Dzieci są dzieci, swoje widzą i wiedzą, co czasem dopiero po latach wychodzi. Owszem, mogą przyjąć narracje jednego z rodziców. Ale nie muszą.
Narracja matki póki co była zapewne taka, że tatuś (nie wiem, co, na pewno nie prawda) i się wyprowadził, a mamusia by bardzo chciała, żeby tatuś wrócił do domu. Nie sądzę, żeby cokolwiek więcej zaszło, po co by miała nastawiać, skoro chciała żeby wrócił i było jak dawniej. Nie ten etap u żony, jeszcze do niej nie dotarło, że jak dawniej to nie będzie. Może i ona wredna, ale nie wydaje się być rozchwianą emocjonalnie idiotką, która sama siebie sabotuje w amoku nienawiści do męża. Wszystko wskazuje na to, że na tym etapie żona chce, by było "jak dawniej" przynajmniej z zewnątrz patrząc.
A co do dzieci...są tłumy rodziców, co to w swoim czasie olewali emocje dziecka i nie za dobrze na tym wyszli. Tu nie chodzi o robienie czegoś "pod dziecko" stricte, raczej o branie pod uwagę. Teraz olejesz, potem się zemści. Sprawdzone, niestety.
O tym, że równolegle Michał powinien myśleć o sobie to ja pisałam, nawet jakieś swoje pomysły podsunęłam, dobre czy nie ale podsunęłam możliwości, bo moim zdaniem Michał powinien myśleć o sobie, ale przecież jedno drugiego nie wyklucza.
Możliwe, że we własnej głowie to Michał już się z żoną rozstał... z tematem "prezent pod choinkę" poradził sobie perfekcyjnie, chcesz prezentu - sama sobie kup. Spokojnie, zdecydowanie, jasno i jednoznacznie.
2 861 2025-12-19 00:09:37
Podobne tematy
2 862 2025-12-19 00:11:25 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-19 00:15:45)
Muqin napisał/a:Ja bym powiedziała, że relacja z córką zaważyła mocno. Ewidentnego cierpienia dziecka psyche Michała nie udźwignęła.
Odchodzi to się przede wszystkim we własnej głowie. Wyprowadzka to czynność techniczna.Pewna jestes ze nastąpiło odejście nietechniczne? Sam nie wiem.
A bez odejścia technicznego nie bedzie mógł skończyć ani tego cyrku ani zacząć nowego zycia
Chyba ze tli sie inny plan....
Planu Michał nie ma, bo generalnie ma problem z decyzyjnością i nie odszedł mentalnie, jak mówimy w kategoriach odejść.
O czym świadczy zrobienie tajemnicy z problemu, tym samym z siebie winnego.
Na razie liczy na cud i robi krzywdę tylko sobie.
Tak nie do końca było z tym prezentem, bo to, że „sama sobie kup” nie wyszło od Michała , tylko od niej, a Michał nie oponował.
2 863 2025-12-19 00:30:29
Michał jest na jakimś etapie, jego skok na głęboką wodę zakończył się klęską. No to pozostaje małymi krokami do przodu.
Odchodzenie mentalne to proces, nie akt woli.
2 864 2025-12-19 00:52:16
A ja (sorki Michal) nie kupuje wersji "powrot dla dziecka".
To raczej oczywiste. W sytuacji gdy zależy nam na dziecku, budujemy więź z dzieckiem a nie wracamy do jego matki, która jest ostatnią osobą z którą mamy ochotę być.
W tej sytuacji chodzi o zwykły strach i poddanie się. Brak pomysłu na siebie i determinacji.
Jeszcze chwila I autor będzie znów chodził jak na smyczy.
Tak bym napisał gdybym wciąż wierzył w tę historię ![]()
2 865 2025-12-19 00:58:09
Podobnie, jak Bert44, wydaje mi się, że dziecko stanowi tutaj pretekst do tego, aby dalej przebywać w pobliżu małżonki, jako swoista metoda racjonalizacji. Proces odchodzenia od ex się może zaczął, ale trwa ponadprzeciętnie długo.
2 866 2025-12-19 01:27:50
A jaka jest przeciętna długość tego procesu, bagienni_ku miły? Jak to wyliczono? Serio jestem ciekawa, czy ktoś to wyliczył ![]()
Pomijając drobiazg, że nawet jeśli przeciętną długość procesu wyliczono, to jest ona przeciętna czyli są procesy krótsze oraz dłuższe. W najgorszym razie Michał jest w bliżej krańca skali i co z tego? Ano kompletnie nic. Byle proces trwał, byle nie utknął.
Racjonalizacja, tak przypomnę, jest normalnym i zdrowym mechanizmem obronnym ludzkiej psychiki. Problem się zaczyna, gdy ten mechanizm jest nadmiernie rozbudowany, a czy jest on taki u Michała? Czy wrócił do żony racjonalizując, że to "dla córki"? Są co najmniej dwie możliwości, przynajmniej tak dla mnie i na teraz. Czas pokaże.
No Michałowi brak pewnego typu determinacji i co, Rozrabiaka? Pstryknie palcem i mu się ta determinacja pojawi? Spróbował. Nie pojawiła się. Ma drugi raz spróbować licząc na cud ? Za mądre to to nie jest.
Nie ma pomysłu na dalsze życie? najwyraźniej nie ma i co w tym dziwnego? Pomysł na życie miał i szlag to trafił. Musi nowy wykombinować, a to potrwać musi.
A tak a propos poddawania się - roztropny człowiek wie, że są sytuacje, w których lepiej dla niego będzie, gdy zawrze sensowny rozejm zamiast zginąć.
2 867 2025-12-19 10:03:56
A jaka jest przeciętna długość tego procesu, bagienni_ku miły? Jak to wyliczono? Serio jestem ciekawa, czy ktoś to wyliczył
Pomijając drobiazg, że nawet jeśli przeciętną długość procesu wyliczono, to jest ona przeciętna czyli są procesy krótsze oraz dłuższe. W najgorszym razie Michał jest w bliżej krańca skali i co z tego? Ano kompletnie nic. Byle proces trwał, byle nie utknął.
Racjonalizacja, tak przypomnę, jest normalnym i zdrowym mechanizmem obronnym ludzkiej psychiki. Problem się zaczyna, gdy ten mechanizm jest nadmiernie rozbudowany, a czy jest on taki u Michała? Czy wrócił do żony racjonalizując, że to "dla córki"? Są co najmniej dwie możliwości, przynajmniej tak dla mnie i na teraz. Czas pokaże.
No Michałowi brak pewnego typu determinacji i co, Rozrabiaka? Pstryknie palcem i mu się ta determinacja pojawi? Spróbował. Nie pojawiła się. Ma drugi raz spróbować licząc na cud ? Za mądre to to nie jest.
Nie ma pomysłu na dalsze życie? najwyraźniej nie ma i co w tym dziwnego? Pomysł na życie miał i szlag to trafił. Musi nowy wykombinować, a to potrwać musi.
A tak a propos poddawania się - roztropny człowiek wie, że są sytuacje, w których lepiej dla niego będzie, gdy zawrze sensowny rozejm zamiast zginąć.
Tutaj mamy sytuację jak organizm który zaatakowała gangrena.
Czas nie działa na plus a działa na minus bo czym dłużej się czeka tym gangrena zaatakuje więcej ciała człowieka a na koniec doprowadzi do śmierci pacjenta.
Więc trzeba wybrać. Czy strata ręki czy nogi i dalsze życie albo czekanie i śmierć.
I tu dokładnie tak jest.
Czas działa na niekorzyść.
A rozwód nigdy nie był ideałem i dla KAŻDEGO jest trudny. Ale czasami konieczy.
A bez nogi czy ręki dalsze życie jest możliwe.
A jestem pewien ,że stres Michała zabije szybciej czy później i wtedy córka bez ojca zostanie.
Nigdy nie będzie "dobrego" czasu. Taka jest brutalna prawda ...
2 868 2025-12-19 11:39:09 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-19 11:39:45)
Kaszpir dobrze to kreślił: proces rozkładu postępuje z czasem, więc im dłużej się to ciągnie, tym gorzej potem odciąć od siebie zgniłą tkankę, aby cały organizm się zregenerował.
Nie mam pojęcia, czy istnieje przeciętny czas wychodzenia z tego typu sytuacji. Wiem natomiast, że w MOIM osobistym odczuciu jest on ponadprzeciętny, patrząc po przebiegu wydarzeń w całym wątku oraz czasie, jaki upłynął od początku. Statystyka jest po to, żeby dostrzec pewne trendy i zjawiska. Nie mam zamiaru Kolegi popędzać ani zmuszać, żeby się ogarnął i wziął za siebie. Zrobi to, wtedy i w takich okolicznościach, w jakich będzie tylko chciał. Proces być może się rozpoczął, ale wszystko wskazuje na to, że będzie trwał bardzo długo.
Racjonalizacja zaś owszem, to mechanizm obronny, jednak właśnie jego przebieg i czas trwania wskazuje, że nie jest to przypadek "typowy" a raczej jeden z tych trudniejszych. Życzę mu szczerze po prostu, aby wyszedł z tej trudnej dla siebie sytuacji. Czuję zwykle współczucie dla takich osób, które zostały skrzywdzone czy też cały czas bywają oszukiwane i manipulowane przez swoich partnerów, dlatego tak mnie to uderzyło. W stosunku do sprawców nie mam nigdy nawet odrobiny zrozumienia, jeśli dzieje się to przez tak długi czas, z pełnym wyrachowaniem czy wręcz bezczelnością, jak ma to miejsce w tym przypadku.
2 869 2025-12-19 17:43:17
Tak w ramach teoretyzowania, bagienni_k, to porównanie problemów natury psychologicznej do gangreny jest mocno kulawe. W leczeniu gangreny wprawdzie czas faktycznie stanowi, ale współczesna medycyna jednak jeśli jest jakakolwiek szansa nie zaczyna od amputacji. Poza tym amputacja w niefachowym wykonaniu, w nieodpowiednich warunkach itd życia nie ratuje, a bez protezowania i fachowej rehabilitacji po amputacji człek do końca życia pozostaje mocno niepełnosprawny.
Jasne, jak jest zdrada w związku i to zdrada w paskudnej wersji intuicyjnie to "odciąć" chyba większości ludzi na myśl przychodzi. Skończyć jak najszybciej. Jakbym miała tak osobiście to ja z tych, co pierwsi do odcinania. Tyle że ja to ja, a ktoś to ktoś. Nawet jeśli w jakiejś sytuacji ja bym coś zrobiła i byłoby to dla mnie dobre wcale nie oznacza, ze jeśli ktoś zrobi to samo to będzie to dobre dla kogoś. Doradzę komuś "zrób to a to" (bo ja bym to zrobiła na jego miejscu), podkręcę kogoś żeby to zrobił i co ... i konsekwencje działania on poniesie, nie ja przecież.
Wracając do gangreny i odcinania to sorki, ale w sytuacji Michała odciąć się w 100% zwyczajnie nie da. Cena amputacji całkowitej, radykalnej i kończącej jest dla Michała za wysoka. On jakąś relację z tą żoną przez jakiś czas mieć musi. Zwyczajnie i po prostu musi, bo córka. Ta żona przez ileś lat w jakiejś wersji będzie mu się plątać po codzienności i jakoś tam będzie istnieć w jego życiu.
A skoro już wiadomo, że żony ze swojego życia przez jakiś czas nie zniknie, nie odetnie - całość inaczej wygląda, pole manewru jest ograniczone. Amen.
