Witam cieplutko , bo na zewnątrz jeszcze mało pozytywnie.
Jak widzę nasz wątek przechodzi w niebyt. Szkoda , bo fajnie było i poczytać, i popisać . Ale chyba wszyscy już mają wszystkie dylematy
za sobą - w sumie to dobrze.
Dzięki justynka_bielsko ... udał nam się wyjazd , było naprawdę super .
A że cisza tu nastała straszna , to ode mnie tylko dla wszystkich "poukładanych" i wszystkich "rozdartych" - wszelkiego powodzenia.
Witam:-)
od "zawsze" podobały mi się kobiety. różne incydenty będąc nastolatką dawały mi do myślenia. jednak prze nigdy nie brałam pod uwagę "bycia w związku z kobietą". i jak przystało na "porządną" wziełam ślub urodziłam dwójkę dzieci po drodze próbując sesku z kobietą. teraz po latach rozumiem wówczas niejako niemalże "przeszłam" obok tego zdarzenia obojętnie choć w tamtym momencie mocno mną wstrzosneło. maż odszedł rozwiodłam się poznałam kolejnego "księcia" madrzejsza o doświadczenia i zdobytą wiedzę. nooo książe okazał się mniej książecy niż sądziłam i tylko jeden incydent sprawił że moje życie odwróciło się o 180 stopni. otóż mój "książe" okazał się erotomanem gawędziarzem czyli "lubię szybki numerek przez telefon" jednocześnie mnie zaniedbując. nooo znalazłam "pyszny" smsesik i prawda zaczeła wyłaniać się po 4 letni związku. szok. bo to miało efekt kuli śniegowej. coraz więcej "tajemnic" wychodziło na jaw. i w moim "paskudnym" rozumku zaświtała szatańska lampka. otóż ja wiedziałam że dla mojego partera seks z kobitą nie jest zdradą. a ja wciąż nienasycona chciałam na legalu zrealizować wieloletnią potrzebę jakim był seks z kobietą. i za jego aprobatą zaczełam szukać. problemów nie miałam ze znalezieniem. problemy zaczeły się później. poznałam super kobietę świadomą siebie wolną szukającą bratniej duszy i do rozmowy, seksu itp. lesbijkę. umówiłysmy się. spędziłyśmy ze sobą kilka upojnych dni w różnym czasie. tego co się stało nawet ja nie mogłam długo pojąć. uaktywniła ona we mnie coś co zmieniło mnie totalnie. jakby zasiała we mnie roślinkę która w bardzo szybkim tempie zaczeła się rozrastać przyprawiając mnie niemalże o zawał. pod wpływem pewnych okoliczności nasze drogi się rozeszły. poznałam drugą kobietę. i tu przewrót był już czystą farmalnością. w ciągu 1 miesiąca przewróciłam swoje życie do góry nogami. odeszłam od faceta związałam się z kobietą. zakochałam w niej do szaleństwa. powiedziałam dzieciom przyjaciłom że zmieniłam orientację. to było jak armagedon. moja psychika szalała. nerwy były na skraju wyczerpania. i trwa to już ponad pół roku. nigdy przenigdy nie byłam szczęśliwsza. po dziś dzień mam czasami wrażenie że śnię. ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest to że ja czuję się w 100% lesbijką pomimo tego iż sypiałam z niejednym meżczyzną. to jest najdziwniejsze. szukałam odpowiedzi bo do niedawna określałam siebie mienem biseksualnej. w dniu dzisiejszym już nie czuję się biseksualna. podjełam decyzję że już nie zwiąże się z męzczyzną. to co daje mi miłość z kobietą to coś czego nie jestem w stanie stworzyć według mnie z żadnym facetem. poza tym no co tu duzo pisać ten wspaniały seks:-). z tego trudno zrezygnować:-). ot tak chciałam się podzielić swoją historią.
pozdrawiam cieplutko wszystkich.
karolina
Witaj karolcia_38 ![]()
...rzeczywiście zakręcona historia,
super że po tylu komplikacjach jesteś teraz szczęśliwa. Podziwiam za odwagę że ujawniłaś się przed otoczeniem, postawiłaś wszystko na jedną kartę aby realizować marzenia. I wierzę Ci że związek z kobietą daje Ci to czego z mężczyzną nigdy nie uda się osiągnąć, bo czasami też mnie nachodzą takie myśli, że z kobietą życie mogłoby być piękniejsze, prostsze...:)
Życzę powodzenia ![]()
Jolene81 :-) historia jest jeszcze bardziej zakręcona ale nie chciałam "zaśmiecać" wątku dlatego króciłam ją maksymalnie. wiesz na dzień dzisiejszy zbierając całe moje doświadczenie z lat poprzednich ba z całego dotychczasowego życia gdy próbowałam stworzyć dobry związek z mężczyzną....... ehhhh.....no ja się poddaję. całkowicie. nie wiem z czego to wynika czy ja jestem jakaś "inna" albo byłam "inna" od zawsze a schowałam to głęboko i realizowałam to co ode mnie oczekiwano. im dłużej jestem z kobietą tym szerzej otwieram oczy ze zdumienia jak dobrze odnajduję się w tym jakby to było moje od zawsze. różnica w porozumieniu diametralna nieporównywalna. nie wiem może wyjątkowo na siebie trafiłyśmy i "efekt" większy. nie jest łatwo jak wiadomo gdy ma się dwoje dotastających dzieci gdy wszyscy wookół są przyzwyczajeni że kobieta jest z mężczyzną no to jest problem gdy okazuje się inaczej. z tym że ja dylematów żadnych nie posiadam. moje życie i to ja mam je przeżyć szczęśliwie. powiem tak życie z kobietą jest zdecydowanie INNE. i teraz pytanie czy ta inność odpowiada. no ja jestem w siódmym niebie:-).
pozdrawiam cieplutko
karolina
Cześć Wam:-))
Fajnie karolcia_38 że się odnalazłaś sama ze sobą , że odnalazłaś szczęście , że jesteś w siódmym niebie .
Oczywiście że życie z kobietą jest inne . Mnie się wydaje - mimo przeciwności społecznych i często braku akceptacji
najbliższego otoczenia- że życie z kobietą jest prostsze, jest więcej płaszczyzn porozumienia, a przede wszystkim właśnie
POROZUMIENIA. Oczywiście, że łatwo nie jest ale cieszę się że miałaś odwagę powiedzieć "tego chcę" . I jak wynika z Twoich
wpisów zostałaś ze swoją decyzją zaakceptowana .
Powodzenia,
Szczęścia
Hej, przepraszam, że zaśmiecam forum...
Chciałam Was zapytać jak poradziłyście sobie z tym, że jesteście Bi ? Wiem, że to nic złego, jednak ja sobie nie radzę. Nie mogę tego u siebie zaakceptować, szczerze mówiąc dopiero dzisiaj sama przed sobą przyznałam się do tego, że JESTEM BI.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie radzę sobie z tym. Proszę pomóżcie. Czy to normalne, że dopiero w wieku 20 lat zmienia mi się orientacja?
Witaj zaklęta_w_ marmur na forum , na tym wątku:-)
Może nie jestem specjalistką od seksualności, psychologii , czy jakiejkolwiek innej nauki która się z tym wiąże , ale...
Na początek muszę zauważyć, że trochę za mało informacji nam tutaj podałaś , aby móc w jakiś konstruktywny sposób odnieść się
do Twojego wpisu . Nie wiem w jaki sposób oceniasz siebie jako osobę BI . Poniekąd z wpisu wynika , że w zasadzie do niedawna
byłaś / uznawałaś się za osobę heteroseksualną skoro piszesz o "zmianie" orientacji . Ale danych jest za mało ....
A co do meritum ...osoby BI najczęściej bardzo ciężko sobie radzą , ale zależy to od szeroko rozumianych okoliczności zewnętrznych i wewnętrznych.
Przede wszystkim upewnienie się , że jest się osobą BI a nie spotkała nas chwilowa fascynacja , a nie z braku innych dostatecznych bodźców jedynie
miewamy fantazje o tym , że z inną kobietą byłoby fajnie itd. Po drugie czynniki zewnętrzne - środowisko , rodzina , tolerancja społeczna itp.
Jeśli wewnętrznie się z tym uporasz to pewnie uporasz się i życiowo , ale jak pisałam już wielokrotnie .... lekko nie jest.
Chwilowa fascynacja? Niestety wątpię. Czasem zastanawiam się, aby to sprawdzić, ale boję się, że mi się spodoba... Mam 20 lat i od niedawna podobają mi się kobiety. Pod względem emocjonalnym. To jest cholernie trudne, naprawdę sobie z tym nie radzę. Nie byłam nigdy z żadnym facetem ani kobietą, więc nie mam porównania. Nigdy nie miałam nic do osób z inną orientacją, lecz u siebie nie potrafię tego zaakceptować. Nie wiem co więcej mogę napisać, to trudne mówić o swoich uczuciach. Mam cholernie niską samoocenę, a teraz jeszcze to...Nienawidzę siebie.
Hej
zakleta... proszę nie pisz że nienawidzisz siebie...
Wiem że może być Ci ciężko i rozumiem Cię doskonale bo sama jakieś 2 lata temu przechodziłam traumę gdy uświadomiłam sobie że jestem bi, ale moja sytuacja jest trochę inna niż Twoja bo mam rodzinę, męża i dziecko...Przed Tobą nie łatwy okres ale gdy się z tym uporasz, zobaczysz że nie jest to takie straszne jak Ci się wydaje a tym bardziej że wszystko przed Tobą, możesz swym życiem pokierować jeszcze tak żeby być naprawdę szczęśliwą. Teraz wydaje Ci się to nieosiągalne ale wierz mi że jeśli będziesz bardzo chciała i spojrzysz na biseksualność nie jak na chorobę a tym bardziej nie aż tak żeby z tego powodu się nienawidzić i zaakceptujesz się, to Twoje życie wcale nie musi być gorsze od innych. Piszesz że nie byłaś nigdy z facet ani kobietą, pewnie jakimś rozwiązaniem będzie się sprawdzić gdy natrafisz na kogoś odpowiedniego.
To wszystko jest jeszcze świeże, może to uczucie zniknie z czasem albo w jakimś stopniu zmaleje że nie będzie Cię to aż tak dręczyć. Póki co daj sobie trochę czasu, nie wiem czy pomogłam ale trzymam kciuki i jakby coś służę pomocą.
Pozdrawiam
Jolene81, powiedz proszę jak udało Ci się z TYM uporać? Jakieś wskazówki, rady, cokolwiek, proszę...Nie radzę sobie z tym.
W jakim wieku sobie To uświadomiłaś? I jak udało Ci się stworzyć w pełni szczęśliwy związek z mężczyzną? Czy dziecko coś zmieniło? Przepraszam za tyle pytań, jeśli sobie nie życzysz nie musisz odpowiadać...
Pozdrawiam, k.
Witajcie:-))
zaklęta_w_marmur.... piszesz , że nie próbowałaś związków , bo boisz się że może Ci się spodobać . A jeśli Ci się spodoba to co ???? A jeśli okaże się ,że daje Ci
to satysfakcję, szczęście, to źle? Nie rozumiem do końca , bo jeśli jesteś osobą BI i absolutnie tego nie chcesz, to jedyne rozwiązanie popracować nad
sobą , skorzystać z pomocy specjalisty - dobrego psychologa . To nic strasznego wierz mi . Tylko ...jeśli naprawdę jesteś BI lub LES ( bo nie wiesz czy naprawdę kręcą Cię w jakikolwiek sposób faceci) to wierz mi ( mówię to z autopsji) jeśli tego nie zaakceptujesz , to może być naprawdę ciężko - nerwica, depresja itp. A zaakceptowanie tej swojej strony, a jeszcze lepiej znalezienie kogoś kogo się naprawdę pokocha i z wzajemnością - wszystko uleczy . Nie ma nic ważniejszego niż własne szczęście , nie wiem dlaczego się tego boisz. Tylko dlatego że to może być "inne" szczęście niż społecznie akceptowalne? Nie warto . A tym bardziej nie możesz mieć pretensji do siebie .
Popieram też słowa jolane_81 , obie mamy podobną sytuację i po okresie związku heteroseksualnego okazało się , że ..."natury nie przeskoczysz" nic na siłe.
Witam
Spoko mogę co nie co napisać o sobie, może dzięki temu spojrzysz na swój problem trochę optymistyczniej? Moja sytuacja jak już pisałam jest trochę inna niż Twoja i sądzę że dręczące wtedy mnie myśli dotyczyły czegoś innego niż Ciebie. Już mając około 18lat czułam że podobają mi się kobiety jakoś bardziej niż wcześniej i bardzo lubiłam na nie patrzeć,ale nie zastanawiałam się wtedy nad tym głębiej bo nie było to uciążliwe. Miałam faceta, potem następnego, wszystko było niby ok, wyszłam za mąż, urodziłam dziecko i nastąpił punkt kulminacyjny gdy ponad 2 lata temu poznałam dziewczynę którą się zafascynowałam, zaczęłam myśleć o niej głębiej, fantazjować itp, i nic by w tym złego nie było gdybym nie zaczęła mieć rozterek i wyrzutów że ukrywam to przed mężem. Wkręcałam się coraz bardziej, pragnienie sprawdzenia się czy faktycznie jestem bi, czy faktycznie będzie mi się to podobać było coraz większe. Wiedziałam że mam rodzinę, zasady którymi w życiu się kierowałam nie pozwalały mi ot tak przespać się z kobietą. Dręczące myśli nie dawały mi spokoju, czułam że pomału wpadam w depresję, nie widziałam z tego wyjścia, w końcu stwierdziłam że jedynym rozwiązaniem będzie przekonać się na własnej skórze i tak się stało. Uczucie bliskości kobiety było niesamowite, czułam że jestem w siódmym niebie. Wszystko było tak jak sobie wymarzyłam...choć na dzień dzisiejszy wiem że chcę być nadal w związku z mężczyzną. Bałam się wyrzutów sumienia ale uporałam się z nimi lepiej niż z tymi dręczącymi myślami. Dziś nie żałuję tego co zrobiłam, wiem że nie jest to fair w stosunku do moich bliskich ale czuję się szczęśliwa, do dziś utrzymuję bardzo dobry kontakt z tą dziewczyną. ![]()
Co mi to wszystko dało??? pogodziłam się z tym że jestem bi i nauczyłam się z tym żyć, po drugie trochę uśpiłam swój pociąg do kobiet co nie zmienia faktu że nadal potrafię się jakąś zafascynować i nachodzą mnie wtedy myśli żeby poczuć tą bliskość znowu, ale nie mam już takiego "parcia". Trochę to u mnie pokręcone, pewnie jak u każdej "bi" ale nie da się wszystkiego tak poukładać i żyć tak jak inni by tego od nas oczekiwali. Mój związek nie jest super, super szczęśliwy z różnych powodów ale kocham i jestem kochana, jestem szczęśliwa, bo chcę!!!
i wierzę w marzenia bo to one nadają życiu sens.
