A czy powiedział Ci o tym, że ona się z kimś spotyka naciskany przez Ciebie czy sam, ot tak po prostu?
A z tą druga koleżanką (z trójkąta) też się kontaktuje czy nie?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ślub ma być w sierpniu,a on mówi że to może tylko przyzwyczajenie
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
A czy powiedział Ci o tym, że ona się z kimś spotyka naciskany przez Ciebie czy sam, ot tak po prostu?
A z tą druga koleżanką (z trójkąta) też się kontaktuje czy nie?
Podobne tematy
Co czwartek w trójkę siedzą na zajęciach, a jeśli chodzi o to pierwsze pytanie to było tak, że zadawałam mu pytania jej dotyczące(ich kontaktów i już nie pamiętam o co jeszcze, ale nerwa złapałam, bo wiedziałam, że kłamie i czekałam kiedy się przyzna(chodziło o tą rozmowę z nią)) i on odpowiadając powiedział, że nigdy nic do niej nie miał, i ona do niego i że ona się z kimś spotyka ze swojej pracy(czy z jakiegoś innego miejsca, już nie pamiętam), i podkreślił, że to nie jest jej chłopak, ale ma status "gościa, z którym się spotyka". Kolejnego dnia zapytałam go jeszcze jak on ma na imię, odpowiedział, że nie wie, to ja mu na to, że skoro Ci powiedziała, że się spotyka to dlaczego nie powiedziała jak on ma na imię a on, że ona mu nic nie mówiła, tylko że niedawno dowiedział się z jakiejś rozmowy(tu dokładnie nie pamiętam co powiedział).
i to jest historia przyszłych małzonków.Ja nie wiem po co wnikac z kim on gada i po co?wniosek prosty chlop daje ci do zrozumienia ze cos mu sie odmienilo.czy kobiety maja jakis honor czy cos w tym stulu czy jak juz złapia chlopa to musza go meczyc i włazic mu na glowe i blagac nawet jesli on nie chce .nic nie kumam.a potem placz ze rozwody i rodziny rozbite
Widzisz sęk w tym, że on nie chce zrywać(przynajmniej na razie jestem tego pewna) a ja chcę po prostu wiedzieć na czym stoję. Bo jeśli on będzie mnie okłamywał i to nie ważne czy w może nic nieznaczących sprawach, dla mnie to będzie zdecydowany znak, żeby zakończyć ten związek i to jak najszybciej, bo nie dam robić z siebie idiotki, nawet jeśli będzie to bolało. A jeśli teraz nawet nie potrafi być szczery, w okresie gdy obiecaliśmy sobie absolutną szczerość, to tylko mnie upewnia, że z kimś takim nie chcę być(chociaż doskonale wiem, że on uważa, że jeśli miałoby kogoś coś zranić, to lepiej mu tego nie mówić, co nie będzie miało prawa bytu gdybyśmy się zeszli i dam mu to jasno do zrozumienia(ale oczywiście nie teraz)).
A sprawę tej dziewczyny poruszyłam z dwóch powodów: po pierwsze według mnie może to być jakiś powód jego wahań, a po drugie chcę znać Waszą opinię czy też się tu czegoś dopatrujecie, czy tylko ja nie wiadomo czego szukam.
Powiem ci ze ja bym byla ostrozna...dlatego ze kilka miesiecy przed slubem odstawia taka maniane, i albo sie wystraszyl odpowiedzialnosci, albo nie jest gotowy i nie dojrzal do tej decyzji...albo wlasnie pojawil sie ktos kto spowodowal ze zaczal sie wahac i zastanawiac sie co czuje do ciebie...
Niestety ze wzgledu na doswiadczenia jakie mam za soba sklanialabym sie do tego ze jest ktos kto spowodowal ze takie rozterki go dopadly, i "bidny" sie poglubil i nie wie co zrobic i ktora wybrac...
nie jest na tyle pewny tego aby kategorycznie zerwac z toba kontakt, bo nie chce zamykac sobie furtki dlatego pozostawia ciebie w jakims zawieszeniu i jesli mu np nie wyjdzie z Tamta dama to zawsze moze wrocic do ciebie i nie poniesie konsekwencji za czyn, gdyz cie o tym poinformowal
i zastanawiajacy jest fakt tego czemu to musialas wyciagnac od niego informacje ze z nia pisze ... obawial sie twojej reakcji ??!! wie ze bedziesz miec pretensje ??!! albo urzadzisz mu scene zazdrosci ??!!
Ja osobiscie nie pozwolilabym sie tak zwodzic, gdyz albo sie kocha i chce byc z ta druga osoba na dobre i zle, albo sie nie kocha, i nie ma czegos takiego jak czas na uswiadomienie sobie tych uczuc tym bardziej ze slub niebawem...
I zdaje sobie sprawe z tego ze nie jest ci latwo i ze cala ta sytuacja jest przykra, ale zadaj sobie pytanie czemu na tym etapie waszego wspolnego zycia i planowania przyszlosci uczucia twoje wzgledem jego osoby sa pewne a jego sa "nijakie"?
Mysle ze to ma drugie dno, ale byc moze sie myle. Generalnie jego zachowanie nie jest w porzadku wzgledem ciebie.
Ile zamierzasz tkwic w takim zawieszeniu? Jaki jest czas na zdanie sobie sprawy czy sie z tym kims chce byc? Jakie bedzie twoje zaufanie wzgledem jego? I w koncu jaka masz pewnosc ze za rok nie poprosi cie znow o czas zeby sie zastanowic co do Ciebie czuje?
Nie uwarzasz ze za duzo tych znakow zapytania?
I mozemy go usprawiedliwiac i strac sie zrozumiec, ale intuicja mi podpowiada ze on wcale taki zloty i szczery nie jest.
A sytuacja w ktorej teraz sie znajdujecie nie dziala bynajmniej na korzysc.
Powiem tak, ponieważ wiem kiedy z nią rozmawia(on tego nie wie że ja wiem) to jeżeli dziś do niej on zagada pomimo tego, że się widzieli na zajęciach to nie czekam do tego 23 i w piątek zażądam abyśmy się spotkali w sobotę, gdzie oddam mu papiery i zerwę z nim. Jest jedyna rzecz, której przenigdy nie wybaczyłabym mężczyźnie- zdrada.
Nawet jeśli teraz jeszcze tego nie zrobił, to jego zachowanie(które ewentualnie potwierdzę bądź nie dzisiaj) prawdopodobnie do tego zmierza. Mówiłam mu kiedyś, że jeśli kiedykolwiek zdarzyłoby się tak, że zauroczy się w kimś to ma walić z mostu i się rozstajemy i wtedy niech sobie robi co chce. Skoro jednak miałby mnie tu zwodzić to tylko gorzej dla niego, bo ja nie zamierzam być dla nikogo wyjściem awaryjnym. Zawsze miałam dobrą intuicje, ale ją uśpiłam na bardzo długo, teraz może jestem nawet przewrażliwiona, ale nie zamierzam udawać, że czegoś nie widzę jak dostaje to czarno na białym.
Wczoraj znowu skłamał w tym temacie: widziałam, że rozmawiają, wymienili kilka krótkich zdań(m.in. co było na ostatnich zajęciach, ogólnie nic szczególnego, ale to on zagadał), napisałam do niego takie pytanie czy przypadkiem z nią dziś też nie rozmawia, odpisał od razu, że nie(acha, od 2-3 dni jak jest to już nie udaje, ze go nie ma tylko od razu odpisuje), krew mi się zagotowała, ale spokojnie piszę że w takim razie może będzie z nią dziś jeszcze rozmawiał, odpisał że "teraz już na pewno nie", na co ja mu że w takim razie oznacza że już rozmawiali, odpisał że nie i zadzwonił. Zła zapytałam po co dzwoni skoro rozmawiamy na gg, a on mi na to, że skąd mi się biorą takie pytania, a więc ja ładnie tak jak on skłamałam, ze skoro w środy rozmawiają to podejrzewam, że dziś też będą i wcześniej jak rozmawialiśmy przez telefon to zapomniałam o to zapytać. Odpowiedział, że nie rozmawiali, zapytałam jeszcze raz czy będą powiedział, ze chyba już nie. Wiedząc, że kłamie powiedziałam, że "chyba" nie znaczy "nie". Powiedział, że nie rozmawiał i nie będzie rozmawiać i że pisze pismo(co było prawdą). W tym czasie odkąd wysłałam mu zapytanie rzeczywiście już przestali rozmawiać i więcej na gg wczoraj się nie odezwali(ona chyba z gg wyszła, ale tego nie jestem w stanie sprawdzić). Rozmawialiśmy wtedy jakieś pół godziny, ja tonem kpiącym i dającym mu do zrozumienia, że mu nie wierze, on starał się normalnie rozmawiać. Godzinę później jeszcze ja do niego zadzwoniłam zapytać czy dostał te pisma, które mu wysłałam, odpowiedział, że tak i już sam od siebie jeszcze dodał, że jednak z nią rozmawiał przez telefon, bo zadzwonił poprosić aby mu wydrukowała na jutro rano to co napisał, bo ma drukarkę w domu. Rzeczywiście pocztą wysłał jej to pismo.
Więc albo kłamie bo wie, że będę się go wypytywać albo nie chce żebym się martwiła, bo widzi że coś podejrzewam a może nie ma czego, a może robi mnie w hu.. i wychodzi jaki z niego kłamca.
W każdym bądź razie zobaczymy jak dzisiaj będzie.
I tak jeszcze na koniec dodam, że cholernie podle się czuje, że go tak sprawdzam, ale z drugiej strony sobie myślę, że jeśli ma to rozwiązać tą sytuacje to może finalnie nie jest to złe, i on sam mnie do tego sprowokował.