Można pogdybać o amputowaniu, a jest jak jest - nie da się i tyle. Z tego typu sytuacji się tak naprawdę nie wychodzi, je się przekształca w coś innego, wyjść i zamknąć drzwi to można z bezdzietnego związku.
Zrozumienie sprawców (nie mylić z usprawiedliwieniem ich postępowania) to wyższa szkoła jazdy, bywa bardzo pomocne w rozgrywaniu trudnych sytuacji, ale tak naturalne to chyba za bardzo nie jest.
A zrozumienie dla sprawców... zadanie dla tych ze szczególnymi predyspozycjami chyba.
2 870 2025-12-19 17:52:44
przeczytałem ponownie wpis Rozrabiaki i chyba zaczynam rozumieć o co mu chodzi - tak na chłodno patrząc na to wszystko to faktycznie - teraz nagle Wam pisze ,że moja eks zaprosiła na Sylwestra itp. - ale Pisałem z nią od miesięcy, chociaż w sumie nie powinienem. Nie chciałem tu ciągle pisać wszystkiego - bo to nie jest dla mnie łatwe - wygląda to jak wygląda nic nie poradzę.
Ponawiając z nią kontakt poniekąd chciałem zaprzestać pisania tutaj. Doceniam Was nawet nie wiecie jak bardzo. Ale wsparcie na żywo wydawało mi się lepsze. Lepiej na mnie działało , to ,że ktoś mnie widział , słyszał , wierzył i co rusz nie kwestionował moich słów , nie posądzał o bycie maturzystą , dzieciakiem . Może i źle zrobiłem - może to nieodpowiednia osoba ale dobrze mi było gdy rozmawialiśmy. Już tu nieraz pisałem - lepiej by było na żywo. Chcę tylko krótko napisać, że dziękuję Wam za wsparcie i czas mi poświęcony - może kiedyś się odwdzięczę osobiście - nie mówię nie - życie już mnie zdążyło nie raz zaskoczyć.
Ona nie jest złą osobą. Nie ma do mnie nawet żalu o to jak zerwałem z nią tyle lat temu (w sensie ,że przez telefon). Może tak zabrzmiała , ale nie próbuję mnie zdominować ani zbyt nachalnie się zbliżyć. To po prostu było zaproszenie, które z początku odrzuciłem , ale później doszedłem do wniosku, że w sumie to czemu nie? (choć wiem, że argumentów przeciw jest sporo , wiem). Nie chcę robić już żonie na złość. Raczej chcę jakoś żyć przez jakiś czas obok niej obojętnie - i o dziwo idzie mi to całkiem dobrze. Jeszcze parę miesięcy temu miałem w sobie tyle złości patrząc na nią - że zabrałem torby i się wyprowadziłem. Teraz już mi 'wisi' czy ona jest w domu czy nie. Czy jest zadowolona czy wychodząc z domu myśli o nim czy dalej ze sobą piszą - kiedyś płonąłem w środku na samą myśl. Może siadać obok mnie kiedy oglądam tv - a może tego nie robić. Nie zabiegam, nie zwracam na nią uwagi. I nie robię tego, żeby zrobić jej na przekór - żeby ona mimo wszystko się starała - szczerze napisawszy - to ostatnio zauważyłem ,że byłoby okej , gdyby przyszła i powiedziała : masz rację nigdy Cię nie kochałam , zakończmy tę farsę póki jeszcze nie skaczemy sobie do gardeł. Zdziwiłem się sam - ale tak jest. Przecież kiedyś sama myśl ,że mogłaby chodzić smutna wprawiała mnie samego w smutek. A teraz byłoby okej. I ona chyba zaczyna to dostrzegać, ale ciężko jest jej to przyjąć to świadomości. Powoli chyba zaczynam się 'wykluwać' - od miesięcy te uczucie obojętności względem niej jest 'stabilne'. To w sumie niedorzeczne - przecież mam ją taką 'jaką chciałem'. Przychodzi do mnie, próbuję sie przytulać. Mówi ,że kocha, że jestem tym jedynym. Celowo łapię mnie pod rękę na zewnątrz albo wsuwa swoje ramie , aby iść obok mnie. W sumie to tylko czasem odczuwam swego rodzaju smutek, że tak się to wszystko potoczyło, ale pewnie i on z czasem minie.
2 871 2025-12-19 19:24:50 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-12-19 19:25:08)
przeczytałem ponownie wpis Rozrabiaki i chyba zaczynam rozumieć o co mu chodzi - tak na chłodno patrząc na to wszystko to faktycznie - teraz nagle Wam pisze ,że moja eks zaprosiła na Sylwestra itp. - ale Pisałem z nią od miesięcy, chociaż w sumie nie powinienem. Nie chciałem tu ciągle pisać wszystkiego - bo to nie jest dla mnie łatwe - wygląda to jak wygląda nic nie poradzę.
Ponawiając z nią kontakt poniekąd chciałem zaprzestać pisania tutaj. Doceniam Was nawet nie wiecie jak bardzo. Ale wsparcie na żywo wydawało mi się lepsze. Lepiej na mnie działało , to ,że ktoś mnie widział , słyszał , wierzył i co rusz nie kwestionował moich słów , nie posądzał o bycie maturzystą , dzieciakiem . Może i źle zrobiłem - może to nieodpowiednia osoba ale dobrze mi było gdy rozmawialiśmy. Już tu nieraz pisałem - lepiej by było na żywo. Chcę tylko krótko napisać, że dziękuję Wam za wsparcie i czas mi poświęcony - może kiedyś się odwdzięczę osobiście - nie mówię nie - życie już mnie zdążyło nie raz zaskoczyć.
Ona nie jest złą osobą. Nie ma do mnie nawet żalu o to jak zerwałem z nią tyle lat temu (w sensie ,że przez telefon). Może tak zabrzmiała , ale nie próbuję mnie zdominować ani zbyt nachalnie się zbliżyć. To po prostu było zaproszenie, które z początku odrzuciłem , ale później doszedłem do wniosku, że w sumie to czemu nie? (choć wiem, że argumentów przeciw jest sporo , wiem). Nie chcę robić już żonie na złość. Raczej chcę jakoś żyć przez jakiś czas obok niej obojętnie - i o dziwo idzie mi to całkiem dobrze. Jeszcze parę miesięcy temu miałem w sobie tyle złości patrząc na nią - że zabrałem torby i się wyprowadziłem. Teraz już mi 'wisi' czy ona jest w domu czy nie. Czy jest zadowolona czy wychodząc z domu myśli o nim czy dalej ze sobą piszą - kiedyś płonąłem w środku na samą myśl. Może siadać obok mnie kiedy oglądam tv - a może tego nie robić. Nie zabiegam, nie zwracam na nią uwagi. I nie robię tego, żeby zrobić jej na przekór - żeby ona mimo wszystko się starała - szczerze napisawszy - to ostatnio zauważyłem ,że byłoby okej , gdyby przyszła i powiedziała : masz rację nigdy Cię nie kochałam , zakończmy tę farsę póki jeszcze nie skaczemy sobie do gardeł. Zdziwiłem się sam - ale tak jest. Przecież kiedyś sama myśl ,że mogłaby chodzić smutna wprawiała mnie samego w smutek. A teraz byłoby okej. I ona chyba zaczyna to dostrzegać, ale ciężko jest jej to przyjąć to świadomości. Powoli chyba zaczynam się 'wykluwać' - od miesięcy te uczucie obojętności względem niej jest 'stabilne'. To w sumie niedorzeczne - przecież mam ją taką 'jaką chciałem'. Przychodzi do mnie, próbuję sie przytulać. Mówi ,że kocha, że jestem tym jedynym. Celowo łapię mnie pod rękę na zewnątrz albo wsuwa swoje ramie , aby iść obok mnie. W sumie to tylko czasem odczuwam swego rodzaju smutek, że tak się to wszystko potoczyło, ale pewnie i on z czasem minie.
Michal tak za 5 lat to chciałbyś sie z zona widziec w udanym zwiazku po przejsciach ale nie wiesz jak do tego dojść czy nie?
Chodzi o córkę czy o zone (i corke)?
2 872 2025-12-19 19:37:10 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-19 19:37:50)
Do udanego związku małżeńskiego to już nie da się wrócić, a takie przymilanie się i wciskanie kitu przez żonę to tylko jest bardziej chyba odpychające.
Tak sobie przemyślałam i mi się wydaje Michał, że moglibyście być z eks szczęśliwi, dobrze się znacie, dogadujecie się lubicie być w swoim towarzystwie, więc jeśli chcesz tkwić w domu i nie brać rozwodu z żoną to romans z tą kobietą nie byłby złym pomysłem, bo już tyle czasu żyjesz w celibacie, to jeszcze trochę, a zapomnisz jak to się robi ![]()
Pozory zostaną zachowane, a będziesz miał z kim też gdzieś wyjść, jak na tego Sylwestra.
A niech żona się dowie, będziecie mieli wyrównane rachunki.
Wtedy się dowiesz jaką tą wielką miłością darzy cię żona bo ona ci to wybaczy, ale ty już będziesz w innym miejscu.
Pisze poważnie, szkoda życia, na tkwienie w marazmie.
2 873 2025-12-19 19:42:21 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-12-19 20:49:16)
Długa droga przed Tobą, bardzo wyboista i kręta, wręcz prawdziwy rollercoaster połączony ze slalomem alpejskim. Musisz być zdeterminowany w swoich działaniach, ale bez popadania w skrajności. Oprócz tego będziesz potrzebować czasu. To on będzie Twoim sprzymierzeńcem, o ile będziesz go wykorzystywać racjonalnie i optymalnie. Poza tym będziesz musiał na nowo uwierzyć w siebie. To nie będzie łatwe, ale osiągalne.
2 874 2025-12-19 20:35:35
Michał, ten Twój kontakt z ex i ta Wasza "przyjaźń" to takie podręcznikowe jest...nie obraź się, ale naprawdę.
Jasne, że ex nie jest zła, niby czemu by miała być? Ani zla nie jest, ani złych intencji nie ma , ale zarówno ona jak i Ty możecie się nieintencjonalnie zaangażować bardziej, jak razem to pół biedy, choć kłopoty gwarantowane, ale jeśli na przykład ona się zaangażuje bardziej a Ty nie?
Rzecz w tym, że wystarczy chwila, by taka przyjaźń jak Twoja z ex wzbogaciła się o element intymności innej niż psychiczno- intelektualna i zaczyna to żyć odrębnym życiem tworząc przeliczne komplikacje.
To co proponuje Wieka to przepis na rozliczne dodatkowe zawirowania, jazdy bez trzymanki oraz po bandzie. Albowiem w tle istnieje i istnieć będzie żona. Dawać jej na tacy pozamałżeński romans? A diabli wiedzą, co zrobi, może wbrew pozorom sporo w takiej sytuacji. Łącznie z całkowitym wykręceniem kota ogonem z użyciem tzw. środków prawnych.
Może ja jakaś dziwna jestem, ale zawsze uważałam, że najpierw się zamyka stare, a potem zaczyna nowe, że tak jest i sensownie i przyzwoicie względem osoby, z którą się chce coś stworzyć dla odmiany zdrowego, przyjemnego i fajnego.
To, co piszesz o swoich emocjach obecnych najprawdopodobniej oznacza, że wszedłeś w kolejny etap "żałoby po związku". I dobrze.
Ważne , żeby Ci się ten smutek niepostrzeżenie nie przekształcił w bierność i apatię, niestety smutek, także uzasadniony, naturalny i prawidłowy w jakiejś sytuacji miewa taka skłonność.
