Zadałem wczoraj wydawałoby się proste i niekontrowersyjne pytanie, była masa odpowiedzi, głównie nie na temat ale za te kilka odpowiedzi na temat dziękuję ![]()
Ponieważ w pewnym momencie rozgorzała dziwna, emocjonalna dyskusja, której przyczynkiem był jak mniemam mój stan cywilny, który nie wszystkim przypadł do gustu, a który przecież nie jest stanem niezwykłym, to chciałem zapytać jak podchodzicie do wieloletnich, niesformalizowanych związków?
Uważacie tak jak niektóre panie z wczorajszego komentarza, że to wykorzystywanie i krzywdzenie kobiet przez mężczyzn? Czy może znak czasów i świadomy wybór dwojga dorosłych ludzi? A może macie inne przemyślenia w tym temacie?
Jeżeli chodzi o moją opinię to uważam, że czasy się po prostu zmieniły, jeżeli obojgu to odpowiada to moim zdaniem nikomu nic do tego. Mniej więcej 25 lat temu kobiety dość mocno rozluźniły gorsety, tak jak ktoś wcześniej zauważył dzisiaj nie ma problemu żeby dziewczyna przespała się z obcym facetem, zamieszkała z nim po krótkiej znajomości czy nawet zdecydowała się na dziecko. Żadne to badania, jedynie moje obserwacje, ale uważam, że w dzisiejszych czasach nawet jeżeli nie 100% kobiet (bo załóżmy uczciwie, że jakiś wyjątek zawsze się trafi) to z całą pewnością 99% kobiet przespało się/prześpi się z mężczyzną, z którym nie ma ślubu, myślę, że ponad 90% zgodzi się zamieszkać z mężczyzną bez ślubu i na moje oko 60-70% kobiet zgodzi się na dziecko z mężczyzną, z którym nie ma ślubu. Dzisiaj to oczywiste i jeszcze do wczoraj wydawało mi się, że nie budzi to większych kontrowersji, ale w latach 90 i wcześniej było wyjątkiem, a w najlepszym razie było dobrze ukrywane przed ogółem bo na takie zachowania nie było społecznego przyzwolenia.
Z męskiego puntu widzenia uważam, że ślub jest niepotrzebnym ryzykiem, prawo zdecydowanie nie sprzyja mężczyznom, ryzyko jest spore a korzyści żadne. Sam znam kilku mężczyzn, którzy płacą alimenty na byłe żony (powtarzam: płacą na byłe żony, dzieci to zupełnie inny temat), dodajmy, że te byłe żony są w pełni zdrowe i sprawne
Co dziwniejsze nie znam żadnego przypadku gdzie żona płaci na utrzymanie byłego męża. Żeby daleko nie szukać zainteresowani niech sobie wyszukają historię naszego wybitnego premiera Kazia i jego alimentów na byłą, w dodatku bezdzietną żonę. Zdaje się, że Kazio musiał ją utrzymywać przez 10 lat po zakończeniu małżeństwa, ale tak to jest jak się myśli główką a nie głową.
Wbrew temu co jedna pani twierdziła, moje poglądy nie wynikają z żadnego Red Pilla, o tym, że coś takiego w ogóle istnieje dowiedziałem się przez przypadek kilka miesięcy temu, nigdy tematu nie zgłębiałem i poza ogólną informacją, że to taki męski feminizm nic o tym nie wiem. Moje poglądy wynikają z obserwacji rzeczywistości i trzeźwego myślenia: nie podejmuje się ryzyka jeżeli nie masz nic do wygrania a możesz tylko przegrać. Jeżeli dziewczyna bez ślubu ze mną sypia i bez ślubu mieszka to po co mi ślub? Myślę, że wielu mężczyzn na podobne spojrzenie ale jestem ciekawy zdania kobiet.
Na marginesie dodam, że mam znajomych w Niemczech i we Francji (nie Polacy tylko Niemcy i Francuzi) i tam ślubu naprawdę należą do rzadkości, nikogo nie dziwią ani tym bardziej nie wzbudzają żadnych negatywnych emocji sytuacje, w których ludzie po prostu zakładają rodziny (wliczając w to dzieci) ale ślubu nie biorą.