecznie duza dawka ironii wobec otaczajacego swiata, taki rzucajacy sie w oczy w tlumie, bo inny troche crazy i bardzo niespokojny ruchowo, do tego tajemniczy i taki czesto maly chlopczyk w ciele macho

24

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
maxi napisał/a:

Katia, właśnie o to mi chodzi, my zołzami nie jesteśmy a czasem trzeba, bo te analizy przyprawiają mnie o ból głowy. Owszem byłam jakiś czas z "normalnym" facetem czyli właśnie spokojnym, opanowanym i obliczalnym i wtedy wydawał mi się nudny, wszystko było zaplanowane, zadnego spontana ani szaleństwa, może teraz bym tak chciała bo daje to jakieś poczucie bezpieczeństwa, ale taka jestem jeszcze popaprana że nikogo nie szukam aby nie unieszczęsliwiać.

Bo to wszystko jest kwestią jakies chemii..po prostu nie pociąga Cię i już..Ja mam podobnie..facet musi mi imponować.
Ja też jestem popaprana, ale nie tyle przez związki ile przez dom rodzinny..i to jest nie do odrobienia.

25

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:
maxi napisał/a:

Katia, właśnie o to mi chodzi, my zołzami nie jesteśmy a czasem trzeba, bo te analizy przyprawiają mnie o ból głowy. Owszem byłam jakiś czas z "normalnym" facetem czyli właśnie spokojnym, opanowanym i obliczalnym i wtedy wydawał mi się nudny, wszystko było zaplanowane, zadnego spontana ani szaleństwa, może teraz bym tak chciała bo daje to jakieś poczucie bezpieczeństwa, ale taka jestem jeszcze popaprana że nikogo nie szukam aby nie unieszczęsliwiać.

Bo to wszystko jest kwestią jakies chemii..po prostu nie pociąga Cię i już..Ja mam podobnie..facet musi mi imponować.
Ja też jestem popaprana, ale nie tyle przez związki ile przez dom rodzinny..i to jest nie do odrobienia.

naprawde myslisz, ze jestesmy na to skazane ??? ja szukam jakiejs szansy musze sie czegos zlapac, wiem dom rodzinny i te stare wkrojone programy, ale mozna sie przeprogramowac... znalezc sposob , tylko jak? ja doszlam juz daleko , bo potrafie sie wewnetrznie obserwowac i widze ktory program jest na tapecie... nie musze reagowac , tylko jeszcze nie wiem co zrobic uczucia jakos zmienic

26

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

moj typ mezczyzny, to koniecznie sportowiec, koniecznie szarmancki, koniecznie duza dawka ironii wobec otaczajacego swiata, taki rzucajacy sie w oczy w tlumie, bo inny troche crazy i bardzo niespokojny ruchowo, do tego tajemniczy i taki czesto maly chlopczyk w ciele macho

wszystko w temacie mayway:)...tak z opisu to drań w każdym calu.
Ja też mam swoje "fetysze". Każdy(!) z facetów na których mi zależało miał pewne wspólne cechy: miał do czynienia zawodowo i hobbystycznie z branżą motoryzacyjną, miał psa i lubił zwierzaki (ja jestem "psiara"), i każdy miał "nieobecnego" ojca (i często apodyktyczną "silną" matkę), Do tego był tez elokwentny, inteligentny o umyśle raczej ścisłym i dosyć silnym charakterze (czasami chłodnym w obejściu).
Taki był tez mój ojciec. I obawiam się, że od tego nie ma ucieczki..

27

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

naprawde myslisz, ze jestesmy na to skazane ??? ja szukam jakiejs szansy musze sie czegos zlapac, wiem dom rodzinny i te stare wkrojone programy, ale mozna sie przeprogramowac... znalezc sposob , tylko jak? ja doszlam juz daleko , bo potrafie sie wewnetrznie obserwowac i widze ktory program jest na tapecie... nie musze reagowac , tylko jeszcze nie wiem co zrobic uczucia jakos zmienic

dokladnie tak...przeprogramować. Coś spróbować zmienić w sobie, panować nad swoimi emocjami....Bo nie wiem czy da się zmienić gusta jeśli chodzi o typ potencjalnego partnera..w moim przypadku chyba nie.
Ja teraz, dziś czuję się silniejsza..ale nie wiem co będzie jutro. Szukam tu u Was wsparcia, bo wiem jakie potrafiłam mieć dni z załamkami..a byłam i jestem z tym zupełnie sama. Bardzo uważałam a znów wdepnełam w znajomosć w jaką nie powinnam...ech.