Dlatego Ci pisałam - zajmij się czymś dodatkowym, wyjdź z zaklętego kręgu "praca/dom/ jakieś spotkania rodzinne/rozmowy z ex", nawet jeśli Ci się nie chce i sensu za bardzo w tym nie widzisz. Tu już możesz zatrudnić rozum racjonalny. Innymi słowy - choć ci się nie chce, rusz zadek. Fizycznie w tym momencie. Podziałaj.
Masz pieniądze zatem masz ogromne możliwości, by ich użyć ku własnemu pożytkowi. Nie że wydawać z obłędem w oku a bezmyślnie na cokolwiek, ale właśnie w ramach odzyskiwania siebie jako odrębnej osoby. Możesz porealizować jakieś marzenia chłopięce, a choćby i "zostanę policjantem" w wersji "pojadę na strzelnicę i zobaczę, jak się strzela", nie święci garnki lepią, a nuż mi się spodoba? Możesz zobaczyć miejsca, które kiedyś chciałeś zobaczyć, zrobić rzeczy, na które czasu nie było i w wiele z tego możesz zaangażować córkę, w ramach świadomego przekształcania układu "mama+tatuś+dziecko" w wersję "tatuś+córka", bo ta więź jest na zawsze, niezależnie od okoliczności.
To Twoje uczucie obojętności wobec żony nie jest wcale niedorzeczne... raczej naturalne. Coś od niej teraz dostajesz, ale za jaką cenę? I czy aby to, co dostajesz jest szczere? Odzyskanie zaufania bywa niemożliwe. Poza tym to wiesz, jak coś nie przyjdzie we właściwym czasie to jest zwyczajnie spóźnione i już nie jest tym, co trzeba. Bo życie poszło naprzód.
2 875 2025-12-19 20:39:48
Akurat odniesienie do gangreny dotyczyło wyłącznie kwestii samego czasu, w którym powoli, lecz nieubłagalnie rozwija się stan chorobowy. Podobnie jak tutaj: im dalej odwleka się w czasie samo uświadomienie sobie swojej sytuacji(nie mówiąc o podjęciu decyzji) tym gorzej dana osoba na tym wychodzi.
Mam bowiem takie przeczucie, że nawet przy braku córki, istnieje spora szansa, że Autor zostałby u boku małżonki. Może się mylę, ale wydaje mi się, że przebija się tutaj nieustannie ten specyficzny styl przywiązania Kolegi do partnerki. Zaczyna stopniowo się rozluźniać, bardzo powoli, lecz można wpaść w konsternację czytając, jak długo to zeszło i jak bardzo wyraźne sygnały otrzymywał a pozostawał na to całkiem ślepy, racjonalizując sobie każde możliwe zachowanie małżonki.
Pole manewru jest ograniczone, owszem, gdyż córka jest tym mocnym spoiwem, łączącym Autora z małżonką. Nie pierwszy jednak i chyba nie ostatni to przypadek, gdzie rodzice niezbyt się dogadują między sobą(lub są po rozstaniu), ale żyją osobno, każde swoim życiem, zamykając uprzednio poprzedni rozdział.
Autora czeka kiedyś ten moment, ale chyba jeszcze nie jest tego w pełni świadomy.
Swoją drogą, gdyby teraz Kolega zaczął się z kimkolwiek spotykać, to już widzę reakcję drogiej małżonki na takie posunięcie...
2 876 2025-12-19 20:48:45
Michał, ten Twój kontakt z ex i ta Wasza "przyjaźń" to takie podręcznikowe jest...nie obraź się, ale naprawdę.
Jasne, że ex nie jest zła, niby czemu by miała być? Ani zla nie jest, ani złych intencji nie ma , ale zarówno ona jak i Ty możecie się nieintencjonalnie zaangażować bardziej, jak razem to pół biedy, choć kłopoty gwarantowane, ale jeśli na przykład ona się zaangażuje bardziej a Ty nie?
Rzecz w tym, że wystarczy chwila, by taka przyjaźń jak Twoja z ex wzbogaciła się o element intymności innej niż psychiczno- intelektualna i zaczyna to żyć odrębnym życiem tworząc przeliczne komplikacje.
To co proponuje Wieka to przepis na rozliczne dodatkowe zawirowania, jazdy bez trzymanki oraz po bandzie. Albowiem w tle istnieje i istnieć będzie żona. Dawać jej na tacy pozamałżeński romans? A diabli wiedzą, co zrobi, może wbrew pozorom sporo w takiej sytuacji. Łącznie z całkowitym wykręceniem kota ogonem z użyciem tzw. środków prawnych.Może ja jakaś dziwna jestem, ale zawsze uważałam, że najpierw się zamyka stare, a potem zaczyna nowe, że tak jest i sensownie i przyzwoicie względem osoby, z którą się chce coś stworzyć dla odmiany zdrowego, przyjemnego i fajnego.
To, co piszesz o swoich emocjach obecnych najprawdopodobniej oznacza, że wszedłeś w kolejny etap "żałoby po związku". I dobrze.
Ważne , żeby Ci się ten smutek niepostrzeżenie nie przekształcił w bierność i apatię, niestety smutek, także uzasadniony, naturalny i prawidłowy w jakiejś sytuacji miewa taka skłonność.
Dlatego Ci pisałam - zajmij się czymś dodatkowym, wyjdź z zaklętego kręgu "praca/dom/ jakieś spotkania rodzinne/rozmowy z ex", nawet jeśli Ci się nie chce i sensu za bardzo w tym nie widzisz. Tu już możesz zatrudnić rozum racjonalny. Innymi słowy - choć ci się nie chce, rusz zadek. Fizycznie w tym momencie. Podziałaj.
Masz pieniądze zatem masz ogromne możliwości, by ich użyć ku własnemu pożytkowi. Nie że wydawać z obłędem w oku a bezmyślnie na cokolwiek, ale właśnie w ramach odzyskiwania siebie jako odrębnej osoby. Możesz porealizować jakieś marzenia chłopięce, a choćby i "zostanę policjantem" w wersji "pojadę na strzelnicę i zobaczę, jak się strzela", nie święci garnki lepią, a nuż mi się spodoba? Możesz zobaczyć miejsca, które kiedyś chciałeś zobaczyć, zrobić rzeczy, na które czasu nie było i w wiele z tego możesz zaangażować córkę, w ramach świadomego przekształcania układu "mama+tatuś+dziecko" w wersję "tatuś+córka", bo ta więź jest na zawsze, niezależnie od okoliczności.To Twoje uczucie obojętności wobec żony nie jest wcale niedorzeczne... raczej naturalne. Coś od niej teraz dostajesz, ale za jaką cenę? I czy aby to, co dostajesz jest szczere? Odzyskanie zaufania bywa niemożliwe. Poza tym to wiesz, jak coś nie przyjdzie we właściwym czasie to jest zwyczajnie spóźnione i już nie jest tym, co trzeba. Bo życie poszło naprzód.
Czas najwyższy, żeby Michał przestał się bać żony, ona nic nie zrobi bo nawet jakby się dowiedziała to przecież ona chce zachować pozory i pozornie to małżeństwo będzie trwało. A Michał ma szansę na ułożenie sobie życia z kobietą którą zna, a nie z jakąś przypadkową, która mogłaby go wsadzić na następną minę.
Jaki jest sens, żeby przez następne lata się katował i siedział z żoną i tylko zajmował się córką, bez sensu przecież to jeszcze jest młody człowiek.
Nie mówię, żeby to się stało jutro ale po prostu spotykać się rozmawiać, odskocznia jest Michałowi potrzebna jak tlen i da mu siłę . A co będzie to będzie, ryzyko jest wpisane w nasze życie.
2 877 2025-12-19 20:52:20 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-19 20:54:18)
Bagienni_k,
mam wrażenie, że ja o kim innym czytam, serio.
Stan chorobowy Michała to się zaczął rozwijać wiele lat temu. Bardzo wiele. Że nie powiem zakażenie w kołysce.
Ja tam w żadną konsternację nie wpadam, że to trwa, nic a nic, wręcz przeciwnie, dostrzegam wyraźne symptomy zdrowienia, kataklizm czyli ujawnienie zdrady, okres wściekłości, teraz smutek i obojętność czyli klasyczne etapy żałoby po związku. Byle Michał w smutku nie utknął i byle w marazm nie popadł, to przy żałobie ryzyko, ale jak się jest go świadomym można przeciwdziałać. I co, będziemy się spierać?
Teraz jest dobry czas na to, co sam Michał określił jako "wykluwanie się", bardzo zresztą ładnie i trafnie. Nowy człowiek rodzi się w bólu i wtedy, kiedy przychodzi właściwy czas.
Wieka, czy ja dobrze czytam? Michał jasno napisał, że on nie chce wchodzić w związek z ex, a Ty go namawiasz, że to dobry pomysł?
2 878 2025-12-19 20:52:47 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-19 20:54:57)
Akurat odniesienie do gangreny dotyczyło wyłącznie kwestii samego czasu, w którym powoli, lecz nieubłagalnie rozwija się stan chorobowy. Podobnie jak tutaj: im dalej odwleka się w czasie samo uświadomienie sobie swojej sytuacji(nie mówiąc o podjęciu decyzji) tym gorzej dana osoba na tym wychodzi.
Mam bowiem takie przeczucie, że nawet przy braku córki, istnieje spora szansa, że Autor zostałby u boku małżonki. Może się mylę, ale wydaje mi się, że przebija się tutaj nieustannie ten specyficzny styl przywiązania Kolegi do partnerki. Zaczyna stopniowo się rozluźniać, bardzo powoli, lecz można wpaść w konsternację czytając, jak długo to zeszło i jak bardzo wyraźne sygnały otrzymywał a pozostawał na to całkiem ślepy, racjonalizując sobie każde możliwe zachowanie małżonki.
Pole manewru jest ograniczone, owszem, gdyż córka jest tym mocnym spoiwem, łączącym Autora z małżonką. Nie pierwszy jednak i chyba nie ostatni to przypadek, gdzie rodzice niezbyt się dogadują między sobą(lub są po rozstaniu), ale żyją osobno, każde swoim życiem, zamykając uprzednio poprzedni rozdział.
Autora czeka kiedyś ten moment, ale chyba jeszcze nie jest tego w pełni świadomy.
Swoją drogą, gdyby teraz Kolega zaczął się z kimkolwiek spotykać, to już widzę reakcję drogiej małżonki na takie posunięcie...
Mógłbyś się pomylić. Bo skoro ona chce zachować pozory małżeństwa, to nie wiadomo jak się zachowa, a może wtedy dotrze do niej, że powinni wziąć rozwód.
Tak czy tak wszystko jest lepsze niż tkwienie w punkcie zero.
Ja bym postawiła wszystko na jedną kartę.
Można uzgodnić, że zaczynają żyć w otwartym związku, skoro to małżeństwo ma pozornie trwać.
Jej to mogłaby być na rękę bo by się spotykała ze swoim ukochanym, więc to wcale nie jest takie głupie.
2 879 2025-12-19 21:04:55
Pozory to może by chciała zachować, ale w swoim wyrachowaniu zapewne czułaby się upokorzona widząc, że on znalazł w końcu kogoś, z kim może być szczęśliwy. Oznaczałoby to, że się jej postawił i wyłamał z narzuconych przez nią "reguł". Otwarty związek może i jej by pasował, ale wątpię, czy to odpowiadałoby Autorowi.
