dlaczego zdradzani sa glupi... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » dlaczego zdradzani sa glupi...

Strony 1 2 3 65 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 3,559 ]

Temat: dlaczego zdradzani sa glupi...

Trafilam tu gdy rozpaczliwie chcialam sie wyplakac. Poskarzyc na los. Poprosic o porade. Anonimowosc byla super sprawa. Moglam opisac cale ochydztwo mojej sytuacji, zenujaca historie. To bylo super. A potem moglam wrocic do pracy i udawac w biurze jak to wszystko OK w moim zyciu. No bo jak podac swoje prawdziwe nazwisko, imie i opowiedziec jak pozwalam sie facetowi upokorzyc, zeszmacic, traktowac jak dziwke, jak glupka.
Anonimowo mozna.
... Teraz zagladam czasem na to forum i czytam. I zal mi tych wszystkich glupich ludzi.
bo to my jestesmy glupi, nie lubimy sie, nie szanujemy i nie kochamy... i boimy sie ze ten jeden jedyny "dupek" co nam sie trafil to skarb, ktorego trzeba trzymac za wszelka sile. Niech nas bije, poniza, zdradza... my wszystko wybaczymy bo go kochamy...
a to pomylka my go nie kochamy... my tylko nie potrafimy odroznic milosci do "dupka" od braku milosci do samych siebie.
a brak milosci do siebie oznacza, ze:
- boimy sie ze go stracimy i zyc bez niego nie bedziemy juz mogly
- wybaczamy ochydzienstwa, niesprawiedliwosc, brak szacunku
- mowimy ze mamy nadzieje ze kiedys ON to zrozumie..... ale nawet przed soba nie chcemy sie przyznac, ze wydaje nam sie ze jak jego nie bedzie to juz nikogo nie bedzie... i  splesniejemy w kacie. Udajemy wiec ze czekajemy az zrozumie. Przeciez zrozumiec moze bez nas w poblizu.
-zapominamy... mowimy "to ostatni raz" albo "tym razem wybaczam" ... a potem wypieramy z naszej swiadomosci ze cos takiego powiedzielismy
- BO TAK NAPRAWDE PANICZNIE BOIMY SIE ZE NIKT NAS JUZ NIE POKOCHA (takie do niczego jestesmy, brzydkie, grube, obwisle cycki, albo brak wyksztalcenia, biedne, albo moze stare)

Ja wlasnie odrabiam moja prace zyciowa.
Ucze sie jak kochac siebie. Wydawalo mi sie ze to mnie nie dotyczy. A jednak! Slepa bylam i biedna. Az mi zal siebie.

Napiszcie mi wszystkie zdradzone, pobite, porzucone, nieszanowane dziewczyny dlaczego tak walczycie o tego "PANA DUPKA"?

Ja powiem pierwsza.
Bo gruba jestem i wydaje mi sie ze nie jestem na tyle ladna by ktos na mnie zwrocil uwage... no i jeszcze pokochal
boje sie ze nie jestem rowniez zbyt madra... a interesuja mnie wylacznie inteligentni faceci
ON mowil, ze kocha.... no to myslama ze kocha tylko inaczej, i ze ja moze tego nie widze... a fakty co swiadcza przeciw niemu... no to nie wiem... moze przejaskrawiam? Wiec jak dluzej bedziemy razem to sie dopatrze wreszcie. I sie dopatrywalam czasami. Kwiaty przyniosl, usmiechnal sie do mnie... mama niby tez, ale na mame nie bylam taka napalona.
Mowil ze kocha... a jak mowi ze kocha to znaczy ze mowi, a nie ze kocha.
... i bardzo nie lubie byc niekochana. Normalnie panika. To nic ze zdradzil... ale powiedzial ze kocha i ze jestem najwazniejsza. To jak narkotyk. To nic ze sie zabijam, ale mam przez chwile przyjemnosc

a co z Wami nie tak?
potraficie zrobic sobie pranie mozgu?

Sh-bam
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

O tak. Masz racje - w końcu kącik NAPRAWDĘ terapeutyczny. Ciągłe płacze nie pomagają. Trzeba, a nawet należy dać sobie po pysku.
Podobnie jak Ty ja też sobie poryłam mózg i uwolniłam się. Jedyne co to pranie mózgu nie poszło tak dobrze, jak podnoszenie własnej samooceny. Nadal tkwię w przeświadczeniu, ze po prostu życie z kimś jest dla mnie nieosiągalne. Nie umiem. i jestem sama. Ale JESTEM, a nie czołgam u jego stóp.
I to mnie podnosi nieco na drabince człowieczeństwa.
Nie można się dawać zwodzić przykazaniem ksiąg - miłość owszem jest cierpliwa, ale nie głupia. Miłość nie jest zazdrosna, ale nie jest też głupia. Miłość nie szuka zemsty - nie, ale NIE JEST GŁUPIA.

Czasem naprawdę warto kochac tak, żeby odejść. Dla dobra własnego i tego-jego - nie ważne czy dupka, czy po prostu "niekochacza".

3

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Dodrze napiasne!

"kochaj blizniego,jak siebie samego"
Wydaje mi sie,ze to najtrudniejszy rodzaj milosci.
Jak sie tego nauczyc,skoro od dziecinstwa,wmawiano nam,kobietom,ze mamy byc dobre,cierpliwe,mamy dogadzac mezczyznom na wszystkich frontach.............
I oczywiscie przykald naszych matek,ktore czesto,kosztem wlasnego zdrowia(nie mowiac juz o zainteresowanich),posiwecaly sie dla "dobra rodziny".A jak wiadomo,przyklad idzie z gory.

Pytasz,dalaczgo tak walczymy o DUPKA.
Tyle,ile kobiet,tyle odpowiedzi.

"To nic ze zdradzil... ale powiedzial ze kocha i ze jestem najwazniejsza. To jak narkotyk. To nic ze sie zabijam, ale mam przez chwile przyjemnosc"
Nic dodac,nic ujac.

Pytasz o pranie mozgu
Wydaje mi sie,ze to troche na wyrost........
Najtrudniej jest pytac siebie o to,czego ja naprawde chce,bez myslenia o konsekwencjach,finansach,kredytach,itd.....
Jak widze moje zycie.I tu zaczynaj sie schody.....
Bo przez tyle lat,bylismy MY i to ,co dla NAS bylo najwazniejsze.
A teraz nagle,wystepuje w formie pojedynczej i zupelnie sobie z tym nie radze.......

4

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Znam bardzo udany zwiazek. Sa ze soba juz 17 lat. Nie maja slubu. Maja dzieci. Mieszkanie. Kredyty. Dzialke. On wyjechal na wakacje ze swoja coreczka gdy miala 1/2 roku. Wierzyc nie chcialam.. jak on da sobie rade.. Dal! I pierze i gotuje i robi zakupy. Nie zdradza.
W sprawach finansowych byli i sa jako Ty i JA... w lozku MY... w rozmowach MY... w rodzicielstwie- MY
Bo zwiazek to uklad
a jak ktos uwierzy w to MY... to sie glupio podklada. ON robi kariere, jezdzi na szkolenia, uczy sie, ONA zajmuje sie garami....i mowi: postawilismy na jego prace, niech sie rozwija to bedzie mi i dzieciom lepiej. Tylko ze jak on sie rozwinie jak ten paczek w masle.... to my juz nie jestesmy takiez znowu partnerki. Dla takiego wyksztalconego faceta to jestesmy ...sorki... ale tylko garkotlukiem. A potem mowimy "wierzylam przez 20 lat, ze jestesmy MY"
Gdyby kazdy traktowal zwiazek jako ukklad, umowe spolki... to zycie by wygladalo inaczej.
Kto by utrzymywal spolke w ktorej wspolnik jest nie godnym zaufania oszustem, ktory na dodatek co chwila nas obraza i dziala na korzysc innej spolki w ktorej tez ma udzialy??!! No a my tolerujemy takich zyciowych wspolnikow w zamian za to ze powiedza nam czasem ze nas kochaja?
Jestesmy zalosne.
Jak facet Cie zdradza to znaczy ze nigdy w jego glowie nie bylo MY
.... bylo tam tylko jego JA... jego wazne podniecenie, jego nieodparta potrzeba jednosci z kims innym.