Bez sensu to co robisz po co to tak roztrzasac.Facet nie chce nie widzisz tego na prawde???ale to twoje zycie zrobisz co zechcesz...
rozi12 no gdybym widziała to bym nie zastanawiała się nad tym tutaj, ale nie do końca widzę bo słyszę jego ton głosu jak ze mną rozmawia(zmiana na lepsze o 180 stopni po tamtej akcji z badaniami), widzę, że się interesuje, sam nie zmuszony wreszcie mówi dużo więcej o sobie, powiedział nie raz, że bardzo ważne dla nas jest żebym się dostała tam gdzie zdaje(użył słowa nas, a nie że dla mnie), więcej zresztą mówi takich rzeczy używając stwierdzenia 'my', od czasu do czasu używa jeszcze naszych określeń(dla nas) pomimo, że ja zupełnie tego zaprzestałam czyli czuje, że jemu zależy na mnie
ale jest też druga strona medalu, ta o której właśnie pisałam, o tą dziewczynę pytałam go gdy po raz pierwszy powiedział o tych wątpliwościach, czy nie jest tak, że może ona ma jakiś wpływ na jego uczucia, zaprzeczył wtedy, mogłam zobaczyć ich wszystkie rozmowy i maile i niczego się nie dopatrzyłam, zapytałam go wtedy czy rozmawiał z nią o tym, że myśli o odwołaniu ślubu, ale powiedział, że nic jej nie mówił, bo z nią na takie prywatne tematy nie rozmawia
jednak coś mi się włączyło z trzy dni temu żeby jednak tak do końca nie siedzieć spokojnie(w ogóle to w pewnym momencie przechodziłam jakieś apogeum zazdrości, że sama chętnie bym sobie przywaliła, bo dużo zdrowia mnie to kosztowało a na nic mi to nie było potrzebne) i postanowiłam sprawdzić jak to jest obecnie z nią i o czym rozmawiają, i chociaż nadal nie mogę za bardzo się przyczepić do treści rozmów to jednak wyszło, że mnie okłamuje co do samego faktu ich odbywania, dlatego też napisałam tu o sytuacji i o tym, że wykluczyć tez nie mogę, że w jego pokręconej ocenie lepiej mi nie mówić, bo nic się nie dzieje a ja będe się martwić i jeszcze mu wyrzuty robić(w końcu jak stwierdził nie powiedział mi o swoich wątpliwościach bo najbardziej się bał że mnie zrani a na to nie zasłużyłam, i że był pewien że sam sobie z tym poradzi, tyle że dzięki temu zranił mnie podwójnie, ale może faceci mają problem z oceną przyszłościową sytuacji)
o jej temat zahaczyłam więc ponownie dopiero we wtorek i wczoraj, dziś już nie odezwę się słowem, poczekam jak będzie
Powiem tak, ponieważ wiem kiedy z nią rozmawia(on tego nie wie że ja wiem) to jeżeli dziś do niej on zagada pomimo tego, że się widzieli na zajęciach to nie czekam do tego 23 i w piątek zażądam abyśmy się spotkali w sobotę, gdzie oddam mu papiery i zerwę z nim. Jest jedyna rzecz, której przenigdy nie wybaczyłabym mężczyźnie- zdrada.
Nawet jeśli teraz jeszcze tego nie zrobił, to jego zachowanie(które ewentualnie potwierdzę bądź nie dzisiaj) prawdopodobnie do tego zmierza. Mówiłam mu kiedyś, że jeśli kiedykolwiek zdarzyłoby się tak, że zauroczy się w kimś to ma walić z mostu i się rozstajemy i wtedy niech sobie robi co chce. Skoro jednak miałby mnie tu zwodzić to tylko gorzej dla niego, bo ja nie zamierzam być dla nikogo wyjściem awaryjnym. Zawsze miałam dobrą intuicje, ale ją uśpiłam na bardzo długo, teraz może jestem nawet przewrażliwiona, ale nie zamierzam udawać, że czegoś nie widzę jak dostaje to czarno na białym.Wczoraj znowu skłamał w tym temacie: widziałam, że rozmawiają, wymienili kilka krótkich zdań(m.in. co było na ostatnich zajęciach, ogólnie nic szczególnego, ale to on zagadał), napisałam do niego takie pytanie czy przypadkiem z nią dziś też nie rozmawia, odpisał od razu, że nie(acha, od 2-3 dni jak jest to już nie udaje, ze go nie ma tylko od razu odpisuje), krew mi się zagotowała, ale spokojnie piszę że w takim razie może będzie z nią dziś jeszcze rozmawiał, odpisał że "teraz już na pewno nie", na co ja mu że w takim razie oznacza że już rozmawiali, odpisał że nie i zadzwonił. Zła zapytałam po co dzwoni skoro rozmawiamy na gg, a on mi na to, że skąd mi się biorą takie pytania, a więc ja ładnie tak jak on skłamałam, ze skoro w środy rozmawiają to podejrzewam, że dziś też będą i wcześniej jak rozmawialiśmy przez telefon to zapomniałam o to zapytać. Odpowiedział, że nie rozmawiali, zapytałam jeszcze raz czy będą powiedział, ze chyba już nie. Wiedząc, że kłamie powiedziałam, że "chyba" nie znaczy "nie". Powiedział, że nie rozmawiał i nie będzie rozmawiać i że pisze pismo(co było prawdą). W tym czasie odkąd wysłałam mu zapytanie rzeczywiście już przestali rozmawiać i więcej na gg wczoraj się nie odezwali(ona chyba z gg wyszła, ale tego nie jestem w stanie sprawdzić). Rozmawialiśmy wtedy jakieś pół godziny, ja tonem kpiącym i dającym mu do zrozumienia, że mu nie wierze, on starał się normalnie rozmawiać. Godzinę później jeszcze ja do niego zadzwoniłam zapytać czy dostał te pisma, które mu wysłałam, odpowiedział, że tak i już sam od siebie jeszcze dodał, że jednak z nią rozmawiał przez telefon, bo zadzwonił poprosić aby mu wydrukowała na jutro rano to co napisał, bo ma drukarkę w domu. Rzeczywiście pocztą wysłał jej to pismo.
Więc albo kłamie bo wie, że będę się go wypytywać albo nie chce żebym się martwiła, bo widzi że coś podejrzewam a może nie ma czego, a może robi mnie w hu.. i wychodzi jaki z niego kłamca.
W każdym bądź razie zobaczymy jak dzisiaj będzie.
I tak jeszcze na koniec dodam, że cholernie podle się czuje, że go tak sprawdzam, ale z drugiej strony sobie myślę, że jeśli ma to rozwiązać tą sytuacje to może finalnie nie jest to złe, i on sam mnie do tego sprowokował.
Wiesz, skoro tak normalnie, kolezensko pisza , to moze nie ma sie czym przejmowac ?
Ale z drugiej strony skoro macie te przerwe i chyba sie nie widujecie, to nie dziwie sie, ze martwisz sie, ze moze cos jest na rzeczy. Moj facet tez mial pare kolezanek z ktorymi pisal kiedys na komorce, ale czesto widzialam te wiadomosci ale to nie bylo nic zlego, raz np jedna mu dala swoje zdjecie, a tak normalnie gadali, on pisal, ze ma dziewczyne i ogolnie co unich, wiec mysle, ze nie ma co panikowac jak facet pisze z inna, przeciez ma prawo miec kolezankii
Bardziej bym sie martwila ta Wasza przerwa, ale jak wiesz zycze jak najlepiej.
No i nie rozmawiał, więc zawieszenia ciąg dalszy, czasem próbuje z nim zejść na temat ewentualnego rozstania(nie żebym chciała z nim przez telefon zrywać czy coś takiego), czy też sugeruje mu, że o tym myślę(tylko nie udało mi się nigdy powiedzieć wprost) bo zaraz mi przerywa i mówi, że nie chce o tym rozmawiać, a jak jeszcze coś chcę dopowiedzieć(tak ogólnikowo) to mówi, że kończymy rozmowę, więc muszę zmieniać temat.
A ja czuje się coraz bardziej sfrustrowana tą sytuacją i tym, że muszę czekać i tym, że pewnie gdyby nie to, że postawie wtedy sytuacje jasno kazałby mi jeszcze długo czekać na swoją decyzje(i już mnie tu nie opierniczajcie, że uzależniam swoje życie od jego łaskawej decyzji bo o ile tak było jeszcze te trzy i dwa tygodnie temu to jak pisałam, te badania złamały we mnie coś, i nawet jeśli damy sobie szanse to będę bardzo ostrożnie podchodzić, i jesli poczuje że mi się coś nie podoba odejdę, a w sumie już dziś nie wiem czy będę potrafiła mu ufać i czy w takiej sytuacji w ogóle jest sens w to wchodzić).
Nie mniej jednak będę miała rękę na pulsie w kwestii tej koleżanki i chociaż już od dziś nie będę o nią pytać, to jak to się mówi "strzeżonego Pan Bóg strzeże", a przynajmniej do 23 ![]()
nie tak łatwo odejsc sama widzisz ile czasu juz tłumaczysz nam i sobie pewne sprawy.Szkoda mi ciebie wiesz widac ze kochasz i temu to wszytsko te gdybania , nadzieje, lęki, tyle ze wiesz co ?moze byc tak ze bedziecie tak trwac w zwiazku a za kilka lat moze sie okazac ze on i tak odejdzie lub cos wam sie nie ulozy.Ja biorac pod uwage moje przezycia i doswiadczenia zrobiłabym wszytsko zeby wytłumaczyc sobie ze trzeba dac sobie czas i odejsc.Jezeli macie byc razem to bedziecie.Pilnowanie faceta nie ma sensu.Ja bym sie uniosla honorem i powiedziala koniec"wrocisz jak stwiedzisz ze ja jestem ta jedyna z ktora chcesz spedzic reszte zycia".
Rozi, co do ostatniej Twojej wypowiedzi, że nawet jeśli się zejdą z powrotem, wezmą ślub, to zawsze przecież może być tak, że małżeństwo z jakichś przyczyn się rozpadnie, nawet jeśli wcześniej nie zdarzały się jakieś kryzysy.
Zgodzę się z Tobą natomiast w dwóch kwestiach, tzn. czuć, że Ewelina bardzo kocha i to jest jej 'słaby punkt'. Innymi słowy, jest bezbronna wobec tego wszystkiego co się dzieje, bo po prostu, najzwyczajniej w świecie - kocha. Po drugie, też uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby urwać kontakt całkowicie, pokazać mu, że nie pozwolę sobą pogrywać i później ewentualnie zastanawiać się czy ma się w sobie tyle siły żeby wybaczyć i przyjąć go z powrotem.
Ewelina, co do ostatnich wypadków i tego, że wczoraj nie rozmawiał z koleżanką: trudno stwierdzić czy nie rozmawiał dlatego, że nie miał ochoty, myślał, że będziesz go o to pytać i nie chciał skłamać czy też jej po prostu nie było na gg.
Dziwne wydaje się natomiast to, że nie chce rozmawiać o rozstaniu, przerywa Ci kiedy o tym mówisz, itp. Dziwne, bo nielogiczne zupełnie.
Ela jasne nikt nie da nam gwarancji ze zwiazek nie rozpadnie sie z innych przyczyn ale skoro juz teraz przed slubem facet ma watpliwości o których mówi to ja bym bardzo uważała.Czerwona lampka powinna sie w tym momencie zapalic jako ostrzezenie.Ja naleze do osob ktore 10 razy zastanowia sie nad taka powazna decyzja by potem nie załowac.I temu tak radzę.A miłość sprawia ze jestesmy slepi i nie widzimy istotnych rzeczy.Moje rady sa obiektywne i nie powiazane z emocjami.
Ja uważam, że to, że on z nią nie flirtuje (przynajmniej wnioskując z tego, co widzisz) nie znaczy, że ona mu się nie podoba i to, że spodobał mu się ktoś inny nie wpłynęło na jego wątpliwości. Mnie to wygląda najbardziej na to, że chłopak nie jest gotowy na zobowiązanie się po grób jednej kobiecie-ślub. Poczuł, że być może chciałby jeszcze spróbować z kimś innym. Nie twierdzę, że tak jest, ale ja to tak widzę.