Muqin Absolutnie nie czuję się, aby miał monopol na głoszenie prawdy. Pozostanę jednak przy swoim zdaniu
Mógłbym co najwyżej dodać, że trafił na osobę cwaną, bezwzględną i wyrachowaną, która go przez cały czas "urabiała". Dla niego i jego zdrowia psychicznego najlepiej by było, jakby zamieszkał osobno jak najszybciej, ograniczając kontakty z małżonką do niezbędnego minimum, koniecznego przy ich wzajemnych relacjach z córką.
2 880 2025-12-19 21:11:29 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-19 21:13:12)
A kogo obchodzi jej upokorzenie, męża aż nadto upokorzyła. Czas najwyższy, żeby Michał zaczął nosić spodnie.
Michał boi się na zapas i to jest jego duży problem.
2 881 2025-12-19 21:19:16 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-19 21:21:39)
No i tu się bagienni_k nie zgodzimy.
On nie trafił - on wybrał. O ile rodziców ma się "z odgórnego przydziału" i można trafić dobrze albo fatalnie, o tyle partnerów się wybiera. Sorki - żadne tam trafił. Sam chciał oraz zabiegał, ona nawet go na ciążę nie złapała, żadne czynniki zewnętrznej presji go nie zmuszały do małżeństwa, nawet mu rodzice nie truli, że "pora się ustatkować".
I nie osobę wyrachowaną świadomie, ale dysfunkcyjną.
Do takiej rzetelnej bezwzględności to żonie Michała daleko. I oby się w taką bezwzględną nie przekształciła. Mam tu chyba zwyczajnie większą wyobraźnię niż Ty, bagienni_k. W porównaniu z tym, co teoretycznie mogła to ona jest w strefie stanów średnich. Oczywiście, może eskalować, potencjał to ma.
Wieka, wychodzi na to, że Michał powinien żonę upokorzyć w odwecie wdając się w romans? To jest "noszenie spodni" wedle Ciebie? Serio?
2 882 2025-12-19 21:30:12 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-19 21:44:41)
Nie jest tu ważny żaden odwet czy upokorzenie, bo nie o tym pisałam.
Chodzi o myślenie o sobie, o decyzyjność i pozbycie się strachu przed żoną.
A w małżeństwie to generalnie facet powinien nosić spodnie, chyba każdy wie o co chodzi w przenośni.
Muqin, a czy uważasz, że Michał ma szanse na normalny związek z żoną, która kocha innego, tylko dlatego, że połknie haczyk i uwierzy, że to jednak jego kocha?
Ja uważam, że nie. Dlatego czekanie, że zdarzy się cud nie ma sensu.Michał ma tylko zajmuje zajmować się dzieckiem, a gdzie w tym jest on, zdaje się, że jego potrzeb to nie widzisz specjalnie jako faceta i człowieka.
2 883 2025-12-19 21:44:19 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-19 21:59:15)
No ale przecież myślenie o sobie nie ogranicza się do wchodzenia w relacje intymne z inną kobietą chyba.
Nie boję się ciebie, żono, też sobie mogę romansować? No weź, to dziecinada w najlepszym razie.
Poza tym Michał pisze o swojej obojętności i smutku.
A co do strachu to głupotą jest nie bać się czegoś faktycznie zagrażającego. Sama pisałaś, że żona wredna, manipulantka i parę jeszcze takich, no to głupio by było tak totalnie zlekceważyć osobę o takich możliwościach.
Ja to uważam, tak po tym, co Michał ostatnio pisał, że jego związek z żoną staje się przeszłością, choć formalnie trwa. Że jest na kolejnym etapie żałoby po związku.
2 884 2025-12-19 21:49:06 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-19 21:56:09)
Możemy się nie zgadzać, absolutnie nie widzę powodu do niepokoju
Jeśli przyjmiemy, że osoba wybiera partnera wraz ze wszystkimi jego wadami i ciemnymi stronami, to oczywiście można powiedzieć, że dokonało się owego wyboru. Natomiast wydaje mi się, że rzadko kiedy dostrzega się te najważniejsze sygnały alarmowe, które zapewne skutecznie zniechęciłby potem do zawierania dalszych znajomości. Ewentualnie można uznać, iż wybrał ją nie "dla" ale "pomimo" określonych wad, jakie mu nie do końca pasowały.
Natomiast w kwestii dysfunkcyjności, to niestety jestem sceptyczny, tzn. obok zachowań dysfunkcyjnych rozwijają się tam przeważnie stopniowo przejawy wyrachowania. Osoba na miejscu małżonki Autora zaczyna dostrzegać w takim postępowaniu zbyt wiele korzyści, jakie może osiągnąć, aby mogła z tego zrezygnować.
A czy może się dalej rozwinąć?
Tu bym się zgodził: nie ma, moim zdaniem, granicy, której człowiek nie może przekroczyć, jeśli chce osiągnąć coś, bez względu na środki. Ona zaś widzi to bardzo dobrze, nie od dzisiaj, że ma u swojego boku człowieka słabszego od niej, którym może manipulować. Robi to zresztą, mniej lub bardziej świadomie.
Jeśli uznamy, że Kolega będzie w stanie kiedykolwiek nawiązać z kimkolwiek zdrową relację, to w pewnym momencie, krok do przodu zostanie zrobiony. Tym krokiem do przodu powinno przede wszystkim być odcięcie się od żony, potem ogarnięcie własnego życia i emocji, na końcu zaś - ewentualne znalezienie drugiej połowy. Wchodzenie w nową znajomość na zasadzie "klin klinem" bywa ryzykowne, ale czasami niektórzy stawiają wszystko na jedną kartę.
Ryzyko jest - małżonka może zrobić z tego aferę, jak się dowie(choć wiemy, że nie będzie miało to żadnych podstaw). Kolega może jednak zyskać, jeśli znajomość wypali. Z reguły jednak wymaga to czasu, aby zamknąć za sobą dalszy rozdział, osobiście wolałbym nie być na miejscu kobiety, która już w tym momencie spotkałaby Autora na swojej drodze.
Dla mnie byłoby to po prostu za wcześnie.
2 885 2025-12-19 21:50:39
No ale przecież myślenie o sobie nie ogranicza się do wchodzenia w relacje intymne z inną kobietą chyba.
Nie boję się ciebie, żono, też sobie mogę romansować? No weź, to dziecinada w najlepszym razie.
Poza tym Michał pisze o swojej obojętności i smutku.
A co do strachu to głupotą jest nie bać się czegoś faktycznie zagrażającego. Sama pisałaś, że żona wredna, manipulantka i parę jeszcze takich, no to głupio by było tak totalnie zlekceważyć osobę o takich możliwościach.
Nie mówię o romansie tu i teraz ale po prostu nie wzbraniać się przed normalnym życiem.
Tak, ma się jej bać , bo ona może nie wiadomo co i dalej siedzieć pod butem u niej?
Jakie niby ona ma możliwości, one są tylko w głowie Michała i boi się na zapas, powinna poczuć, że już nie ma nad nim kontroli.
2 886 2025-12-19 21:52:08
Tak jak pisałam na samym początku, tak i teraz uważam, że ja na miejscu Michała postarałabym się o oficjalną separację. Nie trzeba od razu orzekać o rozwodzie. Separacja wyraźnie pozwoli mu się odciąć od żony, otworzy samodzielne życie. Może, może kiedyś przyda się do rozwodu - w sensie, jak najpierw będzie separacja, a dopiero potem ewentualnie romans z ex czy kimkolwiek, żona nie zrzuci w sądzie odpowiedzialności za rozpad związku na Netk-a.
2 887 2025-12-19 22:01:35
Do udanego związku małżeńskiego to już nie da się wrócić, a takie przymilanie się i wciskanie kitu przez żonę to tylko jest bardziej chyba odpychające.
Tak sobie przemyślałam i mi się wydaje Michał, że moglibyście być z eks szczęśliwi, dobrze się znacie, dogadujecie się lubicie być w swoim towarzystwie, więc jeśli chcesz tkwić w domu i nie brać rozwodu z żoną to romans z tą kobietą nie byłby złym pomysłem, bo już tyle czasu żyjesz w celibacie, to jeszcze trochę, a zapomnisz jak to się robi
Pozory zostaną zachowane, a będziesz miał z kim też gdzieś wyjść, jak na tego Sylwestra.
A niech żona się dowie, będziecie mieli wyrównane rachunki.
Wtedy się dowiesz jaką tą wielką miłością darzy cię żona bo ona ci to wybaczy, ale ty już będziesz w innym miejscu.
Pisze poważnie, szkoda życia, na tkwienie w marazmie.
hehe nie kuś Wieka, nie kuś
![]()
takie cos by zbyt mocno skomplikowało mi życie - ostatnia rzecz , której teraz mi trzeba to trzecia - a przepraszam już w sumie to będzie czwarta
- osoba w tym małżeństwie - już jest za ciasno hehe
2 888 2025-12-19 22:13:01
Sylwestra odmówiłem - krzywdy jej nie robię - nie ma prawa do jakichś irracjonalnych reakcji.
Na Mikołajki dostałem od kochanej żony - uwaga - koszule - oczywiście zostawiła metkę żebym widział ile kosztowała ![]()
nawet do ręki nie wziąłem - ogólnie koszmarna jakaś.
Wiecie - jestem w trakcie bookowania sobie na Sylwka apartamentu z jacuzzi , które wprost uwielbiam - spędzę go sam i tak będzie też dobrze. wypije sobie parę piwek IPA , obejrzę fajerwerki i do spania. I tak wejdę w ten Nowy Rok - już nawet nie chcę żeby był lepszy - oby tylko nie był gorszy od tego..
2 889 2025-12-19 22:20:22
Jeszcze wczoraj zapytała co ze świętami ,że przecież spędzamy rodzinnie i będzie otwieranie prezentów i ona ode mnie przy wszystkich ma nic nie dostać , no jak to? Stanęło na tym ,że sama sobie ode mnie kupi prezent. ( za swoje pieniądze oczywiście)
E tam, po co sama, kochanek niech jej kupi, a powie, ze to od ciebie.
2 890 2025-12-19 22:26:32
netk53521 napisał/a:Jeszcze wczoraj zapytała co ze świętami ,że przecież spędzamy rodzinnie i będzie otwieranie prezentów i ona ode mnie przy wszystkich ma nic nie dostać , no jak to? Stanęło na tym ,że sama sobie ode mnie kupi prezent. ( za swoje pieniądze oczywiście)
E tam, po co sama, kochanek niech jej kupi, a powie, ze to od ciebie.
w sumie to całkiem rozsądne - mogłem jej tak powiedzieć.
2 891 2025-12-19 22:30:42
Bagienni_k, partnera wybiera się na poziomie świadomym i podświadomym, w grę wchodzą też emocje, feromony i masa innych rzeczy. Jak się na czyjś wybór patrzy z zewnątrz to jasne, widać więcej. Zwłaszcza po czasie. Toż już sam teść Michała osobie z zewnątrz mocno by dal do myślenia, córka takiego faceta musiała jakoś wyjść pouszkadzana z rodzinnego domu. Ale takich rzeczy to zakochany człek albo w ogole nie widzi albo nie docenia i się przekonuje później.
Michał był latami zauroczony, zdobył obiekt marzeń oraz fascynacji. On tych wad zwyczajnie nie widział, bo mu za bardzo nie dolegały. Codzienność była naprawdę ok, dopiero w pewnym momencie zaczęło mu zgrzytać. Żona weszła w romans, "wyszła z roli" jako dobra żona, zaczęło się od spraw alkowy, różne rzeczy mogła udawać, ale chęci do igraszek już nie dała rady. To częste przy romansach. I poszło.