Sh-bam

5 Ostatnio edytowany przez Alexytymia (2010-06-09 11:53:46)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Coś w tym jest, że kobiety które pozwalają się w związku traktować jako "ta druga" z czasem są "tą trzecią, czwartą...a później nikim istotnym". Błąd wielu kobiet to robienie z siebie posługaczki, która co by się nie działo biega z obiadkiem i "kapciami w zębach", której celem w życiu jest uszczęśliwianie innych a nie siebie... a później mąż "bohater" zdradza, nie szanuje, wkurza się swoją "głupią kurą domową" z którą coraz mniej go  łączy, któremu ona wydaje się z czasem nudna i ograniczona i zapomina o tym że taki miał być układ, że ona się stara dbać o dom a on robi karierę dla rodziny...a ona chciała żeby on był szczęśliwy, żeby jemu i dzieciom nic nie brakowało, żeby doceniał jej poświęcenie i ciężką pracę, a on docenił koleżankę z pracy, panienkę na wyjeździe służbowym czy inną nowo poznaną kobietę: ciekawszą, zadbaną, zgrabną, błyskotliwą, która łechta jego EGO tak inną od tej którą ma na co dzień w domu. Nie bierzcie tego za złośliwość, ale nie znam żadnej kobiety uległej, która poświęciła się rodzinie, jest na utrzymaniu chłopa o której mogła bym powiedzieć szczęśliwa:( może wy znacie, ja nie.Gdzieś musi być granica, między my a ja...nie można oddawać się całej innym, trzeba zachować zdrowy egoizm, to nasze życie, mamy je tylko jedno żądajmy tego by nas traktowano tak jak my traktujemy innych ... Czy to wina matek...po części, czasem powielamy wzór. U mnie odwrotnie mama na kierowniczym stanowisku, silna, pewna siebie, z moim tatą od 26 lat razem tworzą partnerski związek...mój ojciec zajmował się mną i siostra w takim samym stopniu jak moja mama...prał, gotował, sprzątał, tulał  i lulał. Dziś  chodzą za rękę, razem na wakacje, mój tata masuje mamie stópki po pracy, razem kąpiel...jak para 20 latków, szczęśliwi.
Matka zawsze mi mówiła, znajdź faceta, który szanuje kobiety, który nie jest maminsynkiem, ale nie zapominaj o sobie...miej swoich przyjaciół, hobby, wykształć się i pracuj zawodowo. I skończyłam studia, pracuje, mam wielu przyjaciół, swoje hobby i faceta, który jest inteligentny, zaradny, odnosi się do mnie z szacunkiem, dba o mnie, obowiązki po równo...tak powieliłam wzór i całe szczęście bo mogę powiedzieć o sobie szczęśliwa.

6

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

TAK! ALexytymia.... Wzor powielany. Mam corke i syna. Dla nich sie zmieniam na inny wzor. Moja mama, babcia... to niestety dobre, zlote kobiety...pomiatane. Taki wzorek mialam z domu. Pracuje nad innym.
Ach zeby tak wszystkie kobiety na raz w calej Polsce... jak kiedys Solidarnosc.... strajk i zmiany
Wtedy nie byloby glupich pytan typu: " ma zone i dzieci a ja go kocham (bo powiedzial mi ze jestem fajna) i co mam zrobic walczyc o swoja milosc?", " bije mnie a ja mu wybaczam a teraz mowi ze ma inna", " dzis uderzyl mnie 4 raz", " bylismy tacy szczesliwi a okazalo sie ze on mnie zdradza od 30 lat".
Zadna szanujaca sie kobieta nigdy by tak nie napisala, bo zadna szanujaca kobieta nigdy by nie dopuscila do czwartego razu, wybaczania w zle zrozumianym pojeciu, obecnosci w swoim zyciu zonatego mezczyzny... takiego ulamka faceta ulomnego

Sh-bam

7

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Kurcze, czemu my się tak na głupka wplątujemy w takie relacje? Nie mam pojęcia, smutne jest to, że jak się wchodzi w te związki to mnóstwo z nas jest fajnymi, zaradnymi babkami, ladnymi, wysportowanymi i pachnącymi. I nagle jeżeli ten facet jest półfacetem, siejącym toksynami i z ego taki niskim, że tylko waląc w nas może sobie z nim poradzić, okazuje sie że te fajne babeczki robią się zachukane, rezygnują z swoich planów, marzeń w imię utrzymania znajomości, bycia razem, bliskości. Podróże ze znajomymi schodzą na dalszy plan, spotkania towarzyskie nie istnieją, bo siedziesz z taki niczym w domu, robisz mu jeść i patrzycie sobie glęboko w oczy. a na koniec on zostawia tą swoją kobietą dla innej albo dlatego, ze czuje się stłamszone. A my się budzimy nagle z ręką w nocniku i zadajemy sobie jedno pytanie: Jak do tego mogło dojść? żeby się dać tak ograbić z własnego życia, a potem zostać tak wystrychniętem na dudka!

8

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

a jak protestujemy... to zaraz ktos nam powie, ze jestesmy feministkami (zauwazylyscie, ze w ustach mezczyzn brzmi to jak obelga?) albo lesbijkami... i ze "chlopa nam trzeba"

Sh-bam

9

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Zazdrość, ale jacy faceci tak mówią?? tacy, którzy boją się mądrych, niezależnych finansowo kobiet z ambicjami, oczekiwaniami wobec partnera, z wysoką samooceną..i szczerze ja mam takich typów w d... i zauważyłam, że oni boją się silnych kobiet, boją się wyjść przy nich na głupszych, niedokształconych, czasem nawet biedniejszych...bo ich mierna samoocena wówczas leży i kwiczy. Zawsze czuli się nic nie warci...więc poniżali słabszych by czuć się przez chwile lepszymi...szczerze to aż żal mi ich ...
Mój facet wspierał mnie przez całe studia, mówił mi, że jest dumny, że ma mądrą kobietę, szukam obecnie lepszej pracy, gdzie mogę się lepiej rozwijać a on...dobry pomysł, pewnie szukaj skoro ta co masz ci nie wystarcza...ale nie jestem karierowiczką...mam czas dla niego, na wspólne gotowanie, czasem przyrządzę jakiś przysmak tylko dla niego, razem jeździmy na wycieczki, podzielam z nim jego hobby...normalny zdrowy związek ..każdy coś z nas daje, ale i każde coś otrzymuje w zamian. Kwestie obowiązków ustaliliśmy na początku...ma to być związek partnerski, gdzie szanujemy swoją pracę,czas i siebie nawzajem...jesteśmy 6 lat i to się sprawdza. Życzę każdej z was siły by zmienić to co wam nie odpowiada w waszym życiu, by znaleźć lepszych facetów, którzy będą waszymi partnerami, którzy będą was szanować, wspierać i kochać. pozdrawiam

10

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

hmm a czego ja się boję.....?
Bo miałyśmy szczerze prać tu sobie mózgi...jak widze tylko autorka napisała co w niej jest nie tak....i czego się tak naprawdę boi.Kobiety nawet anonimowo chcą być uznawane za takie cudy, a płakać na forach tylko na swój los, i na tych DUPKÓW.O nie ma co się wstydzić ....

więc wracając czego boję się JA?,,,,
-boje się samotnych nocy,nie chodzi tylko o sex,choć brakuje mi go.Chciałabym zasypiać przy tym KIMŚ i przy nim się budzić.
-boję się przyszłości,starzenia w samotności.
-boję się wchodzic w nowy związek,czy znów się nie sparzę
-boję się czy dam sama rade finansowo,teraz samemu ciężko...1 wypłata,a te same rachunki
-boję się czy moje dziecko ...jak to wszystko się na nim odbije,rozbicie rodziny,a potem akceptacja nowych partnerów rodziny.
tych "boje " uzbierało by się duzo więcej.

Teraz lustro:
Co widzę w nim...
Na początku gdy się dowiedziałam, moja samoocena spadła na niziny.Widziałam się grubą,małoatrakcyjną ,smutną, uzależnioną od faceta kobietą której świat się zawalił.

Co widzę teraz??

Teraz po tych miesiącach widzę,dzięki przyjaciołom którzy mnie wspierają i chwalą na kazdym kroku,silna kobiete,dbającą o siebie,pracującą,zaradną,wesołą,towarzyską.

Coraz bardziej wierzę w to...że dam radę wink

Niestety teraz już to wiem....dozgonna miłość jest przereklamowana......

11

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

panika, strach, lęk, obawa przed samotnością...kurczowe trzymanie się popapranego związku...bo sama sobie nie poradzę, bo już nikogo nie znajdę, bo świat bez niego się zawali....i milion głupich nieuzasadnionych bzdur...zapatrzone w pana Dupka...podsuwająca obiadek pod nos...zwykłe służące, które zapomniały o sobie i o tym co dla nich powinno być ważne....a kiedy już nastąpi decydujące starcie okazuje się, że co?? tak naprawdę świetnie sobie radzą bez nich, a może nawet jeszcze lepiej...odkrywają, że istnieje inny świat, że są tysiące ważnych powodów, aby dbać o siebie i własne dobro, że zapomniały co znaczy żyć własnym życiem, cieszyć się z drobiazgów...

związek to wzajemna troska o siebie...wzajemne zrozumienie...radości i smutki...to szacunek, przyjaźń i miłość...a miłość jest wielką sztuką i nie każdy potrafi kochać...bo u niektórych tkwi niezdolność do kochania tak naprawdę...do końca i bezwarunkowo...

człowiek jest wielki nie przez to co posiada, lecz przez to kim jest...nie przez to co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi...

być dobrym dla dobrych i być tak samo dobrym dla tych, którzy nimi nie są....

12

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Z tego wątku zrobiło się pokasływanie na pseudo-mężczyzn, a przecież chodziło o wyciągnięcie siebie z bagna, prawda?

Prawda jest taka, że gdyby każda z nas od początku wiedziała co robić, to żaden z tych "waszych" często wymienianych Dupków nigdy by żadnego bagna, żadnej kobiecie nie zafundował smile.
Jeżeli istnieje poświęcenie - znajdzie się również i ktoś kto to wykorzysta.
Dotychczasowe posty, prócz Batrix BRZMIĄ, jak feministyczne pokrzykiwania.