Tak naprawdę ta Wasza przerwa to nie jest żadna przerwa, bo cały czas macie kontakt, a on musi Ci się tłumaczyć ze wszystkiego, co robi. Niejeden "normalny" związek na odległość właśnie tak wygląda. Nie wiem w jaki sposób taka "przerwa" ma mu pozwolić cokolwiek przemyśleć. On nie zatęskni, nie musi się starać o Ciebie, nie czuje, że Cie traci, bo wie, że cały czas jesteś w pogotowiu, z telefonem w ręku, gotowa wrócić na jedno jego skinienie. To idealna sytuacja dla podtrzymywania jego wątpliwości, nie na ich rozwianie. Tak, Ewelinko, nie zrywając radykalnie kontaktu i nie dając mu możliwości poczuć, jak to jest żyć bez Ciebie przedłużasz sytuację, w której teraz jesteście. Martwi mnie, że nie wierzysz, że cokolwiek tu zależy od Ciebie.
"Tak naprawdę ta Wasza przerwa to nie jest żadna przerwa, bo cały czas macie kontakt, a on musi Ci się tłumaczyć ze wszystkiego, co robi." to prawda ale tylko odnośnie ostatnich trzech dni, i jest to efekt mojego sprawdzania, od dziś włącznie przestaje go wypytywać o cokolwiek, wracam do takich rozmów jak wcześniej czyli mówi tylko to co chce, a ja nie wnikam w szczegóły.
Inna sprawa to, że zastanawiałam się nad tym dlaczego właściwie nie chcę takiej zupełnej ciszy(pomijając moje załamania, o których pisałam) i wydaje mi się, że głównie dlatego iż zerwanie kontaktu oznaczało by taki prawdziwy koniec, bo sama nie wierze w powroty po zerwaniu(one zwykle i tak kończą się rozejściem) więc wydają mi się bezsensowne. A cisza bez zrywania chyba nie byłaby tym czym powinna, tylko jak teraz jakąś dziwną szopką, bo może jemu nie przeszkadzałoby to zacząć się z kimś spotykać, ale ja utknęłabym w miejscu i jestem pewna, że nie zrobiłabym nawet pół kroku naprzód. A to mogłoby ciągnąć się bardzo długo. Dlatego jeżeli on w czasie gdy tak naprawdę nie widujemy się, a więc nie ma tego najważniejszego kontaktu nie podejmie decyzji, czy nie będzie w stanie jej podjąć to chyba wszystko będzie jasne i nie będzie już potrzeby sprawdzać, jak to by było gdybyśmy się rozstali. Bo powrotu nie będzie, i wydaje mi się że on też tak myśli, dlatego nie chciał tego formalnie kończyć(fakt że z egoistycznej myśli, że co jak się okaże, że mi na niej zależy, a nie będę mógł już wrócić).
Do ostatecznej rozmowy zostało już mniej niż 20 dni, postawie wtedy sprawę jasno, w tą albo w tą i nie ma pośrednich rozwiązań. Nie będzie też już możliwości powrotu takiego jakby nic się nie stało, jak pisałam wyżej jeśli będzie chciał to zaczniemy od randek, bo może się okazać, że i tak jest już za późno i nie poradzę sobie z brakiem zaufania do niego(o ile zechce spełnić warunki jakie mu postawie bo bez tego nie ma o czym gadać, a jednym z takich warunków z całą pewnością będzie maksymalne ograniczenie kontaktu z tymi koleżankami, na zajęciach rozmawiać im nie zabronię, ale kontakt przez gg czy telefon odpada, jeśli nie będzie chciał się zgodzić to też oznaczać będzie że mu nie zależy). Do tego czasu może się jeszcze dużo wydarzyć i możemy nie doczekać tego 23. To też biorę pod uwagę. I tylko czas pokaże jak to wszystko się skończy.
A w między czasie od czasu do czasu Wam tu pomarudzę :-D
" A cisza bez zrywania chyba nie byłaby tym czym powinna, tylko jak teraz jakąś dziwną szopką, bo może jemu nie przeszkadzałoby to zacząć się z kimś spotykać, ale ja utknęłabym w miejscu i jestem pewna, że nie zrobiłabym nawet pół kroku naprzód." - czy ja dobrze zrozumiałam, że boisz się całkowitej ciszy, bo on mógłby się zacząć z kimś spotykać? Przecież to by chyba była wystarczająca odpowiedź na to, co z Wami, prawda? Chyba, że potrafiłabyś pozwolić mu się "wyszumieć" i potem wrócić.
A zabranianie mu później, po ewentualnym zejściu się, kontaktu z danymi koleżankami jest grubą przesadą. Albo ma się zaufanie, albo nie. Jeśli chcesz z nim być, dajesz mu kredyt zaufania. To, jakim on jest czy będzie partnerem nie mogą wyznaczać Twoje zakazy i nakazy, tylko jego działanie samo w sobie. Albo on chce sam z siebie z Tobą być i być z Tobą szczery i Tobie wierny, albo to nie ma sensu.
Nawet jeśli przestanie rozmawiać, powiedzmy, na gg z tymi paniami, to zawsze mogą być kolejne koleżanki, z pracy na przykład.
Gdyby mój mąż bez żadnych podstaw kazał m ograniczyć kontakty z jakimś kolegą, to nie zgodziłabym się, nie dlatego, że mi na nim nie zależy, ale że to bezpodstawnie ogranicza moją autonomię i jest wyrazem braku zaufania.
No chyba, że jednak z którąś z tych pan coś go łączy, choćby platonicznie, ale tego scenariusza, jak widzę nie bierzesz pod uwagę. Bo jeśli łączy, to jaka dla Was przyszłość?...
Martwię się o Ciebie Kochana, bo on ma nadal całkowitą kontrolę nad tym wszystkim i tylko on dyktuje warunki. Ciebie traktuje jak bezpieczną alternatywę, gdyby mu się jednak wolność nie okazała taka fajna, jak myślał. Doskonale wie, że może wrócić w każdej chwili w otwarte ramiona nie starając się o nic. Bo i teraz się o nic nie stara, mało tego, sprawia ból, a Ty jesteś i czekasz. Trudno o jaśniejszy przekaz o treści "nic nie musisz robić, bym była twoja".
Mówisz, że nie wierzysz w rozstania po ciszy. Dlaczego? Bo to byłby brak zaufania, niewiedza, niepewność, obcość? A myślisz, że po tej całej "przerwie" będzie inaczej?
Faktyczna cisza mogłaby go zdopingować do działania, jeśli naprawdę mu zależy. Walki o Ciebie. Dałabyś mu szansę się postarać, zawalczyć o Was. A tak, jedyną szansą by zobaczyć czy się postara jest trwanie w tym beznadziejnym zawieszeniu do 23 i zerwanie. Bo jeśli wówczas nic nie zrobi wszystko będzie jasne. Tylko nie wiem po co się tak męczysz i nie zrobisz tego teraz? Przecież, jak już wyżej napisałam, takie stosunki jakie panują teraz miedzy Wami tylko utrwalają obecną sytuację, a nie ją rozwiązują.
Na co Ty czekasz?
Wyobraź sobie, że sama masz wątpliwości, poprosiłaś chłopaka o czas, a on codziennie wymaga z Tobą kontaktu, dzwoni, kontroluje, sprawdza. Naprawdę myślisz, że w takich okolicznościach cokolwiek może się zweryfikować?
Zweryfikować jego stosunek do Ciebie możesz tylko poprzez pokazanie, że żeby z Tobą być musi się postarać. A Ty robisz dokładnie odwrotnie i czekasz na cud...
"Chyba, że potrafiłabyś pozwolić mu się "wyszumieć" i potem wrócić." - no właśnie dokładnie tego się boje, że potem jakby mu się coś odwidziało i chciałby wrócić, znowu zniszczyłby mi tym to co w tym czasie sobie zbuduje(a dopóki będę go kochac będzie miał taką możliwość, a przecież nie przestane go kochać bo tak chcę i już, a przypadki opisywane przez dziewczyny tylko mnie w tym utwierdzają), może bym nie zdecydowała się na powrót, ale nie chcę znowu tego od nowa przeżywać co teraz.
Co do tego zabraniania to nie zgodzę się z Tobą o tyle, że do tej pory też tego sobie nie wyobrażałam i uważałam za normalne, że ma koleżanki, ale po tej sytuacji, również okłamywania mnie że rozmawiają(i mniejsza o powody) on musi zapracować na zaufanie, nie dostanie go już tak "za nic", bo bardzo je podważył(również całokształtem sytuacji, nie tylko, że się o nie czepiam), tym bardziej, że jeszcze przez przynajmniej rok miałby to nadal być związek na odległość, bo nie mamy innej możliwości.
Do tej pory miał wszystko co chciał, teraz o ile uzna, że warto będzie musiał trochę popracować, bo gdyby mnie poprosił o to samo zrobiłabym to. Ja nie mowie, żeby on tam przychodził i zero kontaktu, ale nie ma potrzeby, aby utrzymywali go poza budynkiem uczelni więc to nie jest jakiś dziwny wymysł. Nie oznacza to też, że jeśli któraś napisze to ma nie odpisywać, albo nie pisać jeśli ma jakieś pytanie związane z zajęciami, chodzi o to, że to on ma nie szukać kontaktu bo mi to nie odpowiada i jeśli chce ze mną być to się dostosuje.
"Mówisz, że nie wierzysz w rozstania po ciszy. Dlaczego? Bo to byłby brak zaufania, niewiedza, niepewność, obcość? A myślisz, że po tej całej "przerwie" będzie inaczej?" będzie i dlatego nie wrócimy do tego co było, trzeba będzie zacząć od nowa i o tym pisałam.
Dlaczego nie chcę przerwać tego teraz, wydaje mi się że już na to odpowiedziałam, bo mam niedługo ważne egzaminy do których muszę być przygotowana psychicznie i fizycznie, a gdy stracimy kontakt jestem pewna, że się rozsypę i je zawale, a tego nie chcę. Mogę sobie powtarzać, że jestem silna i mnie to nie obejdzie, ale może jeden dzień tak będzie a potem przyjdzie znowu załamanie. Może to i jest egoistyczne, ale czy on nie zachował się w ten sposób tak długo milcząc i pozwalając aby wszystko zaszło tak daleko? Poza tym ta jego przerwa też ma być dla niego, bo ja jej nie potrzebuje, a wiec dla mnie odłożymy ją w czasie i nie zamierzam z tego powodu mieć wyrzutów sumienia.
Ewelino, zastanawiałam sie nad motywani postępowania Twojego faceta (bo każda z nas na swój sposób użera sie z problemami ze swoim "menem") i nie rozumiem nic.