Zaklęta_w_marmur konkretnych wskazówek dla Ciebie nie mam, z tego co piszesz Twój problem nie dotyczy tylko biseksualności i nie wiem czy objedziesz się bez pomocy fachowej porady, jeśli jednak mogę Ci jakoś jeszcze pomóc to pisz tutaj albo na maila bez oporów ![]()
Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki... ![]()
Zaklęta w marmur otrzymała już tyle różnych rad i sugestii... ja ograniczę się tylko do jednej rady. Piszesz że nie byłaś ani z mężczyzną ani z kobietą, podobają Ci się kobiety nie piszesz czy podobają Ci się również mężczyźni? Młoda jesteś.
Wszystko przed tobą, to że czujesz pociąg, bo rozumiem że właśnie to czujesz do kobiet i to Cię przeraża, to nic złego. Kobiety są piękne, są delikatne są pociągające i chyba nie ma w tym nic dziwnego. Moja sugestia jest taka, zaczekaj , pozwól żeby sprawy potoczyły się swoimi torami.
Mam pytanie do jolene81, piszesz że z kobietą z którą spróbowałaś jak smakuje miłość masz dobry kontakt, rozumiem że to była taka dwustronna ciekawość, że ta dziewczyna tez tylko chciała się przespać? Chciałyście sprawdzić jak się ma fantazjowanie o kobiecie do rzeczywistości i tylko miał być to jeden raz?
Bo chyba największa podłość to rozkochać , sprawdzić jak smakuje i dojść do wniosku że cudownie, ale wole męża i zostawić. Dlatego właśnie... dla takich zachowań nie ma dobrych opinii o kobietach bi, właśnie dlatego chodzą te niewybredne dowcipy i powiedzenia w stylu "żeby życie miało smaczek .... "Oczywiście nie generalizuje i mam nadzieje ze w twoim wypadku właśnie tak nie było.
Zaklęta w marmur otrzymała już tyle różnych rad i sugestii... ja ograniczę się tylko do jednej rady. Piszesz że nie byłaś ani z mężczyzną ani z kobietą, podobają Ci się kobiety nie piszesz czy podobają Ci się również mężczyźni? Młoda jesteś.
Wszystko przed tobą, to że czujesz pociąg, bo rozumiem że właśnie to czujesz do kobiet i to Cię przeraża, to nic złego. Kobiety są piękne, są delikatne są pociągające i chyba nie ma w tym nic dziwnego. Moja sugestia jest taka, zaczekaj , pozwól żeby sprawy potoczyły się swoimi torami.
Mam pytanie do jolene81, piszesz że z kobietą z którą spróbowałaś jak smakuje miłość masz dobry kontakt, rozumiem że to była taka dwustronna ciekawość, że ta dziewczyna tez tylko chciała się przespać? Chciałyście sprawdzić jak się ma fantazjowanie o kobiecie do rzeczywistości i tylko miał być to jeden raz?
Bo chyba największa podłość to rozkochać , sprawdzić jak smakuje i dojść do wniosku że cudownie, ale wole męża i zostawić. Dlatego właśnie... dla takich zachowań nie ma dobrych opinii o kobietach bi, właśnie dlatego chodzą te niewybredne dowcipy i powiedzenia w stylu "żeby życie miało smaczek .... "Oczywiście nie generalizuje i mam nadzieje ze w twoim wypadku właśnie tak nie było.
Tak, podobają mi się mężczyźni ale nie potrafiłabym związać się i stworzyć rodzinę jak jolene81. Podziwiam, szanuję.
Na co mam zaczekać? Nie chcę wiązać się z facetami, nie chcę czuć nic do kobiet. Łudziłam się, że to tylko chwilowe, ale jest coraz gorzej.
Miszmasz, czy twoim zdaniem młoda = niezdecydowana, głupia, niedoświadczona?
Uwierz mi, że trochę już w życiu przeszłam, chciałam sobie wszystko ułożyć, ale nie mogę bo dzieje się coś czego nie rozumiem i nie akceptuję.
Hej
Nie jestem niczyim adwokatem , ale nie wydaje mi się aby stwierdzenie , którego użyła "miszmasz" dotyczące Twojego młodego wieku "zaklęta_w_marmur" nie miało sugerować takich negatywnych ocen wobec Ciebie . Ja również mogłabym takiego sformułowania użyć . A chodzi generalnie o to , że skoro pociągają Cię również faceci , a na tym etapie uznałaś że nie mogłabyś z nimi tworzyć związku, to może po prostu potrzebujesz na to więcej czasu , może wraz z upływem czasu spotkasz kogoś z kim taka perspektywa się pojawi . Przecież nie ma obowiązku tworzyć związku jakiegokolwiek tu i teraz , albo nawet w ogóle . Jeśli zaś nie akceptujesz tego , że pociągają Cię kobiety , to nie gryź się z tym sama - pozwól sobie pomóc jakiemuś fachowcowi. Psycholog jak każdy lekarz - zobowiązany jest do tajemnicy , tylko zorientuj się aby był to dobry , "certyfikowany" specjalista . Inaczej się nie da ...
Ja też miałam wątpliwości , rozterki , różne etapy w życiu od czasów pradawnych . Pojawiało się i znikało - taka fala ...czasami Bałtyk czasami tsunami.
Trzeba przeczekać i nad sobą pracować.
601 2013-03-14 13:49:33 Ostatnio edytowany przez zakleta_w_marmur (2013-03-14 13:50:15)
Masz rację, przepraszam za moją reakcję, po prostu jest to dla mnie trudne stąd tak gwałtowna reakcja na słowa miszmasz.
Macie rację, dostałam dużo rad. Większość z nich polega na : " poczekaj, daj sobie czas..." jednak ja nie potrafię czekać, to zżera mnie od środka.
P.S. cieszę się, że trafiłam na to forum, dajecie mi trochę nadziei, że może jakoś to będzie.
Jeszcze raz przepraszam za moją impulsywność Ciebie miszmasz jak i pozostałych użytkowników forum.
zaklęta_w_marmur
To nie chodzi abyś tutaj nas przepraszała , bo staram się zrozumieć Twoją sytuację , a tu na forum , jest sporo osób z podobnymi dylematami.
Masz prawo do emocjonalnych reakcji , a skoro emocjonalne to mogą się zdarzyć również nieadekwatne do sytuacji. Jest ok - z mojej strony.
Mam jednak do Ciebie pytanie ... dlaczego nie dopuszczasz do siebie myśli , że możesz być w związku z kobietą ? Jakieś inne powody niż "społeczna
poprawność"? czy kwestie światopoglądowe? Nie znam Twojej sytuacji , ale może są jakieś warunki, okoliczności zewnętrzne , które nagle wywołały reakcję
niepożądane przez Ciebie ? Wiesz w mądrych pismach często podaje się , że czynnik homoseksualny ujawnia się w specyficznych warunkach , a dla kobiet
oprócz odizolowania, pozbawienia wolności często takim czynnikiem są : internat, akademik itp. zbiorowości . Może dasz radę zmienić "klimat" , otoczenie.
Natomiast raz jeszcze powtórzę ...warto iść do specjalisty .
Witam
Tak myślałam że mój post może zostać odebrany tak jak Ty miszmasz go odebrałaś. Wywołałaś mnie do odpowiedzi więc piszę choć nie ma chyba wytłumaczenia na to co się wydarzyło w moim życiu i co bym nie napisała i tak będzie to odebrane jako zdrada męża z kobietą. Tak..., masz rację przez takie coś osoby biseksualne odbierane są "...żeby życie miało smaczek raz dziewczynka raz chłopaczek..." uważam jednak że duża część nas jest po prostu w rozdarciu i chyba nigdy w 100% nie będziemy szczęśliwi ani z kobietą ani z mężczyzną, w tym przypadku les mają lepiej bo wiedzą czego chcą ![]()
Zanim uświadomiłam sobie że mogę czuć do kobiet coś głębszego, założyłam rodzinę i nie chcę teraz tego zmieniać. Bliski kontakt z kobietą tak naprawdę miał wykluczyć moją biseksualność ale tak niestety się nie stało. To był ciężki okres, chciałam się określić, znaleźć własne "ja", trudno mi było przyznać się sama przed sobą że mogę być bi, teraz potrafię to zrobić, oswoiłam się z tym i jest ok
Dziewczyna z którą byłam też chciała się sprawdzić ale nie jest bi u niej to była czysta ciekawość. Pisząc że mam z nią bardzo dobry kontakt, miałam na myśli że mogę z nią pogadać o wszystkim a szczególnie o tych sprawach bo nie mam innej tak zaufanej osoby. Nie ogłaszam się z tym na około bo życia by mi to nie ułatwiło, dobrze jest tak jak jest. Dziś czuję wewnętrzny spokój choć wiem że do czasu, gdy jakiś dół z tego powodu mnie nie dopadnie...wtedy będzie pod górkę ale za jakiś czas znów z górki...heh samo życie
Grunt ,umieć sobie z tym radzić a ja czuję że mam na to siłę.
I znowu się rozpisałam, przepraszam ale nie umiem tak w paru zdaniach opisać swoich myśli
Pozdrawiam
Ależ nic się nie stało jolene81:) Dziękuję za wyjaśnienie i... i jeśli tak się sprawa przedstawia to rozumiem i uważam że jest ok, ty się sprawdziłaś, ona się sprawdziła, nikt nie został pokrzywdzony. Dlaczego zadałam Ci to pytanie, bo spotyka się że dziewczyny podające się za bi mają tylko i wyłącznie ochotę zaspokoić swoje fantazje, wiem wiem że to nie jest wykładnik, równie dobrze mogą robić tak kobiety heteroseksualne jak i lesbijki. Przygoda, szybki seks bez zobowiązań. Możliwe że ja jestem mało tolerancyjna, że myślę innymi kategoriami ale dla mnie musi być to coś, te motylki żeby seks był wysokich lotów.A żeby tak było musi być uczucie a te jak wiadomo łatwo zranić.
605 2013-03-15 13:41:19 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-03-15 13:46:48)
ja tak tylko dołączę do dyskusji małą dygresję. biseksualność to nie "sypianie z tą samą płcią". biseksualność to całość człowieka to gotowość do tworzenia prawdziwego związku zrówno z płcią przeciwną jak i tą samą. bardzo często ludziom mylą się te "etykiety". i stad to całe zmieszanie. pójście do łóżka z tą samą płcią chwilowa fascynacja ma niewiele związku z biseksualnością bo ona rozszerza się do wszystkiego co nas dotyczy. osoba biseksualna jest gotowa na miłość związek zaangażowanie współodpowiedzialność z osobą z którą jest bez względu na płeć. kiedyś przeczytałam bardzo trafne określenie osoby biseksualnej która opisała że jak jest w związku z mężczyzną to jest z nim w 100% i jeśli jest w zwiazku z kobietą to też jest w nim całą sobą i na 100%. to jest biseksualność. gotowość do tworzenia związku na 100% z obiema płciami.
zalkęta w marmur ja mam wrażenie że nie tędy droga. i coś mi sie wydaje po twoich wpisach że nie można mówić o biseksualiźmie/homoseksualiźmie. mam masę koleżanek hetero które w swym żyiu miały epizody emocjonalno erotyczne z kobietami i żadna z nich nie jest biseksualna bo każda deklaruje tylko gotowość do związku z mężczyzną. chciałabym ci napisać "przesadzasz histeryzujesz" ale z tego co napisałaś przyczyna twoich przesadnych reakcji leży na głębszym poziomie. po prostu panikujesz bo nie masz przepracowanych kwestii z dzieciństwa. do tego obracasz sie w homofobicznym środowisku masz małą wiarę w siebie i problem gotowy. ja wiem że "problem" twojej orientacji seksualnej jest jedynie wierzchołkiem góry tego nad czym powinnaś się zastanowić przepracować. i pamiętaj to że całe życie jesz pizze z ananasem nie oznacza że peperoni nie jest dla ciebie zdrowsze i gdybyś sprawdziła przekonałabyś się o tym. poza tym orientacja to nie dziwny twór którym możesz w dowolny sposób manipulować. ona jest dana człowiekowi i czy ci się to podoba czy nie jest nierozerwalną częścią ciebie. w związku z tym że ty generalnie się nie lubisz to każdy objaw własnej naturalności traktujesz obcesowo. do tego twoja głowa napakowana jest fałszywym ja do tego dochodzą stereotypy fałszywe przekonania i żyjesz w haosie. nie zaklęta twoja orientacja została ci już przydzielona i nie martw się nią martw się tym że nie kochasz i nie akceptujesz siebie. zacznij od tego.
pozdrawiam ciebie ciepło
karolina
Witam:)
Nadal się poznaję, analizuję każde emocjonalne odczucia...i jak głębiej się zastanowię nad tym co napisałaś karolcia_38 to ta teoria osoby biseksualnej jest taka oczywista a jednak wcześniej jakoś się nad tym nie zastanawiałam,...tak...czuję że potrafiłabym zakochać się w kobiecie bo zakochujemy się w ludziach a nie w tym co mają w spodniach bo jakby nie było jest nam to obojętne, podnieca nas ciało mężczyzny i ciało kobiety:)ale jeśli patrzeć na psychikę i osobowość mężczyzn a kobiet to nieporównywalnie bardziej odpowiada mi kobieta i pewnie gdybym określiła się wcześniej, przed zakochaniem w mężczyźnie a znalazłabym miłość w kobiecie to moje życie mogłoby się potoczyć inaczej
Choć nadal mam wrażenie że zawsze czułabym że czegoś mi brakuje, że coś mnie omija będąc w związku z kobietą czy w związku z mężczyzną...i to w tej orientacji powoduje że często czuję się w rozdarciu.