Nie zwalajcie winy na Dupka za to, że same się podłożyłyście.
Ja również staram się - ba... ja od początku zadecydowałam: sprawdzę - utracę nieco zdrowia psychicznego i godności, ale zabrnę. I sprawdzę.
No i z pełną świadomością obserwowałam, jak kosmicznie skomplikowane były gry emocjonalne i wykorzystywanie na takimże tle.
Podłożyłam się.
I nie mogę powiedzieć, że jest/był Dupkiem, skoro sama się podłożyłam.
Uczucie nie wybiera, trzeba tylko być świadomym kiedy należy postawić na siebie.
Także nie Dupkujmy tutaj - tylko kochajmy, jak to już ktoś pięknie napisał, siebie i partnera. W tej kolejności.
I oczywiście nie mam na myśli egoizmu, a samoakceptację własnego spojrzenia na świat.
smile

13

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

hmmm... nie tylko zdradzani są głupi....
zwyczajnie jak kochamy ślepo i dajemy z siebie więcej niż partner to tak juz jest..
boimy się bo to stały element naszego życia...
ja też się boję ze nagle zostanę sama i sobie nie poradzę choć poradziłam już sobie i uśmiech mi sprzyja...
więc nadzieją i uśmiech i to słońce które wreszcie wyszło niech Wam sprzyja powodzenia i mądrych wyborów Wam i sobie życzę na przyszłość... smile

?Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.?

14

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

No wlasnie chcialam Was sprowokowac dziewczyny i (ewentualnie chlopaki) do analizy wlasnego postepowania i wlasnych uczuc.
Nie chodzi mi o to ze trafiamy na takich czy innych facetow... i jacy oni sa zli i podli
tylko dlaczego godzimy sie na zle traktowanie.
Kazda z Was tu piszacych ma inne przezycia.
Jedna zgadza sie na to by jej zawracal glowe zonaty facet, ktory nie ma nic do zaoferowania nie liczac swego czaru
inna pisze ze jest bita, jeszcze inna, ze facet zdradza od chyba 30 lat, inny regularnie chodzi na prostytutki, sa tez takie ktore mieszkaja z toksycznym mezem i jego kochanka pod jednym dachem+ tesciowa.... ja pisalam rowniez takie smutki.

I dajmy juz spokoj tym nieudanym partnerom.
Zapytajmy siebie co z nami nie tak, ze sie na to godzimy?

Do listy moich strachow musze jeszcze dodac, ze panicznie balam sie ze nie dam sobie rady bez niego.
Bez niego to bieda, i smutek, i puste lozko.
No wiec bylam z facetem bo sie boje zycia, czy dlatego ze go kocham?
Mysle duzo i intensywnie.
Mam nadzieje, ze Wasze wypowiedzi, mysli, analiza troche mnie zainspiruja.
Teraz sie odgruzowywuje.
Potem bede sie budowac na nowo.

Sh-bam

15

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

No dobrze, to teraz ja napisze czego się boję:
- ze nie umiem kochać
- ze mam mnóstwo wad fizycznych, które tak odstają od serwowanego przez media ideału, ze zakopuje się w workach byle ciała nie pokazac. A nie jest brzydkie - to ja mam fisia na punkcie wyfotoszopowanego ciała pani modelki w gazecie.
- że moja nieumiejętność choćby przytulania się - zniweczy wszelką bliskość.

Brzmi dziwnie i nie pasuje do tematu?
Wszystkie te lęki w końcu popchnęły mnie do wypracowania w sobie niezłomnej wiary w tego JEDNEGO człowieka.
I owszem kochał mnie. Ale nie próbował się zmierzyć z moimi lękami. Nie było go przy mnie - był po drugiej stronie monitora.
Więc się uwolniłam. Bo być go nie było, ale mózg mi prał.

16

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Rozstałam się z "dupkiem" ale czasami mam takie chwile słabości, że zastanawiam się czy to nie był błąd i czy do niego nie wrócić (choć wiem,że ten związek nie ma sensu). Dzieje się tak dlatego bo wydaje mi się, że już nigdy nikogo nie pokocham, bo mogę myśleć tylko o nim; że nikt mnie nie bedzie chciał; że nigdy się już nie zaangażuję bo znowu ktoś mnie skrzywdzi; że zestarzeje się w samotności, bez bliskiej osoby. I tak przez te wszystkie obawy siedzę w domu, nie spotykam się z przyjaciółmi, tylko płacze jak jest mi źle. Jestem żałosna i mam tego świadomość. Dziekuję za ten cały post, który dał mi dużo do myślenia.

17

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Powiem tak, tylko prosze to jest tylko moje skromne zdanie.
Ale jakby nie patrzec, to my kobiety (mowiac o wszystkich globalnie) same sobie nawzajem fundujemy taki los, ( zostawmy na chwilke mezczyzn na boku ) , bo powiedzcie kim jest prostytutka? silikonowa lala? kochanka? tesciowa? te kture rozkraczaja sie do zdjec? kobietami.
Chociaz nazywac kobietami takie cos to wyroznienie, tak naprawde w calej populacji kobiet przez duze "K" jest malo, to zaszczyt zasluzyc na miano kobiety, wrazliwej, delikatnej, potrafiacej kochac i dbajacej o wszystko, rowniez o wlasny wizerunek i zasady. Cala reszta to posiada tylko cialo kobiety a w srodku siedzi wielkie NIC. Bo pomyslcie, mezczyznom nawet do glowy by nie przyszly rozne rzeczy, gdyby nie takie wlasnie wielkie "NIC".
Ale jak powiedzialam to jest tylko moje zdanie

Potrzebuję Cię , ponieważ Cie kocham - miłość prawdziwa

18

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Zazdrosć, witaj:)Ja także zajrzałam tu, pełna goryczy do losu, szukajac współczucia, czując sie najgorszym człowiekiem na ziemi.Jak mnie mąz zostawił z córka po 15 latach małzenstwa, myslałam, ze mój swiat sie skończył całkowicie, jak gdyby, tylko na tym świecie istaniał jeden człowiek i był on równiez słoncem, tlenem i woda, bez czego, zyc sie nie da. Załamanie trwało dwa tygodnie.Zaniedbałam obowiazki w pracy, w szkole sie opusciłam, zaniedbałam caly wwój wyglad.Pewnego dnia, ktos z tąd zaproponował mi film ,,the secret"bez entuzjazmu zasiadłam do oglądania. Cała noc . arano, kiedy wstałam, uświadomiłam sobie, ze swiat nadal istnieje, słonce nadal wschodzi, tlenu nie zabrakło:)Miałam na tyle siły, ze zamknęłam przeszłosc w jednej chwili, jako cos, co nie powróci i nie daje mi nic, rozpamietywanie, oprócz poczucia goryczy.Nie wyrzuciłam zadnych rzeczy, kojarzacych sie z mezem, nie podarłam zdjec, nie pochowałam zadnych pamiatek.Po prostu to tylko rzeczy i skoro podoba mi sie figurka słonika, którą kiedys tam od niego dostałam, to czemu mam wyrzucac. Kiedys, jak rzucalam palenie, specjalnie siedziałam w miejscach, w których najwiecej paliłam, tylko po to, by przemóc przyzwyczajenie.Zadziałało rewelacyjnie, teraz robiłam podobnie. Zajęłam sie pracą, szkołą córką, zdaje egzaminy, Zawsze miałam mase hobby, nie zrezygnowałam z nich.Zaczełam robic wszystko to, co lubie robic, odnowiłam kontakty, zajęłam sie sobą.Pare razy spotkałam eks, nawet na kawe sie umówilismy i zdalam sobie sprawe, ze i tak juz bym nie chciała go spowrotem, ze wzgledu na brak zaufana do niego.Mieszkam z córką sama, Wiadomo, finansowo jest juz nie tak j, jak było, ale mam...wolnosć;) Mój maz był kochany, spokojny, domator, pracowity, mam za czym tesknic, ale po co?to takie mało konstruktywne i zabiera dobry widok na przyszłe szanse w zyciu.Nie szukam na razie nikogo, Nie czuje sie przygotowana na nowe zwiazki, Jenak moge powiedzec, ze jestem szczesliwa. Zwyczajnie inaczej na wszystko spojrzałam, Dla mnie szklanka jest do połowy pełna a nie do połowy pusta,To wszystko udało mi sie poskładac w ciagu miesiaca. Nigdy nie lubiałam czyjegos współczucia, i chyba to mnie tak zmotywowało, jak widziała w oczach znajomych czy rodziny litosc.Bardziej jednak wole podziw:) facet t nie cały swiat i mimo, ze nadal go kocham, nie mam zamiaru ani ogladac sie w przeszłosc, ani tym bardziej sie nią maltretowac.Mam cele, do których dąze, mam córke , którą kocham, pace, którą uwielbiam i szkołę, która mnie doprowadzi do wymarzonego celu, dla mnie to wazniejsze, niz wycie w poduszkę za dupkiem:)aaa...i jeszcze jedna fajna rzecz:) całe łózko moje, nikt mi nie chrapie, nie puszcza baków i nie zabiera kołdry:)))))))))))))))

Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.
Louis L'Amour

19

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Czego ja się boję:
1) Boję się, że już nigdy nie będę taką samą kobietą jak przed związkiem z moim eks. Byłam wesołą, energiczną i towarzyską dziewczyną. Przyznam, że sama się podłożyłam. Byłam na każde jego zawołanie, zrezygnowałam z własnego życia tylko dla jego dobra i szczęścia. Mimo to zawiodłam, okazałam się tą nie idealną, nie wpasowaną w jego kanony piękna.
2) Boję się, że już nigdy nie będę w stanie uwolnić się od tego uzależnienia jakim był on.
3) Boję się, że nie potrafię uwolnić się od niszczących mnie wspomnień
4) Boję się, że już nigdy nie pokocham i nie zaufam komuś innemu
5) Boję się, że skoro dla niego okazałam się beznadziejną kobietą, bo nie potrafiłam się zmienić całkowicie jak on chciał, to następny facet (o ile taki będzie) też będzie mnie tak postrzegał.
6) Boję się samotności.