Sposobów na osobą manipulującą w związku jest więcej niż jeden. Cel się liczy - wyjść z uwikłania. Zresztą w związkach dysfunkcyjnych to zwykle manipulacja nie jest świadoma i zwykle robią to obie strony, tyle że jedna jest czasem skuteczniejsza od drugiej.
Moim zdaniem kroki do przodu są różne, nie tylko akurat wejście w następną, zdrową relację, bo do zdrowej relacji trzeba dwojga poukładanych ludzi, tego się jednoosobowo zrobić nie da. Można nie być w relacji i być szczęśliwym, dla mnie bycie w relacji nie jest wyznacznikiem dbania o siebie i swój dobrostan szeroko pojmowany.
Wieka, kurczę, żona to potencjalny przeciwnik na sądowej sali. Realny, mający możliwości. Lekceważenie jej to głupota. Miej nadzieję na najlepsze, ale bądź przygotowany na najgorsze, a już na pewno się zastanów, zanim dasz przeciwnikowi w prezencie broń do arsenału. Nie jest prawdą, ze żona nic Michałowi zrobić nie może. Bo może. Mimo, że to ona zdradziła. Akurat romansowanie to w jego obecnej sytuacji głupota. Pomijając ten "drobiazg", że on wcale chęci na romansowanie nie ma.
Noble - ta separację to tu ileś osób sugerowało, w tym ja, zatem oczywiście się z Tobą zgodzę - separacja, oddzielenie faktyczne i po jakimś czasie rozwód to wersja w miarę łagodna. Ale to Michał musi dojść do momentu, w którym to (albo od razu rozwód) wykona. Teraz to oby w smutnym marazmie nie utknął.
Michał - fajny pomysł na Sylwestra.
Ale z tym "kochanek niech ci kupi" to by było wredne, a emocje podkręcające. Lepiej wyjdziesz na obojętności, moim zdaniem przynajmniej.
2 892 2025-12-19 22:47:29
Sylwestra odmówiłem - krzywdy jej nie robię - nie ma prawa do jakichś irracjonalnych reakcji.
Na Mikołajki dostałem od kochanej żony - uwaga - koszule - oczywiście zostawiła metkę żebym widział ile kosztowała
nawet do ręki nie wziąłem - ogólnie koszmarna jakaś.
Wiecie - jestem w trakcie bookowania sobie na Sylwka apartamentu z jacuzzi , które wprost uwielbiam - spędzę go sam i tak będzie też dobrze. wypije sobie parę piwek IPA , obejrzę fajerwerki i do spania. I tak wejdę w ten Nowy Rok - już nawet nie chcę żeby był lepszy - oby tylko nie był gorszy od tego..
Nie możesz powiedzieć wprost, że nie interesują cię prezenty od niej i niech się nie wysila. Nie stwarzaj pozorów jak ona, nawet w prezentach.
A co do Sylwestra to przyjemności życzę ![]()
2 893 2025-12-19 22:57:59
netk53521 napisał/a:Jeszcze wczoraj zapytała co ze świętami ,że przecież spędzamy rodzinnie i będzie otwieranie prezentów i ona ode mnie przy wszystkich ma nic nie dostać , no jak to? Stanęło na tym ,że sama sobie ode mnie kupi prezent. ( za swoje pieniądze oczywiście)
E tam, po co sama, kochanek niech jej kupi, a powie, ze to od ciebie.
Też tak może być.
2 894 2025-12-19 23:00:17
Michał, ten Twój kontakt z ex i ta Wasza "przyjaźń" to takie podręcznikowe jest...nie obraź się, ale naprawdę.
Jasne, że ex nie jest zła, niby czemu by miała być? Ani zla nie jest, ani złych intencji nie ma , ale zarówno ona jak i Ty możecie się nieintencjonalnie zaangażować bardziej, jak razem to pół biedy, choć kłopoty gwarantowane, ale jeśli na przykład ona się zaangażuje bardziej a Ty nie?
Rzecz w tym, że wystarczy chwila, by taka przyjaźń jak Twoja z ex wzbogaciła się o element intymności innej niż psychiczno- intelektualna i zaczyna to żyć odrębnym życiem tworząc przeliczne komplikacje.
To co proponuje Wieka to przepis na rozliczne dodatkowe zawirowania, jazdy bez trzymanki oraz po bandzie. Albowiem w tle istnieje i istnieć będzie żona. Dawać jej na tacy pozamałżeński romans? A diabli wiedzą, co zrobi, może wbrew pozorom sporo w takiej sytuacji. Łącznie z całkowitym wykręceniem kota ogonem z użyciem tzw. środków prawnych.Może ja jakaś dziwna jestem, ale zawsze uważałam, że najpierw się zamyka stare, a potem zaczyna nowe, że tak jest i sensownie i przyzwoicie względem osoby, z którą się chce coś stworzyć dla odmiany zdrowego, przyjemnego i fajnego.
To, co piszesz o swoich emocjach obecnych najprawdopodobniej oznacza, że wszedłeś w kolejny etap "żałoby po związku". I dobrze.
Ważne , żeby Ci się ten smutek niepostrzeżenie nie przekształcił w bierność i apatię, niestety smutek, także uzasadniony, naturalny i prawidłowy w jakiejś sytuacji miewa taka skłonność.
Dlatego Ci pisałam - zajmij się czymś dodatkowym, wyjdź z zaklętego kręgu "praca/dom/ jakieś spotkania rodzinne/rozmowy z ex", nawet jeśli Ci się nie chce i sensu za bardzo w tym nie widzisz. Tu już możesz zatrudnić rozum racjonalny. Innymi słowy - choć ci się nie chce, rusz zadek. Fizycznie w tym momencie. Podziałaj.
Masz pieniądze zatem masz ogromne możliwości, by ich użyć ku własnemu pożytkowi. Nie że wydawać z obłędem w oku a bezmyślnie na cokolwiek, ale właśnie w ramach odzyskiwania siebie jako odrębnej osoby. Możesz porealizować jakieś marzenia chłopięce, a choćby i "zostanę policjantem" w wersji "pojadę na strzelnicę i zobaczę, jak się strzela", nie święci garnki lepią, a nuż mi się spodoba? Możesz zobaczyć miejsca, które kiedyś chciałeś zobaczyć, zrobić rzeczy, na które czasu nie było i w wiele z tego możesz zaangażować córkę, w ramach świadomego przekształcania układu "mama+tatuś+dziecko" w wersję "tatuś+córka", bo ta więź jest na zawsze, niezależnie od okoliczności.To Twoje uczucie obojętności wobec żony nie jest wcale niedorzeczne... raczej naturalne. Coś od niej teraz dostajesz, ale za jaką cenę? I czy aby to, co dostajesz jest szczere? Odzyskanie zaufania bywa niemożliwe. Poza tym to wiesz, jak coś nie przyjdzie we właściwym czasie to jest zwyczajnie spóźnione i już nie jest tym, co trzeba. Bo życie poszło naprzód.
To ja skrócę wypowiedz Muqin
Nie wpier....l sie w romans. Same problemy z tego
Zamknij jedno zanim zaczniesz drugie
Zajmij sie sobą i swoją przyjemnością (miłego widziane z corka)
Pewnie nie da sie uratować Towjego malzenstwa
2 895 2025-12-19 23:03:05
Wieka uważam ze romans z eks to zły pomysł. Jako zemsta ok ale g...no da
2 896 2025-12-19 23:20:08 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-19 23:31:15)
Wieka uważam ze romans z eks to zły pomysł. Jako zemsta ok ale g...no da
Napewno nie jako zemsta, a z własnej potrzeby/woli.
Ja jestem jak najdalej od romansów. Ale jak ma następne 10 lat żyć w takim zawieszeniu, to jaki sens?
Ja też kiedyś uważałam, że jak się zaczyna drugi związek to powinno się najpierw skończyć pierwszy ale Forum głównie mnie nauczyło, że to nie jest takie proste.
Jeśli tkwi się w „chorym” związku i z niego nie można się wyrwać, to właśnie nowa miłość dodaje skrzydeł i pozwala odejść.
Dlatego przestałam się dziwić, że ktoś się łapie drugiej gałęzi, żeby puścić pierwszą.
Michała w jakimś stopniu uskrzydlił sam kontakt z bratnią duszą, nie musi przecież wchodzić w romans, tym bardziej wbrew sobie.
A co ty byś zrobił na miejscu Michała?
2 897 2025-12-19 23:47:16
Bert44 napisał/a:Wieka uważam ze romans z eks to zły pomysł. Jako zemsta ok ale g...no da
Napewno nie jako zemsta, a z własnej potrzeby/woli.
Ja jestem jak najdalej od romansów. Ale jak ma następne 10 lat żyć w takim zawieszeniu, to jaki sens?
Ja też kiedyś uważałam, że jak się zaczyna drugi związek to powinno się najpierw skończyć pierwszy ale Forum głównie mnie nauczyło, że to nie jest takie proste.
Jeśli tkwi się w „chorym” związku i z niego nie można się wyrwać, to właśnie nowa miłość dodaje skrzydeł i pozwala odejść.
Dlatego przestałam się dziwić, że ktoś się łapie drugiej gałęzi, żeby puścić pierwszą.
Michała w jakimś stopniu uskrzydlił sam kontakt z bratnią duszą, nie musi przecież wchodzić w romans, tym bardziej wbrew sobie.
A co ty byś zrobił na miejscu Michała?
Nie wiem co bym zrobił na miejscu Michała. Pewnie bym sie rozwiódł. Tak mi się wydaje ale nie wiem na 100%
Ale uwazam ze dużym błędem jest wejście w nowy związek nie rozumiejąc co sie wydarzyło we wcześniejszym. Albo nie będąc w pełni swiadomym. Przecież to byłby plaster a nie związek
2 898 2025-12-20 00:10:33
No nie jesteś na miejscu Michała , a poza tym nie jesteś Michałem , Bert. Stara prawda - co dobrym rozwiązaniem dla jednego to czasem fatalnym dla drugiego, choć pozornie sytuacje niemal identyczne.
Na wielkie szczęście pomysł z romansowaniem jest Wieki, nie Michała.
2 899 2025-12-20 00:11:50
wieka napisał/a:Bert44 napisał/a:Wieka uważam ze romans z eks to zły pomysł. Jako zemsta ok ale g...no da
Napewno nie jako zemsta, a z własnej potrzeby/woli.
Ja jestem jak najdalej od romansów. Ale jak ma następne 10 lat żyć w takim zawieszeniu, to jaki sens?
Ja też kiedyś uważałam, że jak się zaczyna drugi związek to powinno się najpierw skończyć pierwszy ale Forum głównie mnie nauczyło, że to nie jest takie proste.
Jeśli tkwi się w „chorym” związku i z niego nie można się wyrwać, to właśnie nowa miłość dodaje skrzydeł i pozwala odejść.
Dlatego przestałam się dziwić, że ktoś się łapie drugiej gałęzi, żeby puścić pierwszą.
Michała w jakimś stopniu uskrzydlił sam kontakt z bratnią duszą, nie musi przecież wchodzić w romans, tym bardziej wbrew sobie.
A co ty byś zrobił na miejscu Michała?Nie wiem co bym zrobił na miejscu Michała. Pewnie bym sie rozwiódł. Tak mi się wydaje ale nie wiem na 100%
Ale uwazam ze dużym błędem jest wejście w nowy związek nie rozumiejąc co sie wydarzyło we wcześniejszym. Albo nie będąc w pełni swiadomym. Przecież to byłby plaster a nie związek
Zgadzam się z tobą. Michał też nie zamierza wchodzić w nowy związek, tym bardziej, że stoi w rozkroku, a to też żadne wyjście.