Wiem że nie można mieć wszystkiego, więc STARAM się cieszyć z tego co mam i brać z życia to co mi daje dobrego. ![]()
"...szczęście to sposób życia i patrzenia na świat..."
607 2013-03-16 15:44:02 Ostatnio edytowany przez zakleta_w_marmur (2013-03-16 20:25:03)
biseksualność to całość człowieka to gotowość do tworzenia prawdziwego związku zrówno z płcią przeciwną jak i tą samą.
Zatem to oznacza, że nie jestem Homo, Hetero ani tym bardziej Bi. Bo nie potrafię tworzyć "prawdziwego związku" jak to Ty ujęłaś.
po prostu panikujesz bo nie masz przepracowanych kwestii z dzieciństwa.
Co do 'dzieciństwa', już go nie zmienię. Nie zmienię tego co było.
"problem" twojej orientacji seksualnej jest jedynie wierzchołkiem góry tego nad czym powinnaś się zastanowić przepracować.
Próbowałam, ale jak już mówiłam nie da się. Myślisz, że nie chciałam się zmienić? Otworzyć? Zaufać? PRÓBOWAŁAM. Ale teraz nawet nie wiem czy warto było. Czasami myślę że byłoby lepiej gdyby mnie nie było. Nigdy nie byłam szczęśliwa i nigdy nie będę. Możecie się ze mnie śmiać, mówić, że mam tylko 20 lat, nie znam życia itp. Ale ja po prostu czuję się wypalona.
Tak długo próbowałam się dostosować, że teraz już sama nie wiem kim jestem.
zaklęta_w_marmur
Jak wynika z Twojego wpisu zrobiłaś ten sam błąd, jaki ludzie najczęściej robią ..."próbowałam się dostosować" . I tu jest "pies pogrzebany"
chciałaś być jak wszyscy , chciałaś się "podobać" innym . A jak dalej wynika chciałaś to zrobić dla innych, ale dla ludzi którzy nie są tego warci .
Skoro nadal nie znajdujesz zrozumienia , to z tymi którzy Cię otaczają nic nie zdziałasz- zmień towarzystwo.
A poza tym , popieram moje przedmówczynie , chyba zaczynasz histeryzować sama nie wiedząc czego chcesz. Wymyśliłaś sobie że musisz być w związku a chyba jeszcze do tego daleko . Co Ci szkodzi poczekać?
zaklęta_w_marmur czytam dokładnie co piszesz i powiem Ci że ja się już pogubiłam , piszesz o swoim nie przystosowaniu , piszesz o tym ze sam nie wiesz kim jesteś, piszesz "Ludzie nadal mnie traktują jak stare, śmierdzące jajo. A ja chciałabym być tylko być szanowana. I chciałabym dowiedzieć się kim tak naprawdę jestem." proszę daj jakieś przykłady , ja naprawdę nie znam ludzi i nie wiem co to znaczy traktować kogoś jak śmierdzące jajo. Chciałybyśmy Ci pomoc ale trudno pomagać nie wiedząc dokładnie o co chodzi? Bo to że podobają Ci się kobiety to chyba nie powód do tego że by tak pisać jak piszesz to chyba nie powód ze ludzie traktują cie źle , choć nie wiem czym to zło się objawia? Przybliż nam swój problem a my spróbujemy się ustosunkować do niego.
610 2013-03-16 19:53:14 Ostatnio edytowany przez zakleta_w_marmur (2013-03-16 20:41:00)
Macie rację, histeryzuję. Wydaje mi się, że zbyt wiele negatywnych emocji się we mnie uzbierało, zbyt wiele złych doświadczeń, teraz jakby coś we mnie pękło.
Przepraszam, że musiałyście czytać moje żałosne wpisy, ja po prostu jestem przerażona tym, że moja orientacja tak gwałtownie się zmienia, wręcz na siłę szukam powodów. Analizuję co zrobiłam źle, gdzie popełniam błąd...
Mojej przedmówczyni chciałam tylko powiedzieć, że nie szukam związków. Wręcz przeciwnie, boję się ich.
Sama siebie nie rozumiem dlatego nie dziwię się, że Wy też. Żałosna jestem, wiem.
Przepraszam za zaśmiecanie. Myślę teraz, że to wszystko zagalopowało tak daleko, że nie da mi się pomóc.
611 2013-03-16 22:33:51 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-03-16 22:38:46)
Macie rację, histeryzuję. Wydaje mi się, że zbyt wiele negatywnych emocji się we mnie uzbierało, zbyt wiele złych doświadczeń, teraz jakby coś we mnie pękło.
Przepraszam, że musiałyście czytać moje żałosne wpisy, ja po prostu jestem przerażona tym, że moja orientacja tak gwałtownie się zmienia, wręcz na siłę szukam powodów. Analizuję co zrobiłam źle, gdzie popełniam błąd...
Mojej przedmówczyni chciałam tylko powiedzieć, że nie szukam związków. Wręcz przeciwnie, boję się ich.
Sama siebie nie rozumiem dlatego nie dziwię się, że Wy też. Żałosna jestem, wiem.
Przepraszam za zaśmiecanie. Myślę teraz, że to wszystko zagalopowało tak daleko, że nie da mi się pomóc.
ehhh.....
nie umiesz tworzyć prawdziwych związków..... twoja reakcja na moje słowa bardzo dużo pokazuje co w tobie siedzi i co mocno w ciebie uderza czyli gdzie leżą punkty zapalne. jak pieknie odzytałaś i zinterpretowałaś słowo "prawdziwy związek" i do tego jak powiązałaś to z orientacją. skoro nie umiem tworzyć związku to znaczy że jestem bez tożsamości seksualnej czyli lipa straszna. i bunt gotowy. a to co ja napisałam o prawdziwym związku było w odniesiebiu tego co napisała jolene81 by ona zajrzała w głąb siebie i zobaczyła czy to co napisałam jest zgodne z tym co czuje. bo przespać się z ta samą płcią to nie to samo co tworzyć prawdziwy związek. "prawdziwy" w tym konkretnym kontekscie oznacza "normalny, standardowy oparty na miłości trosce i budowaniu wspólnej przyszłości" a nie jedynie na łóżkowych fascynacjach. i zapewniam cię że to iż nie jestes zdolna do związków nie odziera cię z tożsamości seksualnej i danej tobie orientacji.
tak dzieciństwa nie zmienisz ale rozpracujesz skrypty które rządzą tobą a ty nie zdajesz sobie z tego sprawy. i cierpisz. cierpisz bo masz nawkładane do głowy cały syf i toksyny od przemocowych rodziców. nie umiesz rozdzielić co rzeczywiście twoje a co pochodzi od twoich oprawców.masz bardzo złe nawyki myśleniowe wynikające z przeżytych w dzieciństwie traum. siebie widzisz oczami oprawców. błąd goni błąd. jest z tego wyjście. rozpracować dzieciństwo. oddzielić fałsz od prawdy. i zaopiekować się sobą należycie.
masz komplenie nierealistyczne podejście do zaufania otwierania się itp. to ty decydujesz czy chce zaufać czy nie czy chcesz się otworzyć czy nie. a jeśli ktoś tego nie uszanuje trudno idziesz dalej. ale ty masz problem z czym innym. masz bardzo niskie poczucie wartości na siłę zabiegasz o akceptacje. bo akceptacja daje ci pozorne poczucie bezpieczeństwa. cały swój świat budujesz na wodzie. wszystko co robisz jest rozpatrywane przez ciebie przez pryzmat dostosowania się do innych bo ty łakniesz akceptacji niemiłosiernie. i tragedia gotowa. bo nikt na świecie ci nie jest w stanie tego dać. to dają kochający mądrze rodzice. a ty zostałaś tego w koszmarny sposób pozbawiona.
cała reszta to ewidentnie twoje zranione dziecko. raz tupie nóżką złości się że nie dostaje tego co chce potem dewoluuje siebie pogrąża (tak jak robią to rodzice) by za chwile łagodnieć i uspokajać się. tak działają małe dzieci. ty masz takie w sobie. zranione cierpiące przerażone zdezorientowane które rozpaczliwie woła o miłość i akceptacje. i to jest twój pierwotny i największy problem. i to powinnaś przepracować. ale to boli. bardzo boli. więc uciekasz złościsz się. a możesz to zmienić wszystko masz w sobie. tylko nie pozwalasz sobie na dotarcie do tych miejsc. masz w sobie i siłę i mądrość i piękno. popracuj nad tym a znajdziesz drogę do tego.
pozdrawiam ciepło
karolina
karolcia_38 bardzo mądrze sensownie piszesz na tym wątku.
Zawodowo masz coś wspólnego z psychologią ? Czy tylko tak trafnie potrafisz pisać na TEN temat?
Ale wszystko co napisałaś jest trafne co do zasady . Tylko główny problem w tym żeby takie osoby
jak np. zaklęta_w_marmur chciały to na chłodno przeczytać i zastosować .
Nie , nie oceniam "zaklętej" źle , bo wydaje mi się że rozumiem jej frustrację wynikającą z sytuacji w jaką wpadła.
Ale dokąd ona sama nie zechce się dookreślić to my tutaj niewiele możemy . nie wiem czemu się uparła żeby "tu i teraz"
zakładać związki , dlaczego nie chce zmienić toksycznego towarzystwa w jakim jest i czemu kwestionowała pomoc specjalisty?
No ale wiemy o drugim człowieku tyle ile nam sam powie ...zwłaszcza jeśli jest to kontakt wirtualny.
Pozdrawiam ,
miłej , optymistycznej niedzieli
a słonko co raz piękniejsze i cieplejsze:-)
Zatem co zrobić żeby się zmienić? Żeby chociaż odrobinę chorej osobowości naprawić? Tylko nie mów o wizycie u psychologa. Wykonałam ogromny krok, że się przed wami otworzyłam, to takie trudne, a przecież jestem anonimowa...
Może masz rację z tym dzieckiem, czasami czuję się taka bezradna...A przecież całe życie starałam się być twarda
masz w sobie i siłę i mądrość i piękno. popracuj nad tym a znajdziesz drogę do tego.
Przecież gdybym miała siłę to nie zwracałabym się z prośbą o pomoc, sama bym sobie pomogła. Gdybym miała choć kroplę mądrości wiedziałabym, jak sobie pomóc. Gdybym miała piękno ludzie traktowaliby mnie inaczej.
Destrukcja, masz rację, nie znasz mnie, to tak cholernie trudne o sobie mówić, zwłaszcza jeśli nie ma się powodów do dumy, pamięta się tylko te złe chwile, nie mam pojęcia co mam jeszcze powiedzieć. Co do 'toksycznego towarzystwa' to chyba nie da się go zmienić.
614 2013-03-18 10:15:53 Ostatnio edytowany przez jolene81 (2013-03-18 11:01:55)
Zaklęta w marmur napisałaś "...Przecież gdybym miała siłę to nie zwracałabym się z prośbą o pomoc, sama bym sobie pomogła. Gdybym miała choć kroplę mądrości wiedziałabym, jak sobie pomóc. Gdybym miała piękno ludzie traktowaliby mnie inaczej..."
Każdy ma w sobie piękno, tylko nie każdy człowiek to w nas widzi, Ty też go masz ale widocznie nie trafiłaś na ludzi którzy to piękno chcą w Tobie zobaczyć. Nie załamuj się...
Mądrość w sobie masz, to czuć przy czytaniu Twoich wypowiedzi, może w tej chwili nie potrafisz sobie pomóc ale napisałaś tu i jakiś krok już zrobiłaś w tym kierunku. Myślę że z czasem uda Ci się wyjść na prostą, ale musisz w to uwierzyć...
Nie mamy powodów żeby się z ciebie śmiać, jesteś zagubiona i masz prawo do histerii, pewnie nigdy aż tak źle się nie czułam ale wierzę że może Ci już brakować sił. Słowo "psycholog" działa na ciebie jak płachta na byka, zawsze możesz tu pisać i wyżalić się, my możemy dawać ci różne rady mniej lub bardziej trafione ale zdania nie zmienię że pomoc psychologa jest jedynym rozwiązaniem bo tylko on da radę wgłębić się w twoje problemy. Może teraz jeszcze nie nadszedł na to czas, nie masz na tyle siły żeby się przed kimś otworzyć. Zrobiłaś to tutaj i wierzę że kiedyś zrobisz to też przed kimś mądrym w realu. Trzymam kciuki ![]()
615 2013-03-18 12:39:22 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-03-18 12:42:13)
karolcia_38 bardzo mądrze sensownie piszesz na tym wątku.
Zawodowo masz coś wspólnego z psychologią ? Czy tylko tak trafnie potrafisz pisać na TEN temat?