Długo zajęło mi przyznanie się to tego, ale jestem gotowa przeciwstawić się tym lękom, choć wiem że będzie ciężko, wiem że muszę sobie dać radę. Dopiero teraz do mnie dochodzi, że minął miesiąc od mojego rozstania, a ja nadal żyję, na razie z pustką w sercu, ale żyję. Myślałam, że po jego odejściu po prostu przestanę istnieć, bo nie będę mogła oddychać bez niego. Jednak mogę... Mam jeszcze chwilę załamania, ale chcę być silna, chcę być taka jak przed związkiem z nim. Chcę odzyskać dawną siebie

A kiedy ona Cię kochać przestanie
Zobaczysz noc w środku dnia
Czarne niebo zamiast dnia
Zobaczysz wszystko to samo co ja....

20

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

A mnie zainspirowała ZAZDROSC najpierw do zrobienia sobie prania mózgu z wirowaniem (spisałam swoje strachy, lęki i obawy bardzo podobne do tych spisanych powyżej przez Was, dziewczyny), a potem poleciałam natychmiast poczytać, jak pokochać samą siebie. I znalazłam rady dla siebie, z których natychmiast skorzystam, już mi jest dużo lżej, skoro wyznaczyłam sobie cel (chociaż najpierw pojawiły się łzy, dlaczego tak późno zabieram się sama za siebie, przecież mogłam to zrobić wieki temu i dzisiaj byłabym w zupełnie innym miejscu mojego życia). Ale ten pesymizm zwalczam, odpędzam od siebie i wiem jedno: MOGĘ i CHCĘ !!! I jeszcze w opisie na gg dodałam sobie cytat Pablo Coelho: Różnica między mistrzem a uczniem jest tylko jedna: pierwszy boi się odrobinę mniej niż drugi :-) Jaki piękny zrobił się dzisiejszy dzień.

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

21

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Lilusia50 napisał/a:

A mnie zainspirowała ZAZDROSC najpierw do zrobienia sobie prania mózgu z wirowaniem (spisałam swoje strachy, lęki i obawy bardzo podobne do tych spisanych powyżej przez Was, dziewczyny), a potem poleciałam natychmiast poczytać, jak pokochać samą siebie. I znalazłam rady dla siebie, z których natychmiast skorzystam, już mi jest dużo lżej, skoro wyznaczyłam sobie cel (chociaż najpierw pojawiły się łzy, dlaczego tak późno zabieram się sama za siebie, przecież mogłam to zrobić wieki temu i dzisiaj byłabym w zupełnie innym miejscu mojego życia). Ale ten pesymizm zwalczam, odpędzam od siebie i wiem jedno: MOGĘ i CHCĘ !!! I jeszcze w opisie na gg dodałam sobie cytat Pablo Coelho: Różnica między mistrzem a uczniem jest tylko jedna: pierwszy boi się odrobinę mniej niż drugi :-) Jaki piękny zrobił się dzisiejszy dzień.

Jak pokochac siebie?

Sh-bam

22

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Witajcie smile

Przeczytałam z pewną zazdrością pierwszy post, szkoda że ktoś nie napisał czegoś takiego 7 lat temu smile
Wytrzymałam 5 lat zanim ogarnęłam swoje lęki i uporałam się z przeszłością.
Czego się bałam:
- że jestem za gruba i za brzydka żeby ktoś mnie zechciał
- że będę musiała stanąć twarzą w twarz z światem i przyznać że ten idealny związek nie był idealny
- że zmarnuje 8 lat życia
- że stracę pierwszego partnera, coś niepowtarzalnego, "miłość" która miała trwać do grobu
- że nie zrealizują się te piękne marzenia o wspólnym domu, dzieciach, kotach i wyjazdach
- że nie poradzę sobie bez mężczyzny, bez niego
Jednocześnie przez 5 lat trwania po zdradzie bałam się:
- że porównuję mnie z tamtą i jestem grubsza/brzydsza, głupsza
- że zrobi to ponownie
- że odejdzie a ja obudzę się sama,

Przełamałam się dwa lata temu i okazało się że:
- nie muszę być gruba i brzydka
- nie jestem głupia
- radzę sobie sama
- niektóre wspólne plany można też realizować samodzielnie
- potrafię żyć bez mężczyzny u boku

Nie było łatwo ale dla mnie... życie zaczęło się od nowa smile

"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą.
R. A. Heinlein

23 Ostatnio edytowany przez 88Yvonne88 (2010-06-24 13:34:48)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

ZAZDROSC wlasnie ten punkt kulminacyjny to to ze boimy sie ze nikt juz nas nie pokocha...


Ale to nie jest tak.. Jestesmy kobietami, czesto bardziej wrazliwymi od mezczyzn, ale to nie znaczy ze mniej silnymi. O nie. Tylko trzeba przekroczyc ten prog, powiedziec dosc. Swiat wcale sie nie skonczy a my mozemy zaczac nowy rozdział. Czesto wydaje sie nam ze juz nic nie moze nas lepszego spotkac ze było tak cudownie ze napewnoe nie bedzie lepiej, ze nie ma wspanialszego mezczyzny. Ale mija pewien czas i przychodza inne mysli. Wtedy zaczynamy patrzec jaki on był naprawde, zaczyna do nas docierac ile łez przez niego wylalysmy, ile razy mu wybaczylysmy. I z czasem w koncu jest ta mysl ze nie takiej milosci pragnelysmy, ze nie tak to mialo wygladac. Trzeba miec jescze wiare ze bedzie lepiej, ze gdzies jest mezczyzna ktory bedzie sie staral rownie mocno jak my, i kiedy juz bedzie obok nas pewnego dnia obudzimy sie lezac obok niego szczesliwe jak nigdy dotad, bo w jego oczach zobaczymy to samo.. zoabczymy milosc szczescie, wiernosc szacunek, i kazdego dnia oboje bedziecie pragnac tworzyc  maly harmonijny swiat. Tylko na to trzeba czasu. On czesto jest naszym wrogiem ale tez i sprzymierzencem , dzieki niemu rany sie goja, dzieki niemy przychodza nowe dni i wyzwania. Nowe chwile. Bo skad wiecie ze nie spotka nas jeszcze cos lepszego? Tego nie moze wiedziec nic i nikt!!.. dlatego nie pozwolcie uleciec nadzieji. smile

24

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Zazdrosc napisał/a:

Jak pokochac siebie?

Każda z nas ma jakieś zastrzeżenia do samej siebie: nie jestem zbyt dobra, do niczego się nie nadaję, jestem za gruba, za chuda, za stara, za brzydka, za mało inteligentna, za leniwa, z nogami niezbyt idealnymi, z cyckami niedostatecznie sterczącymi,  taką listę może ułożyć każda z nas, jak słusznie nas zainspirowała do przemyślenia sobie siebie samej Zazdrosc. Niska samoocena jest przyczyną naszych problemów. Ale jest na to skuteczna rada: albo pogodzimy się z własnymi wadami albo uczynimy z nich zalety. To nie będzie wcale łatwe, ale jest naprawdę możliwe. I niezbędne ! Zacznijmy myśleć o sobie. Ile razy planujemy zrobić coś dla siebie, co odkładamy na później, bo ważniejsze są inne sprawy lub inne osoby, a my same własne potrzeby spychamy na załatwienie potem, kiedyś, a najczęściej nigdy !
I wiecie dlaczego ? Bo nie kochamy siebie samych. Nie ma w nas miłości dla siebie - nie będzie też miłości dla kogoś innego. Zacznijmy od siebie. Bo jeśli tak źle myślimy o sobie, to jakim cudem chcemy stworzyć relacje z mężczyzną oparte na miłości ? Jeśli nie kochasz siebie, nie możesz obdarzyć miłością, więc znasz miłość tylko z książek, filmów i stwarzasz ją sobie we własnej wyobraźni. I takim sposobem krzywdzimy same siebie. Najczęściej jest to sposób wychowania nas przez rodziców, którzy nie dali nam wiary we własne siły, porównując nas do innych. A to już podstawowy błąd: nie możemy się porównywać z innymi osobami, bo nie ma takiej drugiej osoby, jak my same. Zrozumienie i zaakceptowanie tego jest podstawą na wstanie rano z łóżka, spojrzenie w lustro i powiedzenie samej sobie: jestem piękna, wyglądam rewelacyjnie, akceptuję się (mimo powyginanych włosów, braku makijażu i odgniecionego policzka na poduszce).
Jeśli nie zaczniemy pracować nad podarowaniem sobie miłości, skrzywdzimy się !
Jest jeszcze inny aspekt tej sprawy: odpowiedź na 2 pytania: kim jestem ? kim chciałabym być ?
Miłość do samego siebie to szacunek do własnej osoby. Ze słabości także możesz uczynić zaletę. Porażka może zmotywować nas do zmiany dotychczasowego życia. Warto wiec zrobić taki rachunek sumienia, bo... prawda nas wyzwala! I tu zgadzam się w 1000% z ZAZDROSCIA. To jej zawdzięczam to wszystko, co przeczytałam o sobie i odkryłam prostą prawdę !  Zaakceptowałam się taką, jaką jestem, oczywiście przeszłam na dietę (bo jestem za gruba), oczywiście kupiłam sobie kilka nowych ciuszków (bo jestem mało atrakcyjna), oczywiście poleciałam do fryzjera i zrobiłam sobie farbę i nową fryzurę, a także poleciałam do manicurzystki i mam piękne wypielęgnowane paznokcie. I już rano patrzę się na siebie z zadowoleniem.  Codziennie chwalę siebie, kupuję dobre jedzenie, otaczam się pięknymi przedmiotami, po prostu jestem dla siebie dobra. Sprawiam sobie przyjemności. Bo polubiłam siebie i staram się siebie szanować.
I nie ma to nic wspólnego z egoizmem.
Dzięki ZAZDROSCI nie zrobiłam z siebie ofiary w obliczu własnej klęski życiowej (rozstanie z mężczyzną po wieloletnim związku). Pozwoliłam sobie na płacz i rozpacz i łzy. Ale wyciągnęłam dobre dla siebie wnioski z tej życiowej lekcji. A zadanie domowe, czyli dbanie o siebie i zrozumienie siebie i miejsca, w którym się znalazłam w moim życiu, przemieniam w pracę nad sobą. I mam jeszcze chwile słabości, tęsknoty, wspomnień, ale staram się przechodzić nad nimi do rzeczywistości, pozwalam złym myślom przepływać przez moją głowę, ale je odganiam, zastępując myśleniem o przyjemnych stronach życia. Wzięłam byczka za rogi. Dziękuję Ci, kochana ZAZDROSC !