Początkowo myślałam, ze sie wystraszył ślubu- zwyczajnie sie "spietrał"; odpowiedzialność, jedna kobieta na całe życie itd....wszystkie znamy ten motyw.
On w troche dziecinny sposób unika odpowiedzi; chcesz zakonczyć wasz związek- on na nie, chcesz porozmawiać o waszej przyszłości- on miga sie.
Troch to dziwne- ani w prawo , ani w lewo a o pójściu naprzód nie ma mowy.
Jedna z internautek napisała, że on może chce "spróbować" z koleżanką a jeśli mu nie uda sie wróci do ciebie-to może być powód; inna dziewczyna.
Mnie wydaje sie ( obym nie miała racji), ze może jakaś dziewczyna zawróciła mu w głowie. To tłumaczyłoby tą cisze, kiedy miałaś wrażenie, ze go nie obchodzisz i te nagłe telefony pełne nadmiernego zainteresowanie a wynikające z poczucia winy.
Rozmawiałam z nim właśnie przez telefon, zapytałam czy powiedział już rodzicom o wszystkim, bo koniec końców to już piąty tydzień jak do mnie nie przyjeżdża. Powiedział, że tak, ale nie rozmawiał z nimi o przyczynach. Powiedziałam, że w takim razie chce się z nim spotkać jutro w K..., on na to ze strachem w głosie, ze po co, powiedziałam, ze chce z nim porozmawiać, on na to zaczął, że może lepiej nie i że o czym. W końcu powiedziałam mu, że chce oddać mu papiery, on powiedział, że w takim razie może przyjechać, ale czy nie moglibyśmy tego przełożyć przynajmniej za tydzień, powiedziałam mu, że nie bo czy coś się zmieni przez ten tydzień, przez dwa pewnie nic. On na to, że w takim razie nie tylko chce z tymi papierami załatwić, ja mu powiedziałam, że nie wiem, on powiedział, że to znaczy że tak i w takim razie on nie przyjedzie. Powiedziałam mu, że przecież nic się nie zmienia i na pewno się nie zmieni, że nie zagwarantuje mu, że będziemy rozmawiać tylko o tych papierach, ale przecież to jest znak, ze mnie nie kocha i po co mamy ciągnąć to zawieszenie dalej. On zapytał czy naprawdę tak myślę, powiedziałam że tak bo nie mam pojęcia co on czuje, w którą stronę to wszystko zmierza, że nie będę wiecznie czekać, a on mi nic nie mówi. On zapytał czy myślę, że to takie łatwe. Ja powiedziałam, że tak, że albo się kocha albo nie. On na to że jemu jest ciężko, że ma wątpliwości i po moim dopytaniu powiedział, że są dni że jest na tak(żebyśmy byli razem) a są dni że jest na nie. Zapytałam w takim razie co cie skłania do tak a co do nie bo musisz wiedzieć skoro masz takie rozbicie, powiedział, ze nie wie, że to wewnętrznie czuje. Zapytałam czego w takim razie ode mnie oczekuje, odpowiedział, że czasu. Ja na to, ze obawiam się że czas tu nic nie zmieni i chcę żeby przyjechał. Powiedział, że zadzwoni wieczorem i jeszcze porozmawiamy.
Mówiłam mu jeszcze, że dla mnie samo załatwianie ślubu było podjęciem decyzji, a nie oświadczyny i jeśli teraz mówi, ze nie może podjąć takiej poważnej decyzji to znaczy, że zrobił ze mnie totalną kretynkę i idiotkę załatwiając to ze mną, bo albo oszukiwał od początku(zaprzeczył), albo zmienił decyzje ale wtedy jaki jest sens nas.
Powiedzcie co robić???!!! Nie chcę popełnić błędu. Przez całą rozmowę miał wystraszony głos, a ja w połowie nie wytrzymałam i się rozpłakałam, chociaż do końca starałam się mówić niełamiącym głosem. A teraz siedzę i płaczę i nie wiem jak dalej z nim rozmawiać. Dlaczego on robi mi nadzieje i jednocześnie ją odbiera? Upierać sie przy tym spotkaniu czy dać mu czas te dwa tygodnie jeszcze? Ale jeśli to nic nie zmieni to po co, bo przecież ja czuje, że za te dwa tygodnie on będzie dalej w tym samym miejscu.
Doradźcie coś proszę ;-(
Ewelina, a ile on oczekuje, że dasz mu czasu ? ![]()
On sam nie wie, mówi że boi się tego spotkania, że nie jest gotowy na taką rozmowę. I co ja mam zrobić?
Ja myślę, że może też być tak, że on jest kimś zauroczony, choć może niekoniecznie ta panna z gg, bo sama widzisz, że prowadził z nią zwyczajne, koleżeńskie rozmowy. Choć wiadomo- nie musi tak być.
Czy ten facet będąc z Tobą w związku też był taki niezdecydowany w wielu sprawach? No bo wybacz, to przegięcie, że już miesiąc nie widzicie się, a on nadal nie wie co robić, nie chcę się spotkać.. ileż można trwać w takim zawieszeniu ? Heh... Od początku pisałam, że chyba nic z tego związku nie będzie, wnioskuje to z tego co piszesz i nadal tak sądzę ;( To straszne jak on Cię teraz traktuje, zachowuje się jakby widział tylko czubek własnego nosa i myślał tylko o sobie i nie myślał wcale ile Ciebie kosztuje takie czekanie ; bo nie oszukujmy się to jest dla Ciebie bardzo bolesne i nikt nie lubi życ w takim zawieszeniu, to męczące i smutne.. Tym bardziej, gdy postepuje tak narzeczony.
Moim zdaniem, jeśli chcesz to daj mu czas do tego 23 kwietnia, jak planowałaś, ale bądz konsekwentna. Ja nie zgadzam się z kimś kto napisał, żebyś nie mówiła ile on ma czasu. On i tak już miał dużo czasu od Ciebie na przemyślenia, to musi wiedzieć, że nie będziesz czekała w nieskończoność i że nie dasz sobą pomiatać jak zabawką. A on niech w końcu do tego czasu podejmie tę męską decyzję, a jak nie to odetnij się od niego - bo ileż można czekać, aż ktos zdecyduje czy kocha czy nie ![]()
A może do czasu tej rozmowy przemyśli to i nie będzie tak się zachowywał tylko zgodzi się na to spotkanie(pisałam już że właśnie tak reagował gdy próbowałam zacząć ten temat, ale zwykle rezygnowałam widząc opór, jednak dzisiaj ta informacja, ze jego rodzice też wiedzą sprawiła, że się nie wycofałam, bo to oznacza, że już na milion procent nie mam co liczyć na ślub). Ze nie emocje opadły. Nie wiem jak poprowadzić tą rozmowę, czekam jeszcze na opinie, chociaż też jej kształt będzie zależał od jego podejścia.
Ewelina, a czy Ty jesteś w stanie dalej z nim być, skoro teraz przechodzisz przez coś takiego? Jeśli chcesz, bo kochasz go, wiesz, że to TA osoba, to czekaj, daj mu ten czas. Bo jesli wymusisz to spotkanie, to na pewno się rozstaniecie... I jesli zdecydujesz się na tą przerwę, to wtedy żadnych telefonów, zero kontaktu. I zrobisz to dla siebie, nie dla niego - on chce przerwy, ale zadzwonić wtedy kiedy on ma ochotę też chce...
Zauważ Ewelina, że on w tym wszystkim w ogóle nie zważa na to co Ty czujesz. Ja chcę czekać, ja nie chcę rozmawiać, ja nie chcę przyjechać, ja mam wątpliwości, ja, ja, ja...
A gdzie w tym wszystkim Ty? Wiesz, ja myślę, już abstrahując od przyczyn tego stanu, że on Cię po prostu nie kocha. Owszem, uważa, że byłabyś wcale dobrą żoną, wie, że go bardzo kochasz, że wiele dla niego jesteś w stanie zrobić, szkoda wypuszczać z rąk taką kobietę...Ale z drugiej strony korci go inny świat, inne kobiety, wolność, a przede wszystkim-nie obchodzi go, jak bardzo jest Ci teraz źle. Wybacz, ale kochając Cię naprawdę on powinien się teraz zwijać z bólu wiedząc, jak Ty cierpisz. Miłość jest przede wszystkim pragnieniem szczęścia dla drugiej osoby. Przyłóż to do obecnej sytuacji...
On chciałby Cię mieć, bo uważa, że ogólnie warta jesteś zachodu, ale za mało w nim uczucia i za mało szacunku do Ciebie jako partnerki by mógł stwierdzić, że chce na pewno z Tobą być.
Wybacz ostre słowa, ale moim zdaniem nim teraz nie kieruje żadna miłość...Tylko i wyłącznie wyrachowanie. Połączone z czekaniem, że może wrócą motyle w brzuchu.
Zauważ Ewelina, że on w tym wszystkim w ogóle nie zważa na to co Ty czujesz. Ja chcę czekać, ja nie chcę rozmawiać, ja nie chcę przyjechać, ja mam wątpliwości, ja, ja, ja...
A gdzie w tym wszystkim Ty? Wiesz, ja myślę, już abstrahując od przyczyn tego stanu, że on Cię po prostu nie kocha. Owszem, uważa, że byłabyś wcale dobrą żoną, wie, że go bardzo kochasz, że wiele dla niego jesteś w stanie zrobić, szkoda wypuszczać z rąk taką kobietę...Ale z drugiej strony korci go inny świat, inne kobiety, wolność, a przede wszystkim-nie obchodzi go, jak bardzo jest Ci teraz źle. Wybacz, ale kochając Cię naprawdę on powinien się teraz zwijać z bólu wiedząc, jak Ty cierpisz. Miłość jest przede wszystkim pragnieniem szczęścia dla drugiej osoby. Przyłóż to do obecnej sytuacji...
On chciałby Cię mieć, bo uważa, że ogólnie warta jesteś zachodu, ale za mało w nim uczucia i za mało szacunku do Ciebie jako partnerki by mógł stwierdzić, że chce na pewno z Tobą być.
Wybacz ostre słowa, ale moim zdaniem nim teraz nie kieruje żadna miłość...Tylko i wyłącznie wyrachowanie. Połączone z czekaniem, że może wrócą motyle w brzuchu.
Dokładnie. O tym samym myślałam, dlatego tak ciemno widzę ich przyszłe życie jak napisałam. Widać, że Ewelina to wspaniała dziewczyna, nieba by ukochanemu przychyliła, ale własnie za mało w tym jego uczucia... Bardziej jak chłodna kalkulacja ![]()
Jedna z forumowiczek zadała dobre pytanie; czy po tym wszytstki , co om ci teraz zafundował ty jeszcze chcesz z nim być?
Zafundował ci emocjonalno-psychiczny i ogólny horror i sam musi być niezłym emocjonalnym popaprańcem, skoro dałaś mu już tyle czasu a on nadal nie umie zwerbalizować o co mu chodzi i czego (poza czasem na przemyślenia) oczekuje.