28

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Myway,
pytałaś, jak było u mnie.
Spróbuję w skrócie:
Dzieciństwo - tato, alkoholik, który nigdy, nawet obecnie, nie przyznałby się do tego. Mama pozornie chroniąca rodzinę, w imię wszystkiego. Nigdy nie usłyszałam od nich KOCHAM CIĘ. Prędzej jakieś wyzwiska, poniżanie. Jako najstarsza z rodzeństwa, musiałam opiekować się bratem o cztery lata młodszym, a później wręcz wychowywałam brata 15 lat młodszego ode mnie. Fakt w późniejszym życiu przydało się, ale wówczas bardzo ograniczało. Kontakty z rówieśnikami znikome, bo ten biedny (jakby u nas się przelewało), ten z takiej rodziny, z ten z owakiej.
Mając ok. 16 lat poznałam chłopaka, rodzicom nie podobało się to i doprowadzili do rozstania.
Zawsze robiłam tak aby inni byli zadowoleni, aby innym było dobrze.
Później poznałam mojego obecnego jeszczemęża. 5 lat znajomości, wyszłam za mąż, bo chciałam uciec z domu, od ciągłej kontroli, pretensji, awantur. To był mój błąd.
Małżeństwo w zasadzie od początku oparte na kłótniach, różnicy w wielu kwestiach, chociaż mogłoby się wydawać, że 5 lat, to szmat czasu. W sumie jednak nie mieliśmy się kiedy wcześniej poznać, albo raczej przymykałam oko na wiele wad, myśląc o zgrozo, po ślubie to się zmieni. Nie pił i nie pije, raczej tylko okazjonalnie lub sporadycznie. Urodziły się dzieci (dziś syn -18, a córka -17). Wychowałam je w zasadzie sama, bo tatusia prawie nigdy nie było. Teraz okazuje się, że dzieci są źle wychowane, w jego oczach. Wielu znajomych twierdzi, że są wspaniałe, zazdroszczą mi takich ułożonych dzieciaków. Sama jestem bardzo z nich dumna. Z siebie w tej kwestii również, bo obiecałam sobie, że nie chcę wychować swoich dzieci, tak jak byłam ja. Są bardzo zżyte ze mną. Często się przytulamy, mówimy sobie kocham itp.
Cały czas zajmowałam się domem, ale przecież robiłam to źle.
Gdy sześć lat temu dostałam pracę, postanowiłam zrobić licencjat. Wówczas dostrzegłam, że życie wielu osób wygląda inaczej, razem spędzają czas, wyjeżdżają na wakacje, rozmawiają ze sobą. Próby rozmów na ten temat z J. nie przynosiły efektów. Odcięłam się. Zajęłam się działalnością w ZHP.  Oczywiście wielkie larum, bo jak tak mogę, na pewno kogoś. Znęcanie psychiczne: jesteś złą żoną, matką, nie umiesz sprzątać, obiad nie taki itd. Seks, wymuszony, przecież jesteś żoną, musisz spełnić swój obowiązek ( od lutego przeniosłam się do pokoju córki). To ty jesteś wszystkiemu winna, zrób coś z tym. W tym roku, po kolejnym: złóż w końcu ten pozew o rozwód, w maju zrobiłam to. Co się okazuje? J. nie chce rozwodu. Chce spróbować, uważa, że wszystko da się naprawić. Sądzi, że skoro on w to wierzy ja też muszę. Ja już nie wierzę. Pragnę nadmienić, że przez te 6 lat wiele razy próbowałam dać szansę temu związkowi. Dzień, dwa i za każdym razem wszystko wracało do tego co było.
Nie chcę do końca życia, tylko dawać. Sprawiać aby wszystkim dookoła było dobrze, nie licząc się ze sobą, z własnymi uczuciami.
Chcę dla siebie troszkę szczęścia. Czy to tak wiele? Może za dużo chcę? Może powinnam tkwić w tym, czując się stłamszona, niedowartościowana, poniżana...?

Żyjesz tak jak myślisz,
więc myśl i żyj najpiękniej jak potrafisz.

29

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Kochana Betinko!!!
bardzo mnie poruszyl twoj post, potrafie z kazdego zdania odczytac jak sie czujesz, mimo wszystko te historie sa bardzo podobne.
Zaslugujesz na cos lepszego , jestem tego pewna, wiem , ze sie wahasz ale powiem ci , ze rozwod to prawdopodobnie jedyne wyjscie, bo twoj pan nadal szuka winy w tobie i sam nie widzi w sobie problemu!
pewnie by sie nic nie zmienilo, nie wiem jak zadecydujesz, ale bede cie wspierac nawet jesli postanowisz z nim zostac. caluje cie kochana , nie daj sie!!!

