Mika2308 napisał/a:Dunkis napisał/a:W zasadzie Mika2308, to pryzynam Ci jedno i właściwie, powiem, że angazując się w pisanie w tym wątku, warto to było robić, dla zdania które tu napisałaś, a ja powyżej zacytowałem i za to Ci serdecznie dziękuje, bo jak widać, choć wydawało mi się że mam otwarty umysł, jest wciąz zamknięty jak kurcze w skorupce....
Napisłaś, a przynajmniej tak to zrozumiałem, że to co się wydarzyło ................ mineło.............. a zostało ............... samo życie. Pięknie to ujełaś no po prostu pięknie. A pisze to dla tego, że wiele osób na tym forum, przeważająca liczba zapewne kobiet z tego działu i nie tylko, marzy o tym... żeby to, o czym tu piszą, nad czym się pocą, łkają... mieć za sobą i żeby nie było już bólu, ciepienia, łez, rozterek, kłamst, przemocy, niedowierzania, rozwodów by był .................. samo życie
.
... a zostało samo życie
.
.
.
.
słyszysz tą ciszę .............. cisza i.... samo życie ( pisze to tak po cichutku)...... zostało, samo życie.
Dokupujemy, ulepszamy, cieszymy się ..... samo życie.
Pięknie to napisałaś.
No tak , bo po wielu latach, np 7 zycia, związku, które mialo kłopoty, to co by komu nie życzyć, życzyło by się by właśnie napiali, cieszymy się, a zostało nam samo życie. Ale i tak forntu nie zmienię.
Dunkis, życie składa się z takich drobiazgów o których napisałam. Niejedna kobieta tęskni/marzy za takim życiem, które ja mam. Bez awantur, alkoholu, przemocy fizycznej ze strony męża, dwoje zdrowych dzieci, miłość i zrozumienie, udane wspólżycie itd. Może Ty szukasz w życiu innych atrakcji - masz prawo, Twój wybór.
Mika, przykro mi bardzo, że moje słowa zinterpretowałaś, zamiast przyjąć je wprost. Tam nie ma sarkazmu, tam nie ma nabijania się z Ciebie. Uważam dokłanie tak, jak napisałem. Że pięknie to ujełaś. Mnie się własnie takie życie marzy, wiesz. Pisząc że wiele osób tak by chciało, nawet niekochana się zgodziła z tym, że tak by chcieli. No trudno.
Co do Biblii, to książka jak każda inna. Położysz ją obok innej i nie będzie się od niej różniła. Za to treść jest istotna. Biblia jest tylko nośnikiem. Cała sprawa sprowadza się do interpretacji. Kiedyś zrobiono eksperyment, przetłumaczono ją na język ludzi, któzy nie mieli nigdy z nią do czynienia, a potem w druga stronę, wyszła kaszana. Zupełnie treści sie rozjechały. Już nie chodzi o język, a interpretacje i mentalność. Biblia, to jak bajki Krasickiego, nie treść się liczy, ale puenta. Wyobraźcie sobie niepiśmiennych ludzi. Których wiedza sprowadza się do wyjątkowo ograniczonego światopoglądu - a chce im sie przekazać wiadomość i rozpropagować. Uzyje się opisu, obrazu, przypowieści - by przenieść sedno, coś co łatwo się będzie kojarzyło. Ale trzeba pamiętać, że Ci ludzie mieli inne wyobrażenie o świecie. Dziś nasza interpretacja w najlepszym wypadku może wyłonić sens danej przypowieci, ale treść? Głupia sprawa, autorka zinterpretowała moje słowa, jak zinterpretowała - jesteśmy ludźmi tej samen epoki, a jednak nawet to nie wystarczyło, by jednako ocenić opis. Co dopiero, gdy sięga się po wiersz, współczesny, powieść historyczną - nie znajac dokłądncyh dziejów danego regionu, wiele zazwyczaj tracimy, czytając ją, a nie mając wiedzy na temat bliskich wydarzeń, możemy wielu rzeczy nie wyłapać, któe autor miał na myśli. A treści zawart w biblii, nawet nie sa orginalne. i nie chodzi mi o tłumaczenie, ale o zastosowaną w tej książce cenzurę! To nie jest ten sam tekst co dawniej.