2 900 2025-12-20 02:06:30
Tak się rozpisze trochę off topic. I nie chcę być źle zrozumiany - to tylko poboczne przemyślenia..
Tak sobie myślę - czy jej (tak w głębi duszy) nie jest żal tych lat w kłamstwie? Czemu tak się opiera? Przecież szczerze i wprost jej powiedziałem - gierki się skończyły - czas zacząć rozmawiać poważnie. Ale nic z tego. Dalej idzie w zaparte , że popełniła błąd, że za ten grzech odpowie (wiadomo przed kim) i że modli się za nas..I że czuła się przy mnie samotnie czasami. To było jakiś czas temu kiedy próbowałem z nią rozmawiać.
Tak między wami a mną - co ona tak na serio myśli? o co jej chodzi? bo ja nie rozumiem.
przez chwilę pomyślałem - może byśmy wspólnie ogarnęli Sylwestra? może ktoś nie ma planów? Tak tylko pytam jak coś..
2 901 2025-12-20 10:25:41
czuła się przy mnie samotnie czasami. To było jakiś czas temu kiedy próbowałem z nią rozmawiać.
Tak między wami a mną - co ona tak na serio myśli? o co jej chodzi? bo ja nie rozumiem.
Tu akuratnie sprawa jest bardzo prosta. Chodzi jej o to, żeby wrócic do tego co było. W domu przykładna rodzina, a "gdy czyła się samotna", spełnianie potrzeb emocjonalnych z gachem.
2 902 2025-12-20 12:42:36
Tak się rozpisze trochę off topic. I nie chcę być źle zrozumiany - to tylko poboczne przemyślenia..
Tak sobie myślę - czy jej (tak w głębi duszy) nie jest żal tych lat w kłamstwie? Czemu tak się opiera? Przecież szczerze i wprost jej powiedziałem - gierki się skończyły - czas zacząć rozmawiać poważnie. Ale nic z tego. Dalej idzie w zaparte , że popełniła błąd, że za ten grzech odpowie (wiadomo przed kim) i że modli się za nas..I że czuła się przy mnie samotnie czasami. To było jakiś czas temu kiedy próbowałem z nią rozmawiać.
Tak między wami a mną - co ona tak na serio myśli? o co jej chodzi? bo ja nie rozumiem.
przez chwilę pomyślałem - może byśmy wspólnie ogarnęli Sylwestra? może ktoś nie ma planów? Tak tylko pytam jak coś..
Planowałeś wyjazd, ale równie dobrze możesz spędzić Sylwestra u tego kumpla swojego czy innego który robi domówkę.
Wielu spędza na świeżym powietrzu na koncercie, jak już gdzieś sobie tam zamówiłeś miejscówkę to lepiej było w takim mieście gdzie organizowany jest taki sylwester np. w Toruniu czy Zakopanem. Może ktoś ze znajomych się wybiera na taki sylwester w plenerze. Równie dobrze możesz być sam bo i tak zginiesz w tłumie.
Twoja żona przyzwyczaiła się, że zawsze tak jest jak ona chce, a teraz bardzo chce stwarzać pozory małżeństwa, bo znając ciebie pewnie uważa, że da się ciebie zawsze nagiąć do siebie i wróci co było. Jak ty się czułeś przy niej to już jest nieważne, a ona po prostu wymyśla, bo nie ma żadnego argumentu. Dla niej bardzo ważne jest co ludzie powiedzą. No i nie po to cię wzięła na ojca dziecka, żeby samotnie wychowywać.
Już osiągnęła pierwszy cel, bo wróciłaś i myśli, że wszystko wróci do normy, a podpieranie się wiarą jej w tym pomoże.
A na stare lata będzie miała w tobie opiekuna, ja na jej miejscu też bym ciebie przy sobie trzymała ![]()
Dlatego ci nie ustąpi. Musisz się zdecydować czy odciąć się od niej emocjonalnie na 100%, żeby ci było łatwiej podejmować decyzje, lub poddać się żonie i czekać może się do niej przekonasz. Bo żadna rozmowa nic nie da, będziesz musiał samodzielnie zdecydować.
2 903 2025-12-20 13:32:09
Tu własnie jest kłopot. Patrząc z boku wiadomo o co chodzi żonie, bo to jest czytelne. Nie wiadomo o co chodzi Michałowi. O czym on chce rozmawiać z zoną? Żona ma wbrew sobie podjąc jakieś decyzje o zmianie? Chciałby u niej nałozenia worka pokutnego? No i co to ma niby dać? Żona nadal jest u niego najwazniejsza. Nie podobaja mu się inne kobiety. Do tego Michał zachowuje sie bardzo naiwnie. Myśli, że ona czegoś żałuje. A przecież dla niej ta sytuacja była idealna. Wypełniła sakrament małżeństwa, co z punktu widzenia katolickiego jest podstawą. Ma córkę, ma ułozonego męża. Ma tez kogoś, kto spełnia jej potrzeby emocjonalne. Czego tu żałować? Co zmieniać? Przecież z jej religijnego punktu widzenia, nie mozna rozbijać rodziny, nawet jesli to tylko pozory.
2 904 2025-12-20 13:55:46
W mojej ocenie, właśnie te jej zachowania, gdzie ona usilnie próbuje utrzymać status quo, mimo jasnych przekazów ze strony Autora, świadczy o sporym udziale wyrachowania, kierującym jej postępowaniem. Poprzedni, długi okres, kiedy on tańczył dokładnie tak, jak mu zagrała za bardzo przyzwyczaił ją do sielskiego życia, gdzie może dyktować Autorowi swoje warunki. Cały ten czas był przez nią manipulowany, mniej lub bardziej świadomie, ale zawsze. Dopiero teraz zaczyna się to zmieniać, kiedy stopniowo Kolega zaczął dostrzegać swoje kiepskie położenie.
Ona zaś dalej robi dobrą minę do złej gry. Jeśli do tego dochodzi jeszcze religijny bełkot, to już robi się prawdziwy cyrk.
2 905 2025-12-20 15:36:20 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-20 15:38:55)
Tu własnie jest kłopot. Patrząc z boku wiadomo o co chodzi żonie, bo to jest czytelne. Nie wiadomo o co chodzi Michałowi. O czym on chce rozmawiać z zoną? Żona ma wbrew sobie podjąc jakieś decyzje o zmianie? Chciałby u niej nałozenia worka pokutnego? No i co to ma niby dać? Żona nadal jest u niego najwazniejsza. Nie podobaja mu się inne kobiety. Do tego Michał zachowuje sie bardzo naiwnie. Myśli, że ona czegoś żałuje. A przecież dla niej ta sytuacja była idealna. Wypełniła sakrament małżeństwa, co z punktu widzenia katolickiego jest podstawą. Ma córkę, ma ułozonego męża. Ma tez kogoś, kto spełnia jej potrzeby emocjonalne. Czego tu żałować? Co zmieniać? Przecież z jej religijnego punktu widzenia, nie mozna rozbijać rodziny, nawet jesli to tylko pozory.
Nic dodać, nic ująć.
2 906 2025-12-20 16:09:48 Ostatnio edytowany przez AdamJeden (2025-12-20 16:10:22)
Tu własnie jest kłopot. Patrząc z boku wiadomo o co chodzi żonie, bo to jest czytelne. Nie wiadomo o co chodzi Michałowi.
Jak to o co ? O kasę
Zrezygnował z rozwodu po naradzie u papugi, wcześniej liczył na jakiś majątek, mieszkanie chyba. Papuga pozbawił nadziei wg relacji. No to pozostał z (chyba) dr "dla dobra córki" ![]()
2 907 2025-12-20 17:10:11
Legat napisał/a:Tu własnie jest kłopot. Patrząc z boku wiadomo o co chodzi żonie, bo to jest czytelne. Nie wiadomo o co chodzi Michałowi.
Jak to o co ? O kasę
Zrezygnował z rozwodu po naradzie u papugi, wcześniej liczył na jakiś majątek, mieszkanie chyba. Papuga pozbawił nadziei wg relacji. No to pozostał z (chyba) dr "dla dobra córki"
Sorry, ale nie znasz tematu od początku, więc nie strzelaj kapiszonami. Kasa tu nie ma żadnego znaczenia.
2 908 2025-12-20 17:31:09
AdamJeden napisał/a:Legat napisał/a:Tu własnie jest kłopot. Patrząc z boku wiadomo o co chodzi żonie, bo to jest czytelne. Nie wiadomo o co chodzi Michałowi.
Jak to o co ? O kasę
Zrezygnował z rozwodu po naradzie u papugi, wcześniej liczył na jakiś majątek, mieszkanie chyba. Papuga pozbawił nadziei wg relacji. No to pozostał z (chyba) dr "dla dobra córki"
Sorry, ale nie znasz tematu od początku, więc nie strzelaj kapiszonami. Kasa tu nie ma żadnego znaczenia.
Mam inną zaletę, czytam dokładnie co pisze autor tematu, ale bez emocji ![]()
2 909 2025-12-20 19:58:30
Dzień dobry Wam,
Naprawdę sporo się wydarzyło. Dużo musiałbym pisać. Poszedłem do prawnika, który ma 35 lat doświadczenia w rozwodach. Zgruchotał moje 'dowody'. Coś tam mam niby, ale nic na tyle 'mocnego' żeby mówić o jakiejkolwiek przewadze nad nią. Właściwie to ona ma ją nade mną. Wróciłem do domu , córka jest przeszczęśliwa, chodzi za mną niemal krok w krok. Z żoną na razie przynajmniej mamy ustalone życie obok siebie , ale widzę ten jej uśmiech no i sama przyznała, że modlitwy zostały wysłuchane. Wszyscy są zadowoleni z tej sytuacji, moja matka aż się rozpłakała z radości. Odezwali się do mnie bracia. Siedzę teraz sam w domu i zastanawiam się kim ja w ogóle jestem, oprócz ,że jak to nazwał mnie kumpel 'kompletnym cieniasem'. Chyba wpadłem w jakąś depresję. Już nie mam sił naprawdę, piszcie co chcecie, że to było do przewidzenia itp. Być może tak. Najwidoczniej muszę nauczyć się tak żyć, choćby dla córki , która kiedyś pójdzie w świat .
tak własnie było. Planem netk-a było dowiedzenie winy małżonki i przejęcie mieszkań. Plan się pogruchotał, bo dowody na zdradę były według prawnika nikłe.
Teraz na pewno rozwodu z jej winy nie dostanie, bo wrócił do żony, a to traktowane jest przez sąd w kategoriach wybaczenia.
2 910 2025-12-20 20:57:03
netk53521 napisał/a:Dzień dobry Wam,
Naprawdę sporo się wydarzyło. Dużo musiałbym pisać. Poszedłem do prawnika, który ma 35 lat doświadczenia w rozwodach. Zgruchotał moje 'dowody'. Coś tam mam niby, ale nic na tyle 'mocnego' żeby mówić o jakiejkolwiek przewadze nad nią. Właściwie to ona ma ją nade mną. Wróciłem do domu , córka jest przeszczęśliwa, chodzi za mną niemal krok w krok. Z żoną na razie przynajmniej mamy ustalone życie obok siebie , ale widzę ten jej uśmiech no i sama przyznała, że modlitwy zostały wysłuchane. Wszyscy są zadowoleni z tej sytuacji, moja matka aż się rozpłakała z radości. Odezwali się do mnie bracia. Siedzę teraz sam w domu i zastanawiam się kim ja w ogóle jestem, oprócz ,że jak to nazwał mnie kumpel 'kompletnym cieniasem'. Chyba wpadłem w jakąś depresję. Już nie mam sił naprawdę, piszcie co chcecie, że to było do przewidzenia itp. Być może tak. Najwidoczniej muszę nauczyć się tak żyć, choćby dla córki , która kiedyś pójdzie w świat .tak własnie było. Planem netk-a było dowiedzenie winy małżonki i przejęcie mieszkań. Plan się pogruchotał, bo dowody na zdradę były według prawnika nikłe.