30

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:
myway napisał/a:

naprawde myslisz, ze jestesmy na to skazane ??? ja szukam jakiejs szansy musze sie czegos zlapac, wiem dom rodzinny i te stare wkrojone programy, ale mozna sie przeprogramowac... znalezc sposob , tylko jak? ja doszlam juz daleko , bo potrafie sie wewnetrznie obserwowac i widze ktory program jest na tapecie... nie musze reagowac , tylko jeszcze nie wiem co zrobic uczucia jakos zmienic

dokladnie tak...przeprogramować. Coś spróbować zmienić w sobie, panować nad swoimi emocjami....Bo nie wiem czy da się zmienić gusta jeśli chodzi o typ potencjalnego partnera..w moim przypadku chyba nie.
Ja teraz, dziś czuję się silniejsza..ale nie wiem co będzie jutro. Szukam tu u Was wsparcia, bo wiem jakie potrafiłam mieć dni z załamkami..a byłam i jestem z tym zupełnie sama. Bardzo uważałam a znów wdepnełam w znajomosć w jaką nie powinnam...ech.

Kochanie czy to znaczy , ze jestes w zwiazku z psychofagiem obecnie??? czy to juz sie zaakonczylo???

31

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
katia72 napisał/a:
myway napisał/a:

moj typ mezczyzny, to koniecznie sportowiec, koniecznie szarmancki, koniecznie duza dawka ironii wobec otaczajacego swiata, taki rzucajacy sie w oczy w tlumie, bo inny troche crazy i bardzo niespokojny ruchowo, do tego tajemniczy i taki czesto maly chlopczyk w ciele macho

wszystko w temacie mayway:)...tak z opisu to drań w każdym calu.
Ja też mam swoje "fetysze". Każdy(!) z facetów na których mi zależało miał pewne wspólne cechy: miał do czynienia zawodowo i hobbystycznie z branżą motoryzacyjną, miał psa i lubił zwierzaki (ja jestem "psiara"), i każdy miał "nieobecnego" ojca (i często apodyktyczną "silną" matkę), Do tego był tez elokwentny, inteligentny o umyśle raczej ścisłym i dosyć silnym charakterze (czasami chłodnym w obejściu).
Taki był tez mój ojciec. I obawiam się, że od tego nie ma ucieczki..

Katia!!! moj ojciec tez jest typem na ktory wlasnie lece.... ale doszlam do tego ze mimo iz mam u tych facetow powodzenie i ja rowniez na takich lece, nie nawiazuje z nimi zadnych bliskich konataktow, choc zdarzalo sie ze wystawali pod moim oknem. Problem w tym ze innych nie zauwazam, wiec od 4 lat w sumie nie bylo zednego zwiazku , mysle ze nadal jestem psychicznie zwiazana z moim ex i to tez jest powod!!! to wyglada tak jak bym z jednej strony uwielbiala gleboka wode i skoki z 5 metrow,a z drugiej wiedziala ze plywac nie umiem, wiec omijam zbiorniki wodne, oraz mosty:)

32

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Postanowiłam, że chcę rozwodu. Oczekiwanie na termin rozprawy jest wyczerpujące. Do tego ciągłe naciski ze strony jeszczemęża. Teraz mam uwierzyć w cudowną przemianę, łzy mają mnie wzruszyć. Ileż razy sama płakałam...to było nie ważne. Cały czas uważa, że to, iż między nami się nie układało, to nie powód aby się rozwodzić, nie ważne, że mi było źle, ważne, że on miał wyprane, ugotowane itd. Obecnie twierdzi, że kogoś mam i usilnie chce mi to wmówić, bo przecież ciągłe kłótnie, różnice zdań, znęcanie psychiczne nie może być wg niego powodem rozstania. Nie mam nikogo. J. to taki typ człowieka, który chciałby krowie wmówić, że jest kurą. No, cóż, kiedyś nawet dawałam się nabrać i wierzyłam święcie w to, co on mówił. Najgorszy ból dla niego obecnie to chyba,  że teraz mam własne zdanie i twardo się go trzymam.

