ANB85 napisał/a:Takie decyzje są często podejmowane w chwilowym afekcie choć pewnie jakieś podłoże depresyjne (lub długotrwały stres) musiało zaistnieć.
Znam panią, teraz ok. 50-tki, która parę lat temu wyskoczyła z balkonu. Potem mówiła, że to było właśnie w amoku, podczas kłótni z mężem, nagle "miała wszystkiego dość", ale samego skoku nie pamięta w ogóle.
A tak ogólnie do tematu: nie sądzę, żeby kiedyś depresji nie było, żeby wszyscy byli super silni itd. Pomijając wszystko inne, takie historyjki dobrze się sprzedają, a nikt nie zagłębia się w tło. Np. wujek mojej babci spędził większość wojny w obozach koncentracyjnych, po wyzwoleniu, jak dreptał z Austrii do domu, gdzieś "po drodze" znalazł przepiękną dziewczynę, która została jego żoną, wrócili razem, dziecko, sielanka; podobno facet miał niewiarygodne poczucie humoru, zawsze był pogodny itd. (jeżeli był choć w części podobny do swojej córki, to jak najbardziej w to wierzę). No pasuje do tematu jak ulał, silny facet, dał radę. Tylko że ten silny facet mówił również, że gdyby wiedział, jak w tych obozach będzie, to nawet gdyby miał świadomość, że to wszystko przeżyje, pierwszego dnia poszedłby na druty.
I ja się w pewnym sensie zgadzam z tym, co napisała Madoja, ale wyłączyłabym spod tego faktyczną depresję, bo, uważam, chorych nie można oceniać wg kryteriów ludzi zdrowych.
Zgadzam się natomiast z takim ogólnym "osłabieniem", zwłaszcza w relatywnie błahych sprawach - często tam, gdzie moi rówieśnicy nie widzieliby problemu, osoby już o 10-15 lat młodsze widzą przeszkody nie do pokonania.
Poza tym, sądzę, wzrost świadomości społeczeństwa w kwestii depresji wiąże się z nadużywaniem tego terminu, przez co jesteśmy i bardziej świadomi, i bardziej sceptycznie nastawieni.
Jeżeli ktoś zna osoby, które "mają depresję", kiedy jest im smutno, kiedy zakopały się w łóżeczku na weekend, kiedy im zimno, kiedy nic im się nie chce, kiedy... cokolwiek, to też trudno mu się dziwić, że coraz częściej jego reakcją będzie: "idź pobiegać", "znajdź sobie coś do roboty" czy "kiedyś ludzie nie mieli czasu na depresję". Tym bardziej, że - przynajmniej w moim otoczeniu - ci, którzy mianem depresji określają swoje fanaberie, są bardziej widoczni od faktycznie chorych.