Samba napisał/a:miłosz920
Na miejscu tej dziewczyny pomyślałabym, żeś się uczepił jej jak kundel nogi.
Czemu nie chcesz uszanować jej decyzji? Ona jest już gdzieś dalej, w tym wieku zakochać i odkochać się można w ciągu paru tygodni.
Można, a można i nie odkochać się. Problem w tym, że nie postawisz całego swojego majątku na to z jakim przypadkiem masz do czynienia, bo ludzie to jednostki indywidualne. Owszem, na ogół "pierwsze koty za płoty", na ogół licealne miłostki są pobieżne i nietrwałe (choć znam jedną parę z mojej klasy licealnej, która przetrwała pewnie do dziś; na pewno spotkałem się z nimi 5 lat temu na wspólnym bierzmowaniu naszych dzieciaków i zdecydowanie byli wtedy razem), na ogół bardzo się idealizuje swoją pierwszą (a potem po kilku miesiącach to przechodzi), ale nie jesteśmy na 100% w stanie stwierdzić czy i w tym wypadku jest właśnie tak. Już Kochanowski słusznie wskazał we "Fraszce na zdrowie", że najbardziej coś doceniamy w momencie gdy to stracimy, więc jest jakiś procent szansy że rzeczywiście wypuścił z rąk coś, o co warto walczyć. Jeśli po kilku miesiącach dalej będzie pewny, że to ta jedyna, to nie powinien słuchać pierdolenia wieki i białorycerza Alessandro (którzy myślą jedynie o dziewczynie, a samopoczucie autora mają w dupie, bo im charakterologicznie nie podpasował), tylko o nią walczyć; zawsze żal bardziej tego czego się nie zrobiło choć się mogło zrobić. Tutaj więcej racji ma Solaris: może powinien się ostatecznie (ze wszystkimi, także fizycznymi konsekwencjami) przekonać, czy ona naprawdę nic nie czuje czy stara się być jedynie lojalna wobec nowego; jeśli się okaże, że ona rzeczywiście nic już do niego nie czuje, a to tylko wzmocni jej nowy związek, to będzie miał pewność, że nic się nie da zrobić, mosty spalone i można iść dalej.
Fakt, że jego sposoby prędzej ją zniechęcą niż mu pomogą; powinien raczej być w pobliżu, być gotowy pomóc w razie potrzeby, tak że jak jej nowemu powinie się noga i się potknie na drodze, to niech już na tej drodze czeka na niego kamień, o który skutecznie i definitywnie rozbije sobie łeb (oczywiście metaforycznie). Ale być może po kilku miesiącach przekona się że jedynie ją nadmiernie idealizował, ich drogi po maturze się rozejdą i zapomni. Bo najskuteczniej się zapomina właśnie zrywając kontakt, otoczenie... tylko czasami się tak nie da i to są właśnie konsekwencje tego że zarwał laskę ze szkoły. Do dziś pamiętam, jak na studiach była taka para, która się rozpadła (ona, skrajna kujonka, on normalny, naprawdę porządny, choć nie porywał wyglądem; ona w sumie też nie urywała dupy); związek rozpadł się chyba blisko początku studiów, a ona związała się z jednym z kujonów z roku z samej topki; tym, o którym pisałem że zaraz po 30-ce zszedł na zawał, więc uj mu z tego kujoństwa przyszedł). W każdym razie aż do samego końca studiów musiał patrzeć jak ona jest z innymi i uwierz: po jego spojrzeniach widać było że ona mu nie przeszła.
Bardzo możliwe też, że z upływem miesięcy Miłoszowi zacznie się ta dziewczyna "odidealizowywać"; wtedy będzie wiedział że tylko mu się wydawało, że jest mu przeznaczona. Fakt jest więc taki, że najlepiej poczekać kilka miesięcy (wiem, łatwo się mówi) by się przekonać jak jest naprawdę. Nie jestem pewien czy na tego "kaca" pomoże "klin" (mnie nie pomógł, jednak wiem że w wielu wypadkch w tym wieku pomaga, zwłaszcza przy takich szczeniackich, niezbyt głębokich związkach. Na pewno ciężkie miesiące przed nim, ale nie ma co cierpieć latami dla zasady (był taki jeden co postanowił cierpieć za inych dwa tysiące lat temu i raczej ujowo na tym wyszedł; podobnie jak drugi, który chciał wszystko innym oddać i żyć dla innych 900 lat temu); o sobie też trzeba myśleć, przynajmniej tak samo mocno jak o innych (zwłaszcza najbliższych), a na pewno mocniej niż o obcych osobach. Prawdopodobnie to się okaże chwilowym, młodzieńczym uczuciem, ale gdyby miało się okazać poważniejsze, to lepiej o to zawalczyć niż do końca życia sobie wyrzucać.