Wczoraj stwierdził, że jeśli nie zgodzę się na warunki, które on przedstawił w odpowiedzi na pozew, to będzie chciał rozwodu z orzekaniem o winie - mojej. Nie liczy się z sądem. Ma takich doradców, którzy mówią mu, że decyzja zależy tylko od nas, tzn. od niego i ode mnie. Nie mam już nawet ochoty na dyskusje w tej kwestii. Wolę żeby sam się przekonał. Troszkę mi trudno, bo niestety nadal mieszkamy razem. Staram się jak najbardziej unikać go w domu, ale cóż, jest, jak jest. Czasu poza domem nie chcę za dużo spędzać, bo wówczas w tej jego główce powstają różne insynuacje. 

Czas, czas i jeszcze raz czas...

Jest jeszcze jedna sprawa, z którą się zmagam. Mój młodszy o 15 lat brat ma problemy w swoim małżeństwie. Pewnego dnia umówiliśmy się na rozmowę. Pojechaliśmy sobie w spokojne miejsce, on opowiedział mi o sobie, ja mu o sobie. Zawsze mieliśmy bardzo dobre relacje. Żadne z nas nie doradzało drugiemu, nie mówiliśmy zrób tak czy tak, nie ocenialiśmy się. Dyskusja polegała ewentualnie na powiedzeniu jak sprawa wygląda z drugiej strony, jak się ją widzi. Potrzebowaliśmy wyrzucić problemy. Dodam, że w sumie oboje nie mamy takich osób, z którymi moglibyśmy tak szczerze porozmawiać. Do czego jednak zmierzam, dwa tygodnie temu brat pojechał na dwa dni nad morze - sam. Poinformował o tym swoją żonę. Jak moja w tym rola - rodzice oskarżyli mnie, że to moja wina, że po naszej rozmowie on się zmienił. Damian już wcześniej mówił im, że tylko rozmawialiśmy, ale i tak najbardziej winna jestem ja. Nic nie dają próby wyjaśnienia. Mam do nich żal. A może nie słusznie? Strasznie boli. Dodam, że jeszczemąż też uważa, że to moja wina, tzn. sytuacja w małżeństwie mojego brata.

Jak mam czasami dość...chciałoby się uciec do jakieś samotni...książka...przyroda i nic po za tym.
Niekiedy mam uczucie, że jestem silna, że dam radę, ale niekiedy no cóż, przychodzą czarne myśli, po co chodzę na tej ziemi, po co zabieram powietrze innym...
Chyba tylko moje wspaniałe, cudowne dzieci pozwalają mi wierzyć, że kiedyś....może...może...może...będzie lepiej
A może to ja jestem jakaś popaprana, inna i sama nie wiem czego chcę. Czy chcę za dużo...?

Żyjesz tak jak myślisz,
więc myśl i żyj najpiękniej jak potrafisz.

33

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

o nie kochana nie dawaj na siebie niczego zwalac!!!! ludzie sa sami odpowiedzialni za swoje problemy, niech se gadaja zdrow!!! a tobie sie nalezy spokoj i szczescie!!!

34

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Tak właśnie spokój i szczęście, jak każdej z nas.
A z tym zwalanie winy to chyba już tak jest, że łatwiej mu zrzucić ją na mnie.
J. obecnie twierdzi, że dla mnie nie liczy się rodzina, dzieci, co powiedzą inni. Nie mam w tym wszystkim jakoś mnie. Dzieci liczą się i to bardzo, ale to także one namawiamy mnie do rozwodu, mówiły: "Mamo, dlaczego Ty jeszcze jesteś z Tatą, przecież wy w ogóle do siebie nie pasujecie".
Co powiedzą inni, mało ważne - pogadają, pogadają i przestaną.
Jeszczemąż obrał drogę zastraszania: "czy ty myślisz, że będziesz miała lepiej?" "a jak poradzisz sobie finansowo?"
Wiem, że nie będzie łatwo - szczególnie materialnie, ale czy to jest najważniejsze. Wolę biednie lecz spokojnie.

Żyjesz tak jak myślisz,
więc myśl i żyj najpiękniej jak potrafisz.

35

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

no wlasnie kochana, ja ci powiem ze mnie zrobiono na szaro i to bardzo , a i tak nie zaluje, ten spokoj jest nie do kupienia, a nie powinno cie obchodzic nic, poza wlasnym zadaniem, bo jak wewnatrz tak na zewnatrz:)

36

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Kochanie czy to znaczy , ze jestes w zwiazku z psychofagiem obecnie??? czy to juz sie zaakonczylo???

