netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Partner boi się mieć dziecko

126 odpowiedzi8 455 wyświetleńzałożony przez patata15, 25.12.2024

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Partner boi się mieć dziecko

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 127 z 127 ]

66 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-12-29 15:30:05)

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Może Twoje dzieci Jack w wielu 25 lat mieszkają z wami jest najbardziej was potrzebują.
Moje w tym wieku mieszkały same już od 3, 5 lat i samodzielnie się utrzymują.
I posiadanie w wieki 25 lat matki 55 lat nie jest niczym nadzwyczajnym, ale chętnie posłucham o Twojej idealnej rodzinie, chociaż zaczynam podejrzewać że teoretyzujesz

67

Odp: Partner boi się mieć dziecko

A ten argument personalny co ma udowadniać?

68

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Jack Sparrow napisał/a:
Priscilla napisał/a:


I tutaj się rozmijamy, bo ja - raz jeszcze powtórzę - twierdzę, że to są sprawy między mężczyzną a kobietą, a dziećmi się tego nie rozgrywa. Tylko tyle i aż tyle.


Ale praktyka jest niestety inna.

Zdaję sobie sprawę, ale tym bardziej wytykam takie mściwe zapędy, jakie prezentuje gtx102. Gdyby był kobietą, zrobiłabym to samo.

69

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Ela210 napisał/a:

A wszystkie dzieci z Downem jakie znam urodziły kobiety przed 35 rokiem życia.

Ooo. A wiesz że tym zdaniem zwróciłaś moją uwagę, że faktycznie tak jest? Nigdy o tym nie pomyślałam.
Tyle się mówi że po 40-tce kobiety rodzą dzieci z zespołem Downa, ale wszystkie takie dzieci jakie kojarzę, mają młode matki. Na YT są vlogi z takimi dziećmi, można popatrzeć. Wszystkich mamusie są młode.
Rodzących po 40-tce znam tylko kilka (może ze 4), ale wszystkie mają zdrowe dzieci.
Heh, dziwne...

70

Odp: Partner boi się mieć dziecko
madoja napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A wszystkie dzieci z Downem jakie znam urodziły kobiety przed 35 rokiem życia.

Ooo. A wiesz że tym zdaniem zwróciłaś moją uwagę, że faktycznie tak jest? Nigdy o tym nie pomyślałam.
Tyle się mówi że po 40-tce kobiety rodzą dzieci z zespołem Downa, ale wszystkie takie dzieci jakie kojarzę, mają młode matki. Na YT są vlogi z takimi dziećmi, można popatrzeć. Wszystkich mamusie są młode.
Rodzących po 40-tce znam tylko kilka (może ze 4), ale wszystkie mają zdrowe dzieci.
Heh, dziwne...

Tez to zauwazylam

71 Ostatnio edytowany przez Elena_Lenu (2024-12-29 19:37:17)

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Myślę, że tu główny problem nie polega na tym, że Twój partner jest dużo starszy, tylko o to, że on na początku zapewnił Cię, że wasze cele są zbieżne, a teraz jednak okazuje się, że nie możesz być tego aż tak pewna.

Podzielę się swoją historią.

Starszy mężczyzna może chcieć mieć dziecko, być wspaniałym ojcem. Kiedy poznałam mojego faceta ja miałam 31 lat, on 46. Ja wówczas nie to, że nie chciałam mieć dzieci - po prostu byłam pochłonięta podróżowaniem, pisaniem i kilkoma innymi pasjami. On od początku mówił, że pragnie dziecka i pragnie mieć je ze mną. Ja dojrzałam do tego powoli. Obecnie mam 35 lat i mamy 7-miesięcznego synka. Chłopiec jest śliczny i zdrowy, a mój partner uwielbia się nim zajmować - choć wiadomo, że czasami jest to wyczerpujące dla nas obojga, to też niesamowite źródło zachwytów, sama radość. Mój partner gra w tenisa, maratonu nie przebiegnie - ale 10 km tak. Nie ma co się nakręcać, że dzisiejsi pięćdziesięciolatkowie to dziadkowie.

Posty Jacka traktuj w kategoriach humorystycznych. Wiadomo, że wraz z wiekiem nieco wzrasta ryzyko wad genetycznych - tylko że jest nadal niewielkie, np. w przypadku zespołu downa to tak czy tak jest 1 do kilku/kilkudziesięciu tysięcy. No chyba, ze miałaś jakieś problemy w rodzinie - to jest najpoważniejszy czynnik ryzyka. Tym niemniej jeżeli doszło do poronienia to planując kolejną ciążę koniecznie bardzo dokładnie się przebadajcie i bądźcie czujni przez cały czas.


W tym konkretnym wypadku natomiast musicie obydwoje bardzo dobrze się zastanowić i jeszcze raz szczerze porozmawiać o priorytetach. To banał, ale nic innego nie da się doradzić.

72

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Gratulacje, Elena.
Miło się czyta.
Z tego co Autorka pisze, tych rozmów było już bardzo wiele i pewnie ten Pan zdania nie zmieni, więc albo jest przekonany, że zdanie zmieni partnerka, albo liczy się z tym, że się rozstaną.

73 Ostatnio edytowany przez Elena_Lenu (2024-12-29 20:55:54)

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Dziękuję Elu.

Mnie to właśnie nie do końca wybrzmiało, czy było już wiele rozmów zmierzających do jakichś konstruktywnych wniosków ifacet jednoznacznie się określił - bardziej z tego opisu odebrałam to jako przerażenie ciążą i reakcja ucieczkowa. Tylko, że nie czytałam innych wątków Autorki - muszę nadrobić.

74 Ostatnio edytowany przez nofuture99 (2024-12-30 00:54:38)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:
gtx102 napisał/a:
Dannyx88 napisał/a:

Ale głupoty. Praktycznie nie istnieje możliwość pozbycia się prawnie ojca, poza jego zgonem i totalnymi skrajnościami. (...)

To co piszesz, nie ma pokrycia w rzeczywistości. Byłaś w takiej sytuacji sama, że tak piszesz, czy tylko tak ci się wydaje ? Szansa na to, ze ojciec przejmie opiekę nad dziećmi jak praktycznie w Polsce zerowa. Sąd (sędziny, bo tak są w zasadzie tylko kobiety) przyzna je matce i to nawet, gdy to ona jest tą alkoholiczką, czy narkomanką. Może w skrajnych przypadkach nie, ale już to, że np. się sprzedaje za pieniądze - czyli się prostytuuje, nie będzie dla sądu powodem dla zabraniem jej dzieci. Każdy adwokat ci to powie. Uważasz, że męzczyzni nie walczą o dzieci ? To jest kolejne kłamstwo i wygodny stereotyp. Powtarzanie, że oni chcą ich się tylko ich pozbyć.

Nie istnieje możliwość pozbycia się ojca ? W teorii nie, ale w praktyce wyglada to tak, że sąd nie zasądzi opieki naprzemiennej, bo ta praktycznie u nas nie istnieje, a dla dobra dziecka skłoni się, żeby zostały one przy matce. Co bedzie z tego miał ojciec ? Dwa weekendy w miesiacu ich widzenia. Dokładnie 4 dni. I ty tego nie nazywasz pozbyciem się ojca ? mój kolega 5 lat walczył żoną, która odeszła do kochanka i zabrała jego córki. Sąd nawet uznał ją jako jedyną winną rozpadu małżenstwa i co to zmieniło ? On dalej ma 2 weekendy z dziećmi, po które sam musi jechać w tą i z powrotem co drugi tydzień, 300 km w obie strony. Sędzina nawet nie chciała się zgodzić, na to, żeby przywoziła je matka, a odwoził ojciec, bo czegoś takiego podobno nie ma.

W efekcie kolega ma niby 2 córki, które chciałby zeby byly z nim, ale są sobie z jego ex żoną, na które jeszcze musi płacić alimenty. Został w efekcie sam, a jego zona nastawiła je przeciwko niemu. Tak - wielki z niego był oczywiscie "przemocowiec" i jeszcze "pijak". Ktoś, kto by muchy nie skrzywdził, a gdy zona chciała odejsć do kochanka, to jeszcze oko mu uszkodziła, bo obydwoje wymyslili, że tak go sprowokują do uderzenia jej i ona w ten sposób oskarzy go o przemoc domową i dostanie rozwód z jego winy. A tak wogóle, gdy jedna ze stron wręcz odmawia tych kontaktów dzieci z małżonkiem, to wyegzekwowanie tego, to kolejna batalia sądowa. W efekcie nie ma możliwości prawnego zmuszenia jej do tego, wiec każda matka i to w każdej chwili może całkowicie zabrać swoje dzieci i ich ojciec nie zobaczy ich nigdy. Najwyżej zapłaci za to jakieś kary. To wszystko.

Proszę: https://zespolradcow.pl/ustalenie-konta … rozwodzie/

Ile razy ojciec może widywać dziecko? Najczęściej kontakty realizowane są 1 lub 2 razy w miesiącu, w 1 lub 2 dni w tygodniu oraz w określone dni wolne od szkoły – w święta, ferie i wakacje. Wszystko zależy od ustaleń między byłymi małżonkami oraz od orzeczenia sądu w tej kwestii. W tym czasie rodzic, z którym na co dzień dziecko nie mieszka, może organizować mu czas w ramach swoich obowiązków rodzicielskich, mając na uwadze zaspokojenie potrzeb dziecka w tym względzie.

Takie wasze glupie gadanie,  a prawda jest taka,ze faceci by juz po trzech dniach dzwonili do ex zony/partnerki i by ryczeli do sluchawki "ze sobie nie radza z dziecmi ,bo za duzo obowiazkow, bo oni nie maja czasu na imprezki na randki,na odpoczynek ,bo musza sie dziecmi zajmowac i zeby im pomogly, bo oni zrozpaczeni niewiedza w co rece wlozyc" . Dam sobie leb odciac,ze jezeli sad by zmienil zasady i po rozwodzie wszystkie dzieci by szly do ojcow to po tygodniu 99% facetow by byla w stanie rozpaczy i by prosili matki dzieci,zeby te dzieci wziely do siebie z powrotem

Jakby tym mamusiom ujeb.. alimenty skoro decydują się pozbawiać ojca dzieci i wychowywać je bez jego udziału to 99% pchałaby te dzieci w ręce ojca. Zajebisty interes - puścić się z innym, rozbić rodzinę, a koniec końców chłop zostaje z alimentami 1k na dziecko (juz pal licho te alimenty) i dzieci widzi 4dni w miesiącu nie mając praktycznie w ogole wplywu na ich rozwoj i wychowanie tylko dlatego ze mamusia rozkraczyla nogi. Do tego po drodze te dziecki nastawiaja przeciwko ojcu, straszą, znecaja sie psychicznie (to jest znecanie sie psychicznie) tylko dlatego, zeby dopierdolic drugiej stronie. Skad to wiem? Bo sam to przezylem, ale udowodnilem mojej bylej jak nieudolna matka jest i jaka kretynka jest bez problemu na pierwszej sprawie ugrywając opieke naprzemienna (o to wnioskowalem), zeby corka miala i ojca i matke, a teraz w styczniu z ramienia kuratora sadowego i sędziny ta moja byla matka polka ma postepowanie, bo nie prowadza corki do przedszkola i dalej robi wszystko po zlosci.. Po drodze mialem jeszcze przesluchania ze nekam ja i jej frajera.. hehe oczywiście bez skutku co jej sie odbilo czkawka. A to wszystko przez to, ze kurwisko postanowilo sie puscic. To jak kobiety potrafią zatruć zycie facetom, jak bardzo dbaja o swoj interes nie patrzac na uczucia przede wszystkim dzieci, ktore urodzily brzydzi mnie niesamowicie. Ale dalem sobie slowo honoru, ze sprowadze ja na jej poziom czyli na dno, juz wkrotce, za to co sprezentowala naszej corce smile zobaczymy czy mamusia bedzie taka sklonna do alimentów jak dostanie co drugi weekend corke, dam znac smile bo z placeniem polowy z 800+ miala problem, musialem to zalatwialac oficjalnie przez zus. I ktos ma czelnosc mowic jak honorowe sa te mamusie. Nigdy wiecej, tfu

75 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2024-12-30 01:17:05)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
nofuture99 napisał/a:

Jakby tym mamusiom ujeb.. alimenty skoro decydują się pozbawiać ojca dzieci i wychowywać je bez jego udziału to 99% pchałaby te dzieci w ręce ojca. Zajebisty interes - puścić się z innym, rozbić rodzinę, a koniec końców chłop zostaje z alimentami 1k na dziecko (juz pal licho te alimenty) i dzieci widzi 4dni w miesiącu nie mając praktycznie w ogole wplywu na ich rozwoj i wychowanie tylko dlatego ze mamusia rozkraczyla nogi. Do tego po drodze te dziecki nastawiaja przeciwko ojcu, straszą, znecaja sie psychicznie (to jest znecanie sie psychicznie) tylko dlatego, zeby dopierdolic drugiej stronie.(...)

Nie przekonasz kobiet. One to doskonale rozumieją, ale udają, że nie, bo jest to im wygodne. Gdyby po rozwodzie zostawały z niczym (bez swoich dzieci), jak mężczyźni, to cały czas by koczowały pod sejmem jak wielka dzieje im się krzywda. Jak masz inne zdanie, to przystepują do obrzucania ciebie gównem w stylu "poruchał i nie chce płacić", co to za chłopczyk i takie tam, a same tylko się śmieją często z frajera, bo czują się całkowicie bezkarne. A jak nie mają już co powiedzieć, to ubliżaja stwierdzeniami, jaki ty biedny i skrzywdzony, albo wmawiają bajeczki, ze widocznie trafiłeś na taką, a nie inną. Co smieszne większość kobiet juz na samym poczatku mówi, że takie nie są, a w praniu okazuje się, że jednak często są. Bezwzględne i wyrachowane. Jak facet ma 50 lat, to mówią na niego dziad, ale już na jego równolatkę, to mówią "zadbana babka".

Każda za to powie jaki to jesteś wredny, że prześladujesz jeszcze biedną kobietę. Powiem ci tak. Jak się jej nalezy, to dowal jej tyle, żeby się zdziwiła. Wmówiono nam - męzczyznom, że kobiety sa niby jakieś lepsze i coś im tam przez to się należy, a to nie prawda. Na każdego trzeba patrzyć jak na człowieka i w ogóle nie brać jego płci pod uwagę. Dlatego jak dzieje się krzywda kobiecie, to współczuję jej, a jesli facetowi, to współczuję jemu i nie biorę jakiejś strony tylko dlatego, że zamiast dziurki, mam wacka.

76

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Takie przypadki, o których piszecie, istnieją, ale są bardzo mało reprezentatywne. Niestety znacznie częściej po rozwodzie mężczyźni odpuszczają sobie relacje z dzieckiem. Niestety, takich ojców, którzy walczą po rozstaniu o częstsze wizyty, opiekę naprzemienną czy mieszkanie z dzieckiem, jest mało.

77 Ostatnio edytowany przez YellowRoseOfTexas (2024-12-30 03:16:16)

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Wybacz za brutalną szczerość (choć nie napisze nic nowego patrząc po reszcie komentarzy) jeśli zależy ci na posiadaniu dziecka, to raczej musisz rozejrzeć się za facetem +/- w twoim wieku. W przypadku panów w wieku twojego, to można żyć szczęśliwie jak dzieci nie planujesz. Facet w tym wieku nie ma już siły ani chęci na pieluchy. Na pewne rzeczy jest już po prostu za późno w pewnym wieku (poza tym nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że dużo starszy ojciec zwiększa ryzyko urodzenia dziecka ze spectrum autyzmu). Nieładnie z jego strony, że od początku ci nie powiedział jak jest, bez mydlenia oczu. Sytuacja trochę patowa. Jw. raczej będziesz musiała dokonać wyboru - dziecko albo facet...

PS. on też może mieć z tyłu głowy tą obawę, że ty możesz któregoś pięknego dnia, jak to tu ładnie określono, zabrać się i pójść, bo poznasz kogoś młodszego, bo ładna, młoda kobieta ma przecież wybór...