:-) nie jestem psychologiem ale psychologia fascynuje mnie od 16 lat. poza tym przeszłam terapie w różnych nurtach. a piszę dość trafnie bo przeżylam "to samo" co zaklęta. a z racji wieku nazbierało się trochę i wiedzy i doświadczenia.
Ale wszystko co napisałaś jest trafne co do zasady . Tylko główny problem w tym żeby takie osoby
jak np. zaklęta_w_marmur chciały to na chłodno przeczytać i zastosować .
Nie , nie oceniam "zaklętej" źle , bo wydaje mi się że rozumiem jej frustrację wynikającą z sytuacji w jaką wpadła.
Ale dokąd ona sama nie zechce się dookreślić to my tutaj niewiele możemy . nie wiem czemu się uparła żeby "tu i teraz"
zakładać związki , dlaczego nie chce zmienić toksycznego towarzystwa w jakim jest i czemu kwestionowała pomoc specjalisty?
No ale wiemy o drugim człowieku tyle ile nam sam powie ...zwłaszcza jeśli jest to kontakt wirtualny.
Pozdrawiam ,
miłej , optymistycznej niedzieli
a słonko co raz piękniejsze i cieplejsze:-)
dokładnie tak jak piszesz zaklęta nie jest w stanie chłodo czytać bo się w niej "gotuje". zwróć uwagę że "tu i teraz" tak mają małe dzieci. zaklęta tak własnie funkcjonuje. ma być tu i teraz więc tupie nóżką ma piąstki zaciśnięte i grymasik na twarzy i domaga się tego na czym obecnie jest skoncentrowana. to jest domena zaniedbanych niekochanych mądrze dzieci. ma być tu i teraz a jak nie będzie to strzelamy focha i się "obrażamy" ewentualnie "rzucamy" do osób które nie zaspokoiły naszych potrzeb.
typowa postawa roszczeniowa. wynika ona z besilności bólu przeżytych traum i cierpienia niemożności zapełnienia deficytów uczuć potrzeb z dzieciństwa.
Zatem co zrobić żeby się zmienić? Żeby chociaż odrobinę chorej osobowości naprawić? Tylko nie mów o wizycie u psychologa. Wykonałam ogromny krok, że się przed wami otworzyłam, to takie trudne, a przecież jestem anonimowa...
Może masz rację z tym dzieckiem, czasami czuję się taka bezradna...A przecież całe życie starałam się być twarda.
co zrobić by się zmienić.... iść na terapie
naprawić chora osobowość.... i to jest właśnie ta toksyna która w tobie płynie to jest to kłamstwo którym się karmisz i byłaś karmiona przez innych, to jest fałsz nieprawda, nie masz niczego naprawiać a w szczególności siebie, a to o chorej osobowości to jest trucizna która w tobie płynie i nie ma to nic zgodnego z prawdą. widzisz siebie oczami oprawców masz przez to zaburzoną percepcję świata i samej siebie. ulegasz iluzji. żyjesz w nieprawdzie w matrixie myląc oba światy ten realny twój i ten wymyślony przez twoich katów.
tylko wizyta u specjalisty ewentualnie rozmowa z dojrzałą mądrą osobą jest w stanie ukazać tobie błędy w myśleniu. jeśli nie chcesz uczestniczyć osobiście zrób to poprzez internet. i zastanów się nad PRAWDZIWĄ przyczyną niechęci do rozmawiania o swoich problemach i jakiemu fałszywemu przekonaniu ulegasz. np. wszyscy inni nie mają takich problemów jak ja, jeśli pójdę do psychologa czy psychiatry to jestem wariatka i masa innych.
Przecież gdybym miała siłę to nie zwracałabym się z prośbą o pomoc, sama bym sobie pomogła. Gdybym miała choć kroplę mądrości wiedziałabym, jak sobie pomóc. Gdybym miała piękno ludzie traktowaliby mnie inaczej.
i w takich momentach dostaję białej gorączki. pozstaram się jak najkrócej. gdzie zaklęta znaczy się w jakiej bajce zaklęta wyczytalaś że ludzie "silni" nie zwracają się o pomoc??? gdzie wyczytałaś że ludzie mądrzy potrafią odpowiedzieć sobie na każde pytanie????? i gdzie wyczytałaś że ludzie piękni potrzegani sią wszędzie tak samo???? kolejne trujące schematy nieprawdy chore bajki które traktujesz jak prawdy życiowe a one z nimi nie mają KOMPLETNIE NIC WSPÓLNEGO!!!!!! każda terapia powinna się zaczynać od odrucia. a zauważyłam im bardziej zartruta osoba tym większe toksyczne przekonania zarówno w ilości jak i głębi. stereotyp goni stereotyp. to jest między innymi przyczyna że gonisz za własnym "ogonem" i cały czas stoisz w miejscu (choć jest krok otworzyłaś się na forum nie zmarnuj tego).
tak zaklęta nie wszyscy potrafią klepać tak osobie jak np. ja. jednak to nic innego nie oznacza jak to że się różnimy. to dobrze bo gdyby tyle gaduł było na świecie co ja to kto by nas słuchał:-)))). jesteś jedyna w swoim rodzaju i jeśli twoja "skrytość w mówieniu o swoim świecie" wynika z naturalnych predyspozycji to niczego NIE WOLNO ci zmieniać a jedynie zrobić z tego pożytek. a uwierz że można.
......"pamięta się tylko te złe chwile.." nie zaklęta NIE PAMIĘTA się tylko złych chwil TO TY TYLKO PAMIĘTASZ TE ZŁE CHWILE. może być nawet tak że jesteś bardzo do ich pamięci przywiązana pielęgnujesz je "podlewasz jak kwiatki" i opiekujesz się nimi. to ma coś na celu. ale jak napisałaś nie znam cię a nie potrafię wyczytać z kilku zdań jaki to mógłbyć cel. i zapewniam cię że nie WSZYSCY tak mają. to mechanizm w tobie. pamiętać to co złe. i cierpieć. co wcale nie oznacza że na poziomie świadomym jesteś masochistką. wiem o czym piszę bo i ja czsami bardzo cierpię wewnętrznie a wcale tego nie chcę. tylko ja nauczyłam się sobie z tym radzić i wprowadzać inne machanizmy narzędzia naprawcze. co do "towarzystwa" to wydaje mi się że piszesz o rodzicach i jeśli jeszcze z nimi mieszkasz to w rzeczy samej trudno będzie ci zmienić otoczenie ale można to trochę obejść. tylko musiałabyś troszkę pogłówkować i poszukać.
pozdrawiam ciepło
karolina
616 2013-03-18 18:15:16 Ostatnio edytowany przez destrukcja (2013-03-18 18:54:11)
WItajcie:-)))
karolcia_38 dziękuję za odpowiedź . Nawet wiedząc że nie jesteś z "branży" pozwolę sobie raz jeszcze pochwalić Twoje trafne wpisy.
Jak to mówił Kargul - mądrego to i nie żal posłuchać:-))
Ja też miałam w swoim życiu różne epizody w tym ponad roczną współpracę z psychologiem. Miałam poważny problem z całkowitym
otwarciem się , wyartykułowaniem swoich problemów , wątpliwości . Gdy spróbowałam raz wyjaśnić , że jestem osobą BI to moja terapeutka
usiłowała mnie przekonać że tak nie jest . Darowałam sobie współpracę z nią . Dlatego rozumiem zaklętą_w_marmur że ma opory przed tym , ale...
No właśnie , zawsze jest jakieś ale ... Mimo wszystko uważam że warto . Przyznałam się do tego przed kimś , powiedziałam głośno i już samo to
pomogło . Poza tym w wielu innych sprawach pomoc nadeszła ... Więc nadal będę się upierać , że warto . Bo inny terapeuta może inaczej prowadzić
spotkania a i każda z nas jest inna i też inaczej zareaguje na terapię .
Zaś w sprawach ogólnych ... moim zdaniem z biseksualizmem "nie można sobie poradzić" - to odnośnie tego co pisała "zaklęta" . tak jak nie można sobie
poradzić z homoseksualnością czy heteroseksualnością . Ot - ten typ tak ma i tyle. Można na jakiś czas wyciszyć, wycofać się -jeśli bardzo się uprzemy,
ale jak już wielokrotnie pisałam to kiedyś wróci .
:-) hahahaha teraz do mnie dotarło że źle odczytałam słowo "branża". ehhh.... co to te określenia robą z człowiekiem. branża odczytałam jako lesbijka bo tak niektóre panie kochające panie się określają. i tu nastąpił lapsus bo wszkam jestem z kobietą. i już krzyczeć chciałam że jak to nie jestem z "branży" skoro jestem i to na 200%. hahaha. no ale przeczytałam ze trzy razy i wreszcie pojełam że o "psychologa" chodzi i tą branżę. no i widziecie teraz co we mnie siedzi jak mocno chcę się identyfikować z lesbijką. nie wiem do czego to mi potrzebne ale co tam niech i tak będzie.
co do psychologa który usiłował cokolwiek tobie narzucać to chyba nie ma tu specjalnie nad czym deliberować. od takiego "fachowca" należy niezłocznie wiać co żeś uczyniła. a dobry terapeuta to taki który poprzez swoją wiedzę umiejętnosci potrafił stworzyć taką przestrzeń dla klienta w której klient czuje się na tyle bezbiecznie że sam powoli uwalnia nagromadzone problemy. no ja należe do szczęciarzy bo tylko z takimi terapeutami miałam do czynienia. ja jedynie nie mogę czasami zrozumieć dlaczego ludziom tak trudno jest zaakceptować to kim są. tzn. ja znam mechanizmy ale mnie bardziej interesują te osobiste powody te blokady nie mogę się z tym pogodzić bo...... jeśli możecie podzielcie się tym z innymi. może to w jakimś stopniu pomoże innym w zrozumieniu.
618 2013-03-18 20:32:18 Ostatnio edytowany przez zakleta_w_marmur (2013-03-18 20:52:10)
Nie, to nie jest tak, że ja ?pielęgnuję w sobie te wspomnienia?. To wszystko powróciło. Tak nagle i niespodziewanie. Im dłużej się zastannawiam nad tym wszystkim tym bardziej boli. Cholernie boli. Może gdybym się nie urodziła to moi rodzice byliby inni. Szczęśliwsi. I jeszcze ta dziwczyna z grupy?ehh. Chyba na pewno jest coś ze mną nie tak.
Myślę też, że moje ?problemy? są niczym w porównaniu z tym co przeżywają niektórzy ludzie.
Bo przecież nie byłam molestowana ani gwałcona. Nikt ważny dla mnie nie zmarł w kwiecie wieku. I myślę, że to żałosne, że nie mam ochoty żyć z tak błahych powodów . Cholernie żałosne.
O jednego żałosnego człowieczka mniej na świecie.
Dzięki wszystkim za cenne rady. Z tak ogromnym ciepłem jeszcze nigdy się nie potkałam.
Karolcia nie mieszkam z rodzicami, wyprowadziłam się zaraz po maturze. To byłoby chore gdybym nadal tam mieszkała. Teraz mają przynajmniej o jeden problem z głowy.
Sądzę, że zamknę ten temat, dziękuję za pomoc. Naprawdę wstyd mi, że dodaję wam kolejny, beznadziejny post. Przepraszam.Chciałam tylko podziękować ale jakoś tak wyszło.
Cieszę się, że jesteście szczęśliwe. Podziwiam za odwagę. Szanuję za mądrość i cierpliwość.
Destrukcja masz rację co do karolci38.
Przepraszam za chaotyczność wypowiedzi. Tyle myśli jednocześnie. Tyle emocji. Mam nadzieję, że zrozumiecie.
Pozdrawiam,
619 2013-03-19 13:56:35 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-03-19 13:58:53)
zaklęta ja ma pewną propozycję. nie mam czasu by teraz pisać ale zachęcam cię do tego byś napisała do mnie na maila. jeśli zgodzisz się postaram ci się trochę pomóc. przemyśl to i napisz. do niczego cię to nie zobowiązuje w każdej chwili przecież możesz się wycofać. ja jak cię czytam martwie się że jesteś w depresji że ciągniesz się w dół a ja wiem i "widzę" że możesz wiele zmienić. musisz tylko chwilkę "przystanąć posłuchać i pomyśleć" ale nie w tym deprecjonyjącym cię klimacie. w innym.
pozdawiam cieplutko i czekam na odzew
karolina
moje gg 5970036
Witam wszystkie panie,
Jestem tutaj nowa i pisze pierwszy raz.
Mam problem bo nie wiem czy jestem les czy biseksualna. Podobają mi się mężczyźni ale też pociągają mnie kobiety. Chciałabym spróbować też z kobietą. Nie mogę porozmawiać o tym ze znajomymi bo nie wiem jak na to zareagują. Niektórzy nie akceptują homoseksualistów i nie wiem jak by zareagowali gdyby się dowiedzieli o mnie. Mam nadzieje że wy mi coś doradzicie.
Pozdrawia
Angelika
A jakiej ty porady Andziu od nas oczekujesz? Może poczytaj trochę naszych wcześniejszych wypowiedzi a poradę o którą prosisz znajdziesz, dużo słów wyjaśniających problematykę już tu zostało napisanych.