No dobra...czas na spowiedź (ale aż mi wstyd...)
Z psychofagiem miałam romans prawie rok, z czego 2 miesiące ten właściwy romans, a pozostały czas to moja "walka" o tą znajomość- czego ja nie robiłam? prowokowałam spotkania pod byle pretekstem, starałam się być atrakcyjna na siłe, udawałam zajętą, szcześliwą a po nocach wyłam w poduszkę....chore!..ale ON był jak narkotyk (klasyczny psychopata..pozornie super ideał). 
Odciełam się psychicznie gdy kilka miesięcy temu poznałam kogoś innego. Wydawał się inny, nie było tego "ognia" na początku, umiarkowanie o mnie zabiegał..ale coś mnie ciągnelo. Fajny, ciepły facet z pasjami i o silnym charakterze jednocześnie. Wydawał się na początku mało dostępny, jakby ostrożny co mnie nawet uspokajało (mam urazy, bo poprzedni się "zakochał" na zabój po tygodniu znajomości). Minał miesiąc i ten obecny też troszkę zwariował, ciągle chciał mnie widzieć, dzwonił itd..
Ale teraz całe sedno: od początku wiedziałam, że jest w separacji, małżeństwo mu sie sypneło po 20 latach, zostawił dom, żonę i nastoletnią córke a sam wynajął mieszkanie, nie miałam powodu nie wierzyć..ze mną spędzał całe weekendy, mogłam zawsze zadzwonić, żona go nie ścigała..Miał być wolny formalnie w okolicy wiosny. Wiosna się jednak skonczyła, a tu nic!. Poza tym jakby lekko spasował..mniejsze zaangażowanie jeśli chodzi o naszą znajomość, czasem było 2 dni bez kontaktu. Nie wytrzymałam..trochę mi emocje puściły, zaczelam się zastanawiać dlaczego mnie nigdy nie zaprosił do wynajętego mieszkania?. Doszło do scysji, ostrzejszej wymiany zdań między nami w czasie której dowiedziałam się, że rozwód nie jest mu do niczego potrzebny jak pierwotnie planował, bo firma, bo to, bo pstro..Z żoną się dogadał, że żyją każde własnym życiem i w droge sobie nie wchodzą. On czasem bywa w domu, bo pilnuje córki jak żona wyjeżdża..z żoną ponoć nie sypia. WIERZYŁYBYŚCIE W TO?..tak szczerze.
Cholera jasna:((..nie szukam męża, nawet nie wiem czy chciałabym z kimś mieszkać teraz,ale chciałam mieć jednak kogoś tylko dla siebie..coś jak przyjaciela, kochanka, prawie partnera nie tylko do łózka - wychodząc z założenia że czas pokaże co będzie dalej. A czuję się zrobiona w balona:( i to w momencie kiedy zaczełam się jednak anagażować, zaczełam ufać, myślałam że mam jakieś oparcie, a wychodzi na to, że stałam się "dyskretną kochanką":(.

Nie zerwałam tej znajomości..bo jestem zupełnie sama, czasem facet jest mi potrzebny (no nie wiem auto mi się zepsuje czy coś), ale staram się przerobić coś w mojej głowie, żeby mnie emocje nie żarły od środka. Mam za sobą dni kiedy nic nie jadłam a leżałam cały dzien jak w letargu i na granicy zupełnego załamania. Mam dosyć cierpień z powodu faceta:(. Odcinam sie sama od tego, nie myślę, nie czekam na telefon..zadzwoni to zadzwoni..nie to nie ..pies go gryzł. Oczywiście dzwoni i pozornie jest wszystko cacy, ale psychicznie zaczełam "zdrowieć". Nawet mam wstępnie umówioną randkę z kimś innym..dawny znajomy, takie "ciacho" trochę młodsze ode mnie..fajny wysportowany, traktuję go tak jak wielu mężczyzn kobiety traktuje..czyli rozrywkowo tylko. On mnie pewnie też ale to mam akurat gdzieś.
Tylko się boję, że znów się załamię..że zaangażowanie do pana żonatego jeszcze nie znikneło zupełnie i nie jestem aż tak silna jak mi się chwilami wydaje..Dlatego tu jestem...i pozwolicie, że będę się tu czasem wygadywać.

37

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Betinka napisał/a:

Dzieciństwo - tato, alkoholik, który nigdy, nawet obecnie, nie przyznałby się do tego. Mama pozornie chroniąca rodzinę, w imię wszystkiego. Nigdy nie usłyszałam od nich KOCHAM CIĘ.