78

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Dziękuję kochani za odpowiedzi. Ja się totalnie nie odnajduje w sytuacji , w której jestem. No to teraz 
Proszę o rady jak wyprowadzić się od faceta , którego się kocha, jak to wszystko rozegrać. Mieszkamy ponad 2.5 roku razem, mieszkało nam się dobrze, w zgodzie. Dodam, że również pracujemy w jednej firmie. Brakuje mi smialosci, odwagi, mam obawy jak sobie  poradze. Ale facet jest zrównoważony psychicznie, nie porywczy a spokojny.
Może ktoś podzieli się swoimi doświadczeniami?

79 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-01-04 20:09:33)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
patata15 napisał/a:

Dziękuję kochani za odpowiedzi. Ja się totalnie nie odnajduje w sytuacji , w której jestem. No to teraz 
Proszę o rady jak wyprowadzić się od faceta , którego się kocha, jak to wszystko rozegrać. Mieszkamy ponad 2.5 roku razem, mieszkało nam się dobrze, w zgodzie. Dodam, że również pracujemy w jednej firmie. Brakuje mi smialosci, odwagi, mam obawy jak sobie  poradze. Ale facet jest zrównoważony psychicznie, nie porywczy a spokojny.
Może ktoś podzieli się swoimi doświadczeniami?

A może dla odmiany w końcu szczerze porozmawiacie? Moze nie baw się w zgadywanie co mysli? Masz parę latek nie zachowuj się jak smarkula. Jeśli macie inne priorytety to trzeba się rozstać. Moze uda w zgodzie? Do tego nie trzeba jakiegoś planu. Jak ustalicie gdzie jesteście i czego oczekujecie to plan się sam ulozy

80

Odp: Partner boi się mieć dziecko
patata15 napisał/a:

Dziękuję kochani za odpowiedzi. Ja się totalnie nie odnajduje w sytuacji , w której jestem. No to teraz 
Proszę o rady jak wyprowadzić się od faceta , którego się kocha, jak to wszystko rozegrać. Mieszkamy ponad 2.5 roku razem, mieszkało nam się dobrze, w zgodzie. Dodam, że również pracujemy w jednej firmie. Brakuje mi smialosci, odwagi, mam obawy jak sobie  poradze. Ale facet jest zrównoważony psychicznie, nie porywczy a spokojny.
Może ktoś podzieli się swoimi doświadczeniami?

Czy on w ogóle z tobą rozmawia na poważne tematy, czy po prostu jakoś "żyjecie"?

81 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-01-04 23:13:10)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Bert44 napisał/a:

A może dla odmiany w końcu szczerze porozmawiacie? Moze nie baw się w zgadywanie co mysli? Masz parę latek nie zachowuj się jak smarkula. Jeśli macie inne priorytety to trzeba się rozstać. Moze uda w zgodzie? Do tego nie trzeba jakiegoś planu. Jak ustalicie gdzie jesteście i czego oczekujecie to plan się sam ulozy

Podpisuję się pod tym obiema rękami. Rozmowa jest wspaniałym narzędziem rozwiązywania problemów, najlepszym. Trzeba jednak chcieć i umieć z niego korzystać.

82

Odp: Partner boi się mieć dziecko
patata15 napisał/a:

Dziękuję kochani za odpowiedzi. Ja się totalnie nie odnajduje w sytuacji , w której jestem. No to teraz 
Proszę o rady jak wyprowadzić się od faceta , którego się kocha, jak to wszystko rozegrać. Mieszkamy ponad 2.5 roku razem, mieszkało nam się dobrze, w zgodzie. Dodam, że również pracujemy w jednej firmie. Brakuje mi smialosci, odwagi, mam obawy jak sobie  poradze. Ale facet jest zrównoważony psychicznie, nie porywczy a spokojny.
Może ktoś podzieli się swoimi doświadczeniami?

Inne doświadczenia ci w niczym nie pomogą. Każdy ma inne priorytety.
Pomyśl na czym ci bardziej zależy na dziecku czy na facecie. Nikt za ciebie decyzji nie podejmie.

Niektóre kobiety rezygnują z miłości na rzecz dziecka, a potem różnie to wychodzi.
Mają dziecko ale miłości już nie, bo wzdychają do ex, choć pewnie niektóre mają szczęście na jedno i drugie.

83

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Priscilla napisał/a:
Bert44 napisał/a:

A może dla odmiany w końcu szczerze porozmawiacie? Moze nie baw się w zgadywanie co mysli? Masz parę latek nie zachowuj się jak smarkula. Jeśli macie inne priorytety to trzeba się rozstać. Moze uda w zgodzie? Do tego nie trzeba jakiegoś planu. Jak ustalicie gdzie jesteście i czego oczekujecie to plan się sam ulozy

Podpisuję się pod tym obiema rękami. Rozmowa jest wspaniałym narzędziem rozwiązywania problemów, najlepszym. Trzeba jednak chcieć i umieć z niego korzystać.

Tylko czy rozmowa coś przyniesie. Choć zawsze próbować warto ale jak pisała autorka rozmowa już była na ten temat nie raz i on po prostu nie chce dziecka i to też należałoby uszanować i zrozumieć.
Ale czas najwyższy na coś się zdecydować.
Musi być pewna swojej decyzji, bo będzie nieodwracalna, a to jest bardzo trudne, nie do pozazdroszczenia.

84

Odp: Partner boi się mieć dziecko
wieka napisał/a:
patata15 napisał/a:

Dziękuję kochani za odpowiedzi. Ja się totalnie nie odnajduje w sytuacji , w której jestem. No to teraz 
Proszę o rady jak wyprowadzić się od faceta , którego się kocha, jak to wszystko rozegrać. Mieszkamy ponad 2.5 roku razem, mieszkało nam się dobrze, w zgodzie. Dodam, że również pracujemy w jednej firmie. Brakuje mi smialosci, odwagi, mam obawy jak sobie  poradze. Ale facet jest zrównoważony psychicznie, nie porywczy a spokojny.
Może ktoś podzieli się swoimi doświadczeniami?

Inne doświadczenia ci w niczym nie pomogą. Każdy ma inne priorytety.
Pomyśl na czym ci bardziej zależy na dziecku czy na facecie. Nikt za ciebie decyzji nie podejmie.

Niektóre kobiety rezygnują z miłości na rzecz dziecka, a potem różnie to wychodzi.
Mają dziecko ale miłości już nie, bo wzdychają do ex, choć pewnie niektóre mają szczęście na jedno i drugie.

Nie ma ludzi przypisanych do siebie

85

Odp: Partner boi się mieć dziecko
wieka napisał/a:
Priscilla napisał/a:
Bert44 napisał/a:

A może dla odmiany w końcu szczerze porozmawiacie? Moze nie baw się w zgadywanie co mysli? Masz parę latek nie zachowuj się jak smarkula. Jeśli macie inne priorytety to trzeba się rozstać. Moze uda w zgodzie? Do tego nie trzeba jakiegoś planu. Jak ustalicie gdzie jesteście i czego oczekujecie to plan się sam ulozy

Podpisuję się pod tym obiema rękami. Rozmowa jest wspaniałym narzędziem rozwiązywania problemów, najlepszym. Trzeba jednak chcieć i umieć z niego korzystać.

Tylko czy rozmowa coś przyniesie. Choć zawsze próbować warto ale jak pisała autorka rozmowa już była na ten temat nie raz i on po prostu nie chce dziecka i to też należałoby uszanować i zrozumieć.
Ale czas najwyższy na coś się zdecydować.
Musi być pewna swojej decyzji, bo będzie nieodwracalna, a to jest bardzo trudne, nie do pozazdroszczenia.

Nie mam na myśli rozmowy o dziecku. Jego nie będzie. Musi być rozmowa co dalej

86 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-01-05 07:18:16)

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Wygląda, że traktujesz partnera jako byka rozpłodowego. Niefajne.

Ciche dni - manipulacyjne.

Jak to się ma do ładnego obrazka:

patata15 napisał/a:

Tworzymy udany związek. Kochamy się. Jestem z nim szczęśliwa, czuje się spełniona, zwiazek zaspakajał w zasadzie wszystkie moje potrzeby. Partner jest osobą, na którą można liczyć, zwrócić się ze wszystkim, dbamy o siebie, szanujemy się wzajemnie i jest nam dobrze razem

Powala ignorancja żywego tykającego zegara biologicznego:

patata15 napisał/a:

Już na początku związku poinformowałam go o swoich życiowych priorytetach- checi założenia rodziny, wzięciu ślubu oraz posiadania dziecka.On powiedział, że również tego chce.
Rok temu zaszłam z nim w ciąże i doszło u mnie do wczesnego poronienia. Bardzo to przeżywałam.
(...)Ja chce próbować dalej. (...) on nie jest w stanie oddac materiału do badań. Czuję sie rozczarowana. (...) Natomiast on boi sie mieć dziecko. (...) Obecnie unika seksu w dni plodne, robi tak aby do zapłodnienia nie doszło- przez co czuje się odtrącona, nie traktowana poważnie.  (...) Nie wiem jak do niego dotrzeć.

Ja się nie dziwię, że facet się boi. Dopiero co było poronienie. Na to się czasami umiera. Naprawdę nie dziwię się, że nie chce ryzykować zdrowia i życia partnerki. Plus w obecnej sytuacji prawnej dowolna wada rozwojowa płodu to swego rodzaju wyrok, taki bez happy endu. Dzieciaki z zespołem Downa może i są słodkie, ale gdy ich rodzice umierają, nie są w stanie same o siebie w pełni funkcjonalnie zadbać i nie, instytucje państwa nie zapewnią im miłego i kochającego domu. Wstaw inne straszne choroby i deformacje typu "nie ma skóry, trzeba zmieniać opatrunki 3x dziennie, potrzebne specjalne bandaże, które nie są refundowane, kosztują parę tysiaków miesięcznie" które wymagają solidnego zaplecza finansowego i organizacyjnego, oraz ZNACZĄCO róznią się od wizji macierzyństwa jaką autorka  ma w głowie i słitfoci noworodków na instagrama.

Dziwię się, że autorka się nie boi. Jak dla mnie przemawia przez nią warunkowanie biologiczne, zdeterminowane na przepchnięcie genów dalej. Genom obojętne, czy indywidualni rodzice i / lub dzieci będą szczęśliwe, spełnione czy choćby zdrowe. Stuuknęła trzydziestka, zegar tyka, w prehistorycznych czasach juz byśmy byli starcami, więc trzeba się rozmnożyć ASAP. Naprawdę przydałoby się trochę pomysleć głową a nie macicą. I może się zastanowić, dlaczego właściwie chce się dziecka. Spróbować skonfrontować wyobrażenia z realiami i możliwościami zamiast skakać na główkę. No i SOLIDNIE popracować nad tą rzekomą sielanką, deklarowanym szacunkiem dla partnera. Zabawne jak wspomniane są tylko potrzeby autorki i on sam najwyraźniej ma nie mieć żadnych, a jak juz ma, to są równo zlewane i zwalczane.

No i ciśnie się na język, jakie "bardzo przeżywałam to poronienie"? Autorka uparcie prze wszelkimi środkami, włączając terror psychiczny i manipulację, żeby zaciążyć i znowu narazić siebie i partnera na powtórkę. Ewidentnie partner BARDZIEJ przeżywa to poronienie. A ta się jeszcze dziwi i zastanawia "jak do niego dotrzeć" i czuje się niedoceniana i niedoruchana... Ja pierdolę...

87 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 13:34:42)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
patata15 napisał/a:

(...)No to teraz Proszę o rady jak wyprowadzić się od faceta , którego się kocha, jak to wszystko rozegrać. (...)

Normalnie. Oświadczasz, że odchodzisz i wszystko. Że dzieli was za duża różnica wieku, a ty chcesz jeszcze mieć dzieci i zrozumiałaś, że skoro on nie chce, to ty poszukasz kogoś innego. Zaczynasz pakować rzeczy. Z mego punktu widzenia, to jest żadna miłość w takim razie. Miłość jest wtedy, gdy nie chcemy od kogoś odejść i nawet gdyby ten ktoś upadł na dno, to go nie opuścimy. Osobiście nie wyobrażam sobie zostawić kogoś kogo kocham, kto mnie nie zawiódł, oszukał, czy nie zdradził. Ale to jest Twoje życie.

ps. każdy ma prawo do tego jak chce żyć, z kim żyć i jakie realizować cele oraz kiedy zmienić obiekt. To się nazywa pragmatyzm. Wiedząc jednak, że sami jestesmy pragmatyczni, nie możemy od innych oczekiwać, że oni nie będa tacy sami wobec nas, wiec lepiej na przyszłość nie mieszać do tego "miłości", czy "ślubów", bo ten pragmatyzm z tym z drugim nie ma nic wspólnego. Uważam, że lepiej się wychodzi na szczerości wobec samego siebie i innych, co nie znaczy, że nie rozumiem słuszności twoich rozterek. Co jednak bedzie, gdy nowy partner okaże się np. bezpłodny ? Wczoraj mówiłaś mu, że go kochasz, a na drugi dzień powiesz, że juz nie za bardzo, albo kochasz, ale nie możemy ze soba być ?

88 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-01-05 13:52:00)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
patata15 napisał/a:

(...)No to teraz Proszę o rady jak wyprowadzić się od faceta , którego się kocha, jak to wszystko rozegrać. (...)

Normalnie. Oświadczasz, że odchodzisz i wszystko. Że dzieli was za duża różnica wieku, a ty chcesz jeszcze mieć dzieci i zrozumiałaś, że skoro on nie chce, to ty poszukasz kogoś innego. Zaczynasz pakować rzeczy. Z mego punktu widzenia, to jest żadna miłość w takim razie. Miłość jest wtedy, gdy nie chcemy od kogoś odejść i nawet gdyby ten ktoś upadł na dno, to go nie opuścimy. Osobiście nie wyobrażam sobie zostawić kogoś kogo kocham, kto mnie nie zawiódł, oszukał, czy nie zdradził. Ale to jest Twoje życie.

ps. każdy ma prawo do tego jak chce żyć, z kim żyć i jakie realizować cele oraz kiedy zmienić obiekt. To się nazywa pragmatyzm. Wiedząc jednak, że sami jestesmy pragmatyczni, nie możemy od innych oczekiwać, że oni nie będa tacy sami wobec nas, wiec lepiej na przyszłość nie mieszać do tego "miłości", czy "ślubów", bo ten pragmatyzm z tym z drugim nie ma nic wspólnego. Uważam, że lepiej się wychodzi na szczerości wobec samego siebie i innych, co nie znaczy, że nie rozumiem słuszności twoich rozterek. Co jednak bedzie, gdy nowy partner okaże się np. bezpłodny ? Wczoraj mówiłaś mu, że go kochasz, a na drugi dzień powiesz, że juz nie za bardzo, albo kochasz, ale nie możemy ze soba być ?

Ona była chciala i jedno i drugie. I milosc i dziecko.  No i sa 2 opcje:
1. Zostaje i ma milosc a nie ma dziecka (a to dla niej wazna sprawa). Duże ryzyko ze zwiazek tego nie wytrzyma
2. Odchodzi, wiąże się z drugim ma dziecko i może milosc (różnie bywa)

Autorka musi podjąć decyzję. Tu terapeuta nie pomoze - on nie podpowiada rozwiązań. A szczególnie tu gdzie 100 % decyzji zalezy od Autorki. Moze jej jedynie pomoc nie okłamywać samej siebie

89 Ostatnio edytowany przez New Me (2025-01-05 13:55:39)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Bert44 napisał/a:
gtx102 napisał/a:
patata15 napisał/a:

(...)No to teraz Proszę o rady jak wyprowadzić się od faceta , którego się kocha, jak to wszystko rozegrać. (...)

Normalnie. Oświadczasz, że odchodzisz i wszystko. Że dzieli was za duża różnica wieku, a ty chcesz jeszcze mieć dzieci i zrozumiałaś, że skoro on nie chce, to ty poszukasz kogoś innego. Zaczynasz pakować rzeczy. Z mego punktu widzenia, to jest żadna miłość w takim razie. Miłość jest wtedy, gdy nie chcemy od kogoś odejść i nawet gdyby ten ktoś upadł na dno, to go nie opuścimy. Osobiście nie wyobrażam sobie zostawić kogoś kogo kocham, kto mnie nie zawiódł, oszukał, czy nie zdradził. Ale to jest Twoje życie.

ps. każdy ma prawo do tego jak chce żyć, z kim żyć i jakie realizować cele oraz kiedy zmienić obiekt. To się nazywa pragmatyzm. Wiedząc jednak, że sami jestesmy pragmatyczni, nie możemy od innych oczekiwać, że oni nie będa tacy sami wobec nas, wiec lepiej na przyszłość nie mieszać do tego "miłości", czy "ślubów", bo ten pragmatyzm z tym z drugim nie ma nic wspólnego. Uważam, że lepiej się wychodzi na szczerości wobec samego siebie i innych, co nie znaczy, że nie rozumiem słuszności twoich rozterek. Co jednak bedzie, gdy nowy partner okaże się np. bezpłodny ? Wczoraj mówiłaś mu, że go kochasz, a na drugi dzień powiesz, że juz nie za bardzo, albo kochasz, ale nie możemy ze soba być ?

