Za umiejętnością zarabiania naprawde dobrych pieniędzy i nie jednorazowo, a w powtarzalny, długofalowy sposób stoi dyscyplina, która z kolei kształtuje bardzo określone cechy charakteru i osobowości.
Oczywiście. Wystarczy popatrzeć na naszą polityczną wierchuszkę, gdzie co drugi to multimilioner. Każdy jeden to rycerz w białej zbroi i mąż stanu.
A nie...
czekaj.....
to jebani kłamcy, złodzieje i krętacze. Bo do takiego statusu dochodzi się właśnie w taki sposób.
Dyskusja rozgorzała u forumowych Grażynek.
Faceta na poziomie mało interesuje, czy kobieta jest lekarzem, czy dyrektorką prywatnej kliniki.
Nauczycielką w liceum, czy profesorem na UW.
Zwykłą prawniczką, czy współwłaścicielką kancelarii prawniczej.
Byle nie przynosiła wstydu.Status kobiety może i jest fajny, ale jakie to ma przełożenie na życie mężczyzny?
Jaki sens mieć kobietę, z którą możesz spędzić kilka godzin w tygodniu, bo jej praca i obowiązki z nią związane tyle czasu zabierają? Gdzie czas na związek, rodzinę, dzieci? Na którym miejscu jest taki facet? Za psem, czy kotem?
Dokładnie.
Cała ta dyskusja przypomina mi aferę z ośmiorniczkami. Jedni żyją wyobrażeniem, a drudzy wiedzą jak jest. Im wyższy status tym większe skurwienie.