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

25

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Lusia,
uwielbiam Twoje posty.Zycie dalo Ci po tylku,a Ty potrafisz o tym wszystkim mowic z dystansem.
Nie ma w Tobie goryczy i jadu.
Uswiadomilas mi,ze siedzac w glebokiej dziurze,nie ma sensu kopac glebiej..............
Ty przeszlas na diete i kupilas nowe ciuchy,ja kupilam nowe,poniewaz jestem chuda jak patyk(pierwszy raz w zyciu!!!).
Tak,zdecydowanie musimy zaczac od samych siebie.Trzeba polubic i zaakceptowac to,kim jestesmy i jak wygladamy.
Trzeba polubic siebie i przede wszystkim nie krzywdzic osoby,ktora jest Ci najblizsza-SIEBIE SAMEJ.

Wszystkiego dobergo i prosze,pocieszaj nas dalej,bo jestes lepsza niz moja terapeutka!!!!

26

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Jestes wielka... Jestem piekna i cholernie nieszczesliwa.... Tak malo mam milosci do siebie....tak malo

Albert Einstein

Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko.

27 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-06-25 04:04:04)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Ja zaczelam biegac!!! Na razie pod oslona nocy... bo jakos jeszcze nie czuje sie swojo.
i zrobilam liste miejsc, ktore odwiedze z dziecmi (ale takich na nasza kieszen) big_smile

No i mam odpowiedz na moje pytanie!
Zdradzani sa glupi... po to by zmadrzec big_smile

Dziekuje dziewczyny, ze jestescie.
Czytalam z uwaga Wasze wszystkie historie... czasem sie tu i tam wymadrzalam.
Ale bardzo, bardzo sama zmadrzalam.

Sh-bam

28

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Zazdrosci moja ! Ja zaczerpnęłam od Ciebie inspirację, a Ty biegasz pod osłoną nocy ? Sądząc po Twoim ostatnim poście o 4.00 rano rzeczywiście żyjesz intensywnie nocną porą. Czemu czujesz się podczas biegania nieswojo ? Ja nauczyłam się też słuchać samej siebie. I jak moja głowa stara mi się podszeptywać, że jestem za gruba (mimo redukcji wagi o 12 kg w ciągu 2,5 m-ca), to lecę do szafy po ciuchy, w których wyglądam najszczuplej i je zakładam i dotąd się oglądam w lustrze, aż dojdę do wniosku, że wyglądam świetnie ! i tak sama tworzę sobie swój dobry wizerunek i jestem zadowolona z tego, co osiągnęłam. I wiem, że przez następne 2 miesiące zrzucę następne kilogramy. I będę wylaszczona, jak nie wiem co. TO naprawdę działa .... nie mówię, że bez wyrzeczeń, ale mam cel. I wytrwale do niego dążę. Tak potrafimy przerobić w głowie wszystko na własną korzyść, tylko nie walczmy z samą sobą i nie starajmy się za wszelką cenę udowodnić sobie, że jesteśmy do d...y, bo tak nie jest.

Malino5512, dziękuję za dobre słowo, ono więcej znaczy, niż wszystkie dobra doczesne. Dlatego tu jestem. Z tego czerpię więcej sił, niż mi się wydaje.

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

29

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Noooo... nooo.... jak to możliwe, ze dopiero teraz wczytuję się w taką pozytywną karmę? big_smile
Dziękuję smile.

To ja też zaczerpne inspiracji, oki? smile

30

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Pixy - czerp pełnymi garściami, ile się da i inspiruj się i bierz dla siebie więcej i jeszcze więcej, nawet nie wiesz, jak mnie to forum zmieniło na korzyść - już nie patrzę, kto i co sobie o mnie pomyśli, i czy się komuś podobam, czy nie, już jestem w innym wymiarze mojej głowy, w zakamarkach, o których istnieniu do tej pory nawet  nie przypuszczałam, wydobywam z siebie samej takie pokłady dobrych emocji, które uśpione tam tkwiły latami. Jak ja bardzo siebie krzywdziłam, myśląc wciąż o innych, a zapominając o sobie. Teraz zaczyna się dla mnie nowa era. I już nie marzę bezustannie o księciu z bajki, bo takie marzenie najczęściej kończy się romansem ze stajennym. Teraz pracuję tylko dla siebie samej, dla swojego dobra i taka nowa JA odnalazła się w tym świecie po potężnym kopie w tyłek .....

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

31

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Lilusia50 napisał/a:

Sądząc po Twoim ostatnim poście o 4.00 rano rzeczywiście żyjesz intensywnie nocną porą.

Nie mieszkam w Polsce...
Mieszkam w innej strefie czasowej

Sh-bam

32

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

I ja też się boję, że zostanę sama do końca życia, że sobie nie poradzę, że nie potrafię byc sama, że jestem nudna i brzydka. I wiem, że problem wkwi we mnie sad 5 lat byłam w toksycznym związku, jakoś się odważyłam, odeszłam, obiecałam sobie, że więcej nie dam się szmacic, poniżac, pomiatac. I co? Zakochałam się, on mówi, że kocha. MÓWI. Ale znów widzę, że robi się to samo. Gdy znika, a potem wraca, przebaczam. Tłumaczę innym, że kocham. Kocham, ale też boję się, że znów zostanę sama, że znów sama będę zasypiac, że nie będę miała w nikim wsparcia. I pozwalam się tak traktowac, choc wiem, że można inaczej. A gdziś tam w głowie mi brzęczy: na nic więcej nie zasługujesz sad

33

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Zazdrosc napisał/a:

Nie mieszkam w Polsce...
Mieszkam w innej strefie czasowej

Zazdrosci, to tłumaczy mi wiele, ale na pewno nie to, że biegasz pod osłoną nocy ....

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

34

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Wiesz Lilusia, ja nie tyle potrzebuję osłony bo wstydzę się siebie, co może mogło być tak zinterpretowane.
Tylko dlatego, ze lubię tą nocną ciszę, bezpieczeństwo (mogę tu zostawić dom otwatry na ościerz i wyjechać na 8 godzin do pracy... i nic, żadnych bandziorów. Mogę tez wskoczyc do supermarketu zostawiając kluczyki w stacyjce samochodu i otwarta szybę...są takie miejsca na ziemi) zapach przyrody, zapach nocy... i nikogo wokolo...tylko ja, swiatelka w oknach.
Wtedy dobrze mi ze sobą.

Sh-bam

35

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Zazdrosci - dla takich opisanych przez Ciebie chwil warto wiele zrobić, dla takich chwil warto rzucić wszystko, aby się znaleźć tam, gdzie Ty. Ja w moim życiu kieruję się zasadą uczciwości, więc też zostawiam otwarte drzwi mojego domu ( i serca) , ale zdarzyło mi się zostać okradzioną tak materialnie, jak i duchowo. Wierzę ludziom, to dla mnie podstawa funkcjonowania, więc szukam tej uczciwości w ludziach. Wydaje mi się, że na tym forum jest wiele otwartych, szczerych i uczciwych serc. I dlatego mnie to tak bardzo przyciąga.

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

36 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-06-27 16:00:04)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Tak, to forum ... włączyło mi mózg bo chyba był "stand by"
Może to zabawne, ale nie znalazłam pociechy w odpowiedziach na pytania postawione przeze mnie.
Tak naprawdę do głębokich przemysleń sprowokowały mnie cudze problemy.
Wtedy łatwo o dystans i rozum.
Jak czytam wyznania innych ludzi to aż włos na głowie staje, że można dać sie tak traktować.... a potem myśl... ja też taka jestem sad
... i potem to rozwarstwienie między tym co wiem a tym co czuję, ze powinnam zrobić.
Mam w sobie ogromną potrzebę bycia kochaną. Jakby świat miał się zawalić bez tego jedynego. Muszę mieć kogoś. Jak nie ten to kto??!!! Takie głupie pytanie: kto? Kto następny? Jakby to było wazne dla mojego jestestwa zeby był ten "ktos" Bo jak nie, to co? To już nikogo nie znajdę... nie bedzie zadnego ktosia
ech...szkoda gadac
Prawie wszyscy tu piszący mają ten sam problem co ja.. szkoda, że często nieuswiadomiony.