Ona była chciala i jedno i drugie. I milosc i dziecko.  No i sa 2 opcje:
1. Zostaje i ma milosc a nie ma dziecka (a to dla niej wazna sprawa). Duże ryzyko ze zwiazek tego nie wytrzyma
2. Odchodzi, wiąże się z drugim ma dziecko i może milosc (różnie bywa)

Autorka musi podjąć decyzję. Tu terapeuta nie pomoze - on nie podpowiada rozwiązań. A szczególnie tu gdzie 100 % decyzji zalezy od Autorki. Moze jej jedynie pomoc nie okłamywać samej siebie

Lepiej wybrac nr 2. Nr 1 za bardzo ryzykowne facet moze odejsc, dziecko juz nie

90

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:
Bert44 napisał/a:
gtx102 napisał/a:

Normalnie. Oświadczasz, że odchodzisz i wszystko. Że dzieli was za duża różnica wieku, a ty chcesz jeszcze mieć dzieci i zrozumiałaś, że skoro on nie chce, to ty poszukasz kogoś innego. Zaczynasz pakować rzeczy. Z mego punktu widzenia, to jest żadna miłość w takim razie. Miłość jest wtedy, gdy nie chcemy od kogoś odejść i nawet gdyby ten ktoś upadł na dno, to go nie opuścimy. Osobiście nie wyobrażam sobie zostawić kogoś kogo kocham, kto mnie nie zawiódł, oszukał, czy nie zdradził. Ale to jest Twoje życie.

ps. każdy ma prawo do tego jak chce żyć, z kim żyć i jakie realizować cele oraz kiedy zmienić obiekt. To się nazywa pragmatyzm. Wiedząc jednak, że sami jestesmy pragmatyczni, nie możemy od innych oczekiwać, że oni nie będa tacy sami wobec nas, wiec lepiej na przyszłość nie mieszać do tego "miłości", czy "ślubów", bo ten pragmatyzm z tym z drugim nie ma nic wspólnego. Uważam, że lepiej się wychodzi na szczerości wobec samego siebie i innych, co nie znaczy, że nie rozumiem słuszności twoich rozterek. Co jednak bedzie, gdy nowy partner okaże się np. bezpłodny ? Wczoraj mówiłaś mu, że go kochasz, a na drugi dzień powiesz, że juz nie za bardzo, albo kochasz, ale nie możemy ze soba być ?

Ona była chciala i jedno i drugie. I milosc i dziecko.  No i sa 2 opcje:
1. Zostaje i ma milosc a nie ma dziecka (a to dla niej wazna sprawa). Duże ryzyko ze zwiazek tego nie wytrzyma
2. Odchodzi, wiąże się z drugim ma dziecko i może milosc (różnie bywa)

Autorka musi podjąć decyzję. Tu terapeuta nie pomoze - on nie podpowiada rozwiązań. A szczególnie tu gdzie 100 % decyzji zalezy od Autorki. Moze jej jedynie pomoc nie okłamywać samej siebie

Lepiej wybrac nr 2. Nr 1 za bardzo ryzykowne facet moze odejsc, dziecko juz nie

Dziecko to nie zabawka do potrzymania w domu. A co jest lepsze niech decyduje Autorka

91

Odp: Partner boi się mieć dziecko
madoja napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A wszystkie dzieci z Downem jakie znam urodziły kobiety przed 35 rokiem życia.

Ooo. A wiesz że tym zdaniem zwróciłaś moją uwagę, że faktycznie tak jest? Nigdy o tym nie pomyślałam.
Tyle się mówi że po 40-tce kobiety rodzą dzieci z zespołem Downa, ale wszystkie takie dzieci jakie kojarzę, mają młode matki. Na YT są vlogi z takimi dziećmi, można popatrzeć. Wszystkich mamusie są młode.
Rodzących po 40-tce znam tylko kilka (może ze 4), ale wszystkie mają zdrowe dzieci.
Heh, dziwne...


Bo Down ma różne natężenie objawów. Im starsza mama tym choroba dziecka bardziej dotkliwa i większa jest też szansa poronienia. Tych od młodych mam widujesz, bo przy odpowiedniej edukacji i rehabilitacji są w stanie funkcjonować społecznie, pracować itp. Tych od mam starszych nie bardzo, bo problemy współistniejące ich tak dojeżdżają, że oni większość czasu spędzają w domach. Nierzadko niezbędna jest wtedy pomoc hospisjów perinatalnych czy innych hospicjów domowych. I takie dzieci rzadko osiągają wiek dorosły, mają wady serca, problemy metaboliczne, ze wzrokiem i szereg innych. Nie bez przyczyny tylko 70% ludzi z Downem w PL przekracza 50tkę, choć są pod stałą opieką lekarską najczęściej od urodzenia.



Elena_Lenu napisał/a:

Wiadomo, że wraz z wiekiem nieco wzrasta ryzyko wad genetycznych - tylko że jest nadal niewielkie, np. w przypadku zespołu downa to tak czy tak jest 1 do kilku/kilkudziesięciu tysięcy.


Jak nie wiesz, to może nie zmyślaj, ok?



U kobiet w wieku 36 lat szacuje się, że ryzyko wystąpienia trisomii 21 wynosi 1/300 dzieci, w 40. roku życia 1/100, a u kobiet po 45. roku życia 1/20


W grupie 20latek to jest tylko 1:1200 .

92

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Bert44 napisał/a:
New Me napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Ona była chciala i jedno i drugie. I milosc i dziecko.  No i sa 2 opcje:
1. Zostaje i ma milosc a nie ma dziecka (a to dla niej wazna sprawa). Duże ryzyko ze zwiazek tego nie wytrzyma
2. Odchodzi, wiąże się z drugim ma dziecko i może milosc (różnie bywa)

Autorka musi podjąć decyzję. Tu terapeuta nie pomoze - on nie podpowiada rozwiązań. A szczególnie tu gdzie 100 % decyzji zalezy od Autorki. Moze jej jedynie pomoc nie okłamywać samej siebie

Lepiej wybrac nr 2. Nr 1 za bardzo ryzykowne facet moze odejsc, dziecko juz nie

Dziecko to nie zabawka do potrzymania w domu. A co jest lepsze niech decyduje Autorka

A czy ja pisze, ze to zabawka? Jezeli autorka chce miec dziecko a partner nie to zostaje sie rozstac albo zaakceptowac fakt, ze ona nigdy matka nie zostanie.

93

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:
Bert44 napisał/a:
New Me napisał/a:

Lepiej wybrac nr 2. Nr 1 za bardzo ryzykowne facet moze odejsc, dziecko juz nie

Dziecko to nie zabawka do potrzymania w domu. A co jest lepsze niech decyduje Autorka

A czy ja pisze, ze to zabawka? Jezeli autorka chce miec dziecko a partner nie to zostaje sie rozstac albo zaakceptowac fakt, ze ona nigdy matka nie zostanie.

Dokładnie.

Chodziło mi o Twoj argument ze facet może odejsc a dziecko nie. A gdzie dziecko ma odejsc? Jest od Ciebie zalezne. Fajnie miec taki obiekt ktory Cie nie zostawi i bedzie wiernie siedziec w domu? To sobie pieska kup. Tez nie odejdzie.

94

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Bert44 napisał/a:
New Me napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Dziecko to nie zabawka do potrzymania w domu. A co jest lepsze niech decyduje Autorka

A czy ja pisze, ze to zabawka? Jezeli autorka chce miec dziecko a partner nie to zostaje sie rozstac albo zaakceptowac fakt, ze ona nigdy matka nie zostanie.

Dokładnie.

Chodziło mi o Twoj argument ze facet może odejsc a dziecko nie. A gdzie dziecko ma odejsc? Jest od Ciebie zalezne. Fajnie miec taki obiekt ktory Cie nie zostawi i bedzie wiernie siedziec w domu? To sobie pieska kup. Tez nie odejdzie.

No dopoki dziecko jest dzieckiem czyli nie jest dorosle to niby dokad odejdzie? 5 latek czy nawet 13 latek sie nie wyprowadzi z domu.  Mnie chodzi o nieletnie dziecko,ze nie odejdzie

95 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-01-05 14:22:31)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:
Bert44 napisał/a:
New Me napisał/a:

A czy ja pisze, ze to zabawka? Jezeli autorka chce miec dziecko a partner nie to zostaje sie rozstac albo zaakceptowac fakt, ze ona nigdy matka nie zostanie.

Dokładnie.

Chodziło mi o Twoj argument ze facet może odejsc a dziecko nie. A gdzie dziecko ma odejsc? Jest od Ciebie zalezne. Fajnie miec taki obiekt ktory Cie nie zostawi i bedzie wiernie siedziec w domu? To sobie pieska kup. Tez nie odejdzie.

No dopoki dziecko jest dzieckiem czyli nie jest dorosle to niby dokad odejdzie? 5 latek czy nawet 13 latek sie nie wyprowadzi z domu.  Mnie chodzi o nieletnie dziecko,ze nie odejdzie

I dlatego lepiej mieć dziecko niz faceta? smile

96

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Bert44 napisał/a:
New Me napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Dokładnie.

Chodziło mi o Twoj argument ze facet może odejsc a dziecko nie. A gdzie dziecko ma odejsc? Jest od Ciebie zalezne. Fajnie miec taki obiekt ktory Cie nie zostawi i bedzie wiernie siedziec w domu? To sobie pieska kup. Tez nie odejdzie.

No dopoki dziecko jest dzieckiem czyli nie jest dorosle to niby dokad odejdzie? 5 latek czy nawet 13 latek sie nie wyprowadzi z domu.  Mnie chodzi o nieletnie dziecko,ze nie odejdzie

I dlatego lepiej mieć dziecko niz faceta? smile

Tak i nie tylko przy dziecku obowiazki to przyjemnosc, a przy facecie to juz masakra.

97

Odp: Partner boi się mieć dziecko

A z jego strony to miłość?..
No właśnie.
Kochać to można nie tylko jedyną osobę na świecie, ale czym innym jeszcze jest z kimś  układać sobie wspólne życie.
Jak ma się rozbieżne cele to się nie ma szans udać  i ta miłość też na tym polegnie w końcu.

98 Ostatnio edytowany przez New Me (2025-01-05 15:47:54)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Ela210 napisał/a:

A z jego strony to miłość?..
No właśnie.
Kochać to można nie tylko jedyną osobę na świecie, ale czym innym jeszcze jest z kimś  układać sobie wspólne życie.
Jak ma się rozbieżne cele to się nie ma szans udać  i ta miłość też na tym polegnie w końcu.

Dokladnie lepiej sie rozstac w tym wypadku.  A tez czesto jest tak,ze poki facet mlody 20-30 kilka lat to dziecka miec nie chce,a kobieta chce. Pozniej kobieta po 40 tce juz menopauza, a faceta nagle po 40 tce ogarnia instynkt zostania ojcem i sobie lezie do innej mlodszej.  Facet moze zostac ojcem nawet bedac starym dziadkiem, a kobieta ma tylko okreslony czas na to,wiec tu nie ma nowy o ustepowaniu facetowi w sprawie dziecka

99 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 16:17:32)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:

Tak i nie tylko przy dziecku obowiazki to przyjemnosc, a przy facecie to juz masakra.

Ato jest bardzo dziwne stwierdzenie, bo nikt nikogo nie zmusza do zajmowania się dorosłym partnerem, jeżeli sam nie ma wdrukowanego, że tak ma być. Jeżeli sama kobieta uważa, że jest zmuszona do obsługiwania mężczyznom, to posiada bardzo złe wzorce.

Swoją drogą latami robiłem kanapki, soki, czy kroiłem i podawałem owoce dla mojej żony i uwielbiałem jak jej smakowały. Mógłbym to robić dla niej do końca życia, bo ją bardzo kochałem. Ośmieszyłem się tylko sam przed sobą, że ja ją w tym tak naprawdę osbługiwałem, a ona żyła już za moimi plecami z innym gościem. Tylko ze o tym nie wiedziałem i to był mój wybór.

Człowiek ma mózg i wiecej tak nie zrobię, żeby coś było jednostronne. Tak - ale dalej będę uwielbiał móc coś zrobić dla drugiej osoby. Wiec, gdzie tu jest jakaś masakra ? Ty chyba stawisz się w położeniu jakies zmuszanej do czegoś niewolnicy. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem takiego podejścia, bo jeżeli nawet znajdziemy takiego partnera, który coś takiego by od nas wymagał, to i tak nasza wina, ze takiego sobie wybierzemy i na coś takiego się zgodzimy. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek ani po mnie sprzątał, ani zmywał, ani coś mi prał. Jak by ktoś próbował za mnie to robic, to bym traktował to jako ujmę na honorze i nigdy bym się na to nie zgodził, nawet, gdyby ktoś mnie o to prosił. Każdy powinien zajmowac się swoimi sprawami, bo nie jest dzieckiem.

To nie mężczyzn nalezy o to obwiniać, a siebie, ze chce się wchodzić w związku w rolę gosposi.

100

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
New Me napisał/a:

Tak i nie tylko przy dziecku obowiazki to przyjemnosc, a przy facecie to juz masakra.

Ato jest bardzo dziwne stwierdzenie, bo nikt nikogo nie zmusza do zajmowania się dorosłym partnerem, jeżeli sam nie ma wdrukowanego, że tak ma być. Jeżeli kobiet np. uważa, że kobiety sa zmuszone do obsługiwania mężczyznom, to posiada bardzo złe wzorce i sam powinien się o to obwiniać, że wchodzi w takie role. Tutaj nie chodzi nawet o wybór partnera, ale o to, że przecież nikt nikogo nijak nie zmusi, żeby się postępowało tak, czy inaczej.

Swoją drogą latami robiłem kanapki, soki, czy kroiłem i podawałem owoce dla mojej żony i uwielbiałem jak jej smakowały. Mógłbym to robić dla niej do końca życia, bo ją bardzo kochałem. Ośmieszyłem się tylko sam przed sobą, że ja ją w tym tak naprawdę osbługiwałem, a ona żyła już za moimi plecami z innym gościem. Tylko ze ja o tym nie wiedziałem i to był mój wybór.

Człowiek ma mózg i wiecej tak nie zrobię, żeby coś było jednostronne. Tak - ale dalej będę uwielbiał móc coś zrobić dla drugiej osoby. Wiec, gdzie tu jest jakaś masakra ? Ty chyba stawisz się w położeniu jakies zmuszanej do czegoś niewolnicy. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem takiego podejścia, bo jeżeli nawet znajdziemy takiego partnera, który coś takiego by od nas wymagał, to i tak nasza wina, ze takiego sobie wybieramy. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby kotkolwiek ani po mnie sprzątał, ani zmywał, ani coś mego prał. Jak by ktoś próbował za mnie to robic, to bym traktował to jako ujmę na moim honorze i nigdy bym się na to nie zgodził, nawet, gdyby ktoś mnie o to prosił. Każdy powinien zajmowac się swoimi sprawami, bo nie jest dzieckiem.

To nie mężczyzn nalezy o to obwiniać, a siebie.

Taaa juz to widze jak w zwiazku/malzenstwie kobiety nic nie robia wokol facetow  big_smile. Nie znam malzenstwa w ktorym kobieta nigdy nie gotowala mezowi obiadu, nigdy nie zrobila mu prania,ani nigdy nie posprzata jego syfu.  Ja kiedy bylam w zwiazkach zadnemu facetowi nie uslugiwalam, ale jezeli ktos zyje ze soba pod jednym dachem przez x lat to nie ma takiej opcji, ze nigdy w zyciu kobieta nic dla meza/partnera nie zrobila ,a kazde sobie zyje jak chce i tylko robi wokol siebie.

