Witajcie dziewczyny.
Wybaczcie mi, że się nie odezwałam. Ale przeżyłam SZOK, no i nie tylko ja.
Wczoraj po całym dniu pracy, spotkaniu z Arkiem itp, wieczorkiem usiadłam z rodzicami, Kasią i Julką przed tv, oglądaliśmy jakiś film. Nagle dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że pewnie Arek czegoś zapomniał, więc pobiegłam i stanęłam jak wryta!!
PRZYJECHAŁ ON!
Na początku nie poznałam go, ale jak przywitał się byłam pewna. Z drżącym głosem zaprosiłam go do domu i wszyscy byli zaskoczeni. Zwłaszcza Julka, kiedy zapytała Kaśkę "kim ten pan jest".
Powiedział, że nie chciał tracić czasu i przyjechał zaraz po dogadaniu się z szefem. Wszyscy byliśmy zamurowani! Chcieliśmy się przygotować na weekend, a tu nagle zaraz po mailu ode mnie ON się zjawia...
Nie mieliśmy innego wyjścia, zaprosiliśmy go do kuchni i porozmawialiśmy o wszystkim. Nie powiem był z deczka zaskoczony wszystkim (głównie chorobą Kaśki), powiedział że się zastanowi nad swoją decyzją, choć bardzo chciałby mieć małą przy sobie i wyszedł.
Mieszka w jakimś hotelu u nas, teraz niedawno wyszedł z Kaśką i Julką na spacer bo pogoda dopisuje. Postanowili sobie wszystko wyjaśnić. A raczej ON, bo Kaśka powiedziała, że choćby nie wiadomo jak by prosił nie odda mu dziecka...
Ech nadal nie mogę wyjść z szoku! Moja mama płaczę, załamuje się, że przez te lata było spokojnie, Kaśka świetnie małą wychowała, a teraz ma wszystko legnąć w gruzach. Martwi się, że starci wnuczkę. Ojciec nadal chodzi poddenerwowany. Na moją prośbę pozwolił MU przekroczyć wczoraj próg jego domu... A ja się boje... Bardzo się boje...
Co do Was...
Asiu raz przeczytałam Twoje opowiadanie i muszę przyznać, że są świetne 
Daga i Madzia trzeba akceptować siebie takim jakim się jest. Weźcie pod uwagę, że są osoby które mają większe problemy ze swoim ciałem i wagą i to oni starają się dokonać jakichkolwiek zmian a nie wy! Każdy jest inny i ta odmienność trzeba zaakceptować. A jeśli już serio chcecie coś zmienić, to z głową, bo nie ma nic gorszego niż potem mieć problemy zdrowotne przez diety
Iza na co Ty jeszcze czekasz? Aby ktoś zabrał Cię na tamten świat? Nie chcesz zostawiać dzieci, M i psa
Ale czy im się cos stanie jak nie będziesz z nimi te 3 dni? Co umrą z głodu? Zrobią pobojowisko w domu? Słuchaj Ty masz dla kogo żyć - dla nich. Więc idz do tego szpitala i dowiedz się co Ci jest. Żeby nie było tak jak z moją siostrą, bo nie chciała się leczyć.
Moniu głowa do góry. Wiem że się stresujesz, że się boisz. Ale cóż. Moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć jak się czułaś jak Cie traktował. Ale wiesz bez krzyku (po co współlokatorowie mają słyszeć) Szybciej wkurzy go Twoje opanowanie i spokój jak będziesz o tym mówić. Pamiętaj, żeby za bardzo nie przedłużać, bo on po pracy ma przyjechać, więc może będzie chciał się "wyżyć słownie".
Będzie dobrze, daj znać 