Czy on choć przez chwile pomyślał o twoich uczuciach???i o tym co ty przeżywasz??
Troche go przydusiłaś i zmusiłaś do mówienia (bdb!!!) ale nie powiedział nic konkretnego, bajdurzy ciągle :czaaaasu potrzebuje. Moim zdaniem on wcale sie nad tym wszystkim nie zastanawia i dopowiada mu takie bawienie sie w strusia.
Mam wrażenie, ze on chce by ktoś to załatwił za niego.
Zastanów sie, czy chcesz być z takim "kimś".
Ok, to jestem po rozmowie, nie będę opisywać jej przebiegu, powiem tylko tyle, że jestem zadowolona, bo wreszcie ruszymy, w którą stronę to się okaże, ale kończymy z zawieszeniem. Zaczynamy od przyszłej soboty spotykać się w ramach randek na mieście i w tym czasie on ogranicza do minimum kontakt z tymi dziewczynami(zgodził się od razu, ale żeby nie miał wątpliwości dlaczego tak chcę powiedziałam mu jasno, że mnie to rani i jeśli on tego nie widzi to definitywnie czas kończyć zabawę, stwierdził że nie rozumiał bo przecież nic złego nie robił, ale skoro tak mu przedstawiam sprawę to rozumie i jak najbardziej mu to odpowiada).
Gdzie nas to zaprowadzi jak mówiłam nie wiem, może i mi spadną klapki z oczu, ale skoro on ma taki problem i tak się boi rozmowy o rozstaniu to nie widzę sensu na jakąkolwiek przerwę, jestem prawie w 100% pewna, że za dwa tygodnie czy miesiące bylibyśmy dalej w tym samym miejscu, więc tu potrzeba działania. Papiery oddam tak jak planowałam 23.
Jeśli to też błąd to czas zweryfikuje. Ale taką podjęłam decyzję(a właściwie podjęliśmy) i nie zamierzam się już wycofywać. Trzymajcie kciuki, nie za powodzenie tego związku, ale za jakiekolwiek rozwiązanie tego w czym się znaleźliśmy.
Cieszę się, że postawiłaś sprawo jasno. Ja mówiąc, że pewnie Wam się nie uda wyraziłam tylko przypuszczenia, wiedz o tym, że to tylko opinia, mogłam się mylić i przecież to Twoje życie, które nam tu relacjonujesz, ale wiadomo, że nie da się być całkiem obiektywnym. Jak Wam się uda i będziecie szczęsliwi, to oczywiście bardzo dobrze.
Trzymam kciuki, by to wszystko się rozwiązało - niezależnie od tego jak się potoczy, to wiem, że poradzisz sobie i jesteś silną kobieta, która wie czego chce ;-)
Pozdrawiam ![]()
truskaweczka19 dziękuje za każde Twoje słowo jak i innych dziewczyn, dzięki Wam naprawdę sporo do mnie dotarło, na bardzo wiele rzeczy zwróciłyście moją uwagę i teraz z całą pewnością podczas tego okresu będę o tym pamiętać i brać wszystko pod uwagę zastanawiając się nad dalszym funkcjonowaniem naszego związku i z całą pewnością patrze teraz na niego inaczej niż to było wtedy gdy tu po raz pierwszy napisałam.
Na forum nadal będę codziennie zaglądać bo już się chyba uzależniłam i na pewno napisze jeśli wydarzy się coś znaczącego dla sprawy ![]()
Cieszę się, że mogłam doradzić
Zaglądaj na forum koniecznie, będzie niezwykle miło.
Koniecznie napisz jakby coś ważnego się wydarzyło w tej sprawie i pisz ogólnie.
Pozdrawiam ![]()
witaj ewelina, dlugo nie mialam internetu a widze ze u ciebie sytulacja sie zmienia...
mam nieodparte wrazenie ze on liczy na to ze to ty zdejmiesz brzemie z jego ramion i za niego podejmiesz decyzje, ze w koncu ty zdecydujesz i jak cos bedzie czysty jak aniolek gdyz bedzie mogl mowic rodzinie ze to ty zerwalas.
ale zdecydowaliscie sie spotykac, fgakt to jaks zmiana i trakze uwazam tak jak ty ze nastepne 2tyg nic by nie zmienily...
ciagle mysle o jednym co z sexem? jak on to znosi przeciez jest facetem?
wiem teraz to nie istotne teraz myslimy o zblizeniu sie emocjonalnie. chyba zeby sie udalo powinniscie udawac ze wszuystko jest ok, pisac mile smsy, dobranoc co wieczor z buzka, wiesz tak jak bylo wczesniej...az w koncu taki stan przestanie byc udawanym tylko faktycznym...
zycze powodzenia i dalej bede obserwowac twoja historie
Tak właśnie myślę to zrobić, ale jednak nie od razu, zamiast sms'ów zwykle rozmawialiśmy przed snem i tak chyba zostanie, nie będę się starała na siłę nic ulepszać zwłaszcza, ze nie wiem co było nie tak, ten tydzień jeszcze raczej upłynie tak jak te dotychczas, ewentualne zmiany po tym spotkaniu, bo nie chcę niczego przyspieszać, zwłaszcza, że ja już też nie jestem taka pewna nas po tym wszystkim co się stało. Nie wykluczam też opcji rozstania po tym 23 bo nie wiem jak zareaguje gdy odwołanie ślubu stanie się już faktem. Tak jak pisałam, co będzie czas pokaże, ale dobrze że wychodzimy z tego okresu zawieszenia bo tu miałyście zupełną rację i jego reakcje(nie tylko wczorajsza) utwierdziły mnie w tym, że moglibyśmy tak czekać w nieskończoność, chyba że akurat znalazł by się ktoś kto by go zainteresował.
syla135 wiesz że mnie też już taka myśl przez głowę przeszła jakiś czas temu, ale jeśli tak to się przeliczy, chyba że doprowadzi mnie do ostateczności, a co do seksu jak sobie poradzi to nie wiem, faktem jest, że to nie jest i nie był typ o dużych potrzebach(jeśli chodzi o częstotliwość), więc myśle, że nie będzie mu ten brak jakoś ciążył
Gdziekolwiek Was to nie zaprowadzi, cieszę się, że skończyło się Twoje zawieszenie. Ja zdania w kwestii tego związku nie zmieniłam, ale jak wiadomo, nie zależy tu nic ode mnie, tylko od Was.
Na pewno życzę Ci siły, rozsądku i nie zapominania o własnych potrzebach.
No i nadal będę tu zaglądać ![]()
na bieżąco śledzę Twoją historie , podziwiam Cie że jeszcze to wszystko wytrzymujesz . Ale zastanawia mnie jedno czemu Ty po prostu do niego nie pojedziesz ( do jego mieszkania) i nie porozmawiasz z nim ? Tylko te rozmowy przez telefon ? Trochę to dziecinne wg mnie.
Bo do tej pory mieliśmy się nie widywać i zgodziłam się na to, a on zgodził się, że utrzymujemy kontakt telefoniczny(bo w zamierzeniu miała być zupełna cisza). Normalnie dzieli nas 300km, ale gdybyśmy wczoraj nie ustalili tego co ustaliliśmy i on by się wymigiwał od spotkania to prawdopodobnie pojechałabym dziś rozmówić się z nim do jego rodzinnego domu czyli jakieś 60km, no chyba że wcześniej padłabym ze śmiechu z całej tej sytuacji jaka mogła wyniknąć(a więc, że muszę go ścigać abyśmy porozmawiali o rozstaniu podczas gdy to on wszystko zaczął
). Na szczęście nie muszę tego robić i w przyszłą sobotę spotykamy się w połowie drogi i zobaczymy jak to będzie się rozwijać :-)
No to już coś
ale dziwię się że zgodziłaś się na taki kontakt telefoniczny . Ja bym od razu pojechała i mu wygarneła co o nim myśle xD
hej;) jak się u Ciebie sprawy mają??
A póki co nic nowego:) Rozmawiamy przez telefon, ja coraz częściej zaczynam zastanawiać się czy to ma sens skoro on nie chcę się żenić, bo z wielu opcji to może również oznaczać to że po prostu nie uważa mnie za tą z którą chcę spędzić reszte życia a w takiej sytuacji jaki jest sens dalej to ciągnąć? Przez dwa pierwsze dni w ogóle miałam duże wątpliwości czy powinniśmy się spotykać w tą sobotę i jakiś ogólnie pesymistyczny nastrój mnie ogarnął w związku z tym, ale dziś już myślę inaczej, i wiem, że to najlepsza droga, aby pomóc jemu podjąć decyzje, i dla mnie również.
Może ten mój nastrój związany był również z tym, że w ten weekend dostałam imienne zaproszenie na komunie z nim, bo ciocia uznała, że to już 'prawie mąż' więc nie będzie pisać z os. towarzyszącą, powiedziałam o ślubie już tej części rodziny, która mieszka w tych okolicach i dostałam zaproszenie od druhny mojej kuzynki na wieczór panieński w maju. Najfajniej byłoby móc już przeskoczyć do października, bo wtedy będzie po wszystkich komuniach w rodzinie, i po wszystkich ślubach, bo jak na złość trochę tego w tym roku się uzbierało ehhh
tak logicznie myslisz
mi sie wydaje ze po to sie jest razem aby poznac druga osobe i stwierdzic czy to ta jedyna...
jestescie ze soba dlugo nie uwazasz ze juz powinniscie wiedziec czy to ta jedyna?? niechce slubu a wiec czego? jest te ryzyko ciagniecia tego jeszcze jakis czas, byc moze bedzie lepiej i sie zejdziecie ale co dalej? jak dlugo zyc od tak...
chcesz miec dzieci a wiec kiedy jak nie teraz? mi sie zdaje ze to nie wypali, ale rozumiem probujesz, byc moze potrzebujesz dowodu ze mam naciej, choc naprawde chcialabym sie mylic.
ewelina ten Twój facet najwyrazniej nie chce brac ślubu - nie twierdze ze nie chce z Toba ale w ogole .Jest na to nie przygotowany , chyba nie dojrzal do takiej odpowiedzialnej na całe zycie decycyzjii ,
Nie napieraj na niego , przetan go ciagle wypytywac , faceci tego nie znoszą , nie podejrzewaj bo w koncu postanowi ze nie ma nic do starcenia bo i tak sie gio czepiasz i pojdzie na całego w tango .
Dla mnie on jest malo wiarygodny , ja osobiście balabym sie takiego na siłe związku ..... a Ty nie bedziesz miała prawdziwej radości byc ia z nim .
przemysl to - .
Zycze Ci mądrej , przemyślanej decyzji bo wiesz 'do tanga trzeba dwojga " .............. reszte sobie dospiewaj .
Pisz , bede ciekawa - pozdrówka .