101 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 16:40:58)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:

Taaa juz to widze jak w zwiazku/malzenstwie kobiety nic nie robia wokol facetow  big_smile. Nie znam malzenstwa w ktorym kobieta nigdy nie gotowala mezowi obiadu, nigdy nie zrobila mu prania,ani nigdy nie posprzata jego syfu.  Ja kiedy bylam w zwiazkach zadnemu facetowi nie uslugiwalam, ale jezeli ktos zyje ze soba pod jednym dachem przez x lat to nie ma takiej opcji, ze nigdy w zyciu kobieta nic dla meza/partnera nie zrobila ,a kazde sobie zyje jak chce i tylko robi wokol siebie.

To mało widziałas w takim razie. Moi rodzice zawsze robili wszystko razem i nikt nikomu nie usługiwał. W moim domu z żoną pralismy oddzielnie, wieszaliśmy swoje pranie oddzielnie, sami sobie robilismy śniadanie i kolację, a tylko obiad gotowaliśmy razem. W efekcie jak siezastanowię to mój wkład w gospodarstwo domowe byl o wiele większy niż jej, bo wszystkie naprawy wykonywałem ja, wynosiłem śmieci i nawet jak coś trzeba było przyszyć, to robiłem to ja, bo on nie umiała/nie chciała. Nie raz to włąsnie ja sprzątałem jej syf.

To co opisujesz, to kojarzy mi się jak z jednak patologii, albo w sytuacji, gdy kobieta nie pracuje zawodowo i nie ma poza domem nic do roboty. Lepiej też, żabys ludzi nie dzieliła na płcie, a patrzyła na każdego jak człowieka i zadała sobie pytanie, kto Ciebie zmusi do prania czyichś gaci, albo te mityczne biedne kobiety ? No chyba nikt. One same tego widocznie chcą.

102

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
New Me napisał/a:

Taaa juz to widze jak w zwiazku/malzenstwie kobiety nic nie robia wokol facetow  big_smile. Nie znam malzenstwa w ktorym kobieta nigdy nie gotowala mezowi obiadu, nigdy nie zrobila mu prania,ani nigdy nie posprzata jego syfu.  Ja kiedy bylam w zwiazkach zadnemu facetowi nie uslugiwalam, ale jezeli ktos zyje ze soba pod jednym dachem przez x lat to nie ma takiej opcji, ze nigdy w zyciu kobieta nic dla meza/partnera nie zrobila ,a kazde sobie zyje jak chce i tylko robi wokol siebie.

To mało widziałas w takim razie. Moi rodzice zawsze robili wszystko razem i nikt nikomu nie usługiwał. W moim domu z żoną pralismy oddzielnie, wieszaliśmy swoje pranie oddzielnie, sami sobie robilismy śniadanie i kolację, a tylko obiad gotowaliśmy razem.

To co opisujesz, to kojarzy mi się jak z jednak patologii, albo w sytuacji, gdy kobieta nie pracuje zawodowo i nie ma poza domem nic do roboty.

No i to jest najlepsze robic wszystko wspolnie.  Zastanawia mnie tylko jak z tym osobnym praniem? Czy to nie sa podwojne rachunki? Rozumiem,ze zona brala tylko swoje ubrania wrzucala je do pralki, wyciagala, rozwieszala, a nastepnie Ty wrzucales tylko swoje ubrania do pralki? Czy jak? big_smile czyli zamiast jednego prania to robicie dwa.?

103 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 16:50:52)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:

No i to jest najlepsze robic wszystko wspolnie.  Zastanawia mnie tylko jak z tym osobnym praniem? Czy to nie sa podwojne rachunki? Rozumiem,ze zona brala tylko swoje ubrania wrzucala je do pralki, wyciagala, rozwieszala, a nastepnie Ty wrzucales tylko swoje ubrania do pralki? Czy jak? big_smile czyli zamiast jednego prania to robicie dwa.?

My nie robilismy tego wspólnie, a wtedy kiedy sami uważaliśmy, że potrzebujemy. Każdy miał swój kosz na brudne ubrania i prał całą pralkę swoich rzeczy, wiec koszt był ten sam. Odpadało później grzebanie się i zastanawianie czyje rzeczy, to czyje. Po ich rozwieszeniu i tak nie było już miejsca na pranie drugiej osoby.

Swoją drogą, piszesz o potencjalnych kosztach, ale spokój i brak powodów do pretensji nie ma ceny. W przyszłosci z nową kobietą, wstawię dla niej nawet druga lodówkę, tak, żeby każdy odpowiadał za swoje i nie mógł powiedzieć, że czegoś mu brakuje, bo sam za to będzie odpowiadał.  Lubię porządek w lodówce i wkurzało mnie to, że musiałem wiecznie sprawdzać czy ex sięc oś nie przeterminowało itd. Też rozkładam sobie wszystko na talerzyki, wiec na druga osobe w lodówce i tak nie będzie miejsca.

104

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
New Me napisał/a:

No i to jest najlepsze robic wszystko wspolnie.  Zastanawia mnie tylko jak z tym osobnym praniem? Czy to nie sa podwojne rachunki? Rozumiem,ze zona brala tylko swoje ubrania wrzucala je do pralki, wyciagala, rozwieszala, a nastepnie Ty wrzucales tylko swoje ubrania do pralki? Czy jak? big_smile czyli zamiast jednego prania to robicie dwa.?

My nie robilismy tego wspólnie, a wtedy kiedy sami uważaliśmy, że potrzebujemy. Każdy miał swój kosz na brudne ubrania i prał całą pralkę swoich rzeczy, wiec koszt był ten sam. Odpadało później grzebanie się i zastanawianie czyje rzeczy, to czyje. Po ich rozwieszeniu i tak nie było już miejsca na pranie drugiej osoby.

Swoją drogą, piszesz o potencjalnych kosztach, ale spokój i brak powodów do pretensji nie ma ceny. W przyszłosci z nową kobietą, wstawię dla niej nawet druga lodówkę, tak, żeby każdy odpowiadał za swoje i nie mógł powiedzieć, że czegoś mu brakuje. Brakuje ? To sobie sam kupi i nie bedzie mógł narzekać, że czegoś nie ma. Ja lubię porządek w lodówce i wkurzało mnie to, że muszę sprawdzać co komuś się przeterminowało itd. Też rozkładam sobie wszystko na talerzyki, wiec na druga osobe w lodówce nie ma miejsca.

big_smile druga lodowka to tez wszystko inne podwojne kup  big_smile

105 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 17:02:40)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:

big_smile druga lodowka to tez wszystko inne podwojne kup  big_smile

Nie żartuj sobie. Sama za to zapłaci, bo nie będę niczyim sponsorem. Za wspólne mieszkanie też zapłaci czynsz po połowie. Ależ oczywiście, ze wszystko było i bedzie oddzielne. Nie wyobrażam sobie, zebym komuś np. dawał swój samochód itd. Jedyne co dla kobiety moge dac do używania ze swego, to rower, który i tak bedzie musiała sama sobie naprawiać, bo nie jestem już frajerem

Można ? Można, wystarczy tylko pomysleć i się nie zgadzać na wykorzystywanie przez druga osobe, bo każdemu Bozia dała dwie łapki i nóżki, co nie znaczy, że części rzeczy nie można robić wspólnie i sobie pomagać, gdy zajdzie taka potrzeba np. zajmowanie się dzieckiem.

106 Ostatnio edytowany przez New Me (2025-01-05 17:03:56)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
New Me napisał/a:

big_smile druga lodowka to tez wszystko inne podwojne kup  big_smile

Nie żartuj sobie. Sama za to zapłaci, bo nie będę niczyim sponsorem. Za wspólne mieszkanie też zapłaci czynsz po połowie. Ależ oczywiście, ze wszystko było i bedzie oddzielne. Nie wyobrażam sobie, zebym komuś np. dawał swój samochód itd. Jedyne co dla kobiety moge dac do używania ze swego, to rower, który i tak bedzie musiała sama sobie naprawiać, bo nie jestem już frajerem

Można ? Mozna, wystarczy tylko pomysleć i się nie zgadzać na wykorzystywanie przez druga osobe, bo każdemu Bozia dała dwie łapki i nózki.

Ale dlaczego nowa partnerka czy tam zona mialy by placic za Twoje pomysly? Przeciez to bedzie Twoj genialny pomysl wstawic do mieszkania druga lodowke. No czynsz po polowie to rozumiem. No juz widze wszystko podwojne w domu .. Dwie lodowki,  dwa telewizory albo sobie na pol podzielcie jeden telewizor big_smile , dwa stoly z krzeslami,dwie pralki,  dwa lozka tez se kup
A i podwojny kibel postaw big_smile big_smile

107 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 17:11:52)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:

Ale dlaczego nowa partnerka czy tam zona mialy by placic za Twoje pomysly? Przeciez to bedzie Twoj genialny pomysl wstawic do mieszkania druga lodowke. No czynsz po polowie to rozumiem. No juz widze wszystko podwojne w domu podwojne. Dwie lodowki,  dwa telewizory albo sobie na pol podzielcie jeden telewizor big_smile , dwa story,dwie pralki,  dwa lozka tez se kup big_smile

Przepraszam Ciebie, ale jak napisałem moje jedzenie zajmuje całą jedną lodówkę. Telewizorów to mam kilka (są podłączone do internetu), tylko telewizji nie ma i nigdy nie bedzie. Stołów jest od licha i trochę, łożek bedzie ze trzy, bo to jest dwupiętrowy dom, a pralka wystarczy jedna.

Jak się do kogoś wprowadza, to jakiś nakłady chociaz minimalne, to i tak się wnosi i nie robi się łaski, bo za miejsce zamieszkania, nie zapłaciło sie ani złotówki. A żoną, to ona nigdy się nie stanie, bo małżeństwo w dzisiejszych czasach, to jest czysta hipokryzja.

108

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
New Me napisał/a:

Ale dlaczego nowa partnerka czy tam zona mialy by placic za Twoje pomysly? Przeciez to bedzie Twoj genialny pomysl wstawic do mieszkania druga lodowke. No czynsz po polowie to rozumiem. No juz widze wszystko podwojne w domu podwojne. Dwie lodowki,  dwa telewizory albo sobie na pol podzielcie jeden telewizor big_smile , dwa story,dwie pralki,  dwa lozka tez se kup big_smile

Przepraszam Ciebie, ale jak napisałem moje jedzenie zajmuje całą jedną lodówkę. Telewizorów to mam kilka, tylko telewizji nie ma i nigdy nie bedzie. Stołów jest od licha i trochę, bo to jest dwupiętrowy dom, a pralka wystarczy jedna.

Jak się do kogoś wprowadza, to jakiś nakłady chociaz minimalne, to i tak się wnosi.

No to moze jakas tam.przyszla kobieta cos wzniesie, ale po co miec zaraz wszystko osobno lub podwojne.  Mozna tez  rzeczy kupowac za wspolne pieniadze i miec wspolne. To po co Tobie kilka telewizorow jak nie ma tv sprzedaj to lepiej sobie kase bedziesz miec. Ja bym nigdy nie chciala mieszkac pod dachem faceta

109 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 17:23:21)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:

No to moze jakas tam.przyszla kobieta cos wzniesie, ale po co miec zaraz wszystko osobno lub podwojne.  Mozna tez  rzeczy kupowac za wspolne pieniadze i miec wspolne. To po co Tobie kilka telewizorow jak nie ma tv sprzedaj to lepiej sobie kase bedziesz miec. Ja bym nigdy nie chciala mieszkac pod dachem faceta

W dzisiejszych czasach TV kosztują grosze, a przez lata to nazbierałem prawie wszystko, wiec to jej sprawa co ona sobie wniesie, czy nie. Nie musi. Rozumiem ciebie, bo ja nigdy bym się nie wprowadził do kobiety. Na szczęście szukam takiej, co sama chętnie sie do mnie wprowadzi i nie bedzie widziała w tym żadnego problemu. Takich jest raczej większość.

A pro-po nie uznaję czegoś takiego jak wspólne pieniądze. To co jest moje, to moje, a co jej to jej. Jak zaznaczyłem, ani od nikogo nic nie chcę, ani sam nie zamierzam nikogo sponsorować. Skończyły się czasy, ża płaciłem sam co roku za wspólne wyjazdy zagraniczne. Będzie chciała ze mną jechac, to sama zapłaci za siebie, bo jak ktoś pracuje, to ma własne pieniądze.

To jest jedyny gwarant tego, że ktoś z Toba jest dla Ciebie samego, a nie dla wygód i opierunku.

110

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
New Me napisał/a:

No to moze jakas tam.przyszla kobieta cos wzniesie, ale po co miec zaraz wszystko osobno lub podwojne.  Mozna tez  rzeczy kupowac za wspolne pieniadze i miec wspolne. To po co Tobie kilka telewizorow jak nie ma tv sprzedaj to lepiej sobie kase bedziesz miec. Ja bym nigdy nie chciala mieszkac pod dachem faceta

W dzisiejszych czasach TV kosztują grosze, a przez lata to nazbierałem prawie wszystko, wiec to jej sprawa co ona sobie wniesie, czy nie. Nie musi. Rozumiem ciebie, bo ja nigdy bym się nie wprowadził do kobiety. Na szczęście szukam takiej, co sama chętnie sie do mnie wprowadzi i nie bedzie widziała w tym żadnego problemu. Takich jest raczej większość.

A pro-po nie uznaję czegoś takiego jak wspólne pieniądze. To co jest moje, to moje, a co jej to jej. Jak zaznaczyłem, ani od nikogo nic nie chcę, ani sam nie zamierzam nikogo sponsorować. Skończyły się czasy, ża płaciłem sam co roku za wspólne wyjazdy zagraniczne. Będzie chciała ze mną jechac, to sama zapłaci za siebie, bo jak ktoś pracuje, to ma własne pieniądze.

To jest jedyny gwarant tego, że ktoś z Toba jest dla Ciebie samego, a nie dla wygód i opierunku.

Ja nie pisze o wspolnych pieniadzach tylko o tym,ze mozna wspolne rzeczy miec kupione po polowie ceny kazdy za swoje pieniadze.  Ja w zyciu bym nie chciala isc pod dach faceta. Pozniej by bylo koniec zwiazku i co? Ulica.  A tak dobrze ,ze mam mieszkanie z urzedu to mnie sie zaden facet nie bedzie rzadzil pod moim dachem

111 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 19:01:29)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:

[Ja nie pisze o wspolnych pieniadzach tylko o tym,ze mozna wspolne rzeczy miec kupione po polowie ceny kazdy za swoje pieniadze.

A po co mieć wspólne rzeczy ? Jak mam wszystko w moim domu, to co mam żądać połowę ich wartości, żeby ktoś mógł je używać ? Myślisz jakimiś starymi kategoriami, albo ludzi, którzy mają po 20 lat i tylko co wchodza naiwnie w życie.

New Me napisał/a:

  Ja w zyciu bym nie chciala isc pod dach faceta. Pozniej by bylo koniec zwiazku i co? Ulica.

Nikt ci nie każe. Szukaj w takim razie takiego co sprowadzi się do ciebie. A gdybys jednak wprowadziła sie do kogoś, to przecież nie musisz sprzedawać własnego mieszkania. A moze chcesz w razie czego mieć połowę czyjegoś mieszkania ? Nie dostaniesz nigdy, jak to jest jego własność przedmałżeńska, a ludzie którzy maja choć trochę oleju w głowie w dzisiejszych czasach i tak biorą intercyzę. Ci bardziej kumaci, w ogóle nie biorą ślubu, bo związek to nie jest polisa na starość, a każdy pracuje na swoją przyszłość, gdyby cos poszło nie tak. Związki na całe zycie, to już przeszłość.