... wpisałąm w google 'kiedy kobieta kocha kobiete' .... znalazłam to forum, pełna lęków i obaw postanowiłam napisać!! nie będę się rozpisywać, ale muszę z siebie wyrzucić emocje, choćby bez odzewu, poprostu mam nadzieję że poczuję ulgę kiedy "głośno" to napisze, bo dusi mnie to i odbiera wiare i siłę na lepsze jutro!!! zatem mam męża i dziecko, i coraz gorzej odnaleść mi się w roli matki i żony! od trzech lat czuję jak oddalam się od męża, zawsze miałam słabość do kobiet, często zdarzały mi się jakieś bliskie 'sytuacje' z nimi ale dopiero teraz zaczęłam patrzeć na to pod kątem swojej orientacji, pomogła mi w tym włąśnie kobieta, kobieta w której zakochałam się nader dojrzałą miłością, mam 31 lat i nigdy wcześniej nie doświadczyłąm tak intensywnie tego uczucia, trwa 'przewlekle' od trzech lat, niestety kobieta ta tez ma rodzinę i jej uczucie jest w zasadzie znikome, jesteśmy bliskimi koleżankami choć kilka lata temu łączyło nas coś więcej, najpierw były rozmowy o pragnieniu kobiety później przełożenie teori do czynu, namiętne wieczory, roskosz dla ciała i duszy i nagle skończyło się gdy zaszło to zbyt daleko tzn kiedy w gre weszło moje uczucie, dla niej to była zabawa, dotyk i roskosz jakiej nie miała od męża bo był nieczułym tyranem, "romans" się skończył z dnia na dzień! nadal mamy kontakt, bardzo bliski ale oparty tylko na koleżeństwie. To doświadczenie utwierdziło mnie w tym że nie pociągają mnie mężczyźni!!! mój mąż jest bardzo przystojnym mężczyzną, wysportowanym, umięśnionym a ja czuję jak napływa we mnie coraz większa niechęc do jego ciała!!! sex z mężem wywołuje łzy, chodzę do łóżka jak za kare.... wiem, że nie zmienie tego bo on kocha mnie ponad wszystko, a ja lubie go jak przyjaciela ale "udaję stan zakochania z przyczyn technicznych nieosiągalny", nie daje mu odczuć że coś jest nie tak, dotykam i "oddaję' się jak przystało na żonę ale myślami jestem daleko!!!!! bardzo daleko!!!! czasem tak trudno wspiąść się na wyżyny wyobraźni... no bo jak? kochać się z mężczyzną a pragnąć kobiety.... poświęciłam swoje "spełnienie" dla rodziny, dla syna, uważam że to najlepsze co mogę zrobić, nie odejde, to straszne co napisze ale mam nadzieje, że spotkam kogoś, kobiete taką jak ja, która będzie z rodziną ale która będzie chciała mieć kogoś kto pozwoli dotknąć czasem marzeń .... poddaję się bo choć ciężko to nauczyłam się żyć w takim 'układzie', zastanawiam się tylko czy ktoś jeszcze tkwi w czymś takim? i jak długo dam rade??????????????
Witaj madziara31_ na naszym wątku :-)
Gdy ja pierwszy raz napisałam, wyraziłam się zrobiło mi się lepiej na duszy . Może Tobie też pomogło, na ogół to działa.
Nie wiem jak bardzo studiowałaś ten wątek , ale wynika , że wiele kobiet boryka się z sytuacją taką jak Twoja . Jesteśmy tu
kobiety pozostające w "poprawnych" związkach , mające rodziny mniej lub bardziej szczęśliwe. Mające też "drugie" skrywane
życie , życie wykraczające dalece poza fantazje. Więc się da ...wiem, wiem zaraz odezwą się głosy , że to życie na pół gwizdka
albo że to oszukiwanie nie tylko siebie ale przede wszystkim innych osób - męża , dzieci itd. Ale wiem też że są osoby, które to
zrozumieją . Taki świat, takie otoczenie , taka społeczność , strach przed brakiem nie tylko akceptacji ale również brakiem
zwykłej tolerancji . Dotyczy to zwłaszcza osób BI . Bowiem osoby BI mają tzw. fazy i kiedy górę bierze orientacja hetero wchodzą
najnormalniej w świecie w typowe związki , zakładają rodziny, rodzą dzieci . A potem - prędzej czy później - odzywa się ta druga natura.
I wtedy dylemat ... zostawić rodzinę czy ... prowadzić podwójne życie ?
Dużo łatwiej jest wówczas w sytuacji, gdy z jakichś powodów życie emocjonalne i seksualne z partnerem wygasa i osoby są ze sobą
z przyzwyczajenia, przyzwoitości czy innych przyczyn . Jeśli śpi się obok męża a nie z nim.
Nie wiem madziara31_ co Ci poradzić . Z własnego doświadczenia wiem , że nie bez komplikacji ale da się poukładać to i owo, ale to zależy
od okoliczności , od nas samych , od warunków zewnętrznych.
zwyczajnie przegapiłam wszystkie sygnały jakie natura dawała! może nie były dość intensywne jak w ostatnim czasie!! może nie chciałam ich odbierać w ten sposób, może nie czytałam ich tymi kategoriami swojej 'inności'. Jesteśmy z mężem bardzo zgodnym małżeństwem, mamy te same pasje, kochamy sport, oddajemy się jemu bez reszty - ja bynajmniej.... oddaję... szukam w sporcie ukojenia, cielesnej satysfakcji skoro innej nie mam! kocham go jak przyjaciela, czuję sie z nim bezpieczna i wiem, że jestem dla niego całym światem przez co nie mam odwagi i sumienia zburzyć tej konstrukcji!!! nie chce by był nieszczęśliwy, tym bardziej nie chce by moje dziecko na tym ucierpiało i dlatego godzę z sobą i całym światem na taki los!!! jest dokłądnie tak jak piszesz destrukcja, stworzyłąm sobie dwa równoległe światy, ten realny i ten na wyżynach wyobraźni... nie ma dnia bym o którymś z nich zapomniała!!! patrze teraz na syna jak się bawi i nie wyobrażam sobie gdyby miało go nie być! ale nieobecność męża już widzę... mogłąbym żyć sama z dzieckiem i nie oszukiwać nikogo, nie udawać, nie budzić się obok mężczyzny w momencie kiedy marze o tym by obok tulić kobietę!!!
kiedy miała 'na boku' kobietę, kiedy mogłam być z nią blisko, wtedy wracałam do męża radosna - to straszne co pisze, ale właśnie tak było!!! byłam lepsza dla niego, chciałam być! może to wyżuty sumienia może endorfina która jeszcze tętniła we krwi ale byłąm szczęśliwa!!! brakuje mi tego bardzo!!!!! teraz pozostał tylko sport...kochanką jest rower, moja szosówka która daje ukojenie zatem czekam wiosny jak powietrza do życia!
to pisanie na forum, to może jakaś forma szukania rozgrzeszenia siebie? zrozumienia? nie wiem, ale wreszcie pisze o tym co czuje, co mnie boli... upuszczam zgromadzone emocje i niech stanie się lrzej
dziękuję destrukcja
może przeczytam słowa potępienia co nie zdziwi mnie wcale ale taka karma. nie skarżę się, myśłe że akceptuję, ja tylko chce to przetrwać, nie myśłe o przyszłości, oddaję sie chwili i temu co kolejne dni przyniosą.
Nie jestem samateraz to widze, to średnie pocieszenie w zaistniałej sytuacji ale to zawsze jakiś plus...
625 2013-03-21 10:50:11 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-03-21 10:52:09)
ehhh.... ja to doskonale rozumiem ale tok myślenia jest według mnie "nieco" błędny. ja też przegapiłam wszystkie sygnały że jednak wolę kobiety. wyszłam za mąż mam dwójkę dzieci. choć zawsze komunikowałam wszem i wobec że jestem bi. mąz też o tym wiedział. rozwód. potem kolejny mężczyzna. i pękło. ale ja nie o tym. tak czasami się zdarza że zwyczajnie DOJRZEWAMY do określenia się w sferze naszej seksualności. i nic z tym nie możemy zrobic. tym bardziej winić się za to lub szkalować. inaczej NIE WOLNO nam tego robić bo to jesteśmy MY koniec kropka. walczyć z tym to głupota polegniemy na calej lini wyczerpani. trzeba to zaakceptować w sobie. nie ma innej drogi. i zgadzam się z destrukcją ludzie biseksualni mają o wiele trudniej. szczególnie gdy są współodpowiedzilani za dzieci.
madziara czytając to jak spełniasz swoje "pseudoobowiązki" małżeńskie przeszedł mnie dreszcz. choć rozumiem. jednak wyrządzasz sobie ogromną krzywdę. jest duże prawdopodobieństwo że okupisz to zdrowiem. albo w końcu siądzie ci psychika albo pojawią się symptomy somatyczne. na razie funkcjonujesz na zasadzie "jakoś to będzie" i "może dam radę". ja jak czytam takie teksty to mnie serce boli dosłownie. bo to wszystko co się z tobą dzieje odbywa się na bardzo głębokim poziomie a konsekwencją twoich wyborów będzie to ze zostaniesz zmuszona by odciąć się od swojego ciała staniesz się zombii. nie dajesz sobie prawa do istnienia siebie prawdziwej. tym samym żyjesz w oszustwie podcinasz sobie skrzydła więzisz się. oszukujesz nie tylko siebie ale wszystkich wookół. oni nie zdają sobie sprawy z tego że przed nimi stoi nieprawdziwa Madzia. ja funkcjonowałam identycznie. i piszę to z pozycji osoby która przestała siebie oszukiwać i poczuła na sobie jak kolosalną różnicę to ROBI. miałam takie zajebiste olśnienie. po moim można powiedzieć pierwszym (choć juz miałam kontakty seksualne z kobietami ale to jak byłam nastolatką) miłosnym uniesieniu z kobietę siedziałam przed tv (zaraz po) patrząc na ten wirtualny bęben z "bananem na ustach" i tak siedzę i siedzę i myślę co do cholery jest ze mną. czułam że jest coś inaczej jakoś dziwnie że pojawiły się nieznane dotąd emocje uczucia. i nagle bach! oooooo maaatkoooo. ja pierdolę. nie możliwe! dotychczas było to jedynie w sferze moich marzeń sądziłam ze to tylko w bajkach i filmach hollywoodzkich otóż BYŁAM Z A S P O K O J O N A !!!!! i o zgrozo na WSZYSTKICH POZIOMACH. szok niedowierznie. i tak jest po dziś dzień. zrozumiałam na jakim hamulcu jechałam jak spalałam się ile straciłam. tego już nie można było odwrócić. odeszłam od meżczyzny związałam się z kobietą. i to jest i była moja najlepsza decyzja. mam dwoje dzieci. zaakceptowały mnie całą bez oszukiwania ich. nie mogłam nie potrafiłam oszukiwać moje dzieci musiałam im powiedzieć kim jestem. zrozumiały.
"kiedy miała 'na boku' kobietę, kiedy mogłam być z nią blisko, wtedy wracałam do męża radosna - to straszne co pisze, ale właśnie tak było!!!"
nie to nie straszne to normalne. o tym pisałam powyżej. byłaś zaspokojona. i teraz zobacz jak to wpływa znacząco na twoje życie i jaką ogromną ma to moc. zastanów się nad tym.
też uważam jak destrukcja
"Z własnego doświadczenia wiem , że nie bez komplikacji ale da się poukładać to i owo, ale to zależy
od okoliczności , od nas samych , od warunków zewnętrznych."
i jak zwykle wybór należy do ciebie:-)
pozdrawiam ciepło
karolina
Cześć Wam:-))
Prawda jakie to fajne ... Jak człowiek znajdzie tę swoją właściwą połówkę , to chociaż wie że oszukuje bliskich, chociaż wie że może moralnie zachowuje
się "nie teges" wobec bliskich , to jednak tego szczęścia, zadowolenia , spełnienia - nie da się zetrzeć z twarzy . Ja tak jak i Wy odkryłam w sobie wiele różnych
dobrych rzeczy . I mimo że nie mogłam powiedzieć, że w małżeństwie nie byłam szczęśliwa, to w tym drugim życiu , dzięki niemu stałam się o wiele szczęśliwsza.
Odkryłam co znaczy miłość, zaufanie , jak cudownie jest być blisko z kimś kogo się kocha, jak ekscytujące jest zwyczajne bycie z ...że o innych aspektach nie
wspomnę bo to totalny odlot. Ale owszem przekładało się to pozytywnie na moją rodzinę . Ogólnie stałam się lepsza, milsza , mniej sfrustrowana codziennością.
A ile dodatkowej energii ile zapału do działania . No więc ...to chyba u wszystkich tak jest jak czytam ...
karolcia_38 podziwiam Cię i zazdroszczę odwagi do tego by żyć własnym życiem! Ja choć fizycznie jestem silna - psychicznie mizerota ze mnie! nie mam tyle odwagi i siły przebicia! Moje życie zabrnęło zbyt daleko... już nawet nie chodzi o małżeństwo, o dziecko ale sprawy nader istotne czyli wspulna firma i dom wybudowany za kredyt! Do tego dochodzi małe miasteczko w którym mieszkam w którym wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą!!! Czasem naprawde mam ochote zostawić to wszystko bez żalu, poprostu wyjść tak jak stoję, choćby teraz ... to wydaję się proste ale wcale takie nie jest! I patrząc na to wszystko z perspektywy lęku przed konsekwencjami wolę tkwić w tym!!! Jestem zwykłym tchurzem ot!! Więc nie mam prawa narzekać bo sama decyduję się na takie życie!! pomyślał by ktoś że straszna ze mnie altruiztka, poświęca siebie dla innych, w tym przypadku dla męża - mężczyzny, syna, nie uważam się za taką i nie oczekuję nagrody za to! Uczę się żyć z tym! Boję się że długo tak nie pociągnę i dlatego uciekłam w sport, wkładam słuchawki z muzyką i biegam, nawet mróz nie powstrzyma mnie przed tym by biec przed siebie do utraty tchu, gdy sezona na rower jeżdżę po trzy godziny robiąc w tym czasie ponad 100km,i mogę tak każdego dnia!!! paradoksalnie to co najbardziej pozbawia mnie sił - daje mi ich najwięcej.... do tego by wstac z łóżka, by iść do pracy, by poprostu nie oszaleć!!!!
karolcia, destrukcja, i wiele innych kobiet... mamy to porównanie, mężczyzna - kobieta, matko boska!!! wiem jak ogromna przepaść jest pomiędzy!!! mężczyzna, obok niego kłądę się spać jak za karę, zwijam się w kłębek szczelnie i zasypiam pełna nadzieii że mnie nie dotknie, że nie będzie mnie chciał a kiedy już zapragnie oddaję się niczym kłoda, zamykam szczelnie oczy i myślę o kobiecie dotykając siebie, skupiając się tylko na sobie... kobieta, obok kobiety nie umiałabym zasnąć! Na samą myśl mam dreszcze... jestem kobietą raczej taką co to chce dotykać, pieścić i całować, tą silną i dominującą takim "mężczyzną"... kochać i rozpieszczać kobietę przecież to czysta esencja przyjemności!!!!!!!!!!