Sh-bam

37

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Droga Zazdrości, czytam Twoje posty z wielką zachłannością. Mówisz tak zrozumiałym dla mnie językiem, piszesz świetne rzeczy, doradzając innym, dlaczego nie potrafisz przekuć tego w mądrość dla samej siebie ? Wiem, że to o wiele bardziej trudne, ja też się gubię w czeluściach własnego myślenia. Rozglądam się bacznie wokół, bo może gdzieś spotkam jeszcze wielką miłość ? Może spotkam .... a może nie spotkam .... wiem, że nie jestem jeszcze gotowa na przyjęcie jakiegokolwiek pana do mojego serca, bo chyba bardziej bym skrzywdziła samą siebie i jego też. Ale już potrafię myśleć o tym, że jeśli nie zawróci mi nikt w głowie, to lepiej zostać singlem, niż pchać się z związek, który mnie znowu zrani. Mam wielu przyjaciół, znajomych, z którymi spędzam czas, jeszcze nie umiem spać spokojnie (moja sprawa rozwodowa była prawie 3 miesiące temu), ale robię teraz wiele rzeczy, na które nie mogłam się zdobyć wcześniej. I wcale nie jestem pewna, że następny mężczyzna u mojego boku jest tym, czego pragnę. Jeszcze nie umiem zaufać. Pomimo to, że kręcą się jacyś mężczyźni w moim życiu. Po prostu nie wiem, czy któryś z nich wart jest poświęcenia mojej wolności. Mój ex jest zakochany, spełniony. Czasami mam ochotę życzyć Mu źle, ale powstrzymuje mnie przed tym moje przekonanie, że lepiej jest  życzyć Mu dobrze .... i cóż mnie powinien obchodzić facet, z którym przeżyłam wiele lat, który zapewniał mnie o swojej wielkiej miłości, a który okazał się zwykłym życiowym DUPKIEM ? Muszę zamknąć za sobą te drzwi. Jeszcze mam nadzieję, że ON się ocknie, że wróci do mnie, ale czy ja bym tego chciała ? Czy chciałabym mu zaufać, czy chciałabym, żeby znowu wprowadził w moje życie zamęt ? Żeby znowu mnie oszukał ? Nie mogę się pogodzić tylko z jednym: obiecywał mi, że mnie nie opuści, aż do śmierci ...... wiele razy mówił, że nie wyobraża sobie, że mógłby być pochowany gdzie indziej, niż ja, a opuścił mnie..... jest szczęśliwy i buduje nowy związek, a mnie ma głęboko w du ....pie. Jeszcze tak niedawno planowaliśmy wspólny tegoroczny letni urlop, a tu niespodzianka .... Nie odzywa się do naszych dorosłych synów ..... nie odzywa się do mnie .... Kochana, jak ja Cię rozumiem ..... Stawiam czoło wszelkim przeciwnościom losu, radzę sobie, staram się bardzo ..... ale może już pozostanę singlem, może w moim wielkim łóżku nie zagości nikt inny ... mam wariant B, chociaż tak trudno mi się z tym pogodzić .... Mówiłaś w którymś z wątków, że to wszystko można ogarnąć, że trzeba rozróżnić to, czy kochamy, czy brakuje nam bycia kochanym .... Tak właśnie jest ze mną, czuję się opuszczona i nie-kochana. Ale dam sobie z tym radę ! Po trupach, ale dam sobie radę. Bardzo jesteś mi bliska.

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

38

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Zazdrosc napisał/a:

Trafilam tu gdy rozpaczliwie chcialam sie wyplakac. Poskarzyc na los. Poprosic o porade. Anonimowosc byla super sprawa. Moglam opisac cale ochydztwo mojej sytuacji, zenujaca historie. To bylo super. A potem moglam wrocic do pracy i udawac w biurze jak to wszystko OK w moim zyciu. No bo jak podac swoje prawdziwe nazwisko, imie i opowiedziec jak pozwalam sie facetowi upokorzyc, zeszmacic, traktowac jak dziwke, jak glupka.
Anonimowo mozna.
... Teraz zagladam czasem na to forum i czytam. I zal mi tych wszystkich glupich ludzi.
bo to my jestesmy glupi, nie lubimy sie, nie szanujemy i nie kochamy... i boimy sie ze ten jeden jedyny "dupek" co nam sie trafil to skarb, ktorego trzeba trzymac za wszelka sile. Niech nas bije, poniza, zdradza... my wszystko wybaczymy bo go kochamy...
a to pomylka my go nie kochamy... my tylko nie potrafimy odroznic milosci do "dupka" od braku milosci do samych siebie.
a brak milosci do siebie oznacza, ze:
- boimy sie ze go stracimy i zyc bez niego nie bedziemy juz mogly
- wybaczamy ochydzienstwa, niesprawiedliwosc, brak szacunku
- mowimy ze mamy nadzieje ze kiedys ON to zrozumie..... ale nawet przed soba nie chcemy sie przyznac, ze wydaje nam sie ze jak jego nie bedzie to juz nikogo nie bedzie... i  splesniejemy w kacie. Udajemy wiec ze czekajemy az zrozumie. Przeciez zrozumiec moze bez nas w poblizu.
-zapominamy... mowimy "to ostatni raz" albo "tym razem wybaczam" ... a potem wypieramy z naszej swiadomosci ze cos takiego powiedzielismy
- BO TAK NAPRAWDE PANICZNIE BOIMY SIE ZE NIKT NAS JUZ NIE POKOCHA (takie do niczego jestesmy, brzydkie, grube, obwisle cycki, albo brak wyksztalcenia, biedne, albo moze stare)

Ja wlasnie odrabiam moja prace zyciowa.
Ucze sie jak kochac siebie. Wydawalo mi sie ze to mnie nie dotyczy. A jednak! Slepa bylam i biedna. Az mi zal siebie.

Napiszcie mi wszystkie zdradzone, pobite, porzucone, nieszanowane dziewczyny dlaczego tak walczycie o tego "PANA DUPKA"?

Ja powiem pierwsza.
Bo gruba jestem i wydaje mi sie ze nie jestem na tyle ladna by ktos na mnie zwrocil uwage... no i jeszcze pokochal
boje sie ze nie jestem rowniez zbyt madra... a interesuja mnie wylacznie inteligentni faceci
ON mowil, ze kocha.... no to myslama ze kocha tylko inaczej, i ze ja moze tego nie widze... a fakty co swiadcza przeciw niemu... no to nie wiem... moze przejaskrawiam? Wiec jak dluzej bedziemy razem to sie dopatrze wreszcie. I sie dopatrywalam czasami. Kwiaty przyniosl, usmiechnal sie do mnie... mama niby tez, ale na mame nie bylam taka napalona.
Mowil ze kocha... a jak mowi ze kocha to znaczy ze mowi, a nie ze kocha.
... i bardzo nie lubie byc niekochana. Normalnie panika. To nic ze zdradzil... ale powiedzial ze kocha i ze jestem najwazniejsza. To jak narkotyk. To nic ze sie zabijam, ale mam przez chwile przyjemnosc

a co z Wami nie tak?
potraficie zrobic sobie pranie mozgu?

Wszytko jest jak piszesz. Tylko prędzej lub później w takiej sytuacjii każda kobieta się wypala. To bariera by zachować choć część siebie. A tym szybciej wypala im szybciej pozna kogoś, kto wysłucha... Tego życzę - ludzi którzy potrafią słuchać...

Gdy czegoś mocno pragniesz, los Ci sprzyja...

39

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Lilusia, Zazdrość
tak sobie piszecie, opiniujecie, wymieniacie poglądy, a ja się dziwię, że obok mnie a tak daleko są kobiety myślące i przeżywające podobnie jak ja. Dlaczego my tu siedzimy na forum i roztrząsamy problemy tego świata, starając się znaleźć złoty środek i lekarstwo na nasze zgryzoty, a w tym czasie nasi ex/next  dobrze się bawią (wpisać odpowiednią formę rozrywki), co w nas kobietach jest tak słabego, że naraża na ciągłe rozmyślania o naszych słabościach, zamiast wziąć życie za rogi i brać co chcemy?
Tyle już wiem, a nadal nie umiem sobie pomóc. Tyle złego przeżyłam, a nadal jestem naiwna, jak długo?

jeszcze szukam swojego celu

40 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-06-27 22:57:47)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
seniorita napisał/a:

Lilusia, Zazdrość
tak sobie piszecie, opiniujecie, wymieniacie poglądy, a ja się dziwię, że obok mnie a tak daleko są kobiety myślące i przeżywające podobnie jak ja. Dlaczego my tu siedzimy na forum i roztrząsamy problemy tego świata, starając się znaleźć złoty środek i lekarstwo na nasze zgryzoty, a w tym czasie nasi ex/next  dobrze się bawią (wpisać odpowiednią formę rozrywki), co w nas kobietach jest tak słabego, że naraża na ciągłe rozmyślania o naszych słabościach, zamiast wziąć życie za rogi i brać co chcemy?
Tyle już wiem, a nadal nie umiem sobie pomóc. Tyle złego przeżyłam, a nadal jestem naiwna, jak długo?

Bo dla mnie wziac zycie za rogi to MYSLEC. Wreszcie myslec. To odnalezc siebie i pokochac.
Jesli chodzi o wiare w czlowieka to z cala premedytacja chce byc naiwna.
Jesli chodzi o slepote na brak szacunku do mnie to juz wreszcie chce przejrzec na oczy.
Ja siedze na tym forum by przejrzec na oczy.
Przed chwila czytalam watek pobitej dziewczyny, ktor zadzwonila na policje na meza.
(Ja tez to zrobilam kiedys. Raz. Potem rozwod. Dbalam o jego image przez lata. Bo to wyksztalcony facet na wysokim stanowisku.)
... i wiecie co pomyslalam "Alez ona glupia, ze sie dala wplatac w taka paranoje".