New Me napisał/a:

A tak dobrze ,ze mam mieszkanie z urzedu to mnie sie zaden facet nie bedzie rzadzil pod moim dachem

Masz skrzywione widzenie związku, bo normalni ludzie niczym się nie "rządzą", a tylko ci, którzy są emocjonalnie zaburzeni, albo jacyś prostacy. Jak trafiałaś na takich ludzi, to wiedz, że sama ich wybierałaś. Myślisz, że jak moja żona mieszkała u mnie przez kilkanaście lat, to ja powiedziałem dla niej kiedykolwiek, że to nie jest jej mieszkanie, albo nie brałem pod uwagę, jak ona widzi jego zagospodarowanie ? Jeżeli nasz przyszły partner np. jak go poznamy rzuca kurwami na lewo i prawo, to nie możemy od niego mieć pretensji, że później tak samo robi w związku (to jest przenośnia). To od ciebie zależy, czy wybierasz kogoś na odpowiednim poziomie, ma dobre cechy i ma zgodny charakter, lub nie. Zreszta zdecydowałaś, że już zawsze bedziesz sama, więc nie ma sensu się nad tym rozwodzić. Z takim anty podejściem jaki masz i tak żaden facet raczej by z toba nie wytrzymał i to nawet gdyby był aniołem.

112 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2025-01-05 20:17:00)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
patata15 napisał/a:

(...)No to teraz Proszę o rady jak wyprowadzić się od faceta , którego się kocha, jak to wszystko rozegrać. (...)

Normalnie. Oświadczasz, że odchodzisz i wszystko. Że dzieli was za duża różnica wieku, a ty chcesz jeszcze mieć dzieci i zrozumiałaś, że skoro on nie chce, to ty poszukasz kogoś innego. Zaczynasz pakować rzeczy. Z mego punktu widzenia, to jest żadna miłość w takim razie. Miłość jest wtedy, gdy nie chcemy od kogoś odejść i nawet gdyby ten ktoś upadł na dno, to go nie opuścimy. Osobiście nie wyobrażam sobie zostawić kogoś kogo kocham, kto mnie nie zawiódł, oszukał, czy nie zdradził. Ale to jest Twoje życie.

ps. każdy ma prawo do tego jak chce żyć, z kim żyć i jakie realizować cele oraz kiedy zmienić obiekt. To się nazywa pragmatyzm. Wiedząc jednak, że sami jestesmy pragmatyczni, nie możemy od innych oczekiwać, że oni nie będa tacy sami wobec nas, wiec lepiej na przyszłość nie mieszać do tego "miłości", czy "ślubów", bo ten pragmatyzm z tym z drugim nie ma nic wspólnego. Uważam, że lepiej się wychodzi na szczerości wobec samego siebie i innych, co nie znaczy, że nie rozumiem słuszności twoich rozterek. Co jednak bedzie, gdy nowy partner okaże się np. bezpłodny ? Wczoraj mówiłaś mu, że go kochasz, a na drugi dzień powiesz, że juz nie za bardzo, albo kochasz, ale nie możemy ze soba być ?

Strasznie naiwne podejście... Miłość to nie jest warunek wystarczający do szczęśliwego wspólnego życia, inaczej dalej byś był z żoną, która Ci przyprawiała rogi (bo ją kochałeś). Kochać można w życiu wielu ludzi. Za to najpiękniejszą miłość zatruje niespełnienie życiowych marzeń.
Po pierwsze nie masz pewności, że ta miłość nie pójdzie sobie w siną dal. Powiem więcej, każdy związek musi się skończyć - czy decyzją, czy śmiercią jednego z partnerów. Zobacz ilu ludzi zostaje z ręką w nocniku, bo poświęcili swoje potrzeby dla miłości, a potem ta miłość zdecydowała się odejść?
Dlatego trzeba to sobie dobrze przemyśleć. Są ludzie, którzy pragną założyć rodzinę i tacy ludzie marnują czas w związkach z ludźmi, którzy tej rodziny nie chcą. Można się bardzo kochać i chcieć od życia kompletnie różnych rzeczy. Moim zdaniem największym wyrazem miłości jest pozwolić komuś odejść, skoro nie można dać tej osobie tego, czego pragnie. Kurczowe trzymanie się partnera nie ma nic z miłością wspólnego.

Autorka powinna szczerze i bez owijania w bawełnę powiedzieć partnerowi dlaczego odchodzi. On ma prawo do całości informacji, żeby mógł iść z życiem naprzód.

KSandraK napisał/a:

Wygląda, że traktujesz partnera jako byka rozpłodowego. Niefajne.

Ciche dni - manipulacyjne.

Jak to się ma do ładnego obrazka:

patata15 napisał/a:

Tworzymy udany związek. Kochamy się. Jestem z nim szczęśliwa, czuje się spełniona, zwiazek zaspakajał w zasadzie wszystkie moje potrzeby. Partner jest osobą, na którą można liczyć, zwrócić się ze wszystkim, dbamy o siebie, szanujemy się wzajemnie i jest nam dobrze razem

Powala ignorancja żywego tykającego zegara biologicznego:

patata15 napisał/a:

Już na początku związku poinformowałam go o swoich życiowych priorytetach- checi założenia rodziny, wzięciu ślubu oraz posiadania dziecka.On powiedział, że również tego chce.
Rok temu zaszłam z nim w ciąże i doszło u mnie do wczesnego poronienia. Bardzo to przeżywałam.
(...)Ja chce próbować dalej. (...) on nie jest w stanie oddac materiału do badań. Czuję sie rozczarowana. (...) Natomiast on boi sie mieć dziecko. (...) Obecnie unika seksu w dni plodne, robi tak aby do zapłodnienia nie doszło- przez co czuje się odtrącona, nie traktowana poważnie.  (...) Nie wiem jak do niego dotrzeć.

Ja się nie dziwię, że facet się boi. Dopiero co było poronienie. Na to się czasami umiera. Naprawdę nie dziwię się, że nie chce ryzykować zdrowia i życia partnerki. Plus w obecnej sytuacji prawnej dowolna wada rozwojowa płodu to swego rodzaju wyrok, taki bez happy endu. Dzieciaki z zespołem Downa może i są słodkie, ale gdy ich rodzice umierają, nie są w stanie same o siebie w pełni funkcjonalnie zadbać i nie, instytucje państwa nie zapewnią im miłego i kochającego domu. Wstaw inne straszne choroby i deformacje typu "nie ma skóry, trzeba zmieniać opatrunki 3x dziennie, potrzebne specjalne bandaże, które nie są refundowane, kosztują parę tysiaków miesięcznie" które wymagają solidnego zaplecza finansowego i organizacyjnego, oraz ZNACZĄCO róznią się od wizji macierzyństwa jaką autorka  ma w głowie i słitfoci noworodków na instagrama.

Dziwię się, że autorka się nie boi. Jak dla mnie przemawia przez nią warunkowanie biologiczne, zdeterminowane na przepchnięcie genów dalej. Genom obojętne, czy indywidualni rodzice i / lub dzieci będą szczęśliwe, spełnione czy choćby zdrowe. Stuuknęła trzydziestka, zegar tyka, w prehistorycznych czasach juz byśmy byli starcami, więc trzeba się rozmnożyć ASAP. Naprawdę przydałoby się trochę pomysleć głową a nie macicą. I może się zastanowić, dlaczego właściwie chce się dziecka. Spróbować skonfrontować wyobrażenia z realiami i możliwościami zamiast skakać na główkę. No i SOLIDNIE popracować nad tą rzekomą sielanką, deklarowanym szacunkiem dla partnera. Zabawne jak wspomniane są tylko potrzeby autorki i on sam najwyraźniej ma nie mieć żadnych, a jak juz ma, to są równo zlewane i zwalczane.

No i ciśnie się na język, jakie "bardzo przeżywałam to poronienie"? Autorka uparcie prze wszelkimi środkami, włączając terror psychiczny i manipulację, żeby zaciążyć i znowu narazić siebie i partnera na powtórkę. Ewidentnie partner BARDZIEJ przeżywa to poronienie. A ta się jeszcze dziwi i zastanawia "jak do niego dotrzeć" i czuje się niedoceniana i niedoruchana... Ja pierdolę...

Co w tym złego, że autorka chce mieć dziecko? Jest mnóstwo na świecie kobiet i mężczyzn, którzy chcą mieć potomstwo. Czy to znaczy, że mają coś nie tak z mózgami? To jedna z najbardziej naturalnych potrzeb, która jest podstawą przetrwania naszego gatunku. I kiedy ma autorka o tym myśleć, jak nie teraz? Jak będzie miała 40 lat? To jest tak naprawdę ostatni dzwonek na w miarę bezpieczny przebieg ciąży i macierzyństwo jak jest się jeszcze w sile wieku.
Na pewno Cię to nie zaskoczy, że w proces starania się o dzieci wpisane są ryzyka różnych traumatycznych przeżyć, jak poronienie, śmierć dziecka, itd. Ale chyba każda osoba świadomie decydująca się na potomstwo to wie.
W tej sytuacji to partner autorki zaczął "wymiękać", bo z jej relacji wynika, że sprawę postawiła jasno, jej priorytet to założenie rodziny i partner na początku przyznał, że sam tego chce. Najwyraźniej zmienił ten pogląd, do czego ma prawo, a ja się autorce kompletnie nie dziwię, że jest teraz w kropce.
Jakby przyszedł tutaj sfrustrowany facet, bo jego żona od początku związku z chciała mieć dzieci, a teraz mu ich odmawia, to też byś mu powiedziała, że myśli moszną i traktuje żonę jak macicę na nogach?
Są w życiu pewne duże decyzje i priorytety, do których ludzie mają prawo i mają prawo oczekiwać, że ich życiowy partner uczciwie się ustosunkuje. Inaczej wszyscy tracą czas.

113 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 21:29:29)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Shoggies napisał/a:

Moim zdaniem największym wyrazem miłości jest pozwolić komuś odejść, skoro nie można dać tej osobie tego, czego pragnie. Kurczowe trzymanie się partnera nie ma nic z miłością wspólnego.

Nie przemawia do mnie takie tłumaczenie. Widzę je jako taki niby logiczny wygibas, który chce ukryć gorzką prawdę.

Logicznym jest, że jak ktoś chce odejść, to i tak go na siłę nie zatrzymasz. Powstaje tylko pytanie o osobę, która chce odejść. O jej "kochanie". Ty patrzysz na to pragmatycznie, co rozumiem, ale co to ma wspólnego z miłością ? Jeśli np. pokocham kobietę, która w trakcie związku się okaże, że nie może mieć dzieci, a ja je bardzo chcę mieć, to jeśli będę chciał od niej odejść, to wg. Twego podejscia, jest to zrozumiałe. Mogę wtedy stwierdzić, że gdybym tak zrobił to na pewno bym jej nie kochał, albo kochałbym ją nie wystarczająco, że byłbym w stanie tak postąpić.

A wiesz czemu ? Bo w prawdziwej miłości nie ma logiki. Bo jeżeli nawet moja zdradzajaca mnie żona, wtedy, gdy jeszcze ze mną była, zaczęła się topić, to ja i tak z narażeniem życia ruszyłbym jej na pomoc i to wiedząc, że miedzy nami jest koniec. Czy było by to logiczne ? Na pewno nie i to wiedząc, że jest się w efekcie idiotą.

Jak spotykam kogoś i ten ktoś mówi, ze chce mieć rodzinę i dzieci, to zadaję sobie wtedy pytanie. Czy ta osoba chce kochać mnie, czy dla niej najważniejszy jest jej cel. Osobiście uznaję, że jej cel i nie interesuje mnie taka znajomość. Niech szuka osoby z podobnym celem, bo ja szukam w związku przede wszystkim - miłości. Bez niej nie potrzebna mi ani rodzina, ani dzieci. A gdy jeszcze stwierdza, że dla niej ważny jest dla tego celu np. ślub kościelny, czy jakiolwiek inny, to jestem na 100% już przekonany, że nie o żadną miłość tutaj chodzi. Tak ja to widzę.

Oczywiscie wiem, że miłość, miłością, a zycie, życiem jak to mówią i dlatego nie zamierzam nikomu mówić, ze go kocham, ani nie przyjmę już nigdy takich zapewnień od drugiej osoby. Czemu ? Bo zazwyczaj jest to kłamstwo polegające na tym, że "miłość" może trwać, dopóki jesteśmy dla siebie przydatni. Uczciwiej jest powiedzieć sobie, ze wspólnie chcemy zrealizować jakiś cel i od jego realizacji lub nie, warunkujemy wzajemne swoje powiedzmy, że "uczucia". Spisać miedzy soba kontrakt, że jeśli cele naszego związku w takim i takim to okresie nie zostaną spełnione, to zostaje on automatycznie rozwiązany, chyba, że obydwoje uznamy inaczej. Nie dziwię się wtedy mojej ex., że jak uznała że jej zdrowy pies przeszkadza jej w życiu, to chciała pragmatycznie go uśpić. Tylko jak już bedziemy tacy pragmatyczni, to w sytuacji, gdyby ona się np. topiła, to ja do wody ją ratować i narażać swoje zycie, na pewno bym nie wskoczył ...

114

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
New Me napisał/a:

[Ja nie pisze o wspolnych pieniadzach tylko o tym,ze mozna wspolne rzeczy miec kupione po polowie ceny kazdy za swoje pieniadze.

A po co mieć wspólne rzeczy ? Jak mam wszystko w moim domu, to co mam żądać połowę ich wartości, żeby ktoś mógł je używać ? Myślisz jakimiś starymi kategoriami, albo ludzi, którzy mają po 20 lat i tylko co wchodza naiwnie w życie.

New Me napisał/a:

  Ja w zyciu bym nie chciala isc pod dach faceta. Pozniej by bylo koniec zwiazku i co? Ulica.

Nikt ci nie każe. Szukaj w takim razie takiego co sprowadzi się do ciebie. A gdybys jednak wprowadziła sie do kogoś, to przecież nie musisz sprzedawać własnego mieszkania. A moze chcesz w razie czego mieć połowę czyjegoś mieszkania ? Nie dostaniesz nigdy, jak to jest jego własność przedmałżeńska, a ludzie którzy maja choć trochę oleju w głowie w dzisiejszych czasach i tak biorą intercyzę. Ci bardziej kumaci, w ogóle nie biorą ślubu, bo związek to nie jest polisa na starość, a każdy pracuje na swoją przyszłość, gdyby cos poszło nie tak. Związki na całe zycie, to już przeszłość.

New Me napisał/a:

A tak dobrze ,ze mam mieszkanie z urzedu to mnie sie zaden facet nie bedzie rzadzil pod moim dachem

Masz skrzywione widzenie związku, bo normalni ludzie niczym się nie "rządzą", a tylko ci, którzy są emocjonalnie zaburzeni, albo jacyś prostacy. Jak trafiałaś na takich ludzi, to wiedz, że sama ich wybierałaś. Myślisz, że jak moja żona mieszkała u mnie przez kilkanaście lat, to ja powiedziałem dla niej kiedykolwiek, że to nie jest jej mieszkanie, albo nie brałem pod uwagę, jak ona widzi jego zagospodarowanie ? Jeżeli nasz przyszły partner np. jak go poznamy rzuca kurwami na lewo i prawo, to nie możemy od niego mieć pretensji, że później tak samo robi w związku (to jest przenośnia). To od ciebie zależy, czy wybierasz kogoś na odpowiednim poziomie, ma dobre cechy i ma zgodny charakter, lub nie. Zreszta zdecydowałaś, że już zawsze bedziesz sama, więc nie ma sensu się nad tym rozwodzić. Z takim anty podejściem jaki masz i tak żaden facet raczej by z toba nie wytrzymał i to nawet gdyby był aniołem.

A teraz to juz sam sobie zaprzeczasz, bo piszesz "ze mieszkanie jest zarowno zony" a jednoczesnie chcesz wszystko dzielic i miec osobno. To jak zona miala pelne prawo do mieszkania,ale nie ma prawa do lodowki i samochodu ? big_smile.

115 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 21:55:25)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:

A teraz to juz sam sobie zaprzeczasz, bo piszesz "ze mieszkanie jest zarowno zony" a jednoczesnie chcesz wszystko dzielic i miec osobno. To jak zona miala pelne prawo do mieszkania,ale nie ma prawa do lodowki i samochodu ? big_smile.

Przepraszam, ale co wspólnego ma akt własności mieszkania, to tego, że np. nawet mój kolega zamieszka u mnie, dostanie swój pokój i bedzie sobie w nim robił to co mu się podoba ?