Teraz na pewno rozwodu z jej winy nie dostanie, bo wrócił do żony, a to traktowane jest przez sąd w kategoriach wybaczenia.
Właśnie o ten fragment relacji chodzi.
Przy okazji miło
że jest jeszcze ktoś, kto potrafi rozumieć czytany tekst. A nie jest on łatwy - łącznie kilkanaście zdań.
2 911 2025-12-20 21:03:29
Adam może zacytuj ten tekst, bo ja czytam każdy i potrafię czytać między wierszami ale takiego czegoś nie wywnioskowałam.
Obydwoje mają mieszkania i dobrze zarabiają, była tylko wzmianka, że żona przepisała jakieś swoje mieszkanie na niego, żeby tym samym udowodnić swoją miłość.
Czekam więc na fragment w którym Michałowi chodzi o majątek.
Bardzo krzywdzące wyciągnąłeś wnioski.
2 912 2025-12-20 21:40:19
Adam może zacytuj ten tekst, bo ja czytam każdy i potrafię czytać między wierszami ale takiego czegoś nie wywnioskowałam.
Obydwoje mają mieszkania i dobrze zarabiają, była tylko wzmianka, że żona przepisała jakieś swoje mieszkanie na niego, żeby tym samym udowodnić swoją miłość.
Czekam więc na fragment w którym Michałowi chodzi o majątek.
Bardzo krzywdzące wyciągnąłeś wnioski.
Stosowny fragment zacytowany został powyżej we wpisie @Noble.
Ja ci nie zarzucam, że ty nie czytasz wpisów.
Nie chce mi się wyjaśniać w szczegółach i wykłócać z tobą co kto jak interpretuje, co to albo tamto oznacza. Każda osoba święcie wierzy w to że ona ma rację.
Pisząc tu prezentujemy własne oceny sytuacji. Bez udowadniania że moje jest mojsze.
2 913 2025-12-20 22:13:00 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-20 22:16:00)
wieka napisał/a:Adam może zacytuj ten tekst, bo ja czytam każdy i potrafię czytać między wierszami ale takiego czegoś nie wywnioskowałam.
Obydwoje mają mieszkania i dobrze zarabiają, była tylko wzmianka, że żona przepisała jakieś swoje mieszkanie na niego, żeby tym samym udowodnić swoją miłość.
Czekam więc na fragment w którym Michałowi chodzi o majątek.
Bardzo krzywdzące wyciągnąłeś wnioski.Stosowny fragment zacytowany został powyżej we wpisie @Noble.
Ja ci nie zarzucam, że ty nie czytasz wpisów.Nie chce mi się wyjaśniać w szczegółach i wykłócać z tobą co kto jak interpretuje, co to albo tamto oznacza. Każda osoba święcie wierzy w to że ona ma rację.
Pisząc tu prezentujemy własne oceny sytuacji. Bez udowadniania że moje jest mojsze.
Zgadzam się, ale widzę, że nie znasz tematu.
Tu nikt nie mówi ani nie wierzy, że ona ma rację, bo nawet nie wiem w czym by miała ją mieć.
Chodzi mi tylko o to, że wyciągnąłeś wnioski być może z jakiś fragmentów, bo Michał często pisał w emocjach, chaotycznie i naprawdę trzeba znać od podszewki jego problem, żeby wyciągać takie czy inne wnioski.
Ale jednak zarzucasz, że wszyscy nie rozumieją tekstu tylko ty zrozumiałeś i cieszysz się, że jeszcze ktoś się znalazł ![]()
To za mało.
2 914 2025-12-20 22:30:54
Jak przeczytałem wpisy uzytkownika Adama i Noble to aż mi "szczena opadła". Różnie tu pisano o mnie , różnie, ale sugestie ,ze wróciłem do domu przez kwestie majątkowo finansowe to aż nie wiem co nawet pisać.
Ja jej nawet mówiłem, ze podzielimy sie sprawiedliwie, mówiłem, ze wszystko jej oddam.
A zaraz tu będę wychodził na jakiegoś utrzymanka - a zresztą jakaś uzytkowniczka kiedyś nawet sugerowała, ze związałem sie z żoną również dla prestiżu bycia z Panią doktor (zapadło mi to w pamięć dość mocno ).
Każdy ma prawo do opinii.
Ale dla mnie to chyba za dużo Internetu już.
2 915 2025-12-20 22:33:37 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-20 22:34:52)
Który to wpis Noble świadczyć może o braku wiedzy nt. relacji między rozwodem z orzeczeniem o winie a podziałem majątku dorobkowego małżonków, które to postępowania są odrębne. W polskim prawie są enumeratywnie wyliczone sytuacje, w których sąd w sprawie o podział majątku dorobkowego (całkowicie odrębnej od sprawy o rozwód i nie obowiązkowej) może (absolutnie nie musi, tylko może) nakazać podział inny niż 50/50. W tym wyliczeniu nie ma punktu "jeśli rozwód został orzeczony z wyłączną winą jednego z małżonków, to ...".
Posądzanie Michała o uknucie planu "ona mnie zdradziła to ja przejmę jej mieszkania" jest tak absurdalne, że pisać mi się nie chce nawet.
Michał, jeśli używasz tutejszego priv to zajrzyj tam jutro/pojutrze. ![]()
2 916 2025-12-20 22:42:23
Jak przeczytałem wpisy uzytkownika Adama i Noble to aż mi "szczena opadła". Różnie tu pisano o mnie , różnie, ale sugestie ,ze wróciłem do domu przez kwestie majątkowo finansowe to aż nie wiem co nawet pisać.
Ja jej nawet mówiłem, ze podzielimy sie sprawiedliwie, mówiłem, ze wszystko jej oddam.
A zaraz tu będę wychodził na jakiegoś utrzymanka - a zresztą jakaś uzytkowniczka kiedyś nawet sugerowała, ze związałem sie z żoną również dla prestiżu bycia z Panią doktor (zapadło mi to w pamięć dość mocno ).
Każdy ma prawo do opinii.
Ale dla mnie to chyba za dużo Internetu już.
Mnie też szczęka opadła, bo można mieć różne opinie, ale trzeba znać temat, żeby oceniać.
Pisz i się nie przejmuj ocenami tym bardziej z kapelusza.
2 917 2025-12-20 23:10:25
Moja szczęka dalej toczy się po podłodze...
Niebywałe..
2 918 2025-12-21 10:55:14
Jak przeczytałem wpisy uzytkownika Adama i Noble to aż mi "szczena opadła". Różnie tu pisano o mnie , różnie, ale sugestie ,ze wróciłem do domu przez kwestie majątkowo finansowe to aż nie wiem co nawet pisać.
Ja jej nawet mówiłem, ze podzielimy sie sprawiedliwie, mówiłem, ze wszystko jej oddam.
A zaraz tu będę wychodził na jakiegoś utrzymanka - a zresztą jakaś uzytkowniczka kiedyś nawet sugerowała, ze związałem sie z żoną również dla prestiżu bycia z Panią doktor (zapadło mi to w pamięć dość mocno ).
Każdy ma prawo do opinii.
Ale dla mnie to chyba za dużo Internetu już.
Jak coś wygląda i zachowuje się jak koń to jest koniem, niczym innym.
Co nie ? ![]()
2 919 2026-01-07 14:03:03
Cześć Wam ,
Najlepsze życzenia na Nowy Rok dla Was wszystkich - zdrowia przede wszystkim.
Nie wiem po co przejmuję się tak idiotycznymi wpisami - powinienem w sumie po ponad roku tutaj już przywyknąć - reagować już nie mam zamiaru.
W sumie nie działo się zbyt wiele - żadne jakieś poważne sprawy. Święta Święta - a sam Sylwester - spędzony przeze mnie samotnie - ale było całkiem fajnie. Pełen relaks i ogólnie jestem zadowolony ,że tak postąpiłem.
W sumie dobrze mi tu pisano - kontakt z eks był błędem, ciężko mi było zerwać tą niepotrzebną znajomość , ona jest pokaleczona po rozwodzie i raczej liczyła na coś więcej (przynajmniej w przyszłości) - podszedłem do tej sprawy zbyt naiwnie zdecydowanie.
Żona sobie ode mnie kupiła pakiet do ekskluzywnego spa - dla siebie i koleżanki - oj żebyście widzieli jej minę - aktorka roku - jaka była zadowolona i zaskoczona w jednym - bardziej niż ja sam. Wybiera się tam z nią niedługo.
Jednak mnie zaczyna niepokoić - mam nadzieję, że niepotrzebnie - nasza córka. To są małe rzeczy , ale nie dają mi spokoju.
Staram się poświęcać jej każdą chwilę i znaleźć jakieś zajęcia wspólne - mała wpadła na pomysł przemalowania pokoju - znalazła tapetę i była dość podekscytowana - miała mi trochę pomagać przez weekend. Jeszcze miałem jej zrobić nowe , większe biurko ,ale trochę mi to zajmie więc na razie tylko mały remoncik. Naprawdę tego chciała - jednak gdy tylko weszła żona , spojrzała na nią i powiedziała ,że nie ma mowy ,że miała malowany pokój w zeszłą wiosnę i starczy - ona od razu przygasła , przytaknęła i nie chciała słyszeć o tym już. Poszedłem z żoną o tym porozmawiać - a ona ,że nie mogę dawać sobie wchodzić na głowę ,że mała wykorzystuję sytuacje , wchodzi w ten trudny wiek , że mam zamydlone oczy itp. i że musimy być uważni bo ją rozpuścimy i pokażemy, że to ona może sobie rządzić. Może i trochę racji ma - sam nie wiem, bardziej co mnie w tej sytuacji zdziwiło to fakt, że żona dziwnie się spojrzała na córę a ta od razu odpuściła temat.
Kolejna sytuacja - chciałem ją zabrać do zamku tzw. Polski Hogwart - aż pisnęła z radości - znów to samo ,żona tylko na nią spojrzała i już ona nie chciała słyszeć o tym pomyśle.
Żona słabiej się czuła - to wiadomo obiadu nie będzie - chciałem przejść się z córką po mieście bo nie było tak mroźno i przynieść jedzenie do domu albo zjeść gdzieś - od razu się zabrała do mamy . Podszedłem do pokoju i nie słyszałem żeby żona mówiła cokolwiek do niej. Mała przychodzi i mówi ,że możemy zamówić jedzenie do domu i iść razem na spacer jak mama wydobrzeje... Oczywiście próby rozmów z żoną są zbędne - ona nie widzi problemu, taki wiek u niej się zaczyna itp.
