Kurcze, aż sięgnąłem do Twojego wątku mandarynka napisałaś tam: (wiem ten tekst tez tam umieściłem, jeśli jakas moderatorka uzna że powinien znaleźć się w jenym miejscu, to trudno, ale wydaje mi się, że pasuje i tu , i tu)
- Moje małżeństwo praktycznie umarło, więc dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja
- Poczułam się pożądana, chciana, "lubiana" przez kogoś w końcu
- Jak wspominałam coś o uczuciach to mówił "oj tam po co wiązać w to uczucia", "nie myślmy o przyszłości, tylko cieszmy się teraz", jedyne co mówił to "lubię cię"
- a ja jego pokochałam.. był moją nadzieją na lepszą przyszłość
Sama sobie jesteś sobie winna, czego nie rozumiesz w słowach ? po co wiązać w to uczucia ? to jest jasny klarowny komunikat! Seks tak ? uczucia ? nie! On Cię nie oszukał, sama się oszukałaś i nakręciłaś. Wcale się nie dziwie, że kiedy nic sobie nie robiłaś z jego słów stało się tak :
.. kiedy pytam co się dzieje mówi mi że to przez pracę, że nie ma czasu przyjeżdżać, że nie ma czasu napisać, zadzwonić
Egoistycznie patrzyłaś, na i uwierzyłaś w wymyślony przez siebie stan rzeczy, tylko, że nie zauważyłaś, że nikt nie chciał do Ciebie dołączyć, chciałaś mieć coś czego nikt Ci nie obiecywał, ba Ty masz nawet o to pretensje, co jest kompletnie idiotyczne:
.. brednie.. ale przecież jak się chce to człowiek zawsze znajdzie chwilę czasu.. ja szaleję jak go nie ma, w domu nie mogę się skupić tak bardzo tęsknię, a on..? a on ma mnie chyba gdzieś.. spaliśmy ze sobą 2 razy.. ja zakochana.. szczęśliwa... on poprostu chyba się bawił
I co z tego że spaliście ze sobą, pytam co z tego? Parafrazując kogoś, to Ty nie wiedziałaś, że ludzie uprawiają ze sobą seks dla przyjemności, a nie z miłości, czy też w celach prokreacyjnych?
...a ja nie mogę poradzić sobie z tym.. nie potrafię poradzić sobie z tym, że nagle z dnia na dzień to gaśnie u niego, ze coś zaczęło się rozkręcać, ja kocham na zabój, a u niego przeciwnie..
Obudź się, nie on Cię wykorzystał, lecz to Ty go wykorzystałaś. Przypisałaś mu rolę, w którą on od początku mówił, że się nie pisze. Ubrałaś, go we wszystkie swoje potrzeby i niespełnione wizje, oczekiwania, postawiłaś mu wymagania, których on nie tylko nie mógł odrzucić, lecz nawet nie znał. Dziwisz się ze jak się zorientował, co dla Was, dla niego, szykujesz, to odechciało mu się. Uważasz, swoją postawę jako fair wobec niego?
.. a ja głupia codziennie czekam w pracy, wypatruje.. i tęsknie jak szalona.. nie umiem skopić się na pracy, lży cisną się same do oczu.. ja go kocham.. on mnie "lubi" i powiedział ze uczuć w to nie chce wiązać..
Myślę, że głupia to jest wyjątkowo trafne określenie, które wobec siebie użyłaś. Nie masz prawa rozliczać go z czegoś, czego wspólnie nie wypracowaliście.
.. o uczuciu z jego strony nie było mowy.. a myślałam na początku ze on tez coś czuje.. naiwna idiotka..
Może się przy tej okazji jednak czegoś nauczysz. Zapamiętaj sobie, raz na zawsze, związek buduje się i utrzymuje w oparciu o rozmowę, a nie na wyobrażaniu sobie tego, co myśli druga strona i bazowaniu na tym.
?wykrzyczałam mu ze bawił się mną.. on oczywiście zaprzecza.. "nie Aniu nie mam cie gdzieś, lubię cie, nie jesteś zwykłą koleżanką"..
I miał chłop rację, zwykłych koleżanek się nie bzyka! Jesteś jego kochanką, tyle, że najwyraźniej on nie umie użyć tego słowa podobnie do słowa ?spadaj? - jest delikatny.
.. i nie mogę zrozumieć jak ta iskierka namiętności mogla tak szybko u niego wygasnąć.. ja kocham..
Najwidoczniej nie potrafisz rozróżnić dwóch rzeczy namiętności i miłości, nie na darmo te dwa określenia funkcjonują obok siebie. A może jednak słyszałaś takie określenia jak namiętnym kochanku ? i gdzie tu kurna miłość?
?jak go widzę serce wali mi jak szalone.. a on jest zimny jak głaz.. i ten jego chłód mnie zabija od środka.. kiedyś w jego oczach widać było ta namiętność.. teraz tylko chłód..
Jak bym usłyszał to co mu wykrzyczałaś, też bym na jego miejscu trzymał dystans.
? choć mówi ze nic się nie zmieniło.. ale nie przytula już.. nie całuje.. czasem w policzek ale chyba na odczepnego..
Mówi tak , bo pewnie znów chciałby zmoczyć, ale boi się, że coś Ci się znów ubzdura i woli mięć święty spokój, niż gorący numerek, a potem rozwrzeszczaną babę nad sobą ? czysta kalkulacja, prawidłowa nawiasem mówiąc.
.. a ja totalnie zwariowałam.. dusi mnie w gardle, w sercu, w żołądku..
Wiesz nie jestem specjalistą, ale duszenie w gardle, to złe oznaki, reszta jest w Twojej sytuacji raczej do przyjęcia.
? upadam na dno.. pokochałam a on bez uczuć bawił się.. błagam pomóżcie.. jak z tego wyjść.. jak przestać czekać na niego, staram się mieć go gdzieś a i tak podswiadomie każdego dnia mam nadzieje ze przyjedzie, ze coś poczuje do mnie.. jak przestać kochać.. kochać.. widząc go prawie codziennie.. widząc i czując ten chłód i brak uczucia.. to mnie tak boli.. mi się nie chce już nawet żyć.. nic mnie nie cieszy.. nawet nie umiem opiekować się moja córeczką.. ona widzi moje łzy.. a ja nie umiem przetłumaczyć sobie ze on nie jest wart.. jestem w ciężkiej depresji i czuję że umiera moje serce.. i moja dusza.. kocham wciąż i to chyba już obsesyjnie.. błagam.. błagam o pomoc..
Tu sprawa się kończy. Uczucie umrze, gdy umrze nadzieja. Może łatwiej by Ci było przestać tak egoistycznie patrzeć na świat, jak sobie pomyślisz, co mąż może przeżywać?