Jak wchodzę z kimś w związek, to moje rzeczy naturalnym jest, ze są w większości do wspólnego używania z zachowaniem poszanowania i jakiejś jednak logiki. Nie powiem jej, że to mój dom i ona nie może tego, czy tamtego. Może robić wszystko co nie wykracza poza normę i zdrowy rozsądek oraz nasze wspólne ustalenia. Tylko nie daje to jej prawa do własnosci tego domu. Z jakiej by niby było to paczki ? Przeciez bedzie miała swoją lodówkę, wiec po co jej moja ? A samochód ? Mi jest potrzebny mój, a do jej mi nic do tego. Nie oczekuję, że ona bedzie naprawiała mój, ale niech ona nie oczekuje, że ja ot tak, będę naprawiał jej. Za to może liczyć na to, że we wszystkim moge jej pomóc i zrobimy to wspólnie, ale tego samego oczekuję od niej.

Ty pewnie uważasz, że albo wszystko, albo nic. Że jak, mój dom, to ja zrobię co chcę i rozkaże tobie, co możesz, czego nie możesz. To jest dziwne i śmieszne. Partner, czy nawet kolega, to nie lokator. Oczywiście możemy komuś pokazać drzwi, bo przecież nie sądzisz, że jak ktoś zacznie pokazywać mi brak, szacunku, agresję, czy otwarcie mnie zdradzi, to ja będe go dalej w nim chciał go mieć ?

Wyobraż sobie, że przez 15 lat życia z zoną nigdy się nie pokłócilismy, nigdy nie podniosłem na nią głosu, ani ona na mnie i wszystko konsultowalismy razem. Czemu miałbym byc niedobry dla kogoś kogo kocham ? Ale to nie znaczy, że mam przekazywac mu cały swój majątek, ani ona - mi. Jak odeszła, to zabrała wszystko to co kupiła sama, a do podziału nie było nic, bo mielismy rozdzielność majątkową. I cale szczęscie, bo okazała się wieloletnią nałogową hazardzistką. Nikt mi nie wmówi, że mam komukolwiek przekazywać swoją własność, bo on mnie kocha, a ja jego. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. To jest moja dobra wola, co mu przekażę, albo nie.

116 Ostatnio edytowany przez New Me (2025-01-05 21:54:24)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
New Me napisał/a:

A teraz to juz sam sobie zaprzeczasz, bo piszesz "ze mieszkanie jest zarowno zony" a jednoczesnie chcesz wszystko dzielic i miec osobno. To jak zona miala pelne prawo do mieszkania,ale nie ma prawa do lodowki i samochodu ? big_smile.

Przepraszam, ale co wspólnego ma akt własności mieszkania, to tego, że np. nawet mój kolega zamieszka u mnie, dostanie swój pokój i bedzie sobie w nim robił to co mu się podoba ?

Jak wchodzę z kimś w związek, to moje rzeczy naturalnym jest, ze są w większości do wspólnego używania z zachowaniem poszanowania i jakiejś jednak logiki. Nie powiem jej, że to mój dom i ona nie może tego, czy tamtego. Może robić wszystko co nie wykracza poza normę i zdrowy rozsądek oraz nasze wspólne ustalenia. Tylko nie daje to jej prawa do własnosci tego domu. Z jakiej by niby było to paczki ? Przeciez bedzie miała swoją lodówkę, wiec po co jej moja ? A samochód ? Mi jest potrzebny mój, a do jej mi nic do tego. Nie oczekuję, że ona bedzie naprawiała mój, ale niech ona nie oczekuje, że ja ot tak, będę naprawiał jej. Za to może liczyć na to, że we wszystkim moge jej pomóc i zrobimy to wspólnie, ale tego samego oczekuję od niej.

Ty pewnie uważasz, że albo wszystko, albo nic. Że jak, mój dom, to ja zrobię co chcę i rozkaże tobie, co możesz, czego nie możesz. To jest dziwne i śmieszne. Partner, czy nawet kolega, to nie lokator. Oczywiście możemy komuś pokazać drzwi, bo przecież nie sądzisz, że jak ktoś zacznie pokazywać mi brak, szacunku, agresję, czy otwarcie mnie zdradzi, to ja będe go dalej w nim chciał go mieć ?

Wyobraż sobie, że przez 15 lat życia z zoną nigdy się nie pokłócilismy, nigdy nie podniosłem na nią głosu, ani ona na mnie i wszystko konsultowalismy razem. Czemu miałbym byc niedobry dla kogoś kogo kocham ? Ale to nie znaczy, że mam przekazywac mu cały swój majątek, ani ona - mi.

big_smile no dobra rozumiem juz. Dom wspolny, lodowka i inne rzeczy  osobno i obowiazki domowe tez osobno kazdy dla siebie robi, oprocz gotowania razem obiadu ,plus intercyza, a kazdy za wakacje placi za siebie osobno

117 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 22:11:58)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
New Me napisał/a:

(...)plus intercyza(..)

Intercyzy brak, bo o żadnym ślubie mowy być nie może. Szkoda czasu na takie nic nie znaczące świstki papieru, które prawnie i realnie nie mają żadnego znaczenia. Praktycznie taką samą ochronę prawną można mieć jego nie mając, bo i podział nakładów, czy sprawy dotyczące dzieci są regulowane w prawie cywilnym. Wystarczy mi jeden rozwód i nerwy, które na niego straciłem.

Nie wiem tylko co jest śmiesznego w moim zdroworozsądkowym podejściu do związku. Chyba tylko tyle, ze druga osoba od razu bedzie od razu wiedziała, że na mnie to ona nic nie zyska. Nie potrzebuję takiej potencjalnie fałszywej partnerki.

Zauważ, że w takim związku nikt nie powie, że ktoś go wykorzystuje, że usługuje, że nie spełnia oczekiwań itd. Jak ktoś chce sobie coś spełnić, to niech spełnia to sobie sam, na swój własny koszt i wysiłek. Wspólny to opieka nad domem i zajmowanie się samymi sobą. Dla prowadzenia biznesów, są wspólnicy, a nie żony, czy mężowie.

118

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:

Logicznym jest, że jak ktoś chce odejść, to i tak go na siłę nie zatrzymasz. Powstaje tylko pytanie o osobę, która chce odejść. O jej "kochanie". Ty patrzysz na to pragmatycznie, co rozumiem, ale co to ma wspólnego z miłością ? Jeśli np. pokocham kobietę, która w trakcie związku się okaże, że nie może mieć dzieci, a ja je bardzo chcę mieć, to jeśli będę chciał od niej odejść, to wg. Twego podejscia, jest to zrozumiałe. Mogę wtedy stwierdzić, że gdybym tak zrobił to na pewno bym jej nie kochał, albo kochałbym ją nie wystarczająco, że byłbym w stanie tak postąpić.

Nie móc mieć dzieci, a nie chcieć mieć dzieci to dwie różne sprawy. Jest mnóstwo sposobów, żeby osoba, która nie może mieć biologicznie swoich dzieci miała jakieś dzieci, jest adopcja, surogacja, etc.
Tutaj lepszy przykład by był inny, Twoja żona nagle zmieniła zdanie i nie chce mieć dzieci, a Ty z nią oczywiście zostajesz i godzisz się na to, że nigdy dzieci mieć nie będziecie?

gtx102 napisał/a:

A wiesz czemu ? Bo w prawdziwej miłości nie ma logiki. Bo jeżeli nawet moja zdradzajaca mnie żona, wtedy, gdy jeszcze ze mną była, zaczęła się topić, to ja i tak z narażeniem życia ruszyłbym jej na pomoc i to wiedząc, że miedzy nami jest koniec. Czy było by to logiczne ? Na pewno nie i to wiedząc, że jest się w efekcie idiotą.

Nie widzę w tym nic dziwnego. Ludzie potrafią z narażeniem swojego życia ratować życie obcych, to oczywiste, że ruszyłbyś na ratunek komuś kogo znasz i z kim masz jakąś przeszłość.
Zastanawiam się jak definiujesz "prawdziwą miłość"?

Mam wrażenie, że wychodzisz z założenia, że miłość romantyczna/partnerska jest bezwarunkowa. Że kocha się tak po prostu. Nie do końca tak jest. Jedyny rodzaj miłości bezwarunkowej jaki istnieje to ten między rodzicem, a dzieckiem. Taka miłość trwa, nawet jak dziecko odwala straszny szajs na prawo i lewo.
Między partnerami/mężem i żoną już samo wejście w związek jest warunkowe - szukasz konkretnej osoby, o konkretnych wartościach, z konkretnymi potrzebami i cechami.
Sam napisałeś w wątku obok, że nie brałbyś na poważnie kobiety z dużym "przebiegiem" związkowym, to już jest warunek. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ile takich warunków postawiłeś swojej żonie i ona Tobie jak wchodziliście w związek. To się dzieje w większości na poziomie nieświadomym, dlatego ludziom się czasem wydaje, że "zakochanie się" i "miłość" to jakiś kosmiczny zbieg wypadków, a to czysta psychologia i chemia smile
I żeby nie było, nie uważam, że taka miłość nie jest prawdziwa, zwłaszcza jeśli jest podparta świadomym dążeniem do dobra utworzonej wspólnoty i wysiłkiem, który kontynuowany jest przez lata.

gtx102 napisał/a:

Jak spotykam kogoś i ten ktoś mówi, ze chce mieć rodzinę i dzieci, to zadaję sobie wtedy pytanie. Czy ta osoba chce kochać mnie, czy dla niej najważniejszy jest jej cel. Osobiście uznaję, że jej cel i nie interesuje mnie taka znajomość. Niech szuka osoby z podobnym celem, bo ja szukam w związku przede wszystkim - miłości. Bez niej nie potrzebna mi ani rodzina, ani dzieci. A gdy jeszcze stwierdza, że dla niej ważny jest dla tego celu np. ślub kościelny, czy jakiolwiek inny, to jestem na 100% już przekonany, że nie o żadną miłość tutaj chodzi. Tak ja to widzę.

I popełniasz błąd. Można w życiu kochać wielu ludzi, warto jednak budować swoje życie z tymi, którzy mają zbieżne potrzeby i cele. Jeśli tak będziesz podchodził do relacji damsko-męskich to będziesz skazany na porażkę.
Ja np. w swoim obecnym związku powiedziałam na samym początku, że nie chcę ślubu, mój partner tak samo nie potrzebuje małżeństwa. Teraz wyobraźmy sobie, że wchodzę z kimś w związek, budujemy miłość i więź, on chce ślubu, zawsze marzył o ołtarzu, przysiędze i złotych obrączkach, a ja mu mówię "No nie, to nie dla mnie, ale przecież mnie nie zostawisz, bo jest miłość, co nie?".
W takich sytuacjach zmuszasz osobę, którą kochasz, żeby zrezygnowała z czegoś co jest dla niej ważne, bo ktoś do kogoś musi się ugiąć. Nie da się mieć pół dziecka albo pół ślubu. Czy to jest miłość? Skazać swojego partnera na pożegnanie swoich potrzeb, bo miłość? Albo zmusić siebie do robienia czegoś bo miłość?
Dlaczego masz kochać kogoś innego bardziej niż siebie?
Dlatego ludzie po zakończonych związkach są tacy zgorzkniali. Nie dość, że rzadko związki się kończą uczciwie jak ustaje uczucie u obu stron, więc ktoś zawsze jest poszkodowany. To najczęściej ktoś wychodzi z poczuciem, że "poświęcił" dla kogoś swoje najlepsze lata, swoje marzenia, swoje cele i na koniec został z niczym. Naprawdę warto to sobie robić? W imię wymysłu z romantycznych książek i filmów?

gtx102 napisał/a:

Oczywiscie wiem, że miłość, miłością, a zycie, życiem jak to mówią i dlatego nie zamierzam nikomu mówić, ze go kocham, ani nie przyjmę już nigdy takich zapewnień od drugiej osoby. Czemu ? Bo zazwyczaj jest to kłamstwo polegające na tym, że "miłość" może trwać, dopóki jesteśmy dla siebie przydatni. Uczciwiej jest powiedzieć sobie, ze wspólnie chcemy zrealizować jakiś cel i od jego realizacji lub nie, warunkujemy wzajemne swoje powiedzmy, że "uczucia". Spisać miedzy soba kontrakt, że jeśli cele naszego związku w takim i takim to okresie nie zostaną spełnione, to zostaje on automatycznie rozwiązany, chyba, że obydwoje uznamy inaczej. Nie dziwię się wtedy mojej ex., że jak uznała że jej zdrowy pies przeszkadza jej w życiu, to chciała pragmatycznie go uśpić. Tylko jak już bedziemy tacy pragmatyczni, to w sytuacji, gdyby ona się np. topiła, to ja do wody ją ratować i narażać swoje zycie, na pewno bym nie wskoczył ...

Miłość trwa dopóki trwa. Ludzie żyją po kilkadziesiąt lat. Są przypadki, kiedy dwie osoby spotkają się na początku życia i są ze sobą do śmierci, ale one są bardzo rzadkie i trudne. Bo przez kilkadziesiąt lat każdy człowiek zmieni się kilka razy. Każdy etap życia jest inny i na każdym z nich może się okazać, że Twoje i Twojej ukochanej osoby cele i potrzeby kompletnie się rozjeżdżają. I to jest normalne. Bardzo smutne i przykre, ale normalne.
Tu nie chodzi o pragmatyzm, a o zdrowy rozsądek. To chyba normalne, że człowiek chce budować więź i przyszłość z kimś, kto ma mniej więcej zbieżny pomysł na życie.
Te czasy są trudne właśnie dlatego, że społecznie dopuszcza się nieskończoną ilość pomysłów na życie i ludziom jest trudno sie określić.
Kiedyś był ślub do grobowej deski i nawet jak mąż pił i bił, a żona puszczała się z sąsiadem trzeba było ze sobą siedzieć do "usranej" śmierci, więc ludzie opowiadali sobie bajki o prawdziwej miłości, która pokona wszystko i o tym jak cierpienie uszlachetnia i okraszali to chrześcijańską moralnością.
Ja absolutnie nie kpię, bo każdy ma prawo wyznawać swoje wartości, tylko jak ktoś idzie w świat z przekonaniem, że miłość to jest sama w sobie i wszystko przetrzyma i wszystko wybaczy, to szykuje się na bardzo dużą ilość cierpienia w życiu, bo dziś każdy może wybrać swoją ścieżkę i jak idziesz z dziewczyną na randkę, to nie przekonać się, czy to ta "jedyna", tylko czy warto iść na drugą randkę i angażować swoje emocje i budować więź, jeśli chcecie różnych rzeczy.
Porównanie tego do usypiania psa jak przeszkadza w życiu jest mocno nie trafione. Tu nie chodzi o perwersyjne okrucieństwo i hedonizm i chodzenie do celu po trupach, ale odpowiedzialne i mądre podejście do życia.

Powtórzę - nieodpowiedzialne, niedojrzałe i niemądre jest wiązanie się z kimś, z kim nie znajdziesz przyszłości jakiej szukasz.

Poza tym, małżeństwo historycznie i współcześnie było i jest umową o określonych warunkach, ustanawiającą wspólnotę z określonym celem! I to umowa wiążąca prawnie smile
A taką umowę zawarłeś i rozwiązałeś, mimo miłości do swojej żony.
Życie.
Nie szukaj ideału tam gdzie go nie znajdziesz. Ludzie są niedoskonali i wadliwi. Ale to, że są niedoskonali, nie znaczy, że nie potrafią kochać.

119

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:
New Me napisał/a:

[Ja nie pisze o wspolnych pieniadzach tylko o tym,ze mozna wspolne rzeczy miec kupione po polowie ceny kazdy za swoje pieniadze.

A po co mieć wspólne rzeczy ? Jak mam wszystko w moim domu, to co mam żądać połowę ich wartości, żeby ktoś mógł je używać ? Myślisz jakimiś starymi kategoriami, albo ludzi, którzy mają po 20 lat i tylko co wchodza naiwnie w życie.

New Me napisał/a:

  Ja w zyciu bym nie chciala isc pod dach faceta. Pozniej by bylo koniec zwiazku i co? Ulica.

Nikt ci nie każe. Szukaj w takim razie takiego co sprowadzi się do ciebie. A gdybys jednak wprowadziła sie do kogoś, to przecież nie musisz sprzedawać własnego mieszkania. A moze chcesz w razie czego mieć połowę czyjegoś mieszkania ? Nie dostaniesz nigdy, jak to jest jego własność przedmałżeńska, a ludzie którzy maja choć trochę oleju w głowie w dzisiejszych czasach i tak biorą intercyzę. Ci bardziej kumaci, w ogóle nie biorą ślubu, bo związek to nie jest polisa na starość, a każdy pracuje na swoją przyszłość, gdyby cos poszło nie tak. Związki na całe zycie, to już przeszłość.