No nie dziwie Ci się Ewelina... oświadczyny były, potem się rozmyślił.. to bolesne.. Nie mam nic nawet do zaręczyn po 8 czy więcej latach związku, ale to wtedy mógł poczekać dłuzej z zareczynami , a nie oświadczać się a potem prosić o przerwę. To, że nie jest gotowy do małzeństwa to nic złego, każdy inaczej dojrzewa, dla jednego 5 lat związku w sam raz, dla innego nawet tyle to za mało, a jednemu nawet rok wystarczy... ale to jak postąpił , w jakiej forimie.. to było paskudne.
Zostały jeszcze trzy dni do naszego spotkania po tej przerwie więc napisze parę zdań jak teraz nasza relacja wygląda. Więc w poniedziałek miałam taki średni humor na który nałożyło się jego kolejna sytuacja także zakończył się on kłótnią(chociaż w sumie to ja krzyczałam, a on próbował się bronić). Oczywiście to znowu on nawalił, tyle że tym razem udowodniłam mu, że wiem o czym mówię(chodzi mi o te kłamstwa) no i tak się przejął, że jak twierdzi obudził się dwa razy w nocy, takie miał wyrzuty sumienia i zaraz z rana zadzwonił do mnie z przeprosinami(przepraszał też w czasie gdy na niego krzyczałam). Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie miałby tych wyrzutów gdybym mu nie powiedziała, że wiem, albo by je nadal zagłuszał jak do tej pory, ale wydawało mu się, że to dla mojego dobra, żebym się nie martwiła, bo nie mam czym. Powiedziałam mu gdzie mam tą jego zakichaną troskę. Powiedziałam dosadnie. I co więcej prawie z nim zerwałam(chociaż mówiąc to co mówiłam, miałam jednocześnie poczucie że nie chcę aby to się tak kończyło tzn. przez telefon, że po tylu latach powinno to się załatwić w 4 oczy), on prosił abym tego nie mówiła, i koniec końców nie powiedziałam, ale ta sytuacja(kłamstwa) kosztowała mnie bardzo dużo nerwów dnia kolejnego. Pomimo porannego telefonu byłam bardzo zła i zawiedziona, jak zadzwonił potem jeszcze dwa razy nadal nie miałam mu za wiele dobrego do powiedzenia, dopiero przy wieczornej rozmowie jakoś mi złość przeszła(co zabawniejsze nakręcałam się dodatkowo złoszcząc się, że w ogóle się przez niego złoszczę chociaż powinnam mieć go głęboko w d....). Jednakże tamta poniedziałkowa rozmowa była bardzo potrzebna, bo jeszcze parę kwestii zostało wyjaśnionych, które wydawały mi się już jasne, a okazało się, że nie były(przynajmniej dla niego). Więc dzisiaj poczytuje za plus, ze do niej doszło.
Od tamtej pory też trochę się zmieniło, mam wrażenie, że do niego zaczyna docierać wreszcie, że ja na prawdę zaczęłam mieć wątpliwości i zaczął się nie wiem czy to dobre określenie "obawiać", a co za tym idzie jego zachowanie przynajmniej przez telefon znowu się zmieniło. I wydaje mi się, że też jego stosunek do tych spotkań, bo o ile u mnie zostały wątpliwości czy to ma sens(tym razem rozum każe dać tą szanse więc się nie wycofam), to on zapewnia że chce abyśmy dali sobie szanse i mam wrażenie, ze cieszy się na to spotkanie. Co więcej dziś kiedy zadzwonił mi powiedzieć, że musiał zadzwonić do tej koleżanki, w sprawie jutra bo go na aplikacji nie będzie, a chce żeby mu coś zaniosła, co jej przesłał pocztą i że jeszcze dostał maila od drugiej, też związanego z aplikacją, co mogę sobie sprawdzić, to dodał, że muszę je kiedyś poznać, ale nie jutro z wiadomych przyczyn, ani pewnie za tydzień bo pewnie nie będzie jak, ale jakoś w niedalekiej przyszłości. Aż musiałam się ugryźć w język, żeby nie dodać, że w niedalekiej przyszłości to może nie być powodów dla których chciałabym je poznać i miałoby to spotkanie jakiś sens.
A u mnie prywatnie mam teraz taki napięty grafik, że muszę część zajęć odwołać żeby ze wszystkim się wyrobić, zintensyfikowałam ćwiczenia co odbiło się na utracie kolejnego kilograma(a staram się przytyć) a jednocześnie egzaminy coraz bliżej wiec muszę więcej z siebie dawać, bolą mnie mięśnie, których istnienia nie podejrzewałam:D i w krótkich chwilach przerwy zaglądam na forum i widzę, że coraz więcej nowych problemów się pojawia u nas kobietek ehh. Acha i rozmyślania na temat jak się zachowywać w sobotę zamknęłam na uznaniu, że z pewnym dystansem, ale bez przesady,i w sumie uzależnię to też od jego zachowania.
a ja bym nic nie planowala, wiadomo ze moze sie wszystko zdazyc, jak cie pocaluje to dystansu juz nie bedzie:P
ale tak powaznie nie zauwazasz jednej prawidlowoaci? jak olewasz go, czy masz swoje sprawy to on bardziej sie stara? to chyba normalne, facet lubi zdobywac a tym samym zauwazyl ze moze cie stacic... mam nadzieje ze do swiat cos sie zmieni
trzymam za ciebie kciuki
Ewelina, a jak Ty się czujesz w związku z tym spotkaniem? Cieszysz się, jesteś podekscytowana (pozytywnie, oczywiście
)?
Coś mi się wydaje, że moje samopoczucie nie będzie miało większego znaczenia bo do tego spotkania nie dojdzie. I wcale nie dlatego, że on się wycofał czy ja, najzwyczajniej w świecie wczoraj zupełnie rozłożyło mnie zapalenie krtani i ucha :-/ I od wczoraj jestem na antybiotykach i tak liczę, że może poprawi mi się do jutra, dziś już mówić mogę, ale ból jest nieznośny ehhh
Jeśli nie będzie lepiej to będę zmuszona odwołać je i tyle. On mógłby ostatecznie do mnie przyjechać i może by się zgodził, ale wolę jednak na początek jakiś neutralny grunt.
A czy się cieszę? Hmm, nie umiem na to odpowiedzieć jednoznacznie, z jednej strony tak, a z drugiej mam pewne obawy, ale skąd się biorą nie umiem stwierdzić, możliwe, że ma to związek z tym, że coraz częściej podważam sens dalszego trwania tego związku jeżeli te jego wątpliwości zwyczajnie oznaczają jak tu pisałyście, że nic już do mnie poza przyzwyczajeniem nie czuje.
Acha i znalazłam gdzieś świetny cytat: zacytuje fragment całej czyjejś wypowiedzi, ale chodzi mi o to ostatnie zdanie:
"W książce Paulo Coelho pt. Piata Góra jest taka scena gdzie dwóch mężczyzn ukrywa się w szopie przed nadejściem zabójców, wiedzą że stanie się to za chwilę, obaj bardzo się boją i rozmawiają jako że są wierzącymi Żydami gdzie w tym wszytskim jest Bóg i jak to będzie umrzeć w końcu jeden z nich mówi:
"siedząc tutaj w swoich myślach umarłem już tysiąc razy a mogę umrzeć tylko raz". "
z tej ksiazki wyciagnelabys nie jeden taki madry cytat...wartoa przeczytania. wogole ten autor wszystkie ma ksiazki bardzo dobre.
ale co do ciebie, widze ze los wam nie sprzyja, teraz choroba...
a moze niech przyjedzie, moze powinniscie sporobowac znow byc razem? bo takie udawanie znow randek po tylu latach bycia razem to chyba bedzie krepujace i sztuczne? ale przede wszystkim najwazneijsze zebyscie sie wy dobrze czuli, jesli ci to odpowiada to ok.
zycze duzo zdrowia
I już jestem po spotkaniu. Mogę je określić jako udane, choć na koniec pojawił się jeden zgrzyt, gdy powiedział, że zgodził się z ojcem do Brazylii w czasie urlopu wakacyjnego pojechać. Powiedziałam mu, że miło, że mnie już nie bierze w sowich planach pod uwagę i że nawet nie pomyślał, żeby to ze mną omówić skoro niby jesteśmy razem. Przyznam, że trochę mi humor siadł po tym, ale raczej nie smutek tylko bardziej złość, on się zaczął tłumaczyć, że przecież ja wtedy i tak mam być w Indiach itd. Powiedziałam mu na to, że ja zanim kupiłabym bilet do tych Indii jeszcze bym to z nim skonsultowała, i gdyby nie chciał nie pojechałabym o ile bylibyśmy wtedy razem, on na to że myślał, że ja już podjęłam taką decyzje itd. Koniec końców, stanęło na tym, że i tak jego ojciec w najbliższym czasie nie wykupi wycieczki a my jeszcze o tym porozmawiamy. No cóż, pożyjemy zobaczymy. Bo mi tu nawet nie chodzi o to, żeby on z tym ojcem nie jechał, ale że w taki sposób po prostu wyłącza mnie ze swojego życia, prawda? Co zabawniejsze, jestem pewna że ten drobny "szczegół" dopiero dziś dotarł do niego i stąd zaraz zaczął się tłumaczyć i przepraszać itd.
Ale tak ogólnie miło było znowu się zobaczyć i jestem pewna, że i on nie żałuje tego spotkania, zresztą pod koniec powiedział, że brakowało mu tych naszych rozmów takich jak dziś. Ubrałam się na to spotkanie elegancko i seksownie, nawet przez chwilę miałam obawę czy nie przesadziłam jeśli on przyjedzie normalnie ubrany, ale na szczęście też się postarał :-D I muszę podziękować każdemu facetowi, który dziś się za mną obejrzał albo skomentował bo czegoś takiego właśnie potrzebowałam, wiecie takie babskie zagranie żeby wiedział co traci ;-D Mój mi od razu dał do zrozumienia, że mu się podobam tak ubrana, i potem jeszcze kilka razy coś wspomniał o tym, że wzbudzam zainteresowanie, ale najlepsze było dopiero jak poszliśmy do centrum i większość osób, nawet kobiet się na nas patrzyło i nie wytrzymał i stwierdził, że chyba dzisiaj wszystkim się podobam, zdecydowanie zazdrość dało się wyczuć. Ja się zaśmiałam i powiedziałam, że to na pewno chodzi o moją kurtkę hehe (a co, w wysokich szpilkach chodzić umiem, figurę myślę że mam nie naganą, nawet włosy mi się dziś układały jak trzeba
). Jak wychodziliśmy z ostatniej knajpki(to było niedługo po jego rewelacji o urlopie), to w pewnym momencie mnie objął i w sumie tak przeszliśmy połowę drogi, potem coś kupowałam i dalej złapał mnie za rękę i trzymał, aż doszliśmy do mojego samochodu. Oczywiście w trakcie mówił jakieś miłe słówka, i prosił abym się nie gniewała i nie roztrząsała tego przeciwko nam, podkreślał, że przecież jesteśmy ze sobą. Potem mnie przytulił i pocałował w policzek, ale w usta się nie odważył, chociaż widziałam, że chce, ale trzymałam pewien dystans. Stał więc tak trzymając mnie za rękę, mówił o moich egzaminach i czekał czy coś zorbie, ale nie zrobiłam nic i w końcu się pożegnaliśmy i wsiadłam do samochodu. Wydaje mi się, że ta sytuacja mnie trochę znowu, nie wiem jak to nazwać "otrzeźwiła" i nie chciałam abyśmy się całowali. Jeszcze sporo trzeba poukładać i przemyśleć.