II wiek
Rzymski filozof Celsus poswiadcza falszowanie pism chrzescijanskich, mowiac o rewizjonistach: "przerabiali Pisma Swiete z ich pierwotnej postaci i usuneli wszystko, co pozwalalo im na odparcie skierowanych przeciwko nim zarzutów." Uczeni wykazali, ze wszystkie cztery uznane przez Kosciol Ewangelie zostaly przerobione i poprawione. W 431r. Wyrazenie "Xristo Tokos" - Matka Chrystusa - zostalo zastapione na "Teo Tokos" - Boga Rodzica itd.
Droga autorko, to przypieranie Cię do muru przez obecnych tu adwersarzy, zapewne bierze się z tego, że trudno im przejść obojętnie nad Twoim podejściem do całej sprawy. Piszesz o zdradzie, podwójnej, w dodatku pokazujesz, choć nie chcesz przyznać, że wciąż kaleka siedzi Ci w głowie, i mieszasz w to wszytko wartości chrześcijańskię. Zdradzałaś męża w sposób tak bezczelny, że mało komu, prezentowany przez Ciebie opis tego, nie staje w poprzek, w gardle. Trudno ludziom myślącym, przyjąć, że osoba któa zdradziła, tak łatwo odnosi się do podnoszonych przez Ciebie wartości. Nie dziwię im się, przypuszczam, że większość z nich uważa, iż powinnaś siedzieć jak cicha myszka i nie mieszać dwóch rzeczy. Łatwiej było by im pisać dawać rady, w przypadku odniesienia się do zdrady, taki ten dział. Ale w umyśle osoby, któa zdawała na maturze znajomośc biblii, chodzi do kościoła, albo po prostu widuje czarnuchów na ulicy, to dwa światy. One mogą istnieć osobno - mieć swoej życie - zdrada i osobno sprawy religii, łączenie tych rzeczy, o ile nie mówi się o zdradie przedstawicieli kościoła to temat (chciało by się rzec tabu), ale napisze inaczej - to lanie wody do rozgrzanego oleju. Szczerze mówiąc dla mnie również. Sama siebie może nie widziesz jako pokutnicy, ale widzisz siebie jako osoba, która uciekając od złego trafia pod ksrzydła kochającego. Większośc, wolala by Cie właśnie widzieć jako tę pokutnicę, uwierz, nie pasuje, po prostu w naszym społeczeństwie nie pasuje pisać, tak jak Ty piszesz. Osobiście wolałbym to widzieć w ten sposób, że to Ty nie dorosłaś, do niego niż, że nas wyprzedzasz, czego sobie gorąco nie życzę. Sposób w który opisujesz swoje sprawy, jest tak bezczelny, tak ordynarnie chaniebny, że używane przez kogokolwiek tutaj słowa sa niczym w porównaniu z tym. Pisałem juz słowo to słowo - ale wulgaryzm to zupełnie co innego, Ty go używasz bardzo często. Mało która kobieta, mało który mężczyna z takim tupetem, byłby w stanie pisać w ten sposób, gdyby był sprawcą tego, co Ty. Mnie się to w głowie nie mieści, po prostu. Nie zaskoczyło Cię dlaczego ludzie zastanaiwaiją się, czy to co piszesz nie jest prowokacją - no właśnie dlatego, że to o czym piszesz po prostu w pale się nie mieści.
I najgorsze jest to, że zamiast zastanawiać się nad sobą, swoim związkiem zastanawiasz się nad tak nieistotnymi, wydawało by się dla osoby w Twojej sytuacji, rzeczami. To denerwuje, irytuje i wkurza, niektórzy, nawet nie potrafili oszczędzić wyświetlacza plując na niego (i nie dziwię się temu).