New Me napisał/a:

A tak dobrze ,ze mam mieszkanie z urzedu to mnie sie zaden facet nie bedzie rzadzil pod moim dachem

Masz skrzywione widzenie związku, bo normalni ludzie niczym się nie "rządzą", a tylko ci, którzy są emocjonalnie zaburzeni, albo jacyś prostacy. Jak trafiałaś na takich ludzi, to wiedz, że sama ich wybierałaś. Myślisz, że jak moja żona mieszkała u mnie przez kilkanaście lat, to ja powiedziałem dla niej kiedykolwiek, że to nie jest jej mieszkanie, albo nie brałem pod uwagę, jak ona widzi jego zagospodarowanie ? Jeżeli nasz przyszły partner np. jak go poznamy rzuca kurwami na lewo i prawo, to nie możemy od niego mieć pretensji, że później tak samo robi w związku (to jest przenośnia). To od ciebie zależy, czy wybierasz kogoś na odpowiednim poziomie, ma dobre cechy i ma zgodny charakter, lub nie. Zreszta zdecydowałaś, że już zawsze bedziesz sama, więc nie ma sensu się nad tym rozwodzić. Z takim anty podejściem jaki masz i tak żaden facet raczej by z toba nie wytrzymał i to nawet gdyby był aniołem.

Oj stary.  Ty naprawdę ostro dostałeś po dupie. Strasznie musiało boleć. Ciężko Ci będzie znalezc kogoś do zwiazku stałego- wiesz osobne lodówki, nie napompuje ci koła, pomalować chatę może kazda płeć. Za to sam sobie wypiorę, ugotuje. Zimno strasznie.....Choć wiem ze do każdego zdania masz uzasadnienie i taki po prostu masz teraz punkt widzenia

120

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Shoggies napisał/a:

Tutaj lepszy przykład by był inny, Twoja żona nagle zmieniła zdanie i nie chce mieć dzieci, a Ty z nią oczywiście zostajesz i godzisz się na to, że nigdy dzieci mieć nie będziecie?

Jeżeli bym ją kochał, to bym z nią został i to pomimo, że on by oświadczyła, że jednak nie chce dzieci. Tak samo, jakby się okazało, że np. zachorowała i do końca życia będę musiał się nia zajmować. Wiem jednak, że to jest meskie podejście, bo na kobiety w tym temacie liczyć nie można. Zdaję sobie z tego sprawę.

Shoggies napisał/a:

Nie widzę w tym nic dziwnego. Ludzie potrafią z narażeniem swojego życia ratować życie obcych, to oczywiste, że ruszyłbyś na ratunek komuś kogo znasz i z kim masz jakąś przeszłość.

A to jest ich wolna wola i nawet ratownicy wodni moga nie wskoczyć za tobą do wody jak nie mają odpowiedniego sprzętu, bo zdają sobie sprawę, że to jest zawsze ryzyko. Nikt tez od nich w takim wypadku od nich nie wymaga. I nie - dzisiaj za byłą żoną do wody bym nie wskoczył, bo to jest obca już dla mnie osoba, na jej własne życzenie. Zastosowałbym taki sam pragmatyzm, jaki ona zastosowała wobec mnie. Za to wskoczyłbym bez wachania za swoim np. psem, bo dla mnie obecnie on jest ważniejszy.

Shoggies napisał/a:

Mam wrażenie, że wychodzisz z założenia, że miłość romantyczna/partnerska jest bezwarunkowa. Że kocha się tak po prostu. Nie do końca tak jest. Jedyny rodzaj miłości bezwarunkowej jaki istnieje to ten między rodzicem, a dzieckiem. Taka miłość trwa, nawet jak dziecko odwala straszny szajs na prawo i lewo.

Nie bierzesz pod uwagi czegoś takiego jak poczucie obowiązku i honor. Jak cos ci obiecałem, to będe się starał tego słowa jednak dotrzymać. Tak jak napisałem, gdybyś podczasz związku doznała wypadku, to opiekowałbym się tobą do samego końca. Uznaję to za swój psi obowiązek. Jestem z niego zwolniony, w zasadzie ze wszystkiego, gdy widzę, że druga osoba nie zamierza dotrzymać tego wobec mnie.

Shoggies napisał/a:

Między partnerami/mężem i żoną już samo wejście w związek jest warunkowe - szukasz konkretnej osoby, o konkretnych wartościach, z konkretnymi potrzebami i cechami.Sam napisałeś w wątku obok, że nie brałbyś na poważnie kobiety z dużym "przebiegiem" związkowym, to już jest warunek. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ile takich warunków postawiłeś swojej żonie i ona Tobie jak wchodziliście w związek. To się dzieje w większości na poziomie nieświadomym, dlatego ludziom się czasem wydaje, że "zakochanie się" i "miłość" to jakiś kosmiczny zbieg wypadków, a to czysta psychologia i chemia smile

Dokładnie zdaję sobie z tego sprawę, że tak jest, ale nie zmiania to faktu, że jak ją wybrałem, to jestem za tą drugą osobę już odpowiedzialny. I to szczególnie, gdy składałem jej przysięgę, a ona jest wobec mnie całkowicie w porządku. Cóż, żadnej ze swoich 2 partnerek nie zdradziłem przez 25 lat. Mogłem, ale dla mnie nie mieści sie to w mojej moralności.

Shoggies napisał/a:

(...)Teraz wyobraźmy sobie, że wchodzę z kimś w związek, budujemy miłość i więź, on chce ślubu, zawsze marzył o ołtarzu, przysiędze i złotych obrączkach, a ja mu mówię "No nie, to nie dla mnie, ale przecież mnie nie zostawisz, bo jest miłość, co nie?".

Nikt nie ma prawa stawiać takich warunków, bo to jest zaprzeczenie miłości. Dla mnie jednak cała ta otoczka nie ma nic wspólnego z nimi. Załóżmy, że jednak ma, to widząc, że ciebie kocham i tak bym się na to zgodził. A czemu ? Bo dla mnie miłość jest ważniejsza niż to. A tak - kochałem już kilka osób. Wolę nie zrealizować swoich celów, ale być w związku gdzie jest miłośc. Nie wyobrażam sobie jej zostawiać, bo "moje cele". Wiesz - byłbym oszustem sam przed sobą.

Shoggies napisał/a:

Dlatego ludzie po zakończonych związkach są tacy zgorzkniali. Nie dość, że rzadko związki się kończą uczciwie jak ustaje uczucie u obu stron, więc ktoś zawsze jest poszkodowany. To najczęściej ktoś wychodzi z poczuciem, że "poświęcił" dla kogoś swoje najlepsze lata, swoje marzenia, swoje cele i na koniec został z niczym. Naprawdę warto to sobie robić? W imię wymysłu z romantycznych książek i filmów?

Zgorzkniali sa ci, co nie umieją kochać, albo zostali zdradzeni. Tak ja to widzę. Dla ciebie romantyzm, to wymysł, a ja wiem, że bez tego, to ja nie chciałbym z nikim być.

Shoggies napisał/a:

Miłość trwa dopóki trwa. (...)Kiedyś był ślub do grobowej deski i nawet jak mąż pił i bił, a żona puszczała się z sąsiadem trzeba było ze sobą siedzieć do "usranej" śmierci, więc ludzie opowiadali sobie bajki o prawdziwej miłości, która pokona wszystko i o tym jak cierpienie uszlachetnia i okraszali to chrześcijańską moralnością.

Oczywiscie, że wszystko moze się  skończyć. Jak ktoś kogoś rani, to nie jest to miłość i nic tutaj nie musi trwać. Związek bez miłości, to tylko układ.

Shoggies napisał/a:

Powtórzę - nieodpowiedzialne, niedojrzałe i niemądre jest wiązanie się z kimś, z kim nie znajdziesz przyszłości jakiej szukasz.

Wiesz, zalezy kto co szuka. Dla mnie miłość i związek to nie biznes, że musze w nim coś osiągnąć. Przez miłość nie zamierzam tez realizowac swoich celów. Wiem, że kobiety widzą to inaczej, bo taka jest ich natura.

Shoggies napisał/a:

Poza tym, małżeństwo historycznie i współcześnie było i jest umową o określonych warunkach, ustanawiającą wspólnotę z określonym celem! I to umowa wiążąca prawnie :)A taką umowę zawarłeś i rozwiązałeś, mimo miłości do swojej żony.

To ona ją rozwiązała, a nie ja. Ja sprzeciwiłem sie rozwodowi i to pomimo, ze mnie wielokrotnie zdradziła, oszukiwała finansowo i nie chciała ze mną być. Miała do tego pełne prawo (do odejścia, al;e nie do oszustw), ale ja miałem prawo nie wyrażać zgody, szczególnie, ze wiedziałem już, że w momencie, kiedy namawiała mnie na ślub, to już mnie oszukiwała. Dla mnie na zawsze już mogła być moją żoną, co nie znaczy, ze chciałbym z kimś takim być. Pewnie jeszcze bym jej wybaczył, ale ona tego nie chciała. Dla ciebie wszystko musi być logiczne, dla mnie - nie. Jeżeli uznaję, że ktoś narusza mocno mój honor, czy złamał z perfidią zasady, które mi obiecał, to wtedy cena jaką moge zapłacić, żeby mu się sprzeciwić, moze nie grać roli. A skoro jej nie przeszkadzało będąc mężatką zdradzać, z żonatymi facetami, to mi by to nie przeszkodziło i tak znależć partnerki.

Shoggies napisał/a:

Nie szukaj ideału tam gdzie go nie znajdziesz. Ludzie są niedoskonali i wadliwi. Ale to, że są niedoskonali, nie znaczy, że nie potrafią kochać.

Dla mnie taka miłość, to jest pseudo miłość. Wiem jak jest, i w nowym związku nie powtórzę błędów ze starego. Od nikogo nie przyjmę obietnicy czegoś, czego on wcale nie wie, czy może dotrzymać. Bo jak się mówi ? Kocham ciebie i zawsze z tobą będę. Nie lubię już słuchać bzdur.

121 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-05 23:18:12)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Bert44 napisał/a:

(...)wiesz osobne lodówki, nie napompuje ci koła, pomalować chatę może kazda płeć. Za to sam sobie wypiorę, ugotuje. Zimno strasznie.....Choć wiem ze do każdego zdania masz uzasadnienie i taki po prostu masz teraz punkt widzenia

Osobne lodówki to jest pragmatyzm, a nie dlatego, że coś. Mieszkam obecnie sam i stwierdzam, że potrzebuję sam dla siebie oddzielnej lodówki. Lubię jak to co jem nie jest powpychane jakkolwiek, a ładnie wyłozone na półmiskach. Nie lubię tez jak coś się taam gdzieś komuś psuje, bo sam zwracam na to uwagę. Oddzielne lodówki to wygoda, z której nie zamierzam rezygnować. A co druga osoba zrobi w środku swojej, to nie moja sprawa. Nawet jak coś się jej zepsuje, to sama bedzie to sobie usuwała, a mi nic do tego. Co nie znaczy, ze nie możemy wymieniac się jedzeniem, czy każdy ma kupować sobie wszystko oddzielnie.

Nigdzie nie napisałem, że nie moge napomowac koła. Bez przesady. Ale jeżeli usłyszę, że druga osoba nie chce się tego nauczyć i teog robić, bo np. połamie sobie paznokcie, to ja kogoś takiego wyręczać nie zamierzam. A czemu to ktoś ma prać moje rzeczy i jeszcze je wieszać ? Zawsze robiłem to sam za siebie. Raz, czy dwa można zrobic to za kogoś, i oczekiwać tego samego w zamian, ale przeciez nie jesteśmy od tego, żeby być swoimi służącymi ? Taki naturalny podział, powoduje to, ze nikt do nikogo nie moze miec pretensji. A gotowanie ? To się robi wspólnie. Nie wyobrażam sobie, zeby ktoś chciał jeść i nie chciał przy tym pomagac. Wyjatki moga być, ale to wyjątki, a nie reguła.

Moi rodzice robili wszystko wspólnie i tez każdy z osobna. Od A do Z. Nie było żadnego podziału pracy na męskie i damskie. Dlatego umiem nawet sam szyć. Wiesz czemu dla mnie jest to takie ważne ? Bo po tym, czy ktoś chce wykonywac każdą pracę, czy nie, od razu widać jakim jest człowiekiem. Czy angazuje się w związek, czy nie. Czy się nie wynosi nad drugim i go nie wykorzystuje. Czy nie ma czego takiego, ze jeden jest od brudnej roboty, a drugi tylko od czystej itd. Nie chce mi się tez zastanawiać kto ile pracy wykonał, bo w związkach często wychodzi tak, że jak jeden z czegos sie nie wywiązuje, a ten drugi nawet nie zauważa, że zaiwania za tą druga osobe, a nikt nie powinien być w zwiazku sprzataczką, czy kuchtą.

122

Odp: Partner boi się mieć dziecko
gtx102 napisał/a:

Jeżeli bym ją kochał, to bym z nią został i to pomimo, że on by oświadczyła, że jednak nie chce dzieci. Tak samo, jakby się okazało, że np. zachorowała i do końca życia będę musiał się nia zajmować. Wiem jednak, że to jest meskie podejście, bo na kobiety w tym temacie liczyć nie można. Zdaję sobie z tego sprawę.

Wiesz, że statystycznie to mężczyźni częściej porzucają partnerki chore/z chorymi dziećmi, niż kobiety partnerów?
To jest kompletnie inna sytuacja, kiedy ktoś czegoś nie chce, a nie może, ale o tym już pisałam.


gtx102 napisał/a:

Nie bierzesz pod uwagi czegoś takiego jak poczucie obowiązku i honor. Jak cos ci obiecałem, to będe się starał tego słowa jednak dotrzymać. Tak jak napisałem, gdybyś podczasz związku doznała wypadku, to opiekowałbym się tobą do samego końca. Uznaję to za swój psi obowiązek. Jestem z niego zwolniony, w zasadzie ze wszystkiego, gdy widzę, że druga osoba nie zamierza dotrzymać tego wobec mnie.

Trochę to przewrotne, nie uważasz? W przysiędze małżeńskiej nie ma ustępu, w którym jesteś zwalniany ze swoich obietnic, jeśli małżonek nie dotrzyma swoich. Chyba, że tak się z żoną umówiliście, będę Ci wierny, dopóki mnie nie zdradzisz, to ok. Ale tu dochodzimy do punktu, w którym twierdziłeś, że układ zawarty na takich zasadach to nie miłość, tylko układ.

gtx102 napisał/a:

Dokładnie zdaję sobie z tego sprawę, że tak jest, ale nie zmiania to faktu, że jak ją wybrałem, to jestem za tą drugą osobę już odpowiedzialny. I to szczególnie, gdy składałem jej przysięgę, a ona jest wobec mnie całkowicie w porządku. Cóż, żadnej ze swoich 2 partnerek nie zdradziłem przez 25 lat. Mogłem, ale dla mnie nie mieści sie to w mojej moralności.

No to tu się zgadzamy. Ja nie neguję elementów obowiązku, odpowiedzialności, czy moralnej postawy wobec partnera, którego się samemu wybrało. To, że nie wierzę w ślepą romantyczną miłość, nie zmienia dla mnie faktu, że należy być w porządku wobec swojego partnera/partnerki. Zresztą, mam wrażenie, że im mniej ślepa i bardziej świadoma ta miłość, tym łatwiej być w porządku.

gtx102 napisał/a:

Nikt nie ma prawa stawiać takich warunków, bo to jest zaprzeczenie miłości. Dla mnie jednak cała ta otoczka nie ma nic wspólnego z nimi. Załóżmy, że jednak ma, to widząc, że ciebie kocham i tak bym się na to zgodził. A czemu ? Bo dla mnie miłość jest ważniejsza niż to. A tak - kochałem już kilka osób. Wolę nie zrealizować swoich celów, ale być w związku gdzie jest miłośc. Nie wyobrażam sobie jej zostawiać, bo "moje cele". Wiesz - byłbym oszustem sam przed sobą.