Jazda na hamulcu, dobre określenie, trafione.... Kochać się z kimś z szeroko otwartymi oczami.... tego pragnę o tym marze!!!
A okoliczności ku temu, no cóż, niesprzyjające!!! brak odwagi by to zmienić i brak możliwości w małym mieście by znalęśc kogoś w podobnej sytuacji, to nadal jest tematem tabu, o tym się głośno nie mówi!!! To tylko kwestia przypadku, że kiedyś gdzieś wpadnę na kobiete taką jak ja.... Jezu jak mi dobrze że mogę o tym "głośno" pisać! naprawde jest mi lepiej! to kolejna rzecz która dodaje mi wiary i siły na lepsze jutro!! do przeczytania ![]()
madziara31_
Piszesz o swoich pragnieniach , marzeniach, o miłości "z otwartymi oczami" . To fajnie , że przynajmniej wiesz , czego chcesz.
Mówisz, że mieszkach w miejscu gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą i pewnie wiesz co mówisz. Ja mieszkam w sporym mieście ale ...
tutaj też sporo ludzi sporo wie o innych , to chyba taki nasz "klimat" że ludzie interesują się życiem innych bo swoje życie im nie wystarcza.
Dobrze że masz swoje pasje , sport , że chce Ci się . Ja pamiętam że mi się nie chciało i źle się skończyło . Wiedziałam , że w sytuacji kryzysowej nie ma nic lepszego niż wysiłek fizyczny, ale do tego też trzeba mieć siłę żeby się zebrać. Ja jej nie miałam ...Teraz gdy mam
kogoś kogo kocham i kocham to co mam okazało się , że nie trzeba farmaceutyków.
Wracając do tematu ... a kto Ci powiedział , że powinnaś szukać kogoś w swoim otoczeniu? Czy nie możesz nawiązać z kimś kontaktu gdzieś dalej ? Jak się chce to się znajdzie . Czy nie masz możliwości żeby od czasu do czasu wyjechać z domu ? Że tak powiem - w odwiedziny do koleżanki?
Jak się bardzo chce , to tak jak wcześniej pisałam , da się to i owo zorganizować . Nie jest to super proste i może do końca satysfakcjonujące dla każdej ze stron , ale się da.
witaj destrukcja, odpowiadając na Twoje pytanie czy mogłe gdzieś wyjechać - odpowiadam, że w każdej chwili mogę i to robię, mam koleżankę od której zaczęła się moja 'przygoda' z kobietami w W-wie, achhhh nie dodałam wcześniej bardzo istotnej rzeczy otóż mój mąż wie że jestem bi, nie zdaje sobie tylko sprawy jak bardzo to jest zaawansowane w moim przypadku, jak bardzo tego pragnę i jak bardzo muszę to ukrywać żeby nie zrobić mu przykrości! Lena też ma męża.... też kryje pragnienie, czasem oddajemy się chwili, szybko, gdziebyle... to tylko 'mechanizm' takie zaspokojenie popędu!!! widzisz, miałam kobietę którą kochałam i kocham po dziś dzień do szaleństwa!!!! mogłabym oszaleć przy niej!!! ale skończyło się to z hukiem trzy lata temu kiedy zostałyśmy przyłapane...! nadal się widujemy, nasze relacje są czysto przyjacielskie, to co było mdz nami jakby nas do siebie zbliżyło psychicznie ale fizycznie to KONIEC i to chyba ćwiartuję mnie najmocniej,to kiedy stoję obok niej i nic nie mogę zrobić, jestem jak sparaliżówana a myśli w mojej głowie bładzą po jej ciele jakże mi znanym i upragnionym!!! Czasem pozwoli się dotknąć, musnąć usta na ułamek sekundy co dawało mi całą wieczność, ale teraz już wiem, że "wieczność to tunel kończący się dupą" jak to śpiewa Nosowska! Kawałek jej ust był moim punktem zaczepienia, czymś czym żyłam, na co warto było czekać tygodniami, ta radość i cieniutka niteczka nadzieii na dreszcze jakie daje tylko ONA, nie chciałam już nic więcej tylko tych warg i oddechu... wczoraj pękło mi serce, bo wiem że nie mam na co czekać, ona jest przede wszystkim hetero, znalazla męskie usta...... nie umiem jej nie kochać i nie umiem nie krwawić w sercu kiedy uświadamiam sobie jak bardzo ja nic dla niej nie znaczę! miłość jest bezwzględna!!!!!!
mój problem polega na tym że największą przyjemność daje mi dotykanie i pieszczenie kobiety która coś dla mnie znaczy, która nie jest tylko ciałem, ale która jest duszą, uosobieniem moich wszystkich zmysłów!!! dla mnie to nie zabawa! kiedyś znalazłam na jakimś forum nr gg kobiety, zaczępiłam ja zatem a ona od razu wyjeżdża mi z 'piepszeniem'!!! o nic nie pytałam nie prosiłam a ta przysyła mi zdjęcie z gołymi cyckami!! pozostało mi się tylko pożegnać! nie tędy droga, zbyt się szanuję i cenie by bawić się w takie bezeceństwa!!! znalazłam to forum, zanim sie zalogowałam poczytałam posty by upewnić się że mam do czynienia z "normalnymi" ludźmi, by poprostu móc "głośno" napisać o tym czego pragnę, tak właśnie zwyczajnie
idę pobiegać, poprostu muszę bo zwariuję, tęsknota doskwiera czasem zbyt dotkliwie
((
630 2013-03-22 18:03:51 Ostatnio edytowany przez miszmasz (2013-03-22 19:33:19)
Dużo słów zostało już powiedziane na temat biseksualizmu , są różne teorie i różnie orientacja ta jest tłumaczona . Uważam ze jeśli kocham jeśli chce poświecić swoje uczucia, zainteresowanie kobiecie to nie ma w tym nic złego. Kocham i jestem kochana i to się liczy. A czy udało nam się ułożyć swoje życie, czy nie bardzo, możemy starać się tak to wszystko zorganizować żeby i mieć ciastko i zjeść ciastko. I tak jak napisała destrukcja, nie zawsze jest to satysfakcjonujące ale przy odrobinie dobrej woli może się udać.
Filmik trochę może wyjaśnić, ale może tez namieszać w głowie zależy to od naszego nastawienia do życia i do tego co chcemy. http://www.youtube.com/watch?v=VqSO5VLz2qY
Czy biseksualizm czy homoseksualizm a nawet heteroseksualizm...
Co za różnica , ważne by znaleźć swoją właściwą drugą połówkę i kochać, kochać, kochać
Tak , przyznam rację madziara31_ ja też uwielbiam kochać, dotykać, pieścić oraz sprawiać inne drobne przyjemności poza cielesne . To bardzo ekscytujące i dające wiele przyjemności. I masz
rację z tym , że musi temu towarzyszyć coś więcej niż tylko zwykłe oderwane od innych aspektów
pożądanie . Zakochanie , motyle w brzuchu na samą myśl o bliskości, spotkaniu itd. W Twojej, mojej sytuacji właśnie najważniejsze jest znaleźć osobę "w podobnym układzie" akceptującym naszą sytuację. Mnie się szczęśliwie udało i korzystamy z życia jak myślę z obopólną satysfakcją .
Dziewczyny a myślałyście o związku z chłopakiem bi, sam jestem bi i wydaje mi się że gdybym spotkał dziewczynę bi było by mi łatwiej w takim związku jakoś lepiej się dogadać nie ukrywać tego , co o tym myślicie ?
wiecie co jak was czytam to zaczęłam się zastanawiać. i faktycznie przychylam się do tego co napisała miszmasz chcieć ciastko i zjeść ciastko to głównie przedziera się przez wasze posty. ja poniekąd też podobnie funkcjonowałam z jedną małą różnicą mnie wówczas gdy byłam zamężna (mąż też widział że jestem bi) fascynowały kobiety fizycznie i chodziło głównie o sex. nie mogę oprzeć się wrażeniu że to mieć i zjeść zwyczajnie jest niemożliwe do realizacji na dłuższą metę i skończy się czkawką. ktoś w tym "układzie" w końcu zacznie cierpieć. uważam że aby "realizować" się w takiej "konstelacji" trzeba być mega "twardym" kontrolować się bardzo mieć wszystko poukładane. a mi jakoś nie idzie to w parze z tym o czym np. madzia pisze. bo ewidentnie z jej postów wynika że ona pragnie zaangażowania emocjonalnego. ona chce "popłynąć" i zespolić się z kobietą w ich wrażliwym delikatnym świecie. co zresztą uczyniła i zobaczcie ile ją to kosztuje cierpienia. poza tym apetyt rośnie w miarę jedzenia chcemy więcej i więcej jest coraz lepiej fajniej rozumiemy się bardziej. to jest balansowanie na krawędzi przepaści. byle podmuch wiatru zwali w otchłań. i pomimo że rozumiem chęć tworzenia dwóch związków (gdy wydaje nam się że inaczej nie można lub nie mamy odwagi by sięgnąć po to czego pragniemy) to uważam że koszty są ogromne. chyba że macie predyspozycje do poliamorii. niemniej ja wiem jak oszukiwanie niszczy nas od wewnątrz. piszę to z doświadczenia bo zdradzałam. i nas więzi i powoli stajemy się niewolnikami sytuacji podcina nam się skrzydła bo drżymy z dnia na dzień że się wyda. i rośnie poczucie winy. poza tym nigdzie nie jesteśmy na 100%. ani w związku z mężczyzną ani w związku z kobietą. i teraz pytanie czy to wszystko jest warte takich kosztów? gdzie nie jesteśmy albo uczciwi albo prawdziwi. albo jedno i drugie. ja nie oceniam bo sama jestem nie lepsza ale mam porównanie. i powiem ze różnica jest kolosalna. zdradzałam (nie nagminnie ale zdarzało mi się) udawałam kogoś kim nie jestem poniosłam klęskę. dlatego gdy zakochałam się w kobiecie rozpieprzyłam wówczas obecny związek w kilka dni. wszystko we mnie wrzeszczało że mam dość tego więzienia i ciągłego udawania kogoś kim nie jestem. i to była najlepsza decyzja jaką w życiu podjęłam. nawet jeśli nie będę z moją partnerką. ja jedynie namawiam do uczciwości wobec siebie bo ta uczciwość daje wam wolność. a wolność daje siłę i nieograniczone możliwości wyboru. tego wam z całego serca życzę.
pozdrawiam ciepło
karolina
634 2013-03-26 18:20:54 Ostatnio edytowany przez destrukcja (2013-03-26 18:39:10)
No,no karolcia_38 ...niby napisałaś , że nie chcesz nikogo oceniać itd. jednak Twój tekst ma charakter ocenny , również wobec mnie, moich postów . W pierwszej chwili stwierdziłam , że
solidnie nam "dołożyłaś" ale nie to żebym miała się obrazić. Masz prawo tak właśnie widzieć nasze , moje postępowanie. Powiem więcej może masz rację a może nie . Wiesz na podstawie postów chyba jednak nie do końca można jednak oceniać źle postępowanie osób takich jak ja, a wiem że nie ja jedna mam tzw. drugie życie . Nie wydaje mi się abym była wyzuta z wszelkiej moralności, żebym tylko udawała, nie była sobą i tylko okłamywała otoczenie . To zbyt złożony problem . Teraz poteoretyzuję , bo akurat nie dotyczy to mnie , ale....czy uważasz że tak łatwo po kilku , kilkunastu latach małżeństwa rzucić wszystko? A co jeśli są dzieci , małe dzieci , a co jeśli ma się wspólne z małżonkiem źródło utrzymania, jeśli jest szereg innych okolicznosci wykluczających? Może to i rodzaj hipokryzji , ale wierz mi w pewnym wieku nie jest to jak pstryknięcie palcami. Gdy wszystko tak daleko zabrnęło? Pójść za głosem serca - jasne , ale wiesz że w tym kraju, w tym społeczeństwie takim krokiem przekreślasz wszystko, może nawet tracisz wszystko . Dla miłosci , wolności, szczęścia warto? Oczywiście że warto , Ale to głos mojego serca . A gdy partnerka po miesiącu powie że jej już to nie bawi, albo każda z was nie poradzi sobie z presją otoczenia , z tęsknotą za dziećmi np.? Trudno czasami tak wszystko zostawić . Pewnie uznasz to za hipokryzję, egoizm itp. ale...masz prawo tak to widzieć . Ja tego tak nie widzę . Owszem wiem , że w domu nie jestem do końca sobą bo tak się to życie potoczyło . Nie widzę aby moja rodzina na tym cierpiała , zaryzykowałabym tezę że wręcz przeciwnie . Moja partnerka zna moją sytuację a ja znam jej . Jesteśmy w tym ze sobą szczere , od początku wiedziałyśmy jak jest i jasno postawiłyśmy sobie granice . Wiemy że mimo tego że apetyt rośnie w miarę jedzenia , to jednak wiemy kiedy i jakie środki zastosować na pohamowanie apetytu. To naprawdę nie jest historia czarno-biała .