Tak więc nie żałuje tego spotkania, nie żałuje jego przebiegu i nie żałuje tego co mu powiedziałam, a mianowicie, że mnie to nie smuci(ta sprawa z jego ojcem), tylko jest dla mnie kolejnym kamyczkiem, które kolekcjonuje, żeby kiedyś w końcu zasypać ten dół, który on nam kopie i odwrócić się i odejść. On oczywiście prosił, żebym tak nie mówiła, ale dla mnie to jest jak poszerzanie świadomości, bo tego czego naprawdę nie chcę to powrotu do tamtego bólu jaki czułam jeszcze miesiąc temu.
I jutro mamy 23 kwietnia i do spotkania nie dojdzie, bo znowu jestem chora. Przełożyliśmy je na wtorek i wtedy też wybierzemy się zdobywać jakieś małe szczyty ![]()
Powiem Wam jednak do czego doszłam w ostatnim czasie: postanowiliśmy dać sobie szanse, ale chyba raczej tak "na piśmie" bo w rzeczywistości cały czas myślałam o rozstaniu, co powodowało napięcia, ogólny zły nastrój i konflikty(jak chociazby ten wyżej;z jego strony sądze było podobnie) i wreszcie doszłam do wniosku, że dość tego, skoro już zdecydowałam się, że jakoś będziemy ratowac ten związek to muszę przestać myśleć o jego zakończeniu bo to do niczego dobrego nie prowadzi.
Po pierwsze więc staram się od dziś nie rozpamiętywać przeszłości, tego co robiliśmy razem itd.
Po drugie przestaje myśleć o zerwaniu, o tym jak to będzie, że może lepiej się rozstać itd.
Po trzecie nie rozmyślam też o przyszłości, o tym jak to będzie jeśli będziemy razem albo jak będziemy osobno.
Po czwarte nie będę wymagać od niego zachowywania sie jakby nic się nie stało czyli, że np. przyjedzie w najbliższym czasie do mnie(czyt. spotka się z moją rodziną).
Po piąte pozwolę się powoli rozwijać tej sytuacji, jej własnym torem i tempem, nie będę wymagać pod niego, żeby myślał o mnie planując coś za miesiąc czy dwa, bo przecież do tego czasu może już nas nie być, i nie będę układać żadnych planów, w których będę jego uwzględniać. Jeśli będzie dobrze to na te rzeczy przyjdzie właściwa pora.
Po szóste nie będę w rozmowach mu insynuowała, że może lepiej się rozstać skoro on mówi tak czy inaczej.
Po siódme jeśli chodzi o nasz związek będę żyła tym co jest tu i teraz, bo jak pisałam patrzenie w przyszłość na tym etapie nie ma sensu.
Po ósme będę się zwyczajnie cieszyła, że mamy tą możliwość spróbowania(a nie tak jak do tej pory żyłam w ciągłych rozterkach).
I na koniec postaram się bardziej mu zaufać, bo być może nie przetrwamy tego, ale na pewno tak się stanie jak będę w nas ciągle wątpiła.
hej;) jak Twoje spray się mają ?? chyba już lepiej ??
Pozdrawiam
A muszę sobie przypominać te punkty, które wypisałam, bo czasem ogarniają minie takie mysli, że może on zaraz powie, że nic z tego, ba nawet czasem jestem pewna, że to powie(nie teraz, ale w przyszłości), ale to chyba normalne że gdzieś tam we mnie ciągle siedzi ta obawa, tyle, że staram się aby nie miała wpływu na nasze relacje. Dokumenty mu oddałam, nie wiem czy już zaczął odwoływać, wole w to nie wnikać, bo wiem że będzie mi przykro jak potwierdzi. A między nami jest ok, wiadomo póki co mamy mniejszy kontakt niż kiedyś, bo widujemy się raz w weekend na kilka godzin, ale za to częściej rozmawiamy w ciągu tygodnia. I jakoś tak leci.
A muszę sobie przypominać te punkty, które wypisałam, bo czasem ogarniają minie takie mysli, że może on zaraz powie, że nic z tego, ba nawet czasem jestem pewna, że to powie(nie teraz, ale w przyszłości), ale to chyba normalne że gdzieś tam we mnie ciągle siedzi ta obawa, tyle, że staram się aby nie miała wpływu na nasze relacje. Dokumenty mu oddałam, nie wiem czy już zaczął odwoływać, wole w to nie wnikać, bo wiem że będzie mi przykro jak potwierdzi. A między nami jest ok, wiadomo póki co mamy mniejszy kontakt niż kiedyś, bo widujemy się raz w weekend na kilka godzin, ale za to częściej rozmawiamy w ciągu tygodnia. I jakoś tak leci.
Oddałaś mu dokumenty, on je przyjął, odwołujecie ślub zaplanowany po kilkuletnim związku i nadal jesteście razem... Strasznie to dziwne. Poza tym ta niepewność - ja nie umiałabym funkcjonować w takich warunkach i pewnie co jakiś czas prowokowałabym kłótnie szukając pretekstu. Mam nadzieję, że Twoje poświęcenie sprawi, że on zrozumie, że jesteś TĄ osobą!
ewelina102---> co sluchac? jak sie masz? jak sprawy? napisz co u Ciebie.
A miałam dzisiaj do Was pisać w pewnej sprawie :-D A mianowicie jak sądzicie co robić: za dwa tygodnie jest ten ślub mojej kuzynki no i nie bardzo wiem czy prosić go aby szedł ze mną i jak zareagować na ewentualną odmowę, ponieważ wiem że narazie unika spotkań z moją najbliższą rodziną(nie wiem boi się, wstydzi itd., ale generalnie go rozumiem bo i mnie byłoby głupio przed jego rodziną po takiej akcji). Prawie dwa tygodnie temu była komunia mojej chrześnicy i wtedy poszedł ze mną(nie wiem czy zanim się zgodził czy po, oświeciłam go że tej części rodziny nie zna bo to dalekie pokrewieństwo i ja utrzymywałam tylko kontakt z chrześnicą i jej rodzicami). No a teraz dawałam mu pewne aluzje, że ten ślub się zbliża, ale nie podjął tematu, i może lepiej bo sama jeszcze nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony chciałabym aby szedł skoro nadal jest moim chłopakiem to nie widzę powodu dla którego miałabym iść sama, a z drugiej rozumiem że może się czuć głupio, zwłaszcza że w ostatnim czasie moi bliscy coraz częściej powtarzają mi abym dała sobie z nim spokój(bo do nich w końcu też dotarło że tego ślubu jednak naprawdę nie będzie i chyba tez mają jakiś żal o to; on o ich nastawieniu nic nie wie) więc nie wiem jak będą się zachowywać(chodzi mi głównie o brata i mamę bo reszta sądzę że będzie zachowywać się zwyczajnie).
Jak Wy to widzicie Dziewczyny? Jak się zachować w sytuacji gdy jednak nie zgodzi się iść ze mną? Potraktować to jako jakieś ostrzeżenie, że jednak nie wszystko jest ok jak się wydaje czy może się tym nie przejmować?
Między nami jest dobrze, nie mogę powiedzieć, że już uświadomił sobie że jestem tą jedyną, ale się staramy, żeby się ułożyło. Ostatnio bywałam u niego w związku z pracą i było miło(póki co bez seksu bo był u spowiedzi, a to traktuje bardzo poważnie więc chyba musiałabym go zgwałcić aby do czegoś doszło ;-D ), chociaż po tych wizytach, zwłaszcza pierwszej czułam się zmęczona, chyba tym napięciem, które przeżywam w związku z naszą sytuacją. Nadal mam okresy, że do niego dzwonie bardzo często(nawet ja zdaje sobie z tego sprawę), a czasami normalnie raz albo dwa razy; jak ja dzwonie wielokrotnie to on zwykle ogranicza się do jednego telefonu żeby powiedzieć dobranoc. Nadal walczę z chęcią sprawdzania go
ale po tych wszystkich kłamstwach ciężko mi tak na 100% uwierzyć we wszytko co mówi, za to mam 100% pewności, że ograniczył do minimum kontakt(gg i tel) z tymi koleżankami tak jak go prosiłam.
Przepraszam, że tak to spłycę do prostych instynktów, ale jak to bez seksu? Przecież zaczynacie od nowa - musicie bdować każdą sferę związku, a namiętność jest najtrudniejsza, bo nietrwała, dlatego wyjątkowo rzeba o nią dbać.
A jeśli chodzi o ten ślub, to powinnaś go zapytać - nie twórzcie dodatkowych sztucznych barier, skoro jednak postanowiliście nadal być razem. Ja rozumiem, że on może czuć się niezręcznie, ale niech kurcze ponosi konsekwencje swoich decyzji. Niech stawi czoło sytuacji, w końcu on namieszał. A teraz zdecydował w końcu, że chce z Tobą jednak być, więc w czym problem?
Ewelina wiesz ja myślę, że to trochę taki brak szacunku do Twojej rodziny. Ślub to nie są urodziny, które sobie odwołujesz i po robocie. Moim zdaniem winien jest wyjaśnienia zarówno Tobie jak i TWOJEJ RODZINIE w innym wypadku oznaczać będzie to, że facet nie traktuje swoich decyzji poważnie i to napewno powinno Cię zastanowić co Ty chcesz z nim budować...
Ponoć jeśli coś zdarzyło się raz, nie znaczy że zdarzy się drugi, ale jeśli coś zdarzyło się drugi jest wielce prawdopodobne że zdarzy się i trzeci...
(to w ramach tematu kłamstw i braku zaufania)
ale ..może jest tak że ludzie się zmieniają....... nie wiem.. samej mi trudno uwierzyć w zmiany.
