Witam. Temat wydaje się ciekawy, choć 38 stron nie byłam w stanie przeczytać.
Generalnie nie uważam agencji towarzyskich za coś strasznego i godnego potępienia, o ile pracujące tam panie są pełnoletnie i był to ich świadomy wybór. Chyba lepiej, żeby mężczyźni chodzili tam niż zwodzili i wykorzystywali kobiety, czy, co gorsza, gwałcili. Jasne, że powinniśmy panować nad popędami, ale nie wszyscy czują się dobrze ze zbyt długą wstrzemięźliwością. U niektórych (chyba zwłaszcza z wysokim libido) rodzi to różne frustracje,schizy itp. A jeśli długa frustracja doprowadzi do depresji i w efekcie delikwent popełni samobójstwo, to można nawet stwierdzić, że od braku seksu można umrzeć
A tak to wejdzie, zapłaci, rozładuje się, wyjdzie... układ jasny, nikomu krzywda się nie stała, co w tym złego? Oczywiście przy założeniu, że klient nikogo nie zdradził, ale o tym później.
Pojawiały się wypowiedzi różnych kobiet, że nigdy by nie chciały partnera, który skorzystałby z takiej usługi. Nie chcę nikogo obrażać, ale nie rozumiem. Znaczy, pewnie, ich wybór, jedna nie chce palacza, inna nie cierpi rudych, kolejna marzy o miłośniku zwierząt... Ale dlaczego mieć pretensje za coś, co miało miejsce kiedyś, w przeszłości, jak nawet się nie znaliśmy? Przystojny, sympatyczny, dowcipny, inteligentny facet (hoho, ale ja tu fantazjuję
) ma zostać skreślony tylko za to, że zrobił cośtam z głupoty/presji otoczenia/ciekawości/desperacji? Nawet, jeśli to był jeden raz, którego gość być może strasznie żałuje? Może jestem jakaś dziwna, ale nie stawiam kryteriów dotyczących przeszłości ewentualnego partnera. Obserwuję go tu i teraz, jaki jest wobec innych i mnie, jakie ma poglądy... Właściwie nie wiem, za jakie dawne czyny w moich oczach facet mógłby być skreślony jako partner, ale musiałoby być to coś naprawdę potwornego. A wizyta u prostytutki to jest tak naprawdę nic.
Odnośnie wizyt w agencji/zdrad gdy druga strona nie chce nagle seksu... Hm, to jest dosyć śliskie. Jeśli ta niechęć nie jest spowodowana jakąś chorobą czy nie wynika z innych strasznych przyczyn (czyli czegoś, co jest do "przeskoczenia",a osoba wykazuje chociaż minimum chęci, żeby to naprawić), to na logikę należałoby się rozstać, bo po co się męczyć. Ale to pisze niecała 20-latka. Nie mam pojęcia, jak to jest dzielić z kimś dekadę (i więcej) życia, mieć wspólny dom, dzieci i kredyt hipoteczny
Nie wiem, jakbym postąpiła w takiej sytuacji, naprawdę nie wiem, więc nic i nikogo nie osądzam. Nikt chyba nie jest w stanie wskazać jedynej słusznej drogi, bo nic nie jest czarno-białe, niestety.