A tak już na sam koniec...jak zjeść ciastko i mieć ciastko? Da się ! Jeśli się ma dwa ciastka :-)))
zapewne karolcia_38 masz dużo racji ale jednak całkowicie utożsamiam się z ostatnim postem destrukcji!
Ja naprawdę staram sie być fair wobec własnej rodziny choć w takich okolicznościach słowo "fair" jakoś nie jest adekwatne.... mimo wszystko staram się dla syna przede wszystkim! dla męża w zasadzie też, przecież to nie jego wina że zrozumiałam siebie za późno... on kocha mnie, zawsze tak samo, zawsze mocno dla niego NASZA rodzina to niezbędny tlen do życia a ja nie mam serca pozbawiać go tego!!! Może to podłe, nieuczciwe, może jakiś stopień egoizmu w tym jest ale nie chce by i on był nieszczęśliwy, dwoje smutnych rodziców nie wróży szczęśliwego dzieciństwa dla naszego syna. Zatem dla mnie to jedyne wyjście mieć kogoś, kobietę....'pomocną' radość na boku by ciągnąć ten wózkek zwany - życie. Wyhodować drugie serce, brzmi niesmacznie ale wieże że można.
Widzisz karolcia, taka już jestem, że nie czerpię przyjemności z bylejakiego sexu czy jakiejkolwiek roskoszy cielesnej, ja muszę poznać kogoś, zbudować z kimś miłe relacje na zasadzie kumpelstwa a z czasem dołączyć do tego inne roskosze, to buduje i potęguje pragnienie, nie przypadkowe macanki w kiblu w klubie, takie można mieć na pęczki za każdym razem jak jestem w W-wie, ale zbyt się szanuję by korzystać z takich "atrakcji".. jakkolwiek to zabrzmiało, nie miałam zamiaru nikogo obrażać. Jestem kochana, ja kocham męża bardziej na zasadzie przyjacielstwa a potrzebuję kochać, potrzebuję patrzeć i pragnąć oczami pełnymi miłości...nie potrafię tak spojrzeć na męża, na kobietę potrafiłam....i za tym tęsknie postokroć!!!!
Jest mi źle, czasem bardzo ale zaczynam wieżyć, zaczynam mieć nadzieje... zanim trafiłąm na to forum, nie miałam jej i nawet nie uzurpowałam sobie prawa do posiadania jakiejkolwiek nadzieii ale zrozumiałam że to nic złego chcieć ciut więcej dla siebie! Choćbym miała się zakochać!!! Mężowi nie ubędzie... mało tego, wiem z doświadczenia że na tym zyska!!! Jestem dobrą żoną choć wewnątrz kryję frustrację i tłumię pragnienie, uśmiecham się i nie daję po sobie poznać że coś jest nie tak, nauczyłam się tak żyć, czasem zapominam że można inaczej..... A mój potencjalny 'romans' z kobietą, no cóż, w przypadku gdzie nie ma się odwagi czy sumienia rzucić wszystkiego, może być tylko zbawienny dla obojga małżonków... pod warunkiem że "TA" kobieta zgodzi sie na taki układ.... to moje zdanie, moje sumienie, mi przyjdzie za nie zapłacić, tak czy inaczej dzięki za wsparcie i w sumie słowa krytyki, człowiek nie z tych co by zaraz miał się obrażać
każdy ma prawo do własnego zdania czy oceny, ot.
pozdrawiam ![]()
636 2013-03-26 21:30:15 Ostatnio edytowany przez miszmasz (2013-03-26 22:14:18)
Czy nieogłaszanie wszem i wobec że jesteśmy bi jest oznaką dwulicowości?
Nie wydaje mi się, nie jest to prowadzenie podwójnego życia, raczej zatajenie pewnych faktów
ze swojego życia. Przecież nie każdy musi wszytko wiedzieć. Nie latamy po ulicy krzycząc jestem bi.
Oczywiście masz racje madziara 31 że chcesz być w porządku w stosunku do rodziny, do męża ale czy takie postepowanie będzie wporządku
w stosunku do partnerki ? Czy jej nie będzie poprzeszkadzało że wyjdziesz z łózką po stosunku z mężem,
choćby nie był on dla ciebie satysfakcjonujący i przyjdziesz kochać się z nią? Ja bym nie mogła... paraliżowała
mnie myśl że moja partnerka i jej mąż w łóżku? Możliwe że tylko ja tak mam,że tylko mnie to przeszkadzałoby,
ba chyba byłoby nie do zaakceptowania, że seks to seks i wszystko jedno z kim i kiedy. Ale wiem że tak można
zresztą słowa destrukcji "jak zjeść ciastko i mieć ciastko? Da się ! Jeśli się ma dwa ciastka :-)))" może wskazywać że można,
że się da, więc życzę aby się udało mieć dwa ciastka i oboma się cieszyć. Wiem również że bardzo ciężko zakończyć
małżeństwo trwajace iles tam lat, wiem to po sobie. Na początku pisałam... ja też jestem mężatką i choć jest to małżeństwo tylko
na papierze to jednak jest. O tym że kocham kobietę nie wiedzą również dzieci, możliwe że się domyślają ale
nigdy nikt głośno o tym nie mówił. To prawda że nie powiedziałabym swojej rodzinie, nie ten czas nie te lata. I nie takie warunki. Ale też nie uważam że zdradzam.
Na pewno młodym kobietom łatwiej jest zerwać wszystko, dzieci małe łatwiej się zaadoptują w nowej sytuacji młodość,
daje inne możliwości. Miłość uskrzydla pomaga przezwyciężyć wszystkie trudności.
Karolcia napisała " nie mogę oprzeć się wrażeniu że to mieć i zjeść zwyczajnie jest niemożliwe do realizacji na dłuższą metę i skończy się czkawką" no chyba ze czkawka wcześniej przyszła i mąż to już tylko dodatek.
Właśnie często tak bywa. Madziara31 proszę wytłumacz co miałaś na myśli pisząc te słowa" Choćbym miała się zakochać!!! Mężowi nie ubędzie... mało tego, wiem z doświadczenia że na tym zyska!!!" Bo nie bardzo rozumiem co może zyskać mąż którego zdradza żona?
o powiem Ci tak jeśli się zakochasz, będziesz chciała być z kochaną dużo, dużo... , nawet jeśli nie tak blisko nie cały czas
obok to chcesz widzieć ją choćby korzystając z komunikatora. chcesz o swojej kochanej mówić , bo chociaż w ten sposób jest bliżej
ciebie, nie da sie wyłączyć zakochania, miłości i iść do męża i rodziny.Weź proszę na to poprawkę .Karolcia piszesz poliamoria?
Poliamoria jak dla mnie jest wielomiłością, czyli przekonaniem, że człowiek - by mógł się spełnić - potrzebuje w życiu różnorodnych form miłości... i męża i kochanki i jest nie do przyjęcia.
Upsssss...
Jak widzę , wprowadziłam nie potrzebne zamieszanie swoim żartem
Dopisek o dwóch ciastkach to miał być tylko taki żart , bo w sumie realne jest to że można i mieć ciastko i zjeść ciastko . Ale trzeba byłoby mieć dwa jednakowe ciastka. I o ile co do ciastek to jest to faktycznie możliwe, o tyle w życiu nierealne .
A więc jednoznacznie ...nie uważam żeby było to możliwe wobec ludzi .
I raz jeszcze powtórzę ... moja sytuacja rodzinna jest jasna i klarowna. Od dawna nie jestem w związku małżeńskim w sensie czy to faktycznym czy tym bardziej emocjonalnym. Ale sytuacja nie pozwala na to żeby zmienić swoje życie o 180 stopni. Już nie ...
638 2013-03-27 08:43:11 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-03-27 12:03:32)
ostatnią rzeczą było w moim ocenianie kogokolwiek. należę do ludzi którzy absolutnie nie ingerują w żadną moralność innych i cały mój post był o wolności i uczciwości wobec SIEBIE. i nic ponad to. ja żyłam oszukując siebie i innych wokół mnie i wiem jaka różnica jest nie w MORALNOŚCI ale w uczuciu WOLNOŚCI gdy człowiek zrzuca maskę i zaczyna być sobą. bycie w 100% sobą jest w moim odczuciu BEZCENNE. ja w ogóle mam w dupie moralność. znaczy się w ujęciu stricte społeczno stereotypowym. dla mnie można kochać trzy pięć i nawet dziesięć osób o ile każdy jest tego świadomy przyjmuje to i zgadza się z tym i nadal żyje w zgodzie ze sobą. żeby wam unaocznić o czym piszę postawcie się na miejscu waszych partnerów mężów stańcie po drugiej stronie lustra. i co widzicie i jak wam z tym jest? ja jedynie zachęcam do rozważań i ewentualnych decyzji które zminimalizują dalsze oszustwa. jeszcze jak ciebie czytam destrukcja to widzę jakiś w tym porządek ale jak czytam madzię to jestem przerażona. madziu ty całym swoim jestestwem pragniesz kobiety. ja nie wierzę że na tym nie straci twój mąż. chyba że jak pisałam jesteś zdolna do poliamorii czyli kochania dwóch osób jednocześnie a co za tym idzie realizowanie się w związku z dwojgiem ludzi. w twoim przypadku z obiema płciami. a ja wiem że to nie może się udać ktoś na tym ucierpi. bo to że się zakochasz jest w moim odczuciu pewne na 99%. wystarczy ze znajdziesz kobietę która będzie potrafić zaspokoić twoje potrzeby i popłyniesz jak nic. bo to "widać" z twoich postów tak bardzo pragniesz tego emocjonalnego zaangażowania w drugą kobietę. ehhh... ale pokrętnie zostałam zrozumiana. chyba jestem nadal idealistką. ja to wszystko piszę byście zawalczyły o własne szczęście nie uginając się pod pręgieżem społecznego ukamienowania. i ja doskonale zdaje sobie sprawę że nie jest łatwo zostawiać ten cały bagaż dzieci itp. i ja wcale nie namawiam do tego. przejdzie na stronę kobiety kobietom poczytajcie jak kończą się takie związki jak na tym cierpią inni. i wcale nie chodzi o to by rezygnować z pewnych działań. chodzi o to by poukładać to sobie i zrobić jak najmniej szkód.
i tak jak pisze miszmasz jeśli przyjdzie miłość to świadomość sypiania z mężem dla partnerki może stać się nie do zniesienia. i to będzie działać w obie strony. jeśli kogoś kochamy chcemy by on dzielił się tylko z nami swoją intymnością tą szczególną bliskością. tylko nieliczni są w stanie zaakceptować dzielenie się intymnością z innym człowiekiem. i wcale nie uważam to za niemoralne. uważam to za mało prawdopodobne by osoby o takiej konstrukcji psychicznej znalazły się nawzajem. choć tego nie wykluczam oczywiście.
w kwestii egoizmu. każdy z nas jest egoistą. w różnym stopniu. i to jest naturalne. i każdy z nas dokonuje wyborów i ponosi tych wyborów konsekwencje. nie da się przejść przez życie nie ponosząc konsekwencji. ja jedynie zwracam uwagę i naprawdę namawiam do odzyskania wolności. jakiejkolwiek i jakkolwiek przez was rozumianej. bo i w tej materii będziemy się różnić. każda z nas ma swoją prawdę. i nikomu tej prawdy nie wolno podważać bo ja osobiście uważam że ilu ludzi tyle prawd. byle tylko być z tą prawdą szczęśliwym i wolnym.
i jeśli destrukcja udało ci się takich dokonać wyborów dzięki którym uśmiechasz się częściej jesteś szczęśliwa i jesteś przekonana że nikogo tym nie ranisz to uważam że osiągnęłaś bardzo dużo. naprawdę tak myślę. bo właśnie o tym cały czas piszę. by żyć w zgodzie ze sobą by nie musieć się nikomu tłumaczyć dużo się uśmiechać i nie bać się wyrażać siebie. a jak do tego każda z was dojdzie to już wasza sprawa i nikomu nie wolo tego oceniać. mam nadzieje ze tym razem zrozumiana zostanę tak jaką mam intencję.
pozdrawiam ciepło
karolina
...widzę że wzbudziłam poruszenie swoimi postami, obawiam się że dołożę do pieca.....miszmasz odpowiadam zatem o co mi chodziło. Kochałam kiedyś kobietę, w zasadzie nadal ją kocham... obie byłyśmy w podobnej sytuacji, obie zamężne, dzieciate, na etapie budowy domu za kredyt nie wiadomo kiedy z kumpelstwa stałyśmy się 'kochankami', obie wiedziałyśmy na czym stoimy, żadna z nas nie zakładała z tego powodu rozchodzić z mężem,stworzyłyśmy sobie namiastkę życia tego z wyobraźni z marzeń o kobiecie obok rzeczywistego, mało tego ten właśnie ukłąd był na korzyść dla mojego męża hyyyy po części moje wyżuty sumienia sprawiały że chciałam mu zrekompensować 'zło' jakie robie na boku, byłam tak naładowana pozytywnie ze spotkań z NIĄ że w domu byłąm idealną żoną, uśmiechniętą i radosną a i sex był częstszy i milej przysfajalny przeze mnie! z Nią często to były tylko spotkania przy kawie, jakiś wspulny obiad, przytulenie się, delikatny pocałunek, nasza znajomość opierała się przede wszystkim na przyjaźni nie na seksie! dotyk i bliskość fizyczna były takim króliczkiem którego nieraz lepiej było gonić niż konsumować....sex był wisienką na torcie, było genialnie do momętu aż jej mąż nas zobaczył... i koniec!!! odkąd jestem na forum zawsze powtarzam że chciałabym właśnie takiego "układu", spotkać kobietę która pragnie dokładnie jak ja! nie chce nikogo ranić i tak samo nie chciałabym płakać przez kogoś! może to chory tok myśłenia ale taki właśnie mam.... może zwyczajnie boję się swojej WOLNOŚCI emocjonalnej, żyję w mieście 'emerytów i ręcistów' którzy chętnie stanęłi by obok Lecha Wałęsy......echh, nie chce wywracać życia do góry nogami sobie i cąłej rodzinie, wybaczcie, dlatego wolę się ukryć...i czerpać z chwili... ja poprostu chcę być szczęśliwa.... tylko tyle...karolcia, właśnie tak chce zawalczyć o swoje szczęście, skrycie kogoś mając... bo pękło by mi serce gdybym zraniła rodzinę odchodząc ...
