A ja znam kolesi, którzy nie są w ogóle przystojni, choć szczególnie szpetni też nie, ale potrafią bajerować laski i skupiają się na swoich zaletach, mają nawet "trochę" zawyżone mniemanie o sobie.
Czy interesuje ich stały związek? Nie powiedziałabym. Oni wolą się bawić - ok, ich sprawa, ale widać od razu, że nie szanują dziewczyn i chcą zaspokajać głównie swoje potrzeby.
I ktoś tu pisał, że panienki takich nie chcą, a jednak... chętnych nie brakuje.
Dziewczyny lubią sobie wmawiać, że "on się ze mną zmieni, będzie lepszy", bo to jej miłość sprawi, niczym zaklęcie czarodziejskiej różdżki.
Moim zdaniem nie, nie zmieni się, jeśli SAM nie będzie chciał i miał na tyle oleju w głowie. Ona może być tylko "bodźcem", ale to wszystko.
Co do urody, to ja mam wysokie wymagania, ale wiele dziewuch twierdzi, że mężczyzna powinien być "trochę ładniejszy od diabła". Najbardziej chyba je odstręcza, jak ktoś się nie myje, jest niechlujny, ma braki w uzębieniu, nie potrafi się porządnie ubrać, ma brudne buty, chodzi zgarbiony itd.
(mnie dodatkowo odstręczają wszelkie nałogi - można się raz na jakiś czas napić trochę alko, ale to wszystko; chód: bujanie się na boki, chodzenie z niewidzialnymi arbuzami pod pachami; sklejone żelem włosy, usyfione, poplamione ubrania; żółte zęby, brud pod paznokciami i zbyt długie pazury, brzydkie dłonie i jeszcze inne rzeczy)
Te niedoskonałości można przecież zmienić, poprawić styl, udać się do dentysty etc.
Trzeba tylko chcieć, ale po co pracować nad sobą pracować, skoro można iść do burdelu, co nie?