Betinka: to jakaś "tragiczna" cecha wspólna wielu z nas tutaj obecnych. Ja też nigdy tego nie usłyszałam..i NIGDY nie odczułam absolutnej rodzicielskiej akceptacji, takiej "bez względu na wszystko". Akceptacja, pochwały owszem..ale za coś - najczęsciej za wyniki w nauce. Pochodzę z bardzo "poprawnego" domu - ojciec szanowany, wykształcony, 3 języki obce, autorytet przed którym zawsze czułam respekt ..jak nie "ojciec" tylko właśnie autorytet. Ja miałam być doskonałym dzieckiem, krew w krew...ale zabrakło miejsca dla uznania mnie jako przyszłej kobiety.

38

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Betinka bardzo Ci współczuję ale wydaje mi się że jesteś silną kobietą i dasz radę!
Katiu, wg mnie ten Twój pan żonaty kręci na całego, jest mu tak wygodnie zjeść ciacho i mieć ciacho, coś mi tu w tym wszystkim nie gra, ściemnia na bank!

39

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
maxi napisał/a:

Katiu, wg mnie ten Twój pan żonaty kręci na całego, jest mu tak wygodnie zjeść ciacho i mieć ciacho, coś mi tu w tym wszystkim nie gra, ściemnia na bank!

ano właśnie..niby wszystko mówi szczerze (ze początkowo naprawdę planował szybki rozwód itd.), ale mnie się wydaje, że nie ma sytuacji nietypowych!..wszystkie są w jakiś sposób typowe. Dlatego poczułam się zwolniona z wszelkiej lojalności wobec niego. Nawet nie chce mi się odezwać do niego na gg (siedzę ukryta a zagadywał już z 2 godziny temu).

40

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Katiu, moj byly maz tez byl w separacji i odrazu mial nowa dziewczyne , jej tez powiedzial ze rozwod to kwestia kilku miesiecy, no tak tylko jak bym ja po 4 latach nie zmusila go do zlozenia wniosku nadal bylibysmy malzenstwem, przez caly okres separacji jak nas odwiedzal zadrzal sie seks i to nie raz, w  koncu ja go odcielam od zrodla , bo by mnie to zabilo... pisze Ci to tylko dlatego, ze taki facet co nie podejmuje decyzji o normalnym starcie w nowe zycie , nie jest raczej szczery

41

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Ja za to dzis poczulam cos okropnego! taki paralzujacy strach, ze jestem kompletnie sama , zdana na siebie i czy sobie poradze,jakies czarne mysli, ze jestem tylko ja i dziecko, a tak naprawde nie ma nikogo na kim mozna byloby sie oprzec. Moja kolezanka dowiedziala sie ze ma SM , i wiecie co ? jej partner tak sie nie opiekuje, to mnie wzruszylo. Zdalam sobie sprawe, ze ja przy takiej diagnozie pewnie musialabym pojsc do domu opieki , to mnie przeraza, boje sie jak cholera

42

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

nawet glupi wypadek, lub nie wiem strata przytomnosci , a moje dziecko nie bedzie mialo do kogo pojsc, czy to nie jest zalamujace?

43

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Katiu, moj byly maz tez byl w separacji i odrazu mial nowa dziewczyne , jej tez powiedzial ze rozwod to kwestia kilku miesiecy, no tak tylko jak bym ja po 4 latach nie zmusila go do zlozenia wniosku nadal bylibysmy malzenstwem, przez caly okres separacji jak nas odwiedzal zadrzal sie seks i to nie raz, w  koncu ja go odcielam od zrodla , bo by mnie to zabilo... pisze Ci to tylko dlatego, ze taki facet co nie podejmuje decyzji o normalnym starcie w nowe zycie , nie jest raczej szczery

"mój" się tłumaczy tym, że cieżko byłoby podzielić firmę..ale tak naprawdę nie wiem jak jest, a może żona w ogóle "nie wie" o tej rzekomej separacji? Ja nie chcę sytuacji, że ona potem przyjdzie do mnie z pretensjami, że jej małżeństwo rozbijam. Głupio mi bo wydawało  mi się, że jestem bardzo uważna, a wdepnełam w coś w co nie powinnam...i czuję się jak idiotka. Co do braku seksu z zoną to byłam skłonna mu uwierzyć...tez się rozwodziłam i jak się posypało to w moim przypadku seks był niemozliwy, mimo że mieszkaliśmy pod jednym dachem. No ale u mnie poszło na ostro.
Na razie próbuję się odciąć jakoś psychicznie..wczoraj zero kontaktu i nawet nie cierpie..