Z tym ciasteczkiem tudzież dwoma hyyy czasem myśle że idealnie byłoby w relacji mąż, żona, kochanka, tak, by wilk był syty i owca cała w tym przypadku ja jestem wilkiem, mąż owcą.... a kochanka??? ona w zasadzie też byłaby wilkiem....interpretujcie jak chcecie. Ja tak to widzę kobieta dałaby mi uczucie sytości czyli mąż zostaje w jednym kawałku.. straszne co!! ale prawdziwe!! kurcze czy to aż takie złe? myślicie że złą kobietą jestem? że się bawie?? wieżcie mi nie gram na niczyich uczuciach, chyba tylko na swoich, staram się być idealną żoną i matką, puki co udaje mi się to, mąż wie że jestem bi i wiem też, że nie miałby nic przeciwko gdybym przespała się z kobietą ale regularny romans raczej nie wchodzi w gre, granice jego tolerancji nie są aż tak szerokie! Jakoś nie czuję bym źle robiła... chyba że moje pojęcie zła jest jakieś z d......
a z tą miłością jest różnie, czasem wydaję mi sie, że jej poprostu nie ma! bo czego spodziewać sie po ludziaach którzy łątwiej zabijają sie niż budują, wykożystują własny czas, własny egoizm... czasem chce kochać a czasem poprostu nie wiem nic! kocham męża jak przyjaciela, w naszych relacjach z mojej strony nigdy nie było szału kochania, kocham kobietę, która nigdy nie będzie 'moja' , oka sobie nie wyjmę bo nic to nie zmieni! Nie odejdę od męża bo nauczyłam się dobrze z nim żyć, może i wyhodowałam dwa serca, może i mam dwa sumienia i napewno życie mnie z tego kiedyś rozliczy ale puki co nie zastanawiam się nad tym... daję radość i szczęście mężowi i cieszę się tym niezmiernie ale w tym wszystkim chce ciut więcej dla siebie i dlatego nieodmówie sobie przyjemności obcowania z kobietą pod warunkiem że jej tok myślenia będzie taki jak mój.... naiwne? głupie? dla mnie wcale! moje sumienie się na to godzi i zamierzam być szczęśliwa!!!! będę!!! i o tym też kiedyś napiszę!!!
co złego to nie ja ![]()
640 2013-03-29 22:23:44 Ostatnio edytowany przez miszmasz (2013-03-29 22:40:40)
Wesołych Świąt.
Zdrowia, szczęścia humoru dobrego,
a, przy tym wszystkim stołu bogatego.
Bez śniegu dyngusa, smacznego jajka.
I niech, te święta będą jak bajka.
Życzymy również spełnienia wszystkich marzeń... destrukcja i ja ![]()
Hej Kobitki
w końcu wiosna, cudowne uczucie wyjść z domu bez czapek kurtek i rękawiczek
A jeszcze cudowniej móc w końcu jechać do pracy do NL
Pozdrawiam ![]()
Jak Wam wszystkim się układa?
Czy komuś z wiosną zabiło mocniej serduszko? ![]()
643 2013-05-14 11:51:57 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-05-14 11:53:12)
hahaha mi bije wciąż coraz mocniej. no i jestem dumna z mojej partnerki bo zaczęła odkrywać swoje prawdziwe oblicze i jest coraz bliżej prawdy o sobie i nie kryje się z tym kim jest. syn jej już oficjalnie wie że jesteśmy razem i przyjął to oczywiście bez żadnych problemów. dowiedziały się najbliższe przyjaciółki tez oczywiście zadowolone że Aga układa sobie życie tak że jest szczęśliwa a nawet ostatnio wyznała ot po prostu swojej znajomej. mi jest znacznie lżej bo nie muszę uważać na to co mówię i jak się wobec niej zachowuję. po prostu kamień spadł mi z serca. no generalnie już wszyscy wiedzą. teraz nam tylko dbać o związek i o to co jest między nami.
pozdrawiam :-)
Karolcia, życzę więc Wam wielu szczęśliwych, wspólnych chwil, niezmąconych ludzką zawiścią
Fajnie słyszeć, że coraz częściej dojrzali już ludzie decydują się wyjść z szafy i ujawnić ze swoją orientacją ![]()
".... daję radość i szczęście mężowi i cieszę się tym niezmiernie ale w tym wszystkim chce ciut więcej dla siebie i dlatego nie odmówię sobie przyjemności obcowania z kobietą pod warunkiem że jej tok myślenia będzie taki jak mój.... naiwne? głupie? dla mnie wcale! moje sumienie się na to godzi i zamierzam być szczęśliwa!!!! będę!!! i o tym też kiedyś napiszę!!!....."
...tak zakończyłam ostatni post, dziś po ponad dwóch miesiącach jestem tu znowu
pisałam wtedy, że zamierzam być szczęśliwa... dziś śmiało i z wielką pewnością mogę wreszcie napisać że JESTEM SZCZĘŚLIWA!!!
dziękuję kobiety za to forum! dziękuję Kasi, mojej przyjaciółce która wręcz zmusiła mnie bym gdzieś napisała o swoich emocjach bo ona już nie była w stanie mi pomóc a do 'specjalisty' nie było mi po drodze... dzięki forum otworzyłam się przed samą sobą... czytając własne posty i 'Wasze' odpowiedzi na nie zrozumiałam że tak długo nie pociągnę, pierwsze wnioski do jakich doszłam to takie, że muszę powiedzieć wszystko co czuję własnemu mężowi! On wiedział że jestem Bi ale traktował to raczej na zasadzie zabawy, czegoś mało istotnego dla mnie dla naszego związku! Znamy się tyle lat, przyjaźń nasza jest ogromna może dlatego nabrałam w sobie tyle odwagi by usiąść któregoś wieczoru i porozmawiać z nim, postawić wszystko na jedną kartę... płakaliśmy obydwoje, ale wierzcie mi - to były łzy szczęścia! Poczułam ulgę! A i on wreszcie zrozumiał skąd we mnie było tyle frustracji, złych emocji, smutku... starałam się dla niego, dla syna... życie zadecydowało za mnie, uśpiło moją naturę na długie lata, dając delikatne sygnały które lekceważyłam, ja chciałam tworzyć normalny obrazek rodziny i taki był ... aż do momentu kiedy pragnienie kobiety zburzyło całą konstrukcję mojego mózgu!!!! Dokładnie wszystko powiedziałam mężowi.... dodałam jeszcze coś... nie odbierajcie tego jako szantaż bo nim nie jest, kiedy dokonywałam katharsis przed mężem wiedziałam że od niego będzie zależała nasza przyszłość, ja jestem pewna tego że to z nim chcę doczekać końca swoich dni ale jednocześnie dodałam, że chce też tego ciut więcej dla siebie (o którym pisałam w postach) a tym ciut więcej jest obecność kobiety w NASZYM życiu... bałam się że tym dołożę do pieca i on eksploduję ale stało się coś zgoła odwrotnego... mąż przytulił mnie i rozpłakał się rzewnymi łzami... a to ja byłam pewna że mnie zostawi... a to on nagle zaczyna mnie tulić i mówić jak bardzo mnie kocha i jak bardzo cieszy się że o wszystkim mu powiedziałam, ucieszyło go nawet to że chce jego 'błogosławieństwa' w romansie z kobietą... pomyślicie - patologia!!! chory związek! co z niego za facet... a ja powiem tylko tyle, że nie spotkałam tak cudownego i wyrozumiałego człowieka jak on nigdy!!! Po tym jak się przed nim otworzyłam, po tym jak on mnie potraktował, po tym jak mnie nie odtrącił a wręcz troszczy się o mnie bardziej niż wcześniej wiem, że to właśnie z nim chcę siedzieć na stare lata pod domem na ławce.... nasze relacje poprawiły się o całe lata świetlne!!! ale to nie tylko za sprawą forum... choć też za sprawą forum pojawiła się pewna cudowna kobieta
Trudno było mi uwierzyć że mogę poznać kogoś tak bardzo 'podobnego' do siebie! Chcącego dokładnie tak jak ja! Dla kogo na pierwszym miejscu będzie rodzina a dopiero później chęć chwytania własnych marzeń o kobiecie! czytałam kiedyś artykuł w ''wysokich obcasach'' o pragnieniu spełniania własnych marzeń, marzeń nader nierealnych... jak złapanie pięciu kilogramów motyli.... wydawałoby się to nieosiągalne ale dziś łapię z M. te motyle, nasze motyle i wiem że razem damy rade złapać ich nawet więcej niż pięć kilogramów!! Dzięki Niej moje poranki stały się niebanalne! Dzięki Niej budzę się i zasypiam radosna!! Dzięki Niej lepiej przyswajam otoczenie i otoczenie lepiej funkcjonuj ze mną! z M. wreszcie czuję się kompatybilna!!! to sprawia że oddaję tę swoją radość rodzinie, znajomym a nawet faunie i florze
bo chce mi się! bo wreszcie mam na to ochotę bo ONA mnie niesie, uskrzydla ... i mogłabym od tego oszaleć albo się zakochać...
tym oto optymistycznym akcentem kończę, pragnę dodać że choć historia moja może wydać się jak z 'matrixa' to jednak jest na faktach autentycznych!!! życie napisało mi cudowny scenariusz i już nie jestem na nie zła!!! Mam kochanego męża, cudownego syna, jesteśmy zgraną rodziną i mam też JĄ moje "5 kg motyli"... moje marzenie.... które nie jest snem!!! to jest nasz czas.. dobry czas spełnienia ![]()
Warto czekać, warto mieć wiarę i siłę na lepsze jutro... bo ono wreszcie kiedyś nadejdzie! moje nadeszło ![]()
pozdrawiam
m.
Witam wszystkich! dawno mnie tu nie było. Cisza nastała ale widzę że ktoś tu jest bardzo szczęśliwy
i postanowił się z nami tym podzielić, co cieszy niezmiernie. Madziara31 jestem pełna podziwu że odważyłaś się powiedzieć mężowi jak to z Tobą jest naprawdę. Potwierdzasz tym że szczerość popłaca i oby jak najwięcej było tak wielu wyrozumiałych mężów. Cieszę się że napisałaś bo dałaś nadzieję na lepsze jutro..., dałaś wiarę tym którzy pisząc tu często właśnie tego poszukują. Szczęście się do Ciebie uśmiechnęło, a po poście karloci_38 widzę że jest nas już 3, bo ja również przeżywam w tej chwili bardzo podobne emocje i towarzyszy mi przy tym ogromne szczęście, mam nadzieję że ten stan będzie trwał wiecznie i tego sobie i Wam wszystkim życzę ![]()
Witajcie...
No dawno nic tu się nie działo , ale widzę , że wraz wiosną temat odżył ...fajnie.
Madziara_31 - przeczytałam Twój wpis ... Jeśli faktycznie , tak to u Ciebie przebiegało to
podziwiam Ciebie za odwagę i Twojego męża za wyrozumiałość, tolerancję , otwartość i wielką miłość jaką Cię darzy. Pisałaś, że wygląda to jak w "matrixie" ...i owszem , historia z cyklu ...za górami, za lasami i różnymi innymi ciekami wodnymi . Ale czemu nie wierzyć , że są na świecie tacy
ludzie i takie małżeństwa. Gratuluję , również szczęścia jakie znalazłaś. Masz rację , znalezienie tego co nam w życiu sprawia radość ,daje szczęście - jest niesamowitym zastrzykiem energii . Energii tak pozytywnej , że odczuwają to najbliżsi a także "flora i fauna" . A mnie się rodzina dziwi , co ja tak zaczęłam dbać m.in. o ogród ??? :-)))
No więc jolene81 ... szczęśliwych na tym forum jest znacznie więcej niż 3 osoby . To , że się już teraz sporadycznie tutaj odzywamy , nie znaczy , że nie jesteśmy szczęśliwe ...jesteśmy co raz bardziej. Zwyczajnie ...wszystko się poukładało już dawno temu , układa dalej i wszystko wskazuje , że jeszcze długo będzie ok .
My z miszmasz tak mamy i zgodnie pozdrawiamy , czekając teraz na wspólne wakacje .
Dokładnie, szczęśliwych na forum jak i w tym temacie jest więcej. Tylko temat coś podupadł i prawie nikt nic nie pisze ![]()
A tak a propos mojego własnego posta...
My z miszmasz postanowiłyśmy również w wakacje spędzić kilka dni ze sobą ...mam nadzieję, że planowany wspólny wypad okaże się fajny , miły i ...na ile to możliwe...romantyczny. Mamy taką możliwość , więc korzystamy.
A Wy ? Macie plany urlopowe? Z rodziną , z tą jedyną , czy jeszcze jakieś inne opcje?
my mamy i to już niedługo wybieramy się na malutką wycieczkę wśród znajomych. będzie zlot czarownic :-). to będzie pierwsza nasza wycieczka. a grono osób które "wiedzą" wciąż się poszerza więc i swoboda coraz większa.
oczywiście życzę wszystkim kobietkom szczęścia i byście miały wokół siebie tyle miłości ile potrzebujecie.