Rozmawialiśmy wczoraj o przyszłym weekendzie(i jakimś cudem zupełnie zapomniałam o tym weselu) i zapytałam czy w przyszły weekend przyjeżdża do domu czy tam zostaje i powiedział, że cały weekend będzie na jakiś tam pokazach(w ramach pracy) więc zaproponowałam, że może w takim razie go odwiedzę i się tam z nim przejdę, odpowiedział że to dobry pomysł, ale zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. Po czym gdy skończyliśmy rozmawiać z godzinę później doznałam olśnienia, że przecież za tydzień to jest to wesele. Więc oddzwoniłam do niego i powiedziałam, że przypomniałam sobie że za tydzień jest to wesele i czy to, że on planuje nie przyjeżdżać do domu wiąże się z tym, że nie zamierza na nie ze mną iść, on na to stwierdził, że nie pamiętał kiedy to miało być, i że w takim razie postara się załatwić tak, żeby nie musieć być na tych pokazach i że ze mną pójdzie, ale na koniec zaznaczył, że nie może obiecać na 100% w tym momencie. W sumie to spodziewałam się, że będzie od początku się jakoś wykręcał, więc tu mnie zaskoczył na plus, no ale zobaczymy jak to się rozwinie, bo może jak sobie przemyśli to nie będzie jakoś bardzo starał się załatwić sobie wolnego.
Nie mniej jednak nadal czekam na jakieś rady, spostrzeżenia, uwagi w razie gdyby odmówił, może jest tu ktoś kto miał lub zna kogoś w podobnej sytuacji? Nie chcę mu urządzać awantury, czy sie obrażać gdyby nie poszedł, ale może powinnam(tzn. ostro z nim pogadać) czy lepiej odpuścić?
Pytanie poniekąd stało się już nieaktualne ponieważ dziś już potwierdził, że na wesele ze mną pójdzie, tylko na poprawiny nie bo będzie musiał być na tych pokazach chociaż w Niedziele i możliwe nawet, że ja z nim na nie pojadę, ale to jeszcze kwestia otwarta ![]()
Przepraszam, że tak to spłycę do prostych instynktów, ale jak to bez seksu? Przecież zaczynacie od nowa - musicie budować każdą sferę związku, a namiętność jest najtrudniejsza, bo nietrwała, dlatego wyjątkowo trzeba o nią dbać.
Hmmm, mam pytanie właśnie z tym związane, czy inne osoby tutaj też tak myślą?
Bo rozmawiałam z nim ostatnio na ten temat, powiedziałam wprost, że chciałabym abyśmy do siebie się również w ten sposób zbliżyli, on jak się spodziewałam odmówił. Zapytałam go czy to w związku tylko z tą jego spowiedzią tak mówi czy również chodzi mu o nas. Powiedział, że w większej mierze o to drugie, że jeśli między nami będzie wszystko w dobrym kierunku zmierzało to wtedy tak, a póki jesteśmy w sytuacji w jakiej jesteśmy to woli abyśmy tego nie robili i abym nie naciskała i nie wracała do tematu. Wiem, że w pewien sposób chodzi mu o mnie(tzn. kochaliśmy się dopiero gdy oboje czuliśmy że się kochamy, a więc w jakiś rok od naszej pierwszej randki(powiedziałam mu na początku znajomości gdy już zeszliśmy na tematy intymne o tym wprost, że bez uczucia z obydwu stron nie prześpie się z nim) i on wie że dla mnie seks łączy się z uczuciem i bez niego nie zdecydowałabym się na taki krok, zresztą to w jakiś tam sposób powiedział podczas tej rozmowy, chociaż nie wprost; i tak myślę że skoro nie może dać mi pewności, że będziemy razem to nie chce mnie wykorzystywać czy dawać w ten sposób nadziei) ale może jednak tylko mnie się tak wydaje, a normalnie faceci zachowują się inaczej(fizycznie nadal mu się podobam, więc tu nie chodzi o znudzenie)? Fajnie gdyby wypowiedzieli się w tej kwestii również Panowie ![]()
I tak z jednej strony jednak mnie to martwi, a z drugiej może powinnam spojrzeć na to w ten sposób, że mnie szanuje i nie chcę wykorzystywać? Czasami się już gubię w domysłach, chociaż staram się jak najmniej analizować, to czasem po prostu się nie da.
Z zaciekawieniem śledzę twoj watek , widać,że niechce zrywać znajomosci z Toba, ma ogromne wyrzuty sumienia, jednak nie czuje się na tyle Twoj zeby się żenic. To znaczy już sie nie czuje.
Co do seksu to moim zdaniem okresla on temperaturę związku, rzeczywiscie nie jest jeszcze miedzy Wami najcieplej a co do wykorzystywania jesteście oboje dorosli, seks to sama radość miedzy kochającymi sie ludźmi, więc z jego uczuciami nadal cos nie gra.
No nic zobaczymy jak to sie rozwinie, może rzeczywiście wystraszył sie slubu a odległosć spowodowała jego oddalenie, podziwiam Cie ,że walczysz, zyczę ci szczęścia Ewelinko.
Może zacytuje co dokładnie powiedział po dopytaniu o powód : "teraz to byłoby nie w porządku, nie chcę cię wykorzystywać, jeśli sprawy będą zmierzały w dobrym kierunku to wtedy będzie kolej na ten etap"
ehhh a ja po tej wczorajszej rozmowie ustaliłam sobie pewien czas, do którego jeśli sprawy nie zaczną zmierzać w dobrym kierunku i nadal będzie jak jest do tej pory(nie powiem, że jest źle, jest dobrze, ale póki co mam wrażenie, że do niczego to nie zmierza, a może tylko mi się tak wydaje bo chciałabym, żeby wszystko już się wyjaśniło, oczywiście korzystnie;-) )odpuszczę bo nie ma co się męczyć...
Spokojnie Ewelinko, jego uczucia zmienily sie,tu byl szczery, przyzwyczaił sie do odległosci, braku bliskosci i dobrze mu z tym bylo,on sam jeszcze nie wie co będzie i jak to sie rozwinie, nie chce bys mu zarzucała,że cie oszukiwal.
Nie wiem czy określenie czasu tu coś da, bo akurat człowiek ma niewielki wpływ na własne uczucia, uczucia wyplywają z serca, ale może i tak bedzie. Po prostu pierwszy raz spotykam sie z taka sprawą.
Zaczynacie od poczatku, jakby od zera, jakbyscie sie dopiero poznali,tu nie ma jak w innych związkach ,że razem naprawiamy to i to, tu się zaczyna od pierwszej randki jakbyscie sie nie znali.
Pamiętaj Ewelinko,że On byl psychicznie gotowy całkowicie zerwać kontakt,nie zrobił tego na Twoje zyczenie, dlatego to co teraz miedzy Wami jest to nie jest odbudowa zwiazku dwojga zakochanych czy wchodzenie z zwiazkiem na wyższe tory, to coś jakby ekperyment, wyjdzie albo nie.
Wasze oczekiwania różnią się diametralnie, Ty kochasz a On nie wie co czuje, bedzie dobrze pod warunkiem ,że nie będziecie podejmować tematu "My",On sie wręcz panicznie boi tego tematu, dasz rade?
To co sie z nim dzieje to kwestia jego uczuc, on raczej nie ma na to wplywu, ale jeżeli nie przestal całkiem kochac może i cos z tego wyjdzie, niestety tylko pod tym warunkiem.
hej;)
Ostatnio rzadko tu zaglądasz.. czy to znaczy że już jest ok??
trzymam kciuki;)
Zaglądam tu prawie codziennie(na forum, nie do wątku:D) bo chyba trochę się już uzależniłam od tego forum hehe
U mnie w gruncie rzeczy bez zmian, coraz częściej słyszę z otoczenia żebym go olała i zostawiła za to co zrobił itd., już mi się nawet nie chcę nikomu tłumaczyć dlaczego tak zdecydowaliśmy. Między nami nic się nie zmienia, mam wrażenie że stoimy w miejscu i nie ruszyliśmy ani w jedną ani w drugą stronę. Ja czasem jeszcze funduje sobie jakąś huśtawkę emocjonalną, ale w sumie na własne życzenie i coraz bardziej zaczynam być zwyczajnie zmęczona tym wszystkim. Tak sobie myślę, że teraz ten czas jest chyba takim powolnym "umieraniem" naszego związku, nie wiem czy z jego strony tak samo bo nic nie mówi, ale ja tak to odbieram i powoli przyzwyczajam się do tej myśli. Myślę, że dobrze się stało, że się nie rozstaliśmy tylko daliśmy sobie jeszcze ten czas, bo dzięki temu może unikniemy wracania do siebie po jakimś czasie, bo znam siebie i wiem, że chociaż zgodziłabym się na to nic by z tego nie wyszło i tylko stracilibyśmy czas i być może zranili kogoś po drodze.
Od zeszłego tygodnia staram się mniej do niego dzwonić, nie zastanawiać się co robi i z oporem ale jakoś to idzie :-) Zdecydowałam się też, że zacznę w weekendy wychodzić na imprezy, w sumie dopiero byłam na dwóch bo ciągle mi coś wypada, ale na jednej poznałam fajnego chłopaka, a właściwie dwóch, z jednym głównie tańczyłam(fajna odmiana po tych latach gdy swojego musiałam siłą ciągnąć na parkiet), a z drugim jego kolegą rozmawiałam i muszę przyznać, że już dawno z nikim mi się tak fajnie nie rozmawiało i bawiło:-) Nie wymieniliśmy się numerami bo nie zamierzam robić mojego jeszcze faceta w balona, ale chyba powoli zaczynam "wychodzić do ludzi" bez ciągłego rozmyślania o nim i zwyczajnie dobrze się bawić
W ten weekend spotykam się w końcu z moją najbliższą koleżanką i wreszcie będę mogła się komuś w cztery oczy z wszystkiego wyżalić i ciekawa jestem co ona mi na to powie i jak ona to wszystko widzi. A to też oznacza, że to będzie drugi weekend jak nie będziemy się widzieć i w sumie cieszę się z tego bo wydaje mi się, że potrzebujemy takiego odpoczynku od siebie(ostatnio widzieliśmy się bardzo często bo miał sporo spraw do załatwienie w K. i przyjeżdżał nawet w tygodniu i wszędzie chodziliśmy razem), a przynajmniej ja tego potrzebuje bo nawet sama nie bardzo to rozumiem ale dużym obciążeniem psychicznym były dla mnie te spotkania, może dlatego, że widzę i czuje to o czym pisałam na początku, czyli że nic się nie zmienia.
Miało być krótko i znowu mi nie bardzo to wyszło ehh :-D
szkoda ze te powolne umieranie zwiazku nie trfa szybciej, chodzi mi o to abys sie w lata nie wpedzila.
nie bylam nigdy w takiej sytulacji ale zdaje mi sie ze milosc jest albo jej nie ma i tyle, nie da sie jej reanimowac.
jestem pewna ze musisz do tego dojzec i wtedy skonczysz to raz na zawsze, mam nadzieje ze zanim dojzejesz do tego to nie przegapisz tego jedynego, tego co i ciebie bedzie uwazal za jadna jedyna i wezmie slub...
obserwuje twoj watek, widze ze stoi w miejscu, jakbyscie sie nawzajem oszykiwali aby bolalo mniej...
mam nadzieje ze w koncu zaczniesz na nowo zyc, wyjscia na imprezy super sprawa
powodzenia
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ślub ma być w sierpniu,a on mówi że to może tylko przyzwyczajenie
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026