Moją obojętność względem żony rośnie. Ja robię swoje ona swoje. Ostatnio wróciła od koleżanki przed północą - ja zasnąłem w salonie na kanapie - specjalnie mnie obudziła żeby powiedzieć ,że wróciła. Spytałem czy nie opłacało jej się już zostać na noc tam gdzie była - jakbym jej w twarz napluł taką minę zrobiła , sekundę się zawahała i powiedziała, że lubi zasypiać w swoim łóżku. Serio Wam piszę - wyszła z domu o 10 rano wróciła przed północą a ja miałem to gdzieś. i całkiem mi z tym dobrze. Ona np. pół dnia następnego - niepytana ani razu przeze mnie - opowiadała o czym i o kim sobie z koleżanką rozmawiały itp. - wręcz miała jakiś słowotok - chodziła za mną nawet do kotłowni a ja nawet kurtuazyjnie jej nie odpowiadałem nie pytałem - ale ona nie mogła się powstrzymać - nawet chciała pokazać mi zdjęcia ze spotkania a jak nie wyrażałem chęci to mi je sama wysłała.
Nawet skoki zaczęła ze mną oglądać choć wcześniej jej nie interesowały. Przysuwa się , próbuję objąć , nawet zdjęcia nam robi , jedno wstawiła na znaną platformę społecznościową , które ktoś ze znajomych skomentował w stylu : Michał mrugnij jeśli potrzebujesz pomocy.
No i na Nowy Rok strasznie pokłóciłem się z kumplem - chyba po przyjaźni już..
Pozdrawiam.
2 920 2026-01-07 15:14:54 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-01-07 15:17:41)
A o co pokłóciłaś się z kumplem, szkoda, jeśli to dobry przyjaciel to myślę, że wam przejdzie i wrócicie do tego co było. Jak ja mówię przyjaciela to się przyjmuje z całym inwentarzem i trzeba przymykać oko, jak mówił klasyk, jak chcesz mieć przyjaciela to przymknij jedno oko jak chcesz utrzymać obydwa. Bo jakieś wielkiej krzywdy chyba sobie nie zrobiliście, pierwszy wyciągnij rękę, jeśli ci go będzie brakować.
Fajnie że napisałeś, bo nawet ostatnio o tobie pomyślałam, ciekawe jak Michał spędził Sylwestra ![]()
Co do córki, to może wcześniej nie zauważyłeś ale znam podobny przypadek, że córka liczy się tylko ze zdaniem matki i nawet jak ojciec coś jej każe, to ona dzwoni do matki czy ta się na to zgodzi. I to matka z babcią głównie wychowały tam dzieci, ona na nie krzyczy bo krzykaczka z natury, ale one najbardziej ją kochają, taki paradoks można powiedzieć.
Na pewno nie jest to dobre, ale tego nie zmienisz, nie wiem czy się od niej dowiesz dlaczego ona tak się w sumie boi mamy, jej reakcji, bo nie wiesz jaki żona ma na nią wpływ. Do tego żona rządziła zawsze w waszej rodzinie, ty się jej słuchałeś, to się nie dziw że córka się słucha. Dla niej mama to wyrocznia, bo tak podobnie jest w tym przypadku co opisywałam, tam rządzi żona, małżeństwo w miarę wydaje się w miarę zgodne, mąż spokojny, ustępuje jak ona na coś się uprze.
U was to jeszcze jest tak, że żona to robi celowo, choć z tym malowaniem to miała rację bo nie ma sensu co roku malować, a Ty na wszystko też nie możesz się zgadzać co tylko córka wymyśli.
Jeśli chodzi o inne wyjścia, to takim zabranianiem robi ci pod górkę, co mówi, jak się do mnie ponownie nie przekonasz, będę utrudniała ci życie w białych rękawiczkach, żebyś się nie zorientował o co chodzi.
Ona dąży do swojego celu, a ty dalej nie wiesz w którą stronę pójść…
Co do tej znajomej, to jeśli byś miał z nią podobne cele, to nie byłoby źle, ale jak nie myślisz o rozwodzie , to nie miało sensu.
Oby ten nowy rok przyniósł ci rozwiązanie.
2 921 2026-01-07 18:20:24 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-01-07 18:21:19)
Dzięki za życzenie i wzajemnie.
Sądzę, że żona na swój sposób manipuluje córką tak, abyś nie zorientował się. Przykładem jest temat wyjścia z córką na miasto, aby coś zjeść. Poza tym ona robi wszystko, aby dalej żyć iluzją starego dobrego małżeństwa. I co gorsza, nadal będzie tak się zachowywać. Pytanie tylko jak długo jeszcze, bo z całą pewnością nie do końca świata. Dlatego powinieneś w miarę szybko znaleźć wyjście, rozwiązanie tej całej sytuacji. Kiedy Twoja żona zmieni swoje nastawienie to raczej na gorsze, nie na jeszcze bardziej lepsze. To zaś nie wróży Tobie nic dobrego.
Przyjaźń ma to do siebie, że byle kłótnia nie zniszczy jej. Dlatego też uważam, że skoro już pokłóciłeś się z kumplem to teraz czas wyjaśnić wszystko i pogodzić się.
2 922 2026-01-08 14:30:27
Myślę, że na naszą kłótnie składa się kilka czynników.
Zaczęło się od tego ,że powiedziałem mu o tym ,że pisze na kobiecym forum na temat tego co się dzieję w moim małżeństwie. (kiedyś już mu o tym wspomniałem ,ale on moje słowa zbagatelizował - jak się okazało sądził wtedy, że sobie żartuję).
A jak jeszcze dodałem ,że chciałem się w realu spotkać z kimś z tego forum , żeby pogadać itp. to on aż oczy wytrzeszczył i powiedział ,że od tego momentu już nie bierze mnie na poważnie , że jestem naprawdę głupim człowiekiem, nierozumnym i aż nie wie co powiedzieć itp. Tłumaczyłem mu czemu tutaj piszę i że naprawdę mi tu ludzie pomogli - online ale mnie wspierali i że tu są nie tylko kobiety ale też mężczyźni a on , na to że zaczyna żałować mojej żony , że co by o niej nie mówić to jest inteligentna kobieta i że trzeba sprawdzić jej poziom iq bo może przy mnie jej spadło a mojego nie ma co liczyć bo pewnie małpa ma większy iloraz inteligencji. Zaczął pytać na jakim świecie ja żyję ,że jestem tak naiwny. Pytał co tu napisałem o sobie a jak się dowiedział ,że znacie zawód mojej żony to twarz w dłoniach schował. I jeszcze zapytał czy swoje prawdziwe imię podałem tu aż się zaśmiał jak usłyszał ,że tak , i powiedział ,że jeszcze pesel mam Wam dać. Ogólnie dalsza rozmowa była kiepska i on powiedział ,że sam siebie krzywdzę i powinienem iść i się zamknąć w jakimś ośrodku dla swojego dobra. Rozmowa 'siadła' kompletnie i on powiedział ,że miał mnie za innego człowieka i nie chce tak skrajnie 'atencyjnych; i durnych ludzi w swoim życiu i że najlepiej jak ograniczymy kontakt. Zszokował mnie totalnie. Dałem mu kilka dni na ochłonięcie ,ale odpisał jak napisałem do niego ,żebym dał mu spokój. Jeszcze spróbuję za jakiś czas , może przemyśli i jakoś spojrzy na to z innej strony , sam nie wiem. Nic takiego nie zrobiłem. On powiedział, że zamiast powiedzieć rodzinie to ja 'bawię swoim cyrkiem wieś' - jego słowa.
Ale jak przemyślałem sprawę dogłębnie to myślę ,że jest coś jeszcze. Chyba ja zawiodłem jego jako przyjaciel. Był moment parę tygodni temu kiedy on powiedział mi ,że mają z żoną duże problemy między sobą i chyba się będzie wyprowadzał - i ja nic nie powiedziałem mu. Zamilkłem bo nie wiedziałem co powiedzieć - jaki ze mnie ekspert ,żeby dawać rady? On tylko powiedział dwa zdania i już nie mówił o tym więcej a ja nie dopytywałem. Gdyby coś znów powiedział to pewnie jakoś byśmy pogadali ale już więcej nic nie mówił. A czuję ,że powinienem jakoś go wesprzeć - jakkolwiek , jak on wsparł mnie. Wysłuchałbym go to na pewno. Nie naciskałem a powinienem chyba. Wyszedłem tak jak później mnie określił na atencjusza - później tak sobie pomyślałem, że specjalnie użył takich słów. Że mówiłem o swoich problemach a nie wysłuchałem jego.. Kiepsko się z tym czuję , to naprawdę porządny facet a ja wyszedłem na dupka. Ciężko mu teraz , jest pewnie w słabej formie i nie będę brał jego słów na poważnie. Dam mu czas ,ale będę się odzywał, może zaproponuję wyjście na piwo - zobaczymy , szkoda by było znamy się prawie 20 lat..
2 923 2026-01-08 14:52:01 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-01-08 14:53:08)
Można powiedzieć, że kolega taktem i empatią nie grzeszy, no ale każdy jest inny i jest jaki jest, i on powinien ciebie też akceptować jakim jesteś.
W tej sytuacji o której piszesz w ostatnich zdaniach, ja ciebie rozumiem, że nie wiedziałeś co powiedzieć ale w takich sytuacjach trzeba mówić wprost, wiesz nie jestem w stanie ci nic powiedzieć bo sam siedzę w problemie którego nie potrafię rozwiązać i chociaż bym chciał to nie mogę ci pomóc ani cokolwiek doradzić, ale jak najbardziej mogę cię wysłuchać. Wtedy nawet mógłbyś to skomentować co o tym myślisz.
Co do chęci spotkania się z kimś z Forum, ja też uważam, że to nie był dobry pomysł ale wystarczy to powiedzieć bez wyrzutów.
Jakimś wytłumaczeniem dla niego może być też to, że sam był w stresie w związku ze swoją sytuacją.
Lepiej jakbyś mu napisał o tym co czujesz jeśli chodzi o waszą relację, też trochę posypać głowę popiołem, ale bez przesady, bo on też zachował się nie fair w stosunku do ciebie. Więcej powściągliwości by mu się przydało. Ale nic na siłę, jak nie będzie chciał z tobą mieć kontaktu, to jego wybór, ma prawo, więc za bardzo się nie narzucaj.
A znasz chociaż powód rozwodu kolegi?
2 924 2026-01-08 15:34:10
Nie dziwie się koledze. Ciężko patrzeć na to co robisz sam ze sobą, kisząc się w tym związku. Na dodatek dla córki chcesz za dużo i żona ma rację, że możesz jak zepsuć swoim nadskakiwaniem.
2 925 2026-01-08 16:30:23 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-01-08 16:35:24)
Co malowania w pokoju u córki mam odmienne zdanie. W nastolatkowym wieku wpadają dzieciom do głowy różne pomysły i nie chodzi o to, żeby zabraniać, w ogóle malowania tylko zachęcić, na przykład, do wspólnego projektowania, żeby nie było tak, że córka nie ma nic do powiedzenia nawet jeśli chodzi o jej własny pokój. To dobrze, że autor próbuje się znaleźć na wspólnej płaszczyźnie z córką, co nie znaczy, że ma spełniać tylko jej zachcianki, ale pomagać w realizacji jej pomysłów, w których ona też bierze czynny udział. Przecież tak się buduje kreatywność.
Co do kumpla autora, to nie mam zdania. Może przeżywa teraz trudny czas i trzeba mu podać rękę i wybaczyć te wybuchy złości? A może być to też koniec przyjaźni, od was zależy. On sobie nie wyobraża, żeby mógł komukolwiek powiedzieć o problemach rodzinnych, a jednak do Ciebie miał zaufanie. Nie wiedziałeś co mu doradzić? Nie musiałeś wiedzieć, wystarczyło może tylko wysłuchać i wesprzeć?