44

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Myway to atak paniki. Może zdarzyć się każdemu smile
Nie daj się złym myślom, one są destrukcyjne i nic dobrego nie wnoszą. Twoje dziecko przecież ma ojca i jego rodzinę, więc samo sobie by nie zostało. A choroba nie wybiera - NIE musi wybrać akurat Ciebie.
Miłego dnia smile

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

45

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
myway napisał/a:

Ja za to dzis poczulam cos okropnego! taki paralzujacy strach, ze jestem kompletnie sama , zdana na siebie i czy sobie poradze,jakies czarne mysli, ze jestem tylko ja i dziecko, a tak naprawde nie ma nikogo na kim mozna byloby sie oprzec. Moja kolezanka dowiedziala sie ze ma SM , i wiecie co ? jej partner tak sie nie opiekuje, to mnie wzruszylo. Zdalam sobie sprawe, ze ja przy takiej diagnozie pewnie musialabym pojsc do domu opieki , to mnie przeraza, boje sie jak cholera

bardzo dobrze znam to odczucie..są chwile że boję się bardzo.

46

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Dziękuję, Wam Dziewczyny za wsparcie.
Wasze życie też nie było łatwe i z pewnością do tej borykacie się z wieloma problemami.

Mayway, napisałaś(cytuję w ten sposób, bo mam jakieś problemy z cytowanie postów wg BBCode) Ja za to dziś poczulam cos okropnego! taki paralzujacy strach, ze jestem kompletnie sama , zdana na siebie i czy sobie poradze,jakies czarne mysli, ze jestem tylko ja i dziecko, a tak naprawde nie ma nikogo na kim mozna byloby sie oprzec. Moja kolezanka dowiedziala sie ze ma SM , i wiecie co ? jej partner tak sie nie opiekuje, to mnie wzruszylo. Zdalam sobie sprawe, ze ja przy takiej diagnozie pewnie musialabym pojsc do domu opieki , to mnie przeraza, boje sie jak cholera

Kobieto, nie jesteś sama. Przede wszystkim masz dziecko. Dałaś radę do tej pory, przeszłaś wiele, poradzisz sobie. Masz również wsparcie na forum. Pisz o wszystkim wątpliwościach i rozterkach.
Rozumiem, co to depresja. Sama przez to przeszłam. Ona bardzo często daje o sobie znać, w najmniej oczekiwanych przez nas momentach. Myślę, że te Twoje obecne myśli związane są z tym stanem. Bierzesz jakieś leki? Będąc u lekarza poprosiłam o leki, które nie uzależniają, po których mogę prowadzić samochód i nie będę po nich ciągle spać. Otrzymałam takie wsparcie. Czasami warto skorzystać z farmakologii, ale takiej profesjonalnej. Homeopatia na mnie akurat nie działa.

Myway,
uśmiechnij się. Przed Tobą piękny dzień. Bierz z niego wszystko co najlepsze dla Ciebie i sprawia Ci najwięcej przyjemności. A może spraw sobie sama jakąś przyjemność.
Trzymaj się.

Żyjesz tak jak myślisz,
więc myśl i żyj najpiękniej jak potrafisz.

47

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

dzieki Kochane!!!

Lekow nie biore, a jesli to depresja to jakas ukryta!!! Mam nadzieje, ze ten stan powoli odpusci, bo jest on bardzo niewygodny, zwlaszcza jak musisz pracowac z rozwydrzonymi nastolatkami;)

48

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Myway - napadowy strach jest właśnie objawem nerwicy i/lub depresji smile
Może to dobrze, że pracujesz z rozwydrzonymi nastolatkami - bo na nich musisz skupiać całą swoją uwagę smile
Ale gdy wrócisz z pracy myśli znów mogą Cię "oblegnąć". Przeciwdziała temu wysiłek fizyczny i łagodne roślinne środki uspakajające - nerwosol, validol, melisa. Trzymaj rękę na pulsie aby ten stan się nie pogłębiał big_smile Powodzenia

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

49

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Myway jesteś fajną mądrą kobietą i dasz radę bo kobieta potrafi przetrzymać wszystko, ja robię tak, że jak nachodzą mnie takie paraliżujące mysli, mówię po prostu głośno: nie myśl o tym! jest dobrze i tak ma zostać. To my się same zabijamy takimi myslami i scenariuszami a rzeczywistość jest i będzie inna, kurde dopiero wstałam, w nocy jakoś nie mogę spać a nad ranem chrapie, miłego dnia kochane!!!!

50

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Myway,
jak tam? Troszkę lepiej?
Nie daj się Kochana, ponieść czarnym myślom.
Jesteś silna, nie pozwól na pogłębianie się tego stanu. Walcz sama ze sobą.
Wyżalaj się na forum, może to pomoże.

Żyjesz tak jak myślisz,
więc myśl i żyj najpiękniej jak potrafisz.