Widzisz, dla Ciebie priorytetem najwyraźniej jest miłość. Dla kogoś jedną z największych wartości w życiu może być założenie rodziny albo wzięcie ślubu. Dla Ciebie to są "cele", brzmi to trochę jakby ktoś miał zostawić partnera, bo nie uda mu się uzbierać 100k do 30tki. A to co dla Ciebie może się wydawać trywialne i otoczką, dla kogoś może być całym światem. Mam wśród znajomych ludzi głęboko wierzących, dla których nie ma mowy o żadnej miłości i wspólnym życiu bez ślubu kościelnego. Czy to znaczy, że nie kochają prawdziwie, bo nie są gotowi poświęcić swoich wartości w imię miłości? Nie, to znaczy, że ich wartości są dla nich priorytetem. Nie ujmuje to prawdziwości ich uczuć i więzi z obiektem miłości.

gtx102 napisał/a:

Oczywiscie, że wszystko moze się  skończyć. Jak ktoś kogoś rani, to nie jest to miłość i nic tutaj nie musi trwać. Związek bez miłości, to tylko układ.

Wiesz, że związki aranżowane, np. w Indiach (domyślam się, że dotyczy to głównie klasy średniej i wyższej) deklarują większy poziom trwałości i szczęścia, niż nasze związki z miłości? Jak myślisz dlaczego tak jest? Jeśli taki układ daje poczucie szczęścia i obie strony trzymają się zasad tego układu, a nawet jest między nimi jakaś więź (niemożliwe, żeby na przestrzeni lat i wspólnego życia nawet ziarno sentymentu się nie urodziło), czym jest on gorszy od związku z romantycznej miłości?

gtx102 napisał/a:

Wiesz, zalezy kto co szuka. Dla mnie miłość i związek to nie biznes, że musze w nim coś osiągnąć. Przez miłość nie zamierzam tez realizowac swoich celów. Wiem, że kobiety widzą to inaczej, bo taka jest ich natura.

Widzę, że poziom żalu do kobiet po tym co Twoja żona odwaliła jeszcze się nie obniżył. Każdy związek z innym człowiekiem, czy jest przyjaźnią, znajomością, czy relacją romantyczną służy do realizacji jakiegoś celu. Dla Ciebie tym celem jest np. kochać i być kochanym, w miarę możliwości idealnie i bezwarunkowo, dopóki druga strona nie nawali. Więc tak, zdecydowanie nawet związek romantyczny służy wymianie czegoś na coś. Nawet jeśli to wymiana miłość za miłość smile

gtx102 napisał/a:

To ona ją rozwiązała, a nie ja. Ja sprzeciwiłem sie rozwodowi i to pomimo, ze mnie wielokrotnie zdradziła, oszukiwała finansowo i nie chciała ze mną być. Miała do tego pełne prawo (do odejścia, al;e nie do oszustw), ale ja miałem prawo nie wyrażać zgody, szczególnie, ze wiedziałem już, że w momencie, kiedy namawiała mnie na ślub, to już mnie oszukiwała. Dla mnie na zawsze już mogła być moją żoną, co nie znaczy, ze chciałbym z kimś takim być. Pewnie jeszcze bym jej wybaczył, ale ona tego nie chciała. Dla ciebie wszystko musi być logiczne, dla mnie - nie. Jeżeli uznaję, że ktoś narusza mocno mój honor, czy złamał z perfidią zasady, które mi obiecał, to wtedy cena jaką moge zapłacić, żeby mu się sprzeciwić, moze nie grać roli. A skoro jej nie przeszkadzało będąc mężatką zdradzać, z żonatymi facetami, to mi by to nie przeszkodziło i tak znależć partnerki.

Dla mnie taka miłość, to jest pseudo miłość. Wiem jak jest, i w nowym związku nie powtórzę błędów ze starego. Od nikogo nie przyjmę obietnicy czegoś, czego on wcale nie wie, czy może dotrzymać. Bo jak się mówi ? Kocham ciebie i zawsze z tobą będę. Nie lubię już słuchać bzdur.

To co piszesz jest bardzo logiczne - żona nie dowozi swojej części umowy, Ty jesteś zwolniony z dowożenia swojej.

Wiesz, kiedy ludzie to obiecują (że zawsze z tobą będę, że kocham) najczęściej naprawdę chcą dotrzymać tej obietnicy. Nie jest powiedziane, że Tobie by się nigdy w tym zakresie noga nie powinęła, bo znamy się na tyle ile nas sprawdzono. Nie jeden co mu się wydawało, że byłby bohaterem wojennym kończył jako nie-bohater.
Teraz jeszcze Twoje cierpienie i żal są świeże. Czemu się absolutnie nie dziwię, sama byłam zdradzana, w związku dużo krótszym i dużo mniej poważnym niż Twój i wiem ile mnie kosztowało, żeby to sobie poukładać. Tylko, że jesteś na etapie żalu do świata i kobiet i okopywania się w swojej skorupie "wszystko albo nic, a ponieważ ludzie nie są zdolni do prawdziwej miłości, to nic".
To recepta na bardzo samotne życie. To co się w życiu liczy to czyny, a nie słowa. Po co sobie obiecywać coś, czego można z dużym prawdopodobieństwem nie móc dotrzymać?

123 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-06 00:58:19)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
Shoggies napisał/a:

Wiesz, że statystycznie to mężczyźni częściej porzucają partnerki chore/z chorymi dziećmi, niż kobiety partnerów?To jest kompletnie inna sytuacja, kiedy ktoś czegoś nie chce, a nie może, ale o tym już pisałam.

Pewnie masz rację, ale ja spotkałem się z sytuacją, że mi żona kubka wody nie chciała podać jak bylem chory, a zaczeła mnie wyśmiewać. W efekcie musiałem ją o to prosić. Tez słusznie, czy nie, to kobiety w większości podają o rozwód. Coś w 70%. Dla mnie nie ma to znaczenia, czy nie chce, czy nie może np. mieć dzieci. Dla mnie osoba, którą pokochałem i tak jest wazniejsza niż to co ja zaplanowałem. Co prawda jeżeli oświadczy, że chce wyjechać gdzieś na drugi koniec świata i w zasadzie postawi warunek, że albo, albo, to ja z taką osobą nie pojadę.

Shoggies napisał/a:

Trochę to przewrotne, nie uważasz? W przysiędze małżeńskiej nie ma ustępu, w którym jesteś zwalniany ze swoich obietnic, jeśli małżonek nie dotrzyma swoich. Chyba, że tak się z żoną umówiliście, będę Ci wierny, dopóki mnie nie zdradzisz, to ok. Ale tu dochodzimy do punktu, w którym twierdziłeś, że układ zawarty na takich zasadach to nie miłość, tylko układ.

Nie ma nic w tym z przewrotności, bo zawieraliśmy tylko ślub cywilny. Dla mnie jednak najwazniejsze były prywatne przysięgi jakie sobie złożyliśmy. Ja przypuszczając (okazało się, że słusznie), że zona ich nie dotrzyma (o ironio składajac je, już je łamała) powiedzialem jej, że będe ją kochał, dopóki ona będzie mnie kochała. Okazało się, że nie moge jej spełnić, bo kochałem ją dalej. Z tym układem, to stwierdziłem, że jeżeli ktoś zakłada, że zwiazek będzie trwał dopóki realizuje on jego cele, to dla mnie jest to układ i nie może on mi mówić, że mnie "naprawdę kocha".

Shoggies napisał/a:

Widzisz, dla Ciebie priorytetem najwyraźniej jest miłość. Dla kogoś jedną z największych wartości w życiu może być założenie rodziny albo wzięcie ślubu. Dla Ciebie to są "cele", brzmi to trochę jakby ktoś miał zostawić partnera, bo nie uda mu się uzbierać 100k do 30tki.

No przeciez napisałem, że czy zostaną zrealizowane te cele, czy nie, ja swojej miłości nie wycofam ? Niby jak mógłbym to zrobić ? Wchodząc w związek już jesteśmy rodziną. Bez znaczenia, czy formalny, czy nie. A ślub nic się nie ma do miłości, lub jej braku. Trochę nie rozumiem co chcesz przez to przekazać. Jestem człowiekim prostolinijnym i jeżeli kogoś kocham, to kocham. Wszystko. Jeżeli uznaję, że warunkuję swoją miłość, przez to, czy cele zostaną spełnione, czy nie, to kochac nie mogę.

Shoggies napisał/a:

A to co dla Ciebie może się wydawać trywialne i otoczką, dla kogoś może być całym światem. Mam wśród znajomych ludzi głęboko wierzących, dla których nie ma mowy o żadnej miłości i wspólnym życiu bez ślubu kościelnego. Czy to znaczy, że nie kochają prawdziwie, bo nie są gotowi poświęcić swoich wartości w imię miłości? Nie, to znaczy, że ich wartości są dla nich priorytetem. Nie ujmuje to prawdziwości ich uczuć i więzi z obiektem miłości.

To nie do końca tak jest, że jest to dla mnie tylko otoczką, bo traktowałem to poważnie. Tylko, że nie potrzebuję tego, żeby z kimś być. Też zadziwię Ciebie pewnie, ale sam jestem człowiekiem wierzącym. Moja żona chciała też ślubu koscielnego, będąc osobą nie wierzącą, a ja na to nie wyraziłem zgody. Z dwóch powodów. Zadałem jej pytanie, czemu chce brać ślub kościelny, skoro jest nie wierząca. odp: bo tak robią inni. Dla mnie to hipokryzja. I z drugiego. Musiałbym wtedy podpisac, że wychowam dzieci w danej wierze, a ja się z tym nie zgadzam, to uważam, że każdy ma prawo do wyboru w to co wierzy, a ja nie mam prawa tego mu z góry narzucać. Na to żona powiedziala, że przeciez mógłbym skłamać to podpisując, ale ja nie zamierzam kłamać i taki ślub nie mógłby się odbyć, bo bym stwierdził, że zgodnie z moim sumieniem, tego nie mogę podpisać, a kłamać w takiej sprawie, nie zamierzam, tylko dlatego, że ktoś stawia dla mnie takie warunki, z którymi w ogóle się nie zgadzam. W imie powiedzmy, że "dobra", nikt nie ma prawa jego narzucać, bo to zaprzecza wolności i miłości.

Shoggies napisał/a:

Wiesz, że związki aranżowane, np. w Indiach (domyślam się, że dotyczy to głównie klasy średniej i wyższej) deklarują większy poziom trwałości i szczęścia, niż nasze związki z miłości? Jak myślisz dlaczego tak jest? Jeśli taki układ daje poczucie szczęścia i obie strony trzymają się zasad tego układu, a nawet jest między nimi jakaś więź (niemożliwe, żeby na przestrzeni lat i wspólnego życia nawet ziarno sentymentu się nie urodziło), czym jest on gorszy od związku z romantycznej miłości?

Nawet jeśli to prawda, bo nie mówię, że nie, to związek, w który wchodzą ludzie, a sami tego wcale nie za bardzo chcą, narusza ich prawa wolności. Czy jest gorszy ? Wiesz, nie wiem jak mam z milością głaskać kogoś i patrzyć mu w oczy, gdy tak naprawdę wcale jakoś go nie pokochałem i nie zachwyciłem od razu. Nie zauwazylem u siebie, żebym z czasem do kogoś zaczął pałać miłością, skoro on mi się na początku nie podobał.


Shoggies napisał/a:

Każdy związek z innym człowiekiem, czy jest przyjaźnią, znajomością, czy relacją romantyczną służy do realizacji jakiegoś celu. Dla Ciebie tym celem jest np. kochać i być kochanym, w miarę możliwości idealnie i bezwarunkowo, dopóki druga strona nie nawali. Więc tak, zdecydowanie nawet związek romantyczny służy wymianie czegoś na coś. Nawet jeśli to wymiana miłość za miłość smile

To napewno. Ale jeżeli tym celem by byl np. "dom z basenem", to na pewno nie.

Shoggies napisał/a:

Wiesz, kiedy ludzie to obiecują (że zawsze z tobą będę, że kocham) najczęściej naprawdę chcą dotrzymać tej obietnicy. Nie jest powiedziane, że Tobie by się nigdy w tym zakresie noga nie powinęła, bo znamy się na tyle ile nas sprawdzono. Nie jeden co mu się wydawało, że byłby bohaterem wojennym kończył jako nie-bohater.

Zdaję sobie z tego sprawę, ale tez zdaję sobie sprawę z tego jaki jestem, skoro po 20 latach od odejścia pierwszej bywało, że dalej ona mi się śniła i czulem do niej miłość. Być może jestem zbyt sentymentalny. Wg, tego jak siebie znam, nie porzucilem nawet swoich zwierząt i tez nigdy mi nie przyszła myśl, żeby je komuś oddać, gdy były stare umierające. To samo dotyczyło partnerek. Nie wyobrażałem sobie od nich odejśc. Widocznie tak mam, że jestem wierny jak pies. Nic na to nie poradzę.

Shoggies napisał/a:

Teraz jeszcze Twoje cierpienie i żal są świeże. Czemu się absolutnie nie dziwię, sama byłam zdradzana, w związku dużo krótszym i dużo mniej poważnym niż Twój i wiem ile mnie kosztowało, żeby to sobie poukładać. Tylko, że jesteś na etapie żalu do świata i kobiet i okopywania się w swojej skorupie "wszystko albo nic, a ponieważ ludzie nie są zdolni do prawdziwej miłości, to nic".To recepta na bardzo samotne życie. To co się w życiu liczy to czyny, a nie słowa. Po co sobie obiecywać coś, czego można z dużym prawdopodobieństwem nie móc dotrzymać?

Dziękuję za dobre słowa.Do Świata żalu nie mam. Do kobiet miałem, ale zrozumialem, że trzeba odnosić się do innych ze wzgledu na płeć, tylko brać pod uwagę, ze ludzie są różni. Nie oszukujmy się jednak, ze z taką samą szczerą jednak naiwnością jak kiedyś wejdę potencjalnie w jakiś związek. To jest już nie możliwe. Nie widzę jednak problemu w wejście z nowym, ale wierzyć tak jak kiedyś, to nikomu nie będę i nie zamierzam, bo to jest recepta na potencjalną katastrofę.  Będę wierzył tylko w to co widzę, ale na zasadzie twardych faktów, w których nawet czyjeś ochy i achy, przytulania, czy obietnice - są potencjalnie tylko słowami. Z drugiej strony, jeżeli tego miało by nie być w ogóle, to w taki zwiazek tez nie wejdę, bo nie czułbym że to ma nawet namiastki prawdziwości.

124

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Ludzie zamiast napisać coś pokrzepiającego to mi spamujecie pod tematem.

125 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-01-06 11:34:55)

Odp: Partner boi się mieć dziecko
patata15 napisał/a:

Ludzie zamiast napisać coś pokrzepiającego to mi spamujecie pod tematem.

Tak bywa, że osoby które są skrzywdzone przez życie, mają przy każdej okazji potrzebę ekshibicjonizmu.
Sama napisz jak ty dalej widzisz wasz związek. Bo to twoje odczucia są najważniejsze. Tak jak nikt za ciebie życia nie przeżyje, tak nikt nie podejmie za ciebie decyzji.
Sama więc musisz ustalić swoje priorytety, a życie zawsze jest ryzykiem, stoisz przed trudnym wyborem ale musisz coś wybrać.
Nie jest też powiedziane, że twój związek jest na całe życie, bo pewna to jest tylko śmierć i podatki.

126

Odp: Partner boi się mieć dziecko

Dwa tygodnie temu poprosilam partnera o szczerą rozmowe- była to sobota. Tuż po nowym roku. Poprosiłam partnera wyłącznie o to, aby wyjaśnil mi powody dla ktorych nie chce miec dzieci. Wyjasnil. Ta rozmowa mnie oczyściła, coś we mnie pękło, tak że wiedzialam ze juz nic tu po mnie. Wynajęłam sobie pokój w innej dzielnicy niż mieszka partner, wyprowadziłam się i od około tygodnia mieszkam już sama. Wyniosłam się pod jego nieobecność. Było ciężko. Ale nie wycofałam się. Z partnerem nie rozmawiamy na codzień. Jednak mamy normalne stosunki w pracy. Obydwoje zaczęliśmy wszystko od nowa już na osobności.

127

Odp: Partner boi się mieć dziecko

I dobrze, że wyjaśniliście sobie wszystko do końca i nie tkwisz w niepewności.
Powodzenia smile

Posty [ 66 do 127 z 127 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Partner boi się mieć dziecko

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026