Nie twierdzę, iż rozliczne zagrożenia się na poziomie ogólnym ze zmianą stanu cywilnego nie wiążą. Dla obu stron, choć nie są one identyczne. Nie bez powodu w tzw. skali stresu zmiana stanu cywilnego jest dosyć wysoko punktowana.
Świadomość zagrożeń może generować strach/niepokój. Lęk to strach wyolbrzymiony i nieadekwatny do realnej skali zagrożenia. I to widać u ciebie. Lęk, agresja... a przecież nikt cię nie zmusza do zawierania związku małżeńskiego.
Problem jest taki, że cały czas rozmawiacie o wszystkim tylko nie o sednie tematu. Świadomość zagrożeń może generować niepokój, ale lęk to wyolbrzymiony strach, ble ble ble. Możesz to sobie nazywać jak chcesz? Ruscy i ich potencjalny atak zbudzają w tobie lęk czy po prostu jesteś swiadoma zagorżeń? Bo dla mnie jeden czort jak to sobie nazwiesz, mając świadomość sytuacji nie jedziesz na wakacje na Krym ani nie kupujesz mieszkania w Moskwie.
Ja przytoczyłem szereg czynników ryzykownych z puntku widzenia mężczyzny, Wy... poza pierdzieleniem, że no bo razem inwestowaliśmy, mogliśmy przez spółkę albo nie, a mi to Hans willę przepisał bo mi ufa.... ![]()
Super, gratuluję ale to nic nie wnosi do tematu. Każdy miał swojego Hansa któremu ufał, czasami się skończyło lepiej, czasai gorzej ale pierdzielenie, że trzeba sobie ufać i można w ciemno lecieć bo zaufanie to podstawa to gadanie 18 letnich dziewczynek, które jeszcze w życiu nic nie widziały i nic nie przeżyły.
A przechodząc do meritum: nie znam żadnego mężczyzny, który na ślubie wyszedł lepiej niż gdyby tego ślubu nie miał. Część jest nadal w mniej lub bardziej szczęśliwych związkach, gdyby tego ślubu nie mieli to niczego by to nie zmieniło i nadal by w związkach byli.
Część natomiast się rozstała, czasami z hukiem, część musiała oddać sporo majątku, który wypracowali, część musiała płacić alimenty na żony, część własne domy/mieszkania oddała żeby się uwolnić... także z moich obserwacji tak to właśnie wygląda.