51

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

lepiej nie mowic, najgorsze , ze ten strach nie zalezny jest od moich mysli , jakis taki beton mnie przygniata, czuje sie zupelnie bezsilna i jakas taka zmeczona ...
kurde obawiam sie ze to jednak jakas podstepna deprecha...

Jak sobie uswiadomie , ze tak cala soba pragne milosci i dzielic to zycie z kims i moc choc czasem pomyslec ze nie wszystko jest na mojej glowie, ale nie umiem pokochac nikogo oprocz popapranca i niby nic ........... a dostaje paniki !!! cos mnie tak cisnie kurde!!!

52

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Dzieki dobre duszyczki Maxi , Betinka , katia 
tak sobie mysle, ze tak wlasnie ludzie zostaja uzaleznieni, albo od alkoholu albo od faceta, zeby nie czuc tego strachu Maskrejszyn!!!!
Pewnie moj stary tez go na codzien czul i zapijal pokryjomu, a potem reszte dnia przesypial, w sumie mu sie nie dziwie ...

53

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Tak myway, masz rację to uzależnienie od faceta, też tak miałam i o mały włos nie wpadłam w obsesję, to okropne uczucie, tak bardzo chcesz tylko jego, mimo jego kłamstw, oszustw, chłodu, olewania, huśtawki jaką Ci funduje, godzisz się na wszystko byle by był, byle by ponizał, krzywdził, odchodził i przychodził a to nic innego jak pragnienie bycia kochaną za wszelką cenę, chcesz zapchać tą dziurę którą masz w sercu, bo nikt w dzieciństwie nie dał Ci miłości jakiej potrzebowałaś jako dziecko, chcesz by Cię kochano, chcesz by Cię potrzebowano, a potem jesli tego nie dostaniesz, płacze w środku Twoja mała zalękniona dziewczynka z dzieciństwa i wtedy powinnaś się nią zająć, przytulić, zrobić coś tylko dla siebie jakiś drobiazg, i każdego dnia robić dla siebie tylko jedną małą rzecz aby z czasem stało się to Twoim nawykiem, pomaga!!!

54

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
maxi napisał/a:

Tak myway, masz rację to uzależnienie od faceta, też tak miałam i o mały włos nie wpadłam w obsesję, to okropne uczucie, tak bardzo chcesz tylko jego, mimo jego kłamstw, oszustw, chłodu, olewania, huśtawki jaką Ci funduje, godzisz się na wszystko byle by był, byle by ponizał, krzywdził, odchodził i przychodził a to nic innego jak pragnienie bycia kochaną za wszelką cenę, chcesz zapchać tą dziurę którą masz w sercu, bo nikt w dzieciństwie nie dał Ci miłości jakiej potrzebowałaś jako dziecko, chcesz by Cię kochano, chcesz by Cię potrzebowano, a potem jesli tego nie dostaniesz, płacze w środku Twoja mała zalękniona dziewczynka z dzieciństwa i wtedy powinnaś się nią zająć, przytulić, zrobić coś tylko dla siebie jakiś drobiazg, i każdego dnia robić dla siebie tylko jedną małą rzecz aby z czasem stało się to Twoim nawykiem, pomaga!!!

##dziekuje maxi, bardzo mi pomoglas

55 Ostatnio edytowany przez madzia0311 (2011-07-14 14:51:41)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

hej kobietki:)
ja również kiedyś byłam  osobą kochającą za bardzo...
nosiłam okulary nazwane jego imieniem..latka mijały a mi mijało życie między palcami..
rzuciłam szkołe,poszlam do pracy ,zamieszkalismy razem,urodziłam dziecko...
zawsze był tylko on:/ zero koleżanek,znajomych,odcięta od świata...
wybaczałam wszystko,w wiele rzeczy nie wierzyłam,zawsze go przed wszystkimi broniłam,często rezygnowałam z siebie z kontaktów z rodziną,bo ...bo on tak chciał:(
z dnia na dzien było gorzej..w końcu miarka się przelała...powiedziałam dośc..
spakowałam siebie i malego i odeszłam..
były telefony,przeprosiny itd,ale już raz to przerabiałam i nie chciałam do tego wracać
nie jesteśmy ze sobą od 3 lat..
od dwóch jestem w innym związku i wiem,że żyję,że kocham i jestem kochana..
jednego mi tylko żal (ale troszkę) brakiem zainteresowania z jego strony synem...ale z drugiej strony uwazam,ze wyświadcza mi ty przysługę..

Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

Posty [ 1 do 55 z 2,849 ]

Strony 1 2 3 52 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018