... no i co ... sama jestem tak samo glupia. Ta moja glupote widze w Waszych postach.
To moje lusterko.
Dlatego tu jestem. Ogladam sie dokladnie by jak najwiecej zobaczyc.

Sh-bam

41

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Lilusia50 napisał/a:

Ale dam sobie z tym radę ! Po trupach, ale dam sobie radę. Bardzo jesteś mi bliska.

Pewnie Lilusia, ze dasz sobie radę. Jestes osobnikiem myslącym.
Daltego tu jestes. Bo myslisz.
... i obedzie się bez trupow. Zobaczysz.
A sloneczko dla kogo bedzie jutro swieciło? Dla Ciebie. Wyjrzyj przez okno i powiedz "wiem, ze dla mnie swiecisz"
Tez jestes mi bliska.

Sh-bam

42

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Kochane... Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!
Wasze posty dały mi dużo siły i wiary. Trafiłam tu przypadkiem i znalazłam tak cenną dyskusję...
I ja znalazłam się na zakręcie, po 6 latach związku, o którym myślałam, że jest najlepszą rzeczą w moim życiu, a w finale zostałam w nim zdeptana, a wręcz wdeptana w ziemię, bez wiary i nadziei, rozłożona na łopatki.
Bez wizji przyszłości. Ale czemu??? No właśnie, tak świetnie piszecie o tych powodach. Cholercia, najwyższa pora spojrzeć prawdzie w oczy i powiedziec - BOJĘ SIĘ! Ale nie tego, że stracę tego dupka, nie tego, że już go nie będzie obok mnie. O mnie, ten strach dotyczy bardziej mnie samej. MNIE - bo w końcu mogę spojrzeć na siebie samą, bez patrzenia przez pryzmat jego, jego oczekiwań i potrzeb. Boję się - i to jest jak najbardziej naturalne. Dziękuję wam bardzo za uświadomienie wielu rzeczy, widzę, że niestety moje bagno nie jest jedynym :-( ale przecież w kupie siła :-p
Chodzę do psychologa, bo ciężko daję sobie radę ze swoim zwątpieniem, ale powiem szczerze - przeczytanie tego wątku dało mi znaczniej więcej.
Pewnie nie podniosę się z minuty na minutę (godzenie się samej ze sobą trwa już miesiące...), ale widzę światełko w tunelu. W końcu!
Dziękuję raz jeszcze.

43

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Pollyanno, jakże wiele dobrego dla mnie samej zrobił film pt. "Pollyanna". Wywołałaś we mnie swoim nickiem bardzo cudne wspomnienia. Widziałam ten film jako dziewczynka (i chłonęłam go jak gąbka), potem jako dorosła kobieta (i płakałam jak bóbr). Naprawdę niewiele trzeba zrobić, żeby odnaleźć w życiu małe pocieszki, drobne sprawy, staram się we wszystkim znaleźć ociupinkę dobroci: w tym, że się uśmiechnę do ponurej pani w metrze, że powiem "dzień dobry" do nieznajomej osoby, że pomagam komu mogę i jak mogę, że zadzwonię do dawno zapomnianej osoby, że w każdym znajduję coś, co zasługuje na pochwałę. Tak mało mnie chwalono .... Nadrabiam to z nawiązką. Chętnie zagaduję nieznajome osoby, bo może tego potrzebują ? A i mnie dodaje to otuchy na lepsze chwile.
Seniorito ! To, że zostałam oszukana i zdradzona, nie znaczy, że wyzbędę się swojej naiwności. Nadal naiwnie wierzę, że nie cały świat składa się z oszustów.
Zazdrosci ! Kiedy ja próbowałam wezwać policję jako reakcję na agresywność mojego ex, on ubiegł mnie w tym, zgłaszając, że ja go biję .... Dzisiaj potrafię się z tego śmiać, bo jestem już prawie na drugiej stronie rzeki, brakuje mi już tak niewiele, aby sięgnąć brzegu. Już witam się z gąską, brakuje mi małego kroczku i nadal ciągnie mnie coś do tyłu. Czy wiesz co ?

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

44

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Chialabym Cie poznac Lilusia.
Lubie wiedziec co myslisz. To mnie prowokuje do wiekszego myslenia... Uwielbiam myslec!

Sh-bam

45

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

O Zazdrosci - moja słodka czarodziejko :-) czasami przepływa taki nurt myśli przez moją głowę, że się w tym gubię. Ja dzięki Tobie w przeważającej mierze układam te chaotyczne puzzle w sensowną całość. Nie zaglądałam tu chwilkę, bo powaliła mnie na łopatki informacja, że mój ex już rozstał się z kobietą, dla której mnie porzucił 3 miesiące temu. I spadł mi z serca wielki ciężar, a jednocześnie przygnębiam się myślą, że dla takiej (jak się okazało) błahostki rozwalił rodzinę.

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

46

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Wlasnie pod wplywem Karolla z innego watku... postanowilam sama sobie nawtykac.
Zauwazylam, ze Ci o ktorych piszemy sa zli, bez serca.. a my piszacy to tacy pokonani przez milosc.
Dlaczego mezczyzni nie moga ze mna wytrzymac (podaje tylko to czego nie mowili w zlosci i nie odwolali) ale moze nie wszystko pamietam... (to mnie smuci)

-nie zwijam torebek przed wrzuceniem do kosza.. robiac w koszu na smieci "sztuczny tlok"
-za bardzo chce miec wszystko wysprzatane
-za czesto chce wychodzic z domu (to obecny maz) za zadko chce wychodzic z domu (pierwszy mąż)
-nie slucham jak do mnie mowia gdy sie zamysle... i potem pytam z bladzacym wzrokiem: "slucham?"
-uwazam ich za glupich (obydwaj tak uwazaja) (musze tu dodac, ze moje wiedza w kilku tematach jest bardzo duza -fakt, ktory przytaczam nie z proznosci- i czesto ludzie dzwonia lub przychodza proszac mnie o pomoc. Bylo to szczegolnie bolesne dla pierwszego meza. Zwlaszcza gdy ktos z jego rodziny powiedzial do niego " Nie wymadrzaj sie, bo my tu przyszlismy pogadac z .. z ZAZDROSCIA big_smile tongue.. a ty sie nie znasz na tym.... Ta jego rodzina tez jest na czarnej liscie. Po ich wyjsciu dostalam manto. Piescia w zebra)
Ale moze jest cos w moim zachowaniu co ich odstrasza.
- Spoznilam sie w kwietniu 1995 roku ... i drugi raz w kwietniu 2010 (musze uwazac na ten kwiecien) Pierwszy maz spoznil sie przeze mnie na party (15min), a drugi prawie by sie spoznil do dentysty.
-wypominam- np ze od trzech lat tylko 2 razy sprzatnal lazienke i raz odkurzyl dom... i takie tam bla bla bla. Wypominam z czestotliwoscia raz na kwartal.wic czesto nie slysze tego zarzutu.

No i pomyslalam , ze poprosze o liste moich wad obu moich zyciowych panow... i ja potem opublikuje.
Ktos jeszcze podejmie takie wyzwanie?

Sh-bam

47

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Nie mam wprawdzie żadnego porównania siebie w ocenie dwóch mężów, ale ten jeden mój ex ze swoją krytyką zastąpiłby mi ocenę i 4 mężów.
No więc bijąc się w piersi wyznaję, że mój ex nie mógł ze mną wytrzymać, bo:
- zawsze mam coś do powiedzenia;
- za bardzo znam się na tym, co robię;
- domagam się miłych słów;
- za bardzo kocham zwierzęta;
- jestem generalnie lubiana i doceniana w różnego rodzaju środowiskach;
- za bardzo lubię kwiaty w ogrodzie i ich pielęgnowanie;
- za długo koszę trawniki;
- nie lubię piwa;
- oglądam programy w niewłaściwych stacjach TV;
- za dużo czytam;
- lubię dziewczyny, z którymi żyją moi synowie;
- za dużo wydaję na prezenty;

Zazdrości, jak to przeczytałam, co napisałam roześmiałam się w głos. A Ty rozśmieszyłaś mnie do łez swoją listą. Dla równowagi podam moją jedną jedyną zaletę (ale teraz to właściwie nie wiem, czy on miał na myśli zaletę czy wadę), o której usłyszałam od mojego ex: nie są dla mnie ważne pieniądze .....
Umieram ze śmiechu ..... zrobię kompletną listę moich wad, wypiszę na czerpanym papierze i powieszę sobie w WC, abym czytając ją codziennie rano pamiętała, że nie mogę popełniać takich niecnych czynów :-).
Zazdrosci, normalnie jesteś baba z (ja).....(ja).....(mi).

