Piersią wcale nie karmiłam, bo mały zamiast ssać to tylko szarpał i szczypał, ani on przy takim karmieniu się nie najadł, a ja to tylko miałam pogryzione cycki i całodobowy ból więc oboje podziękowaliśmy
Odciągałam pokarm, przez pierwsze 2 tygodnie, też właśnie na noc zapas robiłam. Potem zaczęły się problemy, bo pokarmu było 3 razy tyle co potrzebowałam. Moje piersi ważyły więcej ode mnie, nie umiałam normalnie się poruszać, bo ciągle mnie bolały. Zaczęłam odciągać tylko do karmienia w ciągu dnia i w nocy karmiłam sztucznym. Po paru dniach takiego ograniczenia, laktacja zmniejszyła się i potem zmniejszała już coraz bardziej, aż nie dałam w końcu rady odciągnąć nawet jednego pełnego posiłku
Tak więc od 2 tygodni mały sączy NANa i jest zadowolony
Ja w sumie też, bo chociaż koszty karmienia delikatnie mówiąc poszły w górę, w końcu mnie cycki nie bolą, nie muszę w nich dłubać kilka razy dziennie i martwić się zapaleniem, a mały nie musi zdzierać gardła w oczekiwaniu, aż ja odciągnę posiłek dla niego. Szkoda tylko, że nie ma teraz przeciwciał, które zapewniał mu mój pokarm 
Dzisiaj byłam z Maksem na dworze ponad 3 godziny. Temperatura na plusie, więc nie miałam serca trzymać go w domu. Myślałam, że po takim spacerku trochę się zmęczy i będzie ładnie spał jak wrócimy, a tu nic, nawet mu powieka nie drgnęła. Po 17 już nie mogliśmy z moim wytrzymać i na siłę próbowaliśmy ululać szkraba. Było trochę krzyku i w końcu około 18 maluch się uciszył. Wprawdzie nie zasnął, ale leżał spokojnie w łóżeczku z otwartymi oczkami. Po jakimś czasie zasnął i na planowaną kąpiel o 21 się nie obudził
sama go obudziłam dopiero o 22. Spał pod czas kąpieli i butelkę też ciągnął z zamkniętymi oczami
Zjadł malutką kolację i teraz dalej śpi jak aniołek. Ciekawe ile jeszcze by spał gdybym go nie budziła.
Idę się też położyć, bo nie wiadomo ile pośpi po takiej skromnej kolacji 