Ale ostanio zapisane Twoje słowa, powodują, że zeszło ze mnie powietrze. Twoja interpretacja moich słów - kompletnie odjechana w dodatku ochydne, nawet jak dla mnie, ujmowanie, ba wykorzystywanie - przez Ciebie, Pisma Świętego, spowodowało, że zrozumiałem, iż co by nie napisać, to i tak nie zrozumiesz. Jesteś może delikatną osobą, ale przy tym zamkniętą. Patrząc na Ciebie właśnie z takiego punktu widzenia - osoby ograniczonej, nie umysłowo, ale myślowo, rozumiem teraz skąd ten wątek, skąd TAKI jego tytuł. Pewne oczywiste sprawy, pozostają poza Twoim zasięgiem percepcji. To kwestia wrażliwości - a nie delikatności, nie potrafisz taka być. Potrafisz egzystować, żyć z dnia na dzień, w dodatku myślisz, że jeżeli sięgasz po jedno z najważniejszych dzieł literatury - swego rodzaju użytkowej - to uzywając jej, opierając się na niej, jesteś ponad ... jesteś wartościowszą dla świata, może nawet dla swojego męża. Sama sobie robisz krzywdę, zasatnawiasz się nad pierdołami. Żyjesz rzeczami mało istotnymi a ważnym nie poświecasz wystarczającej uwagi. Wiesz co mnie osobiście bardzo wkurzyło? To gdy napisałas, że mąz Ci wybaczył , bo sobie porozmawialiście i sprawa jest załatwiona..... sposób w który to napisałaś powoduje, że mnie cofa. Ot wyglądało to jak odejście od okienka w banku, bo załatwiło sie sprawę. Za to wiele uwagi poświęcasz kochankowi, zastanawiasz się rozdrabniasz, myslisz i pytasz o tak nie istotne sprawy. Bo one są naprawde niczym w porównaniu z tym, czego się dopuściłaś, Ta za to jakby odwraczasz proporcej. Dla mnie trudno to przyjąc. Jeżeli przestałaś już sie puszczać, to poświęć zaoszczędzony czas rodzinie i módl się by Twój mąz nie spotkał porządnej kobiety, żeby nie spotkał Niekochanej, bo wtedy dowie się, co znaczy być z kobietą naprawdę, która da mu to, co Ty mu zabrałaś na zawsze godność szacunek i miłość. To co ma od Ciebie to karykatura wymienionych rzeczy i to najgorsza z możliwych, bo pielęgnowana pod przykryciem Słowa Bożego. Jednak możesz to wykorzystać i módl się o to gorąco, módl, jesli tylko wierzysz że to coś pomoże, by nie spotkał kogoś innego, bo zostaniesz z niczym. Jesteś puchem marnym.
Zastanawiałem się dlaczego on wogóle jest jeszcze z Tobą, bo zdrowo myślący mężczyzna, tak jak piszą pozostali tutaj, nie zniósłby takiego upokorzenia, jakie mu zafundowałaś. Atrybutem miłości jest wybaczenia, ale człowiek jest tylko człowiekiem. I jawi mi się taka opcja, z racji swojej pozycji, tego że może mu to zaszkodzić nie może pozwolić sobie na rozstanie z Tobą. Może nawet jest duchownym kościoła protestanckiego.
Jeśli nawet, to cóż ma Twój mąż - ma w zamian za swoją miłość?
- miłośc kobiet która wciąż myśli o kochanku,
- wspaniałe poroże, które mu zostanie do końca życia,
- żonę, która utrzymuje
- dzieci które mogą w przyszłości powiedzieć, moja mama dawała, to czemu ja nie moge dać na boku
- sielankę w domu i wzór do naśladowania - owieczkę która zbłądziła, ale ją przygarnął,
- jesteś pijawką, nie dla tego, że zdradzałaś go fizycznie, ale dla tego, że wciąż to robisz (i żeby była jasność, bo widać że sposób mojej komunikacji z Toba jest wysoce niedoskonały, zdradzasz go nadal wciąż zastanaiwając się nad sprawami kochanka, zakładając ten tema). Jeśli mi nie wierzysz sprawdź to, bo może się mylę, siądź wieczorem ze swoim kochającym mężem i jego zapytaj o to wszystko, co sądzi o tej kobiecie co z nim teraz jest (widzisz moja droga, samo to że wiesz o niej, tak się nią "przejmujesz" obserwujesz jego zycie, nawet przypadkowo świadczy o tym co napisałem) porozmaiwaj ze sowim mężem o tym, jak mocno się zastanaiwasz nad niby ozdrowieniem swojego kochanka, jak bardzo nurtuje Cię ta sprawa, ile uwagi poświęcasz temu , szczególnie na forum, a potem przyjdź i napisz , jakie jestr zdanie Twojego mężczyzny. Albo jeszcze lepiej, załuż mu konto na tym forum, wspólnie sobie to przedyskutujemy.
Szczęść Boże.