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

48

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Ha ha, Zazdrości, ostro :-)
Ale trafnie, w końcu "leczenie" naszej głupoty powinno polegać też na zrozumieniu naszych wad.
Ja wciąż - pomimo wszystkich świństw, które mi zrobiono - twierdzę, że do rozpadu naszego związku przyczyniliśmy się oboje. OK, nie usprawiedliwia to zdrad i tchórzostwa mojego eksia, ale biję się w pierś, też nie starałam się naprawić swoich błędów.
A oto one:
- wracałam do domu zmęczona i mało się uśmiechałam...
- gotowałam za dużo
- gotowałam za mało (w zależności od punktu widzenia mojego eksia)
- wymagałam od niego, żeby odkurzał
- wymagałam od niego, żeby wyrzucał kosz, kiedy śmieci zaczynały się wysypywać oraz - o zgrozo! - żeby po wyrzuceniu śmieci wsadzał nowy worek
(nota bene, na tym kończyły się moje wymagania dot. prac domowych... okazało się jednak, iż przesadziłam z ich ilością)
- chodziłam za późno spać (z tego zdawałam sobie sprawę, ale inaczej się nie dało - przychodziłam z pracy, gotowałam, zmywałam, sprzątałam, potem musiałam chwilę odsapnąć... a mój luby już dawno spał)
- w weekendy nie wstawałam z nim skoro świt, ale spałam do 9-10
- za dużo piłam (czytaj: kiedy padałam ze zmęczenia po wieczornej harówce, siadałam na chwilę na kanapie z kieliszkiem wina, żeby w końcu się zrelaksować)
- mam zbędne i głupie zainteresowania (np. pielęgnowanie ogródka; a przecież najlepiej cały wybetonować)
- kupowałam nowe rzeczy (a przecież wystarczyło rozglądnąć się dookoła i np. pozbierać spod śmietnika... nadmieniam, iż oboje zarabialiśmy całkiem porządne pieniądze)
- mam wielu przyjaciół (czytaj: od czasu do czasu starałam się znaleźć dla nich czas)
- chyba najważniejsze... przytyłam. A, i starzeję się! :-D
No i wyszło na to, że większość wad ironizuję. Ale jak tu nie ironizować takiego czepialstwa się???
Eeeee, teraz tylko upewniam się, że to kretynek był...

49

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Przejrzałam się w swoim własnym krzywym zwierciadle i wcale nie uważam moich wad za wady, a mówiąc inaczej raczej lubię moje wady. Nie walczę z nimi. Ooooooooooo, to znaczy, że osiągnęłam samozadowolenie, to efekt mojej pracy nad sobą. Staram się moje wady oswoić i czekam na kogoś, dla kogo moje wady będą zaletą. I jeszcze puchnę, jak balon z zadowolenia, że mój ex już się rozstał ze swoją nową wielką miłością. Bo mnie znosił 30 lat, a ją porzucił po 2 miesiącach. Swoją drogą ciekawi mnie z powodu jakich wad ? Musiała być dobra kobieta :-). Może gdzieś tu jest ? Czy Wy znacie następne kobiety swoich ex ?

To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.

50 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-07-09 21:27:55)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Moi obydwaj panowie odpowiedzieli, ze nie mialam wad. Smutne to. Byloby mi latwiej z wadami... daloby sie cos zmienic...
A teraz.. to juz tylko bezsilnosc.
Drugi maz powiedzial,ze wszystko mowil w zlosci, zeby mnie zranic, ale nigdy tak nie mylslal. Zapytałam dlaczego chciał mnie zranić. Odpowiedział: Bo byłem głupi sad

To chyba moj charakter. Najporzadniejszego czlowieka zamienie w oprawce. Powolutku... małymi kroczkami..uparcie i systematycznie dąże do celu.
Etap 1
Najpierw go uczę, że ON jest najwazniejszy na swiecie a ja jestem nieważna. Poradzę sobie byle by jemu było wygodnie i dobrze. Jak dwa jabłuszka leżą to wezmę to gorsze i mniejsze. Jak coś się złego wydarzy to mówimy jak on to przezyl a nie ja. Usługuję, gotuję, podaję bo mnie łatwiej...normalnie drobnostka. Już w brzuchu mamy brałam kursy "gospodarstwa domowego" On wtedy kształcił swoje zainteresowania. Ja nie mam żadnych zainteresowan. A wszelkie wybuchy zazdrosci o czas dla siebie odpracowywuję jeszcze wydajniejszą pracą, zeby zatrzec to niemiłe wrazenie. O nie ja nie jestem kochanie gderliwa ani leniwa. Ja Ci pokaze jaka jestem dobrą zoną. Gdy się już nauczy, że to on jaes ważniejszy w związku to przechodzę do etapu drugiego.
Etap 2
Uczę go braku szacunku do mnie. Gdy cos mi zrobi nie musi przepraszac i moze powtarzac bledy w nieskonczonosc. Moze mnie uderzyc raz i drugi i.... Jak nabroi" zaraz wybaczam, bez dania mu nawet minutki na refleksje.
Pokazuje jaka jestem prymitywna i tylko gary mi w glowie i sprzatanie.
Gdy dostaje patelnie w prezencie gwiazdkowym a on nowy  telefon komorkowy to mogę uznac ten etap edukacji za zakonczony. Inne symptomy udanego zakonczenia etapu to:
-zaczyna odnosic sie milej do kazdej innej kobiety niz do mnie
-mowi: Dzis nie pomogę Ci rozpakowac zmywarki (jakgdyby to robil zwykle) bo jest wazna debata polityczna w telewizji a to wazne dla Polski. Wtedy wyraznie pokazuje jak cudownie go wyszkolilam. Wie juz, ze mnie nie interesuje ani debata, ani Polska bo jestem prymitywna i glupia. Ide do kuchni robic ta zmywarke... czyli pielegnowac moje prymitywne zainteresowania.
Etap 3
Krótki, szybki. Ostre cięcie.
Mowie: tak dluzej nie moze juz być. Koniec zdrad, koniec bicia, (... i wstawcie sobie co chcecie, na ten koniec)
Płaczę rozmazując sobie katar po twarzy, zeby go fizycznie tez odstraszyc.
Jetem smutna i zaniedbana. Probuje rozmow i negocjacji... trafiam w pustke.
On wie, ze nie chce juz ze mną byc... stracił do mnie cały szacunek i nie wie jak to się stało. Jestem nudna i męcząca.
Ja tez się tak czuję. I tak wyglądam. Patrze w lustro
- Gdzie tamta dziewczyna- pytam siebie

... i koniec
Patrze przez okno jak podbiega otworzyc drzwi do samochodu "nowej pani" i trzyma ją za rękę gdy wsiada.
Myslę...- mnie tez tak kiedys trzymał. Dlaczego przestał?
Gdy tylko pojawi się na horyzoncie nowy mężczyzna nabieram siły. Czuję się odrodzona... i przechodzę szybko do Etapu 1, żeby nie marnować czasu.

Chcę zatrzymac tę machinę... Czy dam radę?

i taki zal sciska serce gdy widze te wszystkie paniusie lapiace mojego mezczyzne na ETAP 1...
zalosne to

Sh-bam

51

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

No...
mi też mój eksiu powiedział (już po rozstaniu), że jestem kobietą, z którą spędza się całe życie.
I co mi po tym...?!!!
Wybrał pustogłówka solariowego....
Więc chrzanić, ile jesteśmy w rzeczywistości warte, skoro nikt tego nie umie docenić... ech...

52

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

dokladnie...

wielokrotnie slyszalam, ze jestem wyjatkowa, ze zasluguje na wszystko, co najlepsze... ale i tak mnie zostawiali. dla kogo? wcale nie ladniejszych, nie madrzejszych (obiektywne oceny osob z zewnatrz). skoro jestem taka wyjatkowa, dlaczego mnie zostawiali??? bali sie tej mojej wyjatkowosci? w takim razie pier***e ta wyjatkowosc i chce byc normalna, zyc w normalnym zwiazku, miec normalne problemy.

a tak ze swoja wyjatkowoscia jestem wyjatkowo samotna i czuje sie wyjatkowo beznadziejnie...

?Jeśli jakaś kobieta może mi odbić faceta, to niech go sobie bierze, bo ja już bym go nie chciała"

53

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Po prostu trafiłyśmy na wyjątkowych kretynów ;-)

54

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

mi sie wydaje, że to jest jakiś nasz podświadomy wybór.. takie bad boy'e spod budki z piwem

a potem próbując ich "naprawić" dziwimy się, że nie ma rezultatu...oni już na wstępie z reguły nie nadają się do stałych dobrych związków...


tacy są... i żadna ich nigdy nie zmieni

Ktoś kiedyś powiedział, że w chwili, kiedy zaczynasz zastanawiać się, czy kochasz kogoś, przestałeś go już kochać na zawsze. Carlos Ruiz Zafón   
Powiesz mi 1000 słów, zrozumiem 100, zapamiętam 10, ale w żadne nie uwierzę.
Life's a bitch. But she's my bitch.

55 Ostatnio edytowany przez nitka 24 (2010-07-12 14:30:34)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Szczypta_cukru napisał/a:

mi sie wydaje, że to jest jakiś nasz podświadomy wybór.. takie bad boy'e spod budki z piwem

a potem próbując ich "naprawić" dziwimy się, że nie ma rezultatu...oni już na wstępie z reguły nie nadają się do stałych dobrych związków...


tacy są... i żadna ich nigdy nie zmieni

czyli to jest NASZA wina, ze oni nas zdradzaja??? bo niepotrzebnie wiazalysmy sie z partnerami, ktor\y sie do stalych zwiazkow nie nadaja????

a co oni maja na czole napisane: bede zdradzal???????????????? maja jakies specjalne tatuaze? JAK ich odroznic????

ps. nie ma reguly, ci "grzeczni, ulozeni chlopcy" tez potrafia zdradzic...

?Jeśli jakaś kobieta może mi odbić faceta, to niech go sobie bierze, bo ja już bym go nie chciała"

Posty [ 1 do 55 z 3,559 ]

Strony 1 2 3 65 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » dlaczego zdradzani sa glupi...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018